• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

mój syn nie może pogodzić studiów i pracy Dodaj do ulubionych

  • 26.10.11, 21:25
    Witam.Bardzo chciałabym się podzielić swoi problemem.Mój syn ma24lata.Wychowywałam go sama.Syn studiuje zaocznie(na dziennych sobie nie poradził)i jednocześnie pracuje.Niestety nie potrafi tego pogodzić.Zawala jedno i drugie.Na studiach odkąd podjął prace ma same zaległe egz(kilka warunków).Prace też zawala,nie dotrzymuje terminów,zapomina o wszystkim itd.Większość pieniędzy które zarobi idzie na opłate studiów i egz poprawkowe i w zasadzie nie wiele zostaje z jego wypłaty na dopłacenie do utrzymania domu(jeszcze ja czasami musze go wspsomódz).Nie wiem co mam robic dalej.Widze młodych ludzi u znajomych i wszyscy sobie dobrze radzą,udaje im sie godzić prace i studia.Niczego nie zawalają.Nie wiem czy rzeczwyiście tak cięzko pogodzić zaoczne studia(administracje)z niezbyt wyamgająca pracą(magazynier)?.rad.Martwie sie bo mój syn poprostu nie daje sobie rady w życiu.Wszystko ciągle zawala,nie wywiązuje sie z obowiązków.Macie może jakieś rady?Spotkałyście sie z podobnymi przypadkami?
    Zaawansowany formularz
    • 26.10.11, 21:31
      Ale z czego wynika to, ze zawala?
      Nie dotrzymuje terminow bo imprezuje?
      Pije? Bierze narkotyki?
      Z jakiego powodu zawala?
      --
      http://republika.pl/blog_tb_3926619/5833637/tr/motyle__7_.gif
      • 26.10.11, 21:41
        bo żyjemy w chorym kraju

        w normalnym kraju studiuje góra 30% najlepszych uczniów, pozostałe 70% idzie do technikum lub zawodówki, w Polsce jest odwrotnie, 70% uczniów idzie na studia a pozostałe do technikum i zawodówek

        mamy podobną liczbę studentów co taka Francja, pomimo iż kraj ten posiada 28 milionów więcej mieszkańców, to jest chore




        --
        forum.gazeta.pl/forum/f,102329,Kobieta_bez_cenzury.html

        Demokracja to ustrój w którym każdy może powiedzieć co myśli nawet jeśli nie myśli.
        • 26.10.11, 22:01
          Nie wierzę, ale się zgadzam.
          • 26.10.11, 22:23
            Wierze ale nie w wieże
        • 27.10.11, 14:03
          jan_hus_na_stosie napisał:

          > bo żyjemy w chorym kraju
          >
          > w normalnym kraju studiuje góra 30% najlepszych uczniów, pozostałe 70% idzie do
          > technikum lub zawodówki, w Polsce jest odwrotnie, 70% uczniów idzie na studia
          > a pozostałe do technikum i zawodówek

          Ale w 2010 w PL było 20% osób z wyższym wykształceniem, co jest i tak mniej niż średnia w krajach OECD (28%).
          • 27.10.11, 14:39
            A ile z tych 28% jest zatrudnionych na stanowiskach odpowiadających nabytym na studiach kwalifikacjom? To po pierwsze. Po drugie, czy w krajach OECD wyższym wykształceniem nazywa się papirki kupione od szkół lansu, dansu i romansu w Głuchowie Większym za 1000 złotych za semestr plus 1500 za "pracę magisterską" i czy - tak jak w Polsce - nie stosuje się tam żadnej selekcji przy naborze ani w trakcie studiów? Przypuszczam, że wątpię. Po trzecie, z tych średnich 28% jakieś dwie trzecie poprzestaje na studiach zawodowych, zwykle trzyletnich, w Polsce traktowanych lekceważąco, pogardliwie i nieco podejrzliwie, w związku z czym każdy, ale to każdy musi "mieć magistra", bo bez magistra to nie człowiek. Skutki są, jakie są - stada przekonanych o swojej wielkości matołów "po studiach" walą fochy, bo nikt ich nie chce posadzić na dyrektorskim stołku za 5000 miesięcznie, a ekipę budowlaną trzeba umawiać z rocznym wyprzedzeniem.
            --
            Gadał dziad do obrazu, a obraz do niego: "Spieprzaj, dziadu".
            • 27.10.11, 14:45
              Ależ ja wcale z tym nie dyskutuję. Zestawiam tylko 70% ludzi idących na studia i 20% populacji z wyższym wykształceniem. Nie zamierzam oceniać jakości dyplomów, porównywać ich z innymi krajami czy śledzić ścieżki kariery.
              • 27.10.11, 15:26
                Nawet jeżeli te 20% to prawda, to i tak ciągle za dużo, przynajmniej jak na polskie warunki.
                --
                Gadał dziad do obrazu, a obraz do niego: "Spieprzaj, dziadu".
              • 27.10.11, 17:52
                > Zestawiam tylko 70% ludzi idących na studia i 20% populacji z wyższym wykształceniem.

                To jest wynik tego, ze w starszym pokoleniu jest mniejszy udzial osob z wyzszym wykszt. Ten boom edukacyjny to sprawa ostatnich 10 lat (mniej wiecej).
                Na studia idzie teraz prawie 50% absolwentow szkol wyzszych.
                Na zachodzie tez studia sa na roznym poziomie w zaleznosci od uczelni. We Francji np. przyjmuja wszystkich chetnych, a tych w dobie kryzysu jest b. duzo, bo to odroczenie wyroku.
                • 27.10.11, 18:03
                  ... absolwentów szkół średnich. Tak miało być?;)

                  Dwie wielkości 20% w Polsce i 28% jako średnia krajów OECD są chyba jakimiś miernikami. Bez względu na strukturę wieku. Mamy porównywalnie mniejszy odsetek ludzi z wyższym wykształceniem. Zresztą może są kraje, które mają niemal dwukrotnie wyższy odsetek, takie 36%.
                  Natomiast czy to dużo, czy mało, czy dobrze, źle, jak to wpływa na bezrobocie (są zestawienia liczby bezrobotnych pod kątem wykształcenia, wieku, a nawet płci i wielu innych zmiennych) to insza inszość. I tego nie oceniam.
                  • 29.10.11, 11:56
                    Chyba nie zalapalas istoty: ten mniejszy udzial osob z wyzszym wykszt. jest wynikiem tego, ze 20 i wiecej lat temu mniej ludzi studiowalo (w porownaniu do krajow europy zach.).
                    W pokoleniu 24-35 latkow nie ma juz takich roznic.
                    Poza tym wyzsze wykszt. wyzszemu wykszt. nierowne. Mozna sobie wyobrazic kraj, w ktorym za rozwiazanie ukladu rownan z 3 niewiadomymi bedzie sie przyznawac magisterium z matematyki.
    • 26.10.11, 21:31
      trzeba go było do dobrej szkoły zawodowej posłać aby się wyuczył konkretnego zawodu, a nie na na studia



      --
      forum.gazeta.pl/forum/f,102329,Kobieta_bez_cenzury.html

      Demokracja to ustrój w którym każdy może powiedzieć co myśli nawet jeśli nie myśli.
      • 26.10.11, 22:24
        Ja mojego syna na kafelkokładzeniarza kształcę.
    • 26.10.11, 21:32
      twój syn jest dorosłym człowiekiem, pozwól mu poczuć zarówno ciężar jak i korzyść z tego faktu
      po prostu przestań go wreszcie niańczyć, pora dorosnąć, pozwolić waszej relacji przejść do innego etapu

      to że wychowywałaś syna sama, ma znaczenie o tyle, że niemal na pewno jesteś bardziej nadopiekuńcza niż inne matki










    • 26.10.11, 21:32
      moze syn po prostu nie nadaje sie na studia? Niech sie nauczy jakiegos konkretnego zawodu. To mu sie bardziej przyda niz jakis papierek wartosci rolki toaletowego w kiblu.
      --
      Nie rób komuś dobrze, nie będzie ci źle.
      • 26.10.11, 21:38
        Nie wiem jak jest powód,że on tak zawala.Syn zawsze był przeciętniakiem.Nie miał problemów z nauką,ale też nie był orłem.Lubi zaimprezować,jak każdy chłopak w jego wieku,ale nie zdarza się to zbyt często.Przeraża mnie to,że on jest tak niezorganizowany i nieodpowiedzialny...
        • 26.10.11, 21:39
          do wojska niech idzie. Tam juz go naucza wszystkiego.
          --
          Nie rób komuś dobrze, nie będzie ci źle.
          • 26.10.11, 22:25
            soulshunter napisał:

            > do wojska niech idzie. Tam juz go naucza wszystkiego.

            Ej no, od chomika się zaczyna.
            • 27.10.11, 19:57
              mojemu bratu dałam kwiatka, zawzięto to zielsko na życie, zawzięte :)
        • 28.10.11, 08:02
          Niech on najpierw moze tylko popracuje.Najpierw ten magazynier, a jak mu sie przeje to moze jako sprzedawca. Niech sie skupi na jednym i poczuje wartosc pieniadza. Bo na razie to zarowno praca jak i studia sa dla niego czyms "na niby"pod ochronnym parasolem mamusi.
          Kiedy przestanie wywalac kase w bloto (bo tak na razie jest) na studia twardo wyciagnij reke po czesc zarobkow.Prawdopodobnie to dobry chlopak tylko za dlugo trzymany pod kloszem.Trzeba mu dac szanse poczuc jaja w portkach.Niekwykluczone ze po pewnym czasie na studia wroci, ale moze znajdzie cos super dla siebie i bez studiow, zwlaszcza takich co procz papieru nic nie daja.
          --
          Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

          Henryk Sienkiewicz
    • 26.10.11, 21:44
      On sam chciał pójść na studia czy zrobił to pod twoim wpływem? Może on wcale nie chce studiować, naprawdę nie każdy musi skończyć studia. Rok akademicki się dopiero zaczął więc niech zrezygnuje skoro sobie nie radzi. Jaki jest sens inwestować prawie cały dochód na studia, które go nie interesują, albo do których się nie nadaje. Lepszym rozwiązaniem jest skupić się na pracy.
      Jaki kierunek studiuje?
      • 26.10.11, 21:47
        Administrację, wzmiankowała :)

        --
        Pani Wanda, ugodzona do żywego, zasadniczo stwierdziła, że nie lubi jak węże pierdzą.
      • 26.10.11, 21:47
        happy_time napisała:

        > Jaki kierunek studiuje?

        przecież napisała, że administrację :) nieuważnie czytasz ;)



        --
        forum.gazeta.pl/forum/f,102329,Kobieta_bez_cenzury.html

        Demokracja to ustrój w którym każdy może powiedzieć co myśli nawet jeśli nie myśli.
      • 26.10.11, 21:48
        chłe, chłe, jak to niektórzy uważnie czytają.
        --
        Das Leben ist kein Ponyhof
        • 26.10.11, 21:57
          czytac, nie znaczy rozumieć, chłe chłe
      • 26.10.11, 21:50
        Studiuje administracje zaocznie.Przez rok studiował prawo ale nie dał rady.Tylko,że jakby troszke bardziej sie przykładał do dałby rade.ale ja już też nie mam siłyo go ciągle to wszystkiego motywować i pokazywać palcem co ma robić.
        • 26.10.11, 21:55
          > ale ja już też nie mam siłyo go ciągle to wszystkiego motywować i pokazywać palcem co ma robić.

          To tego nie rób. Jemu na tych studiach nie zależy więc nawet jeśli je w końcu skończy to i tak to nic nie zmieni w jego życiu. A w pracy jak sobie radzi?
          • 26.10.11, 21:57
            Bez szaleństw.Robi to co do niego należy i nic poza tym.Nawet nie szuka nic bardziej ambitnego.Narazie jakoś to się kręci ale boje sie co będzie dalej...
            • 26.10.11, 22:06
              To niech dalej robi to co do niego należy. Nie wtrącaj się, nie pomagaj. Niech zacznie sobie sam radzić.
            • 27.10.11, 16:36
              TY się boisz TY się martwisz.A co robi Twój syn?:)
              Ktoś tu dobrze napisał,czas dać synowi dorosnąć,Jego studia,jego praca,jego wybory życiowe.
              Przestań niańczyć dorosłego faceta i napomknij mu,że czas opuścić "gniazdko domowe". Niech zepnie dupsko i bierze się do życia.
              A Ty zacznij żyć własnym życiem a nie dorosłego syna bo przeleci Ci to życie nawet nie będziesz wiedziała kiedy.:)

              --
              Gdzie jest krzyż!!......zaaa saałatą:P
              zabrali.pl/
              "Był romantyzm, był pozytywizm.. a teraz to chyba kur-wizm jest"
              • 28.10.11, 08:05
                Jeszcze nie jest zapozno znalezc sobie faceta.
                --
                Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

                Henryk Sienkiewicz
        • 26.10.11, 21:57
          Po co pokazujesz dorosłemu mężczyźnie palcem co ma robić. To z twojej strony zakrawa na jakąś przemoc w rodzinie a z jego na jakieś upośledzenie umysłowe albo chorobę psychiczną, że jeszcze nie walnął pięścią w stół i nie wyniósł się na drugi koniec kraju zrywając z tobą wszelkie kontakty. Przecież chłopak nawet popędu seksualnego nie ma, żeby go chęć zdobycia panny i regularnego seksu zmotywowała do odcięcia pępowiny. Może na jakąś terapię rodzinną powinniście iść a jego to od razu do psychiatry wysłać. Może to depresja tylko i da się wyleczyć.

          Poza ty to chyba n-ty twój wątek z serii mam nieudacznego syna co mam robić.
          • 26.10.11, 21:59
            To mój 1 wątek na tym forum
        • 26.10.11, 22:01
          ożeń go i sceduj na synową te syzyfowe prace.
      • 26.10.11, 21:51
        Faktycznie, już doczytałam :)
    • 26.10.11, 21:47
      Skoro sobie nie radzi - to niech zostawi studia i pracuje.

      --
      Pani Wanda, ugodzona do żywego, zasadniczo stwierdziła, że nie lubi jak węże pierdzą.
      • 26.10.11, 21:49
        a na początek niech weźmie rok dziekanki, a potem się zobaczy.
        --
        Das Leben ist kein Ponyhof
        • 26.10.11, 22:28
          Do SPA niech jedzie, do SPA !
      • 26.10.11, 22:04
        rada przyznam uniwersalna. z pracą też sobie nie radzi. :)
        • 26.10.11, 22:16
          bo może to jest typ osoby, która się musi skupić tylko na pracy
          kurde no nie wszyscy są orłami itd... kiedyś na studia szedł co 10 czy 20, teraz każdy i jest to wymóg niemal jak skończenie podstawówki


          --
          www.youtube.com/watch?v=t5Hn5BYbr9k
    • 26.10.11, 21:50
      Nie każdy jest na tyle wydolny i zorganizowany, żeby pogodzić naukę ze studiowaniem. Zdarza się. Skoro po jednej stronie krzywej gaussa są ludzie, którzy potrafią pogodzić studia dzienne, pełnoetatową pracę, rodzinę, dzieci i jeszcze sobie poimprezować, to po drugiej stronie są tacy, co nawet zaocznych studiów z niezbyt ambitną pracą nie pogodzą. Takie życie i trzeba się z tym pogodzić.

      Nie mówiąc o tym, że studia w trybie zaocznym to masakra. 3-dniowy maraton od rana do wieczora a potem jeszcze rano do pracy trzeba iść. Nawet jak te studia nie są zbyt ambitne to samo siedzenie na tych wykładach powoduje zmęczenie materiału. A z drugiej strony praca przez cały tydzień. Nie bez powodu ktoś wymyslił, że człowiekowi pracy należy się po 5 dniach 2 dni odpoczynku. Inaczej wszyscy harowaliby 7dni w tygodniu. A praca i studia to właśnie jest taka harówka 7dni w tygodniu. Do tego jeszcze popołudniu po pracy zamiast sobie odpocząć, to trzeba pisać prace i przygotowywać się do kolokwiów i egzaminów. Pod tym względem studia dzienne są o wiele mniej obciążające. I jak ktoś nie wydolił na dziennych, to na zaocznych łączonych z pracą nie wydoli jeszcze bardziej.
    • 26.10.11, 22:04
      > Martwie sie bo mój syn poprostu nie daje sobie rady w życiu.
      > Wszystko ciągle zawala,nie wywiązuje sie z obowiązków.
      > Macie może jakieś rady?

      Moim zdaniem powinnaś się wybrać się do szkoły, do której uczęszcza syn, i porozmawiać z prowadzącymi zajęcia: jak oceniają syna? gdzie według nich leży problem? jakie przewidują dla sposoby, żeby syn mógł poprawić swoje stopnie? Możesz też przedstawić prowadzącym wyjątkową sytuację syna i poprosić, by poświęcili mu nieco więcej uwagi niż pozostałym uczniom. Może prowadzący nie wiedzą, że syn łączy szkołę z wymagającą pracą w magazynie? Dobry kontakt i współpraca rodzica z nauczycielem jest podstawą sukcesu edukacyjnego dziecka!

      --
      Simon Sebag Montefiore's „Young Stalin”
      • 26.10.11, 22:09
        Myśli Pan,że praca na magazynie jest łatwa?Na pewno trudniejsza i cięższa niż siedzenie za biurkiem...i wypisywanie bzdur
        • 26.10.11, 22:17
          > Na pewno trudniejsza i cięższa niż siedzenie za biurkiem...

          Jeszcze zależy, co się za tym biurkiem robi. Ale jeśli szanowny syn chce, droga zrozpaczona obywatelko, to może spróbować kiedyś na przykład mojej rzekomo lekkiej roboty przy biurku – wróci „na magazyn” po pierwszym dniu i będzie pieścił i komplementował swój wózeczek widłowy ze łzami w oczach: Przepraszam, wózeczku widłowy spalinowy z wysięgnikiem. Wybacz mi, że uznałem naszą współpracę męczącą. Czy mogę jeszcze trochę na tobie pojeździć, kochany?

          --
          Simon Sebag Montefiore's „Young Stalin”
          • 26.10.11, 22:21
            A czymże tak ważnym sie zajmujesz?Skąd w Tobie tyle ironii?Praca za biurkiem samodzielnie zdobyta czy mamusia z tatusiem załawili posadke?
            • 26.10.11, 22:29
              sorry ale nie powinnas pytac o takie rzeczy skoro sama napisalas ze pomoglas synowi zalatwic prace... litosci no
            • 26.10.11, 22:55
              A czymże tak ważnym sie zajmujesz?

              Stronami internetowymi, ogólnie biorąc, a ściśle wycinkiem całego procesu. Teraz po paru latach szlifów już mnie to nie męczy tak, ale początkowo po ośmiu godzinach kompletnie nie wiedziałem, co jest grane. Dla porównania: po ośmiu godzinach pracy fizycznej, od której zaczynałem swoją błyskotliwą karierę po rzuceniu studiów (co zresztą zalecam synkowi), nigdy nie byłem tak wykończony, jak niekiedy bywałem po rzekomo lekkiej robocie przy biureczku.

              Skąd w Tobie tyle ironii?

              Prawdę mówiąc, mam tak od dziecka. Zaczęło się od tego, że w wieku dwóch czy iluś lat poproszony przez mamę o przyniesienie śliniaczka, zachłystując się od śmiechu przyniosłem pałeczkę od swojego zabawkowego werbelka. Tak już zostało.

              Praca za biurkiem samodzielnie zdobyta czy mamusia z tatusiem załawili posadke?

              Nie mam posadki; współpracuję z kilkoma firmami, ale mamusia z tatusiem nie mieli z tym nic wspólnego. Zresztą sami nie mają zbyt wielu kontaktów. (Śmiech).

              Rozmawiała Zrozpaczona46

              --
              Simon Sebag Montefiore's „Young Stalin”
          • 28.10.11, 08:13
            Praca w magazynie jest meczaca a chlopak sobie radzi.Nie szuka niczego ambitniejszego bo i tak zawala studia-po pierwsze nie ma kiedy po drugie ambitniejsza praca wymaga wiekszej energii ktorej mu juz brak.
            Moze zajdz z drugiej strony-jesli i tak nie doklada sie do zycia, to moze daj mu postudiowac bez pracy-przeciez Ci wszystko jedno.
            Jedno jest pewne-zamiast martwic sie na zapas ZMIEN COS.ZAchowania nie zmienisz to przynajmniej postaw mu jakis wybor-wybierze pewnie studia bo to wygodne-ale postaw warunek-masz czas i luksusowe warunki-maja byc dobre oceny,Nie ma dobrych ocen,ze studiow rezygmujemy wracasz do pracy i placisz dole. jakbys zajela sie swoim zyciem, poszukala sobie kogos aktywnie, tobys zlapala dystans i do syna.
            --
            Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

            Henryk Sienkiewicz
        • 26.10.11, 22:21
          zrozpaczona46 napisała:

          > Myśli Pan,że praca na magazynie jest łatwa?Na pewno trudniejsza i cięższa niż s
          > iedzenie za biurkiem...i wypisywanie bzdur

          no zaraz- a czy administracja - czyli to co twoj syn studiuje i mu tak ciezko idzie to nie jest wlasnie jakies tam siedzenie za biurkiem i wypisywanie bzdur?? nie pisze zlosliwie tylko racjonalnie, cos mi sie ta cala historia kupy nie trzyma. Czy nie jestes przypadkiem taka nadopiekuncza mamcia co to wszyscy sa zli i niedobrzy tylko moj syneczek biedny ciezko tyra i jako mu nie idzie?? moze ty po prostu go tak wyreczasz, usprawiedliwiasz i nianczysz i sama z niego taka kaleke robisz??
          --
          .. nic.
      • 26.10.11, 22:13
        Serio proponujesz, żeby matka DOROSŁEGO faceta wybrała się do szkoły i porozmawiała z prowadzącymi?? Wiesz jak zareaguje prowadzący/wykładowca na studiach ZAOCZNYCH jak zobaczy matkę jednego ze studentów, która przyszła usprawiedliwiać jego niepowodzenia pracą zawodową?? Podpowiem: zabiję ją śmiechem.
        Mam nadzieję, że nie masz dzieci, a jeśli masz, to że nigdy nie zrobisz czegoś takiego własnemu dziecku. ja bym się ze wstydu pod ziemię zapadła, jakby moja mama wybrała się na moją uczelnię załatwiać jakąkolwiek moją sprawę...
        --
        Musztarda po obiedzie
        • 26.10.11, 22:27
          Incort robi sobie jaja :)
          Współpraca rodziców ze szkołą jest super w szkole podstawowej i w gimnazjum dla trudnych przypadków. Licealista juz powinien byc samodzielny a matka nie powinna pisać takiemu usprawiedliwień gdy zawali. A tu mamy, jak mówią moi znajomi, wykładający na studiach - rzeszę dzieciaków mentalnych.
          • 26.10.11, 22:31
            Jak już wysłałam, to przeczytałam drugi raz i oczywiście, że robi sobie jaja:) Zmęczona jestem i nie skojarzyłam za pierwszym razem...:)
            --
            Musztarda po obiedzie
        • 27.10.11, 13:57
          A nie zapadłabyś się, jakby Ci mamusia mówiła, co masz robić ze swoim życiem w wieku 24 lat?

          --
          "Freedom is a spaniel that grows weak and flabby if it be not excercised. So excercise your dog, sir, that's the trick"
      • 27.10.11, 16:48
        :D Taaa i koniecznie za rączkę prowadzić chłopczyka.
        Maleństwo sobie nie radzi to mamunia zaradzi.
        I tak do 40 niech mamunia życie synusiowi ułatwia. A później najlepiej niech wybierze mu żoną i zaplanuje kiedy JEJ wybranka będzie miała dni płodne coby synusiowi ułatwić zapłodnienie bo bidulek może sobie nie poradzić z tym?:))))
        --
        Gdzie jest krzyż!!......zaaa saałatą:P
        zabrali.pl/
        "Był romantyzm, był pozytywizm.. a teraz to chyba kur-wizm jest"
    • 26.10.11, 22:12
      albo leń
      albo nie daje rady

      jako matka bądź zawsze z nim, niech to czuje. motywuj go ale nie kosztem jego psychiki.
      pogadaj od serca, razem musicie się zastanowić czemu tak jest i co z tym dalej zrobić.



      --
      www.youtube.com/watch?v=t5Hn5BYbr9k
    • 26.10.11, 22:14
      moze zrobcie razem plan np. tygodniowy co on powinien zrobic dzien po dniu, ale realistyczny i pilnuj aby robil sysyematycznie. moze syn ma problem z planowaniem i systmatycznym egzekwowaniem tego co trzeba zrobic wiec zostawia na koniec i zawala? jesli chodzi o prace to chyba mu nie zbyt pomozesz, ale jesli chodzi o studia to chyba tak np. pilnowac ile jest ekzaminow, kiedy ma sie zaczac uczyc, czy sa jakies zadania, co trzeba zrobic, niech to robi systematycznie w tyodniu, a potem moze jak nabedzie dyscypliny to sie to przeniesie na prace.

      jesli zapomina to niech notuje sa notesy i cos co sie nazywa agenda, tam sie pisze dzien po dniu, ewentualnie mozna ustawic przypominacze w telefonie.

      oczywiscie inne pytanie czy on to w ogole chce robic bo jak nie to moze to jest powod?
      • 26.10.11, 22:17
        Zeby tylko sie nie okazalo, ze Twoj syn to jakies Kombinerki czy inne Husy z foruma. ;)
        --
        http://republika.pl/blog_tb_3926619/5833637/tr/motyle__7_.gif
      • 26.10.11, 22:17
        anaisanais napisała:

        > moze zrobcie razem plan np. tygodniowy co on powinien zrobic dzien po dniu, ale
        > realistyczny i pilnuj aby robil sysyematycznie.
        *
        Dorosłego chłopa mamusia ma pilnować? O_o

        --
        Pani Wanda, ugodzona do żywego, zasadniczo stwierdziła, że nie lubi jak węże pierdzą.
      • 26.10.11, 22:19
        W tej chwili trudno mi powiedzieć,co jest tego przyczyną.Fakt syn nie jest osobą zbyt zoorganizowaną i zdyscyplinowaną.Brakuje mu czasem inicjatywy,chęci.Prace ma załatwianą przeze mnie,dlatego boje się żeby zawalił,bo wtedy byłoby mi troche głupio przed znajomym.
        • 26.10.11, 22:36
          Obawiam się,że wychowując syna tak jak wychowałaś - masz dożywocie. Po co on ma szukać pracy, martiwć się, przejmować, zajmowac - gdy robisz to idealnie za niego. Pewnie gdybyś mogła, to poszłabys za niego na wykłady i egzaminy.
          Twój syn jest produktem twoich metod (anty)wychowawczych.
        • 26.10.11, 22:55
          Ty masz paprotkę, a nie syna.

          --
          Pani Wanda, ugodzona do żywego, zasadniczo stwierdziła, że nie lubi jak węże pierdzą.
      • 26.10.11, 22:32
        Właśnie ! I niech mu tampony kupi !
    • 26.10.11, 22:35
      http://img838.imageshack.us/img838/1871/pracab.png



      --
      forum.gazeta.pl/forum/f,102329,Kobieta_bez_cenzury.html

      Demokracja to ustrój w którym każdy może powiedzieć co myśli nawet jeśli nie myśli.
      • 26.10.11, 22:39
        To oko tego z prawej strony Cię nie wyszło.
        • 26.10.11, 22:48
          http://img337.imageshack.us/img337/1523/praca2n.png


          --
          forum.gazeta.pl/forum/f,102329,Kobieta_bez_cenzury.html

          Demokracja to ustrój w którym każdy może powiedzieć co myśli nawet jeśli nie myśli.
          • 26.10.11, 22:58
            Mię się to podoba. Laseczkę, jeśli byś mógł jeszcze łaskawie, laseczkę.
          • 26.10.11, 23:08
            Polecam wszystkim powyższe rozwiązanie!

            --
            Simon Sebag Montefiore's „Young Stalin”
    • 26.10.11, 22:48
      Sama piszesz, że syn jest niezorganizowany i nieodpowiedzialny. Kwestia tego, czy studiuje czy nie, jest w zasadzie bez znaczenia, bo chyba nie o studia się rozchodzi. Jeżeli nawet przy studiach zaocznych nie jest w stanie wywiązać się z obowiązków w pracy, to świetlanej przyszłości mu nie życzę.

      Jedyne co możesz zrobić, to przestać organizować mu życie. Dopadnie cię jedynie frustracja, a on jak zawalał do tej pory, tak będzie dalej zawalał. Zaoszczędzi pieniądze, może będzie w stanie lepiej sobie planować czas, a z czasem niewykluczone, że będzie miał jaśniejsze pojęcie o tym, co tak naprawdę chce robić.
    • 26.10.11, 22:59
      a co cie tknelo do pisania takiego postu w czasie wybitnie nieegzaminowym?
      • 26.10.11, 23:04
        Pewno komisa oblał.

        --
        Pani Wanda, ugodzona do żywego, zasadniczo stwierdziła, że nie lubi jak węże pierdzą.
    • 26.10.11, 23:01
      ale to jego problem
      a nie Twoj.
      • 27.10.11, 00:42
        Moze powinien sie zbadac na ADD. Dorosli tez to moga miec i objawia sie to czesto niedotrzymywaniem terminow zawalaniem roznych rzeczy itp.
        m
    • 27.10.11, 07:31
      zrozpaczona46 napisała:

      > Witam.Bardzo chciałabym się podzielić swoi problemem.Mój syn ma24lata.Wychowywa
      > łam go sama.Syn studiuje zaocznie(na dziennych sobie nie poradził)i jednocześni
      > e pracuje.Niestety nie potrafi tego pogodzić.Zawala jedno i drugie.Na studiach
      > odkąd podjął prace ma same zaległe egz(kilka warunków)

      nie wszyscy muszą mieć wyższe wykształcenie, niech się nauczy jakiegoś fachu, np hydrauliki i będzie zarabiał więcej niż niejeden inteligent

      --
      Nie zniosę tego dłużej
    • 27.10.11, 13:20
      A ja myślę, że jesteś jedną z tych matek, które za nic nie mogą się pogodzić z tym, że ich dziecko jest nie tak 'udane' jakby chciały.

      Z opisu wynika, że Twój syn nie przejawiał jakichś szczególnych zdolności w jakimkolwiek kierunku a to powinno być powodem rozpoczęcia studiów a nie ambicje rozdziców. Dam sobie rękę uciąć, że to Ty popchnęłaś go w kierunku studiów.

      Tak samo z pracą. Tylko, że to akurat można zrozumieć - praca i pieniądze z niej płynące są niezbędne do życia, studia już nie.

      Generalnie, jest duży dysonans pomiędzy tym jaki jest Twój syn a jakim chciałabyś żeby był. Mam wrażenie, że jesteś przeświadczona, że to jaki on będzie i jak będzie wyglądało jego życie w ogromnej mierze zależy od Ciebie. Wystarczy tylko pewna ilość ofuknięć, awantur itp. A to nieprawda. To tak jakbyś chciała z syna na siłę zrobić pianistę, kiedy mu słoń na ucho nadepnął. Krzywdzisz jego i siebie swoimi ambicjami.
    • 27.10.11, 14:25
      Cóż, nie każdy musi byc magistrem czy doktorem. Najwyraźniej Twój syn intelektualnie się do tego nie nadaje i nie ma w tym nic złego. Zauważ, co się dzieje na rynku - ilu jest marketingowców, filozofów, socjologów, czy informatyków biznesu, a nie ma komu obsługiwać maszyn. Praca magazyniera nie jest mało wymagająca. Oprócz dużej odpowiedzialności materialnej i znajomości branży, musi znać podstawy rachunkowości i logistyki, rozróżniać fakturę od dokumentów przesunięcia magazynowego, mieć zmysł organizacyjny i zdolność logicznego myślenia- choćby po to żeby nie dać się orżnąć i żeby ktoś nie zrobił manka na jego konto.
      • 29.10.11, 15:44
        Ale jak on taka sierota to w koncu ktos go wycycka.
    • 27.10.11, 14:32
      Mój bardzo dobry przyjaciel ma ponad trzydziechę. Właśnie z trudem broni licencjata z administracji. W dużej części utrzymuje go mama bo za mało zarabia. mama dodatkowo go opiera, gotuje itp. To bardzo fajny chłopak i naprawdę wartościowy człowiek. Tylko ma za opiekuńcza mamusię. jemu jest tak wygodnie i nie ma zamiaru tego zmieniać. Teraz to nawet i by chciał, bo własnie sobie uświadomił jak jest ze wszystkim do tylu. Tylko, że teraz jest mu juz bardzo ciężko zacząć jakiś związek, znaleźć dobrą prace itp. Na to był czas 10 lat temu, gdy był synkiem mamusi, zamiast młodym mężczyzną na dorobku.
      Nie rób krzywdy dziecku. Skończ temat studiów. Nie pytaj jak egzaminy itp. Jak zawali i z nich zrezygnuje to jego sprawa. wielu ludzi podejmuje studia znacznie później.
      Jak przestanie opłacać studia - to stać go będzie na samodzielne utrzymanie. Wyznacz mu czas na usamodzielnienie - z wyprowadzką z domu włącznie.
      No i zacznij zajmować się sobą - idź do kina znajomych itp., to nie będziesz traktować dorosłego chłopa jak synka. Masz już dość motywowania go i słusznie - jest dorosły.
      Jeśli się zaweźmiesz za rok zaprosisz syna na niedzielny obiad.
      • 27.10.11, 16:19
        Przedstawie ci sytuacje z drugiej strony, moze da cos do myslenia.
        Moja mama zawsze starala sie organizowac mi zycie, wiedziala o wszystkich sprawdzianach, chodzila na wszystkie wywiadowki, po 100 razy dziennie przypominala o zadaniach domowych itp. Jestem dosc leniwa, to fakt, ale ta jej postawa jeszcze to lenistwo nasilila! Jak bylo cos waznego do zrobienia ja nie musialam sobie tym glowy zaprzatac, wiedzialam ze mamuska i tak bedzie pamietala i mnie przypilnuje... Skonczylam ten niezdrowy uklad na studiach, wyprowadzilam sie z domu, poszlam do pracy (tak kiepsko platnej ze az mi teraz siebie zal;) i jakos tam zaczelam radzic sobie sama. Nie bylo juz poganiania, przypominania, zaganiania do nauki. Wtedy dopiero uswiadomilam sobie ze mam wolny wybor, ze to moje zycie i moge nim pokierowac tak jak chce (majac na uwadze to, ze jesli postapie po swojemu musze byc w stanie samodzielnie sie utrzymac). No i zrobilam to co zawsze chcialam - rzucilam te cholerne, nudne i nic nie wnoszace studia i zabralam sie za pelnoetatowa prace. Mama dlugo nie mogla sie z tym pogodzic, przez pierwszy rok przy kazdym spotkaniu pytala "co ze studiami?", mysle ze do dzis zreszta czuje do mnie o to zal. Ale JA jestem szczesliwa! Po jakims czasie prac typu call center znalazlam ciekawa prace biurowa, prace w ktorej papier ze studiow nie ma znaczenia, licza sie umiejetnosci, szybkosc przyswajania wiedzy i chec nauczenia sie czegos nowego. I nie jest to nareszcie teoretyczna wiedza wkuwana do kolokwium, ktorej i tak nigdy bym nie wykorzystala... I tak po 2 latach pracy za srednia krajowa zarobki wrosly mi 2krotnie, po kolenych 2 latach zaproponowano mi wyjazd za granice do centrali firmy. Rodzice w szoku - jak ja sobie poradzilam bez studiow?? A ja jestem zadowolona ze nie zmarnowalam kolejnych lat uczac sie o rzeczach oderwanych od rzeczywistosci i ze samodzielnie znalazlam prace ktora dala mi okazje sie wykazac i zarobic calkiem przyzwoite pieniadze.
        Tak wiec moja rada - daj synowi spokoj, niech sam decyduje o swoim zyciu. Jesli zawala egzaminy - trudno, on za nie placi, niech wie ze traci swoje pieniadze. Nie pytaj jak egzaminy, kolokwia, to jego sprawa. Podejrzewam ze zaoczna administracja to spory wydatek, jak syn zrozumie ze to on podejmuje decyzje to albo wezmie sie do nauki zeby jak najszybciej przestac na nie placic (kazdy zawalony egzamin to domyslam sie kolejny wydatek), albo je rzuci jesli to nie to czego chce. Tak czy siak wyjdzie wam obojgu to na dobre, bo teraz on udaje ze studiuje, traci ciezko zapracowane pieniadze, co odbija sie tez na twoim budzecie, a ty martwisz sie za was oboje.
    • 27.10.11, 16:12
      Zrozpaczona46, przede wszystkim musisz zrozumieć, że twoje dziecko prawdopodobnie Tobie zawdzięcza swoją niesamodzielność. Nie napisałaś jaki on sam ma stosunek do tej sytuacji. Czy jest mu źle? chce to jakoś rozwiązać? Jak na razie wygląda to tak, że on się nieźle bawi i nie zdaje sobie sprawy z tego co go czeka w przyszłości, podczas gdy Ty, nadopiekuńcza mama zamartwiasz się o jego dalsze losy. Przede wszystkim daj mu spokój, to jego życie, jeśli nie daje rady, sam dojdzie w końcu do wniosku z czego chce zrezygnować. Nie możesz myśleć za niego. Choć to bardzo kusi, w pewnym wieku dziecka nie da się już za rękę trzymać. Zaciśnij zęby i rób swoje, a jeśli doskwiera Ci brak pieniędzy z jego strony w domu, postaw sprawę jasno, że musi się dokładać jeśli chce z Tobą mieszkać, więc niech się lepiej nauczy planować wydatki. Nie zrobisz mu tym krzywdy, a pomożesz na przyszłość.
      • 27.10.11, 19:22
        jeżeli zawala studia i pracę to po co studiuje ? nie każdy musi isc na studia. Niech uporzadkuje swoje życie i niech sprobuje potem. Nie wiem czemu niektórzy odczuwają jakas presje związaną z tym,ze musza miec mgr przed nazwiskiem.

        Ja jestem za zmniejszeniem liczby studentów i zaostrzeniem kryteriów jeżeli chodzi rekrutację.
        • 27.10.11, 19:48
          > jeżeli zawala studia i pracę to po co studiuje ? nie każdy musi isc na studia.
          > Niech uporzadkuje swoje życie i niech sprobuje potem. Nie wiem czemu niektórzy
          > odczuwają jakas presje związaną z tym,ze musza miec mgr przed nazwiskiem.
          >
          > Ja jestem za zmniejszeniem liczby studentów i zaostrzeniem kryteriów jeżeli chodzi
          > rekrutację.

          Takie posty to dla mnie miód na serce. :) Bardzo popieram!
        • 27.10.11, 19:53
          Nie. Rekrutacja nie odzwierciedla zdolności i predyspozycji danej osoby, bo ktoś może po prostu mieć zły dzień, a późniejsze egzaminy i kolokwia same to zweryfikują. Co widać na załączonym obrazku.
          • 27.10.11, 20:32
            Na egzaminie też można mieć "zły dzień". W ogóle, studia dzisiaj kończą niemal wyłącznie mający permanentnie złe dni. Ponadto egzaminy i kolokwia niczego nie weryfikują, bo uczelnie mają płacone od łebka, jak na skupie żywca, w związku z czym nie zależy im na odsiewie. Poza tym weź pod uwagę, że przyjętych na studia trzeba posadzić na jakichś krzesłach podczas wykładów i ćwiczeń, na wielu kierunkach trzeba im zapewnić bardzo specjalistyczne pomoce naukowe, trzeba mieć odpowiednio liczną i wykwalifikowaną kadrę, żeby ich uczyła i egzaminowała. Nie da się tego zrobić, jeżeli prawo do kształcenia na poziomie wyższym będzie mieć każdy.
            --
            Gadał dziad do obrazu, a obraz do niego: "Spieprzaj, dziadu".
            • 27.10.11, 20:50
              Zgadzam się, ale taką weryfikację (odsiew) można zrobić dajmy na to, na pierwszych dwóch semestrach, a dopiero później zapewniać pomoce naukowe i przewietrzać grupy.
              Na egzaminie rekrutacyjnym możesz polec, bo Cię np brzuch boli od okresu, albo złapałaś przeziębienie. Jeśli zaś polegniesz na 15 kolejnych egzaminach i kolokwiach, to już nie jest przypadek i tu się, moim zdaniem, może odbyć ta właściwa rekrutacja, która pokaże, czy ktoś się nadaje na dany kierunek, czy nie. Tym bardziej, że wszystkie egzaminy można poprawiać (a to szukać profesora na konsultacjach, a to pisać z rownoległą grupą). Jeśli egzaminator utrzyma poziom, to selekcja dokona się "naturalnie".
              • 27.10.11, 21:44
                > Zgadzam się, ale taką weryfikację (odsiew) można zrobić dajmy na to, na pierwsz
                > ych dwóch semestrach, a dopiero później zapewniać pomoce naukowe i przewietrzać
                > grupy.

                Czyli te dwa semestry mają przebiegać bez pomocy naukowych? W jaki zatem sposób ma się odbywać nauka? I właściwie gdzie, bo skoro mamy przyjmować wszystkich jak leci, to liczebność grup wykładowych musiałaby być czterocyfrowa.

                > Na egzaminie rekrutacyjnym możesz polec, bo Cię np brzuch boli od okresu, albo
                > złapałaś przeziębienie.

                Wątpię, czy ktoś, kto nie wie, jak uśmierzyć ból menstruacyjny albo poradzić sobie z przeziębieniem nadaje się do studiowania, które wymaga wszak (a przynajmniej powinno wymagać) myślenia. Nawiasem mówiąc, zdawałam egzaminy wstępne na dwa kierunki (na obu ponad 4 osoby na miejsce) i w obu przypadkach poradziłam sobie świetnie mimo fatalnego samopoczucia fizycznego i psychicznego wynikającego z okropnego stresu.

                Jeśli zaś polegniesz na 15 kolejnych egzaminach i kolok
                > wiach, to już nie jest przypadek i tu się, moim zdaniem, może odbyć ta właściwa
                > rekrutacja, która pokaże, czy ktoś się nadaje na dany kierunek, czy nie. Jeśli egzaminator
                > utrzyma poziom, to selekcja dokona się "naturalnie".

                Problem w tym, że egzaminator nie będzie mógł utrzymać poziomu, bo przedtem nie był w stanie utrzymać go w grupie wykładowej liczącej setki ludzi, a ćwiczeniowej -kilkudziesięcioosobowej. Nie będzie mógł wymagać wiedzy, której wcześniej nie przekazał. Przy okazji zostaną skrzywdzeni ludzie, którzy na dany kierunek nie trafili przypadkiem - będą mieć w plecy te dwa semestry. Poza tym - jak już gdzieś wcześniej napisałam - nasze społeczeństwo jest za biedne, żeby fundować skazane z góry na porażkę próby umagistrzenia się osobnikom z przerostem ambicji nad możliwościami.
                --
                Gadał dziad do obrazu, a obraz do niego: "Spieprzaj, dziadu".
                • 27.10.11, 22:31
                  Mnie liczebność grupy nigdy nie przeszkadzała, bo zawsze żądałam uchylonego okna, a wykłady nagrywałam i dopiero później próbowałam rozkminić, co autor miał na myśli. Nie było ważne nawet to, że u ulubionego profesora ludzie siedzieli stadami na podłodze na rozłożonych kurtkach; traktowaliśmy to nawet jak coś egzotycznego, pewien rodzaj rodzimego folkloru. Jeśli profesora UMIAŁ wytlumaczyć, to wytłumaczył to tak samo dobrze przeładowanej grupie. Analogicznie - jeśli profesor zdolności pedagogicznych nie ma, to nie przyswoisz z jego wykładu nic, nawet jak będziesz miała u niego indywidualne nauczanie. Co innego języki - tu przeładowanie nie sprzyja nauce, ale konia z rzędem temu, kto przychodzi na uczelnię UCZYĆ SIĘ języków.
                  Na większości kierunków nie musisz mieć żadnych pomocy naukowych dostarczanych przez szkołę, chyba że "pomocą" nazywasz zdelezowany kompueter, rocznik 96, przy którym siedzą trzy osoby. No, chyba że studiujesz np chemię, medycynę albo którys z kierunków politechnicznych- wtedy w pracowni musisz mieć cały stół doświadczalny dla siebie, cały komplet menzurek i jeszcze różne mierniki elektryczne.
                  Rekrutacja, szczegónie "testowa", w minimalnym stopniu sprawdza rzeczywiste predyzpozycje człowieka. Jeśli nie ma punktów ujemnych, to te 25% trafień przy teście czterech odpowiedzi jednokrotnego wyboru możesz trafić na oślep.

                  > Poza tym - jak już
                  > gdzieś wcześniej napisałam - nasze społeczeństwo jest za biedne, żeby fundować
                  > skazane z góry na porażkę próby umagistrzenia się osobnikom z przerostem ambic
                  > ji nad możliwościami.


                  Synowi autorki nikt niczego nie funduje, chyba że jego własna matka, po stronie której leży ciężar opłacania rachunków domowych, bo synek topi kasę w czesne PŁATNYCH studiów. Ale to są ich pieniądze i nikomu nic do tego. Może zda za setnym razem, jak niektórzy adepci kursów na prawo jazdy. Jeśli zaś masz na myśli "państwowych", to wracamy do punktu wyjścia. To, że się komuś fartnęło przy rekrutacji, naprawdę jeszcze nie świadczy o tym, że jest to jego miejsce na ziemi i że ukończy te studia z wyróżnieniem.

                  PS. Z przeziębieniem nie można sobie "poradzić". Można je tylko wyleżeć, ewentualnie nabijając kabzę firmom farmaceutycznym. I co przeziębienie ma do myślenia, poza tym, że je utrudnia? Nie kumam.

                  • 27.10.11, 23:20
                    akle2 napisała:

                    > Mnie liczebność grupy nigdy nie przeszkadzała, bo zawsze żądałam uchylonego okn
                    > a, a wykłady nagrywałam i dopiero później próbowałam rozkminić, co autor miał n
                    > a myśli.

                    Ale często przeszkadza wykładowcom - im większa grupa, tym więcej szmerów, szumów, irrelewantnych rozmów i tym podobnych czynników zakłócających. Tobie może to nie przeszkadzać, wykładowcy - bardzo. Poza tym oprócz wykładów są jeszcze ćwiczenia, podczas których indywidualny kontakt ze studentami jest po prostu niezbędny. Wyobraź też sobie z punktu widzenia egzaminatora egzamin, na który przychodzi tysiąc osób. No, i nawet jeżeli siedzisz na schodach z kurtką pod tyłkiem, to sala wykładowa ma ograniczoną pojemność, więc selekcja wstępna jest po prostu niezbędna.

                    > Rekrutacja, szczegónie "testowa", w minimalnym stopniu sprawdza rzeczywiste pre
                    > dyzpozycje człowieka. Jeśli nie ma punktów ujemnych, to te 25% trafień przy teś
                    > cie czterech odpowiedzi jednokrotnego wyboru możesz trafić na oślep.

                    Nigdzie nie pisałam o rekrutacji testowej. Jestem wrogiem testów polegających na zaznaczaniu krateczek - idealnie odmóżdżają.

                    > Synowi autorki nikt niczego nie funduje, chyba że jego własna matka, po stronie
                    > której leży ciężar opłacania rachunków domowych, bo synek topi kasę w czesne P
                    > ŁATNYCH studiów. Ale to są ich pieniądze i nikomu nic do tego. Może zda za setn
                    > ym razem, jak niektórzy adepci kursów na prawo jazdy. Jeśli zaś masz na myśli "
                    > państwowych", to wracamy do punktu wyjścia.

                    Uparcie uważasz, że egzaminy wstępne można zdać tylko dzięki "fartnięciu". Otóż nie, nie da się "fartnięciem" zdać egzaminu zawierającego na przykład pytania otwarte albo testu predyspozycji artystycznych czy sprawności fizycznej (na niektórych kierunkach obowiązkowego). Tym bardziej nie da się w ten sposób przejść rekrutacji kilkustopniowej, złożonej z kilku egzaminów (ja na oba kierunki zdawałam po dwa).

                    To, że się komuś fartnęło przy rekr
                    > utacji, naprawdę jeszcze nie świadczy o tym, że jest to jego miejsce na ziemi i
                    > że ukończy te studia z wyróżnieniem.

                    A jeżeli nie zdał, to znaczy, że jest stworzony do studiowania kierunku, na który się nie dostał?

                    > PS. Z przeziębieniem nie można sobie "poradzić". Można je tylko wyleżeć, ewentu
                    > alnie nabijając kabzę firmom farmaceutycznym. I co przeziębienie ma do myślenia
                    > , poza tym, że je utrudnia? Nie kumam.

                    Ano, to, że człowiek mniej więcej inteligentny wie, że kiedy jest chory, to trzeba iść do lekarza. Zwłaszcza jeżeli choroba może spowodować nie tylko zdrowotne problemy. Poza tym sorry bardzo, ale żądanie podporządkowania całego krajowego systemu kształcenia panience, którą akurat w dniu egzaminu brzusio albo gardziołko zabolało jest lekko śmieszne.
                    --
                    Gadał dziad do obrazu, a obraz do niego: "Spieprzaj, dziadu".
                    • 28.10.11, 00:21
                      Tak, nadal uważam, że dla sporego odsetka ludzi egzamin wstępny to fart. Kiedyś dawno temu miałam w klasie koleżankę, której fizyka była zmorą, a ocena dostateczna darem niebios. Pod tablicą stała jak słup, a na koniec roku była wyciągana za uszy. O dziwo, poszła zdawać na fizykę ale chyba tylko dlatego, że ilość chętnych niewiele przekraczała ilość wolnych miejsc. Dziś ta kobieta jest naukowcem, fizykiem, bardzo znanym w branży, nazwiska z oczywistych względów nie podam. I powiem szczerze, że jak czytam ściągnięte z netu jej publikacje, w głębi duszy trochę jej zazdroszczę, bo ja zawsze dobrze się zapowiadałam i na tym się na razie skończyło. Też zdałam wstępny (dwuetapowy) z wysokim miejscem a później z powodu róznych zaworiowań życiowych musiałam przerwać. I teraz kończę zaocznie, za swoje własne pieniądze, a wszelkie pretensje, ze ułożyło się tak a nie inaczej, mogę mieć tylko i wyłącznie do siebie. Bo prawdziwym egzaminem jest to, jak się ułoży w trakcie, a nie to, co wykujesz na wstępny.
                      • 28.10.11, 13:13
                        Skoro poszła zdawać, a teraz jest naukowcem, to znaczy, że zdała egzaminy. Skoro zdała, to znaczy, że była do nich przygotowana. Skąd przekonanie, że był to przypadek? Szkolne stopnie nie świadczą o niczym, zwłaszcza, że fizyka to wiedza z gatunku tych, które trzeba opanować - zgadywanie, jaki wzór należy zastosować w tym czy innym przypadku, jest z góry skazane na porażkę.

                        > Bo prawdziwym egzaminem jest to, jak się ułoży w trakcie, a nie to, co wykujesz na wstępny.

                        Jak wyżej: fizyki, matematyki czy biologii nie da się "wykuć na wstępny". Poza tym nie rozumiem, w jaki sposób przytoczone przez ciebie fakty mają świadczyć przeciw egzaminom wstępnym.
                        --
                        Gadał dziad do obrazu, a obraz do niego: "Spieprzaj, dziadu".
            • 27.10.11, 20:52
              Zaciekawiłaś mnie.
              Edukacja powinna być elitarna? Dostępna tylko dla niektórych?
              • 27.10.11, 21:25
                Zapomniałam dodać,że problemem jest także jego dziewczyna,która go wogóle nie wspiera i uważa za nieudacznika i leniem.Może gdyby ona też nim porozmawiała a nie ciągle krytykowała to by było inaczej.Nie bronie swojego syna ale jej postawy też nie rozumiem.
                • 27.10.11, 21:33
                  Mamusiu, nie przesadzaj. Syn ma swój rozum i sam za siebie niech się zatroszczy. Jak nie ty to dziewczyna ma go ciągnąć za uszy do góry?
                • 28.10.11, 00:14
                  Bo jest leniem i nieudacznikiem?

                  --
                  Pani Wanda, ugodzona do żywego, zasadniczo stwierdziła, że nie lubi jak węże pierdzą.
              • 27.10.11, 21:32
                Edukacja na poziomie wyższym (bo o takiej mowa w tym wątku) powinna być dostępna dla tych, którzy mają odpowiednie predyspozycje i przygotowanie intelektualne wyniesione z wcześniejszych etapów edukacji. Innymi słowy, dla kogoś, kto pisze "nie prawda", nie zna tabliczki mnożenia i/lub nie odróżnia Szwecji od Szwajcarii miejsca na studiach (a nawet w liceum ogólnokształcącym) być nie powinno, bo skoro nie opanowali takich rudymentów, to wątpliwe, czy przyswoją sobie anatomię, wytrzymałość materiałów albo, dajmy na to, kontrapunkt. A na fundowanie ociężałym umysłowo "przedłużania sobie młodości" i podnoszących samoocenę literek przed nazwiskiem nasze społeczeństwo jest zdecydowanie za biedne.
                --
                Gadał dziad do obrazu, a obraz do niego: "Spieprzaj, dziadu".
                • 27.10.11, 21:40
                  Ok. Zdolności i predyspozycje. A co w takim razie z biednymi, a jednak mającymi potencjał. A jak wiadomo nierozwijany, niepobudzany potencjał marnuje się.
                  Edukacja byłaby tylko dla bogatych dzieci rodziców, którzy mieli środki na wczesną edukację i rozwój swoich dzieci.
                  • 27.10.11, 21:54
                    Wersja, uparcie nie chcesz zauważyć, że piszę o edukacji na poziomie uniwersyteckim, która nigdzie na świecie nie jest dostępna dla każdego jak leci. Nawet chyba w "Deklaracji praw człowieka" nie ma żądania, żeby na uniwerki i polibudy wpuszczano wszystkich. To po pierwsze. Po drugie, oczywiste jest, że potencjał intelektualny należy rozwijać od urodzenia, a dzieci ze środowisk zaniedbanych objąć w tym względzie szczególną opieką. Tylko jak to zrobić, skoro próby objęcia obowiązkiem szkolnym sześciolatków (a sześć lat to już bardzo późno, jeżeli chodzi o wyrównywanie deficytów edukacyjnych) są kwitowane jazgotem: "krzywdzą mojego cycunia, zabierają od mamuni, dzieciństwo skracają"? Po trzecie, studia to nie pomoc społeczna - są przeznaczone dla najzdolniejszych i najpracowitszych niezależnie od ich statusu majątkowego. Ich celem jest kształcenie specjalistów, a nie wyrównywanie rachunku krzywd, które powinno mieć miejsce na etapie przedszkola, nie uczelni. Czy naprawdę chciałabyś, żeby cię operował lekarz, któremu przyznano dyplom z litości, bo miał trudne dzieciństwo? Bo coś takiego właśnie postulujesz.
                    --
                    Gadał dziad do obrazu, a obraz do niego: "Spieprzaj, dziadu".
                    • 27.10.11, 22:01
                      Dobrze, przyznaję rację.;) I wcale nie optuję za obniżaniem poziomu nauczania. Wręcz przeciwnie.
                      • 28.10.11, 13:15
                        > Dobrze, przyznaję rację.;)

                        Moja dziękować :).

                        I wcale nie optuję za obniżaniem poziomu nauczania.
                        > Wręcz przeciwnie.

                        A to własnie wymaga selekcji, i to już przy naborze do szkół średnich.
                        --
                        Gadał dziad do obrazu, a obraz do niego: "Spieprzaj, dziadu".
    • 27.10.11, 21:35
      go musisz jeszcze bardziej, przeciez to jeszcze dziecko (24 lata)
      --
      jesli wejdziesz w moja wizytowke, to zostaw po sobie slad w postaci kropki.
      blagam, to dla mnie bardzo wazne.
      • 28.10.11, 01:05
        i najpierw skończy studia??
        co mu daje praca magazyniera?
        • 28.10.11, 08:38
          prestisz
          --
          jesli wejdziesz w moja wizytowke, to zostaw po sobie slad w postaci kropki.
          blagam, to dla mnie bardzo wazne.
    • 28.10.11, 07:29
      Wychowałaś maminsynka i mimozę, to masz maminsynka i mimozę. Nie oddychasz jeszcze za niego przypadkiem?
      Radzę pogodzić się z tym, że syn najwyraźniej nie nadaje się na studia. I wreszcie zacząć go traktować jak dorosłą osobę.
    • 28.10.11, 11:20
      A dlaczego poszedł na studia? Sam tego chciał czy może czuł presje? Potrzebne mu są te studia do pracy czy nie ma to znaczenia? Może niech zajmie sie jedną rzeczą, samą pracą? Nie każdy musi iśc na studia, nie ma takiego wymogu, to jest w Polsce chore, że wszyscy studiują. Może studia, które wybral i praca totalnie go nie interesują, niech poszuka czegoś co go wciąga i na prawdę interesuje?
    • 28.10.11, 13:26
      przede wszystkim mnie przeraża twój nick na forum "zrozpaczona" no bez kitu, kobieto zajmij się swoim życiem, ciesz się nim, dzieciaka odchowałaś, pora znowu zacząć żyć. on ma aż 24 lata, a ty płaczesz po nocach, bo on coś zawala. jeszcze się podpisujesz zrozpaczona, naprawdę nie masz nic lepszego do roboty, tylko koncentrować się na synku?
      fajne jest to, że każesz mu się dorzucać do utrzymania mieszkania, wiele czytałam takich wątków, gdzie "dzieciaczki" dawno po 18 roku zycia mieszkały i nie robiły nic poza przebywaniem w domu, o kasie nie wspomnę.

      daj mu wolną rękę. po pierwsze nie każdy musi być studentem, po drugie administracja to chyba nic szczególnie przyszłościowego, raczej takie odnoszę wrażenie, te studia są nudne do bólu.
      praca magazyniera być może jest wyczerpująca fizycznie, zatem niech poszuka innej. daj mu jednak okazję, żeby poruszył swoim mózgiem sam i sam wpadł na ten pomysł.

      i trochę mnie nie dziwi, że zawala, jesli załóżmy pracuje 5 dni w tygodniu a pozostałe 2 spędza na wykładach. nie ma jak odpocząć, nie ma życia. no chyba, ze etat wygląda inaczej, jest mniejszy, albo ma jakies wolne dni w tygodniu.
      tylko się nie załam całkiem, jest młody jakoś da sobie radę.
      • 28.10.11, 17:06
        Właśnie w tym problem,że on narazie pracuje na 1/2 etatu,nie chce przejść na cały etat bo twierdzi,że to ponad jego siły
        • 28.10.11, 17:09
          zrozpaczona46 napisała:
          Właśnie w tym problem,że on narazie pracuje na 1/2 etatu,nie chce przejść na ca
          > ły etat bo twierdzi,że to ponad jego siły

          to na jedzenie ma i Cie chyba o to nie prosi ?


        • 28.10.11, 17:53
          jesli ma 1/2 etatu i z tych pieniędzy jest w stanie się najeść, opłacić to co ma opłacić to uważam, że to jest ok, ale do momentu skończenia studiów. to też człowiek i kiedyś musi odpocząć, albo się pouczyć. jesli jednak cały wolny czas spędza przed kompem na grach, pije z kumplami,albo tępo patrzy w jeden punkt na ścianie, zamiast się uczyć, to coś nie tak.


          To Ty musisz zmienic podejście. Jeśli wciąż się troszczysz (a to widać, nawet gdy nic nie mówisz), stawiasz obiad na stół, zbierasz jego brudy i wstawiasz pranie,sprzątasz mu w pokoju i ciągle doradzasz co ma zrobić, to on wie, że w razie czego ma mamusię, która go samego nie zostawi. rzuć go na głęboką wodę, przestań zadręczać się jego problemami. Wiem, że trudno jest tak postępować, ale on może zacząć to wykorzystywać o ile juz tego nie robi.
          • 29.10.11, 17:29
            pół etatu jako magazynier i zaoczna administracja i kiedyś sobie człowiek musi odpocząc i hehe pouczyć się?
            Toż z takimi zajeciami zwyczajny człowiek miałby problem chyba z zabiciem czasu :) Zwazywszy na to, ze mieszka z matką, która pewnie sprzata, pierze, gotuje.

            --
            Korcia
            "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście :)"
        • 28.10.11, 19:22
          Ale masz lenia w domu.
          Pierzesz jego ubranka i sprzątasz w pokoju? :D

          --
          Pani Wanda, ugodzona do żywego, zasadniczo stwierdziła, że nie lubi jak węże pierdzą.
    • 29.10.11, 12:09
      Jemu jest dobrze tak jak jest, wiec nie bedzie dazyl do zmian. Zwin parasol ochronny. Niech zobaczy, ze jak sobie nafajda w zyciu to bedzie musial poniesc konsekwencje.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.