Dodaj do ulubionych

Tęsknię za miłością... i się jej boję :(

10.11.11, 13:47
Hej, tak sobie piszę, nie musicie odpowiadać.

Po roku szukania faceta dotarło do mnie, że chciałabym, a boję się :P
Ostatnio miałam 3 porażki: poznawałam kogoś, było miło, podobne zainteresowania, po jakimś czasie mniejsze lub większe plany (np. na wspólne wakacje)... i po miesiącu lub dwóch jeden facet wrócił do byłej, drugi przestał się kompletnie odzywać a trzeci w zeszłym tygodniu zerwał smsem.
Znam swoje błędy, ale każda z tych znajomości toczyła się łatwiej i przyjemniej. Tylko fakty są takie, że na dwa dni przed urodzinami jestem sama. Dokładnie tak, jak rok temu :(

I włączył mi się strach przed zranieniem. Wczoraj umówiłam się na randkę w ciemno, poszłam do kawiarni, patrzę: same pary, usiadłam przy stoliku i... pomyślałam, że facet przejdzie obok, zobaczy, jak wyglądam, jak się poruszam lub cokolwiek, co musiało zniechęcić tych poprzednich, i ucieknie. Zaczęłam przeglądać książkę, nie patrząc na ludzi, i kiedy po pół godzinie nikt się nie przysiadł, uciekłam.
A facet tam był! Myślał, że to nie ja, że jestem zaczytana i na krześle obok leży kurtka, więc na kogoś czekam. Myślę, że się jeszcze spotkamy, nie w tym rzecz.

Rzecz w tym, że od jakiegoś czasu, kiedy ktoś się pojawia... panikuję. Boję się, że zrobię coś nie tak, że w moim wyglądzie, sposobie mówienia, zachowaniu jest coś, co drugą osobę zniechęca od początku. Że ktoś umawia się ze mną, bo nie ma nic lepszego do roboty. Albo w to nie wierzy i spotyka się jednocześnie z kilkoma innymi kobietami, a wkrótce zniknie albo wyśle sms, że sorry, ale nie będziemy się już spotykać.

Rozumiecie? Nie wierzę, żeby ktoś mógł się we mnie zakochać ani nawet dobrze o mnie myśleć. Kiedy jakiś człowiek staje się dla mnie ciepły i czuły, chłodnieję, wydaje mi się sztuczne. Może wolę, żeby ktoś mnie krytykował i odpychał, bo mam pewność, że jest prawdziwy? To chore. Włączyło mi się tydzień temu - po tym, jak zerwał ostatni chłopak. Myślicie, że to minie? Na razie jestem sama, nie szukam, nie umawiam się (poza wczorajszą randką w ciemno). Chciałabym być kochana...
Edytor zaawansowany
  • malwi-na356 10.11.11, 22:42
    panowie sknerzy żal im bylo kasy bo to oznacza zaangażowanie juz się a najwidoczniej nie mieli w planach...
  • ona85ona85 11.11.11, 11:48
    Właśnie po upływie czasu zaczynam rozumieć, że dwóch z tych facetów szybko przestało mieć mnie w planach i szukało dalej... Przestali się angażować i spotykali się ze mną na wszelki wypadek, gdyby z kimś innym nie wyszło :/

    Zdecydowanie muszę zaczekać na kogoś, kto się naprawdę zaangażuje. I nie angażować się, nim ktoś się nie zaangażuje...
  • ajaksiowa 11.11.11, 08:55
    Mam wrażenie że ty c hcesz wypaśc jak najlepiej na randkach,nie jesteś sobą.Być może tracisz przy bliższym poznaniu i dlatego faceci odchodzą.Nie jesteś chyba taką potworą żeby udawać kogoś innego?A chyba warto poczekać na kogoś kto cię zaakceptuje ze wszystkimi wadami i zaletami oszczędzając sobie w ten sposób kolejnych rozczarowań\tak mnie si e wydaje\.
  • ona85ona85 11.11.11, 11:38
    Nikt mi jeszcze nigdy nie zwrócił na to uwagi... A teraz myślę o tym, co napisałaś, i trochę tak było!

    Ale co zrobić, żeby było na odwrót?
    Pierwsza myśl: nie będę im od początku tak otwarcie o sobie opowiadać, informacja o moich zajęciach chyba budowała w nich obraz niezwykłej osoby, którą nie jestem. Za to skupię się na rozmowie z nimi, o nich... Koniecznie.
    No i trzeba przestać ukrywać podświadomie własne wady...

    Zupełnie zmieniłaś mi perspektywę patrzenia na te spotkania, naprawdę dzięki, to się BARDZO przyda! :)
  • malamelania 11.11.11, 15:42
    Pachnie desperacją, to, co piszesz, to jakiś szok:

    Włączyło mi się tydzień temu - po tym,
    > jak zerwał ostatni chłopak. (...) Na razie jestem sama, nie s
    > zukam, nie umawiam się (poza wczorajszą randką w ciemno).


    Tydzien to już dla Ciebie dużo? tydzien po zerwaniu byłas na nowej randce i podsumowujesz sytuację "na razie nie szukam, nie umawiam się" ? wybacz, ale to paranoja, z takim nastawieniem faktycznie możesz odstraszać - kompleksy w połączeniu z nadmiernymi (i przedwczesnymi) oczekiwaniami wobec każdej znajomości to mieszanka piorunująca.

  • ona85ona85 13.11.11, 10:11
    Lol, kobieto, szczerze doceniam Twoje zdanie, jest wyraziste i odważne. Paranoja mi nie doskwiera. A nadmierne i przedwczesne oczekiwania...? Może się tak wydawać z zewnątrz (jestem miła i faceci odbierają to jako zainteresowanie), ale sama tak nie czuję.
    Natomiast miałam coś takiego, że zaczęłam płynnie przechodzić z jednej relacji w drugą, tzn. wystarczyły dwa tyg. (minimum) lub miesiąc przerwy i zaczynałam się spotykać z nową osobą. Przez 3-4 miesiące to było ok, ale tym razem przerwa musi być dłuższa.

    Ale nie mówię: bałam się, że może to objaw pogodnej rezygnacji, może już nie wierzę, że ktoś mógłby mnie pokochać, i odpycham ludzi ze strachu, że to oni mnie odrzucą. Na szczęście to przekonanie już mija.
  • Gość: Asia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.11.11, 12:42
    W innym wątku już o tym pisalam:
    U mnie minęło 5 lat od rozstania po 10-letnim silnym emocjonalnie związku - nie mieszkaliśmy razem. Powód rozstania? "Dla twego dobra - jestem dla ciebie za stary").

    Do dziś problemem dla mnie jest brak zaufania do kogokolwiek, dystans do wszystkich, lęk przed wszystkimi, założenie, że nie wolno mi się angażować bo mogę zostać skrzywdzona jak już się zdarzyło.
    Żyć normalnie nie potrafię, nie ma radości, jest tylko postanowienie: nie pozwolę sobie już na to więcej, bo muszę siebie chronić, a każdy kto na mnie inaczej spojrzy to potencjalny wróg.
    Minęło 5 lat, a ja wciąż w pancerzu ochronnym, którego nie zamierzam zdejmować.

    Jestem bardzo samotna, choć chciałabym móc z kimś przyjaznym iść przez życie, ale wolę to niż ryzyko, że mogę zostać po raz drugi skrzywdzoną.

    I oczywiście dla mnie nie jest możliwe pójście z kimkolwiek na randkę czy nawet wdanie się w nieznaczący flirt - boję się jakiegokolwiek zaangażowania i nie podejmuję ryzyka.
  • ona85ona85 16.11.11, 14:03
    Och... Nie wiem, czy umiem Ci doradzić. 5 lat żałoby po minionym związku to dużo. Jeśli mężczyzna odszedł, a Ty tak długo boisz się zaangażowania, ja bym na Twoim miejscu wstąpiła do psychologa. A jeśli bym się wstydziła, zaczęłabym czytać literaturę psychologiczną, najlepiej poradniki pisane przez dyplomowanych polskich psychologów.

    Myślę, że to co napisałaś, jest zaproszeniem do przekonania Cię do wyjścia poza "skorupkę". Chcesz tego, a nie wiesz, jak to zrobić... Może to wymaga przyznania się sobie, że wielki związek i miłość, którą czułaś, były błędem? Że dawno i bezpowrotnie minęły? Nie wiem. U mnie tak było, a może Ty tego zaprzeczenia nie potrzebujesz.

    Nie potrafię powiedzieć, jak to zrobić. Na Twoim miejscu po prostu zaczęłabym próbować. Nie od razu poznawałabym innych ludzi i chodziła na randki z myślą, że chcę wejść w związek. Na początku powinnaś się przyzwyczajać do mężczyzn na nowo, oswajać z nimi, nie oczekiwać wiele i wiele nie dawać. Rozumiesz? Mam na myśli metodę małych kroczków.

    Ja przez dwa lata nie mogłam się podnieść po tym, jak zostawił mnie ktoś, kogo kochałam.
    - Ale z czasem zaczęła się pojawiać ciekawość w stosunku do innych mężczyzn.
    - Potem zaczęłam się z nimi zaprzyjaźniać.
    - Następnie umawiałam się na pierwsze randki. Były nieudane, komiczne i straszne... Do niczego nie prowadziły, trafiałam na same nieodpowiednie osoby. Ale przełamywałam strach.
    - I w tym roku udało mi się zakochać od nowa, bez wzajemności (jak widać wyżej), jednak jestem najszczęśliwsza na świecie, bo znowu umiem czuć. Mam czystą kartę.
    - I wierzę, że następna w kolejności będzie miłość.

    Ty też musisz zacząć się przełamywać. Zrób to dla siebie, dobrze?
  • Gość: jagna88 IP: *.ghnet.pl 23.11.11, 23:47
    Może gdybyś tak szybko im się nie oddawała to by dłużej zostali. Zaliczyli i poszli dalej.
  • Gość: aga IP: *.satfilm.net.pl 31.05.12, 23:08
    mam tak samo

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka