Dlaczego znów dałam się oszukać swojemu umysłowi? Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • No i tak, nie żebym była sentymentalna, ale jednak jestem. =I
    Dwa miesiące mailowania, dwa miesiące oczekiwania na odpowiedź w nadziei, a potem już w pewności, że przeczytam coś miłego, coś, co mnie rozśmieszy, a przynajmniej sprawi przyjemność.
    Niby klasyczny przykład „zauroczenia” w kimś wyobrażonym, w kimś, kto nie istnieje, w kimś wirtualnym, ale… dlaczego mimo że wiedziałam, że tak to się może skończyć, znów uwierzyłam w to, że to może być prawda? Że, jak się spotkamy, będzie „braterstwo dusz”, porozumienie, chwytanie w lot dowcipów, zaśmiewanie się do rozpuku itd??
    Opatrzyłam go w idealne cechy bez żadnych podstaw ku temu, by rzeczywiście je posiadał. Kuszące pragnienie umysłu – aby spodziewać się najlepszego, gdy nie wiemy, czego spodziewać.
    Sądziłam, że będzie dla mnie oparciem, choćby w rozwoju zawodowym, może nawet udzieli kilku wskazówek, bo niby branża podobna. A on okazał się dzieciakiem w skórze dorosłego i do tego wrzuconym w jak najbardziej dorosłą sytuację. Okazał się – choć nie przeczę, że inteligentnym – ale leczącym swoje własne kompleksy za pomocą wyśmiewania i pogrążania tych, co stanęli na jego drodze i okazali odrobinę zaufania – czyli przypadkiem mnie. I cóż miało znaczyć to: „na pewno Ci się nie spodobam” etc? Samospełniające się proroctwo czy naumyślne wywołanie we mnie zaprzeczenia?
    Nawet śniła mi się matka, która „dawała przyzwolenie” tej znajomości…
    Dlaczego znów dałam się oszukać swojemu pragnącemu miłości umysłowi?
    • Dlatego, ze chcialas dac sie oszukac.
      Dlatego, ze przez te dwa miesiace twoje serce bilo szybciej.
      Ludzkie.
      --
      http://s16.rimg.info/c6a5fe8fcd923ebeb91769127aa5a922.gif
      http://fotoforum.gazeta.pl/photo/9/ie/gf/mxda/aIfrGA8JA5xKlk8FwA.jpg
    • kurka jakbym czytala o sobie, tez go tak przyodzialam, w te dobre wymarzone cechy, i najgorsze ze nadal nie moge uwierzyc ze on taki nie jest. wmawiam ze ,ze go skrzywdzili i tylko takiego udaje itp a sam mi mowil oczekuj najlepszego spodziewaj sie najgorszego no i jest najgorsze
    • umysł to to na pewno nie był.
      ale fantazję masz bujną:)

      --
      colours
    • > A on okazał się dzieciakiem w skórze dorosłego

      A Ty nie?

      --
      "Nie widzimy rzeczy jakimi są, widzimy je takimi, jacy sami jesteśmy"
      ~Anais Nin
      • w którym wypadku? to, że analizuję (może i nadmiernie, jak ktoś zauważył), dlaczego w mailach było idealne niemal porozumienie a w rzeczywistości jest wręcz irytacja na jego zachowania - gdzie tu dziecinność?
        • > w którym wypadku?

          Opatrzyłam go w idealne cechy bez żadnych podstaw ku temu, by rzeczywiście je posiadał

          Twoje dywagacje są na podobnym poziomie:

          wiedziałam, że tak to się może skończyć, znów uwierzyłam w to, że to może być prawda?

          Bo może to być prawda.
          Ale nie musi.


          I cóż miało znaczyć to: „na pewno Ci się nie spodobam” etc? Samospełniające się proroctwo czy naumyślne wywołanie we mnie zaprzeczenia?

          A jakie to ma znaczenie?


          --
          "Nie widzimy rzeczy jakimi są, widzimy je takimi, jacy sami jesteśmy"
          ~Anais Nin
          • > > w którym wypadku?
            >
            > Opatrzyłam go w idealne cechy bez żadnych podstaw ku temu, by rzeczywiście j
            > e posiadał


            zrozumiałeś zbyt dosłownie. skoro miał inne pozytywne cechy - inteligencja, dowcip itd. - spodziewałam się, że w innych kwestiach też będzie w porządku. nie miałam podstaw w tym konkretnym przypadku, ale podstawy jednak miałam.

            >
            > Twoje dywagacje są na podobnym poziomie:
            >
            > wiedziałam, że tak to się może skończyć, znów uwierzyłam w to, że to może by
            > ć prawda?

            >
            > Bo może to być prawda.
            > Ale nie musi.

            zazdroszczę tak logicznego rozumowania. ja też wiem, że może nie równa się musi, ale na tym właśnie polega wiara... choć jestem niewierząca = ironia.


            > I cóż miało znaczyć to: „na pewno Ci się nie spodobam” etc? Samo
            > spełniające się proroctwo czy naumyślne wywołanie we mnie zaprzeczenia?

            >
            > A jakie to ma znaczenie?

            tak po prostu się zastanawiam, bo nie wiem, dlaczego tak pisał. jak czegoś nie rozumiem, to to rozkminiam. Ty tak nie masz?
            • > zrozumiałeś zbyt dosłownie. skoro miał inne pozytywne cechy - inteligencja, dow
              > cip itd. - spodziewałam się, że w innych kwestiach też będzie w porządku. nie m
              > iałam podstaw w tym konkretnym przypadku, ale podstawy jednak miałam.

              No więc się okazało, że jednak w innych kwestiach tak nie było.
              To powód do aż tak wielkiego rozczarowania?

              > zazdroszczę tak logicznego rozumowania. ja też wiem, że może nie równa się musi
              > , ale na tym właśnie polega wiara... choć jestem niewierząca = ironia.

              Opierasz swoje relacje z ludźmi na wierze?

              > tak po prostu się zastanawiam, bo nie wiem, dlaczego tak pisał. jak czegoś nie
              > rozumiem, to to rozkminiam. Ty tak nie masz?

              Mam, tyle że rozkminianie co chciał przez coś powiedzieć ktoś, kto i tak jest przeze mnie skreślony, wydaje mi się stratą czasu.

              Nie mówiąc o pytaniu, co takie rozkminienie miałoby zmienić dla mnie?


              --
              "Nie widzimy rzeczy jakimi są, widzimy je takimi, jacy sami jesteśmy"
              ~Anais Nin
              • kwieto napisał:

                > No więc się okazało, że jednak w innych kwestiach tak nie było.
                > To powód do aż tak wielkiego rozczarowania?

                gdybym nie miała dobrych wrażeń to mniej bym się spodziewała i tym samym rozczarowanie byłoby mniejsze. nie wiem, czy moje rozczarowanie jest "tak wielkie", ale przeżywam to owszem, jako dosyć uczuciowa kobieta, to chyba naturalne, prawda?

                > Opierasz swoje relacje z ludźmi na wierze?

                nie relacje w ogóle :D ale relacje internetowe już tak. trzeba na czymś się oprzeć, kiedy nie można wszystkiego sprawdzić, przynajmniej na razie.

                > Mam, tyle że rozkminianie co chciał przez coś powiedzieć ktoś, kto i tak jest p
                > rzeze mnie skreślony, wydaje mi się stratą czasu.
                >
                > Nie mówiąc o pytaniu, co takie rozkminienie miałoby zmienić dla mnie?

                sprawiłoby, że lepiej zrozumiem ludzi, zawężając: facetów :) i nauczyłoby czego spodziewać się w przyszłości, po kimś takim, kto tak mówi.
                • > gdybym nie miała dobrych wrażeń to mniej bym się spodziewała i tym samym rozcza
                  > rowanie byłoby mniejsze. nie wiem, czy moje rozczarowanie jest "tak wielkie", a
                  > le przeżywam to owszem, jako dosyć uczuciowa kobieta, to chyba naturalne, prawd
                  > a?

                  Nie wiem, nie jestem uczuciową kobietą.
                  Natomiast zakochanie się w kimś, kogo znam tylko przez net kojarzy mi się w podkochiwaniu się w aktorze filmowym

                  > nie relacje w ogóle :D ale relacje internetowe już tak. trzeba na czymś się opr
                  > zeć, kiedy nie można wszystkiego sprawdzić, przynajmniej na razie.

                  No widzisz, ja wtedy mówię że "nie wiem".

                  > sprawiłoby, że lepiej zrozumiem ludzi, zawężając: facetów :) i nauczyłoby czego
                  > spodziewać się w przyszłości, po kimś takim, kto tak mówi.

                  Sądzisz, że wszyscy będą mieli tak samo, tzn. w ustach każdego z nich będzie znaczyło to to samo?
                  Dlaczego tak uważasz?





                  --
                  "Nie widzimy rzeczy jakimi są, widzimy je takimi, jacy sami jesteśmy"
                  ~Anais Nin
                  • kwieto napisał:

                    > Nie wiem, nie jestem uczuciową kobietą.

                    no domyślam się ;)

                    > Natomiast zakochanie się w kimś, kogo znam tylko przez net kojarzy mi się w pod
                    > kochiwaniu się w aktorze filmowym

                    nie użyłam słowa "zakochać się" tylko zauroczyć i nadal uważam, że miałam do tego namacalne powody, o których już parę razy wspomniałam. to, co odczuwałam, gdy pisaliśmy do siebie, było przecież prawdziwe, chodzi o to, że rzeczywistość pokazała te powody w innym świetle, przez co straciły na znaczeniu, i stąd właśnie ta moja cała >konfuzja<.

                    > No widzisz, ja wtedy mówię że "nie wiem".

                    w sumie słusznie. ja nadaję znaczenie, widocznie nie lubię pustki ;P

                    > Sądzisz, że wszyscy będą mieli tak samo, tzn. w ustach każdego z nich będzie zn
                    > aczyło to to samo?
                    > Dlaczego tak uważasz?

                    owszem. bo mówią tak ludzie o określonym profilu psychologicznym. dobór określonych słów czy zwrotów świadczy przecież o typie osobowości człowieka. najprostszy przykład: "to się nie uda" mówi pesymista, "spróbujmy" mówi ktoś, kto nie wierzy, że mu się uda i mówi tak, by widzieć siebie w lepszych świetle itd.
                    nie mówię, że tak można rozpoznać każdego człowieka, ale jego typ czy skłonności już tak.
                    • > nie użyłam słowa "zakochać się" tylko zauroczyć

                      W przypadku porównania z gwiazdami filmowymi na jedno wychodzi

                      > nadal uważam, że miałam do te
                      > go namacalne powody, o których już parę razy wspomniałam.

                      Wspomniałaś też, że sporo tych powodów dorobiłaś sobie we własnym zakresie.

                      > to, co odczuwałam, gd
                      > y pisaliśmy do siebie, było przecież prawdziwe, chodzi o to, że rzeczywistość p
                      > okazała te powody w innym świetle, przez co straciły na znaczeniu, i stąd właśn
                      > ie ta moja cała >konfuzja<.

                      Konfuzja, tak. Rozczarowanie, też.
                      Ale Ty piszesz o tym, że wcześniej wyidealizowałaś sobie tego pana, nie mając po temu podstaw. I jak rozumiem rozczarowanie polega nie na tym, że ktoś kto miał być fajny okazał się mniej fajny, ale na tym, że pan realny okazał się nie przystawać do wizerunku pana idealnego.

                      > w sumie słusznie. ja nadaję znaczenie, widocznie nie lubię pustki ;P

                      Ja wolę niespodzianki.


                      > owszem. bo mówią tak ludzie o określonym profilu psychologicznym. dobór określo
                      > nych słów czy zwrotów świadczy przecież o typie osobowości człowieka.

                      Uhmmm, zwłaszcza pojedynczy zwrot wyrwany z kontekstu.

                      > "to się nie uda" mówi pesymista

                      Lub ktoś, kto już to sprawdził i ma pewność, że nie zadziała.

                      > "spróbujmy" mówi ktoś, kto nie wierzy, że mu się uda

                      Lub tego po prostu nie wie, a chce sprawdzić

                      Podobnie "na pewno się uda" może powiedzieć i optymista, i ktoś, kto kompletnie nie potrafi prawidłowo ocenić swych możliwości, i ktoś, kto po prostu robił daną rzecz wiele razy i jest to dla niego rutyna.

                      Im bardziej złożone zdanie i bardziej zależne od kontekstu, tym sprawa robi się jeszcze bardziej skomplikowana.


                      Druga rzecz - przypuśćmy, że nauczysz się prawidłowo oceniać, dlaczego dany mężczyzna użył takiej a nie innej formułki.
                      Co z tego wynika dla Ciebie?


                      --
                      "Nie widzimy rzeczy jakimi są, widzimy je takimi, jacy sami jesteśmy"
                      ~Anais Nin

    • > Dlaczego znów dałam się oszukać swojemu pragnącemu miłości umysłowi?

      Dałaś się? Przecież robisz to świadomie.

      --
      graf.minitroopers.com/
    • myślę że po prostu... daj się ponieść, za dużo analizujesz
      tego kwiatu jest pół światu, może zamiast idealizować tort widziany przez szybę cukierni, po prostu wejdź i go posmakuj... lepiej kiedy już na początku okaże się atrapą
    • saraisa napisała:

      Ja miałam tak z golonką.Chodziła(miałam smaka) za mną około 2 tyg. Wyidealizowałam już sobie smak, kiedy już wreszcie nadarzyła się okazja do skonsumowania, byłam wielce rozczarowana-nie smakowała tak dobrze jak sobie ją wyobraziłam niestety.Choć nadal golonkę uwielbiam.
    • > Dlaczego znów dałam się oszukać swojemu pragnącemu miłości umysłowi?

      Zacznijmy od tego, ze nie rozumiesz czym jest milosc.
      A jest to operacja chemiczna ktora ma nas poinformowac czy partner/ka pasuje do nas genetycznie- czyli jest wystarczajaco od nas rozna pod wzgledem DNA, zeby nie doprowadzalo to do powstawania chorob genetycznych u potomstwa.
      Wiec netowe randkowanie trzeba szybko konczyc spotkaniami w realu po paru dniach, zeby doslownie powachac partner/ke, i poczuc czy to jest ten/ta kogo szukamy.
      • > Zacznijmy od tego, ze nie rozumiesz czym jest milosc.
        > A jest to operacja chemiczna ktora ma nas poinformowac czy partner/ka pasuje do
        > nas genetycznie- czyli jest wystarczajaco od nas rozna pod wzgledem DNA, zeby
        > nie doprowadzalo to do powstawania chorob genetycznych u potomstwa.

        Nie rozumiem.

        Czy to oznacza, ze rodzice mojej "kolezanki" - ktorej siostra jest chora (genetyka) - nigdy sie nie kochali? Kochali sie troche albo milosci nie bylo wystarczajaco duzo, by dzieciak urodzil sie zdrowy?

        Rozumiem, ze jest to taki maly wykrywacz klamstw.

        Mietek mowil, ze kochal Mariole, a ona szczerze i z calego serca go kochala, jednak ich syn mial chorobe genetyczna. Skoro Mariola go kochala to wychodzi na to, ze Mietek nie i klamal dran jeden skonczony?
        • > Czy to oznacza, ze rodzice mojej "kolezanki" - ktorej siostra jest chora (genet
          > yka) - nigdy sie nie kochali? Kochali sie troche albo milosci nie bylo wystarcz
          > ajaco duzo, by dzieciak urodzil sie zdrowy?

          A skad mozesz wiedziec co naprawde szerze czuja ci ludzie? To tylko oni wiedza. I pewnie nie powiedza ci prawdy prosto w oczy.
          To ze ktos chodzi ze soba, albo sa malzenstwem, albo nawet maja ze soba dziecko wcale nie znaczy, ze musza sie kochac. Dziecko moze byc wpadka.

          Ten mechanizm ma uniemozliwic, lub przynajmniej utrudnic, zaplodnienie kobiety przez mezczyzne ktory jest z nia zbyt blisko spokrewniony, co moglo by sie (ale nie musialo) skonczyc urodzeniem chorego dziecka.
          Jak sie przytulasz do matki to ci nie staje, tak jak z kolezanka, nie? ;)
          • >Dziecko moze byc wpadka.

            a wpadka pewnie z całkowicie przypadkowego wpadnięcia w siebie;)


            --
            ooooh la love
          • Wiesz, ze gdzies dzwonia, tylko koscioly ci sie poyebaly.

            To niby jak wytlumaczysz przypadki rodzenstwa, w ktorych ludzie nie wiedzac, ze sa rodzenstwem zakochiwali sie w sobie?

            Pomyliles milosc z pozadaniem. Chyba, ze dla ciebie to to samo. To raz.

            Dwa - tego, co piszesz (jak i "obwachiwania sie" czy istnienia feromonow) nikt jednoznacznie nie udowodnil.
            • princessjobaggy napisała:

              > Wiesz, ze gdzies dzwonia, tylko koscioly ci sie poyebaly.
              >
              > To niby jak wytlumaczysz przypadki rodzenstwa, w ktorych ludzie nie wiedzac, ze
              > sa rodzenstwem zakochiwali sie w sobie?

              Ja tłumaczę to głupotą i draństwem.Nakłamał ktoś w życiu niemiłosiernie, a inni ludzie ponoszą tego konsekwencje.
            • > Wiesz, ze gdzies dzwonia, tylko koscioly ci sie poyebaly.

              Jestem niewierzacy. Wiec jedyne co mi dzwoni to komorka..

              > To niby jak wytlumaczysz przypadki rodzenstwa, w ktorych ludzie nie wiedzac, ze
              > sa rodzenstwem zakochiwali sie w sobie?

              Takie rzeczy to tylko w kiepskich romansidlach sie zdarzaja..
              Poza tym generalnej reguly nie zmieni fakt ze zdarzaja sie pojedynczy zboczency ktorzy gwalca wlasne corki. Kazdemu normalnemu ojcu nie powinien stawac fiut gdy jest w jednym pokoju z corka. Wyobrazasz sobie mycie wlasnego dziecka- niemowlecia, przeciez widzisz go calego golusienkiego.. A tu parasol w spodniach?

              > Dwa - tego, co piszesz (jak i "obwachiwania sie" czy istnienia feromonow) nikt
              > jednoznacznie nie udowodnil.

              Jesli feromony istnieja u zwierzat to tym bardziej istnieja u ludzi, bo jestesmy ich potomkami. Cechy ktore dobrze spelniaja swoja role sa przekazywane z pokolenia na pokolenie. Rzadko kiedy zdarza sie, ze cos co dobrze pracowalo w przeszlosci jest az tak drastycznie zmieniane w toku ewolucji. Musi nastapic gwaltowne zapotrzebowanie na taka zmiane, zeby sie ona odbyla np. przeksztalcenie lap, w lapy z blona miedzy palcami (wydry), a pozniej w pletwy (delfiny, wieloryby).
              • > Takie rzeczy to tylko w kiepskich romansidlach sie zdarzaja..
                > Poza tym generalnej reguly nie zmieni fakt ze zdarzaja sie pojedynczy zboczency
                > ktorzy gwalca wlasne corki. Kazdemu normalnemu ojcu nie powinien stawac fiut g
                > dy jest w jednym pokoju z corka. Wyobrazasz sobie mycie wlasnego dziecka- niemo
                > wlecia, przeciez widzisz go calego golusienkiego.. A tu parasol w spodniach?

                Nie odwracaj kota ogonem, nadal nie odpowiedziales na pytanie. Jak wytlumaczysz milosc pojawiajaca sie miedzy osobnikami bardzo do siebie podobnymi?


                > Jesli feromony istnieja u zwierzat to tym bardziej istnieja u ludzi, bo jestesm
                > y ich potomkami. Cechy ktore dobrze spelniaja swoja role sa przekazywane z poko
                > lenia na pokolenie. Rzadko kiedy zdarza sie, ze cos co dobrze pracowalo w przes
                > zlosci jest az tak drastycznie zmieniane w toku ewolucji. Musi nastapic gwaltow
                > ne zapotrzebowanie na taka zmiane, zeby sie ona odbyla np. przeksztalcenie lap,
                > w lapy z blona miedzy palcami (wydry), a pozniej w pletwy (delfiny, wieloryby)
                > .

                Ok, nie bede cie atakowac linkami do publikacji, ale moze kiedys z ciekawosci poczytaj co o feromonach ludzkich wiemy, a czego nie.

                Sa tacy, ktorzy twierdza, iz najwiekszy poped seksualny czujemy w stosunku do ludzi odmiennych od nas pod wzgledem genetycznym (czyli, ze matka natura kaze nam wymieszac geny z kims malo podobnym do nas samych). Natomiast najlepiej dogadujemy sie i tworzymy najtrwalsze relacje z ludzmi podobnymi do siebie (przechodzimy na wyzszy etap, etap milosci).

                Podejrzewam, ze wlasnie z tym ci sie pokielbasilo. Twoje wczesniejsze wywody o zaleznosci miedzy odmiennoscia a miloscia nadal nie maja sensu.
                • > Nie odwracaj kota ogonem, nadal nie odpowiedziales na pytanie. Jak wytlumaczysz
                  > milosc pojawiajaca sie miedzy osobnikami bardzo do siebie podobnymi?

                  Mowisz o niezmiernie nielicznych aktach miedzy siostra a bratem?
                  Bo jesli nie, to odpowiem, ze tego podobienstwa nie widac oczami! Ono jest zakodowane w DNA. Trzeba by porownac je pod mikroskopem elektronowym, zeby wykryc roznice.

                  Stad sie bierze caly ped polskich kobiet do zagraniczniakow.

                  > Sa tacy, ktorzy twierdza, iz najwiekszy poped seksualny czujemy w stosunku do l
                  > udzi odmiennych od nas pod wzgledem genetycznym (czyli, ze matka natura kaze na
                  > m wymieszac geny z kims malo podobnym do nas samych). Natomiast najlepiej dogad
                  > ujemy sie i tworzymy najtrwalsze relacje z ludzmi podobnymi do siebie (przechod
                  > zimy na wyzszy etap, etap milosci).

                  Alez to nie konfliktuje z tym co postuluje. Osoba pociagajaca swoja genetyczna odmiennoscia, moze byc takze podobna do nas pod wzgledem charakteru, osobowosci, zainteresowan, hobby. Bo to nie ma nic wspolnego z genami.

                  > Podejrzewam, ze wlasnie z tym ci sie pokielbasilo. Twoje wczesniejsze wywody o
                  > zaleznosci miedzy odmiennoscia a miloscia nadal nie maja sensu.

                  Zaczynam powatpiewac w Twoja inteligencje.. Jesli tak prostej i oczywistej teorii nie potrafisz pojac, to co z bardziej wyrafinowanymi?
                  Zakochujemy sie w tych osobach ktore nas pociagaja seksualnie. A pociagaja nas ludzie o odmiennych genach. Bo wlasnie z takiej kombinacji on+ona powstanie nowe zdrowe dziecko.

                  Ja WIEM, ze mam racje, bo sam jestem tego zywym dowodem.. Pociagaja mnie tylko i wylacznie naturalne blondynki. Mozesz mi zawiazac oczy i przyprowadzic 10 dziewczyn- brunetek, blondynek, farbowanych blondynek, tlenionych blondynek. I powiem Ci ktore sa naturalne blondynki po samym zapachu ich wlosow (bez perfumowania, dezodorantow itp. bo te moga zawierac feromony, ktore mogly by przeklamac wynik).
                  Wystarczy musniecie wlosow po twarzy..
      • to co napisałeś odnosi się do genetycznego doboru partnera, a nie do miłości. najlepszy przykład to historia Edypa, który poślubił własną matkę :) ok to mit, ale z jakiegoś powodu tak dobrze przyjął się na gruncie kultury zachodniej.
        poza tym, Twoja teoria miałaby sens, gdyby nie to, że jego zapach mi się podobał :) ale to, jak się zachowywał w rzeczywistości, zniechęciło mnie do niego, a kogoś takiego automatycznie przestaję odbierać jako "dobrze rokujący materiał genetyczny"
        • > to co napisałeś odnosi się do genetycznego doboru partnera, a nie do miłości. n
          > ajlepszy przykład to historia Edypa, który poślubił własną matkę :) ok to mit,
          > ale z jakiegoś powodu tak dobrze przyjął się na gruncie kultury zachodniej.

          Bo ludzie lubia takie pikantne historyjki. Szczegolnie zakazane.

          > poza tym, Twoja teoria miałaby sens, gdyby nie to, że jego zapach mi się podoba
          > ł :) ale to, jak się zachowywał w rzeczywistości, zniechęciło mnie do niego, a
          > kogoś takiego automatycznie przestaję odbierać jako "dobrze rokujący materiał g
          > enetyczny"

          Ale jemu sie Twoj nie spodobal- dlatego zaczal z Ciebie kpic i wysmiewac, z tego co mu sie zwierzalas przez net, zeby sie Ciebie pozbyc..
          Jakby Cie tak nie zabolalo to odrzucenie to bys tutaj na forum nas o tym incydencie nie informowala.
          • > Ale jemu sie Twoj nie spodobal- dlatego zaczal z Ciebie kpic i wysmiewac, z teg
            > o co mu sie zwierzalas przez net, zeby sie Ciebie pozbyc..

            akurat zaczął wyśmiewać jak zaczęliśmy rozmawiać na żywo - na gg, czyli przed spotkaniem. dla mnie to świadczy o jego kompleksach, które maskuje przez naśmiewanie się z innych. spotkanie na żywo to potwierdziło. ale dla Ciebie wszystko sprowadza się do teorii o doborze genów, jaasne.
            poza tym jak wytłumaczyć to, że mnie się jego zapach podobał, a jemu nie? tzn, że on ma różne geny od moich, ale ja mam podobne do niego? :) ta teoria nie trzyma się kupy.
            a może stwierdzisz, że on znajduje się wyżej w rozwoju genetycznym ode mnie, bo poszukuje skrajnie różnej genetycznie partnerki, a mnie zadowoli tylko niewielka różnica? :D
            sorry, że już Ci podpowiadam rozwiązania, ale rozbawiło mnie to. ;)
    • gdy nie berze sie udzialu w dyskusji.

      I po co komu ta informacja, ze zawiodlas sie na samej sobie ?
      • czy mnie się wydaje, czy pani jest głodna mięsa? to nie igrzyska.
        • saraisa napisała:
          czy mnie się wydaje, czy pani jest głodna mięsa? to nie igrzyska.

          nie rozumiem sensu tego postu, skoro nie bierzesz udzialu w dyskusji.
          mozesz mi ten sens przyblizyc ?
          • jak nie rozumiesz, to może pomyśl? to nie boli. dla podpowiedzi: jak zapali Ci się taka biała żaróweczka, tzn, że zrozumiałaś. => trzymam kciuki.
            • saraisa napisała:
              > jak nie rozumiesz, to może pomyśl? to nie boli. dla podpowiedzi: jak zapali Ci
              > się taka biała żaróweczka, tzn, że zrozumiałaś. => trzymam kciuki.

              zbierajac pieniadze , nie zostawia sie samej puszki przed kosciolem,
              z napisem :
              jestem biedna, prosze wrzucac datki, tylko sie przy tej puszce siedzi.
              i zacheca, by do niej ktos cos wrzucil.

              jezeli masz problem , to siedz przy nim i odpowiadaj na uwagi. inaczej - rzucajac problem i nie odnoszac sie do uwag innych - zerujesz na myslach innych, sama od siebie nic nie dajac.
              • rozumiem = brawo za metaforę! naprawdę doceniam wysiłek :) (taak, tak to ten wampiryzm)
                rozumiem, ale pierwsza Twoja wypowiedź brzmiała jak oburzenie płaczliwego dziecka albo Cezara na igrzyskach = "jak to możliwe, że my się tyle produkujemy, a ta nic nie odpowiada! jak ona śmie??" Jezzu, nie muszę Ci się tłumaczyć, dlaczego nie odpisuję. poza tym, zrobię to jak będę mieć czas itd.
    • bo chcialas. nie mam zbyt duzego doswiadczenia jesli chodzi o randki internetowe ale cala idea polega chyba na paru mailach o bzdetach i spotkaniu a nie intensywnym wkrecaniu sie przez 2 miesiace?
      jakos trudno mi uwierzyc ze ktos kto szuka partnera w necie jest tak zajety ze musi odsiewac kandydatow miesiacami zeby miec poczucie ze pojscie na drinka z dana osoba nie bedzie strata czasu.
      • masz rację, tak jest zazwyczaj i tak zazwyczaj postępowałam. ale w tym wypadku po prostu wyszło inaczej, w dużej mierze przez przypadek, bo z różnych powodów nie mogliśmy się spotkać wcześniej. i rzeczywiście to się nakręciło niesamowicie, wiedziałam, że będzie trudno sprostać oczekiwaniom, więc i tak szłam z nastawieniem, żeby nie spodziewać się tego samego. a i tak się zawiodłam...
    • Bo to co niewidzialne daje poczucie złudzenia. Umysł dopisuje własny scenariusz, kreowany przez pragnienia idealnego partnera. Idealnie psującego do nas. Jest cudownie, więc czemu wracać na ziemię. No a powinna zapalić się lampka, że to dziwne, że tak długo trwa, takie pisanie. A umysłowi nie ma się co dziwić, bo przecież każdy pragnie zaznać takiej prawdziwej miłości. Pozdrawiam
      • panna.m.igotka napisała:

        > Bo to co niewidzialne daje poczucie złudzenia. Umysł dopisuje własny scenariusz
        > , kreowany przez pragnienia idealnego partnera. Idealnie psującego do nas. Jest
        > cudownie, więc czemu wracać na ziemię. No a powinna zapalić się lampka, że to
        > dziwne, że tak długo trwa, takie pisanie. A umysłowi nie ma się co dziwić, bo p
        > rzecież każdy pragnie zaznać takiej prawdziwej miłości. Pozdrawiam

        Jeśli pragnienia zagłuszają rozum i rozsadek, to należy zejść na ziemię własnie.Każdy swój umysł ma, na ile dojrzały widać po zachowaniu danej osoby.Marzenia trzeba mieć, ale nie by nimi żyć.
    • (potocznie) dala sie "omamic" - to bylby problem.

      a jak dalas sie oszukac wlasnemu - to wszystko zostaje w rodzinie :)
przejdź do: 1-100 101-120
(101-120)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Zadaj pytanie na Forum

Za darmo

Na każdy temat

Tysiącom użytkowników

Zapytaj

Bestsellery

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.