Dodaj do ulubionych

najtrudniejsza asertywnosc...

02.05.12, 02:57
Uznalem, ze asertywnosc to jedna z moich glownych bolaczek (to znaczy konretnie jej brak, i formy zastepcze, tzn uleglosc, maniuplacja i moja ulubiona- pasywna agresja). Nie o tym jednek, o ile wiekszosc sytuacji w ktorych nalezy wykazac sie asertywnoscia jest trudna emocjonalnie, ale prosta 'dowodowo', to jest taki jeden typ sytuacji gdzie zawsze jestem bezradny, bo nie mam tak naprawde 1005owego argumentu.

Chodzi o sytuacje, kiedy nie chce czegos zrobic (czy najczesciej dac/pozyczyc) w imie tzw. zasad, a nie z powodu konretnej wymiernej straty czy problemu.
Przyklady (z zycia):
a/ mialem komputer i internet a wspolokator zaczal korzystac 'goscinnie', korzystal tylko wtedy, gdy ja nie korzystalem, teoretycznie co mi szkodzi, ale irytuje mnie to to,no i argument sie pojawia ' a co ci zalezy', no wlasnie- co mi zalezy? No kontrargumentu konretnego nie ma, moge sie powolywac na 'zasady', fair play, przyzwotisc- ale to wszystko abstrakcyjen pojecia, jak ktos nie rozumie to nie jest to 'namacalny' dowod, np w porownaniu do podarowania butelki piwa

b/ inna sytuacja- placilem za mieszkanie abonament TV (w Angliii dosyc spora suma, 150 funtow roznie) i w pewnym momencie wspolokatorka odmowila skladania sie a inni lokator od poaczatku nie chcial sie skladac. W tej sytuacji zadzwonilem do centrali i przemedlowalem licencje tak, zeby byla tylko na moj pokoj, a nie cale mieszkanie.
Znajoma kobieta powiedziala, ze jestem zlosliwym ch... bo przeciez skoro i tak juz place cala kwote, to co mi zalezy zeby to pokrylo cale mieszkanie- ja nic nie trace a oni zyskuje, wiec moje zgloszenie jst wg niej czysta zlosliwoscia. I znowu- nie mam rgumentu na to, no bo co- formalnie ona ma racje, i tak place, nic mi od ego zgloszenia nie przychodzi.

W takich sytuacjach, przyklady moznaby mnozyc, nie chodzi o wymierna strate, konkretny problem czy takze nie o potencjalna korzysc (bo jak np odmowie koledze uzyczania komputera to na tym nie zyskam i jak lokatorzy zaplaca za telewizje to tez na tym nie zyskam).

Pomijajc elementy prawno- legalne, jaka moze byc inna kontrargumentacja? Bo przeciez chyba wiekszosc z nas intuicyjnie czuje, ze w takich sytuacjach dochodzi do naduzycia, kiedy ktos 'slizga sie' na plecach- no ale to 'a co ci szkodzi' powala mnie.
Edytor zaawansowany
  • m-kow 02.05.12, 03:11
    Czynisz niepotrzebne założenie, że masz rację jedynie gdy uargumentujesz ją tak, aby inni nie mogli już nic mądrego powiedzieć, i do tego zaargumentujesz przyzwoicie :-)
    Nie oddawaj pola jeśli nie musisz, oni coś od Ciebie chcą i to jest Twoja przewaga sytuacyjna, z której tłumaczyć się nie musisz :-)
    W zasadzie w przypadku nr 1 ) jak i 2) odpowiedź "nie zależy mi, ale po prostu jestem ch......m" rozwiązuje oba Twoje problemy, to znaczy pozbywasz się polipów jeżeli nie akceptują Twoich reguł gry.


    --
    PO i ACTA www.youtube.com/watch?v=Na4KbXEMZk4
  • kropidlo5 02.05.12, 04:28
    Tak, zgadza sie, racje jest po 'nasej' stronie, ale chodzi mi o to, czy poz sfera morale czy fair play jest jakis wymierny wskaznik, ktory by mozna zastosowac? tak, owszem, to jest takie troche dazenie do udowodnienia za wszelka cene, ale chodzi o to, ze pewni ludzie ( a moze czesciowo wszyscy my) wyrobili sobie taka technike na takie sytuacje tyou
    - a co ci zalezy
    - a co co szkodzi
    - przeciez nic sie nie stanie
    - nie badz chciwus/egoista
    itp

    Istota jest to, ze dla osoby X dana akcja jest bez znaczenia ( w przyblizeniu) a dla osoby Y jest to zysk. Wiec argument Y jest taki, ze on zyska a X nie straci- wiec jesli nie straci a nie chce dac, to tak jakby pozbawia Y zysku z czystej zlosliwosci/ zawisci.

    To jest po prostu idealny schemat dla wykorzystywaczy roznej masci, ale jednej reguly nie ma.
  • good_morning 02.05.12, 15:06
    na takie dictum typu
    nie badz egoista
    odpwiadasz:
    biore przyklad z ciebie ;P
    --
    No matter where we go
    Souls adrift never say goodbye
  • koham.mihnika.copyright 02.05.12, 04:26
    1 - pytanie - czy gdy komp sie popsuje w czasie twojego uzywania, to zaplacisz za nowy lub naprawe?
    2 - mozemy placic na spolke? Wtedy byloby fair. jesli mam placic sam, to nie jest fair, a ja nie chce byc frajerem.
    Dziekuje za uwage.
    --
    "Power is the ultimate aphrodisiac" - prezes JK za Henry Kissingerem.

    Don't worry about the world coming to an end today. It's already tomorrow in Australia.
  • kropidlo5 02.05.12, 04:30
    koham.mihnika.copyright napisał:

    > 1 - pytanie - czy gdy komp sie popsuje w czasie twojego uzywania, to zaplacisz
    > za nowy lub naprawe?

    Dobre pytanie, co do potencjalnych problemow- choc osoba odpowie 'na pewno sie nie zepsuje' albo powie 'no to taki zbieg okolicznosci, ze sie akurat zepsulo, ale ja przeciez malo korzystam'

    > 2 - mozemy placic na spolke? Wtedy byloby fair. jesli mam placic sam, to nie je
    > st fair, a ja nie chce byc frajerem.
    > Dziekuje za uwage.


    slysznie, tylko ze skoro ja nie zaplace (odmowie skladania sie) to ty i tak musisz zaplacic, a wtedy- skoro juz placisz- to czemu nei pokryc za cale mieszkanie? A co co szkodzi, frajerem nie jestes- bo nic nie doplacasz, i tak tyle samo placisz.


    ( ja tu jestem adwokatem diabla dodam;))
  • koham.mihnika.copyright 02.05.12, 06:43
    > koham.mihnika.copyright napisał:
    >
    > > 1 - pytanie - czy gdy komp sie popsuje w czasie twojego uzywania, to zapl
    > acisz
    > > za nowy lub naprawe?
    >
    > Dobre pytanie, co do potencjalnych problemow- choc osoba odpowie 'na pewno sie
    > nie zepsuje' albo powie 'no to taki zbieg okolicznosci, ze sie akurat zepsulo,
    > ale ja przeciez malo korzystam'

    najlepiej, se kup, wtedy bedzie twoje zmartwienie, a ja nie bede musial do ciebie dokladac :D
    ewentualnie skorzystaj na uczelni...


    >
    > > 2 - mozemy placic na spolke? Wtedy byloby fair. jesli mam placic sam, to
    > nie je
    > > st fair, a ja nie chce byc frajerem.
    > > Dziekuje za uwage.
    >
    >
    > slysznie, tylko ze skoro ja nie zaplace (odmowie skladania sie) to ty i tak mus
    > isz zaplacic, a wtedy- skoro juz placisz- to czemu nei pokryc za cale mieszkani
    > e? A co co szkodzi, frajerem nie jestes- bo nic nie doplacasz, i tak tyle samo
    > placisz.

    skoro lubisz ogladac, to TY zaplac, a ja ewentualnie spojrze od czasu do czasu. Nie badz skapy. Frajerem bylbym, gdybym tolerowal takie naciaganie.

    Jest rodzaj chamstwa, ktore sie ignoruje (i wychodzi na frajera), albo odpowiada wiekszym chamstwem, zalezy od poziomu bezczelnosci rozmowcy.
    >
    >
    > ( ja tu jestem adwokatem diabla dodam;))
    --
    "Power is the ultimate aphrodisiac" - prezes JK za Henry Kissingerem.

    Don't worry about the world coming to an end today. It's already tomorrow in Australia.
  • panipanda 02.05.12, 05:02
    (Tak btw: mieszkasz z polakami czy Twoi współlokatorzy są innej narodowości?)

    Zacznijmy od tego, że ja jestem "chora", gdy ktoś dotyka mojego komputera, nie ma mowy, by był używany bez mojego nadzoru, szczególnie po kilku wypadkach, gdy "pożyczający" instalował coś bez pozwolenia, co spowodowało śmierć systemu, lub też innych grzebaniach w niewiadomym celu po prywatnych folderach.
    (a, jako że ja mieszkam z nie-polakami, język polski i polskie programy skutecznie uniemożliwiają samowolne używanie sprzętu ;) )
    Dla mnie byłaby to sytuacja porównywalna do spania w czyimś łóżku/pościeli, bo przecież właściciela nie było i tak w domu, to co mu szkodzi, że się tam przespał?
    Jest też różnica, jeśli ktoś korzysta naprawdę okazjonalnie, a gdy ktoś sępi na własny sprzęt, którego potrzebuje (nie wiem, do pisania pracy na studia, czy kontaktu z rodziną) tak naprawdę kosztem eksploatacji Twojego sprzętu. [z resztą, z tego co wiem, studenci w ang mają bezpłatny internet w bibliotekach, otwartych 24h/dobę]...

    Co do abonamentu, ja tu widzę Twoją stratę - jeśli współlokatorzy nie chcą płacić, znaczy nie chcą korzystać/nie potrzebują - proste. Jeśli potrzebują/chcą powinni się składać. I co z tego, że za całe mieszkanie płacisz tyle samo, co za pokój, z jakiej racji masz być czyimś sponsorem?
  • g.r.a.f.z.e.r.o 02.05.12, 08:57
    W pierwszym przypadku - powiedziałbym że traktuję komputer bardzo osobiście i nie wyobrażam sobie aby ktoś z niego korzystał bez mojej wiedzy. PLUS hasło...

    W drugim - na wszelkie sugestkie "co ci szkodzi", odpowiedziałbym wprost - nie jestem frajerem... Albo bym się spytał czy np. ich autem za ich paliwo mogę pojeździć.

    O ile zawsze względem znajomych i przyjaciół staram się być szczodry i serdeczny, nie mam najmniejszych problemów z byciem fundatorem różnego rodzaju atrakcji czy usług.
    Ale w powyższych przypadkach, ZWŁASZCZA w przypadku kablówki, mamy doczynienia z żerowaniem z premedytacją na płacącym. Bo osoba która ogląda za free WIE że tamta płaci i ma to charakter ciągły, więc absolutna przyzwoitość nakazuje jakoś to zrekompensować - albo w najprostszy sposób - gotówką, albo jakąś STAŁĄ przysługą.
    --
    www.youtube.com/watch?v=yObk06-EeUg
  • ka-mi-la789 02.05.12, 09:24
    Najprostsza odpowiedź na debilne "co ci szkodzi" brzmi: "taki mam kaprys, a jak się nie podoba, to wypie...ć". Tłumacząc się, sam siebie spychasz do defensywy.
    --
    Gadał dziad do obrazu, a obraz do niego: "Spieprzaj, dziadu".
  • forumowiczka.to.ja 02.05.12, 09:40
    Twoj błąd polega na tym, że zacząłeś myśleć ich kategoriami, a nie swoimi. Czyli wszedłeś w rolę ofiary. I oni to świetnie wykorzystują, jeżdżąc po tobie i twoim braku granic.
    Pytanie pt co ci szkodzi, może je zadać tylko jakiś du.pek totalny bez ogłady. Bo każdy logicznie myślący człowiek wie, że skoro coś kosztuje, to za darmo może to mieć od mamusi, a reszcie musi płacić. I na tak zadane pytanie odpowiedziałabym: nic mi nie szkodzi, ale czas frajera się skończył, płacisz albo wara. To samo dotyczy tv. Zamiast myśleć "skoro płacę i tak" pomyśl "gdyby oni się złożyli to ja miałbym to samo za 1/2 ceny". Odwróć kota ogonem i pomyśl o swojej wygodzie a nie czyjejś.
    Frajerem jest ten, który daje sie wykorzystywać, nie ten który upomina się i dba o swoje.
  • lonely.stoner 02.05.12, 09:54
    w obu przypadkach miales racje:

    1. komputer to wg mnie cos tak osobistego jak telefon. W dzisiejszych czasach jest tam wszystko i wcale nie musisz nikomu pozwalac z niego korzystac. Normalne jest ze mozna powiedziec nie, i nikt sie o to nie powinien obrazic. Chyba ze bylby to jakis taki wspolny komp jak w bibliotece, gdzie kazdy moze siasc i skorzystac. Dziwne zeby sie z tego tlumaczyc.

    2. Twoja znajoma ktora tak to skrytykowala musi byc z Polski albo z Europy Wschodniej, na Zachodzie raczej nikt by nie wpadl w ogole na pomysl zeby nie placic za tv i uzywac. Nie place- ale nie uzywam. Zglosiles sprawe i po problemie. Tak jest uczciwie.
    --
    www.youtube.com/watch?v=uI_zhSA960E
  • po-trafie 02.05.12, 10:27
    Zgubiles gdzies jedna z glownych zasad asertywnosci: nie tlumacz sie.

    Jesli podejmujesz jakas decyzje, nie masz zadnego obowiazku sie przed kims tlumaczyc. Masz prawo nie chciec, zeby ktos uzywal twojego komputera, tak jak masz prawo nie chciec zeby ktos myl zeby twoja szczoteczka albo przegladal twoj telefon. Nie musisz sie z tego tlumaczyc, druga strona nie musi znac wszystkich twoich powodow, celem jest to, zeby USZANOWALA twoje zdanie. 'Prosze, nie uzywaj mojego komputera', 'taka decyzja co do licencji wydawala mi sie wlasciwa'.
    Nie trzeba opowiadac dlaczegp, ci ludzie nie sa twoimi rodzicami, ani nauczycielami, przed ktorymi stajesz na bacznosc.

    Nie ma sensu wchodzic w dyskusje i przepychanki slowne, wiele bitem wygrywa sie przez iich unikniecie.
  • senseiek 02.05.12, 12:36
    > Uznalem, ze asertywnosc to jedna z moich glownych bolaczek (to znaczy konretnie
    > jej brak, i formy zastepcze, tzn uleglosc, maniuplacja i moja ulubiona- pasywn
    > a agresja). Nie o tym jednek, o ile wiekszosc sytuacji w ktorych nalezy wykazac
    > sie asertywnoscia jest trudna emocjonalnie, ale prosta 'dowodowo', to jest tak
    > i jeden typ sytuacji gdzie zawsze jestem bezradny, bo nie mam tak naprawde 1005
    > owego argumentu.

    Ty jestes za miekka parowa.. :D

    > Chodzi o sytuacje, kiedy nie chce czegos zrobic (czy najczesciej dac/pozyczyc)
    > w imie tzw. zasad, a nie z powodu konretnej wymiernej straty czy problemu.
    > Przyklady (z zycia):
    > a/ mialem komputer i internet a wspolokator zaczal korzystac 'goscinnie', korzy
    > stal tylko wtedy, gdy ja nie korzystalem, teoretycznie co mi szkodzi, ale irytu
    > je mnie to to,no i argument sie pojawia ' a co ci zalezy', no wlasnie- co mi za
    > lezy? No kontrargumentu konretnego nie ma, moge sie powolywac na 'zasady', fair
    > play, przyzwotisc- ale to wszystko abstrakcyjen pojecia, jak ktos nie rozumie
    > to nie jest to 'namacalny' dowod, np w porownaniu do podarowania butelki piwa

    No faktycznie ja bym tutaj nie robil problemow.
    Albo po prostu zainstalowal na swoim kompie key loggera i pozniej znal wszystkie hasla goscia ;)
    Albo jak juz bardzo chcesz argumentowac to powiedz, ze nie placi za prad jaki komp zuzywa ;)

    > b/ inna sytuacja- placilem za mieszkanie abonament TV (w Angliii dosyc spora su
    > ma, 150 funtow roznie) i w pewnym momencie wspolokatorka odmowila skladania sie
    > a inni lokator od poaczatku nie chcial sie skladac. W tej sytuacji zadzwonilem
    > do centrali i przemedlowalem licencje tak, zeby byla tylko na moj pokoj, a nie
    > cale mieszkanie.
    > Znajoma kobieta powiedziala, ze jestem zlosliwym ch... bo przeciez skoro i tak
    > juz place cala kwote, to co mi zalezy zeby to pokrylo cale mieszkanie- ja nic n
    > ie trace a oni zyskuje, wiec moje zgloszenie jst wg niej czysta zlosliwoscia. I
    > znowu- nie mam rgumentu na to, no bo co- formalnie ona ma racje, i tak place,
    > nic mi od ego zgloszenia nie przychodzi.

    Naprawde powiedziala, ze jestes zlosliwy ch? to trzeba bylo odpowiedziec, ze jest k..a wykorzystujaca ludzi.. za miekki jestes, albo lecisz na nia ;) ale i tak pozamiatales sobie u niej..

    > W takich sytuacjach, przyklady moznaby mnozyc, nie chodzi o wymierna strate, ko
    > nkretny problem czy takze nie o potencjalna korzysc (bo jak np odmowie koledze
    > uzyczania komputera to na tym nie zyskam i jak lokatorzy zaplaca za telewizje t
    > o tez na tym nie zyskam).

    Jak to nie? 100 funtow to 2/3 rachunku, nie?

    > Pomijajc elementy prawno- legalne, jaka moze byc inna kontrargumentacja? Bo prz
    > eciez chyba wiekszosc z nas intuicyjnie czuje, ze w takich sytuacjach dochodzi
    > do naduzycia, kiedy ktos 'slizga sie' na plecach- no ale to 'a co ci szkodzi' p
    > owala mnie.

    No to wykorzystuj ja w swoich celach np. powiedz wspollokatorce "no to idziemy do lozka? a co ci szkodzi?" :)

    --
    Kalkulator Kalorii
  • senseiek 02.05.12, 12:43
    Jak rozumiem oni w koncu, przynajmniej ta panienka, doszla z Toba do ugody w sprawie wspolplacenia za TV? Bo skoro ja to zbulwesowalo to znaczy, ze miala telewizor w swoim pokoju, ktory po odlaczeniu stal sie bezuzyteczny- wiec musiala grzecznie przyjsc do Ciebie i poprosic o "podlaczenie" i placenie.. nie?

    --
    Kalkulator Kalorii
  • mumia_ramzesa 02.05.12, 12:43
    Zasada nr 1: nie tlumaczymy sie.
    Zasada nr 2: nazywamy rzeczy po imieniu. mozesz np powiedziec "nie znosze cwaniactwa" i po sprawie.
    Co do komputera to jest to rzecz osobista i po co ktos ma wiedziec po jakich stronach chodzisz, jakie masz loginy, jakie masz pliki itd? Poza tym moze Ci narobic niezlej kaszany zawirusowujac albo nawet sciagajac cos, za co mozna siedziec.
  • leniwy_pierog 02.05.12, 13:12
    Ale to w ogóle nie sa sytuacje, gdy trzeba argumentować. Mówisz po prostu. Ok, rozumiem, że nie jesteście zainteresowani telewizją i nie płacicie za abonament. W takiej sytuacji biorę opłaty na siebie i telewizja będzie tylko u mnie w pokoju. I na tym kończysz dyskusję, nie tłumaczysz się.

    Z internetem tak samo. Mówisz: jeśli chcesz korzystać z internetu, podzielny się opłatami. W przeciwnym wypadku nie będziesz korzystał z mojego. I tak samo - koniec dyskusji.
  • kropidlo5 02.05.12, 14:08
    Male wyjasnienie- z telewizja to nie chodzi o abonament za kablowke, tylko abonament panstwowy (tak, w UK jest dosyc wysoki). Techniczna mozliwosc ogladania TV istnieje i bez oplacenia tego abonamentu- tylko ze jest to po prostu nielegalne, ale nie niemozliwe.

    (Kiedys pisalem do BBC o zweryfikowanie, czy w przypadku wynajmowania wspolnego mieszkania mozna placic jeden abonament za dom i odpowiedz byla, ze jesli dom jest podnajmowany razem, z jednym dostepem do kuchni/lazienki i dzielonymi oplatami, to mozna, ale to bylo i sie potem zmienilo, kiedy jeden lokator sie zmienil a drugi odmowil placenia)

    Tak wiec- uniemozliwic ogladanie TV i tak nie mozna, jedyna ich 'strata' to jest obawa przed zaplaceniem 1000 funtow kary gdyby wykryli brak licencji, tym bardziej sytuacja jest groteskowa, bo ludzie nie chca placic ale nie chca ponosic ryzyka. Tzn tak wlasciwie Ci ludzie to nawet tak nie powiedzieli tylko ta znajoma, ktorej opisywalem sytuacje.

    Ktos pytal- tak, ta wspolokatorka to byl Polka, natomiast Ci co nie chcieli placic od poaczatku to byli Wlosi, ale coz, oni sprawe stawiali jasno- wola ryzykowac niz placic i z nmi problem nie istnial od poczatku, ntomiast ta kobieta na poczatku nalegala by placic a jak co do czego przyszlo to nie chciala dokladac.



    Inny przyklad z tej samej kategorii- w sredniej szkole pamketam prenumerowalem gazete tylko Rock no i mialem kumpla w klasie, ktory sie o tym dowiedzial, a ze sam sluchal rocka to zacza prosic, bym mu oddawal przeczytane gazety, no i na poczatku powiedzialem spoko, ale po kilku miesiacach zaczelo mnie to irytowac i kumple sie podsmiewali nieco tez, ze oto ja kupuje gazety a Lysy (jego ksywa) bierze. To nawet nie bylo oddawanie makulatury, bo ja te gazety akurat kolekcjonowalem (sam nie wiem po co:))

    Ostatnio pisalem tu o podbnej sytuacji tez, tym razem z oddawaniem przeczytanych gazet codziennych wspolokatorowi, pisalem to w kontekscie, ze ja mu te gazety oddawalem i nie traktuwalem jako nic wielkiego (z zalozenia bylem 'zyczliwy') ale kiedy kolega wykazal sie wyjatkowo perfidia (ten sam od komputera zreszta) to uznalem, ze mu nie bede dawal, napisalem tutaj nawet i ktos nawet stwierdzil, ze to zaden dar, ze mu 'uplynniam makulature'

    I tutaj w tym sensie jest to kontrowersyjne, bo jesli ja powiedzmy przeczytalem gazete, jest mi niepotrzebna, wiec oddajac ja komus nic nie trace- a ten ktos zyskuje albo i nie (bo powiedzmy i tak by tej gazety nie kupil). Jest to tylko kontrowersyjne w skamli makro, bo np redakcja gazety bylaby niezadowolona, gdyby tak wszyscy czytelnicy 'oddawali gazety' i naklad by padl, no ale gdyby oddawali tym co i tak nie kupia, to moze.

    Tak czy owak, metoda jaka tutaj stosuja 'sepy' zauwazylem jest bardzo sprytna: to polega na przedefiniowaniu 'daru' i takkeij manipulacji, by to co ta osoba otrzymuje nie bylo zadnego rodzaju darem, tylko czynem bez znaczenia albo wrecz ze to ona wyswiadcza przyskluge ('oh, niepotrzebna ci gazeta, to daj ja przejrze i przy okazji wyrzuce na smietnik' jakby to byl problem wyrzcic gazete samemu itp)




  • princess_yo_yo 02.05.12, 14:20
    bbc nie zajmuje sie tv licence od tego jest specjalny urzad ktory nazywa sie TV licensing, bbc natomiast jest finansowane przez tv licence. koszt jest smieszny wiec jesli ktos robi problem ze skladaniem sie na tv licence a z tv korzysta to jest burakiem do kwadratu i niech sie wynosi z mieszkania w te pedy.

    co do komputera, nie mam jakiegos specjalnie personalnego stosunku do laptopa ale jesli ktos chcialby korzystac czesto to znaczy ze potrzebuje komputera na tyle ze powinien kupic sobie swoj - zwlaszcza ze koszt nowego komputera czy laptopa tutaj to smiech na sali, nie mowiac juz o uzywanym. tlumaczenie takich oczywistosci komukolwiek jest bez sensu, takie rzeczy komunikuje sie raz i koniec. dzielenie mieszkania z ludzmi ktorzy maja problemy ze zrozumieniem takich prostych faktow to jakas porazka, albo ty albo oni niech sie sie wyprowadza.
  • kropidlo5 02.05.12, 14:35
    princess_yo_yo napisała:

    > bbc nie zajmuje sie tv licence od tego jest specjalny urzad ktory nazywa sie TV
    > licensing, bbc natomiast jest finansowane przez tv licence. koszt jest smieszn
    > y wiec jesli ktos robi problem ze skladaniem sie na tv licence a z tv korzysta
    > to jest burakiem do kwadratu i niech sie wynosi z mieszkania w te pedy.

    Tak, napisalem BBC w uproszczeniu, a kto tu zna detale jak to jest zorganizowane, ale masz racje, na jedna osobe koszt jest niewielki ale znaczacy, ale po rozlozeniu na kilka osob koszt jest smieszny (rocznie 150 funtow czyli miesiecznie 12, na jedna osobe to zawsze jakis pieniadz, ale na przyklad na trzy wychodzi po 4 funty na osobe, czyli calkiem znosnie).
    Tak zreszta bywalo z innymi lokatorami, ale niektorzy nie potrafili tego pojac.

    Tak czy owak, sednem sprawy byl ten komentarz, ze niby przerejestrowujac licencje na jedna osobe tylko i zdejmujac cale mieszkanie z listy zaplacoych bylo wyjatkowa msciwoscia z mojej strony, bo niby na zlosc im to zrobilem, a przeciez nie musialem tego robic bo dla mnie to bez roznicy, no ja to nzwalem poczuciem sprawiedliowsci, a ta osoba msciowscia.
  • princess_yo_yo 02.05.12, 14:43
    ale wiesz ze to nie ma znaczenia, placi sie od adresu, nie wazne ile jest tam telewizorow. to kto placi i czyje nazwisko widnieje w rejestrze tv licensing tez nie ma znaczenia. nadal wiec placisz sam za cos co ich tez obejmuje.
  • leniwy_pierog 02.05.12, 14:20
    Problem tak naprawdę jest jeden i leży w czymś zupełnie innym. Z jakiegoś powodu czujesz się zmuszony tłumaczyć przed innymi ludźmi ze swoich decyzji, zamiast im je po prostu komunikować.
  • kropidlo5 02.05.12, 14:41
    leniwy_pierog napisała:

    > Problem tak naprawdę jest jeden i leży w czymś zupełnie innym. Z jakiegoś powod
    > u czujesz się zmuszony tłumaczyć przed innymi ludźmi ze swoich decyzji, zamiast
    > im je po prostu komunikować.


    Tak, to jest glowny problem, kilka wypowiedzi to wspomina i to tez jest cos, o czym sam pomyslalem. Ostatnio czytalem sporo na temat asertywnosci i musze powiedziec, ze przez lata ten problem strasznie 'przeaczalem' a to bylo zrodlo wiekszosci frustracji w relacjach z ludzmi. Zawsze nazywalem to niskim poczuciem wrtosci czy przewrazliwieniem, bo myslalem, ze asertywnosc to takie modno slowo i zreszta ja jestem asertywny, bo pozno to pozno ale w koncu sie wyklocam, albo przestaje dawac gazety itp.

    Ale raz, ze za pozno, dwa ze z glupimi dylematami czy poczuciem dziwnej winy ('a moze powinienm a moze nie') a trzy- stosujac zle strategie i biorac je za dobre. To wynika ze zlych przekonan. Na przyklad manipulacje, tlumaczenie sie, przepraszanie, wyczekiwanie 'az ktos zrozumie' pogarsza sprawe.

    No ale sednem jest to, ze tacy ludzie typu pijawka nie rozumieja tego, ze to asertywnosc, prawa, przyzwoitosc, ciezko powiedziec na ile swiadomie a na ile z ignorancji- i potrzeba im argumentu 'miedzy oczy', a w takich sytuacjach pojawia sie slawetne 'a co ci szkodzi' albo 'ale przeciez i tak za to nie placisz/i tak miales wyrzucic/ i tak nie uzywasz/ i tak ci niepotrzebne'

    Takie slawne 'i tak cos tam'. Dobra strategia byloby jak pare osob zarzucilo tu- cios za cios, czyli np zapytac 'ok, ale ja ponosze twoja kurtke, bo akurat ie masz jej na sobie' i to wysmienit strategia, ale jest to strategia nieco agresywna, nie racjonalna.

    A moze z takimi ludzmi sie po prostu racjonalnie nie da? Moze trzeba sie z tym pogodzic?

  • good_morning 02.05.12, 15:05
    jak to nie masz argumentow?
    a bycie fair wobec kogos i nie zerowanie na nim, to nie ejst argument wystarczajacy?
    oczywiscie, ja rozumiem, ze dla Ciebie jest (i dla mnie), niestety nie dla pewnej czesci spoleczenstwa, tej czesc bez honoru, nie jest ;P
    komputer jesli uzywany przez kogos zbyt czesto moze wkurzac chocby samym faktem,ze ta osoba nam w;lazi wiecznie w osobista przestrzen
    tv, no sorry, moze powiedz, zeby oni Ci zafundowali za darmo, niech kltos placi, a Ty TYLKO skorzystasz, bo oni i tak beda placic, zaproponuj odwrocenie sytuacji, ale bedzie chetnych :D:D:D
    --
    Sullen laughter in unventured paradise
  • marguy 02.05.12, 15:59
    kropidlo,
    wspolokatorom w sprawie tv i compa, powiedz, ze na krzywy pysk mozna najwyzej upasc, a nie zerowac na tobie.
    Chca korzystac? Niech placa!
    Dlaczego ty masz placic?
    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/9/ie/gf/mxda/aIfrGA8JA5xKlk8FwA.jpghttp://s16.rimg.info/c6a5fe8fcd923ebeb91769127aa5a922.gif
  • kropidlo5 02.05.12, 16:15
    marguy napisała:

    > kropidlo,
    > wspolokatorom w sprawie tv i compa, powiedz, ze na krzywy pysk mozna najwyzej
    > upasc, a nie zerowac na tobie.
    > Chca korzystac? Niech placa!
    > Dlaczego ty masz placic?


    (jak adwokat diabla mowie teraz) a dlaczego nie? a dlaczego oni maja placic?


    Wiesz, to jest po prostu obezwladniajace, taka taktyka takich ludzi. kolejny przyklad, ten sam znajomy,jezdzilismy czasem razem do Londynu na 1dniowe wycieczki, i tak sie sklada ze ja zawsze zamawialem bilet online, placilem karta i on oddawal mi potem pieniadze. Ale ze musialem przypominac zawsze i kiedys mowie do niego
    'sluchaj, zawsze placimy moja karta, moze aplacmy twoja tym razem'
    a on na to 'ale dlaczego, zawsze placimy twoja i jest dobrze'
    ' wlasnie, nie, ja chcialbym zebysmy zaplacili twoja czasem tez'
    ' a czemu, a co za roznica, co ci zalezy'
    (tu juz spycha mnie do defensywy)
    ' zadna roznica, ale jak zadna roznica to czemu nie twoja?'
    ' no bo twoja juz bylo placone tyle razy, wiec kolejny raz co sie stanie jak zaplacisz'

    i tak sie kreci- i gzier tu jest blad?

    koles uzywa faktu, ze cos tam uzyczylem, do tego bym mu uzyczal tym bardziej, to jest dopiero perfidne. a jak w koncu mowie 'nie, placimy twoja, czemu tylko moja, ma byc rowno' to on komentuje ' o jezu, jak tak strasznie cie to ekscytuje to zaplacimy moja, nei wiedzialem, ze to taki problem'

    czyli klasyczne odwracanie kota ogonem. Ja nie cchac zaplacic 5ty raz karta 'cwaniakuje' a on placac pierwszy raz jest 'bezproblemowym gosciem' ktory to mi wlasnie udowadnia, jaki to zaden problem dla niego.

    I gdzie tu jest blad? Znowu, formalnie koles ma racje- no bo co za roznica czyja karta placic- ale mozna zapytac- skoro co za roznica- to czemu nie jego- no a on powie- skoro juz zaczelismy placic twoja, to niech leci tak do konca.

    wychodzi na to, ze w tej sytuacji poczatkowa zyczliwosc jest pierwszym krokiem do piekla.
  • amaroola 02.05.12, 22:22
    zgadzam sie z innymi, ze nie powinienes sie tlumaczyc

    ale jesli masz az taki problem z asertywnoscia i az tak sie przejmujesz, co mysla inni o TWOICH decyzjach, to moze zazdoptuj inna strategie w tym przypadku (mam na mysli Komp i TV)

    wyglada na to, ze jestes glownym najemca mieszkania a wspol-lokatorzy je od Ciebie podnajmuja. Po wygasmieciu umowy powiedz, ze od teraz udostepniasz TV i komputer z internetem ale koszty za doliczane do ceny najmu i juz. wszak to i tak groszowe doplaty.

    jak im sie nie spodoba to wypowiedz im mieszkanie i poszukaj nowych wspollokatorow placacych na innych zasadach: czynsz nieco wyzszy ale TV + Internet inclusive

    nikt cie wtedy w konia nie bedzie robil ;P
  • kropidlo5 02.05.12, 22:41
    Tak, jak mowie, ja ostatnio przezywam 'rewolucje' bo pracuje nad soba nieco i czytam rozne rzeczy i dobrnalem do rozdizlau 'asertywnosc' i uzmyslowilem sobie, jak daleko w tyle jestem i jaki mialem z tym problem wielki cale zycie.

    zeby bylo zabawniej i grozniej, to ten gosc co przylazil na komputer to mial dodatkowo jedna specyfczia przypadlosc- lubil wpadac w klapkach i grebac w nogach non stop, i na zmiane dlubanie w nogach i pisanie na klawiaturze- a mi zajelo z 5 takich wizyt zanim sie odwazylem mu powiedziec 'sluchaj marek, musisz tak grzebac w nogach' a on mnie jeszcze opierd-papier 'a co to cie w ogole obchodzi' haha niesamowite, tkim jeleneim byc.

    Co do innych przypadkow, jak tu ktos napisal o podwozeniu- ta 'znajoma' co mi zarzucila chamstwo (byla znajoma- min wlasnie dlatego) ze rzekomo jestem msciwy bo nie chce placic za kogos abonamentu, kiedys z mezulkiem jak jechalismy razem na konecrt sczardzowali mnie za cale paliwo! Nie to, ze 'jade przy okazji' o, tu jz sie zasada nie stosowala, ale ja bym tak nie chcial oczywiscie- ale to nawet nie byla skladka, tylko ja musialem z inna pasazerka zaplacic za cale paliwo, a jasnie pani z mezem- wlasciciele pojazdu- oboje pojechali sobie za darmo.

    i taki to jest problem jak tu z tym dowozeniem i z moimi przygodami- jak na poacztku dasz sobie na leb wejsc, to potem jak bedziesz chcial zeby zeszli jeszcze cie wyzwa od chamow i egoistow. Najwazniejszy jest pierwszy krok.

    Ja nauczylem sie, ze juz nie mam zamiaru nic 'oczekiwac' od ludzi- jak kogos znam to stosuje zasade wzajemnosci, a jak nie znam- szybko dostosowuje sie do partnera. Ja robilem ten blad, ze wychodzilem z zalozenia, ze 'dobrem zwyciezaj' a szczegolnie jak kogos nie znam/dopiero poznaje, to zakladam, ze ten ktos ma dobre intencje i sie domysli itp i ze mysli podobnie jak ja, a nieraz tak jest a nieraz tak nie jest.

    Jak sobie przypomne to moge powiedziec, ze ludzie ktorzy takie zachowania ujawniaja, czesto daja 'sygnaly' juz duzo wczesniej, ale czlowiek je lubi ignorowac. Jest takkie fajne powiedzenie 'jesli ktos cie wykorzystal raz, to jego wina, jesli drugi, to twoja wina' i ja tak tez mialem, sam siebie obwiniam, bo w 90% klopotow z tym, ze mialem kogos na lbie, zawdzieczam swojej nie-asertywnosci. To, ze sluzylem za bank pozyczkowy dla polowy znajomych (bo zawsze mialem pieniadze, bo mam oszczedna nature), i zawsze pozyczalem i potem sie zloscilem, bo szli jak w dym po nowe i nowe pozyczki, a to jak w mieszkaniu czegos nie ma (zarowki nie ma, cos brudne) to ja sie zajalem- mimo, ze wspolwynajmuje mieszkanie, a nie podnajmuje- i sie lduzie przyzwyczajaja, niektorzy bo tak wygodnie, niektorzy bo perfidni.

    Nie warto byc wrogim dla wszystkim dla zasady, ale bardziej ostroznym jak najbardziej

  • senseiek 02.05.12, 22:28
    Juz Ci odpowiedziano..

    Asertywna osoba nie dyskutuje, ona oznajmia swoje postanowienie..

    --
    Kalkulator Kalorii
  • gazetowy.mail 02.05.12, 22:30
    i pamiętaj, że nie należy dyskutować z idiotą bo sprowadzi Cię do swojego poziomu i pokona doświadczeniem :-)
  • kropidlo5 02.05.12, 22:45
    senseiek napisał:

    > Juz Ci odpowiedziano..
    >
    > Asertywna osoba nie dyskutuje, ona oznajmia swoje postanowienie..

    Tak, to jest sedno sprawy, i podstawowy blad.
    Kiedys myslalem, ze to takie szlachetne byc takim wyrozumialym i grzecznym, ale juz tak nie sadze.



    >
  • princess_yo_yo 02.05.12, 22:49
    a co to za problem byc grzecznym, wyrozumialym i asertywnym?
  • kropidlo5 02.05.12, 22:57
    princess_yo_yo napisała:

    > a co to za problem byc grzecznym, wyrozumialym i asertywnym?


    To byl taki sarkastyczny komentarz. Nie popieram chamstwa, ja sie tylko smialem ze swojej naiwnosci/frajerstwa, ktore nazywalem grzecznoscia, chodzi o przedefiniowanie pojec.

    Pozycz 1000 PLN

    spadaj na szczaw- chamstwo
    przykro mi nie pozycze- uprzejma odmowa, ktora zwyklem brac za bezdusznosc
    przepraszam, ale nie moge, bo mam wydatki- uleglosc ktore zwyklem zawsze brac za grzecznosc

  • gazetowy.mail 02.05.12, 23:02
    na prośby o kasę odpowiadaj: "nie pożyczam pieniędzy"
  • kropidlo5 02.05.12, 23:14
    gazetowy.mail napisała:

    > na prośby o kasę odpowiadaj: "nie pożyczam pieniędzy"

    Dokladnie tego sie nauczylem, mowie- nie mam, nie moge.
  • gazetowy.mail 02.05.12, 23:42
    Błąd ! Źle ! Te odpowiedzi są niedobre:
    nie mam - to przyjdzie następnym razem bo może już będziesz miał.
    nie mogę - ale dlaczego nie możesz? przecież to tylko 100zł, przecież jutro oddam.

    a ta:
    nie pożyczam pieniędzy - łatwiej to zdanie stosować w metodzie zdartej płyty. następnym razem będą wiedzieć, że do Ciebie się nie chodzi bo nie pożyczasz
  • gazetowy.mail 02.05.12, 22:59
    Kropidło, oczywiście asertywność to nie jest niegrzeczność.
    Dla cwaniaka który ciągle Cię wykorzytywał Twoja asertywnośc będzie zwykłym chamstwem, bo odcięłeś mu źródło darmowych usług, ale nie daj sie na to nabrać.
    Żyj zgodnie ze swoim sumieniem.
    Nie lubisz pożyczac to nie pożyczaj.
  • kropidlo5 02.05.12, 23:11
    gazetowy.mail napisała:

    > Kropidło, oczywiście asertywność to nie jest niegrzeczność.
    > Dla cwaniaka który ciągle Cię wykorzytywał Twoja asertywnośc będzie zwykłym cha
    > mstwem, bo odcięłeś mu źródło darmowych usług, ale nie daj sie na to nabrać.
    > Żyj zgodnie ze swoim sumieniem.
    > Nie lubisz pożyczac to nie pożyczaj.

    Tak, choc to nie chodzi o to, ze ja nie lubie pozyczac- ogolnie jestem raczej zyczliwy i nie widze problemu z tym, by cos komus dac, pozyczyc, pomoc- i w wielu wypadkach to dziala wysmienicie, ale w niektorych- o ktorych tu dyskutujemy- dochodzi do sytuacji naduzycia grzecznosci.

    To nie tak, ze nie pozycze nigdy nikomu bo nie i nikt nie dotknie mojego komputera- choc niektorzy widac traktuja to dosyc osobiscie, ale jest roznica miedzy skorzystaniem w potrzebie, czasami, przy okazji.

    Jest tez element wzajemnosci- mowi sie, ze jak sie daje to sie nie liczy- i zgoda, ja nie mam natury zeby wyliczac co komu dalem- ale w sytuacji, kiedy jest bilans, to znaczy dwie osoby maja takie samo podejscie. Mam znajomego, idziemy na piwo, raz on stawia, raz ja, ja fundne komus KFC, on zainstaluje mi Windowsa- zwyczajna wymiana spoleczna, oparta na wzajemnym szacunku i rownowadze.

    Dodatkowy aspetk- mozna nie byc do konca 'symetrycznym' jak druga strona nie moze albo nie ma warunkow ku temu, jakby wspolokator byl przymierajacym glodem studentem to bym, mu sam zaoferowal korzystanie z komputera albo kupil nowy i oddal stary itp, ale nie w przypadku kogos, kto zwyczajnie woli oszczedzic forse bo mozna u kogos skorzystac.

  • gazetowy.mail 02.05.12, 23:50
    Ale nie rozmawiamy o tym, że jesteś dobry, że Ty komuś coś a ktoś Tobie co innego. To są normalne sytuacje i relacje międzyludzkie.
    Rozmawiamy o sytuacji gdy nie chcesz czegoś zrobić. Gdy np. wiesz, że ostatnio koleś oddawał pieniądze z miesięcznym opóźnieniem a Ciebie to wkurzało i nie chcesz mu więcej pożyczać.
  • g.r.a.f.z.e.r.o 03.05.12, 01:48
    Po pierwsze
    NIGDY nie pożyczaj znajomym.
    Serio. Darowizny, gratisy, darmówki, fundowanie - ok. Ale nie pożyczaj. Szkoda znajomość marnować za pieniądze.
    Po drugie.
    Nie oczekuj wzajemności. Zawsze rodzinie i bliskim znajomym dawaj tyle na ile cię stać i nie oczekuj nic w zamian. Przy dobrych wiatrach (a ja w takie wierzę) i tak dostaniesz od nich więcej niż jesteś w stanie dać.
    Dalszych znajomych - cóż, śmiało możesz trzymać na dystans.
    A wszelkie pretensje względem tego "co powinieneś" komentuj szyderczym śmiechem.
    --
    www.youtube.com/watch?v=yObk06-EeUg
  • taja11 02.05.12, 20:48
    Wiesz, niedawno opisałam sytuację jaką mam a właściwie z koleżanką z z pracy.
    Chodzi o podwożenie samochodem.Mieszkamy niedaleko od siebie, a ponieważ ja dojeżdżałam samochodem to z powrotem zabierałam ją ze sobą.Ale uparłam się i nie zabierałam jej rano.Wiesz jak to jest rano kiedy jesteś umówiony na konkretną godzinę.Patrzysz na zegarek żeby się wyrobić na czas. Raz ją wzięłam ale się niestety pięć minut spóźniłam - byłam bombardowana telefonami gdzie jestem. A ona mnie znienawidziła. Co do kosztów to raz chciała dać baaardzo skromną sumę ale ja nie wzięłam tylko powiedziałam że może mnie zaprosić na kawę do kawiarenki. I wiesz co? Czekam na kawkę do dzisiaj:-)
    A najśmieszniejsze jest to że ona sprawiła że czuję się jakbym była wredna....
  • gazetowy.mail 02.05.12, 22:00
    Kiedyś usłyszałam mądre zdanie: nie rób komuś dobrze nie będzie ci źle. Jak ulał pasuje do Twojego "laptopa" i telewizji.

    Jeżeli ktoś prosi Cię o coś a Ty nie chcesz tego zrobić/dać/itp odpowiedz krótko i nie tłumacząc się. Właściwie poinformuj - czyli jest tak jak mówię i kropka. A na wszelkie "ale" lub "co ci zależy" powtarzaj swoją odpowiedź "metodą zdartej płyty". Nie dyskutuj by nie dostarczać nowych, zbędnych informacji do dyskusji.

    Proste, prawda? Dasz radę :-)

    - mogę pożyczyć laptopa ?
    - nie pożyczam laptopa.
    - ale przedwczoraj mi pozwoliłeś
    - nie pożyczam laptopa.
    - no ale co ci szkodzi, przecież teraz czytasz książkę
    - nie pożyczam laptopa.
    - pożycz, ostatni raz już, bo musze pilnie pocztę sprawdzić
    - nie pożyczam laptopa

  • gazetowy.mail 02.05.12, 22:24
    I jeszcze jedno.
    Nie zastanawiaj się gdzie jest błąd bo w takich sytuacjach nie ma błędu.
    Człowiek jest taki, że ciągnie i zagarnia do siebie, wszystko co robi robi po to żeby spełnić swoje zachcianki i ułatwić sobie życie (pożyczyć laptopa, mieć zapłacone przez kolegę itd)
    Ale również są rzeczy, które nas denerwują i jest to sprawa indywidualna.
    Jeden pożyczy laptopa czy grzebień a inny nie. Jeden będzie woził znajomych autem zawsze i wszędzie niczym prywatna taksówka drugi po jednym zwykłym podwiezieniu po pracy będzie chodził struty bo nie lubi obcych w swoim samochodzie a głupio było odmowić bo "przecież jechałem w tamtym kierunku"
    Więc masz prawo odmówić zrobienia czegoś na co nie masz ochoty.
    Nie bo nie. Bo tak masz i już. Bez tłumaczenia się.

  • kropidlo5 02.05.12, 22:44
    gazetowy.mail napisała:

    > I jeszcze jedno.
    > Nie zastanawiaj się gdzie jest błąd bo w takich sytuacjach nie ma błędu.
    > Człowiek jest taki, że ciągnie i zagarnia do siebie, wszystko co robi robi po t
    > o żeby spełnić swoje zachcianki i ułatwić sobie życie (pożyczyć laptopa, mieć z
    > apłacone przez kolegę itd)
    > Ale również są rzeczy, które nas denerwują i jest to sprawa indywidualna.


    Realia sa takie, we wiekszosc ludzi umie dbac o swoje i nie da wlezc na swoje, a ta mniejszosc ktora da, przyciaga jak magnes wszelkich 'potrzebujacych' bo sie takie wiesci szybko roznosza, ze frajer sie pojawil w okolicy.
    Nie ma nic zlego w dbaniu o swoje i kazdy jest troche egosita, ale niekktorzy sa bardziej bezczelni ini mniej, i niektorzy bardziej asertywni inni mniej.

    A malo asertywny przyciaga bezczeli jak kulawa sarna przyciaga wzrok lwa w lesie.
  • anna_sla 02.05.12, 23:02
    > Realia sa takie, we wiekszosc ludzi umie dbac o swoje i nie da wlezc na swoje,
    > a ta mniejszosc ktora da, przyciaga jak magnes wszelkich 'potrzebujacych' bo si
    > e takie wiesci szybko roznosza, ze frajer sie pojawil w okolicy.
    > Nie ma nic zlego w dbaniu o swoje i kazdy jest troche egosita, ale niekktorzy s
    > a bardziej bezczelni ini mniej, i niektorzy bardziej asertywni inni mniej.
    >
    > A malo asertywny przyciaga bezczeli jak kulawa sarna przyciaga wzrok lwa w lesie.

    o to to.. ja też z tych mało asertywnych. Wręcz byłam wcale nie asertywna, wolałam zrywać znajomości niż coś powiedzieć. Zaczęłam się uczyć asertywności jak pojawiły się dzieci moje. Nie chodziło o pożyczanie czy korzystanie z czegoś mojego (chociaż często też), ale głównie o to, że pozwalałam innym ludziom na wtrącanie się w moje sprawy. Obca baba na ulicy zwróciła mi uwagę, dlaczego moje dziecko nie ma skarpetek, nagminnie obcy "bawili się" w "chodź ze mną" i brali moją córkę za rękę sprawdzając rzekomo czy pójdzie. No szła, a mnie to zaczęło irytować. Po raz ...dziesiąty kobieta trafiła na mój zły humor i jak nie krzyknęłam na ulicy. Od tamtej pory się skończyło. A ja jestem z tych co się uśmiecha do ludzi życzliwie. Jak sąsiad raz poskarżył się na hałas jaki powodują moje wcale nie za głośne dzieci a my nie zareagowaliśmy, donosów było coraz więcej, posunęli się aż do tego, że krzyczeli na nie z balkonu i dostałam pisemne upomnienie. Tylko w mojej klatce schodowej wystosowano tabliczki by nie zastawiać klatki schodowej wózkami i gdzie one mają stać, choć w drugiej klatce jest ich więcej i nikt im nie każe stawiać w piwnicy. Podrzucano mi karteczki anonimowo do bliźniaczego wózka o nie zastawianie piwnicy ale nikt nie pomógł go schować (a ja miałam bliźniaki niemowlaki i 2latkę, z którymi sama na 3cie piętro wędrowałam, bo mąż w pracy)... w końcu nie wytrzymałam. Odpyskowałam jednemu sąsiadowi, drugiej sąsiadce powiedziałam, że ja długo cicho siedzieć nie będę, a na pismo odpisałam pismem z odpowiednimi paragrafami... Wyobraź sobie, że na razie jest cisza, od ponad 8miu miesięcy zero donosów i skarg i darcia pysków z balkonów!!

    Wciąż uczę się asertywności, wciąż dużo brakuje. Wciąż zdarza się, że ten pierwszy raz dam się urobić, ale za drugim razem zawsze odpowiadam żartem "nie, bo potem znowu....", wiele osób się przez to zdziwiło ;).
  • soulshunter 02.05.12, 23:29
    A ja powtarzam juz po raz milionowy i jak grochem o scian: "Nie rob komus dobrze, nie bedzie ci zle". Jedyny wyjatek, rob kiedy ci sie to oplaci (natychmiast lub w niedalekiej przyszlosci).
    --
    STOP ACTA EU
    STOP ACTA USA
  • watermelon_woman 04.05.12, 13:56
    Kropidlo, ty brzmisz jak sensowny facet, tylko zbyt dobry ;)

    Moja rada jest taka: po pierwsze przestan sie przejmowac tym co ludzie o tobie mysla, zwlaszcza tacy, ktorych opinii i tak nie cenisz.
    Jesli burak i naciagacz powie ci, ze jestes niemily, to potraktuj to jako komplement.

    Po drugie, nie uzasadniaj swoich decyzji. Badz uprzejmy, ale stanowczy.
    Na wszystkie pytania zaczynajace sie od "dlaczego" mozesz odpowiedziec: "poniewaz taka podjalem decyzje". Przyklad:
    "a co ci szkodzi, ze skorzystam z laptopa?"
    "nic, ale taka wlasnie podjalem decyzje".
    Jesli osobnik nalega mozesz zakonczyc dyskusje mowiac: "taka podjalem decyzje i nie chce juz o tym wiecej rozmawiac".
    Powtorz to kilka razy glosno i zdecydowanym glosem, sam do siebie, to bedzie ci latwiej. Do tego potrzeba treningu, ale z czasem jest coraz latwiej.

    I jeszcze ogolna obserwacja na koniec - wydaje mi sie, ze nie jest dobrze rozpoczynac znajomosc od bycia zbyt hojnym. Masz byc uprzejmy, ale nic wiecej. Na goscinnosc, hojnosc, dobroc znajomi musza sobie zapracowac. Wydaje mi sie, ze teraz traktujesz to jako punkt wyjscia, zamiast jako pozniejszy dodatek.
  • kropidlo5 04.05.12, 16:46
    watermelon_woman napisała:

    > Kropidlo, ty brzmisz jak sensowny facet, tylko zbyt dobry ;)

    Dziekuje!






    >
    > I jeszcze ogolna obserwacja na koniec - wydaje mi sie, ze nie jest dobrze rozpo
    > czynac znajomosc od bycia zbyt hojnym. Masz byc uprzejmy, ale nic wiecej. Na go
    > scinnosc, hojnosc, dobroc znajomi musza sobie zapracowac. Wydaje mi sie, ze ter
    > az traktujesz to jako punkt wyjscia, zamiast jako pozniejszy dodatek.


    Tak, celna obserwacja. Tak dokladnie jest, nie wiem czy mam w sobie jakis staropolski gen 'zastaw sie a postaw sie' czy tez moze podswiadomie 'kupuje' znajomych w ten sposob (chociaz nie musze wydaje mi sie) ale faktycznie, tez to rozwazalem i to ty obrazowo nazwalas.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka