Dodaj do ulubionych

historia, o której wolałabym sobie tylko poczytać

08.03.13, 20:36
kobiety z forum Kobieta - jesteście inteligentne, bystre, złośliwe i wredne. lubię takie połączenia :-) chcecie lekturę na weekendowy wieczór?... to łapcie popcorn i colę, będzie długie: dawno, dawno temu...

dawno, dawno temu, będąc młodym dziewczęciem, poznałam pana. pan starszy ode mnie, doświadczony i z przeszłością, w której było sporo kobiet. nie robiło mi to zupełnie, bo uroczy był, zaangażowany i budzący zaufanie. zakochałam się z wzajemnością, wzięliśmy ślub i zaczęliśmy, jak to w bajkach bywa, żyć długo i szczęśliwie.

mąż trafił mi się cudny - okazał się być dobrym, wyrozumiałym partnerem, czułym ojcem (jedno dziecko, potem drugie), zapobiegliwym panem domu. mnie niełatwo okiełznać, jemu się to bardzo udało - szacunek i zaufanie, jakim go obdarzałam, starczyłby dla pułku wojska. miał pełną swobodę, nigdy go nie rozliczałam z czasu poza domem ani towarzyskich spotkań.

no, może trochę seksu mi brakowało - on dużo zawodowo wyjeżdżał, a jak wracał, to też się nie bardzo do sypialni rwał. uznałam jednak, że mogę ograniczyć swoje potrzeby, skoro cała reszta tak świetnie gra, a libido to kwestia indywidualna - widać moje jest większe, pech.

mijały lata. zapytana przez koleżankę, czy chciałabym jeszcze kiedyś poczuć świeże motylki i się w kimś zakochać, odpowiedziałam, że to krótkotrwała przyjemność, a ja nie po to latami inwestuję w związek, żeby ryzykować jego rozwaleniem z takiego banalnego powodu.

w kilka godzin później, przy logowaniu na pocztę, przeglądarka wyświetliła mi jakiś obcy login - damskie imię i nazwisko. zdziwiona, zapytałam męża, czyje to dane. "znajomej, nic ważnego". skąd się wzięły w naszym domowym kompie? "aaa, no właściwie to nie wiem...".

pierdut. mój cudowny, prawy i na wskroś uczciwy małżonek wciskał mi jakieś głodne kawałki, nie, co ja mówię - kłamał mi prosto w oczy. przyciśnięty wyznał, że ta pani była u nas domu na kawie, gdy byłam w pracy, ale to tylko zwykła znajoma, zapomniał napomknąć...

w nocy włamałam mu się na skrzynkę mailową, odkryłam też drugą, na którą również weszłam (nie pytajcie jak, byłam w amoku). a tam - bardzo prywatna korespondencja. z panią "zwykłą znajomą", z jakąś inną, która wysyłała mu tandetne opisy erotycznych zabaw. znacie określenie "ziemia usuwa się spod stóp"? wtedy fizycznie doznałam tego uczucia.

mój cudny małżonek okazał się krętaczem, chętnie wykorzystującym fakt, że podoba się kobietom. czy mnie fizycznie zdradził, czy nie, od niego się nie dowiem. zobaczyłam tchórzliwego typka, który chciał się wyłgać od odpowiedzialności i "nie rozumiał" o co chodzi. tłumaczył się mętnie i wku...ająco - to nic nie znaczy, to tylko pisanie, o co to halo.

wiecie, co się robi, gdy partner okazuje się nielojalny - walizki i za drzwi gnoja. też tak uważam. uważałam... tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono, prawda? nie potrafiłam, nie chciałam tak kończyć związku, który tyle lat szczerze uważałam za dar od losu.

długo trwało, nim doszłam do siebie. wiele łez, rozmów i wściekłości, że tak łatwo przyszło mu zepsuć to, co nasze najintymniejsze. w sumie jakieś trzy lata minęły, nim uznałam, że jestem wyleczona, a on zrozumiał, że już nigdy, bo przecież. wiecie, co było dalej, prawda?...

tuż po powrocie z pięknych wakacji wzięłam jego komórkę - miał duży abonament, z którego za jego wiedzą czasem korzystałam. zobaczyłam esemesy z moją kuzynką, z którą umawiał się na spotkania. do mnie słał wiadomość, że jest 300 km od domu, do niej - że już czeka na parkingu. mieszkamy kilka km od niej...

dla pewności zapytałam go, kiedy miał z nią ostatnio kontakt. "jakieś kilka tygodni temu, nie pamiętam...". miałam ochotę go zabić, potłuc, wyzywać najgorszymi wyrazami. poczułam - jak to się harlekinowo nazywa? - że umiera dla mnie jako partner, kochanek, mężczyzna. że ma szmaciarską moralność. ja się takich ludzi brzydzę.

czy muszę mówić, że te spotkania nic nie znaczyły? że "tylko bardzo lubili rozmawiać"? że nie opowiadał mi o tym, "żebym nie miała jakichś dziwnych myśli"? on tak z miłości do mnie, wiecie. nie żeby z innego powodu. przeprosił, pokajał się. i dziwił, że to nic nie daje. a mnie zaczęły układać się puzzle - poprzednie partnerki zdradzał, zawsze łatwo wchodził we flirty. gdy się z nim wiązałam, jego eks mówiła mi, że on przelatuje wszystko co spotka. wtedy byłam bardzo zniesmaczona jej złośliwymi pomówieniami...

to było ponad dwa lata temu. po drodze jakieś terapie, na których przepraszał raz jeszcze, ale wyrażał ciągłe niezrozumienie, dlaczego tak to przeżywam i karzę go swoim chłodem. seksu nie ma, a sposób, w jaki chciał go reaktywować, zniechęcał mnie jeszcze bardziej.

tak, mogę się rozstać. sprzedać dom z ogrodem, podzielić się dobytkiem, zabrać dzieci, wykopać go ze wspólnego życia i zaczynać wszystko od nowa. krótko mówiąc - ponieść karę za jego wybory. nie chcę. też pracowałam latami, żeby być tu, gdzie jestem. w swoim domu.

on nadal dużo wyjeżdża, a kiedy jest, dogadujemy się właściwie we wszystkich sprawach, prócz tych najważniejszych. planujemy kolejne wakacje, a nocą pilnuję, żeby nie dotknął mojej połowy łózka. nie ufam mu kompletnie, nie rozmawiamy o swojej głębokiej prywatności. nasza intymność zdechła, ale na zewnątrz wyglądamy jak dobra rodzina, a on jest źródłem zachwytu dla moich ciotek - jakiż to cudowny mąż, jak o nas cudnie dba.

smutna ta historia. bardzo bym chciała poczytać o niej tylko, a potem zawołać męża i zdziwić się głośno - jak ludzie mogą tak pieprzyć sobie życie?... i znalazłabym mnóstwo sposobów na wyjście z tej patowej sytuacji, zżymając się na bierną autorkę, która nie bierze odpowiedzialności za swoje życie. przecież to mamy w życiu, na co się godzimy!...

nie wiem, co będzie dalej. w dobrym serialu coś powinno widowiskowo pierdyknąć i popchnąć akcję do przodu. w tym sama gram. źle mi. i nic z tym nie robię. i nie wiem, co mogłoby mi pomóc. może sama powinnam się zakochać, doprawić małżonkowi rogi, wyrównać rachunki i umieć mu wybaczyć? hahah. w jakimś filmie tak było.

dzięki za cierpliwość dziewczyny, wypisałam się trochę.
i pamiętajcie - wybierajcie na partnerów tylko wiernych facetów. hahha.
tak, jestem cyniczna. kiedyś nie byłam ;-)









Edytor zaawansowany
  • samuela_vimes 08.03.13, 20:44
    przebrnęłam....
    zadam ci pytanie, po co jesteś z facetem do którego już nic nie czujesz i nie ufasz mu? Dla ciotek, dla domu z ogrodem? dla teatrzyku do którego przywykłaś?
    --
    www.youtube.com/watch?v=tyDADYE6RJ4
  • magnusg 08.03.13, 21:06
    Ale ona juz z nim nie jest przeciez.ona zyje tylko obok niego.To tak samo jakby miala w pracy jakas kolezanke, ktorej nie trawi,ale wspolpracuja razem, zeby ciagnac jakis projekt.Dom,pozycja spoleczna, dzieci-powodow wspolnego zycia obok siebie jest sporo.
    --
    -"Tak w ogóle to lubię sobie poleniuchować, nie mam manii prześladowczej, że ciągle muszę coś robić. Na przykład lubię leżeć w łóżku i patrzeć bezmyślnie w sufit„-Donald Tusk.
    -Palikot-to nie jest nazwisko,to jest diagnoza
  • samuela_vimes 08.03.13, 21:11
    ale po co się tak męczyć?
    --
    www.youtube.com/watch?v=tyDADYE6RJ4
  • triismegistos 08.03.13, 21:43
    Przecież napisała, nie chce ponoisić kary za cudze wybory... Ja to rozumiem, bo kiedyś strasznie dużo zainwestowałam w związek z facetem, który w nagrodę zmienił moje życie w piekło. I bardzo trudno było mi się od razu ewakuować, właśnie dlatego. Czułam, że to cholernie nie w porządku, ze ja muszę płacić cenę, za jego popieprzenie... I liczyłam na jakiś cud, który mi to wszystko wynagrodzi.
    Oczywiście, przeliczyłam się.
    --
    Od źle dobranej diety robi się efekt jojoj
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 08.03.13, 21:58
    bingo.

    a ja przecież nawet nie mam piekła, tylko całkiem spokojne życie, w którym wystarczy, że nie będę się zbyt nachalnie domagać wyłączności.

    czyż to nie rozsądny kompromis?
    (sarkazm mode on)
  • triismegistos 08.03.13, 22:03
    Ja miałam prawdziwe piekło :)
    --
    Nie ma żadnej możliwości aby gniewnie wypowiedzieć słowo "bąbelki".
  • szrama_z_szarm 10.03.13, 17:26
    1. Osobne sypialnie. Spanie w jednym łóżku z kimś, kogo nie chce się dotknąć końcem kija jest dość męczące:) Zanim odeszłam na dobre- 5 lat dałam radę tak funkcjonować.
    2. Rozdzielność majątkowa- coby się nie okazało, że winną rozpadu jesteś Ty, gdy w drodze będzie nowe rodzeństwo z inną panią ( aktualny casus jednej ze znajomych).
    3. A ile dasz radę żyć bez ciepła, poczucia bezpieczeństwa, dobrego seksu- nie wiem. To już powinnaś sama z sobą i małżonkiem ustalić...
    Pozdrawiam i gratuluję mądrości.
  • samuela_vimes 08.03.13, 22:30
    triss, ale w końcu podjęłaś decyzje, a autorka po prostu pogodziła się z losem rogacza. W dodatku mają dzieci, które widzą co się dzieje i jaki rodzice mają do siebie stosunek. Brak więzi, zaufania da się wyczuć.
    --
    www.youtube.com/watch?v=tyDADYE6RJ4
  • triismegistos 08.03.13, 22:44
    Nie zrozum mnie źle. Ja nie twierdzę, że autorka robi dobrze, ja po prostu rozumiem dlaczego nie umie podjąć decyzji.
    --
    Ludzie-sowy są bardziej empatyczni. ''Pierwsza w nocy, nie będę dzwonił, śpi już przecież''. Za to skowronki: ''Dziewiąta rano - idealna pora!'' No żesz...
  • stokrotka_a 11.03.13, 16:34
    samuela_vimes napisała:

    > triss, ale w końcu podjęłaś decyzje, a autorka po prostu pogodziła się z losem
    > rogacza.

    Określenie "rogacz" w stosunku do kobiety to rzecz dla mnie zupełnie nowa. ;-) Nie przesadzaj z tym równouprawnieniem! ;-)
  • wpieniona 08.03.13, 21:01
    To już równia pochyła. Nie jesteście w związku tylko w układzie.
    Niestety sama wiesz, że piłka jest po Twojej stronie. I albo coś zrobisz, albo będzie jedynie gorzej, bo buhaj ma w zasadzie mandat do bzykania na lewo i prawo. Jak tak dalej pójdzie, to ci kochankę do domu przyprowadzi. Acha ! A jak ta będzie sprytna, to rozwód będzie z orzeczeniem Twojej winy, bo odmawiasz współżycia.
  • last_unearthly 12.03.13, 12:22
    Kochankę to już jej przyprowadził do domu i pewnie raz tylko wcześniej nie korzystała z ich kompa

  • allatatevi1 08.03.13, 21:13
    Widzę że cykor z ciebie straszny - nie rozwiedziesz się, nie podzielisz majątku, nie staniesz na własnych nogach. Trudno, twoja sprawa.

    1. Archiwizuj każdy dowód jego zdrady (przeszły, obecny).
    2. Zadbaj żeby jak najwięcej rzeczy było waszym wspólnym majątkiem.
    3. Poszukaj sobie kochanka, który dostarczy ci tych motylków - a jak mąż się dowie i będzie próbował przeprowadzić rozwód z twojej winy to patrz punkt 1. (dowody że on też przyczynił się do rozpadu małżeństwa).
    --
    Hay veces que he intentado tentar a la suerte
    Porque lo que no me mata me hace más fuerte
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 08.03.13, 21:19
    tak, powinnam sama sobie uczciwie odpowiedzieć, dlaczego w tym tkwię.
    z naciskiem na "uczciwie".

    a więc:
    - jest dla mnie jakąś formą zadośćuczynienia, że on wiele inwestuje w rodzinę - czasu, pracy i pieniędzy
    - dzieci mają ojca i stabilną sytuację... hmm?... rodzinną?
    - jako współmieszkacz on jest ok - jest życzliwy, pomocny, zaangażowany w domowe sprawy
    - jako człowiek ma wiele pozytywnych cech - prócz tej jednej, która zrujnowała nas od środka
    - miałam rewolucję w uczuciach, nie chcę rewolucji w reszcie życia - wyprowadzka, sprzedaż domu, sądowe podziały i to wszystko, co wiąże się z traumą formalnego rozchodzenia się.

    zdaję sobie sprawę, że tak naprawdę to kwestia motywacji - być może przyjdzie taki moment, kiedy te wszystkie argumenty w jednej chwili przestaną mieć znaczenie i po prostu ruszę kamień, który uruchomi lawinę.

    może być jednak i tak, że w tym stuporze pożyjemy sobie jeszcze długo, zachowując pozory normalności.

    racjonalnie rzecz ujmując - moje zachowanie dowodzi, że bilans strat i zysków ciągle wskazuje, że życie z nim pod jednym dachem nadal daje mi coś więcej, niż odbiera.

    tak, wiem jak to brzmi.
    i że to pat.
  • simply_z 08.03.13, 21:23
    Ludzie myślą ,że będą żyć wiecznie.. ,serio chcesz marnować sobie jedno życie na tkwienie w układzie z facetem ,który cię zdradza i ma w d..? a myslisz ,że dzieci tego nie widzą? to się grubo mylisz.
  • wpieniona 08.03.13, 21:25
    Zwykle urażone zdradą kobiety nie piszą:

    - jako współmieszkacz on jest ok - jest życzliwy, pomocny, zaangażowany w domowe sprawy
    - jako człowiek ma wiele pozytywnych cech


    Pogodziłaś się już z tym? Sądzę, że go już nie kochasz. Ale nie oceniam. Znam dwa takie "układowe" małżeństwa. Jedno funkcjonuje w ten sposób od około 10 lat, drugie około 3.

    Ja bym nie mogła, ale co kto woli.
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 08.03.13, 21:35
    miałam ponad dwa lata, żeby ochłonąć z ostatniej jego wpadki.
    to dość czasu, żeby od etapu "nienawidzę cię" przejść do mniej emocjonalnego oglądu sytuacji.

    jestem pewna, żebyś go polubiła.
    jest fajny, ciepły, empatyczny, życzliwy, pomocny.
    jak kumpel - ideał.

    nie mam pojęcia, czy nadal utrzymuje jakieś znajomości z innymi kobietami.
    warunki ku temu ma, choć twierdzi, ze tego absolutnie nie robi.
    ale doprawdy, jego słowo jakoś - nie wiedzieć czemu - słabo mnie przekonuje.
  • wpieniona 08.03.13, 21:42
    jestem pewna, żebyś go polubiła.
    jest fajny, ciepły, empatyczny, życzliwy, pomocny.
    jak kumpel - ideał.


    I jeszcze do tego narajasz mu kolejne kobiety :D
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 08.03.13, 21:52
    on sobie z tym doprawdy znakomicie radzi.

    wszystkie nasze wspólne znajome go uwielbiają.
    a co dopiero te, których ja nie znam ;-)
  • dominika802012 12.03.13, 14:07
    No proszę! Jak w m....dę strzel mój małżonek!!!
  • samuela_vimes 08.03.13, 21:26
    alicja_z_drugiej_strony_lustra napisał(a):

    > tak, wiem jak to brzmi.
    > i że to pat

    kaaaasa.
    --
    www.youtube.com/watch?v=tyDADYE6RJ4
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 08.03.13, 21:31
    kasa?

    jego praca przynosi nieporównanie większe dochody niż moja, ale cały nasz dobytek jest formalnie tylko moją własnością.

  • wpieniona 08.03.13, 21:34
    gangster ?
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 08.03.13, 21:37
    nie :-))
    bardzo porządny obywatel, płacący podatki i obdarzający pełnią zaufania swoją kochającą żonę.

    a serio - z poprzedniego związku wyszedł z problemami i nie chciał ich przenosić na nasze małżeństwo.
  • wpieniona 08.03.13, 21:41
    Piszesz o tym na takim luzie (udajesz ?), że uczucia do niego z Twojej strony nie widać. Spiszcie w takim razie jakąś umowę, zabezpiecz się i dzieci finansowo i możesz dalej tak żyć. Nie chce mi się wracać do pierwotnego postu, ale pisałaś o kompletnej abstynencji łóżkowej. Odpowiada Ci to ? Czy jego zalety jako ojca i towarzysza zrekompensują Ci resztę?
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 08.03.13, 21:47
    mam taki mechanizm obronny, że przed problemami ratuję się poczuciem humoru.
    to znacznie osłabia działanie stresu, chociaż dochodzenie do tej fazy trwa długo.

    abstynencja mi bardzo nie odpowiada, chyba nie muszę tego tłumaczyć.
    z nim nie chcę.

    reszta jest osobna.
    przynajmniej tak to traktuję.
  • wpieniona 08.03.13, 21:53
    Twojemu pożyciu z nim nie wróżę nic dobrego. Pokręć się w towarzystwie innych ludzi (głównie panów), zobacz, jak Ci to smakuje. Popróbuj namiastki alternatywy i ponownie wszystko przemyśl. Bo jedno jest pewne - Twój obecny pan to dla Ciebie czarna du.pa, w której głębię coraz dalej brniesz. Może być nadal taki miły a może nie być. Wątpię. Facet, który nie dostaje seksu od kobiety i nadal się ślicznie do niej uśmiecha - katastrofa i zakłamanie w jednym.
  • wpieniona 08.03.13, 21:58
    No i jeszcze: skoro tak hożo zapisał na Ciebie cały majątek, to chyba nie powinien mieć problemu z wyprowadzką. Tak pytam.
  • nobezkitu 08.03.13, 23:01
    Odpowiadanie sobie to jak lizanie wlasnych jajek.
  • wpieniona 08.03.13, 23:03
    A co powiesz na to, że ja do siebie maile piszę?
  • nobezkitu 08.03.13, 23:10
    A dzwonisz tez do siebie z telefonu (komorkowego)?
  • wpieniona 08.03.13, 23:11
    nobezkitu napisał:

    > A dzwonisz tez do siebie z telefonu (komorkowego)?

    Nie, bo jest zajęte.
  • nobezkitu 08.03.13, 23:14
    skad mozesz wiedziec, ze jest zajete zanim zadzwonisz?
  • wpieniona 08.03.13, 23:17
    nobezkitu napisał:

    > skad mozesz wiedziec, ze jest zajete zanim zadzwonisz?

    Jak dzwonię, to jest zajęte. Nie wiem, to chyba wina operatora.
  • nobezkitu 08.03.13, 23:19
    czyli jednak dzwonisz...a pisalas ze nie dzwonisz bo zajete czyli jednak dzwonisz lecz jest zajete
    nooo to teraz wszystko jasne
  • wpieniona 08.03.13, 23:21
    No przestałam już dzwonić, bo było zajęte. Zostały mi tylko maile. Nie mam zwrotek od siebie.
  • nobezkitu 08.03.13, 23:26
    sprobuj wpisac zly adres email - u mnie dzialalo
  • wpieniona 08.03.13, 23:27
    Nie chcę, bo jak dojdzie do mnie mail ode mnie, to mi się cieplej na sercu robi.
  • nobezkitu 08.03.13, 23:30
    super
  • nie.mam.20 09.03.13, 10:30
    pozniej oddzwonisz :P
    --
    lat, ani cm.
    Don't worry about the world coming to an end today. It's already tomorrow in Australia.

    to all the girls i've loved before
  • kalllka 09.03.13, 10:35
    maszek a ty slyszysz gdy sentralka telefoniczna robi pipi papapa titutam?
  • nie.mam.20 09.03.13, 13:47
    nope, u mnie wszystko na dotyk ;D
    --
    lat, ani cm.
    Don't worry about the world coming to an end today. It's already tomorrow in Australia.

    to all the girls i've loved before
  • facettt 08.03.13, 22:03
    wpieniona napisała:
    Facet, który nie dostaje seksu od kobiety i nadal się ślicznie do niej uśmiecha - katastrofa i zakłamanie w jednym.

    co za belkot.
    powinien ja zabic i zakopac w ogrodku, nieprawdaz. ?

    oczywiscie, ze czyni slusznie i ma spokojnie czas na szukanie sobie innej, chetniejszej.
  • wpieniona 08.03.13, 22:09
    Rozumiem, że ciebie takie zjawisko osobiście dotyczy? Poczułeś się urażony? Nie chciałam.
  • facettt 08.03.13, 22:15
    wpieniona napisała:
    > Rozumiem, że ciebie takie zjawisko osobiście dotyczy? Poczułeś się urażony? Nie
    > chciałam.

    nie poczulem sie obrazony.
    jestem REALISTA, a nie fundamentalista.
  • wpieniona 08.03.13, 22:17
    Czyli taki gościu szukający na boku innej i uśmiechający się do zaniedbanej przez siebie żony nie jest zakłamanym złamasem? Na prawdę? Matko, ile ja w tym życiu przegapiam!
  • facettt 08.03.13, 22:27
    wpieniona chciala napisac:
    > Czyli taki gościu szukający spokojnie na boku innej - nie jest Swietym ?


    jest.

    Bo to To nie ona jest zaniedbana - to ja :)
  • wpieniona 08.03.13, 22:29
    bije Cię ?
  • facettt 08.03.13, 22:34
    wpieniona napisała:
    > bije Cię ?

    gorzej.
    kradnie mi wszystkie pieniondze.
    bez zadnej rekompensaty.
  • wpieniona 08.03.13, 22:37
    Zapodaj na milicję. To forum jest od dawania rad.
  • facettt 12.03.13, 20:49
    wpieniona napisała:
    > Zapodaj na milicję. To forum jest od dawania rad.

    nie mogie.
    kto bedzie myl podlogi i klatke schodowa ?
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 08.03.13, 22:04
    problem w tym, że jestem typem monogamistki i facetów traktuję jak kumpli.
    "żonatych chętnych" zaś jestem gotowa zabić gołymi pięściami, ciekawe dlaczego.

    do tego pracuję sama, a potrzeby towarzyskie mam mocno ograniczone.
    idealny materiał na wierną żonę, umierającej na wieść, że jej facet może być inny :-(
  • facettt 08.03.13, 22:09
    alicja_z_drugiej_strony_lustra napisał(a):
    > problem w tym, że jestem typem monogamistki i facetów traktuję jak kumpli.
    > "żonatych chętnych" zaś jestem gotowa zabić gołymi pięściami, ciekawe dlaczego.

    nie nie ciekawi nas to (dlaczego) . nie jestesmy typem monogamisty.
  • wpieniona 08.03.13, 22:10
    a potrzeby towarzyskie mam mocno ograniczone

    Po sposobie Twojego wyrażania się tu potraktuję to jako swojego rodzaju kokieterię.
    Myślę, że masz duże szanse towarzyskie. Szeroko rozumiane.
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 08.03.13, 22:51
    wpieniona, ja zarabiam właściwym dobierania słów ;-)

    to nie chodzi o to, że ludzie mnie odrzucają.
    raczej o to, że średnio mnie kręcą.
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 08.03.13, 22:52
    *dobieraniem, of course.
  • wpieniona 08.03.13, 22:58
    Może się zbyt bardzo zakuchniłaś lub zadzieciłaś. Mało jest osób, które nie lubią przebywać wśród innych ludzi. Mnie być na pewno polubiła. I wielu innych też.
    Masz zdolności interpersonalne, bez dwóch zdań.
    Jest weekend, jest trochę czasu. Idź w tę nadchodzącą wiosnę i przemyśl wszystko jeszcze raz. A, gdy bez rezultatu, to jeszcze i jeszcze raz.
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 08.03.13, 23:10
    wiesz, coś w tym chyba jest.

    często słyszę - zrób się, idź do ludzi, zaszalej (cokolwiek to znaczy ;-P)
    (oczywiście to nie są rady małżonka :-P)

    no i kurde co mam zrobić?
    iść w miasto i zaczepiać nieznajomych w pubie?
    nigdy nie byłam specjalnie towarzyska, choć sporo osób może mieć odmienne wrażenie.
    ja lubię swoją przestrzeń, sama.
    to miał być dom z fajną rodziną, i facetem, któremu ufam.

    dobra, bo zaraz się usmarkam i pojadę Mniszkówną.
  • wpieniona 08.03.13, 23:15
    to miał być dom z fajną rodziną, i facetem, któremu ufam.

    Mam do Ciebie ciepłe uczucia, bo mam przyjaciółkę po podobnych przejściach. U niej było inaczej, bo jej facet zakochał się na zabój w innej, tamta go olała, ten się zamknął w sobie, a moja przyjaciółka chciała na siłę odnowić ich miłość i rodzinę. Nie pytaj, ile to trwa, jakie są koszty.

    Ona też to robi pod hasłem: > to miał być dom z fajną rodziną, i facetem, któremu ufam.

    Ona miała tylko takie spektrum, poza nie nie wychodziła. Cierpi, bardzo cierpi.

    Brzmi banalnie, ale niestety tak jest: są inni ludzie, którzy Tobie i Twoim dziecim mogą dać dużo fajnych przeżyć. Nie bądź taka gliniana.
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 08.03.13, 23:29
    gliniana, czyli jaka?

    nigdy się nie "uwieszałam" w związku, on miał dużo swobody, bo wychodziłam z założenia, że jesteśmy razem bo chcemy, a nie dlatego, że jesteśmy wiązani do kaloryfera.

    jego pińcet panienek wcześniej też brałam za dobą monetę - wyszalał się, wyhasał, teraz czas na rodzinę - zresztą tak to właśnie deklarował.

    no i dupa. najgorsze jest to, że on sprawia wrażenie, że kompletnie nie rozumie, o co mi chodzi - zrobił (niewielki) błąd, przeprosił, zapewnił, że już wszystko ok, a ja się czepiam.

    jego poprzednia miała schizę, śledziła go, sprawdzała stan licznika, jak wyjeżdżał - cóż za okropna desperacja, a fooj, jak tak można, ja tak nigdy, BO MY SIĘ KOCHAMY PRZECIEŻ.

    fajnie, nie? :-)

  • wpieniona 08.03.13, 23:36
    Od dwóch lat nie ma między Wami intymności i (paranoja) on to bierze za normalność a Ty masz to zaakceptować ? ALICJA !!!! facet z Tobą nie śpi, w zasadzie nie żyje (bo oczywiście mnogo pracuje), a Ty piszesz "on sprawia wrażenie"????? Proszę Cię, bardzo Cię proszę.

    Gliniana - to znaczy w bezruchu, zamknięta i obezwłasnowolniona. Nie rób sobie tego.
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 08.03.13, 23:44
    no dobra, to mam do wyboru:

    1. on jest debilem
    2. on udaje debila
    3. ja jestem debilką

    jakby nie chodziło o mnie, powiedziałabym, ze prawidłowa odpowiedź to 2 i 3.

    nie ma intymności, bo ja nie odpowiadam na jego zaloty.
    jakieś cholernie końskie zresztą.
    jak nagabywanie sfochowanej żony, co jej się w głowie przewraca.

    ja tak sobie myślę, że nadal nie chcę widzieć całej prawdy i sporo sobie racjonalizuję.
    bo przecież on dobry dla nas jest.
    może tylko taki trochę wypaczony?...
    bo jego ojciec był taki sam.

    bo to niemożliwe, że mnie tak po prostu nie kocha i nie szanuje??
    KUŹWA, TO BOLI.
    :-(((((

  • wpieniona 08.03.13, 23:53
    To, że on udaje debila, to więcej niż pewne, tak, że punkt 2 zaliczony.

    Pojawia się na podstawie Twojego postu pytanie: czy gdybyś odpowiedziała na jego zaloty, to by coś zmieniło w temacie? Nie namawiam Cię do ubierania się w czerwoną bieliznę, to musisz sama wiedzieć, jak było w przeszłości między Wami łóżkowo. No i, gdybyś to teraz zrobiła, czy by Ci się podobało, czy mogłabyś przełamać barierę, zapomnieć się w seksie i dać mu wszystko lub więcej, niż dają mu jego przyjaciółki. Jeśli miałabyś to zrobić tylko dla niego a nie dla siebie, to zapomnij.

    Po przeżyciach mojej przyjaciółki K, wciąż sobie myślę, co będzie, gdy mnie mój mąż przestanie kochać i pokocha kogoś innego. Będzie to tragedia, ale wydaje mi się, że wezmę tę tragedię całą a nie w części.
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 09.03.13, 00:24
    nie mam praktyki w seksie bez uczucia i nie jestem pewna, czy chcę ją zdobywać.

    może gdyby podszedł do mnie jakoś inaczej, dałabym się namówić - ponad dwa lata bez seksu to potworne marnowanie czasu, którego nic mi nie wróci :-((
    nie- albo stety jego próby mnie zniechęcają, chociaż przedtem - jak już pisałam - to ja zawsze chciałam więcej i miałam podstawy sądzić, że on też to ze mną lubi.

    śmieszne - ma dużo młodszą żonę, powinien mnie pilnować, a nie sam się uganiać za wrażeniami, których zdążył mieć już na kopy. a tu dupa, ja mam za mało seksu, a potem się okazuje, że zaoszczędzone w małżeństwie siły przeznacza na adorację innych pań.

    kiedyś wpadł mi w oko mail, który dostał od pani z banku - pisała mu o swojej bieliźnie. zapytany, co to ma być, odparł z wielkim zdziwieniem, że nie ma pojęcia, czemu ona mu tak pisze.

    wczoraj byłam w tym samym banku na rozmowie z miłym panem - czekam niecierpliwie, aż napisze mi na prywatną skrzynkę coś o swojej bieliźnie. bo to, jak rozumiem, standard w obsłudze klienta??

    Twój mąż wcale nie musi przestać Cię kochać.
    co więcej, nie musi też szukać podniety poza związkiem.
    jestem pewna, że bycie facetem nie oznacza przymusu poligamii.
    to raczej - jak ze wszystkim - raczej kwestia charakteru.
  • wpieniona 09.03.13, 00:39
    Twój mąż wcale nie musi przestać Cię kochać.
    co więcej, nie musi też szukać podniety poza związkiem.


    Ale ja to biorę pod uwagę. Życie po prostu tak wygląda. Prezkonałam się na przykładzie innych.

    Nic nie ma na wieczność. Niektórzy są szczęśliwi i bogaci, ale chyba nikt nie ma tych dwóch komfortów na całe życie.
    Zawsze jest wybór, czasem niestety przykry.

    Alicjo, napisz choć w jednym poście, że go kochasz i nie możesz bez niego żyć i więcej nie będę Ci nic doradzać.
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 09.03.13, 13:21
    ja nie wiem, co do niego czuję, w ostatnich czasach to bardzo ewoluowało.

    na pewno jest jakaś forma przywiązania, poza tym jako człowiekowi życzę mu dobrze, jest ojcem naszych dzieci i generalnie to pozytywna postać - poza tą jedną, nieakceptowalną przeze mnie cechą.

    im dłużej o tym myślę, tym bardziej dochodzę do wniosku, że trwam w stanie bardzo przedłużającego się zawieszenia, jakby czekając na jakiś decydujący bodziec.
  • krokodil123 09.03.13, 09:59
    Jeszcze nie doczytałam komentarzy do końca.
    Alicja, przeczytałam twojego długiego postu i zrobiło mi się bardzo smutno.
    A teraz jak piszę nawet łzy mi się zbierają. Już pisałam że nie jestem polka i nie piszę poprawnie.

    W twojego sposobu pisania widzę siebie sprzed lat.
    Mój mnie nie zdradzał tak "masowo", nasze życie było całkiem inne niż wasze.
    Byłyśmy bardzo blisko ze sobą, seks super, od rana do wieczora razem-wspólna praca.....etc.

    Ale tak samo pryzmowałam rzeczywistość jak ty, sarkazm też był mój sposób obrony.
    Myślałam że odczyniając się "za lasami za górami" jak w bajki to uchronię siebie i to mnie nie będzie bolało, albo czort wie.....będzie bolało ale mniej.....
    Aż się wszytko posypało z hukiem i zrozumiałam że moja poprzednia strategia była samookłamywanie się.

    Nie będę pisała o uczuciach, o emocjach bo każdy ma swoje i to się nie da przeskoczyć.
    Napisze same konkrety dlaczego ten mechanizm u mnie nie zadziałał.

    Po pierwsze wytłumaczono mi że sarkazm jest agresja.
    Tak agresja, byłam bardzo zdziwiona, ale późnej to przyjęłam do wiadomości.
    Więc twoje słowa (może dla ciebie komiczne i zabawne) raz że mąż i otocznie mogą przyjąć jako napastliwe i obraźliwe (co jest mniej istotnie) a drugie że jak by "wracają" do ciebie jako autodestrukcja. Trudno mi to opisać to jest na zasadzie że agresja rodzi agresje.

    Druga sprawa że zdałam sobie sprawy że mając X czasu takiej postawy miałam złudnego poczucia że panuję nad sytuacją, a tak naprawdę nie panowałam nad niczym.
    Zostawiłam sprawę własnemu biegowi i jak by dałam mężowy "wolnej ręki"-przecież jak przyjęłam to z sarkazmem to nie jest tak źle i dam sobie rady ze wszystkim.

    Byłam nieświadoma że jednak zostaje cichy wróg stres. Stres się kumulował i kiedyś bańka wybuchła i wszystko się posypało.
    Mając taką postawę żyjesz w permanentnym stresie i go nie redukujesz.
    Nie masz wpływ na nic.
    Dajesz przyzwolenie mężowy i wolną rękę. Reagujesz sarkazmem i bajkami-on cie nie przyjmuję na poważnie.
    W każdej chwil on może zrobić krok i powiedzmy cie opuścić a ty będziesz nieprzygotowana żyjąc w bajce nadal......tak po krótce bo musie lecieć....

  • kalllka 09.03.13, 10:18
    o no wlasnie krokoszostko
    gdy emocje rzadza logicznym mysleniem to planuja szycie
    ( butow z krokodyla,, w rosji)


  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 09.03.13, 13:35
    krokodil, ja widziałam sporo Twoich postów i jestem pod wrażeniem, jak dobrze sobie radzisz z polskim - baaardzo chciałabym tak biegle posługiwać się Twoim językiem :-)

    tak, masz rację. ja właściwie daję mu wolną rękę. nie kontroluję, nie rozmawiam o tym. on też stosuje metodę strusia - głowa w piasek. właściwie jedyne sytuacje, kiedy mówił na nasz temat, to te na terapii - tam go pytała obca osoba, a on miał odpowiadać.

    psycholog powiedziała nam, że jesteśmy nietypową parą, jak na jej terapeutyczne doświadczenie - nadal wiele nas łączy i nasz problem nie zrujnował nam reszty związku. i że to daje nadzieję. mam jednak silne poczucie, że większość emocjonalnego ciężaru spadło na mnie i głównie ja się z tym żrę.

    masz rację z tym stresem. po tym wszystkim zaczęłam się leczyć na dwie uporczywe dolegliwości. jedna z nich ma podłoże hormonalne i tu lekarka mówi wprost - bardzo prawdopodobne, że to reakcja ciała na problemy z psyche.

    na co dzień jestem twarda, racjonalna i to inni przychodzą do mnie po wsparcie. jeśli jednak komuś uda się podejść do mnie bliżej i okazać mi trochę ciepła, zaczynam się rozklejać.

  • nie.mam.20 09.03.13, 00:37

    --
    lat, ani cm.
    Don't worry about the world coming to an end today. It's already tomorrow in Australia.

    to all the girls i've loved before
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 09.03.13, 13:37
    więcej niż 10 lat.
  • kino.mockba 09.03.13, 06:45
    alicja_z_drugiej_strony_lustra napisał(a):

    > może być jednak i tak, że w tym stuporze pożyjemy sobie jeszcze długo, zachowuj
    > ąc pozory normalności.
    >
    > racjonalnie rzecz ujmując - moje zachowanie dowodzi, że bilans strat i zysków c
    > iągle wskazuje, że życie z nim pod jednym dachem nadal daje mi coś więcej, niż
    > odbiera.
    >
    > tak, wiem jak to brzmi.
    > i że to pat.


    Wyluzuj, tak można żyć do śmierci (tak jak sobie przyrzekliście): www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,98083,12786392,Maminsynek_i_brzydula__Prezydencka_para_wszechczasow.html
    --
    Uciekaj z kina Moskwa
  • dominika802012 12.03.13, 14:05
    Witamy w klubie jakbyś pisała o moich myślach. Różnica polega na tym że:
    1.mój mąż jest pasożytem żyjącym na mój koszt
    2. nie pomaga i nie udziela się w domu
    3.do końca nie złapałam go na zdradzie(choć dowody tej zdrady widziały osoby obce)
    Masz rację najbardziej boję się tych podziałów szumu i robienia " na przekór" z jego strony dla zasady. Dleczego czekam na ten przysłowiowy "cud" który sprawi że zacznę działać niż żyć w tym maraźmie. Na razie czytam różne posty i staram się skorzystać z doświadczenia innych kobiet.
  • georgia241 08.03.13, 21:38
    Wolałabym wziąć swoją połowę i ułożyć sobie życie z dziećmi.
  • facettt 08.03.13, 21:47
    alicja_z_drugiej_strony_lustra napisał(a):

    > dzięki za cierpliwość dziewczyny, wypisałam się trochę.
    > i pamiętajcie - wybierajcie na partnerów tylko wiernych facetów. hahha.

    takich nie ma.
    za to sa rozsadni.
    a teraz odmarsch i do lozka.
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 08.03.13, 22:07
    facettt, Ty tu robisz za naczelnego męskiego cynika, i o ile pamiętam, nie kryjesz się ze swoją niechęcią do monogamii, o czym jednak małżonce z niejasnych względów nie napomykasz.

    tak wiem, i tak bywa, tylko że ja chciałam inaczej i nie zostałam uprzedzona przez wybranka, że on nie bardzo.

    to jest cholernie nieuczciwe, wiesz? :-(((
  • facettt 08.03.13, 22:13
    alicja_z_drugiej_strony_lustra napisał(a):
    > facettt, Ty tu robisz za naczelnego męskiego cynika, i o ile pamiętam, nie kryjesz się ze swoją niechęcią do monogamii,
    o czym jednak małżonce z niejasnych wzlędów nie napomykasz.

    nie napomykam, gdyz poglady wspoltowarzyszy losu (majacych jednak inne poglady) szanuje.
    >
    > tak wiem, i tak bywa, tylko że ja chciałam inaczej i nie zostałam uprzedzona przez wybranka, że on nie bardzo.

    i slusznie. miej tylko pretensje do "dupka", ze (inaczej) chce, a NIE POTRAFI.

    ja potrafie.
  • gyubal_wahazar 09.03.13, 00:28
    No ty to jesteś
    --
    knur.blox.pl
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 08.03.13, 22:01
    no coś Ty :-)

    przecież w tym związku to ja jestem ta dobra i uczciwa, nie mam szans na żadne niegodne zachowania ;-)
  • triismegistos 08.03.13, 22:07
    Ja bym co najmniej rozważyła taka opcję ;) A jak ty w ogóle funkcjonujesz od tych dwóch lat? Z mężem jak rozumiem nie sypiasz? Masz jakiegoś kochanka?
    Dobrze ci dziewczyny wyżej radzą, żyć wiecznie nie będziesz, musisz coś ze swoim życiem zrobić. Albo kopnij dziada w dupę, albo żyjce tak obok siebie, ale miej coś z życia.
    --
    Nie ma żadnej możliwości aby gniewnie wypowiedzieć słowo "bąbelki".
  • stephanie.plum 08.03.13, 22:15
    CO WY SIĘ TAK WSZYSCY UPIERACIE, ŻE ONA MA SIĘ ROZWIEŚĆ?

    coś go przy niej trzyma. jakaś więź.
    zraziła się do faceta emocjonalnie, fakt. ale na chłodno docenia jego zalety.
    może coś się wydarzy takiego, co ich na nowo pchnie ku sobie, pozwoli wyjść z impasu.

    czasem się tak zdarza, wbrew pozorom.
    --
    it's my life
  • stephanie.plum 08.03.13, 22:17
    kurde, bełkoczę już.

    chciałam powiedzieć, że coś JĄ przy NIM trzyma.

    dziękujęprzepraszam.
    --
    it's my life
  • wpieniona 08.03.13, 22:19
    Raczej więcej osób pozostawia jej wybór: albo jej się to podoba lub może spodobać, albo niech go kopnie w zad. Problem raczej leży w tym, że miła autorka nie potrafi podjąć decyzji.
  • wpieniona 08.03.13, 22:19
    A w nagły zwrot uczuć ze strony menrza (bo to nie mąż) nie wierzę.
  • stephanie.plum 08.03.13, 22:22
    kto wie? w pejzaż nie poszedł, o rodzinę dba.
    ale może ja faktycznie naiwna jestem.
    --
    it's my life
  • wpieniona 08.03.13, 22:24
    Jesteś, Stefo, naiwna.
  • stephanie.plum 08.03.13, 22:35
    ano wiem.
    :~)
    --
    it's my life
  • triismegistos 08.03.13, 22:19
    Tak, siurek mu odpadnie. Stefa, z ciebie mądra babka jest, ale teraz to bredzisz.
    --
    Nie ma żadnej możliwości aby gniewnie wypowiedzieć słowo "bąbelki".
  • stephanie.plum 08.03.13, 22:23
    po co czekać aż odpadnie, niech autorka mu ciachnie...
    --
    it's my life
  • triismegistos 08.03.13, 22:26
    Ciachanie uważam za postawę rozsądniejszą, niż czekanie aż panu minie. W końcu mu minie, jak organizm odmówi dalszych wyczynów.

    --
    Dotarło do mnie, że czas najwyższy odejść od kompa, kiedy zacząłem klikać dwa razy na klamkę od klopa
  • stephanie.plum 08.03.13, 22:33
    do licha z tymi facetami.
    wydaje się, że każdemu w końcu odbije.

    tymczasem ja prezentuję z uporem postawę naiwną.
    aż się zastanawiam, jak to możliwe, żeby ten mój osobnik był takim zagorzałym monogamistą.
    cud, czy...?
    --
    it's my life
  • wpieniona 08.03.13, 22:40
    W ywpadku autorki nie chodzi o jego monogamię, a jego "nawrócenie". Pies na baby ma się stać nagle potulnym króliczkiem. On nie burzy się z powodu braku seksu z żoną. Jeszcze jej śniadania robi i dzieci odwozi do szkół. On się bawi gdzie indziej.
  • facettt 08.03.13, 22:45
    wpieniona napisała:
    On nie burzy się z powodu braku seksu z żoną.
    Jeszcze jej śniadania robi i dzieci odwozi do szkół.

    - tako tesz i ja czynie.

    On się bawi gdzie indziej.

    - Prawilno. jak kazdy gentleman.
  • wpieniona 08.03.13, 22:46
    Tak robi albo złamas albo pantoflarz. Dziękuję za uwagę.
  • facettt 08.03.13, 22:48
    wpieniona napisała:
    > Tak robi albo złamas albo pantoflarz.

    wybor pozostawiam Tobie.
    I pamietaj.
    rodzina i dzieci ponad wszystko.
    a kochanka troche potem.
  • wpieniona 08.03.13, 22:51
    Rodzina i dzieci? No chyba, że tylko dzieci.
  • facettt 08.03.13, 23:07
    wpieniona napisała:
    > Rodzina i dzieci? No chyba, że tylko dzieci.

    nie porozumiemy sie.
    nie czujesz, nie rozumiesz, ze zona , to matka dzieciom.
    a kochanka jest tylko jej dopelnieniem.
  • wpieniona 08.03.13, 23:08
    No nie zrozumiemy się. Ale, gdyby Cię chciała uderzyć, to dzwoń.
  • facettt 08.03.13, 23:18
    wpieniona napisała:
    No nie zrozumiemy się. Ale, gdyby Cię chciała uderzyć, to dzwoń.

    kobiet nie bijam, ale alpinisci, ktorzy ostatnio BEZ SENSU zgineli w Himalajach sa mi wzorem.
    gdy zgine z reki zazdrosnej baby - to bende przynajmniej wiedzial - za co.
  • krytyk-systemu-edukacji 08.03.13, 22:41
    > tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono

    Nie znoszę tego kretyńskiego cytatu z Wisłockiej, zresztą nie jest to jedyny fragment jej twórczości, którym chciała przykryć własną wstydliwą przeszłość w rodzaju pisania rymowanych peanów na cześć tow. Stalina czy podpisywania apelów o jak najsurowsze potraktowanie więźniów politycznych. (Zresztą z tymi poetami to w ogóle różnie bywało: taki, dajmy na to, Bruno Jasieński należał do WKP(b), a także sławił w swoich utworach aparat represji oraz niewolnictwo (GUŁag).

    Tyle o sobie wiemy, ile nas sprawdzono…

    Ja na przykład wiem, że nigdy nie pójdę na studia, że nigdy nie uwierzę w istnienie jakichkolwiek bóstw oraz że nigdy bym nie mieszkał z kimś, kto mnie zdradził (o ile rzecz jasna, wiedziałbym o tej zdradzie).

  • wpieniona 08.03.13, 22:45
    I znów tylko cztery ostatnie słowa na temat.
    Cześć.
  • krytyk-systemu-edukacji 08.03.13, 22:56
    > I znów tylko cztery ostatnie słowa na temat.

    A co to? Czy ja piszę rozprawkę o Werterze albo Wokulskim na polski, że muszę się ściśle trzymać tematu?

    > Cześć.

    Krzyżyk na drogę i ajlawiu, widzę, żeś pojęła nareszcie, iż nie ma obowiązku czytania moich postów ani większego sensu w próbach narzucania mi, co mam pisać i jakim stylem.
  • wpieniona 08.03.13, 22:59
    Ale ja napisałam "cześć" na przywitanie a nie na pożegnanie. Stęskniłam się za Tobą.
  • krytyk-systemu-edukacji 08.03.13, 23:26
    > Ale ja napisałam "cześć" na przywitanie a nie na pożegnanie.

    Przepraszam. :( Myślałem, że dodałaś mnie do tzw. nieprzyjaciół, tak to zrozumiałem.
  • wpieniona 08.03.13, 23:31
    Ej no weź. Lubię się z Tobą podroczyć.

    Co tam ?
  • krytyk-systemu-edukacji 08.03.13, 23:44
    > Ej no weź. Lubię się z Tobą podroczyć.

    :)

    > Co tam ?

    Jadę sobie właśnie busem na wieś do rodziców na wypoczynek. :) Technologia tak obecnie się już rozwinęła, że mogę sobie uprzyjemniać podróż siedząc w internecie – niemal nie mogę w to uwierzyć.
  • wpieniona 08.03.13, 23:55
    Ja też odpoczywam po okropnym tygodniu. Niech ten kryzys szlag trafi. Namów proszę swoich znajomych, żeby zaciągali kredyty hipoteczne, to ja będę miała robotę. A tak to tylko stres, stres i stres.
  • bez_przekazu 09.03.13, 15:16

    ...domyslam? tak wlasnie koncza panienki, ktore zabieraja innym kobietom mezow. mysla sa lepsze o tych zon, ktore zostawiaja dla nich. obrzydliwe.


    "Gdyby nie internet nie wiedziałbym,że na świecie jest tylu idiotów" - Stanisław Lem
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 09.03.13, 16:41
    "panienki, które zabierają innym kobietom mężów" kończą bardzo różnie.
    to tylko ludzkie poczucie sprawiedliwości domaga się rewanżu, życie nie zawsze go dostarcza.

    jestem jego pierwszą żoną, on moim pierwszym mężem.
    przedtem byliśmy w innych związkach, które zakończyliśmy, decydując się być z sobą.
  • bez_przekazu 10.03.13, 08:33
    jakies brednie wydumane

    alicja_z_drugiej_strony_lustra napisał(a):

    > > to tylko ludzkie poczucie sprawiedliwości domaga się rewanżu, życie nie zawsze
    > go dostarcza.
    >
    >
    > przedtem byliśmy w innych związkach, które zakończyliśmy, decydując się być z s
    > obą.


    --
    "Gdyby nie internet nie wiedziałbym,że na świecie jest tylu idiotów" - Stanisław Lem
  • stephanie.plum 08.03.13, 22:50
    śmieszny ten żarcik z Wisłocką.
    --
    it's my life
  • krytyk-systemu-edukacji 08.03.13, 23:28
    > śmieszny ten żarcik z Wisłocką.

    Stosunkowo śmieszny, niestety, nie mój.
  • nobezkitu 08.03.13, 22:51
    strasznie jestes na nie, na studia bys poszedl, politechnike najlepiej, jakies fajne dziewuchy poznal... a tak nie nie nie ...
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 08.03.13, 23:02
    no i jak Was tu nie lubić :-)

    jak miałam megadół, za tym pierwszym razem kiedy się rypło, i wjechałam prawie pod tramwaj na czerwonym, to powiedziałam sobie: kobieto, ogarnij się.

    no to się odgarnęłam.

    poczucie humoru ułatwia mi życie, chociaż oczywiście nie likwiduje problemu.

    pan jest bardzo dbałym o rodzinę, tego mu nie mogę zarzucić.
    coś jak: dam wam z siebie wszystko, ale nie każ mi nie zauważać innych kobiet.
    one kurde takie fajne som, co ci szkodzi, przecież się nie afiszuję.
    wchodzisz w to?
    nie chcę.

    i weszłam.
    :-(

    nie uważam się za bezbronną sierotę, a właśnie za nią robię...
  • nobezkitu 08.03.13, 23:12
    chcialem Cie przeprosic bo czuje sie niezrecznie - udzielam sie w watku ale nie czytalem Twojego posta :(
  • wpieniona 08.03.13, 23:17
    Błąd.
  • nobezkitu 08.03.13, 23:20
    i tak dzieci nie moge miec wiec sie nie liczy
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 08.03.13, 23:20
    spoko.

    możesz mi umyć okna i będziemy kwita ;-)
  • nobezkitu 08.03.13, 23:21
    okien nie umiem myc ale moge zrobic orala
  • wpieniona 08.03.13, 23:23
    ale moge zrobic orala

    "Orła" się pisze.
  • nobezkitu 08.03.13, 23:29
    nie mam polskiej klawiatury
    tam gdzie @ mam "
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 08.03.13, 23:30
    wpieniona, już któryś raz szukam pod Twoim postem przycisku "lubię to" ;-)
  • facettt 08.03.13, 23:20
    Buenas Noches :)
  • krytyk-systemu-edukacji 08.03.13, 23:36
    > strasznie jestes na nie

    Aspiruję do miana sceptyka, a to do czegoś zobowiązuje.

    > na studia bys poszedl, politechnike najlepiej, jakies
    > fajne dziewuchy poznal..

    Czyżby za sprawą akcji Dziewczyny, na politechniki! coś się zmieniło w kwestii ilości i jakości studentek kierunków inżynierskich?

    PS Nie mogę iść na studia również z tego powodu, że mam mało czasu.
  • wpieniona 08.03.13, 23:38
    PS Nie mogę iść na studia również z tego powodu, że mam mało czasu.

    Autobusem można pojechać, albo metrem.
  • tamtakobieta 08.03.13, 23:55
    Alicja, po przeczytaniu pierwszego postu najpierw pomyślałam, że jesteś niespełna rozumu że tego nie skończysz, potem zaczęłam nawet rozumieć Twoje argumenty, ale i muszę to napisać - nie boisz się, że za dziesięć lat trwania w tym, co masz teraz, spojrzysz wstecz i stwierdzisz, że zmarnowałaś życie?
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 09.03.13, 00:14
    nie wiem, co będzie za 10 lat. kompletnie mnie to nie zajmuje, bo praktyka pokazuje, że i jutro nie można być pewnym.

    staram się znajdować pozytywy w tym, co mam, życie bywa czasami naprawdę fajne.
    wiem, głupio to brzmi w kontekście tego wątku, ale świat nie składa się tylko z zawodu miłosnego, nawet, jeśli tak bardzo mną tąpnął.

    pewnie, że chciałabym mieć dobry, zdrowy związek, ale skoro go nie mam, to muszę z tym żyć.

    w tej chwili widzę to tak - rozchodząc się rozwalę całą resztę, która daje mi jakieś poczucie stabilizacji, a emocjonalnie zostanę dokładnie w tym samym miejscu.

    no, chyba że coś pierdyknie znienacka - jakaś nowa pani wychynie z ubocza albo listonosz dostarczy pozew na alimenty. w tej chwili jest cicho i spokojnie i z boku patrząc można uznać, to to tylko moje demony, które karmię przeszłością.

    najbardziej dręczy mnie brak zaufania, czarna dziura na myśl o nim jako bliskiej osobie.
    co nie przeszkadza nam robić sobie obiadów, chodzić do kina czy planować wakacji.

    schiza?
  • gyubal_wahazar 09.03.13, 14:14
    Na moje, nie schiza, tylko zwykły strach. Zamiast ciachnąć (wybacz proszę żołnierski poziom metafory) wrzoda z tyłka, wmawiasz sobie, że jest ok, bo możesz przecież spać na brzuchu
    --
    knur.blox.pl
  • nobezkitu 09.03.13, 09:16
    krytyk-systemu-edukacji napisał:

    > > strasznie jestes na nie
    >
    > Aspiruję do miana sceptyka, a to do czegoś zobowiązuje.

    rozumiem

    > > na studia bys poszedl, politechnike najlepiej, jakies
    > > fajne dziewuchy poznal..
    >
    > Czyżby za sprawą akcji Dziewczyny, na politechniki! coś się zmieniło w k
    > westii ilości i jakości studentek kierunków inżynierskich?

    zaraz inzynier bo politechnika ah te mity
    widzisz nie byles na studiach to nie wiesz, ze nie chodzi o dziewuchy z politechniki tylko z innych akademi

    > PS Nie mogę iść na studia również z tego powodu, że mam mało czasu.

    czasem warto cos poswiecic, by zyskac cos innego (dziewuchy w Twoim przypadku)
  • krytyk-systemu-edukacji 10.03.13, 21:25
    > widzisz nie byles na studiach

    Nieprawda, bywałem na tzw. studiach (głównie w ramach ucieczki przed zasadniczą służbą wojskową).

    > czasem warto cos poswiecic, by zyskac cos innego (dziewuchy w Twoim przypadku)

    Musiałbym zrezygnować z pracy zawodowej, a aż takim głupcem nie jestem. Poza tym ja już nigdy więcej nie zwiążę się z żadną studentką, to postanowione. Nawet mowy nie ma.
  • ikselk 12.03.13, 18:46
    > > tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono
    >
    > Nie znoszę tego kretyńskiego cytatu z Wisłockiej

    Szymborskiej. Może już tak nie krytykuj tego systemu edukacji, bo Ci cały czas na tym schodzi, a edukacji ani ani...
  • grassant 20.03.13, 11:55

    Nie znoszę tego kretyńskiego cytatu z Wisłockiej

    Wisłockiej????
  • lonely.stoner 08.03.13, 23:52
    nie, no daj spokoj- spakuj goscia, sprzedaj dom albo sie jakos podzielcie i zacznij od nowa. Bedzie lepiej. Spiac z nim w 1 lozku - bleeee- tylko sama przedluzasz sobie ta sytuacje i nakrecasz jakis dramat.
    --
    youtu.be/19eBAfUFK3E
  • tamtakobieta 09.03.13, 15:51
    To jeszcze dodam, że należy wziąć poprawkę na to, że skoro facet jest oszustem w jednej sferze życia, to może też oszukiwać we wszystkich innych. Autorka wątku pisze, że pan oprócz tego, że zdradza na wszystkie strony, to jest super i w ogóle, ale właściwie skąd ta pewność? Kilka lat temu przecież dałaby sobie rękę uciąć, że nigdy by jej nie zdradził. Niestety, można mieć ideały, ale doświadczenie uczy, że kłamcy są kłamcami, a ludzie się nie zmieniają (parę lat temu znałam to tylko z doktora House'a ;) niedawno przejrzałam na oczy i okazało się, że to prawda).
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 09.03.13, 16:49
    pewnie, może być seryjnym mordercą i będą o nim kiedyś uczyć na wykładach z kryminalistyki ;-)

    a serio, to - jak każdy - opieram się na tym, co wiem.
    w innych rzeczach po prostu nigdy mi nie podpadł.
    może to kwestia czasu, a może tego, że jest nie w porządku tylko w tej jednej sprawie.

    wiem, że pytanie, które teraz zadam, jest masakryczne (jak widzę podobne w innych wątkach, to się tylko uśmiecham pobłażliwie), ale muszę to zrobić:

    słuchajcie, czy naprawdę nie ma żadnej szansy, że on już więcej nie będzie?
    że jest bierny, bo mu źle i smutno, że mu nie wybaczyłam, jest już grzecznym chłopcem i nocami marzy tylko o tym, żeby było jak dawniej?
    że cierpi po cichu? kocha i jesteśmy dla niego najważniejsi, a reszta świata jest tylko dopełnieniem naszego małżeństwa?...

    (dobra, pojechałam, nie bijcie. naśmiewać się możecie, to zniosę).
  • kocham_bratki 09.03.13, 20:21
    słuchajcie, czy naprawdę nie ma żadnej szansy, że on już więcej nie będzie? że jest bierny, bo mu źle i smutno, że mu nie wybaczyłam, jest już grzecznym chłopcem i nocami marzy tylko o tym, żeby było jak dawniej? że cierpi po cichu? kocha i jesteśmy dla niego najważniejsi, a reszta świata jest tylko dopełnieniem naszego małżeństwa?...

    Jasne, biedny miś.

    Widzę, że dałaś sobie nawinąć tony makaronu na uszy.

    Facet radośnie przez kilka lat bzyka sobie panie na boku, a Ty obchodzisz się z nim jak z jajkiem, żeby tylko stał się "grzecznym chłopcem" i przestał cierpieć... Dość lajtowe konsekwencje do poniesienia dla faceta, któremu nie przyszło do głowy, żeby w ogóle mieć jakiekolwiek wyrzuty sumienia.

    W takich sytuacjach wygrywają kobiety, które maja jaja, bez względu na rozwój wypadków.

    Odsyłam do wątku Mundurowej na forum "Rozwód i co dalej".
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 09.03.13, 23:55
    moje pytane było trochę żartobliwe ;-)

    wiem, że prawdopodobnie masz rację, choć nie wiem, czy bzyka, czy tylko daje się adorować (hmm, czyżby brzmiało jak myślenie życzeniowe?...)

    no ok - nie wiem, jak daleko się, nomen omen, posuwa.

    przypomina mi się taki dowcip, jak facet zlecił detektywowi śledzenie swojej żony, ten mu przyniósł fotki małżonki z fagasem, jak się ściskają i wchodzą do jego mieszkania.
    - Potem w mieszkaniu zgasło światło - kończy relację detektyw
    a facet łapie się za głowę i jęczy:
    - No właśnie, i znowu ta cholerna niepewność, co dalej!...

    nie wiem zupełnie, czemu mi się to skojarzyło ;-PP
  • kocham_bratki 10.03.13, 10:32
    no ok - nie wiem, jak daleko się, nomen omen, posuwa.

    Na razie facet doskonale wie, że CZEGOKOLWIEK by nie zrobił, to ty będziesz wybaczać i jeszcze użalać się nad nim, nieboraczkiem, bo on taki rozdarty uczuciowo przecież.

    Przyznaj - czy kiedykolwiek Twój mąż poczuł, że może Cię stracić? Czy kiedykolwiek palił mu się grunt pod nogami?

    Chyba tylko wtedy, gdy został złapany z ręką w nocniku i przygoda się skończyła.

  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 10.03.13, 10:58
    serio myślisz, że czuje się taki bezkarny?

    po ostatnim razie odsunęłam się od niego, nie ma bliskości.
    fakt, to kara również dla mnie.

    nie użalam się nad nim - tutaj tylko piszę, ŻARTOBLIWIE, jaka jest opcjonalna wersja jego oglądu tej sytuacji.

    tak, grunt mu się palił jak się wydało.
    od pewnego czasu wygląda na to, że osiągnęliśmy jakiś przymusowy konsensus, choć niezadawalający dla żadnej ze stron.

    co mam zrobić, żeby poczuł, ze może mnie stracić?
    wdać się w romans?
  • kochanic.a.francuza 11.03.13, 13:36
    Nie musisz zaraz wdawac sie w romans, ale mozesz miec fajne grono zanjomych, ktorych on nie zna, a w tym gronie roznych kolegow. Opowiadasz jak to zony kolegow sa zazdrosne o Ciebie itp. Juz same opowiesci uswiadamiaja mezow, ze zona tez ma swoj swiat i kiedys moze wybrac innego meza.
    Wielu mezczyzn tez kalkuluje: ona nigdzie nie bedzie miala lepiej niz ze mna: zarabiam, dbam o dzieci itp.
    Wystarczy wiec miec kolegow, ktorzy tez "zarabiaja" i "dbaja o dzieci".
    Czasem wystarczy tylko kilka wspomnien o takich spotkaniach towarzyskich i maz juz nie patrzy na zone jak na wlasnosc, ale znowu jak na kroliczka, ktorego trzeba gonic, a jak sie zlapie mocno trzymac:)
    --
    Rownouprawnienie konczy sie wraz z pierwsza ciaza.
    Prawdziwe rownouprawnienie bedzie, kiedy ciaze bedzie mogl sobie zaaplikowac mezczyzna.
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 11.03.13, 23:32
    kochanica, masz rację.

    jestem zawsze w zasięgu ręki, dostępna w domowej orbicie, rzadko wybywam sama, deklaruję, że ludzie mi niepotrzebni.

    on mi się nawet ostatnio zaśmiał, że nie znalazłabym sobie kochanka, bo jestem na to zwyczajnie za leniwa. mnie to też rozbawiło - mamy podobne poczucie humoru.

    znalezienie kochanka to maksymalnie kwadrans, jeśli net wolno łazi.
    problem w tym, że mnie zawsze obrzydzali małżonkowie, którzy szukali sobie czegoś na boku.
    to takie kurna żałosne.

    ale tak, najwyższy czas wpuścić trochę świeżego powietrza.
    przynajmniej towarzysko.
  • kochanic.a.francuza 14.03.13, 12:03
    Mam podobna osobowosc: szybko mnie ludzie nudza, mam wiele zainteresowan i kocham domowe zycie, co z duma maniestowalam mezowi. Nie oplacilo sie. Teraz bardzo dyskretnie manifestuje, ze sa fajne party tu i tam, poznalam pania taka i pana takiego, jestem zapraszana tu i tam. I po kazdym takim party maz jak do rany przyloz;) Czy to zaklei wszystkie rany tego nie wiem, ale masz dwa w jednym: troche sie zrelaksujesz niewinnymi flirtami i mezowi dasz do myslenia.
    --
    Rownouprawnienie konczy sie wraz z pierwsza ciaza.
    Prawdziwe rownouprawnienie bedzie, kiedy ciaze bedzie mogl sobie zaaplikowac mezczyzna.
  • mila2712 09.03.13, 16:01
    Nie rozumiem po co marnujesz sobie życie
    jedyne wyjście rozwód....
  • martola80 09.03.13, 16:44
    W sumie to cię rozumiem, mam coś podobnego, problem jest w głowie. Karmi się dziewczynki od małego bajkami o księciu na białym koniu i one tak hodują i karmią się ta wizją. Potem jak spotykają tego jedynego to oczywiście "będą żyli długo i szczęśliwie" i jak się coś rypnie to zgodzą się na wszystko byle uratować resztki tej bajki wyhodowanej w głowie. Można tez wykorzystać zrządzenie losu aby zrewidować poglądy. Poczytać o poliamorii, o tym że ludzie jakoś sobie radzą inaczej niż tylko tak jak w "kopciuszku" czy "królewnie śnieżce". Zastanowić się na tym w co mnie nauczyli wierzyć a czego chce mnie nauczyć życie. Oczywiście to trudna i czasem syzyfowa praca, wiem z doświadczenia, ale ile się mozna dowiedzieć...;D
    --
    To co na zewnątrz jest tylko odbiciem tego co mamy wewnątrz.
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 09.03.13, 17:00
    martola, masz świetną sygnaturkę.

    i pewnie trochę racji w tym jest - ta wizja "po grób". u mnie w rodzinie nie było rozwodów, a problemy małżeńskie - różnego rodzaju - zdarzały się jak wszędzie. nic nie wiem co prawda o przypadkach notorycznego zarywania panienek, ale z tym się raczej nikt nie afiszuje (tylko ja latam po forach ;-P)

    nauczyłam się po tym doświadczeniu jednego - do wszystkiego trzeba dojrzeć. jak słyszę od znajomej, że mąż ją po pijaku tłucze, a od drugiej, że nie daje kasy na dom (ona na macierzyńskim) i zabiera kluczyki od samochodu, a obie twierdzą, że mężów nie zostawią, to nic nie mówię. do wszelkich zmian trzeba samemu dojrzeć, a każdy z boku jest bardzo mądry i zdecydowany, bo to nie jego życie.

    a Wasze opinie są dla mnie ważne - obcy ludzie, widzący problem zupełnie bez emocji, potrafią go ocenić bez zbędnych ceregieli.
  • tamtakobieta 09.03.13, 17:59
    Widziałabym taką możliwość, że się zmieni, wtedy, kiedy facet po jakimś jednorazowym skoku w bok zreflektował się, sam się przyznał, przeprosił, obiecał poprawę - wtedy okej, każdemu należy się szanse i tak dalej, ludzie popełniają błędy, przeproszone, przebaczone, zapomniane.
    Natomiast w sytuacja w której facet latami oszukuje, zaprasza panie do Waszego domu (zdaje się, że pisałaś, że jakaś "znajoma" była u Was w domu), i to nie z jedną kobietą, tylko wieloma, notorycznie, przez lata, i to Ty musiałaś to wszystko odkrywać, bo mąż nie jest szczery - w takim wypadku sytuacji, w której on się sam z siebie zmieni... teoretycznie zawsze jest taka możliwość, ale wydaje mi się to bardzo mało prawdopodobne. Uważam też, że swoim zachowaniem dajesz mu ciche przyzwolenie na to, żeby Cię zdradzał.
  • mila2712 09.03.13, 20:24
    Jezu !!!!!!
    a ja takim mówię żeby tak mocno puknęły się w czoło
    nienormalne
  • martola80 10.03.13, 11:16
    Dzięki Alicjo , ty też:)

    Dokładnie, mądrzyć to się można, dopóki samemu się nie znajdzie w takiej sytuacji.
    Dlatego cię rozumiem. Bo albo ktoś jest sam z siebie taki silny i racjonalny żeby gdy znajdzie się w takim położeniu uciekać, albo tylko powtarza to co usłyszał od innych. Każdy niby wie jak się zachować, ale ile osób naprawdę się tak zachowuje w takim położeniu? Nie udawajmy ze to jakiś szok, bo jestem pewna że to to ukrywana codzienność wielu.
    Przykro mi z twojego powodu.
    Po prostu nie wiem co pisać. Trzymaj się dziewczyno:)Życzę ci życzliwych przyjaciół:)
    --
  • stokrotka_a 11.03.13, 16:02
    alicja_z_drugiej_strony_lustra napisał(a):

    > a Wasze opinie są dla mnie ważne - obcy ludzie, widzący problem zupełnie bez em
    > ocji, potrafią go ocenić bez zbędnych ceregieli.

    To prawda, obcy ludzie potrafią oceniać, bo nic to ich nie kosztuje. Łatwo im przychodzi też doradzanie, bo to nie oni będą żyć ze skutkami decyzji opartych na ich radach.
  • kocham_bratki 09.03.13, 18:03
    Alicja, przyznaję: nie przeczytałam wszystkich wpisów w tym wątku, więc jeśli w którymś momencie będę niesprawiedliwa - przepraszam.

    Domyślam się, że sytuacja ta trwa już kilka lat...

    Powiedz mi, na co liczyłaś przez tyle lat kultywując kłamstwa, udając małżeństwo przed dziećmi i znajomymi? Nie chce mi się wierzyć, że dzieci nie widzą, że między rodzicami jest mocno niehalo...

    Pojęcia nie mam, jak teraz można ten bajzel posprzątać. Mogliście zrobić to już dawno, rozłożyliście na raty dla - bo ja wiem? - jakichś pozorów, więc każdy krok w stronę rozwiązania tego pieprznika będzie dodatkowo boleć. Pozbywanie się złudzeń boli, a Wy zamiast przez te lata porządkować swój związek wciąż budujecie piramidę ze złudzeń.

    Rób co uważasz za słuszne. Ale chyba już pora przestać udawać małżeństwo? Im dłużej w tym tkwisz, tym trudniej będzie się "odpępowić"...
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 09.03.13, 18:26
    dzieci widzą, że nie ma między nami bliskości - takiej fizycznej.
    poza tym funkcjonujemy normalnie, nie żremy się i nie rzucamy w siebie talerzami
    (a może szkoda, tłumione emocje są gorsze)

    fakty są takie:
    - najpierw lata małżeństwa, które uważałam za bardzo udane, kiedy ufałam mu bez zastrzeżeń
    - wpadka z panią, która się chyba w nim zakochała i jakieś maile o erotycznej treści z inną (pisane przez nią, jego odpowiedzi w tym tonie nie widziałam)
    - kolejny mail od "pani z banku", piszącej mu o swojej bieliźnie - on "nie wie, czemu ona takie rzeczy mu wypisuje" (swoją drogą, teraz sobie myślę, że oni musieli się gdzieś potkać, bo przy bankowym okienku, gdzie zawsze jest pełno ludzi, trudno chyba wyjść poza oficjalne relacje)
    - wpadka ze spotkaniami z moją kuzynką.

    wiem więc, że spotykał się i pisał z kilkoma kobietami - nigdy mu wcześniej tego nie broniłam, wierząc, że nie przekroczy granicy subtelnego flirtu. jak daleko się ostatecznie posunął, nie mam pojęcia, ale sądząc po reakcjach tych pań, raczej nie uciekał od nich z krzykiem.

    mam więc dowody, że mnie okłamywał i deprecjonuje swoją winę, twierdząc, że to "nic takiego". z drugiej strony, jak kiedyś powiedziałam, że spotkam się na kawie ze znajomym z neta, to z przekąsem skomentował: "to się zwykle tak zaczyna". nie spotkałam się, czego teraz żałuję - ja ustąpiłam w obawie przed jego dyskomfortem, on sobie spotkań towarzyskich nie odmawia(ł), bylem tylko nie wiedziała, że je miewa.

    sęk w tym, że nie mam pojęcia, czy nadal uprawia ten proceder. może tak i jest mu wygodnie i jakoś sobie poradził z moim odrzuceniem - w końcu tylko emocjonalnym, rekompensując to sobie gdzie indziej.
    może też już nie wraca do starych upodobań.

    kurde, ta druga wersja brzmi mi mało przekonująco :-(

    bo dlaczego miałby zrezygnować z alternatywnych znajomości?
    ja i tak go odpycham, nie kontroluję, to co se ma żałować.

    dobra, jestem idiotka :-(
  • kocham_bratki 09.03.13, 19:26
    Alicja, ja wiem, że na spokojnie każdy mądry. Ale... czy od tych kilku lat nie czujesz się jak na torturach? Toż to istny emocjonalny rollercoaster, jazda bez trzymanki, operacja bez narkozy po prostu.

    Już byś dawno była po rozwodzie, podziale majątku, emocje miała uspokojone...

    Chyba musisz mieć jakieś korzyści z zaistniałej sytuacji, bo widać gołym okiem, że rękami i nogami bronisz się przed zmianą. Tkwisz w tej relacji, chociaż za cholerę Ci ona nie pasuje.

    Wybacz, ale ja jakoś nie kupuję tłumaczenia "jesteśmy razem dla dobra dzieci". Mam wrażenie, że to tylko wymówka, dzięki której ostateczne decyzje można odwlec na święty nigdy. Tym bardziej, że dzieci chyba już takie małe nie są.

  • simply_z 09.03.13, 19:49
    jak nie wiadomo o co chodzi..to chodzi o kasę.Przykro jest rezygnować z komfortu i tyle, a wy dorabiacie jakies ideologie...
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 09.03.13, 23:32
    simply - o pieniądzach też już pisałam i to nie jest powód.
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 09.03.13, 23:31
    kocham_bratki - pisałam już, jakie mam korzyści z trwania w tym układzie i że jestem świadoma, że jakieś są, skoro mimo wszystko niczego nie zmieniam.

    nie użyłam argumentu "dla dobra dzieci", bo wiem, że to zasłona dymna.

    tu chodzi o moje motywy i decyzje.
    pisałam również, że jestem jakby w stanie zawieszenia - cokolwiek długim, to prawda, ale wygląda na to, że brak mi kopa, który popchnąłby mnie do radykalnych zmian.
  • milla_bou 09.03.13, 21:33
    Wątek czytałam dość dokładnie ale może coś przeoczylam, jeśli tak to sorry.
    Pisałas coś o terapii ale nie jak długo ja robiliscie i czy były jakieś "efekty" ?
    Co to była za terapia i kto wpadł na pomysl by ja robić.
    Z tego co zrozumiałam ty znalazłam jakieś tam dowody flirtu...kontaktów, spotkań z kobietami.
    Ale tak naprawde nie wiesz czy Cie zdradził czy nie. On sie nie przyznał prawda?
    Mysle ze to ważne w całym etapie ratowania małżeństwa....czyli to co go skłania do ( jeżeli są) zdrad. Może on to taki pies co dużo szczeka a nie gryzie?
    Pozdrawiam i życze miłego wieczoru
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 09.03.13, 23:44
    terapia to jego pomysł, ale dopiero po tym, jak powiedział, ze "robi wszystko, żeby poprawić atmosferę między nami", a ja go zapytałam, jakie to działania, bo ich nie widzę.

    umówił nas wtedy z psycholożką, byliśmy na kilku spotkaniach, chociaż szlag mnie trafiał widząc, jaka kasa na to idzie. ale ok - porozmawialiśmy. główny zysk dla mnie z tych spotkań to fakt, że słuchałam, jak on mówi - normalnie migał się od tego, twierdząc, że... nie potrafi formułować myśli tak, jak tego oczekuję.

    to w ogóle było zabawne, bo wchodziliśmy tam zgodnie, uśmiechaliśmy się, żartowali i wyglądało to prawie jak spotkanie towarzyskie. w rozmowie wyszło też, ku wyraźnemu zdziwieniu prowadzącej, że generalnie jesteśmy prawie idealnym związkiem i gdyby nie ta "drobna" przeszkoda, żylibyśmy nadal jak radosne wróbelki, spijając sobie z dzióbków.

    oboje mamy o sobie nawzajem bardzo dobre zdanie, mówimy o partnerze w superlatywach. noż kurde, popieprzone. tylko ten szczegół, że on lubi towarzystwo kobiet, a mnie to jakoś idiotycznie przeszkadza...

    nie mam żadnego dowodu fizycznej zdrady, mam za to dowody, że okłamywał mnie i spotykał się za moimi plecami z kobietami, które były na niego napalone, czego dowody widziałam w mailach i esemesach. co z tym robił, pozostaje jego słodką tajemnicą, której on mi nie rozwiąże, ponieważ wiem, że w tych sprawach potrafi kłamać jak z nut.
  • milla_bou 10.03.13, 00:18
    Nie lubie ale musze odpowiadać cytując , bo długie to....
    Twoja historia jest troche podobna do mojej starej z byłym mężem. To tez " dobry chłopak był i mało pił" Kazik


    > terapia to jego pomysł, ale dopiero po tym, jak powiedział, ze "robi wszystko,
    > żeby poprawić atmosferę między nami", a ja go zapytałam, jakie to działania, bo
    > ich nie widzę.
    >
    > umówił nas wtedy z psycholożką, byliśmy na kilku spotkaniach, chociaż szlag mni
    > e trafiał widząc, jaka kasa na to idzie. ale ok - porozmawialiśmy. główny zysk
    > dla mnie z tych spotkań to fakt, że słuchałam, jak on mówi - normalnie migał si
    > ę od tego, twierdząc, że... nie potrafi formułować myśli tak, jak tego oczekuję
    Ech, co do kasy, nie wiem ile sobie teraz liczą ale nie wiecej chyba niż 250 zł , razy 10 nawet wizyt to chyba mało jeżeli posłuchać miałas okazje cool mówi, myśli.....
    >
    > to w ogóle było zabawne, bo wchodziliśmy tam zgodnie, uśmiechaliśmy się, żartow
    > ali i wyglądało to prawie jak spotkanie towarzyskie. w rozmowie wyszło też, ku
    > wyraźnemu zdziwieniu prowadzącej, że generalnie jesteśmy prawie idealnym związk
    > iem i gdyby nie ta "drobna" przeszkoda, żylibyśmy nadal jak radosne wróbelki, s
    > pijając sobie z dzióbków.
    To nie zabawne, to dziwne....dla mńie oczywiście tylko. Nie wiem ale mam wrażenie ze opisujesz to wszystko troche jak osoba z zewnątrz.... Wyglądali ładnie razem , smialis ie i żartowali.... Obserwator.
    > oboje mamy o sobie nawzajem bardzo dobre zdanie, mówimy o partnerze w superlaty
    > wach. noż kurde, popieprzone. tylko ten szczegół, że on lubi towarzystwo kobiet
    > , a mnie to jakoś idiotycznie przeszkadza..
    Lubi towarzystwo kobiet, ok. Każdy lubi, ja tez
    >
    > nie mam żadnego dowodu fizycznej zdrady, mam za to dowody, że okłamywał mnie i
    > spotykał się za moimi plecami z kobietami, które były na niego napalone, czego
    > dowody widziałam w mailach i esemesach. co z tym robił, pozostaje jego słodką t
    > ajemnicą, której on mi nie rozwiąże, ponieważ wiem, że w tych sprawach potrafi
    > kłamać jak z nut.
    A rozmawialiscie o tym? Ty ma dowody niefizycznej zdrady....jakiś młyn straszny. Ale czujesz wiesz że Cie zdradził czy nie?
    Rany, to różnica jest.
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 10.03.13, 01:02
    być może przyjmowanie pozycji obserwatora pozwala mi się bardziej zdystansować, bo jeśli problem dotyczy "onej", to uwiera bardziej, niż mnie. robię to nieświadomie.

    szkopuł w tym, że ja mam schizę na punkcie prawdomówności. nawet dzieci wiedzą, że jak mnie zapytają, czy kupiłam coś słodkiego, to powiem prawdę, choć to oznacza problem, bo będą się domagać, a wcale nie chcę im tego od razu dawać.

    popatrz - jeśli facet, który ma nielimitowane pozwolenie na życie towarzyskie, w tym również kontakty z kobietami (byle nie kolidowały z lojalnością małżeńską) zostaje przyłapany na kłamstwach, spotyka się z kimś za moimi plecami, prowadzi korespondencję o dwuznacznej (a właściwie jednoznacznej) treści i bagatelizuje konsekwencje swoich działań, to coś jest mocno nie halo.

    gdyby chodziło mu o zwykłe pogaduszki, nie miał potrzeby mnie okłamywać.

    nie wiem, jak się "czuje", że partner zdradza, wiem natomiast, jak jest, kiedy małżonek kłamie, oszukuje i nie bardzo wie, o co się czepiam, skoro przeprosił.

    pytanie go, czy mnie zdradził jest bez sensu. odpowiedź "nie, nigdy" nic mi nie daje, skoro mówi to ten sam facet, który potrafił mnie z egoizmu okłamywać bez zmrużenia powiek.
  • milla_bou 14.03.13, 23:49
    Troche sie uczepie rzep jak psiego ogona....terapii jednak. Bo ona przecież po coś jest dlatego tak dużo kosztuje;)
    Akurat to jak sie zachowujecie przed czy po nie ma najmniejszego znaczenia, pozorujecie ładnie, a ze wygladlaiscie jak gołabki przed oraz w trakcie nic wam nie dało....
    Wyglada to najednorazowa wizytę. Bo raczej o terapii mówić nie wypada.
    Oszukaliscie nie tylko siebie a i Pania psycholozke( hihi)
    Dobra, o czym rozmawialiscie na dzien dobry z psychologiem?
    Bo to zazwyczaj tak jest, pytanie; "golabeczki dlaczego do mnie przyszliscie?"
    No i któryś zaczyna mówić....
    Cdn:)

    > być może przyjmowanie pozycji obserwatora pozwala mi się bardziej zdystansować,
    > bo jeśli problem dotyczy "onej", to uwiera bardziej, niż mnie. robię to nieświ
    > adomie.
    >
    > szkopuł w tym, że ja mam schizę na punkcie prawdomówności. nawet dzieci wiedzą,
    > że jak mnie zapytają, czy kupiłam coś słodkiego, to powiem prawdę, choć to ozn
    > acza problem, bo będą się domagać, a wcale nie chcę im tego od razu dawać.
    >
    > popatrz - jeśli facet, który ma nielimitowane pozwolenie na życie towarzyskie,
    > w tym również kontakty z kobietami (byle nie kolidowały z lojalnością małżeńską
    > ) zostaje przyłapany na kłamstwach, spotyka się z kimś za moimi plecami, prowad
    > zi korespondencję o dwuznacznej (a właściwie jednoznacznej) treści i bagatelizu
    > je konsekwencje swoich działań, to coś jest mocno nie halo.
    >
    > gdyby chodziło mu o zwykłe pogaduszki, nie miał potrzeby mnie okłamywać.
    >
    > nie wiem, jak się "czuje", że partner zdradza, wiem natomiast, jak jest, kiedy
    > małżonek kłamie, oszukuje i nie bardzo wie, o co się czepiam, skoro przeprosił.
    >
    > pytanie go, czy mnie zdradził jest bez sensu. odpowiedź "nie, nigdy" nic mi nie
    > daje, skoro mówi to ten sam facet, który potrafił mnie z egoizmu okłamywać bez
    > zmrużenia powiek.
  • flying_ben 13.03.13, 18:21
    Jeśli ustalenie Prawdy coś Ci da, to polecam zabranie męża na wizytę do poligrafera. Koszt badania wcale nie jest duży.
    Tylko mnie się wydaje, że nie o ustalenie Prawdy Ci chodzi, a jedynie o zmianę moralności twojego męża, która (wg mnie) po prostu.. nie jest możliwa.
  • nfrv 10.03.13, 11:18
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 10.03.13, 11:35
    nfrv, jakie masz deficyty, że czytasz historię tak opisanej osoby, a nawet wysilasz się na komentarz?



  • krokodil123 10.03.13, 11:39
    Alicja, próbowałam napisać na prywa, ale chyba nie masz uaktywnianą pocztę jeszcze.
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 10.03.13, 12:05
    krokodil, nie mam poczty gazetowej.

    mogę napisać na Twoją z innego adresu, chcesz? :-)
  • krokodil123 10.03.13, 12:11
    ok
  • kochanic.a.francuza 10.03.13, 12:30
    Rozumiem i wspolczuje. Zycie mamy tylko jedno, tylko raz rodzimy jedno dziecko i to dziecko ma tylko jedno dziecinstwo. My mamy tylko jedno macierzynstwo z kazdym dzieckiem i chcemy je przezyc idealnie, dac co tylko mozliwe w danej rzeczywistosci. Tymczasem ktos, w kim pokladalismy nadzieje zdradza, nie podziela naszych wartosci, oddania. Przylapany bagatelizuje sprawe, niespolodczuwa z Toba, nie rozumie co zrobil z Twoim zyciem. Niestety wsrod mezczyzn popularne jest poczucie, ze maly skok w bok to dla zaladowania baterii, ze w konsekwencji nawet sluzy zonie, dzieciom bo wiecej meskiej energii-wiecej finansowych profitow, i nie ma wiekszych reperkusji dla zycia rodzinnego. Panowie sie w tych opiniach nawzajem potwierdzaja, poklepujac po ramieniu ze zrozumieniem.
    Tymczasem kobieta traci wszystko w co wierzyla. Platforma, na ktorej stalas wraz z rodzina trzesie sie jak przy osmiu stopniach w skali Rychtera. Wszystko sie wali, tlucze i obraca w gruz. Gruzu nie widac bo jest on w Twoim sercu. Co robic? Trzeba mu jakos uswiadomic co zrobil, pokazac ten gruz. Niech zrozumie, ze sam musi posprzatac jesli zalezy mu na rodzinie. Moze pokaz mu ten watek, niech poczyta.
    Rownouprawnienie konczy sie wraz z pierwsza ciaza.
    Prawdziwe rownouprawnienie bedzie, kiedy ciaze bedzie mogl sobie zaaplikowac mezczyzna.
  • kalllka 10.03.13, 12:49
    jesli jaki gruz ala posiada to tylko ten z wlasnych zludzen


    a teraz ala samodzielnie usiadzie, uswiadomi sobie co narobila i sprobuje swoje zycie uporzadkowac
    nie poslugujac cudzymi glowami
    czego ali zycze z calego serca:|
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 10.03.13, 13:47
    kalllka - to jeden z bardzo nielicznych postów Twojego autorstwa, które zrozumiałam ;-)
  • kalllka 10.03.13, 13:55
    i jest to dowod na to, ze gdy owladnieta pragnieniem uprawiania,,, 'pana' tylkiem i po swojemu- niewieles rozumiala o kobietach ludziach i swiecie
    tak wiec straciwszy poczucie rzeczywistosci- stacilas dom i ogrod
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 10.03.13, 13:46
    kochanica - masz po stokroć rację.

    "równouprawnienie kończy się wraz z pierwszą ciążą" - bingo.

    nie ma problemu, mogłabym pokazać mu ten wątek.
    stawiam dobry alko, że jego odpowiedź brzmiałaby "no ale przeprosiłem i CO JESZCZE miałbym zrobić?"
  • mierdolinho 10.03.13, 20:15
    Twoim problemem jest to że Ty dalej wierzysz że on się zmieni. Dla Ciebie. Wierzyłaś zanim się związaliście że dla Ciebie przestanie być kobieciarzem, wierzysz i teraz. I wydaje mi się że tylko po to założyłaś ten wątek. Żeby wśród setki postów pojawił się jeden w którymś ktoś kogo nie znasz opisze historie której nie będziesz w stanie zweryfikować, że jednak czasem ktoś kto zdradza przestaje. Jeśli taka się pojawi to chwycisz się jej kurczowo i będziesz próbowała zignorować wszystkie inne.

    Nie piszę tego żeby Cię pognębić. Większość kobiet na Twoim miejscu zachowywała by się podobnie, w tej liczbie również te które wypowiadały się powyżej. Mało tego, niektóre z nich chętnie przejęły by Twojego partnera "bo przecież dla nich na pewno się zmieni".

    To właśnie tej wiary musisz się pozbyć żeby podjąć racjonalną decyzję czy dalej trwać w tym związku. Bo wbrew pozorom na rozstaniu wcale nie musisz skorzystać - na ten temat to już się nie wypowiem bo nie znam Waszej sytuacji majątkowej, prawnej czy jakiejkolwiek, nie wiem ile masz lat a ile mają dzieci...
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 10.03.13, 22:48
    piszę tu, żeby posłuchać racjonalnych opinii.
    pewnie, że byłoby fajnie poczytać, że on przestanie i będziemy żyć długo i szczęśliwie.
    aż tak głupia jednak nie jestem, żeby właśnie na takie posty czekać ;-)

    na racjonalnym poziomie zdaję sobie sprawę, że rokowania są złe i doszłam do tego już jakiś czas temu. na początku wierzyłam mu, że tamte przedmałżeńskie historie odcina grubą kreską, a rodzina to już całkiem coś innego (tak zresztą, bardzo przekonująco sam to tłumaczył). byłam młodziutka, zakochana i to mi zupełnie wystarczyło.

    po wpadce zaczęłam składać w całość oderwane fakty, w tym również te, które wcześniej ignorowałam, bo nie pasowały do mojej wizji małżeństwa. wyszły mi tak okropne rzeczy, że nie dałam rady wyciągnąć z nich wniosków.

    może właśnie do tego powoli dojrzewam - do emocjonalnego zaakceptowania tego, co rozumowo już wiem.
  • poezja1983 11.03.13, 14:24
    poczytałam Twoje posty. na moje skromne oko niestety nie mam dobrych wiadomości. był czas, że miałam z tym duzo do czynienia. powiedz mi jedno.jak traktowała Twoja teściowa Twego teścia(pisałaś że on też zdradzał- był jak Twój mąż). jezeli podobnie do Ciebie, albo jeszcze łagodniej to myślę,że on naprawdę myśli, że robisz z igły widły.do innego widoku przywykł.co wcale nie tłumaczy jego zachowania. poleciłabym mężowi terapię.
    powiem Ci też inną rzecz. kilka lat temu,myślałam podobnie do Ciebie. mam męża rodzinę,dom. taka wycofana jestem, nie umiem nawiązywać kontaktów itd. ludziemi do szczęścia nie potrzebni.
    to nieprawda.ja kocham ludzi.ale dopiero się do tego przekonałam na terapii. znalazłam przyczyne swego zachowania,amoże raczej moich tłumaczeń. a teraz lubię ludzi,ich historie i wyglądan to że oni lubią mnie.

    a co zrobic w Twojej sytuacji?sama musisz podjąć decyzję.ja bym się tylko nie łudziła że mąż się zmienił i juz nie robi tego co robił. zapewne lepiej się maskuje. niejedna na Twoim miejscu kopnęł bygo w d.... i możetuleży Twój problem. może właśnie nad tym powinnaśsięzastanowić.dlaczego pozwalasz się tak traktować? dlaczego nic z tym nie zrobisz.tym bardziej, że jak sama piszesz,wszystko jest na ciebie spisane, finansowo jesteś niezależna od męża

    powodzenia Ci życzę, bo historia niezwykle smutna
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 11.03.13, 23:24
    rodziców męża nigdy nie poznałam. jego matka zmarła, kiedy był bardzo młody, ojciec w kilka lat później. nie wiem, jakie były ich relacje, słyszałam tylko opowieści o jurności ojca. trudno mi orzec, jak dalece korzystał z wdzięków adoratorek, ale uwielbiał towarzystwo kobiet i chętnie się nimi otaczał. wiem jednak, że próbował również nawiązywać erotyczne relacje, które wykraczają poza przyjęte normy. niestety, małżonek też :-(

    zakochanie to kompletnie odmóżdżający stan - przyjęłam za pewnik, że tamto wszystko to przeszłość, do której nie ma powrotu. teraz dopiero wiem, że ludzie się nie zmieniają.

    jego eks w kilka lat po naszym ślubie napisała mu, że jest kłamcą i krętaczem, który zawsze ma na myśli tylko swoje dobro i nic mu nie da kreowanie się na dobrego człowieka, a prawda i tak kiedyś wyjdzie na jaw.

    nie muszę chyba mówić, jak zdegustowana byłam jej pomówieniami?...

    dopiero dziś zobaczyłam, co jej wtedy odpisał: chyba nie wspominasz naszego związku aż tak źle, ja pamiętam wiele cudownych dni i nocy, kiedy przechodziły cię mocne dreszcze po plecach i nie tylko...

    Boże, jakie to romantyczne.
  • 5th_element 11.03.13, 15:40
    historia jakich wiele, ale za to jak pieknie napisana! tylko co Ty tam w niej robisz? Czekam na ciag dalszy, nawet po wielu latach. Pozdrawiam.
    --
    Nie ma czegoś takiego jak obrażanie uczuć religijnych. Jest tylko wściekłość osób, którym brakuje argumentów, kiedy podważa się ich wiarę.
  • 5th_element 11.03.13, 15:46
    czytam wątek (drugą stronę na razie) i narasta we mnie złość. I myślę, że Twoj humor, lekkość pióra to taka kreatywnosc we wscieklosci jest. Mysle ze jestes na granicy niekontrolowanego pierdutniecia panem o scianę. A potem bedzie tak: ruszyła g* odpowiada za czlowieka.
    Dobrze Ci gadają, skoro taki z niego suk* w jednej dziedzinie to nie liczyłabym na krystalicznosc w pozostalych. Brak mozliwosci zaufania ...i jeszcze kladzenie sie do wspolnego lozka? musisz miec poczucie humoru na poziomie Ani Mru Mru. ale im za to swietnie płacą.
    Dom z ogrodem, kuuzwa to nie wszustko (moze byc ze nie mam to tak gadam, jesli chcesz)
    --
    Nie ma czegoś takiego jak obrażanie uczuć religijnych. Jest tylko wściekłość osób, którym brakuje argumentów, kiedy podważa się ich wiarę.
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 11.03.13, 23:01
    prawdę rzekłszy, wolałabym napisać grafomańską szmirę do Faktu, podpisaną swoim nazwiskiem, niż opisywać tę, kuźwa smętną, MOJĄ historię.

    właśnie, dlaczego ja to sobie robię?
    bo widocznie zakompleksiona jestem i nie wierzę, że zasługuję na coś lepszego.
    że jak już pan mnie wziął i tyle lat trzyma, to szczyt moich miłosnych sukcesów.

    żeby było zabawniej, nigdy mnie nie rozpieszczał komplementami. że jestem seksowna, dowiedziałam się w kilkanaście lat po ślubie, gdy poddawał - niby to żartobliwie - w wątpliwość, czy fakt, że pracuję w jednym pokoju z panem dyrektorem nie zagraża mojej małżeńskiej cnocie.

    (notabene pan dyrektor, szczęśliwy małżonek, szukał sobie panienek na jakimś erotycznym portalu, o czym dowiedziałam się przypadkiem, gdy nieostrożnie przekierował na mojego maila swoją korespondencję - czy oni qwa wszyscy tacy są?????)

    wczoraj wróciłam do maili, wydrukowanych kilka lat temu, po jego pierwszej wpadce. ja załamana, zdołowana pytam go, co to właściwie ma być, a on mi spokojnie, że powinnam też nad sobą popracować. i tu podał przykłady: wychodząc do pracy, powiedziałam dziecku "pa", zamiast go pocałować, a drugiemu nie dość skutecznie szukałam zagubionej zabawki, przez co płakał.

    wczoraj rozmawiałam z kobietą, z którą wydało się za drugim razem, dwa lata temu. przyznała, że oczarował ją, całowali się i gdyby tylko była zdecydowana, wydarzyłoby się więcej. niestety, wtedy odkryłam te ich spotkania. jej też opowiadał, że w naszym małżeństwie sporo rzeczy go uwiera - na przykład, że kiedy wraca, lodówka nie jest wystarczająco zaopatrzona, ja nie celebruję rodzinnych posiłków, a nawet kiedyś... dałam dzieciom zupę ze słoika.

    to wyczerpuje chyba znamiona sytuacji, w której koniecznie trzeba sobie znaleźć pocieszycielkę, prawda?

    zobaczcie, kiedyś trzeba było mówić pani na boku, że "żona go nie rozumie i wcale ze sobą nie śpią", dziś wystarczy się pożalić, że używa w kuchni półproduktów.
    przepraszam, muszę się wyśmiać :-))))))

    a dla równowagi - a już wiem, czemu to toleruję.
    jestem w środku małą dziewczynką, przerażoną, że nikt jej nie kocha.
    i nie mogącą uwierzyć, że ten fajny pan, który obiecał ją miłość i ochronę, może naprawdę nie dotrzymać słowa.
  • materac.francuza 11.03.13, 23:40
    >jestem w środku małą dziewczynką, przerażoną, że nikt jej nie kocha.
    i nie mogącą uwierzyć, że ten fajny pan, który obiecał ją miłość i ochronę, może naprawdę nie dotrzymać słowa.

    Z panami to tak, wiesz, ostrożne prognozy trzeba formułować. Parę lat maks. Jak się uda dłużej, to fajnie. A jak trzaśnie, to trzeba się zwijać. Jeśli pan dochodzi do takich absurdów, że swoją zdradę równoważy Twoim słoikiem z zupą, to chyba sama rozumiesz, dokąd to zmierza? Ty wybaczysz, bo jesteś "mała, przerażona", a strach to bardzo silny motywator w takich sytuacjach, a on będzie dalej się puszczał i jeszcze więcej głupkowatych zarzutów usłyszysz, dlaczego się puszcza. Co do niekochania, wygląda na to, że siebie lubisz. Do pokochania jeden krok. I masz dzieci. Jesteś w bardzo dobrej sytuacji miłosnej na długie lata:). Powodzenia i odwagi!


    --
    Teardrop
  • poezja1983 12.03.13, 08:10
    myslę, że Ty masz jeszcze inny problem. Ty nie wierzysz że teraz mógłby Cię ktoś pokochać. za to jaką jesteś: z półproduktami w kuchni, z "niezgrabnym" szukaniem zabawki, bez buziaków na do widzienia, z panem dyrektorem w pracy...........
    jesteś z pewnością fajna babką, szkoda żebyś tak marnowała sobie życie. na razie z nim jesteś i nie umiesz tego zmienić. ale może pomyśl o sobie. może naprawdę terapia by Ci pomogła uwierzyć w SIEBIE
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 12.03.13, 09:29
    jestem fajna, niegłupia, zaradna, bystra, nie straszę wyglądem.

    kiedy przeczytałam to, co napisałaś, z wielkim trudem powstrzymałam łzy.

    irytują mnie płaczące kobiety.
  • krokodil123 12.03.13, 09:33
    A jak się zastanowisz możesz odpowiedzieć dlaczego takie kobiety cię irytują?
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 12.03.13, 09:50
    bo histeryzują i ryczą, a to objaw braku zrównoważenia emocjonalnego.

    no dobrze, czasami można.
    raz w roku?

    (mam koleżankę, która każdy stres odreagowuje sceną malowniczego ryku, tupania i walenia pięściami w poduszkę. błyskawicznie się po tym regeneruje i wraca do dobrego nastroju).
  • krokodil123 12.03.13, 10:10
    "bo histeryzują i ryczą, a to objaw braku zrównoważenia emocjonalnego.
    (mam koleżankę, która każdy stres odreagowuje sceną malowniczego ryku, tupania
    i walenia pięściami w poduszkę."

    A widzisz różnica między płacze, czuje się źle, wyrażam swoje żale i emocje a robię histerie, wale w oślep i demoluję mieszkanie.

    A w jaki sposób wyrażasz swoje żale i emocje przed mężem?

    Cały czas dążę do tego żeby ci uzmysłowić tego co ja też robiłam źle-że psychopaci żerują na "silnych kobiet" oni dla nich są najlepszą partie pod słońcem.
    Tym dłużej będziesz silna tym dłużej on będzie na to korzystał bez skrupułów.

  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 12.03.13, 10:18
    krokodil - negatywne emocje przekazuję okazywaniem chłodu, czasem jakimiś złośliwościami.

    nie płaczę, nie mówię, że czuję się zraniona.

    czułabym, że się dodatkowo przed nim poniżam i obnażam, okazując totalną bezbronność.

    on psychopatą??
    taki miły, życzliwy facet, co załatwi, zawiezie, naprawi, ugotuje obiad, przyniesie kwiaty.

    krótko po ostatnim kryzysie wróciłam od lekarza z niespodziewaną informacją, że w dwa dni później mam w szpitalu zabieg pod całkowitą narkozą. powiedziałam mu to, pytając, czy mnie zawiezie. odpowiedział, że oczywiście tak. usiadłam przy stole i zaczęłam płakać, kiedy podniosłam głowę, zobaczyłam, że siedzi w fotelu w pokoju obok i czyta gazetę.

    gdy później zapytałam go, dlaczego tak się zachował, powiedział, że widocznie nie zauważył, że płaczę.
  • krokodil123 12.03.13, 10:36
    Skąd ja to znam.....

    alicja_z_drugiej_strony_lustra napisał(a):

    > krokodil - negatywne emocje przekazuję okazywaniem chłodu, czasem jakimiś złośl
    > iwościami.
    >
    No to jak złośliwościami to wychodzi nie że on coś zrobił nie tak a że ty jesteś złośliwa (może nawet bez powodu)


    > nie płaczę, nie mówię, że czuję się zraniona.

    Jak nie mówisz to w jego głowa=nie jesteś zraniona. Facet, sąsiadka czy iksinski nie wróżka i nie wiedzą jak się czujesz.
    >
    > czułabym, że się dodatkowo przed nim poniżam i obnażam, okazując totalną bezbro
    > nność.

    Moje kredo przez 20 lat.


    > on psychopatą??
    > taki miły, życzliwy facet, co załatwi, zawiezie, naprawi, ugotuje obiad, przyni
    > esie kwiaty.

    Zmień sposób komunikowania się, zacni mówić o siebie i o swoich uczuciach a sama się przekonasz.
    >

    > krótko po ostatnim kryzysie wróciłam od lekarza z niespodziewaną informacją, że
    > w dwa dni później mam w szpitalu zabieg pod całkowitą narkozą. powiedziałam mu
    > to, pytając, czy mnie zawiezie. odpowiedział, że oczywiście tak. usiadłam przy
    > stole i zaczęłam płakać, kiedy podniosłam głowę, zobaczyłam, że siedzi w fotel
    > u w pokoju obok i czyta gazetę.
    >
    > gdy później zapytałam go, dlaczego tak się zachował, powiedział, że widocznie n
    > ie zauważył, że płaczę.
  • 5th_element 12.03.13, 12:08
    Alicja, Ty masz bardzo zdrowe spostrzezenia a on robi z Ciebie wariatke. Nie pozwol sobie spie* życia. Facet co go nie rusza zabieg pod narkoza UKOCHANEJ kobiety? Po chuusteczke Ci te jego kwiaty? te pozory? Co Ty koza by Ci falszywe kwiaty przynosic?
    --
    Nie ma czegoś takiego jak obrażanie uczuć religijnych. Jest tylko wściekłość osób, którym brakuje argumentów, kiedy podważa się ich wiarę.
  • 5th_element 12.03.13, 12:06
    > Cały czas dążę do tego żeby ci uzmysłowić tego co ja też robiłam źle-że psychop
    > aci żerują na "silnych kobiet" oni dla nich są najlepszą partie pod słońcem.
    > Tym dłużej będziesz silna tym dłużej on będzie na to korzystał bez skrupułów.
    >

    bardzo dobrze powiedziane. Menda żeruje, ze ofiara bedzie uwazala, ze zrobienie z panem porządku jest niegodne kobiety silnej. Tez nie uwazam, ze okazanie rozczarowania, smutku, zlosci jest okazaniem slabosci. Jest ludzkie. A menda zenil sie z kobieta a nie z cyborgiem i niech to sobie przyswoi. Pieprzniecie talerzem o podloge raz na 20 lat wariatki z Ciebie nie uczyni
    --
    Nie ma czegoś takiego jak obrażanie uczuć religijnych. Jest tylko wściekłość osób, którym brakuje argumentów, kiedy podważa się ich wiarę.
  • krokodil123 12.03.13, 12:13
    5th_element
    > bardzo dobrze powiedziane. Menda żeruje, ze ofiara bedzie uwazala, ze zrobienie
    > z panem porządku jest niegodne kobiety silnej
    . Tez nie uwazam, ze okazanie roz
    > czarowania, smutku, zlosci jest okazaniem slabosci. Jest ludzkie. A menda zenil
    > sie z kobieta a nie z cyborgiem i niech to sobie przyswoi. Pieprzniecie talerz
    > em o podloge raz na 20 lat wariatki z Ciebie nie uczyni

    Zrozumiałam że chodzi o to że prawdziwe silna kobieta zrobiłaby szybciutko porządek w swoim życiu
    A taka co tylko się uważa za silna a wpojono i że ma siedzieć całe życie w kieracie będzie zaciskała zęby baaaaardzo długo do samego końca i to jest dla pana pożytek.
  • 5th_element 12.03.13, 13:59
    tak, o to chodzilo. Wiem, ze mowie i pisze czasem nie zawsze zrozumiale, ale tu wlasnie tak chcialam napisac, dzieki :)
    --
    Nie ma czegoś takiego jak obrażanie uczuć religijnych. Jest tylko wściekłość osób, którym brakuje argumentów, kiedy podważa się ich wiarę.
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 12.03.13, 19:48
    piszecie mi bardzo cenne rzeczy.

    myślę, że powinnyście dostawać przelewy "za konsultacje psychologiczne"
    serio :-)
  • 5th_element 12.03.13, 09:47
    Twardzielka - mama Cie nauczyla, ze tak trzeba, - zgaduje? A g* prawda, nie trzeba. On Cie sprowadza do dodatku do garnituru i sprzątaczki. I jeszcze zdradza Cie z usmiechem na ustach. Powiem Ci tak: moja zemsta bylaby slodka, a do konca zycia odechcialoby mu sie lafirynd.
    --
    Nie ma czegoś takiego jak obrażanie uczuć religijnych. Jest tylko wściekłość osób, którym brakuje argumentów, kiedy podważa się ich wiarę.
  • krokodil123 12.03.13, 10:03
    5th_element napisała:

    > Twardzielka - mama Cie nauczyla, ze tak trzeba, - zgaduje? A g* prawda, nie trz
    > eba. On Cie sprowadza do dodatku do garnituru i sprzątaczki. I jeszcze zdradza
    > Cie z usmiechem na ustach. Powiem Ci tak: moja zemsta bylaby slodka, a do konca
    > zycia odechcialoby mu sie lafirynd.


    No właśnie, chciałam żeby sama Alicja odpowiedziała na to pytanie.

    Jeszcze się spytam czy ona w rozmowach z mężem mówiła, że takie wiadomości o podrywanych kobietach ją ranią i bolą , że czuje się zdradzona, oszukana i poniżona.
    Czy mówiła mu o swoich uczuć czy rozmowa była tak jak tutaj "na żartów".
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 12.03.13, 10:07
    krokodil - skąd wiesz?

    nigdy nie użyłam słowa "zdradzona" czy "poniżona".

    "oszukana" - tak.
  • krokodil123 12.03.13, 10:12
    alicja_z_drugiej_strony_lustra napisał(a):

    > krokodil - skąd wiesz?
    >
    > nigdy nie użyłam słowa "zdradzona" czy "poniżona".
    >
    > "oszukana" - tak.

    Cały czas to piszę-bo ja to robiłam w wyszłam na manowce (tak się mówi?).
    Jak sobie pomyśle to wydaje mi się/jestem pewna, że więcej dbałam o jego komfort niż o moje zdrowie psychiczne.
  • 5th_element 12.03.13, 09:38
    dobrze kombinujesz - to nie jest wystarczajacy powod do znalezienia sobie du*y na boku. Powodem jest on a nie Ty. Jak sie odstawisz jak stróż w Boże Ciało to nie zdążysz odstawic dzieci - zawsze bedzie powod by sie przypierdzielic. Nie krytykuje Cie bron Boze, wspolczuje. Czasem jest tak, ze pomaga, gdy ktos zrozumie, albo gdy sie zobaczy, ze ktos ma tak samo do d* jak my, albo, ze ktos Ci powie "to nie jest fair". No wiec widzisz, pan nie jest fair nie tylko w sprawach d*p, ktorych szuka na boku. Swoja droga zbyt spokojowa jestes, co sie odbija na Tobie (oczywiscie, ze jestem psychologiem, tak samo jak kazdy Polak ;)) Ja bym sie wyladowala, pozbierala te jego maile, zgrala na twardy dysk, zaniosla adwokatowi. I wypierdzielila pana w kosmos. A lafiryndzie /dom, które puszczaly sie z nim wysmarowalabym na drzwiach "tu mieszka ku*wa która rozkłada nogi przed czyimiś mężami". I sadze, ze dopiero wtedy mialabym doskonaly humor, a nie przed tymi dzialaniami.
    --
    Nie ma czegoś takiego jak obrażanie uczuć religijnych. Jest tylko wściekłość osób, którym brakuje argumentów, kiedy podważa się ich wiarę.
  • stokrotka_a 12.03.13, 09:56
    5th_element napisała:

    > A lafiryndzie /dom, które puszczaly si
    > e z nim wysmarowalabym na drzwiach "tu mieszka ku*wa która rozkłada nogi przed
    > czyimiś mężami". I sadze, ze dopiero wtedy mialabym doskonaly humor, a nie prze
    > d tymi dzialaniami.

    Jesteś pewna, że "lafirynda" rozkładała przed nim nogi i że ponosi jakąkolwiek odpowiedzialność w tej całej sytuacji?
  • 5th_element 12.03.13, 12:02
    nie sądze by nie wiedziala, ze sie z żeniatym ciąga. Ale fakt, lafirynda tu drugorzędna jest
    --
    Nie ma czegoś takiego jak obrażanie uczuć religijnych. Jest tylko wściekłość osób, którym brakuje argumentów, kiedy podważa się ich wiarę.
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 12.03.13, 12:48
    te, o których wiem, doskonale wiedziały, że pan jest żonaty i dzieciaty. on zresztą wcale tego nie ukrywał.

    "mam żonę, jest spoko, ale wiesz, ona daje dzieciom zupę ze słoika" - i już były jego :-)))


  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 12.03.13, 10:00
    ej nie, "lafiryndom" dajmy spokój.
    to takie same kobiety jak my - złaknione zainteresowania i miłych słów ;-)
    a on cudnie na tych potrzebach bazuje.

    nie ma innego powodu, dla którego on uprawia ten proceder, niż: bo lubi i bo może.
    gdybym była doskonała w kuchni, pewnie fatalnie prasowałabym jego koszule albo flejowato układała szklanki w szafce. na tyle rozumu mam, żeby to jasno widzieć i nawet się z tego śmiać ;-)

    najpierw przez lata uważałam, że jest kryształowy.
    kiedy się okazało, że nie, bardzo chciałam wierzyć, że to jednorazowe potknięcie.
    potem już nie mogłam ignorować faktów, ale ciągle nie miałam dość siły, żeby wyciągnąć z nich wnioski.

    kiedyś dawno temu rozmawialiśmy w gronie znajomych o tym, czy prawda jest najważniejszą wartością. ja deklaruję, że tak i co by się nie działo, to chcę wiedzieć. na to kolega zaśmiał się rzekł: ty wcale nie chcesz znać prawdy, bo wtedy trzeba z nią coś zrobić.

    wiedział już wtedy?
  • poezja1983 12.03.13, 10:22
    ale dlaczego po moich słowach popłynęły Ci łzy?
    ja nie chcę Ci nic złego powiedzieć.próbuje jakoś do Ciebie dotrzeć. może dowiedzieć się dlaczego postępujesz tak a nie inaczej. z jakiegoś powodu jednak jesteś z tym mężczyzną. dlaczego pozwalasz się tak krzywdzić? bo jak sama piszesz zachowanie męża jest dla Ciebie krzywdzące. dlaczego na to pozwalasz? obawiam się że sama nie dotrzesz do tej prawdy- dlatego piszę o terapeucie.
    teraz z perspektywy czasu i własnej terapii człowiek widzi więcej.a może to dlatego, że sam kiedyś zachowywał się tak irracjonalnie.
  • poezja1983 12.03.13, 10:27
    a emocje trzeba jakoś odreagować.i dlaczego by nie płaczem? co w tym takiego złego.jak sobie nie radzę, czegoś nie rozumiem,to tez czasem popłaczę. ale zawsze staram się szukać rozwiązania trudnej sytuacji.
    kiedys niestety myślałam podobnie do Ciebie- płaczą mazgaje.
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 12.03.13, 10:38
    zareagowałam emocjonalnie, bo widocznie trafiłaś w czuły punkt.

    to dobrze, bo jestem tak "opancerzona", że sama nie dopuszczam do siebie myśli, że jestem krzywdzona.

    jak to mówią wszystkowiedzące ciotki - cudowny facet, zaradny, pracowity, oddany rodzinie, bez żadnych nałogów.

    no oprócz tego, który każe mu potwierdzać swoją męską atrakcyjność u każdej chętnej.
  • stokrotka_a 12.03.13, 10:28
    alicja_z_drugiej_strony_lustra napisał(a):

    > najpierw przez lata uważałam, że jest kryształowy.
    > kiedy się okazało, że nie, bardzo chciałam wierzyć, że to jednorazowe potknięci
    > e.
    > potem już nie mogłam ignorować faktów, ale ciągle nie miałam dość siły, żeby wy
    > ciągnąć z nich wnioski.

    Idealizowanie partnerów to częsty błąd. Nie ty pierwsza go popełniłaś i nie ostatnia. Pamietaj następnym razem, żeby nie popełnićc tego samego błędu. :-)
  • poezja1983 12.03.13, 10:36
    czytam Twoje wpisy i dopiero teraz na to wpadłam.
    a możeTwój mąż jest seksoholikiem? są różne odmiany uzależnienia od seksu- od flirtowania po domy publiczne. teraz to wszystko co opisujesz ładnie gra. nie będę tu się rozwlekać nad takim uzależnieniem. będziesz ciekawa to sobie poszukasz. chcesz to mogę Ci coś podesłać.
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 12.03.13, 10:46
    też o tym myślałam.

    kiedyś znałam takiego jednego - co prawda tylko wirtualnie, ale dzięki temu opowiedział mi o sobie tyle, co nikomu innemu (mówiłam już, że ludzie chętnie zwierają mi się ze swoich problemów? ;-P)

    to był młody, inteligentny facet, robiący karierę w świecie naukowym. mąż atrakcyjnej kobiety i ojciec dziecka, które bardzo kochał. rozwiódł się w końcu, bo nie sypał z małżonką, co ona brała za brak zainteresowania sobą.

    nie był w stanie, bo takie "zwyczajne" bodźce na niego nie działały. noc poślubną zaczął od krótkiej wizyty w burdelu, w kinie erotycznym robił loda przypadkowym facetom, w autobusie wkładał rękę pod spódnice obcym kobietom.

    nie chciał się leczyć, bo uważał, że to i tak nic nie da.

    opowiedziałam tę historię mężowi, nie skomentował jej ani słowem.

    jego nazwałabym raczej erotomanem, o ile mi wiadomo, wystarcza mu zainteresowanie ciągle to nowych kobiet. no chyba że nie wiem o innych rzeczach.
  • poezja1983 12.03.13, 11:08
    erotoman, seksoholik- jedno i to samo.
    w sumie jego zachowania byłyby tylko objawem. reszte chowa w sobie,za grubym murem.i wtedy naprawdę uważa, że przecież nic takiego sie nie stało.
    dopóki on nie odczuje konsekwencji swoich zachowań, nie zmieni ich niestety
  • 5th_element 12.03.13, 12:10
    Nie no Alicja, myslisz ze on sie umawia te zmyslone 300 km od Waszej chalupy tylko po to by jej w slipka popatrzec?
    --
    Nie ma czegoś takiego jak obrażanie uczuć religijnych. Jest tylko wściekłość osób, którym brakuje argumentów, kiedy podważa się ich wiarę.
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 12.03.13, 12:45
    taa, właśnie po to. ona ma bardzo ładne oczy, więc też nic dziwnego, że jak się sprawa rypła i znowu mi się świat posypał, to on do niej pisał w esemesie, że chciałby się z nią spotkać na kawie i patrzeć w jej piękne oczy.,

    jak go zapytałam, łot de fak, to spokojnie wyjaśnił: o co ci chodzi, przecież też mówiłaś, że ma ładne.
  • krokodil123 12.03.13, 13:13
    alicja_z_drugiej_strony_lustra napisał(a):

    > taa, właśnie po to. ona ma bardzo ładne oczy, więc też nic dziwnego, że jak się
    > sprawa rypła i znowu mi się świat posypał, to on do niej pisał w esemesie, że
    > chciałby się z nią spotkać na kawie i patrzeć w jej piękne oczy.,
    >
    > jak go zapytałam, łot de fak, to spokojnie wyjaśnił: o co ci chodzi, przecież t
    > eż mówiłaś, że ma ładne.


    A co się spodziewałaś, jaka odpowiedź oczekiwałaś od niego, co tak na prawdę by cie zadowalało.


  • poezja1983 12.03.13, 13:18
    o a ja szukam przycisku 'lubię to' pod postami koleżanki Krokodil
  • krokodil123 12.03.13, 15:12
    "o a ja szukam przycisku 'lubię to' pod postami koleżanki Krokodil"

    Dziękuję ci bardzo, twoje słowa dają mi wiarę że moje doświadczenie nie poszło na marne.
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 12.03.13, 14:12
    o matko, no wiem, że nie ma zadowalającej odpowiedzi.
    tę przytoczyłam, bo koncertowo robił ze mnie idiotkę.

    a ja nie znalazłam sposobu, jak temu zapobiec.
  • krokodil123 12.03.13, 15:16
    Ale ja się całkiem poważnie pytam.
    Masz jakieś tam podejrzenia o zdradę. Masz wieloletnie doświadczenie jak on reaguje. Do tej pory było zawsze tak samo-ty się pytasz, a on cie zbywa.

    Jak ty wyobrażasz sobie jego odpowiedź, ale taka co by cie zadowoliła i po której miałabyś satysfakcje albo poczucie że problem jest rozwiązany.
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 12.03.13, 15:27
    ok.

    "popełniłem błąd, szukałem nowych doznań, egoistycznie nie myślałem o tym, że to cię rani. proszę, spróbuj mi wybaczyć, a ja postaram się zrobić wszystko, żebyś mogła mi na nowo zaufać".

    a jest tak:
    "to nic takiego", "to tylko znajome", "jeśli ciągle o tym rozmyślasz o jest twój problem", "przeprosiłem i nie wiem, co jeszcze mógłbym zrobić", "jeśli chcesz się rozwieść to sama złóż pozew, ja nie chcę nic zmieniać".

    ja pier...e, teraz widzę, ile w tym uczucia :-(((
  • krokodil123 12.03.13, 15:45
    alicja_z_drugiej_strony_lustra napisał(a):

    > ok.
    >
    > "popełniłem błąd, szukałem nowych doznań, egoistycznie nie myślałem o tym, że t
    > o cię rani. proszę, spróbuj mi wybaczyć, a ja postaram się zrobić wszystko, żeb
    > yś mogła mi na nowo zaufać".
    >
    > a jest tak:
    > "to nic takiego", "to tylko znajome", "jeśli ciągle o tym rozmyślasz o jest twó
    > j problem",
    "przeprosiłem i nie wiem, co jeszcze mógłbym zrobić", "jeśli chcesz
    > się rozwieść to sama złóż pozew, ja nie chcę nic zmieniać".

    >
    > ja pier...e, teraz widzę, ile w tym uczucia :-(((

    Jest gorzej niż myślałam :(((( ,
    chciałam zaproponować ci żebyś zmieniła komunikat i oczekiwania związane z nim.
    A tutaj wychodzi że facet z tych co jasno komunikuje że twoje problemy są twoje problemy,
    mówi o rozwodzie i o tym że nie ma zamiaru się zmieniać.

    Wnioskuję że to ty nie słyszysz co on mówi-dotychczas pisałaś o nadzieje na jego zmiany.
    Nie przyjmujesz do wiadomości że ty/twoje problemy/twoje uczucia go nie obchodzą-a pisałaś o to że on jest cud, miód, opiekuńczy i czarujący.
  • jakkamien 20.03.13, 13:50
    Krokodil, jak piszesz o tym to wydaje sie takie proste:( Jestem w podobnej sytuacji i chyba nie chce usłyszec tego ze jawnie mi mowi, ze ma moje potrzeby w głebokim powazaniu. Wlasnie z krotkiej rozmowy przed chwila weszlam prosto na Twoja wypowiedz i troche mna trzasnelo.
    Alicja, rozumiem Cie, z tym ze mnie meczy ta sytuacja na tyle ze czesto mysle o rozwodzie, ale sie go strasznie boje:(
  • 5th_element 12.03.13, 13:57
    > jak go zapytałam, łot de fak, to spokojnie wyjaśnił: o co ci chodzi, przecież t
    > eż mówiłaś, że ma ładne.

    domyslam sie, ze na Twojke "łot de fak" zareagował "ależ nie bądź wulgarna"? Jak Frycz w "nigdy w życiu"?

    no ja na powyższe zareaguję circlefixem: japierk*rwadolę
    --
    Nie ma czegoś takiego jak obrażanie uczuć religijnych. Jest tylko wściekłość osób, którym brakuje argumentów, kiedy podważa się ich wiarę.
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 12.03.13, 14:16
    hahhaha, jakbyś zgadł/a.

    ja normalnie nie używam wyrazów, zaczęłam dopiero, jak pojawiły się te inne panie.
    on też starannie dobiera słownictwo; kiedyś przy śniadaniu zrobił awanturę, gdy poparzyłam się herbatą i zawołałam przy dzieciach "cholera".

    tak że ten, myśmy som tacy bardziej ą, ę.
    nasze problemy nabierają dzięki temu większego poloru ;-))
  • 5th_element 12.03.13, 15:16
    zatem delikatnie i ą ę pociągnij go do intelektualnie rozwijajacej dywagacji o owych paniac , pieknie ich oczu, może o ich hobbY/ Ze np chcesz się wzorować na rywalkach? Bo to je*ny intelektualista widać. A Ty tymczasem bądź cyborgiem i miej właczony dyktafon w telefonie i empetrójce (tak na wszelki słuczaj).

    PS ja w jego spoglądanie w ich slepia jako jedyny rodzaj dowartosciowywania nie wierze. Ale tak czy tak nie dupczenie jest tu najgorsze a ewidentna zdrada Twojej osoby. I jak bedziesz na tym zabiegu upewnij sie ze:
    1. nie odwiezie Cie
    2. kilka osob poswiadczy to, ze mial Cie gdzies i nie interesowal sie Twoim stanem.


    --
    Nie ma czegoś takiego jak obrażanie uczuć religijnych. Jest tylko wściekłość osób, którym brakuje argumentów, kiedy podważa się ich wiarę.
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 12.03.13, 15:21
    ja też nie wierzę, że o oczy chodzi.
    oczy to może oglądać zupełnie legalnie, a ich właścicielka bywała u często, o dowolnych porach i dnia i nocy.

    zabieg odbył już dawno - zawiózł, odebrał, położył do łózka, zrobił obiad, zadbał o dzieci.
    ideał, c`nie?
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 12.03.13, 15:22
    *bywała u nas
  • poezja1983 13.03.13, 09:00
    zawiózł, odebrał, położył do łózka, zrobił obiad, zadb
    > ał o dzieci.
    > ideał, c`nie?

    NIE
    do ideału mu bardzo daleko. a z reszta ideały nie istnieja w rzeczywistości
  • 5th_element 12.03.13, 12:09
    taa, podpowiadaj jej , ze bidulek nie sam z siebie tylko chorobsko go do obcych pań gna.
    --
    Nie ma czegoś takiego jak obrażanie uczuć religijnych. Jest tylko wściekłość osób, którym brakuje argumentów, kiedy podważa się ich wiarę.
  • poezja1983 12.03.13, 12:26
    a cóż to takiego? ja niczego nie tłumaczę, tym bardziej nikogo. uzależnienie to choroba. jak alkoholizm czy narkomania. choć seksoholizm jeszcze nie nagłośniony na taką skalę w Polsce. ale to nie tłumaczy zachowań misia. zachował się (i mniemam że zachowuje) karygodnie. to się zwyczajnie leczy.ale to tez trzeba chcieć. póki on nie widzi że robi coś złego to nic z tym nie zrobi. i tu jest jej nieszczęście. ona nadal pragnie by on się zmienił dla niej..........
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 12.03.13, 15:08
    "ona nadal pragnie by on się zmienił dla niej.........."

    ona bardzo powoli przyjmuje do wiadomości, że on w ogóle taki jest. a skoro taki jest, to się nie zmieni.

    przeczytałam świetne zdanie: "Zbliżam się do kresu wytrzymałości. Znaczy, moje ciało już o tym wie, umysł jeszcze próbuje protestować".

    od tamtej ostatniej wpadki fizyczność się skończyła. głowa działa wolniej.
  • 5th_element 12.03.13, 12:03
    czuł? faceci tez czują czasami
    --
    Nie ma czegoś takiego jak obrażanie uczuć religijnych. Jest tylko wściekłość osób, którym brakuje argumentów, kiedy podważa się ich wiarę.
  • krokodil123 12.03.13, 15:38
    Czy możesz to też przemailować do US?
  • ikselk 12.03.13, 19:06
    alicja_z_drugiej_strony_lustra napisał(a):

    > zżymając się na bier
    > ną autorkę, która nie bierze odpowiedzialności za swoje życie. przecież to mamy
    > w życiu, na co się godzimy!...(...)
    >
    > nie wiem, co będzie dalej.(...)


    Po prostu to, na co się (z)godzisz. N'est-ce-pas?

    Przeczytałam z uwagą Twój post początkowy i wszystkie następne. Pierwszy mój odruch to "co za biedna, oszukana kobieta".
    ALE po chwili refleksje.
    Nie do końca wierzę w Twą niewinność owieczkowatą, bo wina zawsze leży po obu stronach, a Ty tutaj siebie przedstawiasz jak niewinną owieczkę w tym wszystkim.
    Przecież po pierwsze rozbiłaś poprzedni związek męża (wspomniałaś o ostrzeżeniach ze strony jego "byłej"), dlaczego więc dopiero kiedy ktoś robi Ci takie samo kuku, Ty dziwisz się, że mąż jest z gatunku tych, którzy nie traktują związku poważnie?
    Po drugie: łatwo godzisz się obecnie z brakiem seksu, zatem ewidentnie nie masz potrzeb w tym względzie - nie sądzę, żeby za "dobrych czasów" w Twym związku było inaczej, więc nie dziw się, ze mąż znalazł sobie inne zabawki... Dba o Ciebie i dzieci i Tobie to wystarcza, godzisz się zatem na to, aby mąż miał te zabawki gdzie indziej, godzisz się na to, ponieważ nie mając potrzeb seksualnych przedkładasz stabilność rodzinną i finansową ponad seks.
    To w sumie nic złego, ale nie miej do męża pretensji jako do jedynego winnego całej sytuacji. Poszukaj winy także w sobie. Póki co żalisz się, a tak naprawdę boli Cię to wszystko tylko ambicjonalnie.

    Czego Ty chcesz?

  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 12.03.13, 19:32
    mam to, na co się zgadzam - tak, to prawda.

    "rozbiłam poprzedni związek męża"?
    tak samo, jak on "rozbił" mój.
    byliśmy w innych, zakończyliśmy je i związaliśmy się z sobą.
    tamte były niemałżeńskie.
    jaką moją winę w tym widzisz?
    jego eks się to nie podobało, podobnie jak mojemu eks.
    nikt jednak z siekierami nie latał.
    naprawdę jesteś w pierwszym związku z kimś, kto też przedtem nie miał nikogo innego?


    Twoje "po drugie" również jest chybione.
    z niedoborami seksu godziłam się, choć z trudem, za naszych dobrych czasów.
    to było jednak klasyczne "coś za coś" - uważałam, że poziom libido to jedyna rzecz, jaka nas dzieli i uznałam, że zaakceptuję to, bo cała reszta jest super.

    obecny brak intymności to mój wybór.
    zapewniam Cię, że wcale nie dobrowolny.
    on po prostu tak mi erotycznie obrzydł, ze nie wyobrażam sobie reaktywacji. nie widzę też, żeby jakoś bardzo starał się o powrót do łóżka mną - od czasu do czasu wysuwa propozycję, ale robi to w sposób, który jeszcze bardziej mnie zniechęca.

    to taka farsa, gdzie pan sobie prawdopodobnie dalej sobie hasa, a ja zostałam jak ta głupia z ręką w nocniku.

    tkwię w tym zawieszeniu, bo jedyne wyjście, jakie widzę, to zmiana partnera, a na to nie jestem gotowa.


  • ikselk 12.03.13, 22:16
    > mam to, na co się zgadzam - tak, to prawda.

    Jesteś uczciwa więc.

    >
    > "rozbiłam poprzedni związek męża"?
    > tak samo, jak on "rozbił" mój.
    > byliśmy w innych, zakończyliśmy je i związaliśmy się z sobą.
    > tamte były niemałżeńskie.

    Nie ma znaczenia.

    > jaką moją winę w tym widzisz?

    Taką, że sama nie traktujesz związków trwale ("zakończyliśmy je i związaliśmy się ze sobą") a się DZIWISZ, iż Twój nowy związek nie przetrwał.

    > jego eks się to nie podobało, podobnie jak mojemu eks.

    No własnie, czyli nie były to po prostu rozstania - to było rozbicie związków.

    > nikt jednak z siekierami nie latał.
    > naprawdę jesteś w pierwszym związku z kimś, kto też przedtem nie miał nikogo in
    > nego?

    Tak, od 30 lat po ślubie, wcześniej 7 lat razem - od 2 kl. liceum (ta sama klasa) i całe studia w innych miastach, a jednak...


    > Twoje "po drugie" również jest chybione.
    > z niedoborami seksu godziłam się, choć z trudem, za naszych dobrych czasów.
    > to było jednak klasyczne "coś za coś" - uważałam, że poziom libido to jedyna rz
    > ecz, jaka nas dzieli i uznałam, że zaakceptuję to, bo cała reszta jest super.


    Mam podobnie - tyle ze nie ma mowy o żadnym "z trudem", miłość i uczciwość związku wszystko mi równoważy i wynagradza, o skokach w bok nawet nie myślę, nie interesują mnie ani nigdy nie interesowali inni mężczyźni. Jesteśmy sobie absolutnie wierni, nie ma dla mnie na tym swiecie niczego pewniejszego ponad to oraz nikomu na tym świecie tak nie ufam, jak mezowi i on mnie.


    > obecny brak intymności to mój wybór.
    > zapewniam Cię, że wcale nie dobrowolny.
    > on po prostu tak mi erotycznie obrzydł, ze nie wyobrażam sobie reaktywacji. nie
    > widzę też, żeby jakoś bardzo starał się o powrót do łóżka mną - od czasu do cz
    > asu wysuwa propozycję, ale robi to w sposób, który jeszcze bardziej mnie zniech
    > ęca.

    W Twojej sytuacji, kiedy nie ma miłości, powinnaś mieć kogoś do seksu. Piszę to ja, monogamistka od zawsze!
    Nie ma miłości, nie ma zdrady. A czas leci. Już Ci to tutaj radzono.

    >
    > to taka farsa, gdzie pan sobie prawdopodobnie dalej sobie hasa, a ja zostałam j
    > ak ta głupia z ręką w nocniku.
    >
    > tkwię w tym zawieszeniu, bo jedyne wyjście, jakie widzę, to zmiana partnera, a
    > na to nie jestem gotowa.

    Dojrzej jak najszybciej, zanim się zestarzejesz.
    CHYBA ŻE jednak widzisz szansę na reaktywację, wtedy nie warto robić głupot, warto poczekać, tylko czy WARTO w tym przypadku? - musisz to przemyśleć.

    Życzę szczęścia - z tym lub innym człowiekiem, życzę podjęcia właściwej decyzji, ale powinnaś jakąś podjąć, bo życie i młodość Ci ucieknie.
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 13.03.13, 11:28
    jesteś więc rzadkim przypadkiem bycia z jednym partnerem przez całe życie.
    zapewne zdajesz sobie sprawę, ze to dość wyjątkowa sytuacja i trudno na jej podstawie oceniać związki całej reszty ludzi.

    Twoje pełne zaufanie do małżonka jest piękne i oby na nie w pełni zasługiwał.

    mój związek trwa, mąż nie ma absolutnie zamiaru go kończyć, to jedynie moja decyzja, co będzie dalej. nie dziwię się, że małżeństwo może się rozpaść, dziwię się temu, jak bardzo zakłamanym można być i oczekiwać, że to w niczym nie zmieni małżeńskich relacji.

    a znaleźć sobie kogoś tylko dla seksu? do mechanicznych ruchów nie trzeba mi faceta, do miłości fizycznej potrzebuję zaangażowania.

    czytałam ostatnio fajne zdanie: mężczyzna po zdradzie wciąga spodnie i wraca do domu, kobieta po zdradzie zakłada majtki i wychodzi z domu.

    może to ostatnia rzecz, która pozwoliłaby mi "odczarować" małżeństwo - bzyknąć się na boku, pierdyknąć sentymenty i formalnie rozstać.




  • klamkas 13.03.13, 21:17
    Wiesz... nigdy nie udzielam się na tym forum i tutaj też nie zamierzałam. Ale po tej wypowiedzi nie mogę się powstrzymać.

    Komu zarzucasz zakłamanie? Myślę, że powinnaś zacząć od siebie. Twój związek się zakończył dawno temu i to obustronnie. To co macie to tylko jakiś chory układ. Oszukujesz siebie w wielu kwestiach. Twój mąż cię nie kocha, nie szanuje. A ty się z tym godzisz w imię stabilizacji (bo w poczucie bezpieczeństwa nie uwierzę za skarby świata). Twierdzisz, że upokarzające byłyby płacze, awantury itp. A to życie, które masz nie jest upokarzające? Życie z kimś, dla kogo nie jesteś najważniejsza, ba, nie jesteś nawet żoną w żadnym innym wymiarze poza tym formalnym. Jesteś współlokatorką, kumpelką, współorganizatorką jego życia. Matką jego dzieci. Ale nie żoną... On nie chce rozwodu... Po co miałby go chcieć? To nie on jest stroną skrzywdzoną. Ty może i jesteś chłodna i oschła, ale czemu miałoby mu to doskwierać? Ciepło i seks pewnie potrafi sobie zapewnić w innych ramionach...

    Ja bym się czuła upokorzona takim układem. Czułabym się ukarana żyjąc w takim układzie. Bałabym się, że moje dzieci będą tworzyły w przyszłości patologiczne związki i będą żyły w równie chorych układach. Bałabym się, że kiedyś odkryją, że ich rodzina, dzieciństwo nie były sielanką, którą im wmawiano i poczują się oszukane, pewnie bardziej niż ty przez męża. Kiepska perspektywa dla kogoś kto tak ceni sobie prawdę, nie uważasz?

    I na koniec - twoim jedynym wyjściem nie jest znaleźć sobie innego partnera. Nawet bym ci odradzała - powinnaś najpierw nauczyć się żyć i funkcjonować jako ty, bez partnera. Wyleczyć się, ułożyć wszystko na nowo, odkryć kim jesteś, ty jako jednostka samodzielna.

    Udzielę ci tylko jednej rady - powinnaś skorzystać z pomocy dobrego terapeuty, sama. Życie na jakie się godzisz, to jak pozwalasz się krzywdzić (chociaż twierdzisz, że poza brakiem zaufania twoje życie jest perfekcyjne) i to jak potrafisz oszukiwać samą siebie - to wszystko ma jakąś przyczynę i dobrze jest ją poznać i sobie z nią poradzić, zanim podejmiesz jakieś życiowe decyzje.
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 13.03.13, 22:49
    to strasznie trudne, co mi napisałaś.

    nie zgadzam się z tym, ale nie wiem, w którym miejscu mogę udowodnić, że się mylisz.

    potrzebuję czasu, żeby to przemyśleć.
    i to chyba faktycznie z czyjąś pomocą.
  • klamkas 13.03.13, 23:37
    Szczerze?

    Nie zależy mi na twojej zgodzie. Nie musisz mnie do niczego przekonywać. Na twoim szczęściu też mi nie zależy. Na tym powinno zależeć tobie, czego z twoich postów nie widać... Powinnaś chcieć być szczęśliwa i kochana. A ty wolisz 'stabilizację' (mocno wątpliwą jak dla mnie) i płynięcie z prądem. Piszesz, że rozstanie byłoby dla ciebie karą - a ja myślę, że teraz siebie karzesz, bo odmawiasz sobie prawa do normalnego życia, związku, uczuć, seksu, bliskości, spokoju i prawdziwego bezpieczeństwa.

    Nie chcę cię urazić ani przysporzyć ci bólu - naprawdę uważam, że powinnaś popracować nad sobą z pomocą psychologa, bo to co opisujesz jest przerażające. I nie mam na myśli postępowania męża, ale twoją postawę: niezachwianą wiarę w to, że to idealny mężczyzna i ojciec, zgodę na takie życie i poczucie zadowolenia z niego...
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 13.03.13, 23:42
    to, że się w pierwszym odruchu z Tobą nie zgadzam znaczy, że nadal mocno tkwię w swoich przekonaniach, że to "tylko taki problem", a przecież wszyscy miewają problemy.

    a to, że nie potrafię obalić żadnego z Twoich argumentów, wskazuje, że chyba jednak coś nie tak z moimi przekonaniami.

    i to mnie przeraża.
    :-(

  • gr.eenka 12.03.13, 20:09
    jak ty się włamałaś do drugiego konta męża
    ja nie pamiętam własnych haseł a co dopiero odgadnąć czyjeś?
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 12.03.13, 20:36
    to był splot różnych okoliczności, napędzanych moim amokiem.
    myślę, że na spokojnie nie dałabym rady.

    a tak - w pół godziny weszłam mu na pocztę, znalazłam drugą, włamałam się na nią, poczytałam maile, umarłam i podrukowałam.

    normalnie to dzieci przerzucają mi fotki z aparatu na kompa, bo mnie to przerasta.
  • gr.eenka 12.03.13, 20:55
    w amoku to można komputer potłuc a nie się włamać


  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 12.03.13, 21:01
    ok, nazwij to bardzo silnym stresem z wyrzutem adrenaliny.

    wtedy robi się rzeczy, którym kiedy indziej nie dalibyśmy rady.
  • gr.eenka 12.03.13, 21:13
    alicja_z_drugiej_strony_lustra napisał(a):

    > ok, nazwij to bardzo silnym stresem z wyrzutem adrenaliny.
    >
    > wtedy robi się rzeczy, którym kiedy indziej nie dalibyśmy rady.
    z rzutem adrenaliny to można na drzewo wleźć
  • 5th_element 13.03.13, 09:14
    gr.eenka napisał:

    > w amoku to można komputer potłuc a nie się włamać
    >

    ludzie różnie na stres reaguja. Pamietam siebie na lekcji geografii w SP, gdzie geografica terroryzowała nas tak, ze razu pewnego wstalam i zarecytowałam 3 strony z książki. A nie uczylam sie na pamiec i nigdy wczesniej ani pozniej bez mozolnego wstukania by mi sie nie udalo. Wiec nie odpowiadaj za całą ludzkosc. Ja jej akurat wierze.


    --
    Nie ma czegoś takiego jak obrażanie uczuć religijnych. Jest tylko wściekłość osób, którym brakuje argumentów, kiedy podważa się ich wiarę.
  • gr.eenka 13.03.13, 21:10
    tylko,że to nie kwestia wiary a wiedzy
  • mila2712 12.03.13, 20:57
    alicja_z_drugiej_strony_lustra napisał(a):

    > to był splot różnych okoliczności, napędzanych moim amokiem.
    > myślę, że na spokojnie nie dałabym rady.

    doprawdy nie słyszałam o takiej metodzie ?
    może po prostu wymyślasz ?
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 12.03.13, 21:05
    aście się uczepiły.

    serio to ma aż takie znaczenie?

    w skrócie: jedno hasło zgadłam, na ślad drugiej poczty natknęłam się przypadkiem w ostatniej chwili, kiedy już prawie uspokojona kończyłam przeglądać pierwszą. zakładał ją na naszym kompie, więc przeglądarka podpowiedziała mi hasło pomocnicze do odzyskania hasła. hasło zgadłam, choć nie powinnam go właściwie znać - domyśliłam się go na podstawie tego, co już wiedziałam o tamtej kobiecie.

    czy życzycie sobie jakąś pieczątkę i podpis pod tą relacją? ;-)
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 12.03.13, 21:07
    *przeglądarka wyświetliła mi pytanie pomocnicze do hasła
  • mila2712 12.03.13, 21:11
    alicja_z_drugiej_strony_lustra napisał(a):

    > aście się uczepiły.

    bo my czepialskie jesteśmy :)
    > serio to ma aż takie znaczenie?
    ma i to ogromne
    > w skrócie: jedno hasło zgadłam, na ślad drugiej poczty natknęłam się przypadkie
    > m w ostatniej chwili, kiedy już prawie uspokojona kończyłam przeglądać pierwszą
    > . zakładał ją na naszym kompie, więc przeglądarka podpowiedziała mi hasło pomoc
    > nicze do odzyskania hasła. hasło zgadłam, choć nie powinnam go właściwie znać -
    > domyśliłam się go na podstawie tego, co już wiedziałam o tamtej kobiecie.
    ale z niego d***k :)
    > czy życzycie sobie jakąś pieczątkę i podpis pod tą relacją? ;-)
    pewnie że nie - ochrona danych osobowych ( no chyba że sama się przedstawisz ?)
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 12.03.13, 21:30
    przedstawiłam się w nicku ;-)
  • mila2712 12.03.13, 21:35
    Niech i tak będzie - za ciężki dzień miałam
  • gr.eenka 12.03.13, 21:44
    mila2712 napisała:

    > Niech i tak będzie - za ciężki dzień miałam
    jakie ok?
    ściemnia :)
  • mila2712 12.03.13, 21:50
    gr.eenka napisał:

    > mila2712 napisała:
    >
    > > Niech i tak będzie - za ciężki dzień miałam
    > jakie ok?
    > ściemnia :)
    a ja myślisz powstanie z tej ściemy artykuł tak jak o pewnym panu z sądu ?
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 12.03.13, 22:04
    o tak!!!

    chcę z tego artykuł.
    może być w czymkolwiek: Życie na Gorąco albo Pani Domu.

    popatrzę sobie przy kawie, zmarszczę brew, że takie kurna banalne i przytulę się do męża.

    POPROSZĘ :-(
  • mila2712 12.03.13, 22:09
    nie ma lepszych tytułów ?

    przytulę się do męża ???
  • ursyda 13.03.13, 10:45
    pl.wikipedia.org/wiki/Ironia
  • mila2712 13.03.13, 10:59
    wiem że to była ironia...
    i nic mnie już nie zdziwi ( mam na myśli wpisy autorki wątku )
  • anek80 13.03.13, 15:46
    Przeczytałam cały wątek i mam bardzo mieszane uczucia dot. Twojej motywacji. Patrząc z boku, ja nie mam wątpliwości, że mąż cię zdradza. Ty to w gruncie rzeczy już wiesz, ale wciąż się łudzisz, że jest inaczej bo - w sumie to nie wiem dlaczego - tak jest prościej, wygodniej?
    Zastanawia mnie Twoja bierność w tej sytuacji przez tyle lat, to że dajesz radę tak długo tkwić w tym układzie, chociaż ewidentnie ta sutuacja nie jest dla Ciebie dobra - to trąci wręcz masochizmem. Twoje ciało to już wie i wysyła Ci sygnały, ale ty wciąż je ignorujesz.
    Rozumiem to, że jako osobie uczciwej (wiernej) wobec męża, trudno Ci uwierzyć w jego nieuczciwość. Ale to trwa za długo, fakty są takie a nie inne a ty je bagatelizujesz, racjonalizujesz. Cały czas idealizujesz męża (jest super, na pewno byś go polubiła itp.). A ja czytam, czytam i jedno widzę: Twój mąż z pewnością nie jest ideałem! To oszust i krętacz.
    Twoje niezdecydowanie wydaje mi się mieszanką strachu (że Twoje życie będzie gorsze niż jest teraz), niskiego poczucia własnej wartości (że nie zakochasz się już i nie będziesz szczęśliwa), wygodnictwa i być może lęku przed opinią otoczenia (co powie rodzina, te wszystkie ciocie które tak się zachwycają mężem). Ale strach nie jest dobrym doradcą.
    Kiedy czytam twoje wypowiedzi Alicjo to uderza mnie Twoje opanowanie w tej sytuacji, to że nie okazujesz swoich emocji (bólu, cierpienia) "bo to nie wypada". I to, że postrzegasz się i oceniasz z perspektywy innych osób - głównie męża, ale też mamy, cioci itp. Bardziej przejmujesz się tym, co sobie mąż o Tobie pomyśli (choć on się Twoimi uczuciami nie za bardzo przejmuje), niż samą sobą! Tak jabyś sama dla siebie była najmniej ważna. Na pewno Twoją sytuację utrudnia brak innych kontaktów towarzyskich, przyjaciół, co sprawia że być może wydaje Ci się, że po rozstaniu z mężem Twoje życie się skończy...
    Myślę, że jesteś mądrą i fajną kobietą, dasz radę ułożyć sobie życie i będziesz szczęśliwa. Ale musisz przestać żyć mrzonkami, swoimi wyobrażeniami na temat męża, tylko zaakceptować fakty i to, że ludzie owszem, mogą się zmienić, ale tylko jeśli bardzo tego chcą. A Twój mąż nie dostrzega potrzeby zmian...
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 13.03.13, 17:17
    anek, myślę, że masz sporo racji.

    choć sądzę, że zdanie otoczenia nie ma dla mnie większego znaczenia - to nie ono przezyje za mnie moje życie.
  • trombozuh 13.03.13, 16:40
    A zastanowiłaś ty się koleżanko choć przez moment, jak ta cała sprawa wygląda od jego strony? Bo z Twoich wpisów widzę tylko małą niedojrzałą dziewczynkę, której nie rodzice nie kupili takiej zabawki, jakiej chciała.
  • krokodil123 13.03.13, 16:49
    trombozuh napisał:

    > A zastanowiłaś ty się koleżanko choć przez moment, jak ta cała sprawa wygląda o
    > d jego strony? Bo z Twoich wpisów widzę tylko małą niedojrzałą dziewczynkę, któ
    > rej nie rodzice nie kupili takiej zabawki, jakiej chciała.

    A jak przypuszczasz, jak może wyglądać z jego strony?
  • trombozuh 13.03.13, 17:00
    "A jak przypuszczasz, jak może wyglądać z jego strony?"
    Ano właśnie. W tych wszystkich wpisach nie zauważyłem choć cienia zainteresowania tą sprawą. Współczesny facet jest przez kobiety traktowany jak sprzęt domowy. Ma być grzeczny, dawać kasę i oczywiście być wierny na 100%. Jak coś nie działa, to w ryk, bo wielka krzywda się dzieje. A nawet przez chwilę jedna z drugą nawet nie pomyśli o nim jak o człowieku. Facet to sprzęt. Taki sam jak lodówka czy auto. Jak się zepsuje, to znaczy się, że uszkodzony. Pewnie uszkodzony od samego początku. I żadna nawet przez chwilę nie pomyśli - A może to moja wina? Może to ja coś schrzaniłam? Może to ja traktowałam go jak przedmiot, zamiast z nim szczerze pogadać, jak z człowiekiem, wtedy gdy tego potrzebował?
  • krokodil123 13.03.13, 17:05
    No dobrze, ale jak na razie piszesz co autorka ew. zawiniła.

    A nic nie piszesz o faceta.
    Proszę cie o napisania ew. jego wersji. Ja jestem kobieta i nie mogę ją sobie wyobrazić więc proszę cie o pomoc.
    Napisz co, jak i dlaczego on mógł by odczuwać, myśleć.... jakie ma problemy i co mu się w żony może nie podobać?
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 13.03.13, 17:14
    trombozuh, ja też Cię bardzo chętnie posłucham.

    z mężem zawsze byłam gotowa do rozmowy, niestety, jeśli miała dotyczyć naszych problemów, nie potrafił powiedzieć nic sensownego. najczęściej milczał.

    zarzuty wobec mnie, o których wiem, to że nie jestem dość dobra w kuchni (nie lubię gotowania, ale robię to do lat, bo przecież mam dzieci) i że wykazuję wobec naszego potomstwa zbyt mało cierpliwości..

    pamiętajmy, ze to ja jestem z dziećmi 24/7, bo on często wyjeżdża.
    wszelkie problemy wychowawcze dotyczą głównie mnie.
    on wkracza od czasu do czasu z pogadanką, ale konsekwentne wdrażanie domowych reguł to już moja broszka.

    która z tych wad, Twoim zdaniem, daje mu powody do zdrad?
  • trombozuh 13.03.13, 17:54
    "która z tych wad, Twoim zdaniem, daje mu powody do zdrad?"
    No przecież napisałem to wyraźnie, a Ty nawet tego nie zauważyłaś, kobieto! Zdecydowanie Najczęstszym powodem zdradzania jest brak wzajemnego zrozumienia, brak empatii, brak kontaktu psychicznego, traktowanie drugiego człowieka jak sprzęt.
    Przecież Ty ani przez chwilę się nie zastanowiłaś nad sobą, na tym, co zrobiłaś źle, czy mogłaś mu dać jakiś powód. Ani przez chwilę nie naszła Cię refleksja "A co on teraz czuje". Sam fakt, że na tyle Twoich wpisów tutaj nie zauważyłem nawet śladu myślenia w tych kategoriach świadczy o Tobie jak najgorzej. Ile razy mam to jeszcze napisać, żeby w końcu dotarło?
    Co to znaczy "z mężem zawsze byłam gotowa do rozmowy"? Co to znaczy?? A do seksu też byłaś "zawsze gotowa"? To nic dziwnego, że poszedł do innej....
    Od takiej kobiety, co jest zawsze gotowa do rozmowy się ucieka. Ucieka się do takiej, która rozmawia. Nie raz od święta, tylko cały czas. Bo związek trzeba budować bez przerwy, cały czas się starać, myśleć o tym drugim jak o własnej części - a nie koncentrować się tylko na sobie, jak Ty, mała niedojrzała dziewczynko.
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 13.03.13, 19:32
    no pięknie, pięknie.
    wreszcie ktoś widzi we mnie jakąś winę.

    to przypatrzmy się zarzutom, przecież nie weszłam tu po to, żeby mnie głaskać po głowie.

    sugerowane powody szukania innych pań:

    1. brak wzajemnego zrozumienia - oczywiście!
    tylko powiedz mi, skąd mam wiedzieć, że między nami nie ma zrozumienia, skoro wg mnie wszystko jest fajnie, a żaden z bieżących problemów nie urasta do jakichś wielkich rozmiarów? no po czym byś Ty poczuł, ze coś jest mocno nie halo. może ja jakaś gruboskórna jestem i nie widzę rzeczy oczywistych - serio pytam.

    z mojego subiektywnego (nie mam innego) punktu widzenia wyglądało to tak: jest fajnie, pierdut, jest fajnie, pierdut.

    gdzie popełniłam błąd?

    2. traktowanie jak sprzęt - co to znaczy?
    lubiłam się z nim śmiać, chodzić do kina, na spacery, słuchałam opowieści o pracy, przytulałam się, chętnie chodziłam z nim do łóżka - podpowiedz, jak jeszcze mogłam go traktować, żeby nie czuł się jak przedmiot?

    3. co on czuje?
    wtedy? mówił niewiele, co pozwalało mi sądzić, że generalnie jest ok.
    nie wiem, jak się sprawdza stan myśli, jeśli ktoś się nie skarży, że żona mu nie pasuje.
    teraz? niestety nie mam pojęcia, a on mówić nie chce.

    bardzo się niestety obawiam, że on moje uczucia ma centralnie w końcówce układu pokarmowego. wnioskuję to po tym, jak zachował się w kryzysie: "nic się nie stało, przeprosiłem i czego jeszcze oczekujesz".

    4. na seks nie byłam gotowa "zawsze", ale wystarczająco często, żeby stało się to problemem - bo on sporo rzadziej. za późna godzina, zmęczony, sputniki za nisko latają.

    5. Bo związek trzeba budować bez przerwy, cały czas się starać, myśleć o tym drugim jak o własnej części - a nie koncentrować się tylko na sobie, jak Ty, mała niedojrzała dziewczynko.

    tak jest, psze pana. nie spisałam się.
    tak dla równowagi - jak sądzisz, jak jemu poszło z tym zaleceniem?...


  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 13.03.13, 20:02
    zapomniałam o pewnym zarzucie, który dość często pojawiał się z jego strony: za dużo czasu spędzam przed kompem.

    w czasach przedinternetowych okładałam się książkami i gazetami, net w dużej części je wyparł, bo jest bardziej interaktywny i zawiera więcej różnorodnych treści. do tego zdarzyło mi się w nim zawrzeć trochę znajomości, zazwyczaj bardzo przelotnych i nieprzenoszonych do reala. o ciekawszych zresztą mu opowiadałam.

    był to jego argument: ja spotykam się z kimśtam, a ty siedzisz w necie i gadasz z ludźmi. i nic to, że jego znajomości realne, a moje klikane, że romansu z moich jakoś nigdy nie było. nieważne, ze mówię: zaproponuj coś, chętnie wyjdę z neta i się dołączę.

    nie, to ja daję hasło do kina, na koncert czy spacer. jego aktywność sprowadza się do... no i nie wiem, nic nie przychodzi mi do głowy. terapeutka pól roku temu dała mu zadanie: miał mi zaproponować coś od siebie, coś specjalnie dla mnie.
    na propozycję czekam do dziś.
  • malowanka2977 13.03.13, 20:13
    aż trudno mi uwierzyć, ale Twój mąż to bliźniak mojego, te same teksty, zachowania, sposób działania...
    bardzo Ci współczuje
  • trombozuh 13.03.13, 20:12
    Mówi się do Ciebie jak do ściany. Który raz mam to powtórzyć?
    >>>ANI RAZU nie próbowałaś się zastanowić, co on czuje. Rozumiesz? To cała Twoja wina - tylko tyle i aż tyle.<<<
    Nawet z autem raz na rok jeździ się do przeglądu. Mimo że żadnych stuków z silnika nie ma i lampka się żadna nie zapala. A Ty - "mówił niewiele, co pozwalało mi sądzić, że generalnie jest ok." Ha ha ha...... No to ci się auto rozkraczyło na środku drogi, kochana.
    Wasz seks to tylko odbicie w pigułce całego waszego związku. Ty myślisz, że on nie chce. A on bardzo chce. Ale nie z Tobą. Oczywiście, w Twojej małej główce się to nie mieści, pięcioletnia dziewczynko. Nawet ci to przez myśl nie przemknęło.
    Wcale nie mówię, że cała wina jest po Twojej stronie. Bardzo możliwe, że on jest takim samym niedojrzałym palantem jak Ty....
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 13.03.13, 20:56
    trombozuh, rozczulasz mnie :-)

    jak się robi przegląd męża?
    choćby raz do roku?

    od początku małżeństwa nasze potrzeby się rozjeżdżały, po co się zatem hajtał z kimś, kto go nie pociąga? nigdy nie dawał mi żadnego sygnału, że nie lubi ze mną, wręcz przeciwnie, tylko że mniej niż ja bym chciała.

    to mówisz, że powinnam już wtedy go na wariografie zbadać?

    bo ja teraz sądzę, że on raczej nie wyrabiał, bo nie tylko ja chętna, ale i inne w kolejce i dlatemu miałam reglamentowane.



  • trombozuh 13.03.13, 21:06
    Naprawdę, jak do ściany.
    pl.wikipedia.org/wiki/Empatia
    W szczególności, polecam zwrócić uwagę na ostatnie zdanie tego artykułu.
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 13.03.13, 21:09
    to ostatnie zdanie jest o mnie, jak mniemam.
    często jestem tak postrzegana.

    pomóż mi więc, proszę.
    skoro tak trudno mi to zrozumieć, bo mam emocjonalne braki, napisz mi, co robiłam źle. co powinnam inaczej. jak byłoby dobrze.

    w punktach, bo tak najłatwiej chwytam.
  • trombozuh 13.03.13, 21:30
    Rozbrajające :-).....................
    Pa.
  • trombozuh 13.03.13, 22:03
    PS. Na miejscu Twojego faceta uciekałbym gdzie pieprz rośnie.
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 13.03.13, 22:06
    tak, ucieczka to najlepsze wyjście.

    szerokiej drogi.
  • zuzi.1 13.03.13, 22:20
    Alicjo, Ty nic nie robiłaś źle, trafiłas byc może na faceta, który jest psychopatą (lub socjopatą) i stąd taki rozwój tego małżeństwa. Bardzo mi przykro. Życzę Ci, żebys spotkała w czasie swojego hobby jakiegoś fajnego mężczyznę i zdecydowała się na opuszczenie tego pseudo męża, bo jak wszyscy wiemy, ten pan się nie zmieni i lepiej nigdy nie będzie, nawet gdybys stanęła na przysłowiowych rzęsach. Tu nie ma Twojej winy, facet jest zaburzony i się nie zmieni. Niejeden marzy o takiej kobiecie jak Ty, miałaś po prostu pecha...Ale można ten układ zmienic, tylko trzeba do tego dojrzec, nie ma sensu wybaczac, bo to do niczego dobrego nie doprowadzi. Powodzenia.

    Polecam kilka blogów:
    www.mojedwieglowy.blogspot.com
    www.terapiaprzezpisanie.blogspot.com
    www.uciekamdoprzodu.blogspot.com
  • zuzi.1 13.03.13, 23:00
    To w czym teraz tkwisz to współuzależnienie. Ponadto w pełni zgadzam się z tym co napisała klamkas:

    "I na koniec - twoim jedynym wyjściem nie jest znaleźć sobie innego partnera. Nawet bym ci odradzała - powinnaś najpierw nauczyć się żyć i funkcjonować jako ty, bez partnera. Wyleczyć się, ułożyć wszystko na nowo, odkryć kim jesteś, ty jako jednostka samodzielna.

    Udzielę ci tylko jednej rady - powinnaś skorzystać z pomocy dobrego terapeuty, sama. Życie na jakie się godzisz, to jak pozwalasz się krzywdzić (chociaż twierdzisz, że poza brakiem zaufania twoje życie jest perfekcyjne) i to jak potrafisz oszukiwać samą siebie - to wszystko ma jakąś przyczynę i dobrze jest ją poznać i sobie z nią poradzić, zanim podejmiesz jakieś życiowe decyzje."
  • zuzi.1 13.03.13, 23:14
    "Życie na jakie się godzisz, to jak pozwalasz się krzywdzić (chociaż twier
    > dzisz, że poza brakiem zaufania twoje życie jest perfekcyjne) i to jak potrafis
    > z oszukiwać samą siebie - to wszystko ma jakąś przyczynę i dobrze jest ją pozna
    > ć i sobie z nią poradzić, zanim podejmiesz jakieś życiowe decyzje."

    Tą przyczyną może byc autorko np. Twój dysfunkcyjny dom rodzinny, może ale nie musi, często jednak w takich sytuacjach taką przyczyną niestety jest.

    "Dom dysfunkcyjny to dom, w którym występuje przynajmniej jeden z poniższych objawów:
    1. Nadużywanie alkoholu, narkotyków bądz leków (przepisanych lub zdobytych nielegalnie);
    2.Zachowania kompulsywne w rodzaju ustalonego raz na zawsze jadłospisu, obowiązkowych prac, przymusowego sprzątania w każdą sobotę, skrupulatnego oszczędzania, manii "higienicznej" czy sportowej, rytualnej gry na przykład w toto-lotka i tym podobne. Mają one charakter nałogowy i chorobliwy, niezwykle skutecznie niszczą intymnosc rodzinną oraz rzetelne kontakty między domownikami;
    3. Patologia seksualna (kazirodztwo, uwodzenie dziecka);
    4. Bezustanne napięcia i awantury;
    5. Długie okresy "cichych" dni między rodzicami;
    6. Zasadniczy konflikt wartosci, racji i reguł wyznawanych przez rodziców, połączony z wciąganiem weń dzieci;
    7. Rywalizacyjna postawa rodziców względem siebie lub względem potomstwa;
    8. "Głowa rodziny" męska lub żeńska, która nie potrafi nawiązac należytych stosunków z domownikami i wyraznie ich unika zrzucajac winę na innych;
    9. Surowosc i sztywnosc w sprawach finansowych, religijnych, seksualnych, uczuciowych, politycznych, scisłe przepisy dotyczące oglądania telewizji, spedzania czasu, trybu zycia i tym podobne. Obsesje takie szkodzą wszystkim, poniewaz uniemozliwiają normalne ludzkie kontakty."

    Przeczytaj książkę "Kobiety, które kochają za bardzo", jest w niej dobrze wyjaśnione w jaki sposób dzieciństwo w dysfunkcyjnym domu rzutuje na wybory w zyciu dorosłym, w tym na wybory partnerów i na to, na co taka osoba w życiu się godzi i jak to sobie tłumaczy.
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 13.03.13, 23:21
    kurcze, mój dom chyba nie był dysfunkcyjny, chociaż oczywiście w rodzinie zdarzały się, jak wszędzie, jakieś problemy.

    te blogi, które mi poleciłaś, już kiedyś czytałam, tak z ciekawości.
    bardzo współczułam dziewczynom, że dały się wkręcić w takie chore relacje.

    BO PRZECIEŻ JA PANUJĘ NAD SWOIM ŻYCIEM I MNIE SIĘ TO NIGDY NIE PRZYDARZY.
  • krokodil123 14.03.13, 08:06
    >ANI RAZU nie próbowałaś się zastanowić, co on czuje. Rozumiesz?
    > To cała Twoja wina - tylko tyle i aż tyle.<<<

    Jeszcze nie doczytałam wczorajszych postów do końca, może i napisałeś.

    Jak nie proszę cie napisz wreszcie konkretnie co on czuje.
  • lucerka 14.03.13, 09:09
    Alicjo, mysle, ze tomozuh jest tu nie bez racji.

    Problemy w malzenstwie tudziez w zwiazku to DYNAMIKA OBOJGA PARTNEROW a ta kryje sie zawsze pod powierzchnia wzajemnych zarzutow.
    Bezsprzecznym jest to, ze maz postapil nieslusznie wobec Ciebie oklamujac cie i zdradzajac.
    Jednak wykorzystujac wasza fantastyczna wiez moglabys sie pokusic o szczerosc z sama soba i zrobic przeglad swoich wlasnych reakcji, akcji i nastawienia wobec rodziny, zdobyc sie na ta szczerosc wobec meza.

  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 14.03.13, 09:47
    lucerka, wcale tego nie wykluczam, że w jakiś sposób przyczyniłam się do tej sytuacji...

    nie kurna, wcale tak nie czuję.

    wiesz czemu?
    bo jak mam z kimś problem, to idę to tej właśnie osoby, żeby o tym pogadać, niechby i opieprzyć, dać znać, że coś jest mocno nie halo.

    idealizuję obraz mojego małżeństwa, bo jednak nadal uważam, że nie działo się w nim nic, co w jakiś sposób tłumaczyłoby jego postępowanie.

    jeśli miałaby być to reakcja na jakieś nasze problemy, do których nawet i ja się przyczyniłam, to nie remontuje się domu, podkopując jego fundamenty.

    wywalam tutaj bebechy i nie mam żadnych powodów, żeby zatajać coś ważnego, co mogłoby mieć wpływ na naszą sytuację, a czemu czułabym się winna.

    powtarzam - on szuka sobie innych pań, bo może i bo lubi.
    problem nie polega na tym, że ja jestem tak złą żoną, którą trzeba zdradzić, żeby odreagować.
    problem polega na tym, że ja jestem już zaliczona, a tyle innych kobiet ciągle czeka niezagospodarowanych.
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 14.03.13, 09:52
    ...i jeszcze:

    kiedy terapeutka pytała nas o problemy, jakie mieliśmy w związku przed kryzysem, oboje zgodnie nie wymieniliśmy żadnych. on fajny mąż, ja żona ok. pani psycholog dłuższą chwilę usiłowała jednak coś znaleźć, ale nie wyszło.

    wygląda na to, że inne panie pojawiły się z kosmosu i jak komety weszły w tor kolizyjny z naszym cudnym małżeństwem. istna hiszpańska inkwizycja.
  • trombozuh 14.03.13, 12:27
    "kiedy terapeutka pytała nas o problemy, jakie mieliśmy w związku przed kryzysem, oboje zgodnie nie wymieniliśmy żadnych. on fajny mąż, ja żona ok. pani psycholog dłuższą chwilę usiłowała jednak coś znaleźć, ale nie wyszło."
    Jak to wyjaśnisz, skoro podobno od początku mieliście problemy z dopasowaniem libido? A to jeden z poważniejszych możliwych problemów w związku, który zawsze rzutuje na resztę.
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 14.03.13, 13:56
    mówiłam już o tym - uznałam, że jeśli to jedyny problem, to warto zredukować swoje (czyli moje) oczekiwania, skoro cała reszta funkcjonuje, jak uważałam, bez zarzutu.

    terapeutka również to usłyszała.
  • greedex5 14.03.13, 14:02
    > mówiłam już o tym - uznałam, że jeśli to jedyny problem, to warto zredukować sw
    > oje (czyli moje) oczekiwania, skoro cała reszta funkcjonuje, jak uważałam, bez
    > zarzutu.
    Ale ta reszta, to co? Przepraszam ale trochę jakbyś z koleżanką mieszkała.... Ale teraz już chyba jesteś świadomość że ten jego brak szczególnego entuzjazmu do zbliżeń wynikał z faktu że pewnie wyeksploatował się poza domem :(
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 14.03.13, 16:57
    no nie z koleżanką, bo przecież prowadziliśmy życie erotyczne, które ja zresztą oceniałam wysoko, a też nigdy nie słyszałam, żeby on się skarżył. to tylko kwestia częstotliwości, a przecież nie wszyscy mają taki sam poziom potrzeb - tak rozumowałam.

    wersja, że część sił witalnych eksploatował poza domem, jest dla mnie strasznie trudna do przyjęcia, bo to by oznaczało, że jego upodobanie do innych kobiet trwało właściwie przez całe nasze małżeństwo. wtedy zaś moje przekonanie, że na początku całe lata było super, byłoby bez sensu. chociaż nie - jemu na pewno byłoby super ;-)

    przyznam, że bardzo chciałabym poznać prawdę.
    niestety, od niego się jej nie dowiem.
  • greedex5 14.03.13, 20:44
    > wersja, że część sił witalnych eksploatował poza domem, jest dla mnie strasznie
    > trudna do przyjęcia,
    Może wcale tak nie było. On jest starszy, teraz pewnie ma z 50 lat? Może ma mniejsze potrzeby. A może jakieś szczególne i Tobie było mu głupiej powiedzieć niż komuś bardziej obcemu. Teraz czytam całą książkę o orgazmie, ciekawe :)
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 14.03.13, 21:04
    jak mniejsze, to po co mu tyle damskich równoległych znajomości? na poezji zna się słabo, chyba że słuchał, jak one recytują.
  • lucerka 14.03.13, 10:35
    Zaryzykuje przypuszczenie, ze sama siebie nie szanujesz, nie ucinajac lba sytuacji, w ktorej to jestes zdradzana, oklamywana.
    Maz, zdracajac ciebie, godzi rowniez w dobro rodziny, takze dzieci. Ty pozostajesz bierna.
    Jak on ma cie szanowac skoro ty na to wszystko pozwalasz?
    Postaw granice, ultimatum, jednoczesnie starajac sie zrozumiec motywy jego postepowania i badz konsekwentna. I wiem, ze latwo sie pisza a trudniej robi. Jednak za biernosc placi sie czasem orgomna cene.

    Co do problemow w waszym zwiazku, ktore tak ciezko wam bylo zlokalizowac przed terapeuta....sam fakt, ze oboje nie potrafiliscie wymienic niczego, co by was w sobie denerwowalo, ranilo jest dla mnie li tylko dowodem na bardzo powierzchowne podejscie do siebie i niechec (blokade wewnetrzna? moze strach?) do zaangazowania sie w prawdziwy, emocjonalny i dojrzaly zwiazek.
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 14.03.13, 10:52
    myślisz, że to zbyt powierzchowna ocena związku?
    ale ja kurde zupełnie szczerze uznawałam go za bardzo dobry :-(

    a teraz paradoksalnie uważam, że szanuję siebie, odcinając się emocjonalnie od tego syfu.
    nie czuję się w żaden sposób poniżona, bo nie może mnie poniżyć facet, który lata na boki - to jego decyzja i on sam sobie wystawia świadectwo.

    jakie granice mam postawić i jakie ultimatum?
    zrobiłam to za pierwszym razem, miał nie wracać do swoich upodobań, tamta historia miała być jednorazowa - nie udało się.

    moją granicą jest własna intymność, w której już go nie ma.

    ta reszta życia, w której funkcjonujemy jak zawsze, pozostaje właściwie bez zmian.

    to jak rodzaj amputacji - odcięłam fragment z gangreną, pacjent nadal żyje.
  • krokodil123 14.03.13, 11:08
    Mi psycholog powiedział że całe życie dbałam o dom, dzieci, mąż i małżeństwo a nigdy o własną psychikę.

    No nie mów mi że jak mąż robi pokazówka z lodówką powiedzmy i to w domu przed dziećmi to ty się odcinasz i wszystko po tobie spływa.

    Właśnie to jest nasze największe oszustwo. Oszukujesz się że nic nie czujesz a tak nie jest.
    Gromadzisz negatywne emocje i to się odbiję na zdrowiu.
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 14.03.13, 11:27
    zaraz po tym wszystkim przyczepiły się do mnie dwie dolegliwości, na których leczenie lekarze nie bardzo mają pomysł i obie się wloką za mną do dziś.

    jedna związana jest z niewłaściwie działającym systemem immunologicznym, druga z zaburzeniami gospodarki hormonalnej.
    jak byk widać, że to reakcja ciała na zaburzoną psyche :-(

  • krokodil123 14.03.13, 11:39
    Tak, tak.....ja miałam ścięcia że trafiłam na mądrych lekarzy.
  • lucerka 14.03.13, 11:55

    Wierze, za tak ocenialas ten zwiazek.
    I byc moze byl on dobry, moze sie po drodze cos zmienilo miedzy wami na co oboje byliscie slepi. Spekuluje tylko, bo nie jestem w stanie tego stwierdzic nie znajac stanowiska twojego meza.

    > jakie granice mam postawić i jakie ultimatum?
    > zrobiłam to za pierwszym razem, miał nie wracać do swoich upodobań, tamta histo
    > ria miała być jednorazowa - nie udało się.

    Konsekwencja wskazana. Rozstanie? Tymczasowe rozstanie? On wie, ze ma cie w garci. Ukaralas go brakiem seksu i bliskosci? Nie dla niego...on sobie znalazl sposob aby sie realizowac.

    > to jak rodzaj amputacji - odcięłam fragment z gangreną, pacjent nadal żyje.

    To, ze chcialas sie tu na forum wygadac swiadczy o bolu, ktory nosisz w sobie, ktory cie zzera.
    Podziwiam cie, ze dalas rade odciac sie od tego chocby czesciowo.
    Preferujesz wygodne zycie rodzinne i nie chcesz nic zmieniac, rozumiem cie tutaj.
    Jednak ta rana nie przyschnie jesli maz i ty nie osiagniecie porozumienia. Ta rana bedzie w tobie ropiec i sie babrac.
    Pisalas pare razy, ze nie jestes gotowa na odejscie. Z twoich postow wynika, ze nie obce ci sa refleksje nad wlasna osoba. Miej oczy otwarte, na meza i na sama siebie. Na wszystko przyjdzie czas.
    PS Zapomnialam dopisac, ze przykro mi, ze cos takiego cie spotkalo. I wiesz co? Chrzanic pusta lodowke...powies ulotke na lodowce z numerem dobrej pizzerii.
  • krokodil123 14.03.13, 10:37
    powtarzam - on szuka sobie innych pań, bo może i bo lubi.
    problem nie polega na tym, że ja jestem tak złą żoną, którą trzeba zdradzić, żeby odreagować.
    problem polega na tym, że ja jestem już zaliczona, a tyle innych kobiet ciągle czeka niezagospodarowanych.



    Ale chwila, chwila, wcześniej na końcu drzewka pisaliśmy o lodówce.
    To jak są niezaliczone kobiety i chce je zaliczać to niech sobie to robi.

    Ale czy musi cie poniżać ośmieszając cię , stawiać w czarnym świetle, podważać twoje kompetencje jako matka powiedzmy, obsmarowywać cię przed innymi kobietami, skarżyć się na twoje działania etc.
  • ina_nova 14.03.13, 10:28
    Przypominasz mi swoimi wypowiedziami pewnego patologicznego osobnika, którego miałam okazję w swoim życiu spotkać.

    > Wasz seks to tylko odbicie w pigułce całego waszego związku. Ty myślisz, że on
    > nie chce. A on bardzo chce. Ale nie z Tobą. Oczywiście, w Twojej małej główce s
    > ię to nie mieści, pięcioletnia dziewczynko. Nawet ci to przez myśl nie przemknę
    > ło.

    To to jak biedny misio nie chce z nią, to niech powie uczciwie, że spada z domu i niech szuka laski, co go kręci. No ale widzę, że lubisz budować stereotyp zagubionego chłopca, na którego cały świat ma dmuchać by czasem kolanka nie rozbił. Dorośnij.
    --
    „Każdy facet boi sie tego, że po ślubie dziewczyna zetnie włosy,
    przybierze na wadze i przestanie dawać mu dupy"
  • 8viktoria 13.03.13, 17:01
    Jak czytałam twoją historię, myślałam że w kilku punktach popełniłaś plagiat :)
    U mnie jest dokładnie to samo. Idealny facet, idealny związek... i nagle jeden sms który otworzył mi oczy. On oczywiście się upierał, że nie wie skąd taka wiadomość na jego komórce, że to tylko znajoma i że nie wie czemu mu wypisuje takie rzeczy.
    Potem dostałam olśnienia - przecież jeszcze jest druga komórka... a tam ... lepiej nie wspomnę. On z początku przeprasza, potem jest zirytowany moim zachowaniem. Twierdzi, że sama dopisuje sobie jakieś hostoryjki, że on mnie kocha. Potem odkryłam maila, na którym były zdjęcia rożnego typu.
    Oczywiście nie wiem czy mnie zdradził fizycznie. On się zarzeka, że nie. To jednak co zrobił - zdradził moje zaufanie, moje uczucie które go darzyłam. Mówi że mnie kocha i pewnie dlatego utrzymywał kontakt ze swoją koleżanką prawie rok....
    Czemu jeszcze z nim jestem.... nie wiem... bo jest mi żal tych lat :(
  • alicja_z_drugiej_strony_lustra 13.03.13, 17:09
    8viktoria, przybij piątkę.

    jesteśmy słabe, wiesz?

    czepiamy się dobrych rzeczy, ignorując niewygodne fakty.

    to taki mechanizm obronny, racjonalizacja, żebyśmy zniosły tylko tyle, ile potrafimy.
    reszta potem.
    albo nigdy.