Ratowac to małżeństwo czy nie? Jak żyć? Dodaj do ulubionych


Trzy miesiące temu mąz oświadczył mi,ze ma mnie dość i rozwodzi się ze mną.
Zaczął oskarżać mnie o rózne rzeczy, m. in. o to, że naciągnęłam go na
dziecko 12 lat temu, jestem wyrachowana, wykorzystuję go, wymyśliłam sobie
depresję, zeby nim manipulować,od kilku lat mam byc moze kochanka/ów, bo nie
miałam ochoty na seks, nie sprzątam tak jak powinnam, nie pracuję, źle
zajmuję sie dziećmi itd. To był szok. Niedowierzanie, łzy, strach. Prosiłam
go o szansę na ratowanie naszego małżeństwa i tak w jeden dzień ratowaliśmy
na drugi on twierdził, ze to bez sensu i rozwodzimy się. Gdy emocje opadły
postanowiliśmy ratować, było przez kilka dni cudownie, aż do pewnego
czwartku, gdy wrócił o pierwszej w nocy. Na drugi dzień okazało się, ze
wieczór spędził z kobieta. Wtedy bomba pękła. Okazało się, ze od ponad roku
prowadzi bardzo intymne, erotyczne rozmowy z była dziewczyną (sprzed 13 lat),
wspominaja dawne czasy, skarżą się na swoich współmałżonków, rozważają
wspólne pójcie do łóżka, spotykają się potajemnie od pół roku. Boże myślałam,
ze umrę, jak to odkryłam. Powód chęci rozwodu? "Koleżanka otworzyła oczy"
mojemu męzowi i pokazała jaką ma wstretną, wyrachowaną i złą żonę, w
przeciwieństwie do niej. Dzielnie podtrzymuje go w jego wątpliwościach i
wtyka mu nowe. To bardzo bolało. Chciałam ratowac te małżeństwo, chciałam
walczyć. Trzy tygodnie temu wyjechaliśmy, ustaliliśmy, ze będziemy jednak
ratować, spróbujemy, choć on musi odnaleźć miłość do mnie w sobie, musi się
zastanowić czy chce byc ze mną itp.
A ja? Ja teraz zastanawiam się coraz częściej czy chcę być z nim. Nie umiem
mu zaufać, nie potrafię byc blisko z nim jak dawniej, jakaś szyba stanęła
między nami, niby się widzimy, a jednak... W niedzielę była nasza rocznica.
Róze, kolacja, łóżko, ale nie było bliskości, i nie było słowa Kocham cię z
jego strony. Znów bolało. I boli tak bardzo, ze jak wczoraj kolega zartem
powiedział do mnie słoneczko to się rozpłakałam, bo ja wciąż czekam kiedy
znów usłyszę to od męża. Nie ma czułych słów, gestów, jest szara
rzeczywistość i seks.
Najgorsze jest to, ze ja nigdy nie pracowałam, w trakcie małżeństwa zrobiłam
studia, nie mam pracy ani doświadczenia. Jeśli on albo ja odejdę jak sobie
poradzę? Za co będę żyła z dwójką dzieci? Gdzie mieszkała? Co robić? Bo tak
zyć się nie da.
A dzieci? Córka 12 lat i synek 5. Mąż w kółko poza domem, z dziećmi mały miał
kontakt. Córka o wszystkim wie i stwierdziła, ze nie czuje potrzeby
mieszkania z ojcem, jak chce odejśc niech idzie. Ale to nieprawda. NAgle
zaczęła się starać, zaczęła dbać o swój pokój (do czego nie szło jej nigdy
zagonić), często rozmawia z ojcem, nawiązali jakiś bliższy kontakt ze sobą.
Synek nie wie i nie rozumie, ale czuje. Stał się nadpobudliwy, krzyczy bez
powodu, płacze, trudno się z nim dogadac, jest niegrzeczny. Ostatnio zaczął
sikać w różnych miejscach, np. w pokoju do wiaderka, do samochodu na
korytarzu ...I wciąż dopytuje sie o ojca, chodzi za nim, chce z nim rozmawić,
cieszy się jak tata wraca do domu. Boze to niesamowite jak takie dzieci mają
instynkt samozachowawczy! One robią wszystko, zeby tatę zatrzymać w domu!
Jesli się rozejdziemy jak one to zniosą? Jak ja sobie poradzę? Czy warto
ratowac to wszystko?

Przepraszam za długi post, ale musiałam sie wygadać. Boję się.
chryzokola
Przeczytaj całą dyskusję
  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Zadaj pytanie na Forum

Za darmo

Na każdy temat

Tysiącom użytkowników

Zapytaj

Bestsellery

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.