Dodaj do ulubionych

Znacie socjopatów?

01.09.13, 17:24
Paczta co znalazłam:

"Wszyscy ich kiedyś spotkaliśmy. Są charyzmatyczni i lubiani przez wszystkich, wydaje się że znają się na wielu rzeczach. Mimo to, coś jest nie do końca w porządku. Jeśli jesteś bliską osobą dla socjopaty albo co gorsza jeśli jesteś z taką osobą w związku, czeka cię destruktywny związek pełen cierpienia. Zaufaj przeczuciom - jeśli masz jakieś wątpliwości na temat tej osoby, bądź czujny, nawet jeśli inni, którzy nie znają jej tak dobrze jak ty mówią, że postępujesz głupio. Zapoznaj się ze znakami ostrzegawczymi zanim będzie za późno. To zaburzenie osobowości może zniszczyć życie osób które mają bliższy kontakt z socjopatą.

Pozja jego/jej przyjaciół. Prawdziwy socjopata będzie bardzo lubiany przez wiele osób, ale nie będzie miał żadnego bliskiego przyjaciela. Będą opowiadali o rzeczach, które robili z przyjaciółmi, ale przyjaciele się z nimi nie kontaktują - zamiast tego socjopata ma braki w głębokiej świadomości społecznej, więc jest jest przyjacielem na dobre ale nie na złe. Przeanalizuj swoją znajomość. Czy tę osobę obchodzi, że jest ci źle czy będzie reagowała w mechaniczny sposób? Jeśi ta osoba zrobiła kiedyś coś złego to czy rzeczywiście żałowała, czy przeprosiła tylko dlatego, że się tego od niej oczekiwało?

Weź pod lupę kwestie moralne, poczucie dobra i zła. Prawdziwy socjopata nie czuje tych zasad i zdaje się nie zauważać, że jakiekolwiek zasady albo prawo odnosi się też do niej. Nie będzie według nich postępował w codziennym życiu. Taka osoba nie odczuwa odpowiedzialności za swoje uczynki. Jeśli coś się dzieje to zawsze jest wina kogoś innego. Prawdziwy socjopata nie czuje potrzeby płacenia rachunków na czas, pozostawania wiernym w związku i dotrzymywania słowa.

Dowiedz się ile możesz o ich przeszłych związkach od rodziny i znajomych. Tylko dlatego, że on/ona mówi ci, że jego/jej małżeństwo to była porażka, nie oznacza że musisz temu wierzyć.
Socjopata pamięta rzeczy w ten sposób, żeby zawsze być w pozytywnym świetle. Będą się starali, żebyś się o nich troszczył/troszczyła - tylko po to, żeby manipulować tobą jeszcze bardziej.

Zdaj sobie sprawę z tego, że socjopaci to patologiczni kłamcy. Będą kłamać na każdy temat i odwracać kota ogonem jeśli zarzucisz im kłamstwo. Celem kłamstw jest manipulacja innymi, która jeśli się udaje, jest dla socjopaty źródłem satysfakcji. Będą zarzucać innym rzeczy, którym sami są winni (nie mając przy tym poczucia winy), jak na przykład romansowanie na boku. Rozpoznaj iluzję wielkości - socjopata jest swoim największym fanem. Jako ekspert we wszystkim, socjopata czuje się mądrzejszy od innych i sprawia, że inni ludzie czują się przy nim gorsi."

Wiem, długie.

A piszę do dlatego, że poznałam jakiś czas temu dziewczynę, którą wszyscy bardzo lubią, ale mi w niej coś nie klika. Najpierw zrobiłam rachunek sumienia - może to ze mną jest coś nie tak, może jej podświadomie czegoś zazdroszczę... ale nie, niczego takiego nie znalazłam. W sumie zastanawiały mnie małe rzeczy - kiedyś opowiadała o spotkaniu, które nie miało prawa się zdarzyć, bo osoba którą miała spotkać była gdzieś indziej. Później jak spytałam ją o wrażenia z pobytu w miejscu, które generalnie szokuje ludzi biedą i ludzką niedolą to rzuciła jakiś frazes, zupełnie bez emocji. Związków kilka, wszystkie krótkie, przyjaciół wielu, ale trudno wskazać taki bliższy krąg. No i stanardowo cały czas tokowanie o sobie. Było wiele takich małych rzeczy i dopiero jak poczytałam sobie o socjopatach to wszystko mi się przejaśniło. Znacie takich ludzi?
Obserwuj wątek
    • zamysleniee Re: Znacie socjopatów? 01.09.13, 17:42
      Wczytałam się i prócz kilku rzeczy to prawie idealny opis osoby która jest w moim dośc niedalekim otoczeniu. Z czasem osoba nie do zaakceptowania i wywołująca wiele negatywnych odczuc. Chęc zastrzelenia to mało. Ostatnimi czasy bardzo ograniczony kontakt i stwierdzam, że świat jest czasem piękny.
      --
      ...
    • altz Re: Znacie socjopatów? 01.09.13, 19:50
      Za długie i skomplikowane, żeby było prawdziwe. :-D
      Zdarzają się osoby, które mają zasady w nosie, byle im się dobrze wiodło, a zasady są po to tylko, żeby tej osobie było dobrze.
      Znam takie osoby.
    • ipsetta Re: Znacie socjopatów? 01.09.13, 20:40
      miałam koleżankę - wiecznie wymagającą pomocy, biedulka, wiecznie smęcącą, wiecznie niewywiązującą się z przeróżnych zobowiązań. otaczający ją świat, zdarzenia, zamiary ludzi odbierała opacznie, jakby widziała wszystko w krzywym zwierciadle.
      miała mnóstwo znajomych, i mnóstwo z nich traktowała jako swoich przyjaciół - potrafiła się zwierzać z - wg mnie - bardzo intymnych spraw iluś osobom z osobna.
      lubowała się także w układach/romansach/zalotach z facetami, i tu jakoś bidulką nie była do momentów, w których zostawała porzucona.
      wg mnie dziewczyna miała coś z psychopatki.
    • logiczne.sprawy Re: Znacie socjopatów? 02.09.13, 11:25
      Tak, znam - jednego. Syn znajomych.
      Ma 17 lat. Nigdy nie wiem kiedy kłamie, a kiedy mówi prawdę. W zasadzie to on, wg mnie, żyje we wlasnym świecie iluzji, wymysłów. Kiedyś pojechał na motorynce poza miasto. Motorynka się zepsuła, a że musiałby ją pchać kilka kilometrów do domu, położył motor przy drodze, sam obok motoru, zamknięte oczy. Auto się zatrzymało, kierowca wezwał pogotowie - zabrało go na sygnale. Po jakimś czasie przyznał się o co naprawdę chodziło. I takich kwiatkow jest mnóstwo. Na szczęście nie utrzymujemy kontaktów, bardziej o jego wyczynach od znajomych słyszymy. Teraz na topie jest szantażowanie ojca, że musi mu zakład przepisać, bo jak nie to on mu pod nosem konkurencję wybuduje.... Skąd weźmie pieniądze nie wiadomo.
    • pochodnia_nerona Re: Znacie socjopatów? 02.09.13, 22:08
      Znam. Młody facet, spieprzył kawałek życia rodzicom,i żonie, dziecku, pewnemu innemu gościowi, chcąc udowodnić sobie, że jest tak dobry, jak on, a najciekawsze jest to, że nic go to nie nauczyło. Zawsze najważniejszy jest on, on ma najfajniejsze pomysły, on jest bóstwem i całym światem. Bóstwo nie może zostać nawet lekko skrytykowane, bo od razu rozpoczyna ordynarny atak. Facet, który jest niesamowicie kreatywny i ma wielu znajomych, a jak czegoś chce, to góry poruszy, a dostanie, jest koszmarny, samo przebywanie z nim kilka godzin dziennie traktowałam jako takie czyśćcowe męki ;-)
      --
      Pojawiam się i znikam, i znikam, i znikam...
    • magadanskaya Czy to jest z książki 03.09.13, 06:25
      pod tytułem "Psychopaci są wśród nas"? Jeśli tak, to trafiłaś idealnie - zakupiłam przedwczoraj tę książkę i jutro jadę odebrać :)

      A co do meritum - znam, to znaczy wydaje mi się, że znam jednego socjopatę. Wszystko na to wskazuje, koleś ma nawet wyrok w zawiasach. Niestety, pech chciał, że to mój szwagier. Niesamowicie fałszywy, wyrachowany człowiek, który potrafi kłamać w żywe oczy i z zimną krwią posuwać się do okrutnych zachowań, by osiągnąć swoje cele.
      Cóż, mam nadzieję, że ta książka dostarczy mi trochę więcej wiadomości na temat osobowości dyssocjlanej (bo to jest fachowa nazwa tego zaburzenia osobowości).
      --
      dzie_rze

      http://www.youtube.com/watch?v=zanYf6c-DpA
      • magadanskaya Re: socjopata vs psychopata 03.09.13, 10:15
        wydaje mi się, że na ogół tych terminów używa się zamiennie, jednak w środowisku specjalistów zdarza się rozróżnienie na psychopatów - ludzi, których osobowość jest zaburzona w wyniku defektów mózgu oraz na socjopatów - osoby również z zaburzoną osobowością, u których jednak geneza ich zaburzenia wynika nie tyle z uwarunkowań biologicznych, co socjologicznych.

        Tak mi się coś roi, że to chyba o to chodzi ;P

        O ile psychopata może urodzić się wszędzie - nawet w rodzinie bogobojnych intelektualistów-bogaczy, o tyle socjopatę definiuje środowisko, zapewne też styl wychowania, etc.

        --
        dzie_rze

        http://www.youtube.com/watch?v=zanYf6c-DpA
    • allerune Re: Znacie socjopatów? 03.09.13, 13:21
      Myślę, że opisany tu przypadek jest dosyć ekstremalny. Ja znam taki przypadek, ale jest spowodowany ADHD i osoba ta nie ma prawie żadnych przyjaciół, czy to dalekich czy bliskich.

      Znam natomiast przypadki osób "umiarkowanie socjopatycznych", które są generalnie dobrymi ludźmi, stosują się do wszystkich norm społecznych, nie szkodzą innym (a nawet pomagają jak mają humor), ale po prostu totalnie brak im empatii i nie potrafią wartościować uczuć. Co ciekawe właśnie dzięki temu są poza pewnymi gierkami i konfliktami. Dzięki temu wszyscy ich lubią, ale wiedzą, że "ten typ tak ma".
    • blind40 Re: Znacie socjopatów? 15.01.15, 09:27
      znam, dlatego tu jestem moj maz -byly policjant bryluje czaruje na zewnatrz a w domu z rdzina gehenna dramat egoistyczne skrajny narcyzm a ja sie nie zorientowalam ....dopoki nie wyladowalam u pscyholog a terapii bos adilam ze robie cos nie tak bo zjadal moja pozytywna energie a jasno mi psyhcokog powiedziala ze ....TO NIIE JA POWINNAM SIEDZIEC U NIEJ mimo ze dodala ze na socjoptow nie wynalezli technik terapeutycznech i co wy na to? jakby mnie ktos strzelil w serce mamy corenke ktora swiata poza tata nie widzi a mi sie serce kraje gdy patzre jak sie bawia 'chwilowy zapal' meza tylko . (bo dluzej pan maz nie wytrzymuje w zabawie szybko sie nagle meczy i od razu wtedy woli wlaczyc tv z dzieckiem i namawia a bajki byle nie samemu sie nie oddac zabawie ...) pozew wisi na wlosku a ja cagle mam watpliwosci bo corcia taka wesola gdy szaleje z nim ale wiem zekiedys moze miec do mnie pretensje za to co widziala uslyszala i doswiadczyla a ja z tym nic nie zrobilam, macie rade jak przetrwac jak sie nie dac wciagnac w jego 'milusie gadki' a potem i tak 'walnie jak obuchem' w czuly punkt bo sadzi ze 'zalagodzil sytuacje ' manipulant jeden. musze jeszcze czekac z wyprowadzka pare miesiecy i nie wiem juz jak mam ucxiekac przed nim ale to ja powinnam uciekac a ie corka prawda? a ze na weekend jade ja odciac sie od tego toksycznego zwiazku to nie znaczy ze corka tez bo pyta mnie 'a czemu tatus z nami nie jedzie'?.......co za przegrana sprawa musialam ponarzekac sluchajcie
    • xyz_adl Re: Znacie socjopatów? 14.11.17, 17:08
      Witajcie dziewczyny...
      Część 1/2
      Pierwszy post... Próba podniesienia się po związku z .... socjopatą? psychofagiem? czy normalnym człowiekiem, a to ja jestem nienormalna...?
      Już wariuję tu, siedząc sama, myśląc i analizując.
      Czy jest tu ktoś, kto może mi pomóc?
      Jestem DDA. Od tego zacznę ... nigdy nie układało mi się w związkach. Zawsze było coś nie tak. Dużo wycierpiałam. W końcu poznałam przyszłego męża, Araba... pomyłka na całego. Kłamał, zdradzał, w końcu się rozeszliśmy...
      Po jakimś czasie poznałam X. Niech będzie mu tak na imię. Poznaliśmy się w internecie, oczywiście. Świetnie nam się rozmawiało, mnóstwo podobieństw od pierwszych wiadomości, maili. Dużo pisał, często dzwonił i opowiadał o sobie, o tym, jak minął jego dzień..
      Dużo dzwonił. Zasypiał nawet wieczorami ze słuchawką przy uchu i rozmawiał ze mną. Grał na gitarze.... NO IDEAŁ !! W weekendy chciał mnie widywać - mieszkaliśmy w innych miejscowościach. Wolał mnie zamiast kolegów. NO IDEAŁ !!
      Zraniony - po siedmioletnim związku zdradziła go (i odeszła od niego) dziewczyna (nazwijmy ją Z). Ale on dalej o nią walczył. Wybaczyłby jej. Chciał do niej wrócić. Ale już miał założony profil na portalu randkowym i spotykał się z innymi dziewczynami, idąc do łóżka na pierwszej randce.
      Dziewczyna zła – Z – wpadła do niego… właściwie do wspólnego ich mieszkania, bo na pół kupili, razem kredyt brali, meblowali, wykańczali… po resztę swoich rzeczy. Kiedy X nadal się starał, prosił, błagał o powrót… Niestety, Z miała pecha, bo drzwi otworzyła jej obca osoba płci żeńskiej YY(to ta poznana na portalu, z którą na pierwszej randce poszedł do łóżka). X tłumaczył, że przecież chce pokój wynająć, że to osoba zainteresowana przyszła oglądać mieszkania, a X musiał koniecznie pilnie gdzieś wyskoczyć z domu. No i tak … Prosił, błagał, ale Z odeszła…
      X próbował jeszcze szukać jakichś dziewczyn, kilka nawet znalazł. YY była z nim cały czas .. chociaż ona się zakochała i nie chciała przestać do niego wypisywać (taka jest wersja X. Co się okazało, on także do niej pisał. Ale nie przy mnie. Nazywał ją „Kociu”, „Myszko”, itp. – te same słowa, którymi i ja byłam nazywana, jak się później okazało. Tęsknił za nią i chciał jej twarz widzieć w kamerce, bo przecież tak dawno jej nie widział…
      Moja znajomość z X kwitła, miłość kwitła. Choć miałam być ostrożna. No ale słowa X „Proszę, nie okłamuj mnie. Pamiętaj, że prawda jest najważniejsza. Wszystko trzeba budować na prawdzie. Ja już zostałem zraniony….” sprawiły, że ufałam coraz bardziej. NO IDEAŁ !! Ufałam bardziej i bardziej. Coraz bardziej Bo przecież wolał spotykać się ze mną, niż z kolegami… NO IDEAŁ !! „Skąd Ty się wzięłaś? Gdzie Ty tyle czasu się ukrywałaś?” pytał …
      Mówił, że pewni znajdę sobie innego, a potem go zostawię. Bo kobiety lubią być pewne, że kogoś mają i odchodzą. Że na pewno w innym się zakocham...
      I tak przeprowadziłam się do wielkiego miasta, gdzie on mieszkał. Znalazłam pracę. Pomógł mi znaleźć mieszkanie. W sumie to jeździł, oglądał i wybrał najładniejsze. Wyremontował je – tzn odnowił, pomalował ściany. Ba, pomógł się przeprowadzić !! NO IDEAŁ !!
      No i tak wszystko było idealne… Przeprowadziliśmy mnie i rozpoczęliśmy się spotykać. No ale tak się stało, że X mieszkał u mnie… albo ja u X. Dość szybko zdecydowaliśmy się (zdaje się, że za namową X) poszukać wspólnego mieszkania – bo po co utrzymywać dwa, skoro można płacić za jedno wspólne…. (o tym później)
      No i tak pomieszkiwaliśmy sobie raz u mnie, raz u niego.. W końcu X postanowił pójść z kolegą na piwo. Myślę sobie – pewnie, niech idzie. Wróciłam ze szkoły (studiowałam zaocznie kolejny kierunek), X siedzi i pije z kolegą wódkę. Wróciłam, poznałam jego przyjaciela, pożartowaliśmy (sympatyczny gość)… Kolega mówił, że mogę z nimi iść w sumie, ale X się to bardzo nie podobało. Pamiętam, że się pokłóciliśmy o coś i wyszli na to piwo. X jeszcze wrócił przepraszać za kłótnię. Że kolega nawet z byłą X zawsze się świetnie dogadywali, że on to się lubi skumać, a potem z niego żartować… Ale przeprasza i ucieka już do kolegi.. Zadowolona, szczęśliwa, poszłam spać . Ba, X dzwonił w środku nocy. Ostatni telefon wykonał koło 23 (o ile dobrze pamiętam). Mówił, że jest super, że chodzą po mieście i on właśnie załatwia chłopakom (bo dołączył do nich jakiś inny) dziewczyny. Przyjaciel X był żonaty. Potem nie było z X kontaktu. Dzwoniłam, pisałam.. na dwa telefony. Nic. Cisza. X zadzwonił do mnie o 8 rano. Chyba nawet po 8. Pijany nadal. Twierdził, że nie wie, co z nim się działo… Nie pamięta, film mu się urwał. Wściekła byłam, ale postanowiłam to wyjaśnić. Płakał, stał ledwo na nogach, śpiewał mi piosenkę taką trochę naszą. Potem wpadł w histerię. Że już nie ma siły, że przeprosił, a ja ciągle się nad nim znęcam, że on już nie może… Poszedł spać. Ja zawaliłam szkołę, zostałam z nim. (SIC!)
      I tak coraz mniej podobały mi się jego wyjścia, ale nie było ich wcale jeszcze tak dużo. Raczej wracał do siebie czasami i mówił, że on to musi się wcześnie spać położyć, wypocząć i urywał się kontakt o około 20. Podejrzane… Nic to, rozumiałam, choć było mi smutno.
      Słyszałam, że jak to możliwe, że ja nie mam pretensji o nic (o wylane piwo, zbitą szklankę, cokolwiek), że on to przyzwyczajony do pretensji ciągłych jest ….
      Po 2,5 miesiąca postanowiliśmy zamieszkać razem. Po co utrzymywać dwa maleńkie mieszkanka, kiedy można zapłacić za jedno i mieszkać u siebie? Znaleźliśmy ładne mieszkanko, postanowiliśmy je wynająć.
      Ja miałam swoje mieszkanie w swojej mieścinie rodzinnej, on swoje (tzn na pół kupione na kredyt z Z). Każde z nich było wynajmowane. X namówił mnie do sprzedaży, zdecydował się sprzedać swoje. Sprzedaliśmy mój samochód, bo po co nam dwa. Za te pieniążki spłaciliśmy Z (tzn. X spłacił – to, co należało się jej za udziały w mieszkaniu). No ale tak… myślę- ma rację.
      Sprzedało się jego mieszkanie, namówił mnie na sprzedaż mojego. Przecież możemy inwestować w nieruchomości tu, w dużym mieście i zarabiać z tego więcej. „Dźwignia finansowa” mówił…. „Wkład własny, resztę na kredyt, najemcy będą spłacać, a my zarabiać. I tak możemy sobie dużo mieszkań kupić”. Bałam się, ale po zapewnieniach (po około roku znajomości) „Ja już duży jestem, trochę przeżyłem, wiem, czego chcę od życia.” Zaufałam, sprzedałam swoje mieszkanie i wszystko poszło gotówką do jego rąk.
      I tak kupił sobie pierwsze mieszkanie na wynajem. Potem moje. Oba z minimalnym wkładem własnym. Później kolejne swoje… Ja samochodu nadal nie miałam, bo on kupował różne rzeczy i sprzedawał. Mieliśmy wspólne konto oszczędnościowe, na które oboje wpłacaliśmy pieniążki, ale on tylko wypłacał, używał, „inwestował”. (no ok., pewnie coś tam zarabiał).
      Osobiście się psuło. Od początku… w sumie. Kiedyś zajrzałam mu do telefonu. Bo dziwiły mnie te jego wizyty u koleżanek – często zostawał na noc, bo one przecież tak daleko mieszkają. I zazdrości o mnie… Nie odbierał telefonów od koleżanek przy mnie – odrzucał, mówiąc, że nie chce mu się rozmawiać. Miał urodziny… nie zapomnę słów do jednej koleżanki „A, u mnie nic nowego. Przeprowadziłem się . (… chwila ciszy, koleżanka pewnie o coś zapytała)… No tak jakoś wyszło”… Koleżanki na oczy nie widziałam. Okazało się w tym telefonie, że wtedy kiedy szedł do siebie spać (kiedy jeszcze nie byliśmy razem), to wychodził pić na miasto. O 2 czy 3 w nocy z koleżankami się ustawiał… mówił, że ma dla nich prezenty… itp…
      Wszystko to pamiętam… wzbudzało to wszystko we mnie podejrzenia, szukałam dalej. I wyszukiwałam kolejne kłamstwa. Wszystko jakoś tłumaczył…
      Kłótnia goniła kłótnię.. kolejne kłamstwa, dziewczyny… Jedna była nazwana imieniem przyjaciela, do którego szedł na noc… okazało się (bo zostawił telefon, a ja zobaczyłam), że kolega jest płci żeńskiej… Ta płeć żeńska przewijała się bardzo długo. Ostatecznie nie spotkał się wtedy z płcią żeńską. Owa „płeć żeńska” przewijała coraz częściej ….
      X bardzo lubił wychodzić na „piwo” z kolegami.
      • xyz_adl Re: Znacie socjopatów? 14.11.17, 17:09
        Część 2
        Lubił wracać o dziwnych, rannych godzinach z numerami telefonów nowych kobiet… zdjęciami kobiet w telefonie. Strasznie tego nie lubiłam. Ale on zapewniał, że tylko „poznaje ludzi”. Że nieważne, czy to mężczyzna czy kobieta – czego ja się czepiam – człowiek to człowiek. Ok – myślałam – może się czepiam. Sytuacji takich było coraz więcej… Oczywiście, telefonów ode mnie nie odbierał – bo ja go nękam, bo się czepiam, bo mam pretensje… Każdy inny telefon odebrał, każdy obcy numer. Ale nie mój.
        On wychodził sam. Nigdzie razem do towarzystwa nie wychodziliśmy. Jeśli już – rzadko – to tylko z moimi znajomymi. I wtedy potrafił „odwalić”. Kiedyś do dziewczyny w pubie zaczął się odzywać, nazywając mnie swoją siostrą..
        Wróćmy do „płci żeńskiej”…. Oj… to była historia. Okazało się, że zdradzał mnie z tą dziewczyną konkretnie. Wyjeżdżałam do rodzinnego miasteczka, na weekend z mamą (co strasznie mu się podobało), on spotykał się z nią. Ciągle ona. Ukrywał, wszystko hasłował. Hasło w komórce zmieniał chyba codziennie ! Powiadomienia smsów od koleżanek powyłączane… Każda prosba o szczerość, podważenie jego wersji kończyło się awanturą i wmówieniem mi, że się czepiam.
        W końcu, kiedy zaczęłam rzucać jak z rękawa cytatami jego rozmów z ową „płcią żeńską” przyznał się do zdrady.
        Przez ponad 3 lata związku nie poznałam ani jednej jego koleżanki. Jeździł do nich, spotykał się z nimi, kłamiąc, że jedzie do najlepszego kumpla. Ba… jedna wstawiła nawet na fb zdjęcie dwóch całujących się osób (ich cieni w sumie)… z podpisem „today.. tonight”. Traf chciał, że X wtedy był akurat u niej … Nawet kiedy on jechał na spotkanie z koleżanką do centrum.. i ja do centrum na spotkanie z kimś na tę samą godzinę, NIE MOGLIŚMY jechać tą samą taksówką.
        Każda kłótnia kończyła się tak samo.. Zawsze obracał wszystko tak, że jest to moja wina, że on zna te zagrywki, że jestem opętana, że mnie nienawidzi. Każda kłótnia to było rozstanie.
        Słyszałam, że obiecywał sobie, że grubej dziewczyny nie będzie miał, a tu mu się taka trafiła. W Boże Narodzenie powiedział, że jak nie schudnę do końca lutego, to ode mnie odejdzie…
        Słyszałam ciągle „ale ci się fajny miś trafił” – kiedy przeglądał się lustrze. „Miś to dobry człowiek” … itp…
        Rybiki były w domu, bo nie sprzątam i syf jest. Że jestem bałaganiarą, że nie ogarniam…
        Mieszkaliśmy 5 min drogi od jego pracy. Ja miałam 1,5 -2 godz. drogi do pracy w jedną stronę. On jeździł autem, ja komunikacją, „bo gdzie ty zaparkujesz”….
        Sprzątanie, gotowanie (oczywiście, większość dań ugotowanych przeze mnie była…. średnia), pranie… nie miałam sił codziennie latać i układać rzeczy, odkurzać i myć podłóg…
        Wszystkie próby zwrócenia mu uwagi, zauważenia, że zrobił coś inaczej niż powinien… To wszystko odbierane było za atak i pretensje. Wszystko kończyło się awanturą.
        Dochodziło do rękoczynów…
        Nie mam już sił. Ciągle mówił o rozstaniu, o odejściu . Bo ja jestem zła, bo ja nie daję mu spokoju, czasu dla niego itp. Itd…
        Im bardziej on uciekał, tym bardziej moja podświadomość chciała z nim być. Chciałam razem na wakacje wyjeżdżać (on wolał z chłopakami, każdy wyjazd był okupiony kłótnią i awanturą). Kiedy jednak wychodziłam z domu, on siedział i pił piwo, grał na konsoli, oglądał youtube…
        Urodzin, imienin i dnia kobiet też nigdy nie miałam zachwycających. I zawsze to była moja wina.
        Hobby... Miałam swoje ... ale co nie próbowałam o nich mówić, zawsze ignorował, odpowiadając czymś o jego hobby. I przestałam czuć , że moje hobby jest wartościowe, że moja muzyka jest wystarczająco dobra. I że wszystko, co moje jest.. wartościowe i dobre. Że moje zachcianki sa w porządku. Bo on na sowich zarabia, a moje to marnotractwo pieniędzy ...
        Popadał z euforii i Żabek, Myszek, Kotków i Kochaniów w jakieś dziwne depresje..
        Poszłam do psychologa, bo wierzyłam, że coś ze mną nie tak. Błagałam o terapię dla par. „Nikt nie będzie mi mówił, co mam robić” słyszałam… Wszystko… każde moje słowo, każde spojrzenie powodowało kłótnie, bo przeciez miałam pretensje. Potem płakał.. bo był przecież ofiarą i ja go „gnoiłam”…
        Słyszałam, że tylko o wszystko mam pretensje, że w poprzednim związku tak nie było (przypominam, co mówił na początku – że przyzwyczajony był do wiecznych pretensji o wszystko)…..
        W końcu wyznaczył datę odejścia… lokatorom wypowiedziałam umowę, na co on tak bardzo nalegał. Ja ciągle chciałam wierzyć, że może być dobrze. Bo było, kiedy się nie kłóciliśmy…
        Lokatorzy nie mogli znaleźć nowego mieszkania. Termin się mógł przesunąć. Na co X krzyczał „ umawialiśmy się na taki, a nie inny termin. Teraz będą tam w nieskończoność mieszkać.”
        Udało się, wyprowadzili się, a ja… 5 dni po terminie postanowiłam się przenieść – wtedy, kiedy go nie było w domu. Wiedział o tym. Ale i tak mówił: „pokażę ci jak wrócę, opowiem, jak wrócę”.
        To był dla mnie dramat, tragedia. Mówił, że kocha, ale nie może być razem ze mną, bo go to truje od środka. Płakał, kiedy wrócił i zastał list pożegnalny. Oj, jak płakał. Mówił, że jestem dla niego najbliższa, najważniejsza. Ale nie wrócimy do siebie, nie teraz. Ciągle byłam Żabką. Zaprosił w pierwszy weekend na obiad … Potem już nie ..
        Ale mówił, że nie wyklucza, że wrócimy do siebie. Odzywał się ciągle. Codziennie. Nadal odzywa..
        Mówił, że z nikim się nie spotyka, a jak coś, to będę pierwszą osobą, którą się o tym dowie…
        I tak… 3 dni temu wróciłam po swoje rzeczy do mieszkania, w którym mieszkaliśmy, a tam otworzyła mi drzwi dziewczyna. Jego nowa dziewczyna ….. (pamiętacie Z, której drzwi do mieszkania otworzyła YY?? )…. Oczywiście X nie było w domu. Był na imprezie.. Firmowa- mówił jej. Ale nie – to była jego urodzinowa impreza, na którą zaprosił samych kumpli. Są ze sobą od miesiąca…. A ja nie mieszkałam z X raptem miesiąc i 4 dni .. szok …
        Powiedziałam jej, że jeszcze 3 dni temu pisał, że jestem bardzo ważna… 2 tygodnie temu pisał, że nadal mnie kocha. Poprosiła, bym jej pokazała.. pokazałam. Dziewczyna była w szoku..
        Ale pożegnałyśmy się…
        Nie wiedziałam, że kogoś ma (choć tak czułam i pytałam go o to)… A 3 dni przed poznaniem prawdy był u mnie. Przytulał całym sobą.. ciepło, mocno. Całował po szyi, czole, policzkach… dotykał pupę, włożył ręce pod majtki i pod koszulkę. Dla mnie ot było cos pięknego – nadzieja na powrót. Wierzyłam, że coś w nim pęka. Czerpałam każdą milisekundę z tego. Ale buziaka w usta nie chciał dać (zresztą 2 tyg po rozstaniu już nie chciał… )….. Zdradzić jej nie chciał? A to, co robił, to nie zdrada?? hmm
        On nadal obwinia mnie za wszystko. Że zrujnowałam jego życie… Już ona jest najważniejsza, nie ja… To ją kocha… Ja już nie jestem najbliższa… jedyną jego bliską osobą…
        Ba… płakał mi „znowu będę sam…. Znowu będę wracał do pustego domu…” On, on, on… zawsze liczyło się to, co on czuje, co chce, jak woli… jego zdanie..
        Teraz mnie musi spłacić. Nie chce spłacić wszystkiego….
        Nie mam sił… nie wiem, czy to ja jestem psychicznie chora, czy on…
        Tak, sprawdzałam go. Tak, nie pozwalałam mu za dużo wychodzić. Bo bałam się, że będą kolejne dziewczyny… Ale pod koniec związku odpuściłam. Żeby tylko było dobrze. Żeby miał „wolność”, której chce… i nadal było niedobrze…
        A ja nie umiem sobie poradzić z tym rozstaniem ….
    • ninhursag123 Re: Znacie socjopatów? 24.11.17, 00:46
      Mój brat nim jest. Już lata temu zerwałam kontakt. Takich ludzi jest mało na szczęście. Lód w oczach, skamielina uczuciowa a wszelkie pozytywne emocje to teatr tylko. Nigdy nie zapomnę jak przytulał, tak przytulał i mówił kocham, ale to było najohydniejsze przytulenie świata. Takie wyniszczające, takie potrzebne jemu by coś uzyskać, takie "kocham cię, i z miłości jestem gotów cię zabić". I zabijają bez podnoszenia ręki. Jego wieloletnia partnerka życiowa nie była w stanie odejść od niego, w depresji, w myślach samobójczych. Dopiero ciężka fizyczna choroba i to jak ją wówczas olał bo stała się nieprzydatna jemu, pomogło jej zrozumieć że musi uciekać od niego. Takich ludzi jest mało, nigdy więcej nie poznałam nikogo takiego jak mój brat. Ja uwolniłam się stosunkowo łatwo bo jestem dość odporna na manipulacje, może dzięki temu że moim bratem był.
      • summerland Re: Znacie socjopatów? 29.11.17, 00:56
        A czy mozesz napisac cos wiecej na temat brata. To jest ciekawe bo wychowywaliscie sie razem, tak rozumiem. Czy myslisz, ze zaistnialo cos w jego zyciu, ze stal sie socjopata, np. nie dostal wystarczajaco milosci jako dziecko, czy raczej sie taki urodzil?
    • gosienkavip Re: Znacie socjopatów? 07.11.18, 16:09
      Ej po pierwsze to nie jest wybór takim osoby... Mój. Wiem co powinnam czuć i kiedy ale tego nie czuje. Załóżmy,że ma miejsce wypadek drogowy wy tak samo jak i ja udzielacie pomocy z tą różnicą,że wy współczująco ofiarom jesteście w szoku martwicie się o ludzkie zyci... A ja? Ja wiem że muszę o zrobić bo tego wymaga ode mnie społeczeństwo. Ale tak naprawdę nie jestem w stanie wyzwolić w sobie żadnych głębszych uczuć oprócz irytacji ,że spóźnię się na spotkanie. Rozumiem wasze uczucia ale są mi obojętne ponieważ ja takich nie mam.
      • alpepe Re: Znacie socjopatów? 08.11.18, 05:50
        Przecież to jest wszystko na poziomie chemicznym w organizmie, masz takie a nie inne przetwarzanie bodźców i już. Poza tym to o udzielaniu pomocy ofierze wypadku i braku uczuć dla obcych osób jest normalne, to atawizm, to nie twoi bliscy.

        --
        Achse des Guten

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka