Dodaj do ulubionych

Czy zrywacie definitywnie znajomości?

12.02.17, 15:25
Mam kilka koleżanek od początku studiów. Spotykamy się ok. raz na miesiąc, czasem jest miło, a czasem wracam wymęczona z tych spotkań. Chodzi o to, panuje między nami dziwna atmosfera, każda każdą obgaduje, ocenia, brak między nami empatii, zwykłego wspierania się... Przyjaźni między nami nie ma już od dawna, przynajmniej w moim odczuciu, raczej przyzwyczajenie.
Dochodzi do tego jeszcze różnica etapów życia - one zamężne i dzieciate, ja singielka i praktycznie nie bardzo mnie interesują ich tematy ani ich moje :) Mam też wrażenie, że jestem oceniania jako "ta niepoważna", choć może mi się wydaje.
No i pytanie, czy i kiedy zrywacie definitywnie znajomości? Kiedy musi dojść do tego, żebyście podjęły decyzję o tym? Życie często pokazuje, że nie warto tego robić, ja też bym tego nie chciała, ale po prostu nie chce mi się poświęcać czasu i kasy na tak częste spotkania.
Edytor zaawansowany
  • 12.02.17, 15:59
    Choby w takich sytuacjach, jak Twoja, przestajemy po prostu sie umawiac.
  • 12.02.17, 20:04
    Brak lojalności i dyskrecji. Czyli to co opisujesz kwalifikuje się do ucięcia.
  • 12.02.17, 20:36
    Nigdy mi się nie zdarzyło.
    Choć może od razu wyjaśnię: definitywne zerwanie to dla mnie albo zakończenie znajomości w kłótni albo postawienie sprawy wprost: proszę się ze mną już nie kontaktować/nie zapraszać etc.

    uważam, że w tym przypadku lepiej jest znajomość "wygasić" np. kilka razy wymówić się brakiem czasu. Koleżanki mogą przestać Cię zapraszać, ale nie będzie to spalenie mostów.
    Definitywne zrywanie ma moim zdaniem sens tylko gdy ktoś nas oszukał, zrobił nam świństwo, zdradził etc. Gdy "jedynie" przestaliśmy nadawać na tej samej fali, lepiej tego nie robić, bo nasze drogi zawsze mogą się krzyżować w przyszłości.
  • 12.02.17, 20:47
    nie,to jakos szczesliwie jak do tej pory omija nas..do przyjaciol chyba mamy dobra reke,a w zyciu trzeba wiedziec z kim sie tanczy,
    a przez te wszystkie lata jakos nikt nie poszedl do odstrzalu, owszem towarzystwo z lekka sie wykruszylo,no ale to z przyczyn naturalnych, wzieli i odeszli w kraine cienia..

    --
    ~~
    ,please mr. postmen
  • 12.02.17, 20:42
    w zyciu nigdy sie nic definitywnie nie konczy (pomijam przypadek naturalnego "zejscia")

    pewne znajomosci usychaja, z braku ich podlewania - ale i ta czasami udaje sie je odnowic.

    PS. wprawdzie Slubna (niestety) posiadam, ale singielki - to moja specjalnosc :)
  • 13.02.17, 21:05
    Mi się zdarzyło, ale gwałtowność ucięcia kontaktu wynikała raczej z moich braków w asertywności.
    Definitywnie urwałam kontakt z dziewczyną, która była "fanką seksu" i nie docierało do niej słowem mówionym, że nie interesuje mnie uczestniczenie w warsztatach autoerotyzmu, dyskusje o orgazmach ani jej fantazje seksualne. Jak nie dotarł komunikat "przestań mnie molestować" definitywnie ucięłam znajomość blokując wszystkie kanały dostępu.
    Miałam też drugą podobną sytuacje ze znajomą, która chciała być wieeelką przyjaciółką i się na mnie wieszała (włącznie z fizycznym wieszaniem) jednocześnie próbując wyrwać faceta, z którym się wtedy spotykałam. Kulturalne uwagi, a później omijanie szerokim łukiem czy czy opuszczanie towarzystwa nie pomagało, zawsze próbowała mnie gdzieś zdybać. Kazałam się jej od** i tez poblokowałam.
    Żadnej z tych sytuacji nie żałuję.
    W drugą stronę dostałam radykalne cięcie od przyjaciółki z czasów LO, jak nam się totalnie rozjechało podejście i do świata zewnętrznego i do relacji. Z perspektywy czasu bardzo słusznie, bo byśmy się tylko wzajem dołowały i męczyły ciągnąc tą znajomość.
    Jeśli tylko umiem to raczej wygaszam niechciane relacje niż ucinam.
    Życie jest za krótkie na relacje, które tylko męczą.

    --
    "Do what you want cause a pirate is free
    You are a pirate!"
  • 13.02.17, 21:26
    Nie ma sensu nic "definitywnie" definiować.
    Ludzie się zmieniają, rozwijają, a złości mijają - przynajmniej u tych inteligentniejszych ludzi.
    Reszty nie ma co żałować
  • 14.02.17, 11:09
    Tak , jeden raz ale tak bardzo definitywnie. Koleżanka ze studiów, pani dyrektor w banku, nie rozumiała co się do niej mówi.
    Potrafiła zadzwonić do mnie np. 8 razy dziennie,żeby praktycznie powiedzieć to samo i zawsze kiedy byłam w pracy. Dziewczyna rozwiedziona, która za wszystko obwiniała każdego tylko nie siebie. Ona pani idealna. Normalnie nie mogłam jej słuchać, bo jej głupota wylewała się z każdym słowem. Była już wtedy 10 lat po studiach, ale jej myślenie np. o facetach nic się nie zmieniło. Najbardziej irytowało ją ,że jestem szczęśliwą mężatką , która nie myśli o rzucaniu męża. Pisała mi i gadała zawsze ,że faceci to zło wcielone...heheh . że my w dwie powinnyśmy skończyć studia w Londynie , a facetów kopnąć w tyłek. Pewnie to momentu aż wielmożna pani znowu by się zakochała i jej widzenie zmieniłoby się o 360 stopni. Mailowo poprosiłam ją ,zeby dała mi spokój. Studia skończyłam trudne na politechnice i to mi na razie wystarczy , męża kocha nie mam ochoty się z nim rozstawać , pracę tez mam oki. Ale przede wszystkim nie chcę już słuchać tych samych idiotyzmów co na studiach, bo ludzie się rozwijają , dorośleją tylko nie ona. Może zbyt ostro , ale nie dało rady inaczej, nie potrafiła zrozumieć ,że ktoś może chcieć inaczej niż ona. No i się obraziła .
  • 14.02.17, 11:11
    Miało być: ,że ktoś może chcieć inaczej żyć niż ona.
  • 14.02.17, 11:58
    I jeszcze powinnaś zweryfikować:
    -zmianę o 360'.,;|
  • 14.02.17, 12:01
    :)
  • 14.02.17, 12:24
    Ale to trudne,
    wejsc z powrotem we własna 'treść' /edytor/ i ..poprawić siebie:/?/

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.