Dodaj do ulubionych

Rozwalam swoje małżeństwo

17.03.17, 14:37
Pisuję normalnie pod innym nickiem, dla celów tego wątku założyłem nowy, wybaczcie, ale temat intymny.
Mam standardowe życie klasy średniej. Żona ta sama od kilku lat, w związku już ponad dziesięć. Dwójka dzieci w wieku przedszkolnym, niezłe dochody, mieszkanie w dużym mieście, dom w budowie. Ja kocham bardziej, ona mniej, ale nie mam wątpliwości co do uczucia, to nie stanowi problemu, ona jest uczuciowo mniej wylewna niż ja. Życie udane. Mamy jakieś standardowe małżeńskie problemy, ale generalnie lubimy się, mamy wspólne pasje, mamy też własne życie, i ja i ona jesteśmy osobami wesołymi i lubianymi.
Półtora roku temu przypadkiem wychodzi, że żona w czasach narzeczeństwa wdała się w romans. Trudno, mówi się, wybaczam, stare błędy. Ale w tym momencie zaczęły się schody. Okazuje się, że stary kochanek cały czas jest w życiu żony, cały czas żona jest uczuciowo zaangażowana (nie chodzi tu o zaangażowanie fizyczne, bo dzieli ich 500 km, tylko wiadomości mailowe, zapewnienia o tęsknocie itp). W wyniku mojego nacisku zrywa kontakt, jednakże znajduje sobie substytut w postaci flirtu z innym facetem, najpierw jednym, potem drugim (czaty, podteksty, nawet jakieś spotkania). Każdy z nich o kilka klas gorszy niż ja (intelektualnie, finansowo itp itd), nie widzę więc w nich zagrożenia, ale i tak szlag mnie trafia.
Robię się bardziej zazdrosny, kontrolujący (a oboje zawsze mieliśmy tyle swobody, ile potrzebowaliśmy), co rozwala nasz związek.
Na dzisiaj sytuacja wygląda tak - ja w pretensjach i żalu, robię co kilka dni wyrzuty, ona zamknięta i w pozycji obronnej. Podobno zakończyła wszystkie głupie miłostki na boku (nie mam możliwości zweryfikować, a programów szpiegowskich instalować nie będę), ale ja mam deficyt zaufania. W efekcie cały czas dopytuję, ona zamyka się jeszcze bardziej.
Potrzebuję rady, co robić. Jak trafić do żony i samego siebie. Jak spróbować odnaleźć nić porozumienia
Edytor zaawansowany
  • 17.03.17, 15:16
    raczej masz pozamiatane, kobietka ma cie w ..powazaniu, ale tylko finansowym, jak do niej trafic?? nie trafisz, chyba ze jestes gora i to bardzo mocno od strony materialnej, to moze ja ostudzic wizja zycia za jedna pensje plus jakies tam alimenty,..chociaz, szczerze mowiac to watpie w powodzenie tego typu zagrywki...nic nie pomoze, zakochana albo chociaz tylko zafascynowana kobieta nie patrzy na meza...jak na meza, jestes tylko dodatkiem do dzieci i kims kto placi rachunki..
    co mozesz zrobic, albo nic i obserwowac, albo zaczac wszystko od poczatku,czyli wyjsc z domu ktoregos wieczora po papierosy i juz tam nigdy nie wrocic,..wszystko inne nie zdaje egzaminu..


    --
    ~~
    ,..kelly c..walk away
  • 17.03.17, 15:23
    Jestem górą mocno od strony materialnej w sensie przewagi dochodów, jednakże jej własne plus oszczędności pozwolą jej na samodzielne funkcjonowanie na dość dobrym poziomie (bez luksusów oczywiście). Skąd wnosisz, że mam pozamiatane? Myślałem raczej, że to może ja przesadzam, że powinienem odpuścić.
    Wyjście z domu "do kiosku w celu zniknięcia" odpada, za bardzo kocham moje dzieci, czuję się za nie odpowiedzialny.
  • 17.03.17, 16:12
    kujlek36 napisał(a):
    Myślałem raczej, że to może ja przesadzam, że powinienem odpuścić.


    owszem. przesadzasz.
    tez mi romanse - gdzie na seks sie nawet (jak piszesz) nie zanosi.
    - co to? nie mozna miec blizszych osobistych znajomych, ktorych sie po prostu lubi ?

    PS. Ja tam zdradzalem (fizycznie, ale raczej nie pschicznie) pare razy...
    bylem tez zdradzany...
    No i co?
    no i nic
    - skoro zadna ze stron nie zamierzala sie rozwiesc, gdyz wyzej cenila sobie malzenstwo,
    niz te romanse - to romanse przeminely i tyle...
  • 17.03.17, 16:22
    Nie wiem, czy był seks, czy nie, to jest kwestia dowodowa, nie jestem w stanie udowodnić, więc zakładam, że nie. Co najmniej jednemu proponowała, nie wiem, czym się zakończyło, nie chcę bawić się w śledzenie. Jestem w o tyle innej sytuacji, że nie zamierzam się w romanse bawić, nie mogę więc sam sobie powiedzieć, żeby odpuścić, bo sam nie jestem święty.
  • 17.03.17, 16:30
    zresztą kontakt z kochankiem z okresu narzeczeństwa trwał co najmniej osiem lat, trudno więc powiedzieć, że coś "przeminęło"
  • 17.03.17, 16:48
    kujlek36 napisał(a):

    /.../ Skąd wnosisz, że mam pozamiatane?

    z zycia moj drogi kolego z zycia..bo ten schemat powtarza sie w niejednej rodzinie.


    Myśl
    > ałem raczej, że to może ja przesadzam, że powinienem odpuścić.
    > Wyjście z domu "do kiosku w celu zniknięcia" odpada, za bardzo kocham moje dzie
    > ci, czuję się za nie odpowiedzialny.


    ,.no.tak tam gdzie sa dzieci tam nie ma bezbolesnych rozwiazan.



    --
    ~~
    ,..kelly c..walk away
  • 17.03.17, 15:31
    dziala_nawalony napisał:

    > wyjsc z domu ktoregos wieczora po papierosy i juz tam nigdy nie wrocic,..wszys

    a co jeśli kobieta zacznie na słupach i wiatach rozklejać ogłoszenia o treści:

    "Zaginął mój najmilszy mąż ukochany na zlecenie jedyny, wzorowy syn i ojciec. Znaki szczególne:
    platynowe kardy kredytowe z dużymi limitami
    czerwone lamborghini cabrio
    pozłacana zbroja
    koń rasy arab podlaski z inkrustowanym diamentami siodłem
    przystojny, szczupły, inteligentny, uroczy, towarzyski, opiekuńczy
    Ktokolwiek widział ktokolwiek wie proszony jest o kontakt na forum kobieta gw."


    --
    Jak chcesz zobaczyć raj musisz pójść ze mną do piekła
  • 17.03.17, 15:38
    Dobre :) cenię sobie Twój sarkazm, tylko że nie miałem nigdy poczucia, że jestem wykorzystywany od strony finansowej. Żona nie generuje wydatków, które mógłbym uznać za zbytkowne lub niepotrzebne. Ok, daję jej bezpieczeństwo finansowe, ale nawet beze mnie poradziłaby sobie finansowo.
  • 17.03.17, 16:54
    Mariusz pani jest finansowo i erotycznie w zasadzie samowystarczalna, przynajmniej tak podaje autor,wiec nie bedzie akcji oplakatowywania miasta..

    --
    ~~
    ,..kelly c..walk away
  • 17.03.17, 17:05
    Zdecydowanie takich akcji nie będzie, ona nie ma skłonności do patosu ani do użalania się nad sobą. Widać, że obecna sytuacja też ją męczy, ale na pewno w żadnym wypadku z problemami małżeńskimi obnosić się nie będzie. Na zewnątrz uchodzimy za wyjątkowo kochające się i zgrane małżeństwo.
    Co do samowystarczalności erotycznej nie odpowiem - ona twierdzi, że jestem świetny w łóżku, ale jej nie kręcę
  • 17.03.17, 15:23
    kujlek36 napisał(a):

    >Jak spróbować od
    > naleźć nić porozumienia

    Wyluzuj, nie próbuj, jest czas Wielkiego Postu , pomyśl o odnowie duchowej, zanurz się w medytacji, zrelaksuj się przy dźwiękach lutni, etiud Chopina, wejdź na białą ścieżkę spowitą dymem kadzidełek do głębi nozdrzy...kiedy poczujesz wibracje uzupełnij eliksiry i koniecznie przy boku musisz mieć jakąś inną kobietę...

    --
    Mława jest OK
  • 17.03.17, 15:25
    Tylko jaki ma być efekt? W sensie po co komplikować sprawę i bawić się we własny romans na boku? Już pomijam fakt, że raczej nie wyobrażam sobie okłamywania żony i prowadzenia podwójnego życia.
  • 17.03.17, 15:33
    a teraz spójrz mi prosto w oczy i napisz to raz jeszcze bez mrugnięcia okiem ;)

    --
    Mława jest OK
  • 17.03.17, 15:40
    Napiszę, jestem z natury prostolinijny, wiec nie lubię się bawić w krętactwo, poza tym nie mam seksualnego bodźca do skoku w bok, żona nie ogranicza mi seksu.
  • 17.03.17, 15:42
    choć niestety w trakcie seksu jest hmmm, trochę nieobecna. Ma wszystkie reakcje fizjologiczne, orgazmy (nie udaje, gwarantuję), ale musi jakby się oddzielić ode mnie, wtedy dopiero szczytuje. Jestem, powiedzmy, jakimś substytutem wibratora i nie mogę liczyć na przesadną czułość w tym zakresie.
  • 17.03.17, 15:48
    jesteś super facetem...zazdroszczę Ci gdyż ja nigdy nie doprowadziłem żadnej kobiety do orgazmu nawet udawanego.. cholerny świat no ale piąteczek... meczunio, browarek, nie wiem nie wiem ...może należałoby zweryfikować oczekiwania od życia

    --
    Jak chcesz zobaczyć raj musisz pójść ze mną do piekła
  • 17.03.17, 15:46
    nie wątpię
    nie chodzi o seksualność ale czysty pragmatyzm...
    chcesz powrócić na fale poszukaj na innych częstotliwościach albo zmień platformę...uważaj tylko gdyż na multiplexie jest Radio eM...
    jeżeli we wspomnianym radiusie 500 km jest Toruń możesz być w większych tarapatach niż CI się wydaje...
    nawet nie masz pojęcie co tamtejsi faceci w czerni robią z mózgami kobiet...



    --
    Jak chcesz zobaczyć raj musisz pójść ze mną do piekła
  • 17.03.17, 15:54
    Czyli coś na zasadzie: przestanę poświęcać zbyt dużo uwagi żonie, odciągnę myśli i w efekcie odzyskam spokój? A co z wyrzutami sumienia? Generalnie nie zdarzyło mi się jej okłamać, nawet w zakresie drobnostek. Zresztą ona nigdy nie dopytuje, nie mam wrażenia kontroli z jej strony
  • 17.03.17, 15:43
    Wyprowadź się.
    Niech żona odetchnie i wyklaruje sobie priorytety. Prawdopodobnie zatęskni i zrobi porządek w swoim życiu, tak, żebyś nie musiał się więcej martwić o innych facetów. Jeżeli nie, niech odejdzie, nie ma czego żałować.
    Innych opcji nie masz za bardzo.
  • 17.03.17, 15:47
    Żona jest niesłychanie konsekwentna i myślę, że choćby skały sr..ły, to nie poprosi, żebym się wprowadził z powrotem. Poza tym co powiedziałbym dzieciom? Że wyjeżdżam na miesiąc czy dwa?
    Poza tym to jest kwestia zaufania, ona twierdzi, że wszystkie głupoty zakończyła, ale nie wiem, jak jej uwierzyć. Jednocześnie wszystkie dostępy typu fb, poczta, ma na dodatkowych hasłach (korzysta np w zakresie fejsa z aplikacji typu chat lock)
  • 17.03.17, 16:58
    kujlek36 napisał(a):

    > Żona jest niesłychanie konsekwentna i myślę, że choćby skały sr..ły, to nie pop
    > rosi, żebym się wprowadził z powrotem.

    ,..no to wyjasnia wiele,i to nie rokuje zbyt dobrze,no nie.
    obawiam sie ze ona wyszla za ciebie z tzw. rozsadku, a ty wtedy glupio sie zakochales.


    --
    ~~
    ,..kelly c..walk away
  • 17.03.17, 17:01
    czyli, mimo faktu, że jestem obiektywnie dobrą partią, jej "nie płonie"? I w zasadzie nic z tym nie zrobię? Zakochany jestem nadal, ona twierdzi, że mnie kocha, ale "jej nie kręcę"
  • 17.03.17, 17:10
    ,. jest tak jak myslalem,..wyszla za maz z rozsadku,a co do kochania to napewno kocha stabilne i bezpieczne zycie, a czy ciebie? no to tu juz glowy bym za to nie dal..

    --
    ~~
    ,..kelly c..walk away
  • 17.03.17, 17:17
    Czyli po prostu dotąd lepiej sie kryla? A ja ignorowalem sygnały? Po co w takim razie zdecydowała sie na małżeństwo ze mna, na dzieci? Była jeszcze wystarczająco młoda, by związać sie z kimś innym. Jest ładna, madra, wykształcona, otwarta na ludzi, nie miałaby problemów ze zdobyciem innego faceta.
    Ci jej kolesie na boku zawsze byli żonaci i dzieciaci, zarówno ten z okresu narzeczeństwa, jak i Ci późniejsi
  • 17.03.17, 17:28
    kujlek36 napisał(a):

    > Czyli po prostu dotąd lepiej sie kryla? A ja ignorowalem sygnały? Po co w takim
    > razie zdecydowała sie na małżeństwo ze mna, na dzieci? Była jeszcze wystarczaj
    > ąco młoda, by związać sie z kimś innym. Jest ładna, madra, wykształcona, otwart
    > a na ludzi, nie miałaby problemów ze zdobyciem innego faceta.
    > Ci jej kolesie na boku zawsze byli żonaci i dzieciaci, zarówno ten z okresu nar
    > zeczeństwa, jak i Ci późniejsi

    ,..dlaczego, dlaczego? ,..ale czy to ci cos pomoze? pewnie byles wowczas jedyna realna i w miare atrakcyjna oferta jaka miala, no to jest wszystko co moge powiedziec. powodzenia DN.
    --
    ~~
    ,..kelly c..walk away
  • 17.03.17, 18:03
    Czyli pierwsza zasada to nie szukać odpowiedzi na sile, bo pewnie i tak ich nie poznam? Jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało ona twierdzi, ze do małżeństwa ja zmusilem
  • 17.03.17, 17:37
    Żona jest niesłychanie konsekwentna i myślę, że choćby skały sr..ły, to nie poprosi, żebym się wprowadził z powrotem. Poza tym co powiedziałbym dzieciom? Że wyjeżdżam na miesiąc czy dwa?
    Poza tym to jest kwestia zaufania, ona twierdzi, że wszystkie głupoty zakończyła, ale nie wiem, jak jej uwierzyć. Jednocześnie wszystkie dostępy typu fb, poczta, ma na dodatkowych hasłach (korzysta np w zakresie fejsa z aplikacji typu chat lock)

    Ona sobie zapracowała na brak zaufania, więc nie ma w tym nic dziwnego, że mimo zapewnień, jej nie dowierzasz.
    Tak w zasadzie, to jeżeli jej zależy na związku, sama powinna się wysilić, żeby naprawić to co zepsuła.
    Tymczasem to ty chcesz naprawiać i pytasz na forum co robić, zamiast niej.
    Możesz tkwić w tym dalej, udając, że nic się nie stało, ale niechęć do siebie i do niej, w tym układzie, będzie tylko narastać.
    Możesz też dać sobie trochę przestrzeni i szansy na odzyskanie szacunku do siebie, może żona się otrząśnie, może nie.

    I czy ta"konsekwencja" żony, oznacza coś więcej poza konsekwentnym okazywaniem, że ma cię w dupie?
  • 17.03.17, 17:44
    Twierdzi, ze ona na moje zaufanie juz zapracowała. Choć nie wiem, jak. Twierdzi, ze nie ma siły i ochoty walczyć o moje zaufanie. Ze każda moja pretensja to dla niej krok w tył.
    I jest konsekwentna w ten sposob, ze każdy moj wyrzut kontruje groźbą rozwodu i słowami, ze jestem psychopata. W efekcie to ja sie wycofuje i przepraszam
  • 17.03.17, 21:59
    Nie znam tła tego związku, ale z tego co mówisz, to jesteś w beznadziejnym związku w pozycji ofiary, a twoja żona przekracza szczyty bezczelności.
    Jedziesz trollem.
  • 18.03.17, 07:52
    Oczywistym jest, że nie oddam tego, co się dzieje w jej głowie, w tym zakresie świecę światłem odbitym. Z pozycją ofiary to ciekawa sprawa, bo ona cały czas twierdzi, że to ona jest moją ofiarą.
  • 18.03.17, 22:07
    Normalka.
    Nikt nigdy, nawet w najbardziej przemocowej relacji, nie jest tylko ofiarą, a druga osoba nie jest nigdy w 100% oprawcą.
  • 24.03.17, 18:11
    przepraszasz? :P
    jesteś pod pantoflem na maksa a ona kontroluje sytuację, nie chcesz tego widzieć bo Ci na niej zależy
    wyszła za Ciebie bo jesteś dla niej świetnym kandydatem na męża, na ojca rodziny, odpowiedzialny, zaradny itp.
    ale jej nie kręcisz bo ją kręcą "niebieskie ptaki"
    typowa strategia ewolucyjna wiekszości kobiet
    do życia spokojny i odpowiedzialny facet który pomoze wychowac potomstwo i zapewni bezpieczny byt
    do uniesień, seksu jakiś niebezpieczny cwaniak z błyskiem w oku

    pierwsze co bym zrobił to testy DNA dzieci , oczywiście w tajemnicy
  • 17.03.17, 15:50
    ale to są opcje dla żóny a nie kolegi...ziuta...panuj nad sobą ...

    --
    Biegnij Forrest, Biegnij!
  • 17.03.17, 15:52
    żona groziła jakiś czas temu, że się wyprowadzi, zaczęła nawet szukać jakiegoś lokalu. Coś na zasadzie, że ją dręczę i że nie da już rady udowadniać, że jest niewinna.
  • 17.03.17, 15:53
    to jakaś psychopatka! idź jednak po te papierosy, na grzyby jedź.... musze lecieć...piwo mi stygnie...

    --
    "Pocałuj mnie Hans, bo może nigdy nie będę miała na to ochoty"
  • 17.03.17, 15:57
    Dlaczego psychopatka? A jeśli dręczę ją rzeczywiście bezpodstawnie? Z drugiej strony gdyby nie miała niczego do ukrycia, nie miałaby np problemu, żeby podać hasło do komputera i nie stosowałaby programów szyfrujących, prawda? Twierdzi, że robi to ze względu na intymne tajemnice koleżanek, których nie chce mi ujawniać
  • 17.03.17, 16:43
    rob co chcesz,to w koncu twoje zycie wiec najlepiej wiesz jak jest..a przed nami nie musisz ani siebie , ani tym bardziej swojej slubnej tlumaczyc..a ze pytasz co robic, to wiec mowimy albo nic, albo wyprowadzic sie z domu czasowo jak rozsadnie sugeruje Ziutka, albo zacznij wszystko na nowo w nowym miejscu i z nowa pania i tyle..

    --
    ~~
    ,..kelly c..walk away
  • 17.03.17, 17:03
    Trzy opcje, z których każda jest tak naprawdę zła, stąd moje wątpliwości i pytania. Pomijając już mnie... co będzie najlepsze dla dzieci?
  • 17.03.17, 17:15
    kujlek36 napisał(a):

    > Trzy opcje, z których każda jest tak naprawdę zła, stąd moje wątpliwości i pyta
    > nia. Pomijając już mnie... co będzie najlepsze dla dzieci?


    ,..co najlepsze dla dzieci? wiadomo pelna normalna rodzina,tylko czy to jest realne? mysle,ze to pytanie raczej do twojej malzonki


    --
    ~~
    ,..kelly c..walk away
  • 17.03.17, 17:22
    Przez wszystkie lata naszego związku nie podejrzewałem ja o nic, potrafiła sie dobrze kryć. Ona ma te zdolność, ze do klamstwa przyznaje sie dopiero, kiedy złapie sie ja za rękę.
  • 19.03.17, 20:55
    kujlek36 napisał(a):

    > Przez wszystkie lata naszego związku nie podejrzewałem ja o nic, potrafiła sie
    > dobrze kryć. Ona ma te zdolność, ze do klamstwa przyznaje sie dopiero, kiedy zł
    > apie sie ja za rękę.


    jak można żyć z kimś, kto kłamie ? i jeszcze do tego go/ją kochać? no, szok !
  • 19.03.17, 21:53
    Jeśli ktoś potrafi Cię przekonać, że: po pierwsze nic takiego wielkiego się nie stało, a Ty wyolbrzymiasz, po drugie ten fragment, którego się dowiedziałeś, to absolutnie wszystko, po trzecie chcesz w to wierzyć, to właśnie tak jest.
    Zwłaszcza jeśli zdajesz sobie sprawę z jakichś swoich wad.
    Po czwarte jeśli spędzileś z kimś naście lat, masz nim dzieci, to trudno dotrzeć do samego siebie, że może pomyliłeś się w wyborze, że popełniłeś błąs
  • 24.03.17, 18:12
    wierzysz w to co Ci mówi bo chcesz w to wierzyć
    prawda jest na pewno o wiele gorsza od tej która znasz i do której dałeś się przekonać
  • 17.03.17, 17:34
    Twierdzi, ze mnie kocha i ze chce ze mna byc. Ale tylko do momentu, kiedy o cos zapytam albo wspomnę, wtedy od razu pada groźbą rozwodu, wyprowadzki
  • 17.03.17, 22:13
    Twoja żona zatrzymała się na poziomie nastolatki, która, cokolwiek się wydarzy, zwala winę na faceta, wali focha i szantażuje odejściem.
    Ciężko mi uwierzyć, że dorosła kobieta, po 10 latach związku, posiadająca dzieci, tak się głupio zachowuje.
    Jak to jest kujlek? Fantazjujesz trochę, czy głupią kobietę sobie wybrałeś i jakimś cudem przez tyle lat - do tej pory - nie miałeś z nią żadnych poważniejszych interakcji?
  • 18.03.17, 08:25
    Fantazjować nie porzebuję, życie jest wystarczająco bogate, by bawić się w takie bzdury, mam też zbyt wiele obowiązków zawodowych na głowie, by uważać pisanie o swoich problemach za formę rozrywki. Myślę raczej, że jej zachowanie jest reakcją na zmianę mojego sposobu postępowania i ciągłe drążenie. Dotąd było tak, że każde miało tyle swobody, ile chciało, spotykało się, z kim chciało, nie mieliśmy problemów z tym, że jedno wychodzi bez drugiego. Zresztą przy małych dzieciach trudno wychodzić razem, trzeba za każdym razem zalatwiać opiekę.

    Nie mam i nie miałem zastrzeżeń do jej inteligencji emocjonalnej, jest dojrzałą matką i sprawdza się w tym co robi na płaszczyźnie zawodowej.
    Kochaś wyszedł na jaw totalnym przypadkiem, potem się posypało. Jeśli dotąd korzystała z mojego pełnego kredytu zaufania, to teraz nie ma go w ogóle i myślę, że stąd te wyrzuty
  • 18.03.17, 16:51
    Skoro uważasz, że powinieneś się dostosować, to tak zrób, ale moim zdaniem to nie zadziała - nie włączysz przycisku "reset" i nie udasz, że to wszystko się nie wydarzyło.
  • 18.03.17, 17:16
    Problemem nie jest to, co sie wydarzyło, tylko raczej pewność, ze to nie stanie sie w przyszłości. Mam jakas koncepcje, jak to osiągnąć, tylko ona nie chce sie do niej dostosować i twierdzi, ze juz swoje zrobiła i mam jej zaufac
  • 18.03.17, 19:33
    Niektóre kobiety zakładają sobie błędnie, że bez względu na to co się dzieje, to facet powinien się dostosować/podporządkować/starać/zabiegać.
    To wina wychowywania w patriarchacie, gdzie mężczyzna ma być silnym, dominującym, przynoszącym kasę człowiekiem, a kobieta to głupia piczka, która ma leżeć, pachnieć i ładnie wyglądać, wokół której facet ma ciągle skakać. Takim kobietom (ja też się do tej grupy zaliczam) rodzice mówili w dzieciństwie "jeżeli facetowi na tobie będzie zależało, to zrobi dla ciebie wszystko".
    Co inteligentniejsza, w dorosłym życiu, wpada na to, że jeżeli chce żeby związek przetrwał, czasem i ona musi się nagiąć i wysilić. Być może twoja żona nie miała do tej pory takiej okazji. Być może, jeżeli wykazałbyś się konsekwencją i spokojem, miałaby okazję to odkryć - gdyby uwierzyła, że naprawdę możesz odejść. Odzyskałbyś poczucie własnej wartości, a ona wróciłaby do rzeczywistości.
    No ale to tylko taka rada.
    Daj znać jak to się dalej potoczy.
  • 18.03.17, 20:06
    W naszym związku zawsze zabiegałem i zawsze mi bardzo zależało. Ona odmawia starań nawet na wyraźnie zadanie, słyszę odmowę albo co najwyżej słowa w stylu, żeby dać czasowi czas. Albo ze ona juz sie starała. Z dotychczasowej postawy wnoszę raczej, ze prędzej zakończy wniosek niż sie ugnie.
  • 18.03.17, 21:23
    Myślę, że jeżeli twoja żona faktycznie jest dojrzała emocjonalnie, tak jak piszesz, to po prostu nie wierzy, że możesz ją zostawić. I dlatego się nie dostosowuje.
  • 18.03.17, 21:35
    Uginając sie dziesiątki razy tylko ja w tym utwierdziłem. Zona jest osoba bardzo psychicznie złożona, z jednej strony powszechnie lubiana za życzliwość i wesołość, z drugiej strony obcym ludziom nie okazuje negatywnych emocji, tłumiąc je w sobie
  • 19.03.17, 07:24
    Myślisz dokładnie tak jak chce Twoja żona abyś myślał. Czyli że ona się nie ugnie.
    Cały czas czekasz aż ona coś zmieni, wszystko zależy od niej, całe Wasze i Twoje życie. Od jej decyzji, a ona nie chce postąpić tak jak Ty byś chciał, nie chce wejść przez ciebie ułożony scenariusz.

  • 19.03.17, 09:02
    No właśnie, tylko że jest albo mój scenariusz (pełne otwarcie, wyznanie i mozolne odbudowywanie zaufania) albo jej (zaufaj mi, daj mi dużo prywatności, zaakceptuj moją odmienność, a będzie dobrze)
    Są bardzo odległe i nie bardzo potrafimy z tego zrobić miks strawny dla obu stron.
  • 19.03.17, 10:08
    Zrozum, jej odpowiada takie życie jak do tej pory, i ona nie chce tego zmieniać . Tobie też odpowiadało, dopóki nie wiedziałeś wszystkiego - więc porostu się czepiasz. Ona nie zmieni tego. W domu ma stabilizację, zapewniony dobry byt dzieciom, dlatego jej amanci są trzy klasy niżej, nie musi się starać, zabiegać.

    Chce Ci powiedzieć że to Twoje życie i sam decydujesz jak będziesz żył.
  • 19.03.17, 20:32
    Widze, jak sie meczy, nie wiem tylko, czy bardziej meczy ja ta cała sytuacja, czy moje zachowanie. Specyfika rozmów z koleżankami tez jest taka, ze żadna nie powie jej, ze głupio robi.
  • 20.03.17, 00:48
    piataziuta napisała:

    > Niektóre kobiety zakładają sobie błędnie, że bez względu na to co się dzieje, t
    > o facet powinien się dostosować/podporządkować/starać/zabiegać.
    > To wina wychowywania w matriarchacie, gdzie mężczyzna ma być silnym, dominujący
    > m, przynoszącym kasę człowiekiem, a kobieta to głupia piczka, która ma leżeć, p
    > achnieć i ładnie wyglądać, wokół której facet ma ciągle skakać. Takim kobietom
    > (ja też się do tej grupy zaliczam) rodzice mówili w dzieciństwie "jeżeli facet
    > owi na tobie będzie zależało, to zrobi dla ciebie wszystko".
    > Co inteligentniejsza, w dorosłym życiu, wpada na to, że jeżeli chce żeby związe
    > k przetrwał, czasem i ona musi się nagiąć i wysilić. Być może twoja żona nie mi
    > ała do tej pory takiej okazji. Być może, jeżeli wykazałbyś się konsekwencją i s
    > pokojem, miałaby okazję to odkryć - gdyby uwierzyła, że naprawdę możesz odejść.
    > Odzyskałbyś poczucie własnej wartości, a ona wróciłaby do rzeczywistości.
    > No ale to tylko taka rada.
    > Daj znać jak to się dalej potoczy.


    ziuta w miejsce słowa patriarchat wstawiłem matriarchat.... wszystko inne się zgadza,,,,

    --
    Mława jest OK
  • 20.03.17, 08:53
    Matriarchat, w którym mężczyzna ma być tym silnym? I dominującym?
  • 20.03.17, 10:26
    nie...potrzebny jest patos ojca, silnego, dominującego, inteligentnego, który będzie skuteczną przeciwwagą dla matczynej lekkomyślności życiowej nazywanej często mylnie miłością, czułością i opiekuńczością...

    --
    Mława jest OK
  • 21.03.17, 13:16
    A co do zamiany patriarchat na matriarchat, to masz oczywiście rację, bo kobiety od początku istnienia, same sobie pozabierały prawa do wszystkiego, a mężczyźni zaczęli im je przywracać na siłę w XX wieku.
    I nikt tu nie ma prawa powiedzieć, ze białe jest białe, a czarne czarne.
  • 21.03.17, 13:04
    czyli całkiem się zgadzamy się, poza nazewnictwem?
    co za odkrycie!
  • 21.03.17, 21:25
    tu była moja błyskotliwa odpowiedź godna tak ekstraśnej babeczki ja Ty Ziuciu....nie dasz wiary..jakiś matrixowy bug nam ją odebrał...wyobrażasz to sobie? ...no...zazdrosny babsztyl jeden jakiś okropny...

    --
    Mława jest OK
  • 29.03.17, 19:59
    Nie fantazjuje. Czytam to co pisze i tak jakbym to ja napisał. Mam w domu dokładniutko taką samą sytuację... Trochę się u mnie różni układ ale zachowania kobiety dokładnie te same. To samo zrobiła, to samo robi... Tak samo szantażuje, tak samo odbija piłeczkę i zwala winę na mnie. Też hasła się pojawiły, te same zapewnienia z jej strony.... No wypisz wymaluj... Czytam to wszystko z otwartą gębą
  • 17.03.17, 17:27
    A może odpuść trochę. Przestań się czepiać, starać, dociekac. Zachowaj się inaczej jak do tej pory. Zaszyfruj swoje konto na kompie, telefon. Wieczorami wychodź po papierosy, gazetę.
    Jeżeli to co robisz do tej pory nie przynosi efektu do którego dążysz, zmień metodę.
  • 17.03.17, 17:32
    Hmmm, nie pale ... a tak na serio to tego tez próbowałem. Jak wychodziłem, to sie cieszyła, ze spotykam sie ze znajomymi albo uprawiam sport, moim kompem i telefonem sie nie interesuje, przynajmniej nie daje po sobie tego poznać. Choć gdy założyłem ten program szyfrujący, którego używa, żeby zobaczyc zasadę jego działania, to dała mi to odczuć, wypomniała koła razy, Żr ja tez tak do robie.
    A co miałaby dać taka znana metody?
  • 17.03.17, 17:49
    Miałam na myśli aby ona miała przynajmniej wrażenie że Cie traci. Bo to jak opisujesz to wygląda to tak że ty latasz za nią, pilnujesz a ona się jedynie odpędza od Ciebie, wie że ty sam z siebie nie odejdziesz.
  • 17.03.17, 18:00
    Ok, tylko jak do tego znaleźć sile? Nie ukrywam, ze dotychczasowe zachowanie weszło mi troche w krew, cały czas sie nakręcam i nie bardzo potrafie inaczej
  • 17.03.17, 18:15
    Ja po prawie 30 latach malzenstwa wiem na pewno - bez zaufania nie ma mowy o dalszym zyciu. Z tym stwierdzeniem, kto kocha bardziej,bylabym ostrozna. Ja tez slyszalam,ze moj maz kocha bardziej,ale to,jak sie zachowywal zaprzeczalo slowom. Bo to ja ,uwazalam, kochalam bardziej. Ale jemu wydawalo sie inaczej. Uczciwie przyjrzyj sie na Twoje zachowanie w stosunku do zony. Podobno dobry zwiazek to taki, w ktorym o wszystkim sie rozmawia. Moze wiec, zamaiast rozmawiac w intenecie z obcymi ludzmi, porozmawiaj z zona w domu?

    --
    "Są ludzie, niedźwiedziowie i wilcy"
  • 17.03.17, 18:25
    Molly dziekuje Ci bardzo. Sam mam związek nastoletni, w małżeństwie staż prawie dziesięcioletni i zawsze uważałem podobnie. Problem polega na tym, ze okopalismy sie z zona na swoich pozycjach i rozmowy nic nie dają. Jedno swoje, drugie swoje. Ona twierdzi, ze jest taka, jaka jest i ze tego nie zmieni, ze potrzebuje przestrzeni. Ze jestem dla niej najważniejszy i ze to, ze nie odeszła, najlepiej tego dowodzi. Problem polega na tym, ze ja jej zawsze ufałem bezgranicznie, a w tej chwili nie wierze w żadne jej słowo. Ona twierdzi, ze mam odpuścić i ze ona potrzebuje spokoju i odrzuca moje argumenty o tym, ze powinna zawalczyć o moje zaufanie, odzyskać je, powiedzieć o wszystkim.
    Szukam raczej rady, w jaki sposob podejść do niej, porozmawiać z nią, żeby nie wracać do utartego schematu, w którym każde mówi o własnych żalach albo używa słów, ktore ranią druga strone
  • 17.03.17, 18:27
    Co do tego, kto kocha bardziej, to sa jej słowa. Ona tak uważa, ze kocham bardziej, ze jestem mocniej zaangażowany. Tak rzeczywiscie zawsze było, zaakceptowałem to.
  • 17.03.17, 19:54
    Hmm, jak się tak przyglądam temu co piszesz, to mam wrażenie ze się pozamieniałes z żona emocjami.
    Taki mamy świat ze nas unifikuje choc my ,z naszymi ' zapóźnionym' archetypami /rolami społecznymi/ za nim nie nadążamy.. stad wniosek, ze byc może jako mężczyzna za dużo gadasz, a za mało robisz!
    Proponuje wuec pójść za rada tutejszych i odpuścić.. zamilknąć, zająć się sztukami pięknymi /najlepiej jakimś modelem samochodu klasy C++/
    Wyjść pare razy z kolegami /!/ do kina na mocny seans, a na pewno przemyśleć sobie siebie.
    Z pewnością spotkania na mieście z kolegami dadzą ci nieco więcej dystansu do sytuacji. A poza tym zmieni ci się seks. Jak znam życie nic tak dobrze moe robi ha fantazje seksualne jak świeże powietrze w gronie kumpli/
    No i to tez jest najlepszy afrodyzjak dla kobiety.. kochanek, który dobrze wie co chce zrobić...i który to robi a nie ględzi

    dobra radę dała ci tez mollka, jeśli chcesz gadać z żona to gadaj byle nie o tym p czym dotychczas. Może o kosmosie?
    Tak sobie myśle, ze jeśli chcesz by ona traktowała cię jak kogoś równie atrakcyjnego jak jej fumfle, to powinies pozbyć się fumfli.. ;|
    proste-odpuszczenia sobie nakręconej przez zazdrość miłości pozwoli ci na odzyskanie poczucia wartości w sumie na racjonalne podejście do małżeństwa z rozsądku.
    Na koniec pocieszenie, jak znam życie- to twoja małż i jej atrakcyjność szybciej niż ty będzie potrzebowała 'wsparcia'
    Pomysl, już teraz o tym pomysł, co wtedy zrobisz.. :/



  • 17.03.17, 20:55
    Z odwróceniem ról społecznych pełna zgoda, masz absolutna racje. Niezależnie od tego, ile sukcesów zawodowych odnoszę, w domu jestem w defensywie, to ja mam role kobieca, choć zawodowo uchodzę za samca alfa.
    Ale jesli handlowanie to gra, to małżeństwo jest gry forma najwyższa, gdzie małżonek jest kontrahentem najważniejszym. Musze odwrócić role, a co do pozbycia sie funfli to nie ma sensu. Jeden z nich wypadł z gry, bo skumała sie jego zona. Skontaktowała sie ze mna, narobiła rabanu i efekt był tylko taki, ze jeden funfel został zastąpiony innym. To nie w nich jest problem, a w mojej żonie i jej relacji ze mna i z nimi.
  • 17.03.17, 21:22
    Ja bym powiedziała, ze nie w żonie problem.. ale w tobie; albo raczej w tym, ze uparłeś się traktować ja jak kogoś wyjątkowego, bezcennego..podczas gdy to tylko człowiek.. no powiedzmy, Gary Gliter:|
    youtu.be/NpAYBsWcLuM
  • 17.03.17, 21:37
    Zona nie jest kimś wyjątkowym? Troche rewolucji w głowie to wymaga, dzieki. Gary Glitter, dobre :)
  • 17.03.17, 21:55
    kujlek36 napisał(a):

    > Zona nie jest kimś wyjątkowym? Troche rewolucji w głowie to wymaga, dzieki. Gar
    > y Glitter, dobre :)


    ,..na swoj sposob kazdy z nas jest wyjatkowy, ty tez. a to zapamietaj, szanuj i siebie samego, a zyskasz szacunek blizniego, amen.


    --
    ~~
    ,..kelly c..walk away
  • 17.03.17, 22:00
    .. czy ja wiem czy rewolucji.. raczej łagodnego racjonalizowania. Po prostu popatrz się i ocen ,na zimno, jak robi to twoja żona i ja naśladuj.
    Co do podziwu- ok, każdy z bliskich sobie ludzi powinien być.. wygodny w obsłudze- /upraszam wybaczenia jeśli nazbyt skolokwializowalam/ moim zdaniem bliscy sobie ludzie są praktyczni- nawet gdy się pogniota- szybko się rozprasowuja../uśmiechają/
    Tak a prop domu, rodziny..
    W moim domu wygodne rzeczy /po kądzieli/ nazywano piernymi.. pralo się strzepywalo wkładało i wyglądało jak Holly Golightly... albowiem wygodne rzeczy to proste rzeczy. Identycznie z ludźmi- pierny człowiek nie wymaga od innych .. sam jest wygodny- ergo musieć ma wyjątkowe poczucie humoru, czego i tobie, na koniec, życzę:|
  • 17.03.17, 22:20
    a widzisz moja droga, z tym okresleniem pierny/ne to ja bym raczej ostroznie, bo widac,ze malz. kolegi jest juz wystarczajaco pierna, sa gospodarstwa domowe gdzie tym okresleniem nazywa sie potrawy ostro przyprawione pieprzem, tak ze ten tego wiesz...8)

    --
    ~~
    ,.take good care of my baby
  • 17.03.17, 22:29
    Oj ty wiesz, twoja żona, mollka.. każdy kto ma za soba 'trochę' lat, wyluzowany popęd- wyluzowany "podziw" -wie, ze w dobrym małżeństwie trzeba się naprawdę lubić, przyjaźnić. Wtedy człowiek jest pierny /i najczęściej nie pierdny.. zbyt często ostre, szkodzi na uchyłki:/
    Wtedy i tylko wredy
  • 17.03.17, 22:32
    ...Wredy tylko wtedy są gdy się nie śmieją.
    /żona kleika jakby się nie uśmiecha..a on wtedy panikuje- mietki chłop jest:/
  • 17.03.17, 22:39
    no, fakt mietki, zal mi go..to jest tak jak ma sie oczojebnie b. atrakcyjna zone,a jednoczesnie to taka krolowa sniegu dla meza..wiem co to zazdrosc, przed laty tez mnie czasem dopadala, kuzwa dobrze jest miec ladna zone, ale bezpieczniej przecietna,a za to bogata..

    --
    ~~
    ,.take good care of my baby
  • 18.03.17, 08:09
    Niestety szare myszki nigdy mnie nie kręciły, zawsze w zakresie dziewczyn ustawiałem sobie najwyżej jak się dało. Tak samo robiłem w życiu zawodowym. Od liceum, kiedy tylko spodobała mi się jakaś dziewczyna, po prostu ją zdobywałem i nie zdarzyło mi się odrzucenie. Moją poznałem na studiach i wtedy inne przestały mnie zupełnie interesować.
    Rozumiem, że mimo sukcesów zawodowych, mimo atrybutów fizycznych i intelektualnych, po prostu jako spantoflały tatuś po prostu przestałem dla żonki być atrakcyjny i szuka innych wrażeń bez chęci opuszczania małżeństwa? Zawsze najbardziej mnie zastanawiało, dlaczego Ci chłopcy są "o trzy klasy niżej"
  • 18.03.17, 14:17
    Zawsze najbardziej
    > mnie zastanawiało, dlaczego Ci chłopcy są "o trzy klasy niżej"

    dlatego, że tych z twojej klasy już zna.

    poza tym, jeśli twierdzi, że jej nie kręcisz, to tak jest. nie chce się rozwodzić, bo dużo z tym zachodu, szczególnie jak obie strony nie wyrażają chęci podania sobie ręki i powiedzenia pa pa,, więc będzie w tym tkwić z tobą kochającym bardziej i innymi na boku.

    moim zdaniem, to na razie odpuść węszenie i wypytywanie, gdyż niestety są to argumenty na jej młyn, ale nie spodziewaj się, że to koniec. ciąg dalszy nastąpi, gdy tylko twoja żona uzna, że ucichło.

    --
    out of space
  • 18.03.17, 15:11
    Pytanie jest następujące - czy w takich sytuacjach możliwy jedt powrót do związku, w którym będę ja kręcić. Bo jesli nie, to zawsze juz bedzie szukać kogoś na boku, a ja skończę ze zmarnowanym zyciem
  • 17.03.17, 22:50
    i to jest blogoslawienstwo, kiedy jest luzik w majtach,to wtedy nikt po wiosce nie lata i nie szuka okazji bo ma swedzenie miedzy duzymi palcami..

    --
    ~~
    ,.take good care of my baby
  • 18.03.17, 07:56
    Rzeczywiście kiedyś wszystko było łątwie, małżeństwo naprawdę super, tylko że ja straciłem dystans, dowiadując się o machinacjach na boku. Dzięki Wam zrozumiałem, że tym samym straciłem całą atrakcyjność. Dzięki
  • 18.03.17, 07:59
    Nie jestem psychologiem , ale czytajac Twoje posty pomyslalam, ze Twoja zona ma potrzebe podobania sie mezczynom i flirtowania z nimi. Wiele kobiet tak ma i to nie jest nic zlego. Moze jestem prozna, ale jak sie ktos za mna ogladnie, nawet niezbyt atrakcyjny lub nawet starszy niz moj ojciec, to od razu bardziej chce sie zyc. ;)
    Druga sprawa, troche mi sie dziwnie zrobilo, ze czujesz sie lepszy od tych facetow, ktorzy Twoja zone w jakis sposob fascynuja. Moze to Twoje "alfa" ja jakos przytlacza i zwraca uwage na gosci, ktorzy sa inni od Ciebie. Byc moze w jakis sposob w swoim zyciu jestes troche nadety, ze wzgledu na te sukcesu. Ja nie oskarzam, tylko tak delikatnie namawiam Cie do autorefleksji. Moge sie mylic, rzecz jasna.
    Najbardziej przykre dla Ciebie musi byc to, ze zona mowi, ze ja "nie krecisz". Ja bym sie na tym skupila. Moze cos da sie zrobic, zebys ja znowu krecil. Na pewno nie zaczniesz jej krecic jak bedziesz ja chcial kontrolowac. Nie daz do tego by miec dostep do jej maili i chatow. Ja nigdy w zyciu nie prowadzilam cyberflirtu, ale nie zniosalabym mysli, ze moj maz sprawdza poczte, sms-y itd. Czlowiek musi miec przestrzen zyciowa nawet w malzenstwie. Byc moze pragniesz takiej bliskosci od zony, ktora ja tlamsi.
    Bardzo prosze nie obrazaj sie na mnie za te slowa. To sa tylko domysly i sugestie do przemyslenia. Zycze powodzenia Twojemu malzenstwu i odbudowy zaufania w nim.
  • 18.03.17, 08:46
    Nie mam się co obrażać, bo w dużej mierze trafiłaś w sedno. Moje "alfa" może tym mocniej ją przytłaczać, że sama zawodowo też wydaje polecenia i zarządza. Wiem, że jestem trochę przekonany o własnej wyższości, nie mówię, lecz przemawiam, nie chodzę, lecz kroczę, ale to niestety cecha osobowościowa, która jest niesłychanie wzmacniana przez pracę i jej charakter. Mogę z tym walczyć, ale tego nie zwalczę.
    Pisząc o tym, że jestem "lepszy" od tych facetów miałem raczej na myśli taką sytuację, w której żona posiadająca dobrego, kochającego i bogatego męża porzuca go dla szczerbatego faceta bez studiów albo decyduje się na rolę "tej trzeciej" u boku żonatego bawidamka zadłużonego po uszy bądź zostaje kochanką synka na utrzymaniu tatusia. Obiektywnie, zdroworozsądkowo powiesz: "głupia", choć w tym szaleństwie jest metoda. Każdy z nich ma ten specyficzny rodzaj lekkomyślności, który może być uznawany za atrakcyjny, bo łączy się z brakiem robienia planów, wesołkowatością, swoistym "luzem w tyłku". Ja taki nie jestem niestety, zawsze robiłem plany i w tym zakresie, nawet jeśli się staram, odpadam w przedbiegach. Nie nadrobię poczuciem humoru, bo to nie o to tu chodzi, raczej takie przekonanie, że nie warto mieć trosk.

    Każdy lubi, jak ktoś się nim zainteresuje, nawet ja. I zdaję sobie sprawę z tego, że w dotychczasowym życiu dawałem jej bardzo dużo swobody i sposobności do takich zachowań, a teraz krzywo odbieram każdy uśmiech, dręcząc tym i siebie i nią. Może opisanie tego jest formą autoterapii i sporządzenia mapy drogowej. Albo jakoś trafię do niej i do siebie albo mi się małżeństwo rozpadnie. Czuję po prostu, że mam trochę zbyt mało danych, żeby podjąć decyzję i przyjąć ścieżkę postępowania, a nie chcę tych danych na siłę wyciągać od żony, bo swoim drążeniem i dopytywaniem tylko pogarszam sprawę
  • 18.03.17, 14:31
    .. tak tak, sporządzanie map /zamiast autoterapii/ to dobre rozwiązanie.
    Tylko aby to robić z innymi trzeba to pierwej zrobić ze sobą. Porządek rzeczy /implementacja/ przede wszystkim
    Zwrócę więc ci uwagę na dwie rzeczy- otóż, -oceniasz sytuacje, małżeństwo z pozycji moderatora systemu /który wziął i się zawiesił/
    -nie umiejąc znaleźć przyczyny obwiniasz swojego pracownika /żona / , ze sie na systemie nie znasz i nie umiesz zresetować.
    Jeszcze jedna rzecz,
    akurat danych /do analizy:/ masz dość, a może nawet nadto.
    Gdy ci pisałam o pozbyciu fumfli..
    nie myślałam o ich eliminacji.. myślałam raczej o pozbyciu się, z waszego małżeństwa paradygmatu /reguł któreś ustanowił/ i który, głównie ciebie determinuje i nakręca do powielania błędów..
    Naprawdę wyluzuj, idź się zabawić albo zrób coś co cię wyrwie z tej korporacji któraś se zaprogramował.. z tego nieustannego alfowania/kontroli/ wyjdzie ci tylko beton w głowie, a tego zadna ludzka sztuka,., nie zniesie.
    Wiosna idzie- rozpuść włosy.

  • 18.03.17, 15:09
    A jeślim łysy jak kolano? Ok, przyjmuje, natomiast inna kwestia jest chęć odpuszczenia (chciałbym bardzo) , a inna umietetnosc dokonania tego. Co z tego, ze chce odpuścić, jesli wytrzymuje tylko kilka dni i zaraz mnie szlag trafia. Ona ma taka zdolność i umiejetność, ze jesli mam obniżony nastrój, ona to swietnie wyczuwa i tak długo drąży mnie pytaniami, co sie dzieje, ze w końcu pękam i wylewam wszystkie żale. Błędne koło
    Co do paradygmatu to patrze na to troche z innej strony - kiedy braliśmy ślub, pełna uczciwość i wierność była dla mnie warunkiem kluczowym, sine qua non. Ona wtedy sie na to zgodziła, dzisiaj twierdzi, ze została zmuszona
  • 18.03.17, 20:30
    No o tym mówię, skoros łysy jak kolano- rozpuść włosy.
    To rzeczywiście dość bolesne ćwiczenie wyobraźni, szacunku, inności -akceptacji zmian ale jedyne wyjście;
    mam wrażenie, ze w swoim małżeństwie doszedles do ściany płaczu., ty, a nie twoja żona. Ona jak widać- znajduje się w zupełnie innym miejscu życia..
    Cóż ci mogę poradzić, mój udręczony kolego..
    oprócz tego byś zamiast w domu/ po kryjomu/ wył z rozpaczy /w knajpie?:/ w rękaw nieznajomego.
  • 18.03.17, 20:52
    No cos ty, przeciez moje zycie jest idealne, przynajmniej tak wszyscy dookoła sadza ;). Jesli kilka osób mówi, ze doszedłem do ściany i nie mogę zrobic nic, pozostaje mi tylko zdać sie na powrót rozsądku u zony bądź szykować sie mentalnie do rozwodu. Nikogo nie zmuszę ani do milosci ani do uczciwości. Smutny ten dzien. Nie przywykłem do tego, ze na pewne rzeczy nie mam wplywu
  • 18.03.17, 21:24
    Hahaha, no tos popłynął.. 'powrót rozsądku u żony..' gdy tak naprawdę powodem to zes intercyza rządził i dzielił ..z sine qua non;|
    Oj kleik kleik..weź poczytaj Thomasa Hardy'ego..:)
  • 18.03.17, 21:31
    Nie mam intercyzy, zawsze uważałem, ze to wstęp do rozwodu, choć mój adwokat pewnie byłby innego zdania. Za Hardy'ego podziękuje, potrzebuje teraz raczej czegoś przywracającego do zycia.
    Zawsze holdowalem romantycznej wizji milosci i zawsze bardzo kochałem moja zone, wiec, choć to moze dla Was irracjonalne, zawsze liczyłem, ze jednak zona zacznie stosować sie do słów przysięgi małżeńskiej.
  • 18.03.17, 21:41
    Czekaj czekaj.. przecież przysięga wcale nie jest romantyczna za to Hardy i ci-romantyczni goście /trzy klasy niżej od ciebie/ z pewnością;)

    Naprawdę, gdy tak cię czytam, dobrze widać, ze swiat ci się zawalił bo bogini okazała zwykła kobieta.. urażona duma cierpi, schemat.. cierpi, i coś tam coś tam, bla bla bla
    Jest sobota wieczór.. napisz co robisz nudnego, a co chciałbyś... zobaczymy jaki jesteś romantyczny:/
  • 18.03.17, 21:51
    Robie to, czego według Was nie powinienem robic. Załatwiłem opiekę do dzieci, najpierw była knajpa i wino, teraz film. Zła metoda?
  • 18.03.17, 22:02
    Czy ja wiem czy zła.. taka sobie. Robisz to co lubis znaczy to co zwykle.
    Wiec spędzacie czas we 'dwoje' + my /?/
    A żona o nas wie?
  • 19.03.17, 09:04
    Normalnie bym powiedział. Teraz nie wiem sam. Jeśli ma to być moja decyzja, sam do niej powinienem dojść, choć mam poczucie, że ukrywanie tego jest naginaniem własnych zasad.
  • 18.03.17, 23:51
    zdrowie (Ci) dopisuje, kasa sie zgadza, przyzwoity seks jest, dzieciarnia zdrowa...

    jakies-tam porozumienie duchowe i intelektualne tez jest
    - a dowodow zdrady nie ma...

    95 % mezczyzn calowaloby Pana Boga po nogach za taki Uklad.

    a ty, jak malolat, mekolisz o braku romantycznej milosci...

    smiech na sali...
  • 19.03.17, 09:11
    Obrotowy, czytasz tyle, ile chcesz przeczytać. Zdrada i seks był, tylko że nie o niego w tym momencie chodzi, a o zaufanie. 95% związków właśnie w tym momencie by się wyłożyło, a dla mnie akurat to nie jest najważniejsze. Jeśli jeździła kilkaset kilometrów do starego kochasia co najmniej dwa razy w trakcie naszego małżeństwa, to przecież nie po to, żeby razem zjeść frytki (a nie wiem, ile razy mogli się spotkać na stopie neutralnej ani ile razy przyjechał on). Jeśli z kimś flirtuje, wysyła mu zdjęcia, umawia się na wypad do hotelu, to przecież nie po to, żeby czytać najnowszy przewodnik Michellin.
    Po prostu dla mnie to nie jest osią problemu, więc sie na tym nie skupiam, zresztą zdobywanie dowodów zdrady musiałoby być wynikiem prowadzenia przeze mnie jakiegoś śledztwa, co uważam za bezcelowe i sprzeczne z prawem.
  • 18.03.17, 23:42
    kujlek36:
    >Ona wtedy sie na to zgodziła, dzisiaj twierdzi, ze została zmuszona

    Skoro uważa się za zmuszoną to oddaj jej tę upragnioną wolność. Jak widać "syndromu sztokholmskiego" nie udało Ci się uzyskać więc w tej sytuacji ja nie widzę dla Was przyszłości. Zacznij ustalać warunki rozstania, najpierw z prawnikiem a potem z /jeszcze/ żoną.
    Powodzenia na nowej drodze życia.
    Szczerze.

    --
    Nigdy nie zalewaj smutków, cholery umieją pływać!!!
  • 19.03.17, 09:14
    Niestety nie widzę na dzisiaj takiej opcji. Przeszedłbym z miłości do nienawiści. Ustalanie warunków rozstania wymaga sporej dozy obojętności, a do tego etapu jeszcze nie doszedłem i wielu konfliktów pewnie jeszcze trzeba, bym doszedł. Dzieci szkoda
  • 19.03.17, 21:21
    "Najbardziej przykre dla Ciebie musi byc to, ze zona mowi, ze ja "nie krecisz". "...
    a nie łaska ruszyć - z przeproszeniem - dupę i przynieść imadło z piwnicy czy garażu????????
  • 19.03.17, 21:55
    I co mam sobie w to imadło wsadzić ;)
  • 18.03.17, 16:28
    Musisz albo zaakceptować to ze żona lubi/musi miec jakies podniety, sekrety flirty, lub rostac sie.
    Rozwalicie rodzine wspolne relacje, ty bedziesz wiecznie niepewny,sfrustrowany ,a ona bedzie sie denerwować ze ja kontrolujesz.
    Nie jestes dla niej najważniejszy, jestes rodzina, jak czesc układanki, czymś oczywistym, co trwa.

    I tacy ludzie sie nie zmieniają w ty w koncu bedziesz zmęczony, nadejdzie chwila ze bedziesz na nia patrzył z obrzydzeniem, bo rozważa rodzine dla kilku chwil nieznaczących flirtów.
    To smutne i wkurzające. Ale ona odbiera cie jako pewnik.
    Moze ty zacznij ja traktować identycznie jak ona ciebie, flirty ,koleżanki z pracy itp.
    Ale wtedy to bedzie wojna podjazdowa Kto co udowodni.

    Jedynym wyjściem jest rostanie.
    Zanim pojawi sie nienawiść.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • 18.03.17, 17:22
    Ten etap mam juz za sobą. Kolezanka zony podrywała mnie dość ordynarnie, ale nie wzbudziło to zazdrości zony, tylko raczej szydere, ze jestem dokładnie taki sam. Moje wyjazdy z kolegami, tak samo jak wyjazdy sluzbowe, nie wzbudzają zazdrości, wykorzystuje je np na intensywniejszy flirt. Koleżanki tez w ostatnich latach dobrała sobie według klucza "zdradzająca i oszukująca meza". Kiedy sie poznalismy, kolegowala sie z zupełnie innymi dziewczynami
  • 18.03.17, 19:26
    Nie uważam, że to Ty rozwalasz małżeństwo. Jak dla mnie w udanym związku nie ma miejsca na takie akcje jakie robi Twoja żona. Twoja reakcja w tej sytuacji jest całkiem naturalna. Nie masz zaufania i wynika to z Twoich doświadczeń a nie z wymysłów. Ciężka sprawa. Wygląda na to, że Twoja żona ma inne oczekiwania co do małżeństwa - jak dla mnie nie do przyjęcia. Szczerze mówiąc to uważam, że po stronie żony jest coś do zrobienia ale ona musiałaby chcieć pokazać Ci, że mozesz jej zaufać.
  • 18.03.17, 20:16
    W tym sensie rozważam małżeństwo, ze od kiedy sie dowiedziałem, a dowiedziałem sie naprawde całkowitym przypadkiem i w głupi sposob, wszystko sie posypało. Do tego momentu swietnie sie kryla i nasze małżeństwo było harmonijne, nie kłóciliśmy sie, żyliśmy zgodnie. Stad ona wyszła z założenia ze nie powinna mi nic mówić, bo gdybym nie wiedział, żylibyśmy zgodnie. To przeświadczenie wzmacniają w niej je koleżanki, a zwłaszcza jedna, która ma z mezem troche inne niż standardowe preferencje seksualne
  • 18.03.17, 21:58
    No ale przecież to jest całkiem normalne, że jak się dowiedziałeś to się posypało. Nie kłóciliście się bo nie wiedziałeś. To absurdalne zwalać winę na Ciebie. Jeśli dla niej oszukiwanie męża i utrzymywanie relacji z innymi facetami jest ok dopóki mąż o tym nie wie to jest to jakieś wypaczone myślenie. W ten sposób zwala odpowiedzialność na Ciebie. I z tego co rozumiem to chyba nawet się nie poczuwa do winy - jej postawa źle rokuje. A już zwłaszcza to, że w czasie narzeczeństwa czyli w czasie, który wg mnie powinien być czasem miłości wdała się w romans - to pokazuje w sumie jej moralność i podejście do związków. Wiem, że tacy ludzie istnieją ale wygląda na to, że Ty do nich nie należysz. U mnie w pracy jest para: koleżanka - mężatka z dwójką dzieci i kolega - ma narzeczoną - we wrześniu bierze ślub. Mają romans. Jak się o tym dowiedziałam to byłam w ogromnym szoku. Zwłaszcza jeśli chodzi o tego kolegę - ja tego nie pojmuję. Ma zaplanowany ślub, związek nie jest jakiś przechodzony i gździ się ze starszą koleżanką. A najlepsze jest, że on nie wie, że ja wiem i przy mnie mówi jakim to on jest dobrym narzeczonym bo coś tam jej kupuje, zawozi do pracy, jeździ do jej rodziców itp.- śmiechu warte. Ale to pokazuje jak niektórzy mają różne od mojego podejście do tych spraw.
  • 19.03.17, 06:37
    a tym bardziej - gdy nie ma widoku na seks i obie strony nic w tym zakresie nie czynia.

    zyjemy w Cywilizacji Zachodniej i SAME rozmowy mesko-damskie,
    nawet zonatych i mezatek
    nie sa w niej zakazane.
  • 19.03.17, 09:18
    Co jest zakazane, to akurat ustala się w obrębie związku. Tak jak Ci pisałem, seks może nie jest osią problemu tych romansów, ale był. A czy jest, nie wiem, do tego trzeba zdobywać dowody, a tego nie robię. I robić nie zamierzam, uważam to za bezcelowe. A żona sama z siebie niczego nie powie. Seksu było wystarczająco na seks z orzekaniem o winie wyłącznej żony, przyznaje to nawet ona sama.
  • 21.03.17, 02:56
    kujlek36 napisał(a):
    > Co jest zakazane, to akurat ustala się w obrębie związku. Tak jak Ci pisałem, s
    > eks może nie jest osią problemu tych romansów, ale był. A czy jest, nie wiem, d
    > o tego trzeba zdobywać dowody, a tego nie robię.


    - skoncz juz te zarty.
    babski tekst
    i zaden mezczyzna - majac udaby seks nie robilby tu problemow.
  • 20.03.17, 00:39
    kujlek36 napisał(a):

    > Ten etap mam juz za sobą. Kolezanka zony podrywała mnie dość ordynarnie, ale ni
    > e wzbudziło to zazdrości zony, tylko raczej szydere, ze jestem dokładnie taki s
    > am. Moje wyjazdy z kolegami, tak samo jak wyjazdy sluzbowe, nie wzbudzają zazdr
    > ości, wykorzystuje je np na intensywniejszy flirt. Koleżanki tez w ostatnich la
    > tach dobrała sobie według klucza "zdradzająca i oszukująca meza". Kiedy sie poz
    > nalismy, kolegowala sie z zupełnie innymi dziewczynami

    I ty sie jeszcze zastanawiasz? Waszego małżeństwa juz nie ma, chyba ze fizycznie mentalnie juz nie istnieje, albo rostanie ale pocieszycielką.
    I to zoba rozwala wasze małżeństwo, jeśli jest tak jak napisałeś to zimna wyrachowana kobieta.
    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • 18.03.17, 21:53
    >Potrzebuję rady, co robić. Jak trafić do żony i samego siebie. Jak spróbować odnaleźć nić porozumienia
    A mozesz sprecyzować, co dokładnie chcesz osiągnąc i co polepszyć? Bo z tego co piszesz, to docierasz do niej - ona poinformowała cie przecież o zaqkończeniu tych miłostek, piszesz, ze lubicie się. o co w sumie tobie chodzi?
  • 19.03.17, 09:22
    O to, że pierwszy raz poinformowała o zakończeniu przygody, która głupio wyszła, półtora roku później, a co najmniej rok później była z nim w kontakcie i analizowała czat z nim z koleżanką. To samo jest z innymi. Powiedzenie więc, że coś zakończyła, traktuję wyłącznie jako twierdzenie na użytek mój. Ona twierdzi, że zakończyła, ja zaczynam patrzeć na jej ręce i węszyć, wtedy wychodzi jednak, że kłamała, ona twierdzi, że to ten jeden raz i tak wkoło Macieju. Taki zaklęty krąg, wzajemna sympatia siłą rzeczy paruje, nawet wspólne pasje dają coraz mniej radości, bo patrzymy na siebie podejrzliwie.
  • 19.03.17, 14:11
    z etgo co piszesz wygląda na to, że jej nie kręcisz. Więc czegokolwiek być nie próbowal zrobić, w tym stawac przed nia na głowie, robić najbardziej romatyczne rzeczy, jakie możnaby sobie wydumać, to nic nie zmieni. No ale skoro chcesz... jasno określ się i swoje oczekiwania wobec tego związku. i zmień sposób postępowania, nie nagabuj jej co chwilkę swoimi podejrzeniami, bo to tylko męczy i irytuje a nic nie wnosi. Daj sobie/wam jakiś czas - kilka miesięcy, w tym czasie daj na luz, zmień podejście, zaufaj (przynajmniej poudawaj). A po tym czasie sprawdź.
  • 19.03.17, 20:36
    Przy niej niestety wymiękam. Tak mocno mi zależy, ze robie wszystko inaczej, niż zrobiłbym w analogicznej sytuacji w zyciu zawodowym. Po prostu nie umiem sie odseparować od problemu, tylko tkwię w samym jego epicentrum i robie rzeczy, które oceniając z boku okreslilbym jako głupie. Na pewno nie będę w stanie odpuścić na kilka miesięcy, żeby po tym sprawdzic, to absolutnie nie leży w moim charakterze, jestem prostolinijny, czasem aż do bólu i nie potrafie kręcić i kluczyć
  • 19.03.17, 21:24
    no to masz problem chłopie.

  • 19.03.17, 21:30
    lekarze nie leczą własnej rodziny, a adwokaci nie prowadzą własnych spraw właśnie dlatego, że ciężko wtedy jest złapać dystans. Może jak będę wystarczająco tłukł sobie do głowy, że mam odpuścić, to mi się wreszcie uda ;)
  • 19.03.17, 21:42
    och, taki mądry jesteś, a zaproponowałeś przynajmniej małżonce terapię? Czy, z racji tego, ze tak przeżywasz, bo osobiste, nawet na to nie wpadłeś?
    I nie do konca, ludzie dorośli sami probują a w pierwszej kolejności radzić sobie ze swoimi małżeńskimi problemami. Rozmową, czynami. Jesli to sie nie udaje, to pozostaje terapia dla próby poratowania.

    A tak poza tym, nie tylko sprawiasz wrażenie bardzo prostolinijnego, jak piszesz, ale rownież trochę takiego gburka, "och i ach". W ogole, opisujesz sytuację w taki sposob, zę na myśl przychodiz mi tylko jedno - patologia, do ktorej obydwoje sie przyczyniacie.

    A w pracy lubisz zazdrosnych o każdy twój ruch dupolizów?
  • 19.03.17, 22:00
    Proponowałem terapię, tylko ona się nie chce zgodzić.
    To, że rzeczywiście posiadam pewne cechy, może nie gburka, ale przemądrzałego prymusa, napisałem powyżej. Moja robota niestety to wzmacnia, mogę z tym walczyć (jestem świadomy tej wady i staram się ją neutralizować), ale nigdy tego nie zwalczę do końca.
    W pracy nie mam problemu z dupolizami, bo to ja jestem szefem
  • 19.03.17, 22:17
    to moze tak. trudno jest szanować bluszcze i bluszczary. Ty chyba robisz za takeigo niepewnego bluszcza. Brak wam szacunku do siebie, inaczej ona nie podniecalaby się jakimiś leszczami spod bloku, a ty byś jej ciągle nie sprawdzał i nie robił ciągle jej jakichś wyrzutów. A tak, to sorry, ale ani ty nie traktujesz jej poważnie nie mogąc jej zaufać, ani ona ciebie, dokładając tobie wirtualne rogi. Stąd patologia. Dobra, tyle ode mnie, bo widzę, że lubisz sobie pogaworzyć. Przyjemnej dyskusji! :)
  • 19.03.17, 22:26
    W ogóle nie lubię, po prostu staram się wycisnąć maksimum informacji. I sporo rzeczywiście się dowiedziałem. Rzeczywiście mogę być zgoła odmienny w robocie i w domu, Postrzegam siebie jako gościa sukcesu, ale rzeczywiście w domu jestem bluszczem, a to nie jest atrakcyjne, zwłaszcza dla pewnej siebie kobiety, która odniosła sukces. Dzięki tej pisaninie doszedłem do kilku wniosków, które spróbuję wykorzystać. Powiedzmy, że ten weekend był terapeutyczny.
  • 19.03.17, 00:03
    Niefajna sytuacja, nie prowadzi nigdy do niczego dobrego to, jesli ludziom nie zalezy na sobie tak samo.
    Nasuwa mi sie porownanie - mialam kiedys prace, swietnie placili, ale atmosfera i organizacja byly okropne, obowiazki nudne. Po poczatkowym zapale, przyszedl moment gdy siedzialam w tej robocie tylko dla pieniedzy, idac po najmniejszej linii oporu. Mialam trudny czas w innej sferze zycia, wiec nie chcialo mi sie specjalnie szukac czego innego. Nie staralam sie w ogole, doprowadzilam do sytuacji, w ktorej na pracodawce zrzucialam odpowiedzialnosc, co zrobi - jesli bedzie ciagle chcial placic miernemu pracownikowi duzo pieniedzy, to czemu mam nie zostac, a jesli mnie zwolnią - to sie w koncu uwolnie i znajde cos fajnego (niekoniecznie dobrze platnego). Cokolwiek by sie nie wydarzylo - mi bylo wszystko jedno, nie uwazalam, ze mam cos do stracenia.
    Mysle, ze podobnie ma Twoja zona - jest fajne malzenstwo, są dzieci, stabilizacja - po co to rozwalac, duzo zachodu z tym. Z drugiej strony - jesli koniec malzenstwa, to wolnosc i mozliwosc ponownego zakochania sie, romansow, etc. Cokolwiek sie nie stanie, i tak bedzie zajebiscie :)
    Mysle, ze zona po prostu zwala odpowiedzialnosc za decyzje na Ciebie - nie zazdroszcze :(
    Albo jest Ciebie tak 100% pewna, ze wie, ze cokolwiek nie zrobi, i tak bedziesz za nia "latał" (albo ze jej nie zostawisz ze wzgledu na dzieci). No to igra z tym ogniem, skoro jej wolno.
    Moze tylko taka powazna wizja, ze zwiazek moze sie naprawde zakonczyc, by ją otrzeźwila.
    Życze powodzenia, zeby sie sprawy ulozyly najlepiej jak sie da.
  • 19.03.17, 09:25
    Dzięki, pewnie masz dużo racji. Dążyć w takim razie do tego, żeby wobec takiej wizji stanęła?
  • 19.03.17, 11:00
    Naprawde trudno cos radzic, znajac tylko opis sytuacji, nie bedąc w srodku wydarzen.
    Troche wydaje sie, ze nie ma nadziei, skoro mowisz, ze nawet Twoje zainteresowanie innymi kobietami żona przekuwa na wlasną korzysc i usprawiedliwianie swoich flirtow.

    Moze sprobuj nabrac do tego dystansu, przestac sie tym przejmowac, przestac sledzic i wypytywac (wiem, latwo powiedziec :)). Moze to dodaje jej jakiegos pieprzu, ze owoc zakazany, itp.

    Troche znamienne, jakimi kolezankami sie otacza zona. Skoro sama ma cos na sumieniu, to bedzie sie kolegowac z podobnymi ludzmi, przykladne mezatki bombardowalyby ją swoją dezaprobatą, te zdradzajace beda utwierdzac w przekonaniu, ze to "no big deal, wszyscy flirtuja, zdradzaja".

    Przykra jest ta schizofrenia, którą "częstuje" Cie zona - z jednej strony mowi, ze kocha, z drugiej wydaje sie miec w dupie, ze Cie rani swoim zachowaniem. Moze to jakis rys psychopatyczny, moze nie posiada empatii? Albo serio juz jej wszystko zwisa i powiewa.

    Idiotyczne jest tez to, ze mowi, ze ją "zmusiles" do malzenstwa? 14 lat wtedy miala?? Mieszkaliscie w Arabii Saudyjskiej???
    C'mon!!

    Nie znamy Twojej zony, nie wiemy, co moze ją otrzezwic - konkurencyjna super samica pojawiajaca sie na horyzoncie?? Pozew o rozwod wyslany do sądu?

    Cokolwiek sie nie stanie, ja na Twoim miejscu bym powoli zaczela myslec nad planem ewakuacji - zbierac ew. dowody niewiernosci, screeshoty czatow, etc.

    Z tego co piszesz, nie wygląda to optymistycznie, niestety, mam nadzieje, ze sie myle.
  • 19.03.17, 21:34
    Zbieranie dowodów w mojej sytuacji nie ma sensu. Zbieranie dowodów mogłoby służyć tylko dążeniu za wszelką cenę do rozwodu z orzekaniem o jej wyłącznej winie, co po pierwsze i tak bym dostał, a po drugie nie ma znaczenia, bo ze wzlędu na stan majątkowy i posiadane zdolności żadne z nas nie mogłoby żądać alimentów od drugiego. Zbieranie haków dla samego zbierania jest kontrproduktywne.
    Co do koleżanek to w sumie jej się nie dziwię - to chyba naturalne, że stykamy się z ludźmi, z którymi nam dobrze i którzy nas akceptują - nikt nie lubi być z kimś, kto ciosa kołki na głowie (jak np ja swojej żonie od półtora roku).
  • 19.03.17, 12:05
    I jeszcze jedno - forum to burza mozgow, wiec sorry, jesli nie trafiam, ale takie pomysly przychodza mi do glowy:
    Troche pojade Freudem :) - czy jestes pewny, ze to Twoje "alfa" jest takie prawdziwe? Tzn. tak o sobie naprawde myslisz, czy jestes nim dzieki swojej pozycji i dzieki temu, ze wlasnie nigdy nie czules sie "alfa", wiec musiales to udowadniac 3 razy bardziej niz inni i dzieki temu odniosles sukces? Niczym Jaroslaw Kaczynski (sorry za porownanie :), ktory wlasciwie rządzi krajem i powinien byc alfa-alfa, ale kazdy wie, ze w srodku czuje sie malym miauczacym kotkiem, a nie ryczacym lwem :)

    Moze masz podobnie i Twoja zona to czuje i dlatego jej nie kręcisz?
    Moze ci jej kochasie sa w jej mniemaniu bardziej mescy, bo wlasnie jadą na luzaku i nie musza nikomu nic udowadniac? A za Ciebie wyszla, bo wiedziala, ze dobrze bedziesz pelnil funkcje "reprezentacyjne".

    Kurcze, mysle, ze troche (albo bardzo!) strzeliles sobie w kolano, kiedy wybaczyles romans - tu jest taki dziwny paradoks (ja tez mu podlegam :) - z jednej strony kobieta oczekuje, ze mąż wybaczy (swiadomie), natomiast kiedy on to robi, to zona traci do niego caly szacunek (ze "meskiego honoru" mu brak) + zostaje z poczuciem, ze zawinila, a nie spotkala jej kara (nieswiadomie). Zazwyczaj ludziom trudno sobie poradzic z taką zagwozdką psychologiczną, dążą do tego, zeby ta "kara" (np odejscie męża) jednak dala im poczucie wyzwolenia z wyrzutow sumienia. Troche poyebane, wiem :)

    Jeszcze cos z mojego osobistego doswiadczenia (i paru kolezanek :)
    To "niekręcenie" kobiety przez mężczyzne to jest super powazny problem, moim zdaniem. Bylam kiedys w zwiazku z facetem, fajnym, inteligentym, zarabiajacym, troszczacym sie, dobrym w lozku. Ale mnie nie krecil. No cholera, to jest biologia, nie da sie tego obejsc po prostu. Czujesz, jak cale cialo ci mowi - "to nie jest to". Jesz te owsianke na sniadanie, bo zdrowa i pozywna i trzeba zaspokoic glod, ale jej nie lubisz :) Nie wiem, co chodzi, czy to rzeczywiscie te feromony mowia kobiecie ze ten facet to nie ma dobrego zestawu genow dla jej potomstwa, czy co. Nie dalam rady tak dluzej, rozstalismy sie.
    Potem spotkalam faceta, ktory mnie krecil do szalenstwa, naprawde nie musial nic w tym lozku robic specjalnego, hormony dawaly mi taka dawke tego "narkotyku", ze seks to byla jedna wielka euforia przez pare lat.

    Jesli Twoja zona rowniez ma to porownanie, no to ciemno to widze, zebys mogl cos odbudowac na tym polu.
    Moze sprobuj szczerze porozmawiac z nia, bez klotni - niech Ci logicznie wyjasni tą sprzecznosc, jak widzi przyszlosc Waszego malzenstwa, czy chce zachowac rodzine, a te braki w "kreceniu" juz zawsze sobie rekompensowac flirtami, czy niby jak to ma dzialac wg niej.
  • 19.03.17, 21:40
    Dzieci mamy ok, ona mnie kręci mocno, więc to raczej nie kwestia złego doboru genów ;) Choć rzeczywiście problem pierwszorzędny. Ona się po prostu na facecie, który ją maksymalnie kręcił, bardzo się przejechała, więc może stąd taka reakcja. O szczegółach rozmawiać nie chce "bo skoro mnie wybrała, to jakiś powód miała"

    Moje "samczenie alfa" jest jak najbardziej prawdziwe. Zawsze wszystko przychodziło mi z łatwością, nie musiałem wyszarpywać sukcesu pazurami. Widzę też, jak działam na płeć przeciwną, nie mam problemów z przekonywaniem ludzi do swoich racji itp itd.
    Jestem za to inny niż jej ojciec, Ci chłopcy na boku są właśnie tacy, jak on. Luzak, alkohol, wesołek, lubiany przez wszystkich, przynajmniej do czasu, kiedy przegrał walkę.
  • 19.03.17, 11:00
    Drogi Autorze,
    miałem kiedys taka dziewczynę tak Ty obecnie masz zonę. Bylem z nią kilka lat. Nakrylem ją na zdradzie przez komunikator. Oczywiście wszystkiego sie wypierała i naginala tak fakty, ze wyszło, ze wcale nie zdradzała.
    Proponuje Ci, albo zaakceptuj zonę taką jaka jest, albo wycofaj sie z tego związku. Wiem, ze łatwo mowic.
    Sam mam podobny charakter jak Twoja żona, tez potrzebuje zmian i urozmaicenia. Nie mam jednak jak Twoja żona - takiego powodzenia u płci przeciwnej.
    Moja żona nigdy by sie na to nie zgodziła na jakieś urozmaicenie poza tradycyjnym modelem związku. Chciałbym, zeby tez kręcił ją seks grupowy.
    Moze Ty zaakceptuj bardziej otwarty związek, a spełnisz wiele fantazji zony, a przy okazji tez swoje. Chyba, ze nie kręci Cie seks grupowy lub kontrolowana zdrada żony.
    Twoja żona poczulaby wiele swobody w związku i Ty bys na tym skorzystał.
    Moze Wasza miłość odżyłaby poprzez większa wspólna intymność. Żona tez zaczęłaby Ci o wszystkim mowic, o innych facetach, bo widziałaby, ze Cie to podnieca i kręci.
  • 19.03.17, 21:43
    Moja żona wychodzi z wieku, kiedy powodzenie u płci przeciwnej się ma, jest taki wiek, po którym to kobieta musi się bardziej starać niż facet.
    Niestety tematy typu cuckold, zdrada kontrolowana, totalnie mnie nie kręcą, lubie eksperymentować, ale w ramach związku monogamicznego. Mam kolegę, który czerpie z tego podnietę, więc tym bardziej wiem, że to nie to.
  • 20.03.17, 06:45
    "To przeświadczenie wzmacniają w niej jej koleżanki, a zwłaszcza jedna, która ma z mezem troche inne niż standardowe preferencje seksualne."

    "Mam kolegę, który czerpie z tego podnietę, więc tym bardziej wiem, że to nie to".

    Czy chodzi o jedno i to samo małżeństwo, które jest w tych 2 cytatach?
    Jeśli tak Autorze, to prawdopodobnie Twoją żonę kręcą klimaty cuckold. Zwłaszcza ona chętnie wykorzystałaby Twoją zgodę na to, że ona ma "wolną" przestrzeń i bzyka się z innymi za Twoim przyzwoleniem, i co dla niej jeszcze lepiej z Twoim udziałem.
    Z czego to wnioskuję - patrzę na promiskuitywny charakter Twojej żony i duży wpływ na nią tej koleżanki (napisałeś słowa "zwłaszcza jedna"). Myślę, że do końca nie znasz swojej żony i jej prawdziwych preferencji seksualnych. Myślę, że ona bała się przyznać, że lubi klimaty zdrady kontrolowanej, tym bardziej, że nie wiadomo jaka byłaby Twoja reakcja jako "samca alfa".
    Poza tym jak widać, Ty ją nie kręcisz i mniej ona Cię kocha (lub wcale), więc takie "rogaczenie" byłoby jej na rękę, ma też do tego stworzony charakter i chyba spore libido, z tego co napisałeś.
    Moim zdaniem (wiem, źe Cię to nie kręci), jeśli chcesz uratować małżeństwo, niestety swoim kosztem, to musiałbyś wejść w klimaty cuckold. Żonę miałbyś pod stałym nadzorem, nawet sam mógłbyś się przyłączyć. Żona byłaby szczęśliwa, tylko Ty znowu musiałbyś się naginać. Patrząc na to jak Ci zależy na małżeństwie oraz jak masochistyczną postawę przyjmujesz ("rozwalam swoje małżeństwo", żona pomimo zdrady, chce żebyś to Ty się do niej dostosował, itp.), jesteś idealnym kandydatem to klimatów cuckold. Nawet macie takich znajomych, którzy bardzo chętnie wprowadziliby Was w taki seks.
    Pomyśl o tym co napisałem, myślę że drugą drogą w tej sytuacji jest rozstanie, bo nie wytrzymasz na dłuższą metę takiej postawy żony i jej zdrad. Po tym co napisałeś, gwarantuję Ci, że będą kolejne. Jak napisałem kłania się promiskuitywny charakter Twojej żony, jej spore libido (jak zakładam) oraz dobór przez nią odpowiednich znajomych.
    Chcesz mieć żonę, jej wdzięczność oraz większą intymność - wiesz co masz robić. W przeciwnym razie nie widzę innego rozwiązania niż rozstanie.
  • 20.03.17, 09:11
    To akurat inne osoby, jedna para z obszaru jej znajomych, druga moich. Takich par jest w gruncie rzeczy dużo, zwłaszcza jeśli wyszedłeś z młodości i masz trochę pieniędzy, to dostrzegasz, że ludzie zaczynają się nudzić i zaczynają realizować swoje różne fantazje, zabijać nudę etc. Żona twierdzi, że tego typu klimaty jej nie kręcą. W tym zakresie jesteśmy akurat wobec siebie szczerzy (przynajmniej tak sądzę), zresztą ona spróbowała kilku niestandardowych rzeczy (nie tylko ze mną) i ma dość dobre rozeznanie, co było fajną fantazją, a co w realu się nie sprawdziło.
    Co do mojego masochizmu to jest trochę inaczej. Po prostu zawsze uważałem, że miałem małżeństwo bardzo szczere i otwarte, w którym wiodłem prym i wyznaczałem kierunki, nagle się okazało, że przywództwo straciłem. I nie chcę pogodzić się z porażką, przede wszystkim ze względu na dzieci. Miłość własna i rodzaj narcyzmu, który właśnie w sobie odkrywam, nie jest tu chyba również bez winy. Rozumiem, że mogę się nagiąć, żeby ratować małżeństwo, ale w tym zakresie aż tak elastyczny nie jestem
  • 20.03.17, 11:35
    1west1 napisał(a):

    > Z czego to wnioskuję - patrzę na promiskuitywny charakter Twojej żony (...)

    Promiskuitywny charakter! Fantasta z ciebie, kochasiu! ;-)
  • 20.03.17, 11:43
    No właśnie, wiele mogę mieć żalu do żony, ale na pewno nie mogę jej zarzucić promiskuitywizmu. Wtedy latami nie wzdychałaby do byłych kochanków
  • 20.03.17, 20:02
    Drogi Autorze, wlasnie możesz zarzucić zonie promiskuityzm w znaczeniu rozwiązłości i chęci zaspokojenia potrzeby seksualnej i emocjonalnej poza małżeństwem.
    Czy nie mam racji?
  • 21.03.17, 12:00
    Promiskuitywizm zakłada brak zaangażowania uczuciowego
  • 21.03.17, 20:17
    "Promiskuitywizm zakłada brak zaangażowania uczuciowego."

    Słownikowo tak, mi chodziło o rozwiązłość, zdradzanie. To słowo oznacza tez brak reguł współżycia małżeńskiego...
  • 21.03.17, 20:32
    jap, nie zniosę tego dłużej.

    promiskuitYZM albo promiskuIZM, do naci nędzy.

    aha, z tego miejsca pragnę pozdrowić robaki płaskie, które tak nie mają, więc troll. narciarz.

    --
    where do I begin
  • 21.03.17, 23:04
    "jap, nie zniosę tego dłużej.

    promiskuitYZM albo promiskuIZM, do naci nędzy.".

    Pisząc szybko nie zauwazylem, ze Autor przekręcił to słowo.
  • 21.03.17, 23:15
    a to przepraszam. nie należało się.

    --
    ease
  • 20.03.17, 19:50
    stokrotko,
    czemu od razu fantasta? :) Dlaczego tak uważasz?
    Miałem na myśli słowo promiskuityzm jako rozwiązłość i chęć szukania zaspokojenia seksualnego lub emocjonalnego poza związkiem.
  • 19.03.17, 11:31
    Zapiszcie się na terapię małżeńską. W obecności sensownego terapeuty można sobie dużo wyjaśnić. Ta trzecia osoba, która nie jest zaangażowana pomoże wam nazwać swoje uczucia. Jeśli okaże się że wasz związek jest pusty to może lepiej się rozstać. Zamiast wyprowadzek i innych wielkich gestów, lepiej porozmawiać. Jeśli żona nie będzie chciała brać udziału w terapii to raczej przemawia za tym że jej może nie zależy.
  • 19.03.17, 21:45
    Tylko jak ją namówić? Ona nie zgadza się na wspólną terapię, co najwyżej proponuje, żebym sam poszedł. Co do rozmawiania wspólnego to rozmawiamy od półtora roku i wprawdzie ileś tematów wyjaśniliśmy, ale w efekcie oddalamy się od siebie coraz bardziej.
  • 19.03.17, 21:37
    Chłopie to i tak sie rozsypie.U mnie było dokładnie tak samo.Wiedziała ze ja kocham,jestem jej wierny.miała kase i dom a mimo to pusciła sie z listonoszem i jeszcze dała mu naszą kase na wyjazd do Niemiec.Ulegała namowom niewyzytych kolezanek rozwódek. Szukała emocji bo zyciowa stabilizacja ją nudziła.Typowy pustak. Najlepiej zrobisz gdy zaczniesz kopiować na pendriwe i CD jej flirty w e-mailach i na skypr, instagramie do sprawy rozwodowej.Zbieraj juz pieniadze bo adwokaci sa drodzy .Dobije Cie alimentami na dzieci a moze i na siebie wiec nie daj sie nagrac w kłótni i z groźbami na jej telefon.Nie przepisuj na nia niczego.
  • 19.03.17, 21:50
    Moja żona nie jest pustakiem, jest dojrzała i odpowiedzialna. Nie miałem nigdy zastrzeżeń do jej odpowiedzialności w sprawach podstawowych.
    Tak jak pisałem wyżej, kopiowanie i szukanie haków nie wchodzi w grę, bo pieniądze nie są problemem. Każde z nas zarabia wystarczająco dużo, żeby samemu stanąć na nogi, a alimenty na dzieci żadnego z nas nie pogrążą, niezależnie od tego, czy dzieci zostałyby z nią lub ze mną. Nasz majątek spokojnie wystarczy na to, żeby każde mieszkało niezależnie.
    Zresztą zbierając dowody miałbym poczucie, że położyłem na związku lagę. To zbyt cyniczne, zwłaszcza że mowa o matce moich dzieci i kimś, z kim spędziłem w sumie praktycznie całe dorosłe życie
  • 19.03.17, 23:08
    "dojrzala i odpowiedzialna" igra ze swoim malzenstwem flirtujac z luzakami.
    Mowi wprost, ze wyszla za Ciebie z przymusu, ze jej nie kręcisz. Na Twoje grozby zakonczenia malzenstwa mowi Ci "tam sa drzwi". Pluje Ci prosto w twarz, a Ty mowisz, ze deszcz pada.
    Jednoczesnie twierdzisz, ze to Ty rozwalasz malzenstwo (jak w tytule) i to Ty sie czepiasz i ciosasz jej kolki na glowie.

    Sorry, bez obrazy, ale czy Ty jej jakos przypadkiem nie idealizujesz zupelnie niezasluzenie? Jakis syndrom ofiary masz moze? No bo kobieta wyraznie pomiata Tobą, a Ty sie jeszcze martwisz, ze jestes niedobrym mezem.

    Oczywiscie, po co ma sie na terapie wybierac, skoro jej na zalatwieniu problemu nie zalezy? Ty masz problem, to sam sobie na terapie idz (ironia).

    Tak chcesz spedzic zycie? Nie uwazasz, ze zaslugujesz na kogos, kto odwzajemni Twoja milosc i szacunek?

    Sorry, ale normalnie jakos sie czlowiekowi scyzoryk w kieszeni otwiera, no.

    Druga opcja, jak tu niektorzy sugerują - dziekuj Bogu, ze to tylko flirty, a nie seks ("a mogl zabic" :) i pogodz sie z sytuacją albo sie zadreczysz.
  • 20.03.17, 09:18
    Ona twierdzi, że to jest swoista terapia obronna, że broni się przed moimi oskarżeniami i dlatego tak się zachowuje. Patrząc na nią widzę, że się męczy. Z drugiej strony to nie jest typ, który potrafi przeprosić, zawsze do niej trzeba wyciągnąć rękę. W sytuacji, gdy kłociliśmy się raz na 4-6 miesięcy i byliśmy zgodnym związkiem, nie miałem z tym problemu, teraz, gdy nasze pożycie jest ciągłym, co najwyżej przygasającym konfliktem z krótkimi stanami zawieszenia broni, staje się to kwestią zasadniczą
    Tak jak pisałem wyżej, to nie tylko flirty, ale od flirtu się tak naprawdę zaczyna, cała reszta jest dodatkiem. Flitrujący z nią wybierani są z klucza "podobny do jej ojca", od którego ja jestem odmienny. Tylko on wpadł w nałogi i źle skończył.
  • 20.03.17, 14:52
    Sorry, ale żona ma Ciebie i Wasze małżeństwo w d.upie. Niestety. Przeczytałam cały wątek i nie mogę uwierzyć, że Ty ją jeszcze usprawiedliwiasz. O tej jej rzekomej dojrzałości i odpowiedzialności nie wspominając, no proszę Cię :)) Rozumiem, że starasz się być obiektywny, ale bez przesady.
    1. Powiedziała, że jej nie kręcisz. Po czym wnoszę, że jej kolejna, warta obrony cecha to zapewne empatia i subtelność?;)
    2. Czuła się 'zmuszona' za Ciebie wyjść' . No, mocne. Dzieci też była zmuszona siłą Ci rodzić?
    Czy Ty nie widzisz, jak bardzo ona Cię nie szanuje i jak bezczelnie gra Ci na nosie? Już 2 pierwsze punkty w moich oczach ją kompletnie skreślają. Co za parszywy babol...
    3. Kłamie, oszukuje, bzyka lub próbuje bzykać się na boku, albo chociaż non stop namiętnie flirtować, mając w poważaniu to, że nie krzywdzi w ten sposób tylko Ciebie, ale też Wasze dzieci
    4. i *co najważniejsze* -- odmawia iść na terapię. A to oznacza, że nie dość, że to ona nawaliła, to nie ma najmniejszej ochoty się do tego przyznać, ani tego naprawić (czego dowodzą również jej manipulacje pt. 'widzisz, też tak robisz, bo na Ciebie lecą').

    Sytuacja, w której Ty ją teraz próbujesz kontrolować i odpytywać oczywiście nijak tu nie pomaga, ale to dość standardowa reakcja ze strony osoby, która została zdradzona. Straciłeś do niej zaufanie i takie zazwyczaj są tego konsekwencje. Tak, możesz pójść sam na terapię i przepracować to, zaufać, że już Cię więcej nie zdradzi i nauczyć się tego, jak odciąć to wszystko grubą kreską i jak spróbować te wszystkie mechanizmy W SOBIE zatrzymać. Ale w przypadku dalszego przebywania z osobą, u której widać ewidentny brak skruchy i realnej chęci poprawy, to będzie to krótkotrwałe rozwiązanie, a dodatkowo życie w iluzji i kompletnym braku szacunku do siebie.

    1. spokojna, acz stanowcza rozmowa o tym, w jakiej znaleźliście się sytuacji i co możecie *wspólnie* zrobić, żeby temu zaradzić. ta kula śniegowa wzajemnych oskarżeń sama się ot tak nie zatrzyma (przy czym jej obecna postawa imo i tak nie rokuje)
    2. terapia i próba ogarnięcia, czy Wy w ogóle nadajecie się do tego, żeby być dalej razem
    3. próbna wyprowadzka tez jest BARDZO dobrym pomysłem. Dzieci przez miesiąc/dwa potęsknią, ale z tego co tutaj piszesz, jest to moim zdaniem jedyna metoda, która mogłaby faktycznie Twoją panią otrzeźwić (nie mówiąc o tym, że ona też migusiem na terapię, czemu wybrała rozpie.przanie życia rodzinnego, a nie jego pielęgnację).
    Każda normalna, kochająca babka, po takich wpadkach - które rzecz jasna się zdarzają - sama by wyciągnęła rękę do męża, żeby to naprawić. Metod jest wiele. A pani czeka, aż Ty do niej podejdziesz, pogłaszczesz, pozłościsz się lub poskamlesz...aż ona może wyrazi _zgodę_przemyślenia_tego_, czy czasem jednak nie powinna dwa razy przemyśleć swojego postępowania, zakasać rękawów i powalczyć o to, czego zaraz może nie mieć. Jeśli tak nie robi, to sam domyśl się, dlaczego. Albo wyrwij jej to jakoś z gardła, jeśli musisz to od niej usłyszeć.
  • 20.03.17, 15:50
    Ona uważa, że skoro jej nie kręcę, to szukanie tej podniety poza małżeństwem nie stanowi przeszkody póki nie grozi rozstaniem. Uważa więc, że miłostki na boku, póki nie prowadzą do rozwodu, pozwalają jej zapokoić brak, który odczuwa w małzeństwie.
    Z tego wywodzi też tezę, że kłamstwem jest nie prowadzenie podwójnego życia, a dopiero takie jego skutki, które prowadzą do rozpadu związku.
    Uważa także, że jeśli partner nie akceptuje naszych potrzeb, to kłamstwo jest usprawiedliwione, bo oznacza dla partnera dobro. Partner, czyli w tym momencie ja, żyjąc w nieświadomości, jest szczęśliwy, a ona swoją potrzebę załatwia poza małżeństwem. Żona uważa, że takie postępowanie cechuje się głęboką mądrością, że tak robiłły kobiety od pokoleń i że nadal większość tak robi. Jeśli mi to nie odpowiada, proponuje rozwód.
    Uważa też, że nasz obecny kryzys jest tylko dowodem na to, że nie powinna była przyznawać się do czegokolwiek, że lepiej mi było, gdy żyłem w nieświadomości i nasze małżeństwo też wtedy było lepsze.
    Uważa, że żądając przeprosin, sam stawiam się poza nawiasem męskości i sam powoduję, że ona nie ma na nic ochoty. Uważa, że drążąc, przestaję być kompletnie atrakcyjny i pociągający.
    Od strony wywodu lognicznego jest to spójne, choć oczywiście przepełnione racjonalizacją wewnętrzną oraz absolutnie nieakceptowalne w związku pełnym miłości
  • 20.03.17, 16:28
    :D
    Śmiech na sali.
    Jestem pod wielkim wrażeniem tego, jak twoja żona robi kurwę z logiki.

    Odniosę się tylko do pierwszego zdania, bo reszta to bełkot, tak straszliwy, że nie mam słów.

    >Ona uważa, że skoro jej nie kręcę, to szukanie tej podniety poza małżeństwem nie stanowi przeszkody póki nie >grozi rozstaniem.

    Sednem sprawy jest tu "póki nie grozi rozstaniem".
    Otóż dla twojej żony, żadne jej zachowanie nie grozi rozstaniem, bo nie wyznaczyłeś jej ŻADNYCH granic i do wszystkiego się podporządkowujesz.
    Przestań to robić, może coś się zmieni na lepsze.

    Powiedz, czy ty masz jakąś opinię na temat tych rewelacji?
  • 20.03.17, 16:39
    To o tyle ciekawe, że bez przerwy słyszę zarzuty, że ją ograniczam i się nad nią znęcam. I jej otoczenie w sumie ją w tym utwierdza. Jednocześnie czasem naprawdę się zachowuje, jakby była psychnicznie wykończona
  • 20.03.17, 16:51
    daj jej do przeczytania ten wątek
    może otrzeźwieje
  • 20.03.17, 17:09
    nie sądzę. Ona potrafi przeprosić, ale tylko jako druga. Nigdy jako pierwsza.
  • 20.03.17, 17:16
    Zamiast sądzić, spróbuj.
  • 20.03.17, 18:39
    Hej, czytam Twoją historie i widzę w niej jakby swoją. Tylko ja jestem Twoją żoną. A Ty moim mężem..
    Maz moj rok walczyl o nas, co skonczylo sie prawie rozwodem. Jego starania odbieralam jako ponizenie, nieszanowanie sie, nachalnosc, namolnosc. Prosilam sby sie odsunal i pozwolil mi wsluchac sie w siebie: czego chcę, jakie mam (po 17 latach zwiazku) uczucia wzgledem jego, bo wydawalo mi sie, ze zadnych poza szacunkiem. On tez jest zaradny, ambitny, pracowity (dyrektor IT, wybudowal dom), pomocny, zadbany itp. No tak Was ttochę widzę, jak nas... ja atrakcyjna, zadbana, z pasjami, swietna kochanka, nie klocimy sie, wspieramy, dwojka dzieci... no, mozna by tak jeszcze.

    Maz mnie nie kręci, ja go bardzo. Poprosilam o rozwod, w efekcie jego staran, prosb o terapie, odmowilam.
    Zlozylismy pozew, on blagal dalej o rozmowe, o nas... i dopiero gdy wyniosl sie z sypialni, odczulam jego brak, po kilku dniach natrafilam na fb, zapomnial sie wylogowac: atrakcyjna, madra, kobieta, dyrektor, wolna, zakochana... oszalałam. Zadzialal syndrom odrzucenia... natychmiast podjelam probe rozmowy o nas:) Od miesiaca jestesmy razem, on zakochany na nowo, ja staram sie to docenic, bo w sumie to b fajny facet... jak sie na rynek mezczyzn popatrzy lepiej (co czynilam przez caly zeszly rok:)
  • 20.03.17, 18:49
    Zaloze sie, ze Teoja zona szuka b intensywnie innego mezczyzny, na powaznie, nie do jskiegos seksu. Chce sie w kims zakochac, podlug mnie.
    Posluchaj tutejszych rad. Zacznij sie szanowac i domagsc szacunku od zony. Niech kot ogon ma z tylu a nie na glowie..
    Ona robi co chce (tez tak robilam), nie zalezy jej totalnie na Twojej reakcji, nawet za cene rozwalenia sie zwiazku, tak jak i ja wtedy.
    I jak znajdzie to, czego szuka, to odejdzie. Tak jak ja chcialam to zrobic. Tylko ja nie znalazlam tego ideała;) No, powiedzmy, ze mialam duze wymagania.
    Ona albo znajdzie, albo nie. Wowczas zostawi sobie Ciebie.
    Ty, albo sie temu procesowi, czekaniu na wyrok, poddasz, albo postawisz swoje warunki czyli bedziesz domagal sie szacunku naleznego Ci rzecz jasna.
    A to, ze jedt smutna: z pewnoscia przezywa jakies chwile w tych swoich romansach... tez przez to przechodzilam...
  • 21.03.17, 11:57
    Jest gotowa na nową miłość, sama mi to przyznała, gdyby kogoś poznała, to by się "utopiła", "zanurzyła w tym", "popłynęła". To, co przeżywasz teraz, my przeżywaliśmy półtora roku temu i niestety po początkowej euforii wszystko wróciło na stare tory. Oznacza to prawdopodobnie, że jest tylko jedno rozwiązanie, niestety. Mam nadzieję, że Tobie wystarczy sił, powodzenia
  • 21.03.17, 13:10
    Dzięki, są dwie przynajmniej rzeczy, które mi w tym pomagają: raz, ze mamy juz po 45 wiosen, wiec choroby i starosc ze swa niedołężnoscią i bezradnoscią bliżej naszych drzwi (o to tez pomimo chęci na motyle w brzuchu, trzeba zadbać), dwa: moje zycie mnie nie nudzi mam swą pasję (nie gotowanie, pieczenie, a granie na instrumencie (zawod muzyk), chodzenie na koncerty roznorakie, sluchanie dobrej muzy)zatem nowa milosc, nowy partner to nie po to, by je sobie podkolorować i wypelnic nudę, pustkę. Pytanie więc, czy Twa żona nie znalazla sobie takiego wlasnie sposobu na wypelnienie przewidywalnego juz przeciez, monotonnego zywota..
    zmiana dobrego partnera na jeszcze lepszego nie powinna byc z chęci nadanis swemu zyciu lepszych kolorow
    Moze zona jest charakterologiczna humanistką, a Ty niekoniecznie: ona potrzebuje spontanicznosci, czulosci, szalenstwa, nieprzewidywalnosci, usmiechu do wszelkich wykonywanych czynnosci, Twojej tajemniczosci, moze niedostępnosci... powinienes przepracowac to z jakims dobrym psychologiem, stawiam na kobietę: ona moze podpowiedziec Ci jak postepowac z takim typem jak Twa zona. Ale rob to w tajemnicy:) Nie odsłaniaj sie z tym przed zoną.
  • 21.03.17, 01:18
    piataziuta napisała:

    > ..., jak twoja żona robi kurwę z logiki.

    najlepszy tekst tej wiosny....

    --
    Jak chcesz zobaczyć raj musisz pójść ze mną do piekła
  • 20.03.17, 16:47
    Może tylko jedno.
    Wszystkie teorie twojej żony sprowadzają się do tego, że ona opiera związek na iluzji.
    Wszystko dozwolone, dopóki małżonek się nie dowie - bardzo libertyńskie podejście.

    Jeżeli też tak uważasz, to w porządku. Dostosuj się.
    Jeżeli jednak uważasz przypadkiem, że związek powinien opierać się na uczciwości, komunikacji, poszanowaniu drugiego człowieka i wspólnych dążeniach, to rozwiedź się człowieku czym prędzej i nie trać życia.
  • 20.03.17, 17:08
    gdybym tak uważał, to bym się nie miotał i nie uzewnętrzniał przed obcymi ludźmi
  • 20.03.17, 19:07
    ... potwornie wyrachowana, świetnie manipuluje rzeczywistoscia, wartosciami, waszym zwiazkiem, Tobą.
    Ale taka postawa juz powinna odrzucac, s Cuebie zdaje die eciaz pociàga... jaka ona mundra życiowa... tez tak mdnipulowalam, no, mize nie az tak.. bezczelnie.
    Ona Cie ma za nic. I patrzy ile mizesz wytrzymac...
  • 20.03.17, 20:11
    "Z tego wywodzi też tezę, że kłamstwem jest nie prowadzenie podwójnego życia, a dopiero takie jego skutki, które prowadzą do rozpadu związku."

    Twoja żona to świetna manipulantka, a Ciebie nie szanuje i tak nagina fakty, aby było jej wygodnie.
    Normalna kobieta/mężczyzna w tej sytuacji błagalby o przebaczenie, a to Twoja żona stawia warunki i to jest chore. Ona ma Cię delikatnie mówiąc w nosie. Albo jestes trollem i lubisz prowokować takie dyskusje, albo wlasnie masz syndrom sztokholmski. Moze po prostu jesteś, az takim masochistą.
    Obudź się, albo męcz sie w tym związku.
    Może jesteś trollem... Szukasz materiału na artykuł, jakąś pracę do zaliczenia lub do napisania książki...
    Dla mnie zbyt spokojnie to wszystko opisujesz, jakby nie było w Tobie zbyt wielu emocji.
  • 20.03.17, 21:43
    1west1 napisał(a):

    > Może jesteś trollem... Szukasz materiału na artykuł, jakąś pracę do zaliczenia
    > lub do napisania książki...
    > Dla mnie zbyt spokojnie to wszystko opisujesz, jakby nie było w Tobie zbyt wiel
    > u emocji.

    brawo szerloku, kolejnym dowodem na w/w tezę, jest to, że istnienie w rzeczywistości takiego frajera jest po prostu niemożliwe, choć muszę przyznać, że gość pisze ciekawe bajki

    --
    Nie zniosę tego dłużej
  • 20.03.17, 23:12
    Brak emocji też czegoś dowodzi, tym razem o mnie. Nawet tego nie dostrzegłem
  • 21.03.17, 02:09
    1. zaden normalny mezczyzna w zyciu nie slyszal i nie zna slowa: "promiskultywizm"

    2. zaden normalny mezczyzna noe uzywa okreslenia: "byc z kims w zwiazku"

    - popraw sie nastepnym razem.

    mezczyzni pisza o "relacjach" damsko-meskich, o byciu z (dana) kobiera itd...
    ostatecznie o mienu-posiadaniu zony.
  • 21.03.17, 07:04
    "1. zaden normalny mezczyzna w zyciu nie slyszal i nie zna slowa: "promiskultywizm"

    2. zaden normalny mezczyzna noe uzywa okreslenia: "byc z kims w zwiazku"

    - popraw sie nastepnym razem.

    mezczyzni pisza o "relacjach" damsko-meskich, o byciu z (dana) kobiera itd...
    ostatecznie o mienu-posiadaniu zony."

    Wszystko zależy od tego w jakim towarzystwie się obracasz oraz jaki masz poziom wykształcenia. Nie mówię przez to, że ktoś jest gorszy lub lepszy. Po prostu tak już jest.
    Co dla jednych ludzi jest jeszcze normalne, dla innych już nie.
    Jednak nie zaprzeczysz zdania, że to co wyprawia żona Autora nie jest normalne.
    Chyba, że mieliby taki układ, że jej wszystko wolno, też zdradzać. A tak przecież nie jest. Autora nie kręcą klimaty cuckold.
  • 21.03.17, 11:55
    Normalność oznacza równanie do jakiejś sztancy? Jest równoznaczne z brakiem posiadania kapitału kulturowego? To, że jestem facetem, nie oznacza, że jestem troglodytą
  • 21.03.17, 12:59
    Obrotowy jest troglodytą, więc wymyślił definicję mężczyzny na swoje potrzeby.
    Podobnie, jak twoja żona wymyśliła definicję związku.
  • 22.03.17, 16:10
    (skoro jusz bawimy sie w akademickie slownictwo)


    Obrotowy jest nie tylko troglodytą, ale i domowym bandytą

    - natomiast nie jest mieczakiem, rozczulajacym sie, niczym Panienka z Interrnatu
    nad swoja domowa niemoca - mimo zapodawanych sukcesow na trudnym polu zawodowym...

    jedno z drugim nijak kupy sie nie trzyma.

  • 22.03.17, 17:13
    Jak nic mamy doczynienia z trollem. Gdy został zdemaskowany, to przestał pisać, bo nie "karmiliśmy" go nowymi spostrzezeniami.
  • 22.03.17, 17:36
    troglodyta i bandyta nigdy nie przestaje - tylko dalej kontynuuje uprawianie swojego niecnego procederu, ku rozpaczy zagubionego autora wontku, ktory z praca zawodowa daje sobie znakomicie rade, a tylko ze Slubna nie potrafi...
  • 21.03.17, 17:17
    Fejk; nie można być aż takim jeleniem. Każdy facet w takim wypadku przynajmniej wykonałby test ojcostwa.
  • 21.03.17, 21:08
    Generalnie sytuacja w zwiazku Autora jest o tyle beznadziejna (i niestety w mojej ocenie nierokująca), ze maja za maly staż na takie powazne zawirowania. W zasadzie złe dzieje się od samego początku, to małżeństwo nie miało okresu hossy tak naprawdę. Żona calutki czas oszukuje, prowadzi podwójne życie.
    Dlatego niestety nie daję tu żadnych szans na dobry okres, ktory jeszcze nawet tu nie miał miejsca:(
    Zona jest w mojej ocenie nieodpowiedzialna, nieuczciwa, nie ma zasad, wręcz jest prymitywna. Nie imponuje mi ona totalnie. W zasadzie doznałałym odrzutu od tak niefajnej i nieprzyjaznej osoby, ktora powinna być zupelnie inną w swej roli (ktorej sie podjęła). Nic jej nie tłumaczy absolutnie. Jest swoistym potworkiem, znęca się nad bliskimi, zaspokaja egoistycznie swoje pragnienia, mowi mężowi rzeczy niestrawne, poniżające, w swej szczerości jest po prostu odrażająca i sadystyczna. Nie mieści mi się to w moich standardach.
  • 21.03.17, 21:10
    Zgadzam się z nowy99.
  • 21.03.17, 22:30
    nie mam wcale dużo krótszego stażu niż Ty. Resztę przemilczę, bo jest raczej dowodem mojej głupoty i łatwowierności
  • 21.03.17, 22:52
    Moj staż: wlasnie minie 18 lat malzenstwa, a związku - 22.
    Reszta dowodzi Twojej odpowiedzialności za najblizszych, za wypowiedziane przysięgi, konsekwencji, dojrzałości i... jednak wiary w ludzi (tu żonę). Dowodzi Twej siły i nadziei.
    I jednak zaufania do zony, do jej teorii... skądinąd pokrętnej i nieuczciwej. Wiem jak ciezko uwierzyć w złe zamiary najbliższej nam osoby.
    Niestety jestes tak wciagniety emocjonalnie, ze nie potrafisz obiektywnie ocenic co sie dzieje. Obwiniasz się za natarczywosc, podejrzliwosc wobec zony. Nieslusznie. Ciążą na niej relatywnie ciężkie zarzuty:(

  • 22.03.17, 03:34
    >Moj staż: wlasnie minie 18 lat malzenstwa, a związku - 22.

    czyli 4 lata żyłeś w grzechu....bardzo nie ładnie...

    --
    "Pocałuj mnie Hans, bo może nigdy nie będę miała na to ochoty"
  • 22.03.17, 17:44
    mariuszg2 napisał:
    > czyli 4 lata żyłeś w grzechu....bardzo nieładnie...

    niby tak, ale na Slubie Koscielnym z pewnoscia sie wyspowiadal i dostal dyspense
    - bo w koncu pojal za zone kobiete, ktora wczesniej zhanbil...
  • 21.03.17, 22:34
    tylko na taki test masz tak naprawdę pół roku od porodu. Potem nic to nie da
  • 22.03.17, 15:52
    ona mniej, ale nie mam wątpliwości co do uczucia, to nie stanowi problemu
    ---------------------
    Żona Ciebie zdradza, otwarcie mówi, że ją nie kręcisz i chętnie zanurzyłaby się w nowa miłość, a Ty nie masz wątpliwości co do uczucia z jej strony i nie masz z tym problemu???

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.