Dodaj do ulubionych

rozwiedzeni przyjaciele

02.10.17, 23:42
Proszę o radę, na pewno wiele osób znalazło się w podobnej sytuacji. Chodzi o to, że niektórzy z rozwodzących się znajomych odsuwają się od dotychczasowego towarzystwa. Można to zrozumieć (obawa przed trudnymi pytaniami, chęć zaczęcia nowego życia itp.) i jeśli znajdują sobie nowych kolegów, w podobnej sytuacji życiowej, to niech tak będzie. To co mnie w tej chwili zaprząta, to jednak inna sprawa. Rozwodzi się bliski kolega z czasów studiów, człowiek zamknięty w sobie i zawsze mało towarzyski. Teraz został sam, nie ma rodziny, odciął się od wszystkich. Martwię się - nie wiem, jak sobie radzi ze sprawami codziennymi, ma poważne problemy ze zdrowiem, ponoć schudł, jest zaniedbany. Konsekwentnie odmawia jednak wszelkich spotkań, bez względu na grono i charakter, wykręca się brakiem czasu, albo po prostu nie odpowiada. Nie chcę być dręczycielką, która nie daje spokoju człowiekowi w trudnej sytuacji, ale też wiem, że poza naszym bardzo wąskim gronem starych przyjaciół, nikogo nie obchodzi jego los. Co robić, uszanować jego wolę i odpuścić, czy dobijać się do drzwi? Jak powinni się zachowywać przyjaciele?
Edytor zaawansowany
  • 03.10.17, 00:06
    nie wiem co masz robic,sam z obawy żeby nie skrzywdzić jednej czy drugiej strony tak na wszelki wypadek..udaje ze nic nie wiem i zachowuje się jak gdyby nigdy nic..tematu nie ruszam i nie podejmuje jeśli nawet ktoś sam zaczyna.

    --
    ~~
    ,.black water
  • 03.10.17, 01:25
    Trochę to wróżenie z fusów, co lepsze.
    Ja bym się wkurzyła, gdyby mi się ktoś do drzwi dobijał, gdy wyraźnie komunikuję, że nie mam ochoty na towarzystwo. Trzeba uszanować, jeśli chce być sam. Ma ze sobą "do pogadania" i tyle. Introwertycy tak mają. Muszą samodzielnie "przetrawić". Że się przy problemach marnieje - to normalne.
    Jeśli nie chce spotkań - może mniej "inwazyjny" jest po prostu telefon od czasu do czasu. I też - nie wszyscy na raz. :) Warto też wysondować, z kim mu się najlepiej gada, bo może na przykład woli teraz z facetami. Ważne, żeby miał świadomość, że w razie czego - ma na kogo liczyć i do kogo odezwać, że istnieją ludzie, dla których nie jest obojętne, jak się czuje, jak się miewa, czy czegoś nie potrzebuje.
    I w tych rozmowach też - niekoniecznie drążenie tematu jego problemów, ale pozwierzanie się też ze swoich spraw, i poważnych i mniej, zapytanie go czasem o radę (chodzi o to, żeby czuł się potrzebny i w Waszych oczach wciąż wartościowy i fajny), powspominanie jakichś wspólnych wydarzeń, imprez, wypadów.
    Z drugiej strony - może w gościu narastać depresja (to zaniedbanie trochę niepokojące). Sam sobie z tym nie poradzi. Tu potrzebny będzie lekarz.
    Warto być chyba "życzliwie obecnym" i uważnym, ale nienachalnym. Obserwować, jak jego stan się zmienia - czy ciągła "bessa" i pikowanie w dół, czy różnie. I ile czasu trwa to "bunkrowanie się" w swojej jaskini. A jak jest z aktywnością zawodową albo innymi obowiązkami?
    Generalnie myślę sobie, że to skarb mieć paczkę takich przyjaciół. Przybijam piątkę Duża Siwa.
  • 03.10.17, 10:12
    Na Twoim miejscu od czasu do czasu bym się dobijała. Może z czasem będzie mu łatwiej o tym porozmawiać?
  • 03.10.17, 20:14
    Dziękuję za podpowiedzi. Chyba macie rację, trzeba wypośrodkować swoje zachowanie. Odczekam trochę, a potem upomnę się o zwrot swoich książek, sama poproszę o pożyczenie czegoś... Co do aktywności zawodowej - kumpel od kilku miesięcy nie pracuje, ponoć leczy się, ale nie wiem, czy ma gdzie wracać. Kiepsko to wygląda, właśnie depresyjnie. Problem z tym, że przy jego wycofanej postawie przez większość życia trudno odróżnić depresję od zwykłego pogorszenia nastroju. Zresztą jakie ma znaczenie moja "diagnoza", facet sam musiałby chcieć pójść z tym do lekarza, a to mało prawdopodobne. No nic, może coś wskóram przez wytrwałe delikatne działania.
  • 04.10.17, 00:28
    duza_siwa napisała:

    > Co do aktywności zawodowej - kumpel od kilku miesięcy nie
    > pracuje, ponoć leczy się, ale nie wiem, czy ma gdzie wracać.

    Rozumiem, że "leczy się" - oznacza tu, że jest na zwolnieniu lekarskim i dlatego nie chodzi do pracy.
    A "nie wiem czy ma do czego wracać" - jest w sensie, że po powrocie ze zwolnienia jego przyszłość w firmie jest niepewna.
    Tak?

    A może on się właśnie z depresji leczy? Czy wiecie, że chodzi o jakąś inną dolegliwość?
    Jak długo trwa to totalne wycofanie? Miesiąc, dwa, pół roku?

    Pisząc o wysondowaniu nastroju - miałam na myśli głos, samopoczucie, jakie do się "usłyszeć", "wysłuchać", podczas rozmowy telefonicznej.
    Jeśli to depresja - on ma prawo być totalnie wycofany, apatyczny, bez energii, i nie mieć siły nawet na prowadzenie dłuższej rozmowy, może chcieć ją szybko zakończyć.
    Trzeba być delikatnym, "z wyczuciem", nie można okazać, że dzwoni się z litości, jeśli już - to z troski i zainteresowania nim jako gościem, na którym Wam zwyczajnie zależy.

    Przy okazji rozmowy o tych pożyczonych książkach - spróbuj się do niego "wprosić". Jeśli nie będzie chciał - zaproponuj, żeby wyszedł do Ciebie na chwilę przed dom. Zawieź mu wtedy np. jakieś dobre ciacho własnej roboty. Ot tak, na osłodę życia. Będzie okazja do spojrzenia sobie oko w oko i wymiany kilku zdań.
    Może takimi małymi krokami, gestami, uda się go ponownie "oswoić", "otworzyć" na kontakt z Wami.
    Aha, a czy on w ogóle ma co jeść?

    I - jak tu ktoś słusznie zauważył - nie można się obrażać jeśli on odmawia albo kończy rozmowę wcześniej. Wiem, że to może być trudne, może wkurzać, ale on - zakładając, że ma tu miejsce jakiś stan depresyjny - to nie jego wina ani zła wola czy lekceważenie.

    Myślę, że Wasza rola teraz, to rozniecanie i podtrzymywanie w nim takiego płomyka, że choć w tym momencie jest kiepsko i może się wydawać bez-nadziejnie - świat się nie kończy, że ma w Was oparcie, że nawet jeśli "nie ma do czego wracać" w sensie pracy - roześlecie swoje wici i wspólnie z nim poszukacie nowej, że ogólnie: jest nadzieja, choć może teraz jej nie widzi, i wszystko można poukładać od nowa. Bez "ciśnienia", że natychmiast, bo swoje trzeba przeboleć i odchorować, a to też wymaga czasu.

    Siwa, jeśli będziesz miała ochotę - zaglądaj tu czasem i zdawaj relację, jak się sprawy mają.
    Zawsze - co więcej głów... to wiadomo. :)
  • 06.10.17, 23:21
    Co do sytuacji zawodowej kolegi, to tak naprawdę nie wiem jak jest. Kiedyś, jeszcze przed tym prywatnym kryzysem, opowiadał o problemach w pracy, miał dość, szukał czegoś innego, ale zaczął chorować (na ciele, ale kto wie, może stres się przyczynił). Teraz nie pracuje, od około pięciu miesięcy, ale ma jakieś pieniądze. Miał dobre warunki pracy, wysokie stanowisko, może przejada odprawę, może płaci mu ZUS. Nie powie, teraz na rozmowę na tematy osobiste nie ma szans. Zawsze był bardzo uparty.
    Nie pisałam jeszcze o tym, że jest dorastające dziecko, nad którym z byłą sprawują opiekę naprzemienną. Nie jest zaradne, o ojca nie zadba, ale on musi się mobilizować. W tym cała nadzieja.
    Póki co odczekuję, ale wkrótce wykonam kolejny ruch.
    Jeszcze raz dziękuję za wsparcie.
  • 04.10.17, 14:37
    Bardzo dobrze, że możesz poprosić o zwrot książek; prośba o pożyczenie czegoś też jest słuszna w takiej sytuacji. Po prostu facet nie powinien czuć, że się o niego martwisz, tylko że to on pomaga Tobie. Jeżeli uda Ci się ciągnąć taki układ przez pewien czas, to zwiększysz szanse na poprawę jego psychiki.

    Wymyśl jeszcze jakieś inne preteksty - może żeby doradził Ci w jakiejś dziedzinie na której się zna? I oczywiście te kontakty nie mogą być zbyt częste, bo gość zwietrzy podstęp.
  • 03.10.17, 22:27
    Masz rację, że nie można się narzucać, ale może zwykły SMS rozwiązać sprawę. "Czyżby nasza stara paka miała się całkiem rozwalić? Jak myślisz? " Jeżeli nie odpisze, to trudno. Widocznie nie widzi w tym przyszłości. Może od razu nie odpisać, ale zapalisz w nim nadzieję na kogo może liczyć, jeżeli ma problemy? Przyszłość jest niewiadoma i zaskakująca. Próbować zawsze warto i nie obrażać się.
    Powodzenia.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.