Dodaj do ulubionych

Skomplikowana sytuacja rodzinna

18.10.17, 13:07
Jako osoba z bliskiego otoczenia zostałam poproszona o radę i może ktoś z was zaproponuje jak z tego wybrnąć.

Jest mama i córka. Mama jest po rozwodzie, układa sobie życie z nowym partnerem. Jest córka, 20-letnia. Trudno było im się w trójkę dogadać, więc mama wyprowadziła się z partnerem kiedy córka chodziła do liceum, zostawiła jej spore mieszkanie do użytku za które płaciła, dodatkowo dawała jej pieniądze plus ojciec też dawał jej pieniądze na życie. W międzyczasie pogorszyło się zdrowie mamy, musiała zrezygnować z pracy, doszły też wydatki związane z leczeniem. Dziewczyna rok nie zdała w liceum, ale w końcu ukończyła je, jednak zawaliła maturę że wszystkich przedmiotów. Obecnie sytuacja wygląda tak, że mama żyje bardzo skromnie, nadal się leczy, opłaca mieszkanie córce, ojciec daje jej większą sumę pieniędzy. Za mieszkanie płaci partner mamy jako, że ona nie ma już żadnych dochodów. Czasami zadłużają się, żyją dość biednie, na pewno znacznie skromniej niż córka. No i teraz tak, dziewczyna nie chce podjąć żadnej pracy. Poszła na studium na weekendy, aby nadal ojciec dawał jej pieniądze na życie, co robi w tajemnicy przed nową małżonką. Prawda jest taka, że dziewczyna nie chce podjąć pracy i nie ma siły, żeby ją do tego zmusić. W mieszkaniu mieszka że swoją koleżanką (prawdopodobnie są w związku), która też nie pracuje, nie uczy się i nie dokłada się do budżetu. Wszelkie próby rozmowy na temat pracy denerwują ją. Co można w tej sytuacji zrobić? Mamie szkoda wyrzucić córkę z mieszkania, ale brakuje jej już funduszy, żeby je opłacać, szczególnie w sezonie grzewczym. Z dziewczyną nie da rady się dogadać, ma trudny charakter.
Edytor zaawansowany
  • 18.10.17, 13:39
    idalilka napisała:

    > ojciec daje jej większą sumę pienięd
    > zy. Za mieszkanie płaci partner mamy jako, .
    > aby nadal ojciec dawał jej pieniądze

    > dziewczyna nie chce podjąć pracy i nie
    > ma siły, żeby ją do tego zmusić. W mieszkaniu mieszka że swoją koleżanką (praw
    > dopodobnie są w związku), która też nie pracuje, nie uczy się i nie dokłada si
    > ę do budżetu.

    No tak! Klasyczny pasożytniczy matriarchat po polsku.

    Kiedy wreszcie w tym kraju kobiety wezmą się za uczciwą pracę i staną się prawdziwymi partnerami do normalnych relacji z mężczyznami.?

    Co można w te
    > j sytuacji zrobić?

    jest październik, miesiąc różańcowy... warto spróbować tą drogą... może coś skapnie z nieba...

    Mamie szkoda wyrzucić córkę z mieszkania, ale brakuje jej ju
    > ż funduszy, żeby je opłacać, szczególnie w sezonie grzewczym. Z dziewczyną nie
    > da rady się dogadać, ma trudny charakter.

    niedaleko pada jabłko od jabłoni.


    --
    Cygańską duszę mam
  • 18.10.17, 14:06
    Czesto tak matki wychowują dzieci, bo kochają bezwzględnie niczego nie wymagając. Dlatego dziecku potrzebny jest ojciec bo ojciec wymaga i uczy że zycie czsem daje kopa i trzeba umieć sobie z tym poradzić
  • 18.10.17, 14:18
    święta racja.


    --
    "Pocałuj mnie Hans, bo może nigdy nie będę miała na to ochoty"
  • 18.10.17, 14:29
    KU:WA, czy ty umiesz czytać człowieku? Akurat w tej sytuacji to ojciec daje ciała. Nie znoszę takich głupio gadających ludzi. U mnie w rodzinie też to ja wymagam, tatuś, jak mu się przypomni i bardziej to przypomina szykany, bo jest z doskoku i nigdy nie wiadomo, kiedy.

    --
    Tak walczę ze złem
    A zło rośnie we mnie z każdym dniem
  • 18.10.17, 18:01
    a gdzie tutaj jest OJCIEC?
    Daje kase, w dodatku po kryjomu i dla niego problem z głowy.
  • 18.10.17, 14:55
    Dziecko z rozbitej rodziny zawsze sprawia problemy, ale to nie ono jest winne tylko jego rodzice! Jakby mnie rodzice zostawili samego w wieku 20 lat w mieszkaniu to też bym zszedł na psy - gwarantuję.
  • 18.10.17, 14:58
    onann napisał:

    > ylko jego rodzice! Jakby mnie rodzice zostawili samego w wieku 20 lat w mieszka
    > niu to też bym zszedł na psy - gwarantuję.

    bez kasy ciężko zejść na psy :)


    --
    "Pocałuj mnie Hans, bo może nigdy nie będę miała na to ochoty"
  • 18.10.17, 15:27
    Mnie rodzice zostawili samą w mieszkaniu, kiedy miałam 18 lat, nie zeszłam ani na psy, ani na pchły, a koleżanki mnie dobijały pytaniem, czy nie boję się sama mieszkać (WTF?).

    --
    Tak walczę ze złem
    A zło rośnie we mnie z każdym dniem
  • 18.10.17, 19:34
    Bingo!
  • 18.10.17, 15:27
    Matka nie może wprowadzić się spowrotem do mieszkania?
    Wyrzucic kolezankę córki? Jakim prawem tam mieszka? Ktoś ją zameldował?
  • 18.10.17, 15:32
    Dziewczyna ma 20 lat, jest jeszcze młoda. Każdemu mogła podwinąć się noga w szkole, więc jeżeli jest ambitna i pójdzie po rozum do głowy, to zepnie się i pójdzie za rok na studia.
    Jeżeli ojciec daje jej pieniądze, to nie rozumiem w czym jest problem. To już jest jego decyzja.
  • 18.10.17, 18:19
    Chyba nie zrozumiałaś do końca. Problemem nie jest, że ojciec daje dziewczynie pieniądze, bo to jest słuszne. Ani to, że się dziewczyna nie uczy, bo to może ulec zmianie.
    Problemem jest to, że matka dziewczyny ma problemy finansowe, więc prawdopodobnie będzie musiała sprzedać mieszkanie, w którym dziewczyna mieszka, aby kupić mniejsze i zdobyć gotówkę na opłaty, która pewnie i tak za jakiś czas się skończy. Nie wiadomo kiedy sytuacja ulegnie zmianie. Gdyby dziewczyna oraz jej koleżanka poszły do pracy, to mogłyby utrzymać mieszkanie, zostałoby im na życie, a ojciec jeśli by się zgadzał, to mógłby jeszcze dodatkowo wspierać ją finansowo. Byłoby to z korzyścią dla wszystkich.
  • 18.10.17, 19:23
    Jak się zostawia nastoletniego dzieciaka samemu sobie, żeby sam się wychowywał i sam gospodarował jakąś tam dawaną kasą, to trudno oczekiwać, że wyrośnie z niego odpowiedzialny dorosły, który będzie umiał współpracować przy rozwiązywaniu problemów.
    Ta dziewczyna nie ma trudnego charakteru. Ma taki, jaki się w niej ukształtował, gdy została potraktowana jak przedmiot i pozostawiona.
    Wiek licealny to czas, kiedy kształtuje się osobowość, fundament dorosłego charakteru. Pod czyim wpływem ta osobowość miała się kształtować? Nieobecnych rodziców, z których każde dało nogę w swoją stronę, bo ułożenie życia sobie okazało się ważniejsze niż wychowanie własnego dziecka?
    Łatwo się potem mówi: trudny charakter. Wygodne hasło-wytrych, które zdejmuje odpowiedzialność z ramion tych, którzy byli nieobecni, gdy charakter się kształtował. Zawsze łatwiej jest ocenić negatywnie kogoś, niż spojrzeć na siebie i konsekwencje swoich wyborów (zaniechań).
    Tej mamuśce nie przyjdzie do głowy, że na córce odbiło się coś takiego jak poczucie odrzucenia? A w związku z tym - utrata własnej wartości, brak motywacji (do nauki np.), jakaś życiowa bezradność i zobojętnienie? Przetrącony i zwichnięty "kręgosłup"? A może ona nie tyle nie chce, co nie ma siły pójść do pracy, odnaleźć się w nowym środowisku. Może nawet nie wie, jak się za to zabrać. Ktoś o tym pomyślał?
    Inna rzecz, że psim (pardon, ale jestem zła) obowiązkiem rodziców jest zapewnić utrzymanie dziecku, które się uczy, do 26 roku życia.

    Nie wiem, na ile mój post będzie przydatny, bo nie ma w nim ani jednej kreatywnej podpowiedzi "jak wybrnąć z sytuacji".
    Napisałam go, by pokazać drugą stronę medalu, pomijaną i wypieraną, kiedy już mleko się rozlało.
    Dziewczyny mi szkoda, bo wyraźnie sobie nie radzi, a pierwszym tego widocznym sygnałem była "obsuwa" w LO. Nikomu się wtedy nie zapaliła żarówka? Dopiero teraz, gdy potrzebne są ręce do roboty?
    Rodzice niech sobie radzą jak chcą. To oni są dorośli. W dodatku żyją w stadłach, podczas gdy ta mała nadal jest sama. Nie towarzyszyli swemu dziecku w dorośnięciu, więc wymagać mogą teraz wyłącznie od siebie. Kropka.
  • 18.10.17, 21:24
    Racja, tutaj już wcześniej sprawy wymknęły się spod kontroli. Problemy z córką trwały kilka lat i przerosły mamę, która też nie była w najlepszej kondycji psychicznej.
    Myślę, że zabrakło fachowej opieki dla jednej i drugiej.
    Czyli nic tutaj nie radzić? Dać czas dziewczynie?
  • 18.10.17, 23:34
    Rozmawiać. Jest późno, ale nie za późno. Zapytać, czy kiedy skończy studium - będzie chciała podjąć pracę w zawodzie. Zapytać, czy chciałaby/mogłaby jakoś się włączyć i pomóc w rozwiązaniu sytuacji. Naradzić się wspólnie. Ale nie stawiać jej warunków i nie zmuszać.
    Matka - jeśli jest schorowana i bez kasy - może ubiegać się o alimenty (na siebie) od byłego małżonka. Ale zanim to zrobi - też z nim powinna porozmawiać. Chyba, że drugim małżonkiem jest nowy partner - to sprawa raczej pozamiatana.
    Nie wiem, na pewno są jakieś rozwiązania, bez konieczności odbierania dziewczynie jedynego co ma: dachu nad głową.
    Są jakieś instytucje, centra zarządzania kryzysem w rodzinie, poradnie rodzinne, fundacje, ostatecznie też MOPS. Nie wiem, słabo się na tym znam, piszę, co przychodzi mi do głowy... Ale może tam znajdzie się ktoś mądry, kto podpowie jak w tej sytuacji działać i wybrnąć.
    Jednak nie wyłączać dziewczyny z tych rozmów i nie pokazywać palcem - "ta zła", z "trudnym charakterem", z którą nie warto gadać.
    Ona już jest skrzywdzona. Dobrze by było nie krzywdzić jej mocniej. A tym jest właśnie wykluczanie jej poza nawias i poszukiwanie "złotych rad" u znajomych.
    Opisałaś, Idaliko, sytuację pobieżnie, nakreśliłaś ją na potrzeby forum, a nadal nie wiemy, jak układają się relacje między rodzicami (byłymi małżonkami), czy skłonni są współpracować ze sobą, czy w ogóle rozmawiają, czy jakaś życzliwość ma tam miejsce. Czy są jakieś babcie, dziadkowie, skłonni pomóc. Trzeba spojrzeć szeroko, na różne aspekty. A nie tylko nałożyć klapki na oczy i widzieć jedyne rozwiązanie w wysłaniu młodej dziewczyny do roboty.
    Nie twierdzę, że nie jest to opcja, która by pomogła, odciążyła finansowo, ale bez stawiania ultimatum czy zmuszania i pozostawania jej jedynie z pretensjami. Jeśli ona stwierdzi, że mogłaby pójść do pracy - pomóc jej poszukać zatrudnienia, nie tylko wymagać i oczekiwać.
    Poszła do tego studium - niech je skończy. Jak ktoś tu słusznie zauważył - pozostawiona sama sobie - mogła wybrać dużo gorszą drogą i w gorsze środowisko wdepnąć, albo mieć teraz np. dwójkę małych dzieci przy piersi.
    Rozmawiać, współpracować, działać wspólnie, nikogo nie wykluczając i nie czyniąc "winnym", rozejrzeć się dookoła, szukać rozwiązań i rozważyć wszystkie możliwe opcje, po niektóre ruszyć tyłek i - jak wspomniałam - zwrócić się do jakiejś poradni, fundacji, które takimi kryzysami zajmują się na co dzień. Może tej matce przysługuje renta, może jakiś zasiłek pielęgnacyjny? Takie rzeczy też należałoby posprawdzać.
  • 19.10.17, 15:29
    Jakie alimenty od bylego, jesli jest w nowym zwiazku? Poza tym rozwod niekoniecznie byl z winy pierwszego malz (chodzi mi o tryb orzekania rozwodu, nie faktyczne powody rozpadu zwiazku)?
  • 19.10.17, 16:29
    A jeśli ten drugi związek jest nieformalny? I tak jak się zaczął, może się rozpaść? I czy tylko przy orzeczeniu rozwodu z winy któregoś z małżonków jest możliwość ubiegania się o alimenty?
    Nie wiem. Pisałam o tym, co mi się nasunęło jako potencjalne rozwiązanie.
    Jeśli wiesz na ten temat więcej, AnnoJustyno - napisz, niekoniecznie w formie polemiki z moimi słowami (zaznaczyłam, że słabo się na tym znam, licząc właśnie na odzew znających się lepiej), lecz doradzając autorce wątku.
  • 19.10.17, 11:30
    noo, łatwe to nie jest
    ale wina leży po stronie dorosłych, którzy po rozwodzie skoncentrowali się na sobie i kupili sobie święty spokój
    dziewczyna nauczyła się, jak żyć sama, wiec teraz nie będzie jej łatwo zmienić przyzwyczajenia i dogadywać się
    więź matki z dzieckiem - w mojej ocenie - słaba, skoro córkę nie obchodzi że matka chora, bez pracy ( ale to też wina matki, bo to jej obowiązkiem było tę więź zbudować, rozwijać i córce taki wzorzec przekazać) , natomiast postacią dla mnie zupełnie niezrozumiałą jest ojciec dziewczyny - daje kasę (w tajemnicy przed małżonką ? jak? daje się ukrywać wyrok alimentacyjny?) i nie obchodzi go cała sytuacja
    z twojego postu wynika że bliżej ci do mamy niż do córki
    ale nie wiem czy zauważasz, że to ona popełniła najwięcej błędów, najpierw córkę zostawiając w okresie dojrzewania samą, żeby mieć czas na układanie sobie życia z nowym panem, zostawiając "wolną chatę" i kasę , nauczyła ją że taka roszczeniowa postawa przynosi efekty i teraz trudno to będzie odkręcić
  • 19.10.17, 12:14
    Tu nawet nie wiadomo, czy ta dziewczyna ma postawę roszczeniową. Ot, rodzice poszli sobie w ramiona innych partnerów, zostawiając ją samą i dając jakąś kasę na utrzymanie. Nie wiadomo, jak wyglądały ich wzajemne kontakty i relacje w tym okresie. Widzenie raz w miesiącu na przekazanie pieniędzy? Jakaś rozmowa się wtedy odbywała? Ktoś zapytał, jak ona sobie radzi? W szkole, w życiu, ogólnie. Czy nie czuje się samotna? Czy w jakiś sposób jej pomóc? Czy po prostu przelew na rachunek i miesiącami nikt z nikim się nie kontaktował? (Poza ojcem, który się z tą kasą - nie wiadomo właściwie przed kim: obecną czy byłą żoną - tajniaczy.)
    Może warto zwyczajnie powiedzieć dziewczynie, że sytuacja się posypała, i warto by było, gdyby sama na to mieszkanie zarobiła - czynsz, wspomniane ogrzewanie. To może być nawet jakieś pół etatu. Tylko tyle. A gdzie? O tym właśnie matka z córką powinna porozmawiać. Zależy też na ile łatwo/trudno jest znaleźć zatrudnienie w mieście/regionie, w którym mieszkają.
    To są podstawowe sprawy - nawiązanie kontaktu, opowiedzenie córce o tym co się dzieje (nie mam pewności, że ona w ogóle wie o chorobie i sytuacji matki i jej partnera, czy matka zwierzała się jej z kłopotów, czy tylko płacze w mankiet swoim koleżankom), powtarzam się - ale ewentualne wspólne poszukanie pracy, by zarobić na opłaty.
    Dla dorosłych to znajoma sprawa - pracowali i poszukiwali zatrudnienia pewnie nie raz. Może mają jakieś kontakty, np. ktoś znajomy prowadzi kiosk czy sklepik. Dla dziewczyny - coś zupełnie nowego. Młodzi ludzie też są bardziej i mniej obrotni, jeden sobie poradzi sam, drugi nie. W każdym razie poczucie wsparcia w takim okresie - delikatnie mówiąc - na pewno nie zaszkodzi.
    Może ta dziewczyna wcale nie jest taka bezduszna i zobojętniała, lecz po prostu o niczym nie wie.
    Choć postawa: mieliście mnie gdzieś, gdy ja potrzebowałam was - to teraz ja mam gdzieś wasze problemy - też może się pojawić. Ale trzeba to sprawdzić, a nie "zaocznie" gdybać, i po znajomych, po sąsiadkach, szkalować "wyrodną córkę".
  • 19.10.17, 14:49
    masz rację, tu nawet nie wiadomo, jaka właściwie jest ta córka, moim zdaniem, po prostu opuszczona przez rodziców w okresie dorastania
  • 19.10.17, 14:36
    Okropnosć, żeby zostawić córkę dla gacha. Jak pojawiły się problemy z nauką na horyzoncie w średniej szkole trzeba było interweniować. Teraz to nie wiem, wprowadzić się na powrot do mieszkania i mieszkać z córką żeby były mniejsze opłaty?
  • 19.10.17, 14:39
    Ojciec też mógł zabrać fziecko do siebie skoro widział, że matka ma córkę w poważaniu.
  • 19.10.17, 17:47
    Tak z grubsza wszystkim odpowiem.
    Nie jestem po stronie mamy, choć napisałam jak to wygląda z jej perspektywy. Uważam, że dla jednej i drugiej jest to trudna sytuacja. Dziwi mnie tylko podejście córki, która uparła się, aby nie iść do pracy, choć to rozwiązałoby wiele problemów. Teraz perspektywa jest taka, że matka musi sprzedać mieszkanie, w którym dziewczyna mieszka, kupić jej mniejsze, żeby zdobyć pieniądze, których jej wiecznie brakuje na opłaty.
    Rozwód nie był z winy mamy, ale w następstwie tego córka przestała utrzymywać ze swoim ojcem kontakty, ponieważ uznała go za osobę niegodną szacunku. Matka w tym czasie była totalnie rozbita, ale szybko znalazła pocieszenia w ramionach innego. Zamieszkali we trójkę, facet akceptował córkę nawet mimo, że go biła, jednak w ostateczności doprowadziła do rozpadu związku. Nie twierdzę, że niesłusznie, bo faktycznie pakowanie się w ten związek był lekkomyślny i tak z boku patrząc chyba był jedynie próbą udowodnienia byłemu mężowi, że nie jest bezwartościowa i może się komuś podobać.
    Później przyszedł czas na kolejny związek. Oczywiście mama zakochana, córka następnego faceta jeszcze mniej akceptowała od poprzedniego, nie potrafili się z nim na żadnej płaszczyźnie porozumieć, znów pojawiły się zachowania agresywne ze strony córki i wszystko wskazywało, że i ten związek się rozpadnie.
    Wtedy matka uciekła. Dosłownie. Córka wróciła po szkole do pustego mieszkania. Dziewczyna musiała odnowić kontakty z ojcem i uporać się z trudną dla siebie sytuacją. Miała wtedy chyba 17 lat. Poradziła sobie świetnie, nauczyła się gotować i myślę, że pod względem emocjonalnym nawet jej to na lepsze wyszło.

    Ojciec płaci dziewczynie, ale więcej niż wie o tym jego żona, ponieważ z samych alimentów ciężko byłoby jej się utrzymać. Spotykają się potajemnie, gdzie wręcza jej do rąk dodatkową sumę. Kupił jej auto w tajemnicy przed żoną. Jego małżonka nie pozwala nawet dziewczynie zostać na noc w ich domu (dużym), w którym zresztą ta się wychowywała.

    No i tak to niestety wygląda. Córce rodzinę zastąpiła przyjaciółka, która praktycznie u niej mieszka, spędzają ze sobą całe dnie, chodzą na spacery, razem gotują itd. Córka uważa, że przeszłość nie wywarła na niej żadnego piętna (faktycznie wydaje się być silną osobą), nigdy nie należała do osób, które się czymkolwiek przejmują, więc nigdy nie korzystała z pomocy psychologa. Ale może to skorupa? Nie wiem, ciężko powiedzieć, zawsze była silna, nawet już jako mała dziewczynka.
  • 19.10.17, 17:53
    Relacje między byłymi małżonkami są obecnie takie, że raczej się ze sobą nie kontaktują. Wcześniej omawiali różne sprawy telefonicznie, ale chyba nowej żonie zaczęło to przeszkadzać.
    Orzeczenia o winie w rozwodzie nie ma, rozstali się polubownie. Mama jest z nowym partnerem w związku małżeńskim.
  • 19.10.17, 19:46
    >Wtedy matka uciekła. Dosłownie. Córka wróciła po szkole do pustego mieszkania. Dziewczyna musiała odnowić kontakty z >ojcem i uporać się z trudną dla siebie sytuacją. Miała wtedy chyba 17 lat.

    no, to teraz się nie dziwię córce

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.