Dodaj do ulubionych

Kiedyś było mniej rozwodów

21.11.17, 16:23
Ponieważ kiedyś nie wyrzucało się zepsutych rzeczy tylko je reperowało. Proste.
Obserwuj wątek
    • stokrotka_a Re: Kiedyś było mniej rozwodów 21.11.17, 17:06
      derff napisał:

      > Ponieważ kiedyś nie wyrzucało się zepsutych rzeczy tylko je reperowało. Proste.

      No popatrz, jedno krótkie zdanie, a wyjaśnia wszystko w kwestii rozwodów. Wystarczy jednak troche wiedzy, by klucz do wszystkiego okazał się wytrychem do niczego. :-)
    • znana.jako.ggigus Re: Kiedyś było mniej rozwodów 21.11.17, 22:40
      nie. Kobiety były częSto zależne od mężczyzn i to oni decydowlai o rozwodzie. Np.
      Proste.
      Statystyka to też przyczyny i skutki.

      --
      ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
    • wieczornica Re: Kiedyś było mniej rozwodów 21.11.17, 22:43
      Wychodzę z tego samego założenia co Ty. Ludzie, którzy są razem powinni pielęgnować związek i dbać o to, by miłość kwitła. Czasami zbiera mnie na głębsze refleksje, kiedy widzę szczęście małżeństwo z długim stażem. To jest naprawdę godne podziwu.

      --
      youtu.be/Qq4j1LtCdww
      • znana.jako.ggigus Re: Kiedyś było mniej rozwodów 21.11.17, 22:45
        Tak, ale to pielęgnacja obu równych, a nie że pani musi znosić pana, bo ma małą rentę.

        --
        ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
        • wieczornica Re: Kiedyś było mniej rozwodów 21.11.17, 23:12
          Chodzi mi o sytuację, w której pomiędzy dwoma osobami nawiąże się prawdziwa miłość. Sama znam niewiele małżeństw, które mogłoby się poszczycić tym, że wraz z upływem czasu, płomień ich uczucia nadal nie zgasł.
          Życie z niekochaną osobą byłoby męką. Podobnie jak kochanie alkoholika czy bycie z kimś, kto nie odwzajemniałby tego uczucia.

          --
          youtu.be/Qq4j1LtCdww
              • znana.jako.ggigus Re: Kiedyś było mniej rozwodów 22.11.17, 09:39
                Co to jest szczęśliwe pożycie?
                Mam parę takich par, co zawsze rączka w rączk i otoczenie jest zachwycone, co za miłoś, co za pożycie. Wg mnie to opiera się na kontroli jednej ze stron, bo naturalną potrzebą człowieka jest od czasu do czasu zmiana otoczenia, osoby (mąż, przyjaciel/łka, znajomy/a). Ale na jaki protest trafiłam, kiedy opowiedziałam o tym.
                A ja wiem wiele o kontroli w związku, hahah. Wiem, jak to działa i mam prawo przypuszczać, że przynajmniej w jednym z tych szczęśliwych przypadków kobieta kontroluje. Wystarczą trzy zdania zamienione z jej mężem, aby przyżaglowała z drzgiego końca sali. Czasem cztery.

                --
                ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
                • wieczornica Re: Kiedyś było mniej rozwodów 22.11.17, 10:37
                  To jest już kwestia dopasowania do siebie. Jeśli partnerzy czują się dobrze w swoim towarzystwie, traktują siebie trochę jak przyjaciół (ciekawe tematy do rozmów, liczenie na pomoc drugiej osoby, podobne poczucie humoru), to wtedy oboje chcą równie mocno spędzać ze sobą czas.

                  --
                  youtu.be/Qq4j1LtCdww
                  • znana.jako.ggigus Re: Kiedyś było mniej rozwodów 22.11.17, 11:19
                    10, 20 lat?
                    Serio tak myślisz?
                    Bo ja nie mam na myśli rozstania.
                    Dla mnie normalne jest - mam męża/żonę i czasem razem chadzamy na imprezy, czasem nie. Czasem jesteśmy razem na imprezie, ale każde z nas gada z kimś innym. To jak z przyjaźnią - czasem ludzie zaprzyjaźnieni spędzają mnie, czasem więcej czasu.
                    Czasem trzeba trochę zmiany otoczenia, pojawia się ktoś nowy i niekoniecznie mam na myśli romans - pojawia się ktoś nowy, coś nowego w otoczeniu i na jakiś czas poświęcam temu uwagę.

                    --
                    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
    • znana.jako.ggigus Re: Kiedyś było mniej rozwodów 22.11.17, 11:29
      nie wiem, czemu tak ważna jest trwałość małżeństwa sama w sobie.
      Dla mnie związek małżeński, jak każdy inny, oznaczać może, że co prawda pobierając się, rozumieliśmy się świetnie, ale po jakimś czasie każde z nas poszło w innym kierunku. Ludzie się zmieniają, każdy z nas niezauważalnie dla siebie.
      Z tego powodu przecież też rozpadają się przyjaźnie.
      Można próbować coś naprawiać, ale są granice naprawiania/przystosowania innego do mnie/przystosowania mnie do innego.
      Nie wiem czemu trwałość za wszelką cenę i naprawienie stosunków międzyludzkich za cenę czego, zmiany charakteru, upodobań, ma być wartością samą w sobie.
      Poza tym rozwód nie oznacza rozstania. Moi rodzice mieszkali niedaleko od siebie i jeśli ojciec się parę dni nie zjawiał, to wówczas ja albo siostra miałyśmy za zadanie iść do paru punktów, gdzie on mógł być. To był spacer tak ponad godzinny, bo wówczas nie jeździłam rowerem (tak, były też takie czas w moim życiu).
      Co czasem było zabawne - np. pewnego lata ojciec się parę dni nie zjawiał, więc ja do jego mieszkania, a tam pusto. Ale w kuchni był talerz z truskawkami, co doniosłam mamie, znaczy się żyje. Odetchnęła z ulgą.

      --
      ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
      • derff Re: Kiedyś było mniej rozwodów 22.11.17, 13:33
        Może ja ma staroświeckie poglądy. Uważam jednak po 50 latach małżeństwa, że po dokładnym rozpoznaniu wszystkie kwiaty pachną tak samo.Może więc lepiej dla siebie i dzieci nie rozwalać pochopnie wszystkiego i potem żałować
        • znana.jako.ggigus Re: Kiedyś było mniej rozwodów 22.11.17, 13:45
          Wstystkie kwiaty pachną tak samo - ergo wszyscy ludzie są tacy sami, wszystkie c..ki wyglądają tak samo.
          Mnie to pachnie taką rezygnacją.
          Wszędzie to samo.
          Przypomina mi to małżeństwo moich byłych teściów. On nie potrafi sobie ugotować herbaty, bo ona cały czas zasuwa. Natomiast ona latami prosiła o zmywarkę i nic. Zmywarka pojawiał się, gdy on w trakcje jej imienin musiał zmywać. Następnego dnia pojechali do sklepu.
          Poza tym odejść od kogoś i zacząć nowy etap w życiu, bo przecież nie nowe życie nie musi oznaczyć rozwalić wszystko co było i po zgliszczach wyjść.
          Nadal powtarzam moje pytanie - nie rozumiem, czemu wielu ludzi opiewa sam w sobie fakt trwałości jakiegoś związku.

          --
          ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
          • paco_lopez Re: Kiedyś było mniej rozwodów 22.11.17, 16:39
            No wiesz. Każdy sobie opiewa to co ma. Rzekłbym nawet , że w szczególności to co ma najdłuższego albo największego. Ludzie szczycą się tym że są wysocy, że mają duży metraż, pojemność skokową . Nikt nie szczyci się tylko wielkim tyłkiem. To taki paradoks.
        • stokrotka_a Re: Kiedyś było mniej rozwodów 22.11.17, 14:49
          derff napisał:

          > Może ja ma staroświeckie poglądy. Uważam jednak po 50 latach małżeństwa, że po
          > dokładnym rozpoznaniu wszystkie kwiaty pachną tak samo.

          Naprawdę tak uważasz? Jeśli naprawdę, to masz zrąbany zmysł powonienia albo tylko jeden kwatek wąchałeś w swoim życiu. :-)

          > Może więc lepiej dla siebie i dzieci nie rozwalać pochopnie wszystkiego i potem żałować

          No wiesz, po 50 latach małżeństwa to dzieci powinny być już dorosłe i samodzielne. Poza tym, w wielu przypadkach rodzice czynią krzywdę swoim dzieciom tkwiąc w związku, który powinni zakończyć.
        • ogrod_rozkoszy Re: Kiedyś było mniej rozwodów 22.11.17, 15:00
          Taka mi się przypowiastka (tybetańska chyba) przypomniała.
          Przyszedł młodzieniec do mędrca i zapytał:
          - Zastanawiam się nad przyszłością i nie wiem co lepiej w życiu wybrać - wziąć sobie żonę czy pozostać wolnym?
          - Cokolwiek wybierzesz - będziesz żałował. - odpowiedział guru.
          • stokrotka_a Re: Kiedyś było mniej rozwodów 22.11.17, 16:24
            ogrod_rozkoszy napisała:

            > - Zastanawiam się nad przyszłością i nie wiem co lepiej w życiu wybrać - wziąć
            > sobie żonę czy pozostać wolnym?
            > - Cokolwiek wybierzesz - będziesz żałował. - odpowiedział guru.

            Mędrzec równie dobrze mógł powiedzieć: - Cokolwiek wybierzesz, będziesz zadowolony. Kwestia akceptacji własnych decyzji i ich konsekwencji.
            • ogrod_rozkoszy Re: Kiedyś było mniej rozwodów 22.11.17, 17:13
              Oj. Pewnie, że mógł.
              Ja tę odpowiedź interpretuję tak, że mędrzec chciał młodzieńcowi uświadomić, że z każdym wyborem wiążą się trudności, kryzysy, zwątpienia, że nie ma wyborów jedynie słusznych i idealnych.
              Bo że z każdego wyboru wynika też radość - to na tyle oczywiste, że nie trzeba filozofa.
              Myślę też, że wiek pytającego nie jest tu bez znaczenia.
              • stokrotka_a Re: Kiedyś było mniej rozwodów 23.11.17, 08:00
                ogrod_rozkoszy napisała:

                > Oj. Pewnie, że mógł.
                > Ja tę odpowiedź interpretuję tak, że mędrzec chciał młodzieńcowi uświadomić, że
                > z każdym wyborem wiążą się trudności, kryzysy, zwątpienia, że nie ma wyborów j
                > edynie słusznych i idealnych.

                Mędzrzec powiedział po prostu, że szklanka jest w połowie pusta, a mógł powiedzieć, że jest w połowie pełna. :-)

                > Bo że z każdego wyboru wynika też radość - to na tyle oczywiste, że nie trzeba
                > filozofa.

                No nie, nie z każdego wyboru wynika radość. A że z każdego wyboru może wyniknąć radość albo trudności, kryzysy, zwątpienia to jest na tyle oczywiste, że nie trzeba filozofa. :-)
    • zeberdee28 Re: Kiedyś było mniej rozwodów 22.11.17, 13:44
      Tendencja może ulec zmianie. W USA najrzadziej rozwodzą się ludzie którzy mają wyższe wykształcenie i pobrali się około 30 roku życia. Najczęściej rozwodzą się osoby niewykształcone które zawarły związek małżeński mając <25 lat. Skoro małżeństwa są zawierane coraz później a coraz więcej osób uzyskuje wykształcenie to trend może się zmienić.

      --
      Tę sygnaturkę sponsoruje liczba Eulera kwotą 2,71 CHF
    • kazjenka Re: Kiedyś było mniej rozwodów 22.11.17, 19:38
      Ile rozwodów, tyle przyczyn.

      > Ponieważ kiedyś nie wyrzucało się zepsutych rzeczy tylko je reperowało. Proste.
      Są ludzie, którzy poddają się przy pierwszym kryzysie. Może być też tak, że jedna osoba się stara, a druga nie. I co wtedy? Nadal ma się męczyć, poświęcać, gdy druga strona nie kiwnie palcem?

      Sporo osób męczy się w związkach (np. przemocowych) z powodu kredytu i dzieci, więc sytuacja ekonomiczna też się liczy.
      --
      felietonada.blogspot.com/

      pejzazownia.blogspot.com/
    • l.george.l Re: Kiedyś było mniej rozwodów 22.11.17, 23:53
      Czy to oznacza, że kiedyś było lepiej? Co jest złego w rozwodzie? Oczywiście można pozazdrościć ludziom, którym udaje się tak dobrze dobrać, że czują się ze sobą szczęśliwi przez całe życie. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę, że ludzie dobierają się często na zasadzie przypadku, kierują się emocjami, pożądaniem, pewnie też wyrachowaniem.
      Rozwodów będzie jeszcze więcej, ale najśmieszniejsze, że jest to efekt zmian, o których marzymy. Bogacimy się, a przede wszystkim kobiety bogacą się i tym samym uniezależniają. Co piąta rodzina w Polsce utrzymywana jest przez kobietę. Czy kobieta wyemancypowana, dobrze zarabiająca będzie szła na kompromis i żyła u boku niedorajdy, a może despoty, pijaka czy impotenta? Przecież ją stać na samodzielność.
      Kobiet zdolnych do samodzielnego utrzymania się przybywa w Polsce bardzo szybko, a co za tym idzie lawinowo będzie rosła też liczba rozwodów.
      • wieczornica Re: Kiedyś było mniej rozwodów 23.11.17, 06:33
        Kobieta nie jest samowystarczalna. Bez względu na swoją sytuację finansową potrzebuje u swojego boku mężczyzny.
        Przyczyną może być chociażby pomoc przy naprawach domowych czy zwyczajna chęć przytulenia się do kogoś przed snem.

        --
        youtu.be/Qq4j1LtCdww
        • stokrotka_a Re: Kiedyś było mniej rozwodów 23.11.17, 08:06
          wieczornica napisała:

          > Kobieta nie jest samowystarczalna.

          Kobieta może być samowystarczalan albo nie. Kwestia wychowania, chęci i wyborów życiowych.

          > Bez względu na swoją sytuację finansową potrzebuje u swojego boku mężczyzny.
          > Przyczyną może być chociażby pomoc przy naprawach domowych (...)

          Ja potrafię naprawy domowe wykonywać samodzielnie. Nikt mi rąk za plecami nie związał. I nie jestem jedyną kobietą, która to potrafi. Mało tego, są mężczyźni, którzy mają dwie lewe ręce. :-)

          > (...) czy zwyczajna chęć przytulenia się do kogoś przed snem.

          Do kobiety się można przytulić, albo do poduszki. Nie wszystkie kobiety mają identyczne potrzeby.
          • znana.jako.ggigus Re: Kiedyś było mniej rozwodów 23.11.17, 09:41
            Dobre.
            Wieczornic jest coraz lepszy.
            Moüna też się przytulić do psa, kota, kochanka. Ja np jako mężatka miałam poważne problemy właśnie z mężem i dość dziwne rzeczy z oczami. mniejsza o szczegóły. Poleciałam do okulistki, a moja lekarka, osoba dość chłodna (i za to ją lubię) przytuliła mnie i powiedziała, że to stres i to minie. I jak mi to pomogło!

            --
            ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
        • derff Re: Kiedyś było mniej rozwodów 23.11.17, 09:01
          Prawdą jest jak już ktoś zauważył, że kiedyś małżeństwa trwały krótko z powodu wojen i chorób. To może teraz wprowadzić małżeństwo np. na 20 lat. Do wychowania dzieci. Taka umowa na czas określony z karami za zerwanie umowy . Hę....?
          • stokrotka_a Re: Kiedyś było mniej rozwodów 23.11.17, 09:09
            derff napisał:

            > Prawdą jest jak już ktoś zauważył, że kiedyś małżeństwa trwały krótko z powodu
            > wojen i chorób. To może teraz wprowadzić małżeństwo np. na 20 lat. Do wychowani
            > a dzieci. Taka umowa na czas określony z karami za zerwanie umowy . Hę....?

            Tak, najlepiej byłoby wprowadzić karę więzienia i ciężkich robót za rozwód albo karę śmierci przez ukamienowanie (w przypadku zdradliwej kobiety). :-/
          • wieczornica Re: Kiedyś było mniej rozwodów 23.11.17, 09:11
            W małżeństwie chodzi o coś więcej niż o samo wychowywanie dzieci.
            W obecnych czasach ludzie mają różne podejście do zawarcia związku małżeńskiego, być może dlatego, że trochę spadło jego znaczenie. Wiele osób żyje ze sobą na tzw. "Kocią łapę",a czasami jedynie co łączy ludzi to jedynie wspólne dzieci. Dla mnie kwestia wzięcia ślubu jest sporna, dlatego sama zastanawiam się czy będę chciała go wziąć w przyszłości.

            --
            youtu.be/Qq4j1LtCdww
    • sabriel Re: Kiedyś było mniej rozwodów 24.11.17, 16:49
      Wcale, że nie. Ludzie przymykali oczy na pewne rzeczy, stwarzali pozory i się męczyli ze sobą całe życie. Kobiety są obecnie bardziej niezależne i mają do wyboru inne drogi niż małżeństwo i siedzenie w domu.
      Królowa Elżbieta II niedawno obchodziła 70-lecie małżeństwa. Ktoś kto patrzy na to z boku pomyśli, jaka wspaniała kochająca para. Ktoś kto przeczyta biografię księcia dowie się, że zdradzał żonę od początku na lewo i prawo, mieli oddzielne sypialnie i małżeństwo trwa jedynie w przestrzeni publicznej. Od dawno ze sobą nie żyją. Tak więc można przez całe życie trwać w takim małżeństwie.
      • wieczornica Re: Kiedyś było mniej rozwodów 24.11.17, 22:18
        Moim zdaniem jest to kwestia nierozsądnego łączenia się w pary i pochopnej decyzji o ślubie. Oczywiście, można meczyć się zz kimś całe życie, zresztą wiele osób w ten sposób funkcjonuje, ale choć na moje oko nie jest to dobre. Jasne, można zaakceptować taki stan rzeczy ze względu np.na stabilizację życiową czy dzieci, ale kwestia tego czy warto.


        --
        youtu.be/Qq4j1LtCdww
        • znana.jako.ggigus Re: Kiedyś było mniej rozwodów 25.11.17, 11:08
          Nadal pozostaje parę pytań - co to znaczy pochopne łączenie się. Jedna para ma - powiedzmy - więcej szczęścia i lepiej się pozna. Inna para ma mniej szczęścia i ludzie pozmieniają się w niepasującym kiernku.
          No i najważniejsze żytanie - czemu akurat miarą udanej pary ma być trwałość sama w sobie. Co jest złego w koncepcji - rozejdźmy się, kiedy przestanie nam być ze sobą dobrze, jak i rozchodzą się znajomości, przyjaźnie i inne związki, narzeczeńskie np. też. Co jest takiego w węźle małżeńskim, iż go - jak wielu innych węzłów - zrywać nie wolno?

          --
          ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
          • alpepe Re: Kiedyś było mniej rozwodów 25.11.17, 11:36
            nic nie ma, nie jesteśmy w Indiach, kiedy kobieta po śmierci męża ma przes..ane i najlepiej, jakby umarła wraz z nim. Też sądzę, że związek jest na pewien etap życia, a zmiany, cóż, to dobro dzieci jest mityczne, pamiętam, jak chciałam, by matka się wreszcie rozwiodła z ojcem. Niestety tego nie zrobiła.

            --
            Tak walczę ze złem
            A zło rośnie we mnie z każdym dniem
          • wieczornica Re: Kiedyś było mniej rozwodów 25.11.17, 12:21
            Jeśli ludzi rozstają się ze sobą, to oznacza, że było im ze sobą źle (lub jednemu z nich, który zadecydował o rozstaniu).
            Czasami po rozstaniu wraca się myślami do miłych chwil spędzonych razem, ale gdyby faktycznie była to udana znajomość, to partnerzy chcieliby ją pielęgnować.
            Mi akurat (jeszcze) nie poszczęściło się w miłości, ale mogę pochwalić się swoją przyjaźnią. Byłyby dwie, ale moja pprzyjaciółka z dzieciństwa wyjechała z Polski, więc jej nie liczę.
            Z moją najwspanialszą przyjaciółką poznałyśmy się w liceum. Mamy zupełnie odwrotne charaktery, jednak ja jestem raczej dominująca, a ona właśnie tej cechy nie cierpi. Żadna z nas nigdy nie daje za wygraną, mamy inne poglądy w wielu sprawach, więc często zdarza nam się przekomarzać. Jednak jest kilka kwestii, które nas łączą - poczucie humoru, oddanie wobec siebie, wspólne rozumienie swoich problemów i pomoc w rozwiązywaniu ich. Jestem bardzo szczęśliwa, ponieważ znalazłam taką wspaniałą przyjaciółkę, która jest trudnym człowiekiem, ale wartym każdego poświęcenia. Tym samym, mam taką skrytą nadzieję, że kiedyś zakocham się w mężczyźnie, który będzie miał zbliżony charakter do niej. Wierzę, że taka znajomość (jak moja przyjaźń) byłaby w stanie przetrwać wszystkie trudy ii cierpienia.

            --
            youtu.be/Qq4j1LtCdww
            • derff Re: Kiedyś było mniej rozwodów 26.11.17, 11:47
              Najpierw wyrażę radość z udanego wątku a koleżanki wieczornicy wyrazy uznania za mądrośc życiową. W związku czy małżeństwie potrzebna jest przyjażń bo każde uczucie z czasem blednie i aby związek przetrwał potrzeba jakiegoś paliwa
              • znana.jako.ggigus Re: Kiedyś było mniej rozwodów 26.11.17, 19:42
                Przyjaźń jest potrzebna w każdym gŁęębszym związku międzyludzkim. Tego nie neguję.
                Neguję jedynie tezę o tam, że trwałość małżeństwa jest warta walki za wszelką cenę, naprawiania. Pytanie tylko czego/kogo - systuacji? Siebie? Partnera?

                --
                ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
                  • znana.jako.ggigus Re: Kiedyś było mniej rozwodów 26.11.17, 20:07
                    wiadomo że nie mam na myśli - dziś kłótnia o nieumyty talerz, jutro rozwód.
                    Natomiasz nie mam na myśli takich kiczowatych banałów jak wyjątkowa osoba.
                    Jesteś więc zdania, że dla jednych warto walczyć, a innych spuścić w odmętach pamięci?
                    no no dzielenie ludzi.

                    --
                    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
                    • wieczornica Re: Kiedyś było mniej rozwodów 26.11.17, 21:21
                      Warto walczyć dla wartościowych ludzi, którzy zasługują na uwagę. A poprzez słowo wartościowi mam na myśli osoby, które zawsze pomogą w potrzebie, kochają i wykazują zainteresowanie.
                      W odmętach pamięci można spuścić inne osoby np. fałszywe, olewające drugą osobę (jej starania). Akurat tutaj podział jest konieczny, bo nie każdy zasługuje na osobę bliską sercu.

                      --
                      youtu.be/Qq4j1LtCdww
                      • stokrotka_a Re: Kiedyś było mniej rozwodów 27.11.17, 07:45
                        wieczornica napisała:

                        > Akurat tutaj podział jest konieczny, bo nie każdy zasługuje na
                        > osobę bliską sercu.

                        A kto nie zasługuje? Kto, w jaki sposób i jakim prawem decyduje, że ktoś zasługuje a ktoś inny nie zasługuje?
                        • znana.jako.ggigus Re: Kiedyś było mniej rozwodów 27.11.17, 10:16
                          Jak kogoś b. lubisz/kochasz, to zasługuje. Jak nim/nią pogardzasz/lubisz tak na jeża/pogardasz, to nie zasługuje.
                          Wielu ludzi ma takie podziały. W przyjaźni, w pracy, w miłości. albo tańczę ci na nosie albo patrzę, co ze mną robisz. Albo jstem twoim podnóżkiem albo patrzę, jak się przede mną płaszczysz.

                          --
                          ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
                            • znana.jako.ggigus Re: Kiedyś było mniej rozwodów 27.11.17, 11:01
                              No to Ty piszesz o osobach, o które warto walczyć. Nie ja.

                              --
                              ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
                          • stokrotka_a Re: Kiedyś było mniej rozwodów 27.11.17, 11:02
                            znana.jako.ggigus napisała:

                            > Jak kogoś b. lubisz/kochasz, to zasługuje. Jak nim/nią pogardzasz/lubisz tak n
                            > a jeża/pogardasz, to nie zasługuje.

                            Masz rację, w ten sposób ludzie uzurpują sobie prawo do odbierania praw innym ludziom. A tymczasem każdy od urodzenia ma prawo do "posiadania" osoby bliskiej sercu. Nawet skazanemu na śmierć tego prawa nie można odebrać, bo ono nie ma nic wspólnego z zasługiwaniem.
                            • znana.jako.ggigus Re: Kiedyś było mniej rozwodów 27.11.17, 11:05
                              Przyznam szczerze, że trudno jest traktować ludzi w miarę równo. Sama nie jestem aniołem pod tym względem.
                              Ale często widzę ten schemat - jedna koleżanka jest dla osoby A b. miła, a dla osoby B owszem nie za bardzo. Wobec osoby B można sobie na coś takiego pozowlić,no to trzeba sobie odobić te wszystkie ciosy, które znosimy w stosunkach z osobą A.
                              I tak w kółko.
                              Miłujmy się, bądźmy dla siebie ludzcy. Adam Mickiewicz

                              --
                              ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
                              • stokrotka_a Re: Kiedyś było mniej rozwodów 27.11.17, 11:19
                                znana.jako.ggigus napisała:

                                > Przyznam szczerze, że trudno jest traktować ludzi w miarę równo. Sama nie jeste
                                > m aniołem pod tym względem.

                                Nie da się i nie o to chodzi. Chodzi o to by szanować prawa, które "należą" się wszystkim ludziom.
    • czoklitka Re: Kiedyś było mniej rozwodów 24.11.17, 21:45
      "Wdowa ja od trzech lat — zaczęła półszeptem, jakby wzdrygając się sama przed sobą. — Źle mi było za mężem, stary był, bił mnie wciąż. Aż zasłabł i leżał chory. Wtedy myślę, wstanie i znów bić będzie — i pomyślałam..."
    • derff Re: Kiedyś było mniej rozwodów 27.11.17, 10:28
      Kazdy ma prawo do własnych przemysleń i błędów, to oczywiste. Dodam jeszcze jeden argument dla poprzedniej mojej tezy.
      Jeśli się z kimś dzieliło dom, stół łóżko i dzieci i nagle jest decyzja o rozstaniu to dla mnie jak amputacja czści własnego ciała.
      To wyrzucenie kawałka własnego zycia. Nie szkoda tak??? Hę....?
      • znana.jako.ggigus Re: Kiedyś było mniej rozwodów 27.11.17, 10:36
        Zakładam, że nie dzieliłeś z tą osobą życia od pierwszego dnia. Bo wbrew pozorom można się do wielu zmian przyzwyczaić. Ileż to moi rodzice mieli nierozłącznych par, które potem nagle... Z orzyjaźni i miłości zrodziła się głęboka nienawiść w fazie przedrozwodowej.
        I dodam po raz enty, że nie jestem zwolenniczką rozwodów ot tak z dnia na dzień. No chyba że to komuś paruje. Każdemu wg potrzeb...
        Entą ilość razy wyrzucasz kawałkli własnego życia, robiąc porządki w szafie, kończąc pewne znajomości/przyjaźnie, lub będąc samemu skreślonym.


        --
        ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
      • stokrotka_a Re: Kiedyś było mniej rozwodów 27.11.17, 11:17
        derff napisał:

        > Jeśli się z kimś dzieliło dom, stół łóżko i dzieci i nagle jest decyzja o rozst
        > aniu to dla mnie jak amputacja czści własnego ciała.
        > To wyrzucenie kawałka własnego zycia. Nie szkoda tak??? Hę....?

        Po pierwsze, taka decyzja wcale nie musi zapaść nagle. Po drugie, rozstanie wcale nie musi być równoważne z wyrzuceniem wspólnej przeszłości w przepaść niebytu. To co się zdarzyło nie może się "odzdarzyć" i tylko od ciebie zależy, czy zachowasz to w swoim mózgu czy "wytniesz" z pamięci lub przypiszesz przeszłym wydarzeniom negatywne skojarzenia. Czasami trzeba się rozstać, bo to najlepsze wyjście i nie ma co żałować, fiksując się na przeszłości - trzeba żyć tu I teraz, idąc wciąż do przodu.
      • czoklitka Re: Kiedyś było mniej rozwodów 27.11.17, 21:09
        Ta "amputacja" bardziej pasuje mi do palenia za sobą mostów. Sam rozwód nie musi do tego prowadzić. Kwestia taka, z jakiej gliny się jest i z jakiej gliny jest małżonek - czy jest wzajemna chęć na podtrzymanie znajomości i w jakim tonie, czy nie.
        Lepiej poddać amputacji kawałek ciała, niż patrzeć, jak pogrąża go i następne kawałki zgnilizna.
        Gdybyś derff miał meża czy żonę, który cię leje lub oszukuje lub działa na twoją niekorzyść, nadal trwałbyś przy swoim zdaniu, bo szkoda ci "wyrzucić" - a raczej odłożyć do kufra z pamiątkami - kawałek życia? Czasem jest tak, zę się nie da naprawić, pomimo chęci.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka