Dodaj do ulubionych

Sąsiadka pomyliła mnie z kochankiem

24.11.17, 02:05
Siedzę w pracy, nagle dostaję smsa od sąsiadki. Nie utrzymujemy bliższych relacji poza cześć, dzień dobry, co słychać. Numerami telefonów wymieniliśmy się na wypadek sytuacji awaryjnych, powiadomień, że kurier dostarczy paczkę. I o tym w pierwszym momencie pomyślałem, że pewnie sąsiadka mnie pyta, czy jestem w domu i odbiorę paczkę. Treść smsa dotyczyła jednak zupełnie czegoś innego, wbiła mnie w fotel i sparaliżowała. Wiadomość nie była skierowana do mnie, lecz do mężczyzny, z którym - jak wynikało z treści - sąsiadkę wiąże relacja cielesna i tylko taka. Dalej przeczytałem, że taki związek sąsiadce nie odpowiada, że pragnie, by mężczyzna dostrzegł jej osobowość i jeśli nawet nie miałaby do końca życia takiego spotkać, woli to, niż fizyczną relację z mężczyzną, do którego była skierowana wiadomość.
Po mniej więcej godzinie dostałem kolejnego smsa z przeprosinami, że ten poprzedni otrzymałem przez pomyłkę.
No i co teraz z tym fantem począć. Powstała sytuacja mało komfortowa zarówno dla sąsiadki, jak i dla mnie. Nie powiem, że wiedza o jej zdradzie jakoś szczególnie mi ciąży, choć mnie zadziwiła. Małżeństwo z trójką dzieci, wspólne spacery, joggig, rowery, niedzielne wyjścia do kościoła żadnych awantur. Mąż w miarę przystojny, z urodą młodzieńca, robiący wrażenie w pełni sprawnego, aktywny zawodowo, chyba nie najgorzej zarabiający. Ona niebrzydka, nawet pociągająca, ale bardzo zaniedbana. Dresowate stroje, brak makijażu, fryzura bez wyrazu. Macierzyństwo tego nie usprawiedliwia, bo dwoje dzieci już dorosłych, najmłodsze w przedszkolu, a może już w szkole. No i proszę. Za tym sielankowym obrazem kryje się jakiś dramat. W najmniejszym stopniu nie odsądzam sąsiadki od czci i wiary. Daleki jestem od tego, by zdradę uznać za samo zło. Raczej jestem bliższy tego, by w tym przypadku zdefiniować ją jako środek terapeutyczny. Skoro zdradza, to znaczy, że w małżeństwie cierpi na jakieś deficyty. Żal mi sąsiadki, że trafiła na dupka, który widzi tylko jej tyłek i nie potrafił ofiarować tego, czego ona od mężczyzny oczekuje. Frajer i tyle. Zyskałby więcej, okazując jej uczucie i ją dowartościowując. Żyłaby w trójkącie i być może byłaby szczęśliwa. To jedna z teorii. Ewentualnie jest też druga. Być może za ścianą, choć tego nie widać i nie słychać, rozgrywa się znacznie większy dramat i sąsiadka chciała zerwać z dotychczasowym życiem, porzucić męża, ale dotarło do niej, że z kochankiem nie łączy ją nic poza seksem.
Abstrahując od tego wszystkiego nie uśmiecha mi się natknąć na sąsiadkę. Czuję się, jakbym niechcący wszedł do toalety i zastał ją w sytuacji intymnej. Wcześniej czy później natkniemy się na siebie. I co wtedy? Udać, że zmieniłem numer telefonu i żadnej wiadomości nie dostałem? Na jej przeprosiny nic nie odpisałem, więc na razie rżnę głupa. Wyjść z inicjatywą, poklepać po ramieniu, pocieszyć, że będzie dobrze, a na moją dyskrecję może całkowicie liczyć? Niby sprawa, która w żaden sposób nie powinna mnie obchodzić, ale mimo to, nie daje mi spokoju. Jest jeszcze jeden aspekt. Sąsiadka przez swoją nieroztropność wypuściła z rąk dowód, który w przypadku rozprawy rozwodowej postawiłby ją na straconej pozycji. Teraz się jednak zastanawiam, czy nie powinienem od raz jej odpisać, że wiadomość skasowałem. o sprawie zapominam i życzę jej wszystkiego najlepszego. Przecież ona może teraz wariuje z przerażenia, a już z pewnością jest jej potwornie głupio. Przecież nie wie, bo może wydawać się dość absurdalne, że ja bardziej solidaryzuje się z nią - zdrajczynią - niż jej mężem - zdradzonym. Już tak jakoś mam, że bliżej mi do kobiecych problemów niż męskich.
Obserwuj wątek

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka