Dodaj do ulubionych

Szczyt skapstwa - obrazowe przyklady

08.10.04, 18:41
Zapraszam do tego watku wszelkie historie pietnujace lub po prostu pokazujace skapstwo w jakims obrazowym i dowcipnym wymiarze.

Na poczatek opisze historie mojego super oszczednego ojca, ktory kiedys w trakcie domowej awantury na zlosc mamie wrzucil do palacego sie grila mydlo. Kiedy zobaczyl, ze ta biedna sie tym wcale nie przejela i nie rzucila na ratunek to sam dzielnie i szybko metalowymi szczypcami to 'drogie' mydlo wyciagnal. Awantura skonczyla sie szybko a my do dzis sie z tego zasmiewamy.
Edytor zaawansowany
  • Gość: rybka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.10.04, 18:58
    przynosimy do pracy swoje: kawę, herbatę, cukier itp., 3 osoby w pokoju: jedna
    ciągle ma sklerozę, albo sklep nieczynny w pobliżu, albo spieszyła się na
    autobus, albo nie miała drobnych, albo w ogóle nie wzięla pieniędzy i od trzech
    lat jest ciągle nowe albo ... a kawusię ciągnie jak smok i słodzi
  • 08.10.04, 19:07
    Przypomniales mi historie mojego staruszka - tez niezly model z tych oszczednych. Kiedys bylismy na wycieczce autokarowej z cala rodzina i gdzies po drodze sprzedawali piekne arbuzy. Kazdy w autobusie sobie kupil, my tez.
    W drodze powrotnej jakis melon sie potoczyl i wpadl w dol na schodki przy drzwiach. Roztrzaskal sie na kawalki.
    A wtedy moj staruszek zaczal sie smiac " ale sie komus narobilo, hahaha'
    Uspokoil sie dopiero jak matka mu powiedziala, ze to nasz arbuz.
  • 10.10.04, 15:22
    Umowilam sie z kolezanka do green way-a na obiad. Przy okienku, prawie juz przy
    zamawianiu, mowi do mnie, ze zapomniala portfela. Oczywiscie postawilam jej ten
    obiad, ale zrazila mnie jej metoda i nieco prymitywne podejscie.

    Moja kochana Babcia - rozumiem, ze przezyla wojne i skrajna biede i stad jej
    zwyczaj chomikowania.. Ale kurcze, caly strych i pokoje domu sa zawalone
    jakimis ciuchami, plaszczami, butami, materialami, szklami i czym tam jeszcze -
    ot, Babcia trzyma na okazje, bo kiedys sie komus przyda.. W dodatku na szafie
    trzyma 2 walizki ciuszkow dla dzieci, jeszcze po moich siostrach. Ciuszki mialy
    byc dla dzieci moich siostr - ale i one juz podrosly. Nie raz prosilam Babcie
    aby oddala te rzeczy biednym ludziom (w okolicznych wsiach ich nie brakuje) alw
    gdzie tam, nie ma sily na to :))) Jak Babcia umrze, bede miec opory przed
    rozdaniem tych rzeczy; bo jeszcze Jej duch zza grobu przyjdzie za taki
    sprzeciw :))))

    --
    "Rece nasze silne sa, przeciw rzezi, przeciw krwiom..
    przeciw fabrykantom bomb, rece nasze silne sa.."
    www.balbi.prv.pl
  • 08.10.04, 19:11
    Ja kiedys w toalecie widzialam jak elegancka pani wpsikiwala sobie do malego sloiczka plynne mydlo do rak z dozownika przy zlewie.
    To byl juz chyba szczyt. Macie lepsze historie?
  • Gość: Hanah IP: *.crowley.pl 08.10.04, 19:14
    po rozmowach w pracy z Amerykanami moi koledzy wręcz rozgrabili takie stojaczki
    z flagą polską i amerykańską... Amerykanie niestety to widzeli :-(
  • 08.10.04, 19:29
    Mieszkałam kiedyś z teściową,sknerą jakich mało.Awantury odbywały się o się o
    każdą rzecz używaną przeze mnie więc nie ruszałam ani jej garnka ani
    szklanki.Największy problem był z pralką automatyczną.Tą pralkę traktowała jak
    dorobek życia,chwaliła każdemu kto przyszedł (odchodziła od stołu i głośno
    mówiła że musi sprawdzić jak AUTOMAT działa nawet w niedzielę).Gdy wkładałam
    pranie do pralki to chodziła i waliła drzwiami,wrzeszczała,że u koszul należy
    zapierać mankiety i kołnierzyki a nie prać i prać.Ustawiliśmy się z mężem
    pewnej nocy pod sklepem i kupiliśmy własną pralkę automatyczną.Teściowej pralka
    wylądowała w piwnicy i wszyscy praliśmy w naszej aż do naszej wyprowadzki.Po
    kilku latach gdy ta pralka teściowej zaczęła szwankować przy każdej
    nadarzającej się okazji słyszeliśmy,że powinna mieć nową pralkę ale właściwie
    nie wiadomo jak długo pożyje i nie opłaca jej się kupować,że właściwie to jej
    nie potrzebna bo nie wiadomo jak długo pożyje.I tak w kółko.Ja tylko
    przytakiwałam twierdząc że jak mi coś niepotrzebne to nie kupuję a jak
    potrzebuję to muszę wyłożyć pieniądze.Aż pewnego dnia gdy znów zaczęła swoje
    zapytałam czy ta pralka to ta przy której odbywały się sceny dantejskie gdy
    próbowałam w niej prać.I teściowa straciła złudzenia że kupimy jej nową pralkę.
  • 08.10.04, 19:25
    Kiedys na forum mlody czlowiek skarzyl sie, ze zlapal chorobe weneryczna od pieknej Taitanki w czasie 'turystycznego' wyjazdu i to pomimo, ze zawsze uzywal prezerwatywe.

    Sledztwo wykazalo, ze oszczedne Taitanki potrafia tak ladnie zrolowac prezerwatywe i tak ladnie opakowac, ze wyglada jak nowa. :-)
    I co lepsze to niz to mydlo?
  • Gość: kaenna IP: 133.30.192.* 13.10.04, 06:03
    dobrze mu tak. To facet niech pomysli o gumkach. Jak zostawia to na glowie
    dziewczyny, to za takie cos to mu sie nalezalo. Madre te Tahitanki
  • 14.10.04, 14:50
    Bardzo mądre. Potrafią tanio kupić chorobę weneryczną. W sam raz za cenę
    prezerwatywy. :-)

  • Gość: Artur IP: *.ss.shawcable.net 15.10.04, 03:41
    Bezmyslnosc i oszczednosc razem wziete. A facet pisal, ze nawet wzial swoje tylko, ze mu zabraklo bo widac lepiej przyszalal niz planowal. Wiec kiedy pani powiedziala, ze ma swoje to sie nawet ucieszyl.
  • Gość: bigi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.10.04, 01:51
    a ja bym ją tam walił dowoli i tak umrzesz i tak pytanie tylko brzmi kiedy?
    przynajmnei ładna była??
  • 08.10.04, 19:42
    Kiedys moja kolezanka umowila sie wieczorem zima z kolega 15 min od mojego
    domu, ale kolega nie przychodzil, wiec czekala i czekala, az zdecydowala sie
    przyjsc do mnie, bo bylo zimno. Oczyweiscie autobnus nie wchodzil w gre, bo za
    drogo wydac 4 zl na karnet, albo 1zl na bilet w kisoku. A przyszla do mnie
    tylko po to, zeby zadzwonic z mojego telefonu do niego, bo na jej komorce nie
    bylo minut, jak zwykle, a kupno karty do automatu tez nie wchodzilo w gre.
    Przyszla do mnie, zadzwonila i poszla z powrotem w umowione miejsce...
    Dziewczyna nie jest bynajmniej osoba biedna, dla ktorej doladowanie karty
    ioznaczaloby glodowanie przez tydzien...

    Ta sama znajoma z reszta stolowala sie u mnie przez ok 2 lata, ale sama nigdy
    nic nie przyniosla, no chyba ze przyniosla jedzenie ze sklepu tylko dla siebie,
    np. jedna bulke i jogurt, albo zamawiala sobie sama pizze, choc u mnie bylo w
    sumie 4 osoby, oczywiscie w tak dobranym smaku, zeby smakowal tyklko jej i
    nikomu innemu... (np. normalnie jadla wegetarianska, ale jak byli sami
    wegetarianie zamawiala pizze z miesem).

    Albo siedzielismy u mnie w chacie ze znajomymi i robilismy sobie razem obiady,
    czyli kazdy rzucal ile mial, a potem wspolnie gotowalismy i jedlismy, a ta
    panna zawsze tam miala jakies swoje wyliczenia, cos dawala, potem wydawala
    sobie reszte, zeby nie byc stratnym na 50 groszy...

    POzdrawiam,
    Kociamama.
  • Gość: vesna IP: *.torun.mm.pl 08.10.04, 20:58
    Może to dziwne - ale to z telefonem mnie nie przeraża. Miałam kiedyś telefon na
    karte i byłam wielokrotnie w sytuacji, że nie miałam przy sobie tyle gotówki,
    żeby od razu, na gorąco kupić kartę. Jeśli to jeszcze był wieczór (po 18,
    zamknięte punkty sprzedaży, nie w każdym kiosku mają/mieli), a Ty jestes w
    miarę dobrą znajomą... wypominając jej to, sama zdradzasz objawy skąpstwa. To
    samo może być z jedzeniem ,choć nie wiem, jak było naprawdę. Wymuszała to
    żarcie, czy ją częstowałaś?
    Ze szczytów skąpstwa - szef mojej mamy, zarabiający jakieś kilkadziesiąt (!)
    tysięcy złotych miesięcznie rozmienia dwuzłotówkę (!) u kolegów, dla dostawcy
    żarcia na wynos gdy tamten nie ma wydać. Złotówka napiwku? W zyciu!
  • 09.10.04, 11:58
    Wiesz, ja rozumiem, ze kazdy jest w potrzebie, i kazdemu sie czasem moze
    zdarzyc wyslalc sms z cudzej komory, choc ja raczej ludzi o to nie prosze. Ale
    panna robila to nagminnie. Jak sobie kupowala karte, to po dwoch dniach jej nie
    miala, a potem korzystala z komorek znajomych. Nawet jak wysylala sms do
    swojego chlopaka. I za kazdym razem wysylala mu sms z innego numeru, a on
    zdziwiony odpowiadal na ten numer, z ktorego przyszedl sms, wiec kilku
    znajomych posredniczylo w sprawach romantycznych...

    Ta sama znajoma, kiedys zostala zaproszona na obiad wraz ze mna i kilkoma
    koleznakami. Kazda z zaproszonych cos ze soba przynisola, wiesz, a to cos
    slodkiego, a to winko, tak zeby bylo milo gospodyni,. skoro ona gotuje. A ta
    laska nie przynisola nic, za to pokazala nam wszystkim nowy ciuch jaki wlasnie
    sobie kupila, a na drobna zlosliwosc 9wypowiedziana tonem zartu), ze na ciucha
    ja stac bylo, a na wino dla koleznaek juz nie odpowiedziala, ze nie wiedziala,
    ze cos trzeba przyniesc.

    Pozdrawiam,
    KOciamama.
  • Gość: vesna IP: *.torun.mm.pl 09.10.04, 13:07
    No rzeczywiście, wszystko zależy od natężenia takich zdarzeń. Każde z nich
    wybaczyłabym bez mrugnięcia okiem, gdyby ot tak się zdarzyło. ale skoro się aż
    tak powtarzały...
  • Gość: Cygnus IP: *.biaman.pl / 217.153.182.* 09.10.04, 17:16
    Mamy podobnych znajomych ;) Któregoś dnia zaprosiłam kilka osób do siebie,
    mieliśmy coś oglądać, zdaje się, ze to był jakiś mecz. Oczywiście przygotowałam
    się, bo oglądanie meczu jest emocjonujące i wymaga czegoś do zapchania gęby,
    miałam jakieś tam przegryzki, potem była pizza. Każdy dodatkowo coś przyniósł
    od siebie i nie było żadnego problemu, żeby jedli to wszyscy. Natomiast jedna z
    osób na moje pytanie, czy może dać coś na chrupki-żeby nie szeleściło-
    odpowiedziała "przecież ja to przyniosłam, więc to jest moje". Byłoby ok, gdyby
    rzeczywiście jadła tylko to, co przyniosła...
    Ta sama osoba na moje wyznanie, że brakuje mi kasy i dlatego nie pójdę do
    knajpy odpowiedziała "no pewnie, jak się kupuje mleko w kartonie i bułki
    musli!" (przecież mleko w woreczku jest tańsze, a bułki musli to zbytni
    wydatek, jesli można zjeść zwykłe)
    Znów ta sama osoba przed wyjazdem na wakacje "nie dokładam się do masła, bo nie
    używam" (wyszło chyba po 50 groszy na głowę)
  • Gość: Cygnus IP: *.biaman.pl / 217.153.182.* 09.10.04, 17:28
    Jak obgaduję, to do końca ;) Mam sąsiadkę, która od dokładnie 24 lat (od
    momentu narodzin córki) nie podłączyła pralki automatycznej, bo za dużo wody
    ciągnie. Przez ten cały czas prała we frani, albo zbierała pranie z całego
    miesiąca i zanosiła do pralni w bloku (wtedy zużycie wody jest rozdzielane na
    wszystkich mieszkańców). Ostatnio, jak już w pralni w końcu zakręcili wodę,
    prała w wannie. Sorry, ale nie wyobrażam sobie, jak w wannie ręcznie można
    uprać np. poszewkę na kołdrę, albo wielki sweter...
    Ci sami sąsiedzi, kiedy kupili samochód parę lat temu, przez rok nie zdejmowali
    folii z siedzień, bo przecież się zniszczą lub pobrudzą...
  • 10.10.04, 15:37
    He he dobre :)))

    Jako dziecko bylam kiedys z mama odwiedzic jej kolezanke z pracy. Owa pani
    miala oblozone folia fotele i kanape i o ile dobrze pamietam, takze dywan. Tez
    sie bala, ze sie zniszczy :)))

    Kiedys lecac samolotem widzialam jak siedzacy obok pasazerowie (Polacy - nie
    dziw ze mamy w swiecie opinie jaka mamy!) pakowali do kieszeni i torebek
    jednorazowe torebki z porcja cukru, pieprzu, chusteczki papierowe, plastikowe
    lyzeczki itp..

    Moj kolega z kolei chwalil sie, ze wszystkie lyzeczki i widelce jakie ma w domu
    do podebrane z restauracji/pubow/barow. Stac go na wyjscia do lokali a zal mu
    paru zl na komplet sztuccow. :)))
  • Gość: Pełek IP: 81.219.8.* 14.10.04, 09:49
    Może kolekcjoner jakiś czy coś w tym rodzaju?
  • 14.10.04, 14:52
    Może kanapa, fotele i dywan były z naturalnej skóry i gospodarze bali się, że
    balbina-weganka coś na to ze złości wyleje, albo naklei naklejkę Empatii. :-)

  • 14.10.04, 15:13
    misiu-1 napisał:

    > Może kanapa, fotele i dywan były z naturalnej skóry i gospodarze bali się, że
    > balbina-weganka coś na to ze złości wyleje, albo naklei naklejkę Empatii. :-)
    >


    nie, na pewno bali się ktoś im będzie na tym kroił surowe mięso, ociekajace
    krwią, patroszył jelita barana, takie z kupkami wewnątrz, a potem kroił nerki z
    kt. ciekną siki
  • Gość: misiu IP: 5.2.* / *.chello.pl 14.10.04, 16:01
    koalaa napisała:

    > nie, na pewno bali się ktoś im będzie na tym kroił surowe mięso, ociekajace
    > krwią, patroszył jelita barana, takie z kupkami wewnątrz, a potem kroił nerki
    > z kt. ciekną siki

    Ty tak robisz? Wiesz, że nigdy by mi to do głowy nie przyszło? To ciekawy
    materiał dla lekarzy i socjologów.
    Przyznaj się, doznajesz orgazmu, jak ci te płyny fizjologiczne spływają po
    fotelu? Myślałby kto, że koala żywią się eukaliptusem. :-)
  • 15.10.04, 10:01
    misiu-1 napisał:

    > Może kanapa, fotele i dywan były z naturalnej skóry i gospodarze bali się, że
    > balbina-weganka coś na to ze złości wyleje, albo naklei naklejkę Empatii. :-)
    >

    Ty tak robisz ??
    Wiesz, że nigdy by mi to do głowy nie przyszło? To ciekawy
    materiał dla lekarzy i socjologów.
    Przyznaj się, doznajesz orgazmu, jak te płyny wylejesz na
    fotel? Myślałby kto, że misie są sympatyczne :-)

  • Gość: misiu IP: 5.2.* / *.chello.pl 15.10.04, 15:06
    koalaa napisała:

    > misiu-1 napisał:
    >
    > > Może kanapa, fotele i dywan były z naturalnej skóry i gospodarze bali się
    > , że
    > > balbina-weganka coś na to ze złości wyleje, albo naklei naklejkę Empatii.
    > :-)
    > >
    >
    > Ty tak robisz ??

    Ja nie, ale balbina tak. Jest weganką-terrorystką i ma już na koncie różne
    wybryki. Ostatnio sama przyznała się do przyklejania naklejek "Empatii" w
    zabronionych prawem miejscach. Ja tylko połączyłem ze sobą parę faktów i
    wysunąłem mającą pewne znamiona prawdopodobieństwa hipotezę. :-)

    > Wiesz, że nigdy by mi to do głowy nie przyszło? To ciekawy
    > materiał dla lekarzy i socjologów.
    > Przyznaj się, doznajesz orgazmu, jak te płyny wylejesz na
    > fotel? Myślałby kto, że misie są sympatyczne :-)

    Bo są sympatyczne, ale należy pamiętać, żeby nie drażnić misiów. Balbina
    drażniła. ;-)
  • 27.11.04, 17:22
    balbinia napisała:

    > He he dobre :)))
    >
    > Jako dziecko bylam kiedys z mama odwiedzic jej kolezanke z pracy. Owa pani
    > miala oblozone folia fotele i kanape i o ile dobrze pamietam, takze dywan.
    Tez
    > sie bala, ze sie zniszczy :)))


    e tam...moze bala sie roztoczy? jak maggie z Przystanku Alaska :DD
    --
    ja żadnych futer nie sprzedaję! ta pani w tym futrze przyszła i w nim wychodzi!
  • Gość: dala IP: *.net-serwis.pl 15.10.04, 10:36
    -Ja mieszkałam kiedyś z koleżanką która powiedziała że nie będzie dokładała sie
    do rachunku za energię bo wraca późno do domu i prawie wcale nie jest jej
    potrzebna
    - za czasów studenckich mieszkałam kiedyś z kolegą który nie chciał sie składać
    na papier toaletowy, po kilku miesiącach sponsorowania mu papieru miałam już
    tego dość i trzymałam go u siebie w pokoju. Trochę zaskoczony kolega przez
    kolejne miesiące używał gazety do wiadomego celu. Na marginesie powiem że
    cztery lata temu ten kolega zarabiał około 2tys
  • 15.10.04, 23:42
    > Na marginesie powiem że
    > cztery lata temu ten kolega zarabiał około 2tys

    Szczerze mówiąc to nie jest wielkie osiągnięcie.
  • Gość: dala IP: *.net-serwis.pl 18.10.04, 16:51
    Wiesz, nie wydaje mi się żeby cztery lata temu 2 tys było bardzo małym
    zarobkiem, a już na 100% pozwalało to na kupienie papieru toaletowego
  • Gość: wujaszek joe IP: *.local.net / *.internetdsl.tpnet.pl 22.10.04, 12:06
    kolega ma szefa podobnie bogatego i nigdy nie ma kawy (mała firma) w końcu:
    -chłopaki, macie kawe? kolega otwiera szuflade, mówi
    -tak, mamy! i zamyka szuflade:))

    znam takiego faceta, którego auto rekordowo mało pali, prawie nie zużywa
    klocków i żarówek (stara sie nie używać ogrzewania itd) i przydzwonił w brame
    przed domem bo było blisko i już zgasił światła :)
  • 08.10.04, 19:46
    nie cierpie jak ktos SĘPI ode mnie fajki, po prostu tego nie znosze, i nie
    dlatego, ze wyliczam papierosy kazdego dnia, ale dlatego, osoby, ktore ode mnie
    zwykle sepia zawsze wymyslaja jakies wymyslone historie o tym jak to sie stalo,
    ze akurat nie maja przy sobie paczki...a to tramwaj prawie by uciekl, albo
    zostala w innej torebce, zamoczyla sie an deszczu i trzeba bylo
    wyrzucic, ...etc...nie lubie obludu, nie toleruje tego. za kazdym razem kiedy
    czestuje ich mowia, iz oddadza mi to co ode mnie wypalili, ale zwiewaja gdzie
    pieprz rosnie jak mnie widza podczas gdy sami odpalaja papierosa...takie dziwne
    kamuflowanie sie i hipokryzja, a mozna by bylo zachowac sie naturalniej...
    --
    |\/| /\ C- |) /\

    zakładanie pasa cnoty jest chwytem poniżej pasa.
  • 08.10.04, 20:05
    Miałam takiego pracownika z którego kumple śmiali się że szkoda że nie znał go
    Molier bo skąpca nazwałby jego imioeniem.Ten X miał kiedyś dyżur w sobotę i
    niedzielę (nadgodziny) a ponieważ dopadła go grypa w piątek poszedł wieczorem
    do lekarza i wziął zwolnienie lekarskie od soboty (musiał powiedziweć lekarzowi
    że pracuje w sobotę i niedzielę bo lekarz inaczej zwoleniena w te dni nie
    wypisze) a w sobotę i niedzielę przyszedł do pracy i dopiero od poniedziałku
    nie było go w pracy. Miałam z tym kłopotów co niemiara bo rozliczyłam mu
    nadgodziny za czas w którym miał L-4.A on miał tyle tupetu że prosił mnie bym
    mu to jakoś rozpisała.
    Temu samemu X urodziło sie dziecko i w sobotę gdy miał akurat dyżur (te
    nadgodziny!) musiał odebrać żonę ze szpitala więc zadzwonił do mnie z prośbą
    bym mu tą żonę ze szpitala odwiozła do domu bo czeka na szpitalnym korytarzu z
    dziecięciem na ręku a on z pracy obdzwania wszystkich znajomych i znikąd
    pomocy.Mógł dzień wcześniej ustaklić że nie ma go w sobotę w pracy ale
    straciłby nadgodziny.Żal mi było jego żony.
  • 10.10.04, 15:40
    magdag3 napisała:

    > Temu samemu X urodziło sie dziecko i w sobotę gdy miał akurat dyżur (te
    > nadgodziny!) musiał odebrać żonę ze szpitala więc zadzwonił do mnie z prośbą
    > bym mu tą żonę ze szpitala odwiozła do domu bo czeka na szpitalnym korytarzu
    z
    > dziecięciem na ręku a on z pracy obdzwania wszystkich znajomych i znikąd
    > pomocy.Mógł dzień wcześniej ustaklić że nie ma go w sobotę w pracy ale
    > straciłby nadgodziny.Żal mi było jego żony.

    :O O retyyyyy, masakra, ze tez tacy faceci istnieja, a zonie faktycznie trzeba
    wspolczuc, gdzie ta kobieta oczy miala ?? :O
  • Gość: Aldonka IP: *.bredband.comhem.se 08.10.04, 20:06
    Moj znajomy Wloch zaprosil mnie na obiad. cieszac sie juz z gory na te wloskie
    pysznosci specjalnie nie zjadlam obiadu aby moc z nim rozkoszowac sie obiadem.
    Dodam, ze byl to proszony obiad po dluzszej naszej znajomosci.
    Na stol wyladowaly talerzyki deserowe, myslalam ze tam taki zwyczaj deser przed
    obiadem. Niestety, na te talerzyki wyladowal obiad w postaci polowy
    kartofelka , miniaturka kotleta i jarzynka. Wygladalo to na bardzo duzo, gdyz
    talerzyki byly minimalne. Myslalam ze umre z glodu, nawet nie mialam sily
    konwersowac, bo slabo mi sie robilo i z rozczuleniem myslalam o moim obiadku w
    domu ktory zrobilam dla dzieci.
    Potem zostalam poczestowana polowka gumy do zucia. Niestety tego nie przyjelam,
    powiedzialam , ze dziekuje nie! jestem przyzwyczajona do 2 kawalkow gumy za
    jednym razem...i dostalam w drodze wyjatku caly kawalek.
  • Gość: NIEsknerom IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.10.04, 20:21
    Mąż mojej koleżanki zakręcił ciępłą wodę i wyciągnął twardy dysk z
    komputera,żeby jego szwagierka, która a propos przyszła popilnowac mu dziecko,
    czasami się nie wykąpała czy grała na komputerze. Sknera jak sto dwa!
  • Gość: Dalila IP: *.olsztyn.mm.pl 09.10.04, 11:39
    Ten Włoch to jakiś wyjątek musiał być, może jaki naturalizowany poznaniak? Bo
    normalnie to u Włochów jadałam jakieś gigantyczne, ośmiodaniowe obiady, w
    czasie których normalnie jadający człowiek był w stanie dotrzeć najwyżej do
    drugiego drugiego dania i potem z wytęsknieniem oczekiwał na wniesienie kawy,
    co zwykle zapowiada koniec korowodu potraw...
  • 09.10.04, 11:41
    przepraszam bardzo co Ty masz do Poznaniaków???? ;p
  • 09.10.04, 01:46
    Jakies 5 miesiecy temu przestalam palic, co okazalo sie spora oszczednoscia
    rowniez z powodu sepow w pracy.
    Nie o samo sepienie chodzi ale tez o otoczke.
    1. Zazwyczaj byli to goscie zarabiajacy miedzy 2 a 5 razy wiecej niz ja,
    kolezanki z o podobnym uposazeniu jakos tego nie robily.
    2. Jak mnie fajek zabraklo nigdy nie mieli...
    3. I najciekawsze - czesto i daleko podrozowali, co ja sie nasluchalam, ze z
    nastepnej podrozy przywioza mi karton z freeshopu... Minelo 5 lat i ani jednego
    kartonu bezclowego nie zobaczylam (a mowimy tu o podrozach w rytmie raz na
    miesiac i dietach 120 dolarow na dzien plus prawie wszystko oplacone).
  • Gość: Artur IP: *.ss.shawcable.net 08.10.04, 20:27
    Mialem wizyte z centrali. Babka przyjechala jako z delegatka na pewno otrzymala jakies diety na wyzywienie, ale gdzies kolo poludnia patrzy sie na mnie i mowi 'zjadlabym cos'. Wspomnialem, ze jest bufet w budynku ale popatrzyla sie na mnie jak na wariata.
    A ja w tym czasie intnsywnie mysle, ze przeciez nie bede jej kupowal jedzenia, zreszta na pewno zarabia dwa razy tyle co ja wiec nawet nie wypada. Zreszta po co? 20 lat starsza ode mnie, zadna przyjemnosc.
    Na szczescie sobie w pore przypomnialem, ze w firmowej lodowce moga byc jeszcze jakies resztki kulinarne z zebrania, ktore odbylo sie 3 dni wczesniej.
    Rzeczywiscie byly tam stare i wysuszone kanapki z tunczykiem i jajami.
    Myslalem, ze jak pokaze jej zawartosc lodowki to sie zniecheci, bo sam bym ich nigdy w zyciu juz nie jadl.
    Ale powiedziala tylko, ze przynajmniej nie trzeba placic i zjadla kilka. Nawet jej nic nie bylo.

    A ja uwazam, ze dobrze, bo sie przynajmniej nie zmarnowalo :-)
  • Gość: org IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.10.04, 23:27
    jeden znajomy gość od lat notuje w kajeciku ile pieniędzy dał któremu synowi
    (ma już dorsłych), zapisuje to w złotych i przelicza przez kurs dolara i daje
    im do podpisania - i jeszcze tym się chwali. A wiele tego nie było...
    niewielkie kwoty z okazji ślubów, narodzin wnuków (biedny nie jest! ale o ile
    wiem, to synowie nic od niego nie chcą)
    Jak wyjeżdżał na wakacje, to wyłączył w mieszkaniu nawet prąd... zapomniał
    tylko, że zamrażarka pełna... :-)
    a kiedy synowie byli mali to kupował im np. jeden kij hokejowy na trzech...
    jeden rower... żona żywiła całą rodzinę, a on swoją kasę ładował w skarpetę.
  • Gość: marta IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 09.10.04, 10:16
    a proszę bardzo:

    1. Knajpa. Ja i on. Trzymam kartę. W pewnym momencie on wysypuje na ręce monety
    i zaczyna liczyć. Ja patrzę zdziwiona. On po chwili mówi - sprawdzam na co mi
    starczy. Zaznaczenie 1: to on mnie zaprosił; zanzaczenie 2: to była zwykła
    knajpa, gdzie herbata kosztuje 3 złote. Skutek - nie wiedziałam czy mogę
    zamówić herbatę, bo a nuż mu nie starczy...

    2. Impreza u znajomych. Ona przyniosła chipsy. Wychodząc zabrała ze sobą to co
    zostało w paczce...



  • 09.10.04, 18:02
    Gość portalu: marta napisał(a):

    > a proszę bardzo:
    >
    > 1. Knajpa. Ja i on. Trzymam kartę. W pewnym momencie on wysypuje na ręce
    monety
    >
    > i zaczyna liczyć. Ja patrzę zdziwiona. On po chwili mówi - sprawdzam na co mi
    > starczy. Zaznaczenie 1: to on mnie zaprosił; zanzaczenie 2: to była zwykła
    > knajpa, gdzie herbata kosztuje 3 złote. Skutek - nie wiedziałam czy mogę
    > zamówić herbatę, bo a nuż mu nie starczy...


    hehehe miałam podobnie. facet zaprosił mnie na randkę (sam sie upierał, ze to
    ma byc randka a nie jakies tam niezobowiązujące spotkanie bo on tradycyjny
    jest) ale ledwie siedlismy przy stoliku uprzedził mnie, ze ma tylko kilkanaście
    złotych. Skutek u mnie był inny niz u Ciebie. On siedział 2 godziny przy
    zimnej kawie i patrzył jak zjadam obiad, deser, łykam piwko i kawe...
    zapłaciłam za całość. Pożniej sie dowiedziałam jaka ze mnie chamka jest - nie
    zaproponowałam mu obiadu a on taki glodny był przez całe spotknie (ups -
    randke), na ktore mnie zaprosił ;)))))

    >
    > 2. Impreza u znajomych. Ona przyniosła chipsy. Wychodząc zabrała ze sobą to
    co
    > zostało w paczce...
    >
    >
    >


    --
    Tu jakości broni ORZEŁ
    ;D
  • Gość: brunchilda IP: *.adm.put.poznan.pl 11.10.04, 08:37
    a teraz o moim ex...
    ja student, on student, dzwoni do mnie w piatek wieczorem abysmy sie spotkali w
    sobote, ale niestety dzis wszystkie pieniadze, ktore zarobil w ciagu tygodnia
    wplacil do banku na lokate, ktorej nie moze ruszyc, wiec proponuje abym
    przyjechala jutro do niego (na drugi koniec miasta)
    ten sam kolega, umowil sie ze mna, ze w piatkowe popludnie (godz.14ta) zabierze
    mnie do siebie abym poznala rodzicow, umowilismy sie, ze o 13 jak skoncze
    zajecia to sie spotkamy, wychodze z zajec godzina 12ta, patrze a tu kolega,
    ciagnie mnie juz do swego dmu, zaznacza, ze wraca od babci i jest potwornie
    najedzony... pojechalismy do niego i dostalam na obiad... filizanke herbaty!!!
    wsciekla i glodna wrocilam do domu
    a na dzien kobiet dostalam roze w doniczce, z zaznaczeniem, ze dorwal w
    supermarkecie bo w kwiaciarnii byly drozsze!!!
    oczywiscie juz nie jestesmy razem:)))




    > hehehe miałam podobnie. facet zaprosił mnie na randkę (sam sie upierał, ze to
    > ma byc randka a nie jakies tam niezobowiązujące spotkanie bo on tradycyjny
    > jest) ale ledwie siedlismy przy stoliku uprzedził mnie, ze ma tylko
    kilkanaście
    >
    > złotych. Skutek u mnie był inny niz u Ciebie. On siedział 2 godziny przy
    > zimnej kawie i patrzył jak zjadam obiad, deser, łykam piwko i kawe...
    > zapłaciłam za całość. Pożniej sie dowiedziałam jaka ze mnie chamka jest - nie
    > zaproponowałam mu obiadu a on taki glodny był przez całe spotknie (ups -
    > randke), na ktore mnie zaprosił ;)))))
    >
  • 09.10.04, 11:00
    Znajoma mojej mamy miała męza alkoholika. Przepijał wszystko, tzn ze sprzętów
    domowych. Po prostu wynosił i sprzedawał za flaszkę. Znajoma już dawno
    przeniosła się do swojej matki. Natomiast w szafie w pracy u mamy dość długo
    wisiał garnitur i stały buty tego pana. Znajoma doszła do wniosku, że w końcu
    mąż któregoś dnia zapije się "na śmierć" a ona przynajmniej nie będzie musiała
    wydawać pieniędzy na garnitur do trumny. Dla mnie - w pełni uzasadnione.
  • 09.10.04, 11:09
    Moja znajoma kiedyś wynajmowała mieszkanie w slamsach ( nie stać jej było na
    nic lepszego) Na przeciwko niej mieszkał facet, który nie miał nóg. Jak go
    zobaczyłam na wózku, zastanawiałam się czy nie mogę mu jakoś pomóc. Koleżanka
    mieszkała tam od niedawna, ale mimo to powiedziała mi: zostaw to - on chyba nie
    ma po kolei w głowie. Po roku lub dwóch zmarł, na gangrenę. Co się okazało.
    Kilka lat wcześniej był normalnym facetem, który miał własny dom, dzieci, zonę.
    Nie chciało mu się jednak pracować. Miał ochotę przejść na rętę. Wpadł na
    pomysł - to będzie bardzo drastyczne - i ucinał sobie żyletką palce u nóg.
    Myślał, że w ten sposób dostanie rętę. Niestety. Ręty mu nie przyznano. On
    dalej uprawiał swój preceder. Wyprowadził się z domu do tych słamsów i w końcu
    umarł na gangrenę. Po prostu żałosne.
  • Gość: RENTA IP: *.d.pppool.de 12.10.04, 00:21
    renty - pisze sie "renta"
    ludzie, naprawde oczy bola jak sie czasem takie kwiatki widzi..
  • Gość: Wiki IP: *.crowley.pl 09.10.04, 12:10
    Moj pierwszy ex:
    dawał mi na wszystkie możliwe okazje w ramach prezentów rzeczy, ktore dostawał
    za darmo w swojej pracy np. dresy, wiejskie podróbki adidasa(choc ja całe zycie
    w szpilkach chodze i dres uznawałam tylko na w-fie).Dostał jakiś zimowy ciuch
    damski w marcu ale dał mi go dopiero w lipcu na urodziny. Na moje urodziny
    przywiozł kiedyś alkoholu ze 3 butelki (tez gratisowe z pracy)a ze impreza
    została przełozona na termin pozniejszy zabrał je z powrotem mówiąc, ze nie
    zostawi bo je z koleżankami wypijemy!!!
    Potrafił przejsc( ciagnac mnie ze soba)z km po chusteczki higieniczne, bo były
    z 0,20 gr tańsze niz w kiosku obok.
    Nie wspomne juz o wszystkich kawach gdzies na wyjezdzie, ktore robilismy przy
    użyciu grzałki w jednej szklance bo w knajpach w takiej np. W-wie dragicznie
    droga była.
    Milion takich sytuacji było jak cos mi sie przypomni napisze.
    Najgłupsze było to ze gość zarabiał duuuuużo wiecej niz wynosi średnia krajowa.
  • 20.10.04, 16:10
    napisalas 0,20gr to znaczy dwadziescia setnych grosza, ulamek dziesietny.

  • 09.10.04, 12:25
    mój szef: proszę nie używać za dużo boldów, bo się wyczerpuje toner.
  • Gość: dziewczę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.10.04, 15:17
    Para znajomych na wakacjach w ciepłym kraju skąpiła sobie na wodę mineralną.
    Było 40 st. w cieniu, a oni dzień w dzień sępili wodę od nas. W końcu ich
    nastoletnia córka zasłabła z gorąca, bo miała więcej obciachu niż rodzice i nie
    prosiła bez przerwy po ludziach.
  • 14.10.04, 09:54
    Co to jest za sformuowanie "miała więcej obciachu"???
  • Gość: rene IP: 212.160.172.* 14.10.04, 15:15
    kkkarolina napisała:

    > Co to jest za sformuowanie "miała więcej obciachu"???


    zapewne chodzi o "miała więcej wstydu" - czyli krępowała się prosić ludzi o
    wodę, bo to rodzice powinni jej kupić...
  • Gość: chłopina IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.10.04, 15:20
    Jedna moje ciocia dostała kiedyś czekoladki, jeszcze wtedy z paczki, czy może
    od znajomych z zagranicy. Byłam u niej trzy dni temu, poczęstowała mnie jedną
    (!). Data przydatności do spożycia: sierpień 1976. Nie strułem się, ale tam
    jest jeszcze pół paczki, boję się, że za kolejne 20 lat ona sama może się
    pochorować.
  • 12.10.04, 13:21

    > mój szef: proszę nie używać za dużo boldów, bo się wyczerpuje toner.

    :))) jestem pod wrazeniem
  • Gość: ko IP: *.dsl.irvnca.pacbell.net 15.10.04, 03:36
    czy szef nie jest aby blondynem?...
  • Gość: olenka IP: *.man.polbox.pl 09.10.04, 16:14
    Moi rodzice maja znajoma, ktora wode do prania przynosi ze studni oligocenskiej,
    ewentualnie zanosi pranie do pracy (ma tam pralke)... Zostawia tez niedokrecony
    kran, woda kapie do miski i potem ona w tym zmywa, pierze etc - odkryla bowiem,
    ze jak woda kapie z kranu, kropla po kropli, to licznik nie rejestruje tego jako
    zuzycia :)
    Rzadko nas odwiedza, bo trzeba by kupic bilet, jesli juz to idzie na piechote
    przez Warszawe jakas godzine....
    Ogolnie jest baaaaardzo oszczedna = skapa
    Dodam, ze nie nalezy do ludzi ubogich
    Ola
  • Gość: atena1010 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.10.04, 08:56
    znajoma mojej mamy, nie spuszcza wody z wanny jak się wykąpie
    tylko czerpie potem tę wodę wiadrem i używa do spłukiwania kibelka!
    czasami starcza jej na 3 dni
  • Gość: kaeru IP: 133.30.192.* 13.10.04, 06:19
    to i tak jeszcze rozrzutnosc

    na pewnym osiedlu w malej miejscowosci na wschodzie mieszkaja ludzie, ktorzy do
    tych blokow przeprowadzili sie z wiejskich chalup czasem nawet bez kanalizacji.
    Otoz od czasu kiedy zamontowano liczniki na wode czesc tych ludzi zamiast
    spuszczac wode w kibelku, wkladaja co trzeba do woreczkow foliowych i
    wyrzucaja...nie do smieci, o nie...po prostu za okno

    to nie jest gdzies tam zaslyszana plotka, tylko wiem to od cywilizowanych
    znajomych, ktorym przez jakis czas przyszlo na tym osiedlu mieszkac, ale na
    szczescie sie wyprowadzili

    wyzej wspomniana historie uslyszalam kiedy jeszcze tam mieszkali, zebym uwazala
    jak chodze po tym osiedlu (daleko od okien1)

  • 14.10.04, 11:50
    Hehehe, my też mamy taką sąsiadkę, która ma "manię oszczędzania", czyli -
    nazwijmy to po imieniu - skąpi do niemożliwości, terroryzując swoją rodzinę.
    Rano wszyscy załatwiają się do jednej toalety, a ostatnia osoba spuszcza wodę.
    Dzieci mają się załatwiać w szkole, a mąż w pracy. Ona nie pracuje, ale chodzi
    z plotami do sąsiadów i u nich się załatwia. W zimie nigdy nie odkręca
    kaloryferów, choćby był trzaskający mróz. Żeby "nie wywiało ciepła z domu" od
    pażdziernika do marca nigdy nie otwiera okna. Pewnie ma jeszcze inne, równie
    ciekawe pomysły, ale ja, dzięki Bogu, o nich nie wiem. Współczuję tylko jej
    rodzinie. Dodam, że "pan domu" zarabia całkiem przyzwoicie. Kobieta ta jest
    jednak dumna ze swojej "Oszczędności i gospodarności" i chwali sie tym, kiedy
    tylko trafi sie jej okazja:)
  • Gość: zorroo IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.10.04, 16:34
    moi teściowie robili remont w mieszkaniu,
    przy okazji zmienili też karnisz (szt 1)
    ponieważ w dwóch różnych supermarketach,
    były rózne promocje, to w jednym kupili szynę
    a w drugim na koncy miasta żabki
    cóż to była za oszczędność, chyba aż 2 zł
    bo aytobusy były bezpłatne
  • 09.10.04, 19:25
    1. Takie, na ktore macham reka:

    Przyjaciolka wyjechala z miasta na wakacje. Dzwoni do mnie, abym jej koniecznie
    cos zalatwila (informator dostepny tylko na miejscu, tak wiec to zrozumiale ze
    nie musi specjalnie po niego jechac, skoro ja tu jestem).
    Informator kosztuje ok 10 zl, kupuje, po jej przyjezdzie przekazuje, pieniedzy
    oczywiscie sie nie domagam ale tez ich nie otrzymuje, chociaz ona wie, ze to
    nie byla darmowa broszurka.
    Kiedy mamy impreze, powiedzmy ze kupujemy wino na pol, ja place, ona
    mowi "pozniej cioddam", idziemy do knajpy, ona na to ze "w takim razie ja
    zaplace za wjazd" - co kosztuje ja w ogolnym przeliczeniu 2 razy mniej niz mnie.
    Zdarza jej sie to sporadycznie, ale niezaleznie od ilosci pozyczonej kwoty (50
    gr do biletu, pare zl na kawe, reszta za kosmetyki - ona rozprowadza takowe,
    przy powiedzmy rachunku 17,80 pobiera 18) nigdy nic nie oddaje. Przy
    studenckich funduszach czasem nawet pare zl to duzo, nie?
    Nie lubie rozliczac sie co do grosza, pieniadze sa dla mnie srodkiem a nie
    celem, ale czasem mnie to po prostu drazni.
    Ale to moja psiapsiola, nie takie rzeczy jej wybaczam ! :)

    2. Damsko-meskie (nie tyle skapstwo, co brak kasy na rzeczy zbedne, ale
    wspominam z rozrzewnmieniem :)

    Siedzimy na romantycznej kawie w knajpce, przychodzi dziewczynka z koszem
    wielkich, czerwonych roz.
    Dziewczynka: Kupi pan kwiatkaaaa?
    Ja: Nie !
    On: Tak !
    Ja zmieszana, on dumnie siega po portfel.
    On: A po ile?
    Dziewczynka: 10 zl!
    On (chowa portfel, do mnie smutno): Kochanie, wybacz!

    Pan sprzedaje kwiatki na ulicy, wieczor, zostalo mu juz niewiele.
    On (juz inny, do mnie): chcesz kwiatka? kupie ci kwiatka! po ile te bukieciki?
    Pan: 4 zl!
    On: Hmmm, a sprzeda pan za 3?
    (ale to jedyne kwiatki jakie od niego w zyciu dostalam :)
  • 10.10.04, 00:52
    Z moim ex- zawsze gdy bylismy w knajpie, a bylismy czesto, placilismy osobno,
    ale nie to mnie zenowalo, tylko to, ze on zawsze kazal mi pod stolem dawac
    pieniadze, chowal je do portfela i wyciagal jako wlasne-ze to niby on placi!!
  • Gość: kika IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.10.04, 16:53
    ło matko! karolina długo z nim wytrzymałaś?
  • Gość: anoolka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.04, 17:15
    jezu, jakbym mojego widziala!!!!
  • Gość: Magda IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 10.10.04, 13:46
    Mój ojciec w latach osiemdziesiątych wszystkie oszczędności ładował w złoto.
    Nie wiem jak straciło złoto na wartości ale chyba 3-krotnie ?? Biorąc pod
    uwagę, że kiedyś kupował obrączkę z jedną pensję, to chba wiecej. Następnie
    przerzucił się na dolary. Nawet ostatnio zwracał uwagę mojemu bratu, który
    ostro pogrywa na giełdzie :)) Zastanawiamy się, czy nie wyasygnować pewnej
    sumki i nie puścić ojca na giełdę. Byłby niezłym wskaźnikiem :))
  • 10.10.04, 19:15
    Nie wiem czy to uznacie za szczyt mojego skapstwa, ale ostatnio robiac zakupy jakis wiekszych rzeczy w roznych sklepach (Nawet w supermarketach!) prosze o wezwanie kierownika i targuje sie o rozne rzeczy.

    Powiem wiecej, w wiekszosci wypadkow udaje mi sie obnizyc cene o 5-15%.
    Kiedy kupowalem monitor do komputera to trwalo to chyba 45 min zanim pani kierowniczka zmiekla i obnizyla cene o 10%.
    Ponadto, jezeli z jakis powodow jestem z zakupu niezadowolony to nie mam najmniejszych oporow by wrocic do sklepu i towar oddac. Naookolo widze, ze wiekszosc ludzi tego jednak nie robi.

  • 10.10.04, 19:18
    Moj kolega, Francuz, stosuje dokladnie te sama taktyke. Zwraca wszystko,
    traguje sie wszedzie i udaje mu sie. On to traktuje jako hobby i wielu innych
    Francuzow tez :-)
    --
    ----------------------------------
    nie klikaj tutaj!!!
    Polscy naukowcy za granica
  • Gość: Wielki Bu IP: *.icpnet.pl 18.10.04, 19:07
    to akurat popieram
  • 10.10.04, 19:19
    Mój brat, żonaty, pracujący w firmie teścia, bardzo dobrze zarabiający, zapytał
    mnie, co chciałabym dostać na imieniny. Podałam kilka przykładów (raczej nie
    drogich, bo cenię prezenty użyteczne, a nie drogie). W przencie dostałam
    biżuterię z Jablonexu (w życiu takiej nie nosiłam i nigdy bym nie założyła, bo
    nie przepadam za biżuterią) z komentarzem, że teściowa miała ją właśnie w swoim
    sklepie papierniczym.....
    --
    "Czas na małe conieco"
  • Gość: Fema IP: *.b.pppool.de 10.10.04, 22:25
    Mam wujka we Wroclawiu. otoz ten wujek jest oszczednym czlowiekiem. Tak
    oszczednym, ze przejezdza CALY Wroclaw, zeby zatankowac paliwo na stacji,
    gdzie benzyna jest pare groszy tansza...
    Ten sam wujek, jak idzie na grob swoich rodzicow (czyli moich dziadkow) targuje
    sie z kwiaciarkami: co mi pani za dziadostwo wciska -wrzeszczy do biednej
    kobieciny, ktora zada jego zdaniem za duzo za jakiegos kwiatka. idzie dalej i
    kupuje identycznego kwiatka ....20 groszy taniej. Zenada.
    Ten sam wujek w sklepie z moja mama. podchodzi do regalu, chwyta sos (cyganski
    albo podobny), odkreca go i siorbiac kosztuje, po czym odstawia na polke i
    mowi: za takie dziadostwo tyle placic nie bede (ile kosztuje taki sos- 4
    zlote?).
    Ten sam wujek chwali sie swojej zonie, ze kupil tanio margaryne (nie wiem ile
    kosztowala, ale jak on mowi, ze tanio to mozna mu wierzyc...). Chwalenie sie
    trwa pol godziny. Wujek bardzo sie cieszy.
    Ten sam Wujej jedzie z moim ojcem (swoim braten) do ich rodzinnego miasta. Sa
    glodni wiec wstepuja do baru. Moj ojciec, jako czlowiek rozrzutny (wg wujak)
    zamawia golonke za cale 10 zl. Wujek zamawia bigosik z kromeczka chlebka za
    trzy zlote. Oczywiscie nie najada sie i jest wsciekly. Patrzy jak moj ojciec
    wcina golonke. Moj ojciec, ktory sie juz najadl, chcial mu dac troche. Ale ten
    wsciekly odmawia.
    Ten sam wujek kupuje wode po goleniu za 3 zlote i wscieka sie, ze tak krotko
    pachnie.
  • Gość: Fema IP: *.b.pppool.de 10.10.04, 22:26
    zapomnialam dodac, ze Wujek jest osoba majetna.
  • Gość: Cygnus IP: *.biaman.pl / 217.153.182.* 10.10.04, 22:56
    Fema i wszyscy :) zauważyliście, że większość bogatych to skąpiradła? :) No
    cóż, widocznie to niezły sposób na wzbogacenie się ;) Od jutra zaczynam!! ;P
  • Gość: Kinga K. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.10.04, 00:13
    Ojciec mojej przyjaciółki pożyczał jej czasem pieniądze. Kiedyś przyjaciółka
    powiedziała, że musi napisać do ojca PODANIE o UMORZENIE ODSETEK. Dziewczyna
    studiowała, pracowała, a ojciec uważał, że w ten sposób uczy ją
    przedsiębiorczości.
  • 12.10.04, 04:25
    Moja babcia z ktora musialam niestety mieszkac(moja siostra i moj ociec
    tez-,moja mama byla w tym czasie w USA) byla najwieksza sknera jaka w zyciu
    widzialam.
    1-Batony snickersy dzielila na 4 czesci po kawaleczku dla kazdego.
    2-PIcie w 2 litrowych butelkach zaznaczala pisakiem by wiedziec ile tam jest i
    czy ktos czasem nie wypil.
    3- kielbase zaznaczala nacinajac i mierzac by wiedziec ile jest.
    4- swoje pieniadze chowala po szufladach w woreczkach
    5-majac automatyczna pralke prawie nigdy jej nie uzywala bo szkoda bylo jej
    wody; prala we tzw Frani
    6-zatrzymywala kazda resztke mydla by potem to mydlo zetrzec na ratce i uzyc
    jako proszek do prania
    7-kapac mozna sie bylo raz w tygodni i to cala nasza czworka musiala sie kapac w
    tej samej wodzie
    8-przez caly dzien w zlewie w lazience stala woda w ktorej kazdy mogl umyc rece
    9-chowala wszystkie pudelka i opakowania po margarynie
    10-kazdy kilogram cukru wazyla na wadze czy sie wszystko zgadza
    Duzo by mozna bylo jeszcze wymieniac ale szkoda na to slow.
    TEraz mieszkam na przedmiesciach CHicago. Mojego meza kolega przyjechal tu 2
    lata temu do pracy.Wynajmowal pokoj u takiej pani Alicji.Pani Alicja byla taka:
    - wyliczala jemu (i jeszze innym lokatorom co im pokoje wynajmowala) papier do
    rak , zaznaczaja i liczac ile jest kawalkow;
    - kazdy chodzil do wc z wlasnym papierwm toaletowym
    -nie mozna bylo wrzucic zuzytego papieru do kibelka bo niby rury zatyka
    -nie mozna bylo otwierac okien
    - gdy ktos przyniosl wiatrak to pani Alicja go zabierala owiac ze za duzo pracu
    zjada
    - gdy chlopaki myli naczynia to woda mogla tylko leciec malutkim strumykiem
    -nie wolno bylo uzywac telefonu
    -raz komus zaproponowala podwiezienie ale trzeba bylo za to zaplacicic.
    Wiecej nie pamietam. POzdrawiam Iza
  • Gość: ja IP: *.krak.tke.pl 12.10.04, 00:28
    dziadek mi opowiadał o swoim znajomym ze wsi - człowiek co miesiąc wpłaca 200 zł
    na pewne radio bez głośnika. Przed wakacjami kilka lat temu przyjechała do niego
    wnuczka z pytaniem, czy nie dorzuciłby jakiejś kwoty na wyjazd pod namioty.
    usłyszała od niego że nie oddała jeszcze tego co dostała rok wcześniej.
  • Gość: pokrybala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.10.04, 01:26
    dla mnie przebojem jest historia opisana tu na którymś z wątków. Jak to facet
    jeździł do swojej dziewczyny (mieszkała czasowo w innym mieście) raz na jakiś
    czas (co tydzień?), siedział u niej po kilka dni (jedząc, pijąc i zapewne inne
    rzeczy robiąc). Pewnego dnia facio powiedział, że ona powinna mu oddać połowę
    jego kosztów podróży. Do dzisiaj, gdy spobie to przypomne, to nie mi ciarki
    przewchodzą po plecach

  • 12.10.04, 08:44
    Mój były pewnej niedzieli wymyslił, że pojedziemy sobie do palmiarni! Czemu
    nie! Wchodzimy do środka, podchodzimy do kasy a on do mnie: no kup bilety! Oj
    szybciutko uciekłam z tej palmiarni!!!
    --
    Kasia ze Stasiem!
    preg.fertilityfriend.com/pregticker

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.