Dodaj do ulubionych

Moja matka nie chce przyjmować ode mnie prezentów

01.07.18, 17:04
choć od innych (głównie kobiet) przyjmuje. Dlaczego?

Chcę kupić mojej matce nową kuchnię. W tym sensie że stara kuchnia którą używa w swoim domu na wsi gdzie mieszka ze swoim facetem (mój ojciec nie żyje od 20paru lat, ona z nowym jest razem od 10 lat) jest w stanie agonalnym, po prostu rozsypuje się w rękach i to dosłownie. Oni jak malują kuchnie to nawet nie zdejmują jej ze ścian i nie przesuwają w obawie że im się rozleci... Kuchnia to także nowe AGD, jej kuchenka gazowa też rdzewieje i piekarnik czasem grzeje mocnej czasem słabiej. Jedyne nowe rzeczy jakie ma to lodówka i zamrażarka. No i telewizor.

Nowa kuchnia musiałaby mieć szuflady, matka ma 69lat, ma nadwagę i chore kolana, właśnie miała operację stopy, nie może klękać i schylać się aby sięgać głęboko do dolnych półek. To już nie to zdrowie. Stara kuchnia szuflad nie ma, więc jest jej coraz trudniej ją używać. Generalnie stara kuchnia jest do natychmiastowego wp..lenia.

I tu zaczynają się schody. Ona nie chce kuchni. Tzn. może by i chciała, ale "powoli pomału sobie będę odkładać i sobie kupię" (tak gada we wtorek) "synuś kochany ty masz wydatki, my już do śmierci niczego nie będziemy potrzebować, ile będziemy żyć?" (to słyszę w czwartek i od ok. 20lat) zaś w niedzielę słyszę, że jej facet myśli o tym, żeby sprzedać swojego 3letniego fiata i kupić jakiegoś nowego (z salonu!) peugeot'a bo mu się spodobał w reklamie.

Ok, dobrze że mają samochód, żeby nie było. Wqwiają mnie priorytety czyli samochód tak, a np. kibel już nieważny. Rok albo i dłużej zajęła mi walka o to, żeby kupili i zamontowali nowy, czysty, SZCZELNY kibel + wymianę/uszczelnienie rur odpływowych. Widocznie im to nie przeszkadzało.

Pojawił się temat kuchni i matka jest na absolutnie nie. Może w ogóle nie chce przyjmować prezentów (całe życie to kult skromności, oszczędności i "odejmowania sobie od ust") ale jak się okazuje - od wszystkich innych oprócz mnie prezenty przyjmuje: a to kurtki skórzane czy jakieś zimowe, a to jakieś spódnice, bluzki które regularnie podsyła jej jedna z moich ciotek buszująca regularnie w sklepach ze szmatami. Podsyła za friko, nie chce i nigdy nie żądała za to kasy. Druga szyje i często coś jej uszyje. A to ktoś tam na wsi lub jego rodziny daje matce a to miód, a to owoce, czasem to jest wiadro owoców, a to mięso i dziczyznę... i matka nigdy nie odmówiła i nie miała z tym problemów aby coś tam przyjąć.

Usiłuję to wszystko rozkminić:

1) argument "synuś kochany masz wydatki" no mam, właściwie każdy ma, ciotka która regularnie podrzuca jej paczki ze szmatami tez ma wydatki, ma wnuki, ma dzieci

2) matka twierdzi "od Ciebie nie będę brała bo musiałabym Ci oddać a od obcych (!) to co innego bo to nie prezenty tylko ja za to płacę", co jest kłamstwem, bo dyskretnie przeprowadziłem wywiad. To, że matka regularnie okłamuje mnie (w kwestii zdrowia), swojego faceta i resztę rodziny w różnych banalnych i dziwnych sprawach to materiał na inną opowieść.

3) Może chodzi o to, że nie chce odwrócenia ról? że jeśli ja coś jej dam to potem wyskoczę z tekstem o "całowaniu po nogach" tak jak to ona miała i ma w zwyczaju się zachowywać w stos. do mnie? "całowanie..." pada czasem, czasem coś tam jest o "całe życie sobie odejmowałam od ust" "człowiek żył skromnie, tyle nocy wypłakał i się wycierpiał żeby Tobie żyło się lepiej" itp. taki podobne teksty

4) To, że matka lubi wypominać stare rzeczy to fakt. Kiedy w 2000 groziła mi windykacja (kredyt + zmiana pracy na niższych warunkach) a potem komornik to owszem spłaciła mi ten dług (windykacja 3000 zł, komornik ok. 5000zł) ale nie wtedy kiedy ją o to prosiłem i jak dług wynosił 2000zł (wtedy absolutnie nie mogła znikąd pożyczyć) tylko jak już się pojawił list od komornika to pieniądze błyskawicznie pożyczyła w banku bo "jak tu będzie się plątał komornik i zabierze meble i pierzynę to co ja powiem sąsiadom". Po czym chętnie o wszystkim rozpowiadała rodzinie; nawet jedna z ciotek powiedziała "na pewno wydał wszystko na alkohol i narkotyki no bo na co innego mógł wydać?" ;) plus takie tam "pewnie zgubiłeś rękawiczki jak zwykle" (to było 30 lat temu) "jak nie rozliczysz PIT w terminie to znowu karę dostaniesz jak ostatnio" (to było w 1997), "bo znowu zapomnisz" czyli wiecie takie zwykłe wqwiające teksty jak to w rodzinie...

5) Może chodzi o to, że jej facet jest zazdrosny o mnie? że on sam nie może jej czegoś kupić to może ja też nie powinienem bo on "się obrazi"? Na ten trop naprowadza mnie fakt, że jeśli im coś kupiłem do domu i co wymagało jego udziału (przykręcenie, przywiercenie) to leży nie przymocowane, nawet nie rozpakowane z folii typu wieszak i półka do przedpokoju. A pierwszym ścięciem była odmowa mojej matki, żebym... nie ostrzył jej noży przed świętami (zabrałem z domu ostrzałkę) bo "X się obrazi, że czegoś w domu nie robi". Nie dała mi tego zrobić nawet przed wyjazdem kiedy go nie było w domu kłamiąc mi "nie trzeba, X wstał o 5 rano i wszystkie noże mi naostrzył").

6) W moim dawnym domu (raczej pomieszczeniu mieszkalnym) z matką i kiedy żył ojciec nigdy nie dawaliśmy sobie prezentów, ani na urodziny, których się nie obchodziło, imienin się nie obchodziło nikt nie dawał sobie prezentów, na Boże Narodzenie też nie. Jak mi ciotka albo ktoś z rodziny dał prezent to ojciec zawsze darł mordę "nie bierz, nie bierz! zostaw!". Ojciec był człowiekiem mocno zakompleksionym i w sensie społecznym bardzo prymitywnym... Więc w pewnym sensie powinienem rozumieć, że matka nie jest nauczona otrzymywania prezentów.
Ale zgodnie z jej regułą "sądzę Ciebie wg. siebie" lubi mi robić niezamawiane "prezenty" w postaci telefonu "wzięłam 10.000 kredytu, masz na drzwi i remont, wpłaciłam Ci na konto" po czym opowiada rodzinie że dała mi kasę, wzięła na to kredyt, jestem "pazerny na kasę" i że "ciągnę od niej pieniądze" jak twierdzi m.in. jej facet. Nie czuje, że prezenty to nie kontrola i pokazanie kto tu rządzi, tylko zrobienie komuś czystej przyjemności i pokazaniu że komuś na kimś zależy. Bez tekstów ze skwaszoną miną "no i po coś ty tyle twego wszystkiego nakupił?" albo "ale się wykosztowałeś..."

7) Dziecko nie daje rodzicom kosztownych prezentów. No chyba że już nie jest dzieckiem... ale wtedy może być problem jeśli 69letnia matka nadal uważa że jej 47letnie dziecko jest nieustająco "małym kochanym syneczkiem" czy tam "synusiem kochanym"... I 69letnia matka nie jest już w stanie dojrzeć, oddziecinnieć i zaakceptować swój wiek, co nie? że w wieku 69lat "odkładanie, powoli, pomału, coś tam się zrobi" to taka słaba koncepcja no chyba, ze ma jakieś informacje że będzie żyć 120 lat, ale nic mi o tym nie wiadomo.

I co o tym myślicie? Może jest jakiś inny punkt widzenia i inne rozwiązanie?
Edytor zaawansowany
  • alpepe 01.07.18, 18:35
    8.) jesteś tak samo toksyczny jak twoja matka. Nie kontroluj jej. Chce mieć rozpadającą się kuchnię, niech ma. Odetnij się. Cały czas wewnętrznie jesteś małym dzieckiem. Masz 47 lat, w tym wieku sam mógłbyś być już przy sprzyjających wiatrach dziadkiem, a cały czas jesteś w pokoju dziecięcym...
    Pamiętam twoje dawne posty z wściekłością na ojca, jego chyba przepracowałeś, ale twojej matce ojciec pasował, ona jest współwinna twojego dzieciństwa. Wiem, że ją kochasz, ale pochowaj ją w myślach i odetnij się, a ludźmi się nie przejmuj, im jest w gruncie rzeczy wszystko jedno, pogadają i zapomną.

    --
    Tak walczę ze złem
    A zło rośnie we mnie z każdym dniem
  • stokrotka_a 03.07.18, 09:41
    alpepe napisała:

    > 8.) jesteś tak samo toksyczny jak twoja matka. Nie kontroluj jej. Chce mieć roz
    > padającą się kuchnię, niech ma. Odetnij się. Cały czas wewnętrznie jesteś małym
    > dzieckiem. Masz 47 lat, w tym wieku sam mógłbyś być już przy sprzyjających wia
    > trach dziadkiem, a cały czas jesteś w pokoju dziecięcym...

    Trafna diagnoza.
  • six_a 02.07.18, 00:32
    oni już raczej dziecinnieją. poza tym, daj ludziom żyć. nie chcą kuchni, to co im gitarę zawracasz swoimi obsesjami.

    --
    go
  • adria231 02.07.18, 08:49
    Dlaczego mama nie chce nowej kuchni ?. To proste. Wymiana mebli wiąże się z wieloma dodatkowymi sprawami:
    Cały bałagan związany z przenoszeniem zawartości półek i układaniem na nowo.W międzyczasie należy wymalować na nowo ściany, bo na pewno nowe meble trochę inaczej będą ustawione. To za dużo zamieszania dla osoby w jej stanie zdrowia . Mama nie chce sobie ( i tobie) sprawiać kłopotu.Jak rozpadną się te meble, to wtedy możesz jej pomóc. Nie martw się na zapas.
  • znana.jako.ggigus 02.07.18, 14:43
    no to wydaj na siebie, na kogokolwiek.
    Ja tez zrozumialam pewien schemat w dzialaniu i mysleniu mojej mamy i bylam przekonana, ze moja mama sama tez to zrozumiala i przestala tak robic. A tu nic z tego.
    Moja mama po przerwie tworczej wrocila do starych schematow.
    Ale tym razem sie odcielam. Niech robi, jak chce.
    Polecam i jak alpepe pisze - ludzmi sie nie przejmuj.


    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.