Dodaj do ulubionych

poniżanie dzieci

04.05.19, 17:59
Od dawna walczę z mężem o traktowanie dzieci z szacunkiem i należną im uwagą.
Mimo, iż mąż jest wykształcony, pracowity i dość spokojny to z powodu nie spełnionych ambicji w pracy zamęcza dzieci swoim ciągłym niezadowoleniem. Można by pomyśleć, że to nic takiego, ale od prawie 10 lat jestem zmęczona tym, że nie chwali dzieci. Nie poświęca im czasu, nie przytula.
Głównym jego zajęciem jest praca. A w domu zajmuje się ogrodem, autami i internetem.
Sam o sobie ma wysokie mniemanie, a inni nie są dość pracowici i wystarczająco dobrzy, żeby im czasem powiedzieć dobre słowo.

Od jakiegoś czasu zastanawiam się nad rozstaniem.
Ze mną rozmawiał szczerze chyba tylko kilka razy, żyjemy obok siebie, a ja nie czuję się ważna.
Główną przyczyną mojego wahania są dorastające dzieci, które nie mają wiary w siebie bo wg taty żyją w pokoleniu debili i są leniami. Cóż takie rozmowy na pewno nie działają motywująco, wręcz widzę odwrotny skutek : " po co się starać, on i tak tego nie doceni".

Czy warto to ciągnąć tylko z powodów finansowych? bo tak jest łatwiej? martwię się że za parę lat zostanę w ładnym domu z wiecznie niezadowolonym marudą. Ja cieszę się z wielu codziennych, drobnych rzeczy.
Chętnie posłucham rady doświadczonych.
Edytor zaawansowany
  • wiktor_bog 04.05.19, 19:37
    Myślę, że nie ma nic gorszego, niż brak wiary we własne dzieci. I nic gorszego, niż poczucie tych dzieci, że słusznie się w nie nie wierzy. Niestety znam to z autopsji. Pewnie każdy reaguje trochę inaczej, ale w moim przypadku na pewno hamowało to moją inicjatywę i rozwój - szczególnie w wieku dziecięcym i nastoletnim. Też wiecznie mówiono mi, że jestem leniwy. Fakt - w szkole szło mi umiarkowanie (choć wcale nie źle, taki uczeń na "4-"), ale z perspektywy czasu patrząc, leniwy nie byłem - po prostu chciałem rozwijać się na zupełnie innych polach i robiłem to ze względnymi sukcesami. Niemniej, gdzieś to myślenie w klimacie "gorszego sortu" mi zostało pewnie do teraz, choć niby się z niego otrząsnąłem.
    Nie róbcie tego swoim dzieciom!

    --
    Właściciel bloga zycieoptymalne.pl
  • obrotowy 04.05.19, 21:00
    niedobramatka7 napisał(a):
    " po co się starać, on i tak tego nie doceni".

    i nie musi. i na to nie czekaj.

    przynosi pieniadze do domu ? - podobno tak.
    nie pije, nie bije i nie skacze na bok.

    a skoro tak - to go olej i to TY zajmij sie sama dziecmi - jako kochajaca matka.

    dzieci to tez docenia.
    nie mozna miec w zyciu wszystkiego.
  • niedobramatka7 04.05.19, 21:16
    Z tego co widzę byłoby lepiej dla dzieci, żeby widywał się z nimi w weekendy. Miałyby spokój, którego tak bardzo pragną.

    Szczególnie syn (13 L.) potrzebuje dobrego wzorca i wsparcia (tym bardziej że jest w okresie dojrzewania) . Młody zaczął uciekać z domu na całe dnie, niedawno po kłótni z tatą uciekł z płaczem do babci i przez kilka dni nie chciał wracać, Tata stwierdził, że po to, żeby u niej grać na komputerze. Ręce opadają, nie ma sobie nic do zarzucenia. Córka jest dla niego za gruba i głupia. Ona stara się nie przejmować, ale z całą pewnością ją to boli. Słabo to wygląda, prawda?
  • wiktor_bog 04.05.19, 21:20
    Wygląda bardzo słabo. Jest mi przykro to mówić, ale ojciec w takim stanie emocjonalnym nie powinien w ogóle sprawować nad nimi opieki.
    Próbowałaś dowiedzieć się, czy jest jakiś głębszy powód, dla którego tak traktuje te dzieciaki? Skąd jego nastawienie? To tylko kwestie niespełnienia zawodowego?

    --
    Właściciel bloga zycieoptymalne.pl
  • niedobramatka7 04.05.19, 21:33
    Sama się zastanawiam dlaczego nie jest w stanie zaakceptować dzieci takimi jakie są. W jego domu rodzinnym było wg mnie wzorowo. Rodzice się nim zachwycali (najmłodszy), bo zdolny, pracowity itd.

    Nie zaliczę ile artykułów i książek o wychowaniu wyszukałam, nawet do psychologa go zaciagnelam, żeby naprawić relacje w domu. Wszystko na nic. On nie potrzebuje żadnych porad, nawet nie przejrzał.
    Ja nie mówię, że znam się na wychowaniu ale czytam i staram się z nimi rozmawiać. To ja dzieci źle wychowuję wg niego. Gdy coś im nie wyjdzie, coś zepsują to ja wiem, a do taty nie pójdą bo zaraz krzyczy.
    Roweru nie można zadrapać... A wg mnie tylko nie używany się nie podrapać ...poza tym to tylko rower.
    Co robić? Nie mam już siły walczyć...
  • wiktor_bog 04.05.19, 22:01
    Trudno jest komuś doradzić coś takiego, ale nie sądzę, by małżonek - jeżeli tego typu próby były już podejmowane - zmienił swoje nastawienie. Najwidoczniej coś w jego życiu nie zagrało tak, jak sobie to wymarzył i stał się szalenie zgorzkniały. A swoje niepowodzenia (tudzież poczucie swoich niepowodzeń) przelewa na Was.
    Niestety z tego, co piszesz, to człowiek destruktywny, który nie będzie miał dobrego wpływu na Wasze dzieci. Pytanie jednak, czy masz gdzie się podziać? Czy pracujesz? Czy jesteś w miarę samodzielna finansowo?

    --
    Właściciel bloga zycieoptymalne.pl
  • niedobramatka7 05.05.19, 05:37
    Gdybym nie była samodzielna finansowo ciężko by mi było jeszcze bardziej. Pracuję i mam dość dobre stanowisko.
    Podejrzewam, że to też jest dla niego problem. On marzył o karierze i zarządzaniu ludźmi, przez chwilę był nawet dyrektorem, a wyszło tak, że zrezygnował i pracuje na zbyt w zwyczajnym jak na niego miejscu, mimo iż zarabia naprawdę dobrze.
    Ja w swoim miejscu pracy jestem przełożoną średniej grupy osób, udzielam się dodatkowo na rzecz pracowników, wyjeżdżam na szkolenia. Chyba jestem lubiana, bo sama lubię ludzi.
    Dzięki pomocy rodziców mam, gdzie mieszkać razem z dziećmi (pomimo kredytu na dom nie jest to największy problem).

    Coraz częściej nie mogę sobie darować, że skrzywdzilam dzieci pozwalając na taką sytuację. Moja ogromna miłość do męża była najważniejsza.
    Jednak, gdy widzę jak inni rodzice wierzą i jak bardzo wspierają swoje pociechy płakać mi się chce z żalu. Moje nie mają dobrego dzieciństwa.
  • feniks_4 05.05.19, 10:07
    niedobramatka7 napisał(a):

    > Coraz częściej nie mogę sobie darować, że skrzywdzilam dzieci pozwalając na ta
    > ką sytuację. Moja ogromna miłość do męża była najważniejsza.
    > Jednak, gdy widzę jak inni rodzice wierzą i jak bardzo wspierają swoje pociech
    > y płakać mi się chce z żalu. Moje nie mają dobrego dzieciństwa.

    Na co jeszcze czekasz?
    Bardzo skrzywdzilas swoje dzieci, pozwalajac by Twoj maz je poniżal, traktowal bez szacunku.
    Dom rodzinny, to miejsce, w ktorym dzieci powinny miec poczucie bezpieczenstwa, czuc, ze sa kochane, akceptowane, takie jakie sa.
    Juz nic nie jest w stanie zwrocic im wiary w siebie, ktora takim traktowaniem ich ojciec im odebral.
    A Ty przyczynilas sie do tego, nie chroniac ich przed krzywda, tkwiac w krzywdzacym je zwiazku z przemocowcem.
    Bardzo wspolczuje Twoim dzieciom.
  • wiktor_bog 05.05.19, 11:40
    Nie byłbym dla Autorki tak surowy.
    Każdy chce stworzyć swoim dzieciom normalną, zwykłą, modelową rodzinę. Czasem po prostu nie wychodzi. Wielki plus, że Autorka chce tą sytuację naprawić.
    Jeżeli jesteś samodzielna finansowo, możesz realnie postawić ultimatum mężowi i coś w życiu swoim i dzieci zmienić.
    Mąż ma wyraźny problem, może nawet z Tobą (kwestia zazdrości zawodowej).
    A może problem leży jeszcze gdzieś indziej...
    Niemniej sytuacja jest niezdrowa i Twoje dzieci będą przez to cierpieć. Odbije się to na ich dorosłym życiu. Na pewno warto coś zmienić, nawet decydując się na bardziej radykalne rozwiązania.
    Trzymam kciuki!

    --
    Właściciel bloga zycieoptymalne.pl
  • home666 05.05.19, 14:43
    Z opisu mąż to dosłownie kopia mojego ojca (a Ty kopia mojej zbyt kochającej go, choć starającej się chronić nas, mamy). Jestem głęboko „wdzięczna” tacie, że dzięki niemu spędziłam najlepsze lata młodości u psychologów, lecząc ostrą bulimię, i mimo, że miałam zainteresowania i byłam w czymś dobra nie miałam tyle wiary w siebie, żeby w to iść, wybrałam asekuranckie studia i nudną pracę (wierzyłam ojcu, że do niczego innego się nie nadaję), przez swoją wdrukowaną niepewność zawalałam kolejne związki, mam problemy w kontaktach międzyludzkich, głęboko ukryte kompleksy utrudniają mi codzienne funkcjonowanie. Mój brat cierpi na zaburzenia odżywiania (otyłość), właśnie po raz drugi się rozwodzi, tak jak ja nie ma dzieci i mimo dużych zdolności artystycznych nie skończył nawet studiów (tata powtarzał mu jeszcze częściej niż mi, że jest debilem i nierobem, uwierzył). Teraz pracuje fizycznie na śmieciówce. Pochodzimy z zamożnego domu, w którym mieliśmy „wszystko”, mama bardzo się o nas martwiła i nas kochała, ale nie na tyle mądrze żeby nam pomóc nie dać sobie wmówić, jak beznadziejni jesteśmy. Nie wiem, po co to piszę, bo szczerze mówiąc uważam, że dla Twoich dzieci i tak jest już za późno, już się to przeklęte oprogramowanie pt. „jestem gorszy” wgrało w mózg i odpali się w odpowiednim momencie. Przykro mi. :(
  • horpyna4 05.05.19, 20:11
    Skoro mąż jest tak zadufany w sobie, że nie ma mowy o jego wizycie u psychologa, to olej go i skup się na dzieciach. To z dziećmi powinnaś iść do psychologa, żeby im pomógł radzić sobie w obecnej sytuacji. Może nie jest jeszcze za późno i da się pomóc dzieciom, wtedy teksty tatusia będą spływać po nich jak woda po kaczce.

    Pamiętaj, że skutki zaniedbań w nauczeniu dzieci radzenia sobie z przykrymi, dołującymi sytuacjami bywają tragiczne; jest dużo samobójstw wśród dzieci i chyba ostatnio ta liczba rośnie.
  • niedobramatka7 05.05.19, 21:35
    Dziękuję wszystkim, którzy chcieli się wypowiedzieć na ten naprawdę trudny temat.
    Wydaje się, że rozwiązanie jest proste, ale na pewno nie jest.

    Staram się rozmawiać z dziećmi. Wspierać je. Obiecałam ostatnio synowi, że ta sytuacja się zmieni. On już nie wierzy w przemianę taty. Syn chciałby mieć tylko spokój i dobre słowo.

    Córka natomiast mówi, że powinnam się rozstać, bo nie jestem szczęśliwa.
    Cóż ja też nie czuję wsparcia. Dawno nie słyszałam, że coś dobrze zrobiłam.
    Nie chcę tak żyć, bo mnie też to męczy. Sama nie jestem w stanie zmienić jego postępowania. Przez 10 lat próbowałam i już nie widzę szans.
  • wiktor_bog 05.05.19, 22:55
    Na pewno nikomu z nas nie wydaje się, że to proste. Może w jakiś sposób oczywiste, ale na pewno nie proste.
    Nie wyrzucaj sobie tej sytuacji. Świetnie, że zdajesz sobie z niej sprawę i chcesz coś zmienić.
    Trzymam kciuki!!!


    --
    Właściciel bloga zycieoptymalne.pl
  • katalonja 05.05.19, 23:24
    Droga "niedobramatko",
    Z Twojego opisu wynika, że Twój mąż ma typową osobowość narcystyczną, a Ty, będąc w związku z nim, jesteś uwikłana w toksyczną relację, na którą skazywane są również Wasze dzieci.
    O osobowości narcystycznej można by całą noc opowiadać. Dużo możesz przeczytać i dowiedzieć się z internetu. Poczytaj i posłuchaj na ten temat, a będziesz wiedziała, jak wyjść z tej zaburzonej relacji. W osobowościach narcystycznych specjalizuje się dr Izabela Kopaniszyn, której mini wykłady obejrzysz na YT. Naprawdę polecam!
    Będziesz wiedziała z kim masz do czynienia i jak się z tego uwolnić. Życzę Ci powodzenia!
    Napisz, jak Ci poszło.
  • horpyna4 06.05.19, 13:19
    Obiecywanie synowi, że tata się zmieni, to poważny błąd. Tata się nie zmieni, syn zdaje sobie z tego sprawę, więc przestanie traktować Cię poważnie.

    Jak już napisałam, w tej chwili nie jest istotne przemówienie do rozumu mężowi. Teraz trzeba jak najszybciej nauczyć dzieci radzenia sobie z zachowaniem ich tatusia, żeby nie czuły się poniżane.

    Dobry psycholog potrafi im pomóc. Muszą podnieść własne ego, wtedy nie będą czuły się dołowane mimo wysiłków ojca. Chodzi o wyrobienie w dzieciach przekonania, że jak je ktoś opluwa, to nie obraża ich - tylko opluwa. Po prostu sam wystawia sobie świadectwo osobnika wulgarnego i chamskiego. Jeżeli to się uda, to syn słysząc obelgi pod swoim adresem pomyśli tylko, jak niedowartościowany jest jego tatuś, skoro musi sobie w ten sposób poprawiać samopoczucie. I nie poczuje się wcale dotknięty, tylko popatrzy na tatusia jak, z przeproszeniem, na małpę w klatce. Jest wtedy duża szansa, że nie wejdzie w dorosłe życie okaleczony psychicznie.

    Ty też olej męża i żyj tylko dla siebie i dzieci. Popracuj nad sobą, żebyś doszła do przekonania, że wcale Ci nie zależy na słowach uznania od kogoś niewiele wartego. Trzymaj sztamę z dziećmi.
  • niedobramatka7 06.05.19, 15:38
    horpyna4 napisała:

    > Obiecywanie synowi, że tata się zmieni, to poważny błąd. Tata się nie zmieni, s
    > yn zdaje sobie z tego sprawę, więc przestanie traktować Cię poważnie.
    Droga horpyno4,
    Obiecałam dziecku że sytuacja się zmieni...
    O tym że tata się nie zmieni to i ja wiem...
    Tylko muszę uświadomić dziecko, że to wiąże się z tym że tata będzie mieszkać osobno....

  • horpyna4 07.05.19, 09:15
    To dobrze, że ta sytuacja się skończy, ale naprawdę trzeba popracować z dziećmi, żeby zmienić ich sposób postrzegania siebie. Bo już został zwichnięty, a to może rzutować na całe ich życie. I jak najszybciej po odstawieniu tatusia powinny zaliczyć wizytę u psychologa, ale najpierw Ty powinnaś z tym psychologiem porozmawiać, opowiedzieć o wszystkim i wysłuchać, co on ma do powiedzenia (takie sprawdzenie, czy jest właściwym człowiekiem do rozmowy z Twoimi dziećmi).

    Samo przerwanie toksycznej sytuacji nie wystarczy, bo zadry tkwią głęboko w świadomości i podświadomości; trzeba je usunąć. Powodzenia.
  • katikaaa 07.05.19, 16:50
    Dzieci wyniosą z domu model związku, w którym nie ma uczucia, jest tylko układ.
    Kiepski bagaż na przyszłość.
  • szopka_praczka 07.05.19, 15:10
    Możesz z nim o tym porozmawiać. No i samej to przemyslec. Rola chlodnego ojca jest w Polsce dosc popularna, wiec sama musisz sobie odpowiedziec na pytanie czy u ciebie wymaga to rozstania.
  • mariuszg2 07.05.19, 15:18
    święta racja. Winne są kobiety i tradycyjnie polski matriarchat.

    --
    Life's like a box of chocolates. U never know what u'r gonna get.
  • mariuszg2 07.05.19, 15:27
    niedobramatka7 napisał(a):

    > Od dawna walczę z mężem

    i to pisze matka polka i żona... to postawa typowej pseudofeministycznej zalęknionej polsko zaściankowej kury domowej. Tai konfrontacyjne postawy zabijają partnerstwo w związku, zaufanie oraz więzi małżeńskie oraz pomiędzy dziećmi a rodzicami.
    Idź się lecz kobieto!

    > że nie ch
    > wali dzieci.

    ciągłe i przesadne chwalenie dzieci bez słowa krytyki sprawia, że dzieci stają się w swoich wyborach życiowych i postawach w dorosłym życiu zależne od tego czy ktoś je pochwali czy nie. Przez to zatracają swoje zdrowe ja a w konsekwencji w wymiarze społecznym utrwalają matriarchalny model funkcjonowania.

    > Głównym jego zajęciem jest praca. A w domu zajmuje się ogrodem, autami i intern
    > etem.
    > Sam o sobie ma wysokie mniemanie, a inni nie są dość pracowici i wystarczająco
    > dobrzy, żeby im czasem powiedzieć dobre słowo.

    Maż super męża.

    > Od jakiegoś czasu zastanawiam się nad rozstaniem.

    Idiotka!

    > Czy warto to ciągnąć tylko z powodów finansowych? bo tak jest łatwiej? martwię

    No właśnie! Weź się za robotę to zobaczysz co to znaczy pochwalić i docenić … dzięki temu staniesz się niezależna i dojrzalsza a póki co jesteś bezużyteczną szkodliwą społecznie matką polką z solidną cegiełką do miernoty społecznego matriarchatu.



    --
    Cygańską duszę mam
  • niedobramatka7 07.05.19, 22:22
    mariuszg2

    Szanowny Panie,
    Aby wypowiadać się w temacie trzeba czytać ze zrozumieniem... Szkoda, że tego zabrakło w tym przypadku.
    Pozdrawiam serdecznie i ciepło,
    Kura domowa (od kilkunastu lat na etacie w domu i w pracy)
  • katalonja 07.05.19, 23:23
    Albo ktoś tu komuś na odcisk nadepnął, tudzież lewą nogą ktoś wstał, albo to taka przedziwna forma zmotywowania autorki wątku do powzięcia bardziej zdecydowanych kroków w swoim życiu.
  • wiktor_bog 08.05.19, 16:04
    Aż strach pomyśleć, czy naprawdę tak uważasz.
    Niemniej życzę Ci wszystkiego najlepszego.

    --
    Właściciel bloga zycieoptymalne.pl
  • eriu 09.05.19, 17:33
    Chcesz zostać z mężem z powodów finansowych? To w takim razie weź pod uwagę koszty terapii dzieci, które im ojciec funduje i zresztą Ty też. To będą lata terapii dla nich. Nie mówiąc o ich nieszczęśliwym życiu. Takie rzeczy nie pozostają bez wpływu na psychikę.

    --
    Being alone is fine. Being alone together id perfect.
    66/93/95
  • maly_fiolek 14.05.19, 17:20
    Facet ma awanturującą i chcącą postawić na swoim żonę i pewnie leniwe i niesłuchające dzieci.
    Pewnie ojciec wymaga pomocy przy pracach okołodomowych a dzieci wolą patrzenie w telefon. Zapewne pojawia się konflikt.
    Zapewne w konfliktach dzieci z ojcem Ty trzymasz stronę dzieci i pozwalasz im na zabawę telefonem.
    A to pewnie skutkuje brakiem szacunku dla ojca i olewaniem zarówno jego próśb - i stąd jego słowa o lenistwie.
    Zapytaj siebie szczerze - jak dzieci wypełniają obowiązki domowe i okołodomowe?
    Koszą trawnik? Czy same z własnej woli coś pomalowały/wyremontowały/posprzątały?
    Czy choć raz coś zarobiły?
    Ja w wieku 12 lat zbierałam tuskawki, mąż w wieku 11 lat zbierał winniczki.

    PS.
    Przytulanie 13 latka???? Coś z Tobą nie tak.
  • niedobramatka7 18.05.19, 20:28
    Gdybym była awanturujacą się osobą to tego małżeństwa już dawno by nie było. Nie lubię konfliktów i ustepowalam przez lata dlatego doszło do takiej sytuacji.
    Dojrzałam już do zmiany, jestem samodzielna finansowo, mam dobre stanowisko w pracy. Przyjaciele mnie wspierają.

    Jeśli chodzi o pomaganie to syn (13l) potrafi samodzielnie zrobić pierogi (ciasto też), sałatkę, naleśniki, placki, makaron z dodatkami oraz jego ulubione ciasta. W domu zmywa schody, wyjmuje rzeczy ze zmywarki, kosi trawę, przynosi i układa drzewo, w zimie pali w kominku. Pomaga też babci na wsi w prostych pracach w gospodarstwie.

    Jeśli chodzi o kieszonkowe to np. Córka (18l) nie czeka na kieszonkowe tylko sama kupuje okazyjnie ubrania i sprzedaje w internecie. Swoje za małe ubrania też sprzedaje i kupuje sobie potrzebne rzeczy.

    Teraz kwestia szacunku. Wydaje mi się że na szacunek trzeba sobie samemu zapracować. Jeśli tata wyzywa dzieci od debili, głupków, leni to raczej na ten szacunek nie zasłuży.
    Byliśmy ostatnio u psychologa i na podsumowanie rozmowy wyszło że dzieci marzą tylko o miłości i o wsparciu ze strony taty.
  • maly_fiolek 20.05.19, 11:08
    Ok, ojciec nie powinien się tak zachowywać, jeśli dzieci wypełniają oczekiwania.
  • niedobramatka7 21.05.19, 08:00
    maly_fiolek napisała:

    > Ok, ojciec nie powinien się tak zachowywać, jeśli dzieci wypełniają oczekiwania
    > .
    Kłopot w tym, że tych oczekiwań jest dużo, a pochwały nie ma wcale.
    Syn ostatnio powiedział, że chciałby jak coś zrobi źle, żeby mu to spokojnie wytłumaczyć i wyjaśnić jak następnym razem ma to zrobić, a nie od razu krzyczeć.
    Jak dostanie 5 w szkole to też by się przydało chociaż pokazać kciuk uniesiony do góry czy dobre słowo.
  • wiktor_bog 19.05.19, 12:51
    Cóż, niestety nie ma dzieci idealnych. Natomiast życzę każdemu, zeby jego jedynym problemem z dziećmi był ich brak pomocy przy pracach domowych. Dzieci są jakie są i rzadko zdarza się, by w pełni spełniały oczekiwania rodziców. Co nie znaczy, że trzeba z tego powodu je upokarzać.

    --
    Właściciel bloga zycieoptymalne.pl
  • kalllka 20.05.19, 11:24
    fajny i potrzebny wątek.
    na „kobiecie” dawno nie było takiego zwykłego- niezwykłego tematu;
    co prawda temat nie bez przyczyny mocno wpisuje w stylistykę ostatnich medialnych wydarzeń- filmu Sekielskiego ale nie na róży bez kolców.. i należy temat pogłębiać, pisać mówić o trudnych sytuacjach, rodzin, dzieci, bez względu na to czy są lub nie- dziećmi bożymi. Dlatego dziękujac autorce wątku
    „ za pomysł” jednocześnie dziękuje wiktorowi. blog, za wyważone opinie ale przed wszystkim za szczere wyznanie.
  • niedobramatka7 21.05.19, 08:06
    Jako nastolatka marzyłam, że moje dzieci będą miały cudowne dzieciństwo. A mój mąż będzie dla nich wzorem do naśladowania. I na początku byłam przekonana, że właśnie tak będzie bo wybrałam dobrego człowieka. Ale ludzie się zmieniają....
    Nasi znajomi i rodzina myślą, że jest idealnie, a ja powinnam być przeszcześliwa.
    Powiem jedno: nigdy nie warto oceniać ludzi jak się z nimi nie mieszkało pod jednym dachem.
  • kalllka 21.05.19, 13:33
    No to chyba czas skończyć z realizacja fantastycznych marzeń z dzieciństwa (!) i zająć prozaiczna organizacja życia bez kominka, kosiarki, naleśników czy pierogów ojca..
    Umiesz żyć bez jego reguł? I mam na myśli także, czy zdajesz sobie sprawę z tego ze długoletnie zachwianie wartości czyli twoje życie jako podległej- a nie równorzędnej- wychowało, a właściwie wytresowalo, nie tyle twoje dzieci ale głównie ciebie- twój sposób myślenia?


  • niedobramatka7 09.06.19, 13:50
    Mam wrażenie, że właśnie doszłam do ściany.
    Mąż ostatnio obiecał synowi, że się zmieni, że mu na nas zależy. I Młody mówi że da mu szansę na zmianę. Dwa dni później tata zabrał dzieci do skyte parku i McDonald's.
    I z tej dobrej zmiany to by było na tyle takie mam wrażenie.
    Sytuacja z piątku. Dziecko wraca z zielonej szkoły. Odbiera tata bo ja pracuje w tym czasie. Przyjeżdżam 40 min po powrocie dziecka do domu. Syn jest jakiś dziwny, zamknięty. Muszę wyjść z domu, żeby załatwić jeszcze sprawy związane z wyjazdem dzieciakow na wakacje. Wracam do domu a syna nie ma. Ojciec ma pretensje, że wszyscy chodzą jak chcą. Młody ma rozładowany telefon, robi się późno i nikt nie wie gdzie poszedł. Dzwonię po jego znajomych, sama później z córką szukamy Młodego. Tatuś siedzi w fotelu i pije piwko. Zarzuca że to moja wina. Kiedy znajduję dziecko okazuje się że ma ogromny żal. Tata pojechał po niego i nawet mu nie pomógł z walizką. Wszyscy się cieszyli, przytulali, calowali swoje pociechy, a on nie zrobił nic. Mam wrażenie, że pojechał odebrać paczkę. Jeszcze nagadał że Młody ma uważać żeby nie ubrudzic jasnej tapicerki samochodowej i nie odbijać mu walizką auta. A jak się okazało płakał już wcześniej tylko ojciec nie wpadł na pomysł dlaczego. Nawet nie miał zamiaru go szukać.
    Dziecko ma takie poczucie krzywdy, że jak pytam czy nie będzie miał do mnie żalu jak się rozwiodę z tatą mówi że nie.
    Chcę żeby dziecko wiedziało, ale nie chce żeby ktos pomyslał że obarczam dziecko odpowiedzialnością za moje decyzje. Wg mnie trzeba je jakoś przygotować do zmiany.
    Druga akcja: jedziemy do teściowej. Mamy zakaz jedzenia w aucie, nie mogę posmarować kremem twarzy, bo na pewno nadrobię tłustych plam na tapicerce. Słuchać musimy wszyscy tego co on ma ochotę. Żałosne i trudne do zniesienia.
    Teściowa się mi przygląda dlaczego nie skaczę jak zwykle nad jej synkiem. On się nie odzywa do mnie wcale. Wczoraj całą imprezę urodzinową siedzimy obok siebie i nie zmieniamy ani słowa.
    Chyba dalej twierdzi że na jego uwagę musimy sobie zasłużyć.
  • obrotowy 09.06.19, 14:17
    niedobramatka7 napisał(a):
    > Mam wrażenie, że właśnie doszłam do ściany.


    lepiej pozno, niz wcale...
    kallka ma racje...
    nie wyobrazam sobie, bym zabranial Slubnej szminkowania sie w samochodzie
    - a dzieciom jedzenia w nim czipsow.

    wprawdzie to mnie tez nie cieszy, jak ktos mi w aucie brudzi.

    ale... jak sie kupilo browar - to trzeba pic z niego piwo...
  • eriu 09.06.19, 20:18
    Cud, że możecie oddychać w tym aucie.

    --
    Being alone is fine. Being alone together id perfect.
    66/93/95
  • szymi_mispanda 20.05.19, 12:11
    Ja ma taka rade - dzieci do wora, wor do jeziora.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.