Spieszmy się
Autor:
Gość: małgośka
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
02.02.05, 22:40
Nie czytałam jeszcze książki, ale temat jest dla mnie w tej chwili
najważniejszy, więc na pewno przeczytam. Reaktywacja. No właśnie. Przeciez
najpierw życie się od Niej zaczyna, jest całym światem. Nie można sobie bez
Niej świata wyobrazić."Ona mi pierwsza pokazała księżyc..." pisał Gałczyński. A
potem jest różnie. Któraś z Was tu napisała, że rozumiałyście się bez słów.
Moja - pewnie też chciała być przyjaciółką, ale równocześnie też kierowniczką.
Więc bywało różnie. Parę bardzo głupich decyzji podjęłam w życiu, nie tyle ze
strachu przed Nią, ale dlatego, że wiedziałam, że Ona tego nie zaakceptuje i
nie odważyłam się Jej przeciwstawić. A teraz - taka mała, słabiutka kruszynka,
chora,zdana tylko na mnie. I tylko ja jestem ważna, żadne opiekunki, nawet
Tata, choć kochali się zawsze bardzo. Tylko kiedy ja jestem tuż obok, przytulę,
potrzymam za ręke jest dobrze, tylko ja dotykiem i słowem potrafię wlać w Nią
odrobinę sił i wiary, że będzie dobrze. Więc właśnie reaktywacja. Choć może
jednak nie. Bo reaktywacja to powrót do czegoś co było. A tu nie ma powrotu, bo
przecież są zupełnie odwrócone role. Nie, to nie jest reaktywcja, to zupełnie
nowy rodzaj miłości. Miłość dziecka do Matki to miłośc dziecinna. I tak jak
różne miłości przychodzą z biegiem lat z biegiem dni to i ta , dorosłej
kobiety, która też ma już wiele za sobą do bezbronnej i nieporadnej Starowinki
jest czymś zupełnie nowym. Pozwala poznawać siebie na nowo i jak każda miłość
wzbogaca. Więc nie sądźmy tych naszych Starowinek, nie mierzmy Ich nasza miarą.
Po protu dajmy Im z siebie to, co jeszcze dać możemy, bo potem będzie żal
wszystkiego, czego nie dałyśmy, choć mogłyśmy. A tak niewiele potrzebują.
Dotyk, słowo, chwila przy Niej. Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodza