Dodaj do ulubionych

TOKSYCZNY ZWIAZEK

IP: *.chello.pl 29.01.05, 16:37
Swojego posta kieruje do wszystkich tych ktorzy byli kiedys w toksycznych
zwiazkach
w sumie tyle sie o tym mowi....az tu nagle okazuje sie ze samemu sie tkwi w
takim zwiazku i nie mozna uwierzyc!!!ja w toksycznym zwiazku??niemozliwe..
trzeba jednak spojrzec prawdzie w oczy:(
u mnie trwa to juz trzeci rok
wszyscy mi mowia ze powinnam go rzucic,rodzina,przyjaciele NAWET JA SAMA
KIEDY TAK STANE OBOK TO GDYBYM BYLA SWOJA KOLEZANKA TO BYM SOBIE DORADZILA
ROZSTANIE
...........ale jak to zrobic?powinnam to uciac raz na zawsze ale latwiej
powiedziec niz zrobic!!!!!!!!!!!!!!!!!juz probowalam...wiele razy i nie
wyszlo:((((((to cholerne uzaleznienie psychiczne to sie staje jak jakas
choroba i nie pozwala normalnie funkcjonowac
ten zwiazek mnie wyniszcza i z dnia na dzien jest coraz gorzej jestem juz
totalnym wrakiem az wstyd mi przed rodzina...przed sama soba:(
jak odejsc?jak sie odciac i nie budzic sie rano z tym potwornym bolem??
samotnosci
najsmieszniejsze jest to ze jestem jeszcze mloda nie mieszkamy razem nie mamy
dzieci...czyli niby tak latwo:(
prosze o pomoc wszystkich tych ktorzy wiedza jak wyjsc z takiej sytuacji bo
obawiam sie ze tego wszystkiego juz naprawic nie mozna a nie chce zmarnowac
sobie kolejnych 10 lat zycia i obudzic sie jak juz bedzie za pozno...........
dziekuje wszystkim ktorzy wytrwali do konca mojego postu
Edytor zaawansowany
  • Gość: real_man IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.05, 16:41
    Nie do kobiety nalezy taka decyzja. Trwaj przy nim cokolwiek by robil i
    najwyżej popros grzecznie czy moglby ROZWAZYC zmianę swojego zachowania. Jesli
    powie NIE - przyjmij to z pokorą. Takie zycie kobiety i musisz się z tym
    pogodzić. Ciesz się, ze nie zyjesz w Afganistanie czy Arabii Saudyjskiej, bo
    tam byś dopiero zobaczyła co to znaczy poddaństwo kobiet. A teraz do garow i do
    sprzątania - JUŻ!!!!!
  • Gość: xxx IP: *.chello.pl 29.01.05, 16:45
    wiedzialam ze zaraz znajdzie sie ktos taki jak real_man..tylko ze ja swoja
    wypowiedz kieruje do tych ktorzy sami przez cos takiego przechodzili
    to ze musze odejsc dla wlasnego zdrowia psychicznego to juz wiem ale jak to
    zrobic:(
    chyba trzeba odbic sie od dna
  • 18.02.05, 21:20
    Rozejrzyj sie dookoła i zakochaj w kims innym :) Zacznij od poszukiwań w sieci,
    znajdziesz tam z pewnoscia jakiegos pocieszyciela :)
  • Gość: alex IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 19.02.05, 13:20
    Powiem jedno: przechodziłam dokładnie to samo. Wzięlam rozwód i jestem
    szczęśliwa, baaaardzo szczęśliwa.
  • 16.05.05, 15:04
    Ja to przezywam juz 25 lat!!! I teraz jestem na dobrej drodze do uwolnienia
    się od toksycznego partnera!!!! Wystąpiłam o rozwód, chodzę do psychologa. I
    ciagle nie moge uwierzyc, że najlepsze dla mnie to rzucic go w cholerę i raz na
    zawsze zamknąć te drzwi. Jest taka dobra książka na ten temat Miłosna obsesja -
    Syndrom Marylin Monroe, która miała wszystko a nie potrafiła sie tym cieszyć.
    Powtarzaj sobie to nie jest miłość jestem chora. Lekarstwem jest zerwanie
    całkowite i nieodwołalne. Wyrzuc wszystko co Ci go przypomina. Jesteś chora jak
    narkomanka. Jedyne co jest wazne: chciec zacząć żyć dla siebie. Ty jestes
    najważniejsza na świecie dla siebie!!!
    Mi to zajęło 25 lat i teraz modlę sie aby rozwod skończył sie jak najszybciej!!!
    Nie czekaj tak długo!!! Nie warto. Moj partner to z pozoru porządny człowiek-
    ran psychicznych i emocjonalnych nie widać!!!!
  • 19.05.05, 12:05
    Ty, Gościu, jesteś sadystą, na dodatek starej daty. Boisz się, że jak o tym
    zacznie się mówić, to Twoja "stara" przestanie Ci prać gacie? Mobbing, kolego,
    to wreszcie działania, które zaczyna się dostrzegać w polskich sądach. Kiedyś
    miałeś szanse na przymykanie oczu, dziś kobieta niszczona psychicznie może i
    powinna zgłosić się do psychologa, dalej sprawa popłynie.Koniec
    terroru "samca".
    --
    haiku to ocena świata w pigułce
  • Gość: xy2 IP: .48.242.* / 80.51.176.* 29.01.05, 16:45
    zwyczajnie odejsc, jest to trudne bo pojawiają sie wyrzuty sumienia jaka to ja
    zła. a najlepiej pogadać z kumplem (ale takim prawdziwym kumplem we właściwym
    rozumieniu tego słowa) pójść na kawe, na piwo.
    Jak odejdziesz to poczujesz taką ulgę jakbys na nowo sie urodziła
    powodzenia
  • Gość: xxx IP: *.chello.pl 29.01.05, 16:48
    dzieki xy2
    kiedy odchodzilam to przewaznie czulam taki potworny bol ze jestem sama ze juz
    go nie ma
    ale nie zawsze
    raz prawie mi sie udalo bez bolu ale wtedy to on nie dawal mi spokoju
    czasem mysle ze go nienawidze
  • Gość: xy2 IP: .48.242.* / 80.51.176.* 29.01.05, 16:52
    "> czasem mysle ze go nienawidze"
    bo pewnie tak jest, żyjecie obok siebie, mieszkacie w oddzielnych pokojach, kaj
    zbliza sie na 2 metry masz ochote strzelac itp

    uciekaj
  • Gość: tylko ja.. IP: *.ofm.org / 62.101.102.* 29.01.05, 17:02
    ..jestescie dlugo jestescie juz ze soba..??
    ..czy,to co bylo miedzy wami,to byla milosc..??
    czy moze tylko uzaleznienie,psychyczne,moze fizyczne..?
    jezeli tego bardzo chcesz,bo juz nie kochasz..(tz.ze moze ,,tej,, milosci nie
    bylo..) bo juz nie masz sil..bo,to jest zabijanie siebie kawalek po kawalku,bo
    jestes sama z tym cierpieniem..to,to co ma sens..Twoj bol..jestes wolna,on
    Ciebie zniewala,nie pozwala...to,to co ma sens..Twoje cierpienie..
    zwiazek musi sie opierac na partnerstwie..ja dla ciebie,ty dla mnie..twoj bol
    moim bolem..moj bol twoim...musisz byc silna..jak on nie poteafi..
    ..pozdrawiam..
  • 18.02.05, 17:41
    Ktoś tu napisał o paleniu za sobą mostów.
    I TAK WŁAŚNIE ZRÓB!!
    Ja nawet od niektórych znajomych się odcięłam.

    Uwierz, było bardzo BARDZO trudno i ciężko. On też mi nie dawał spokoju. Ale
    nie chciałam żyć w takim związku, czuć obrzydzenie do siebie samej i pogrążać
    się w bardzo dziwnych myślach.

    Nie daj mu się. Postaw nie kropkę, a wykrzyknik.
    Dasz sobie radę :)
  • 11.05.05, 13:05
    to wyzej tylka nie podskoczysz. Bedziesz próbowac bezskutecznie, a potem
    bedziesz coraz bardziej wsciekla, ze on nma na Ciebie takich wplyw. Ja
    otworzylam oczy dopiero jak mnie uderzyl. ale dla innych to nadal nie jest
    wystrczajacy powód. Nie wiem, kiedy granica zostanie przekroczona opadna ci
    klapki z oczu. Nabierzesz powera i zmienisz swoje zycie, tylko nie czekaj za
    dlugo...
    --
    UKI-OKI
  • 15.05.05, 19:35
    ja tez jestem mloda kobieta i tkwilam w takim zwiazku ponad 3,5 roku...czulam
    to,co Ty..wiedzialam,ze jest zle, ale nie potrafilam sie z tego uwolnic...w
    koncu powiedzialam mojemu facetowi(juz eks), co mi nie pasuje itd.
    Postanowilismy zrobic sobie przerwe, widywalismy sie, przytulalismy, ale nie
    spalismy ze soba...wszystko bylo niby jak dawniej...tylko troche rzadziej sie
    widywalismy...musisz sobie w tym czasie znalezc cos ciekawego do
    roboty...odnowic stare przyjeznie itd., bo jak znam zycie, przez ten zwiazek
    wszystko zaniedbalas...jesli tego nie zrobisz szybkio zacznie Ci go brakowac i
    jak piesek pobiegniesz do niego po kilku dniach...nawet jesli Cie bedzie
    kusilo, zeby go zobaczyc, zadzwon, ale nie nalegaj...musisz sie stopniowo
    odzwyczaic od niego i od mysli, ze on jest Ci do zycia potrzebny...po kilku
    tygodniach zacznie Cie to wszystko meczyc i postanowisz to skonczyc raz na
    zawsze...i zrob tak-nawet jesli bedzie nalegal, zebys zostala, to pomysl,co Ci
    to dobrego da(teraz to wydaje sie glupie,ale zobaczysz, ze latwiej bedzie Ci
    byc bez niego)...aha- podczas przerwy nie skupiaj sie na tesknocie tylko na
    mysleniu o tym, co bylo zle, i moze rozgladnij sie za innymi facetami-przeciez
    jestes mloda, a imprezy tez istnieja!!Wybierz sie gdzies z kolezankami...Gdy z
    nim zerwiesz przenies swoje uczucia na kogos innego-nie koniecznie musisz z nim
    wiazac przyszlosc(ale musi dawac Ci poczucie bezpieczenstwa, szukaj kogos
    calkiem innego od niego)...Kobiety tak naprawde najbardziej boja sie
    samotnosci...ale czy nie czujesz sie teraz samotna mimo, ze z nim jestes...
    Ja tak zrobilam...jestem teraz z kims innym..nie mowie, ze nie tesknie i ze ten
    nowy to jest "ten ktos"..nie o to tu chodzi..teraz czuje,ze ktos sie o mnie
    stara, opiekuje i naprawde mu na mnie zalezy...ja tez czuje sie dobrze...to
    wszystko pomoglo mi ulozyc sobie wszystko w glowie..tesknie za moim eks, ale
    wiem ze nie moge z nim byc, bo to mnie zabije...jesli chcesz pogadac to moj
    gg:3348251
    powodzenia
  • 19.05.05, 13:26
    Hej...eh powiedz czy jestes duzo przed 30chą...wydaje mi sie ,ze wlasnie tez
    tak se siedze w czyms takim...dramat..choc sie kochamy...jestem w złotej
    klatce..boje sie ze se nei poradze bez niego..a do 30chy niedaleko...i tak w
    zasadzie jic nei osiągnełąm jeszce...a juz nie "jestem az taka młoda"...odpisz
    cos..eh dzieki..pozdro.choera co z tym robic.
  • Gość: nadinka IP: *.tel167.petrotel.pl 29.01.05, 16:55
    odejsc jak najszybciej i palac za soba mosty.
    bylam w toksycznym zwiazku i co jakis czas odchodzilam. za kazdym razem
    przepraszal a ja dawalam kolejna szanse. i kiedy po raz ostatni powiedzialam
    dosc, to tez liczylam na powrot i przeprosiny. mocno przezylam, ze to byl koniec.
    mimo, ze to bylo dawno temu, slady w psychice pozostaly do dzis.
    dlatego im szybciej to skonczysz tym lepiej dla cienie. powodzenia :)
  • Gość: xxx IP: *.chello.pl 29.01.05, 16:58
    rozstania i powroty-skad ja to znam
    wiem ze trzeba uciekac,kiedy tak patrze na to z boku to takie
    oczywiste!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! !!!!!
  • Gość: tylko ja.. IP: *.ofm.org / 62.101.102.* 29.01.05, 17:05
    ..wiesz.ale cos Ciebie trzyma...
    ..moze strach,przed samotnoscia..??!!
  • Gość: Wiecha IP: 213.25.168.* 29.01.05, 17:17
  • Gość: nadinka IP: *.tel167.petrotel.pl 29.01.05, 17:30
    tak naprawde to ciezko powiedziec co trzyma w takich zwiazkach. na poczatku jest
    przewazie bardzo milo, zapewnienia o milosci, trzymanie za lapki. po jakims
    czasie okazuje sie, ze tylko sprobuj te lapke puscic... ograniczanie kontaktow
    ze starymi znajomymi (to debile), awantury o rozmowe z kumplem na ulicy i dzien
    po dniu obnizanie poczucia wartosci przez 'dobre rady': moze zapusc wlosy,
    schudnij troche, biust masz taki maly, a coz ty wiesz o ekonomii itp.
    i przychodzi taki moment, ze czujesz sie taka glupia i bezradna i wydaje ci, ze
    bez niego zginiesz i czeka sie jak pies na 'poklepanie po pleckach', dobre slowo...
    wiem, ze to zalosne jak tak sie patrzy z boku, ale tak jest. jednak zawsze jest
    taki moment, ze masz dosc. cos, co przechyli czare i juz sie nie ma ochoty na
    robienie za podnozek. i wtedy nie tylko mowi sie dosc, ochodze - ale i to sie
    robi.
    najbardziej sie balam samotnosci, nadmiaru wolnego czasu po rozstaniu. okazalo
    sie jednak, ze taki kopniak dal mi duzo energii, nauczylam sie roznych rzeczy,
    uwierzylam w siebie, pozbylam kompleksow.
    do dzis nie rozumiem jak moglam byc taka glupia i tak dac soba pomiatac...
  • 13.05.05, 14:52
    Mam dokladnie takie same doswiadczenia...
  • Gość: Najgorsze są te IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.01.05, 17:16
    Najgorsze są te wielkie słowa...
    Poprostu powiedz sobie; no i co mi się stanie jak odejdę? ;
    nawet dla jaj, odchodzę , bo mi źle i tyle,
    dość już tego bycia taką jak należy, dość bycia wrażliwą, wszystko
    roztrząsającą, biedną dziewczynką.
    Koniec i tyle: jak będzie pytał, używał słów "chwytających za serce", bąć
    wyrafinowaną nic nie czującą żmiją i powiedz, nie, bo nie mam ochoty, odłuż
    słuchawkę, popłacz sobie trochę w swej ułomności, ale wytrwaj...dzięki temu
    sama zaczniesz siebie szanować
    Ja tak zrobię.
  • Gość: Zdzich i Romek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.05, 17:24
    damy tak zrobić. Siłą zapędzimy do roboty w domu i do łoża, leniwe baby jedne
    nadąsane!!!
  • Gość: Zocha IP: 213.25.168.* 29.01.05, 17:26
    Martynie Marysi i Agnieszce
  • Gość: xxx IP: *.chello.pl 29.01.05, 17:29
    pare ladnych lat
    bylo super naprawde
    bylam strasznie szczesliwa ze znalazlam w koncu porzadnego chlopaka,byl dla
    mnie gototwy naprawde na wszystko bardzo mnie kochal byl czuly i opiekunczy
    byl moim najlepszym przyjacielem
    ale po dwoch latach cos zaczelo sie psuc
    nuda?rutyna?musze przyznac ja tez sie troche przyczynilam do rozpadu tego
    zwiazku bylam juz troche znudzona ale on walczyl
    a teraz chyba sie msci
    chociaz odkad pamietam zawsze bylismy wybuchowi:(
  • 29.01.05, 17:40
    Powiem ci, autorko wątku - uciekaj jak najszybciej. Im dłużej będzie to trwało,
    tym bardziej bedzie dla ciebie bolesne, tym bardziej będziesz uzależniona od
    tego gościa. W końcu to on cie zostawi, a ty nie bedziesz wiedzieć z czym tak
    naprawde czujesz sie gorzej - z tym że nie ma juz przy tobie tej wielkiej, choć
    tak okrutnie cie raniącej miłości, czy z tym że zostałaś wykorzystana i
    porzucona. Uciekaj i zapomnij o tym gościu.
  • Gość: Sylwia IP: 213.25.168.* 29.01.05, 17:41
  • Gość: Izolda IP: *.aster.pl / *.aster.pl 29.01.05, 17:44
    Ja bylam w takim zwiazku, przez kilka lat.Bylismy strasznie mocno od siebie
    uzaleznieni. I skonczenie z tym zajelo nam ok 2 lat. Bardzo dlugo. Jak ja
    chcalam, to on nie chical, a jak on chcial, to ja nie chcialam go puscic.
    Najpierw cierpialam, a potem sie strasznie meczylam.Porozmawiaj z nim spkojnie,
    ze sie nie czujesz dobrze w tym zwiazku, ze nie widzisz dla was przyszlosci. I
    ze chcesz to zakonczyc. A potem..trzymaj sie mocno swojeej decyzji. Bo on moze
    dzwonic do Ciebie, i nie dawac Ci spokoju, mowic cokolwiek, bys tylko wrocila.
    A bedzie Ci ciezko przez pierwsze dni i tygodnie. Bedziesz sie czula samotna i
    to musisz juz wiedziec teraz.I bedziesz bardzo cierpiec. Ale jak przetrzymasz
    te pierwsze dni i tygodnie, to potem bedzie lepiej. Spotykaj sie z ludzmi, moze
    gdzies pojedz w jakiejs wiekszej grupie(nawet jak nie masz tylu znajomych to
    zawsze rozne kola sportowe, gorskie itp na uczelniach i wtedy mozna sie
    podlaczyc samemu lub z kolezanka). Po pewnym czasie nauczysz sie przezywac
    radosc itp bez niego. wszystko nabierze jasniejszych barw. Przestaniesz sie
    czuc samotna. Najwazniejsze to wytrwac te kilka pierwszych tygodni,potem bedzie
    latwiej. I powiedz wszystkim dookola ze to zrobilas, bo wtedy bedzie Ci
    latwiej. A pewnie rodzina i przyjaciele pomoga Ci w jakis sposob. I bedziesz
    dumna z siebie, ze Ci sie udalo, ze zakonczylas to co Cie wypalalo psychicznie.
    I nabierzesz do sibie wiecej szacunku.
    pozdrawiam
    p.s zastanow sie dlaczego wczesniej jak probowalas z nim zerwac, to nie
    wychodzilo? Musisz byc pewna, ze dobrze robisz i potem konsekwentna w tym. I
    pamietaj, ze im dluzej zostajesz w toksycznym zwiazku, tym gorzej dla ciebie.
  • Gość: Zocha IP: 213.25.168.* 29.01.05, 17:46
  • Gość: xxx IP: *.chello.pl 29.01.05, 17:55
    dzieki Izolda
    mysle ze to sie tyle razy nie udalo dlatego ze nie bylam na 100%pewna
    boje sie ze moja silna wola zalamie sie kiedy on bedzie probowal sie ze mna
    skontaktowac
    mam tylko pytanko:czy jezeli podejme wreszcie decyzje o rozstaniu to czy mam
    zerwac kontakt calkowicie?uhh to takie trudne:(
  • Gość: Izolda IP: *.aster.pl / *.aster.pl 29.01.05, 21:59
    Poniewaz boisz sie ze Twoja silna wola moze sie zalamac to 1) musisz byc
    przekonana ze dobrze robisz i ze tak jest najlepiej dla Ciebie i dla Was -
    przemysl sobie wczesniej wszystko dokladnie czego Ty chcesz 2)nie utrzymuj z
    nim zadnych kontaktow, zwlaszcza na poczatku.Musisz sie przyzwyczaic do nowej
    sytuacji. Powiedz mu, ze sie nie chcesz z nim kontaktowac, przynajmniej przez
    jakis czas. I ze chcesz by to usznowal.
    Te kontakty bardziej szkodza niz pomagaja. Badz konsekwentna i nie wdawaj sie w
    zadne dyskusje. Raz porozmawiaj z nim dlaczego taka decyzje podejmujesz a potem
    koniec. Moze prosic i blagac, plakac etc, ale Ty badz nieugieta. To jest Twoja
    decyzja i Twoje zycie! Nabieramy do siebie szacunku, jak potrafimy kontrolowac
    nasze zycie. Powodzenia!
    p.s. mojego ex zobaczylam od czasu naszego definitywnego rozstania tj. po ponad
    2 latach. Ale nie raz przez ten czas mialam ochote go zobaczyc, ale tego nie
    zrobilam, bo wiedzialam, ze nic dobrego by z tego nie wyniknelo. A nie chcialam
    sie meczyc jak wczesniej. I dopiero po dluzszym czasie wiedzialam, ze jak go
    spotkam to mi po prostu nic juz nie "grozi"(to znaczy ze nie wejde w ta relacje
    jeszcze raz).I spotkalam przez przypadek... teraz jestesmy po prostu znajomymi,
    ktorzy czuja do siebie pewnien sentyment, bo w koncu kilka lat bylismy ze soba.
    Nie zaluje, chyba tylko tego ze nie zrobilam tego wczesniej i ze nie bylam
    twardsza.
    Postaraj sie dzielic tym problem z jakas bliska Ci osoba, ktora bedzie Cie
    wspierac.
  • 02.02.05, 10:55
    Bo ciągle masz nadzieję, że on się zmieni. Jak sobie uswiadomisz, że on się
    NIGDY nie zmieni, będzie łatwiej.
  • 29.01.05, 19:37
    Oczywiście,że powinnaś zerwać kontakt całkowicie...jeśli tego nie zrobisz,wasze
    spotkania czy nawet rozmowy przez telefon bedą Ci wszystko przypominały i będzie
    Ci jeszcze gorzej.Przynajmniej na jakiś czas powinnaś zerwać całkowicie
    kontakt,do momentu kiedy poczujesz sie na tyle silna,ze już nic nie wpłynie na
    Twoją decyzję,jeśli on probowałby błagać Cię,zebyś wróciła...życzę wytrwałosci i
    powodzenia
  • Gość: Aleksandra IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.05, 20:08
    Też mam taki związek za sobą: rozstania, powroty... trochę dobrze, potem znów
    do kitu i tak w kółko. Odchodziłam, cierpiałam, on prosił o szansę - wracałam.
    Istny cyrk, jak teraz o tym pomyślę... I wiesz jak mi się udało? Po prostu
    któregoś razu, kiedy już miałam znowu dość, nie powiedziałam, że odchodzę tylko
    pomyślałam sobie, że na razie nie będę się z nim widywać przez jakiś czas a
    potem może wrócę... I ten czas się przedłużał, przedłużał.. i w końcu nie było
    już do czego wracać. To tak jak z rzucaniem palenia: jak sobie powiesz, że
    rzucasz raz na zawsze, to cierpisz, męczysz się, a właśnie należy sobie
    powiedzieć, dziś nie palę, bo nie mam ochoty, a jutro zobaczymy... Tak jest o
    wiele łatwiej. Życzę powodzenia.
  • Gość: mariusz IP: *.ipt.aol.com 29.01.05, 22:34
    Jakie wy wszytkie jestescie zgodne. Jak tak to czytam to wygląda że tylko od
    faceta wszytko zależy w związku?? Bo co mężczyzna potzrebuje tylko miłości
    fizycznej i na tym wasza rola się kończy ?? Bo jak wkrada sie nuda i rutyna to
    facet ma wymyślać kolejne udziwnienia, a kobieta to gdzie jest?? Najalepij sie
    położyć na łóżku i patzreć w sufit i może jakaś gwiazdka sie na nim pojawi. A
    jak sie nie pojawi to popłaczecie sobie i może jednak sie pojawi...a gó.. nic
    się nie pojawi. Jak seme nie zaczniecie dbac o cos to facet w koncu tez
    przestanie. Bo ile można sie produkować?

    Uważacie, że to wy wszytkie jestcie pokrzywdzone przez mężczyn że to oni sie
    nie strają że oni nie dbają o wasze potrzeby. Uważanie, że wy jestescie takei
    idealne, pełne miłości zawsze sie stracie o wszytko , kochacie nas ponad
    wszystko itd. tylko my faceci jestsmy ślepi i tego niezauważamy.

    A może weźcie zimny prysznic i zastanówcie sie nad tym, że są róźni mężczyźni i
    i mają różne pozreby i nie tylko fizyczne.
    Nie tylko kobiety w toskycznych zwiazkach są zatruwane, mężczyźni także.


    ...się tylko zdenerwowałem.

    Nadeszły czasy równouprawnienia kobiet, a one zamiast "pracować" to sie tylko
    relaksują.

    Pozdrawiam
  • Gość: xxx IP: *.chello.pl 30.01.05, 09:35
    rozumiem Twoj punkt widzenia mariusz..masz racje ze w zwiazku dawac powinny
    dwie osoby i ze powinno byc po rowno
    ale inicjatywa zawsze wychodzila z mojej strony (jezeli mowimy juz o tej
    rutynie..)od niego bylo tylko NIE na wszystko a kiedy pytalam co on proponuje
    to slyszalam tylko NIE WIEM....nieznosze czegos takiego gdy ktos wszystko
    neguje i odrzuca a sam woli tylko siedziec w pokoju i wiesz co?dokladnie tak
    jak napisales GAPIC SIE W SUFIT bo to nie ja bylam ta co sie w ten sufit gapila
    pozdrawiam
  • Gość: Ren IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.01.05, 09:50
    Odpowiedz mi na takie pytania
    :na czym wg ciebie polega nie toksyczny zwiazek?
    co powinien zrobic mężczyzna aby w twoim zwiazku nie było nudy?
    Jakie warunki powinien spełnic mężczyzna zebyś była szczęśliwa w związku?
    Na co może liczyc facet w zwiazku z taka kobieta jak ty?
    Czego oczekujesz od jego rodziny? pytanie dotyczy głownie co do jego rodziców?
    i ostanie czy on moze liczyc na ciebie ze spełnisz warunki gospodyni,żony,i matki?
  • Gość: mariusz IP: *.ipt.aol.com 30.01.05, 16:23
    Zupełnia jakbym siebie widzał. Pytam się zapropnuj cos co lubisz na co masz
    ochote...odp: niewiem i doszło do tego ze ja sie boje propnowac bo zostane
    skrytykowany za zły wybór i to wsytko to tai błedne koło. NIe wiem jak mam
    postępować.

    Może moglibyśmy popisać na gg?? wyślij mi swój numer na e-mail,
    mariuszek67@wp.pl wbrew pozorowm nie mam 67 lat :D
  • Gość: Kobieta... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.01.05, 10:03
    i wydawałoby się, że oboje wiedzieliśmy, czego oczekiwać od partnera...
    a mimo to, brakowało przede wszystkim codziennej czułości...
    do tego, doszła jeszcze różnica w pojmowaniu świata i wyznaczaniu sobie celów w
    życiu...
    i ile razy można prowadzić niekończące się dyskusje na temat oczekiwań...
    najgorsze chyba było świadome w tym wypadku zwalczanie w sobie pożądania...
    i jedynym wspomnieniem pozostały naprawdę upojne chwile, ale mimo pozorów, to
    za mało, żeby wyrównać inne różnice...
    pozostało mi poczucie zmarnowanego czasu...
  • 30.01.05, 10:42

    -Dostałaś dużo odpowiedzi, nie mam czasu teraz wszystkich przeczytać więc być
    może ten post będzie powtórzeniem a może nie.Jesteś w toksycznym związku,
    ponieważ masz naturę uzależnieniowca (to się nabywa w dzieciństwie).Jeśli
    będziesz miała do wyboru 10 partnerów to "wyczujesz" takiego który będzie miał
    zadatki na "kata" i właśnie jego wybierzesz.Póżniej mimo wyrażnych strat
    życiowych nie będziesz umiała od niego odejść.To jest schemat od lat powtarzany
    przez całe zastępy skąd inąd mądrych kobiet. Choroba nazywa się
    współuzależnienie i można ją leczyć (wyleczyć - jak twierdzi część
    terapeutów).Partnera nie zmienisz , jedynym lekarstwem (gorzkim ale skutecznym
    jest zmiana siebie ale samemu uleczyć się jest b.trudno lub wręcz
    niemożliwe.Choroba dotyczy najczęściej partnerek alkocholików ale nie
    tylko.Poszukaj w księgarniach książek o współuzależnieniu i rozglądaj się za
    grupą wsparcia właściwą dla twojego przypadku . Powodzenia. Doświadczona.-
    sygnaturka?
  • Gość: ania (ŁDZ) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.05, 16:57
    hey-tak samo jak ty "xxx" zyje w toksycznym zwiazku!
    jak czytałam te posty to wiele rzeczy było takich samych-te same mysli-
    zachowania
    i wiesz co-wsparło mnie to troche na duchu-i dodało sił:D
    moze teraz sie odwaze...by odejsc???
    (ps.najbardziej mi sie podobalo to ozakonczeniu zwiazku jak o rzuceniu
    palenia:D )

    pozdrawiam - powodzenia
  • Gość: ania (ŁDZ) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.05, 17:04
    dodam jeszcze tylko ze rowniez zwiazek trwa..ponad 3 latka....
    ze on mnie zatruwa swoja miłoscia, ogranicza moja przestrzen zyciowa-nigdzie
    nie moge isc sama <pod pretekstem ze on tesh chce..mimio ze siedzi i marudzi
    przez cała impreze> sama-wychodzi po nie na autobus jak wracam z uczelni, zna
    wszystkich moich znajomych, kreci sie pod domem rano, robi mi sceny o kolegow,
    ciagle dzwoni,pisze sms`y-kontroluje gdzie i z kim jestem.......to chore.......
    teraz by mozna napisac mi-czego ja chce od takiego chłopaka....

    i serio chiesze sie ze trafiłam własnie na ten watek- sporo mi pomogl
    jak czytałam...to było dokładnie tak jak u mnie...te same mysli...zachowania
  • Gość: Kobieta... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.01.05, 17:33
    on się nie zmieni...
    powodzenia...
  • Gość: ania (ŁDZ) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.05, 17:48
    dzieki:D
    wiesz...wiele razy o tym myslałam-w zasadzie to od wakacji...i ciagle podobinie
    jak autorka "xxx" boje sie=a no bo boje sie byc samej,boje sie o to co zrobie z
    nadmiarem wolnego czasu-odkładam ta decyzje do konca sesji < bo co bedzie jak
    ja zawale?wywala mnie ze studiow-i zostanie mi on- bo zawsze i wszedzie ze ma
    wychozi> dlatego to sie tak przeciaga i wogole.....
    ale wiem ze to jest złe...wiem ze sie niszcze-chociaz z drugiej strony nie
    jestem w 100% pewna-itd<ale rade na to jush przeczytałam w postach do "xxx">

    całe szczescie dzis zrozumiałam ze to jest złe....
    odczekam jeszcze te kilka dni az mi sie sesja skonczy-i wtedy bez wzgledu na
    wzgledy zakoncze to....
    ehhh...tylko ze poza tym wszystkim to on mnie bardzo kocha..i zrobiłby dla mnie
    wszystko..i bedzie mi bardzo zal..ale nie ma sensu siedziec w tym dluzej-bo i
    tak nie chce wspolnej przyszłosci <i ze wzgledu na niego i na jego rodzine>

    ta cholerna niepewnosc........

    pozdrawiam....< i gratuluje tym ktorzy to chcieli przeczytac>
  • Gość: Kobieta... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.01.05, 18:01
    gdyby Cię naprawdę! kochał, to byś nie czuła sie tak zniewolona...
    pozdr...
  • Gość: Alinka IP: *.lublin.mm.pl 02.02.05, 10:37
    Mam na imie Alina. Zaczelo sie od wielkiego zaurozenia, potem byla dojrzala
    milosc. Minal rok, drugi. Zaczal byc chamski, obojetny na wszystko, zero
    rozmantyzmu, przestalam na nim polegac. Proste wyjscie- zerwanie. Probowalam raz
    trzeci. Zamiast ulgi czulam ze gdybym byla inna to on tez by taki nie byl, ze
    jestem za bardzo wybredna a przeciez nie ma idealow, ze nie powinnam xczekac na
    ksieca z bajki. I tak t pociagnelaM PRZEZ kolejny rok. Dzis juz z nim nie
    jestem. Odwazylam sie, zerwalam, plakalam potem przez dlugi czaS, BYLO CIEZKO.
    aLE PRZESZLO. dzisiaj znowu kogos mamm, chcociaz muisialam troche poczekac zanim
    znowu bylam gotowa. i wiesz co? JESTEM SZCZESLIWA. i jedyne czego w tym momencie
    zaluje to tego ze zmarnowalam trzy lata z tamtym facetem.
  • Gość: xxxtoo IP: 195.116.241.* 18.02.05, 12:02
    Kochana,
    Doskonale Cię rozumiem...
    Wiem o czym mówisz...i co czujesz...
    U mnie trwa to niestety już szósty rok, aż trudno uwierzyć, że to wszystko tak
    się poukładało. Najgorsze, że czuję się zaszczuty jak pies, który przywiązany
    jest do budy krótkim, niewidzialnym łańcuchem.
    Kiedyś byłem pogodny, pełen życia i wiary we własne mozliwości
    Może wyda Ci się to dziwne, ale mam 24 lata...
    Zmarnowałem już sześć, ale ciągle nie mam na tyle wewnętrznej siły i odwagi,
    aby to wszystko zakończyć...
    Wiem, że to wszystko nie ma sensu, życie to totalna wegetacja, przeplatana
    zarwanymi nocami i ogromną nerwicą
    Jednak jestem już tak zniewolony psychicznie, że czuję iż zatraciłem instynkt
    samozachowawczy. Najgorsze, że nie mam nawet z kim porozmawiać o tym co czuję.
    Przecież jak to możliwe, że ja... Całe moje życie to bezduszna gra pozorów,
    rodzina, znajomi, wszyscy myślą, że jesteśmy idealną parą, która nigdy nawet
    się między sobą nie sprzeczała. Podobnie jak Ciebie, mnie również nic z nią nie
    łączy, nie jesteśmy małżeństwem, nie mamy dzieci, nawet nie mieszkamy razem, a
    jednak widujemy się codziennie... Coraz mocniej dociera do mnie, że powinienem
    ratować siebie, ten jeden raz pomyśleć o włanym zdrowiu i szczęściu. Jednak to
    nie jest takie proste...Proszę odezwij się (podaj kontakt), myślę, że
    mielibyśmy o czym porozmawiać...
  • Gość: bzz IP: *.polityka.com.pl 18.02.05, 16:26
    Witaj, bardzo chciałabym z Tobą porozmawiać. Jeśli będziesz miał ochote napisz
    hest@tlen.pl.Pozdrawiam
  • 18.02.05, 12:30
    WITAM,
    uważam,że trafnie opisała Pani swój związek.
    Trudno mówic jednak o Pani "wyborze" trwania w tym związku czy
    szerzej "wolności" gdyż psychologia jest tu bezlitosna i mówi o
    tzw. "toksycznych związkach" i "związakach uzależniających".
    Jest też dla mnie oczywiste,że ma Pani pełne prawo do zaspokojenia swoich
    potrzeb, opieki i szacunku ze
    strony bliskich i partnera.Nalezy jednak nauczyc siew jak dbac o swoje prawa i
    potrzeby.Nauczyc sie twirzyc "zdrowy" związek i jak szukac "zdrowych
    psychologicznie" partnerów.
    Niestety pani dotychczasowe doświadczenia są tutaj fundamentwem i dotykają
    równiez bardzo mocnoPani doświadczeń z dzieciństwa i tego jak traktowali się
    pani rodzice i jaki to wpływ miało na Panią.
    Polecam zastanowienie się nad WSPÓLNĄ z partnerem (w pełni dobrowolnej-jako
    tester otwartości i gotowości do zmiany) pracę z psychologiem.
    Lepiej rozczarowac się miło przed slubem milo - niz nie miło i to do tego po
    ślubie.
    Internet pełny jest niestety osób,które doznawały w swoich związkach przemocy i
    bólu.
    Mozna by złośliwie skomentować-"wiedziały gały co brały"?
    Na dziś polecam gorąco jedną bardzo świeżą i drugą starszą pozycję ksiązkową,
    autorki,którą bardzo cenię.

    Motto:
    "Każdy człowiek ma prawo do prawdziwej bliskości w związku. Jednak aby ją
    osiągnąć, trzeba najpierw poznać kilka fundamentalnych zasad".


    Pia Mellody "Droga do bliskości"
    Wydawnictwo Jacek Santorski & Co

    ksązka ta uczy jak wyzwalać się z toksycznych związków i budować bliskość,
    której potrzebujemy i na którą zasługujemy.

    Ten doskonały poradnik diagnozuje przyczyny nieudanych związków, koncentrując
    się na traumatycznych doświadczeniach wyniesionych z dzieciństwa, a także
    przedstawia praktyczne wskazówki niezbędne w procesie samouzdrawiania,
    pozwalające na budowanie i podtrzymywanie zdrowych relacji z partnerem.
    Korzystając z najnowszych metod terapeutycznych oraz przykładów zaczerpniętych
    z życia, wśród których znalazły się jej własne poruszające doświadczenia, Pia
    Mellody przedstawia przemyślane i praktyczne rady dotyczące budowania i
    podtrzymywania w związku i stanu bliskości.

    Fundamentem terapii autorki jest nauka komunikowania się i właśnie w "Drodze do
    bliskości" poznajemy istotny system granic dotyczących mówienia i słuchania.
    Poradnik ten zawiera również sprawdzone zasady porozumiewania się z partnerem w
    sposób wolny od strachu. Postępując zgodnie z praktycznymi wskazówkami Pii
    Mellody, wstępujemy na drogę wiodącą do prawdziwej bliskości; która doprowadzi
    nas do stanu duchowej równowagi.

    Propagowany przez Pię Mellody, oryginalny system wytyczania granic, będący
    wynikiem jej dwudziestoletniej praktyki terapeutycznej, pomoże czytelnikowi
    poznać fundamentalne zasady pozwalające zbudować i podtrzymać w związku
    prawdziwą bliskość; podnieść swoją samoocenę i odzyskać równowagę emocjonalną;
    poznać swoje mocne i słabe strony oraz zdobyć konkretne wskazówki dotyczące
    budowania zdrowych związków.

    Pia Mellody - jest światowym autorytetem w dziedzinie zaburzeń emocjonalnych,
    będących skutkiem doznanych w dzieciństwie nadużyć. Z prowadzonych przez nią
    warsztatów terapii uzależnień korzystają ludzie na całym świecie, a jej
    poradniki są tłumaczonymi na wiele języków bestsellerami. Pia Mellody wykłada w
    The Meadows Treatment Center, w Wickenburgu, w ośrodku dla ofiar traumatycznych
    przeżyć, przemocy emocjonalnej oraz różnych form uzależnień.

    Polecam też bardzo wcześniejszą pracę tej autorki pod dużo mówącym w pani
    przypadku tytule: "Toksyczne związki".
    WW. pozycje mozna nabyć on-line.
    serdecznie pozdrawiam i życzę wszystkiego najlepszego
    OM MANI PEME HUNG
    NAMO BODHISATTWA KSITIGARBHA
    lekshey


  • 18.02.05, 12:54
    dzisiaj jest 5 dzien jak sie ne widze z moim ukochanym. zdecydowalam ze musimy
    zrobic przerwe bo tak dalej byc nie moze. ja mu powiedzialam czego oczekuje co
    mnie boli i czekam co zrobi. łudze sie ze sie zmieni ale boje sie ze trzeba
    bedzie sie rozstac. on sie nie odzywa ale mam nadzieje ze z czyms walczy ze sie
    zmienia, ze cos robi. ze cos zroumial. ale ja wiem ze mam do wyboru byc z nim
    takim jakim jest i byc nieszczesliwa przez reszte zycia albo skonczyc to i byc
    nieszczesliwa przez miesiac czy rok. jezeli on sie nie zmieni.
    walcze ze soba zeby nie siegnac po telefon. wiesz co mi pomaga? jezeli
    przychodzi mi do glowy cos co bym chcaiala mu powiedziec albo wytlumaczyc
    zapisuje to na malej karteczce do notatek i chowam do koperty. jest juz calkiem
    gruba. moze mu ja dam za 2 m-ce a moze wyrzuce. ale pozwala mi to wyrzucic z
    glowy mysli i emocje. cos jak pamietnik. sprobuj.
    --
    dla kobiety przewidujecie jedną pozycję. horyzontalną.
  • Gość: Weronika IP: *.bredband.comhem.se 18.02.05, 13:47
    Mam sklonnosci do spotykania toksycznych partnerow.Bylo ich trzech na mojej drodze.
    Poczatki podobne jak u innych , 2-3 lata milosci, trzymania sie za raczke etc...
    Zawsze myslalam, ze to ten jedyny ten niepowtarzalny, bo oni sa tacy
    specyficzni, tacy bliscy , nie umiem tego okreslic.
    I nagle juz nie mozesz tej lapki wyrwac, kontrola nad wszystkim, nawet ile czasu
    spedzilam w sklepiku.
    Powolne dolowanie ; za gruba albo za chuda, piersi za male albo za obwisle itd
    ,itd. Zaczynasz w to wierzyc, twoja pewnosc siebie , twoja radosc zostaje
    zachwiana. Moze to ja robie bledy? Moze jestem za wyzywajaca, ze inni mezczyzni
    za mna sie ogladaj? Zaczynasz zamieniac sie w szara myszke. Juz nie slyszysz
    komplementow, zdaje ci sie ze na nie nie zasluzylas...
    Z tych trzech zwiazkow zostalam zdradzona i zostawiona , drugi zwiazek opuscilam
    sama, nauczona pierwszym ale ten trzeci nie chcialam dopuscic do siebie , ze
    znowu trafilam na takeigo samego typa mezczyzny. Zamykalam oczy na pewne fakta ,
    oszukiwalam sie, bylo nam przeciez tak dobrze, taka milosc zdarza sie raz na
    cale zycie. On tez tak mowil, ze my to juz do konca zycia. Zdradzil mnie
    obrzydliwie, dzis jestem mu wdzieczna za to , bo znow bylabym w toksycznym
    zwiazku i nie wiem czy dalabym rade sie z niego wydostac.
    To powolne , powolne drazenie i zabieranie ci pewnosci siebie, tak niezauwazalne
    dla ofiary. Jego nigdy nie zmienisz, to juz taka osobowosc. Natomiast siebie
    ratuj, bo mozna sie wyleczyc z tego uzaleznienia. Jestem uczuciowa,
    inteligientna kobieta, tylko za miekka i dla tego takie typy mnie szybko
    potrafia rozszyfrowac jako nastepna ofiare. Duzo czytalam na ten temat, mysle ,
    ze zrozumialam mechanizm mojego postepowania oraz postepowania toksycznych
    facetow. Pomalu dochodze do tego czego ja oczekuje od milosci. Uciekaj poki
    czas, radze ci. Zrob przerwe, chociaz on sie nie zmieni, bedzie tylko zmienial
    swoja osobowaoc (chwilowo)aby ciebi znow do siebie przyciagnac. Nie daj sie
    zlapac w pulapke. Czego ci zycze. Bo znam ten bol. 3 razy w toksycznym zwiazku!
    Ale nigdy wiecej!!!!
  • 18.02.05, 16:51
    Przyznaję bez bicia, że nie znam wszystkich odpowiedzi, ale...
    Po pierwsze powinnaś pójść do psychologa, bo z toksycznego związku nalezy
    leczyć się jak z uzależnienia. Jeden warunek musi to być ktoś sprawdzony, ktoś
    w średnim wieku (absolutnie nie młoda osoba po studiach) i najlepiej w jakimś
    większym ośrodku.
    Po drugie powinnaś zerwać wszelki kontakt z tym człowiekiem. To tak jak z
    paleniem papierosów, nie można przestać palić powoli, musisz odciąć się na amen
  • Gość: Emilka IP: *.chello.pl 18.02.05, 18:42
    i ja sie podpisuje pod tym watkiem, niestety:(
    zaczelo sie jak u wszystkich - milosc od pierwszego wejrzenia: zabojczo
    przystojny, inteligentny, starszy, a do tego taki kochany i romantyczny. Robil
    dla mnie wszystko, mieszkalismy 100 km od siebie, ale przyjezdzal kiedy
    chcialam, przytulal kiedy bylo mi zle, dzwonil powiedziec tylko, ze mnie
    kocha... byl taki delikatny we wszystkim co robil! w koncu stal sie calym moim
    swiatem, zaniedbalam przez niego przyjaciol i rodzine... Po okolo 1,5roku
    zwiazku zaczelo sie cos zmieniac, tak stopniowo stawal sie coraz
    bardziej "agresywny" (psychicznie)! Doszedl do wniosku, ze on juz dal z siebie
    bardzo duzo, teraz moze wymagac: mowil, ze lubi szczuplejsze - schudlam, mowil,
    ze lubi kobiecy styl - zaczelam kupowac buty na jeszcze wyzszym obcasie i
    krotkie spodnice, mowil, ze lubi domowe obiadki - trzeba bylo szybko wracac do
    domu i robic obiad,itd. Chodzil na imprezy z kolegami i dzwonil w srodku nocy,
    zeby po niego przyjechac, bo wypil kilka piw i nie moze prowadzic, ale ja na
    imprezy sama nie chodzilam, bo to mu sie nie podobalo. Pozniej juz nawet za
    reke moglam go trzymac tylko wtedy kiedy on mial na to ochote!Zgadzalam sie na
    wszystko, robilam to co mu sie podoba zapominajac o wlasnych potrzebach! Kiedys
    kolega powiedzial: "jestes ladna, nie glupia, a zachowujesz sie jak arabska
    zona, nie daj sie tak wykorzystywac!". Mial racje! Nie bylo tygodnia, zebym nie
    plakala przez niego! Ale... mialam to na wlasne zyczenie! Konczylam ten zwiazek
    kilka razy, ale wystarczylo, ze on zadzwonil i powiedzial przepraszam i
    wszystko bylo ok. W koncu rodzice pomogli mi to skonczyc: zaproponowali, zebym
    wyjechala na pol roku na kurs jezykowy. Posluchalam, zerwalam i wyjechalam, nie
    bylo latwo, bo caly czas za nim tesknilam, ale czas robi swoje. Od tamtego
    czasu minely dwa lata i dopiero niedawno zdalam sobie sprawe, ze ten zwiazek
    mnie wyniszczal od srodka! to jest jak narkotyk i trzeba ostro dzialac, bo
    inaczej bedzie sie w tym tkwic i cierpiec!
  • 19.02.05, 15:03
    Moja bliska kolezanka jest w bardzo podobnej sytuacji jak ty..To przykre, ale
    przez tego drania juz nawet przestalysmy ze soba rozmawiac tak czesto jak
    kiedys, ona stracila kontakt ze wszystkimi swoimi znajomymi, zaslepila sie
    tak,ze juz nawet przestalam ja rozpoznawac.. Kazdy powtarzal jej- dziewczyno,
    czy ty nie widzisz co on z toba robi, czy ty siebie nie szanujesz?? Ale ona
    jakby nie sluchala, wciaz go usprawiedliwiala, a nawet winila siebie...Wiesz,
    przykro jest sluchac jej zali, jej narzekan, patrzec wciaz na jej lzy,kiedy on
    np.mowi jej, zeby nie jadla slodyczy bo bedzie gruba, albo ze jest gruba,wiec
    niech sie odchudzi(przy okazji- jest zgrabna i szczupla laska!!).Ten facet
    powie,a nawet zrobi wszystko,zeby ona zle sie czula,niszczy jej psychike, a ona
    sie na to godzi..
    Nigdy nie bylam z takim facetem,ale moge sobie wyobrazic jak jest tobie
    ciezko.I pewnie jestes jak ta moja kolezanka,ze wszyscy dookola mowia
    tobie"zerwij z draniem",a ty na to "wiem ,ze powinnam, ale nie mam
    sily."...Znajdz ta sile, bo ten facet juz sie nie zmieni, przestan wierzyc w
    cuda i otworz oczy,bo inaczej zmarnujesz sobie zycie, a czy warto potem
    zalowac?..Zycie mamy tylko jedno...

    powodzenia,prosze pomysl o tym!
  • 19.02.05, 16:33
    Wiesz co wlasciwie nie wiem co napisac...robie to dlatego ze jak przeczytalam
    to co napisalas to przez chwile zastanawilam sie czy to oby nie ja pisalam. Tez
    bylam w toksycznym zwiazku i tez zdawalam sobie z tego sprawe i tez trwalo to 3
    lata i tez mnie totalnie wykanczalo i wszyscy mi to mowili, ale uczucie bylo
    silniejsze. I staralam sie walczyc zeby bylo dobrze. Ale od 3 miesisy patrze na
    to z boku. I to wcale nie ja tego chcialam. Ale najbardziej przykre jest to ze
    na koniec uslyszalam bardzo duzo przykrych rzeczy. Ale mnie nigdy samotnosc nie
    przerazala tylko zycie bez tego chlopca. Wiec jesli tylko boisz sie samotnosci
    to uwierz prosze ze z pewnoscia nie bedzie Ci doskwierac. Przekonasz sie ze
    masz wielu przyjaciol dookola i oni z pewnością Ci pomoga i zaopiekuja sie
    Tobą. Trzymaj sie cieplutko!!
  • 11.03.05, 19:14
    Pisaliście już o tym dawno. Ja też tkwię w takim związku od 4 lat. Do tego mamy
    dziecko. Chcę tylko dodać, że nie zawsze facet mówi przykre rzeczy typu odchudź
    się itd. U mnie tak nie ma tzn owszem słyszę że jestem głupia i wiele wiele
    różnych złych rzeczy na swój temat. Ale słyszę też że jestem najbardziej sexy
    ze wszystkich dziewczyn. Że jestem zaradna itp itd. Ale u mnie to jest tak:
    boję się odezwać bo zaraz jest kontra w agresywny sposób, krzyczy, przeklina.
    Nie można mu nic odmówić. Nie można nic podważyć. Nie można wyrazić własnego
    zdania. Jest totalnym egocentrykiem. Jak są sukcesy - jest pierwszy. Jak
    porażki - to w ogóle go w tym miejscu nie było. Zawsze wygrywa. Nie mówię już o
    czułości - zapomnijcie. A później mówi że to ja krzyczę, wyzywam i przeklinam i
    że gdyby nie to - to on by nie wybuchał tak. Ma na mnie ogromny wpływ - zresztą
    na wielu ludzi. Potrafi być czarujący. Jest świetnym manipulantem. Tak jak
    piszecie w swoich wypowiedziach. Najpierw dostaję smsa z przeprosinami, później
    z groźbami, później z wyzwiskami i znowu przeprosiny. NAjgorsze jest to że
    pomału stałam się taka jak on. Wystarczy iskierka a wybucham. Oboje mamy na
    siebie destrukcyjny wpływ. A też nie jestem łatwa we współżyciu. Nie jestem
    typem posłusznej blondynki. Czasami mam ochotę zrobić coś bardzo złego. Pół
    roku temu dałam mu ostatnią szansę poszliśmy na terapię. Nic z tego nie
    wynikło. No tylko dla mnie - udaje mi się powstrzymać agresję - przynajmniej
    fizyczną. Nie chcę stać się taka jak on. Ale zniszczyło mnie to tak że stałam
    się bardzo wyrachowana. Teraz planuję odejście. Załatwiam wszystkie "sprawy" :)
    Na szczęście akurat jemu nie udało się wmówić mi głupoty. I ważne - dotarło do
    mnie że go nie kocham. Wiem ile jestem warta i na co mnie stać ... i tu pojawia
    się problem. Co z tego - jak i tak będzie mi bardzo ciężko się rozstać. Bo on
    potrafi się tak "starać" na zawołanie, że łamie każdego. Ale dam radę bo coraz
    bardziej jestem obojętna na niego w ogóle. Może to jeszcze potrwa i znajdę
    jeszcze jakieś różne wytłumaczenia ... Moim zdaniem każdy człowiek osiąga w
    końcu jakieś extremum którego nie jest w stanie znieść, wybucha w różny sposób -
    wiem już że żadnej głupoty nie zrobię więc może być tylko lepiej. Życzę
    wszystkim mającym ten problem żeby zastanowili się po pierwsze czy to jest
    miłość - czy jesteś w stanie stanąć na środku miasta i krzyczeń kocham swojego
    chłopaka. Po drugie postaw się w sytuacji: on prosi mnie o rękę godzę się czy
    nie - jak jest w związku wszystko ok i jest miłośc to odp jest bardzo szybka i
    prosta jak zaczniesz się zastanawiać to ...? Po trzecie: czy seks z tym kimś
    sprawia ci przyjemność? Jak sobie odpowiesz będziesz wiedziała / wiedział czy
    kochasz. A jak stwierdzisz że nie kochasz a zapewniam Was że tak jest w takich
    związkach - to jest 99% do wyjścia z sytuacji. 1% to Twoja silna wola
    absolutnego zakazu spotykania się z nim/nią. Będzie ciężko, później będzie
    łatwiej i znowu po roku ciężko bo poczujesz się samotny/ samotna a później już
    z górki. I będzie super super super. Przepraszam za długość moich wywodów ale
    chyba musiałam komuś to powiedzieć może pomagając komuś pomożemy i sobie :)
    Trzymam kciuki
  • 10.05.05, 17:58
    MOJA DROGA WEŹ SIĘ W GARSŚĆ.PRZEANALIZUJ WSZYSTKIE PLUSY I MINUSY SWOJEGO
    ZWIAZKU,ODEJŚĆ JEST TRUDNO,ALE TKWIĆ W BAGNIE TO ISTNE SAMOBÓJSTWO.JESTEŚ
    MŁODA,A ŻYCIE TAK UCIEKA PRZEZ PALCE.GORZEJ BĘDZIE JEŚLI OBUDZISZ SIĘ TKWIĄC
    PRZY CZŁOWIEKU ,PRZY KTÓRYM SIĘ SPALASZ ,NIŻ OBUDZIĆ MIAŁABY CIĘ
    SAMOTNOŚĆ.ZAPEWNE JESTEŚ WARTOŚCIOWĄ OSOBĄ I RYCHŁO POZNASZ OSOBĘ ,Z KTÓRĄ
    ODNAJDZIESZ SZCZĘŚCIE I RADOŚĆ,OSOBĘ KTÓRA BEDZIE CIĘ SZANOWAŁA,DOCENIAŁA
    KOCHAŁA,KTÓRA ZATRACI SIĘ W TOBIE NAJMOCNIEJ JAK POTRAFI, OSOBĘ KTÓRA BĘDZIE
    FAWORYZOWAŁA TWOJE JA.OTWÓRZ SIĘ NA RADOŚĆ,ZACZNIJ NOWE ŻYCIE,PRZYGARNIJ DO
    SIEBIE SZCZĘŚCIE-BO JEST GDZIEŚ BLIZKO.BĄDŹ GÓRĄ-TO TY WYBIERAJ.POZDRAWIAM CIĘ
    BARDZO GORĄCO ,BĄDŹ SILNĄ DZIEWCZYNKĄ.PA.PA :))
  • 10.05.05, 22:53
    Polecam książkę Susan Forward"Dlaczego on nie kocha,a ona za nim
    szaleje"powinna Ci pomóc!Pozdrawiam
  • 11.05.05, 15:03
    Jak ja świetnie Cię rozumie...
    Opisze Ci swój związek i mam nadzieję,że po nim będziesz wiedziała co zrobić .
    Miałam 17 lat kiedy zaczełam z nim chodzić,lubiałam go jako sąsiada nic poza
    tym.I...związałam sie z nim a stało sie to dlatego,że potrzebowałam przyjaciela
    po ty by zapomnieć o mojej jedynej miłości z którą pół roku wcześnij musiałam
    się rozstać(byłam nieletnia a rodzice byli przeciwni)A wiec ten niby mój
    przyjaciel był ode mnie o 16 lat starszy-sporo.Już po trzech miesiącach
    wiedziałam ,że nie chce z nim byc ,ale nie rozumiałam dlaczego nie mam siły z
    nim sie rozstać.Zaczęłam sięgac po literature z psychologi i...dowiedziałam
    sie ,że jest cos takiego jak toksyczny związek.Przez pięć lat meczyłam się z
    tym uczuciem ,wmawiałam sobie ,że go kocham ,że to jest docieranie ,że różnie
    bywa w związku -są wzloty i upadki,ale nie ,tego nie można było do niczego
    przykleić.Następnie po kłótni z rodzicami wyprowadziłam sie własnie do
    niego ,zaszłam w ciąże i nagle znalazłam siłe by odejść.
    Napisałam to w wielikim skrócie ,ale pomyśl dobrze ja potrzebowałam kogos w tym
    przypadku dziecka by zrozumieć ,że nie będę ofiarą ,że nie dam soba pomiatać,że
    stac mnie prawdziwego mężczyzne takiego którego obdarze wielkim uczuciem a
    przedewszystkim prawdziwym.Teraz jestem z moja dawna miłością i napewno stałam
    się przez to silniejsza ,ale konsekwencje za sobą tez to zdarzenie pociagneło a
    mianowicie-mam dziecko z pierwzego małżeństwa i tylko to jest cudowne ,ale
    ciągle jest on w tle i zawsze sie będę musiała z nim widzieć -koszmar powraca
    raz w tygodniu
    Moja rada odejdz ,bo i tak to zrobisz tyle ,że ten czyn pociagnie za soba
    konsekwencje -zrób to jeszcze dziś.Powaga ,nie bój się .wierz mi jest łatwiej -
    słońce jaśniej świeci a trawa jest zieleńsza.

    Pozdrawiam i bądź silna .Wykop goze swojego życia za nim Cie zniszczy do końca.

    Do tej pory uważałam ,że nigdy bym nie mogła nikomy doradzić tego by od kogoś
    odszedł ,ale w tym przypadku ...doskonale Cie rozumie -ja bym go zostawiła
    jeszcze dziś-on sobie kogos znajdzie a ty jak zostaniesz w tym zwiazku
    zmarniejesz ,staniesz sie cieniem.
    Jeszcze raz pozdrawiam!
  • 12.05.05, 10:55
    Dziewczyno, jest tylko jedno wyjscie. Sama szarpalam sie przez 2 lata -
    odejscia, powroty, zapewnienia o uczuciu i ze wszystko sie zmieni, wywolywanie
    we mnie poczucia winy i wstydu, ze daje tak soba pomiatac. Jednego dnia po
    prostu powiedzialam, ze to koniec. Ale trzeba spalic mosty, wszystkie... nie dac
    mu zadnej okazji do tlumaczenia, namawiania. Nie odbierac telefonow, palic listy
    BEZ CZYTANIA, kasowac maile, rowniez bez czytania, nie spotykac sie z ludzmi z
    jego otoczenia, pochowac lub wyrzucic rzeczy kojarzace sie z nim. Dobrze jest
    miec przyjaciol, ktorzy cie wespra. Najgorszy jest poczatek...
    Gdy nachodzi cie ochota zadzwonic do niego mysl dlaczego podjelas decyzje o
    odejsciu, przypomnij sobie jak sie czulas kiedy cie zle potraktowal itp.
    Ja sie w taki sposob uwolnilam od mojego "prywatnego piekielka" .
  • 13.05.05, 14:01
    Bylam w toksycznym zwiazku...TAK BYLAM UZALEZNIONA OD FACETA, KTORY MNIE NIE
    KOCHAL...jak sobie poradzilam...potraktowalam to jak nalog...krok
    pierwszy:znajdz sobie zajecie, ktore bedzie absorbowac duzo twojego
    czasu...krok drugi:rzuc sie w wir zycia towarzyskiego (ja mscilam sie na
    wszystkich innych facetach...niszczylam ich uczucia-nie polecam)krok
    trzeci:postaraj sie widywac go coraz rzadziej nawet jesli ten czas "pusty"bez
    niego mial bardzo bolec
    a na samym poczatku wyrycz sie porzadnie ...sprobuj okreslic dlaczego ci jest
    tak zle ...a potem poglaszcz sie jak male dziecko i powiedz do siebie"nie boj
    sie, nie pozwole cie juz skrzywdzic" i to zdanie niech stanie sie twoja
    mantra...kiedy bedziesz stosowac to co napisalam, kiedy w koncu odejdziesz od
    niego , kiedy go zobaczysz z inna i kiedy spotkasz inna milosc tym razem
    prawdziwa...POWODZENIA z toksycznego zwiazku mozna wyjsc jak z nalogu...ale
    uwazaj bo sklonnosc do nich niestwty zostaje jak alkocholizm na cale zycie...ja
    wyszlam z tego i zyje juz 6 lat w szczesliwym, wspanialym zwiazku i jestem
    wolna i kochana...

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.