Dodaj do ulubionych

Randkowe wpadki

15.01.06, 23:56
Zainspirowana watkiem Aishy chcialam zapytac jakie kto mial wpadki na randce??

Ja na poczatku randek z moim Ukochanym bylam taka zaaferowana nim,ze
dosiadlam sie do innego stolika,zaczelam costam gadac,plesc trzy po trzy.A
moj Ukochany patrzyl na mnie i smial sie pod nosem:)A jeszcze innym razem jak
bylismy na basenie wsiadalam do auta czytajac smsa od jego siostry.Wsiadlam z
przodu,zapinam pasy,czytam tego smsa,smieje sie,jakies glupie podtexty
robie,seksualne oczywiscie.Patrze a to nie to auto,nie ten facet,i co
najciekawsze wepchenalm sie do fotekila dzieciecego takiego siedziska dla
starszakow:)Wtedy myslalam,ze moj Ukochany zostawi taka ciamajde i sierote
jak ja:)Ale zostal i cierpliwie znosi moje roztargnienie.Ooo i mi sie
przypomnialo kiedys w panice ze sie spoznie zalozylam dwa rozne buty:)
--
Puchatek spojrzał na obydwie łapki. Wiedział, że jedna z nich jest prawa i
wiedział jeszcze, że kiedy już się ustaliło, która z nich jest prawa, to
druga była lewą, ale nigdy nie wiedział, jak zacząć
Edytor zaawansowany
  • tracja4 16.01.06, 00:07
    Umowilam sie z facetem poznanym przypadkiem na ulicy:) Nie wiedzialam ile ma
    lat, byl wyzszy, wygladal na conajmniej moj (tamtejszy) wiek - ja mialam 18,
    jak sie okazalo na randce on mial... 14!!! Nigdy bym nie pomyslala! Jak to
    uslyszalam, to przez cale spotkanie zastanawialam sie, kiedy zacznie gadac o
    harrym poterze. W koncu zaczął:)))
  • khaki3 16.01.06, 00:10
    Hahah gratuluje!Wygralas w konkursie tandetnych randek:p
    --
    Puchatek spojrzał na obydwie łapki. Wiedział, że jedna z nich jest prawa i
    wiedział jeszcze, że kiedy już się ustaliło, która z nich jest prawa, to druga
    była lewą, ale nigdy nie wiedział, jak zacząć
  • aureliana 16.01.06, 00:50
    no przeca ta randka nie byla wlasnie tandetna;)
    --
    glosna muzyka, ale calkiem do dupy
  • zwierzak1980 16.01.06, 15:42
    A Ty w wieku 18 lat miałaś poważniejsze tematy niż makijaż, psiapsiółki itp? ;-)

    Wolę Pottera. ;-)
  • baba67 16.01.06, 21:02

    -- Jak Ty musialas mlodo wygladac...Bosh
    Nie bierzcie życia tak poważnie
    i tak nie wyjdziecie z niego żywi.
  • achgalina 16.01.06, 16:01
    ej, ja mam 26 lat i tez gadam o harrym potterze i nie widze w tym nic
    dziwnego ;P ,, i nie odstraszyło to mojego mężczyzny kiedy mnie poznał ;) hehe
    pzdr
  • zwierzak1980 16.01.06, 16:05
    To super! Temat jest bez znaczenia - liczy się sposób mówienia.
    A tu widzę, jak w liceum, jak ktoś lubi Britney, to jest smieszny.
  • onlyju 16.01.06, 00:19
    Znajomy umówil się z dziewczyną, która stwierdzila, że zapomniala o wizycie u
    lekarza, więc poszli, myslal, ze to potrwa chwilę, poszli do jakiegoś
    obsukrnego ZOZu, usiedli w kolejce na twardych krzeslach i siedzieli prawie
    dwie godziny o suchym pysku, bo dziewczę - by pokazac dobre serce i nie
    przerywac rozmowy - przepuscilo 5 babć i matkę z dzieckiem. Facet po tej randce
    zachorowal na grypę, olal ją, bo po wyjściu z ZOZu zaproponowala lazenie po
    sklepach, akurat musiala sobie kupić nowe jeansy. Na jego propozycje: obiadu,
    kawy, coli nie reagowala, nie dalo jej się niczego wyperswadować, bo uslyszala
    od kogoś, ze facet lubi konkretne kobiety z inicjatywą... No to wzięla sprawy w
    swoje ręce...
  • hymen 16.01.06, 09:22
    Kiedy nie przyszła.
  • megagostek 16.01.06, 15:03
    Umówilem sie kiedys z fajna a na dodatek ladna dziewczyna, rzadko mi sie to
    zdarza i na dodatek obyty w knajpkach nie bylem. Siadamy w knajpce pytam czego
    się laska napije - ona ,że Martini z pianką i cytryną , wiec mówie barmance że
    chcę martini z pianką i cytryna - barmanka zrobila wielkie oczy i powtarzam
    jescze raz martini z pianka i cytryna, ona na to ze nie ma czegos takiego, ale
    spojrzalem za nią na półkę na ktorej stoi Martini Bianco, w tej o to chwili
    dopiero zakumałem że moja randkowiczka nie chciala niczego z pianką tylko
    bianko, a moj sluch w gwarze knajpki nieco zawiódł.
    --
    Wincenty Hamulecki
  • seeebi 19.01.06, 18:14
    to chyba dziewczyna sluchajac co dla niej zamawiasz miala niezly ubaw;)
  • agata206 16.01.06, 09:29
    coz mam powiedziec dziewczyny, uczymy sie na bledach;)) ale watek z 14 latkiem
    to napewno na dlugo zostanie w pamieci;) a co do mnie to hmm przyznaje mialam
    pare spotkan internetowych(po dluzszej rozmowie) ale raz spotkalam sie od razu i
    to byl moj blad;) Facet okazal sie hmm...delikatnie mowiac niewypalem;) mowil
    tylko o sobie i o komputerach. ja nie moglam nic powiedziec (bo sie na komp nie
    znam to raz a dwa nawet jak bym cos tam wiedziala nie bylo mozliwosci wlaczenia
    sie do rozmowy) mowil o tym ze gra na organach;) po 30 min ucieklam;) kandydat
    bardzo ale to bardzo odbiegal od mojej wizji faceta a uwierzcie duzych wymagan
    to ja nie mam, ale ten facet bil wszystkich na glowy;)
  • alpepe 16.01.06, 09:34
    może tem faciowi akurat powiedzieli, ze jest mrukiem, to się sprężył i rozgadał :-)
  • unmasked1 16.01.06, 09:42
    Wykazywała duże zainteresownia moją skromną osobą, dał numer telefonu i
    oczywiście się umówiła. Śpiesząc na randkę odpuściłem obowiązki, dwa razy
    przejechałem na czerwonym świetle, zlał mnie deszcz... a ona nie przyszła.
    Telefonu nie odbierała. Po paru dniach otrzymałem od niej SMS, w którym
    lakkonicznie napisała, że nie mogła przyjść i mnie pozdrawia (sic!). No i co ja
    mam myśleć o kobietach? Dwudziestolatka o mentalności trzynastolatki...
  • krecilapka 17.01.06, 11:02
    tylko najpierw oblukala Ciebie z daleka i sobie odpuscila. Cwane kobiety tak robia.
  • voker 17.01.06, 11:16
    krecilapka napisał:

    > Cwane kobiety tak robia.
    Raczej purchawki
  • unmasked1 18.01.06, 08:46
    Nie ma większej bzdury niż umawianie się via Internet...
  • malenka 12.04.06, 10:14
    unmasked1 napisał:

    > Nie ma większej bzdury niż umawianie się via Internet...

    Dlaczego? Co w tym złego?
    --
    Idźcie do nieba | Jeśli jest Bóg | Spójrzcie niech zna On wasz ból | Bądźcie
    zbawieni Wolni od trosk | Wasz jest ten świat
  • maja167 20.07.06, 10:04
    uuuu...straszna jedza...hahahahha...ja tak wystawiac nie potrafie do
    wiatru...ale moze cos jej wypadlo?np...nie zdazyla sobie tipsa
    przykleic..niektore lalunie tak maja...nie zalamuj sie nie wszystkie kobiety
    takie sa...pozdrawiam!:)
  • emae 16.01.06, 10:13
    To było gdzieś półtora roku temu. Poznałam fajnego chłopaka, on oczywiście
    "kocha do szaleństwa" po pierwszej randce, ja ostrożna, ale zauroczona. Już po
    jakims miesiącu znajomości, umówiliśmy się na czternastą. Pech chciał, że
    spóźniłam się 20 minut, niestety mam dużą skłonność do spóźnialstwa. Jego nie
    było, no to poszłam do domu, cokolwiek przygnębiona. Następnego dnia telefon, on
    wściekły: "Czy mogłabyś mi to jakoś wyjaśnić?!". Ja mu na to, że byłam. On pyta,
    o której, to się przyznałam do spóźnienia. To on: "Ja byłem o wpół do, nie
    mogłaś chwilę poczekać?"
    Oczywiscie następnej randki nie było... :)
  • dirgone 16.01.06, 11:26
    Byłam wtedy w ostatniej klasie liceum. Umówiłam się z chłopakiem, którego
    poznałam na imprezie. Zaprosił mnie na piwo. Był grudzień, mnóstwo śniegu,
    straszny mróz. Przyszedł w czapce św. Mikołaja (nie cierpię takich czapek).
    Zamiast do jakiejś knajpki zaszliśmy do sklepu i on kupił dwa zimne piwa w
    butelkach. No cóż, to on mnie zaprosił, więc randka była na jego warunkach.
    Usiedliśmy na huśtawkach na przedszkolnym placu zabaw. Gdy powoli zamarzałam,
    on ciągnął monolog, jaki to z niego super facet, jakie ma możliwości rozwoju w
    firmie, w której pracuje (okazało sie, że juz skończył szkołę, ale bez matury i
    pracuje w firmie ochroniarskiej), jak często ma kontakt z olbrzymimi sumami
    pięniedzy, bo zdarza mu się coś konwojować. Rozłożył mnie tekstem, że
    przeczytał w życiu tylko jedną książkę - był to jakiś Harlekin w szpitalu.
    Oczywiście mówił to z olbrzymią dumą. Po dwóch godzinach, kiedy nie miałam już
    siły nawet otworzyć zamarzniętych ust, randka się skończyła. Nie odprowadził
    mnie do domu, bo uznał, że mu za zimno. Kiedy zaprosił mnie telefonicznie na
    następną randkę (bo fajnie się ze mną gada), a ja odmówiłam, przestał mi
    mówić "cześć" na ulicy.
  • starawyjadaczka 16.01.06, 11:38
    skads to znam. moj maz mial takiego kolege ze studiow. nie widzieli sie kilka
    lat, az w koncu postanowili sie spotkac, my i on z dziewczyna. poszlismy do
    pubu ale kolega po przejrzeniu menu stwierdził, ze nie zaplaci tyle za piwo,
    bo w sklepie taniej. nas zatkalo, chociaz bardziej mnie, bo moj maz opowiadal
    mi , jaki z kolegi sknera. wiec poszlismy sie przejsc. Mialam juz dosc
    spotkania, kiedy kolega wszedl do sklepu, kupil piwo, najtansze chrupki flipsy
    dla siebie i dziewczyny i zaproponowal nam lawke w parku. Spotkalismy sie
    pozniej jeszcze tylko raz, u niego w domu. Wyjal wtedy wino musujace i
    opowiadal, jak tanio udalo mu sie je kupic.
    --
    liść klonowy opada, pokazuje przód, pokazuje tył

    obiadki.prv.pl/
  • neder 16.01.06, 23:14
    > Rozłożył mnie tekstem, że
    > przeczytał w życiu tylko jedną książkę - był to jakiś Harlekin w szpitalu.


    chyba spotykałyśmy się z tym samym facetem ;P


    --
    pzdr
  • dirgone 16.01.06, 11:34
    I jeszcze jedna randka.
    To było już na studiach. Umówiłam się z facetem poznanym w klubie. Znów była
    zima. Zaprosił mnie na grzane wino do bardzo fajnej knajpki. Myślę, że tylko
    dzięki dużej ilości tego wina nie uciekłam z krzykiem. Facet przez bite kilka
    godzin opowiadał o swojej byłej dziewczynie, jak to go rzuciła i jak on
    strasznie cierpi. Powiedział, że leczy się po tym psychiatrycznie i nie może
    pić alkoholu (nie pił), bo jest na silnych lekach (ostra depresja i skłonności
    samobójcze). Jednocześnie utwierdzał mnie, że jestem idealna kandydatką na jego
    następna dziewczynę. Randka wypadła przed samymi świętami Bożego Narodzenia,
    więc zaraz po niej wyjechałam do rodziców). Dzwonił do mnie po kilka razy
    dziennie, a ja nie miałam siły tego skończyć, bo bałam sie, że będę go miała na
    sumieniu (na koniec randki powiedział, że "rozmowa" ze mną bardzo mu pomogła).
    Ostatni raz rozmawiałam z nim przed samym Sylwestrem - potem już nigdy się nie
    odezwał. Nie mam szans się dowiedzieć, co się z nim stało.
  • paulus48 16.01.06, 15:06
    Moja historia jest bardzo podobna. Druga randka, byliśmy umówieni na 14:30. Nie
    ma jej przez 25 minut, to wróiciłem do akademika, czując się wystawiony.
    Niestety wiedziałem tylko jak ma na imie, wprawdzie na pierwszej zagadnełem o
    telefon ("-Masz telefon?" "-Mam" :) ). Na szczęście dałem jej swój e-mail.
    Okazało się, że ona myślała, że jesteśmy umówieni na 15:00. Po dwudziestu
    minutach poszła do domu, również czując się jak wystawiona osoba. Na szczęście
    następnego dnia skorzystała z maila i wysłała mi swój numer telefonu, a ja
    zadzwoniłem. Wyjaśniliśmy sobie wszystko i dziś jeteśmy małżeńśtwem.
    Nieporozumienia nadal się nam zdarzają:)
  • norka123 16.01.06, 23:35
    Jak ja nie lubię, jak ktoś jest niepunktualny... Tak apropo ;)
  • starawyjadaczka 16.01.06, 11:31
    pierwsza randka z moim obecnym mezem to byly jaja. cos takiego mi sie jeszcze
    nie zdarzylo. najpierw zostawiłam pod stołem w pubie w ktorym wypilismy drinka -
    nowo zakupiona bluzke. Bieglismy pozniej po nia az spod dworca PKP. jak juz ja
    odnalezlismy pod tym stolikiem i z powrotem pobieglismy na dworzec- pociag juz
    mial wjezdzac na peron, a mi urwał sie obcas od buta :DD Wiec moj mąż (wtedy
    jeszcze chlopak) polecial po KROPELKE. Obcas przyklejalismy na peronie, kiedy
    pociag juz wjezdzal, a dociskałam go (obcas oczywiscie, nie meza )na stopniu
    pociągu :)
    --
    liść klonowy opada, pokazuje przód, pokazuje tył

    obiadki.prv.pl/
  • lilarose 16.01.06, 11:47
    Początki zwiazku, totalna fascynacja, poznawanie sie, odkrywanie się coraz
    bardziej...tego dnia poszlismy na obiad do eleganckiej restauracji na Starówce.
    A ja chyba wcześniej zjadłam cos nieświeżego, bo dostałam silnej niedyspozycji
    żółądkowej! Zamiast romantycznego siedzenia i patrzenia sobie czule w oczy,
    bylo moje nieustanne bieganie do restauracyjnej łazienku i czułe obejmowanie
    muszli klozetowej...Na nieszczęscie scianki łazienki były cieniutkie i
    wszystkie odgłosy było doskonale słychać w całej restauracji...słyszał je mój
    chłopak i inni goście, którzy patrzyli z obrzydzeniem...ale kicha! Na szczęscie
    on zachował się fantastycznie, zamówił mi mocna herbate, troskliwie się mna
    zaopiekował i odstawił do domu. Od tamtej pory jeszcze bardziej się w nim
    zakochałam.
  • biljana 16.01.06, 11:51
    moja najgorsza randka: umowilam sie z facetem w pubie. on mi zamowil duze piwo,
    nie pytajac nawet czy mam ochote na piwo i czy napewno na duze;)) potem gadal o
    swoej pracy. opowiedzial mi ile zarabia i zapytal mnie o to samo!!! a pozniej
    zadzwonil jego telefon wiec on bez skrempowania rozmawial. jakies 10 minut!!!!
    poszlam sobie;))) byl bardzo zdziwiony:)
  • black_magic_women 16.01.06, 11:54
    spoznilam sie ponad godzine,a on czekal,tylko roza mu zwiedla;)
    --
    "Róża jest róża,jest różą,jest różą"G.S
  • his_girl 27.01.06, 19:55
    Czekał godzinę? ;) Nienormalny jakiś ;)
  • emmapeel 16.01.06, 15:12
    Ja pamiętam pierwszą randkę z moim chłopakiem. Był poczatek lutego, zimno,
    mnóstwo śniegu... Umówiliśmy się na spacer po warszawskim zoo. Pomyślałam, że
    kupię dla nas pączki, bo pewnie będziemy chwilek parę chodzić... a oboje
    lubiliśmy pączki, więc pomyślałam, że tak będzie sympatycznie. On bronił się
    jak mógł przed konsumpcją, ale skapitulował. Zjadł pączka. Po zoo, trafiliśmy
    na starówkę, a potem do niego na wolę...spacerowaliśmy dobre 4 godzinki.
    Półtora roku później dowiedziałam się, że tamtego lutowego poranka po zjedzeniu
    jajecznicy miał pewne sensacje żołądkowe, i do dziś mam wyrzuty sumienia, że
    wmusiłam w niego tego pączka. Od tamtego czasu minęły prawie trzy latka, na
    szczęście nadal lubimy pączki, ale za to mój chłopak od tamtego dnia nie je
    jajecznicy:)
  • lilith_18 16.01.06, 12:18
    Taa ja się spotkałam przez internet z takim jednym. Wydawał się miły.
    Najpierw już na dzień dobry zaczął mnie zanudzać swoim życiem osobistym,
    poszliśmy na spacer a upał był koszmarny. Ciągle gapił się na moje cycki (a nie
    są wcale duże) i opowiadał totalnie nieśmieszne dowcipy po czym sam się z nich
    śmiał (ja wtórowałam słabiutkim hehe). Potem się nagle odwrócił i zaczął mnie
    całować wsadzając język do gardła. Niestety z asertywnością u mnie kiepsko więc
    tylko się lekko odsunęłam, a trzeba było dać mu w pysk od razu. Potem poszliśmy
    do kina na całkowicie nieśmieszną komedię. Już na trailerach zaczął mówić "o na
    to pójdziemy, o na to też, musimy koniecznie na to pójść" A ja sobie wtedy
    myślałam.. jakie MY?? Na każdym nudnym gagu w filmie, on kładł mi się na
    ramieniu i płakał ze smiechu, łapiąc mnie za rękę. Tragedia.
    Po wyjściu chciałam mu dać delikatnie do zrozumienia żeby się odczepił, ale on
    koniecznie musiał odprowadzić mnie na przystanek autobusowy. Próbował mnie
    pocałować, ale tym razem byłam czujna i się odsunęłam.
    Po powrocie do domu definitywnie zerwałam tą znajomość poprzez maila. Odpisał że
    mu przykro, bo myslał że zaiskrzyło (sic!).
    Koszmar
  • tajraga 16.01.06, 16:19
    Mnie zaprosil chlopak do kina. Przy kasie okazalo sie, ze nie ma pieniedzy i byloby super jakbym mu pozyczyla. Do dzis nie zobaczylam pieniedzy :/
    (Oczywiscie nie zamierzam robic "powtorki z rozrywki" ale kase byloby milo zobaczyc ;))
  • pawel949 16.01.06, 19:34
    no patent tego kolesia podoba mi się... choć słynny Kalibabka siękał wiekszej
    kasy...
  • wolverinex 16.01.06, 12:23
    www.atenavarsovia.sympatia.pl/
    Przyslala mi smsa o 4:37 (sic!) z zapytaniem, co tam z nasza randka. Nie
    zrugalem s...ki, bo nie jestem msciwy. Umowilem sie na spotkanie. Zadzwonilem,
    ale okazalo sie, ze terminy nam sie nie pokrywaja. Na stwierdzenie, ze w srodku
    dnia pracuje oswiadczyla, ze "mam w pie... Kolejnego dnia, jak juz
    ustalilismy termin, zadzwonilem z rana potwierdzic (zawsze tak robie), to nie
    wiedziala, kto dzwoni...
    Umowilismy sie na 19:00 (CET - czasu sr.europ.). Stawilem sie na miejsce 5 minut
    wczesniej i dzwonie, zeby powiedziec, ze jestem. A ta ci...a mowi, ze calkiem o
    mnie zapomniala (sic!!!!). Kazala czekac w knajpie i zebym dal jej kilka minut.
    Wiedziony instynktem pytam - ile to jest kilka minut? - Pol godziny... Pol
    godziny to kilkadziesiat minut. 30 dokladnie. Czekalem 45... w sumie nie
    powinienem, ale mam dosc klasy, zeby wyslac smsa, ze mi cos wypadlo i nie moglem
    dluzej.
    Jak to ktos juz stwierdzil, 28 lat a mentalnosc trzylatki.
    Powodzenia panowie, takie przezycia tez sie przydaja.
  • voker 16.01.06, 12:39
    Czy moglo byc tak, ze zdala sobie sprawe, ze zrobila idiotke z siebie, a potem "mscila sie" sie na Tobie? One mysla, ze spoznienia dodaja im uroku... %-)
  • dorota751 16.01.06, 12:46
    ... wyglądała podobnie jak jednej z poprzedniczek. Pojechaliśmy na jakąś
    imprezę w plenerze. Na dzień dobry kupił ogromną Coca colę, potem chodził i
    niebardzo wiedział co z nią zrobić bo pić już nie miał siły. Ja natomiast
    połaszczyłam się na gofra. Niby smaczny, ale prosto z imprezy pojechaliśmy do
    lasu... i wcale nie na małe co nieco, ale poprostu musiałam... no wiecie. Nie
    było muszli klozetowej z którą mogłam się "poprzytulać" a jedynie brzoza. Do
    tej pory mi przypomina, że już na pierwszej randce wyciągnęłam go do lasu.
  • badjuk 16.01.06, 13:04
    Kiedyś to było pod koniec szkoły średniej umów3iłem się z koleżanką z tejże
    szkoły, wydawała się miła, rozgarnięta i niebrzydka. Owao spotkanie wyglądało
    tak że ona skrzeczała jak kosiarka do trawy niedopuszczając mnie do słowa,
    miałem jedynie możliwość kiwania głową i bąkania czegoś w stylu: "acha", "no
    tak", "mmh"-Katastrofa!
  • voker 16.01.06, 13:12
    To nie byla randka, ale na moje pytanie "Co slychac?" mowila przez godzine. Gdy odbila, to odpowiedzialem z przekory w 3 zdaniach (2-3 minuty). ;-)
  • badjuk 16.01.06, 13:16
    wydaje mi się że znamy tą samą osobę :)))))
  • voker 16.01.06, 13:29
    Raczej ten sam typ. ;-)
  • wolverinex 16.01.06, 13:29
    To akurat nie problem. Caly bajer polega na tym, zeby zmusic kobitke do gadania.
    To lepsze, niz meczaca cisza. Oczywiscie trzeba miec stosowne nastawienie albo
    duzo zaparcia, zeby np. w przyszlosci miec z tego jakis bonus. Kazdy uwielbia
    opowiadac o sobie. ciagle tylko ja, ja, ja, ja... tak to jest w psychologii. ale
    za to ona pewnie miala czule wspomnienia. Poza tym kobiety nawiazuja relacje
    poprzez mowienie. faceci - poprzez ustalenie hierarchii. wiec sie nie dziw...
  • wolverinex 16.01.06, 13:33
    Moze i tak mysla... ale na rok bywania w serwisach randkowych i jakies 30
    poznanych kobiet ta byla pierwsza, ktora sie tak zachowala.
  • voker 16.01.06, 13:56
    Byla jakas ciekawa? :-)
  • londyn555 16.01.06, 13:37
    no miałeś przeżycie:-)).. wiesz, na interecie każdy może się wpaniale opisać,
    rzeczywistość częśto wygląda inaczej..
    POzdr.
    Monika
  • christopher_frank 17.01.06, 11:43
    Sorry, wolverinex, ale dodając link do jej profilu nie wykazałeś wcale większej
    klasy.
  • zresetowany_berbec 12.04.06, 14:06
    ale skoro panna umieszcza w necie swoje zdjecie na którym pozuje niczym
    wytrawna prostytutka, pisze ze szuka zarówno mezczyzn jak i kobiet i cos tam
    wspomina o glaskaniu koteczka to wyglada na taka, która nie ma nic do ukrycia,
    a wrecz przeciwnie- niezła z niej ekshibicjonistka. Umieszczajac swoje zdjecia
    w necie musi przeciez liczyc sie z tym, ze powedruja dalej.
  • nutopia 19.07.06, 17:21
    christopher_frank napisał:

    > Sorry, wolverinex, ale dodając link do jej profilu nie wykazałeś wcale
    większej
    >
    > klasy.
    ------------------
    inaczej,
    cóż z niego za facet jesli miał ochotę umówić się z taką.... przecież ona
    wygląda jak pigolaka;/
  • amalkaa 16.01.06, 12:43
    Pierwsza randka, zabrał mnie na basen choc wiedział że nie umiem pływac i wogóle
    mam ogromny lęk przed wodą, nawet nie weszłam do budynku, nikt nie zdołał by
    mnie tam nawet siłą zaciągnąc, niespeszony zupełnie stwierdził że trzeba mnie
    będzie oduczyc tego strachu bo jak będe z nim na kajakch pływać , jakich
    kajakach pomyślałam zwariował chyba, a potem zabrała mnie do jakiejś obskurnej
    knajpy zamówił co prawda dla mnie to co chciałam czyli sok, sam wypił mocne
    drinki choc był kierowcą, a potem przez godzine opowiadał mi o swojej
    "wspaniałej" pracy i życiu, wróciłam do domu taksówką, był bardzo zdziwiony że
    nie chcę żeby mnie odwiózł, wypił 4 mocne drinki, roześmiałam mu sie tylko w
    twarz że z pijanymi nie jeżdzę, chyba sie obraził nigdy więcej nie zadzwonił.
  • vicvic2 16.01.06, 12:52
    W trakcie randki on powiedział do mnie "powiedz O", no to ja powiedziałam "O", a on na to "super, mój rozmiar". To miało być śmieszne, ale nie było :(, a co gorsza to nie był jego rozmiar - ten był o kilka rzędów wielkości mniejszy.
  • aureliana 16.01.06, 12:55
    o rany, w morde bym dala.

    vicvic2 napisał:

    > W trakcie randki on powiedział do mnie "powiedz O", no to ja powiedziałam "O",
    > a on na to "super, mój rozmiar".


    --
    glosna muzyka, ale calkiem do dupy
  • wypasiona_foczka 16.01.06, 13:03

    o losie słodki! co za dno!
    --
    Takie właśnie jest moje zdanie...
  • ceght 16.01.06, 13:58
    ze sie zapytam, skoro tak cie zniesmaczyl to skad wiesz jaki byl jego
    rozmiar????
  • vicvic2 16.01.06, 14:12
    Skoro już się tak wycierpiałam na tej randce, to chciałam mieć przynajmniej z tego jakąś korzyść. Niestety korzyść ta była raczej "niewielka".
  • ceght 16.01.06, 14:13
    to nie moglas od razu zaproponowac konkretu? po co marnowac czas?:D
    przeciez facetowi tez tylko o to chodzilo:-)
  • vicvic2 16.01.06, 14:28
    a kto powiedział, że mnie tylko o to chodziło. wprost przeciwnie: mnie by wystarczyło, jak by było fajnie i miło. sex to tylko dodatek (choć również przyjemny).
  • ceght 16.01.06, 14:29
    tak, tak, tez o tym slyszalem:-)
    tylko nie widze konsekwencji w dzialaniach a jako przedstawiciel plci brzydszej
    lakne kazdego slowa zeby Was zrozumiec, to ponoc ulatwia kontakty:D a mi tylko
    ten sex wychodzi:D
  • albert_xxx 16.01.06, 14:31
    Jego "O" okazalo sie skuteczne. Osiagnal to co chcial. Ty bylas glupia i
    dostalas za swoje. Nie wiem dlaczego narzekasz.
  • vicvic2 16.01.06, 14:43
    Dlaczego od razu głupia. Po prostu minimalizowałam straty - nie mogę zrealizować 100% założonych celów, to realizuję chociaż 30%. W tym przypadku takie moje zachowanie było racjonalne także z tego powodu, że on co prawda był idiotą, ale jednocześnie był przystojny i dobrze zbudowany (choć nie do końca jak się post factum okazało).
  • jimmyjazz 16.01.06, 14:48
    vicvic2 napisał:

    > Po prostu minimalizowałam straty - nie mogę zrealizować 100% założonych
    > celów, to realizuję chociaż 30%.

    Ciekawa strategia inwestycyjna.
    Zawsze tak minimalizujesz straty :)

    Żartowałem :)
    ale pomysł niezły

    --
    Badania opinii publicznej opierają się na fałszywej przesłance, że publiczność
    posiada opinię. Toto.
  • albert_xxx 16.01.06, 14:53
    Narzekasz na kolesia, ale pozwolilas mu osiagnac jego cel. Z jego punktu
    widzenia bylo super. Wiec na nastepnych randkach bedzie znow wyskakiwal z czyms
    podobnym do "O". A z Ciebie sie smieje. I slusznie. Przykre dla jego innych
    przyslych dziewczyn. Kretyn, ale jednak skuteczny. Dowartosciowalas palanta.
  • vicvic2 16.01.06, 15:08
    Z jego punktu widzenia to jak się zachowam nie miało żadnego znaczenia; bez względu na to co bym zrobiła, on i tak by to sobie odpowiednio zracjonalizował, tak by jego obraz samego siebie nie ucierpiał. Co do skuteczności, to się zgadzam że był bardziej skuteczny ode mnie: on osiągnął 100% celów, a ja tylko 30%. Ale ja go przecież też wykorzystałam, tylko że on sobie nawet tego nie potrafił uświadomić. To po prostu był skuteczny i jednocześnie użyteczny idiota.
  • voker 16.01.06, 15:22
    vicvic2 napisał:

    > Z jego punktu widzenia to jak się zachowam nie miało żadnego znaczenia; bez >względu na to co bym zrobiła, on i tak by to sobie odpowiednio zracjonalizował, >tak by jego obraz samego siebie nie ucierpiał.

    :-D
  • vicvic2 16.01.06, 16:05
    Ok. zamykam ten wątek. Tak naprawdę, to nigdy mi się coś takiego nie wydarzyło; cała historia była tylko parafrazą pewnego kawału. A tak w ogóle to jestem facetem.
  • viking2 17.01.06, 03:59
    zą pewnego kawału. A tak w ogóle to jestem fac
    > etem.

    Popatrz, co za zbieg okolicznosci! Ja tez!
  • bo.tak 17.01.06, 11:30
    "W internecie facet to facet, kobieta to kobieta, a małe dziewczynki to agenci
    FBI" (JoeM)

    --
    Ktoś kto pyta, jest głupcem przez chwilę, ktoś kto nie pyta jest głupcem całe życie.
  • bo.tak 17.01.06, 11:31
    > "W internecie facet to facet, kobieta to >>facet<<, a małe dziewczynki to agenci
    > FBI" (JoeM)

    eech nie ma jak kawał spalić ;)
    --
    Ktoś kto pyta, jest głupcem przez chwilę, ktoś kto nie pyta jest głupcem całe życie.
  • diego00 16.01.06, 17:44
    "Ale ja go przecież też wykorzystałam" tak to sobie tłumacz:-) w kazdym razie
    jesli nie jestes brzydka to ja i koledzy chetnie damy ci sie wykorzystac, i
    zrealizowac chociaz te 30%.powaznie...
    wiesz, nie rozumiem jednego - czy poczułas sie urazona/obrazona tym jego
    tekstem?bo tu go wyraznie potepiasz.ale chyba nie, bo inaczej bys z nim nie
    poszła, prawda? czyli dobrze cie ocenił. chyba ze znow zadziałała tu jakas
    kobieca logika.
  • iquea 16.01.06, 17:48
    Za to u Ciebie działa ta fantastycznie "męska" logika, według której jeśli
    kobieta idzie do łóżka to daje się wykorzystać. Zupełnie jakby kobiety z tego
    żadej przyjemności nie miały. Pewnie o swoich kochankach myslisz, że je
    "przeleciałeś" i nawet Ci, biedaku, w głowie nie zaświta, że one mogą o Tobie
    myśleć podobnie. Żenujące.
  • iquea 16.01.06, 17:50
  • aryn1 19.01.06, 10:53
    rzeczywiscie, ukamieniujcie ja, bo stwierdzila,ze palanta sobie wykozrysta.
    gdyby to facet napisal,ze z glupia panna wyladowal w lozku,to OK. zabawil sie.
    ale kobieta???? nie przystoi,prawda? i bardzo dobrze ,ze zminimalizowalas
    straty:) to nie on ciebie,ale ty jego wykorzystalas i przynajmniej sie teraz z
    niego smiejesz. A TEJ BANDZIE SZOWINISTOW NA FORUM, po prostu powoli pokaz
    wysuniety srodkowy palec. Bos dzi.ka i prostaczka:) zartuje,rzecz jasna
  • elza78 19.01.06, 17:17
    > jednocześnie był przystojny i dobrze zbudowany (choć nie do końca jak się
    post
    > factum okazało).

    pewnie jestes kolejna fanka sterydow, jak to mowia "duza szafa z malenkim
    kluczykiem" :)

    --
    misio 12.06.2005
  • e-ryna 16.01.06, 15:25
    mialam podobna sytuacje, ale szybko ja zripostowalam "Z takim robakiem to
    proponuje na rybki sie udac" zrobil wieksze 'O' niz ja kiedy mnie tak dowcipnie
    spytal :)
  • the.better.man 19.07.06, 15:44
    Korzyść...? Bijaaaaaaacz.
    --
    "Nie kocha sie za coś, lecz mimo wszystko..."
  • zwierzak1980 16.01.06, 16:06
    Czyli jednak poszłaś z nim do łóżka, skoro znasz gabaryty?
  • diego00 16.01.06, 17:36
    to miałas okazje zeby to sprawdzic?
  • cronik 16.01.06, 12:56
    Czasem jak sobie poczytam o tych róznych "mezczyznach", to az wyc sie chce.
    Przeciez poziom ich inteligencji jest nizszy niz temperatura ciala.
    Zapewniam Was wszystkie, ze normalni, fajni i nieglupi tez istnieja. Szukajcie.
  • czarojdziejka 16.01.06, 13:38
    zgadza się, ale oni są żonaci .............. :)
  • cronik 16.01.06, 13:47
    Kiedys nie byli zonaci.
  • ewcio2 16.01.06, 20:28
    bo z facetami jak z kiblami: albo zajęty albo zasrany ;)
  • evek 18.01.06, 06:01
    albo rozwiedziony ;O)))
    pozdrawiam!
    --
    :::ewa:
    ::z TG do Chicago::
  • nuvi 16.01.06, 14:19
    I tu znowu pomyłka. Rzeczą naturalną jest, że to nie my mamy szukać, a wy. Tak
    to już Pan Bóg ustalił, a z pomieszania ról mamy dziś wiele kłopotów.
  • badjuk 16.01.06, 14:40
    "...ukarał Bóg mężczyznę i oddał go w ręce kobiety..."
  • cronik 16.01.06, 14:55
    Co znaczy WY szukajcie. Ustawiasz sie w roli eksponatu?
  • nuvi 16.01.06, 15:05
    Naturalną rzeczą jest jeżeli inicjatywa wychodzi od mężczyzny. Bo jeżeli
    kobieta nosi od początku spodnie to potem co się dziwić, że przejmuje
    prowadzenie w każdej dziedzinie. Dziś przeciętny facet jak mu dać szanse
    wyboru, to nie wie nawet gdzie kobietę zaprosić, bo liczy, że ona przejmie
    inicjatywę. Także po części z naszej winy Panowie drodzy straciliście trochę
    (ba) swojej naturalnej męskości.
  • cronik 16.01.06, 15:14
    No to czasami (?) facet wykazuje inicjatywe (?) i zamawia piwo i flaki (brrrr -
    ohyda). Ale jezeli gosciowi zalezy, to od piekniejszej polowy randkowiczow
    zalezy, czy ulatwi mu to zadanie i cos zasugeruje, czy tez sprawdza czy facet
    na pewno zaprosi ja na wystawe Transalpinum do Narodowej. A przeciez ona od
    poczatku na to liczyla.
    Nie wolno mieszac glupoty i prymitywu z brakiem, chocby minimalnym, wskazowek.
    Jak zabiore panne do Zachety, a ona ma ochote potanczyc, to powie, ze jestem
    nudziarz, a jak odwrotnie, to ze brak kultury.
    W dodatku jezeli takich nudnych piwoszy i pseudointeligentow panny podtrzymuja
    w ich wysokim mniemaniu - to co sie dziwic.


    nuvi napisała:

    > Naturalną rzeczą jest jeżeli inicjatywa wychodzi od mężczyzny. Bo jeżeli
    > kobieta nosi od początku spodnie to potem co się dziwić, że przejmuje
    > prowadzenie w każdej dziedzinie. Dziś przeciętny facet jak mu dać szanse
    > wyboru, to nie wie nawet gdzie kobietę zaprosić, bo liczy, że ona przejmie
    > inicjatywę. Także po części z naszej winy Panowie drodzy straciliście trochę
    > (ba) swojej naturalnej męskości.
  • nuvi 16.01.06, 15:17
    no to masz problem. Nie każdy potrafi się znaleźć odpowiednio do sytuacji,
    dlatego mamy tu tyle ciekawych komentarzy.
  • cronik 16.01.06, 15:21
    Nie mam problemu, ale potrafie go dostrzec u innych. Jezeli panna na randce na
    kazde pytanie odpowiada "jak chcesz" to sama jest sobie winna. Winy faceta
    tutaj nie ma.
  • nuvi 16.01.06, 15:27
    właśnie, bo jeżeli jakąkolwiek decyzję pozostawia się kobiecie, to ona znudzona
    brakiem inicjatywy ze strony mało męskiego przedstawiciela płci przeciwnej
    zacznie w końcu odpowiadać: "jak chcesz". Bo ona od niego już nic nie chce poza
    tym, żeby wreszcie zniknął z obrazka.
    pozdrawiam, wierząc, że nie jesteś takim typem.
  • cronik 16.01.06, 15:30
    nie mowie o kolejnej randce, ale jezeli kobieta na pierwszej, na pytanie "czy
    masz ochote na kaczke po pekinsku?" mowi "jak chcesz" to raczej jej problem.
    PS.Dziekuje za wiare i przesylam staromodne, meskie uklony.
  • cytrynka123 16.01.06, 15:51
    Lubie chińskie danka...
  • cronik 16.01.06, 15:53
    Warszawa?
  • cytrynka123 16.01.06, 16:03
    tak, Warszawa ;)tylko wolna juz nie jestem ;) i trudno na te kaczki się mi
    wybrać. ale uwielbiam mężczyzn z inicjatywą i humorem.
  • cronik 16.01.06, 16:29
    ja tez nie jestem wolny, tylko szybki.
    A Twoja opinia mnie cieszy :)
  • cytrynka123 16.01.06, 16:38
    to cieszmy się obydwoje ;0) w necie i bez grzechu. no bo po takiej kaczce,
    wiadomo, co bym zrobiła? jeszcze sumienie by mi wybuchło... to po kaczce,
    powtarzam, po kaczce ;)))))
  • cronik 16.01.06, 16:42
    Przeciez nie wiem czy to bylaby kaczka plci kaczka, czy kaczka plci kaczor :))))
  • cytrynka123 16.01.06, 16:48
    ale po chinsku!!!!! ;) lubie mieszac w garach rózne wschodnie papki. ostatnio
    robie smazony ryż z grzybkami moon, sosem sojowym, duszona i marynowana
    papryką.... cebulka, marchewka i odlot. troche curry i ostrej papryczki...
    i piwkiem mozna przylac ;)
  • cronik 16.01.06, 16:50
    dosyp do tego kielkow soi ... hmmm :) rozmarzylem sie i zaczynam glodniec
    DO jutra.
  • cytrynka123 16.01.06, 16:55
    bon apetit

    kiełki?? cool. dawalam trochę bambusa, ale gorzkawe było to towarzystwo
  • prof_s_jonalizm 16.01.06, 15:03
    cronik napisał:

    > Czasem jak sobie poczytam o tych róznych "mezczyznach", to az wyc sie chce.
    > Przeciez poziom ich inteligencji jest nizszy niz temperatura ciala.
    > Zapewniam Was wszystkie, ze normalni, fajni i nieglupi tez istnieja. Szukajcie.


    jasne, najlepiej nasr.. na strychu i na kota zwalić.

    przecież ta pani co się "vicvic2" podpisuje ma tyle iq co tik-tak kalorii...
    więc nie zwalaj wszystkiego na facetów bo wśród kobiet też przygłupów nie
    brakuje. tylko lepiej się chowają.
  • cronik 16.01.06, 15:16
    Zaczynamy chyba dawac tym paniom argumenty.
    Lepiej niech poszukaja. Jezeli wszyscy interesujacy faceci sa juz zonaci, to
    znaczy, ze Wy sie spoznilyscie.
  • efir 19.01.06, 02:07
    jaaasne, wszyscy faceci są fajni, normalni i nie głupi, a nawet w tym stanie
    wytrzymują więcej niż dwa dni...
    a idealni aż do ślubu, a absolutne wyjątki do pierwszego nocnego zmieniania
    pieluch dziecku-dłużej to już żaden....
  • j_cage 16.01.06, 13:02
    Ja może nie tak widowiskowo jak koleżanki i koledzy, ale...
    Umówiliśmy się w barze, posiedzieliśmy, pogadaliśmy, nadszedł czas płacenia, a
    tu ZONK - zapomniałem portfela :) Myślałem, że się zapadnę pod ziemię, ale Ona
    okazała się być przygotowana i na takie niespodzianki :) Potem już nie
    wiedziałem co ze sobą zrobić, bo cały czas mi chodziło to po głowie (że Ona
    płaciła, a ja zaprosiłem) :)
    Po latach się okazało, że Ona zupełnie tego nie pamięta, a zapamiętała zupełnie
    inne rzeczy - np. to, że miałem ze sobą jakieś zdjęcia, które Jej pokazywałem
    (czego ja nie do końca pamiętam) :)
  • ishtarr 16.01.06, 13:23
    Umowilam sie kiedys z gosciem do kina, przedtem widzielismy sie raz i duzo
    gadalismy na necie.
    Poszlismy do kina a facet mowi, ze glodny i ze zaraz wroci (siedzielismy juz na
    sali). Kino bylo male, Zadne tam Cinema czy Multikino. Wrocil z kielbasa w
    jeden rece i bananem w drugiej. Nie bylo mi wcale glupio, gdy zasnelam w ciagu
    pierwszych minut filmu... Oczywiscie nie bylo powtorki z rozrywki.
  • badjuk 16.01.06, 13:23
    Natomiast gdy ja się zbierałem żeby zapłacić za ciasteczka i kawę w kawiarni
    moja współtowarzyszka uniosła się i powiedziała że ona zapłaci, bo nikt nie
    będzie jej nc fundował, gdy powiedziałem że to ja zaprosiłem zaoponowała
    stwierdzeniem że nie musiałem, i tak nasza randka skończyła się awanturą w
    kawiarni.
  • yogibaboo1 17.01.06, 01:29
    Ech te wyemancypowane babeczki. Też często zdarza mi sie ta akcja z płaceniem
    za siebie, ale mam na to jeden jakże prosty i skuteczny tekst (który mówię z
    wrodzonym sobie czarem i urokiem osobistym ;-)):

    "Zrób mi tę przyjemność i pozwól mi zapłacić"

    Jeszcze się nie zdarzyło, żeby nie zadziałał ;-)

    Pozdro

    Yogi
  • yaponka 17.01.06, 10:14
    Ja już nauczyłam się nie kłócic o płacenie. Frajera to dowartościuje jeśli
    zapłaci za dziewczynę, poczuje się taaaki męski. Więc niech zapłaci. Jeśli to
    mu poprawi samoocenę.
    Zanim zacznie się, że to on zaprosił i powinien zapłacić - czy jak dziewczyna
    zaprasza to płaci za Was? No właśnie.

    Najgorszą randkę (co prawda tylko godzinną) miałam właśnie z takim, który
    strasznie upierał sie, że to on powinien zapłacić. Ja wiedziałam, że nic z tego
    nie będzie (fan techno w stylu umpa-umpa, ciągle gadał o swoim samochodzie,
    mówił na kobiety maniurki, miał 'ambicje' zacząć studia w wieku 24 lat - no
    masakra, umówiłam się z nim tylko dlatego żeby dał spokój mojej koleżance którą
    męczył o mój numer telefonu) i nie chciałam MIMO WSZYSTKO go naciągać, tylko
    zapłacić i sobie pójść. Burak upierał się, że on zapłaci, więc podszedł do baru
    a ja wyszłam, wsiadłam do taksówki, wróciłam do domu i tyle mnie widział.
  • badjuk 17.01.06, 10:26
    Dobra, dobra, pół biedy jeśli ona chce zapłacić, ale zdarzają się przecież
    tzw. "naciągaczki", które się umawiają tylko po to żeby skorzystać z
    dobrodziejstw portfeli filantropów.
  • aaaga79 17.01.06, 15:43
    Nie wiem jak można kogoś w ogóle nazwac burakiem, kązdy z nas jest inny jeden
    słucha techno drugi rocka ale wszystkich powinniśmy szanować. Jaki ten świat
    jest dziwny paniusia się umawia a potem kolesia porównuje do buraka ciekawe
    jakby sie czuła gdyby tak o niej ktos powiedział, myśle ze nie dorosła by
    chodzić na randki
  • yaponka 17.01.06, 20:02
    Dziewczyno, nie znasz sytuacji a wiesz wszystko na ten temat?
    Rozumiem, że ty wiesz wszystko o danej osobie na pierwszy rzut oka? To z techno
    było tylko delikatnym przykładem. Weź na wstrzymanie.
    A kogoś kto jest źle wychowany, mówi niepoprawna polszczyzną, co drugie (no
    dobra, co trzecie) słowo wtrąca k... i ja p...., i parę innych kwiatków
    (wytrzymalam z nim aż godzinę bo chyba byłam zbyt zszokowana żeby wyjść) będę
    nazywała burakiem.
  • zresetowany_berbec 12.04.06, 14:13
    jeśli nie chcesz zeby oceniano Cie po pierwszym wrazeniu to nie wypowiadaj sie
    na forum. - taka mała, prosta rada.
  • yogibaboo1 17.01.06, 11:10
    > Ja już nauczyłam się nie kłócic o płacenie.

    Gratuluję postępów!!! Imponujące!!!

    > Frajera to dowartościuje jeśli
    > zapłaci za dziewczynę, poczuje się taaaki męski. Więc niech zapłaci. Jeśli to
    > mu poprawi samoocenę.

    Możesz rozwinąć temat, bo nie nadążam niestety? Dla mnie to kwestia zasad i
    kultury osobistej.

    > Burak upierał się, że on zapłaci, więc podszedł do baru
    > a ja wyszłam, wsiadłam do taksówki, wróciłam do domu i tyle mnie widział.

    Przekaż rodzicom gratulacje ode mnie za wpojenie kindersztuby.

    Pozdro

    Yogi
  • yaponka 17.01.06, 13:53
    > Możesz rozwinąć temat, bo nie nadążam niestety? Dla mnie to kwestia zasad i
    > kultury osobistej.

    Napisałam bardzo klarownie. Jedni zrozumieją, drudzy nie. Poza tym to Twoje
    zasady, kobieta może mieć inne i nalezy to uszanować. Chyba, że koniecznie
    musisz zapłacić z powodów już opisanych przeze mnie.:)

    > Przekaż rodzicom gratulacje ode mnie za wpojenie kindersztuby.

    Pogratuluje im za nauczenie mnie, że buraków trzeba traktowć jak buraków, a na
    chamstwo odpowiadać chamstwem, a nie kuleniem ogona. Ale cóż, te okropne
    wyemancypowane kobiety już tak mają.;)
  • yogibaboo1 17.01.06, 15:58
    yaponka napisała:

    > > Możesz rozwinąć temat, bo nie nadążam niestety? Dla mnie to kwestia zasad
    > i
    > > kultury osobistej.
    >
    > Napisałam bardzo klarownie. Jedni zrozumieją, drudzy nie. Poza tym to Twoje
    > zasady, kobieta może mieć inne i nalezy to uszanować. Chyba, że koniecznie
    > musisz zapłacić z powodów już opisanych przeze mnie.:)

    Ok. Zgadzam się, zasady kobiety trzeba uszanować, ale może by spróbować
    uszanować też zasady faceta? Czy to, że chce zapłacić, to jest wystarczający
    powód, żeby nazywać go frajerem i posądzać o niską samoocenę. A jeśli chodzi o
    ostatnie zdanie to się nie zgodzę. Uwierz mi, że ani ja ani większość facetów
    nie robimy tego by sobie poprawić samopoczucie, nie musimy. Jak wspomniałem, to
    kwestia kindersztuby, która również pozwala nam czasem zgodzić się na to by
    zapłaciła kobieta, jesli ona bardzo tego pragnie. Chcemy po prostu być
    szarmanccy i Was adorować i to jest jeden z elementów. Niektóre z Was to
    podobno lubią :-)
    >
    > > Przekaż rodzicom gratulacje ode mnie za wpojenie kindersztuby.
    >
    > Pogratuluje im za nauczenie mnie, że buraków trzeba traktowć jak buraków, a
    na
    > chamstwo odpowiadać chamstwem, a nie kuleniem ogona. Ale cóż, te okropne
    > wyemancypowane kobiety już tak mają.;)

    I czym ten biedaczyna zasłużył sobie na to, żeby nazywać go burakiem i posądzać
    o chamstwo? Tym, że mu się podobałaś i bardzo chciał Cię poznać? Tym, że chciał
    zapłacić? A że był nudziarzem? Bywa, nie spotykamy w życiu samych Bradów Pittów
    z członkostwem w Mensie. Nie wyobrazasz sobie ile ja spotkałem babeczek z
    miałką osobowością, ale nie usprawiedliwiłoby mnie to przed taką ucieczką ze
    spotkania. Jak dla mnie to jest objaw chamstwa i braku kultury a nie
    emancypacji. Jeśli facet nie był psychopatą i przebywanie z nim nie zagrażało
    Twojemu życiu, to moim zdaniem mogłaś wytrzymać jeszcze te 2 minuty (skoro
    zdzierżyłaś cały wieczór), wyjść razem z nim, powiedzieć "Cześć" i pójść w
    swoją stronę.

    Powodzenia życzę

    Yogi
  • yaponka 17.01.06, 19:57
    > Ok. Zgadzam się, zasady kobiety trzeba uszanować, ale może by spróbować
    > uszanować też zasady faceta? Czy to, że chce zapłacić, to jest wystarczający
    > powód, żeby nazywać go frajerem i posądzać o niską samoocenę.

    Dobra. Ale jeśli sytuacja wygląda tak: facet chce za mnie zapłacić, ale ja wolę
    zapłacić sama za siebie. Nieważne dlaczego - czy robie tak zawsze, czy mam
    akurat taki humor, czy uznaję zasadę, że płacę w dni nieparzyste a facet
    parzyste, czy taką, że za jedzenie które mi smakuje płacę sama, czy że jak mam
    na sobie niebieską sukienkę to płaci facet, a gdy czerwoną to płacę ja.
    Nieważne! Mówię facetowi grzecznie acz stanowczo, że sama za siebie zapłacę.
    On, że nie. Mówię drugi raz. To samo. Trzeci raz. To samo. Dziesiąty. To samo.
    To co ja mogę o kimś takim pomyśleć? Że za punkt honoru uznał, że powinien
    zapłacić za kobietę, niezależnie od sytuacji i od tego czy ona tego chce.

    > I czym ten biedaczyna zasłużył sobie na to, żeby nazywać go burakiem i
    posądzać
    > o chamstwo? Tym, że mu się podobałaś i bardzo chciał Cię poznać? Tym, że
    chciał
    > zapłacić? A że był nudziarzem? Bywa, nie spotykamy w życiu samych Bradów
    Pittów
    > z członkostwem w Mensie. Nie wyobrazasz sobie ile ja spotkałem babeczek z
    > miałką osobowością, ale nie usprawiedliwiłoby mnie to przed taką ucieczką ze
    > spotkania. Jak dla mnie to jest objaw chamstwa i braku kultury a nie
    > emancypacji. Jeśli facet nie był psychopatą i przebywanie z nim nie zagrażało
    > Twojemu życiu, to moim zdaniem mogłaś wytrzymać jeszcze te 2 minuty (skoro
    > zdzierżyłaś cały wieczór), wyjść razem z nim, powiedzieć "Cześć" i pójść w
    > swoją stronę.

    Niebycie Bradem Pittem nie musi oznaczać bycia burakiem.:) A koleś - uwierz mi
    lub nie - burakiem był. I nie zdzierżyłam całego wieczoru tylko godzinę. Nie
    będę opisywała całej randki bo nie czuje takiej potrzeby, ale to że facetowi
    zależało na spotkaniu ze mną nie znaczy, ze mam być automatycznie nim
    zachwycona, niezależnie od tego jak się zachowuje.

    Pozdrawiam
  • yogibaboo1 17.01.06, 20:46
    yaponka napisała:
    > Dobra. Ale jeśli sytuacja wygląda tak: facet chce za mnie zapłacić, ale ja
    wolę
    >
    > zapłacić sama za siebie. Nieważne dlaczego - czy robie tak zawsze, czy mam
    > akurat taki humor, czy uznaję zasadę, że płacę w dni nieparzyste a facet
    > parzyste, czy taką, że za jedzenie które mi smakuje płacę sama, czy że jak
    mam
    > na sobie niebieską sukienkę to płaci facet, a gdy czerwoną to płacę ja.
    > Nieważne! Mówię facetowi grzecznie acz stanowczo, że sama za siebie zapłacę.
    > On, że nie. Mówię drugi raz. To samo. Trzeci raz. To samo. Dziesiąty. To
    samo.

    OK. Jeśli było tak jak piszesz, to koleś rzeczywiście miał problemy z
    osobowością ;-)

    > Niebycie Bradem Pittem nie musi oznaczać bycia burakiem.:) A koleś - uwierz
    mi
    > lub nie - burakiem był. I nie zdzierżyłam całego wieczoru tylko godzinę. Nie
    > będę opisywała całej randki bo nie czuje takiej potrzeby, ale to że facetowi
    > zależało na spotkaniu ze mną nie znaczy, ze mam być automatycznie nim
    > zachwycona, niezależnie od tego jak się zachowuje.

    Święta racja!!! ;-)

    Więcej szczęścia i mniej buractwa w przyszłości życzę ;-)

    Yogi
  • badjuk 17.01.06, 21:34
    Naj lepszym rozwiązaniem jest ustalenie że następnym razem zapłaci druga osoba,
    to może być wstęp do następnego spotkania.
  • ola2511 17.01.06, 14:10
    hmm jestem z tych kobiet co to mówią że to one zapłacą. Alee spodobał mi się
    twój tekst i wiem ze na 100% bym sie poddała jak bym coś takiego usłyszała.
    Jeśli mówimy o tym dlaczego kobiety nie dają za siebie płacić - POWÓD!!!- w
    moim przypadku "doświadczenie"- miałam koleżankę która pasożytowała na facetach
    i powiedziałam sobie że w życiu bym nie chciała taż żałośnie postępować
    POZDRAWIAM FAJNYCH FACETÓW
  • yogibaboo1 17.01.06, 19:59
    A ja pozdrawiam fajne kobietki!!! ;-)

    Yogi
  • vilanelle 16.01.06, 13:29
    A ja sie kiedys, w poczatkach liceum jeszcze umowilam ze starszym kolega, juz
    absolwentem mojej szkoly. Poszlismy do filharmonmii gdzie skrytykowal moja
    nowiutka sukienke, po czym jak wracalismy to sie dopytywal czy moi rodzice nie
    maja nic przeciwko temu ze ja tak pozno wychodze. Na koniec powiedzial
    calkowicie powaznym glosem, ze chcialby mnie o cos spytac. Ja przerazona sie
    zastanawiam jak tu odeprzec ewentualne propozycje malzenskie, a on na to "czy
    jestem podobny do myszki miki?"...myslalam ze umre ze smiechu, ale dzielnie sie
    powstrzymalam...o ile pamietam to byla nasza ostatnia randka.
    A z innym gosciem przerobilam schemat kino(nie zaplacil za mnie)-park-
    zaproszenie do domu (nie skorzystalam). Koles byl potwornie nudny, opowiadal o
    jakichs strasznie bzdurnych filmach strasznie przy tym bluzgajac i o tym jak w
    wolnych chwilach "rzezbi cialo" (co ciekawe jakos nie bylo tego widac).
    Najlepsze jest to, ze potem (za moim laskawym zezwoleniem;) umowila sie z nim
    moja przyjaciolka - randka wygladala dokladnie tak samo, chyba tylko film sie
    zmienil...
    brrrr
  • nuvi 16.01.06, 13:24
    Pierwsza randka poszła w miarę gładko, odwiózł mnie do domu, na pożegnanie
    chwilę rozmawialiśmy w samochodzie. Pyta czy lubię "Księgę dżungli" na co
    ja: "Kipling", on: nie, Disneya. W dziewięć miesięcy potem za niego wyszłam, w
    a za 9 lat się rozwiodłam.
  • nuvi 16.01.06, 13:27
    Umówiłam się kiedyś z kolesiem do kina. Ponieważ byłam przed nim, kupiłam sobie
    colę. Kiedy przyszedł, bez pardonu siorbną z mojej słomki, stwierdzając, że tak
    będzie taniej. To była nasza ostatnia randka.
  • nuvi 16.01.06, 13:29
    Kiedyś zabrał mnie na randkę wielbiciel zarówno mnie jak i kina. Niestety
    twierdził, że prawdziwą wartość fimu można docenić tylko z pierwszego rzędu. To
    także była nasza jedyna randka.
  • yourij 16.01.06, 13:45
    Latem umowilem sie ze swoja dziewczyna w kinie... a bylo to jakis rok po tym,
    jak dostalem dobrze platna prace, perspektywy, niebieskie kolnierzyki i inne
    bzdury... kiedys, gdy bylismy tylko znajomymi, to ona miala ten luksus czyli
    dobra prace a ja bylem prawie nikim. W czasie naszej randki jej praca i warunki
    w domu nie dawaly zbyt wiele kasy na drobne zachcianki i rozrywki. I wiecie
    co... powiedzialem jej wtedy, ze moglaby czasem sie lepiej ubrac, jak to
    okreslilem "podrywac mnie strojem" czy jakos tak... do tej pory jak to wspomne,
    mam ochote zapasc sie pod ziemie... plakala... rozstalismy sie niedawno :( i
    nie wiem, czy ja odzyskam
  • m_oto_r 16.01.06, 14:34
    ...mistrzu, niebieski kolnierzyk to facet na produkcji nosi. Tak sie juz mowi,
    ze jak masz prace w uslugach tzw wyzszego rzedu (profesjonalnych) to jestes
    BIALYM kolnierzykiem. Jak przekladasz cegly, to niestety, ale NIEBIESKIM.
  • nuvi 16.01.06, 13:35
    Nie wiem jak Wy, ale ja nie cierpię jak faceci:
    - mówią mi "dziękuję" kiedy ustąpię im w drzwiach
    - próbują wyjadać mi z talerza lub pić z tej samej szklanki
    - oglądają się za innymi dziewczynami
    - gadają o swojej byłej
    - oświadczają, że mnie kochają i chcą mieć ze mną dzieci, bo jestem osobą, na
    którą czekali całe życie (I randka)
    - próbują chwalić się swoją pozycją w pracy, samochodem lub innym gadżetem
  • badjuk 16.01.06, 13:54
    Dobra dobra, jedna taka delikwentka była mną zafascynowana, ale jak
    powiedziałem jej że mam fiata126p z 1984r. nagle zmieniła obiekt
    zainteresowania. Dodam że miałem wtedy 19 lat (nie każdy się rodzi z Mercedesem
    u swojego boku).
  • nuvi 16.01.06, 13:59
    no tak, szczerze przyznam, że 126 na wstępie może zniechęcić (materializm mamy
    tak głęboko zakorzeniony), ale przy drugiej randce już nie zdyskwalifikuje.
    Wolę fajnego gościa w 126 p niż buraka z mercem.
  • zresetowany_berbec 12.04.06, 14:20
    mów za siebie. gdyby facet na I rance wypalił mi ze ma merca odparłabym, dla
    przekory ze ja malucha i ze sie nie dogadamy.
  • kjkk 16.01.06, 13:56
    1/ przy opowiesciach o minionych wakacjach mówię, że byłam w Bułgarii a on na
    to: aa, nad balatonem.

    2/ inny on zaproponował kino, zadeklarował chec zakupienia biletów, pozostawił
    mnie wybór filmu, zeby nie byc taka straszna ;) wymieniłam 3 tytuły, a nich
    sobie chłopak spośród nich juz wybierze. Jestem sobie z koleżanka w sklepie a
    on dzwoni z kina pytajac czy przypadkiem nie chciałabym isc na jakistam film
    XYZ [spoza mojej "listy" ] bo pan w kasie mu wlasnie mowi, ze drugi bilet jest
    gratis!!
    padłam.

    3/ ten sam on (uscisle, ze pracujacy, zarabiajacy, mieszkajacy jeszcze z
    rodzicami, wiec bez znaczacych ze tak powiem wydatków) zaproponowal wycieczke
    do odległej o ok 30-35 km miejscowosci, po czym rozwazał, czy bierzemy
    pasazerów, czy w sumie mozemy sobie odpuscic, bo "to nie jest az tak daleko,
    wiec nawet na 2 osoby to nam nie wyjdzie tak drogo paliwo"
    padłam po raz drugi, wycieczka nie doszła do dkutku.

    4/i po raz trzeci: desperado juz totalny po tym jak "podziekowałam" mu kilka
    razy uprosił spotkanie pod pretekstem rozmowy o powaznych problemach ze swoja
    mama, w kt mogłabym ewentualnie z racji kwestii zawodowych cos doradzic. Po
    czym wyjał kartke i zaczał isc punk po punkcie wg swoich notatek- o mamie ani
    słowa- ze ma mi baaardzo duzo do zaoferowania, ze nie chcac sie chwalic, ale
    zna baaardzo duzo osob, ze ludzie uwielbiaja z nim spedzac czas, ze znajomych
    to ma tyleee, ze szok, ze moze mi pomoc rozwinac sie zawodowo, bo ma kilka
    cennych pomyslow, ze widzi, ze moglibysmy sobie tyle na wzajem zaoferowac, a ja
    w ogole w 1/100 nie poznalam , jaki on jest naprawde, bo nie dalam mu szansy, a
    naprawde potenmcjał to on ma ogromny i doskonale sobie zdaje z tego sprawe,
    wiec zebym sie lepiej zastanowiła i dalej w tych klimatach ;D
  • edziunia 16.01.06, 16:09
    O matko- jak "spuściłaś" tego kretyna?????
  • kjkk 19.01.06, 20:00
    moze nie było to dla mnie trudne, ale dosc długo trwało. a jeszcze dłuzej chyba
    w jego pojeciu hehe :) Po tym ostatecznym spotkaniu, przed którym juz unikałam
    kontaktów, odbierania telefonów i nie raz pisałam, ze dziekuje, ale nie jestem
    zainteresowana i sorry, ale nie sadze, aby był sens, bo nic z tego nie bedzie,
    dowiedziałam sie od wspolnej kolezanki, ze on zamecza ja telefonami z pytaniami
    co ma robic, bo ja w swoim okrucienstwie trzymam go ciagle w niepewnosci[?!?!]
    i kaze mu w nieskonczonosc czekac na swoja decyzje [?!?!] a on sie tak meczy ,
    bo jestm absolutnie wyjatkowa i on jest pewien , ze byloby nam razem wspaniale.
    Wiec wyjasnilam jej, ze naprawde, bardzo wyraznie, zachowaniem i slowami
    poinformowalam go, ze NIE , DZIEKUJE i ze nie mam pojecia, czemu biedak uroil
    sobie, ze na cos czeka. Okazalo sie, ze musze to napisac noch einmal. Biedna
    kolezanka miala serie telefonów: ze ona naprade nie rozumieee, co sie stalo, ze
    nie dalam mu sie rozwinac. Potem sie pogodził z sytuacja. A potem.. tj jakies
    1,5 miesiaca pozniej dostalam maila zatytuowanego: "Warto przeczytać przed
    skasowaniem :)" z "propozycja nie do odrzucenia" - weekend majowy razem z nim
    i jego znajomymi nad morzem, mail konczyl sie:"Przypuszczam, że masz ochotę
    jechać" . Byłam ponaglana do odpowiedzi smsami. nie odpowiedziałam NIC,
    uznalam, ze choremu nie należy podtrzymywac jego urojen :))))
  • edziunia 16.02.06, 00:55
    Dziekuje:-)
    Matko, że tacy ludzie chodzą po swiecie hihihi
    To zdanie- przypuszczam, że chcesz pojechać po prostu szczyt:-)
    Ja spotkałam paru dziwnych gości ale ten...
  • voker 16.01.06, 14:00
    nuvi napisała:

    > Nie wiem jak Wy, ale ja nie cierpię jak faceci:
    > - mówią mi "dziękuję" kiedy ustąpię im w drzwiach
    Reszte rozumiem, ale to? :-)
  • nuvi 16.01.06, 14:05
    no właśnie!!!!
    większość nawet nie rozumie w czym problem
  • voker 16.01.06, 14:07
    To wytlumacz. :-) Zwykla uprzejmosc, fakt ze nie zawsze jest konieczna. :-)
  • nuvi 16.01.06, 14:11
    kto komu powinien otwierać drzwi? Jeżeli kobieta otwiera facetowi drzwi i
    puszcza w przejściu, gentelmen wiedziałby co zrobić, burak powie dziękuję,
    superburak przejdzie i nic nie powie.
  • voker 16.01.06, 14:17
    To po co ich przepuszczasz? :-)
    Za dawnych dobrych czasow tak bylo, ale ta emancypacja... :-)P Niektore obrazaja sie, gdy przepuszcza sie je przodem.
  • nuvi 16.01.06, 14:21
    jeden ze sposobów na testowanie facetów. Od razu widać jakie ma maniery i
    podejście do życia. Jak mam wszystko sama zrobić, to zrobię bez dodatkowych
    ciężarów w postaci prania nadprogramowych gaci i gotowania obiadków.
  • paaaaat 16.01.06, 18:13
    taki test może być mylący - w życiu bym nie przeszedł przed kobietą ale takie
    zachowanie mogło by mnie tak zbić z pantałyku że mógł bym zaniemówić i w
    osłupieniu to zrobić
  • nuvi 17.01.06, 10:00
    wszystko kwestia manier i nawyków, powiedz, kto wpaja dziś siedmiolatkom, że
    mamę jak i inne panie, a także siostrzyczkę trzeba przepuścić w drzwiach?
    Zbieramy owoce. Bo to nie powinno być kwestią do zastonowienia (zastanawiać się
    możesz którym widelcem wydłubać ślimaka z muszli, żeby było elegancko) tylko
    zakorzenionym nawykiem.
  • albert_xxx 17.01.06, 11:23
    Podziwiam Cie za cierpliwosc:):). Mnie juz rece opadaja.
  • nuvi 17.01.06, 11:45
    mówić o dobrych manierach nie wystarczy, trzeba się również starać dawać dobre
    świadectwo. Bo jeżeli nie zostałam nauczona ani w domu, ani w szkole, ani w
    pracy, to tym bardziej rozmowa z niegrzeczną osobą mnie nie przekona. A ręce mi
    nie opadają, bo ci ludzie nie są moją odpowiedzialnością, więc po co mam się
    denerwować?
    Też serdecznie pozdrawiam
  • albert_xxx 17.01.06, 12:48
    bardzo milo jest czytac takie wypowiedzi. Na tych forach, to ogolnie jest to
    chyba wielka rzadkoscia spotkac takie perelki. Pozdrawiam.
  • zresetowany_berbec 12.04.06, 14:26
    hmmm- moim zdaniem w dobrym tonie jest jest wykazanie sie dobrą wolą. jeśli
    facet przepuszczony w drzwiach powie mi dziękuje to jest mi miło, bo widać , że
    chciał być miły. jeśł mnie przepuści - tym bardziej. nie rozumiem za cholerę po
    co czepiać się takich drobiazgów. czy nie byłoby w dobrym tonie po prostu nie
    zwracac na to takiej uwagi? czy człowiek kulturalny wypomina niezręczne
    zachowanie innym?
  • paaaaat 18.01.06, 11:36
    nuvi, mi chodzi o to że jest to zachowanie na tyle kosmiczne że człowiek w
    osłupieniu może zachować się w również dla niego kosmiczny sposób, coś na
    zasadzie sytuacji gdy nauczyciel na przerwie łapie ucznia na paleniu i prosi o
    ogień. Zdarza się że ludzie w sytuacjach mocno zaskakujących i nieszablonowych
    zachowują się w sposób niezgodny z ich naturą i nawykami.
  • ikcaj 22.01.06, 11:03
    nie prawda! Jedna taka paniusie chcialem przepuscic w drzwiach to zostalem
    zbluzgany (widac "wyzwolona" byla). Teraz jakby mnie kobieta chciala przepuscic
    z pewnoscia bym nie ryzykowal awantury a grzecznie uszanowal jej wole i
    podziekowal serdecznie. W innym poscie w tym temacie ktoras z owych "dam"
    zrobila scene chlopakowi, ze chcial za nia zaplacic. Tak wiec ja wychodze z
    zalozenia, ze wole kobiety nalezy uszanowac - chce przepuscic - niech bedzie jak
    sobie zyczy, chce zaplacic - nie bede nalegal, by przypadkiem kogos nie urazic.
    Taki juz dzisiejszy swiat.
  • bo.tak 17.01.06, 11:51
    Chciałam tylko dodać, że jedyny wyjątek stanowią drzwi które otwierają się do
    wewnątrz ;) Facet (tudzież gentelman) ;) ma wejść i przytrzymać drzwi :) podać
    rękę Kobiecie i wprowadzić ją do średka. Ciekawe jest czasem swoiste
    przepychanie w przejściu, gdy facet probuje przytrzymać zamykające sie na
    partnerkę drzwi :)

    --
    Ktoś kto pyta, jest głupcem przez chwilę, ktoś kto nie pyta jest głupcem całe życie.
  • nuvi 17.01.06, 12:04
    nie wdawałam się w szczegóły, ale dobre maniery często wynikają z logiki
    sytuacji, mamy się tak zachować, by usłużyć słabszemu od siebie. Jeżeli drzwi
    się otwierają do wewnątrz, to dość ciężko jest je przytrzymać ręką puszczając
    kogoś przed sobą. Ale ja tego nie miałam na myśli podając ów przykład "z
    drzwiami".
    Dzięki natomiast za informację. Warto upubliczniać takie wiadomości.
  • armagedon6661 19.07.06, 23:15
    Dziewczyny ale macie nierówno pod sufitem. Lepiej napisz jak chłopak ma się
    zachować na randce bo nie każdy umie czytać w kobiecych myślach.
  • vicvic2 16.01.06, 14:21
    Jeżeli chodzi o polskie warunki, to generalnie masz rację, ale na zachodzie, jak mężczyzna przepuszcza kobietę w drzwiach, to ona może to źle odebrać (kwestia równouprawnienia). Dlatego tam takie zachowanie mężczyzny jakiego ty nie lubisz jest jak najbardziej wskazane.
  • nuvi 16.01.06, 14:23
    zależy od ludzi i kultury, u Arabów na przykład kobieta idzie za facetem jak
    pies, i taką też rolę spełnia.
  • ferrari4 16.01.06, 14:26
    Jak Ci się nie podoba w Polsce, ze Nas ( facetów ) do Arabów przyrownujesz, to
    sobie do tych Arabów jedz, a nie tylko zrzedzisz, ze faceci to... że faceci
    tamto :/ byś sama ruszyła dupe i cos zrobiła, a nie tylko czekasz :/
  • nuvi 16.01.06, 14:28
    własnie o tym mówiłam. Elegancje maniery i elokwencja. Hm. Ciekawe, dlaczego
    mamy coraz więcej samotnych kobiet. A jakbyś używał narządu zwanego mózgiem to
    byś wyczytał przytyk a nie porównanie w tekście o Arabach. Też Ci życzę miłego
    dnia.
  • ferrari4 16.01.06, 14:31
    Narzekasz na Nas, wiec może w innym kraju bedzie Ci lepiej. Ehh... sie znalazła
    księżniczka, za dużo stereotypami sie kierujesz... a świat poszedł do przodu (
    Ty chyba nie :-)) pozdrawiam
  • badjuk 16.01.06, 14:38
    Idzie przed facetem kiedy facet idzie na wojnę, ze względu na możliwość
    wdepnięcia w jkąś minę :)
  • badjuk 16.01.06, 14:27
    Niewiem jak można źle odebrać uprzejmość. To nieważne czy to kobieta czy
    mężczyzna, uprzejmość jest zawsze na miejscu.
  • nuvi 16.01.06, 14:30
    znałam jednego brzdąca, który składając prababci życzenia po dłuższym
    zastanowieniu pożyczył jej udanego pogrzebu, był bardzo uprzejmy i miał szczere
    intencje, czyż jednak było to na miejscu?
  • badjuk 16.01.06, 14:35
    Nie należy mylić bezmyślności z kulturą osobistą...
  • armagedon6661 19.07.06, 23:26
    Mtv puszcza program randki... nie pamiętam całego tytułu. Prowadzącydziwł się
    ,że chłopak idzie przed kobietą , a nie za nią. Dlaczego nie otwiera drzwi
    pierwszy i tak dalej. Nawet wasze babcie nie były tak porypanymi feministkami
    jak wy. Wam odbija i nic więcej. WspÓłczuję waszym pzryszłym mężom.
  • the_real_kris 16.01.06, 23:50
    ogladala swiat z wysoka...

    Znasz?

    To jak sie czujesz kwoko?
  • cronik 16.01.06, 14:09
    Pewnie, przeciez sie mowi "No! dobra kobieta" :):):)
    Jak wchodzi taki do obory, to kobyle tez nie mowi "dziekuje" :)
    Usmialem sie :):)

    nuvi napisała:

    > no właśnie!!!!
    > większość nawet nie rozumie w czym problem
  • inka0307 16.01.06, 15:38
    Dziwne to trochę co napisałaś odnośnie ustępowania w drzwiach. Dziwne nie
    dlatego, że ustepujesz, tylko dlatego, że masz pretensje, że ktoś za to
    dziękuje. Po pierwsze: mnie również się to zdarza w sytuacjach pozarandkowych i
    nie widzę w tym nic złego.Jeśli ustepuję starszemu mężczyźnie lub komuś komu
    się spieszy to miło jesli za to podziękuje. Po drugie: jeśli na randce chcę,
    żeby mężczyzna otworzył mi drzwi to poprostu nie pcham się przodem, żeby nie
    musiał się ze mną ścigać do klamki. Jeśli chcesz być traktowana jak dama to daj
    szanse mężczyźnie żeby zachował się szarmancko. Nie wszystkie kobiety lubią być
    tak traktowane, więc skąd biedak ma wiedzieć, że akurat to co robisz jest
    dokładnie sprzeczne z tym czego od niego oczekujesz? Są pewne zasady dobrego
    wychowania, wg których kobiety chcą być traktowane, ale często same nie
    potrafią się zachować. Co jest złego w tym, że kobieta wchodzac pierwsza np do
    sklepu sama otwiera sobie drzwi? Nic! Kobiety też obowiązuje uprzejmość i wtedy
    przytrzymuje drzwi mężczyźnie żeby nie dostał rozhuśtanymi wrotami w twarz.
    Puszczanie go przodem tylko po to, żeby sprawdzić czy z tego skorzysta to chyba
    podła podpucha, nie sądzisz?? W restauracji, teatrze i przy innych bardziej niż
    zakupy eleganckich okazjach kobieta, która oczekuje żeby mężczyzna otworzył jej
    drzwi powinna stanąć tak, żeby go do tych drzwi dopuścić i nie łapać pierwsza
    za klamkę. Co on ma zrobić?? Szarpać się z damą-samosią?? Po co się rwiesz
    pierwsza a potem masz pretensje, że cham??? Jeśli on otworzy te drzwi i włazi
    piewszy to nie komentuje...
  • maciek608 16.01.06, 18:58
    Dzięki...
  • inka0307 19.01.06, 16:01
    Nie ma za co
  • yogibaboo1 17.01.06, 01:39
    Celna riposta.

    Gratuluję

    Yogi
  • nuvi 17.01.06, 10:13
    normy i zachowania się zmieniają. Ja tęsknię za dobrymi manierami i
    traktowaniem mnie jak kobiety, bo nią jestem. Ot co. Na prawdę myślisz, że
    jeżeli ktoś nie ma manier i nie ma zielonego pojęcia jak się zachować, to to,
    że znacząco stanę z boku wyczekując aż mi otworzy drzwi coś da?
  • yogibaboo1 17.01.06, 12:56
    nuvi napisała:

    > normy i zachowania się zmieniają. Ja tęsknię za dobrymi manierami i
    > traktowaniem mnie jak kobiety, bo nią jestem. Ot co. Na prawdę myślisz, że
    > jeżeli ktoś nie ma manier i nie ma zielonego pojęcia jak się zachować, to to,
    > że znacząco stanę z boku wyczekując aż mi otworzy drzwi coś da?

    Skończ nuvi. Nie pogrążaj się.

    Yogi
  • nuvi 17.01.06, 13:00
    nie lubisz uprzejmości i dobrych manier? Czy czujesz się nieswojo, kiedy ktoś w
    twoim otoczeniu zachowuje się wyjątkowo uprzejmie, a Ty nie wiesz co zrobić?
    Czy to Cię złości?
  • yogibaboo1 17.01.06, 13:45
    nuvi napisała:

    > nie lubisz uprzejmości i dobrych manier? Czy czujesz się nieswojo, kiedy ktoś
    w
    >
    > twoim otoczeniu zachowuje się wyjątkowo uprzejmie, a Ty nie wiesz co zrobić?
    > Czy to Cię złości?

    Odpowiedź jak poprzednio

    Yogi
  • azazela 19.01.06, 22:09

    nuvi popieram twoja walke o dobre maniery w 100% a tekst:

    "Jak mam wszystko sama zrobić, to zrobię bez dodatkowych
    ciężarów w postaci prania nadprogramowych gaci i gotowania obiadków."

    rozbawil mnie do lez i wkleje go sobie w sygnaturke, jesli pozwolicz:)

    --
    Oba, kot i pies są bogate w cnoty i talenty, ale pies ma o jeden talent za
    dużo: pozwala sie tresować, i o jedną cnotę za mało: nie kryje w sobie żadnych
    tajemnic.
  • armagedon6661 19.07.06, 23:33
    To twoje nowe wymysły. Kobieta to dziwna istota ,która czasami nie wie co chce.
  • inka0307 17.01.06, 15:43
    A czemu nie?? Jeśli on się nie zorientuje o co chodzi to przynajmniej będziesz
    wiedzieć, że to nie jest wina Twojej nadgorliwości, tylko jego nawyków. Myślę,
    że pod tym względem nie jest z panami tak źle jak by sie mogło wydawać. Sama
    miałam rózne doświadczenia w tej kwestii i przyznaje, że nie każdy wie jak się
    zachować, ale gdyby wszyscy byli ideałami, to by trochę nudno było i pewnie
    nikt by nie docenił tych, którzy się naprawde starają. Jestem dość niezależną
    kobietą i z trudem mi przychodzi np siedzenie w samochodzie i czekanie, aż mój
    Królewicz obejdzie auto dookoła i otworzy mi drzwi .. ale pracuje nad tym ;-))
    Zresztą uzgodniliśmy, że robi to tylko wtedy, kiedy okazja jest troche bardziej
    uroczysta niż np wypad na narty. Kiedyś nie przywiązywałam do tego żadnej wagi
    i zdarzyło mi się kilka razy zrobić przykrość mężczyźnie nie dając mu szansy na
    wykazanie sie manierami. Nie wszyscy tacy są, ale to można wyczuć na pierwszej
    randce. Moje kryteria oceny są troche inne. Dobre maniery to nie wszystko, co
    mi po dobrze wychowanym obiboku, którego bede miała na swoim utrzymaniu albo,
    który te drzwi przede mna owszem otworzy, ale za to reszte dnia spędzi za
    komputerem grając w jakieś bzdurne strzelanki? I wierz mi, nie mówię teraz o
    czternastolatkach!! Zreszta znam gorsze przypadki. Co jesli książę z bajki bez
    wyrzutów sumienia zdradza i okłamuje? Czasem warto poczekać. Mnie sie udało i
    jestem mu wdzięczna za to, że czuje sie przy nim jak prawdziwa królowa, ale nie
    dlatego z nim jestem. To dojrzały emocjonalnie, mądry mężczyzna, wyrozumiały i
    czuły. To, że otwiera przede mną drzwi to tylko miły dodatek, ale początki były
    trudne i prawie skończyło sie rozstaniem, bo pomimo nienagannych manier ...nie
    zaiskrzyło :-) Teraz wiem, że niektórzy mają więcej w zanadrzu niz to widać na
    pierwszy rzut oka. Mam nadzieję, że i Tobie sie powiedzie.
  • in_medio_veritas 19.01.06, 13:59
    brawo inka!

    przyznam ze rzadko czytam fora, a to mnie wyjatkowo wciagnelo i przeczytalem wiele smiesznych a takze i ciekawych wypowiedzi, bo w sumie kazdy ma troche racji. ale osobiscie uwazam, ze ta jest poprostu najmadrzejsza z tych wszystkich!

    Inka, wiecej takich kobiet jak ty :)
  • inka0307 19.01.06, 15:52
    Dzięki, bardzo miłe to co napisałeś.
    Pozdrawiam cieplutko i życzę dużo dobrego. :o)
  • in_medio_veritas 20.01.06, 19:12
    Rowniez dziekuje, zyczac duzo dobra i radosci :)
  • bo.tak 17.01.06, 11:54
    Brawo inka0307 !!!!
    --
    Ktoś kto pyta, jest głupcem przez chwilę, ktoś kto nie pyta jest głupcem całe życie.
  • qwerty574 21.01.06, 00:03
    Nie do końca rozumiem taki test.
    Z tego co wiem jest taka zasada, że jeżeli się wchodzi do miejsca nieznanego /
    nieprzyjemnego / gdzie może spotkać was jakakolwiek niespodzianka, to mężczyzna
    powinien wejść pierwszy.
    Zasada może wydawać się trochę dziwna, ale ja czuję się bardziej komfortowo
    kiedy mężczyzna pierwszy wchodzi do sklepu nocnego, 'podejrzanego' baru czy
    kafejki internetowej, sklepu na wsi gdzie stoi dziesięciu klientów pijąc piwo i
    oglądając wszystikch nowo przybyłych, itp.
    Mówię oczywiście o przypadkach szczególnych, 1 na 20, kiedy za drzwiami spotkać
    się można z długim mrocznym korytarzem, pijacką kłótnią, nadmiernym
    zainteresowaniem itp.

    W takich wypadkach przpuszczanie kobiety przodem w drzwiach nie jest szczytem
    elegancji.
  • viking2 17.01.06, 04:17
    > Nie wiem jak Wy, ale ja nie cierpię jak faceci:
    > - mówią mi "dziękuję" kiedy ustąpię im w drzwiach
    > - próbują wyjadać mi z talerza lub pić z tej samej szklanki
    > - oglądają się za innymi dziewczynami
    > - gadają o swojej byłej
    > - oświadczają, że mnie kochają i chcą mieć ze mną dzieci, bo jestem osobą, na
    > którą czekali całe życie (I randka)
    > - próbują chwalić się swoją pozycją w pracy, samochodem lub innym gadżetem

    Czegos tu brakuje. Rozumiem, ze nie lubisz wyjadania z Twojego talerza - ja tez
    nie i nie obchodzi mnie kto probuje, facet czy dziewczyna, straci reke. No
    dobrze, tylko i powtarzam TYLKO mojej zonie wolno, ale ona tego tez nie robi, bo
    wie, ze nie znosze.
    Nie ogladam sie za innymi dziewczynami bo od czasu kiedy spotkalem moja zone
    duzo juz lat temu wydaje mi sie najbardziej seksowna istota pod sloncem.
    O bylej nie opowiadam, aczkolwiek spotkalem swoja zone jako juz rozwodnik, wiec
    zna sytuacje tak czy owak.
    Nie chwale sie pozycjami (no, badzmy w koncu dyskretni...), samochodem - bo to
    przedmiot uzytkowy i jest to troche tak, jakbym sie chwalil ze mam w domu na
    przyklad widelce - ani gadzetami, chyba, ze to aparat fotograficzny.
    Ale calkiem nie rozumiem dlaczego - naprawde DLACZEGO? - nie mozna Ci
    podziekowac, jak mnie przepuscisz w drzwiach? Wyobrazmy sobie, ze wlasnie
    kupilem komputer i niose go w kartonie na parking. Niewygodne jest to dranstwo,
    raczej nie nalezy tez rzucac tym o ziemie, i zdarzalo sie juz w podobnych
    sytuacjach, ze jakas dziewczyna przytrzymala mi drzwi. I co, jak powiem
    "dziekuje" to mi natychmiast podstawisz noge, zebym sie razem z tym komuterem
    wylozyl na bruk? O co tu chodzi?
  • voker 17.01.06, 09:42
    > Ale calkiem nie rozumiem dlaczego - naprawde DLACZEGO? - nie mozna Ci
    > podziekowac, jak mnie przepuscisz w drzwiach?
    No przeciez to bylo walkowane. :-)
  • nuvi 17.01.06, 10:20
    śmieszne, choć skrajny przykład. Nie tylko Tobie w takiej sytacji bym otworzyła
    drzwi. Uważam też, że otworzenie każdemu słabszemu ode mnie w niczym mi nie
    uchybi (starsi panowie, mężczyźni wyraźnie niedysponowani lub obładowani
    pakunkami) ale nie to miałam na myśli, podając ów przykład.
    Cóż, chęć bycia grzecznym i uprzejmym musi wypływać z człowieka.
    A co do nie oglądania się za innymi, to uprzejmością jest wg mnie nie oglądać
    się za nikim kiedy jesteśmy w czyimś towarzystwie. Gdybym rozmawiała z
    największym brzydalem, który wogóle by mnie nie interesował a właśnie obok
    przechodził Adonis o jakim jeszcze nie śniłam, obejrzenie się za nim uznałabym
    za uchybienie. To ja. Ty możesz myśleć inaczej, jak wielu innych tutaj.
  • mistrz_ip 16.01.06, 13:41
    koleś nawiedził mnie w akademiku. opowiadał jaki to jest przedsiębiorczy bo
    zakłada u siebie w pokoju punkt ksero i sprzedaje ziemię do kwiatków...potem
    przeszedł płynnie do imprez techno, ale-jak stwierdził-lubi tylko takie na
    stadionie w holandii gdzie wszyscy się ubierają albo na bialo albo na czarno(2
    rózne imprezy jak się dowiedziałam) i tańczą...brrr następnie zagaił,ze wygrał
    zaproszenie do pizza hut i chyba pójdzie ze swoim kolegą....a potem chciał się
    na mnie rzucić i całować...zresztą cały czas za mną biegał po pokoju chcąc mnie
    pocałować a ja uciekałam brrr x10..wyrzuciłam go puszczając mu "dobrą" w moim
    mniemaniu muzykę-swierdził,że to jakiś jazgot.od tamtej pory go nie widziałam i
    dzięki bogu
  • czekoladka_84 16.01.06, 13:55
    dużo mówi? Ja nie umiem się powstrzymać i chyba za dużo gadam :))
  • maddrake 16.01.06, 14:59
    Zależy o czym mówi, jeżeli jest to interesujące, chętnie słucham.

    :)
  • czarojdziejka 16.01.06, 16:28
    ja niestety odstraszam panów jak tylko zaczynam jakąkolwiek rozmowę
    poważniejszą (dla tych, którzy czepiają się mojej ortografi - jedni mają
    dyslekcje inni krzywe nosy - informuję, że w rozmowie bardziej od ortografi
    potrzebna jest logika wypowiedzi). niejednokrotnie musiałam szybko zmieniać
    temat, bo panowie przybierali wyglad osła. zawsze w zanadrzu mam zachowanie
    słodkiej idiotki i rozczulanie się nad ich ciężkim życiem :) ale jednocześnie
    wiem, że nie jest to odpowiednia osoba do bliższych kontaktów - zanudzę się
  • maddrake 16.01.06, 16:32
    Tym osłem się nie przejmuj i ciągnij temat. Bardzo fajnie jest spotkać kogoś,
    kto może Ci ciekawie opowiedzieć o czymś co do tej pory było dla Ciebie białą
    plamą - ja przynajmniej tym bardziej chętnie słucham :) W takim przypadku nie
    licz jednak na merytoryczną dyskusję ;)
  • czarojdziejka 16.01.06, 20:01
    dzięki za słowa otuchy :) co do osła, to w takich sytuacjach zmieniam temat, bo
    stworzonko owo patrzy się na mnie jak na przybysza z kosmosu :) ale zdecydowanie
    nie wszyscy tak reagują, co niektórzy wręcz przeciwnie - chcą, żebym mówiła
    dalej. spotkałam również osoby gdzie ja patrzyłam z otwartą buzią na objawiające
    mi się w danym temacie guru :).
    a teraz info dla osób, które "nad poziomy" patrzą i poniżej magistra to nie
    rozmawiają. Osoby z którymi wdawałam się w najbardziej zażarte dyskusje nie
    miały wykształcenia wyższego. ogólny poziom wiedzy i umiejętność kojarzenia
    faktów zalezy od inteligencji i oczytania.
  • yogibaboo1 17.01.06, 01:46
    > Osoby z którymi wdawałam się w najbardziej zażarte dyskusje nie
    > miały wykształcenia wyższego. ogólny poziom wiedzy i umiejętność kojarzenia
    > faktów zalezy od inteligencji i oczytania.

    Nie do końca się zgodzę. Moim zdaniem zależy od ogólnie pojętej mądrości
    życiowej, na którą nie ma wpływu ani wykształcenie, ani ilość przeczytanych
    książek, a już w ogóle inteligencja. Spotkałem w życiu zbyt wielu kretynów z IQ
    powyżej 150.

    Pozdro

    Yogi
  • voker 16.01.06, 22:46
    Nie, pod warunkiem ze lezymy w lozeczku, a ja zasypiam ;-)
  • cytrynka123 16.01.06, 13:56
    Już prawie zapomnialam niewypały internetowych randek.... Od prawie 3 lat
    jestem z jednym panem z netu ;) Wyłapalam go na Karaibach, byl w pracy, daleko
    od Szwecji. Cuda się zdarzaja. Zanim spotkał mnie mój cud, przekopałam się
    przez męczące randki. Internet jest super, ale można nieźle się przeliczyć.

    Numer 1 Totalna porażka: Świetnie mi się z gościem rozmawiało przez net. Nie
    przykładam zbytniej uwagi do wyglądu, raczej do schludnosci jako takiej i
    milego zapachu. Chłopak wybitnie inteligentny i rozumiejacy... W realu gadał
    jak przysłowiowa kosiara, po godzinie nastawia się do całowania, na zębach
    dojrzewający Brie, spodnie w kratkę a marynarka w paski. I nwet tytuł doktora
    czegos tam mu nie pomogly, bo nieswieza cera usiana pryszczami odrzuciła mnie
    na zawsze. Potem dręczył mnie telefonami, że przecież bylismy parąi jak ja moge
    teraz z nim zrywac. Para nie bylismy..
    Numer 2: Pomyłka: Facet miłosnik bowlingu, jakies 40 lat z brzuchem. Na necie
    był czarujący i przedstawił się jako przystojny. Spodnie w kratę miał, a jakże.
    Zaprosił mnie na rzucanie kulkami. Jego znajomi pytali się: nowa zdobycz? Cóz
    zdobycza się nie stałam.
    Numer 3: Facet nie pojawił się. Póxniej przepraszał i zapraszał ponownie.
    Głupia poszlam. Dostalam wiadro róż i zaplacił megarachunek za robale morskie i
    wino... Miał obciachowy golf, ale to mozna wybaczyc. Zapraszał na dekorowanie
    jego nowej posiadłości. Nie omieszkał opisać swojej sauny, basenu i kominku.
    Nie wykazywałam zachwytu dekorowaniem mieszkania o 12 w nocy....
    Numer 4: Porażka chyba godna numeru 1. Naopowiadal kim on to jest. Mi tam
    wystarczal gośc mily, robotny i wykształcony. On trochę przekolorowal.
    Na "randkę" pojawił się kaszlakiem, podobno merc w naprawie. Ciuchy miał
    biedne. Zero wody toaletowej, włosy dawno po fryzjerze. Szkoda mi go było, gdy
    płacił za pizze. Głupi był, że pozował, ale nie miałam ochoty by za mnie płacił.
    Numer 5: Ostatni typ, z którym się spotkałam.... a który ewidentnie mnie
    wkórzył. Gośc po sgh, podobno menedżer. owszem pachniał, miło wygladał i miał
    rozeznanie w sztuce i polityce. Imponowalo mi to. Najlepsze to to, że zaprosił
    mnie do teatru. Byłam pod wrażeniem. A tam....... bilety to nie były miejscówki
    tylko wejsciówki. Wyobraźcie sobie mnie wystrojoną siedzącą w szpilkach i
    pończochach na podłodze. Po spektaklu musiałam coś zalatwić 10 minut tylko.
    Powiedzial, że poczeka, a nie czekał. Oddzwonił i powiedzial, zebym wziela
    taksowke i do niego przyjechala. Nie przyjechałam, zjechałam telefonicznie.
    Randki drugiej nie było. Był najprzystojniejszy i najbardziej pachnący z
    wszystkich pozostałych porażek. Ale nie miał ani trochę oglady i szacunku.

    Miałam też kilka netowych randek, które były jak najbardziej mile. Wszystko
    fajnie. Nawet były powtórki z randek i zakochania. Ale to juz inna bajka.
  • maddrake 16.01.06, 15:04
    Dziwię się temu , który obecnie z Tobą wytrzymuje - jesteś pusta jak kasa NFZ'u
  • cytrynka123 16.01.06, 15:09
    A dzien dobry ponownie... jak miło Cię spotkac. od tamtej naszej randki mineło
    tyle czasu i zdążylam zapomniec ;)))))

  • maddrake 16.01.06, 15:20
    he, he, he dobre - masz reflex, ale i tak uważam, że jesteś jedną z tych które
    oceniają faceta głównie przez pryzmat konta... :/ tak wynika za Twoich
    opowiadań...
  • cytrynka123 16.01.06, 15:30
    masz chyba jakąs manię przesladowczą na punkcie pieniędzy. czy zawsze
    traktujesz wypowiedzi tak wybiórczo? tam najmniej jest o pieniądzach, a wiecej
    o braku manier i higieny....... moich nieszczesnych randkowiczow. a moze sepisz
    o te karaiby? ludzie pracują tam, gdzie ich praca posle ;), a że jest to
    ciekawe miejsce, to zawsze znajdzie się banda zazdrosników.
    ludzie, bądźcie trochę ciekawsi i mniej małostkowi....
  • tygrys7677 16.01.06, 15:38
    a ja mam dzisiaj 1sza randke z dziewczyna;-)
    trzymajcie kciuki!
  • maddrake 16.01.06, 15:42
    ależ TY właśnie w każdym momencie nawiązywałaś do pieniędzy...
    a co do miejsca pracy zazdrościć nie muszę, bo sam dużo podróżuję i z
    doświadczenia wiem, że po pewnym czasie robi się to męczące. Praca to niestety
    nie wakacje
  • cytrynka123 16.01.06, 15:48
    Jesli cos wspomnialam o pieniądzach, to tyle, że jeden gosc był nadziany, a
    chamski, a drugi udawał nadzianego na siłe, a prawda wyszla. Mi nie trzeba
    nadzianego, jak golabka farszem mięsnym. Oby potrafił zapłacic za bilet
    miejscówkowy w teatrze, jesli już mnie tam zaprasza, żebym nie robiła sobie
    dziur w pończochach. W koncu ja duzo pracy włozylam w to, by się mu podobac, a
    jemu szkoda było 10 złotych więcej....
    Jezeli chodzi o pieniądze, jestem ekonomistką ;)i lubię badac pewne zaleznosci
    między poziomem kultury i zasobnosci.. Niestety, tu nie ma reguly. Zawsze miły
    wyszczotkowany usmiech i cos ciekawego do powiedzenia jest warte wiecej, niż
    stado sztabek złotych w szwajcarskim banku.
    Ja też duzo podróżuję ;), więc perfumy kupuję sobie sama na lotniskach i
    promach ;))) tak ku sprostowaniu.
  • maddrake 16.01.06, 15:57
    A może kupił wejściówki bo biletów już nie było, a bardzo chciał Ci zaimponować
    tym, że wogóle pomyślał o Teatrze? My czasami nie myślimy o detalach, chociaż
    wiem, że biorąc pod uwagę jakie znaczenie mają dla drugiej strony powinniśmy.
    Ma to jednak też swoje plusy - jesteśmy bardziej spontaniczni niż wyrachowani.
  • cytrynka123 16.01.06, 16:00
    Biletami machał mi tydzien wczesniej.... na dodatek, bez mojej wiedzy, wziąl ze
    sobą swojego brata z dziewczyną. gdybym wiedziala, że bede siedziec na brudnej
    podłodze, to bym i jemu i sobie kupiła normalne siedzonka.
    Troche słabo z tym imponowaniem... Tu liczy sie nie tylko pomysł, ale i
    szacunek.
  • maddrake 16.01.06, 16:12
    Hmmm, jakoś nie bardzo wierzę w to, co piszesz o kupowaniu, ale fakt - mógł Cię
    uprzedzić, żebyś mogła odpowiednio dobrać garderobę
  • cytrynka123 16.01.06, 16:15
    Gdybym wiedziala, ze zaprosi mnie na podloge, to bym nie poszla i tyle... i
    jeszcze ze swoja rodzinką.
    Ja postrzegam randke jako coś wyjatkowego i zawsze się do niej przygotowuję.
    Wolałabym byc potraktowana tak serio, jak serio traktuję ja.
    Co wolno w zwiazku, niekoniecznie przystoi na pierwszym spotkaniu.
  • maddrake 16.01.06, 16:24
    Widzę, że duże znaczenie przywiązujesz do konwenansów, szczególnie do kwestii
    wzajemnego szacunku. Troszkę Cię zaskoczę, ale dla mnie jest to zrozumiałe. Są
    ludzie, którzy bardzo na to zwracają uwagę i stram się nie urażać ich swoim
    zachowaniem do momentu kiedy oni również traktują mnie w taki sam sposób. Nie
    znoszę natomiast samouwielbienia a często zauważam, że ktoś oczekując szacunku
    gardzi jednocześnie otoczeniem co wyraża się protekcjonalnym traktowaniem
    partnera
  • cytrynka123 16.01.06, 16:51
    Nie szczyp juz mnie. Skoro znane sa Ci maniery i bardzo przywiązujesz do niech
    wagę, to wiesz, że sa sytuacje, gdy one najbardziej obowiązują..... Co wypada w
    narzeczeństwie, nie zawsze na pierwszej randce.
  • wrotka9 16.01.06, 21:23
    wiesz co to perfumeria???
  • czarojdziejka 16.01.06, 19:49
    cytrynka123 napisała:
    Oby potrafił zapłacic za bilet
    > miejscówkowy w teatrze, jesli już mnie tam zaprasza, żebym nie robiła sobie
    > dziur w pończochach. W koncu ja duzo pracy włozylam w to, by się mu podobac, a
    > jemu szkoda było 10 złotych więcej....

    moment, jego karcisz, że szkoda mu było 10 złotych więcej zapłacić, a sama
    rozpaczasz za pończochami, które kosztowały zapewne mniej niż 10 złotych ......
    poza tym co takiego zrobiłaś, żeby mu się podobać ?? ubralaś się ?? było przyjść
    bez niczego spodobałabyś się jeszcze bardziej hahahahaha
  • cytrynka123 16.01.06, 20:27
    gdybym wiedziała, że bede siedziec na podłodze, to bym sobie i jemu kupila
    bilety miejscowkowe. ponczochy kosztuja znacznie wiecej niz 10 złotych. nie
    nosisz, nie wiesz. nie bede Ci tłumaczyc , na czym polega szacunek do
    kobiety... sama najwyrazniej jego nie otrzymujesz. a co do ubrania, to nie
    załozyłam byle ciuchów kuchennych, by siedziec na podłodze. nie stac Cie na
    błyskotliwy komentarz, to sobie daruj.
  • baba67 16.01.06, 21:41
    A ja doskonale rozumiem cytrynke-chociaz rodzina faceta z przyleglosciami by mi
    nie przeszkadzala.Oczekiwalabym tez, zeby mnie uprzedzil o wejsciowkach-ja
    akurat lubie siedziec na schodkach, bo moj kregoslup lepiej to znosi, ale
    inaczej bym sie ubrala.
    --
    Nie bierzcie życia tak poważnie
    i tak nie wyjdziecie z niego żywi.
  • cytrynka123 16.01.06, 21:48
    ja tez moge siedziec na schodach, ale załozyłabym dzinsy. i gdyby facet od razu
    byl na luzie, a nie sprawiał wrazenie "konesera" i powaznego "bulkę przez
    bibułkę" dzentelmena, ktorym sie nie okazal. a o rodzince goscia nie byłam
    uprzedzona, wiec moje zdziwienie bylo totalne.
  • p-iotr 17.01.06, 15:42
    Zgadzam sie z Cytrynka. Na pewno gosc mogl to inaczej rozegrac. A skoro nie
    rozegral, bo nie czuje takich niuansow, to jego problem.

    Pzdr

    P.S. Rodzina na pierwszej randce? Brrr...

    --- [sygnaturka kontrolowana] ---
  • oneka 18.01.06, 13:30
    a może to jakiś ejfman był, czy inny brook?
  • 18_lipcowa 27.01.06, 14:41
    czarojdziejka napisała:

    > cytrynka123 napisała:
    > Oby potrafił zapłacic za bilet
    > > miejscówkowy w teatrze, jesli już mnie tam zaprasza, żebym nie robiła sob
    > ie
    > > dziur w pończochach. W koncu ja duzo pracy włozylam w to, by się mu podob
    > ac, a
    > > jemu szkoda było 10 złotych więcej....
    >
    > moment, jego karcisz, że szkoda mu było 10 złotych więcej zapłacić, a sama
    > rozpaczasz za pończochami, które kosztowały zapewne mniej niż 10
    złotych ......
    > poza tym co takiego zrobiłaś, żeby mu się podobać ?? ubralaś się ?? było
    przyjś
    > ć
    > bez niczego spodobałabyś się jeszcze bardziej hahahahaha


    --
    Do gabinetu lekarza wchodzi pacjent:
    - Panie doktorze, wszyscy, jak mnie tylko zobaczą, to się dziwią.
    - O mój Boże!!! Któż to do nas przyszedł?!
  • azarel 16.01.06, 15:11
    ten obecny ma merca i wylewa na siebie codziennie butelke wody toaletowej :)

    maddrake napisał:

    > Dziwię się temu , który obecnie z Tobą wytrzymuje - jesteś pusta jak kasa NFZ'u
    --
    Tak wielu chrzescijan, tak malo lwow...
  • cytrynka123 16.01.06, 15:14
    Nie wlewa perfum i ma starą mazdę :)))
  • dr.tapczan 16.01.06, 16:51
    krótko mówiąc popieram cytrynę 123! nie przystoi bowiem sadzać damy na
    podłodze! doktor tapczan radzi - nauczcie się luje wychowania!
    --
    wiadmosci z palca wyssane
    www.wyborowo.com
  • cytrynka123 16.01.06, 16:54
    Dziekuję panie doktorze. Moje pończoszki się pozadzierały i wszelkie plany co
    do zwiedzania tapczanu z winnym osobnikiem prysły ;))) Bo przeciez nie chodimy
    na randki po to, by sobie dokopywac, ale chyba po to, by znaleźć partnera na
    zycie czy wieczory ;). Ciekawa jestem, jakby się ten gośc zachował w
    przyszlości...
  • dr.tapczan 16.01.06, 17:05
    tak podejrzewałem...bogatszy o wiedzę, cóź z pończoszkami stać się miało, nr 5
    kupił by zapewne ustronną lożę, a tak...

    wątek ten powinien stać się dla niektórych lektruą obowiązkową, aby mieli
    świadomość jak niewiele trzeba, by coś stracić i znowu jak mało potrzeba, by
    wiele zyskać!

    --
    wiadmosci z palca wyssane
    www.wyborowo.com
  • cytrynka123 16.01.06, 17:11
    nie do końca rozumiem :) cóz, koronki pończoszek nie zobaczył, więc pewnie
    stracil ;) teraz może oglada jedynie skarpetki w kaczuszki i majtki w kwiatki
    polne ;), a moje ponczoszki oglada ktos, kto mnie ujał swoimi manierami.. i
    subtelną umiejętnoscia odejscia od tychże ;)))))) wtedy gdy trzeba
  • keti79 16.01.06, 13:59
    Ja miałam pare randek z facetami poznanymi przez net, i tak, wszystkie randki
    były pierwszymi i jednocześnie ( z 1 wyjatkiem nr 3)ostatnimi:
    1. Byliśmy na lodach w galerii, dobrze, ze siedzieliśmy przy oknie bo mogłam
    patrzec na samochody pomykajace po Piłsudskiegi i tylko udawać, ze słucham jego
    wywodów o jego byłej żonie - sadystce, czy jak jej tam
    2. Innym razem byłam w herbaciarni z gościem co opowiadał o samolotach
    totalnemu laikowi, nawet chyba nic mnie nie zapytał
    3. Inny przyapdek: umówiłam się z gościem, było miło, chociaz miałam wrażenie,
    ajkbyśmy byli juz po zaręczynach, po odprowadzeniu mnie do autobusu chciał
    pocałować, udało mi się jednak tego uniknąć. Ledwo autobud ruszył,a tu sms o
    treści, ze następnym razem mi nie odpuści. Na następnej randce dostałam od
    niego złote kolczyki na wypadek gdyby tylko to miało mi po nim tylko pozstac -
    co tez się stało. Potem otzrymywałam jeszcze dużo sms-ów, coraz mniej
    przyjemnych a czytając ostatnie miałam wrażenie, ze się rozwodzimy. Ech nie
    wiem co ten palant sobie wyobrażał.
    4. I raz przyszedł koles całkiem całkiem był na zdjęciach, a a rzeczywistości
    ledwo zmieścil się w krzesło w hortexie- zgroza brrrr


    to tyle....
  • miss.hyde 16.01.06, 14:21
    To było latem, umówiliśmy się na spacer po mieście i piwko w plenerze. Gdy się
    spotkaliśmy od razu zaciągnął mnie do jakiegoś baru z hamburgerami, kupił sobie
    hamburgera i spytał 'czy chcę gryza'. Po najedzeniu się zaproponował żeby kupić
    piwo w sklepie bo taniej, po czym zaprowadził mnie na rzekę z widokiem na
    szpital i jakieś śmieci. Gdy wkurzona zakumunikowałam, że następne piwo idę
    wypić pod parasol przed pubem - sama albo z nim - poczłapał za mną. Stwierdził,
    że on już nie ma na piwo i POWINNAM mu postawić. Po tym poszłam sobi od niego i
    wyciągnęłam koleżankę na piwo.
    Poza tym cały czas gadał o wybrykach młodzieńczych z kumplami (typu łażenie po
    drzewach pod wpływem zioła) i o tym, że wszystkie dziewczyny po kilku
    tygodniach go rzucały (ciekawe dlaczego?). Aha - pod koniec stwierdził, że
    kobiety nie umieją prowadzić samochodu (on nie miał prawa jazdy, ja tak) i nie
    znają się na komputerach. Gorszej randki nie miałam.
  • czarojdziejka 16.01.06, 14:38
    1. na szczęście do randki nie doszło, ale codziennie swego czasu jeździłam z
    nim pociągiem i niemalże codziennie próbował się ze mną na ową randkę umówić.
    Kiedyś powiedział mi, że jego pasją są podróże, akurat przeżdżaliśmy koło
    plakatu ze zdjęciem tchnięcia życia w Adama (wycinek freska z Kaplicy
    Sykstyńskiej) na moje pytanie czy wie gdzie się znajduje to malowidło i czego
    jest częścią odpowiedział, ze nie. ciekawe czy wie co by chciał zwiedzać w
    czasie tych podróży :)

    2. umówiłam się z gościem przez internet na spotkanie. po wymianie telefonów i
    telefonicznym uzgodnieniu terminu coś już mi nie pasowało, ale ......... raz
    kozie śmierć. poszłam na spotkanie ............ najchetniej uczciła bym to
    minutą ciszy ........... w ciągu pierwszych 15 minut dowiedziałam się kim był
    jego pradziadek ze strony i mamy i taty, potem przyszła kolej na kolejnych
    członkow rodziny, największy opis był przy ciociach i wójkach cierpiących w
    czasie drugiej wojny światowej. odrobina z jego życia prywatnego była naprawdę
    miłym akcentem. moje próby zmiany tematu na nic sie zdały, jak bumerang wracał
    do wójków i cioć. byłam dzielna - wytrzymałam dwie godziny ale była to pierwsza
    randka z której zwiałam.

    3. na drugim spotkaniu usłyszałam : nikt nie przeszkodzi naszej miłości
    trzeciego spotkania nie było.

    4. mieliśmy iść do kina, spotkaliśmy się trochę wcześniej w innym miejscu i
    trzeba było dojść kilka metrów. niefart chciał, że tego dnia padał deszcz. jak
    to w większości paniowie i on również nie miał parasolki, schował się pod moją
    trzymając ręce w kieszeni (ech ci dzentelmeni). po wejściu do kina (nawet
    zapłacił za bilety) zdjęłam kurtę i placak, żeby usiąść, trzymałam w ręku
    parasol. on dostał jakieś ulotki rzucił na nie okiem poczym stertę gazet
    wrzucił mi na "kolana" patrz kurtkę i plecak, bo siedząc gdzieś to musiałam
    trzymać. no cóż, pewnie kosz na śmieci był za daleko a on się cieszył, że
    umiejętnie to położył, że nie zleciało, i że ma puste ręce.
    więcej sie z nim nie spotkałam
  • fujitsu-siemens 16.01.06, 15:06
    "wycinek freska", "wójkach", "wójków"... lol;-))),
    laski, do podstawówki częściej chodzić, a nie na randki!
  • czarojdziejka 16.01.06, 15:29
    ok, pujde do ciebie na wykład z zasat ortografi
    mam nadzieje, ze zrobilam wszelkie mozliwe bledy profesorze
  • viking2 17.01.06, 04:37
    > ok, pujde do ciebie na wykład z zasat ortografi
    > mam nadzieje, ze zrobilam wszelkie mozliwe bledy profesorze

    Nie, nie wszelkie: moglas jeszcze napisac "mozliwe" przez rz
  • lila99 19.01.06, 10:45
    a blendy???
  • ender.moje.imie 16.01.06, 15:18
    Po 2 miesiącach spotkałem się z "kobietą" którą poznałem na wakacjach, nie
    szczególnie atrakcyjna, ale wiadomo jak wygladają wakacje, piwko w ręku,
    jeziorko, jakieś wypady. Na jednym z takich wypadów ją poznałem. Dosiadła się
    razem z koleżanką do mojego stolika(sic!) i zapytała czy się nie znamy, bo
    kogoś takiego nie mogła by przegapić/kiepsko/. Nudziła o tym, że akurat tu nie
    ma co robić, że żeby się rozerwać musi jeźdźić na jakieś tam koncerty, bo tu to
    w ogóle wiocha. Później stwierdziła, że u mnie jest przyjemnie pewnie. Niecały
    miesiąc później wpadła do Wrocławia, puka do drzwi mojego mieszkania i mówi, że
    chciała się ze mną zobaczyć, a akurat kolega dał jej adres/ciekawy który taki
    uczynny/. Oczywiśnie nie zostawiła żadnych wiadomiości, bo to przecież nie era
    telefonów komórkowych. Wytłumaczyłem się, że muszę wyjść, więc ona chodziła
    sobie ze mną jakieś 3 godziny po mieście, ja załatwiając oczywiście jakieś
    sprawy na poczcie, w banku i takie tam. Wykręciłem się, udając, że idę do
    kumpla z którym się umówiłem i nie mogę tego przełożyć. Ona zawiedziona
    odprowadziła mnie na przystanek. Tak odjechałem. Od tamtej pory dzwoniła dwa,
    trzy razy dziennie twierdząc, że muszę wpaść do niej, bo jakoś tak ze
    mną "fajnie". Pojechałem, żeby zakończyć tą dziwną znajomość. Ona zaczęła mnie
    przekonywać, że może się jeszcze zastanowię, ja, że nie. Rozpłakała się, i
    powiedziała, że przykro jej bardzo, myslała, że jest inaczej. Dla niej chyba
    każde nasze spotkanie było randką, dla mnie nie udaną. Kiszka ogólnie.
  • cytrynka123 16.01.06, 15:34
    Ja tez takiego pana "mialam', co jak nie drzwiami, to kominem, a jak nie to i
    dziurka od klucza. Typy niereformowalne, niezaleznie od plci. Ludziom sie
    zdaje, że jak oni chcą, to i ta druga strona chciec musi.
  • ulrike_m 16.01.06, 16:11
    heh tylko co zrobić, gdy wnętrze tak pcha do pchania :))
  • nuvi 16.01.06, 15:01
    Jakiś czas wzdychał do mnie pewien mężczyzna. Opiekuńczy był i miły. Na inne
    braki starałam się nie zwracać uwagi (w miarę upływu lat stajemy się mniej
    wybredni). Często jeździliśmy razem moim samochodem do kościoła w niedzielę
    (jest nieco oddalony od miejsca zamieszkania) aż wreszcie kupił sobie swój
    własny. Powiedział, że będzie jechał za mną (nie wiem po co i dlaczego, ale
    czepiać się nie będę) po czym tuż przed kościołem wyprzedził mnie i zaparkował
    na jedynym wolnym miejscu. Ja musiałam odjechać dalej szukać miejsca. Można nie
    być wybredną, ale trzeba się szanować. Delikatnie dałam mu do zrozumienia, że
    nie jest "tym".
  • albert_xxx 16.01.06, 15:05
    Wydajesz sie byc spoko osobka.
    Wg mnie masz bardzo trafne uwagi i podejscie do pewnych spraw.
    Pozdrawiam. Trzymaj sie!
  • nuvi 16.01.06, 15:11
    dziękuję Ci bardzo, bo większość oburzonych wylewa na mnie pomyje, miło dla
    odmiany usłyszeć przychylny głos. Też Cię pozdrawiam.
  • ishtarr 16.01.06, 15:15
    Oburzeni sa bo zycia nie znaja, chyba.
    Mnie tez sie podobaja twoje uwagi, po prostu zyciiowe.
  • cytrynka123 16.01.06, 15:43
    Wiesz, kto leje pomyjami? Zakompleksione typy. Trudno jest wielu zrozumieć, że
    istnieje pewien zbiorek zasad zachowania..... i złamanie niektórych konwenansów
    prowadzi do spadku swojej wartosci w oczach drugiej strony randkujacej ;) Takie
    narzekactwo, skapstwo,niechlujstwo, wygodnictwo i egoizm, to podstawowe blędy.
    Dodam jeszcze nadmierna fantazje na temat swojej osoby. Miałam takie przypadki
    i w starciu z rzeczywistoscią wylaziło kłamstwo... To nie zalezy od kasy, tylko
    od kultury. Albo ona jest, albo nie.
    Widzisz, zawsze się ktoś poczuje urazony, jak powiesz prawdę o tym, co Ci
    przeszkadza.
  • albert_xxx 17.01.06, 11:16
    Masz racje, ale z drugiej strony ktos sie z tymi typami spotyka. Oni sa dlatego
    tacy, bo im na to po prostu pozwalacie. I nawzajem, niestety.
  • maal 16.01.06, 19:07
    A nie jesteś czasem zbytnio małostkowa?
  • ryko 16.01.06, 15:10
    Ale ubaw, prawie spadłem z krzesła :)))

    Choć przyznam też, że jestem w szoku czym można urazić... i jak bardzo należy
    uważać... na gesty, słowa i to co się zamawia... i jak tu byc sobą ;)))

    O swoich za dużo się nie wie... choć raz na pewno miałem.
    Przy niespodziewanie umówionym spotkaniu trochę na chybcika, po skończeniu przez
    nią pracy, nie mogliśmy znaleźć żadnego lokaliku w okolicach i wylądowaliśmy w
    obskurnej budce... nawet kawa rozpuszczalna nie smakowała... wrrr, brrr (ale był
    ciąg dalszy...)

    W drugą stronę też zdarzaja się wpadki... tylko w jakiś 20% przypadków chce się
    spotkać ponownie...
    Najbardziej zniechęcają przypadki niezadbanych czy niechlujnych dziewczyn. Po
    prostu koszmar.
    Druga rzecz to niedostateczne wykształcenie (poziom), brak płaszczyzny
    porozumienia i brak wyczucia sytuacji.
    Trzecia to brak wiary w siebie, brak uśmiechu i optymizmu, czasem jakaś
    traumatyczna przeżywka. Odechciewa się z taką przebywać.
    --
    Mówię co czuję i czynię co myślę
    szczęśliwy, acz nienasycony
    R.
  • voker 16.01.06, 15:21
    ryko napisał:

    > Ale ubaw, prawie spadłem z krzesła :)))
    >
    > Choć przyznam też, że jestem w szoku czym można urazić... i jak bardzo należy
    > uważać... na gesty, słowa i to co się zamawia... i jak tu byc sobą ;)))
    Jesli zalezy Ci na kobiecie to jestes soba, bo kiedys i tak pozna, jaki jestes. Jesli chcesz miec dziewczyne na jedna noc, to grasz. ;-)
    Dla mnie czesc wypowiedzi, to opis zachowania rozpuszczonych malolat. :-)
  • olusia178 16.01.06, 15:12
    Zgodziłam się iść na studniówkę jako osoba towarzysząca z chłopakiem którego
    widziałam kilka razy ale dosyć często rozmawiałam na gg. Opiszę wam przebieg
    tej imprezy :-/Dodam tylko, że nikogo oprócz niego tam nie znałam.
    1. Przychodzimy do stolika nawet mnie nie przedstawił.
    2. Ktoś z jego klasy mówi " Może pójdziecie w pierwszej parze do poloneza..."
    ja czekam co on powie... a on na to:" no możemy iść "/ Myślałam, że padne.
    3. Idziemy tańczyć (już po polonezie)Ja święcie przekonana,że on umie
    tańczyć ... jednak pomyliłam się nie umiał w ogóle, i tak przez całą studniówkę
    się męczyłam :-/
    4. Przez te kilka godzin zamienił ze mną zaledwie kilka zdań :-/
    5.Ok godziny 2.00 zaczęłam zastanawiać się kiedy będzie koniec. Ok 3.00
    powiedziałam mu, że mam takie odciski , że już nie dam rady tańczyć i ze chce
    jechać do domu :-)
    6. Następnego dnia przez gg wyznał, że nie umie tańczyć... a ja na to ... to
    już chyba trochę za późno na przyznawanie się, że nie umiesz tańczyć tym
    bardziej, że pytałam czy umiesz... a on na to no:" takjamówiłem, że umię
    tańczyć ale tylko poloneza, walca i cha che :-/ Mówię mu no ale nie przypominam
    sobie żebyśmy walca tańczyli :-/ a on na to... "A to grali?"

    No po prostu porażka :-/
  • nuvi 16.01.06, 15:14
    Ja byłam na studniówce z gościem (wcześniej wydawał się całkiem normalny),
    który kieszenie napychał słodyczmi. Jak spojrzałam na niego wymownie (bo wstyd
    mi było zwrócić mu uwagę) to bąknął: "to dla siostry"!
  • albert_xxx 16.01.06, 15:19
    :):):):) trzeba Ci przyznac, ze trafialas na niesamowitych kolesi. Mam z tego
    niezly ubaw:). Mialas kiedys dla odmiany jakies fajne randeczki ?
  • nuvi 16.01.06, 15:22
    za młodu dużo randkowałam, były też te piękne, romantyczne, spontaniczne,
    niebezpieczne i przyznam szczerze, że tych kiepskich było zdecydowanie mniej,
    ale czasy się zmieniają i teraz jest coraz więcej powodów do ubawu z kiepskich
    randek. Jakość idzie w ilość.
  • maddrake 16.01.06, 15:26
    skończ z tym za młodu - przemawiasz jak stara matrona a założę się że nie masz
    30 tki. A co do tego, że teraz więcej randek jest kiepskich... cóż za pewne
    zwracasz uwagi na znacznie więcej rzczy niż kiedyś - przekleństwo rutyny i
    doświadczenia...
  • nuvi 16.01.06, 15:28
    teraz generalnie już się nie umawiam. jestem w wieku chrystusowym, a mówiąc za
    młodu miałam na myśli okres 15-20, bo wtedy najczęściej się randkuje, najmniej
    poważnie.
  • maddrake 16.01.06, 15:36
    Muszę Ci powiedzieć, że ja moje najlepsze randki miałem w drugiej połowie 3
    dekady. Dokładnie wiedziałem już czego oczekuje druga strona i jak osiągnąć
    wspólne cele :). Teraz bardzo mi tego brakuje, tego wspólnego odkrywania
    siebie, niepewności, tajemniczności... ech, rozmarzyłem się :)
  • albert_xxx 16.01.06, 15:43
    Masz cos z glowa. Najpierw piszesz zeby sie opamietala z randkami a teraz sie
    nagle wywewnetrzniasz. Idz do psychologa.
  • maddrake 16.01.06, 15:46
    wywe co ? Polecam dobrego logopedę :)
    dobry specjalista od interpretacji tekstów też wskazany : a może powtórzyć
    klasy od 5-7 ? Poddaję pod rozwagę :)
  • xxxx28 16.01.06, 15:55
    A ja tobie dobrego psychologa!
  • viking2 17.01.06, 04:42
    > A ja tobie dobrego psychologa!

    No! Na przyklad doktor Hannibal Lecter... A nie, cholera, on byl psychiatra!
  • xxxx28 16.01.06, 15:56
    Przebijasz wszystkich! Jesteś skończonym kret....m!!
  • maddrake 16.01.06, 15:16
    Dziecko, mam nadzieję, że Ty jeszcze masz dużo czasu do matury?
    Z polskiego pewnie byłaby pałka za składnię :/
  • khaki3 16.01.06, 15:21
    Moja byla kolezanka podrywala chlopakow na opowiesci jak to ja ojciec
    zostawil,jak to ona jest chora.A po drugiej( o ile takowa byla) randce
    mowila,ze sie nie przespi z tym z ktorym byla na randce odrazu,bo ona oczekuje
    milosci,bezpieczenstwa,czulosci itp itd.2 piwa i dziewczyna byla chetna na
    wszystko.jeszcze wmawiala,ze jest podobna do J.Lo i wpierala,ze mowia na nia
    Dzeni(jej pisownia).Co najciekawsze bylo to to,ze przystawiaqla sie do mojego
    Ukocganeo i powiedziala mu,ze ja to jestem taka nieciekawa a ona to jest taaaka
    ciekawa i obyta zyciowo.Kiedys tez ukradla chlopakowi z ktorym byla na imprezie
    pieniadze z samochodu,a kiedy nie mial czym zaplacic rachunku wyszla.
    --
    Puchatek spojrzał na obydwie łapki. Wiedział, że jedna z nich jest prawa i
    wiedział jeszcze, że kiedy już się ustaliło, która z nich jest prawa, to druga
    była lewą, ale nigdy nie wiedział, jak zacząć
  • xxxx28 16.01.06, 15:52
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • bri 16.01.06, 15:25
    Wprawdzie do randki nie doszło ale zapowiadało się zabawnie. Miałam profil na
    Sympatia.pl. W lykendy nie zaglądałam tam. Któregoś razu w poniedziałek widzę w
    swojej skrzynce z 5 wiadomości od nieznajomego.
    Czytam pierwszą - ach ta niesamowita chemia między nami, twoje zdjęcie noszę w
    moim sercu itp.
    W drugiej pan postanawia mi wyznać, że w pierwszej nie powiedział mi całej
    prawdy o sobie, otóż ma jedną nogę krótsza od drugiej - ok.
    Czytam trzecią - postanowił mi wyznać coś jeszcze; niedługo zostanie ojcem, ale
    z matką jego dziecka nic go nie łączy, byli w łożku razem tylko raz - LOL.
    Wiadomość nr 4 - zastanawia się dlaczego nie odpisuję i wyznaje dalej, że jest
    obecnie na leczeniu i bierze leki psychotropowe - nie dziwne.
    Wiadomość nr 5 - wyrzuca mi, że jestem okropna bo on jest szczery a ja nie.
    Odpisałam grzecznie, że nie jestem zainteresowana spotkaniem z nim ale on nadal
    pisał o tym jak rzekomo okropnie go potraktowałam i że tracę szansę na miłość
    mojego życia. Na szczęscie na Sympatii nie byłam długo bo po jakiś 2 miesiącach
    poznałam swojego aktualnego męża :)
  • a-l-u-z-j-a 16.01.06, 15:56
    Nigdy więcej nie pójdę na pierwszą randkę do teatru!
    Drugi rząd. Ja i On.
    Moje ulubione przedstawienie, które widziałam parę razy. Na scenie ulubiony
    aktor.
    Facet siedzi i żuje gumę, co jakiś czas komentuje grę mojego ulubionego... w
    końcu prosi o chusteczkę, bo guma zrobiła się niesmaczna... Brrrr....
    Miałam wrażenie, że gdybyśmy siedzieli w pierwszym rzędzie oplułby mojego
    ulubionego, a tego bym mu nie wybaczyła.
    Drugiej randki nie bylo, choć zaproponował... wspólny wyjazd nad jezioro... o
    21 wieczorem...
    Podziękowałam uprzejmie.

    Przy okazji zapraszam na forum O RANDKACH Z INTERNETU, link w mojej sygnaturce.

    --
    Czasami zapominam, jak wiele może zdziałać śmiech(K.K.)
    Nie czynię a-l-u-z-j-i. Mówię wprost. Zazwyczaj :D
  • cytrynka123 16.01.06, 16:02
    też zgarnął mnie do teatru, a tam zamiast foteli, miałam podloge by usiąśc...
    może kolejna randka, juz zakochanych, może na to pozwolic, ale pierwsza?
  • salmon 16.01.06, 16:12
    nie chce go usporawiedliwiac, ale moze chcial kupic miejscowke, ale juz nie
    bylo? wiesz, w takiej sytuacji moze powinnas mu to wybaczyc?:)
  • cytrynka123 16.01.06, 16:17
    o teatrze wiedzialam ponad tydzien przed teatrem.... no comments. wział jeszcze
    brata z dziewczyna.
  • salmon 16.01.06, 16:22
    hehe, to zmienia postac rzeczy.
    faktycznie przegial:)

    swoja droga, ten topic jest bardzo pocieszajacy, bo jak bym sie nie staral
    przyporzadkowac sobie, ktoras z tych beznadziejnych cech, o ktorych pisza to
    dziewczyny to nijak nie moge, hehe:)

    moze z drugiej strony jestem zbyt standardowy? ;) nieeee :)
  • cytrynka123 16.01.06, 16:32
    ja swojego skarba znalazlam na necie. i to na zagranicznym czacie o wedkowaniu.
    jestesmy juz 2,5 roku. i nie znalazlam niczego paskudnego w jego osobce juz od
    pierwszej chwili spotkania.
    przyznam, ze spotkałam innych miłych chłopaków z netu, ale nic niemiłego mnie
    nie spotkało. jednak nie mialam ochoty byc dziewczyną , któregos z nich. albo
    sie czuje miętę, albo nie. więc jesli dobrze sie zachowujesz, masz szacunek do
    siebie i dziewczyny,nie skapisz na lody w macdonaldzie, myjesz zeby i czytasz
    ksiazki, to już mi się podobasz. gdybys jeszcze znał się na wedkowaniu ;))) to
    juz moje serce Twoje ;) (gdybym mojego vikinga nie miala)
  • cronik 16.01.06, 16:35
    tylko to wedkowanie... :(
  • cytrynka123 16.01.06, 16:41
    nie martw sie.. wędkowanie to atut dodatkowy... ja jestem na etapie odrózniania
    woblerów od spinnerów. znam jeszcze wiele nazw ryb po szwedzku i czasem łapie
    okonie. najczęsciej malutkie ;))). i raz szczupaczka. ale zabic go musiał mój
    dzikusek. ja go, tradycyjnie dla kobiety ;), do gara wrzuciłam. z wódeczka
    super....
  • salmon 16.01.06, 16:42
    hehe. ladnie napisane:)
    >albo sie czuje miętę, albo nie.
    zgadza sie. tylko i az tyle. nic na sile nie da sie zrobic (niestety:)

    więc jesli dobrze sie zachowujesz,
    > mysle ze tak

    masz szacunek do siebie i dziewczyny,
    > do siebie oczywiscie,a jesli chodzi o dziewczyne: nie umowilbym sie z
    dziewczyna do ktorej nie czuje szacunku, bo i po co.


    nie skapisz na lody w macdonaldzie,
    > nie lubie mcdonalda. moge kupic lody gdzie indziej.

    myjesz zeby i czytasz ksiazki,
    > tak:)

    >to już mi się podobasz.
    hehe, to milo. zarcik, jak zarcik, ale mily.

    >gdybys jeszcze znał się na wedkowaniu ;)))
    NIE! NIE! NIE!!! nie lubie wedkowania. i sie na tym nie znam, i uwazam
    (osobiscie) ze to nudne :) ale szanuje hobby innych. ja tam wole narty i tenisa.
    i moze w ta wiosne sie chyba na skoki spadochronowe zapisze. od wedkowania do
    skokow daleka droga:)

    > to juz moje serce Twoje ;)
    kolejny mily zart:)

    ogolnie dziekuje i zegnam - skonczylem juz prace, wracam do domku:)
  • cytrynka123 16.01.06, 16:46
    papatki :)))))

    te rybki to nie obowiązek. ale lubie męzczyzn z inicjatywą i zainteresowaniami.
    troszke oczytanych, a nie kujonowatych, troszkę konserwatywnych i troszkę
    liberalnych ;))) takich miłych, męskich, pachnących i przyjaznych, bez
    uprzedzen i utartych schematow w głowie.

    gdyby moj dzikusek był ze mna... to by mi klapsów wklepał... coz, rozmarzylam
    się...
  • forumowicz.zalogowany 16.01.06, 16:48
    O co chodzi z tym "O"(powiedz"O"...to moj rozmiar)to sa jakies rozmiary?jakie to
    są skale,nigdy o tym nie słyszałem...
  • jerry.uk 16.01.06, 17:52
    jesli naprawde jestes tak niewinny jak piszesz, to podpowiem Ci ze to chodzi o
    rozmiar gwizdka.
  • forumowicz.zalogowany 16.01.06, 18:45
    tego to się domyslilem,ale nie znam tej skali i nie wiem czy "O" to duzo czy
    malo,mozna to gdzies znalezc???
  • egon.olsen 16.01.06, 19:02
    'O' to dużo
    'o' to mało :)

    BP NMSP
    --
    Mięso było twarde jak serce Berii
    R. Makłowicz
  • voker 16.01.06, 19:23
    YW :-)
  • dirgone 16.01.06, 16:28
    Najgorsza randka mojej koleżanki:
    Kilka razy umówiła się z chłopakiem, znanym jej od kilku lat ze studiów. Oboje
    byli już po studiach, chłopak pracował w kancelarii prawnej i był z tych bardzo
    dbających o siebie. Akurat kupił sobie nowe mieszkanie i zaprosił ją do jego
    obejrzenia. Kiedy przyszła było wszystko ok, wypili jakąś kawkę, herbatkę. W
    pewnym momencie chłopak wyszedł do toalety. Po chwili wyszedł... CAŁKIEM NAGI!
    Koleżankę wmurowało. Kiedy wydusiła z siebie, co on robi, odpowiedział, żeby
    sie rozbierała, no bo chyba po to do niego przyszła. Oczywiście uciekła.
  • cytrynka123 16.01.06, 16:36
    Wykształcenie i pozycja nie gwarantuje posiadania kultury przez osobnika.
    Jednak majętni i wyedukowani sa podwójnie przeze mnie tepieni, jesli sa
    chamami. W końcu mieli większy i łatwiejszy dostep do wiedzy i "wyższych"
    kręgów, zatem musza byc totalnymi ścierwami. Pozycja społeczna zobowiazuje.
  • dr.tapczan 16.01.06, 16:59
    może to był mój kolega, studia, kancelaria, nowe mieszkanie...to by się jakoś
    zgadzało...niestety punkt "bardzo dbający o siebie" oraz "całkiem nagi" nie
    pasują, choć może się mylę? może to właśnie on! ale byłaby heca...
    --
    wiadmosci z palca wyssane
    www.wyborowo.com
  • p.galli 16.01.06, 17:25
    No doobrze to teraz ja:):):)

    Randkę – niewypał miałam jedna, ale starczy za dziesięć :):):)
    Mianowicie usilnie stara się ze mną umówić jeden taki, co to mnie raz widział
    na jakies imprezie, wpadłam mu w oko, ok ludzie maja dziwny gust i się
    spodobałam.:-o
    Co robić z przeznaczeniem? Siła wyższa - umówiłam się:)

    Wyszłam przed dom i podjechał śliczny mercedes klasy S z wysokim przystojnym
    elegancko ubranym facetem który wręczył mi snop róż i wycmokał siarczyście w
    obydwa policzki. Po stwierdzeniu, jaka to ja sliczna i cudna i wogole (mówiłam
    ze dziwak) radośnie ów Pan …. wsiadł do rzeczonego samochodu zostawiajac mnie
    stojącą na ulicy. ( nie żądam żeby facet skala wokół mnie jak śmierdzącego
    jajka ale na PIERWSZEJ randce wypada żeby majtnął tą łapą i drzwi otworzył)
    Zamarłam ale myślę sobie ok., jest w szoku chłopina,wsiadam grzecznie do autka.
    Polowe jazdy zajęła konwersacja o tym co dana bryka umie i jakie ma parametry .
    Ukoronowaniem było stwierdzenie ze fotele maja takie cos w wentylacji ze nawet
    jak się „bąka puści” to nic nie czuć(sic!!!) Resztę jazdy spędziłam
    zastanawiając się czy może właśnie on puszcza i tylko ja nic nie czuje dzięki
    magicznym fotelom…

    Po zaparkowaniu pod bardzo elegancka i trendi knajpa… Pan stwierdził ze nie ma
    papierosow i ze skoczy na chwilkę do sklepu pod drugiej stronie ulicy i zanim
    zdążyłam cos powiedzieć ZOSTAWIL mnie na środku chodnika !!! (mógł albo
    zaprowadzić do knajpy przeprosić na sekunde albo już wsiąść mnie pod ramie
    żebyśmy razem do tego sklepiku weszli tym bardziej ze już było dość późno i
    ciemnawo) ale nie…zostawił – ja w szpilkach i pończochach odstawiona czekam
    sobie aż wróci wzbudzając pewne komentarze wśród przechodzących osób.
    Dostałam głupawki i zamiast zamówić taksówkę i zwiać postanowiłam poczekać jak
    sytuacja się rozwinie. Na kolacji pan zaproponował żebym się nie krepowała i
    zamawiała o chce bo on świetnie zarabia. Szkoda ze oprócz zarobkowa matka goi
    nie nauczyła jak się zachować w towarzystwie kobiety. Na koniec odwożąc mnie do
    domu zaczął się do mnie dobierać. :-/

    Wyskoczyłam z samochodu i szlam chodnikiem a on jechali obok, samochody za nim
    trąbiły bo blokował ruch a on krzyczał na cały glos ze mam wsiadać ze
    przeprasza i ze mnie kocha (sic!!)
    Szlam twardo dalej nie wdając się w dyskusje to wysiadł z samochodu i gonił
    mnie po ulicy. Zaczął się ze mną szarpać próbując zaciągnąć z powtotem do auta.
    Tylko interwencja innych osób, które to widziały zapobiegła temu. A zwłaszcza
    jednego faceta….Dostał w ryj i wrócił do auta brocząc krwią….
    Resztę wieczoru spędziłam z owym mężczyzną na kawie i powiem ze nie żałuje –
    fajnie było pod koniec nawet się śmiałam z całej sytuacji. Więcej się nie
    spotkałam ani z tym psychopata, (choć wydzwaniał długo) ani niestety niestety
    moim obrońca ( żonaty niestety a szkoda)

    --
    Jeśli nie zbudowałeś domu, nie posadziłeś drzewa i nie spłodziłeś syna, toś
    bezręki impotent, który nienawidzi przyrody
  • cytrynka123 16.01.06, 17:58
    Miałam podobne przeboje.... ale nigdy tak skondensowane na jednej randce.
    Uważaj.. zaraz stado zakompleksionych zaatakuje, że niby dla pieniędzy z
    gostkiem sie spotkałas. Cóz, pieniądze nie zagwarantują ogłady, ale sa pewnym
    ułatwieniem w zdobywaniu wiedzy, jesli "delikwent" się stara.
  • p.galli 16.01.06, 18:06
    E tam, :)
    to ze pisze o mercedesie ma swiaczyc wlasnie o ty, ze nie pieniadze robia z
    chromosomu XY prawdziwego faceta :


    --
    Jeśli nie zbudowałeś domu, nie posadziłeś drzewa i nie spłodziłeś syna, toś
    bezręki impotent, który nienawidzi przyrody
  • maxxxxxxxx 16.01.06, 19:08
    do cytrynki i galli :-) jakkolwiek goscie z teatru i merca nie wykazali sie ,
    to obie Panie ( a chyba i inne z tego forum tez ) staraly sie uprzednio mocno
    by zrobic wrazenie..te szpilki i ponczochy tez chyba byly swiadectwem jakiejs
    oczekiwanej (moze nawet pilnie jak u u Pani od 30%) perspektywy,,, zeby nie
    nazwac jej wielkim O :-) tak mi sie skojarzylo,,,nie chcialem nikogo
    urazic,,,
  • p.galli 16.01.06, 19:46
    maxxxxx szpilki i ponczochy byly dlatego ze nosze sie tak na codzien:) znaczy
    szpilki (bo ze ponczochy to na 1 wszy rzut oka nie widac)
    choc przyznam ze na randke lubie sie ubrac bj elegancko - wprwia mnie to w
    dobry humor nie wyobrazam sobie isc na spotkanie - randke w buciorach-
    traktorachh i wytartych portkach, tak mam i juz:)
    tu tez chialam podkreslic ze jakbym przwidziala rozwoj sytuacji ubralabym sie w
    cieple gatki coby po tylku nie wialo jak czekalam az z tymi papierochami
    wroci ;') i wygodne buty co by szybciej uciekać:):):):)
    --
    Jeśli nie zbudowałeś domu, nie posadziłeś drzewa i nie spłodziłeś syna, toś
    bezręki impotent, który nienawidzi przyrody
  • maxxxxxxxx 16.01.06, 19:53
    nie,,moze dlatego ten od fajek i marca cie wylukal?:-) a gacie na wacie to bys
    zalozyla gdybys w swojej perspektywie widziala taki rozwoj wypadkow....a chyba
    uprzednio mialas nadzieje na inny:-) zeby znow nie przywolac tego slynnego tu
    juz wielkiego O :-) (znow bez urazy) a z drugiej strony gosc naprawde
    musial byc cienki ja d... weza , moze zreszta nie spodziewal sie co kryje
    sie pod spodniczka :-) a tak w sumie to nie zazdrosze ci wyscigu z mercem,,,w
    tych szpilkach:-)
  • cytrynka123 16.01.06, 20:22
    zazdrosny czy co????? o tego merca? to chyba normalne, ze sie na randki nie
    ubiera we włosienice, zwłaszcza do restauracji. korzystam z dobrych restauracji
    i n swoj rachunek i nie zakładam byle dzinsów, zwłaszcza jak udaję sie tam po
    teatrze.. jakie to płytkie z Twojej strony osądzanie na podstawie szpilek i
    pończoch.... sa rózne szpilki i pończochy i nie tylko z sex shopu. chyba nie
    miales nigdy doczynienia z kobietą tylko z dziewczęciem z podstawówki.
    gdyby dziewczyna wiedziala, że to taki denny typ, to by w ogole się z nim nie
    zadala. to dziewczyny maja tylko wsiadac do maluchow i warburgów, a merc to juz
    grzech? co za krzywe myslenie...
  • maxxxxxxxx 16.01.06, 20:35
    nie odnosze sie do samochodu takiego czy owego czy knajpy za mniejsze czy
    wieksze pieniadze (zgoda ze najlepiej wlasne) a do nastawienia w momencie
    wyruszania na randke (to wszakze zdaje sie jest temat dnia),,, a z sex shopu
    czy nie czesto zastosowanie w zalozeniu podobne (powtorze ze chodzi mi wlasnie
    o Pan nastawienie na te perspektywe wielkiego O, a czym ono przyjedzie i gdzie
    zabierze to juz wtorne), a z kobietami mam do czynienia,jakkolwiek niestety
    ostatnio umocnily sie byle dzinsy,,, i moze tego zal, a w konsekwencji i do
    teatru i do restauracji nie ma kogo zabrac,,, aby tam poopowiadac o ciociach
    czy innych wedkach,,,,
  • cytrynka123 16.01.06, 20:45
    stąd twoja frustracja ;) wspólczuję. wydaje sie, że chcesz pończoszek i
    szpilek, a jak ktos juz je założy, to ladacznica... takie podwójna moralnosc.
    ja sznuje "randkowicza" i zakładam kieckę i ładne buty. o tym, że pod spodem
    mam ponczoszki, wiem tylko ja. i milo mi, gdy pan doceni moj przyjemny wygląd i
    nie stratuje swoim chamstwem i brakami w manierach.

    czy uwazasz, ze tylko panie w dzinsach sa nastawieone wylącznie na rozmowy o
    filozofii tybetu, o origami, kuchni toskanskiej i teorii wzglednosci???? a co
    Ci przeszkadzają ponczochy? jaka twoja uwaga jest wyrywkowa... dostrzegasz
    tylko marki samochodów. nie zauwazyłes kontekstu, w jakim dziewczyna umiesciła
    ten nieszczesny merc. jakby napisala o warburgu, to bys stanał po jej stronie
    i "dokopał" draniowi z warburga.. jak jest merc, to znaczy , ze panna na
    samochod leciala. co za uproszczone myslenie.
  • maxxxxxxxx 16.01.06, 21:03
    jesli czegos komus brakuje to chyba tobie tego merca,ani ja sie do niego nie
    odnosilem ani Ona nie miala prawa o nim wiedziec zanim nie przyjechal,wiec ktos
    inny cos tu probuje upraszczac. rzecz jasna na poczatku randkowicz moze docenic
    kiecke i buty albo wykrzywic sie na dzinsy, zwlaszcza jesli jemu nie przyjdzie
    na mysl ich zalozenie, no chyba ze chcesz mi powiedziec ze zakladanie ponczoch
    nie jest zwiazane z nadzieja na wlasciwe okolicznosci dla ich zademonstrowania:-
    ) a z kuchni toskanskiej polecam
    ''risotto ai porcini''
  • cytrynka123 16.01.06, 21:08
    mam 12 letnia mazdę ;)))) i własnego ukochanego kierowcę ;) przeczytaj post
    galli. ona nosi ponczochy zamiast rajstop. same ponczochy nie sa obietnicą ich
    demonstracji.
    nawet gdybymmiała na sobie zwykłe lajkrowe rajstopy, to tez bym nie chciala
    siadac w teatrze na podłodze (stad sie wzial watek o poncochach), bo
    najzwyczajniej nie chce miec dziur, ktore pieknie zwracaja uwage przechodniów.
    to juz by byl szczyt "mody".
  • maxxxxxxxx 16.01.06, 21:16
    ale jednak nie wybralas tych z lycry tylko jednak ponczochy, i mniemam ze gdyby
    miejsca byly siedzace ( nie koniecznie zaraz w lozy) a i po spektaklu
    zaserwowano w milym miejscu np penne (nie mylic z pene, tym od wielkiego
    O :) ) spinacci e gorgonzola to demonstracja jednak by sie odbyla ...
    podobnie zreszta gdyby ktos sie nie bujnal po fajki a wczesniej otworzyl
    dzrzwi, nie koniecznie zreszta w samochodzie ze Stuttgartu :-)
  • cytrynka123 16.01.06, 21:18
    mialam dluższą sukienkę ;) więc koronka nie bylaby widoczna dla "observatore
    potenzialo" ;) do gorgonzoli nie doszło, a brunello di montalcino wypilam
    sama ;)
  • maxxxxxxxx 16.01.06, 21:26
    jasne...ale jakby sie osservatore potenziale spisal to zadna dlugosc by nie
    przeszkodzila... moze nawet bez ravioli , bo bez chianti to raczej nie :-)

    jakkolwiek pewne preferencj obu Pan godne uznania:-)
  • cytrynka123 16.01.06, 21:32
    chianti nie lubie.... kiedys zakochalam sie w takim, co je lubił. romans
    cierpki, tak jak wino ;) a swojego obecnego romansika owijam w spaghetti. tez
    dziala :) jak dorzuce troszkę les fruits de mer :))), to i bez ponczoszek jest
    cool.
  • maxxxxxxxx 16.01.06, 21:39
    to polecam słodkie vin santo z ciasteczkami cantuccini.... no i jesli jest tak
    cool to jednak troche gorecej jednak w ponczochach
  • cytrynka123 16.01.06, 21:45
    a co, jak ponczochy się zsuną ;)?????
  • maxxxxxxxx 16.01.06, 21:47
    to wtedy jest naprawde cool :)
  • cytrynka123 16.01.06, 21:49
    cool to będzie, jak się lodem obłozy ;) coz, ale nie na pierwszej randce.
  • maxxxxxxxx 16.01.06, 21:54
    oj bo zblizamy sie do wielkiego O :)
  • cytrynka123 16.01.06, 21:57
    ja się zbliże do dużego O za 5 tygodni, jak mój wilk morski wróci z morz i
    oceanów... poki co, to musze sie podkurowac, bo O bedzie bolesne, gdy ma się
    zajady. przez 2 tygodnie na diecie czekoladowo-kawowej daje niezłe efekty.
  • maxxxxxxxx 16.01.06, 22:03
    no i znow powrocilismy do tak waznego a omawianego tu wczesniej zagadnienia
    higieny jamy ustnej...
  • cytrynka123 16.01.06, 22:05
    o higiene dbam... ale moja kondycja zdrowotna podupada ;) i moje O może byc
    niewystarczająco wielkie ;)
  • maxxxxxxxx 16.01.06, 22:12
    to umow sie na jakas nieudana randke (przeciez o taka jak tu pisza niesamowicie
    łatwo) , a na to co cie spotka szeroko opadnie ci koparka...a i jeszcze nam
    to opiszesz... ( na wszelki jednak wypadek : ponczoszki ! zreszta skonsultuj z
    p.galli czy nie za zimno... )
  • cytrynka123 16.01.06, 22:18
    takie sztuczne metody na wielkie O.... nie maja astosowania, u mnie niewiasty
    cnotliwej ;0) i wiernej. na randki nie chodze. czekam na vikinga i kupuję mu
    skarpetki, bo już przeszła moda na cerowanie. a pończoszki zimą, to by była
    autodestrukcja strefy intymnej ;) rzuc okiem za okno, zamarznie Ci ono na
    balkonie.
  • maxxxxxxxx 16.01.06, 22:23
    ha...i znow wracamy do punktu wyjscia, jak Ona ma chec by doszlo do
    demonstracji to i tak (je zalozy (roznica tylo taka ze do kozaczkow a nie do
    szpilek) :-)
  • p.galli 16.01.06, 22:27
    awansowałam na konsultanta hiehieheiehie:)
    no to jako expert sie wypowiem - za zimno:D
    --
    Jeśli nie zbudowałeś domu, nie posadziłeś drzewa i nie spłodziłeś syna, toś
    bezręki impotent, który nienawidzi przyrody
  • cytrynka123 16.01.06, 22:31
    tak tez myslałam. pani ekspert z pewnościa ma niepodwazalne dowody na niską
    uzytecznośc wspomnianego dessous ;) czy jak tam się pisze.
  • maxxxxxxxx 16.01.06, 22:36
    taaa...a od nas to sie wymaga nie wiadomo jakich poswiecen ( a jak cos nie
    wyjdzie to od razu powstaja takie fora )

    a Pani ekspert to zapodala wykladnie pragmatyczna a nie uzytecznosciowa czy tam
    celowosciowa , ze sie wyraze
  • cytrynka123 16.01.06, 22:37
    a czemu winne ponczoszki?
  • cytrynka123 16.01.06, 22:35
    demonstracja nastepuje w wyniku autonomii woli nosicielki ponczoszek. czasem
    bezwiednie sie podciagnie czy zaczepi, ale nie widze celowosci w pokdasywaniu
    kiecki ku uciesze otoczenia.
  • maxxxxxxxx 16.01.06, 22:37
    a tam zaraz otoczenia...no chyba ze on jeden jest w stanie Cie otoczyc:-)
  • cytrynka123 16.01.06, 22:38
    juz cicho..... bo zaczyna mi brakowac "otaczania", jesli to sie tak dzis nazywa.
  • glonik 16.01.06, 22:38
    Przeciw zajadom zastosuj uderzeniową dawkę witaminy B2. Uderzeniową, czli trzy
    razy dziennie po 4-5 tabletek. Bez obawy przedawkowania. Zobaczysz, ze znikają.

    PS Cudownie Was się czyta :)))))
    PPS Nie traktuj mojego wtrętu witaminowego jako kpinę. Sama miewam z tym
    problemy.

    Pozdrawiam
  • cytrynka123 16.01.06, 22:42
    dzieki wielkie.... nie wiem tylko, dlaczego smaruje je witamina a... może na
    wieksze AAAAAAA. pojawiły mi się dranie, bo przez 2 tygodnie miałam pustą
    lodówkę. nie ma mojego vikinga, wiec nie ma sensu gotowac chlip chlip. więc
    zerowalam na czekoladzie i kawie. czasem jakies jabłka sie napatoczyły. w
    warunkach naturalnych wcinam duzo mięska ;), i rzadko mam zajady. cóż, depresja
    z tęsknoty.
  • maxxxxxxxx 16.01.06, 22:54
    sami eksperci, co za forum:-) pierwszy raz tu jestem...ubaw po pachy