Dodaj do ulubionych

Przyjaźń w związkach

IP: 213.17.170.* 18.02.03, 11:09
Związek musi opierać się na przyjaźni. Znaczy nie musi, ale powinien... A
zdolność do przyjaźni opiera się na dojrzałości psychicznej, empatii,
szanowania inności drugiej osoby, uwolnienia się od mitów dotyczących kobiet
lub mężczyzn. Przyjaźń jest ważna, bowiem psychologowie powiadają, że po
długoletnim związku i usamodzielnieniu się dzieci jeżeli ludzi nie łączy
przyjaźń, to zaczynają odczuwać wzajemną obcość. To łatwo zaobserwować.
Przyjaźń umożliwia im ponowne zbliżenie. Mówią też że w udanych związkach
partnerzy upodobniają się do siebie stylem życia, charakterami, ale podobno
również fizycznie. Podobno jest to spowodowane reakcjami uczuciowymi, a ma to
związek z metabolizmem neurohormonalnym (cokolwiek to oznacza oczywiście, czy
na sali jest lekarz?).
Obserwuj wątek
      • julla Re: Przyjaźń w związkach 18.02.03, 11:34
        Gość portalu: Xanatos napisał(a):

        > Najpełniejsza przyjaźń istnieje między tymi, którzy wiele od siebie oczekują,
        > ale nigdy niczego nie żądają. A związki są roszczeniowe...
        ****
        Polecam film "Bezsenność w Seattle"...

        --
        Na każdym końcu następuje początek!
    • vortex Re: Przyjaźń w związkach 18.02.03, 11:54
      Gość portalu: Xanatos napisał(a):

      > Związek musi opierać się na przyjaźni. Znaczy nie musi, ale powinien... A
      > zdolność do przyjaźni opiera się na dojrzałości psychicznej, empatii,
      > szanowania inności drugiej osoby, uwolnienia się od mitów dotyczących kobiet
      > lub mężczyzn. Przyjaźń jest ważna, bowiem psychologowie powiadają, że po
      > długoletnim związku i usamodzielnieniu się dzieci jeżeli ludzi nie łączy
      > przyjaźń, to zaczynają odczuwać wzajemną obcość. To łatwo zaobserwować.
      > Przyjaźń umożliwia im ponowne zbliżenie. Mówią też że w udanych związkach
      > partnerzy upodobniają się do siebie stylem życia, charakterami, ale podobno
      > również fizycznie. Podobno jest to spowodowane reakcjami uczuciowymi, a ma
      to
      > związek z metabolizmem neurohormonalnym (cokolwiek to oznacza oczywiście,
      czy
      > na sali jest lekarz?).


      True... true... miłość bez przyjaźni jest jak pożar na malutkiej wysepce
      pośrodku oceanu. Wygaśnięcie to tylko kwestia czasu...
        • vortex Re: Przyjaźń w związkach 18.02.03, 12:11
          Gość portalu: Xanatos napisał(a):

          >
          > > True... true... miłość bez przyjaźni jest jak pożar na malutkiej wysepce
          > > pośrodku oceanu. Wygaśnięcie to tylko kwestia czasu...
          >
          >
          > Brawo vortex. Podziwiam Twój intelekt. A z tym Magbethem to mnie też
          > rozaliłeś :))

          hehe jeszcze chwila a naprawdę stanę się narcyzem :P

          sorry za moją pamięc ale nie kojaże o co chodzi z tym Magbethem, musze
          pamiętać ale chyba po prostu nie wiem o którą rzecz chodzi :P
          • Gość: Xanatos Re: Przyjaźń w związkach IP: 213.17.170.* 18.02.03, 12:21

            > hehe jeszcze chwila a naprawdę stanę się narcyzem :P

            Dobra, dobra :))) A co Ci szkodzi...


            > sorry za moją pamięc ale nie kojaże o co chodzi z tym Magbethem, musze
            > pamiętać ale chyba po prostu nie wiem o którą rzecz chodzi :P

            Jakaś dziewczyna zacytowała Magbetha w orgyginale, a Ty na to rozdział taki,
            wers taki :))
            • vortex Re: Przyjaźń w związkach 18.02.03, 12:28
              Gość portalu: Xanatos napisał(a):

              > Dobra, dobra :))) A co Ci szkodzi...

              nooo dooobra, ide kupić lusterko :P

              > Jakaś dziewczyna zacytowała Magbetha w orgyginale, a Ty na to rozdział taki,
              > wers taki :))

              hahahahahha tak to było dobre tylko szkoda że było oszustwem z mojej strony,
              jak tam się potem przyznałem, wklepałem to w wyszukiwarkę i znalazłem :P
              szkoda bo byłoby fajnie gdybym tak sam z siebie potrafił :) ale cóż, pierwsze
              wrażenie podczas czytania (przed moim przyznaniem się) może być duże :P

              PS - ja spadam na wykłady, kurde kiedyś o tej porze wracałem do domu a teraz
              dopiero na uczelnię idę :P eh
    • Gość: małgosia re IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl 18.02.03, 12:00
      Tak w ogóle to sądzę, że miłość między kobietą a mężczyzną (od razu uprzedzam
      wszelkie komentarze, że mam na mysli miłość oblubieńczą, a nie miłość np.
      siostrzenicy do wujka) to po prostu przyjaźń+pożądanie. Bez przyjaźni nie
      nazwałabym tego miłością
      • vortex Re: re 18.02.03, 12:08
        Gość portalu: małgosia napisał(a):

        > Tak w ogóle to sądzę, że miłość między kobietą a mężczyzną (od razu
        uprzedzam
        > wszelkie komentarze, że mam na mysli miłość oblubieńczą, a nie miłość np.
        > siostrzenicy do wujka) to po prostu przyjaźń+pożądanie. Bez przyjaźni nie
        > nazwałabym tego miłością

        Tak to powinno wyglądać ale chyba nie zawsze jest. Można kochać cały czas
        wyobrażenie o kimś nie będąc jego przyjacielem, pożądanie pełni tu funkcję
        kitu który trzyma tą całą farsę w całości. Nie jest to miłość między kobietą a
        mężczyzną, jest to ich miłość do wyobrażenia o sobie nawzajem. Na początku
        związku można to nazwać po prostu zauroczeniem, ale jak to trwa dłuższy czas
        (o ile uda się temu w takiej postaci przetrwać) to jak to nazwać?

        :P tak gdybam :)
        • Gość: małgosia Re: re; re (kum kum) IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl 18.02.03, 12:12
          nie wiem jak to nazwać. Ale ostatnio wiele słów ulega degradacji, więc także i
          słowo: miłość. Niestety. Czy słyszałeś, żeby ktos powiedział: jestem zauroczony
          Ewą? Albo: Do Beaty czuję pożądanie? Od razu mówi się, ze kocha Ewę i kocham
          Beatę. Analogicznie z mężczyznami (a może nawet dziewczyny częściej nadużywają
          tego słowa).
          Ajajaj! ale mam brak w solidarności jajników:)))
          • vortex Re: re; re (kum kum) 18.02.03, 12:16
            Gość portalu: małgosia napisał(a):

            > nie wiem jak to nazwać. Ale ostatnio wiele słów ulega degradacji, więc także
            i
            > słowo: miłość. Niestety. Czy słyszałeś, żeby ktos powiedział: jestem
            zauroczony
            >
            > Ewą? Albo: Do Beaty czuję pożądanie? Od razu mówi się, ze kocha Ewę i kocham
            > Beatę. Analogicznie z mężczyznami (a może nawet dziewczyny częściej
            nadużywają
            > tego słowa).

            Ano racja

            > Ajajaj! ale mam brak w solidarności jajników:)))

            hehe, zostań naszym szpiegiem kobieto! Razem, ja i Ty jak kobieta i mężczyzna
            możemi inwigilować swiat samic, one to przewidziały!

            :P sorry jakoś tak mnie naszło żeby poparodiować starwarsy :P
      • soczewica Re: re 18.02.03, 13:26
        Gość portalu: małgosia napisał(a):

        > Tak w ogóle to sądzę, że miłość między kobietą a mężczyzną (od razu uprzedzam
        > wszelkie komentarze, że mam na mysli miłość oblubieńczą, a nie miłość np.
        > siostrzenicy do wujka) to po prostu przyjaźń+pożądanie. Bez przyjaźni nie
        > nazwałabym tego miłością

        coś jest na rzeczy.
        znam dziewczyny, które polują na facetów robiąc atut ze swojego ciała, modnego
        ciucha, makijażu - stawiają bardziej na pierwsze pozytywne wrażenie niż na
        przyjaźń. na spotkania zawsze biegną perfekcyjnie wymalowane i dopięte na
        ostatni guzik. nie, żeby to było złe, ale przynacie sami, jest męczące. ja nie
        bardzo nadaję się do prezentacji w pełnym rynsztunku, między mną a moim facetem
        zakiełkowało po paru miesiącach kumplowania się, przesiadywania na ławce,
        niezobowiązujących spotkań na uczelni i dyskusji na korytarzu naszego
        instytutu. nie znaczy to oczywiście, że nie staram się być dla niego piękna
        (dobra dobra, pięknym jest się dla siebie, ale jeśli sie kogoś kocha, to też mu
        się chyba chce podobać?) i paraduję po domu w rozciągniętym dresie.
        przyjaźń to też działanie wspólnie na wielu polach, powiedzmy wspólny wyjazd na
        obserwację ptaków w głuszę i robienie im zdjęć, a potem wspólne wywoływanie
        fotek w ciemni. i oczywiście margines swobody dla każdej ze stron.

        soczew.

        --
        ---------------------------------------
        >Jeśli ktoś nie ma racjonalnych argumentów to zawzse używa słów obelżywych. (C)
        Pajdeczka
    • matrek Nie wyobrażam sobie bez. 18.02.03, 12:53
      Nie wyobrażam sobie miłości bez przyjaźni, a więc nie możliwy jest - moim
      zdaniem - związek bez tego rodzju więzi. Rzecz jasna, sporo jest związków w
      których nie ma przyjaźni, ale w takim razie trudno - jak sądzę - dostrzec w
      nich miłość.

      --
      Pozdrawiam,
      • Gość: małgosia ojojoj! IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl 19.02.03, 12:50
        ojojoj, Xanatosie, no wiesz, co? A ja właśnie z czystym sumieniem się z Tobą
        nie zgadzam. Uważam, ze miłość (Prawdziwa) z czasem dojrzewa i właśnie rośnie a
        nie maleje. Być może kwestia pożądania się zmienia, ale nie miłości. Nie miałeś
        szczęścia czegoś takiego przeżyć?
      • vortex Re: no pewnie! 19.02.03, 14:38
        Xanatos miał chyba na myśli miłość bez przyjaźni. To czasowe zauroczenie jak
        je określiłem w którymś z postów. Taka "miłość" owszem maleje z czasem.

        Jednak jeżeli jest to miłość "prawidłowa" czyli zawierająca w sobie przyjaźń
        będzie się powiększać (pomijając oczywiście jakieś ukrywane patologie,
        niedopasowania, ukrywane problemy i inne rzeczy które mogą załamać ten trend
        wzwyżkowy)

        W związku jak już to nazwałem "prawidłowym" miłość rośnie, w związku
        (konsekwentnie go nazwijmy nieprawidłowym) miłość może być np: tylko z jednej
        strony rosnąca, lub może maleć bo partner okazał się być nie ten lub z wielu
        innych powodów.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka