Dodaj do ulubionych

do czego potrzebny jest wam ten slub?

03.01.07, 16:31
Przeczytałem wątek o ślubie (a raczej o braku chęci do ślubu) i nie rozumiem
nastawienia kobiet. Do czego potrzebny jest ślub? Nie lepiej żyć sobie
normalnie, a jak się sobą nawzajem znudzimy to się kulturalnie rozchodzimy,
bez sądów, bez rozwodów, bez podziału majątku itd...? Czy to nie jest lepsze
rozwiązanie, zwłaszcza w sytuacji gdy nie ma dzieci? Co to daje, później tylko
niepotrzebne nerwy! Jak ktoś ma odejść to i tak odejdzie!
Edytor zaawansowany
  • bri 03.01.07, 16:48
    Ja się nie mam zamiaru rozchodzić i ślub mi jest potrzebny, żeby właśnie
    uniknąć problemów formalnych w wypadku choroby czy śmierci, któregoś z nas;
    przy kupowaniu mieszkań itd. Poza tym mój mąż mi się oświadczył z własnej
    inicjatywy, uważam, że to było bardzo miłe i poczułam się znacznie bezpieczniej
    jako jego formalna żona. Może to i złudne ale myślę, że efekt psychologiczny
    miało dla nas obojga a już na pewno dla naszych rodzin, które uznały nasz
    związek za poważny i ostateczny.
  • star105 03.01.07, 17:34
    Dziewczyno, na jakim ty świecie żyjesz? Naprawdę wierzysz, że on cię nigdy nie
    zdradzi? Jesteś potwornie naiwna. A argument, że ludzie biorą ślub, bo są tacy
    dojrzali, to kompletna bzdura. Co druga para bierze ślub z powodu wpadki.
  • zamyslona4 03.01.07, 17:46
    a gdziez to ona napisala iz mysli ze jej nie zdradzi? to twoj post jest naiwny
    i infantylny, skoro nie rozumiesz prostej rzeczy jaki napisala- kwestie
    formalne w przypadku choroby jednego z partnerow.
    wspolczuje doswiadczen- lub jego braku- jesli zwiazek kojarzy ci sie tylko ze
    zdrada
    --
    Ludzie pełni kompleksów sa najbardziej nietolerancyjni...
  • star105 03.01.07, 18:05
    Współczuję głupoty jeśli ślub kojarzy ci się tylko z miłością i wiernością.
  • zamyslona4 03.01.07, 18:21
    zacznij czlowieku najpierw czytac posty ze zrozumieniem, a potem komentowac i
    przelawac zolc i swoje frustracje na innych
    --
    Ludzie pełni kompleksów sa najbardziej nietolerancyjni...
  • flash3r 04.01.07, 00:59
    Jeżeli jedynym powodem zawarcia małżeństwa jest dla kogoś hipoteka czy
    dziedziczenie majątku to żal mi takich osób.

    Pytanie do jednej z poprzedniczek - co byś zrobiła jakby małżeństwo nie
    gwarantowało przywilejów prawnych? Nadal wyszłabyś za tego człowieka?

    Oczywiście odpowiesz "tak, mimo wszystko bym wyszło bo go kocham itp itd". Ale w
    tym świetle twój argument o wspólnym domu, wspólnych rzeczach i dziedziczeniu
    jako czynnikach determinujących zawarcie małżeństwa jest bezsensowny.


    W całej sprawie nie chodzi o to czy małżeństwo jest dobre czy złe, praktyczne
    czy zbędne - to jest kwestia wyboru obu stron w związku.

    No właśnie "WYBORU" - to słowo w naszej kulturze i prawie cywilnym jakoś
    niewiele znaczy. Oczywiście kobieta w ciąży może sama wychowywać dziecko,
    ale wtedy w sporej części grup społecznych zostanie uznana za puszczalską (
    "dawała to teraz ma"). Więc sorry ale o ile ślub nie był planowany od
    przynajmniej roku a dziecko pojawiło się przypadkiem, trudno nazwać takie
    zawarcie takiego związku nieprzymuszonym. To tylko jeden z przykładów. Są
    jeszcze inne : "bo nie wypada", "bo zostaniesz starą panną", "bo już czas", "co
    ludzie powiedzą".
    Wracając do spraw prawnych to jakoś nikt żaden rząd nie chce się podjąć
    ustalenia choćby podstawowych praw dla takich par. Czemu? Bo od razu kojarzy się
    to z legalizacją związków, a później małżeństw homoseksualnych.

    Nie zgadzam się też z tym, że w zwiazku partnerskim można w każdej chwili
    trzasnąć drzwiami i wyjść tylko dlatego że nie ma papierkowej roboty sądów itd.

    I nie mówię tego ze swojego (męskiego) punktu widzenia, bo wybór powinna mieć w
    równym stopniu kobieta. Z resztą to staram się podkreślać od początku - decyzja
    o zawarciu małżeństwa powiina być podjęta tylko przez konkretną parę, nie przez
    użędnika, który póżniej odmówi nam prawa do majątku, nie przez świętoszkowatą
    rodzinę,
    dla której wymuszena przysięga jest mniejszym grzechem niż nieślubne dziecko,
    nie księdza który bez ślubu nie dopuści dziecka do komunii ( I BĘDZIE WSTYD !) i
    państwa dla którego związek bez ślubu to gorszy rodzaj miłości.
  • alcik03 04.01.07, 08:45
    to ja ze swojego (kobiecego) punktu widzenia proponuję popracować nad
    ortografią :)
  • winnix 04.01.07, 09:01
    A teraz spróbuj odpowiedzieć merytorycznie skoro już zaspokoiłaś swoją
    nauczycielską potrzebę. Bo napisał rewelacyjny post i chyba nie masz argumentów
    przeciw, skoro dla ciebie jedynym minusem była ortografia.

    --
    "Wodka z plastiku, wino w kartonie, piwo w torebkach.
    Na cholere byl nam ten kapitalizm"
  • sanjose 04.01.07, 09:31
    dokladnie tak, zabraklo jej chyba argumentow

    a slub jest w tym naszym klerykalnym kraju niezmiennie zwiazany z Tradycja,
    Kultura i Innymi Pie..mi, bo - podpisuje sie pod przedmowcami - "tak
    wypada", "juz czas", itd.. i nikt mnie nie przekona, ze bierze slub np. ze
    wzgledu na sprawy urzedowe, nie z takimi problemami mozna sobie poradzic
    slub najczesciej niestety bierze sie "dla rodziny" i "dla efektu bialej
    sukienki"

    zwiazek istnieje i trwa tylko dlatego, ze para najpierw sie zakochuje, pozniej
    kocha, a pozniej potrafi pracowac nad kopmromisami w przypadku kryzysow, a nie
    dlatego, ze ma papier

    mam 34 lata, partnera od lat 9, pare smutnych momentów za nami, chociaz dobrych
    nie brakowalo i nie brakuje, ale na ZADNE sluby ochoty najmniejszej nie mamy

    M., kobieta majaca odwage zyc po swojemu ;)
  • paola_23 04.01.07, 11:28
    Piszesz tak o ślubach, bo sama nie jesteś żoną. Ja nią jestem i miałam ślub.
    skromny ale dla mnie był to najcudowniejszy dzień w moim życiu. znam mojego męża
    od ponad 7 lat a od 5 byliśmy zaręczeni. Konkretne myśli o ślubie powstały z 1,5
    roku przed finałem. Nie jestem w ciąży, ani niekt mnie nie zmuszał do ślubu, my
    po prostu sami tego potrzebowaliśmy i szczerze jesteśmy już prawie pół roku
    małżeństwem i od tego momentu jest nam lepiej. zbliżyliśmy się do siebie,
    bardziej się rozumiemy i kochamy, a drobne kłótnie które były przed ślubem teraz
    straciły już sens i wydają się śmieszne z prerspektywy czasu...
    Wiesz mi, że takich par jest więcej i biorą oni ślub z miłości a nie po to by po
    sobie dziedziczyć, bo akurat w naszym przypadku to nie ma co akurat, ale o tym
    nawet przez sekunde nie myślałam. Małżeństwo to coś cidownego i polecam każdemu,
    kto oczywiście szczerze kocha i jest pewien swoich uczuć.
  • fikus28 04.01.07, 11:34
    Zgadzam się z przedmówcami w całej rozciągłości. Ja mam za sobą taki związek,
    mojemu partnerowi wcale nie spieszyło się do oświadczyn i gdyby nie naciski
    rodzin z obu stron pod tytułem " wpędzasz dziewczynę w lata" (miałam 24) "długo
    tak będzieciesię prowadzać?" i " nie zamieszkacie razem bez ślubu" itd.
    najprawdopodobniej by do oświadczyn wogóle nie doszło. Ja byłam bardzo
    zakochana i szczęsliwa, a jak wiadomo miłość bywa ślepą. Tuż przed ślubem pan
    pokazał swoją prawdziwą naturę, a ja w przypływie jakiegoś olśnienia
    postanowiłam zerwać zaręczyny i odwołac całą imprezę, ale usłyszałam od
    mamusi " Nie ma mowy, wszystko już zamówione i zorganizowane, goście
    zaproszeni. Trzeba być odpowiedzialną!!" No to byłam. Spędziłam 5 lat w związku
    z niezrównoważonym i niedojżałym człowiekiem który stał się później
    alkoholokiem. Była zdrada, przemoc, terror i alkohol. A ja trwałam, bo
    przecież nie wolno się skarżyć, bo tak trzeba, bo co ludzie powiedzą, bo ślub
    kościelny, bo odpowiedzialność itd. Aż w końcu przebrała się miarka i
    przeporowadziłam rozwód. I jestem z siebie dumna. Mimo że połowa moich
    znajomych się ode mnie odwróciła, że większość nie może zrozumieć dlaczego ja
    się rozwiodłam, że uważają że ludzie zbyt pochopnie się rozwodzą po to jest
    odpowiedzialność przecież, że czasem bywa źle i tak dalej. I szczerze powiem że
    mdli mnie jak czegoś takiego słucham, bo potem jak wydaży się jakaś tragedja w
    sensie " bo zupa była za słona" to słucham tekstów pod tytułem "nie rozumiem
    jak te kobiety mogą z nimi być, czemu tego nie zakończą?" i mam ochotę
    odpowiedziec "przez takichkonserwatywno-pruderyjnych ludzi jak wy". Nie mam nic
    przeciwko ślubo ani instytucji małżeństwa ale uważam że na taki krok powinni
    decydowac się ludzie którzy są mna 100% pewni że tego chcą i że robią to tylko
    i wyłącznie z własnej nie przymuszonej woli. Pozdrawiam wszystkich.
  • paola_23 04.01.07, 12:10
    Współczuję Ci, ale masz takie a nie inne zdanie, bo sama należysz do grona osób
    dla których ślub okazał się porażką. Sparzyłaś się i to mocno, dlatego też tak
    myślisz. Popełniłaś błąd, bo wogóle nie powinnaś słuchać głupich tekstów twojej
    rodziny, bo zniszczyły ci one życie. Ja wiem, że nigdy bym tak nie postąpiła,
    ale rozumiem w jakiej ty byłaś sytuacji...
    Ja jestem szczęśliwą mężatką i brałam ślub z miłości, a nie z innego powodu!
    Naprawdę współczuję Ci z całego serca i mam nadzieję, że ułożysz sobie życie,
    albo może już ułożyłaś, całkowicie po swojemu, bez "pomocy" rodzinki! Życzę Ci
    powodzenia i dużo miłości!!!
  • sanjose 04.01.07, 12:57
    do paola.23:

    to swietnie, ze wzieliscie slub wylacznie dla siebie samych, oby wiecej takich
    par

    poniewaz jednak to co mowisz brzmi nieco jak "majowy zakochany skowronek na
    pelnej slonca lace", mam wrazenie, ze jestes sporo mlodsza ode mnie osoba, wiec
    z kwestiami typu "drobne kłótnie które były przed ślubem teraz straciły już
    sens i wydają się śmieszne z prerspektywy czasu" troche poczekaj, zrozumiesz,
    ze to zwiazane jest z glebokoscia zwiazku i stazem wspolnych lat, a nie ze
    slubem

    pozdrawiam

    M.
  • paola_23 04.01.07, 13:13
    Może jestem młoda, bo mam dopiero 25 lat, ale myślę że przeszłam trochę w swoim
    ponad 7 letnim związku. Mieliśmy wzloty i upadki, byliśmy poddawani wielu
    próbom, np. gdy trafiłam do szpitala i było ze mną ciężko, gdy mój mąż miał
    operację itd. Do tego przez lata musieliśmy walczyć z innymi, bo nikt nie
    rozumiał naszego uczucia gdyż mój mąż jest ode mnie 11 lat starszy. Od niego
    nauczyłam się dojrzałości i wiem, że bez niego życie nie ma sensu. Jest on dla
    mnie nie tylko mężem ale też i najlepszym i jedynym przyjacielem.
    Możesz tego nie rozumieć i nie wierzyć mi, ale ogólnie jestem realiską bardziej
    skierowaną ku pesymizmowi, ale w tej kwestii pozostanę jednak nieugięta!
    Pozdrawiam i życzę powodzenia!
  • jo_anka 04.01.07, 15:20
    I strasznie się cieszę, że masz odwagę żyć po swojemu - pozwól innym na to
    samo, przecież to takie proste.. Niech biorą ślub Ci, którzy chcą, a nie biorą
    Ci, którzy nie chcą.. i co komu do tego, jakie były ich motywy? Kompletnie nie
    rozumiem tej dyskusji..
  • rybi80 04.01.07, 16:03
    Jestem szczęśliwą mężatką.
    Do ślubu nikt nas nie zmuszał,nie zaliczyliśmy też żadnej "wpadki".

    Zanim poznałam mojego męża nie byłam przekonana do instytucji malżeństwa -za
    dużo widziałam zdrad,rozwodow,trwania ze sobą tylko dla dobra dzieci,znam też
    przygnębiające statystyki,które mówią o ilosci rozwodów....nie miałam też
    potrzeby "pokazania się w białej sukience".

    Zdaję sobie sprawę,ze ślub niczego nie gwarantuje na 100%,jeśli ktoś ma zamiar
    zdradzać,oszukiwać itp. to obrączka na palcu go nie powstrzyma.

    Moim zdaniem nie powinno się brać ślubu gdy ma się poważne wątpliwości bo ślub
    nie rozwiąże problemów które były przed ślubem. Jeśli jednak obie strony maja
    pewnosc,ze to jest człowiek z którym chcemy spędzić resztę życia to dlaczego
    nie zdecydować się na małżeństwo?Oczywiście przymusu nie ma.Znam też pary,ktore
    sa ze sobą "bez papierka" i nie są wcale mniej szczęśliwe.

    Może zabrzmi to dla Was naiwnie,ale naprawde fajny jest moment kiedy Twój
    ukochany mówi,ze Cię kocha i chce z Tobą spędzić resztę życia - "na dobre i na
    złe".W tym przypadku "złe" nie usprawiedliwia dla mnie bycia z kims kto Cię nie
    szanuje i poniża ,ale np. chwile kiedy ludzie się kłócą- kiedy jest Twoim
    mężem 2 razy zastanowisz się czy spakować swoje rzeczy i jechać do przyjaciółki
    (to samo w przypadku flirtu czy potencjalnej zdrady).
    I nie zgadzam się,ze po slubie jest się z sobą tylko z poczucia obowiązku.
    Jestem z moim mężem bo jeszcze z nikim nie byłam taka szczęsliwa,a nie
    dlatego,ze podpisałam "papierek",ale naprawde miły jest świadomość,że
    wybraliśmy siebie,ze przedstawia mnie "moja zona".Najważniejsze,ze się
    kochamy.I tylko od nas zależy czy nie zepsujemy tego co jest między
    nami...Wszystkim Wam życze dużo miłości w Nowym Roku.
    P.S.I to nie ja nalegałam na ślub,to mój mąż "chciał mnie usidlić"-jak sam mówi
    w żartach:-)

  • silic 04.01.07, 20:48
    Poczytaj wypowiedzi osób optujacych za ślubem - jak wyrażają się o tych , którzy
    tego nie chcą ( nie wszyscy oczywiście). Wątek o kolegi, którego dziewczyna chce
    ślubu. Tam się naczytasz...Było o "gorszym rodzaju człowieka" i wielu innych
    sprawach. Stąd ta dyskusja.
  • aleksandrat 04.01.07, 09:40
    Może powiem dlaczego ja-my zdecydowalismy sie na ślub...nie miał tu znaczenia
    fakt oświadczyn,który wg niektórych musi zakonczyc sie slubem, majątek,
    łatwiejsze kredyty czy plotki sąsiadów czy rodziny (mają tyle lat a zyją bez
    związku itp.) Jestem osoba wierzącą i wyznanie miłości ... przed Bogiem były
    dla mnie ogromnie ważne...może to banalne . Poza tym ZAZNACZĘ,że oboje a nie
    tylko ja-kobieta czujemy że zrobiliśmy krok do przodu-zdecydowaliśmy sie na to
    wierząc ,że nasza miłośc, szacunek , zrozumienie są na tyle silne, że nie
    musimy zakładać ,że za kilka lat po prostu sie rozstaniemy i po co to wszystko-
    na dzień dzisiejszy bardzo się kochamy i nie zakładamy żadnych rozstań- co nie
    wyklucza wcześniejszego postu, że ślub nie gwarantuje ,że zwiazek będzie trwał
    do końca naszych dni-to zależy od nas-tylko albo aż!
  • moschie 04.01.07, 10:04
    Na slowo slub przechodza mnie ciarki...Koscielny czy cywilny wszystko jedno. Na
    sama mysl chce krzyczec. Nie wspomne juz o weselu... Biala suknia z welonem,
    rodzina popijajaca wodke weselna do biesiadnych melodii, chleb i sol... czy
    nawet wersja mniej tradycyjna przy kwartecie smyczkowym i wykwintnych
    potrawach... Chetnie sie wybiore, ale wlasnego chyba nie bylabym w stanie przezyc.

    Moim zdaniem kiedy sie angazujemy w zwiazek to w ktoryms momencie i bez ceremoni
    zaslubin stajemy sie malzenstwem. Jak ja to rozumiem? Ukochana osoba staje sie
    dla nas rownie wazna jak wlasna rodzina, a w pewnym sensie nawet wazniejsza.
    Wydaje mi sie, ze jesli dwoje ludzi jest juz tak gleboko zwiazanych to oficjalne
    zawarcie malzenstwa ze wzgledow na prawo jakie mamy w tym kraju nie jest niczym
    zlym.

    Wiadomo rozne sa sytuacje w zyciu, czasem trzeba sie rozstac, ale dziwi mnie
    przekonanie "jesli sie soba znudzimy to bez slubu latwiej sie bedzie rozejsc". Z
    takim podejsciem nie powinno sie brac nawet psa. Bo jesli mi sie znudzi to go
    wyrzuce i wezme innego?

    I nie przesadzajmy zwolennicy slubow tez wiedza co to zdrada i ze zaden papier
    przed nia nie uchroni.

  • mrichter 04.01.07, 10:23
    Przypomne, ze Wielka Brytania zalegalizowala malzenstwa homoseksualne
  • bri 04.01.07, 12:33
    Gdyby małżeństwo nie gwarantowało przywilejów prawnych i nie nakładalo
    obowiązków nie byłoby małżeństwem ;) I wtedy nie wiem czy byśmy wzięli ślub. W
    każdym razie na pewno nikogo bym nigdy do ślubu nie zmuszała. Mąż mi się
    oświadczył - to było dla mnie najbardziej istotne. Nie bał się powiedzieć na
    głos i przy ludziach, że chce ze mną spędzić całe życie. Czy to takie dziwne,
    że taka jasna deklaracja jest istotna? Kurczę skoro nie chcesz brać z kimś
    ślubu żeby sobie oszczędzić formalności w razie czego to jak np. możesz
    zdecydować się na dziecko skoro z nim związane jest znacznie więcej obowiązków
    i praw, których nie pozbędziesz się chyba, że sąd Cię ich pozbawi. Kurczę, jak
    się ma dziecko to dopiero jest trudno odwrócić się na pięcie i odejść.
    Małżeństwo wobec wspólnego potomstwa to betka. Przypuszczam, że w pewnym sensie
    małżeństwo dla osób, które go chcą znaczy jednocześniej i mniej i więcej niż
    dla osób, które go nie chcą. A, w moim przypadku nie była to potrzeba
    ceremonialności - wzięliśmy tylko cywilny, który jest mało ceremonialny.
  • ona115 04.01.07, 12:51
    Ślub niczego nie gwarantuje, ale daje podstawy do bycia pewnym dnia następnego.
    Kiedy miedzy partnerami dochodzi do konfliktu, a narastające kłopoty wprowadzają
    mętlik i napięcia często najłatwiej podkulić ogon i zwinąć żagle - nie mówię tu
    tylko o mężczyznach - kobiety równie często uciekają..Związek małżeński sprawia,
    że przed rozstaniem porównuje się wszystkie za i przeciw.Gdyby wszystko było
    takie łatwe, proste i przyjemne najprawdopodobniej w ogóle nie szukalibyśmy tej
    drugiej połówki, bo po co.Problem w tym, że nasze zachowania przypominałyby
    zachowania zwierząt - łączyłaby nas chęć podtrzymania gatunku - na moment. Ale
    życie nie na tym polega...nie zawsze robimy to na co mamy ochotę. Szukanie
    kompromisów uczy współżycia z ludźmi (nie tylko z partnerem). Ślub faktycznie
    nie gwarantuje wierności i miłości po grób, ale więzy sprawiają, że wspólne
    rozwiązywanie problemów przyczynia się to tego, że związek staje się trwalszy -
    jeśli w porę je rozwiązujemy. Życie na kocią łapę jest złudnie łatwiejsze, bo
    można odejść kiedy się chce, ale czy na pewno chcielibyście za każdym razem
    zaczynać od nowa...? Każdy ma wady i nie jest doskonały...i to normalne, że po
    np.3 latach ktoś nam się bardziej lub mniej "nudzi", ale właśnie dalsza "walka"
    o bycie razem daje podstawy do szczęścia - jeśli w końcu się je osiągnie. Taką
    gwarancję może dać tylko ślub, gwarancję stałości i wolę walki, a nie ucieczki.
    Pozdrawiam wszystkie pary - te które są ze sobą i te które się rozstały - jak ja
    wczoraj :-( Nie było u nas żadnej trzeciej strony, przez którą stało się tak, a
    nie inaczej - nadal się kochamy - przynajmniej ja kocham i mimo, że to była moja
    decyzja liczę na powrót, bo ten facet to miłość mojego życia. Wiem tylko jedno,
    że gdybyśmy byli małżeństwem nie doszłoby do rozłąki, a tak niestety się stało i
    nie jest to niczyja wina. Podkreślam, że byliśmy zaręczeni i właśnie różnica
    między pierścionkiem zaręczynowym, a obrączką jest taka, że ten pierwszy daje
    możliwość refleksji (a zawsze są) i wtedy wątpliwości i lęki mogą wziąć górę.
    Kocham Cię Piotrusiu - mam nadzieję, że nam się ułoży - może razem, może osobno,
    ale zawsze będziesz moją miłością :) Pozdrawiam wszystkiech zackochanych i życzę
    Wam szczęścia.
  • sol_bianca 05.01.07, 10:13
    > życie nie na tym polega...nie zawsze robimy to na co mamy ochotę. Szukanie
    > kompromisów uczy współżycia z ludźmi (nie tylko z partnerem). Ślub faktycznie
    > nie gwarantuje wierności i miłości po grób, ale więzy sprawiają, że wspólne
    > rozwiązywanie problemów przyczynia się to tego, że związek staje się trwalszy -
    > jeśli w porę je rozwiązujemy. Życie na kocią łapę jest złudnie łatwiejsze, bo
    > można odejść kiedy się chce, ale czy na pewno chcielibyście za każdym razem
    > zaczynać od nowa...?

    nie rozumiem, dlaczego ludzie wyobrazaja sobie, ze zyjac "na kocia lape" mozna
    odejsc w dowolnym momencie. zwiazek dwojga ludzi - ze slubem czy bez - jest
    skomplikowanym ukladem, i nie sadze, zeby po ilus tam latach spedzonych razem,
    dwoje ludzi, ktorych laczy lub laczylo uczucie, potrafilo podjac lekko i bez
    konsekwecji (psychicznych) decyzje o rozstaniu - tak nagle, "bo mam zy humor",
    "bo obiad mi nie smakowal", "bo mi sie znudziles". rozstanie jest zawsze trudne.
    rozwod jest trudniejszy, ale nie dlatego, ze po slubie nagle stajemy sie
    bardziej odpowiedzialni i zdolni do kompromisow, tylko dlatego, ze decyzje
    utrudniaja dodatkowe czynniki typu obawa przed etykietka rozwodki, wspolnota
    majatkowa, komplikacje natury prawnej itp. - co oznacza jedynie, ze z leku przed
    konsekwencjami taka para decyduje sie trwac w nieudanym zwiazku. mowisz, ze
    przed rozwodem rozwaza sie wszystkie za i przeciw - czy naprawde sadzisz, ze
    przed rozstaniem z "konkubentem" sie nie mysli? nie analizuje? roznica moim
    zdaniem jest tylko taka, ze w przypadku zwiazku na kocia lape glownym elementem
    rozwazan sa uczucia, a w przypadku rozwodu - wymienione wyzej czynniki
    "formalne". pytanie tylko, czy naprawde warto - czy warto "ratowac" zwiazek, w
    ktorym te czynniki staly sie wazniejsze od uczuc.

    --
    "Babcia uważała, że emancypacja to kobiece dolegliwości, o ktorych nie należy
    mowic w obecności mężczyzn."
  • peryklejtos 04.01.07, 09:05
    star105 napisała:

    > Współczuję głupoty jeśli ślub kojarzy ci się tylko z miłością i wiernością.

    No to ja Ci współczuję, skoro Tobie się tak nie kojarzy.

    Małżeństwo powinno być psychiczną i emocjonalną ostoją dla obojga partnerów.
    Jeśli ludzie pobierają się z innych przyczyn, niż z chęci przejścia razem przez
    życie, to nie warto się pobierać.
  • kandela1 04.01.07, 09:19
    Ja wierzę to miłośc i wierność. Ufam swojemu mężowi i wiem , że mnie kocha ,
    zresztą ze wzajemnością. Jesteśmy od 15 lat małżeństwem. Nigdy nie spędziliśmy
    nocy osobno ( chyba, że wtedy kiedy rodziłam dzieci - dwoje), nigdy nie
    zasypiamy w gniewie ( bo przecież nie raz u nas też są nieporozumienia).
    Chciałam dodać, że wyszłam za mąż mając 20 lat , mój mąz miał 22 - nie byłam w
    ciązy. Po prostu kochałam i kocham z każdym dniem mocniej. Szkoda mi Ciebie ,
    że nie znasz tego uczucia. Ono naprawdę istnieje.
  • stara_twojej_starej 04.01.07, 14:16
    star105 napisała:

    > Współczuję głupoty jeśli ślub kojarzy ci się tylko z miłością i wiernością.

    A z czym ma się kojarzyć, istoto pozbawiona rozumu? Z truskawkami? Z dywanem? Z masłem orzechowym...?
    To ja swpółczuję głupoty, skoro masz takie podejście, jakie masz. Może kiedyś dorośniesz...

    ----
    swsts.blox.pl/html
  • swan_ganz 04.01.07, 07:17
    no więc właśnie. Star dokonał sobie radosnej nadinterpretacji wypwiedzi
    forumowiczki a potem się z nią bezlitośnie rozprawił.
    Szkoda tylko, że zarówno sama nadinterpretacja jak i odpowiedź na nią
    kompletnie bez sensu.

    --
    Swan

    ** Przeproście i Spieprzajcie **
  • zamyslona4 04.01.07, 21:52
    swan_ganz napisał:

    > no więc właśnie. Star dokonał sobie radosnej nadinterpretacji wypwiedzi
    > forumowiczki a potem się z nią bezlitośnie rozprawił.
    > Szkoda tylko, że zarówno sama nadinterpretacja jak i odpowiedź na nią
    > kompletnie bez sensu.


    a naoprawde uwazasz ze warto polemizowac z banalami? ja uwazam ze jak ktos nie
    umie czytac ze zrozumieniem to jego, nie moj problem. nie ma sensu wdawac sie w
    zadna merytoryczna dyskusje
    >


    --
    Ludzie pełni kompleksów sa najbardziej nietolerancyjni...
  • diastema 03.01.07, 20:38
    bedzie chcial to i zdradzi ale slub nie ma nic do tego.

    przez ostatnie 3 lata sporo moich znajomych (w tym polowa roku jakies 30 osob)
    jest po slubie i ani jedna nie wpadla i niespodziewa sie dziecka, wiec ja nie
    wiem w jakim niedojrzalym swiecie ty zyjesz skoro co druga para nie wie ze z
    seksu sa dzieci!!!
    --
    Iść, ciągle iść w stronę Słońca.....♥ ☼ ♥ ☼ ♥
  • lupus76 04.01.07, 07:55
    Droga Diastemo!
    Napisałaś "połowa roku" z czego wnioskuję, że legitymujesz sięwyższym
    wyksztalceniem, a w grupie osób legitymujących się tym poziomem edukacji wpadki
    rzeczywiście są rzadkością (chyba że jeszcze w trakcie szalonych lat
    studenckich). Spośród moich znajomych ze studiów tylko 1 para wpadła ( z tego
    co wiem) i to właśnie był powód zawarcia małżeństwa. Jeśli będziemy patrzeć na
    wpadki pod kątem wykształcenia - pojawi sięprosta zależność - im niższe
    wykształcenie, tym więcej wpadek.
    A co się tyczy głównego tematu - to w przypadku kobiet prawo ( a konkretnie
    kodeks cywilny) kształtujące instytucję małżeństwa w takiej formie, jaką ją
    dziś znamy de facto jeszcze w czasach Konstantyna Wielkiego, po prostu chroni
    słabszego - jakim wówczas kobiety były (dziś już nie są - mówię oczywiście o
    pozycji społecznej). Jeśli prawo daje jakiejś grupie osób przywileje, to ta
    grupa broni tych przywilejów. Kobiety broniąc małżeństwa postępują - używając
    znacznie subtelniejszych sposobów oczywiście - postępują jak górnicy broniący
    pod sejmem przywilejów górniczych
  • oenothera 04.01.07, 12:25
    Z pewnością masz rację co do kodeksu cywilnego, z tym nie mam zamiaru
    polemizować bo coś w Twoim sposobie pisania mi mi mówi, że to Twoja branża ;).
    Chciałabym jednak zauważyć, że małżeństwo nie jest wytworem tylko i wyłącznie
    kultury chrześcijańskiej. Także w niektórych kulturach gdzie kobiety miały
    znacznie lepszą pozycję (Celtowie) istniała instytucja małżeństwa. Wyróżniano
    tam kilka rodzajów związków małżeńskich, można było się rozwieść, były też
    małżeństwa "próbne" zawierane, o ile dobrze pamiętam na rok. A co do naszego
    prawodawstwa, to nie tylko kobiety są zwolennikami ślubu - w związku z czym ten
    argument uważam za trochę nietrafiony, bo niby dlaczego właściciel kopalni
    miałby bronić praw górników ;)? Pozdrawiam.
  • lupus76 04.01.07, 14:23
    Jeśli uważasz, że jestem prawnikiem, to pudło :)
    W rzeczywistości bardziej interesują mnie kulturowo-funkcjonalne oblicza
    małżeństwa/rodziny. Dlatego z wielką atencją czytam to, co piszesz o Celtach.
    W Czarnej Afryce są niezrozumiałe dla nas konfiguracje pt. poliandria (czyli
    jedna żona i wielu mężów) Mnie chodzi przede wszystkim o to, że znana nam forma
    małżeństwa powstawała i funkcjonowała z powodzeniem w epoce rolniczej i
    industrialnej, jednak w epoce postindustrialnej(która na Zachodzie dokonała się
    parędziesiąt lat temu, a u nas właśnie się dokonuje/dokonała), gdzie
    diametralnie zmieniła się pozycja kobiet małżeństwo staje się dla nas -
    mężczyzn po prostu nieatrakcyjne. Dlatego uważam, że doskonałym rozwiązaniem -
    co pisałem w innych miejscach tego forum - był projekt ustawy o związkach
    partnerskich autorstwa prof. Szyszkowskiej. Jeśli do tego dorzucić kilka korekt
    w Kodeksie rodzinnym i opiekuńczym - mielibyśmy prawo nadążające za zmianami
    dokonywującymi sięw społeczeństwie, a oto chyba chodzi, prawda?
  • oenothera 04.01.07, 21:22
    Po przeczytaniu Twojego posta postanowiłam pogłębić nieco swoją wiedzę i
    znalazłam stronę pani Szyszkowkiej. Ściśle rzecz biorąc to nie jest to projekt
    ustawy o związkach partnerskich ale ustawy o rejestrowanych związkach osób tej
    samej płci. W sumie to podobny projekt o związkach partnerskich osób różnej płci
    nie byłby złym pomysłem, zawsze to jakiś wybór. Myślę jednak, że także prawo
    dotyczące małżeństw też mogłoby nadążać za zmianami społecznymi. Nadal nie
    jestem przekonana, że tylko dla kobiet instytucja małżeństwa może być
    atrakcyjna. Mając wybór, ja (jako kobieta ;) ) wybrałabym klasyczne małżeństwo,
    ale to samo zrobiłby mój mąż ( raz już zresztą to zrobił). Z tym, że oboje
    jesteśmy nastawieni na związek do tzw. grobowej deski. Zresztą na szczęście
    obecnie można się rozwodzić, małżeństwo nie jest już więc takim strasznym
    więzieniem. Poza tym wydaje mi się, że w przeszłości to więzienie często bywało
    gorsze dla kobiet niż dla mężczyzn. Teraz dopisek od mojego męża : luźny, łatwy
    do rozwiązania związek nie chroni dziecka, które w takim związku może się
    pojawić. Pozdrawiam.
  • lupus76 05.01.07, 13:29
    Wbrew pozorom luźny związek chroni dziecko, choć zaiste tylko od strony
    prawnej (potrzeba afiliacji i bezpieczeństwa faktycznie jest zachwiana) a i to
    niekiedy jest nieegzekwowalne, ale zakładam, że nie mówimy o patologiach. A
    projekt prof. Szyszkowskiej dopuszcza również (ale nie tylko)związki osób tej
    samej płci i dlatego został przez prawą część naszej sceny politycznej
    nazwany "ustawą dla pedałó.w". Tak zwana lewica ugięła się niestety pod presją
    prawicy i tej ustawy nie mamy...
    pozdrawiam i miłego dnia :)
  • corradocatani 04.01.07, 08:23
    Z moich obserwacji wynika że w dużej liczbie przypadków to ludzie niedojrzali
    się pobierają. Chcą być przez to doroślejsi, poważniejsi bo juz nie ma się
    dziewczyny/chłopaka tylko żonę/męża. Większość absolutnie nie zdaje sobie
    sprawy z tego co robi. Na około 10 znajomych młodych małżeństw tylko o jednym
    moge powiedzieć że pobrali się w pełni świadomie i są szczęśliwi, reszta skarży
    się bardziej lub mniej na swojego małżonka a niektórzy realnie rozważają
    rozstanie i to zaledwie po 2-3 latach bycia małżeństwem. Zaznaczam że to sa
    ludzie z różnych miejsc i grup społecznych. Problem nieodpowiedzialnego
    małżeństwa dotyczy wszystkich kręgów.
  • halev 03.01.07, 18:42
    Myślę, że wszystko zależy od ludzi. Są tacy, którzy chcą mieć papier /
    uroczystość / ślubowanie (niepotrzebne skreślić) Ale są i tacy, którym dobrze
    się żyje bez ślubu. Znam wiele kobiet, które wcale się nie palą do zamążpójścia.

    Niech każdy robi to, co uważa za stosowne (nie krzywdząc przy tym innych) a
    wszyscy będą szczęśliwi :-)

    --
    Rubi Birden - sztuki teatralne
  • bateria_sloneczna 03.01.07, 20:42
    "Niech każdy robi to, co uważa za stosowne (nie krzywdząc przy tym innych) a
    wszyscy będą szczęśliwi :-)"
    o tak tak! ;-)

    --
    Mówię, to co myślę - jak masz z tym jakiś problem, to jest on tylko i wyłącznie Twoim problemem.
    --
    Tak brzmi HondaCivic;-) tiny.pl/mh9k
  • kabyr 03.01.07, 19:44
    Bardzo mi się podoba to co napisalaś bri..
    jestem już wiele lat po ślubie i dopiero od niedawna doceniłem tą forme bycia
    razem. Ale tez zaobserwowałem, że są ludzie którzy nie potrafią się zobowiązać
    do niczego. Są i tacy, na szczęście, którzy wiedzą i rozumieją jaki jest sens
    instytucji małzeństwa, o którym Ty napisałaś jedną z wielu pięknych prawd. Inne
    poznasz już wkrótce, i ani nie zauważysz kiedy zaczniesz coś dawać od siebie
    nie żądając w zasadzie nic w zamian.
    Powodzenia na nowej drodze życia....
  • nick3 04.01.07, 02:41
    (Może natomiast być pewną protezą:) Ale proteza miłości nie jest miłością.)


    Panuje potępienie mówienia o zobowiązaniu jako o przymusie. Ale przecież,
    zobowiazanie się nie jest właśnie niczym innym jak zbudowaniem nad sobą
    przymusu. Choćby całkowicie wewnętrznego: "nie dotrzymałem słowa samemu sobie".

    Otóż myślę, że przymus (także moralny) nie wytwarza - przypisywanych mu tu
    niekiedy na tym forum - "odpowiedzialności", "woli walki o związek", etc. (nie
    mówiąc już o miłości - tej erotycznej, nie "chrześcijańskiej" - która jest
    czymś innym od nich).

    Ludzie, cokolwiek w dalszym życiu będą wybierać, powinni wybierać to w
    poczuciu, że robią to, czego chcą, a nie to, do czego są zmuszeni.

    Myślę, że zobowiązania (zwłaszcza publiczne) mącą tę jasność.

    Nie tylko współmałżonek, ale nawet sam zobowiązany nie ma pewności, czy
    pozostaje w związku z powodu rzeczywistego uczucia, czy "bo należy". Rodzą się
    podejrzenia, których nie da się już rozwiać. (A ludziom jednakowoż zależy, by
    kochać i być kochanymi, a nie tylko - "odpowiedzialnymi".)

    Może wyda się to mocno anarchistyczne, ale sądzę, że byłoby o wiele więcej
    szczerej miłości między mężczyznami i kobietami, gdyby nie tylko zaniechać
    zobowiązań publicznych, ale również wycofać obyczaj oceny etycznej z dziedziny
    miłości (miłości erotycznej, nie - obowiązków rodzinnych).

    To wymaga od ludzi wyzbycia się iluzji, że są możliwe jakieś gwarancje
    zabezpieczające od ewentualnego cierpienia.

    W praktyce jednak hołdowanie tym iluzjom rodzi może o wiele więcej cierpienia,
    tyle że głuchego, cichego i najcześciej chyba nawet nieświadomego.

    Zwykłego zalegalizowanego niespełnienia (wychwalanego przez religię
    jako "Krzyż").
  • bri 04.01.07, 12:51
    Moim zdaniem jesteś bardzo w błędzie. Można oczywiście ograniczyć bycie razem
    do miłych chwil, kiedy mamy dla siebie wiele ciepła ale wydaje mi się, że w
    każdym dłuższym związku są momenty, kiedy jest inaczej. Kiedy chce Ci się uciec
    ze wspólnego domu, kiedy zauroczy Cię ktoś inny, kiedy męczą Cię obowiązki
    związane z rodziną itd. Można żyć i serią monogamii, co trzy lata nowa kobieta
    itp. Ja tak nie chcę. Chcę sprawdzić jak to jest być ze soba od 20 lat, jakie
    to uczucie, chcę coś zbudować z tym drugim człowiekiem, chcę żeby wiedział, że
    będzie miał we mnie wsparcie także w trudnych i przykrych momentach, i ja chcę
    móc się wesprzeć na nim. Poza tym wychowujemy razem dziecko - człowieka, który
    jest widocznym dowodem naszej miłości, który powstał z nas dwojga. Brzmi to
    wszystko bardzo egzaltowanie ale dla tych powodów chcę codziennie rano od nowa
    podejmować dezycję o trwaniu naszego małżeństwa.

    Wydaje mi się, że osoby, które decydują się świadomie na małżeństwo mają inne
    założenie niż osoby, które go unikają. Te pierwsze wiedzą i są przygotowane na
    to, że będą trudności, że minie pierwsze zauroczenie i trzeba będzie w sobie
    poszukać czegoś więcej, że będa chwile kiedy nic oprócz obietnicy złożonej na
    ślubie nic więcej nas nie będzie ze sobą trzymać. Ale wtedy mimo wszystko
    będziemy się starać odbudować związek. Osoby, które nie chcą małżeństwa chcą w
    takim momentach móc odejść "bez problemów".
  • nick3 04.01.07, 18:27
    Też mam dziecko (i rodzinę).

    Ale dzieci to nie to samo, co miłość.

    Rodzina to też nie to samo, co miłość.

    Nawet największy upór w "trwaniu razem" nie jest wcale miłością.

    Skądinąd, nigdzie nie wykluczyłem wysiłku wytrzymywania nawet ciężkich
    konfliktów z partnerem.

    Też sądzę, że w wielu, jeśli nie we wszystkich, związkach jest to konieczne po
    wielekroć, jeśli życie ma być wartościowe.

    Uważam tylko, że nikt poza samymi zainteresowanymi nie może nic wiedzieć o tym,
    czy dany związek należy kontynuować, czy nie.

    A czasami należy zerwać. Czasami należy, pomimo nawet kilkunastu lat spędzonych
    w związku, odważnie wszystko zostawić i pójść za prawdą przeżywania a nie
    za "obowiązkiem".

    Nie robiąc tego też można zmarnować życie.

    Trwałość związków nie jest dobrem bezwzględnym, samym w sobie.

    bri napisała:
    > Moim zdaniem jesteś bardzo w błędzie.

    Nie wiem, na czym opierasz swoją pewność.
  • bri 04.01.07, 23:35
    Nigdzie nie napisałam, że dzieci to to samo co miłość i że zawsze bezwzględnie
    należy być razem. Myślę, że jesteś w błędzie bo mam inne zdanie niż Ty -
    proste. Raczej żadnych uniwersalnych wytycznych dotyczących tego tematu nie
    znajdziemy więc wszyscy tutaj po prostu wyrażamy swoje opinie.
  • nick3 05.01.07, 00:02
    Droga bri,

    Niby nie napisałaś, że dzieci, rodzina, czy długotrwałość związku to to samo,
    co miłość. Ale to właśnie te sprawy przywołujesz, kiedy uzasadniasz potrzebę
    ślubu.

    Więc albo uważasz, że małżeństwo służy innym sprawom niż miłość (co nie jest
    poglądem absurdalnym), albo podstawiasz te sprawy domyślnie jako właściwą treść
    miłości.

    Gdy piszesz, że chcesz zobaczyć, co będzie was łączyło za 20 lat, milcząco
    zakładasz, że czas jest warunkiem koniecznym głębi uczuć. Tak jakby "gnojki"
    nie mogły doświadczyć czegoś prawdziwszego i większego niż "ludzie poważni".

    Czasem odnoszę wrażenie, że idealizm jest formą wybrzydzania na rzeczywiste
    życie (i dowartościowywania siebie:)

    bri napisała:
    > Myślę, że jesteś w błędzie bo mam inne zdanie niż Ty - proste.

    Wcale nie "proste". To, co napisałaś, to tautologia, więc "bo" nie jest tu na
    miejscu. Nie podałaś tego, o co Cię pytałem: źródeł Twojej pewności.

    bri napisała:
    > Raczej żadnych uniwersalnych wytycznych dotyczących tego tematu nie
    > znajdziemy

    Ależ właśnie znajdujemy ich pełno (choćby na tym forum).

    A mnie o nic innego w sumie nie chodzi, niż tylko o uświadomienie moralistom,
    że nie dysponują żadnymi podstawami, by mówić z takim przekonaniem o tym, jak
    powinno wyglądać cudze życie.
  • bri 05.01.07, 10:41
    Nie wiem jeszcze wszystkiego o miłości i nie wiem, co będę myślec na ten temat
    za 20 lat. W chwili podejmowania decyzji o ślubie był (i jest nadal) dla mnie
    istotny. Raczej jest to potwierdzenie woli pozostawania w związku niż miłości
    jako takiej. Jak dla mnie ta właśnie wola pozostawania w związku niezależnie od
    chwilowych zawirowań uczuć jest konieczna, żeby np. zdecydować się na dziecko.

    To tylko moja opinia, że ślub jest potrzebny i nikogo nie namawiam, żeby szedł
    za moim przykładem. Odpowiadam jedynie na pytanie "po co wam ten ślub".
  • gruby_dolar 04.01.07, 15:47
    >i poczułam się znacznie bezpieczniej

    I tu jest pies pogrzebany, bo o ile rozwód to nawet niezgorsza rzecz, bo wtedy sąd orzeka o podziale majątku i tak dalej, co akurat fajnie, bo jeżeli para się potrafi kulturalnie rozejść to sąd tylko stwierdza że rozwód i już a jak nie to lepiej bo ustanowi jakieś reguły, ale nie o tym mowa, właśnie to bezpieczeństwo gubi wszelkie małżeństwa, Ty masz do niego prawo więc przestajesz się starać, on ma do Ciebie, więc może zacząć więcej wymagać, i problem z głowy, podporządkujesz się jemu to czar pryśnie, on zaakceptuje że mniej się starasz zdradzi/odedzie cokolwiek...więc właśnie małżeństwo to koniec związku, ekscytacji, niepewności, ale też starania się i zaskakiwania partnera i robienia ciągle czegoś co sprawi że nie odejdzie bo może w każdej chwili bez sądu bez rozwodu w ciagu chwili
  • rybi80 04.01.07, 16:06
    To czy przestaniemy się starać po slubie zalezy tylko od nas.Znam kobiety,ktore
    po ślubie przytyły 20 kg i totalnie przestały dbać o siebie i swojego męża.

    Wiem,ze slub to nie jest 100% gwarancja i bardzo staram się każdego
    dnia,zebyśmy oboje nie żałowali tej decyzji.Uwodzimy się codziennie:-)

  • ewik_75 04.01.07, 16:08
    gruby_dolar napisał:

    > >i poczułam się znacznie bezpieczniej
    >
    > I tu jest pies pogrzebany(...), właśnie to bezpieczeńst
    > wo gubi wszelkie małżeństwa, Ty masz do niego prawo więc przestajesz się
    starać
    > , on ma do Ciebie, więc może zacząć więcej wymagać, i problem z głowy (..)
    więc właśnie małżeństwo to koniec związku, ekscytacji, niepe
    > wności, ale też starania się i zaskakiwania partnera


    Myślę, że piszecie o zupełnie innym rodzaju tej "pewności".
    Ta, która przychodzi po slubie - przynajmniej u mnie, ale jak obserwuję również
    u wielu innych osób - nie wiąże się ze stwierdzeniem "no, to teraz mogę
    wszystko, on/ona i tak nie odejdzie".
    My na przykład dalej robimy sobie niespodzianki, zaskakujemy się, dbamy o
    siebie, i to już kilka lat. Po ślubie nic się nie zmieniło, bo niby dlaczego
    mielibyśmy odbierać sobie coś, co daje nam tyle radości?

    Skoro masz takie podejrzenia co do swojego partnera, to czy nie boisz się, że
    on się przestanie starać, kiedy Ty się rozchorujesz, pojawią Ci się zmarszczki,
    zaczną wypadać włosy/zęby (czego Ci nie życzę), a On spotka młodszą i
    ładniejszą ? Małżeństwo tej pewności oczywiście nie daje, ale jest deklaracją.
    Dla mnie np. to bardzo ważne. Jeśli on cos takiego deklaruje publicznie, to
    jest to dla mnie ogromna rzecz. Co może być wiekszym potwierdzeniem miłości niż
    taka deklaracja połączona z trwaniem w niej?
  • squirrel9 03.01.07, 16:56
    Tak jakoś jest,że ludzie którzy decydują się na ślub mają poczucie
    odpowiedzialności za ten związek i za drugiego człowieka i bardzo często są
    przekonani,że to związek "na zawsze", o który trzeba walczyć i o który trzeba
    dbać, zabiegać a nie - jak piszesz - jak się znudzimy to się rozstaniemy.
    Właśnie te twoje słowa obrazują stosunek do związku tej osoby która o ślubie
    nie chce słyszeć i twierdzi,że kocha, wszystko jest ok ale "nie musi tak jak
    wszyscy". Nie musi bo jej nie zależy, ba jak się znudzi to się rozstanie ...
  • paratel12 03.01.07, 17:01
    a wiele znasz starych szczęśliwych małżeństw? obecnie prawie 50% związków się
    rozpada, z tych co zostają większość i tak jest nieszczęśliwa ale tkwi w tym bo
    wspólny dom, bo rodzina, bo przyjaciele, bo dzieci itp... Tak naprawdę
    szczęśliwych ludzi żyjących w małżeństwa to ile procent? 10%, może 15%. A reszta?
    Wiadomo, biorąc ślub nikt nie zakłada czarnego scenariusza, ale tak często jest
    a ślub w tym przeszkadza, bo gdyby go nie było to ludzie spokojnie mogli by się
    rozejść i szukać szczęścia gdzie indziej.
  • pantarejka 03.01.07, 17:09
    Zam wiele szczęśliwych małżeństw: rodzice mojego męża (34 lata razem), moi
    rodzice (25 lat razem - mama nie żyje), małżeństwo mojej chrzestnej (26 lat
    razem)...

    Póki co my też jesteśmy bardzo szczęśliwi (prawie 5 miesięcy razem). Czasem
    bywa gorąco - zdarzają nam się takie kłótnie, że aż wióry lecą..., ale potem
    tak fajnie jest się godzić :))) Żadne z nas nie myśli o rozwodzie, a wspolne
    życie, problemy, ktore razem rozwiązujemy raczej nas jednoczą i budują więzi
    między nami.
  • trofik 03.01.07, 19:56
    Ja również znam wiele szczęśliwych, po prsto normalnych małżeństw, Wydaje mi
    sie,ze ludzie teraz wstydza sie lub boja takiej zwyklej normalnosci,bo to nudne.
    A jesli chodzi o swobodne rozchodzenie sie par,ktore nie wziely slubu, to jakas
    bzdura,ze one rozchodza sie bez problemow,kulturalnie.Owszem,niektore na
    pewno.Ale znam takie, ktore po 10 latach rozchodza sie klocac o wspolnie kupione
    mieszkanie, szafke, samochod,o to do kogo maja nalezec ulubione
    filizanki.Splacaja jeden drugiego,zeby to jakos rozplatac.Tyle tylko ze nie
    dzieje sie to w sądzie.
  • squirrel9 03.01.07, 17:18
    A wielu znasz szczęśliwych starych rozwiedzionych?
    Jakoś w moim kręgu znam wiele małżeństw które obchodzą oststnio od 25-35-lecie
    małzeństwa i jest im ze sobą dobrze, mają ochowane dzieci i zajmują się
    własnymi pasjami.
    Szczerze powiedziawszy (po 11 latach małżeństwa) gdybym nie miała z moim mężem
    ślubu to nie czułabym sie zobowiązana do przełamywania problemów które już mamy
    za sobą, po prostu rozstalibyśmy się. Pewnie i on nie czułby się zobowiązany do
    wszystkiego tego do czego się czuje. Może już "zdzieralibyśmy" kolejne wolne
    związki bez poczucia odpowiedzialności. W wolnym związku, co niestety widzę,
    gdy są kłopoty to się związek rozpada. W małżeństwie z perspektywą rozwodu
    często któraś ze stron wyciąga rękę i próbuje walczyć.
    PS. To mój mąż chciał byśmy wzięli ślub i wypominiał mi,że się "migałam". Moja
    decyzja o związaniu z drugą osobą życia była taka na śmierć i życie z pełną
    odpowiedzialnością i konsekwencjami. W naszym związku każda sporna sprawa
    zaczyna się i kończy tym,że to nasza wspólna sprawa i musimy się dogadać.
  • ute_ute 03.01.07, 18:41
    squirrel9 napisała:

    > A wielu znasz szczęśliwych starych rozwiedzionych?
    > Jakoś w moim kręgu znam wiele małżeństw które obchodzą oststnio od 25-35-lecie
    > małzeństwa i jest im ze sobą dobrze, mają ochowane dzieci i zajmują się
    > własnymi pasjami.
    > Szczerze powiedziawszy (po 11 latach małżeństwa) gdybym nie miała z moim mężem
    > ślubu to nie czułabym sie zobowiązana do przełamywania problemów które już mamy
    >
    > za sobą, po prostu rozstalibyśmy się. Pewnie i on nie czułby się zobowiązany do
    >
    > wszystkiego tego do czego się czuje

    takie podejście mnie trochę zadziwia - tylko ślub Cię zobowiązuje do
    rozwiązywania problemów w związku? to współczuję, ja jednak wolę inne motywacje
    - to że kogoś kocham, to, że mi na nim zależy, to że chcę być z nim pomimo
    kłopotów jakich nie uniknie żaden związek. ja z moim mężczyzną jestem prawie 9
    lat, rozwiązywaliśmy razem sporo problemów i dalej chcemy być razem i to raczej
    bez ślubu. piszę raczej bo nie wiem co rządzący wymyślą, jeśli będziemy tracić
    na pozostawaniu w konkubinacie to może weźmiemy ślub, ale nikt o tym nie będzie
    wiedział, oprócz urzędu skarbowego. mnie w instytucji małżeństwa w Polsce
    przeraża presja społeczna, i to, że tak wiele młodych ludzi podejmuje taką
    decyzję trochę bez zastanowienia. znam wiele małżeństw, młodych małżeństw i
    żadnemu nie zazdroszczę.
    i jeszcze jedno, jeżeli ktoś decyduje się na pozostawanie w wolnym związku, nie
    oznacza wbrew niektórym, że nie traktuje tego z pełną odpowiedzialnością i
    konsekwencjami
  • drinkit 04.01.07, 00:45
    ute_ute napisała
    mnie w instytucji małżeństwa w Polsce
    > przeraża presja społeczna, i to, że tak wiele młodych ludzi podejmuje taką
    > decyzję trochę bez zastanowienia.

    Zgadzam się w wiekszosci z Twoim postem, ale gdy napisalas o "presji
    spolecznej" to zaczynam sie zastanawiac czy to nie sa czasem troche przesadzone
    slowa. Czy naprawde ludzie czuja presje spoleczna?? Politycy moze i by chcieli
    seks tylko w malzenstwie, ale szczerze mowiac nie odbieram tego personalnie.
    Mam to po prostu w nosie. Obcy ludzie pytaja o malzenstwo? Nie spotkalo mnie
    nic takiego, zeby obca osoba pytala o moje zycie prywatne, ale JESLI cos
    takiego by bylo, to poslalabym ja gdzie pieprz rosnie. WIec sadze ze
    slowa "presja spoleczna" nie maja takiej mocy, jezeli zajmuje sie wlasnymi
    sprawami, a nie zastanawia czy przypadkiem sasiadka czegos nie wyniucha.
  • nick3 04.01.07, 02:58
    Działanie "społeczeństwa" często nie polega na jakimś wyraźnie uchwytnym
    działaniu indywiduów (owej przysłowiowej "sąsiadki").

    Polega na "ja wiem, że ty wiesz, że ja wiem, że Się wie..."

    Dziecko nie uczy się ojczystego języka w ten sposób, że każde słowo ktoś kiedyś
    mu wytłumaczył.

    Podobnie "infiltrują" nas społeczne wartościowania. Presja społeczna wpaja się
    w nas "nie wiadomo gdzie i kiedy".

    I nie jest przez to czymś mniej znaczącym w naszym życiu (można nawet śmiało
    zaryzykować twierdzenie, że - bardziej).

    W końcu nie przypadkiem ci "politycy", o których mówisz, wybrali sobie właśnie
    takie dziwne hasła.

    Gdyby spodziewali się siły stojącej za hasłami przeciwnymi - wybraliby
    przeciwne:)
  • star105 03.01.07, 17:36
    Masz absolutną rację. Ja nie znam ani jednego szczęśliwego małżeństwa.
  • starybaca 03.01.07, 18:04
    star105 napisała:

    > Masz absolutną rację. Ja nie znam ani jednego szczęśliwego małżeństwa.

    Hmm... Chyba potrzebujesz zmiany środowiska. Bo ja jakimś dziwnym trafem znam
    bardzo wiele szczęśliwych małżeństw, łącznie z moim (od 15 lat).

    Jeżeli chodzi o ślub, to wg mnie sens ma tylko ślub katolicki. Jest tak dlatego,
    że biorąc taki ślub podejmujemy zobowiązanie na całe życie. Nie tylko na czas,
    kiedy jesteśmy piekni, młodzi i zdrowi, ale NA CAŁE ŻYCIE. Związek zbudowany
    na takim postanowieniu jest ogromnym życiowym kapitałem, zupełnie nieosiągalnym
    (i niezrozumiałym) dla "seryjnych poligamistów".

    Ślub cywilny, czy też zawarty w kościołach protestanckich dopuszczających
    rozwody, jest tylko aktem majątkowo-prawnym i piekną ceremonią, niczym więcej.
    Możliwość ewentualnego rozwodu jest niejako "wbudowana" w taki związek
    już na wstępie. Nie warto sobie więc zawracać takim ślubem głowy - po co
    narażać się na koszty rozwodu i nieprzyjemności w sądach?



  • sara.24 03.01.07, 18:10
    > Jeżeli chodzi o ślub, to wg mnie sens ma tylko ślub katolicki. Jest tak
    dlatego
    > ,
    > że biorąc taki ślub podejmujemy zobowiązanie na całe życie. Nie tylko na czas,
    > kiedy jesteśmy piekni, młodzi i zdrowi, ale NA CAŁE ŻYCIE. Związek zbudowany
    > na takim postanowieniu jest ogromnym życiowym kapitałem, zupełnie
    nieosiągalnym
    > (i niezrozumiałym) dla "seryjnych poligamistów".
    A co powiesz o tych którzy podejmują to "wielkie zobowiązanie na całe życie" i
    po jakimś czasie zmieniają zdanie? Co się dzieje z tym ich wielkim kapitałem?
    Znam wielu takich, dla których z czasem przysięga, piękne słowa i ideały
    przestały mieć znaczenie. Niestety bardzo duża część osób biorących ślub
    kościelny bierze go dla zasady, dla rodziny, dla białej sukienki czy podniosłej
    atmosfery. Tego co powinno być w tym ślubie najważniejsze w ogóle nie pojmują
    albo jest to na dalekim planie.
  • ute_ute 03.01.07, 18:45
    starybaca napisał:


    > Jeżeli chodzi o ślub, to wg mnie sens ma tylko ślub katolicki. Jest tak dlatego
    > ,
    > że biorąc taki ślub podejmujemy zobowiązanie na całe życie. Nie tylko na czas,
    > kiedy jesteśmy piekni, młodzi i zdrowi, ale NA CAŁE ŻYCIE. Związek zbudowany
    > na takim postanowieniu jest ogromnym życiowym kapitałem, zupełnie nieosiągalnym
    > (i niezrozumiałym) dla "seryjnych poligamistów".
    >
    > Ślub cywilny, czy też zawarty w kościołach protestanckich dopuszczających
    > rozwody, jest tylko aktem majątkowo-prawnym i piekną ceremonią, niczym więcej.
    > Możliwość ewentualnego rozwodu jest niejako "wbudowana" w taki związek
    > już na wstępie. Nie warto sobie więc zawracać takim ślubem głowy - po co
    > narażać się na koszty rozwodu i nieprzyjemności w sądach?

    ja znam mnóstwo osób, które wzięły ślub katolicki i już żyją w innym związku.
    żaden ślub nie zagwarantuje Ci miłości na całe życie, to zależy tylko i
    wyłącznie od kobiety i od mężczyzny, którzy decydują się być razem i trochę od losu
  • osservatorepolacco 04.01.07, 11:55
    żaden ślub niczego nie gwarantuje, ale:

    Katolicy wierzą (przymajmniej teoretycznie) w działania w jedności z Jezusem i
    jego łaskami, którze nas wzmacniają,
    Porozumienie to sztuka dogadania się ludzi i tu ślub może stanowic źródło
    dodatkowej siły do pokonywania przeciwności. Swiadomość nieprzemijalności swojej
    decyzji u ludzi, którzy kierują się zapisami wiary w życiu, jest to bardzo
    motywujące i być moze w niektórych przypadkach ratuje związek w sytuacji kryzysowej.
    --
    NIE - dla "obwodnicy" w Warszawie.
    Tak - dla obwodnicy DOOKOŁA miasta!
    Forum Chomiczówki -zapraszam
  • gardenia_nowak 03.01.07, 19:26
    wszystko ładnie pięknie, tylko nie każdy jest wierzący, a wiara katolicka nie
    jest jedyną obowiązującą na świecie.
  • kika843 03.01.07, 22:25
    Ja znam tylko dwa szczęśliwe małżeństwa. Widzę natomiast mnóstwo
    zalegazlizowanych związków, w których małżonkowie męczą się ze sobą, zaczynają
    się nienawidzić. Po co się ze sobą tak męczyć? Nie lepiej wziąć rozwód,
    przyznać się do błędu, poszukać szczęścia na nowo? Wierzę, że małżeństwa też
    mogą być szczęśliwe, nie neguję tego, ale nie uważam, żeby takowe stanowiły
    większość. Mi osobiscie ślub nie jest do niczego potrzebny. Jeśli jednak mojemu
    partnerowi będzie na nim zależało, będzie przedstawial dla niego jakąś wartość,
    to się zgodzę. Dla mnie ślub lub jego brak nie odgrywa żadnego znaczenia.
  • katarzyna.gajek 04.01.07, 09:27
    A ja mam proste pytanie: co rozumiecie pod pojeciem "szczesliwe malzenstwo"?
  • sojkaj2 04.01.07, 09:27
    o kochany, a jak ktoś jest niewierzący to co, ma brać ślub w kościele?
    Nie wydaje Ci się,że to oszustwo? Ja tak czułam i dlatego miałam jedynie ślub
    cywilny, co nie znaczy, że zamierzam sie rozwodzić
  • madzix16 03.01.07, 18:20
    wspolczuje srodowiska w jakim zyjesz. Ja znam mnustwo szczesliwych malzenstw.

    Czytajac inne Twoje wypowidzi wydaje mi sie, ze masz bardzo niemile
    doswiadczenia zwiazane z malzenstwem.
  • meggaan 03.01.07, 18:59
    Wlasnie ,bo przedwczesna decyzja o slubie zbyt mlodych i nie zdających sobie
    sprawy z odpowiedzialnosci osob tak sie konczy ,rozwodem. Kto tak naprawde ma
    świadomosc tego ,czym jest malżenstwo.? Wiele osob zupelnie nieprzygotowanych
    wchodzi w zwiazki malzenskie.To nie harlequin ,to nie opera mydlana ! Tylko
    wtedy powinno dochodzic do slubu ,gdy obie strony sa faktycznie przekonane ,ze
    nie moga bez siebie zyc i slub jest naturalną konsekwencja " bycia" razem.To
    wymaga i dojrzalosci ,i czasu ,i odpowiedzialnoscia a i tak jest zawsze skokiem
    w przepasc.Jesli ktos chce skakac razem .?To juz inna historia.ślub z
    jakichkolwiek innych powodow ,wlasciwie jest niewazny.Musi wynikac tylko z
    głebokiego uczucia i idacych za tych swiadomych postanowien.a Czy
    wyjdzie ,,ingdy nie wiemy ,ale czyz tego powodu ,gdy ludzie sie kochaja warto z
    niego rezygnowac.? Bo potem latwiej sie rozstac .Nie odbierajmy zyciu ostatnich
    bastionow wartosci!
  • bri 03.01.07, 19:08
    Przekonanie, że się nie może bez siebie żyć jest właśnie bardzo niezdrowe.
  • tredve94 03.01.07, 19:19
    paratel12 napisał:

    > a wiele znasz starych szczęśliwych małżeństw?

    Znam swoje, od 8 lat, znałem moich rodziców. Zyli ze sobą przez 35 lat do
    smierci ojca. Więcej mi nie potrzeba. Mamy mała kilkuletnią córe. Startowalismy
    z bardzo trudnego pułapu, ale wiedzielismy czego chcemy- chcielismy byc razem.
    To pomogło przejśc trudne chwile i cieszyć się sobą nadal.
    Może patrze inaczej, z perspektywy mężczyzny, moze, ale wiem, że po raz kolejny
    zdecydowałbym się na slub z ta samą osoba.
    Owszem slub nie jest doskonałym panaceum na leki, samotność, wewnetrzne
    problemy. Nie jest też żadnym zwieńczeniem, żadnym zakończeniem. To dopiero
    początek wspólnej drogi. I trzeba, jak na każdej drodze uważać jak się nia chodzi.
  • iwucha 03.01.07, 23:53
    Ludzie dobieraja się w swoim srodowisku na podstawie podobieństw, a nie różnic.
    Podobnie jest z małżeństwami. Można otaczac się tymi szczęsliwymi ale tez tymi
    nieszcześliwymi i ten sposób kształtowac w sobie niewiarę w powodzenie
    małżeństwa. w ten sposob najłatwiej przykleic sobie nieswiadomie etykietę "mnie
    tez sie nie uda bo innym się nie udaje". Prawdziwa miłosc nigdy NIE USTAJE i
    wiedza o tym jedynie nieliczni, ktorzy w te głeboka prawde wierzą i ja realizują
    poprzez działanie na rzecz tej drugiej połówki, rezygnacje z własnego egoizmu,
    pozwalaja fascynacji przerodzic się w głebokie uczucie (czytaj: dobrą intencję i
    ODPOWIEDZIALNOSC za zonę/męza) oraz poprzez krytyczna ocenę madialności takich
    przekonań, ze "miłośc kiedys sie kończy". Fakt, to waskie gron, elita dla nieco
    bardziej uswiadomionych. Bentley klasy lux dostępny dla tych, których na niego
    stac bo nie boją się wyrzeczen. A niestety, wiekszosc społeczeństwa na własne
    zyczenie jeździ tramwajem :-(

    Małżeństwo to odpowiedzialnośc za drugiego człowieka. Deklaracja wobec kogos,
    kogo się kocha, ze walczymy o siebie na wzajem. Perspektywa "kulturalnego
    odejścia" w sytuacji kryzysu to tylko przesiadka z jednego tramwaju do drugiego.
    Wiem cos o tym. Miałam wiele przesiadek. Teraz jezdzę Bentleyem :-)
  • ewik_75 04.01.07, 09:57

    paratel12 napisał:

    > obecnie prawie 50% związków się
    > rozpada, z tych co zostają większość i tak jest nieszczęśliwa

    Pare pytan:
    1/ skad wiesz, ze wiekszosc z tej "reszty" jest nieszczesliwa? Jakies
    statystyki, zrodla?
    2/ no i co z tego? To nie znaczy z Twoim malzenstwem tez by tak było! No,
    chyba, ze się tego obawiasz na podstawie statystyk. Tyle, ze statystyki stosuje
    się do populacji, nie do jednostek. To, ze 10% ludzi umiera na raka nie znaczy,
    ze jak wezmiesz grupe 10 swoich znajomych, to jeden z nich tez na niego umrze.
    3/ takie podejscie swiadczy o braku Twojego zaufania do partnerki "nie ozenie
    się z Toba, bo ludzie w malzenstwie sa nieszczelsiwi". No to co? To, czy Wy
    będziecie szczesliwi zalezy tylko od Was, a nie od "ludzi".


    ale tkwi w tym bo
    > wspólny dom, bo rodzina, bo przyjaciele, bo dzieci itp...

    A ludzie w wieloletnich zwiazkach nie maja wspolnego domu/mieszkania,
    przyjaciol, dzieci?
    Maja! W razie rozstan często dochodzi do ogromnych nieprzyjemnosci jednej ze
    stron, ze względu na brak jakichkolwiek praw do majatku, dziedziczenia (w
    przypadku smierci) itp.

    Tak naprawdę
    > szczęśliwych ludzi żyjących w małżeństwa to ile procent? 10%, może 15%. A
    reszt
    > a?

    A co to ma za znaczenie? Patrz wyzej.

    > Wiadomo, biorąc ślub nikt nie zakłada czarnego scenariusza, ale tak często
    jest
    > a ślub w tym przeszkadza, bo gdyby go nie było to ludzie spokojnie mogli by
    się
    > rozejść i szukać szczęścia gdzie indziej.


    I wlasnie dlatego ta strona, która kocha bardzo chce slubu.
    Ta która nie kocha, a traktuje partnera jak przygode i rozwaza mozliwosc
    odejscia - mowi "nie"
  • pysiaczek251 03.01.07, 18:20
    Faktycznie. Małżeństwo bardziej zbliża do sibie i wcale nie dlatego, że to
    przysięga, tylko tak jakoś. Sama jestem mężatką i czasami jak mnie mój mąż
    wkurzy mówię mu, że już bym z nim zerwała a tak tylko mogę się powściekać,
    chociaż nie żałują, że sformalizowaliśmy nasz związek. Związek o który warto
    walczyć, bo kiedyś podjeliśmy decyzję jedyną słuszną i nie warto przez głupotę
    tracić tego o czym czasami się zapomina...
  • agix123 03.01.07, 18:31
    Piszesz o walce o związek ale czy naprawdę chcesz tak żyć walcząć czy nie
    należy Ci się więcej od życia.
    --
    Agix
    www.agix_x.123.ao.pl/
  • doriska1974 03.01.07, 19:40
    jeśli podstawową zasadą jest 'mnie się należy od ....' to żaden związek nie
    wyjdzie - czy to ze ślubem ,czy bez. nikomu nic się nie należy prócz tego co
    sobie wypracował. a ślub? oczywiście nie zobowiązuje do rozwiązywania problemów
    jak to ktoś wyżej napisał, ale jest swego rodzaju 'hamulcem' przed pochopnymi
    decyzjami o rozstaniu. właśnie dlatego że nie można po prostu się spakować i
    wyjść daje czas na przemyślenie, ochłonięcie i wyciągnięcie/przyjęcie
    wyciągniętej ręki.
  • malootkakotka 04.01.07, 13:19
    więcej, czyli co? poszukiwanie ideału? Jeśli się kogoś kocha, akceptuje się
    jego wady, wiadomo że z ideałami nie za łatwo w dzisiejszych czasach. Wydaje mi
    się, że uczucie w jakiś sposób pomaga wybaczyć wady i daje chęć do tej "walki"
    o związek. Mam wrażenie, że podejście typu - nie, jednak mi nie odpowiadasz,
    szukam dalej, do widzenia, jest dość dziecinne w większości przypadków. Chyba,
    że związek trwał bardzo niedługo lub któreś z partnerów zupełnie się zmieniło.
  • sanjose 04.01.07, 09:51
    tak, tak, twoja racja jest twojsza, zaprawde, w zwiazku nieprzypieczetowanym
    papierkiem z urzedu/ z kosciola nie ma osob odpowiedzialnych, bo przeciez jak
    sie pokloca, to ktores sie wyprowadzi i jest swietnie, a jak jest kryzys w
    Swietym Malzenstwie z Pieciorgiem Dzieci zyjacych - dodajmy - z zasilku i po
    slubie bedacym "przykrywka" dla ciazy 18-latki) to oboje malzonkowie
    natychmiast siadaja do rozmowy, zastanawiaja sie, dlaczego "stary obil gebe
    babie" i dlaczego "baba puscila sie z mleczarzem", musza przeciez jako
    odpowiedzialni ludzie znalezc kompromis

    eeehhh...

    M.
  • dr.verte 03.01.07, 17:10
    > Nie lepiej żyć sobie
    > normalnie, a jak się sobą nawzajem znudzimy to się kulturalnie rozchodzimy


    to by w ogóle małżeństw nie było,nudzić to się każdy zacznie po max.3 latach

  • ute_ute 03.01.07, 18:48
    dr.verte napisał:

    > > Nie lepiej żyć sobie
    > > normalnie, a jak się sobą nawzajem znudzimy to się kulturalnie rozchodzim
    > y
    >
    >
    > to by w ogóle małżeństw nie było,nudzić to się każdy zacznie po max.3 latach

    chyba nie zrozumiałeś eufemizmu
  • maretina 03.01.07, 17:15
    dziwne, ze sa ludzie, ktorzy za ogrom nieszczesc zamiast winic siebie winia
    ceremonial.
    slub byl mi i mojemu mezowi potrzebny do zycia zgodnie z nasza wiara.kazdy ma
    swoja moralnosc, platforma naszej byl zwiazek akceptowany przez nasza wspolnote
    wyznaniowa.
    sady, rozwody, majatlki.... rozumiem, ze ludzie bez slubu nie maja majatku do
    podzialu po dwudziestu latach zycia?
    zycie bez slubu stawia kobiete w gorszej sytuacji,na wypadek gdyby partner
    znalazl sobie inna partnerke a ja zostawil.
    --
    Kaczory mają chód nieciekawy, platfusa z natury, dlatego kiwają się na boki.
    Jedzą nieestetycznie. Wystawiają kupry do góry i cedzą błoto.

    czekam na zmianę pogody i rządu!:-)
  • ute_ute 03.01.07, 18:51
    maretina napisała:

    > dziwne, ze sa ludzie, ktorzy za ogrom nieszczesc zamiast winic siebie winia
    > ceremonial.
    > slub byl mi i mojemu mezowi potrzebny do zycia zgodnie z nasza wiara.kazdy ma
    > swoja moralnosc, platforma naszej byl zwiazek akceptowany przez nasza wspolnote
    >
    > wyznaniowa.
    > sady, rozwody, majatlki.... rozumiem, ze ludzie bez slubu nie maja majatku do
    > podzialu po dwudziestu latach zycia?
    > zycie bez slubu stawia kobiete w gorszej sytuacji,na wypadek gdyby partner
    > znalazl sobie inna partnerke a ja zostawil.

    możesz w sądzie podzielić majątek z konkubinatu, jeśli nie możesz dogadać się z
    byłym partnerem.

    nie rozumiem dlaczego to kobieta jest w gorszej sytuacji, gdy partner ją
    zostawia... moim zdaniem każdy pozostawiony jest w gorszej sytuacji
  • kika843 03.01.07, 22:35
    <zycie bez slubu stawia kobiete w gorszej sytuacji,na wypadek gdyby partner
    <znalazl sobie inna partnerke a ja zostawil.
    Nie zgadzam się z tym. Partnerka byłaby w giorszej sytuacji, gdyby pozostawił
    ją mąż. Wówczas musiałaby jeszcze znieść rozprawy rozwodowe, zapłacić za ów
    rozwód, czekałaby ją batalia o majątek...
  • deodyma 03.01.07, 23:41
    zgadzam sie z Toba. przeciez partnerzy zyjacy bez slubu rowniez przez te lata
    zycia ze soba czegos sie wspolnie dorabiaja, prawda? a czy uczuciowo to tez sie
    nie angazuja?
  • miauka 03.01.07, 17:24
    Nie każda kobieta chce ślubu! Ja nigdy nie chciałam i nie chcę, mam dokładnie
    takie samo zdanie, jak Ty, paratel. Nawet w sytuacji, gdy są dzieci.
    Przeżyłam jeden ślub (pobraliśmy się na prośbę moego ex) i jeden rozwód, co
    tylko pogłębiło moją niechęć do tej instytucji :(
    Uważam śluby za totalny anachronizm.
    Natomiast satysfakcjonowałyby mnie formalne konkubinaty, z prawem odwiedzin w
    szpitalu, dziedziczenia itp.
  • klek1 03.01.07, 17:42
    No przecież w szpitalu nie legitymują i można powiedzieć, że jest się żoną
  • miauka 03.01.07, 17:51
    No tak, ale dlaczego mam być zmuszana do kłamstwa przez idiotyczne prawa?
  • esmeralda_pl 03.01.07, 18:20
    a czym się różni zarejestrowanie konkubinatu od rejestracji związku
    małżeńskiego? niczym i tu i tu idziesz do USC
  • miauka 04.01.07, 11:17
    Różni się zasadniczo!!! W przypadku rozstania nie ma wpieprzania się z buciorami
    jakiejś głupiej pindy (czyli sędzi, czyli państwa) w Twoje życie oraz żenującego
    widowiska, jakim jest rozwód (zwłaszcza, kiedy są dzieci, a głupia pinda uważa,
    że jest władna ocenić, czy jesteś dobrą matką), a w przypadku konkubinatu rzecz
    kończy się na podpisaniu papierów i cała sprawa się kończy.
    Oczywiście możemy tę dyskusję prowadzić bez końca, bo może to dobrze, żeby
    państwo jednak nam utrudniało rozwód itepe itede. Wszystko zależy od
    światopoglądu: jestem ateistką, nie wierzę w monogamię, nie chcę mieć dzieci,
    nienawidzę, kiedy państwo uważa lepiej ode mnie, jak mam żyć, a zatem małżeństwo
    nie jest mi do niczego potrzebne. Jeśli komuś potrzebne, to nie sobie robi...
  • kika843 03.01.07, 22:38
    klek1 napisał:

    > No przecież w szpitalu nie legitymują i można powiedzieć, że jest się żoną
    Wyobraż sobie sytuację, ze Twój partner jest nieprzytomny, wymaga operacji, do
    tego potrzebna jest zgoda osoby z rodziny, a nim ona przyjedzie, minie mnóstwo
    czasu,a liczy się każda chwila. Partnerka nie może podpisać zgody na operację w
    takiej sytuacji.
  • margot6666 04.01.07, 16:32
    Na intensywna terapię, onkologię i pare innych oddziałach często sprawdzane są
    dokumenty i dozowana ilośc odwiedzin do najbliższej rodziny. Wymogi regulaminu
    szpitalnego. Dziewczyna, której w satnie cięzkim leżał chłopak musiała się
    dowiadywac o jego stan przez rodzinę, która jej nie znosiła.
  • sara.24 03.01.07, 17:54
    Zgadzam się z Tobą. Ja też nie chcę ślubu i ciężko mi zrozumieć, że dla tak
    wielu kobiet ma on znaczenie większe niż dobry, udany związek.
    W moim przypadku niechęć do ślubu nie wynika ani z braku odpowiedzialności ani
    uczuć do partnera. Zwyczajnie nie czuję potrzeby potwierdzania przed innymi
    tego co łączy dwie osoby. Niech potwierdzeniem będą codzienne starania, wspólne
    rozwiązywanie problemów i bycie razem pomimo braku formlanych zobowiązań.
  • bri 03.01.07, 19:16
    Dlaczego większe niż udany związek? Dla mnie ślub jest częścią dobrego, udanego
    związku. A ślub jest przede wszystkim potwierdzeniem przed sobą nawzajem, że
    zamierzamy być z tą drugą osobą na dobre i na złe.

    Ale ja oczywiście nikogo nie namiawiam do ślubu. Jest tylko dla tych, którzy
    chcą. Jestem w stanie zrozumieć, że ktoś sobie tego nie życzy.
  • sara.24 03.01.07, 20:24
    Dla mnie ślub jest częścią dobrego, udanego
    >
    > związku. A ślub jest przede wszystkim potwierdzeniem przed sobą nawzajem, że
    > zamierzamy być z tą drugą osobą na dobre i na złe.
    A dla mnie ślub nie jest potrzebny. Wystarczą mi deklaracje złożone poza
    kościołem czy urzędem.
    > Ale ja oczywiście nikogo nie namiawiam do ślubu. Jest tylko dla tych, którzy
    > chcą. Jestem w stanie zrozumieć, że ktoś sobie tego nie życzy
    Tak samo ja jestem w stanie zrozumieć, że ktoś ślubu pragnie. To kwestia
    indywidualnych wyborów, jednym będzie dobrze po ślubie, innym bez niego.
  • maretina 03.01.07, 19:46
    sara.24 napisała:

    > Zgadzam się z Tobą. Ja też nie chcę ślubu i ciężko mi zrozumieć, że dla tak
    > wielu kobiet ma on znaczenie większe niż dobry, udany związek.
    ze co? glupoty. jakim prwem twierdzisz, ze ci, ktorzy chca slubu mja gdzies
    jakosc zwiazku? powalilo cie totalnie!
    > W moim przypadku niechęć do ślubu nie wynika ani z braku odpowiedzialności ani
    > uczuć do partnera. Zwyczajnie nie czuję potrzeby potwierdzania przed innymi
    > tego co łączy dwie osoby.
    slub nic nie potwierdza.
    >Niech potwierdzeniem będą codzienne starania, wspólne
    >
    > rozwiązywanie problemów i bycie razem pomimo braku formlanych zobowiązań.
    nie czuje zadnych formalnych zobowiazan wobec meza. w codziennym zyciu zwiazek
    typu konkubinat NICZYM nie rozni sie od malzenstwa. nie sadze, zebym myslala o
    czyms innym niz kobieta, ktora ma faceta i zyje bez slubu. nie masz pojecia o
    czym piszez. ja mam. zanim poznalam meza mialam zwykle zwiazki. poznlam smak
    jednego i drugiego.

    --
    Kaczory mają chód nieciekawy, platfusa z natury, dlatego kiwają się na boki.
    Jedzą nieestetycznie. Wystawiają kupry do góry i cedzą błoto.

    czekam na zmianę pogody i rządu!:-)
  • sara.24 03.01.07, 20:27
    > nie masz pojecia o
    > czym piszez. ja mam. zanim poznalam meza mialam zwykle zwiazki. poznlam smak
    > jednego i drugiego.
    Czemu twierdzisz, że nie wiem o czym piszę, skoro nie znasz mnie ani moich
    doświadczeń?
  • maretina 03.01.07, 20:32
    piszesz bzdury.
    --
    Kaczory mają chód nieciekawy, platfusa z natury, dlatego kiwają się na boki.
    Jedzą nieestetycznie. Wystawiają kupry do góry i cedzą błoto.

    czekam na zmianę pogody i rządu!:-)
  • sara.24 03.01.07, 20:41
    > piszesz bzdury.
    Chyba raczej Ty. Czemu bzdury? Zadałam Ci pytanie co daje Ci podstawę do
    pisania, że nie mam pojęcia o omawianym temacie. Nie jesteś w stanie na nie
    normalnie odpowiedzieć?
  • sanjose 04.01.07, 10:12
    do sara.24:

    zgadzam sie w 100%

    dodalabym nawet teze, ze osoby bedace w tzw. wolnych zwiazkach staraja sie
    BARDZIEJ od tych "zalegalizownych", wlasnie z powodu tej rzekomej kruchosci
    partnerstwa; czesto przeciez jest tak, ze po slubie ludzie przestaja o siebie
    dbac, bo juz "zlowili" (to glownie do kobiet), albo nie zalezy im tak bardzo na
    rozwiazywaniu problemow, bo "i tak juz sa po slubie" i dla swiata zewnetrznego
    sa malzenstwem, a to przeciez Ogromna Nobilitacja i W Ogóle, wewnetrzne panstwo
    dulskich nie ma juz znaczenia

    M.
  • marco35 03.01.07, 18:35
    No właśnie. Wszyscy chcą tylko praw: dziedziczenie, może przywileje podatkowe
    itd. ale jak w małżeństwie są obowiązki to już jest "anachronizm". Otóż istotą
    małżeństwa są właśnie prawa ale też obowiązki: pomocy, wierności, przyczyniania
    się do zaspokajania potrzeb rodziny itd. Te przepisy kro wydają się ogólnikami i
    banałami, ale mają ogromne znaczenie dla słabszej strony np. małżonka który
    zachorował, a drugi jedynie korzysta z prawa odwiedzin w szpitalu i czeka aż
    wreszcie będzie dziedziczył.
  • doriska1974 03.01.07, 19:45
    a czym różnią się formalne konkubinaty od małżeństwa??? zawsze mnie to
    interesowało, cieszę się że znowu trafiłam na zwolennika tej formy związku. mam
    nadzieję jednak, że chcociaż Ty mi to umiesz wytłumaczyć, bo inni nie
    potrafili:)
    natura ludzka jest taka, że zawsze chce odwrotnie - dlaczego homoseksualiści
    tak walczą o śluby?
  • serendepity 03.01.07, 20:39
    Walcza o sluby, bo da im to takie same prawa jakie maja malzenstwa -
    dziedziczenie, wspolnota malzenska itp. Zreszta trudno to nazwa slubem - to jest
    zwiazek cywilny - civil partnership w Wielkiej Brytani.

  • doriska1974 03.01.07, 21:42
    no własnie o tym piszę: chcą ślubu bo coś im to daje. wszyscy chcialiby praw, a
    na obowiązki brakuje miejsca. to tak jakbyśmy chcieli mieć świetną pracę i dużo
    zarabiać ale żeby do tej pracy nie chodzić.
    cóż, mało jest przypadków, kiedy ktoś trafia szóstkę w totka i ma prawa nie
    mając obowiązków
  • star105 03.01.07, 17:29
    Wreszcie jakiś normalny facet. Dziwię się tym kobietom, którym tak zależy na
    jakimś głupim świstku, a potem narzekają, że muszą harować w domu, a ich chłopy
    siedzą na kanapie z piwskiem w łapie:) W końcu prędzej czy pózniej zostawiają je
    dla kochanek, a biedne żonki beczą, że zostały same i to bez środków na życie,
    bo wcześniej poświęciły pracę dla rodziny. Nie, mi ślub nie jest w ogóle potrzebny.
  • kaktusik0 03.01.07, 17:44
    > Wreszcie jakiś normalny facet. Dziwię się tym kobietom, którym tak zależy na
    > jakimś głupim świstku, a potem narzekają, że muszą harować w domu, a ich chłopy
    > siedzą na kanapie z piwskiem w łapie:) W końcu prędzej czy pózniej zostawiają j
    > e
    > dla kochanek, a biedne żonki beczą, że zostały same i to bez środków na życie,
    > bo wcześniej poświęciły pracę dla rodziny. Nie, mi ślub nie jest w ogóle potrze
    > bny.

    może się mylę, ale bez ślubu też można harować w domu dla faceta, który siedzi na kanapie z piwskiem w ręku.
    Jeśli ktoś chce się rozstać to się rozstanie niezależnie od tego czy ślub był czy go nie było. Dużo jest nieszczęśliwych małżeństw bo ludzie boją się odejść. Duża część tak samo by się bała odejść nie mając ślubu.
  • star105 03.01.07, 18:14
    Kobiecie, która nie ma ślubu ze swoim chłopem, ale ma własne mieszkanie, o wiele
    łatwiej jest rozstać się, niż żonie. Bo gdzie pójdzie żona, kiedy chłop zacznie
    pić albo ją zdradzać. Mieszkanie mają przecież wspólne. Wróci do rodziców? A co,
    jeśli jest z patologicznej rodziny?
  • bateria_sloneczna 03.01.07, 18:52
    najciekawiej byłoby na stałe nie mieszkać ze sobą, ale żeby każde miało ten swój kącić do którego może wrócić raz na jakiś czas [co jest nie do pomyslenia dla niektórych, bo zaraz że zdradzi, że to i że tamto, że jak kocha to mamy mieszkac razem itp itd haha], a nie byc przyklejonum do swojej drugiej połówki i sie męczyć [no może nie zawsze..] pod jednym dachem codziennością ...hehe:)

    --
    Mówię, to co myślę - jak masz z tym jakiś problem, to jest on tylko i wyłącznie Twoim problemem.
    --
    Tak brzmi HondaCivic;-) tiny.pl/mh9k
  • maretina 03.01.07, 20:01
    bateria_sloneczna napisała:

    > najciekawiej byłoby na stałe nie mieszkać ze sobą, ale żeby każde miało ten swó
    > j kącić do którego może wrócić raz na jakiś czas [co jest nie do pomyslenia dla
    > niektórych, bo zaraz że zdradzi, że to i że tamto, że jak kocha to mamy mieszk
    > ac razem itp itd haha], a nie byc przyklejonum do swojej drugiej połówki i sie
    > męczyć [no może nie zawsze..] pod jednym dachem codziennością ...hehe:)
    >

    a gdzie wtedy zapakowalabys dzieci?
    --
    Kaczory mają chód nieciekawy, platfusa z natury, dlatego kiwają się na boki.
    Jedzą nieestetycznie. Wystawiają kupry do góry i cedzą błoto.

    czekam na zmianę pogody i rządu!:-)
  • bateria_sloneczna 03.01.07, 20:16
    jakie dzieci?nie zamierzam przedłużać gatunku:)

    --
    Mówię, to co myślę - jak masz z tym jakiś problem, to jest on tylko i wyłącznie Twoim problemem.
    --
    Tak brzmi HondaCivic;-) tiny.pl/mh9k
  • maretina 03.01.07, 20:20
    bateria_sloneczna napisała:

    > jakie dzieci?nie zamierzam przedłużać gatunku:)
    >
    myslalam, ze piszesz ogolnie a nie o sobie. sorry.

    --
    Kaczory mają chód nieciekawy, platfusa z natury, dlatego kiwają się na boki.
    Jedzą nieestetycznie. Wystawiają kupry do góry i cedzą błoto.

    czekam na zmianę pogody i rządu!:-)
  • bateria_sloneczna 03.01.07, 20:28
    no ze swojego punktu widzenia piszę:)

    --
    Mówię, to co myślę - jak masz z tym jakiś problem, to jest on tylko i wyłącznie Twoim problemem.
    --
    Tak brzmi HondaCivic;-) tiny.pl/mh9k
  • framp 03.01.07, 18:53
    Czytając twoje posty od razu widać że masz 12 lat (przynajmniej mentalnie) i
    niewiele jeszcze wiesz o związkach miedzy ludźmi i ich potrzebach w tych
    związkach a postrzegana przez ciebie rzeczywistość wywodzi się ze sfer
    lumpenproletariackich, gdzie kobieta to kuchta poniewierana i zdradzana przez
    pijanego nieokrzesańca a związek międzyludzki ogranicza się do dzielenia
    wspólnego socjalnego M-2. Tylko dlaczego uparcie męczysz swoimi spostrzeżeniami
    internautów, którzy być może wychowali się w nieco lepszej rodzinnej atmosferze
    i rozumieją trochę bardziej skomplikowane ludzkie potrzeby?
  • maretina 03.01.07, 20:02
    rewelacyjny post!:)
    --
    Kaczory mają chód nieciekawy, platfusa z natury, dlatego kiwają się na boki.
    Jedzą nieestetycznie. Wystawiają kupry do góry i cedzą błoto.

    czekam na zmianę pogody i rządu!:-)
  • ola2930 04.01.07, 02:00
    Framp ,masz racje ale piszesz to w tak bezposredni sposob ze to moze zabolec
    osobe tak wrazliwa jak ja ktora nie miala za mlodu dobrych wzorcow niestety.
    Rozumiem Cie ale i tak jest mi przykro
  • kaktusik0 04.01.07, 10:31
    > Kobiecie, która nie ma ślubu ze swoim chłopem, ale ma własne mieszkanie, o wiel
    > e
    > łatwiej jest rozstać się, niż żonie. Bo gdzie pójdzie żona, kiedy chłop zacznie
    > pić albo ją zdradzać. Mieszkanie mają przecież wspólne. Wróci do rodziców? A co
    > ,
    > jeśli jest z patologicznej rodziny?


    ale dlaczego ma mieć własne mieszkanie? Uważasz że każdy człowiek żyjący bez ślubu miałby swoje własne mieszkanie żeby mieć się gdzie wyprowadzić w razie czego?
  • ewik_75 04.01.07, 11:28
    kaktusik0 napisała:

    > > Kobiecie, która nie ma ślubu ze swoim chłopem, ale ma własne mieszkanie,
    > o wiel
    > > e
    > > łatwiej jest rozstać się, niż żonie. Bo gdzie pójdzie żona, kiedy chłop z
    > acznie
    > > pić albo ją zdradzać. Mieszkanie mają przecież wspólne. Wróci do rodziców
    > ? A co
    > > ,
    > > jeśli jest z patologicznej rodziny?

    Katusik, bardzij pokomplikowac już nie mogłaś?
    Może dorzuć jeszcze "a co , jeśli ma trójkę chorych dzieci", "a co, jeśli
    właśnie straciła pracę", "a co, jeśli wychodząc z domu potrąci ją samochód"?
    Kreatywna jesteś dasz radę.

    Kobieto, wszystkiego nie przewidzisz!

    Żona ma prawa do lokalu i wspólnego majątku (chyba, że mają rozdzielność).
    Może w sądzie starać się o zwrot połowy wartości. Albo mieszkac tam dalej i
    spłacać jego.
    Albo mogą sprzedać i się podzielić.
    Konkubina nie ma żadnych praw, chyba że kupili we współwłasności, ale wtedy też
    jest konieczność podziału, i często wkracza sąd.
    Rzadko się w naszym kraju zdarza, żeby oboje z pary mieli po własnym mieszkaniu.
    Częściej, że mieszkają w lokalu jednego z nich.

    I czemu on od razu ma pić lub zdradzać?
    To, czy ma skłonności do takich zachować sprawdza się przed ślubem... Ok., nie
    wszystko przewidzisz, ale konkubent też może pić i zdradzać.
    Zona, która zrezygnowała z pracy dla rodziny ma prawo walczyć o alimenty dla
    siebie i dzieci.
    Konkubina - tylko dla dzieci.
  • kaktusik0 04.01.07, 14:37
    droga ewik_75 przytoczony przez Ciebie fragment był cytatem wypowiedzi innej forumowiczki. Mój komentarz jest pod spodem. Widzę że mamy podobne zdanie na ten temat ;)
    Pozdrawiam. kaktusik
  • ewik_75 04.01.07, 14:40
    kaktusik0 napisała:

    > droga ewik_75 przytoczony przez Ciebie fragment był cytatem wypowiedzi innej
    fo
    > rumowiczki. Mój komentarz jest pod spodem.

    aaa, to przepraszam.
    i również pozdrawiam ;)
  • r1234_76 04.01.07, 12:46
    super, że większość par żyjących bez ślubu posiada na dwa mieszkania/domy...
  • doriska1974 03.01.07, 19:48
    a to chyba nie jest kwestą ślubu tylko umowy między dwojgiem ludzi, czyż nie?
    poza tym, jeśli pojawiają się dzieci to jednak ktoś musi się 'poświęcić'
  • maretina 03.01.07, 20:00
    star105 napisała:

    > Wreszcie jakiś normalny facet. Dziwię się tym kobietom, którym tak zależy na
    > jakimś głupim świstkiem.
    slub nie jest zadnym swistkiem,w kosciele nic mi nie dano.swistek z usc nic dla
    mnie i meza nie znaczy.
    >a potem narzekają, że muszą harować w domu, a ich chłopy
    > siedzą na kanapie z piwskiem w łapie:)
    trzeba byc wyjatkowo tempym, zeby sadzic, ze przed taka patologia broni brak
    slubu:) . oczy przecieram ze zdumienia w jakie brednie ludzie wierza i jakie mja
    wyobrazenie o rodzinie:)
    czytajac to forum widze jak zyja pary,wcale nie trzeba miec slubu, zeby meczyc
    sie z byle dupkiem czy jakas larwa. zdrada nie zna pojecia konkubinat czy slub,
    chamstwo tez nie, nawyki odnosnie prac domowych wynosi sie z wlassnego domu.
    nigdy moj maz nie lezal z piwskiem w reku podczas gdy ja sprzatalam mieszkanie.
    mieszkamy oboje i oboje brudzimy, zatem kazde z nas sprzata, gotuje, pierze. to
    normlne. musialas miec wyjatkowo popaprany dom, jesli taki obraz malzenstwa masz
    w glowie.
    W końcu prędzej czy pózniej zostawiają j
    > e
    > dla kochanek, a biedne żonki beczą, że zostały same i to bez środków na życie,
    > bo wcześniej poświęciły pracę dla rodziny. Nie, mi ślub nie jest w ogóle potrze
    > bny.

    i dobrze. z tkim podejsciem nie massz szans na wartosciowego meza:)
    --
    Kaczory mają chód nieciekawy, platfusa z natury, dlatego kiwają się na boki.
    Jedzą nieestetycznie. Wystawiają kupry do góry i cedzą błoto.

    czekam na zmianę pogody i rządu!:-)
  • doriska1974 03.01.07, 21:44
    BRAWO! w samo sedno:)
  • winnix 04.01.07, 09:24

    > musialas miec wyjatkowo popaprany dom, jesli taki obraz malzenstwa masz
    > w glowie.

    Masz wyjątkowe tendencje do obrażania innych. Być może ciężko jest w to
    uwierzyć, ale takich popranych domów jest w Polsce bez liku. Moja koleżanka ma
    partnera, który właśnie z takiego domu się wywodzi. Ostatnio była u nich na
    Święta i przeżyła ciężki szok kulturowy, jak się dowiedziała np. że wszystkie
    kobiety w tej rodzinie wstają w okolicach 4-5 rano, żeby zrobić mężom kanapki.
    Same nie pracują, bo wychowują dzieci w domu. Kuzyn twierdzi, że praca fizyczna
    to jest prawdziwa praca, bo co taki pracownik biurowy robi, posiedzi pół dnia
    przed komputerem, poklika i co, tym się zmęczy? I co, on po całym dniu machania
    łopatą ma jeszcze obiad sobie robić?! Sprzątać?!

    Taka jest niestety rzeczywistość polskich rodzin. Mnie też to szokuje, bo w
    moim towarzystwie takich par nie ma. Ale wśród rodziców moich znajomych jak
    najbardziej.

    Więc nie obrażaj tych, co mieli trochę mniej szczęścia i trafili na, jak to
    nazwałaś, "popaprany dom".

    --
    "Wodka z plastiku, wino w kartonie, piwo w torebkach.
    Na cholere byl nam ten kapitalizm"
  • kika843 03.01.07, 22:49
    star105 napisała:

    > Wreszcie jakiś normalny facet. Dziwię się tym kobietom, którym tak zależy na
    > jakimś głupim świstku, a potem narzekają, że muszą harować w domu, a ich
    chłopy
    > siedzą na kanapie z piwskiem w łapie:) W końcu prędzej czy pózniej zostawiają
    j
    > e
    > dla kochanek, a biedne żonki beczą, że zostały same i to bez środków na życie,
    > bo wcześniej poświęciły pracę dla rodziny. Nie, mi ślub nie jest w ogóle
    potrze
    > bny.
    Star w pełni się z Tobą z tym zgadzam. Ja także nie rozumiem, czemu kobieta
    przestaje się rozwijać, myśleć o sobie całkowicie poddaje się po ślubie woli
    męza? Przecież wiele z nich przed nim było aktywnych zawodowo. Kobiety
    całkowicie podporządkowują swe życie małżeństwu, rezygnują z innych aspektów
    życia, a potem jeśli zostawi je mąż, nie potrafią się odnaleźć w tej sytuacji.
  • ewik_75 04.01.07, 10:44

    star105 napisała:

    > Wreszcie jakiś normalny facet. Dziwię się tym kobietom, którym tak zależy na
    > jakimś głupim świstku, a potem narzekają, że muszą harować w domu,


    Cooooooooooooooooo?
    AAAA z czego to niby ma wynikac???
    W przysiedze małżeńskiej jest "i przysięgam Ci miłość, wierność i uczciwość
    małżeńskiej" a w wersji kościelnej jeszcze "i że Cię nie opuszczę aż do
    śmierci"
    Gdzie tam jest coś o lataniu ze szmatą???
    I o piciu piwka przed TV?
    Ja nie widzę zależności: jestem żona więc haruję, a Ty się lenisz"

    Podobnie o poświęcaniu kariery zawodowej.
    Wszystkiego wokół znane mi mężatki z wyjątkiem jednej pracują, niektóre
    posiadają własną działalność.
    Ty chyba jakiś model muzułmański opisujesz ;)

    A tak a propos mieszkania.
    W małżeństwie w którym jest wspólnota majątkowa mieszkanie należy do obojga i
    dlatego nie zostaje się z niczym.
    A skoro tak rozumujesz jeszcze przed ślubem to nie świadczy to bynajmniej o
    szczerości Twoich intencji ani o prawdziwości Twoich uczuć.

  • iberia.pl 03.01.07, 17:42
    masz racje, ale niestety nic sie na to nie poradzi, jak dla wielu biala
    sukienka jest glownym celem w zyciu i nie dociera do nich, ze papier nie daje
    ZADNEJ gwarancji.
    --
    zmiana nicka z iberia30 na iberia.pl:-)
  • zamyslona4 03.01.07, 18:01
    na szczescie sluby wracaja do lask i mlodzi ludzie doceniaja role stabilizacji
    w tym pokreconym zyciu. mozna sobie mowic ze sie nie chce slubu- ale czesto sie
    to zmienia gdy spotka sie wyjatkowa osoba, i i tak sie wie ze to ta. czy to
    powod do domu ze nie jeastem na tyle odpowiedzialny za swoje decyzje ze wole co
    3 lata zmieniac partnera wiec sie nei zenie? prawdziwe wyzwanie to wlasnie
    rozwiazywac problemy a nie przed nimi uciekac. nuda w zwiazku? to tzreba go
    pielegnowac a nie po prostu w nim byc.
    moi rodzice obchodzili 30 rocznice. mieli naprawde ciezkie lata. ale dorobili
    sie zarowno materialnie, jak i rodzinie (fajne dzieci maja ;) ) i teraz sa
    szczesliwi jak nigdy.

    --
    Ludzie pełni kompleksów sa najbardziej nietolerancyjni...
  • ute_ute 03.01.07, 18:54
    zamyslona4 napisała:

    > na szczescie sluby wracaja do lask i mlodzi ludzie doceniaja role stabilizacji
    > w tym pokreconym zyciu. mozna sobie mowic ze sie nie chce slubu- ale czesto sie
    >
    > to zmienia gdy spotka sie wyjatkowa osoba, i i tak sie wie ze to ta. czy to
    > powod do domu ze nie jeastem na tyle odpowiedzialny za swoje decyzje ze wole co
    >
    > 3 lata zmieniac partnera wiec sie nei zenie?

    dlaczego uważasz, że jak ktoś nie planuje, nie chce ślubu to zmienia partnera co
    3 lata? trochę mniej stereotypów polecam
  • zamyslona4 03.01.07, 20:58
    ute_ute napisała:

    >
    > dlaczego uważasz, że jak ktoś nie planuje, nie chce ślubu to zmienia partnera
    c
    > o
    > 3 lata? trochę mniej stereotypów polecam

    troche uwazniejsze czytanie postow polecam - nie tylko odpowiedz, ale i posty
    znajdujace sie przed nia.moj post byl nawiazaniem do postu glownego iz jak nam
    sie nei podoba to od razu sie rozstajemy.
    sama zyje wsrod osob ktore maja za soba juz slub i kolejengo nie chca, choc sa
    dlugich zwiazkach. i ok- sa szcesliwi. ja sama jestem bardzo szczesliwa i chca
    byc z ta osoba z papierem czy bez.

    radze wiec 2 x przeanalizowac calosc a nie rzucac jakies rady


    --
    Ludzie pełni kompleksów sa najbardziej nietolerancyjni...
  • bateria_sloneczna 03.01.07, 18:01
    mnie do niczego

    ale jestem w mniejszości hehe

    --
    Mówię, to co myślę - jak masz z tym jakiś problem, to jest on tylko i wyłącznie Twoim problemem.
    --
    Tak brzmi HondaCivic;-) tiny.pl/mh9k
  • avital84 03.01.07, 18:14
    mi tam jest chyba obojętnie czy ze ślubem czy bez...
    najważniejsze żeby być z opdowiednią osobą
  • marryla2 03.01.07, 18:35
    Oj, ślub wszystko zmienia. Byc zona, czy mezem to jest inna rola niz byc
    pelnoetatowa kochanka czy kochankiem
  • marco35 03.01.07, 18:41
    Wyobraź sobie konkubinat trwający 30 lat. Jedno z małżonków pracuje zawodowo,
    drugie pracowało przez pewnien czas, ale np. przez 15 lat zajmowało się dziećmi,
    domem i nie pracowało zawodowo. Pewnego dnia małżonek przychodzi z pracy i mówi:
    wypadliło się, mam kogoś innego, odchodzę. Odpowiedz jak dokonasz podziału
    majątku. Problem z punktu widzenia prawnego praktycznie nie możliwy do
    rozwiązania poprawnego. Poza tym druga osoba zostaje bez środków do życia, bo
    cały czas poświęciła drugiej osobie, dzieciom itd. Nie ma praktycznie majątku,
    nie pracuje, nie może liczyć na alimenty itd.
  • bateria_sloneczna 03.01.07, 18:48
    osobiście uważam, że takie sprawy jak dzieci i późniejsza chęć zarządzania majątkiem to inna sprawa - jak kto chce

    uważam, że jak już nie mieć dzieci i nie brać ślubu, to jednocześnie być niezależnym i pilnować swojej kasy (o kasę zawsze były draki mniejsze lub większe odkąd świat sie kręci)

    ;)
    zależy, co kto ma na względzie w przyszłości i jaki model związku preferuje:)

    --
    Mówię, to co myślę - jak masz z tym jakiś problem, to jest on tylko i wyłącznie Twoim problemem.
    --
    Tak brzmi HondaCivic;-) tiny.pl/mh9k
  • marco35 03.01.07, 18:54
    To co się planuje wchodząc w związek, a jak potem wygląda rzeczywistość to
    zupełnie inne sprawy. Dwoje ludzi będąc razem, mieszkając razem zawsze kupują
    wspólnie rzeczy, czasem mają wspólne konto, czasem samochód, mieszkanie. Jak
    związek się rozleci to zaczynają się nieprawdopodobne problemy z rozliczeniem
    tego. To nie jest błaha sprawa, zapewniam! Lepiej myśleć o tym wcześniej, a nie
    zakładać ze jakoś to będzie.
  • bateria_sloneczna 03.01.07, 18:56
    ja nigdy nie zakładam, że jakoś to będzie bo jestem 100% niezależna i stąd mój "wywód" na ten temat

    ale Ty dalej przy swoim:)

    --
    Mówię, to co myślę - jak masz z tym jakiś problem, to jest on tylko i wyłącznie Twoim problemem.
    --
    Tak brzmi HondaCivic;-) tiny.pl/mh9k
  • marco35 03.01.07, 18:57
    Bo ja mam doczynienia z takimi którym się wydawało że wszystko będzie ok, a
    potem zaczyna się dramat...
  • bateria_sloneczna 03.01.07, 19:04
    tylko współczć takim ludziom, no cóż..ich wybór - ich problemy

    przezorny zawsze na wszystko przygotowany , dodatkowo powiem: pewny tego czego chce - ma zawsze najlepiej i to, że nie zmienia swoich decyzji pod wpływem chwili

    --
    Mówię, to co myślę - jak masz z tym jakiś problem, to jest on tylko i wyłącznie Twoim problemem.
    --
    Tak brzmi HondaCivic;-) tiny.pl/mh9k
  • marco35 03.01.07, 20:12
    Nie przygotujesz się odpowiednio. Chyba ze będziesz miała swoje odrębne
    mieszkanie , samochód, żadnych rzeczy wspólnych, odrębne rachunki itd. Tylko czy
    to jest życie z kimś??? Umowy regulujące kwestie miajątkowe konkubinatu to jest
    loteria, nigdy nie wiadomo co "z niej zostanie" w sądzie. Są dziesiątki
    sposobów podważenia umowy, unieważnienie małżeństwa jest bardzo trudne.
  • bateria_sloneczna 03.01.07, 20:17
    można żyć wspólnie, a zarazem niezależnie:)

    --
    Mówię, to co myślę - jak masz z tym jakiś problem, to jest on tylko i wyłącznie Twoim problemem.
    --
    Tak brzmi HondaCivic;-) tiny.pl/mh9k
  • marco35 03.01.07, 20:18
    Im więcej osób tak myśli tym lepiej będę zarabiał :-)))
  • bateria_sloneczna 03.01.07, 20:19
    hehe

    --
    Mówię, to co myślę - jak masz z tym jakiś problem, to jest on tylko i wyłącznie Twoim problemem.
    --
    Tak brzmi HondaCivic;-) tiny.pl/mh9k
  • bateria_sloneczna 03.01.07, 20:27
    tyle, że z tego co piszesz - to na mnie nie zarobisz, bo właśnie nie zamierzam babrać się w małżeństwo, a niezależność przydaje się tak czy siak :) swojego pilnować trzeba - po co wspólne konta, wpólne to wspólne siamto (oprócz "bycia" ze sobą) - po to, żeby właśnie mieć potem jakieś problemy z podziałami ? hehe no właśnie:)

    --
    Mówię, to co myślę - jak masz z tym jakiś problem, to jest on tylko i wyłącznie Twoim problemem.
    --
    Tak brzmi HondaCivic;-) tiny.pl/mh9k
  • marco35 03.01.07, 20:28
    Nie ty to najwyżej on/ona :-)))
  • marco35 03.01.07, 20:50
    Tzn. Twój były partner/partnerka...
  • bateria_sloneczna 03.01.07, 20:57
    o ile miałby o co się czepiać - skoro nie ma części wspólnej, nie ma o co wykłócać się po sądach:]

    --
    Mówię, to co myślę - jak masz z tym jakiś problem, to jest on tylko i wyłącznie Twoim problemem.
    --
    Tak brzmi HondaCivic;-) tiny.pl/mh9k
  • marco35 03.01.07, 21:05
    Coś można wymyślić :-))) Niby samochód twój, ale może dołożył (a) jakąś kasę?
    Albo Kupował (a) drogie prezenty bo liczył np. na małżeństwo i można próbować
    conditio causa data causa non secuta...
    A tak poważnie, jeżeli zakochałabyś się w kimś tak na 300% i wiedziała że to ta
    jedyna osoba na świecie, ona i nikt inny, na prawdę nie chciałabyś zostać żoną?
    Na takich samych partnerskich warunkach, jeżeli chcesz to z intercyzą, ale
    jednak tą jedyną...
  • bateria_sloneczna 04.01.07, 00:04
    "A tak poważnie, jeżeli zakochałabyś się w kimś tak na 300% i wiedziała że to ta
    jedyna osoba na świecie, ona i nikt inny, na prawdę nie chciałabyś zostać żoną?
    Na takich samych partnerskich warunkach, jeżeli chcesz to z intercyzą, ale
    jednak tą jedyną..."

    nie:)

    --
    Mówię, to co myślę - jak masz z tym jakiś problem, to jest on tylko i wyłącznie Twoim problemem.
    --
    Tak brzmi HondaCivic;-) tiny.pl/mh9k
  • marryla2 03.01.07, 18:54
    Model kochanek-kochanka faktycznie nie będzie się sprawdzałw przy podziale ról:
    mąż zarabia pieniadze - kobieta zajmuje się domem. To oczywiste. Ale czy nie
    zauważyliście czasami jak ludzie się zmieniają gdy zostają dyrektorami lub
    prezesami? Mąż czy żona to taki sam awans tylko w innej instytucji:)
  • maretina 03.01.07, 20:04
    bateria_sloneczna napisała:

    > osobiście uważam, że takie sprawy jak dzieci i późniejsza chęć zarządzania mają
    > tkiem to inna sprawa -
    powiedz prosze jaka! bardzo jestem ciekawa.
    --
    Kaczory mają chód nieciekawy, platfusa z natury, dlatego kiwają się na boki.
    Jedzą nieestetycznie. Wystawiają kupry do góry i cedzą błoto.

    czekam na zmianę pogody i rządu!:-)
  • bateria_sloneczna 03.01.07, 20:37
    wtedy jestem w stanie zrozumieć czyjeś pobudki do zawierania małżeństwa jako tej prawnej "gwarancji", że to wiele ułatwia itp.

    ale to i tak nie dla mnie - gdzieś wyżej to napisałam już:)

    --
    Mówię, to co myślę - jak masz z tym jakiś problem, to jest on tylko i wyłącznie Twoim problemem.
    --
    Tak brzmi HondaCivic;-) tiny.pl/mh9k
  • michailgorbaczov 03.01.07, 18:50
    po 1. intercyza przed slubem 2. ktoś z Was pisal o rozwodach - Kościół również
    daje rozwody a uczą " co Bóg złączył niech człowiek nie rozłącza" 3. Ile znacie
    młodych małęzństw ? bo ja nie znam wcale a pisanie o rodzicach jest śmieszne 4.
    nie można zakładać że mi to się rozwód nie przytrafi. 5. cierpia dzieci bo
    potem jest o nie walka, staja sie dla rodziców przedmiotami. Zobaczcie
    statystyki rozwodów !

    Żyjmy nowocześnie, ślub niczego nie rozwiązuje wręcz zawiązuje, facet jest
    tyranem a żona świadczy usługi typu sex, praczka, sprzataczka, niańka i inne.

    Przed ślubem: "Uważaj złotko bo błotko" a już po " Uważaj sieroto bo błoto" -
    nie znacie tego ? idealnie pasuje.
  • marco35 03.01.07, 18:55
    Rozumiem że sposobem rozlicznia konkubinatu jest intercyza przed ślubem. Hmm
    ciekawe...
  • michailgorbaczov 03.01.07, 19:05
    Intercyza na start jako dobre rozwiązanie, reszta wspólnie zarobiona jest do
    podzialu i mozna prawnie o to zadbac, czytając dalej mam wrażenie ze slub tylko
    daje prawa i przywileje, nic wiecej.
  • marco35 03.01.07, 20:08
    Intercyza to umowa majątkowa małżeńska, a nie zawarta jako rozliczenie
    konkubinatu. Nie ma dobrego sposobu zabezpieczenia rozliczenia konkubinatu. Są
    tylko gorsze i jeszcze gorsze. Wszystkie umowy, wzory umów w "poradnikach" to
    tylko teoria. Nikt nie przewidzi do końca czy umowa nie "padnie" w sądzie. Są
    dziesiątki sposobów na podważenie takich umów. Szczególnie jeżeli że są to umowy
    nienazwane. Nic nie zabezpiecza tak interesów jak małżeństwo.
  • kika843 03.01.07, 23:18
    > Intercyza to umowa majątkowa małżeńska, a nie zawarta jako rozliczenie
    > konkubinatu. Nie ma dobrego sposobu zabezpieczenia rozliczenia konkubinatu. Są
    > tylko gorsze i jeszcze gorsze. Wszystkie umowy, wzory umów w "poradnikach" to
    > tylko teoria. Nikt nie przewidzi do końca czy umowa nie "padnie" w sądzie. Są
    > dziesiątki sposobów na podważenie takich umów. Szczególnie jeżeli że są to
    umow
    > y
    > nienazwane. Nic nie zabezpiecza tak interesów jak małżeństwo.
    I tu bym się spierała. Małżeństwo również nie zabezpiecza interesów.Dobry
    prawnik podważy każdą umowę. Natomiast z małżenstwem łączy się dodatkowe
    niebezpieczeństwo, iż stracisz jeszcze połowę swojego mieszkania, firmy, jeżeli
    dojdzie do rozwodu. Mozna podpisać intercyzę, ale i ona nie daje 100 %
    bezpieczeństwa.
  • framp 03.01.07, 19:25
    Więc jaka jest twoja recepta na życie? nie mieć formalnych związków bo może się
    przytrafić rozwód, nie mieć dzieci, bo cierpią jak się rodzice rozwodzą, nie
    brać przykładu z udanych związków rodziców bo dla młodych to śmieszne ...
    Najlepiej więc żyć samemu jak palec bo kobiety raczej szybko uciekną od kogoś z
    twoim podejściem, bez dzieci bo to kłopot, najlepiej być nowoczesnym singlem bez
    zobowiązań? Ciekawe jak długo wytrwasz w takim stanie?
  • michailgorbaczov 03.01.07, 19:34
    zamierzam miec dzieci i zamierzam miec rodzine ale nie koniecznie slub, czy to
    oznacza ze nie bede przez to szczesliwy ? nie chce byc singlem bo nie o to
    chodzi, tylko po co mi slub ! bo co nie wychowam dzieci po katolicku ? bo co
    nie pójdą do komuni ? slub reguluje tylko sprawy prawne nic wiecej.
  • doriska1974 03.01.07, 21:57
    no nie wychowasz po katolicku. katolik nie żyje bez ślubu - nie znasz
    podstawowych zasad. oczywiście dzieci pójdą do komunii jeśli będą chciały (bo
    po co??? co im to da???)

    a ślub tylko cywilny reguluje sprawy prawne, więc jeśli taki ślub Ci
    przeszkadza, to nie ma przeszkód żeby brać kościelny i wychowywać dzieci po
    katolicku
  • framp 03.01.07, 22:03
    nie jestem katolikiem więc nawet nie wiem do czego potrzebny jest kościelny
    ślub, ale jeżeli chodzi o cywilny, to tak, chodzi o uregulowanie statusu
    prawnego, oczywiście można to zrobić i inaczej, choć wymaga to wielu
    skomplikowanych zabiegów, wszystkie te notarialnie poświadczanych kontach,
    mieszkaniach i samochodach na współwłasność (wszystkie sprawy urzędowe załatwia
    się we obowiązkowo we dwoje), nawet w szpitalu czy na poczcie niczego nie da się
    załatwić za partnera, przy tym wszystkim ślub jest prostszy :)
    poza tym dla wielu ludzi ślub jest pewnego rodzaju życiową decyzją: wybrałem
    sobie osobą najlepszą z dotychczas spotkanych i będę starać się żyć z tą osobą
    najlepiej jak potrafię. tego nie ma przy wolnym związku gdzie zawsze za drzwiami
    czai się opcja: jak się nie podoba to do widzenia! w ten sposób brak jest dla
    obu stron poczucia stabilizacji, zaufania i planowania dalej niż do jutra! ale
    co kto lubi ...
  • doriska1974 04.01.07, 08:14
    tak, masz rację - ślub szybciej coś uprości niż utrudni. i daje to krytykowane
    poczucie stabilizacji, które chyba jest potrzebne w dzisiejszym zwariowanym
    świecie.

    co do ślubu kościelnego to jest to przysięga i życie wg zasad wyznaczonych
    przez Kościół; jeden z sakramentów. mówiąc o tym chciałam się odnieść do
    zapewnienia, że bez tego wychowa się dzieci po katolicku. bo nie można
    pomalować pokoju na niebiesko bez niebieskiej farby
  • ola2930 04.01.07, 01:45
    Nie mam jeszcze zdania na temat tego czy dobrze jest wstepowac w zwiazek
    malzenski czy nie. Po przeczytaniu ponad polowy tego forum wydaje mi sie, ze
    powodem jest fakt, ze nie umiem jeszcze KOCHAC. Moi rodzice nie dali mi niestety
    przykladu jak czym zwiazek moze byc, jak go pielegnowac i musze sama szukac po
    omacku. To nnaprawde nielatwe .Dlatego tez szczegolnie dziekuje za maile
    mowiace o szczesciu w zwiazku... czy to zawartych formalnie czy nie.
  • maretina 03.01.07, 20:13
    bzdury. bez slubu nie ma podzialu obowiazkow wzgledem dzieci? nie ustala sie
    praw do opieki, nie walczy sie o alimenty?
    ja jestem mlodym malzestwem, mam za soba prwie 4 lat. wsrod znajomych sa pary z
    wiekszym jeszcze stazem. nikt na razie sie nie rozwiodl.
    rozwod to tylko oznaka, ze komus nie wyszlo. nie widze nic gorszego w byciu
    rozwodnikiem, to to samo co bycie singlem po rozpadzie zwiazku. roznica tkwi w
    semantyce, w niczym wiecej.
    --
    Kaczory mają chód nieciekawy, platfusa z natury, dlatego kiwają się na boki.
    Jedzą nieestetycznie. Wystawiają kupry do góry i cedzą błoto.

    czekam na zmianę pogody i rządu!:-)
  • doriska1974 03.01.07, 21:38
    raz jeszcze powiem: Twoje podsumowanie nie wynika z faktu zawarcia małżeństwa
    tylko z kultury ludzi.
    i jeśli chce się przykładów na szczęśliwe małżeństwa to chyba normalne jest, że
    podaje się przykłady tych z dużym stażem (rodziców) a nie np. 20-letniej
    siostrenicy.
    nie można zakładać że rozwód się nie przytrafi jak też nie można że się
    przytrafi.
    Kościół nie daje rozwodów tylko UNIEWAŻNIA małżeństwa - to zasadnicza różnica,
    w dodatku nie załatwia tak szeroko omawianej kwestii majątkowej.

    ślub niczego nie rozwiązuje ani nie zawiązuje - po prostu zaczyna inne życie.
    podobnie jak konkubinat.

    mogę zrozumieć ludzi którzy nie chcą się wiązać i wolą być sami, ale życie 'na
    kocią łapę'? czyż to nie to samo tylko inaczej nazwane??? wytłumaczcie mi to,
    proszę.
  • silic 03.01.07, 18:55
    Owszem , to jest problem. Podobny jest też gdy jeden z małżonków nie pracuje a
    chciałby zabezpieczenia na przyszłość, a tu nie ma praw do emerytury. W jednym i
    drugim przypadki wystarczy odkładać jakieś pieniądze dla niepracujacego
    małżonka/konkubenta. Co do dóbr nabytych wspólnie w konkubinacie można je
    kupować wspólnie. To jest kwestia dogadania się.
    Jedna sprawa. Do zabezpieczenia finasowego ślub jest lepszy - bo pociąga za sobą
    cały zestaw praw i obowiazków. Dla mnie jest to główny powód do zawierania
    slubu. Osiągniecie podobnego poziomu za pomocą odrębnych instrumentów jest
    bardziej kłopotliwe, ale jak najbardziej możliwe. Dlatego jeśli ktoś się martwi
    o swoje dochody, finanse to niech bierze ślub.
    Jeśli nie, to ślub nie jest potrzebny.

  • ute_ute 03.01.07, 19:00
    marco35 napisał:

    > Wyobraź sobie konkubinat trwający 30 lat. Jedno z małżonków pracuje zawodowo,
    > drugie pracowało przez pewnien czas, ale np. przez 15 lat zajmowało się dziećmi
    > ,
    > domem i nie pracowało zawodowo. Pewnego dnia małżonek przychodzi z pracy i mówi
    > :
    > wypadliło się, mam kogoś innego, odchodzę. Odpowiedz jak dokonasz podziału
    > majątku. Problem z punktu widzenia prawnego praktycznie nie możliwy do
    > rozwiązania poprawnego. Poza tym druga osoba zostaje bez środków do życia, bo
    > cały czas poświęciła drugiej osobie, dzieciom itd. Nie ma praktycznie majątku,
    > nie pracuje, nie może liczyć na alimenty itd.

    nie strasz ludzi, w opisanej sytuacji majątek możesz podzielić zakładając sprawę
    do sądu i na alimenty też możesz liczyć - musisz tylko udowodnić pozostawanie w
    związku przez te opisane, przykładowe 30 lat, a o to chyba nie trudno -
    świadkowie z rodziny, znajomych, sąsiadów, zdjęcia, listy, maile itp, itd
  • marco35 03.01.07, 20:26
    Tak??? A na jakiej podstawie "założysz sprawę do sądu"??? Nie ma mowy o żadnych
    alimentach bez ślubu (chyba że na rzecz dzieci ale to inny temat). Obowiązek
    alimentacyjny moze dotyczyć byłego małżonka a nie konkubenta. Podstawą jakiego
    roszczenia jest pozostawanie w związku partnerskim??? nie ma takiego roszczenia.
    Można "kombinować" z bezpodstawnym wzbogaceniem, odpowiedzialnością
    odszkodowawczą ale jest to bardzo trudne i mało prawdopodobne.
  • yanca1 03.01.07, 18:49
    Star105 - biedny mały człowieczku. Jestem naiwna bo małżeństwo kojarzy mi się z
    miłością i wiernością. Ślub wzięłam bo kocham - czy Ty znasz to uczucie? Bo tak
    mnie wychowano - no tak katoliczka nie da się ukryć. Bo chciałam mieć piękną
    suknię i podróż pośłubną- kolejny przejaw głupoty. Mam sporo znajomych
    szczęśliwych par małżeńskich i tych bez papierka też - szczęście zależy od
    człowieka nie od kwitków. Bo wiem, że musimy dbaćo siebie nawzajem - jak coś się
    chrzani rozmawiwmy a nie rozstajemy się
    Życzę Ci malkontencie w nowym roku - zakochaj się tak że będziesz chciał
    wziąć ślub z tą/tym jedyną/nym.
    A jeżeli wszystko się popsuje i nie da się naprawić, cóż.... to nie po katolicku
    ale rozwód też wchodzi w grę - na męczennicę się nie nadaję
  • sanjose 04.01.07, 10:34
    do yanca.1:

    "no tak katoliczka nie da się ukryć" - rzeczywiscie, nie da sie ukryc ;), tak
    pieknie katolicko-miloscia-blizniego-brzmiacy post, zadnym tam jadem czy
    sykliwa uszczypliwoscia jak to maja w zwyczaju ci, tfu, ateisci ;)

    M.
  • malicious_girl 05.01.07, 10:49
    sanjose napisała:

    > do yanca.1:
    > "no tak katoliczka nie da się ukryć" - rzeczywiscie, nie da sie ukryc ;), tak
    > pieknie katolicko-miloscia-blizniego-brzmiacy post, zadnym tam jadem czy
    > sykliwa uszczypliwoscia jak to maja w zwyczaju ci, tfu, ateisci ;)


    Ahahaha, rozwalił mnie ten post :o)))
    Pozdrowienia dla Sanjose :)


    --
    Niech ciagle odslaniaja sie przed Toba nowe mozliwosci. Nie zasklepiaj sie w
    schematach, ktore sobie wymyslisz.
  • loella 03.01.07, 18:51
    hmm a mnie przyszlo do glowy ze 50% rozpadajacych sie malzenstw to wcale nie
    jest tak duzo... no bo załóżmy że ktoś dałby wam 50% szansy na wygrana w totka..
    a czy nie czesto zdarza sie ze o jedno stanowisko rywalizuja dwie osoby albo
    wiecej? czy w takim wypadku mowicie cholera nie warto sie starac mam 50% szans?
    mysle ze jesli sie spotka osobe ktora odwzajemnia nasza milosc i mozna sie z nia
    dogadac to nic nie stoi na przeszkodzie zawarcia malzenstwa,, ja co prawda
    takiej osoby nie spotkalam ale nie zamierzam sie nie starac bo 'wszystkie
    malzenstwa sie rozpadaja' to jednak gruba przesada.. dodaje ze nie jestem jakas
    szalona romantyczka mysle tylko ze tendencja do szukania idealu i poddawania
    sie biernie lansowanej glownie preze wielkie koncerny (tak niestety!) modzie na
    singla to idiotyzm
  • kasjuszcharea 03.01.07, 19:08
    Jeśli ludzię są naprawdę kulturalni to i rozwód nie musi być aż tak traumatycznym przeżyciem. A jeśli nie są to mogą zrobić sobie piekło i bez ślubu.
  • marryla2 03.01.07, 19:26
    Zamieniłabym słowo kultura na dojrzałość emocjonalną. Ale jak wygląda człowiek
    dojrzały emocjonalnie?
  • wawka5 03.01.07, 19:35
    jedna uwaga - praktyczna. Nie jest prawdą, że 50% małżeństw się rozwodzi.
    Przytaczane statystki oznaczają, że np. w danym roku rozwiązanych przez rozwód
    zostało 50 małżeństw na 100 istniejącyc . co nie oznacza, że co drugie zawarte
    w tym czasie małżenswto się rozpadło. Rozwodu mogły doświadczyć zarówno te
    małżeństwa trwające rok, jak i te trwające 20 lat.

    a tak na marginesie: małżeństwo jest czymś fajnieszym niż konkubinat:) polecam:)
    dużo miłosci w Nowym Roku
  • wawka5 03.01.07, 19:38
    przepraszam za duzo i za szybko chcialam napisac:)
    oczywiscie chcialam napisac, ze np. w danym roku rozwiązanych przez rozwód
    zostało 50 małżeństw (ze wszystkich istniejacych) na 100 zawartych w tym czasie.
  • vanessa14 04.01.07, 00:39
    Ale te statystyki do siebie nie przystają, co to za informacja, że w danym roku
    rozwiodło się 50 małżeństw, które kiedykolwiek weszły w związek małżeński, a
    ślub wzięło w tym roku 100 par? Bardziej satysfakcjonujące byłoby prześledzenie
    ile małżeńśtw, które brały ślub w danym roku, się rozpada, pozwoliłoby to na
    śledzenie trendów i rozsądniejsze odniesienie statystyk: np. spośród małżeństw,
    które weszły w związek małżeński w roku 1990 rozpadło się 10% (stan na koniec
    2005 r.)-tak to powinno wyglądać.
  • marekig 03.01.07, 19:26
    Zgadzam się. Nie ma o czym dyskutować.
  • doriska1974 03.01.07, 19:42
    a jak bierzesz psa do domu to też możesz się z nim kulturalnie rozstać jak Ci
    się znudzi?
  • michailgorbaczov 03.01.07, 19:43
    oddaje psa do schroniska,
  • caprissa 03.01.07, 19:45
    paratel12 napisał:

    > Przeczytałem wątek o ślubie (a raczej o braku chęci do ślubu) i nie rozumiem
    > nastawienia kobiet. Do czego potrzebny jest ślub? Nie lepiej żyć sobie
    > normalnie, a jak się sobą nawzajem znudzimy to się kulturalnie rozchodzimy,
    > bez sądów, bez rozwodów, bez podziału majątku itd...? Czy to nie jest lepsze
    > rozwiązanie, zwłaszcza w sytuacji gdy nie ma dzieci?

    a co mają do tego dzieci? To jeszcze bardziej potwierdza fakt, że dzieci wiążą
    na hama. Czyli jak jest dziecko to on się tak latwo już nie wywinie. Stąd tyle
    łapanek na ciąże i zmuszania aby był z nią. A jak nie jest to mszczenia się na
    nim, czynienia szantazy dzieciem. Co swiadczy o wielkiej głupocie i
    niedojrzałosci tych kobiet.
  • michailgorbaczov 03.01.07, 19:51
    caprissa napisała:

    > łapanek na ciąże i zmuszania aby był z nią. A jak nie jest to mszczenia się
    na
    > nim, czynienia szantazy dzieciem. Co swiadczy o wielkiej głupocie i
    > niedojrzałosci tych kobiet.

    Tutaj masz rację, facet jest z dziewczyna klika lat i nic wiec co, na wpadke
    go. Jak jest ciemny to sie złapie i kat całe życie. Bo jak nie to zrobi z niego
    demona i pozbawi praw rodzicielskich. I jeszcze coś TA KOBIECA SOLIDARNOŚĆ
    JAJNIKÓW. Sędzina kobieta to proces przegrany dla faceta.


  • loella 03.01.07, 20:16
    sedzina to zona sedziego pewnie chodzilo o pania sedzie:P
  • doriska1974 03.01.07, 22:09
    kat całe życie, owszem, ale dla kobiety, która żyje z facetem co to nie wie
    skąd się dzieci biorą i można go naciągnąć. filmów się naoglądałeś.
  • gardenia_nowak 03.01.07, 19:52
    Ale chęć wzięcia ślubu nie jest jedynie pragnieniem kobiet. Znam również
    mężczyzn, którym na tym zależy, czasami nawet bardziej niż kobietom.

    Małżeństwo nigdy nie było dla mnie celem samym w sobie, ale z moim już teraz
    mężem w końcu doszliśmy do wniosku, że tak będzie nam chyba wygodniej - ze
    względów prawnych, finansowych, ze względu na ew. potomstwo i ot po prostu, żeby
    dać sobie nawzajem dowód miłości :-). Ślub wzięliśmy w tym roku w sierpniu -
    cywilny, ponieważ jesteśmy niewierzący. Zrobiliśmy trzygodzinne garden party dla
    rodziny i przyjaciół w środku dnia, było winko, sery, wędliny, paella i chili
    con carne. Muzyczka w tle. Miło i sympatycznie :-) o 18:00 byliśmy wolni ;-))))

    Nie napinaliśmy się, nie robiliśmy tego dla rodziny, znajomych, czy kogo tam -
    ale dla siebie, więc w zasadzie jestem za, ale oczywiście nie jest to warunek
    konieczny do szczęścia - było nam dobrze także wtedy, kiedy byliśmy "tylko" parą.

    Co do traumy rozstania to przypuszczam, że jest to tak samo nieprzyjemne dla
    związków formalnych jak i nieformalnych. No a nie branie ślubu tylko dlatego, że
    ktoś nie chce przechodzić przez ewentualny rozwód jest wg mnie trochę
    schizofreniczne.
  • michailgorbaczov 03.01.07, 19:58
    gardenia_nowak napisała:

    Zrobiliśmy trzygodzinne garden party dl
    > a
    > rodziny i przyjaciół w środku dnia, było winko, sery, wędliny, paella i chili
    > con carne. Muzyczka w tle. Miło i sympatycznie :-) o 18:00 byliśmy wolni ;-
    ))))
    >
    > Nie napinaliśmy się, nie robiliśmy tego dla rodziny, znajomych, czy kogo tam -
    > ale dla siebie, więc w zasadzie jestem za, ale oczywiście nie jest to warunek
    > konieczny do szczęścia - było nam dobrze także wtedy, kiedy byliśmy "tylko"
    par
    > ą.
    >

    Ślub to dziś marketing, każdy na młodych zarobi, klecha za asyste i klepanie
    (tak właściwie to powtarzamy przysięge małżeńską którą czyta nam ksiądz, jest
    tylko świadkiem tej ceremonii wiec za co kase bierze?)

    Wynajęcie sali muzyka jedzenie cały ten spend. Pokazówka dla rodzinki, bo po
    katolicku trzeba bo tak nas wychowali - bzdura!


    Gardenia - fajnie sobie to wymyśleliście z tym party ;-)
  • maretina 03.01.07, 20:24
    nie trzeba klepac za ksiedzem, mozna sie nauczyc na pamiec, albo ulozyc swoj
    tekst przysiegi. kazdy ma wybor. slub to mrketing? tylko u tych, ktorzy
    konsumpcje przeniesli takze do zycia intymnego, do uczuc.
    --
    Kaczory mają chód nieciekawy, platfusa z natury, dlatego kiwają się na boki.
    Jedzą nieestetycznie. Wystawiają kupry do góry i cedzą błoto.

    czekam na zmianę pogody i rządu!:-)
  • doriska1974 03.01.07, 22:12
    o 18:00 byliśmy wolni ;-))))

    fantastyczne!;))))
  • ewa.stoklosa 03.01.07, 22:51
    zazdroszczę :D i gratuluję
  • zamknij_drzwi 03.01.07, 20:09
    nie!
    Zostanie "żoną" to kolejny etap w zyciu! I przyjecie na siebie zobowiazan i
    odpowiedzialnosci... tak tak, w wolnym zwiazku tez to moze byc-ale ta
    swiadomosc,ze ktos cie tak kocha,ze wierzy gleboko w to,ze bedziecie wiecznie
    razem przez cale zycie!
  • asienka95 03.01.07, 20:12
    temat ciekawy. zaznaczam, że nie mam w tej kwestii sprecyzowanego stanowiska.
    zastanawiam sie tylko, dlaczego słowo "zona" ma taki perojatywny wydźwięk?
    Zona, mąż małżeństwo to nuda, a wolny zwiazek to sam miód.
    Wiele osób stosuje takie uproszczenia...
    przecież w wolnym związku, mieszkając ze sobą pojawiają się takie same problemy
    jak w małżeństwie. Faktycznie, że część osób twierdzi, iż po ślubie ludzie sie
    mniej starają o siebie. Ale to też nie reguła (patrząc na znajomych).
    WSZYSTKO ZALEŻY OD LUDZI.
  • michailgorbaczov 03.01.07, 20:32
    najlepszy model małżeństwa to ten z Kiepskich, hehehe mają slub i co z tego,
    Wiem wiem to tylko serial, niestety toczy sie w wielu rodzinach prawie tak samo
    ja w TV.
  • doriska1974 03.01.07, 22:14
    jest jeszcze model rodziny z Klanu, Rodziny zastępczej, Na dobre i na złe. i
    jak tu nie zwariować mając tyle wzorców?;))
  • bitch.with.a.brain 03.01.07, 20:29
    no własnie do niczego.
    Nic by się nie zmieniło na lepsze,a w razie rozstania same kłopoty
    --
    Jestem brzydka wredna i leniwa więc zostałam feministką
    MÓJ BIZNES
  • lena510 03.01.07, 20:39
    WIESZ CO KOLEŚ..
    PRZYPOMINASZ KOGOŚ, KTO WCHODZI DO CUKIERNI, NADGRYZA CIASTKO I MÓWI :
    " NIE DZIĘKUJĘ. MAM OCHOTĘ NA COŚ INNEGO!"

    CZY ISTNIEJE DLA CIEBIE ODPOWIEDZIALNOŚĆ ZA PARTNERA??
    A JAK BĘDZIESZ MIAŁ WYPADEK I PARTNERKA POWIE CI :
    " CO Z TEGO, ŻE JESTEŚMY RAZEM JUŻ TROCHĘ LAT? NIE MAM OCHOTY SIĘ TOBĄ
    ZAJMOWAĆ. CIĄŻYSZ MI. SPADAJ"

    ..JAK SIĘ JUŻ ZACZYNA ZNAJOMOŚĆ NA POWAŻNIE- JESTEŚ ODPOWIEDZIALNY ZA PARTNERA,
    CHOĆBY DLATEGO, CO RAZEM PRZEŻYLIŚCIE I CO WAS ŁĄCZY......I POWIEDZ MI-
    MYŚLAŁEŚ KIEDYŚ, JAK BĘDZIE WYGLĄDAŁA TWOJA STAROŚĆ.....TWOICH RODZICÓW JUŻ NIE
    BĘDZIE, INNI UŁOŻĄ SOBIE ŻYCIE ...A TY....?


  • marco35 03.01.07, 20:44
    Dokładnie masz rację!!! Małżeństwo jest potrzebne właśnie w trudnych chwilach a
    nie jak jest "sielankowo". Myślenie wielu osób na tym forum jest
    "szczeniackie".Jeżeli kobiety w większości chcą małżeństwa to znaczy że mają
    "głowę na karku". Z doświadczenia wiem, że jeżeli facet nie chce się żenić to
    nie myśli o partnerce poważnie, a gadanie o "wolnym związku" to ściema...
  • rena.iza 03.01.07, 20:58
    sama milosc powinna byc jak malzenstwo. to ona powinna popychac nas do walki o
    zwiazek. jezeli tak sie nie dzieje wowczas malzestwo staje sie po prostu
    instytucja na wypadek zdarzen losowych za czym idzie min.majatkowych. kiedy
    ludzie dojrzeja do milosci, naucza sie cieszyc kazda chwila i walczyc o
    szczescie dla tych wlasnie chwil, malzenstwo nie bedzie potrzebne. osobiscie
    nie potrzebuje miec glowy na karku w sprawie malzenstwa, i tak licze tylko na
    siebie. jak bede z facetem to dla niego a nie dla korzysci malzenskich.
    najpiekniejsza milosc wywodzi sie z wolnosci wyboru. dwie osoby jusza chciec i
    rozumiec ze zawsze warto walczyc o zwiazek dwoch ludzi. i rozumiec ze milosc to
    nie ekscytacja. to przyjazn przede wszystkim, z chwilami erotyzmu.
  • michailgorbaczov 03.01.07, 21:04
    rena.iza napisała:

    > sama milosc powinna byc jak malzenstwo. to ona powinna popychac nas do walki
    o
    > zwiazek. jezeli tak sie nie dzieje wowczas malzestwo staje sie po prostu
    > instytucja na wypadek zdarzen losowych za czym idzie min.majatkowych. kiedy
    > ludzie dojrzeja do milosci, naucza sie cieszyc kazda chwila i walczyc o
    > szczescie dla tych wlasnie chwil, malzenstwo nie bedzie potrzebne. osobiscie
    > nie potrzebuje miec glowy na karku w sprawie malzenstwa, i tak licze tylko na
    > siebie. jak bede z facetem to dla niego a nie dla korzysci malzenskich.
    > najpiekniejsza milosc wywodzi sie z wolnosci wyboru. dwie osoby jusza chciec
    i
    > rozumiec ze zawsze warto walczyc o zwiazek dwoch ludzi. i rozumiec ze milosc
    to
    >
    > nie ekscytacja. to przyjazn przede wszystkim, z chwilami erotyzmu.


    Miłość to uczycie głupie zaczyna sie na ustach a kończy na d...

    przyjaźń z erotyzmem ? ciekawe spojrzenie

    Wydaje mi sie ze pewność siebie jaka maja nowożeńcy ich zabija bo so juz pewni
    ze juz nic ich nie rozlaczy. Nic bardziej błędnego.
  • doriska1974 03.01.07, 22:16
    marco, strasznie szkoda, że tacy jak Ty są na wyginięciu. jakbyś się kiedyś
    rozwodził to się odezwij;))
  • michailgorbaczov 03.01.07, 20:48

    > CHOĆBY DLATEGO, CO RAZEM PRZEŻYLIŚCIE I CO WAS ŁĄCZY......I POWIEDZ MI-
    > MYŚLAŁEŚ KIEDYŚ, JAK BĘDZIE WYGLĄDAŁA TWOJA STAROŚĆ.....TWOICH RODZICÓW JUŻ
    NIE
    >
    > BĘDZIE, INNI UŁOŻĄ SOBIE ŻYCIE ...A TY....?
    >
    Nie jestem na utrzymaniu rodziców to po 1. A ja będe pykał panienkę po panięce
    i nobel dla kogoś kto wynalazł Viagrę.

    Ty będziesz opiekiwała się kimś przywiązana jak "doniczka" do kwiatka. Będziesz
    umierać ze zmartwien i stresów. Jak mi się już odechce (rak albo coś innego) to
    skorzystam z eutanazji.
  • maretina 03.01.07, 20:56
    jestes bardzo ubogi i plytki. chodzacy marketing.zero ppowaznych przemyslen a
    byc moze tez doswiadczen, bo wybacz, ale pykanie panienek to zadne zyciowe
    doswiadczenie.
    pieprzenie zas o tym, ze poddasz sie eutanazji i nie bedziesz walczyl o zycie
    jest udawaniem bohtera. udajesz figo-fago a realnie jestes czlowiekiem, ktory
    boi sie zyc tak naprawde, uciekasz przed smakami zycia zamiast ich kosztowac. z
    gory zalozyles, ze cos jest do luftu, chociz tego nie zanzales.
    --
    Kaczory mają chód nieciekawy, platfusa z natury, dlatego kiwają się na boki.
    Jedzą nieestetycznie. Wystawiają kupry do góry i cedzą błoto.

    czekam na zmianę pogody i rządu!:-)
  • michailgorbaczov 03.01.07, 20:59
    maretina napisała:

    > jestes bardzo ubogi i plytki. chodzacy marketing.zero ppowaznych przemyslen a
    > byc moze tez doswiadczen, bo wybacz, ale pykanie panienek to zadne zyciowe
    > doswiadczenie.
    > pieprzenie zas o tym, ze poddasz sie eutanazji i nie bedziesz walczyl o zycie
    > jest udawaniem bohtera. udajesz figo-fago a realnie jestes czlowiekiem, ktory
    > boi sie zyc tak naprawde, uciekasz przed smakami zycia zamiast ich kosztowac.
    z
    > gory zalozyles, ze cos jest do luftu, chociz tego nie zanzales.


    Tak kosztując coś poznaje smak, chyba jesteś mocherowa cała ?

    CO do eutanazji to i tak kiedyś tu zawita. Czy chcesz tego czy nie.
    A płytki to mam w łazięce.



  • maretina 03.01.07, 21:23
    naprawde moja sygnaturka moze kojarzyc sie z moherem?:)
    daj spokoj, argumentow Ci zabraklo, to wyjales wyswiechtany frazes z szafy:)
    --
    Kaczory mają chód nieciekawy, platfusa z natury, dlatego kiwają się na boki.
    Jedzą nieestetycznie. Wystawiają kupry do góry i cedzą błoto.

    czekam na zmianę pogody i rządu!:-)
  • doriska1974 03.01.07, 22:20
    a słownik ortograficzny też gdzieś masz?
  • doriska1974 03.01.07, 22:18
    jak na razie eutanazja jest zabroniona, więc nie skorzystasz.
  • bateria_sloneczna 03.01.07, 20:52
    1. Wyłącz Caps Lock.

    2. Każdy człowiek odpowiada w pierwszej kolejności sam za siebie. Odpowiedzialność za drugą osobę sobie wymyśliłaś. Rodzice odpowiadają wg prawa za swoje dzieci do lat 18. Potem człowiek musi być odpowiedzialny sam za siebie. I dobrze.

    3. Bycie z kimś w związgu nie gwarantuje ci z góry wszystkiego, co byś chciała.
    To się dzieje za porozumieniem stron, a nie jedna osoba narzuca drugiej.

    4. Najwyraźniej jesteś typem histeryczki chcącej narzucić innym to co uważa za stosowne.

    --
    Mówię, to co myślę - jak masz z tym jakiś problem, to jest on tylko i wyłącznie Twoim problemem.
    --
    Tak brzmi HondaCivic;-) tiny.pl/mh9k
  • michailgorbaczov 03.01.07, 20:56
    dobrze prawisz BATERIO
    pewnie masz takiego jak R14, bez urazy ;)
  • bateria_sloneczna 03.01.07, 20:59
    "pewnie masz takiego jak R14, bez urazy ;)"
    ?
    na razie cieszę się wolnością, ale to są moje naturalne prywatne poglądy:)
    których nie zmienię pod niczyim wpływem;)

    --
    Mówię, to co myślę - jak masz z tym jakiś problem, to jest on tylko i wyłącznie Twoim problemem.
    --
    Tak brzmi HondaCivic;-) tiny.pl/mh9k
  • michailgorbaczov 03.01.07, 21:02
    bateria_sloneczna napisała:

    > "pewnie masz takiego jak R14, bez urazy ;)"
    > ?
    > na razie cieszę się wolnością, ale to są moje naturalne prywatne poglądy:)
    > których nie zmienię pod niczyim wpływem;)
    >

    Ktoś kiedyś powiedział:
    " Jesli nie podobają się Wam moje zasady to mogę je zmienić" - tylko krowa nie
    zmienia zdania.

    Ja nie namawiam Cie do zmiany stanowiska, rownież mysle podobnie, slub nie jest
    mi do niczego potrzebny.
  • kulka100 03.01.07, 21:12
    Jezeli to o czym dyskutujemy tutaj jest prawda, na dobre i na zle i takie tam
    to dlaczego w dzisiejszych czasach jest coraz mniej malzenstw a nie coraz
    wiecej???? Malzenstwa ktore ja znam:
    1.kuzynka ktora zlapala faceta na du@$ w wieku 16 lat bo sie poczula stara
    panna. Facet sie z nia ozenil ale trktuje ja gorzej niz panne z ulicy.
    2.Kolezanka w wieku 23 lat poczula sie stara panna i wyszla za maz. potem
    okazalo sie ze on nie moze miec dzieci no i ona zaczela sie puszczac a co
    gorsze z arabami bo ma takie upodobania. teraz stracila prace maz jakos
    wybaczyl i siedzi cichutko bo wlasnie nie ma gdzie pojsc.
    3.najabardziej zakochana para jaka widzialam chyba w zyciu. oczywiscie 10 lat
    wczesniej pobrali sie z powodu wpadki. w 10 urodziny corki facet sie budzi rano
    i mowi ze sie wyprowadza bo juz nie kocha. najgorsze jest to ze z kochanego
    tatusia stal sie facetem ktory spotyka sie z dzieckiem raz na dwa tygodnie na 2
    godziny z obowiazku.
    4.Moj ojciec ma juz 3 zone:)

    Mam wymieniac wiecej i dlaczego malznestwo dla mnie nic nie znaczy. Po co
    leciec do kosciola i przysiegac sobie do grobowej deski jak to lipa jest???
  • marco35 03.01.07, 21:17
    Ani małżeństwo ani konkubinat nie gwarantują powodzenia w związku. Konkubinatów
    (a może "cohabitation" żeby być poprawnym politycznie :-) rozpada się jednak
    znacznie więcej niż małżeństw.
  • sara.24 03.01.07, 21:22
    Trudno chyba o szczegółowe i wiarygodne dane na ten temat. W przypadku
    małżeństw jest łatwiej o statystykę, bo są legalizowane, konkubinatów nikt
    nigdzie nie zgłasza i można sobie gdybać jaka część trwa a jaka się rozpada.
    A co do małżeństw, wiele trwa niestety tylko formalnie, a ludzie już dawno są
    daleko od siebie, nie rozwodzą się tyllko z powodu wygody, przyzwyczajenia,
    kwestii finansowych itp. Dziękuję za ten typ trwałości.
  • michailgorbaczov 03.01.07, 21:18
    kulka100 napisała:

    > Jezeli to o czym dyskutujemy tutaj jest prawda, na dobre i na zle i takie tam
    > to dlaczego w dzisiejszych czasach jest coraz mniej malzenstw a nie coraz
    > wiecej???? Malzenstwa ktore ja znam:
    > 1.kuzynka ktora zlapala faceta na du@$ w wieku 16 lat bo sie poczula stara
    > panna. Facet sie z nia ozenil ale trktuje ja gorzej niz panne z ulicy.
    > 2.Kolezanka w wieku 23 lat poczula sie stara panna i wyszla za maz. potem
    > okazalo sie ze on nie moze miec dzieci no i ona zaczela sie puszczac a co
    > gorsze z arabami bo ma takie upodobania. teraz stracila prace maz jakos
    > wybaczyl i siedzi cichutko bo wlasnie nie ma gdzie pojsc.
    > 3.najabardziej zakochana para jaka widzialam chyba w zyciu. oczywiscie 10 lat
    > wczesniej pobrali sie z powodu wpadki. w 10 urodziny corki facet sie budzi
    rano
    >
    > i mowi ze sie wyprowadza bo juz nie kocha. najgorsze jest to ze z kochanego
    > tatusia stal sie facetem ktory spotyka sie z dzieckiem raz na dwa tygodnie na
    2
    >
    > godziny z obowiazku.
    > 4.Moj ojciec ma juz 3 zone:)
    >
    > Mam wymieniac wiecej i dlaczego malznestwo dla mnie nic nie znaczy. Po co
    > leciec do kosciola i przysiegac sobie do grobowej deski jak to lipa jest???


    zgadzam sie!

    Ludzie czesto sie kajtaja bo:

    1, wpadka 2. cisna rodzice 3. stara sie robie i nikt mnie nie zeche 4. jakos
    to bedzie 5. we dwoje latwiej 6. lapie byle kogo aby z kims byc 7. zostalem
    juz tylko ja reszta pokajtana

    Przysiegaja sobie - ok tylko co sie dzieje potem z ta przysiega !!! kroluje
    wtedy powiedzenie PRZYSIEGANIE TO KLAMANIE

  • sara.24 03.01.07, 21:27
    > Jezeli to o czym dyskutujemy tutaj jest prawda, na dobre i na zle i takie tam
    > to dlaczego w dzisiejszych czasach jest coraz mniej malzenstw a nie coraz
    > wiecej???? Malzenstwa ktore ja znam:
    > 1.kuzynka ktora zlapala faceta na du@$ w wieku 16 lat bo sie poczula stara
    > panna. Facet sie z nia ozenil ale trktuje ja gorzej niz panne z ulicy.
    > 2.Kolezanka w wieku 23 lat poczula sie stara panna i wyszla za maz. potem
    > okazalo sie ze on nie moze miec dzieci no i ona zaczela sie puszczac a co
    > gorsze z arabami bo ma takie upodobania. teraz stracila prace maz jakos
    > wybaczyl i siedzi cichutko bo wlasnie nie ma gdzie pojsc.
    > 3.najabardziej zakochana para jaka widzialam chyba w zyciu. oczywiscie 10 lat
    > wczesniej pobrali sie z powodu wpadki. w 10 urodziny corki facet sie budzi
    rano
    > i mowi ze sie wyprowadza bo juz nie kocha. najgorsze jest to ze z kochanego
    > tatusia stal sie facetem ktory spotyka sie z dzieckiem raz na dwa tygodnie na
    2
    > godziny z obowiazku.
    > 4.Moj ojciec ma juz 3 zone:)
    > Mam wymieniac wiecej i dlaczego malznestwo dla mnie nic nie znaczy. Po co
    > leciec do kosciola i przysiegac sobie do grobowej deski jak to lipa jest???

    Takich przypadków niestety jest o wiele więcej niż zwolennicy małżeństw by
    chcieli. Pewnie, że to nie jest reguła, są szczęśliwe małżeństwa. Ale niestety
    ryzyko stłuczenia sobie tyłka jest czasem większe niż bez ślubu, zwłaszcza
    kiedy pojawia się ślepa wiara że już zawsze razem i szczęśliwie.
  • bosa10 05.01.07, 15:18
    Małżeństwo to wybór nikt do tego nie zmusza. I zazdroszcze, ze taki wybór
    macie. Jestem lesbijką i możemy z moją partnerką tylko pomarzyć o takiej formie
    zalegalizowania naszego związku. Jesteśmy ze sobą kilka lat i wciąz szalenie
    zakochane. Niestety nie mamy prawnie do siebie i do naszych dobr żadnych praw.
    Jesteśmy wg prawa dla siebie obce i nasz wspolny dorobek w chwili dziedziczenia
    poprzez testament zostanie obciązony niewiarygodnym podatkiem. W życiu
    codziennym to też uciążliwe. Na wszystko musimy pisac upoważnienia a nie zawsze
    da sie wszystko przewidziec. Małżeństwo ułatwia życie.
  • maretina 03.01.07, 21:30
    wybacz, ale prezentowanie samej patologii niczemu nie sluzy. pokzls przykjlady
    chorych ludzi i chorych ukladow.
    wspolczuje taty.
    --
    Kaczory mają chód nieciekawy, platfusa z natury, dlatego kiwają się na boki.
    Jedzą nieestetycznie. Wystawiają kupry do góry i cedzą błoto.

    czekam na zmianę pogody i rządu!:-)
  • maretina 03.01.07, 21:31

    --
    Kaczory mają chód nieciekawy, platfusa z natury, dlatego kiwają się na boki.
    Jedzą nieestetycznie. Wystawiają kupry do góry i cedzą błoto.

    czekam na zmianę pogody i rządu!:-)
  • kulka100 03.01.07, 21:34
    wspolczuje taty.

    Nie ma co wspolczuc za 3 razem sie ozenil bo laska zaszla w ciaze. Laska nie
    duzo starsza odemnie ale za to nareszcie mam sisotryczke a zawsze bylam
    jedynaczka. Wiec sa jakies plusy:)
  • pawelcio23 04.01.07, 00:56
    > 2. Każdy człowiek odpowiada w pierwszej kolejności sam za siebie. Odpowiedzialn
    > ość za drugą osobę sobie wymyśliłaś

    O odpowiedzialności za osobę, którą się kocha poczytaj w "Małym Księciu" -
    nigdzie lepiej i mądrzej nie jest to wyjaśnione.
    A jeśli twierdzisz, że kochając kogoś nie stajesz się za niego odpowiedzialny,
    to go naprawdę nie kochasz i masz bardzo egoistyczne podejście do tego związku.
  • kika843 03.01.07, 23:35
    lena510 napisała:

    > WIESZ CO KOLEŚ..
    > PRZYPOMINASZ KOGOŚ, KTO WCHODZI DO CUKIERNI, NADGRYZA CIASTKO I MÓWI :
    > " NIE DZIĘKUJĘ. MAM OCHOTĘ NA COŚ INNEGO!"
    >
    > CZY ISTNIEJE DLA CIEBIE ODPOWIEDZIALNOŚĆ ZA PARTNERA??
    > A JAK BĘDZIESZ MIAŁ WYPADEK I PARTNERKA POWIE CI :
    > " CO Z TEGO, ŻE JESTEŚMY RAZEM JUŻ TROCHĘ LAT? NIE MAM OCHOTY SIĘ TOBĄ
    > ZAJMOWAĆ. CIĄŻYSZ MI. SPADAJ"
    >
    > ..JAK SIĘ JUŻ ZACZYNA ZNAJOMOŚĆ NA POWAŻNIE- JESTEŚ ODPOWIEDZIALNY ZA
    PARTNERA,
    >
    > CHOĆBY DLATEGO, CO RAZEM PRZEŻYLIŚCIE I CO WAS ŁĄCZY......I POWIEDZ MI-
    > MYŚLAŁEŚ KIEDYŚ, JAK BĘDZIE WYGLĄDAŁA TWOJA STAROŚĆ.....TWOICH RODZICÓW JUŻ
    NIE
    >
    > BĘDZIE, INNI UŁOŻĄ SOBIE ŻYCIE ...A TY....?
    >
    >
    >
    A skąd wiesz, że zona nie powie Ci tego samego? Także moze nie chcieć żyć z
    chorym mężem. To jest kwestia odpowiedzialności, dojrzałości danego człowieka,
    a nie tego, czy jest żoną poślubiona w Kosciele, Urzędzie Stany Cywilnego , czy
    w ogole nie jest Twoją żoną. Skąd wiesz, że on nie ułoży sobie życia z
    partnerką, która pozostanie przy nim do starości?
  • puzzing11 03.01.07, 21:17
    Chyba masz rację z tym ślubem, paratel:-). Zresztą, ja to w ogóle
    niekonwencjonalnie weszłam w związek i teraz ponoszę tego konsekwencje :-)
    Wszyscy (łącznie z moją matką niestety) myślą, że jak wyszłam za mąż za
    paręnaście lat starszego faceta, to tylko dla kasy, a on ze mną tylko dla
    młodszego egzemplarza, choć było dokładnie na odwrót - to ja lubię starszych
    facetów, więc "pozwoliłam" się upolować, a mój mąż zawdziecza mi wyjście z
    dużego crapu finansowego, czyli stanu upadłości. Więc nawet jak wyjdziesz za
    mąż, i tak cię nie ominą zgryźliwe języki plotkarzy (czasem nawet może to mieć
    wpływ na karierę, bo najwięcej plotek jest w robocie). A tak poważnie myślę, że
    szczęśliwe małżeństwo jest zwyczajnym skrótem myślowym. Oceniasz je w pewnych
    etapach życia dwojga niezależnie myślących ludzi, czasem jedno ma chęć odejść,
    czasem drugie, czasem oboje. Kiedy się nie ma dzieci, to nie jest problemem
    rozejście się, ale w normalnym małżeństwie (czytaj: prokreacyjnym) to nie akt
    cywilny, ale szczęście dzieci cementuje związek. Bo nie skupiamy się wtedy na
    egoistycznych potrzebach dorosłych, tylko na szczęściu bejbika jako
    priorytecie. I to jak cementuje! Ja mam charakter choleryka i jak mi się coś
    nie podoba, to to ostro werbalizuję - przed ślubem nie uznawałam żadnych
    kompromisów, teraz często jest tak, że jak mam ochotę delikwentowi spuścić
    manto o poranku, to wieczorem jak wracam i widzę jak się zajmuje naszym
    dzieciaczkiem, to kocham go podwójnie. Amplitudy! tylko w mułowatych
    małżeństwach może być spokojnie i nudnawo (to i tak tylko przykrywka do
    problemów pod kołdrą), cholerycy zawsze w związku dostarczą prądu!! Pozwolę
    sobie jeszcze na uwagę, że do wierności w związku się dojrzewa. Znam wielu
    facetów, którzy grają zakochanych idealnych niuniusiów, a jak się tylko nadarzy
    okazja, to robią skok w bok (baby też nie są lepsze). Dwoje ludzi mających
    wspólnie dziecko wiąże coś więcej niż akt małżeństwa - wiąże ich
    porozumienie "tego czegoś wyższego", to są imponderabilia, może feromony, może
    chęć połączenia interesów wszystkich członków rodziny, może coś innego, ale z
    pewnością nie jest to pasywne wygodnictwo. Trzeba się naprawdę napracować
    głową, żeby dojść do kompromisu zadowalającego wszystkie strony, nie stracić
    cierpliwości i nie przestać się kochać przy tym. Zapewniam, że kompromis
    wypracowujący radykalne zmiany jest ostatecznie częściej motorem poprawy
    sytuacji. Kiedy zmieniłam stresującą pracę w podobno prestiżowej firmie (w
    której zresztą poniżano matki na starcie) ze względu na dziecko i męża ,
    okazało się, że można pracować lżej, w sympatycznych warunkach za dwa razy
    lepsze pieniądze i z dużo fajniejszymi perspektywami rozwoju. Nie ma tego
    złego, co by na dobre nie wyszło!

    A to czy ktoś wybiera ślub czy nie, jest wtórne. Niektóre dziewczyny po prostu
    są niespełnionymi modelkami i lubią się wystroić w białą kieckę, upiąć kwiaty
    we włosach, jak nigdy, poczuć się królową balu, a ich faceci chcą im sprawić tę
    frajdę, bo te swoje dziewczyny kochają. Co w tym złego? Najważniejsze jest po
    ślubie, czyli wspólne życie, gdy już nie podniecają ślubne prezenty ani "kasa
    na wózeczek" ani stosy ślubnych zdjęć, tylko umiejętność rozmowy na tematy inne
    niż obiad na stole, urządzanie mieszkania, czy naprawa pralki. Umiejętność
    przytulenia się chwilę przy kominku, wspólnej kąpieli, wspólnego czytania,
    śmiania się z dowcipów itd jest równie ważna, jak łóżko. A szczęście, że bejbi
    zasnęło bez poślizgu i mamy krótkie chwile tylko dla siebie nawzajem nie ma
    sobie równych ;-)

    A co do kulturalnych rozwodów - na to jest sposób, czyli intercyza, stara jak
    świat, kiedyś przejaw handlu kobietami i należnymi im majątkami, dziś okazanie,
    że nie zależy ci na kasie partnerki/partnera, bo umiesz sam(a) na siebie
    zarobić. Ale to w małżeństwach, w których obie strony pracują zawodowo, albo
    jest duża dysproporcja majątku. Intercyza w moim przypadku pozwoliła na
    rozwianie watpliwości odnośnie intencji zawartego przez nas związku ale też na
    uratowanie paru niebezpiecznych sytuacji po ślubie (prawnicy i d.podatkowi
    wiedzą, co mam na myśli). Do dziś bawi mnie zawód na twarzach
    niektórych "moralnych autorytetów" przewijających się przez moją codzienność,
    gdy uświadamiam im, że intercyza była moim pomysłem i jakie autorskie wynalazki
    pozwoliły mi zrobić z niej świetny nowatorski użytek.

    Pozdrawiam myślących zakochanych partnerów. Symultaniczne myślenie głową i
    sercem jednoczesnie wymaga wprawy, ale jest kluczem udanego małżeństwa! C U !

    Mężatka z brokatem szczęścia na rzęsach
  • michailgorbaczov 03.01.07, 21:25
    >
    > Pozdrawiam myślących zakochanych partnerów. Symultaniczne myślenie głową i
    > sercem jednoczesnie wymaga wprawy, ale jest kluczem udanego małżeństwa! C U !
    >
    > Mężatka z brokatem szczęścia na rzęsach


    Fajne wypracowanie, też jestem za intercyza.

    AMEN
  • marco35 03.01.07, 21:27
    Jesteś za intercyzą ale przeciwko małżeństwu?? To chyba "lekka" niekonsekwencja...
  • blowaway 04.01.07, 00:40
    Ładnie napisane:))
  • sanjose 04.01.07, 10:51
    puzzing.11:

    dolaczam sie do pochwal, swietny post, wiec Ty musisz byc rownie OK

    M.
  • asienka95 03.01.07, 21:25
    "Mam wymieniac wiecej i dlaczego malznestwo dla mnie nic nie znaczy. Po co
    leciec do kosciola i przysiegac sobie do grobowej deski jak to lipa jest???"

    każdy ma swoją liste przykładów.
    ktoś inny wymieni szczęsliwe malżeństwa, nie ma co sie licytować.
    Jedno jest pewne, każdy (ten od pykania też) jednak szuka miłości, czy to w
    małzeństwie, czy wolnym związku. Moze jest urok w zmienianiu facetów czy kobiet,
    ale permanentne wdawanie się w dzikie romanse tez moze stać się rutyną. Nie
    wierze, że ktoś może czerpać satysfakcje tylko z seksu, że nie ma innych potrzeb
    emocjonalnych.
    Mam kumpele (powyzej 30-tki), które są singielkami i balują w klubach. Wiem, że
    one w skrytosci ducha też tęsknią za męskimi ramionami i to niekoniecznie na
    jedną noc. Z drugiej strony pewnie nie potrafią z kimś być, bo to jednak sztuka
    jest.
  • kulka100 03.01.07, 21:32
    Ciekawe tylko jest ze laski tak chetnie nie chca intercyzy bo to dla nich jest
    ujma czy takie tam. Kiedys pisalam ze duzo kobiet wychodzi za maz, zaraz
    przychodza dzieci a one siedza na wychowaczym do konca zycia i na utrzymaniu
    meza. Nie wolno sie dziwic ze faceci nie chca slubow bo razem ze slubem
    zdobywaja utrzymanke.
  • marco35 03.01.07, 21:34
    W takiej sytuacji nie dziwię się że laski nie chcą intercyzy ;-)
  • michailgorbaczov 03.01.07, 21:36
    wlasnie masz racje, kobiety nie chca intercyzy bo nie ma potem z kogo zdzierac,
    facetowi zostaje jego dobytek a corunia wraca do mamusi (tesciowej),
  • fasolaola 04.01.07, 13:09
    W życiu większej bzdury nie słyszałam.
    Świat się trochę zmienił, gdybyś nie zauważył:)
  • sara.24 03.01.07, 21:38
    > Ciekawe tylko jest ze laski tak chetnie nie chca intercyzy bo to dla nich
    jest
    > ujma czy takie tam. Kiedys pisalam ze duzo kobiet wychodzi za maz, zaraz
    > przychodza dzieci a one siedza na wychowaczym do konca zycia i na utrzymaniu
    > meza. Nie wolno sie dziwic ze faceci nie chca slubow bo razem ze slubem
    > zdobywaja utrzymanke.
    Wiadomo, że to nie reguła, ale nierzadko zdarza się że kobieta żyje sobie
    wygodnie, całkowicie przechodząc na utrzymanie męża. Jak będzie całe życie
    dobrze, to spoko, gorzej wychodzą te których mąż po iluś latach się rozmyśli,
    zostają często z prawie niczym.
  • maretina 03.01.07, 21:42
    nawet nie wiem jak to skomentowac, zalosne i krzywdzace. masz niskie mniemnie o
    swojej plci. masz kobiety za ambicjonalne zera, fajtlapy, sadzisz, ze ich
    szczytem mrzen jest urodzic i zagrzebac sie w grach i pieluchach. chyba nie masz
    dzieci, bo nie wiesz, ze od tej pracy to kobiety chetnie uciekaja do pracy
    zarobkowej, zeby robic cos dla siebie, pobyc z ludzmi itd...
    --
    Kaczory mają chód nieciekawy, platfusa z natury, dlatego kiwają się na boki.
    Jedzą nieestetycznie. Wystawiają kupry do góry i cedzą błoto.

    czekam na zmianę pogody i rządu!:-)
  • kulka100 03.01.07, 21:47
    nawet nie wiem jak to skomentowac, zalosne i krzywdzace. masz niskie mniemnie o
    swojej plci. masz kobiety za ambicjonalne zera, fajtlapy, sadzisz, ze ich
    szczytem mrzen jest urodzic i zagrzebac sie w grach i pieluchach. chyba nie masz
    dzieci, bo nie wiesz, ze od tej pracy to kobiety chetnie uciekaja do pracy
    zarobkowej, zeby robic cos dla siebie, pobyc z ludzmi itd...
    -------------------------------------------------------
    Jezeli to bylo do mnie to chce ci powiedziec ze jestem kobieta. jezeli wezme
    slub to napewno z intercyza poniewaz mamy lasne majatki i nie potrzebujemy sie
    nimi dzielic. z mojego doswidczenie wiekoszosc kolezaneczek namowilo na slub
    faceta bo chcialy razem z mezem kupic mieszkanie bo za malo ambitne byly, pracy
    nie mogly znalezc dobrej i takie tam inne sprawy o ktorych wszscy wiemy.
  • michailgorbaczov 03.01.07, 21:53
    Szanowna Kulko

    Toczysz w dobrym kierunku, ja również chce podpisać intercyze, dlaczego mam
    dawac ciezko zarobione w niemczech pieniadze przez lata mojej malzonce, tyralem
    za kawalera wiec niech cos z tego mi zostanie na czarna godzine. Lubie kobiety
    wyzwolone samowystarczalne finansowo. Taka bydzi szacunek i respekt. A nie taka
    co umie tylko pojsci na zakupy i kminic w samie 2 h ze znajoma jaka to ona jest
    zona.
  • doriska1974 03.01.07, 21:59
    mój drogi, do podziału to jest tylko to, co wniosłeś w trakcie trwania
    małżeństwa a nie wtedy gdy jako kawaler tyrałeś. najpiejw poznaj zasady czegoś,
    co krytykujesz

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka