Jak dowartościować faceta?

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • No właśnie? Jak sprawić, żeby uwierzył w siebie, swoje siły i zdolności? Nie
    chodzi mi tu o kompelmenty, ale jakieś takie inne sposoby:)
  • 09.03.07, 03:57 Odpowiedz
    ...to zadbaj o to zeby czuł sie kochany. To juz bardzo duzo.

    A tak w ogóle... jezeli chcesz człowieka o czyms przekonac, najpierw musisz sama byc o tym przekonana. Daj mu odczuc ze jego mozliwosci - to ze potrafi cos zrobic, ze to zrobi - sa dla Ciebie czyms zupełnie oczywistym.


    --
    Wer andern eine Bratwurst brät, der hat ein Bratwurstbratgerät.
  • 09.03.07, 14:06 Odpowiedz
    Spraw Mu drogi dom. Jego wartość wzrośnie o wartość domu :P
    --
    Jak patrzę na kaczki, to wiem że kłamstwo ma krótkie nóżki
  • 09.03.07, 14:13 Odpowiedz
    Jedyną metodą jest stawianie przed nim kolejnych celów, które on będzie w
    stanie zrealizować i wspieranie go w ich realizacji. To napewno sprawi, ze on
    sie dowartościuje i przy tym bardzo zblizy Was do siebie. Nie wpadaj w pułapkę
    nie stawiania mu żadnych wymagań, bo to prowadzi prostą drogą do katastrofy.
  • 09.03.07, 14:27 Odpowiedz
    Tu jest mały problem, z tymi wymaganiami... Jego rodzice wymagają od niego
    rzeczy niestworzonych [jak był w liceum musiał być koniecznie podwójnym
    olimpijczykiem(!) i jeszcze mieć ze wszystkich przedmiotów najlepsze oceny (co w
    jednym z najlepszych liceów w Polsce jest raczej niewykonalne)], a jak coś nie
    poszło - że jest byle kim, nie dostanie się na studia, nie zda matury, będzie
    bezrobotnym na zasiłku i oni nie będą go utrzymywać. Plus wieczne porównywanie
    do rodzeństwa (patrz, do czego twój brat doszedł i jak siostra się dobrze uczy,
    jaka mądra; siostra ma 14 lat) Oczywiście dostał się na studia, teraz zarzyna
    się, żeby sprostań kolejnym, podobnym wymaganiom. A jak coś nie pójdzie -
    smutek,dołki, załamania, stwierdzenia typu "do niczego nie dojdę w życiu" itp.
    Do psychologa chodził, ale kiedy psycholog przeprowadził rozmowe z rodzicami
    (sama, zbyt ostra krytyka to źle), musiał przestać chodzić.
    Boję się, że w końcu, ostatecznie go zniszczą.
  • 09.03.07, 14:44 Odpowiedz
    Rozmawiacie ze sobą o tym?
  • 09.03.07, 14:50 Odpowiedz
    Wciąż... On sam widzi, że podejście jego rodziców jest chore. Co nie zmienia
    faktu, że podświadomie czuje, że musi spełniać wszystkie "wymogi".
  • 09.03.07, 14:52 Odpowiedz
    Przykra sytuacja. Dlaczego musiał przestać chodzić do psychologa? Rodzice mu
    zabronili? Facet powinien jak najszybciej się od nich uwolnić, bo inaczej
    naprawdę zniszczą mu życie. Moim zdaniem jemu jest potrzebny psycholog bo jeśli
    rodzice od dziecka tak go traktowali to trudno będzie mu samemu sobie z tym
    poradzić.
    --
    "Lepiej coś zrobić i żałować, niż żalować, że się czegoś nie zrobiło"
  • 09.03.07, 15:00 Odpowiedz
    Niech sie wyprowadzi od toksycznych staruszkow, co swoje niespelnione ambicje
    przenosza na potomstwo! To dorosly facet i niech decyduje o swoim zyciu! Lepiej
    jesc chleb z margaryna na stancji niz mieszkac w takiej zlotej klatce.
  • 09.03.07, 15:05 Odpowiedz
    mozna go chwalic ze cos zrobil dobrze,
    a jak w czyms pomoze, to stwierdzic, ze bez niego bys sobie nie poradzila lub
    ze nikt inny lepiej by tego nie zrobil
  • 09.03.07, 15:10 Odpowiedz
    Mozna kogos bodźcowac negatywnie i pozytywnie. Jesli on zdaje sobie sprawę z
    tego jak wygląda sytuacja to tym łatwiej przyjmie realne wymagania, które mu
    stawiasz, zwłaszcza wtedy kiedy będziesz go bodźcowała pozytywnie. Wierzmi,
    pozwoli mu się to poczuć 100% facetem i wkrótce zacznie sobie sam stawiac
    wymagania całkowicie ignorujac te które są mu stawiane przez rodziców.
  • 09.03.07, 15:30 Odpowiedz
    On do końca nie chce mi powiedzieć "czemu" już nie chodzi... Z tego, co się
    dowiedziałam wnioskuję, że rodzice mu to "wyperswadowali" i wmówili, że wszytsko
    jest w porządku, że już nie ma takiej potrzeby itp. A facet ma skłonności do
    depresji bez ich pomocy. Raz kiedyć cos wspomniałam przy nich, że może powinien
    znowu wrócić do terapii, to delikatnie mi zasugerowano "żebym się nie wtrącała".
    Czekam z niecierpliwością na ślub i moment, w którym zprzeniesiemy się "na
    swoje". Na szczescie mają małe mieszkanie, więc nawet jakby ktoś się uparł, to
    nie będziemy z nimi mieszkać...
  • 09.03.07, 15:32 Odpowiedz
    niestety 500 zł pensji nie wystarczy na utrzymanie w warszawie;/
  • 09.03.07, 16:56 Odpowiedz
    Sama obnizasz jego poczucie wartosci, mowiac, ze 500 PLN nie starczy (w
    domysle: nie staraj sie bo i tak nie stac cie na wiecej). Ja nie mialem
    najlepszych stopni na studiach (dziennych) - to fakt, ale pracowalem od 3 roku
    na pelnym etacie i stac mnie bylo na wynajecie stancji z kolega na spolke i
    studiowanie (fakt-bez czesnego i nie w tzw stolycy) na trudnym wydziale (fakt
    16 h zajec tygodniowo, na ktore nie chodzilem, ale nocki zarywalem uczac sie).
    Cala masa ludzi tak zyje. Znam ludzi, ktorzy w wakacje zarabiali w UK
    sprzedajac pizze a potem spokojnie za to studiowali przez rok. Milion
    przykladow mozna podac.
    Innymi slowy: albo mu sie chce albo tylko udaje, ze cos chce.
  • 10.03.07, 21:47 Odpowiedz
    Nie Ciebie jednego:)

    Rozmawiałam z nim. Nie dał się przekonać. Cóż, bedę próbować dalej, może w końcu
    go urobię...:) Jego problem polega na tym, że cały czas się uczy (nawet na
    spotkanie ze mną ma zarezerwowane 2 dni w tygodniu, poza tórkimi widzeniami na
    uczelni) i jeszcze troche dorabia, ale o całym etacie nie ma mowy.
  • 10.03.07, 21:54 Odpowiedz
    To co on studiuje, że tak cały czas musi się uczyć?
    --
    "Lepiej coś zrobić i żałować, niż żalować, że się czegoś nie zrobiło"
  • 10.03.07, 22:00 Odpowiedz
    prawo... i musi mieć ze wszystkiego najlepsze stopnie.
  • 10.03.07, 22:14 Odpowiedz
    Ok, fajnie, że facet przykłada się do nauki i nie będzie jakimś niedouczonym
    prawnikiem, ale chęć posiadania najlepszych stopni to jakieś takie dziecinne.
    Studia to nie szkoła podstawowa. Osoby, które zbyt dużą wagę przywiązują do
    ocen, często nie potrafią odnaleźć się w życiu zawodowym. Widzę to po moich
    znajomych. Ci, którzy mieli kiepskie oceny zrobili największe kariery.

    --
    "Lepiej coś zrobić i żałować, niż żalować, że się czegoś nie zrobiło"
  • 11.03.07, 00:01 Odpowiedz
    Proszę, przeczytaj to, co napisałam wczesniej, również odpowiedziach...
    On wcale nie chce, wie, że to mu do niczego nie jest potrzebne... On musi, żeby
    nie słyszeć co 5 minut,że "jest do niczego" "nigdzie w życiu nie zajdzie", "jego
    rodzeństwo jest wspaniałe, a on do dupy"... Nienawidzi tych studiów z całego
    serca. Rodziców jeszcze nie, ale widze, że już niedłygo...

    Jeśli jakikolwiek rodzic, nawet potencjalny to przeczyta to bvłagam... nie
    dręczcie swoich dzieci, wymagajac od nich zbyt wiele...
  • 11.03.07, 00:39 Odpowiedz
    No to skoro on to wszystko wie to dlaczego nic nie zrobi ze swoim życiem?? To
    nie jest normalne, niech rzuci w cholerę studia skoro go nie interesują i niech
    się uwolni od toksycznych rodziców. Niech się usamodzielni, jest dorosłym
    facetem i jakoś sobie poradzi. No i ma Ciebie. Nie wiem i czym Ty się zajmujesz
    i ilemasz lat (chyba że pisalas gdzies i przeoczyłam),zamieszkajcie razem czy
    coś, ehh. To nie on jest do niczego tylko jego rodzice;/ Musisz mu to
    uświadomić;/
    --
    "Lepiej coś zrobić i żałować, niż żalować, że się czegoś nie zrobiło"

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.