Dodaj do ulubionych

pieniadze w malzenstwie

28.08.07, 22:34
witam!
Ciekawa jestem opinii forumowiczek/ow...
A oto moj dylemat.
Nie wiedzie sie w moim malzenstwie juz od dluzszego czasu (zreszta
pisalam juz na forum o tym jakis czas temu , watek pt."sytuacja
patowa"). Mieszkalismy przez ostatnie prawie 3 lata osobno, w
roznych miastach, mamy 3-letnia coreczke. Od niedawna postanowilismy
(po dlugich wahaniach...) sprobowac jednak znow zamieszkac
razem....W jakims sensie...postanowilismy sprobowac dla dziecka...
Mieszakmy ze soba zaledwie kilka dni i juz sa klotnie.... A tym
razem chodzi o kase. I moje pytanie - co Wy na to -
Wiec - wprowadzajac sie z powrotem do niego, wynajelam swoje
mieszkanie, i maz uwaza , ze do tzw "wspolneo gara" powinnam dawac
cala kwote pozyskana z wynajmu, natomiast on - polowe swojej
pensji, a jak zaczne pracowac(teraz intensywnie poszukuje pracy) mam
rowniez dawac pol pensji. Zreszta przedtem, zanim wyjechalam - byla
taka umowa miedzy nami - ze skladamy sie na wspolne zycie po polowie
uzyskanych dochodow, ... ta umowa byla narzucona przez meza,
poniewaz ja uwazam ze malzenstwo to wspolnota, w kazdym zakresie, a
nie takie dzielenie - Twoje , moje, a ten kawalek - wspolny.
I wlasnie (skoro on tak zarzadzil , ze dajemy po polowie
dochodow). - uwazam , ze kasa z wynajmu to w pewnym sensie moj
dochod, i ze powinnam dac do "wspolnego gara" polowe z niego .
Jego filozofia brzmi - on daje w calosci pozytki ze swojego
mieszkania(tzn , ze moge w nim mieszkac, nie placac za wynajem,
ktory jest tu bardzo drogi - w-wa) , wiec i ja powinnam dawac kase z
wynajmu swojego mieszkania w calosci. I gdzie tu racja, wg was....?

--
Kaśka
~~~~~~~~~~
"Trzy rzeczy pozostały z raju: gwiazdy, kwiaty i oczy dziecka..."
Edytor zaawansowany
  • ivone7 29.08.07, 00:53
    a to jego mieszkanie? czy on je wynajmuje...
    jesli jego..to przeciez dokladasz sie do czynszu i oplat...
    a zreszta kosmo..twoje zdanie tez sie liczy..
    znam twoja historie..i powiem tak..zwiazek to sztuka
    kompromisow..jakos tego nie widze u was...
  • figgin1 29.08.07, 08:21
    Wyprowadź sie z powrotem. W zasadzie mąż zaproponował ci, żebyś mu płaciła za
    to, ze u niego mieszkasz! A bycie ze sobą "dla dobra dziecka" to pomyłka, tylko
    nauczycie córkę tkwienia w toksycznych zwiazkach.
  • qw994 29.08.07, 08:26
    Jeśli jedyna waszą motywacją jest tzw. "dobro dziecka", to od razu
    ci mówię, że jest to dobro źle pojęte. Wychowacie dziecko w zatrutym
    gnieździe.
    --
    Pomóż zwierzętom
  • ewik_75 29.08.07, 09:19
    kosmopolitka,

    coś tu nie gra.
    przychód z wynajmu Twojego mieszkania to Twój dochód nie "w pewnym
    sensie" tylko od początku do końca.
    Nie moze byc tak, że Ty zostajesz bez grosza na swoje indywidualne
    potrzeby, a on ma połowę swojej pensji do dyspozycji.
    To rodzi Twoją finansową zależność od niego. Jeśli w przyszłości
    zdecydowalibyście się na rozstanie to w takiej sytuacji może Ci być
    ciężko z powodów finansowych.

    I zgadzam się z przedmówczynią - najwyraźniej Twój mąż żąda od
    Ciebie rekompensaty finansowej za mieszkanie z Nim.
    To chore.
  • kosmopolitka71 29.08.07, 10:59
    ewik_75 napisała:

    > kosmopolitka,
    >
    > coś tu nie gra.
    > przychód z wynajmu Twojego mieszkania to Twój dochód nie "w pewnym
    > sensie" tylko od początku do końca.

    Wlasnie o to chodzi, ze on tego nie traktuje jako moj dochod - tylko
    tzw"korzysci" z mojego mieszaknia - a poniewaz ja korzystam z jego
    mieszkania obecnie, wiec (wg jego filozofii) korzysci ze swgo
    mieszkania, w wiec cala kwote za najem, powinnam wkladac do
    wspolnego gara w calosci. Oddzielnie maz traktuje wynagrodzeie za
    prace -tu mamy sie skladac po polowie, a poniewaz teraz ja nie
    pracuje (mam wielka nadzieje, ze niebawem bede pracowac, intensywnie
    szukam pracy...), i dajac cala kwote z najmu mieszkania, nie
    pozostanie dla mnie indywidualnie (bez kontroli wydatkow) nic. W
    penym sensie bede sie czuc ubezwlasnowolniona, stad moja walka o
    potraktowanie tej kwoty za najem jako dochod.. (zawsze cos tam z
    tych paru stowek odlozylabym na "zas")

    --
    Kaśka
    ~~~~~~~~~~
    "Trzy rzeczy pozostały z raju: gwiazdy, kwiaty i oczy dziecka..."
  • rsasiada 29.08.07, 14:33
    Nieee, no to się w tym momencie kupy nie trzyma. Ja rozumiem, trzeba
    jakoś zarządzać wspólnymi środkami i nieraz się moja Ładniejsza
    Połowa piekli że za bardzo się tym przejmuję, ale takie
    rozgraniczanie "bo ty korzystasz z mojego mieszkania" to już
    przegięcie totalne. Facet liczykrupa albo nie zakłada że cokolwiek z
    tego wyjdzie, skoro już na początku zaczyna traktować wspólne
    zamieszkanie jako spółkę z o.o. gdzie trzeba precyzyjnie
    rozgraniczyć kto i za co płaci.
    Jeżeli już iść w tym kierunku, to na rachunki powinniście się
    składać nie po połowie, tylko proporcjonalnie do zarobków i wtedy w
    moim odczuciu jest to sprawiedliwe. Żądane żebyś wrzucała do
    wspólnego gara CAŁOŚĆ swoich aktualnych dochodów jest o kant dupy
    rozbić - ja bym się na coś takiego nie zgadzał.
    Nawet połowa to już by było za wiele, chociaż na upartego możliwe do
    przełknięcia jeżeli byś tego chciała.
    To, że musisz mieć swoje własne pieniądze nie podlega dyskusji i nie
    pozwól sobie tego zabrać.

    RS
  • kosmopolitka71 29.08.07, 16:06
    facet liczykruopa i dziwak/samotnik.
    Ech - niby "widzialy galy co braly", wiec najwieksze pretensje to
    ja, wlasciwie, powinnam miec do siebie....
    --
    Kaśka
    ~~~~~~~~~~
    "Trzy rzeczy pozostały z raju: gwiazdy, kwiaty i oczy dziecka..."
  • menk.a 29.08.07, 16:14
    Nie patrz wstecz. Myśl o przyszłości. O sobie i dziecku. Nie licz na
    tego człowieka. On nie traktuje Cię jak żony, tylko jak kogoś
    obcego, kto ma mu koszty obniżać.
    ;)
    --
    opieram się wszystkiemu, oprócz pokusy /O.W.
  • kosmopolitka71 29.08.07, 16:26
    no na to wychodzi....jak dorzuce cala kwote do wspolnego gara, a
    jemu odpadna alimenty, wojaze co drugi tydzien do innego miasta(bo
    co tydzien bylo za drogo, no a poza tym - cos mu sie od zycia
    nalezy - co dtugi tydzien wolny..), takz na konto bedzie sobie mogl
    odlozyc wiecej.
    --
    Kaśka
    ~~~~~~~~~~
    "Trzy rzeczy pozostały z raju: gwiazdy, kwiaty i oczy dziecka..."
  • kosmopolitka71 29.08.07, 16:27
    tfu, poprawka-nie co drugi tydzien wolny , tylko co drugi weekend
    wolny, mialo byc...
    --
    Kaśka
    ~~~~~~~~~~
    "Trzy rzeczy pozostały z raju: gwiazdy, kwiaty i oczy dziecka..."
  • ewik_75 29.08.07, 16:29
    no właśnie....
    I to o to chodzi.
    Tylko i wyłącznie.

    Żądaj alimentów i nie gódź się na te oszukańcze warunki
  • burza4 29.08.07, 16:41
    ewik_75 napisała:

    > kosmopolitka,
    >
    > coś tu nie gra.
    > przychód z wynajmu Twojego mieszkania to Twój dochód nie "w pewnym
    > sensie" tylko od początku do końca.

    niestety - od strony prawnej przychody z majątku odrębnego stanowią
    majątek wspólny...

    tylko jaki sens ma utrzymywanie związku, gdzie wszystko się
    przekalkulowuje?
  • kosmopolitka71 29.08.07, 22:19
    ano wlasnie...
    uczepilam sie tej idei fix - pelnej rodziny- i robie wszytko w tym
    kierunku , zeby utrzymac cos, co juz chyba tylko na papierze
    funkcjonuje. Nie ma w tym uczuc. Kalkulacja.
    Przykre....:(
    --
    Kaśka
    ~~~~~~~~~~
    "Trzy rzeczy pozostały z raju: gwiazdy, kwiaty i oczy dziecka..."
  • ewik_75 30.08.07, 10:38
    burza,

    masz rację, ale ta zasada obowiązuje obie strony. Jego też. Jego i
    jej przychody stanowią majątek wspólny. czemu więc ona ma wrzucac
    wszystko, a on połowę zatrzymuje?

    Albo oboje jej podlegają - jak mówi prawo, albo obydwoje ustalają
    zasady inne, akceptowalne dla obydwojga.
  • spacecoyote 29.08.07, 10:14
    Nie powinnam sie wymadrzac, bo sama mam w swoim zwiazku chora
    sytuacje finansowa, ale moje zdanie jest niezmienne: jezeli dwoje
    ludzi rozlicza sie co do grosza i kloci sie, co jest czyje, szanse
    na przetrwanie sa bardzo nikle.
  • menk.a 29.08.07, 11:04
    Pieniadze z wynajmu odkładaj. Przydadzą Ci się w sytuacji, kiedy się
    rozstaniecie. A stanie się to, bo małżeństwo to nie spółka
    finansowa.;)
    --
    opieram się wszystkiemu, oprócz pokusy /O.W.
  • kosmopolitka71 29.08.07, 11:26
    jesli bym tak zrobila, bylabym wg meza pasozytem, zerujacym na jego
    kasie... tak mowi, i proponuje zebym juz sie zbieraka z powrotem
    jesli nie bede sie dokladac...
    Ale ja nie zamierzam nie partycypowac w kosztach ...nie nie...ja po
    prostu nie chce daac calej kasy, gdyz wtedy nie
    zostanie mi nic na zaspokajanie indywidualnych potrzeb - bede
    musiala o wszytko prosic, uzgadniac, bedzie to rodzilo kolejne
    konflikty, gdyz ...no np - maz nie rozumie, ze mozna kupowac maslo
    (on nie uzywa) , wode mineralna za 1.5zl(on kupuje za 49 gr) -
    zreszta wszytko kupuje najtansze , z przeceny - nie dlatego, ze
    kiepsko mu sie powodzi, po prostu - taka natura. Poza tym , cos tam
    faktycznie dobrze byloby odlozyc cos z tego na "zas', ale na to
    raczej nie licze, bo to duza kwota nie jest ..

    --
    Kaśka
    ~~~~~~~~~~
    "Trzy rzeczy pozostały z raju: gwiazdy, kwiaty i oczy dziecka..."
  • menk.a 29.08.07, 12:01
    Ile zatem on wydaje na Wasz dom? Wszystkiego? Czy z tych pieniedzy z
    wynajmu jestes w stanie wydać tyle samo?

    Zresztą, skoro ona tak wylicza każdy grosz, za chwilę zacznie Ci
    wystawiać faktury za wspólne życie.
    Zresztą jakie ono wspólne.
    Czemu z nim jesteś? Kochasz go? Ze strachu przed samodzielnością
    godzisz się to znosić?
    Twoja uległość karmi jego siłę.
    Szkoda życia na takie 'związki'.
    Wasze dziecko zawsze ma 2 rodziców. Ale Wy nie musicie mieszkać pod
    jednym dachem.;)
    --
    opieram się wszystkiemu, oprócz pokusy /O.W.
  • kosmopolitka71 29.08.07, 13:29
    pieniedzy z wynajmu jest 800zl, czynsz , oplaty, internet i
    przedszoloe - daje ok 800 zl, podzielic na pol - po 400 zl - tyle
    chce dac, a reszte pozostawic sobie, i rowniez za te pieniadze robic
    zakupy, dla siebie i dziecka. Po prostu chce miec nad nimi kontrole.
    maz jednak uwaza, ze to nie fair, bo - tak jak pisalam - wg niego-
    skoro korzystam z jego mieszkania, to korzysci ze swojego powinnam
    dac rowniez w 100%.
    Czemu jestesmy znow razem - mimo ze ostatnie 3 lata mieszkalismy
    osobno....?...coz mam taka idee fix - o pelnej rodzinie. I stad
    podjelam ta(ostateczna) probe posklecania tego w jakas, marna bo
    marna, ale calosc.
    Mylsl, ze milosci w tym jest tyle co nic.
    :(
    --
    Kaśka
    ~~~~~~~~~~
    "Trzy rzeczy pozostały z raju: gwiazdy, kwiaty i oczy dziecka..."
  • tezromantyczka 29.08.07, 13:35
    Wychowałam się w takiej rodzinie i uwierz mi, że nie warto na siłę.

    --
    Nasz ślub
  • ewik_75 29.08.07, 13:46
    Twój facet Cię po prostu oszukuje na kasę.
    On wie, że nie wytrzymasz i odejdziesz, ale co w tym czasie
    sciagnie, to jego.

    A kiedy odejdziesz, to pewnie nawet z uzyskaniem alimentów będzie
    problem, bo on wtedy będzie "bardzo biedny"...
    Uciekaj...

  • tezromantyczka 29.08.07, 12:16
    Po co Ty w ogóle chcesz być z takim człowiekiem???

    --
    Nasz ślub
  • ewik_75 29.08.07, 12:22
    kosmopolitka71 napisała:

    > jesli bym tak zrobila, bylabym wg meza pasozytem, zerujacym na
    jego
    > kasie...

    ????????? Co takiego?
    Jeśli się kogoś kocha, to chce się z nim być i jest się w stanie
    dużo dać a nawet zapłacić, żeby z tą osobą spędzać dnie, wieczory i
    noce.
    On Cię traktuje jak bezpłatną opiekunkę do dziecka!

    A gościom też wylicza za dobę pobytu?
    Gość jest żałosny


    > proponuje zebym juz sie zbieraka z powrotem
    > jesli nie bede sie dokladac…

    I tak bym zrobiła….
    Miej swoją godność..
  • caprissa 31.08.07, 13:14
    ewik_75 napisała:

    > kosmopolitka71 napisała:
    >
    > > jesli bym tak zrobila, bylabym wg meza pasozytem, zerujacym na
    > jego
    > > kasie...
    >
    > ????????? Co takiego?
    > Jeśli się kogoś kocha, to chce się z nim być i jest się w stanie
    > dużo dać a nawet zapłacić, żeby z tą osobą spędzać dnie, wieczory
    i
    > noce.
    > On Cię traktuje jak bezpłatną opiekunkę do dziecka!


    Niekoniecznie ewo... mało znasz zycie. zycie u boku faceta co ma
    majątek daje kobiecie wiele - ma drogie perfumy, brylanty, auta,
    wille, wycieczki. jest KIms. Czuje sie boginia. Nie pracuje( nie
    musi bo facet za jednym kiwnieciem przynosi tyle ze az). I myslisz,
    ze ktoras tak łatwo z tego zrezygnuje/ Pamietaj, ze do standardu
    zycia kobieta bardzo sie przywiązuje. Wie, ze jak go nie bedzie,
    bedzie zyła na o wiele mneijszym standardzie i stad to "siedzenie" z
    nim, mimo, ze dawno go nie kocha lub go wcale nie kochała. Potwiedza
    to fakt, jesli ta kobieta nie umie zyc sama, podejmowac decyzji,
    wiecznie sie o wszystkih wypytuje, czeka az jej ktos na litosc cos
    załatwi. Zobacz najpierw wnikliwiej na nią. A nie tylkosłuchasz- to
    co ona ci mowi. Mowi bo chesz bys ja takoceniała jak ona sama sie
    ocenia czyli dobrze.

    zaslepiona jestes ewo..
  • ewik_75 31.08.07, 13:31
    OK., tak też bywa. Może masz rację - znamy relację tylko jednej
    strony.
    Ale czy nie sądzisz, że oczekiwanie, aby dziewczyna wrzuciła
    wszystkie pieniądze do wspólnej kasy to żadne antidotum na tę
    sytuację?
    Bo co on w takiej sytuacji chciałby tym osiągnąć czy zmienić?
  • caprissa 31.08.07, 13:43
    > OK., tak też bywa. Może masz rację - znamy relację tylko jednej
    > strony.
    Własnie o tym mówię:) Ludzie z reguły dążą do swoich celów. Do
    pokazania siebie. To bardzo subiektywne. Nawet w sądzie mówi
    niejedna a dwie strony. I potem widać, że zło nie było tam,gdzie go
    tak usilnie pokazywano. Fajnie, że rozumiesz:) mnie
    > Ale czy nie sądzisz, że oczekiwanie, aby dziewczyna wrzuciła
    > wszystkie pieniądze do wspólnej kasy to żadne antidotum na tę
    > sytuację?
    No oczywiście, że nie. Jego 100% nie równa się jej 100%. Ona odda
    całość, a on da kwotę, jaką trzeba i jeszcze mu zostanie. Każdy
    powinien płacić adekwatnie do swoich płac. Ona ma mniej, daje mniej,
    ona wiecej daje wiecej. I jej cos zostanie i jemu.
    > Bo co on w takiej sytuacji chciałby tym osiągnąć czy zmienić?
    Myślę, że on zle interpretuje słowo- sprawiedliwe opłacanie.
    Musi wiedziec ze jego 100% nie jest rowne jej 100%, pomimo, że oboje
    pracują.
  • kosmopolitka71 01.09.07, 15:13
    masz sporo racji , piszac o tym jakie bywaja kobiety, ze latwo
    pzywiazuja sie do bogactwa, i niechetnie z niego potem rezygnuja.Ale
    nie w tym przypadku, tu od poczatku byl, przez meza ustanowiony
    podzial, kazde ma swoje pieniadze , a czesc zrzucamy do wspolnego
    wora.i ja i maz mamy podobny , przeciety status majatkowy. Ja mam
    troche swoich oszczednosci,i naprawde nie musze, a nawet maz by mi
    na to nie pozwolic, zeby "uwiesic " sie na nim finansowo.
    Ale masz racje , mam problemy z podejmowaniem decyzji, nie radze
    sobie ze soba, dodatkowo ...stany depresyjne...na szczescie mam
    przyjaciol, ktorzy polecili mi dobrego psychoterapeute...
    Pzrez ostatnie lata zyje ...jakby na zakrecie...mysle , ze czas
    najwyzszy zrobic cos ze soba.....
    pozdr.
    --
    Kaśka
    ~~~~~~~~~~
    "Trzy rzeczy pozostały z raju: gwiazdy, kwiaty i oczy dziecka..."
  • iwionna 02.09.07, 08:38
    toten twoj maz nie kocha Ciebie i corki tylko kocha-KASE! JA BYM GO DAWNO
    POSłAłA DO DIABłA!SZANUJ SIE DZIEWCZYNO,I SZANUJ SWOJE DZIECKO
    --
    Aby do wiosny :)
  • iwionna 02.09.07, 08:41
    aaaaaaaa ciekawe czy jak corka podrosnie to tez bedzie jej kazał płacic za
    mieszkanie i dokładac sie do garnuszka-wczesnie ja poslesz do pracy i-tatuś
    bedzie zadowolony
    --
    Aby do wiosny :)
  • mloda.kobietka23 29.08.07, 12:38
    Jedno jest pewne, mieszkajac razem wyrzadzicie tylko krzywde dziecku, a tego
    chyba nie chcecie tego robic??
    Jedno z najsensowniejszych rzeczy jaka mozecie zrobic to mieszkac osobno i
    rozpoczac nowe zycie. Corka zawsze biedzie wasza, ale to nie oznacza zycie w
    toksycznym zwiazku...
    --
    Mężczyznę można "wykastrować" jednym zdaniem: Wolę, abyś był moim przyjacielem
    niż kochankiem.
    — Woody Allen
  • wielo-kropek 30.08.07, 03:16
    Przerazajace! Nazywasz to zwiazkiem? Powinnas raczej nazwac ten
    uklad klotnia, czy walka o pieniadze. Jezeli juz one maja byc
    podzielone, to w czym problem? Ja go nie widze. Bierzesz czynsz za
    swoje mieszkanie, zaplac ten czynsz dla meza (ale smiesznie to
    brzmi), tzn. oszacujcie mieszkanie w ktorym mieszkacie ze strony
    wynajmu. Daj mu polowe i masz z glowy, bo druga polowa nalezy do
    niego. Reszta kosztow tez 50/50. Tylko nie podliczaj go za inne
    uslugi, bo pojdzie do innej. Oh, plakac sie chce. Kasa zrzera ludzi,
    a dzieci cierpia niewinnie.
  • ktosiaczek 30.08.07, 10:20
    Taka luźna uwaga:
    Piszesz, że znów mieszkacie razem.
    Nie, nie mieszkacie razem, tylko, cytuję, "korzystasz z jego mieszkania" - słowa Twego męża.
    Ty się starasz aby wszystko było cacy, od nowa próbujesz tworzyc rodzine a on Ci mowi ze "mozesz mieszkac nie placac za wynajem"?
    Jestem tego samego zdnia co poprzednicy.
  • elske 30.08.07, 13:46
    O matko! Coraz wiecej o takich sprawach finansowych na forum i ja tego nie
    rozumiem.Ludzie po slubie, niby wszystko wspolne i zaczyna sie:to moje pienidze,
    to twoje,rachunki na pol, zakupy po polowie.nie wyobrazam sobie czegos
    takiego.Kiedy przed slubem zamieszkalam z moim mezem, nasza kasa byla zawsze
    wspolna, zawsze uzgadnialismy co idzie na co, jakie zakupy i jakie rozrywki.Po
    slubie tym bardziej.Jakis czas to ja arabialam wiecej, pozniej on, ale kasa
    zawsze byla wspolna.Od ponad 2 lat nie pracuje.Uzgodnilismy ze ja zajmuje sie
    domem i wychowaniem dziecka, a maz utrzymaniem nas.I nigdy nie powiedzial ze
    kasa jest jedo.Pieniadze sa nasze wspolne.Teraz stac nas na duzo wiecej niz
    kiedys, mozna sobie poszalec od czasu do czasu.Ale nadal wszystkie zakupy
    uzgadniamy ze soba.Taka mamy zasade.I teraz nie wyobraam sobie rozliczania z
    kazdej zlotowki i wypominania ze zyje na jego koszt.Jestesmy malzenstwem i
    wszystko mamy wspolne.
    --
    "Mamo nie boj się, to tylko Hehalump trąbi."
  • abssinthe 30.08.07, 15:02
    uciekaj z takiego zwiazku jak najszybciej...! Nie widzisz, ze gosc
    chce Cie od siebie uzaleznic, zabrac Ci kase, i wytworzyc w Tobie
    przekonanie, ze jeszcze mu powinnas za to dziekowac - bo to, ze
    wystawi walizki, to ma byc kara wedlug niego, czyli Twoim najwyzszym
    szcesciem powinno byc przebywanie w jego otoczeniu. To nie jest
    zwiazek, kiedy jedna osoba sie stara, a druga laskawie to przyjmuje
    i jeszcze niemilosiernie szmaci t astarajaca sie osobe....rodzina to
    wazna rzecz, ale czy naprawde chcesz, zeby Twoje dziecko wlasnie
    taka rodzine w przyszlosci zalozylo?

    f.kafeteria.pl/temat.php?id_p=942800
    zajrzyj tutaj, tam dziewczyny pisza, jak wygladaja ich- bardzo
    podobne-zwiazki.
    Pozdrawiam cieplo
    A.
  • wielo-kropek 31.08.07, 01:16
    On jej nie chce zabrac kasy, jedynie chce zeby dolozyla sie do
    wspolnych kosztow zycia czy z zyciem zwiazanych. Jak widzisz ona nie
    pracuje i zyje. Wynajmuje swoje mieszkanie. Pieniadze sa jej, to
    fakt, ale trzeba tez wziazc druga strone pod uwage. Odwrocmy
    sytuacje. To on wynajmuje swoje mieszkanie komus. Wprowadzil sie do
    niej. Nie pracuje. Czy ona pozwolilaby mu korzystac z pieniedzy
    ktore on ma od lokatorow, kiedy nic by nie placil dla niej za
    mieszkanie? Watpie. Pewnie chcialaby swoja dzialke z tego co on
    otrzymuje od kogos za wynajem. Byc moze chcialaby nawet wszystka
    kase z tego, jesli koszta zycia bylyby wyzsze (a pewnie sa) niz
    dochod z rentu mieszkania. To, ze ona bedzie bez pieniedzy, to
    raczej powinien byc jej problem nie jego. Oczywiscie, to nie jest
    malzenstwo, tylko sztuczny twor, dlatego tez i dziwne problemy
    miedzy nimi zaistnialy na tym i pewnie innym tle.
  • niebo34 31.08.07, 09:49
    nie jest tu mowa o tym, ze ona nie chce się nic dokładać do mieszkania.
    mowa jest o tym, ze on żąda od niej CAłOśCI dochodów które ona obecnie posiada a
    sam daje tylko POłOWę swoich dochodów.

    jak sobie wyobrażasz życie, szukanie pracy, codzienne wychowanie Dziecka -jeśli
    się trzeba o każdą złotówkę prosić u męża-sknerusa?
    to jest koszmar i ograniczenie wolności.
    Jeśli mężowi jest mało połowy jej kasy, to niech wynajmie w swoim mieszkaniu
    przedpokój -czy co tam jeszcze wolne ma- kolejnym lokatorom, wtedy dorobi do
    żony i dziecka.


  • niebo34 31.08.07, 09:52
    ten mąż powinien dac żonie wypowiedzenie warunków mieszkania na piśmie :-)
    specjalnie dla sądu: "żony nie było stać na wynajem pokoju w moim mieszkaniu
    więc się rozwodzimy a ja sobie znajdę wypłacalnego lokatora"
  • wielo-kropek 01.09.07, 02:00
    niebo34 napisała:

    > nie jest tu mowa o tym, ze ona nie chce się nic dokładać do
    mieszkania.
    > mowa jest o tym, ze on żąda od niej CAłOśCI dochodów które ona
    obecnie posiada
    > a
    > sam daje tylko POłOWę swoich dochodów.
    >
    > jak sobie wyobrażasz życie, szukanie pracy, codzienne wychowanie
    Dziecka -jeśli
    > się trzeba o każdą złotówkę prosić u męża-sknerusa?
    > to jest koszmar i ograniczenie wolności.
    No niby masz tu racje w tym niezdrowym ukladzie. Uwazam jednak ze
    ona powinna w tej sytuacji pozyczke zaciagnac u meza i sie zadluzyc
    po uszy. Zartuje oczywiscie, ale ten wariant moga tez rozwazyc.
    Wiem ze jej on nie badzie pasowal, a jemu pewnie w to graj, tylko
    czy jej zaufa ze ona mu dlug zwroci.
  • nadinka_nadinka 31.08.07, 11:01
    Przyznaję, że nie rozumiem rozumiem dzielenia kasy w małżeństwie na moją i
    twoją. I tu jest najlepszy przykład, że to patologia.
    Zostaw go w cholerę, on i tak Cie nie kocha. Będziesz miała przynajmniej szansę
    ułożyć sobie zycie od nowa.


    --
    ***
    "Women need to be twice as good as men to be considered equal; fortunately, it's
    not that difficult."
  • rsasiada 31.08.07, 11:16
    nadinka_nadinka napisała:

    > Przyznaję, że nie rozumiem rozumiem dzielenia kasy w małżeństwie
    na moją i twoją.

    A ja rozumiem, chociaż nie w takim sensie jak w tym wątku. Znaczy
    się kasa i konto jest wspólne, na konto wpływają obie nasze pensje,
    ale każde z nas ma:
    a. swoje własne, lewe pieniądze, zarobione poza pracą (np. jak
    zrobię komuś komputer albo moja Ładniejsza Połowa upiecze komuś
    ciasto na imprezę - to są nasze własne pieniądze i używamy je na
    własne potrzeby - ja najczęściej kupuję coś do kompa, Ładniejsza
    Połowa coś dla siebie)
    b. ustaliliśmy, że owszem, pensje idą na wspólne konto i wspólnie
    zarządzamy, ale oprócz tego każde z nas wyciąga sobie z konta coś w
    rodzaju kieszonkowego, określoną kwotę, na własne drobne wydatki,
    typu piwo z kumplem albo jakiś kosmetyk - i w tym przypadku też nie
    interesujemy się jak się tę kasę wykorzystuje.
    Trochę wolności, również finansowej, potrzebne jest w każdym
    związku - takie jest moje zdanie.

    RS
  • caprissa 31.08.07, 13:16
    +Oj.. no własnie ta kasa wszystkopsuje..
    lepiejmniej a w miłosci
    niz z kasa a z brakiem zaufania...

    Ja tez nie wiem, czymi ktos ufa, bo ma mniej lub rowne zero, i to
    jets smutne.

    A w koncu kocha sie człowieka, skor pamieta sie jego kazdy ubior,
    drgnienie powiek, kazde słowo:)
  • lacido 01.09.07, 15:51

    --
    Czasami sobie roję, że może to my dwoje, że nic już poza nami a my nie znamy granic.
  • axelred 01.09.07, 21:04
    Powinnas wkladac cala kase za wynajem do wspolnej kasy, a on
    powinien Ci w dalszym ciagu placic alimenty. W ten sposob bedziesz
    dysponowala takim samym dochodem jak przed wprowadzeniem sie do
    niego i on Ci nie bedzie mogl nic zarzucic. Poza tym powinniscie
    miec oddzielne jedzenie, bo Ty powinnas sie wyzywic i dziecko tez z
    alimentow,ktore Ci placi - czyli wszystko tak jak wczesniej. On
    natomiast powinien zazadac malego wkladu np benzyne czy srodki
    czystosci, ale tylko tyle o ile bedzie bardziej brudzilo sie
    mieszkanie niz zazwyczaj.

    Oczywiscie w tym rozumowaniu zakladam, ze zanim sie przeprowadzilas
    sie do niego tez bylas bezrobotnia. Jesli przeprowadzka spowodowala,
    ze zostalas bezrobotna, to juz inna historia - powinnas cala kase za
    wynajem trzymac dla siebie i jeszcze zadac alimentow.

    Pozdrawiam i zycze szczescia
  • wielo-kropek 01.09.07, 21:11
    Powinnas go tez kasowac za to ze uslugi robisz mu w lozku.
  • axelred 01.09.07, 22:01
    Jezeli chodzi o wszelkie prace domowe (nieplatne) to powinniscie po
    rowno sie nimi dzielic, czyli sprzatanie, pranie, opieka nad corka
    na przemian, gotowanie kazdy sobie (bo jedzenie tez kupione osobno,
    jak juz wczesniej pisalam), a co do lozka, to przeciez to
    przyjemnosc, ktora sie czerpie obopolnie. Chyba ze autorka watku nie
    bedzie miala ochoty na seks, a bedzie sie zmuszala dla podtrzymania
    zwiazku, wtedy tez nie powinna wysuwac roszczen finansowych, bo to
    podtrzymaniu zwiazku sluzyc nie bedzie.
  • kosmopolitka71 01.09.07, 22:07
    seksu nie ma ponad 3 lat (kiedy to bylam w piatym miesiacu ciazy
    szanowny malzonek rzekl - dosc, i tak to pozostakje do dzis).

    --
    Kaśka
    ~~~~~~~~~~
    "Trzy rzeczy pozostały z raju: gwiazdy, kwiaty i oczy dziecka..."
  • kosmopolitka71 01.09.07, 22:09
    jesli ktos ma ochote , polecam watek pt "sytuacja patowa" na tym
    forum, jakos sprzed ok miesiaca , tam wiecej o moim malzenstwie.
    --
    Kaśka
    ~~~~~~~~~~
    "Trzy rzeczy pozostały z raju: gwiazdy, kwiaty i oczy dziecka..."
  • wielo-kropek 01.09.07, 22:54
    Wlasciwie to jest mi ciebie szkoda. Po co wiec przyszlas do niego
    jesli seksu zero? Moze taki uklad jest ci na reke, bo w koncu i tak
    go nie kochasz, wiec nie musisz zebow w lozku zaciskac. Jego tez nie
    rozumiem. Miec kobiete i z niej niekorzystac. Niepojetne to dla mnie
    za chiny ludowe. Tak wiec na seksie zarobic u niego nie mozez (ja
    wczesniej oczywiscie z tym zartowalem).Idac dalej tym tokiem,
    powiedz mu moze zeby ci zaplacil za urodzenie dziecka. W koncu dla
    niego urodzilas. No i on chce w dodatku byc z dzieckiem. Niech wiec
    placi.
  • kosmopolitka71 02.09.07, 11:03
    ...ech.....co domplacenia za urodzene dziecka....to raczej ja jemu
    powinnam zaplacic za zaplodnienie mnie, gdyz to mnie bardziej
    zalezalo na dziecku, co maz niejednokrotnie mi powtarza- ze jak to
    wiele dla mnie zrobil, bo dal mi dziecko.....
    --
    Kaśka
    ~~~~~~~~~~
    "Trzy rzeczy pozostały z raju: gwiazdy, kwiaty i oczy dziecka..."
  • axelred 01.09.07, 23:16
    Przeczytalam te Twoje doly w poprzednim watku. Jestes w stanie duzo
    zrobic dla dziecka, wiec powinnas skulic ogon i zaakceptowac
    wszelkie warunki jakie Ci maz stawia. W koncu to dla dobra dziecka...

    A tak poza tym i juz bez ironii to uwazam, ze dziecko powinno miec
    szczesliwa i spelniona matke, by czuc bezpieczenstwo i otwartosc na
    swiat, ufac uczuciom i emocjom. Odpowiedz sobie na pytanie kiedy
    bedziesz bardziej szczesliwa - z mezem czy bez niego.

    Kurczowo trzymasz sie teorii, ze do dziecka szczescia potrzebna jest
    pelna rodzina, zastanow sie czy Twoja matka nie funkcjonowala jak
    robita zyciowo z tego powodu i czy nie przekazala Ci podswiadomie
    takiej oto "prawdy". Jest wiele samotnie wychowujacych matek dookola
    i jak szczesliwych.

    Najlepiej zacznij 'uzdrawianie' od siebie i nie pakuj sie w zwiazek
    blizszy z nikim, bo do tego nie jestes jeszcze gotowa.
  • kosmopolitka71 02.09.07, 11:10
    no wiec wlassnie....mam ta cholerna swiadomosc "zaprogramowania"
    mnie przez moja matke. Z ktora zresza mam toksyczne relacje..Wciaz
    traktuje mnie jak dziecko , za ktore chce decydowac, planowac.....
    nie potrafie samodzielnie podjac najdrobniejszej decyzji, wciaz
    szukam u innych poparcia...., nawet tu , na forum.....ech....Nie
    chce sie uzalac tu nad soba, ale....samej z soba mi zle...
    Przyjechalam tu i laze z kata w kat i poplakuje, nie chce byc z nim,
    a boje sie powrotu tam, znow pod skrzydla matki, mimo , ze mieszkamy
    osobno, ale ...ona zwsze bedzie blisko, zreszta , to tez przeze
    mnie, pewnie to nie tylko jej wina, bo i ja wysylam sygnaly do niej,
    a wtedy ona czuje sie w obowiazku przejac za mnie inicjatywe...no
    kolko sie zamyka....
    --
    Kaśka
    ~~~~~~~~~~
    "Trzy rzeczy pozostały z raju: gwiazdy, kwiaty i oczy dziecka..."
  • axelred 02.09.07, 15:25
    Idz do psychologa, bo zle z Toba - dla dobra dziecka.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka