Dodaj do ulubionych

ja mu nie daje, a on mnie zdradza...

09.09.03, 21:18
Tytul to oczywiscie hipoteza, a nie moja sytuacja :-))

Ale poniewaz tyle watkow o byciu zdradzonym sie tutaj przewija,
zainteresowala mnie taka sytuacja:
Wyobrazcie sobie, ze macie bardzo male potrzeby seksualne - powiedzmy raz na
3-4 miesiace (to podobno mozliwe). Maz ma zwyczajny temperament, ale nie
bedzie przeciez zony bral sila. A poswiecanie sie w tej sferze nie jest
dobrym rozwiazaniem. Ktoregos dnia dowiadujecie sie, ze maz zdradza... Jest
to czysty seks, kocha zone, ale nie moze inaczej. Czy mialybyscie mu za zle?
Rozstalybyscie sie z nim? Udawalybyscie, ze nic nie wiecie?

Taki temacik wieczorny...

Pozdrawiam,
Dorotka
--------
Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
Edytor zaawansowany
  • Gość: Marta IP: *.pl / 192.168.100.* 09.09.03, 21:30
    To dawaj mu częściej- nie wierzę że nie masz ochoty... jesteś oziębła, albo
    nikt jeszcze dobrze Cię nie poruchał.- wiem ze brutalne, ale szczere.
  • asma1 09.09.03, 21:30
    dorotka1970 napisała:

    > Wyobrazcie sobie, ze macie bardzo male potrzeby seksualne

    Ponoć nic nie bierze sie z niczego - również małe potrzeby, a więc może nasz
    hipotetyczny małżonek zastanowił się dlaczego jego żona reaguje tak a nie
    inaczej? Może należałoby popracować główką, a nie dupką w obcym łóżku (lub
    swoim łóżku z obcą dupką)


  • dorotka1970 09.09.03, 21:36
    ... ze zrozumieniem tekstu?

    To nie jest prosba o rade, co kobieta ma zrobic, zeby jej sie bardziej chcialo!
    Pytanie dotyczy zdrady - a w domysle jej usprawiedliwienia przez mezczyzne.

    Rece mi opadly...
    --------
    Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
  • asma1 09.09.03, 21:39
    dorotka1970 napisała:

    > ... ze zrozumieniem tekstu?
    >
    > To nie jest prosba o rade, co kobieta ma zrobic, zeby jej sie bardziej
    chcialo!
    > Pytanie dotyczy zdrady - a w domysle jej usprawiedliwienia przez mezczyzne.
    >
    > Rece mi opadly...

    A czy w takiej sytuacji można mówić o usprawiedliwianiu się - przecież to nie
    podstwówka, gdzie mozna usprawiedliwić swoją nieobecnośc na lekcji.
  • dorotka1970 09.09.03, 21:43
    PYTANIE:
    "Ktoregos dnia dowiadujecie sie, ze maz zdradza... Jest
    to czysty seks, kocha zone, ale nie moze inaczej. Czy mialybyscie mu za zle?
    Rozstalybyscie sie z nim? Udawalybyscie, ze nic nie wiecie?"

    TWOJA ODPOWIEDZ:
    asma1 napisała:
    > A czy w takiej sytuacji można mówić o usprawiedliwianiu się - przecież to
    > nie podstwówka, gdzie mozna usprawiedliwić swoją nieobecnośc na lekcji.

    Chyba dam sobie spokoj z tym watkiem, skoro tak trudno zrozumiec o co
    chodzi...
    --------
    Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
  • asma1 09.09.03, 21:50
    Wbrew pozorom dobrze rozumiem o co chodzi.
  • dorotka1970 09.09.03, 21:57
    Asma, nie obraz sie... ale nie chodzi mi o odpowiedz pytaniem, bo to nie jest
    MOJ problem :-)

    Chodzilo mi o analize hipotetycznej sytuacji. Jezeli rozumiesz to fajnie, ale
    jak dotad nie wypowiedzialas sie na temat :-)) Oczywiscie nie musisz...

    I tylko tyle.

    Pozdrawiam,
    Dorotka
    --------
    Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
  • asma1 09.09.03, 22:10
    dorotka1970 napisała:

    > Asma, nie obraz sie... ale nie chodzi mi o odpowiedz pytaniem, bo to nie jest
    > MOJ problem :-)
    >
    > Chodzilo mi o analize hipotetycznej sytuacji. Jezeli rozumiesz to fajnie, ale
    > jak dotad nie wypowiedzialas sie na temat :-)) Oczywiscie nie musisz...
    >

    Sorry, ale ty tez nie udzieliłas odpowiedzi, w Twoim watku jest przedstawiona
    sytuacja i same pytania. Ale to nic. Być może swoje zdanie zostawiłaś nam na "
    deser". A ja po porostu zaczęłam analizowc sytuacje od początku, czyli dlaczego
    kobieta za mało daje. Twoja prosto opisana sytuacja wcale nie jest taka prosta,
    bo ona nie daje, nie dlatego, ze jej sie tak podoba. Ale OK zostawmy ją w
    spokoju. Przyjżyjmy sie jemu - owszem rozwiązał problem najprościej jak tylko
    mógł- nie dostał tu to poszedł tam i dostał. A co ona ma zrobić z takim za
    przeproszeniem "prostakiem"? Może sobie napluć w twarz, że takiego sobie
    wzięła...
  • dorotka1970 09.09.03, 22:32
    asma1 napisała:

    > Sorry, ale ty tez nie udzieliłas odpowiedzi, w Twoim watku jest
    > przedstawiona sytuacja i same pytania.
    --- Nie chcialam nikomu zasugerowac odpowiedzi. Jestem ciekawa, jak sie
    spolecznosc podzieli :-)

    > A ja po porostu zaczęłam analizowc sytuacje od początku, czyli dlaczego
    > kobieta za mało daje. Twoja prosto opisana sytuacja wcale nie jest taka
    > prosta,bo ona nie daje, nie dlatego, ze jej sie tak podoba.
    --- Nie robilam sama takich badan, ale z tego co wiem naprawde sa ludzie (i
    kobiety i mezczyzni), ktorym wystarcza raz na pare miesiecy. Po prostu ta
    sfera nie jest dla nich tak istotna. Nie znaczy to, ze nie kochaja partnera,
    sa nieczuli albo zimni.

    > Przyjżyjmy sie jemu - owszem rozwiązał problem najprościej jak tylko
    > mógł- nie dostał tu to poszedł tam i dostał.
    --- Troszke splycilas tu jego problem. Gdyby byl takim prostakiem to nie
    czekalby paru lat. Nie planowal tego przeciez, w ktoryms momencie po prostu
    nie dal rady, po ludzku... Ja go tu absolutnie nie usprawiedliwiam, ale nie
    zakladajmy, ze mu to latwo przyszlo. I wciaz zone kocha...

    --------
    Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
  • asma1 09.09.03, 22:46
    dorotka1970 napisała:

    > --- Nie robilam sama takich badan,

    Ja tez badań nie robiłam, ale wydaje mi sie, że jest jakaś przyczyna tego nie
    dawania (dlatego tez na początku napisałam żeby facet ruszył mózgownicą i
    uświadomił sobie dlaczego tak jest)

    Nie znaczy to, ze nie kochaja partnera,
    > sa nieczuli albo zimni.

    Tutaj sie zgadzam.


    > --- Troszke splycilas tu jego problem. Gdyby byl takim prostakiem to nie
    > czekalby paru lat. Nie planowal tego przeciez, w ktoryms momencie po prostu
    > nie dal rady, po ludzku... Ja go tu absolutnie nie usprawiedliwiam, ale nie
    > zakladajmy, ze mu to latwo przyszlo. I wciaz zone kocha...

    Daleka jestem od tego, żeby twierdzić, że przyszło mu to łatwo lub, że to
    planował. Ale jak widzisz z samego czekania nic nie wyszło.......
  • dorotka1970 09.09.03, 22:55
    asma1 napisała:

    > Ja tez badań nie robiłam, ale wydaje mi sie, że jest jakaś przyczyna tego
    nie dawania (dlatego tez na początku napisałam żeby facet ruszył mózgownicą i
    > uświadomił sobie dlaczego tak jest)
    --- Czasami po prostu taka "konstrukcja". Nie ma sily, zeby to zmienic. gdyby
    twoj facet "musial" 3 razy dziennie tez bys tego zmienila...

    --------
    Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
  • asma1 09.09.03, 22:57
    dorotka1970 napisała:

    > --- Czasami po prostu taka "konstrukcja". Nie ma sily, zeby to zmienic. gdyby
    > twoj facet "musial" 3 razy dziennie tez bys tego zmienila...
    >
    I wcale bym nie chciała zmieniać.
  • dorotka1970 09.09.03, 23:02
    asma1 napisała:

    > dorotka1970 napisała:
    >
    > > --- Czasami po prostu taka "konstrukcja". Nie ma sily, zeby to zmienic. gd
    > yby
    > > twoj facet "musial" 3 razy dziennie tez bys tego zmienila...
    > >
    > I wcale bym nie chciała zmieniać.

    Tez "musisz" 3 razy dziennie? :-)) Ale rozumiem, ze radzisz sobie... :-)
    --
    --------
    Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
  • asma1 09.09.03, 23:05
    dorotka1970 napisała:

    > > dorotka1970 napisała:
    >
    >
    > Tez "musisz" 3 razy dziennie? :-)) Ale rozumiem, ze radzisz sobie... :-)

    Problem nie w tym , czy musisz, ale w tym czy chcesz.
  • dorotka1970 09.09.03, 23:13
    asma1 napisała:

    > dorotka1970 napisała:
    >
    > > > dorotka1970 napisała:
    > >
    > >
    > > Tez "musisz" 3 razy dziennie? :-)) Ale rozumiem, ze radzisz sobie... :-)
    >
    > Problem nie w tym , czy musisz, ale w tym czy chcesz.

    Dlatego "musisz" jest w cudzyslowie... Chyba nie nadajemy na tych samych
    falach...

    Dobranocki :-)
    --------
    Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
  • Gość: on albo ona IP: dell:* / 192.168.0.* 10.09.03, 11:45
    Ona nie daje, a On nie zdradza. Czy jest to możliwe?
  • Gość: on albo ona IP: dell:* / 192.168.0.* 10.09.03, 11:45
    Ona nie daje, a On nie zdradza. Czy jest to możliwe?
  • Gość: on albo ona IP: dell:* / 192.168.0.* 10.09.03, 11:45
    Ona nie daje, a On nie zdradza. Czy jest to możliwe?
  • julla 09.09.03, 21:44
    Każda zdradę można jakoś usprawiedliwić, ale nigdy nie jest tak, że ktoś jest
    tylko winny a ktoś tylko niewinny...
    A wracając do pytania, to ja bym chyba zrozumiała, ale jednocześnie nie
    wybaczyła. Taki paradoks, jednak nie chciałabym być z kimś, kto nie czuje się
    dobrze ze mną do tego stopnia, że szuka "uzupełniaczy".
  • dorotka1970 09.09.03, 22:00
    julla napisała:

    > Każda zdradę można jakoś usprawiedliwić, ale nigdy nie jest tak, że ktoś
    > jest tylko winny a ktoś tylko niewinny...
    --- Jasne, ale w tym wypadku "wina" jest tylko to, ze kobieta ma bardzo male
    potrzeby. Powiedzmy, ze wiedzial o tym przed slubem, ale wydawalo mu sie, ze
    albo ja "rozbudzi", albo sie dostosuje i "jakos" to bedzie. Minelo pare lat i
    okazalo sie, ze on tak dluzej nie moze, ale jednoczesnie ja kocha i nie chce
    jej zostawic^tylko z powodu seksu...

    > A wracając do pytania, to ja bym chyba zrozumiała, ale jednocześnie nie
    > wybaczyła. Taki paradoks, jednak nie chciałabym być z kimś, kto nie czuje
    > się dobrze ze mną do tego stopnia, że szuka "uzupełniaczy".
    --- Alez on sie BARDZO DOBRZE czuje z toba, problem w tym, ze to DOBRZE jest
    raz na 3-4 miesiace...

    ?
    Pozdrawiam :-)
    Dorotka
    --------
    Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
  • julla 09.09.03, 22:16
    No chyba jednak nie jest za dobrze, jesli hipotetyczny 'on' odczuwa deficyt
    tego "dobrze" i jest na tyle zdeterminowany, że doszło do owej zdrady.
    Próbuję sobie wyobrazić sytuację, że hipotetyczna 'ja' stwierdzam, że nie ma
    sprawy; może sobie mnie spokojnie zdradzac, bo ja nie potrafię się zmusić do
    zmiany na lepsze- i cała ta sytuacja wydaje mi się schizofreniczna, nie wiem
    w jakim kierunku miałoby to ewoluować a na dodatek naprawdę nie wiem, w którym
    momencie zacznę cierpiec okrutnie...
    Chyba więc jednak nie zdecydowałabym się na kontynuację takiego związku, jeśli
    bym nie potrafiła niczego w sobie zmienić.
    Ale, jak wspomniałam wcześniej- zrozumiałabym.

  • dorotka1970 09.09.03, 22:34
    julla napisała:

    > No chyba jednak nie jest za dobrze, jesli hipotetyczny 'on' odczuwa deficyt
    > tego "dobrze" i jest na tyle zdeterminowany, że doszło do owej zdrady.
    > Próbuję sobie wyobrazić sytuację, że hipotetyczna 'ja' stwierdzam, że nie ma
    > sprawy; może sobie mnie spokojnie zdradzac, bo ja nie potrafię się zmusić do
    > zmiany na lepsze- i cała ta sytuacja wydaje mi się schizofreniczna, nie wiem
    > w jakim kierunku miałoby to ewoluować a na dodatek naprawdę nie wiem, w
    którym
    > momencie zacznę cierpiec okrutnie...
    > Chyba więc jednak nie zdecydowałabym się na kontynuację takiego związku,
    jeśli
    > bym nie potrafiła niczego w sobie zmienić.
    > Ale, jak wspomniałam wcześniej- zrozumiałabym.

    I rozstalabys sie z nim, nawet gdybys bardzo go kochala? I gdybys wiedziala,
    ze on tez cie kocha?

    --------
    Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
  • julla 09.09.03, 22:42
    To na pewno nie jest takie proste, jakby sie moglo wydawać, ale nie wyobrażam
    sobie, jak mógłby wygladac taki związek, gdyby go tak kontynuować na zasadzie
    "my się bardzo kochamy, ale zdradzamy"...Dziwny byłby, nie?
  • dorotka1970 09.09.03, 22:45
    julla napisała:

    > To na pewno nie jest takie proste, jakby sie moglo wydawać, ale nie
    wyobrażam
    > sobie, jak mógłby wygladac taki związek, gdyby go tak kontynuować na
    zasadzie
    > "my się bardzo kochamy, ale zdradzamy"...Dziwny byłby, nie?

    Pewnie, ze dziwny. Ale z drugiej strony mysle, ze strona nieusatysfakcjonowana
    seksualnie bylaby okropnie sfrustrowana... I i tak odbiloby sie to w koncu na
    zwiazku...

    --------
    Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
  • zanka 09.09.03, 22:45
    zona powinna zmienic meza, na bardziej goracego.:::))))
  • dorotka1970 09.09.03, 22:53
    zanka napisała:

    > zona powinna zmienic meza, na bardziej goracego.:::))))

    To chyba na zimniejszego! :-)

    --------
    Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
  • asma1 09.09.03, 22:55
    dorotka1970 napisała:

    > zanka napisała:
    >
    > > zona powinna zmienic meza, na bardziej goracego.:::))))
    >
    > To chyba na zimniejszego! :-)
    >
    > --------
    > Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat

    Chyba na takiego z którym mogłaby sie "dogadać" i w dzień i w nocy.
  • wasza_bogini 10.09.03, 18:40
    > > zona powinna zmienic meza, na bardziej goracego.:::))))
    >
    > To chyba na zimniejszego! :-)

    nie, bo widocznie nie umie jej rozgrzac.
  • tralalumpek 09.09.03, 23:04
    zbyt pozno na hipotezy dla mnie i odpowiedzi na filozoficzno-teoretyczne
    pytania




    --
    __________________________________________________
    Póki co, ja perły rzucam przed świnie i
    lecę.
    (pajdeczka)
  • asma1 09.09.03, 23:07
    tralalumpek napisała:

    > zbyt pozno na hipotezy dla mnie i odpowiedzi na filozoficzno-teoretyczne
    > pytania
    >
    No co ty, właśnie nadchodzi "łóżkowa" pora, a my tu sobie na łóżkowe
    tematy.....
  • tralalumpek 09.09.03, 23:09
    asma1 napisała:

    > tralalumpek napisała:
    >
    > > zbyt pozno na hipotezy dla mnie i odpowiedzi na filozoficzno-teoretyczne
    > > pytania
    > >
    > No co ty, właśnie nadchodzi "łóżkowa" pora, a my tu sobie na łóżkowe
    > tematy.....


    no wlasnie, lokowe ale po co ja mamsie zastanawiac nad czyms co jest dla mnie
    tak odlegle jak stad na dalejnizmarsa




    --
    __________________________________________________
    Póki co, ja perły rzucam przed świnie i
    lecę.
    (pajdeczka)
  • asma1 09.09.03, 23:14
    tralalumpek napisała:

    > no wlasnie, lokowe ale po co ja mamsie zastanawiac nad czyms co jest dla mnie
    > tak odlegle jak stad na dalejnizmarsa
    >
    To dobrze, że dla Ciebie odległe i nie życze Ci tego, ale pogdybać sobie
    można.....
  • tralalumpek 09.09.03, 23:18
    asma1 napisała:

    >
    > To dobrze, że dla Ciebie odległe i nie życze Ci tego, ale pogdybać sobie
    > można.....

    asma a co ci daje takie gdybanie?
    filozofowac mozna ale wydaje mi sie ze filozofowanie a rzeczywistosc to dwie
    odlegle rzeczy
    naprawde czasem trudno przewidziec jak sie zachowamy, zwlaszcza w sytuacjach
    tak emocjonalnie delikatnych a zetem mowienie "na zapas" nie ma sensu


    --
    __________________________________________________
    Póki co, ja perły rzucam przed świnie i
    lecę.
    (pajdeczka)
  • dorotka1970 09.09.03, 23:15
    Tez spadam dobranockowo :-)
    --------
    Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
  • asma1 09.09.03, 23:18
    dorotka1970 napisała:

    > Tez spadam dobranockowo :-)

    No to pa,pa
  • maniia 10.09.03, 00:50
    Trudno jest podzielic: kocham zone a na boku to tylko seks!
    Ten seks to ryzyko bo moze sie przerodzic w milosc.
  • Gość: renia IP: *.athens.access.acn.gr 10.09.03, 01:46
    dorotka1970 napisała:

    > Tytul to oczywiscie hipoteza, a nie moja sytuacja :-))
    >
    > Ale poniewaz tyle watkow o byciu zdradzonym sie tutaj przewija,
    > zainteresowala mnie taka sytuacja:
    > Wyobrazcie sobie, ze macie bardzo male potrzeby seksualne - powiedzmy raz na
    > 3-4 miesiace (to podobno mozliwe). Maz ma zwyczajny temperament, ale nie
    > bedzie przeciez zony bral sila. A poswiecanie sie w tej sferze nie jest
    > dobrym rozwiazaniem. Ktoregos dnia dowiadujecie sie, ze maz zdradza... Jest
    > to czysty seks, kocha zone, ale nie moze inaczej. Czy mialybyscie mu za zle?
    > Rozstalybyscie sie z nim? Udawalybyscie, ze nic nie wiecie?
    >
    > Taki temacik wieczorny...
    >
    Uwazam, ze w takiej sytuacji byloby calkowicie zrozumiale, ze maz mnie zdradza
    i nie mialabym zadnych pretensji do niego, tylko do siebie. Nie wyobrazam
    sobie nie liczenia sie z potrzebami meza w sferze seksu. Jak ktos nie chce
    seksu to niech nie wiaze sie w jakies zwiazki z definicji laczaze sie
    nieodlacznie z seksem i niech nie wymaga wiernosci.
  • mickey.mouse 10.09.03, 07:29
    W kazdym zwiazku ludzie maja jakies potrzeby i oczekiwania, brak zaspokojenia
    ktorych, powoduje braz zadowlenia ze zwiazku. Seks jest jedna z nich. A ilosc
    konsekwencji braku zadowowlenia ze zwiazku moze byc nieograniczona.
  • Gość: Martyna IP: *.proxy.aol.com 10.09.03, 07:33
    Gość portalu: renia napisał(a):

    > dorotka1970 napisała:
    >
    > > Tytul to oczywiscie hipoteza, a nie moja sytuacja :-))
    > >
    > > Ale poniewaz tyle watkow o byciu zdradzonym sie tutaj przewija,
    > > zainteresowala mnie taka sytuacja:
    > > Wyobrazcie sobie, ze macie bardzo male potrzeby seksualne - powiedzmy raz
    > na
    > > 3-4 miesiace (to podobno mozliwe). Maz ma zwyczajny temperament, ale nie
    > > bedzie przeciez zony bral sila. A poswiecanie sie w tej sferze nie jest
    > > dobrym rozwiazaniem. Ktoregos dnia dowiadujecie sie, ze maz zdradza... Jes
    > t
    > > to czysty seks, kocha zone, ale nie moze inaczej. Czy mialybyscie mu za zl
    > e?
    > > Rozstalybyscie sie z nim? Udawalybyscie, ze nic nie wiecie?
    > >
    > > Taki temacik wieczorny...
    > >
    > Uwazam, ze w takiej sytuacji byloby calkowicie zrozumiale, ze maz mnie
    zdradza
    > i nie mialabym zadnych pretensji do niego, tylko do siebie. Nie wyobrazam
    > sobie nie liczenia sie z potrzebami meza w sferze seksu. Jak ktos nie chce
    > seksu to niech nie wiaze sie w jakies zwiazki z definicji laczaze sie
    > nieodlacznie z seksem i niech nie wymaga wiernosci.


    Jej nie chodzilo o to gdy ktos nie chce seksu ale o to jak obaj partnerzy
    maja zupelnie odmienne temperamenty seksualne . Problem jest skomplikowany moim
    zdaniem - sama chyba nie potreafie odpowiedziec sobie na to pytanie -chyba
    kazdy przypadek trzeba rozpatrywac indywidualnie bo przeciez rozne sa zwiazki i
    relacje miedzy ludzmi.

  • Gość: Dosia IP: 195.217.253.* 10.09.03, 10:46
    Gość portalu: renia napisał(a):


    > Uwazam, ze w takiej sytuacji byloby calkowicie zrozumiale, ze maz mnie
    zdradza
    > i nie mialabym zadnych pretensji do niego, tylko do siebie. Nie wyobrazam
    > sobie nie liczenia sie z potrzebami meza w sferze seksu. Jak ktos nie chce
    > seksu to niech nie wiaze sie w jakies zwiazki z definicji laczaze sie
    > nieodlacznie z seksem i niech nie wymaga wiernosci.


    Reniu. Zobaczylam dzis Twoja wypowiedz i mnie przytkalo. Czy ja z samego rana
    musze sie z Toba klocic? :)

    Rozbroilas mnie zupelnie!

    Dlaczego uwazasz, ze jezeli maz Cie zdradza to jest to TWOJA wina, a nie jego,
    skoro to on zdradza? Wyjasnij mi prosze w czym lezy ta Twoja wina? Biedny maz,
    nie dostaje ode mnie, wiec ma prawo szukac na prawo i lewo? I to w dodatku moja
    WINA? A on biedaczek taki nieporadny, slaby i skrzywdzony...

    Zaraz potem REniu mowisz o liczeniu sie z potrzebami meza w sferze seksu. Czy w
    druga strone to nie dziala? Czy przypadkiem maz nie powinien liczyc sie z
    Twoimi potrzebami?

    Mowilysmy na poprzednim watku o wzajemnym SZACUNKU w malzenstwie. I zgodzilysmy
    sie co do zasady. Nie uwazasz, ze maz powinien wykazac sie wyrozumialoscia dla
    Twoich potrzeb, czy ich braku? Tak samo jak Ty dbasz o jego potrzeby on
    powinien dbac i szanowac Twoje? Skoro Ty nie chcesz sie kochac, to on to
    powinien USZANOWAC, a nie szukac sobie zastepstwa i jeszce wine zwalac na
    Ciebie (ach jaki to on pokrzywdzony!). Jak mozesz brac na siebie wine za to, ze
    on nie potrafi utrzymac swojego, przepraszam, ptaszka, w rozporku? Mezczyzni to
    nie sa zwierzeta. Maja instynkt, ale maja tez rozum i poczucie szacunku dla
    kobiety, z ktora sa malzenstwem (chyba, ze takiego nie maja, ale to inna
    historia...). Nad popedem plciowym mozna zapanowac i nie jest to bynajmniej
    szczyt mestwa i poswiecenia.

    Dla mnie malzenstwo, w ktorym maz otwarcie zdradza, dlatego, ze zona mu nie
    daje, a on ma przeciez tzw. Swoje Meskie Potrzeby, to jest NIEPOROZUMIENIE a
    nie malzenstwo.

    Reniu. Trudno mi sie zgodzic z tym co napisalas powyzej. Zgadzam sie z Toba, ze
    kobieta nie powinna spoczac na laurach i mowic mezowi "spadaj bo mi sie nie
    chce", bo to jest nie fair, tylko szukac rozwiazania i starac sie. Ale to samo
    dotyczy drugiej strony. On tez sie powinien starac i akceptowac decyzje zony
    jezeli pomimo wysilku ona nie chce sie kochac. Ale nie zdradzac!

    Aha. Oczywiscie mowiac Ty, Twoj nie odnosze sie bezposrednio do Ciebie i
    Twojego meza - tylko do hipotetycznej Ciebie i hipotetycznego Twojego meza :))
  • Gość: renia IP: *.ath.spark.net.gr 10.09.03, 18:55
    Gość portalu: Dosia napisał(a):

    > Gość portalu: renia napisał(a):
    >
    >
    > > Uwazam, ze w takiej sytuacji byloby calkowicie zrozumiale, ze maz mnie
    > zdradza
    > > i nie mialabym zadnych pretensji do niego, tylko do siebie. Nie wyobrazam
    > > sobie nie liczenia sie z potrzebami meza w sferze seksu. Jak ktos nie chce
    >
    > > seksu to niech nie wiaze sie w jakies zwiazki z definicji laczaze sie
    > > nieodlacznie z seksem i niech nie wymaga wiernosci.
    >
    >
    > Reniu. Zobaczylam dzis Twoja wypowiedz i mnie przytkalo. Czy ja z samego
    rana
    > musze sie z Toba klocic? :)

    Dosiu, komu jak komu, ale Tobie nie moge nie wyjasnic o co mi chodzi, wiec do
    rzeczy. I nie chcialabym sie klocic, bo wierz mi lub nie, klotnie forumowe zle
    wplywaja na moje samopoczucie w realu.


    >
    > Rozbroilas mnie zupelnie!
    >
    > Dlaczego uwazasz, ze jezeli maz Cie zdradza to jest to TWOJA wina, a nie
    jego,
    > skoro to on zdradza? Wyjasnij mi prosze w czym lezy ta Twoja wina?


    Wina moja lezy w tym, ze ja nie respektuje potrzeb mojego meza. Moze
    faktycznie nie napisalam tego wyrzenie i wyszlo tak jak zinterpretowalas, ale
    ja mam na mysli wzajemny szacunek , a nie tylko jednostronny. Jesli ja mam
    ochote na seks raz na trzy miesiace, a moj maz trzy razy dziennie to po prostu
    konieczny jest kompromis. Jesli bedziemy respektowac tylko moje potrzeby i
    kochac sie raz na trzy miesiace, to niby jakim prawem? On musi sobie troche
    odmawiac, ja musze sie troche przymuszac. Nic na to nie poradzimy, ze nam sie
    temperamenty w lozku nie zgraly. Jesli w zaden sposob nie chce nagiac sie do
    jego potrzeb to dlaczego on ma byc mi wierny? Dla niego raz na trzy miesiace
    to bylby celibat, a jakim prawem mam wymagac od mojego meza zycia w celibacie?
    Tak, ze kiedy przestane sypiac z moim mezem i bedziemy sie seksowac cztery
    razy w roku bo mnie sie tak podoba, to moim zdaniem usprawiedliwiony bedzie
    jesli pojdzie w bok. Nie oznacza to, ze zamierzam zmuszac sie do codziennego
    seksu (dla mojego meza najlepiej byloby rano i wieczorem). KOMPROMIS
    obustronny kompromis, jak na wielu innych plaszczyznach zycia , jest
    nieodzownym faktorem do stworzenia udanego zwiazku.

    Dosiu, mam nadzieje, ze wyjasnilam Ci o co mi chodzi, czekam na polemike, co
    nie znaczy, ze chce sie klocic. Pozdrawiam.



    > Aha. Oczywiscie mowiac Ty, Twoj nie odnosze sie bezposrednio do Ciebie i
    > Twojego meza - tylko do hipotetycznej Ciebie i hipotetycznego Twojego
    meza :))

    Ja oczywiscie tez nie mowie o swoim malzenstwie tylko tak hipotetycznie, poza
    tym ta sama sytuacja moze dzialac w druga srone, na innym watku dziewczyny
    narzekaja, ze chlopaki nie chca z nimi sie kochac.


  • Gość: Dosia IP: ACOPWP* / 195.217.253.* 10.09.03, 19:12
    No nareszcie sie doczekalam :)

    Reniu. Masz racje. Kompromis to sprawa najwazniejsza. Ale w dalszym ciagu nie
    potrafie zrozumiec, ze moglabys mezowi wybaczyc zdrade tylko dlatego, ze on
    chce sie czesciej kochac a Ty nie.

    Jego zdrada to wszakze pogwalcenie tego kompromisu, ktory jest miedzy Wami.

    Przeciez on zawsze moze powiedziec, ze chcial sie kochac 5 razy dziennie, a
    kompromis przewidywal tylko raz dziennie - to dlaczegoz on nie mialby prawa Cie
    zdradzic i te 4 razy normy wyrobic z inna partnerka?

    Wiec Ty sie zgadzasz na 4 razy dziennie, a on Ci nastepnego dnia przychodzi z
    cizia jedna taka i mowi, ze wlasciwie to on ma potrzebe 6 razy.

    Oczywiscie sytuacja przejaskrawiona, ale wiadomo o co chodzi :)
  • Gość: renia IP: *.ath.spark.net.gr 10.09.03, 19:26
    Gość portalu: Dosia napisał(a):

    > No nareszcie sie doczekalam :)
    >
    > Reniu. Masz racje. Kompromis to sprawa najwazniejsza. Ale w dalszym ciagu
    nie
    > potrafie zrozumiec, ze moglabys mezowi wybaczyc zdrade tylko dlatego, ze on
    > chce sie czesciej kochac a Ty nie.
    >
    > Jego zdrada to wszakze pogwalcenie tego kompromisu, ktory jest miedzy Wami.
    >
    > Przeciez on zawsze moze powiedziec, ze chcial sie kochac 5 razy dziennie, a
    > kompromis przewidywal tylko raz dziennie - to dlaczegoz on nie mialby prawa
    Cie
    >
    > zdradzic i te 4 razy normy wyrobic z inna partnerka?
    >
    > Wiec Ty sie zgadzasz na 4 razy dziennie, a on Ci nastepnego dnia przychodzi
    z
    > cizia jedna taka i mowi, ze wlasciwie to on ma potrzebe 6 razy.
    >
    > Oczywiscie sytuacja przejaskrawiona, ale wiadomo o co chodzi :)

    Dosiu, wierz mi, to nie jest takie prosciutkie. Ja odpisalam na poczatkowy
    post tego watku. A w nim jasno (wydaje mi sie ) chodzilo o sytuacje, w ktorej
    kochamy sie raz na trzy miesiace (czy nawet cztery haha) bo MNIE sie tak
    podoba. I tylko w takiej sytuacji uznalabym, ze zdrada to moja wina. JEstem w
    sytuacji takiej, ze ja faktycznie moglabym raz na miesiac, powiedzmy, a moj
    maz naprawde moglby i chcialby dwa razy dziennie jako norma plus dodatkowe
    numerki wolnymi popoludniami. Oczywiscie tak nie jest, nie jest ani tak jak
    chcialby moj maz, ani tak jak mnie by sie chcialo. Kochamy sie ragularnie,
    mysle, ze srednio to wychodzi 1-3 razy w tygodniu i w tej sytuacji wydaje mi
    sie, ze jestesmy na poziomie rozsadnego kompromisu i zadne zdrady nie wchodza
    w gre. Oboje szanujemy zarowno wzajemnie wlasne potrzeby na omawianym polu
    (walki hehe;))), ale nade wszystko kochamy sie i szanujemy siebie nawzajem i
    nasze malzenstwo, rodzine, którą jesteśmy. I wlasnie przeczytalam Twoje
    pytanie gdzies indziej na tym watku - co w sytuacji fizycznej niemozliwosci,
    choroby, czy czegos takiego (chocby dluzszego wyjazdu) W takiej sytuacji
    rowniez w gre nie wchodza zadne zdrady, ale to nie jest tak, ze ja mu
    zabraniam czy on mnie. Wydaje mi sie ze zbyt powaznie traktujemy siebie
    nawzajem, zeby latac na dupy tylko z powodu , ze jednemu z nas "staje" na
    widok jakiejs laski. Wierz mi, przy calym jego kosmicznym (wg mnie) libido
    moj maz jest dojrzalym, madrym, kochajacym, dobrym czlowiekiem. Nie zdradza
    mnie i ja jego tez nie chcialbym nigdy zdradzic.
  • leeshy 10.09.03, 08:56
    Sorry.
    A jakby on jadal raz na tydzien, a Ty bys potrzebowala trzy razy dziennie?
    Porownanie moze glupie, ale jednak podobne.
    Ja tez raczej nie znioslbym takiej abstynencji, a nie po to sie ma zone, zeby
    uprawiac caly czas masturbacje.
    Albo sie rozstancie, albo sie pogodz z sytuacja, albo sprobujcie to zmienic!
    --
    Zdrady - forum dla zdradzajacych i zdradzanych
  • rose2 10.09.03, 10:06
    Ludzie powinni sie dobrze poznac przed slubem aby potem nie miec tego typu
    problemow. Wszystko zalezy od tego czy gra sie w otwarte karty czy nie.
    Jesli facet to robi za plecami zony i nie probuje z nia rozmawiac, to dla mnie
    nie ma zadnego usprawiedliwienia. Jesli jednak jakies porozumienie jest, to
    jest to w sprawa danej kobiety czy sie na to godzi czy nie. Nie wiem ale jak Wy
    myslicie ale dla mnie ozieblosc (wszystko jedno czy u kobiety czy mezczyzny)
    jest choroba i mozna to wyleczyc.

    --
    Kobieta powinna powstrzymac swoje kokieteryjno-prowokacyjne zachowanie aby
    umozliwic mezczyznie wyksztalcenie pozagenitalnych form osobowej komunikacji
  • pajdeczka 10.09.03, 10:09
    ... interesuje go tylko zaspokojenie własnego popędu i nie bierze pod uwagę
    temperamentu małżonku to od razu dostałby kopa w tyłek. Albo nie - niech daje
    mi wystarczającą ilość forsy i się gździ za pieniądze. No i niech przeprowadza
    po każdym powrocie do domu dezynfekcję w łazience.
  • Gość: Dosia IP: 195.217.253.* 10.09.03, 11:22
    Pajdeczko. Swiety post :) Ja bym jeszcze dodala: i niech zalozy na rece
    rekawiczki, bo nie chce, zeby mi czegokolwiek dotykal w domu.

    A tak na serio. Problem jest glebszy. No bo na przyklad wyobrazmy sobie
    sytuacje, wcale nie rzadka, ze zona jest obloznie, smiertelnie chora i nie moze
    sie kochac. Czy w takiej sytuacji zdrady meza (bo on przeciez musi!) maja byc
    usprawiedliwione? Czy to tez wtedy wina kobiety?

    Ogladalam kiedys film dokumentalny o takiej parze, tyle ze sytuacja byla
    odwrotna. To on przykuty byl do wozka inwalidzkiego, a ona kobieta 40 letnia
    byla z nim. Uprawiali zastepcze formy seksu, takze on byl strona aktywna, ale w
    inny sposob. Kobieta powiedziala, ze nigdy w zyciu nie przyszlo by jej na mysl
    zdradzic meza tylko dlatego, ze on nie ma erekcji, a przeciez kazda normalna
    kobieta potrzebuje, przepraszam, rzniecia.

    Dla mnie taka postawa jest godna szacunku. Nie widze powodu dlaczego sytuacja
    odwrotna nie moglaby miec miejsca. Oczywiscie oblozna choroba, czy inwalidztwo
    zony to skrajny przyklad - a jednak w swojej skrajnosci znamienny - gdyz nawet
    w sytuacji gdy uprawienie seksu jest zupelnie wykluczone, mezczyzna powinien
    szanowac zone i trwac przy niej nie szukajac kochanek.

    Tak samo moze dziac sie w zwiazku, gdzie jedyna "niepelnosprawnoscia" kobiety
    jest to, ze ma mniejszy temperament - jezeli malzenstwo nie opiera sie na takim
    wzajmnym szacunku we WSZYSTKICH sferach zycia, to lepiej sie rozstac, bo
    malzenstwo to bycie ze soba na dobre i zle! Nie tylko na dobre...

    Im jestem starsza tym bardziej zaczynam doceniac wartosc czystosci, dziewictwa
    (choc dziewica nie jestem :), wzajemnego poszanowania (chociaz do kosciola
    chodze rzadko... :)). Mysle, ze nauka kosciola w tym wzgledzie to wcale nie
    stek klamstw i glupot. Jezeli malzenstwo ma solidne podstawy w postaci
    wzajemnego szacunku to to nie jest wtedy tylko swistek papieru.
  • asma1 10.09.03, 11:27

    Brawo Dosia.

    Pozdrawiam.Asma
  • rose2 10.09.03, 11:32
    A co uwazasz na temat ozieblosci? Jesli kobieta lub mezczyzna, potrzebuje seksu
    nie wiecej niz raz na miesiac to moze lepiej wybrac sie do lekarza niz wymagac
    niewiadomo jakich poswiecen od drugiej osoby. Rozmawiamy o osobach zupelnie
    zdrowych fizycznie i przyklady inwalidztwa nijak do tego nie pasuja. Niestety
    ozieblosc i seks to nadal sprawy tabuuuuu.

    Dodam jeszcze, a raczej przypomne, ze wczesniej napisalam iz nie zamierzam
    usprawiedliwiac zdrady.

    --
    Kobieta powinna powstrzymac swoje kokieteryjno-prowokacyjne zachowanie aby
    umozliwic mezczyznie wyksztalcenie pozagenitalnych form osobowej komunikacji
  • Gość: Dosia IP: 195.217.253.* 10.09.03, 11:42
    rose2 napisała:

    > A co uwazasz na temat ozieblosci? Jesli kobieta lub mezczyzna, potrzebuje
    seksu
    >
    > nie wiecej niz raz na miesiac to moze lepiej wybrac sie do lekarza niz
    wymagac
    > niewiadomo jakich poswiecen od drugiej osoby. Rozmawiamy o osobach zupelnie
    > zdrowych fizycznie i przyklady inwalidztwa nijak do tego nie pasuja. Niestety
    > ozieblosc i seks to nadal sprawy tabuuuuu.
    >
    > Dodam jeszcze, a raczej przypomne, ze wczesniej napisalam iz nie zamierzam
    > usprawiedliwiac zdrady.
    >

    Rose. Napisalam powyzej, ze kobieta tez powinna wyczuwac potrzeby meza, i
    starac sie, aby wszystko gralo. Takze nie chodzi mu tu o sytuacje kiedy ona
    mowi: nie chce mi sie, ale tym masz obowiazek to szanowac.

    Poza tym ludzie maja rozna potrzebe seksu i zaden seksuolog nie powie Ci jaka
    jest norma i ze kobieta, ktora chce sie kochac tylko raz na miesiac jest
    oziebla. Ozieblosc to chyba troszke bardziej zlozony problem niz zwyczajnie
    niski temperament.

  • rose2 10.09.03, 11:50
    > Rose. Napisalam powyzej, ze kobieta tez powinna wyczuwac potrzeby meza, i
    > starac sie, aby wszystko gralo. Takze nie chodzi mu tu o sytuacje kiedy ona
    > mowi: nie chce mi sie, ale tym masz obowiazek to szanowac.

    Wyczuwac potrzeby, hmm przeciez to tez zmuszanie sie do czegos na co nie ma sie
    ochoty, tak samo jak wymaganie wstrzemiezliwosci. Zakrawa mi to na mala
    dewocje...

    > Poza tym ludzie maja rozna potrzebe seksu i zaden seksuolog nie powie Ci jaka
    > jest norma i ze kobieta, ktora chce sie kochac tylko raz na miesiac jest
    > oziebla. Ozieblosc to chyba troszke bardziej zlozony problem niz zwyczajnie
    > niski temperament.

    Sa rozni ludzie o roznym temperamencie i nigdy bym nie zwiazala sie z facetem
    bez temperamentu. To chyba jest o wiele mniej skomplikowane rozwiazanie, niz
    pakowanie sie w zwiazek, w ktorym od poczatku bylo wiadomo ze beda problemy. Ja
    to nazywam "widzialy galy co braly".
    A na marginesie, to warto czasem sie przekonac czy ma sie niski temperament czy
    moze jest sie ozieblym. Bo mozna sobie tlumaczyc brak ochoty na seks na rozne
    sposoby, a "przyznanie" sie do tego przed lekarzem to inna bajka.


    --
    Kobieta powinna powstrzymac swoje kokieteryjno-prowokacyjne zachowanie aby
    umozliwic mezczyznie wyksztalcenie pozagenitalnych form osobowej komunikacji
  • goscia2 10.09.03, 11:53
    ale czemu rozwaza sie to jako maly temperament kontra ozieblosc?
    Przeicez sa rozne apetyty tak samo w jedzeniu jak i w seksie.
  • Gość: Dosia IP: 195.217.253.* 10.09.03, 12:10
    Rose. Albo jestes mloda, albo b. naiwna.

    Malzenstwa nie dobieraja sie tylko i wylacznie pod katem seksu ani pod
    katem "widzialy galy co braly". Tak mozna sobie wybierac partnera seksualnego
    na tydzien - po tygodniu jak sie okaze, ze jest nie taki, jaki galy widzialy to
    partner w odstawke.

    Bardzo Ci zycze, zebys nigdy w zyciu sie nie zawiodla co do partnera, zeby
    nigdy w zyciu nie zdarzylo Ci sie, ze super facet z temperamentem, ktorego
    wybierzesz dzis na meza, okaze sie za dwa lata impotentem - czy wtedy tez
    powiesz "widzialy galy co braly"?

    Sprawa okresowej, nazwijmy to, ozieblosci plciowej czyli zmniejszonego
    temperamentu to bardzo skomplikowany problem. Ludzie owszem maja taki, albo
    inny temperament, ale to nie jest przeciez wartosc stala! Ochota na seks czasem
    jest mniejsza, czasem wieksza - wiadomo, praca, dzieci, obowiazki, zmartwienia -
    to wszystko na nas oddzialuje. Dzis mozemy kochac sie sto razy w ciagu dnia,
    jutro moze nas to w ogole nie interesowac. Jaka masz gwarancje, ze jutro sie
    nie obudzisz z tym problemem? I co. Wtedy Twoj maz ma powiedziec - do niczego
    sie nie nadajesz, wiec sobie znajde kochanke?
  • rose2 10.09.03, 14:09
    Gość portalu: Dosia napisał(a):

    > Rose. Albo jestes mloda, albo b. naiwna.

    Mysl sobie co chcesz. Powiem tyle iz mloda bede nawet wtedy gdy bede miec 50+.


    > Malzenstwa nie dobieraja sie tylko i wylacznie pod katem seksu ani pod
    > katem "widzialy galy co braly". Tak mozna sobie wybierac partnera seksualnego
    > na tydzien - po tygodniu jak sie okaze, ze jest nie taki, jaki galy widzialy
    to
    >
    > partner w odstawke.

    Z mezczyzna idzie sie do lozka gdy sie go dobrze pozna ale niekoniecznie po
    slubie. Tydzien? Wypraszam sobie
    >
    > Bardzo Ci zycze, zebys nigdy w zyciu sie nie zawiodla co do partnera, zeby
    > nigdy w zyciu nie zdarzylo Ci sie, ze super facet z temperamentem, ktorego
    > wybierzesz dzis na meza, okaze sie za dwa lata impotentem - czy wtedy tez
    > powiesz "widzialy galy co braly"?

    Impotencja to inna bajka droga Dosiu. I to tez mozna wyleczyc, tak mi sie
    wydaje bynajmniej. A swego wyboru juz dokonalam, dawno temu (mimo iz slubu nie
    mamy).
    >
    > Sprawa okresowej, nazwijmy to, ozieblosci plciowej czyli zmniejszonego
    > temperamentu to bardzo skomplikowany problem. Ludzie owszem maja taki, albo
    > inny temperament, ale to nie jest przeciez wartosc stala! Ochota na seks
    czasem
    >
    > jest mniejsza, czasem wieksza - wiadomo, praca, dzieci, obowiazki,
    zmartwienia

    A mnie chodzi o to, ze warto czasem porozmawiac ze soba i sprobowac znalezc
    rozwiazanie. Zaznaczam ze dlugotrwala wstrzemiezliwosc i poswiecanie sie nie
    jest dla mnie rozwiazaniem tylko, krotkotrwala forma przejsciowa.

    > -
    > to wszystko na nas oddzialuje. Dzis mozemy kochac sie sto razy w ciagu dnia,
    > jutro moze nas to w ogole nie interesowac. Jaka masz gwarancje, ze jutro sie
    > nie obudzisz z tym problemem? I co. Wtedy Twoj maz ma powiedziec - do niczego
    > sie nie nadajesz, wiec sobie znajde kochanke?

    A czy autorka watku napisala, ze to "nie dawanie" to ma byc tymczasowa
    niedyspozycja, Dorotka miala chyba cos innego na mysli, no ale moze sie myle.

    --
    Kobieta powinna powstrzymac swoje kokieteryjno-prowokacyjne zachowanie aby
    umozliwic mezczyznie wyksztalcenie pozagenitalnych form osobowej komunikacji
  • Gość: Dosia IP: 195.217.253.* 10.09.03, 14:21
    Nie rozumiemy sie Rose, ale nie bede sie z Toba klocic.

    Zycze Ci aby Twoj obecny chlopak byl sprawny i mial ochote na seks przez cale
    zycie na niezmienionym poziomie - jednak zapewniam Cie zycie ma to do siebie,
    ze potrafi nas zaskakiwac i nic w nim stale nie jest. Tobie tez zycze energii i
    dobrej pracy hormonow.

    a teraz bardziej osobiscie - jak mialam 23 lata mialam ochote na seks i 10 razy
    dziennie. Teraz nie mam na seks ochoty prawie wcale - wiesz, nie mysle, zeby
    byla to moja wina - pigulki od 7 lat, 7 lat pracy na dwa etaty i studiowania
    bez ulopu swoje robia - i na nic tu sie zda seksowna bielizna. I nie zmienia
    tego nawet to, ze moj narzeczony w lozku jest chyba najlepszym, najczulszym,
    najcierpliwszym czlowiekiem na swiecie. Rozmawiamy o tym b. duzo. Jest mi go
    szkoda, jest mi szkoda samej siebie. Staram sie, wmawiam sobie ze mi sie chce,
    ale na nic sie to zdaje. Nie wyobrazam sobie jednak, ze moglabym sobie wmowic
    wine, ze jaka to ja jestem straszna, ze nie kocham sie z moim chlopakiem, bo to
    naprawde nie zalezy ode mnie. Podobnie jak nie wyobrazam sobie, ze moj chlopak
    mnie zdradzi. Rozstalabym sie z nim natychmiast, chociazbym miala zeby wbijac w
    sciane z rozpaczy.
  • rose2 10.09.03, 14:41
    > Nie rozumiemy sie Rose, ale nie bede sie z Toba klocic.

    Ja sie nie kloce
    >
    > Zycze Ci aby Twoj obecny chlopak byl sprawny i mial ochote na seks przez cale
    > zycie na niezmienionym poziomie - jednak zapewniam Cie zycie ma to do siebie,
    > ze potrafi nas zaskakiwac i nic w nim stale nie jest. Tobie tez zycze energii
    i dobrej pracy hormonow.

    Widzisz, nie musisz sie o mnie martwic, w razie problemow poradze sobie. No i o
    hormonach wiem akurat bardzo duzo bo sama z nimi walcze.

    >
    > a teraz bardziej osobiscie - jak mialam 23 lata mialam ochote na seks i 10
    razy

    O widzisz, a ja jak mialam 23 lata to bylam cnotliwa bo nie moglam znalezc tego
    odpowiedniego faceta.
    >
    > dziennie. Teraz nie mam na seks ochoty prawie wcale - wiesz, nie mysle, zeby
    > byla to moja wina - pigulki od 7 lat, 7 lat pracy na dwa etaty i studiowania
    > bez ulopu swoje robia - i na nic tu sie zda seksowna bielizna.

    Jasne, ze sie nie zda bielizna bo to piguly zazwyczaj dobijaja, moze warto
    zmienic na inne (polecam forum o zdrowiu kobiety), a moze warto zrezygnowac.
    Moze cas na urlop?

    >I nie zmienia
    > tego nawet to, ze moj narzeczony w lozku jest chyba najlepszym, najczulszym,
    > najcierpliwszym czlowiekiem na swiecie. Rozmawiamy o tym b. duzo. Jest mi go
    > szkoda, jest mi szkoda samej siebie. Staram sie, wmawiam sobie ze mi sie
    chce,
    > ale na nic sie to zdaje. Nie wyobrazam sobie jednak, ze moglabym sobie wmowic
    > wine, ze jaka to ja jestem straszna, ze nie kocham sie z moim chlopakiem, bo
    to
    >
    > naprawde nie zalezy ode mnie. Podobnie jak nie wyobrazam sobie, ze moj
    chlopak
    > mnie zdradzi. Rozstalabym sie z nim natychmiast, chociazbym miala zeby wbijac
    w
    >
    > sciane z rozpaczy.

    Wina Twoja raczej nie jest, ale nie mow mi ze nie masz problemu, bo problem
    masz (wnioskuje z powyzszego opisu). Tak wiec cierpliwosc ma swoje granice.
    Radze porozmawiac najpierw z ginekologiem, tak szczerze.

    Dorotka napisala o typowym niedopasowaniu sie partnerow (to moja interpretacja)
    o tym ze kobieta ma ochote raz na 3-4 miesiace. Jesli na poczatku ochota na
    seks byla czesciej to na pewno cos jej dolega. Jesli jednak taka juz jest i
    partner to zaakceptuje a potem robi skoki w bok to raczej w porzadku nie jest.
    Gorzej sprawa ma sie gdy kobieta udaje goraca kochanke do slubu, a potem ups
    (lub na odwrot mezczyzna udaje).


    Dorotko odezwij sie :o)
    --
    Kobieta powinna powstrzymac swoje kokieteryjno-prowokacyjne zachowanie aby
    umozliwic mezczyznie wyksztalcenie pozagenitalnych form osobowej komunikacji
  • Gość: Dosia IP: 195.217.253.* 10.09.03, 14:54
    rose2 napisała:

    > >
    > > a teraz bardziej osobiscie - jak mialam 23 lata mialam ochote na seks i 10
    >
    > razy
    >
    > O widzisz, a ja jak mialam 23 lata to bylam cnotliwa bo nie moglam znalezc
    tego
    >
    > odpowiedniego faceta.


    No, no, no - tylko bez moralizatorstwa! :)


    > Jasne, ze sie nie zda bielizna bo to piguly zazwyczaj dobijaja, moze warto
    > zmienic na inne (polecam forum o zdrowiu kobiety), a moze warto zrezygnowac.
    > Moze cas na urlop?
    >

    Piguly odstawione od 4 miesiecy - teraz to misio sie nie chce kochac, bo....
    sie boi...!!!

    Kurcze, facetowi nie przetlumaczysz, ze jak chce piguly to seks bye, bye. A jak
    chce seks, to niestety bye, bye piguly ;) Otwarcie tego nigdy nie powiedzial,
    ale to teraz on sie wykreca od seksu. Madrala :)

    I zapewniam Cie wiem troszke wiecej o pigulach i hormonach niz pisza na forum
    kobieta. No ale dosc tych uzewnetrznien :)

    >
    > Dorotka napisala o typowym niedopasowaniu sie partnerow (to moja
    interpretacja)
    >

    No widzisz, a moja rozszerzylam troszke. Na te wlasnie okresowe niedomagania
    jednego z partnerow :)


    co do reszty to zgadzam sie.
  • rose2 10.09.03, 15:05

    > I zapewniam Cie wiem troszke wiecej o pigulach i hormonach niz pisza na forum
    > kobieta. No ale dosc tych uzewnetrznien :)

    Nie na forum Kobieta tylko forum Zdrowie Kobiety, wiele ciekawych rzeczy mozna
    sie dowiedziec, szczegolnie o pigulkach i doswiadczeniach innch kobiet
    >
    > >
    > > Dorotka napisala o typowym niedopasowaniu sie partnerow (to moja
    > interpretacja)
    > >
    >
    > No widzisz, a moja rozszerzylam troszke. Na te wlasnie okresowe niedomagania
    > jednego z partnerow :)

    W zasadzie to wlasnie takie rozszerzenia wprowadzaja zamet w dyskusji. Nie raz
    nie dwa sie na tym zlapalam.

    --
    Kobieta powinna powstrzymac swoje kokieteryjno-prowokacyjne zachowanie aby
    umozliwic mezczyznie wyksztalcenie pozagenitalnych form osobowej komunikacji
  • Gość: Dosia IP: 195.217.253.* 10.09.03, 15:55
    rose2 napisała:

    >
    > Nie na forum Kobieta tylko forum Zdrowie Kobiety, wiele ciekawych rzeczy
    mozna
    > sie dowiedziec, szczegolnie o pigulkach i doswiadczeniach innch kobiet
    > >


    Rose. Ja naprawde nie mam 2 lat, zebys mi tlumaczyla co to jest forum zdrowie
    kobiety i co mozna na nim znalezc :)

  • rose2 10.09.03, 16:03
    A tak sie sklada ze mozna znalezc, moze nie wszystkie posty sa ciekawe i cos
    wnosza, ale warto pogrzebac.

    A na marginesie to napisalas "I zapewniam Cie wiem troszke wiecej o pigulach i
    hormonach niz pisza na forum kobieta" (?????)
    --
    Kobieta powinna powstrzymac swoje kokieteryjno-prowokacyjne zachowanie aby
    umozliwic mezczyznie wyksztalcenie pozagenitalnych form osobowej komunikacji
  • dorotka1970 10.09.03, 23:19
    Przyznam, ze mnie zatkalo - ze watek sie tak rozkrecil :-)
    Twoja interpretacja jest jak najbardziej sluszna, o to mi chodzilo.

    Pozdrawiam i czytam dalej,
    Dorotka
    --------
    Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
  • Gość: Dosia IP: ACOPWP* / 195.217.253.* 11.09.03, 09:55
    Dorotko. Po co zaczynasz watek, w ktorym nie mozna dopuscic sie analizy
    wiekszej ilosci przypadkow niz jeden skrajny zalozony przez Ciebie? W ten
    sposob ograniczamy sie do dyskusji nad rzeczami, nad ktorymi nie trzeba
    dyskutowac, bo wszyscy mniej wiecej sie zgodzimy.

    Wydawalo mi sie, blednie jak teraz widze, ze problem byl troszke glebszy niz
    tylko po prostu niedopasowanie. Jezeli jednak jest tak jak mowisz, to po co o
    tym dyskutowac?
  • dorotka1970 11.09.03, 20:34
    Powiem szczerze, ze nie wiem czemu mnie przyatakowalas?
    Przeciez nikomu nie moge i nie zabraniam dyskutowania o czymkolwiek sie komus
    podoba. Masz swoj problem, ktory przy okazji tego watku analizujesz. I bardzo
    dobrze. Czy z tego powodu mam jednak udawac, ze chodzilo mi o cos innego?
    Watki czasami ewoluuja w najbardziej zadziwiajacy dla autora sposob, ale
    przeciez jak ktos nie chce to nie czyta :-)
    Wyluzuj, nikt tu nie jest przeciwko tobia, ani twoim postom :-)
    --------
    Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
  • olivvka 10.09.03, 16:40
    Gość portalu: Dosia napisał(a):

    > Nie rozumiemy sie Rose, ale nie bede sie z Toba klocic.
    >
    > Zycze Ci aby Twoj obecny chlopak byl sprawny i mial ochote na seks przez cale
    > zycie na niezmienionym poziomie - jednak zapewniam Cie zycie ma to do siebie,
    > ze potrafi nas zaskakiwac i nic w nim stale nie jest. Tobie tez zycze energii
    i
    >
    > dobrej pracy hormonow.
    >
    > a teraz bardziej osobiscie - jak mialam 23 lata mialam ochote na seks i 10
    razy
    >
    > dziennie. Teraz nie mam na seks ochoty prawie wcale - wiesz, nie mysle, zeby
    > byla to moja wina - pigulki od 7 lat, 7 lat pracy na dwa etaty i studiowania
    > bez ulopu swoje robia - i na nic tu sie zda seksowna bielizna. I nie zmienia
    > tego nawet to, ze moj narzeczony w lozku jest chyba najlepszym, najczulszym,
    > najcierpliwszym czlowiekiem na swiecie. Rozmawiamy o tym b. duzo. Jest mi go
    > szkoda, jest mi szkoda samej siebie. Staram sie, wmawiam sobie ze mi sie
    chce,
    > ale na nic sie to zdaje. Nie wyobrazam sobie jednak, ze moglabym sobie wmowic
    > wine, ze jaka to ja jestem straszna, ze nie kocham sie z moim chlopakiem, bo
    to
    >
    > naprawde nie zalezy ode mnie. Podobnie jak nie wyobrazam sobie, ze moj
    chlopak
    > mnie zdradzi. Rozstalabym sie z nim natychmiast, chociazbym miala zeby wbijac
    w
    >
    > sciane z rozpaczy.

    Wybacz, ale muszę w końcu się odezwać, choć starałam się być wstrzemięźliwa w
    swojej ocenie bardzo długo.

    Masz droga Dosiu problem, zdecydowanie. Są kobiety i mężczyźni, którzy pracują
    dużo ciężej od Ciebie, a jednak ich libido utrzymuje się na poziomie nie
    odbiegającym od wartości średnich. Libido rzeczywiście jest wypadkową wielu
    rzeczy, jednak winno towarzyszyć człowiekowi ciągle, mając nieznaczne
    fluktuacje w jedną lub drugą stronę. Pomijam kwestie, gdzie przyczyny
    somatyczne zmniejszają popęd seksualny. W Twoim przypadku to jednak nie
    przyczyny somatyczne biorą górę nad Twoim temperamentem, a psychiczne
    (zmęczenie, stres, brak należytego wypoczynku). Kwalifikuje się taki przypadek
    do seksuologicznej porady, ewidentnie. Tłumaczenie się przemęczeniem jest
    tłumaczeniem mało rozsądnym. Twój partner też zapewne pracuje, uczy się, ma
    wiele innych obowiązków, a jednak starcza mu sił na aktywność seksualną.

    Na obalenie "teorii" dotyczącej prawidłowości reakcji Twojego organizmu w
    związku z mało higienicznym trybem życia wspomnę tylko, że w obozach
    koncetracyjnych, gdzie ludzie walczyli o przeżycie, temperamenty seksualne
    więźniów nieznacznie tylko odbiegały od przyjętych powszechnie wartości
    uznanych za średnie. A i rozmnażali się więźniowie dość licznie, gdy już udało
    im się spotkać z osobami płci przeciwnej.

    pozdrawiam serdecznie
    olivvka

    PS. Zapraszam na Forum Erotica Nova, gdzie takie tematy chętnie są widziane
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=11113&t=1061454363554&tt=3347
  • violletta 11.09.03, 21:47
    Gość portalu: Dosia napisał(a):

    > Nie rozumiemy sie Rose, ale nie bede sie z Toba klocic.
    >
    > Zycze Ci aby Twoj obecny chlopak byl sprawny i mial ochote na seks przez cale
    > zycie na niezmienionym poziomie - jednak zapewniam Cie zycie ma to do siebie,
    > ze potrafi nas zaskakiwac i nic w nim stale nie jest. Tobie tez zycze energii
    i
    >
    > dobrej pracy hormonow.
    >

    Myślę, że o Dosię nie musisz się martwić. Prawda, Dosiu?


    > a teraz bardziej osobiscie - jak mialam 23 lata mialam ochote na seks i 10
    razy
    >
    > dziennie.

    Uhh...

    Teraz nie mam na seks ochoty prawie wcale - wiesz, nie mysle, zeby
    > byla to moja wina - pigulki od 7 lat, 7 lat pracy na dwa etaty i studiowania
    > bez ulopu swoje robia - i na nic tu sie zda seksowna bielizna.

    Szukasz chyba jakiegokolwiek usprawiedliwienia. To nie ma wielkiego znaczenia,
    wierz mi. Ja mam też taką sytuację: pigułki, praca, studia zaoczne (i ja i
    mąż), o urlopach nie marzymy juz nawet, i dwoje dzieci jeszcze. I wiesz co?
    Seksowana bielizna także nam się nie przydaje. A wiesz czemu? Bo i bez tego
    dodatku Mąż ma na mnie ochotę, choćby to była 2.00 w nocy. A ja? Uwielbiam Go
    bez męskich stringów...

    I nie zmienia
    > tego nawet to, ze moj narzeczony w lozku jest chyba najlepszym, najczulszym,
    > najcierpliwszym czlowiekiem na swiecie. Rozmawiamy o tym b. duzo. Jest mi go
    > szkoda, jest mi szkoda samej siebie. Staram sie, wmawiam sobie ze mi sie
    chce,
    > ale na nic sie to zdaje.

    Jest jedna udowodniona teoria, mówiąca o tym, że póki nie spróbujesz, to nie
    zasmakujesz. Tak więc nie rozmawiaj, nie wmawiaj sobie, nie myśl. Zwyczajnie
    zacznij czynić, POZWÓL MU ZACZĄĆ. Bo nie wierzę, że skoro masz takiego
    najczulszego, najcierpliwszego mężczyznę i po jego usilnych dążeniach do
    wprowadzenia cię w tzw. stan uniesienia, ty leżysz jak kłoda! To chyba
    oziębłość musiałaby być.

    Nie wyobrazam sobie jednak, ze moglabym sobie wmowic
    > wine, ze jaka to ja jestem straszna, ze nie kocham sie z moim chlopakiem, bo
    to
    >
    > naprawde nie zalezy ode mnie.

    No i jesteś w błędzie. + j.w.

    Podobnie jak nie wyobrazam sobie, ze moj chlopak
    > mnie zdradzi. Rozstalabym sie z nim natychmiast, chociazbym miala zeby wbijac
    w
    >
    > sciane z rozpaczy.

    Teraz nie masz ochoty na seks prawie wcale? To znaczy od 7 lat? I co
    znaczy "prawie wcale"? Czyżby same pocałunki ci wystarczały? Uważaj, bo jeśli
    on ma większe potrzeby, to możliwe, że jeśli faktycznie nie zdradzi, to będzie
    miał obsesję i zacznie zasypywać cię komplementami w stylu "Masz takie ciepłe i
    wilgotne usta, jak wargi sromowe"...
  • Gość: głos IP: 213.134.136.* 10.09.03, 15:22
    A według ciebie, przepraszam, temperament to jakś wartośc constans.
    Jakie "widziały gały co brały". Skąd ty na przykład mozesz wiedziec ze za
    cztery lata bedziesz miała ochote tak samo jak teraz ???
  • rose2 10.09.03, 15:29
    gdy z codziennnie zrobi sie raz na pol roku to zglosze sie do lekarza, akurat
    ochota na seks to cos naturalnego, a jej nagly brak sklania do zastanowienia
    sie nad trybem zycia na przyklad.
    A "widzaly galy co braly" nazywam taki przypadek, gdy mezczyzna/kobieta wie o
    niskim naturalnie niskim temeramencie partnerki/partnera (zupelnie nie
    pasujacym do wlasnego)a mimo wszystko pcha sie w malzenstwo.
    --
    Kobieta powinna powstrzymac swoje kokieteryjno-prowokacyjne zachowanie aby
    umozliwic mezczyznie wyksztalcenie pozagenitalnych form osobowej komunikacji
  • olek_m 10.09.03, 12:46
    uprawiania seksu i psychiczna.
    Jesli kobieta jest chora, wtedy bycie z nia i bycie wiernym ma sens, jesli
    natomast jest zdrowa i nie czuje takiej potrzeby,
    albo wrecz zachowuje sie jak Pajda, to zaspokajanie swoich potrzeb nie tylko
    przez masturbacje, ale rowniez z inna kobieta ma sens.
    Nie mozna pominac, ze jak mezczyzna jest niezaspokojony, to kobieta mijana na
    ulicy moze mu zawrocic w glowie.

    Co do reszty Twojego postu, o dziewictwie, to mysle, ze niektorzy ludzie
    glupieja jak sie starzeja.
  • Gość: Dosia IP: 195.217.253.* 10.09.03, 13:38
    olek_m napisał:


    > Nie mozna pominac, ze jak mezczyzna jest niezaspokojony, to kobieta mijana
    na
    > ulicy moze mu zawrocic w glowie.

    Na kazdym kroku przekonuje sie jak biedni sa Ci mezczyzni. Ach. Goraczka 37 -
    znacie to? Afera z progotowiem w roli glownej. Dziewczyna nie daje - biedaczek
    musi sie zaspokajac raczka, albo kobiety na ulicy zawracaja mu w glowie. No
    biedny po prostu jest. Zwierzatko takie - 1% skora i kosci, 99% instynkt
    pierwotny. Na rozumek miejsca nie ma. Dobrze, ze sie nie rzucaja, przeraszam za
    dosadnosc okreslenia, na suki w rui na ulicy - te pewnie tez im w glowie
    zawracaja jak zona nie daje.

    >
    > Co do reszty Twojego postu, o dziewictwie, to mysle, ze niektorzy ludzie
    > glupieja jak sie starzeja.

    Jakbys sie dwa razy zastanowil to moze byc zrozumial o czym mowie.

    PS. Mam nadzieje, ze nigdy nie bede miala do czynienia z takim facetem.
  • remo29 10.09.03, 14:28

    > Na kazdym kroku przekonuje sie jak biedni sa Ci mezczyzni. Ach. Goraczka 37 -
    > znacie to? Afera z progotowiem w roli glownej. Dziewczyna nie daje -
    biedaczek
    > musi sie zaspokajac raczka, albo kobiety na ulicy zawracaja mu w glowie. No
    > biedny po prostu jest. Zwierzatko takie - 1% skora i kosci, 99% instynkt
    > pierwotny. Na rozumek miejsca nie ma. Dobrze, ze sie nie rzucaja, przeraszam
    za
    >
    > dosadnosc okreslenia, na suki w rui na ulicy - te pewnie tez im w glowie
    > zawracaja jak zona nie daje.
    >

    Jesteś lesbijką, czy starą panną, że pleciesz takie bzdury?
    Wiem, że do wiekszości pań nie docierają proste rzeczy, że wszystko musi mieć
    drugie dno. Problem bierze się stąd, że dla mężczyzn seks brzmi inaczej niż dla
    kobiet. Nie możesz zrozumieć to się tym nie chwal. Naprawdę nie ma czym.
  • olek_m 10.09.03, 12:53
    "w sytuacji gdy uprawienie seksu jest zupelnie wykluczone, mezczyzna powinien
    szanowac zone i trwac przy niej nie szukajac kochanek."

    miedzy tym co byc powinno, a tym co jest, szczegolnie w sytuacji, gdy wymaga to
    bohetrstwa.

    Ja mam taka zasade: nie wyglaszam komunalow, na temat tego co powinno sie
    zrobic, do czasu jak sam sie sprawdze w identycznej sytuacji, wtedy moze czuje
    sie w porzadku do pouczania innych.
  • Gość: Dosia IP: 195.217.253.* 10.09.03, 14:03
    Olek. Jeszcze dwa pytania.

    1. Czy to jest wina kobiety, ze jej sie nie chce? Bo zdaje mi sie to nie dziala
    tak, ze pewnego dnia kobieta stwierdza: niech sie stanie, ze mi sie nie chce,
    pstryk i jej sie nie chce.

    2. Jak zmusic osobe, zeby chcialo jej sie tego, czego jej sie nie chce? Moze
    bic jak stara szkape po bokach?
  • julla 10.09.03, 14:17
    Gość portalu: Dosia napisał(a):

    > Olek. Jeszcze dwa pytania.
    >
    > 1. Czy to jest wina kobiety, ze jej sie nie chce? Bo zdaje mi sie to nie
    dziala
    >
    > tak, ze pewnego dnia kobieta stwierdza: niech sie stanie, ze mi sie nie chce,
    > pstryk i jej sie nie chce.
    ***
    Wina czlowieka jest wtedy, gdy nic z tym nie robi, a roszczeniowo oczekuje, że
    druga połowa pogodzi sie z tym bezboleśnie. Jeśli zacznie się szukać dobrego
    rozwiązania, to myślę, że jakies optymalne się znajdzie. Jakiś seksuolog,
    psychoterapeuta- w końcu z czegoś ci ludzie musza żyć.
    Ludzie nie są stworzeni do życia w celibacie, cierpią katusze gdy nie mogą
    realizowac drugiego prawa naturalnego i oczekiwanie od kogoś, że zrezygnuje z
    tej części swojej natury dla paru wzniosłych ideałów- jest chyba jakąś formą
    sadyzmu.

    > 2. Jak zmusic osobe, zeby chcialo jej sie tego, czego jej sie nie chce? Moze
    > bic jak stara szkape po bokach?
    ***
    Może, jeśli się czuje, że seks zupełnie nam nie odpowiada, to po prostu nie
    zawracac komuś głowy małżeństwem?
    A jeśli to przyszło z czasem , to przyczyna jest wtórna, a to oznacza, że do
    wyleczenia.
    A jeśli nie chce się nic z tym robić, to trzeba sie pogodzic z faktem, że
    małzonkowi równiez odechciało się być z nami.
    Choc paskudnie to brzmi, małżeństwo to pewien rodzaj kontraktu z następującymi
    konsekwencjami. Przecież nawet w imię Boga rozwiązuje się małżeństwa
    nieskonsumowane jako te wbrew naturze człowieka. Więc o co chodzi?


  • remo29 10.09.03, 14:31
    I podpisuję się pod twoim postem oburącz. Na tyle pisaniny jedyna trzeźwa
    wypowiedź...
  • Gość: Dosia IP: 195.217.253.* 10.09.03, 14:37
    Czyli proponujesz taki model:

    1. rozwodzimy sie

    a jezeli sie nie rozwodzimy to:

    2. ja mam obowiazek rozumiec jego - on zadnego obowiazku, zeby rozumiec mnie
    (rozumiem, ze z definicji jego potrzeba seksu jest wazniejsza niz moja
    potrzeba "niemienia" seksu - co uprawnia Cie do takiego wartosciowania?). A
    gdzie tu rowne prawa i obowiazki i zwykla godnosc ludzka?

    3. ja mam mu sie oddawac wbrew sobie kiedy tylko on chce, bo nie mam prawa
    odmowic, a on ma prawo "korzystac" ze mnie kiedy chce bo nie musi sie
    powstrzymywac... bo przeciez jego potrzeba seksu jest wazniejsza od mojego
    braku potrzeby? W takiej sytuacji czulabym sie jak gumowa lala, a nie
    dziewczyna, zona, narzeczona...

    Dochodzimy do bardzo smutnego wniosku. W malzenstwie osoba, ktora z powodow
    niezaleznych od siebie (choroba, zmeczenie, czy nawet smierdzacy partner) nie
    czuje potrzeby seksu jest bardzo malo wazna. Bo liczy sie tylko ta osoba, ktora
    seksu potrzebuje. Bardzo to sprawiedliwe :)

    Pozdrawiam :)

    PS. Chyba pojde do tego seksuologa... Albo sie rozejde z moim narzeczonym - po
    co mam sluzyc jako gumowa lala, skoro moge byc sama i zachowac godnosc? chlip,
    chlip.
  • julla 10.09.03, 15:41
    Jezu, Dosia, ale ty armaty wytaczasz!! Troche to wszystko egzaltowane jak na
    moje oko, ale spróbuję się odnieść:

    >
    > 2. ja mam obowiazek rozumiec jego - on zadnego obowiazku, zeby rozumiec mnie
    > (rozumiem, ze z definicji jego potrzeba seksu jest wazniejsza niz moja
    > potrzeba "niemienia" seksu - co uprawnia Cie do takiego wartosciowania?). A
    > gdzie tu rowne prawa i obowiazki i zwykla godnosc ludzka?

    ***
    NIKT nie ma obowiązku NIKOGO rozumieć. Można chcieć zrozumieć, ale to naprawdę
    tylko dobra wola, nieobowiązkowa. Jeśli nikt nie chce nikogo zrozumieć, to po
    prostu nalezy dać sobie święty spokój nawzajem.
    Jego potrzeba seksu jest tak samo ważna jak wszystkie inne potrzeby, zarówno
    Twoje jak i jego. Oboje macie równe prawo do realizowania swoich potrzeb. To
    powinien być punkt wyjścia. Jesli uważasz, że on powinien uszanować Twój brak
    ochoty, ty szanuj jego wielką ochotę i nie traktuj go jak bezmózgie zwierzę,
    jeśli oczywiście uważasz, że on nie powinien Cię traktowac jak zimną rybę.
    Seks pod przymusem oczywiście nie jest żadną rewelacją, ale naprawdę nie
    traktuj tego jako zamach na godność ludzką. To jest problem, który należy
    mądrze rozwiązać, a nie nieść przez życie jak krzyż panski.

    >
    > 3. ja mam mu sie oddawac wbrew sobie kiedy tylko on chce, bo nie mam prawa
    > odmowic, a on ma prawo "korzystac" ze mnie kiedy chce bo nie musi sie
    > powstrzymywac... bo przeciez jego potrzeba seksu jest wazniejsza od mojego
    > braku potrzeby? W takiej sytuacji czulabym sie jak gumowa lala, a nie
    > dziewczyna, zona, narzeczona...

    ***
    Jak wyżej. Obie potrzeby są tak samo ważne, jest problem i tyle. Po co tyle
    krzyku? On nie ma prawa korzystać z ciebie kiedy chce, bo nie jesteś
    przedmiotem, ale ty rowniez nie masz prawa zakładać mu wiecznie szlabanu jeśli
    zawarłaś legalny zwiazek małżeński i byłaś w pełni świadoma tego faktu.
    On przecież czegoś oczekiwał, miał nadzieję na stabilizację swego życia
    erotycznego w związku z tą przysiegą; może czuć się oszukany.


    > Dochodzimy do bardzo smutnego wniosku. W malzenstwie osoba, ktora z powodow
    > niezaleznych od siebie (choroba, zmeczenie, czy nawet smierdzacy partner) nie
    > czuje potrzeby seksu jest bardzo malo wazna. Bo liczy sie tylko ta osoba,
    ktora
    >
    > seksu potrzebuje. Bardzo to sprawiedliwe :)


    ***
    Nie widzę związku z moją wypowiedzią. Nie pisałam o osobach chorych. Ludzie
    zmęczeni kiedyś w końcu też odpoczną. Śmierdzący może sie wykąpać i popsikać
    wodą perfumowaną:))
    Każda osoba się liczy, powtarzam uparcie.

    >
    > Pozdrawiam :)
    >
    > PS. Chyba pojde do tego seksuologa... Albo sie rozejde z moim narzeczonym -
    po
    > co mam sluzyc jako gumowa lala, skoro moge byc sama i zachowac godnosc?
    chlip,
    > chlip.

    ***
    Och, och, straszne, też się chyba popłaczę.
    Skoro masz takie podejście do seksu to najlepiej poinformuj narzeczonego juz na
    starcie. Jeśli jest zdrowym mężczyzną to masz pełne prawo przypuszczać, że jego
    gospodarka hormonalna działa prawidłowo i biologiczna strona jego natury może
    cię wprawić nieraz w osłupienie;))
    Więc jesli najważniejsza jest Twoja Godność...



  • Gość: Dosia IP: 195.217.253.* 10.09.03, 16:00
    julla napisała:

    > > Och, och, straszne, też się chyba popłaczę.
    > Skoro masz takie podejście do seksu to najlepiej poinformuj narzeczonego juz
    na
    >
    > starcie. Jeśli jest zdrowym mężczyzną to masz pełne prawo przypuszczać, że
    jego
    >
    > gospodarka hormonalna działa prawidłowo i biologiczna strona jego natury
    może
    > cię wprawić nieraz w osłupienie;))
    > Więc jesli najważniejsza jest Twoja Godność...
    >
    >

    Wyobraz sobie, ze go poinformowalam o tym zanim zaczelismy ze
    soba "chodzic"! :) Chcialam byc szczera. Oczywiscie wtedy to nie mialo dla
    niego zadnego znaczenia, alez nie bo przeciez nie dla seksu mamy byc ze soba...

    Ale to nie mial byc watek o moich problemach :)

    dzieki za dyskusje.
  • julla 10.09.03, 16:08
    Nie chciałam byc złosliwa...ale tak mi jakoś często to wychodzi samo z siebie:))
    Oczywiście, że ludzie nie są ze sobą tylko dla seksu, ale bycie ze sobą to
    nieustanne godzenie sprzecznych interesów (nie tylko łóżkowych) i nie jest
    łatwo, ale trzeba... Wychodzi to czasem lepiej, czasem gorzej; rzadko idealnie.
    Pozdr.
  • rose2 10.09.03, 14:50
    Nie moge sie z Toba NIE zgodzic... Z ust mi to wyjelas!!!
    --
    Kobieta powinna powstrzymac swoje kokieteryjno-prowokacyjne zachowanie aby
    umozliwic mezczyznie wyksztalcenie pozagenitalnych form osobowej komunikacji
  • olek_m 10.09.03, 14:43
    Gość portalu: Dosia napisał(a):

    > Olek. Jeszcze dwa pytania.
    Wyobraz sobie, ze jestes mezem takiej Pajdy. Po paru numerkach, ktorych ona nie
    chce, najlepszy maz wyskoczy na ulice szukajac jakiejkolwiek alternatywy.

    Sprobuj z taka pogadac? Nie da sie!
  • losiu4 10.09.03, 15:00
    dorotka1970 napisała:

    > Ale poniewaz tyle watkow o byciu zdradzonym sie tutaj przewija,
    > zainteresowala mnie taka sytuacja:
    > Wyobrazcie sobie, ze macie bardzo male potrzeby seksualne - powiedzmy raz na
    > 3-4 miesiace (to podobno mozliwe). Maz ma zwyczajny temperament, ale nie
    > bedzie przeciez zony bral sila. A poswiecanie sie w tej sferze nie jest
    > dobrym rozwiazaniem. Ktoregos dnia dowiadujecie sie, ze maz zdradza... Jest
    > to czysty seks, kocha zone, ale nie moze inaczej. Czy mialybyscie mu za zle?
    > Rozstalybyscie sie z nim? Udawalybyscie, ze nic nie wiecie?

    może podam męski punkt widzenia (znaczy mój, a nie ogólnie) - czyli siłą rzeczy
    nie odniosę sie do przedstawionych pytań. Jak dla mnie ciężka sprawa. Jeszcze
    zrozumiałbym, jeśli przed ślubem sprawa byłaby jasno postawiona: wtedy albo bym
    się żenił (jeśli byłbym przekonany że dam radę), albo nie (w przypadku
    przeciwnym). Gorzej, jeśli kobieta postawiła sprawę tak: seks owszem, ale po
    ślubie (dobrze wiedząc jak owo po ślubie ma wg. niej wyglądać), albo udawała że
    sprawia jej to przyjemność, po czym po wyklepaniu formułek robiła swoje. Nie
    wiem jak bym sie zachował. Z początku na pewno próbowałbym coś zmienić, ale
    jeśli taka sytuacja trwałaby długo... naprawdę nie wiem... może i nie
    zdradziłbym, ale leżenie obok kobiety, którą kocham i niemożność okazania tego
    przez współżycie to chyba byłoby ponad moje siły. Wolałbym się przenieść do
    sąsiedniego pokoju. Idąc "do przesadyzmu": odmowa współżycia (o ile druga
    strona nie została o takim typie małżeństwa poinformowana)wg prawa kościelnego
    jest powodem do unieważnienia małżeństwa. A to już coś chyba znaczy

    Pozdrawiam

    Losiu
  • olek_m 10.09.03, 16:28
    losiu4 napisał:

    > zdradziłbym, ale leżenie obok kobiety, którą kocham i niemożność okazania
    tego
    > przez współżycie to chyba byłoby ponad moje siły. Wolałbym się przenieść do
    > sąsiedniego pokoju.

    Jest jeszcze gorzej. Moze byc tak, ze przeniesienie sie do sasiednego pokoju
    jest uwazane za totalna obraze.
  • losiu4 11.09.03, 09:43
    olek_m napisał:

    > losiu4 napisał:
    >
    > > zdradziłbym, ale leżenie obok kobiety, którą kocham i niemożność okazania
    > tego
    > > przez współżycie to chyba byłoby ponad moje siły. Wolałbym się przenieść d
    > o
    > > sąsiedniego pokoju.

    > Jest jeszcze gorzej. Moze byc tak, ze przeniesienie sie do sasiednego pokoju
    > jest uwazane za totalna obraze.

    tak z ciekawości: czyją obrazę?

    Pozdrawiam

    Losiu
  • linkamocwiatru 10.09.03, 15:25
    Czytam te wasze posty i widze ze tylko Dosia ma pojecie tak naprawde o tym
    problemie.Po pierwsze ludzie sie zmieniaja i ich temperament tez.Dlatego tez
    nie ma zadnej gwarancji ze partner cały czas bedzie seksem jednakowo
    zainteresowany, a zatem argument widziały gały... odpada.Po wtóre - o
    rozstaniu sie w przypadku tych problemów a w ich nastepstwie zdrady nikt kto
    ma rodzine pochopnie nie pomysli.Jezeli zyje sie z kims kilkanascie lat,
    wychowuje dzieci to naprawde w pierwszej kolejnosci mysli sie własnie o
    rodzinie, wówczas skok w bok wybaczyc mozna, ambicje schodza na 2 plan(choc
    nie zawsze).Nieporozumienia w sferze seksu biora sie niekiedy z nieporozumien
    innej natury- cos nie tak w zwiazku, z kolei niezgranie w seksie napedza te
    nieporozumienia na co dzien- kwadratura koła.
    Problem dla znajacych go z autopsji jest szalenie uciazliwy, wiem bo to
    przechodze. Po 14 latach zwiazku moje zainteresowanie seksem objawia sie (tak
    wewnętrznie, naprawde)raz na 3 miesiace, z mezem współzyje czesciej, tzn. raz
    w miesiacu i tylko ja wiem ile mnie kosztuje nastrojenie sie do tego, co
    powinno byc i kiedys było, spontaniczne.Najoprosciej powiedziec- zmien faceta
    bo za długo z nim jestes, itd., ale ja tego nie chce , bo kocham go i tyle.
    Inni faceci nie obchodza mnie wcale.
    On oczywiscie nie rozumiał dlaczego, był podejrzliwy(inny facet pewnie), ale
    mu wytłumaczyłam ze po prostu nie odczuwam potrzeby seksu przez długi
    czas.Walcze z tym poprzez urozmaicanie seksu, pisemka, filmy, nawet działa,
    ale nie zawsze.Jest mi przykro i jestem zła na siebie ze mam taki organizm,
    ale co mam zrobic?
    Rozumiem frustracje meza, ale widze ze jakby sie z tym pogodził, mysle ze mu
    łatwiej bo jest dojrzałym starszym ode mnie facetem, gdyby był moim
    rówiesnikiem zapewne juz by go koło mnie nie było.Wiem ze mnie nie zdradza i
    naprawde jestem mu za to wdzieczna.
    Jezeli myslicie ze wyglada to tak ze on chce, a ja mówie nie,to sie mylicie.
    Ja sie zgodze, ale on i tak wyczuwa ze sie zmuszam- przez tyle lat wie co i
    jak.Woli wcale niz byle jak, nie kazdemu facetowi wystarczaja rozłozone nogi
    (przepraszam za brak elegancji), udawanie z kolei na dłuzsza mete tak bardzo
    meczy ze moze sie tego seksu odechciec na amen- kojarzy sie tylko z fizycznym
    zmeczeniem.Nie chodzi tez o umiejetnosci partnera- to co kiedys sprawiało
    niezapomniana rozkosz, teraz nie działa w ogóle, to mózg rzadzi a nie
    łechtaczka.
    Co do pytania dorotki- taka zdrade wybaczyłabym, choc z ciezkim sercem.
  • rose2 10.09.03, 15:45
    Jak zwykle ktos o gruszkach a drugi o bananach
    --
    Kobieta powinna powstrzymac swoje kokieteryjno-prowokacyjne zachowanie aby
    umozliwic mezczyznie wyksztalcenie pozagenitalnych form osobowej komunikacji
  • Gość: Dosia IP: 195.217.253.* 10.09.03, 16:27
    Rose. Nieprawda. Latwo jest dyskutowac o czarnym i bialym. Ty interpretujesz
    post doroty tak: czy jezeli faceta nie wpuszcze do lozka to czy mam byc zla jak
    mnie zdradzi - czyli na bardzo plaskiej plaszczyznie.

    Jezeli tak postawisz sprawe to kazdy sie zgodzi, ze takie zachowanie kobiety
    jest nie w porzadku.

    Ja i niektore osoby staramy sie spojrzec na post rozpoczynajacy ten watek
    troszke glebiej.
  • rose2 10.09.03, 17:13
    to rob z siebie cierpietnice, jak sie domyslam masz jakies 30 lat +/- a piszesz
    posty jak "70"-letnia kobieta po "przejsciach". Spojrz prawdzie w oczy, znam
    wiele kobiet starszych od Ciebie, ktore maja wciaz ogromny apetyt na seks. Maja
    kilkoro dzieci, dom i pracuja i nadal jakos nadal sprawia im to przyjemnosc
    (wow i do tego z tym samym facetem). Moze to dar natury i powinny sie z tego
    cieszyc, moze jednak nie bo znam ich wiele. Jesli ochota na seks byla i
    zniknela w tak mlodym wieku to najlepiej jest poszukac porady specjalisty.

    Zycze abys nie "obudzila sie z reka w nocniku".

    Popieram Olivke i Julle!!!
    --
    Kobieta powinna powstrzymac swoje kokieteryjno-prowokacyjne zachowanie aby
    umozliwic mezczyznie wyksztalcenie pozagenitalnych form osobowej komunikacji
  • Gość: Dosia IP: ACOPWP* / 195.217.253.* 10.09.03, 17:26
    Dzieki Rose. Od razu lepiej sie poczulam...

    Zdrowka zycze duzo :)
  • linkamocwiatru 10.09.03, 18:14
    rose2 napisała:

    > to rob z siebie cierpietnice, jak sie domyslam masz jakies 30 lat +/- a
    piszesz
    >
    > posty jak "70"-letnia kobieta po "przejsciach". Spojrz prawdzie w oczy, znam
    > wiele kobiet starszych od Ciebie, ktore maja wciaz ogromny apetyt na seks.
    Maja
    >
    > kilkoro dzieci, dom i pracuja i nadal jakos nadal sprawia im to przyjemnosc
    > (wow i do tego z tym samym facetem). Moze to dar natury i powinny sie z tego
    > cieszyc, moze jednak nie bo znam ich wiele. Jesli ochota na seks byla i
    > zniknela w tak mlodym wieku to najlepiej jest poszukac porady specjalisty.
    >
    > Zycze abys nie "obudzila sie z reka w nocniku".
    >

    Wiesz, równie dobrze mozesz miec pretensje ze ktos w młodym wieku zachorował
    na raka.
    Przeciez to nie jest nasza wola(pisze w imieniu takich kobiet własnie),
    specjalnie tego nie robimy, spadek libido to problem organizmu.A ty wylatujesz
    tu z takimi głupimi tekstami!Nie masz bladego pojecia o co chodzi, a wydaje ci
    sie ze wszystkie rozumy zjadłas.Nie masz z tym problemu to sie ciesz.
    Ludzie są rózni, to ze ty znasz tyle starszych babek zainteresowanych seksem
    nie znaczy ze jest to reguła, zreszta ludzie czesto ubarwiaja swoje zycie
    łózkowe i opowiadają niestworzone rzeczy, a prawda jest inna.
    > Popieram Olivke i Julle!!!
  • Gość: Dosia IP: ACOPWP* / 195.217.253.* 10.09.03, 18:19
    Linko. Ja mysle, ze oliwki to jeszcze b. mlode dziewczyny, ktore dopiero
    rozpoczynaja zycie seksualne i maja bardzo wyidealizowane o nim wyobrazenie.

    Pewnych rzeczy jeszcze nie rozumieja ;)

    Pozdrawiam.
  • olivvka 11.09.03, 08:58
    Gość portalu: Dosia napisał(a):

    > Linko. Ja mysle, ze oliwki to jeszcze b. mlode dziewczyny, ktore dopiero
    > rozpoczynaja zycie seksualne i maja bardzo wyidealizowane o nim wyobrazenie.
    >
    > Pewnych rzeczy jeszcze nie rozumieja ;)
    >
    > Pozdrawiam.

    Dla ciekawości tylko powiem Ci, iż życie seksualne z partnerem podjęłam dobre
    11 lat temu. A wcześniej doświadczenia zbierałam na drodze masturbacji.

    Zapraszam na Forum Erotica Nova. Być może tam znajdziecie wiele odpowiedzi na
    problemy, które Was dotyczą.

    pozdrawiam
    olivvka
  • dorotka1970 10.09.03, 23:39
    Gość portalu: Dosia napisał(a):

    > Ty interpretujesz
    > post doroty tak: czy jezeli faceta nie wpuszcze do lozka to czy mam byc zla
    jak mnie zdradzi - czyli na bardzo plaskiej plaszczyznie.

    Dosiu,

    To nie zupelnie tak - w zamysle to mialo byc w miare szczesliwe malzenstwo, z
    wykluczeniem aspektu seksu. Nie chodzi o to, ze ktos jest leniwy, albo chory,
    a wczesniej bylo OK. Przyklad "Linki..." jest tu dosc podobny. Z tym, ze jej
    poradzilabym, zeby sprobowala jakiejs terapii, jezeli wczesniej bylo inaczej.
    Kazdy przechodzi jakies kryzysy w zyciu, moze czasem mozna temu zaradzic
    (czego szczerze zycze).
    Facet w tej hipotetycznej sytuacji nie jest jakims napalonym samcem, ktory nie
    szanuje zony. Zreszta sytuacje mozna by odwrocic - ze to zona ma wieksze
    potrzeby. Nie o to chodzi. Chodzi o to, ze mozna sie pomylic i to co wydawalo
    nam sie do przezwyciezenia, po paru latach wysilkow moze sie okazac zbyt
    trudne... Pomimo milosci.
    Nie wiem czy bylas kiedys po tej drugiej stronie - kiedy rozumowo probowalas
    sobie wytlumaczyc, ze twoj facet PO PROSTU NIE MA OCHOTY, i ze to nie ma z
    toba nic wspolnego? Raz czy dwa to dziala, ale potem mysle, ze mimowolnie
    zaczelabys szukac winy w sobie i czula sie odrzucona...
    Nie dla wszystkich seks jest wazny. Nie jest on najwazniejszy w malzenstwie
    dla wiekszosci (chyba :-). Ale mysle, ze malzenstwo i milosc to jednak wiecej
    niz platoniczna przyjazn...

    Pozdrawiam,
    Dorotka
    --------
    Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
  • olivvka 10.09.03, 17:09
    linkamocwiatru napisała:

    > Czytam te wasze posty i widze ze tylko Dosia ma pojecie tak naprawde o tym
    > problemie.Po pierwsze ludzie sie zmieniaja i ich temperament tez.Dlatego tez
    > nie ma zadnej gwarancji ze partner cały czas bedzie seksem jednakowo
    > zainteresowany, a zatem argument widziały gały... odpada.Po wtóre - o
    > rozstaniu sie w przypadku tych problemów a w ich nastepstwie zdrady nikt kto
    > ma rodzine pochopnie nie pomysli.Jezeli zyje sie z kims kilkanascie lat,
    > wychowuje dzieci to naprawde w pierwszej kolejnosci mysli sie własnie o
    > rodzinie, wówczas skok w bok wybaczyc mozna, ambicje schodza na 2 plan(choc
    > nie zawsze).Nieporozumienia w sferze seksu biora sie niekiedy z nieporozumien
    > innej natury- cos nie tak w zwiazku, z kolei niezgranie w seksie napedza te
    > nieporozumienia na co dzien- kwadratura koła.
    > Problem dla znajacych go z autopsji jest szalenie uciazliwy, wiem bo to
    > przechodze. Po 14 latach zwiazku moje zainteresowanie seksem objawia sie (tak
    > wewnętrznie, naprawde)raz na 3 miesiace, z mezem współzyje czesciej, tzn. raz
    > w miesiacu i tylko ja wiem ile mnie kosztuje nastrojenie sie do tego, co
    > powinno byc i kiedys było, spontaniczne.Najoprosciej powiedziec- zmien faceta
    > bo za długo z nim jestes, itd., ale ja tego nie chce , bo kocham go i tyle.
    > Inni faceci nie obchodza mnie wcale.
    > On oczywiscie nie rozumiał dlaczego, był podejrzliwy(inny facet pewnie), ale
    > mu wytłumaczyłam ze po prostu nie odczuwam potrzeby seksu przez długi
    > czas.Walcze z tym poprzez urozmaicanie seksu, pisemka, filmy, nawet działa,
    > ale nie zawsze.Jest mi przykro i jestem zła na siebie ze mam taki organizm,
    > ale co mam zrobic?
    > Rozumiem frustracje meza, ale widze ze jakby sie z tym pogodził, mysle ze mu
    > łatwiej bo jest dojrzałym starszym ode mnie facetem, gdyby był moim
    > rówiesnikiem zapewne juz by go koło mnie nie było.Wiem ze mnie nie zdradza i
    > naprawde jestem mu za to wdzieczna.
    > Jezeli myslicie ze wyglada to tak ze on chce, a ja mówie nie,to sie mylicie.
    > Ja sie zgodze, ale on i tak wyczuwa ze sie zmuszam- przez tyle lat wie co i
    > jak.Woli wcale niz byle jak, nie kazdemu facetowi wystarczaja rozłozone nogi
    > (przepraszam za brak elegancji), udawanie z kolei na dłuzsza mete tak bardzo
    > meczy ze moze sie tego seksu odechciec na amen- kojarzy sie tylko z fizycznym
    > zmeczeniem.Nie chodzi tez o umiejetnosci partnera- to co kiedys sprawiało
    > niezapomniana rozkosz, teraz nie działa w ogóle, to mózg rzadzi a nie
    > łechtaczka.
    > Co do pytania dorotki- taka zdrade wybaczyłabym, choc z ciezkim sercem.

    Przestań się umartwiać nad własną seksualną niemocą, tylko rozpocznij terapię w
    gabinecie seksuologa. Twoja niechęć do seksu nie ma prawdopodobnie podłoża
    somatycznego. A więc można przywrócić Twój poziom libido, przy odrobinie dobrej
    chęci z Twojej strony i wydatnej pomocy Twojego partnera.

    pozdrawiam
    olivvka

    PS. Na boga, dlaczego kobiety odczuwające zmniejszony temperament seksualny nie
    próbują z tym nic robić, tylko zaciskają zęby i wciąż myślą, że taki stan jest
    nieodwracalny??? Oziębłość seksualna (bo o niej mowa jeśli Twoje potrzeby
    wynoszą jedno zbliżenie na miesiąc) jest chorobą, którą daje się leczyć z
    niemalże 100% szansą powodzenia!!!
    Doprawdy zdruzgotana jestem czytając takie posty. I płakać mi się chce z powodu
    bezradności innych.
  • rose2 10.09.03, 17:16
    A to ty nie wiesz ze wiele kobiet ma cierpienie wpisane w geny, to jest
    przekazywane z pokolenia na pokolenie: byle do zamazpojsia, potem dzieci i do
    trumny...
    --
    Kobieta powinna powstrzymac swoje kokieteryjno-prowokacyjne zachowanie aby
    umozliwic mezczyznie wyksztalcenie pozagenitalnych form osobowej komunikacji
  • rose2 10.09.03, 17:19
    Nie wiem czy autorka tego watku zrobila to swiadomie czy nie, ale temat "ja mu
    nie daje, a on mnie zdradza" jest wlasnie wyrazem tego jak niektore kobiety
    postrzegaja seks "dawanie", a co z braniem czegos dla siebie?
    --
    Kobieta powinna powstrzymac swoje kokieteryjno-prowokacyjne zachowanie aby
    umozliwic mezczyznie wyksztalcenie pozagenitalnych form osobowej komunikacji
  • olivvka 10.09.03, 17:23
    rose2 napisała:

    > A to ty nie wiesz ze wiele kobiet ma cierpienie wpisane w geny, to jest
    > przekazywane z pokolenia na pokolenie: byle do zamazpojsia, potem dzieci i do
    > trumny...

    Niestety wiem, zbyt długo już tutaj na Forum jestem (Forum Seksuologia,
    Erotica, Erotica Nova, Kobieta), by tego nie dostrzec. Lepiej marudzić,
    narzekać i udawać że wina nie jest po mojej stronie, niż zacząć myśleć i
    zastanawiać się jak sobie i partnerowi pomóc w walce z własną seksualną
    niemocą.
    A najczęściej jest niestety tak, jak w przypadku Dosi i Linkimocwiatru: nie mam
    ochoty, cierpię, ale widać tak musi być, bo zmęczona jestem i mam cierpiętnicze
    życie.
    To naprawdę smutne, że dojrzali ludzie postępują w tak nierozsądny sposób,
    niwecząc jednocześnie dorobki swych małżeństw, choć być może nie jest to
    widoczne gołym okiem. Ale każde rozchwianie w temperamentach seksualnych
    parterów, prędzej czy później odbija się na jakości całego pożycia
    małżeńskiego. Czy w to tak naprawdę trudno jest uwierzyć?

    pozdrawiam Rose za głos rozsądku:-))
    olivvka

    PS. I mam nadzieję, że zechcesz zajrzeć na Forum Erotica Nova:-)))
  • Gość: Dosia IP: ACOPWP* / 195.217.253.* 10.09.03, 17:40
    Jezu dziewczyny. Jakie Wy jestescie super. Takie ladne, zgrabne i seksualnie
    udane. Chodzicie w seksownej bieliznie, ladnie wypinacie pupy, macie pewnie
    wielokrotne orgazmy, a Wasi mezczyzni mdleja z rozkoszy juz na sam wasz widok.
    Takie jestescie doswiadczone, wyrafinowane i nuda Wam nigdy do lozka nie
    zajrzy.

    Zazdroszcze, zazdroszcze, zazdroszcze!!!!

    Gdzie tam nam do Was! Do piet Wam nie dorastamy. Ech. Niektorzy to maja dobrze
    w zyciu. A mi co pozostaje? Uzalic sie nad soba... Gdybyscie Wy mialy taki
    problem to od razu zabralybyscie sie do roboty i, szast prast, problem
    rozwiazalybyscie - bo przeciez Wam sie takie rzeczy nie przydazaja. Nie bede
    Wam zyczyc zebyscie sie przekonaly jak to jest...

    Ciekawe jestem tylko dlaczego co dziesiaty post na forum zdrowie kobiety
    dotyczy spadku libido???

    Teraz powiem na serio. Nie zycze sobie, zeby jedna z druga szczylowa, ktora o
    seksie ma pojecie takie jak przeczytala w Cosmo, robila mi wyklady na temat
    mojej ozieblosci.

    PS. Droga Oliwko. Jezeli uwazasz, ze ozieblosc ma cokolwiek wspolnego z rzadka
    ochota na seks, to sie najpierw dowiedz o czym mowisz.

    Dziekuje za uwage.
  • olivvka 10.09.03, 17:47
    Gość portalu: Dosia napisał(a):

    > Jezu dziewczyny. Jakie Wy jestescie super. Takie ladne, zgrabne i seksualnie
    > udane. Chodzicie w seksownej bieliznie, ladnie wypinacie pupy, macie pewnie
    > wielokrotne orgazmy, a Wasi mezczyzni mdleja z rozkoszy juz na sam wasz
    widok.
    > Takie jestescie doswiadczone, wyrafinowane i nuda Wam nigdy do lozka nie
    > zajrzy.
    >
    > Zazdroszcze, zazdroszcze, zazdroszcze!!!!
    >
    > Gdzie tam nam do Was! Do piet Wam nie dorastamy. Ech. Niektorzy to maja
    dobrze
    > w zyciu. A mi co pozostaje? Uzalic sie nad soba... Gdybyscie Wy mialy taki
    > problem to od razu zabralybyscie sie do roboty i, szast prast, problem
    > rozwiazalybyscie - bo przeciez Wam sie takie rzeczy nie przydazaja. Nie bede
    > Wam zyczyc zebyscie sie przekonaly jak to jest...
    >
    > Ciekawe jestem tylko dlaczego co dziesiaty post na forum zdrowie kobiety
    > dotyczy spadku libido???
    >
    > Teraz powiem na serio. Nie zycze sobie, zeby jedna z druga szczylowa, ktora o
    > seksie ma pojecie takie jak przeczytala w Cosmo, robila mi wyklady na temat
    > mojej ozieblosci.
    >
    > PS. Droga Oliwko. Jezeli uwazasz, ze ozieblosc ma cokolwiek wspolnego z
    rzadka
    > ochota na seks, to sie najpierw dowiedz o czym mowisz.
    >
    > Dziekuje za uwage.

    Dosiu, ja naprawdę nie rozumiem, dlaczego Ty się obrażasz, gdy ktoś próbuje Ci
    wskazać właściwą drogę postępowania??? Ja bym się cieszyła, gdyby w obliczu
    moich problemów znalazł się ktoś, kto doradziłby mi jak powinnam się zachować.

    A teraz w kwestii oziębłości, bo zarzucasz mi jakąś niekompetencję:
    --------
    Oziębłość płciowa, Frigiditas sexualis, znaczne osłabienie lub brak popędu
    płciowego, tj.: pociągu fizycznego i psychicznego. Jeżeli dochodzi do stosunków
    płciowych, to bez doznań pozytywnych (cykl reakcji seksualnej).

    Przyczyny: choroby psychiczne, czynniki społeczne, zahamowania, urazy
    psychiczne, nieuświadamiane odrzucenie partnera, alkoholizm, niedorozwój
    narządu płciowego, zaburzenia hormonalne, dewiacje seksualne. Leczenie
    przyczynowe.
    --------
    To tak w skrócie tylko. Jak więc widzisz, oziębłość płciowa nie tylko ma
    cokolwiek wspólnego z rzadką ochotą na seks, ale owa rzadka ochota na seks jest
    głównym objawem oziębłości. Z Twoich postów (choć to diagnoza z pewnością
    bardzo pobieżna) wynika, że w Twoim przypadku można pokusić się o stwierdzenie
    iż zaburzenia mogą nosić znamiona oziębłości seksualnej.

    pozdrawiam
    olivvka

    PS. I naprawdę nie mam zamiaru tutaj niczym Ci dokuczyć, z niczego się
    obśmiewać. Jedynym moim celem jest uświadomienie Tobie problemu, który masz. A
    to co zrobisz, to jest tylko i wyłącznie Twoja sprawa.

    raz jeszcze pozdrawiam
  • Gość: Dosia IP: ACOPWP* / 195.217.253.* 10.09.03, 18:12
    Droga Oliwko. Ile masz lat? Pytam z ciekawosci. Wydaje mi sie, ze cos okolo 20,
    ale nie wiecej.

    Ozieblosc plciowa wiaze sie z brakiem jakichkolwiek pozytywnych bodzcow w
    trakcie stosunku. Jest to bardzo skomplikowane zaburzenie i nie ma nic
    wspolnego z okresowym zmniejszeniem potrzeb seksualnych. O ozieblosci mowimy
    wtedy gdy brak jakiegokolwiek zadowolenia, gdy wrecz nie moze dojsc do
    stosunku, bo kobieta nie potrafi sie podniecic, brak jest nawilzenia pochwy -
    nie ma absolutnie zadnych doznan.

    Seks raz na miesiac, chciany i nie wymuszony, jest przyjemny i w pelni
    satysfakcjonujacy nawet dla takich ozieblych jednostek jak ja.

    Ja nie neguje potrzeby szukania rozwiazania. W zadnym poscie nie napisalam, ze
    trzeba spoczac na laurach. Przejrzyj moje posty i zobacz.

    Natomiast dalej pozostaje kwestia co robic w TRAKCIE walki z obnizonym libido.
    Nawet jak podejme walke to przeciez poprawa nie nastapi w ciagu tygodnia,
    przyznasz Oliwko? Czy uwazasz, ze Twoj partner moze Cie zdradzic, kiedy Ty
    przez pol roku walczysz w gabinecie seksuologa?
  • dorotka1970 10.09.03, 23:45
    Gość portalu: Dosia napisał(a):

    > Nawet jak podejme walke to przeciez poprawa nie nastapi w ciagu tygodnia,
    > przyznasz Oliwko? Czy uwazasz, ze Twoj partner moze Cie zdradzic, kiedy Ty
    > przez pol roku walczysz w gabinecie seksuologa?

    --- Chcialabym tylko nadmienic, ze w watku jest mowa o kilku latach i nie ma
    mowy o terapii, bo w przypadku bihaterki nie jest to choroba ani okresowe
    zaburzenie, ale norma.

    To tylko taka dygresja z mojej strony, oczywiscie mozecie to dowolnie
    rozwinac...

    Pozdrawiam,
    Dorotka
    --------
    Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
  • Gość: dosia IP: ACOPWP* / 195.217.253.* 11.09.03, 10:02
    Czyli dalej upraszczamy problem do analizy?

    Moze zaraz postawisz sprawe, tak, ze ona mu odmawia dla zasady bo chce mu
    zrobic na zlosc, w dodatku bije go kablem od zelazka kiedy on ma ochote.
    Pytanie, czy jak on ja zdradzi to ona ma moze miec pretensje...

    To przykro mi, ale tu nie ma juz nad czym dyskutowac :)

  • dorotka1970 11.09.03, 20:37
    Gość portalu: dosia napisał(a):

    > Czyli dalej upraszczamy problem do analizy?
    >
    > Moze zaraz postawisz sprawe, tak, ze ona mu odmawia dla zasady bo chce mu
    > zrobic na zlosc, w dodatku bije go kablem od zelazka kiedy on ma ochote.
    > Pytanie, czy jak on ja zdradzi to ona ma moze miec pretensje...
    >
    > To przykro mi, ale tu nie ma juz nad czym dyskutowac :)
    >
    A mnie jest przykro, ze podchodzisz do tego w ten sposob. Klapki na oczach?
    Twoj problem jest gleboki, a to co inni mysla jest plaskie? Nie uwazam, zeby
    problem byl mniej powazny od twojego tylko dlatego, ze chodzi o temperament a
    nie o chorobe...
    Ale z twoim nastawieniem chyba rzeczywiscie juz nie mam o czym dyskutowac...
    Wiekszosc ludzi tutaj wydajesz sie traktowac jak wrogow... Przynajmniej takie
    odnosze wrazenie. Mam nadzieje, ze to tylko kwestia problemu , z ktorym sie
    borykasz...

    --------
    Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
  • olivvka 11.09.03, 08:54
    Gość portalu: Dosia napisał(a):

    > Droga Oliwko. Ile masz lat? Pytam z ciekawosci. Wydaje mi sie, ze cos okolo
    20,
    >
    > ale nie wiecej.

    Gdybyś dokładnie przeczytała to co pisałam, to nadmieniłam że zdobyłam już
    wykształcenie (a studiów nie kończy się w wieku 20 lat), a jednocześnie
    zdążyłam zdobyć doświadczenie. Więc mam z pewnością sporo więcej niż 20 lat.
    Łatwe do obliczenia.

    >
    > Ozieblosc plciowa wiaze sie z brakiem jakichkolwiek pozytywnych bodzcow w
    > trakcie stosunku. Jest to bardzo skomplikowane zaburzenie i nie ma nic
    > wspolnego z okresowym zmniejszeniem potrzeb seksualnych. O ozieblosci mowimy
    > wtedy gdy brak jakiegokolwiek zadowolenia, gdy wrecz nie moze dojsc do
    > stosunku, bo kobieta nie potrafi sie podniecic, brak jest nawilzenia pochwy -
    > nie ma absolutnie zadnych doznan.

    Mylisz się, zdecydowanie mylisz się.
    Raz jeszcze pozwolę sobie na pokazanie 4-stopniowej skali oziębłości płciowej:
    Oziębłość płciową się stopniuje w następującej skali:

    1) odczuwanie potrzeby współżycia, brak orgazmu w większości kontaktów
    seksualnych, mała satysfakcja ze współżycia,

    2) mała potrzeba współżycia lub jej brak, anorgazmia, brak satysfakcji ze
    współżycia,

    3) anorgazmia, niechęć do partnera, potrzeby seksualne słabe lub ich brak,

    4) anorgazmia, niechęć do mężczyzn, brak potrzeb seksualnych.

    To o czym piszesz Ty, a więc:
    - brak podniecenia,
    - problemy z nawilżeniem pochwy.
    to typowe objawy, ale dla dyspaurenii, ale nie oziębłości seksualnej, choć
    oziębłości seksualnej dyspaurenia także bardzo często towarzyszy.

    Piszesz: "...O ozieblosci mowimy wtedy gdy brak jakiegokolwiek zadowolenia, gdy
    wrecz nie moze dojsc do stosunku...". Jak widzisz, znajdując się w pierwszej
    skali oziębłości płciowej, wcale nie musi dochodzić do wystąpienia całkowitego
    braku zadowolenia seksualnego. Zadowolenie seksualne może być tylko zmniejszone.

    > Seks raz na miesiac, chciany i nie wymuszony, jest przyjemny i w pelni
    > satysfakcjonujacy nawet dla takich ozieblych jednostek jak ja.

    Chcę zwrócić Ci tylko uwagę na jedną rzecz: o sytuacji wymagającej terapii
    mówimy wówczas, gdy dochodzi do rozbieżności w seksualnych oczekiwaniach u
    obojga partnerów w dłuższym okresie czasu. Jeśli Twojego partnera
    satysfakcjonuje częstość kontaktów seksualnych z jaką je podejmujecie, terapia
    ani nie jest wskazana ani konieczna. Jeśli natomiast Twój partner sygnalizuje
    większe potrzeby od Twoich, winniście czym prędzej postarać się unormować tę
    sferę Waszego życia, choćby poprzez pomoc seksuologa czy psychoterapeuty.


    >
    > Ja nie neguje potrzeby szukania rozwiazania. W zadnym poscie nie napisalam,
    ze
    > trzeba spoczac na laurach. Przejrzyj moje posty i zobacz.
    >
    > Natomiast dalej pozostaje kwestia co robic w TRAKCIE walki z obnizonym
    libido.
    > Nawet jak podejme walke to przeciez poprawa nie nastapi w ciagu tygodnia,
    > przyznasz Oliwko? Czy uwazasz, ze Twoj partner moze Cie zdradzic, kiedy Ty
    > przez pol roku walczysz w gabinecie seksuologa?

    Pytasz, co robić w trakcie? Przede wszystkim większość zaburzeń seksualnych
    wymaga terapii obydwojga partnerów, a nie tylko jednego z nich. Liczyłabym więc
    na zrozumienie ze strony Twojego partnera. Prawdą jest, że efekty nie
    przychodzą od razu. Być może koniecznym stanie się leczenie farmakologiczne. To
    powinien ocenić seksuolog. Myślę, że jeśli Twój partner zdobyłby się na
    współtowarzyszenie Ci w terapii, to nawet do głowy nie przychodziłoby mu w tym
    czasie zdradzać Cię. Poza tym od Ciebie też potrzeba odrobinki wysiłku i
    przekonana jestem, że pierwszą radą seksuologa byłoby nie powstrzymywanie się
    od jakiejkolwiek aktywności seksualnej (choć seksuologowie stosują doprawdy
    różne metody terapeutyczne), ale zachęcanie do niej, nawet pod alternatywnymi
    formami takimi jak: masturbacja, petting, seks oralny etc.
    "Przyjemnością dla Ciebie może być to, że dajesz przyjemność swojemu
    partnerowi" - to taka maksyma, którą często seksuologowie wykorzystują i
    starają się tak pokierować procesem leczenia, by w świadomości oziębłej płciowo
    osoby wyrobić zachowania altruistyczne. A wtedy to już jest z górki.

    pozdrawiam serdecznie
    olivvka
  • Gość: Dosia IP: ACOPWP* / 195.217.253.* 11.09.03, 10:15
    Z calym szacunkiem Oliwko, to co piszesz to stek bzdur, ktore przepisalas z
    podrecznika, przy czym nie bardzo wiesz o czym wlasciwie mowisz. A prawisz jak
    ksiadz na kazaniu. A moze znasz to z autopsji? Te kawalki o leczeniu
    farmakologicznym... Daruj sobie, bo to jest nie tylko smieszne, ale i zenujace.
    To tak jakbys kazdemu czlowiekowi, ktory ma zly okres w zyciu i drecza go
    koszmary mowila, ze jest schizofrenikiem.

    Powiem wiec jeszcze raz. Moje zycie seksualne jest udane. Nie mam problemow,
    ani z pochwa, ani z niczym innym. Seks z moim zwiazku jest udany. To, ze TOBIE
    nie miesci sie w glowie, ze mozna sie kochac raz na miesiac nie uprawnia Cie do
    wystawiania diagnozy o czyjejs, w tym przypadku mojej, ozieblosci. Zwlaszcza,
    ze mnie nie znasz.

    To tak jak ja bym napisala, ze norma jest raz w miesiacu, a skoro Ty robisz to
    3 razy w tygodniu to powinnas isc na terapie bo jestes nadmiernie pobudzona
    erotomanka.

    Jeszcze raz powtorze, choc pisalam to juz piec tysiecy razy. Temperament nie
    jest wielkoscia stala, nie jest staly dla wszystkich ludzi, a u kazdego
    czlowieka z osobna nie jest staly w czasie. Nie jestes w zaden sposob wladna
    robic granicy miedzy tym co normalne, a co nie. Co jest normalnym popedem a co
    oziebloscia. KAZDY LEKARZ SEKSUOLOG POWIE CI, ZE FAKT OKRESOWEGO SPADKU LIBIDO,
    CZY CZESTOTLIWOSCI STOSUNKOW NIE JEST NICZYM NIENORMALNYM. Norma we wspolzyciu
    jest zarowno 5 razy dziennie, jak i raz na rok - i zadnej ozieblosci sie nie
    doszukuj!
  • olivvka 11.09.03, 10:39
    Gość portalu: Dosia napisał(a):

    > Z calym szacunkiem Oliwko, to co piszesz to stek bzdur, ktore przepisalas z
    > podrecznika, przy czym nie bardzo wiesz o czym wlasciwie mowisz. A prawisz
    jak
    > ksiadz na kazaniu. A moze znasz to z autopsji? Te kawalki o leczeniu
    > farmakologicznym... Daruj sobie, bo to jest nie tylko smieszne, ale i
    zenujace.
    > To tak jakbys kazdemu czlowiekowi, ktory ma zly okres w zyciu i drecza go
    > koszmary mowila, ze jest schizofrenikiem.
    >
    > Powiem wiec jeszcze raz. Moje zycie seksualne jest udane. Nie mam problemow,
    > ani z pochwa, ani z niczym innym. Seks z moim zwiazku jest udany. To, ze
    TOBIE
    > nie miesci sie w glowie, ze mozna sie kochac raz na miesiac nie uprawnia Cie
    do
    >
    > wystawiania diagnozy o czyjejs, w tym przypadku mojej, ozieblosci. Zwlaszcza,
    > ze mnie nie znasz.
    >
    > To tak jak ja bym napisala, ze norma jest raz w miesiacu, a skoro Ty robisz
    to
    > 3 razy w tygodniu to powinnas isc na terapie bo jestes nadmiernie pobudzona
    > erotomanka.
    >
    > Jeszcze raz powtorze, choc pisalam to juz piec tysiecy razy. Temperament nie
    > jest wielkoscia stala, nie jest staly dla wszystkich ludzi, a u kazdego
    > czlowieka z osobna nie jest staly w czasie. Nie jestes w zaden sposob wladna
    > robic granicy miedzy tym co normalne, a co nie. Co jest normalnym popedem a
    co
    > oziebloscia. KAZDY LEKARZ SEKSUOLOG POWIE CI, ZE FAKT OKRESOWEGO SPADKU
    LIBIDO,
    >
    > CZY CZESTOTLIWOSCI STOSUNKOW NIE JEST NICZYM NIENORMALNYM. Norma we
    wspolzyciu
    > jest zarowno 5 razy dziennie, jak i raz na rok - i zadnej ozieblosci sie nie
    > doszukuj!


    Nie czytasz co piszę, przykro mi z tego powodu.
    A pisałam wyraźnie: jeśli Twój spadek libido nie jest tylko spadkiem o
    charakterze incydentalnym i godzi w interesy Twojego małzeństwa, a więc partner
    wciąż wykazuje dużo większe potrzeby od Twoich, przypadek kwalifikuje się do
    podjęcia terapii. I tyle w tym temacie.

    Wybacz, o swoich kompetencjach nie będę przekonywać. Ani miejsce ani czas na to.

    pozdrawiam
    olivvka
  • Gość: Dosia IP: ACOPWP* / 195.217.253.* 11.09.03, 10:58
    Terapia z partnerem bo sie nie dogadujecie w lozku nie ma nic wspolnego z
    oziebloscia! To sa dwie rozne rzeczy.

    Oliwko raz piszesz o jednym a raz o drugim, po prostu :) Zreszta nie wiem, czy
    roznica temperamentow, okresowa czy nie, jest wskazaniem do podjecia leczenia,
    bo niby z czego sie leczyc skoro oboje miescicie sie w normie (czytaj: zadne z
    Was nie jest ozieble)? :)

    Przyjme Twoja rade. Jezeli mojemu chlopakowi w dalszym ciagu bedzie
    przeszkadzalo to, ze ja lubie raz w miesiacu, za to dobrze - to wybierzemy sie
    do seksuologa. Moze przepisze mi hiszpanska muche ;)
  • olivvka 10.09.03, 17:59
    Gość portalu: Dosia napisał(a):

    >
    > PS. Droga Oliwko. Jezeli uwazasz, ze ozieblosc ma cokolwiek wspolnego z
    rzadka
    > ochota na seks, to sie najpierw dowiedz o czym mowisz.
    >
    > Dziekuje za uwage.

    Dla Twojej wiadomości:

    Oziębłość płciową się stopniuje w następującej skali:

    1) odczuwanie potrzeby współżycia, brak orgazmu w większości kontaktów
    seksualnych, mała satysfakcja ze współżycia,

    2) mała potrzeba współżycia lub jej brak, anorgazmia, brak satysfakcji ze
    współżycia,

    3) anorgazmia, niechęć do partnera, potrzeby seksualne słabe lub ich brak,

    4) anorgazmia, niechęć do mężczyzn, brak potrzeb seksualnych.

    Twoje wypowiedzi sugerują, że być może mamy do czynienia z 2 stopniem
    oziębłości seksualnej w Twoim przypadku (owa chęć stosunku raz na 3 miesiące i
    zmuszanie się do współżycia 1 raz w miesiącu).

    Jak widzisz, oziębłość płciowa występuje z różnym nasileniem.

    pozdrawiam
    olivvka

    PS. Wciąż nieustannie życzę podjęcia rozsądnej decyzji.
  • Gość: Dosia IP: ACOPWP* / 195.217.253.* 10.09.03, 18:15
    Ty to jednak powinnas zostac seksuologiem!

    A co powiesz na seks raz w miesiacu za to za kazdym razem tak jak trzeba, czyli
    z orgazmem?

    Podpowiem, nie pasuje do zadnego z powyzszych punktow :))))
  • olivvka 11.09.03, 08:55
    Gość portalu: Dosia napisał(a):

    > Ty to jednak powinnas zostac seksuologiem!
    >
    > A co powiesz na seks raz w miesiacu za to za kazdym razem tak jak trzeba,
    czyli
    >
    > z orgazmem?
    >
    > Podpowiem, nie pasuje do zadnego z powyzszych punktow :))))

    Pasuje Dosiu, pasuje, zapewniam Cię. Idealnie pasuje do 1 stopnia w
    czterostopniowej skali oziębłości płciowej. Orgazm bowiem nie jest jedynym
    wyznacznikiem satysfakcji seksualnej.

    pozdrawiam
    olivvka
  • Gość: Dosia IP: ACOPWP* / 195.217.253.* 11.09.03, 10:25
    Pasuje do pierwszego punktu?

    Cytat z Twojego postu: odczuwanie potrzeby współżycia, BRAK ORGAZMU w
    większości kontaktów seksualnych, MALA SATYSFAKCJA ze współżycia,

    A wiec wyluszcze Ci jeszcze raz lopatologicznie. Moje pozycie seksualne jest
    dla mnie w PELNI SATYSFAKCJONUJACE i zawsze konczy sie orgazmem, albo nawet
    dwoma jak bawimy sie pol nocy :)

    Oliwko. Przyjmij do wiadomosci, ze sa ludzie, ktorzy lubia kochac sie co
    miesiac, i sprawia im to przyjemnosc, mimo, ze kiedys kochali sie 3 razy w
    tygodniu. Nie chodzi o ILOSC - chodzi o JAKOSC. Jestem dojrzala kobieta i
    dojrzalam do takiej formy seksu - rzadziej a lepiej. Lubie miec orgazm za
    kazdym razem. A nie lubie kochac sie codziennie przez 2 godziny, bo zwyczajnie
    NIE MAM NA TO CZASU I OCHOTY;)

    Niesatysfakcjonujace pozycie to dla mnie pozycie wymuszone, niekonczace sie
    orgazmem - seks tylko dlatego, ze mezowi sie chce, choc ja nie mam na to
    ochoty. Zapytaj oliwko seksuologa do czego moze prowadzic takie wymuszone
    kochanie. Chociaz znajac Cie pewnie wiesz juz wszystko.



  • olivvka 11.09.03, 10:42
    Gość portalu: Dosia napisał(a):

    > Pasuje do pierwszego punktu?
    >
    > Cytat z Twojego postu: odczuwanie potrzeby współżycia, BRAK ORGAZMU w
    > większości kontaktów seksualnych, MALA SATYSFAKCJA ze współżycia,
    >
    > A wiec wyluszcze Ci jeszcze raz lopatologicznie. Moje pozycie seksualne jest
    > dla mnie w PELNI SATYSFAKCJONUJACE i zawsze konczy sie orgazmem, albo nawet
    > dwoma jak bawimy sie pol nocy :)
    >
    > Oliwko. Przyjmij do wiadomosci, ze sa ludzie, ktorzy lubia kochac sie co
    > miesiac, i sprawia im to przyjemnosc, mimo, ze kiedys kochali sie 3 razy w
    > tygodniu. Nie chodzi o ILOSC - chodzi o JAKOSC. Jestem dojrzala kobieta i
    > dojrzalam do takiej formy seksu - rzadziej a lepiej. Lubie miec orgazm za
    > kazdym razem. A nie lubie kochac sie codziennie przez 2 godziny, bo
    zwyczajnie
    > NIE MAM NA TO CZASU I OCHOTY;)
    >
    > Niesatysfakcjonujace pozycie to dla mnie pozycie wymuszone, niekonczace sie
    > orgazmem - seks tylko dlatego, ze mezowi sie chce, choc ja nie mam na to
    > ochoty. Zapytaj oliwko seksuologa do czego moze prowadzic takie wymuszone
    > kochanie. Chociaz znajac Cie pewnie wiesz juz wszystko.
    >
    >
    >

    To co miałam Ci do przekazania, już Ci przekazałam.

    Zdobądź się jednak na szczerą rozmowę z partnerem, a dowiesz się czy i jego
    satysfakcjonuje współżycie raz w miesiącu. Jeśli tak jest, to życzę Wam obojgu
    szczęścia. Jeśli natomiast Twój partner nie jest zadowolony z częstotliwości
    podejmowanych kontaktów seksualnych, to przeczytaj cały wątek raz jeszcze od
    góry do dołu i wyciągnij właściwe wnioski.

    pozdrawiam
    olivvka
  • Gość: Dosia IP: ACOPWP* / 195.217.253.* 11.09.03, 11:11
    Oliwko. Napisalam Ci w ktoryms z poprzednich postow, ze mojemu narzeczonemu
    powiedzialam o swoich upodobaniach seksualnych, a wiec takze o czestotliwosci
    wspolzycia, jeszcze zanim zaczelismy chodzic ze soba :)

    Poza tym Oliwko to zupelnie normalne, ze w poczatkowym stadium znajomosci
    kochamy sie czesciej niz po 10 latach. Prawda? Choc pewnie Ty uwazasz
    inaczej... Mam nadzieje, ze do konca zycia bedziesz sie cieszyc super seksem.
    Naprawde Ci tego zycze. Mnie wydaje sie jednak, ze pozycie seksualne, po
    pierwszym roku znajomosci u wiekszosci par nie wyglada tak rozowo jak u Ciebie.
    Jest to jednak temat tabu. O tym sie nie mowi. Wszyscy naokolo gadaja jak to im
    super w lozku itp. itd. Moj chlopak zwierzyl mi sie ostatnio z tego co uslyszal
    na meskich pogaduchach o zyciu. Byl zadziwiony bo prawie wszyscy faceci
    powiedzieli, ze maja problemy z zonami/dziewczynami, bo chcieliby sie kochac
    czesciej, niz zony im "daja". Czyli nie jest to problem odosobnionego
    przypadku. Czyzby bylo wiecej takich "ozieblych" dziewczyn i zon na swiecie? A
    moze to Ty jestes jakims super okazem sprawnosci seksualnej? ;)

    PS. Podobno ostatnie badania wykazuja, ze 60% malzenstw amerykanskich uprawia
    seks raz do roku.
  • olivvka 11.09.03, 12:12
    Gość portalu: Dosia napisał(a):

    > Oliwko. Napisalam Ci w ktoryms z poprzednich postow, ze mojemu narzeczonemu
    > powiedzialam o swoich upodobaniach seksualnych, a wiec takze o czestotliwosci
    > wspolzycia, jeszcze zanim zaczelismy chodzic ze soba :)
    >

    Tutaj masz świętą rację: jeśli przyznałaś mu się do swoich niewielkich potrzeb
    erotycznych i on zgodził się na związek z Tobą, przyjął jednocześnie na siebie
    zobowiązanie, że nie będzie sobie rościł z tego tytułu pretensji pod Twoim
    adresem. Oczywiście, o ile wyraziłaś mu to bezpośrednio i wprost, tak by nie
    mógł tego opatrznie zinterpretować.


    > Poza tym Oliwko to zupelnie normalne, ze w poczatkowym stadium znajomosci
    > kochamy sie czesciej niz po 10 latach. Prawda? Choc pewnie Ty uwazasz
    > inaczej...

    Nie, nie uważam inaczej, zwłaszcza w obliczu swoich doświadczeń zawodowych,
    które powodowały, że niemal codziennie stykałam się z podobnymi problemami.
    Ale stanem pożądanym, a więc takim do którego powinniśmy dążyć jest taki stan,
    w którym jakość pożycia nie pogarsza się dramatycznie wraz z ilością wiosen,
    które upływają od czasu poznania się, rozpoczęcia współżycia czy zawarcia
    związku małżeńskiego.
    To, że jakość małżeńskiego pożycia spada jest powszechne, choć wcale takim nie
    musi być!!! Wszystko jest kwestią właściwego podejścia do spraw erotycznych w
    małżeństwie, umiejętności urozmaicania sobie pożycia, otwartości w rozmowach z
    partnerem/partnerką o tych sprawach, umiejętności wyrażania sobie uczuć, a
    przede wszystkim intensywności uczuć do tej drugiej osoby.

    >Mam nadzieje, ze do konca zycia bedziesz sie cieszyc super seksem.
    > Naprawde Ci tego zycze.

    Dziękuję serdecznie. Życzę tego samego, szczerze z całego serca.

    >Mnie wydaje sie jednak, ze pozycie seksualne, po
    > pierwszym roku znajomosci u wiekszosci par nie wyglada tak rozowo jak u
    Ciebie.

    No wiesz, byłam w kilku związkach emocjonalnych i nie zauważałam, by
    drastycznie zaledwie po roku znajomości obniżała się jakość naszego intymnego
    pożycia. Gdybyś wspomniała nie o roku, np. o 10-ciu latach, to wtedy mogłabym
    przyznać Ci rację, że seks może nie wyglądać tak różowo, ale po roku???

    >
    > Jest to jednak temat tabu. O tym sie nie mowi. Wszyscy naokolo gadaja jak to
    im
    >
    > super w lozku itp. itd. Moj chlopak zwierzyl mi sie ostatnio z tego co
    uslyszal
    >
    > na meskich pogaduchach o zyciu. Byl zadziwiony bo prawie wszyscy faceci
    > powiedzieli, ze maja problemy z zonami/dziewczynami, bo chcieliby sie kochac
    > czesciej, niz zony im "daja". Czyli nie jest to problem odosobnionego
    > przypadku. Czyzby bylo wiecej takich "ozieblych" dziewczyn i zon na swiecie?

    Wiesz, nie docenia się roli seksu w małżeństwie, niestety. Dlatego mężczyzni
    biorą sobie partnerki o mniejszym temperamencie tłumacząc sobie:
    - jakoś to będzie,
    - w przyszłości się ułoży,
    - ona jest doskonała w tysiącu innych spraw.
    Później są konflikty, problemy. Z doświadczenia Ci powiem: 70-80% wszystkich
    małżeńskich konfliktów ma swój początek w małżeńskiej sypialni.

    Ludzie bezwzględnie powinni dobierać się także na zasadzie podobieństwa
    seksualnych temperamentów.


    >A
    > moze to Ty jestes jakims super okazem sprawnosci seksualnej? ;)

    Myślę, że jestem kobietą o dość silnie zarysowanej właśnej seksualnej
    tożsamości. Nie uważam się jednak za jakiś wyjątkowy okaz, bowiem znam
    dziesiątki innych kobiet, dla których seks jest dość istotną sferą ich życia i
    nie wyobrażają sobie zmniejszenia swojej aktywności fizycznej.
    Wraz z upływem lat u kobiety, jej pragnienia nie spadają, a rosną (do czasu
    klimakterium). Takie jest prawo natury. Częściej więc zaczynam się spotykać z
    narzekaniami 30-40 letnich kobiet, że ich parterzy nie są już tak sprawni jak
    niegdyś, niż odwrotnie. Apetyt seksualny 30-40 latek jest w ogóle
    nieporównywalny z apetytem kobiet nastoletnich czy dwudziestokilkuletnich.

    >
    > PS. Podobno ostatnie badania wykazuja, ze 60% malzenstw amerykanskich uprawia
    > seks raz do roku.

    Przesadzasz, ostro przesadzasz. Te badania, o których zapewne myślisz,
    publikowane niedawno (bodajże prowadzone chyba przez instytut Kinseya, nie
    pamętam dokładnie) obrazowały, że ok. 15-20% małżeństw amerykańskich współżyje
    sporadycznie, nie częściej właśnie niż raz w miesiącu. Ale...... Amerykanie
    potraktowali to jako....... problem społeczny!!! Jak widzisz, zaniepokoiło to
    wszystkich: socjologów, seksuologów, demografów. Bo rzeczywiście jest to
    poważny problem.

    pozdrawiam serdecznie
    olivvka
  • linkamocwiatru 10.09.03, 18:32
    olivvka napisała:

    > rose2 napisała:
    >
    > > A to ty nie wiesz ze wiele kobiet ma cierpienie wpisane w geny, to jest
    > > przekazywane z pokolenia na pokolenie: byle do zamazpojsia, potem dzieci i
    > do
    > > trumny...
    >
    > Niestety wiem, zbyt długo już tutaj na Forum jestem (Forum Seksuologia,
    > Erotica, Erotica Nova, Kobieta), by tego nie dostrzec. Lepiej marudzić,
    > narzekać i udawać że wina nie jest po mojej stronie, niż zacząć myśleć i
    > zastanawiać się jak sobie i partnerowi pomóc w walce z własną seksualną
    > niemocą.
    > A najczęściej jest niestety tak, jak w przypadku Dosi i Linkimocwiatru: nie
    mam
    >
    > ochoty, cierpię, ale widać tak musi być, bo zmęczona jestem i mam
    cierpiętnicze
    >
    > życie.

    W tym czasie gdy akurat zmagam sie z seksualną niemoca jednoczesnie:
    - mam załobe po zmarłym synku
    -maz ma problemy finansowe
    - trace prace
    - 2 lata jestem bezrobotna
    - nie wiem co mnie czeka
    - znajduje prace
    - firma pada i ja z nia
    To sa sprawy absorbujace mnie najbardziej, nie miałam głowy myslec o sprawach
    łózkowych i naprawde zadna cierpietnica ze mnie jak wam sie wydaje.Po prostu
    seks wymaga komfortu, a ja długi czas go nie mogłam zaznac, moze wam toby nie
    przeszkadzało i udane zycie seksualne rekompensowało by wam inne dziedziny ,
    ale nie mnie. To jest przyczyna tego wszystkiego,rzeczywiscie, co tam, nawet
    jak sie płakac chce to trzeba udawac ze wszystko gra.A jak nie ma sie na
    czynsz to nalezy w pierwszym rzedzie na seksuologa wydac, bo to takie wazne.
    Sprawa zycia i smierci.


    > To naprawdę smutne, że dojrzali ludzie postępują w tak nierozsądny sposób,
    > niwecząc jednocześnie dorobki swych małżeństw, choć być może nie jest to
    > widoczne gołym okiem. Ale każde rozchwianie w temperamentach seksualnych
    > parterów, prędzej czy później odbija się na jakości całego pożycia
    > małżeńskiego. Czy w to tak naprawdę trudno jest uwierzyć?
    >
    > pozdrawiam Rose za głos rozsądku:-))
    > olivvka
    >
    > PS. I mam nadzieję, że zechcesz zajrzeć na Forum Erotica Nova:-)))
  • linkamocwiatru 10.09.03, 18:21
    rose2 napisała:

    > A to ty nie wiesz ze wiele kobiet ma cierpienie wpisane w geny, to jest
    > przekazywane z pokolenia na pokolenie: byle do zamazpojsia, potem dzieci i
    do
    > trumny...
    Ale to tylko tym zainteresowanym seksem wydaje sie ze zycie bez seksu nie moze
    byc szczesliwe, moze jak najbardziej , czego ty nie jestes w stanie zrozumiec
  • Gość: Dosia IP: ACOPWP* / 195.217.253.* 10.09.03, 18:48
    Linko. Nie tlumacz im. Sa mlode, niedoswiadczone, beztroskie i szczesliwe - i
    trzymajmy kciuki, zeby takimi pozostaly.

    Glowa do gory :)
  • losiu4 11.09.03, 10:21
    linkamocwiatru napisała:

    > Ale to tylko tym zainteresowanym seksem wydaje sie ze zycie bez seksu nie
    moze
    > byc szczesliwe, moze jak najbardziej , czego ty nie jestes w stanie zrozumiec

    owszem, może. Ale na takie życie powinny być zdecydowane OBIE strony. I ani
    Rose, ani Olivvka, ani Dorotka nie powiedziały nic, co by temu zaprzeczało

    Pozdrawiam

    Losiu
  • linkamocwiatru 11.09.03, 11:08
    No, jednak napisały, ze takie jak ja to prowadza cierpiętnicze(daleko temu do
    szczescia)zycie i nie robia nic by to zmienic, bo lubia cierpiec, owe zacofane
    matki polki. W tym sensie. Ja sie z tym nie zgadzam- uwazam swoje zycie, mimo
    wielu nieszczesc, przy którym brak seksu jest niczym, za udane, chwile
    szczescia mi sie zdarzaja(bo permanentnie szczesliwych to jednak nie ma), nie
    robimy z mezem z tego powodu tragedii, nie ma awantur o to, ze tego seksu tak
    mało,ale mimo ze ja mogłabym tego stanu nie zmieniac bo nadto mi nie
    przeszkadza dla dobra meza i zwiazku staram sie dazyc do polepszenia jakosci i
    ilosci seksu.Jak wczesniej napisałam maz szczyt swojej seksualnosci ma za soba
    wiec moze dlatego u nas nie ma az takiej tragedii, a od kiedy został ojcem,
    duzo wiecej niz na seksie koncentruje sie na swoim ojcostwie.
    Dlatego tez u nas owe obie strony nie pozostaja w zupełnej rozbieznosci co do
    potrzeb, choc przyznaje ze mezowi chce sie czesciej, co ja rozumiem i staram
    sie dostosowac.
  • losiu4 11.09.03, 11:53
    linkamocwiatru napisała:

    > No, jednak napisały, ze takie jak ja to prowadza cierpiętnicze(daleko temu do
    > szczescia)zycie i nie robia nic by to zmienic, bo lubia cierpiec, owe
    zacofane
    > matki polki.

    jesli Ty czujesz się szczęśliwa prowadząc takie życie i Twój partner równiez -
    nia ma sprawy. Białe małżeństwa się zdarzają i wcale nie są nieszczęśliwe.
    Gorzej jeśli Ty podporządkowujesz sobie partnera. To się wczaśniej czy później
    zemści. Naprawdę nikt Ci tu źle nie życzy, a próbuje znaleźć jakąś
    radę/zrozumieć. I przedstawia swój pkt. widzenia. To nie jest złe. I ty, i inni
    cos z tego wyniosa. Oby były to pozytywne wnioski

    > W tym sensie. Ja sie z tym nie zgadzam- uwazam swoje zycie, mimo
    > wielu nieszczesc,

    zauważam jedną rzecz w Twoich wypowiedziach: zawsze na pierwszym miejscu
    stawiasz siebie, dopiero teraz, kilka linikjemk niżej zauważyłem coś o Twoim
    mężu (przepraszam, jeśli coś przeoczyłem, bo wątek długi się zrobił)

    > przy którym brak seksu jest niczym, za udane, chwile
    > szczescia mi sie zdarzaja(bo permanentnie szczesliwych to jednak nie ma),

    któż - prócz tych co w niebie już siedzą - jest non stop szczęśliwym?

    > nie
    > robimy z mezem z tego powodu tragedii, nie ma awantur o to, ze tego seksu tak
    > mało

    zadam pytanie niedyskretne (jeśli nie chcesz, oczywiście nie musisz
    odpowiadać): czy jesteś na 100% pewna, że Twój mąż tak chciał/chce, czy też się
    pogodził z zaistniałą sytuacją?

    >,ale mimo ze ja mogłabym tego stanu nie zmieniac bo nadto mi nie
    > przeszkadza dla dobra meza i zwiazku staram sie dazyc do polepszenia jakosci
    i
    > ilosci seksu.

    o tototo... cierpiętnicę z siebie w imię dobra związku robisz, co widać, mimo
    iż się zastrzegasz, że Ci to nie przeszkadza

    > Jak wczesniej napisałam maz szczyt swojej seksualnosci ma za soba
    > wiec moze dlatego u nas nie ma az takiej tragedii,

    jesli pewna jesteś, że tak właśnie jest i zaspokajacie swoje potrzeby w sposób
    wystarczający - nie ma jak dla mnie problemu

    > a od kiedy został ojcem,
    > duzo wiecej niz na seksie koncentruje sie na swoim ojcostwie.

    będę złośliwy: a co mu innego zostało? jeśli się mylę, szczerze przepraszam

    > Dlatego tez u nas owe obie strony nie pozostaja w zupełnej rozbieznosci co do
    > potrzeb, choc przyznaje ze mezowi chce sie czesciej, co ja rozumiem i staram
    > sie dostosowac.

    no wreszcie pod koniec postu coś powiedziałaś. Jeśli Wam obojgu taki stan
    rzeczy odpowiada - nie ma sprawy (wiem, po raz n-ty powtarzam). Tylko co będzie
    za jakiś czas, gdy się okaże`że diametralnie się myliłaś?

    Pozdrawiam

    Losiu

    PS. naprawdę nie chcę Cię urazić, uwierz, życzę ludziom naprawdę dobrze
  • linkamocwiatru 11.09.03, 16:10
    losiu4 napisał:
    > jesli Ty czujesz się szczęśliwa prowadząc takie życie i Twój partner
    równiez -
    > nia ma sprawy. Białe małżeństwa się zdarzają i wcale nie są nieszczęśliwe.
    > Gorzej jeśli Ty podporządkowujesz sobie partnera. To się wczaśniej czy
    później
    > zemści. Naprawdę nikt Ci tu źle nie życzy, a próbuje znaleźć jakąś
    > radę/zrozumieć. I przedstawia swój pkt. widzenia.

    Wierzę w dobre intencje forumowiczów, więc się nie obrażam, natomiast w wielu
    aspektach po prostu się nie zgadzam.

    zauważam jedną rzecz w Twoich wypowiedziach: zawsze na pierwszym miejscu
    > stawiasz siebie, dopiero teraz, kilka linikjemk niżej zauważyłem coś o Twoim
    > mężu (przepraszam, jeśli coś przeoczyłem, bo wątek długi się zrobił)

    Bo przecież chodzi tu o mój stosunek(nomen omen) do sprawy, moje odczucia,
    itp., to ze nie pisze o męzu nie znaczy ze go pomijam, lekcewaze, absolutnie
    nie.

    zadam pytanie niedyskretne (jeśli nie chcesz, oczywiście nie musisz
    > odpowiadać): czy jesteś na 100% pewna, że Twój mąż tak chciał/chce, czy też
    się
    > pogodził z zaistniałą sytuacją?

    Nie należy do osób spokojnych, ugodowych, godzących się na coś co mu nie
    pasuje, bo taki tu obraz sie wyłania, biernego i zrezygnowanego faceta, sam ma
    bardzo wiele problemów na głowie i nie widzę zbytnio objawów niedosytu seksu,
    po prostu jak juz ten seks sie przydarzy to fajnie, nerwowo było gdy
    zorientowalismy sie ze okres abstynencji przedłuzył sie do 2
    miesięcy.Oczywiście wspomina jak to było kiedyś, ja też, ale oboje zdajemy
    sobie sprawę ze seks kilkanascie lat później to nie to samo co poczatki.


    o tototo... cierpiętnicę z siebie w imię dobra związku robisz, co widać, mimo
    > iż się zastrzegasz, że Ci to nie przeszkadza

    To nie zupełnie tak. Cierpiętnicę robiłabym gdybym napisała-zmuszam sie do
    seksu z męzem, nie chce, ale musze, zaciskam zęby i udaję. Wygląda to inaczej-
    wieczór sprzyjajacy, ale ja oczywiscie nie odczuwam potrzeby, chce mi się
    spac,ale robię wszystko, by jednak tę wolę bozą poczuc- pomaga odrobina
    alkoholu i pornografia,która spełnia rolę terapeutyczna(seksuolodzy zalecaja)-
    oczywiscie nie podniecam sie po kryjomu, maz oglada ze mna, a zatem STARAM SIE
    wzbudzic w sobie zainteresowanie seksem. Gdybym olewała sprawe to nie
    robiłabym w tym kierunku NIC, prawda?

    będę złośliwy: a co mu innego zostało? jeśli się mylę, szczerze przepraszam

    Nie wiem czy masz dzieci, ale mój maz został pierwszy raz ojcem w wieku 45
    lat, wczesniej dzieci go nie interesowały, i zupełnie zwariował na punkcie
    córki, naprawdę.Rodzicielstwo odkrywa w nas nowe pokłady uczuc, doznan, które
    konkurują z innymi, miedzy innymi seksem, cos co do tej pory wydawało się
    szczytem doznan nagle jakby blaknie, bez seksu mozesz sie obejsc, bez dziecka
    juz nie. To nie sa oczywiscie substytuty, ale wierz mi ze dziecko, troska o
    nie moze na jakis czas przycmic inne sprawy, w tym łózkowe.
    Jemu tez się o tym nie sniło, dzieci postrzegał jako problem i dopiero teraz
    widzi jak sie mylił.

    Pzdr.
  • violletta 11.09.03, 22:24
    Rose, one przed zamążpójciem to nie mogą, bo nie wypada i dlatego cierpią,
    potem dzieci, praca, pigułki i cierpią, potem lata nie te i nie wypada... i
    cierpią, no a potem to grzech w tym wieku... i cierpią. A jak mąż zdradzi... to
    cierpią, ale wybaczą, bo bo to niby nie ich wina, że maja tak małe potrzeby.
    Tylko gdyby naprawdę czuły, że to nie ich wina, to by nie wybaczyły. I
    cierpią... I jak lakę gumową sobie mąż kupi... cierpią.
    Cierpiętnice, nie?
  • Gość: lola IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.09.03, 09:22
    Przykro, ze tak masz.ale pamietaj, ze cierpienie uszlachetnia
  • Gość: Dosia IP: ACOPWP* / 195.217.253.* 10.09.03, 17:27
    Oliwko. Moze zostan seksuologiem! Takimi swietnymi radami nas tu obdarzasz...
  • olivvka 10.09.03, 17:29
    Gość portalu: Dosia napisał(a):

    > Oliwko. Moze zostan seksuologiem! Takimi swietnymi radami nas tu obdarzasz...

    Dziękuję za propozycję, ale zdobyłam już wykształcenie. Jeśli Cię to
    interesuje, jestem z wykształcenia socjologiem rodziny, dlatego pozwalam sobie
    w sposób uprawniony zabrać głos w dyskusji.
    Jeśli nie chcesz, nie musisz sobie brać moich rad do siebie. Ja jednak staram
    się coś podpowiedzieć w oparciu o swoją zarówno wiedzę, jak i zawodowe
    doświadczenie. I naprawdę z serca. Ot tylko tyle.

    pozdrawiam
    olivvka
  • Gość: Dosia IP: ACOPWP* / 195.217.253.* 10.09.03, 17:42
    Dziewczyno dowiedz sie najpierw co to jest ozieblosc, a dopiero pozniej
    wyglaszaj madre mysli na forum.
  • losiu4 11.09.03, 10:25
    Gość portalu: Dosia napisał(a):

    > Dziewczyno dowiedz sie najpierw co to jest ozieblosc, a dopiero pozniej
    > wyglaszaj madre mysli na forum.

    Dosiu, akurat def. oziębłości i jej objawy Olivvka podała kilkukrotnie. I jest
    tak, jak pisze. Nie wiem, czemu próbujesz ją zdyskredytować.

    Pozdrawiam

    Losiu
  • Gość: Dosia IP: ACOPWP* / 195.217.253.* 11.09.03, 10:27
    Bo wspolzycie raz w miesiacu, w pelni satysfakcjonujace tj. konczace sie
    orgazmem i nie tylko NIE JEST OZIEBLOSCIA SEKSUALNA!!!!!!!!!

    To jest tak jakby ja powiedziala, ze seks 3 razy w tygodniu jest erotomania!
  • olivvka 11.09.03, 10:45
    Gość portalu: Dosia napisał(a):

    > Bo wspolzycie raz w miesiacu, w pelni satysfakcjonujace tj. konczace sie
    > orgazmem i nie tylko NIE JEST OZIEBLOSCIA SEKSUALNA!!!!!!!!!
    >
    > To jest tak jakby ja powiedziala, ze seks 3 razy w tygodniu jest erotomania!

    To zasięgnij złoto porady seksuologa, skoro czujesz, że ja jestem nieuprawniona
    do dawania Ci rad i przekonaj się osobiście czy sporadyczna aktywność seksualna
    nie jest oziębłością seksualną, lub choćby prostą drogą do niej.

    Jeśli masz życzenie, to służę Ci kontaktami do dobrych seksuologów w Warszawie.

    pozdrawiam
    olivvka
  • Gość: Dosia IP: ACOPWP* / 195.217.253.* 11.09.03, 11:03
    Oliwko. Sporadyczna aktywnosc seksualna tak samo prowadzi do ozieblosci, jak
    czesta aktywnosc seksualna prowadzi do dewiacyjnej erotomanii.

    Pozdrawiam :)
  • losiu4 11.09.03, 11:38
    Gość portalu: Dosia napisał(a):

    > Bo wspolzycie raz w miesiacu, w pelni satysfakcjonujace tj. konczace sie
    > orgazmem i nie tylko NIE JEST OZIEBLOSCIA SEKSUALNA!!!!!!!!!

    wszystko będzie OK, jeśli i Ty i Twój partner jesteście z takiego stanu rzeczy
    zadowoleni. I nadal nie wiem c to ma do uszczypliwości

    > To jest tak jakby ja powiedziala, ze seks 3 razy w tygodniu jest erotomania!

    nie, nie tak, samo, gdyż seks 3x w tygodniu wiele par uprawia i jesli obu
    stronom to odpowiada, jest OK. Natomiast jeśli Ty, będąc mocniejszą psychicznie
    osobowaścią, zmuszasz partnera do podporządkowanie się Twoim wymaganiom, to
    byłoby chyba coś nie tak. I owo "nie tak" odbije się w końcu.. jak nie za rok,
    to za lat parę...

    Pozdrawiam

    Losiu
  • Gość: Dosia IP: ACOPWP* / 195.217.253.* 11.09.03, 11:42
    Losiu. Tak samo wiele pare uprawia seks raz w miesiacu co 3 razy na tydzien.
    Poczytaj sobie statystyki. 3 razy w tygodniu to wedle tych statystyk wyczyn -
    zdarza sie on zwlaszcza u ludzi w wieku 20-25 lat. NIe jestem w stanie
    przytoczyc Ci dokladnych danych, ale pamietam, ze jak o tym czytalam bylam
    zdumiona.

    W zwiazku z tym, jezeli wspolzycie raz w miesiacu ty uznajesz za mocno
    podejrzane, to ja tak samo mam prawo uznawac wspolzycie 3 razy w tygdoniu za
    podejrzane - statystycznie rzecz ujmujac jest mniej wiecej tyle samo par po obu
    stronach :)
  • losiu4 11.09.03, 12:11
    Gość portalu: Dosia napisał(a):

    > Losiu. Tak samo wiele pare uprawia seks raz w miesiacu co 3 razy na tydzien.

    być może. I jesli odpowiada to obu stronom, to OK. Natomiast przyglądnąłem się
    paru sprawom rozwodowym. Jeden z częstych argumentów: niedopasowanie seksualne.
    I to wcale nie było udawane

    > Poczytaj sobie statystyki.

    nie wierzę statystykom, jeśli nie wiem kto, co i jak badał. A tym bardziej
    takim tyczącym się intymnej sfery życia człowieka. Wolę obserwację żywych
    przypadków

    > 3 razy w tygodniu to wedle tych statystyk wyczyn -
    > zdarza sie on zwlaszcza u ludzi w wieku 20-25 lat. NIe jestem w stanie
    > przytoczyc Ci dokladnych danych, ale pamietam, ze jak o tym czytalam bylam
    > zdumiona.

    szkoda. Może Olivvki zapytamy, ona najwyraźniej oblatana w temacie jest. I z
    tego co wyczytałem, wcale nie życzy Ci źle ani nie chce Cię pognębić.

    > W zwiazku z tym, jezeli wspolzycie raz w miesiacu ty uznajesz za mocno
    > podejrzane,

    nigdzie tego nie pisałem. Mówiłem jedynie o kompromisie i niczym więcej

    > to ja tak samo mam prawo uznawac wspolzycie 3 razy w tygdoniu za
    > podejrzane - statystycznie rzecz ujmujac jest mniej wiecej tyle samo par po
    obu
    > stronach :)

    tak to jest w zabawach ze statystykami. Jeśli jesteś ciekawa, mogę Ci szybko za
    pomocą statystyki udowodnić, że np. talent matematyczny silnie zależy od
    wielkości stopy. Naprawdę.

    Pozdrawiam

    Losiu
  • olivvka 11.09.03, 12:19
    losiu4 napisał:

    > Gość portalu: Dosia napisał(a):
    >
    > > Losiu. Tak samo wiele pare uprawia seks raz w miesiacu co 3 razy na tydzie
    > n.
    >
    > być może. I jesli odpowiada to obu stronom, to OK. Natomiast przyglądnąłem
    się
    > paru sprawom rozwodowym. Jeden z częstych argumentów: niedopasowanie
    seksualne.
    >
    > I to wcale nie było udawane
    >
    > > Poczytaj sobie statystyki.
    >
    > nie wierzę statystykom, jeśli nie wiem kto, co i jak badał. A tym bardziej
    > takim tyczącym się intymnej sfery życia człowieka. Wolę obserwację żywych
    > przypadków
    >
    > > 3 razy w tygodniu to wedle tych statystyk wyczyn -
    > > zdarza sie on zwlaszcza u ludzi w wieku 20-25 lat. NIe jestem w stanie
    > > przytoczyc Ci dokladnych danych, ale pamietam, ze jak o tym czytalam bylam
    >
    > > zdumiona.
    >
    > szkoda. Może Olivvki zapytamy, ona najwyraźniej oblatana w temacie jest. I z
    > tego co wyczytałem, wcale nie życzy Ci źle ani nie chce Cię pognębić.
    >
    > > W zwiazku z tym, jezeli wspolzycie raz w miesiacu ty uznajesz za mocno
    > > podejrzane,
    >
    > nigdzie tego nie pisałem. Mówiłem jedynie o kompromisie i niczym więcej
    >
    > > to ja tak samo mam prawo uznawac wspolzycie 3 razy w tygdoniu za
    > > podejrzane - statystycznie rzecz ujmujac jest mniej wiecej tyle samo par p
    > o
    > obu
    > > stronach :)
    >
    > tak to jest w zabawach ze statystykami. Jeśli jesteś ciekawa, mogę Ci szybko
    za
    >
    > pomocą statystyki udowodnić, że np. talent matematyczny silnie zależy od
    > wielkości stopy. Naprawdę.
    >
    > Pozdrawiam
    >
    > Losiu

    Badania seksuologiczne rzadko bywają miarodajnymi z uwagi na trudność dobrania
    reprezentatywnej próby. Niestety. Przynajmniej w naszym mocno konserwatywnym
    kraju. Są jednak one prowadzone przez wiele niezależnych instytucji.
    Najsłynniejszy jest chyba raport Durexa w tym temacie, choć ja osobiście nie
    dawałabym mu 100% wiary.

    Z ostatnio prowadzonych badań (bodajże Starowicz i s-ka) wynika, że Polak
    średnio odbywa ok. 140 stosunków płciowych rocznie (z tego co pamiętam badano
    małżeństwa i pary żyjące w trwałych konkubinatach). Wychodzi więc ok 11-12
    stosunków miesięcznie, czyli ok. 3 stosunków na tydzień. Zbieżne jest to z tym,
    co opublikował w 2002 roku Durex. Znajdziesz to pod następującym adresem:
    www.durex.pl/pliki/raport2002.htm
    Jako Polacy nie należymy do specjalnie aktywnych seksualnie narodów, ale i nie
    mamy powodów do wstydu.

    pozdrawiam
    olivvka
  • linkamocwiatru 10.09.03, 18:19
    olivvka napisała:

    > > Przestań się umartwiać nad własną seksualną niemocą, tylko rozpocznij
    terapię w
    >
    > gabinecie seksuologa. Twoja niechęć do seksu nie ma prawdopodobnie podłoża
    > somatycznego. A więc można przywrócić Twój poziom libido, przy odrobinie
    dobrej
    >
    > chęci z Twojej strony i wydatnej pomocy Twojego partnera.
    >
    > pozdrawiam
    > olivvka
    >
    > PS. Na boga, dlaczego kobiety odczuwające zmniejszony temperament seksualny
    nie
    >
    > próbują z tym nic robić, tylko zaciskają zęby i wciąż myślą, że taki stan
    jest
    > nieodwracalny??? Oziębłość seksualna (bo o niej mowa jeśli Twoje potrzeby
    > wynoszą jedno zbliżenie na miesiąc) jest chorobą, którą daje się leczyć z
    > niemalże 100% szansą powodzenia!!!
    > Doprawdy zdruzgotana jestem czytając takie posty. I płakać mi się chce z
    powodu
    >
    > bezradności innych.

    Dzieki za rade, moze jeszcze podpowiesz ile taki seksuolog liczy sobie za
    wizyte, bo na NFZ to chyba nie ma co liczyc.
  • Gość: Dosia IP: ACOPWP* / 195.217.253.* 10.09.03, 18:20
    Oliwka zapewne sluzy Ci swoja rada za darmo. I jakie rokowania ma: 100%
    wyleczonych przypadkow!

    Przyjdzie kryska na matyska... :)
  • perotin 10.09.03, 23:19
    No skad? Czy mozna bez seksu pracowac, uczyc sie, koncentrowac... Co z tego, ze
    potrafilbym sie meczyc do konca zycia? Kazcie narkomanowi normalnie
    funkcjonowac (praca, nauka itd) na odwyku, przeciez gosc nie zwierze, ma
    rozum...
  • matrek 11.09.03, 02:11
    ale co to wogole za podejscie ? " Ja - Mu - Nie - Daje " Nie jestem pewny, czy
    chcialbym takiego "dawanego". Seks ktory jest powieceniem, to nie seks - to
    zwykla kopulacja. Seks ma byc obustronna radoscia, a nie przykrym obowiazkiem.

    --
    Pozdrawiam,

    Wie, ze nie wzial Cie dziewica,
    i to mu powinno wystarczyc do szczescia.

    (copyright by @ anahella)
  • losiu4 11.09.03, 10:26
    matrek napisał:

    > ale co to wogole za podejscie ? " Ja - Mu - Nie - Daje " Nie jestem pewny,
    czy
    > chcialbym takiego "dawanego". Seks ktory jest powieceniem, to nie seks - to
    > zwykla kopulacja. Seks ma byc obustronna radoscia, a nie przykrym obowiazkiem.

    oj, a bo to jedna kobieta tak podchodzi do spraw seksu w związku.. wystarczy
    chociażby ten wątek przeczytać

    Pozdrawiam

    Losiu
  • Gość: Dosia IP: ACOPWP* / 195.217.253.* 11.09.03, 10:28
    Losiu. Wlasnie Ty chcesz sprowadzic seks do kopulacji. Kobieta ma dac, bo Tobie
    sie chce. A jak nie chce dac to znaczy, ze jest oziebla i ma sie leczyc.
  • losiu4 11.09.03, 11:56
    Gość portalu: Dosia napisał(a):

    > Losiu. Wlasnie Ty chcesz sprowadzic seks do kopulacji. Kobieta ma dac, bo
    Tobie
    >
    > sie chce. A jak nie chce dac to znaczy, ze jest oziebla i ma sie leczyc.

    absolutnie nie. Jestem w tych sprawach za kompromisem i pełną jasnością.
    Pierwsze Twoje posty sugerowały, że ta sfera życia ma być po Twojej myśli.
    Dopiero później c=oś się w Twoich wypowiedziach zmieniło. Mam nadzieję, że to
    na skutek przemyśleń przy czytaniu tego wątku.

    Pozdrawiam

    Losiu
  • Gość: Dosia IP: ACOPWP* / 195.217.253.* 11.09.03, 12:00
    No jasne :) co wiecej - juz zabukowalam sobie wizyte u Lwa Starowicza -
    dziekuje Wam po stokroc!!!! :)
  • losiu4 11.09.03, 12:17
    Gość portalu: Dosia napisał(a):

    > No jasne :) co wiecej - juz zabukowalam sobie wizyte u Lwa Starowicza -
    > dziekuje Wam po stokroc!!!! :)

    Dosiu, naprawdę sarkazm w tym miejscu jest niepotrzebny. Jeśli uważacie (OBOJE)
    ze swoim partnerem, że jest OK, nie ma sprawy. Jak już napisałem, białe (lub
    prawie białe) małżeństwa sie zdarzają i jeśli obojgu to odpowiada, to co w tym
    złego. Natomiast jesli wiesz/ podejrzewasz że coś jest nie tak, i nie możecie
    sobie dać z tym rady - wizyta u odpowiedniego lekarza (niekoniecznie Lwa -
    Starowicza- któren IMHO zmanierowany się stał) mogłaby pomóc

    Pozdrawiam

    Losiu
  • pajdeczka 11.09.03, 11:09
    losiu4 napisał:

    >> oj, a bo to jedna kobieta tak podchodzi do spraw seksu w związku.. wystarczy
    > chociażby ten wątek przeczytać
    >
    Uważasz Łosiu, że jest to nielogiczne? A dlaczego miałabym szafować, nawet w
    małżeństwie, czymś, za czym mężczyźni szaleją? Pan Bóg ładnie to sobie obmyślił.
    Najpierw kara , a potem nagroda. Bo nam to wystarczy tylko, jak coś ładnego
    kupicie. A wy? Spróbuj się zadowolić kolejnym krawatem.
    Z poważaniem
  • losiu4 11.09.03, 12:02
    pajdeczka napisała:

    > losiu4 napisał:
    >
    > >> oj, a bo to jedna kobieta tak podchodzi do spraw seksu w związku.. wys
    > tarczy
    > > chociażby ten wątek przeczytać
    > >
    > Uważasz Łosiu, że jest to nielogiczne?

    a czy ja coś takiego napisałem?

    > A dlaczego miałabym szafować, nawet w
    > małżeństwie, czymś, za czym mężczyźni szaleją?

    ejże, Pajdeczko, znam Cię trochę. Ale poważnie (dla innych przestroga): nie
    szafuj, kto Ci każe. Tylko konsekwencje bądź w stanie ponieść

    > Pan Bóg ładnie to sobie obmyślił
    > Najpierw kara , a potem nagroda.

    albo odwrotnie ;))

    > Bo nam to wystarczy tylko, jak coś ładnego
    > kupicie.

    Pajdeczko, sama tego chciałaś. Prześlę Ci wirtualny bukiet kosztujący paręset
    złotych. Dla zadowolenia kobiet wszystko ;))

    > A wy? Spróbuj się zadowolić kolejnym krawatem.

    bleeee. nie lubię krawatów... w ogóle nie lubię strojów oficjalnych. Choruję
    jak muszę się w nie ubierać. Ale jeśli jakiś wygodny strój półsportowy by się
    trafił - czemu by nie ;))

    Pozdrawiam

    Losiu
  • rose2 11.09.03, 14:28
    Ktoras z forumowiczek przytoczyla tu taki przyklad mezczyzny na wozku
    inwalidzkim, ktory zaspokajal seksualnie swoja zdrowa zone inaczej, no i
    wszystko sie swietnie im ukladalo. Super.

    Takze moje drogie kolezanki :o) Jak to jest z wami, gdy macie jakas
    niedyspozycje (nie z waszej winy przeciez), jak zaspokajacie swego partnera
    seksualnie - czyli w inny sposob :o)

    Czekam tylko na powazne odpowiedzi....

    --
    Kobieta powinna powstrzymac swoje kokieteryjno-prowokacyjne zachowanie aby
    umozliwic mezczyznie wyksztalcenie pozagenitalnych form osobowej komunikacji
  • pajdeczka 11.09.03, 14:38
    losiu4 napisał:

    > Pajdeczko, sama tego chciałaś. Prześlę Ci wirtualny bukiet kosztujący paręset
    > złotych. Dla zadowolenia kobiet wszystko ;))

    Miałam akurat coś bardziej konkretnego na myśli, ale, ponieważ w moim wieku nie
    należy za bardzo wybrzydzać to czekam na te kwiaty, nawet wirtualne.

    > Ale jeśli jakiś wygodny strój półsportowy by się trafił - czemu by nie ;))
    >
    Czyli co, mam ci kupić dres Reeboka albo Adidasa za kilkaset złotych?!
    Litości, wirtualnie nie mam takiej możliwości, a z kasą u mnie ostatnio
    kiepsko , bo firma jest w agonii. To może coś innego ci wyślę, też ładnego.
    Swoje zdjęcie np.?
  • losiu4 11.09.03, 15:07
    pajdeczka napisała:

    > losiu4 napisał:
    >
    > > Pajdeczko, sama tego chciałaś. Prześlę Ci wirtualny bukiet kosztujący parę
    > set
    > > złotych. Dla zadowolenia kobiet wszystko ;))

    > Miałam akurat coś bardziej konkretnego na myśli, ale, ponieważ w moim wieku
    nie
    > należy za bardzo wybrzydzać to czekam na te kwiaty, nawet wirtualne.

    już poszły. Jeśli ich jeszcze nie masz, podeślę ponownie. Z kosztami - w
    przypadku pieknych dam - się nie liczę

    > > Ale jeśli jakiś wygodny strój półsportowy by się trafił - czemu by nie ;)
    > )

    > Czyli co, mam ci kupić dres Reeboka albo Adidasa za kilkaset złotych?!

    eeeee.. nie, skądze. Wszakże macie coś innego do zaoferowania ;P

    > Litości, wirtualnie nie mam takiej możliwości, a z kasą u mnie ostatnio
    > kiepsko , bo firma jest w agonii. To może coś innego ci wyślę, też ładnego.
    > Swoje zdjęcie np.?

    chętnie, chętnie. Już kiedyś opisałaś, jak mniej więcej wyglądzasz, a ja wielce
    na taki typ urody łasy jestem

    Pozdrawiam

    Losiu
  • mintulu 11.09.03, 15:29
    To może ja podam przypadek oziębłości czy też zaburzeń seksualności :
    od roku nie robię tego,z trzema wyjątkami, które nie były szczególnie przyjemne
    ani dla mnie ani dla mojego partnera. Wcześniej wszystko układało się dobrze -
    od codziennych, nawet kilkakrotniew ciągu dnia stosunków po czasem z przerwę
    tygodniową... bylo nam po prostu ze sobą dobrze, ale...

    Poznałam kogoś innego, trwało to troche i niestety rozpadlo sie własnie rok
    temu :(
    Od tej pory nie jestem w stanie podjąć na nowo tej strefy życia...

    Owszem są inne sposoby ,którymi staram się rekompensować mężowi, brak
    normalnego współżycia.

    Nie miałabym jednak pretensji , gdyby zrobił to z kimś innym ..tak mi się wydaje

    Czasem brakuje mi ...oczywiście, ale nie jestem w stanie sobie
    wyobrazić,kogokolwiek prócz tamtej osoby sprzed roku...

    Smutno mi...:(
  • olivvka 11.09.03, 16:15
    mintulu napisała:

    > To może ja podam przypadek oziębłości czy też zaburzeń seksualności :
    > od roku nie robię tego,z trzema wyjątkami, które nie były szczególnie
    przyjemne
    >
    > ani dla mnie ani dla mojego partnera. Wcześniej wszystko układało się dobrze -

    > od codziennych, nawet kilkakrotniew ciągu dnia stosunków po czasem z przerwę
    > tygodniową... bylo nam po prostu ze sobą dobrze, ale...
    >
    > Poznałam kogoś innego, trwało to troche i niestety rozpadlo sie własnie rok
    > temu :(
    > Od tej pory nie jestem w stanie podjąć na nowo tej strefy życia...
    >
    > Owszem są inne sposoby ,którymi staram się rekompensować mężowi, brak
    > normalnego współżycia.
    >
    > Nie miałabym jednak pretensji , gdyby zrobił to z kimś innym ..tak mi się
    wydaj
    > e
    >
    > Czasem brakuje mi ...oczywiście, ale nie jestem w stanie sobie
    > wyobrazić,kogokolwiek prócz tamtej osoby sprzed roku...
    >
    > Smutno mi...:(

    To rzeczywiście smutne i przykre.

    Jak niektórzy mówią: serce nie sługa.
    Cóż więc stoi na przeszkodzie, by zmienić swoje życie i poszukać na nowo
    własnego szczęścia?

    pozdrawiam
    olivvka
  • mintulu 11.09.03, 16:27
    bo... może dlatego ze nie chcę próbować i szukać... tamto samo przyszło i było
    tak niesamowite, ze nie wierzę ze z kims może tak jeszcze być

    może ... może ... może...
    nie wiem :( tak na prawdę to od roku nikt mnie nie pociąga, o nikim nie
    pomyślałam w seksualnym słowa znaczeniu ...
  • olivvka 11.09.03, 16:31
    mintulu napisała:

    > bo... może dlatego ze nie chcę próbować i szukać... tamto samo przyszło i
    było
    > tak niesamowite, ze nie wierzę ze z kims może tak jeszcze być
    >
    > może ... może ... może...
    > nie wiem :( tak na prawdę to od roku nikt mnie nie pociąga, o nikim nie
    > pomyślałam w seksualnym słowa znaczeniu ...

    Pamiętaj jednak o tym, iż by móc dawać szczęście innym, wpierw należy samemu
    tego szczęścia poszukać i samemu być szczęśliwym. Czasami wymaga to od nas
    trudnych decyzji.

    pozdrawiam
    olivvka
  • Gość: przypomnienie IP: *.adsl.interware.hu 11.09.03, 23:50
    zapomnialas dodac, ze zapraszasz na Forum Erotyka Nova
  • losiu4 12.09.03, 09:00
    Gość portalu: przypomnienie napisał(a):

    > zapomnialas dodac, ze zapraszasz na Forum Erotyka Nova

    po co, skoro Ty przypomniała(e)ś

    Pozdrawiam

    Losiu
  • mintulu 12.09.03, 09:19
    A co ja oziębła mam robić na erotice, skoro porad nie szukam jedynie
    opowiedziałam swoją historię ....
    Pozdr. dla Was :-)
  • losiu4 12.09.03, 09:29
    mintulu napisała:

    > A co ja oziębła mam robić na erotice, skoro porad nie szukam jedynie
    > opowiedziałam swoją historię ....

    a poczytaj sobie chociaż, nie dopraszając się o rady. Jeśli czytałaś wypowiedzi
    Olivvki i Cię zainteresowały, to chyba warto tam zajrzeć (żeby nie było
    podejrzeń o kryptoreklamę: nie udzielam się na tym forum, chociaż po nazwie
    sądząc wiadomo o czym ono jest)

    Pozdrawiam

    Losiu
  • mintulu 12.09.03, 10:03
    Może :) Nie bardzo wiem czy chce zmian....tan stan mi się chyba podoba skoro w
    nim trwam ;-) A ze czasem jest mi smutno , to chyba każdemu z jakis powodów
    czasem bywa...

    Pozdrawiam też :-)
  • losiu4 12.09.03, 10:25
    mintulu napisała:

    > Może :)

    się cieszę :))

    > Nie bardzo wiem czy chce zmian....

    a kto Ci konieczność zmian wmawia. Zastanów się jeno, bo jak sama piszesz "nie
    za bardzo wiesz"

    > tan stan mi się chyba podoba skoro w
    > nim trwam ;-)

    a Jemu?

    > A ze czasem jest mi smutno , to chyba każdemu z jakis powodów
    > czasem bywa...

    w sumie jesień... i pogoda dziś nieszczególna więc co ma być wesoło ;)(chyba że
    u Ciebie inaczej jest)

    Pozdrawiam i poprawy nastroju życzę

    Losiu
  • mintulu 12.09.03, 10:57
    losiu4 napisał:

    > się cieszę :))

    mimo paskudnej pogody się cieszysz :)

    > a kto Ci konieczność zmian wmawia. Zastanów się jeno, bo jak sama
    piszesz "nie
    > za bardzo wiesz"

    Dobrze ze mam mało czasu :)) wolnego, bo jak za dużo myślę to same głupoty
    wymyślam ;)

    a Jemu?

    srednio chyba :( ale staram się "bez stosunkowo" zaspakajac jego potrzeby....

    > w sumie jesień... i pogoda dziś nieszczególna więc co ma być wesoło ;)(chyba
    że

    > u Ciebie inaczej jest)

    U mnie jest paskudnie i strasznie jestem śpiąca , ale nie królewna ;)

    Miłego dnia :)
  • losiu4 12.09.03, 11:39
    mintulu napisała:

    > losiu4 napisał:

    > > się cieszę :))

    > mimo paskudnej pogody się cieszysz :)

    a no bo dziś tak jakoś mi się micha sama cieszy :) Czego i Tobie życzę

    > > a kto Ci konieczność zmian wmawia. Zastanów się jeno, bo jak sama
    > piszesz "nie
    > > za bardzo wiesz"

    > Dobrze ze mam mało czasu :)) wolnego, bo jak za dużo myślę to same głupoty
    > wymyślam ;)

    jeśli to TE głupoty, to może myśl więcej ;))

    > a Jemu?

    > srednio chyba :( ale staram się "bez stosunkowo" zaspakajac jego
    potrzeby....

    jeśli Wam to wystarcza, czemu by nie

    > > w sumie jesień... i pogoda dziś nieszczególna więc co ma być wesoło ;)(chy
    > ba
    > że
    > > u Ciebie inaczej jest)

    > U mnie jest paskudnie

    jutro ma być lepiej (a mam cichą nadzieję, że już dziś zacznie się poprawiać)

    > i strasznie jestem śpiąca , ale nie królewna ;)

    to nic, na wszelki wypadek przesyłam :*

    > Miłego dnia :)

    Nawzajem

    Pozdrawiam

    Losiu
  • Gość: . IP: *.jgora.dialog.net.pl 15.09.03, 00:03
  • Gość: . IP: *.jgora.dialog.net.pl 17.09.03, 23:35
  • Gość: . IP: *.jgora.dialog.net.pl 17.09.03, 23:42
    .

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka