Dodaj do ulubionych

Domowe finanse a decyzja o dziecku

29.05.08, 18:12

Jedynym czynnikiem, który powstrzymuje mnie przed decyzją o dziecku
są pieniądze...Nie wiem, ile trzeba zarabiać w Warszawie, nie mając
dziadków "pod ręką", będąc obciążonym kredytem, aby dać sobie radę
finansowo...

Rata kredytu - 2500 zł
Opiekunka do dziecka - 2000 zł (albo więcej?)

Przy pensjach w wysokosci netto 2500 i 4000, na zycie zostaje 2000 -
rachunki, benzyna, jedzenie itd. O wakacjach pewnie w tej sytuacji
pomarzyc tylko mozna. :-(

Dołujące. :-(
Edytor zaawansowany
  • kontik_71 29.05.08, 18:16
    Zlobek i przedszkole tez kosztuje 2000 zl ? Musi byc opiekunka?
  • mahadeva 29.05.08, 18:18
    musi byc dziecko? :)
  • kontik_71 29.05.08, 18:20
    To jest inna kwestia.. ale jesli zalozymy, ze jecko jest nieusuwalna
    stala to trzeba sie pobawic z innymi rzeczami.. no i wlasnie
    dlaczego opiekunka dla dziecka za 2000 zl????
  • mahadeva 29.05.08, 18:23
    tyle kosztuje w wawie... no ale wtedy to juz na nic nie bedzie ich
    stac... sami sobie szkodza, w imie posiadania bachora... cannot
    understand
  • kontik_71 29.05.08, 18:25
    No dobrze nie znam warszawskich cen.. ale i tak mi sie wydaje, ze
    mozna to zrobic taniej.. any way.. jesli jednak tak beda wygladaly
    ich finanse to w koncu klopoty finansowe zezra ich.. nie ma chyb
    anic gorszego niz awantury o kase, a te niestety sa dosc
    pawdopodobne :(
  • operatorkoparki 30.05.08, 17:37
    jak ja lubie takie wpisy - ile masz lat?
    cannot
    > understand

    - wieś i buractwo
    kiedyś były wtręty ruskojęzyczne, przedtem francuskie teraz Polska
    Buracka: cannot
    > understand

  • kitek_maly 30.05.08, 18:01

    > - wieś i buractwo
    > kiedyś były wtręty ruskojęzyczne, przedtem francuskie teraz Polska
    > Buracka: cannot
    > > understand

    No już dobrze, dobrze. Wdech, wydech... Wdech, wydech...
    Już lepiej się czujesz, jak pokazałeś wszystkim tu zgromadzonym
    głupkom jaki to jesteś mONdry? :-)
  • operatorkoparki 30.05.08, 20:35
    spoko - ja wszystko easy, na kornera zrobić picupa
    cannot
    > > understand
    to na szkolenie do chicago
    ... kurcze nie mam cyrylicy bo bym też błysnał
    pusswiegda budziet sonce....
  • mahadeva 31.05.08, 22:17
    zgadzam sie, ze wszelkie okrucienstwa ludzkosci to nic przy 'cannot
    understand', masz racje przyjmuje na siebie grzech buractwa...
  • sumna 18.09.08, 12:28
    operatorkoparki napisała:

    > ... kurcze nie mam cyrylicy bo bym też błysnał
    > pusswiegda budziet sonce....


    www.translit.ru :)
  • mahadeva 30.05.08, 23:14
    28 lat mam :)
  • agatha61 02.06.08, 15:45
    to jak msz 28 to sie nie zastanawiaj zbytnio, ale bierz do roboty.
    Ja jak zaszlam w nieplanowana ciaze, tez sie zastanawialam jak to
    bedzie (liche wowczas dochody) jakos dalismy rade, a teraz moja syt
    jest o niebo lepsza, a nie mam problemow i stresow zwiazanych ze
    staraniem o dziecko. Zapewniam, ze to chyba tak w zyciu bywa, ze
    wszystko ma swoj czas...poza tym na pewno nie da sie "przeliczac"
    czy stac na dziecko.
  • aurita 30.05.08, 22:01
    bynajmniej tyle wcale nie kosztuje w warszawie...
    a zycie robi sie o wiele bogatsze jak sie posiada bachora...
  • papierowa.szklanka 29.05.08, 18:27
    gdybym ja miała takie myślenie, jak autorka wątku... gdyby wszyscy mieli takie
    myślenie jak autorka wątku, to nikt świadomie nie decydowałby sie na dziecko...
    pytanie do autorki wątku: po co wam na dwie osoby kredyt na mieszkanie rzędu
    prawie 400tys, przecież to 60m2! a przedszkole kosztuje 500zł, opiekunka 1500,
    zastanów sie czy szukasz wymówki, czy nie chcesz dziecka, a nie marudzisz, zę z
    finansami nie tak
    ja wzięłam kredyt na 230tys , kupiłam za to mieszkanie 40m2, i myślę ze z mężem
    i dzieckiem w przyszłości sie pomieścimy, rata takiego kredytu to 1000zł, tyle
    co wynajem, i mam nadzieję, ze nigdy nie będę wybierać, czy jechac na wakacje,
    czy mieć dziecko...
    --
    dópa
  • kitek_maly 29.05.08, 18:31

    Ej, a dlaczego nie mieliby kupić mieszkania 3-pok, skoro ich stać?
    Przestrzeń daje ogromny komfort.

    Znam małżeństwa z dzieckiem mieszkające w kawalerkach rzędu 32m2.
    Ale co to za życie?
  • papierowa.szklanka 29.05.08, 18:35
    i marudzenie, ze ich teraz na dziecko nie stać?
    dla mnie bez sensu :/
    --
    dópa
  • papierowa.szklanka 29.05.08, 18:37
    ale podejrzewam, że gdyby rata kredytu wynosiła ich 1000zł, to i tak
    marudziłaby, ze nie stać ich na dziecko
    rozmowa chyba nie w ta stronę sie ukierunkowała :)
    dziewczyna szukała zapewnienia, ze dobrze myśli, jako usprawiedliwienie... dla
    samej siebie
    --
    dópa
  • mahadeva 29.05.08, 22:18
    bo byc moze nie chce miec dziecka, a tu ta presja spoleczna i co ma
    sie zmuszac?? dziecko to nie zabawka i posiadanie jego wcale nie
    jest obowiazkiem... wiem, pewnie sama sie kiedys skusze na meza, a
    oni chca dzieci, ale to bedzie wielkie poswiecenie
  • mcwoody69 02.06.08, 12:48
    a dlaczego poświęcenie?? boisz się stracić figurkę?? polecam zakon.. zachowasz
    wygląd i poświęcić się będziesz mogła ;P
  • kitek_maly 29.05.08, 18:45

    > i marudzenie, ze ich teraz na dziecko nie stać?
    > dla mnie bez sensu :/

    Uważam, że kupowanie dużych mieszkań przez małżeństwa jest rozsądne.
    Z tego co kojarzę, to Tezromantyczka kupiła mieszkanie już jakiś
    czas temu. Tym bardziej okazało się to dobrym pomysłem, po tym
    wzroście cen, jaki miał miejsce ostatnio.

    W dwupokojowym mieszkaniu spokojnie można wychowywać dziecko, ale
    już w miarę jego dorastania, kosztem sypialni w dużym pokoju. A 3-
    pok mieszkanie jest akurat.

    Natomiast nie rozumiem dlaczego autorka uważa, że 2000zł na
    utrzymanie to jest mało... Hmm nie rozumiem po co ludzie
    przeprowadzają się do Wawy, a potem narzekają, że wszystko jest
    drogie. Zwłaszcza, że koszty utrzymania są porównywalne do tych w
    innych miastach.
  • kretynofil 30.05.08, 13:35
    > Natomiast nie rozumiem dlaczego autorka uważa, że 2000zł na
    > utrzymanie to jest mało... Hmm nie rozumiem po co ludzie
    > przeprowadzają się do Wawy, a potem narzekają, że wszystko jest
    > drogie. Zwłaszcza, że koszty utrzymania są porównywalne do tych w
    > innych miastach.

    Bo to niestety jest malo w Warszawie i w kazdym duzym miescie. Nie
    mowie o takim studencko-mlodziezowym stylu zycia, kiedy jada sie
    nieregularnie chleb z pasztetem i hamburgery; mam na mysli takie
    zycie, kiedy nie chcesz zeby dzieciak jadl smieci tylko dbasz o
    odpowiedni poziom tego jedzenia. Nie mam na mysli kawioru, tylko
    swieze warzywa, ryby, dobrej jakosci mieso (a nie kielbasa z Tesco),
    itd. Takie rzeczy w wiekszych miastach sa drogie...

    Wiem ze mi tu zaraz kolejna papierowa.kretynka wyskoczy z tekstem,
    ze jak ona byla mala, to sie jadlo co bylo i wszyscy tak ladnie
    rosniemy, wiec mi sie w dupie poprzewracalo. To, czego taka kretynka
    nie dostrzega to to, ze za komuny jedzenie bylo duzo lepszej
    jakosci, nie bylo tego calego szybko-szajsu, bylo mniej slodyczy i
    nie bylo, przede wszystkim, promocji w Tesco.

    Jakbym mial dzieciaka, to w zyciu bym go takim gownem nie karmil - i
    dlatego wiem, ze duzo by mnie to kosztowalo. I z tego warto sobie
    zdac sprawe przed podjeciem decyzji o macierzynstwie.

    A odpowiadajac na reszte Twojego pytania: nie wiem po co ludzie
    mieszkaja DLUGO w Warszawie - dla mnie byla ona tylko przystankiem
    na drodze, miejscem gdzie sie duzo nauczylem, ale w ktorym nigdy bym
    nie zostal na stale. W taki sposob uzywana Warszawa jest calkiem
    dobra...

    ----------------------------------------------

    Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
    internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba
    czerpiaca perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z
    kretynami. Milej lektury :)
  • kitek_maly 30.05.08, 14:05

    > Bo to niestety jest malo w Warszawie i w kazdym duzym miescie. Nie
    > mowie o takim studencko-mlodziezowym stylu zycia, kiedy jada sie
    > nieregularnie chleb z pasztetem i hamburgery

    Coś Ty?
    A sądzisz, że o jakim mówiłam ja? :-)

    Mam znajomych, którzy przenieśli się ze Szczecina do Wawy i oprócz
    cen nieruchomości nie zauważyli znacznej różnicy w kosztach.

    Przyznam, że nie przeliczyłam tych 2tys, ale wydaje mi się, że na 2
    osoby to jest naprawdę nieźle (na samo życie i utrzymanie). Dziecka
    nie mam, więc ciężko mi policzyć na dziecko średnio miesięcznie
    trzeba wydawać.

    Jest mi obojętne gdzie kto mieszka. Mnie akurat Wawa się podoba. Ale
    nie wiem po co się męczyć mieszkając w Wawie i narzekać na to, że
    drogo... Jak drogo, to się trzeba przeprowadzić do małego miasta.
    Będzie odpowiednio taniej i odpowiednio niższa pensja. :-)
  • kretynofil 30.05.08, 14:42
    Ja akurat mieszkam w Belgii i do Warszawy wpadam coraz rzadziej, ale
    o ile pamietam, to ceny tam sa naprawde wysokie. Sprobujmy to
    policzyc:

    - idziesz raz do kina (50-60 PLN) lub w inne miejsce (teart/koncert)
    - idziesz dwa razy ze znajomymi do baru (100 PLN) + taksowka (100
    PLN)
    - jedno z pary idzie do fryzjera (50 PLN) - chodzicie na zmiane
    - dwie karty miejskie (130 PLN)
    - raz na kilka miesiecy trzeba kupic cos do ubrania (50 PLN), buty
    itd.
    - wizyta u dentysty (50-60 PLN) - raz na kilka miesiecy, ale
    zaplacic trzeba konkretnie,
    - wyjazd do rodzicow (jesli nie jestes z Warszawy) (100 PLN)

    Do tej pory wydalismy 600 PLN na wydatki stale. Reszta to jedzenie,
    kosmetyki, chemia, w sumie po 700 na glowe, co daje 23 PLN dziennie.
    Czy to naprawde tak duzo? Raczej nie bardzo :)

    Jak policzysz sobie koszty plynu do prania/plukania, paste do zebow,
    szampony, mydlo albo zel pod prysznic, odzywke, papier toaletowy,
    pianke/zel do golenia, maszynki, krem do rak i do twarzy, srodki do
    makijazu, dezodorant/perfumy, plyn do mycia naczyn, cos do mycia
    podlog, blatow, sanitariatow itd. to wyjdzie Ci spokojnie 300 PLN
    wiecej - i wtedy na glowe macie po 18 PLN na jedzenie dziennie.

    To juz jest malo, jesli karton soku kosztuje kilka zlotych, jogurt
    dwa zlote, dwa jablka jeszcze zlotowke (prawde powiedziawszy, nie
    mam pojecia po ile sa jablka w Polsce :P) i tak jakos wychodzi, ze
    musisz kupic na obiad cos taniego i gotowego, albo zapychac sie
    kartoflami - czyli swinstwo. Troche straszno, jak sie to policzy...

    ----------------------------------------------

    Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
    internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba
    czerpiaca perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z
    kretynami. Milej lektury :)
  • kitek_maly 30.05.08, 17:14

    Hmmm w domu przejrzę dokładniej Twoje wyliczenie.
  • operatorkoparki 30.05.08, 17:44
    Kurcze jak Wy wszystko liczycie ja chodze do pracy - zarabiam - jak
    wydaje za dużo to musze wiecej popracowac i najbardziej mnie w życiu
    cieszy że NIE WIEM ILE ZARABIAM - powaznie nie licze nie robie
    statystyk - mam dzieci, mieszkanie, żone. - nie zbijam kokosów nikt
    mi nic po rodzinie nie dał - zaczynałem od pożyczonych 600zł
    mam pieniadze to wydaje nie mam to biore sie do roboty (+
    oczywiscie co miesiac poewna kwota n osobne konto pt" jakby cos sie
    stało"
    A wy tylko wylicznki naliczanki - mam wrazenie że piszą sami
    absolwenci kiepskich podstawówek co dopasowuja swoje zycie do
    poborów i zakładaja że to wartośc nie zmienna (sorki jeśli kogoś
    uraziłem. Mam mase zanajomych - jak im na cos brakuje to biora sie
    do roboty i pracują tu i tam jak stwierdzaja ze trzeba pozyc to
    żyja - itp...
  • kitek_maly 30.05.08, 17:47

    > Kurcze jak Wy wszystko liczycie ja chodze do pracy - zarabiam -
    jak
    > wydaje za dużo to musze wiecej popracowac i najbardziej mnie w
    życiu
    > cieszy że NIE WIEM ILE ZARABIAM

    A widzisz, a ja wiem, bo mi pracodawca na konto co miesiąc przelewa
    pensję. :-)
  • operatorkoparki 30.05.08, 20:33
    raz miałem robote - na etacie, jak teraz sobie pomysle to nawet z
    duzymi perspektywami byłem regionalny menago - obecnego dużego
    operatora multimedialnego. Ale nie strawiłem psychicznie rygoru
    pracy i co wazniejsze okreslenia że mam tyle a tyle miesięcznie -
    1992 roku było to 5xsrednia krajowa - czyli dużo dla ok 23 latka
    dla mnie wydawało się to za mało romantyczne i zbyt szablonowe:)
  • kitek_maly 30.05.08, 20:58

    > raz miałem robote - na etacie,

    I co w związku z tym, hę?
    Napisałam, że jestem świadoma tego ile zarabiam. Bo faktycznie
    jestem, nie zarabiam tyle, żeby móc 'nie wiedzieć'.

    > regionalny menago

    Hmm czy dobrze widzę, że kolega bardzo się oburzający, gdy piszą
    nowomową, również ją stosuje? <lol>
  • mahadeva 31.05.08, 22:26
    biedaczek sprzedawal telefony majac 23 lata, nie meczmy juz go
    dalej... niech sobie popisze :)
  • aurita 30.05.08, 22:07
    Bajasz facet, jak masz dziecko to przez jakies 3 lata nie chodzisz do kina, na
    piwo itp:)
    Same oszczednosci:)

    > - idziesz raz do kina (50-60 PLN) lub w inne miejsce (teart/koncert)
    > - idziesz dwa razy ze znajomymi do baru (100 PLN) + taksowka (100
    > PLN)
    > - jedno z pary idzie do fryzjera (50 PLN) - chodzicie na zmiane
  • keltoi 31.05.08, 23:23
    kretynofil napisał:
    > - wizyta u dentysty (50-60 PLN) - raz na kilka miesiecy, ale
    > zaplacic trzeba konkretnie

    brekekekekek... skąd Ty wyliczyłeś te pieniądze? Jedna wizyta, na jednego domownika, jednorazowo to jakieś 240 - 300 zł. Co z tego, że rozłożysz to w czasie, skoro w momencie wizyty płacisz całą sumę.

    Skąd akurat taka? 240 PLN to cena zrobienia jednej, małej, niewymagającej dziurki w zębie u mojego dentysty. A nie mieszkam w Warszawie. ;)

    > - raz na kilka miesiecy trzeba kupic cos do ubrania (50 PLN), buty
    > itd.

    A to skąd? Ceny z bazaru, z ciucholandu? Nie mówiąc o tym, że niestety, ale dziecku ubrania kupuje się częściej niż "raz na kilka miesięcy". Mają tendencję cholernie szybko rosnąć, wiesz...

    Do tego należy doliczyć jeszcze środki czystości i podstawowe kosmetyki... a to nie są groszowe kwestie. Ups, wychodzi troszkę więcej.

    --
    W idealnym świecie masz mieć umysł chłodny jak łysy mamut. To się nie uda, ale przynajmniej spróbuj.
  • silic 01.06.08, 11:37
    > Skąd akurat taka? 240 PLN to cena zrobienia jednej, małej, niewymagającej dziur
    > ki w zębie u mojego dentysty. A nie mieszkam w Warszawie. ;)

    Zmień dentystę. Ten zdziera z ciebie niemiłosiernie. Ja płacę maks 100-120 zł za
    taką usługę. Miasto Wrocław.

    > A to skąd? Ceny z bazaru, z ciucholandu? Nie mówiąc o tym, że niestety, ale dzi
    > ecku ubrania kupuje się częściej niż "raz na kilka miesięcy". Mają tendencję ch
    > olernie szybko rosnąć, wiesz...

    50 zł/miesiąc. Rocznie daje to kwotę 600zł. Całkiem sporo jeśli chodzi o ubranie
    się.

    --
    Oh my God
    How can you deny the blood
    That's flowing through you
  • keltoi 01.06.08, 12:28
    silic napisał:

    > Zmień dentystę. Ten zdziera z ciebie niemiłosiernie. Ja płacę maks 100-120 zł z
    > a
    > taką usługę. Miasto Wrocław.

    To jest cena wliczająca znieczulenie, to fakt, ale wiem jedno - nigdy nie poprawiałam żadnej pracy u tego dentysty. Mam do zrobienia jeszcze dwa zęby i mam dentystę, oprócz wizyt i nakładek (niemiłosiernie ścieram zęby, niestety), z głowy. Opłaca się w tym sensie ;)


    > 50 zł/miesiąc. Rocznie daje to kwotę 600zł. Całkiem sporo jeśli chodzi o ubrani
    > e
    > się.

    Ostatnio byłam na zakupach w Polsce w okolicach Wielkanocy, a wcześniej w lipcu'07. Za każdym razem na sensowne spodnie, kilka ogólnie pojętych "topów" (tunika, koszula, bluzka) i dosłownie ze dwa dodatki typu buty i zakupy weszły w fazę 600PLN. Skąd to 50?
    Bo mnie jakoś nie może wyjść (nie to, że się nabijam albo atakuję, nie mogę dojść do takiego wyniku).

    --
    Nie wnikaj - akceptuj!
  • silic 02.06.08, 03:19
    > To jest cena wliczająca znieczulenie, to fakt...

    Za znieczulenie płacę zdaje się 15zł. Zapewne twój dentysta jest dobry ale i tak
    sądzę, że jednak zdziera. Jakby nie patrzeć to są kwoty 2 razy większe.

    >Za każdym razem na sensowne spodnie, kilka ogólnie pojętych "topów" (tunik
    > a, koszula, bluzka) i dosłownie ze dwa dodatki typu buty i zakupy weszły w fazę
    > 600PLN. Skąd to 50?

    A to dlatego, że dla każdego "sensowne spodnie" oznaczają co innego. Sam ma dwie
    pary spodni , które kosztowały mnie 30zł/sztuka - nie mogę im niczego zarzucić,
    sam się zdziwiłem tym, jak się sprawdzają. Jeśli ktoś dba o ubranie i nie
    potrzebuje mieć czegoś nowego tylko dlatego, że to nowe to naprawdę można się
    ubrać za te 600zł. Jeśli jeszcze nie polega się tylko na dużych centrach,
    galeriach to można wiele zaoszczędzić - te same buty w galerii handlowej po
    180zł, w sklepie na uboczu 120zł.
    --
    Jestem twoją klątwą i przekleństwem
    Niedokończoną przyjemnością
    Przegryzioną wargą
  • lolyta 02.06.08, 18:52
    > galeriach to można wiele zaoszczędzić - te same buty w galerii handlowej po
    > 180zł, w sklepie na uboczu 120zł.

    czyli zakladajac ze czlowiek bedzie dysponowal az trzema parami butow (za 360
    zl), zostaje mu na caly rok na spodnie, koszule, bielizne (sam biustonosz to
    kolejna stowka), okrycia wierzchnie na rozne pory roku i jakies torby czy cos
    niebotyczna suma 240 zlotych. LOL!

    --
    Oswiadczam, że Redakcja Pinezki nie ponosi
    żadnej odpowiedzialności za moje poglądy.
    Jesli"magdalena żuraw" to wielopietrowy internetowy performancejakiejs wyuzdanejartystycznie grupy, to jest on wsciekle dobry. (bene_gesserit)
  • de_la_hoya 01.06.08, 14:50
    silic napisał:

    > 50 zł/miesiąc. Rocznie daje to kwotę 600zł. Całkiem sporo jeśli chodzi o ubrani
    > e
    > się.

    Nie wiem czy zauważyłeś/zauważyłaś ale te 50zł miało być raz na kilka miesięcy a
    nie miesięcznie.
    Nawet jakby 50zł miesięcznie to na co to starczy?
    Nowe buty raz na sezon (a mamy ich 4) to wydatek jakiś 100zł za parę.
    Spodnie też ok 100zł za sztukę a jednej przez cały rok nie nosisz.
    Sukienka czy szorty też za darmo nie są.
    Bluzki, nawet po 20zł z wyprzedaży, ale musi ich być choć po 3 na sezon co daje
    12sztuk po 20zł.
    Majtki i skarpetki też potrzebne.
    Sumując to wyjdzie co najmniej 1300-1500zł rocznie. Zakładając, że kupujemy na
    wyprzedażach, promocjach i jakiś badziew to damy radę wydać na ciuchy średnio
    110-130zł miesięcznie.


    --
    Miki ma już...
    Bruno ma już...
  • silic 02.06.08, 03:37
    > Nie wiem czy zauważyłeś/zauważyłaś ale te 50zł miało być raz na kilka miesięcy
    > a nie miesięcznie.

    Tam były podane rozliczenia w skali miesiąca, czyli zakup raz na jakiś czas
    przekłada się na kwotę 50zł co miesiąc.

    > Nowe buty raz na sezon (a mamy ich 4) to wydatek jakiś 100zł za parę.

    Jeśli potrzebujesz co roku 4 pary nowych butów to dla ciebie nie ma rady. Ja nie
    kupuję butów, które nie sprawiają wrażenia, że wytrzymają min. rok. Jeśli na
    dodatek wydajesz 100zł za parę butów wytrzymującą 3 miesiące, to przepłacasz
    (moim zdaniem).

    > Bluzki, nawet po 20zł z wyprzedaży, ale musi ich być choć po 3 na sezon co daje
    > 12sztuk po 20zł.

    Podobnie jak wyżej - dla ciebie "musi być 3 na sezon" a dla kogoś innego
    wystarczy 4 rocznie. Ja mam z 5 czy 6 i nie wyrzucę ich po sezonie. Nikt nie
    napisał, że 50zł/miesiąc wystarczy każdemu na wszystko, tylko , że za taką kwotę
    można dać sobie radę. Ostatnią koszulę kupiłem zdaje się 8-10 miesięcy temu, nie
    mam problemów z noszeniem kilkuletnich ubrań - jak długo nie są zniszczone i mi
    sie podobają.
    Wystarczy dostrzegać tylko, że miejsc do zakupu jest sporo i ostatnim z nich
    powinno być centrum handlowe. Podam banalny przykład skarpetek : w dużych
    sklepach trudno znaleźć przyzwoite skarpetki poniżej 6-8zł za sztukę; jakiś czas
    temu odwiedziłem mały sklep gdzie skarpetki kosztują maks. 4 zł przy dużo
    lepszej jakości i estetyce.
    Wystarczy chcieć.
    --
    Jestem twoją klątwą i przekleństwem
    Niedokończoną przyjemnością
    Przegryzioną wargą
  • cala_w_kwiatkach 18.09.08, 20:00
    leczenie zeba - borowanie ze znieczuleniem - 120 zł (Wrocław),
    gabinet profesjonalny, lecze tam zeby od lat, plomby bez zarzutu,
    nic sie nie dzieje, nie trzeba poprawiac

    skad 240zł??? za borowanie 1 zeba? skandal!

    co do 50zł raz na pare miesiecy na ubior to raczej za malo
    Sama wiekszosc ubran mam z lumpeksow, ale sa dobrej jakosci
    (niektore nowe) i dobrych firm i nawet ubierajac sie w tych sklepach
    50zł to niewiele. Trzeba kupic buty na kazdy sezon, kurtke na kazdy
    sezon, bielizne itp. - nijak nie widze jak to jest mozliwe za 50zł
    raz na czas

    --
    "Niebezpiecznie jest wierzyc w to, ze cos trwa wiecznie..."
  • de_la_hoya 01.06.08, 00:50
    Oj długo w Polsce nie byłeś...

    > - idziesz raz do kina (50-60 PLN) lub w inne miejsce (teart/koncert)

    Bilet 20-25zł na łba, co daje 40-50zł na parę.
    O suchym pysku też siedzieć nie będziecie więc jakaś dycha lub półtorej na
    popcorn, colę itp pójdzie.
    Jak już wylazłeś z drugą połową do ludzi w celu ukulturalnienia to może jakiś
    obiadek/kolacja na mieście? Nawet idąc do McDonalds to ze 25zł jak nic zostawisz...
    Ogólnie stówka pęknie.

    > - idziesz dwa razy ze znajomymi do baru (100 PLN) + taksowka (100
    > PLN)

    No kochany, jak przejdziesz się ze znajomymi to 100zł starczy na jakieś 4 piwa
    (o droższych alkoholach nie wspomnę) na łba, jeżeli zabierasz ze sobą kobietę.
    Jeżeli nie zabierasz to może wyjść drożej, bo my kobiety też się rozerwać lubimy
    a rozrywamy się w kosztowny sposób.
    100zł na taksówkę to chyba, że pod warszawą mieszkasz.

    > - jedno z pary idzie do fryzjera (50 PLN) - chodzicie na zmiane

    Za 50zł to chyba facet się owłosienia pozbywa. Kobietom zawsze drożej wychodzi.
    Mało tego, lubimy biegać do kosmetyczki. Sama depilacja woskiem to wydatek co
    najmniej 150zł miesięcznie (jeżeli biegasz raz na miesiąc) nie mówiąc już o
    innych maseczkach...

    > - dwie karty miejskie (130 PLN)

    Tu nie wiem, bo ja zwierzę samochodowe od lat wielu.

    > - raz na kilka miesiecy trzeba kupic cos do ubrania (50 PLN), buty
    > itd.

    50zł na ubrania? Chyba nawet na stadionie drożej? A butów, szczególnie na zimę
    to za cholerę za to nie kupisz. Mam na myśli BUTY na zimę a nie jakiś szajs co
    to się po miesiącu rozleci.

    > - wizyta u dentysty (50-60 PLN) - raz na kilka miesiecy, ale
    > zaplacic trzeba konkretnie,

    50-60zł to przegląd paszczy chyba, bo jak coś się zepsuje to można zapomnieć o
    tej stówie co ją w lewej kieszeni nosisz... albo i o dwóch.

    > - wyjazd do rodzicow (jesli nie jestes z Warszawy) (100 PLN)

    Tu się nie wypowiem, bo ja warszawianka z dziada pradziada ale jak pamiętam ceny
    biletów na pociąg to 100zł w jedną stronę wychodziło.
    Chyba, że PKSy lub coś w ten deseń tańsze...

    > Do tej pory wydalismy 600 PLN na wydatki stale. Reszta to jedzenie,
    > kosmetyki, chemia, w sumie po 700 na glowe, co daje 23 PLN dziennie.
    > Czy to naprawde tak duzo? Raczej nie bardzo :)

    Nie zapomnij, że jeszcze za czynsz, wodę, gaz i prąd muszą zapłacić. Te 2500 to
    bank szarpie...
    Jakoś sobie nie wyobrażam jak można by przeżyć w 2 osoby za 2000zł (po odjęciu
    opłat to pewnie za 1300). Z taką kasą to jak nic promocje w tesco cię leczą.
    Jednak z drugiej strony, jak się człowiek rozejrzy dookoła to ludzie na miesiąc
    potrafią mieć 2000, troje dzieci oraz zwierzyniec i jakoś żyją.

    > ----------------------------------------------
    >
    > Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
    > internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba
    > czerpiaca perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z
    > kretynami. Milej lektury :)


    --
    Miki ma już...
    Bruno ma już...
  • pancwynar 02.06.08, 13:02
    > > - idziesz raz do kina (50-60 PLN) lub w inne miejsce
    (teart/koncert)
    [...]
    > O suchym pysku też siedzieć nie będziecie więc jakaś dycha lub
    półtorej na
    > popcorn, colę itp pójdzie.

    no cóż...
    niektórzy chodzą "na film" inni -jak powyżej- "do kina"
  • justysialek 30.05.08, 15:14
    Kitek, ja zapisuję wydatki (bo przymierzam się do oszczędzania i
    ogólnie chciałam zostać księgową, tyko nie wyszło ;-), więc
    dokładnie wiem, na co ile wydajemy. 2 dorosłe osoby - nie mieszkamy
    w Wawie ale też w mieście.

    żarcie - ok 970 zł na miesiąc (niestety - żywienie w pracy to prawie
    połowa tej kwoty)
    czynsz, woda, prąd, CO - ok 650
    chemia, kosmetyki - 120 na miesiąc i nie kupujemy bóg wie czego.
    bilety - 480 (oboje pracujemy w innych miastach)
    reszta czyli książki, gazety, leki/lekarze, ciuchy, przyjemności,
    internet, telefony, jakieś pierdoły do domu itd to ok 1100 zł
    miesięcznie (nie wliczam w to wakacji i innych wyjazdów np na
    koncerty).
    Podliczając: to 3320 ;-(
    nawet jak odejmiesz bilety (bo może ktoś pracuje na miejscu) to
    nadal 2840.
    Dodaj do tego benzynę i dziecko i wyjdzie ci ile potrzebuje
    Tezromantyczka.
    --
    Jestem lekiem na caaaałe złooooo ;-D
  • kitek_maly 30.05.08, 17:12

    Hmm domu podliczę swoje wydatki. :-)
    Ehh kiedyś też skrupulatnie zapisywałam swoje wydatki w Excelu. :-DD
  • mahadeva 31.05.08, 22:19
    nie wiem co zlego widzisz w meiszakniu w wawie, ja sie tu urodzilam
    i jest mi tu calkiem dobrze, chcialabym tu sobie zyc spokojnie
  • bszalacha 31.05.08, 21:46
    Może mają niedostatek bliskich więzi.
  • bszalacha 31.05.08, 21:54
    Jest odpowiedzią o tych bohaterach,którzy z wyboru mieszkają na 30m
    z dziećmi.
  • mala_mee 30.05.08, 13:09
    Jak to po co???
    Na dwie osoby trzypokojowe mieszkanie wcale za duże nie jest. Ale za
    to dwupokojowe dla trzech osób to stanowczo za mało.
    --
    "Show if you take care of me Love me as soon as possible
    Some day my one and only dream come truth I'm waiting still for you"
  • kretynofil 30.05.08, 13:26
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • zagloba59 31.05.08, 15:56
    papierowa.szklanka napisała:

    > gdybym ja miała takie myślenie, jak autorka wątku... gdyby wszyscy mieli takie
    > myślenie jak autorka wątku, to nikt świadomie nie decydowałby sie na dziecko...
    > pytanie do autorki wątku: po co wam na dwie osoby kredyt na mieszkanie rzędu
    > prawie 400tys, przecież to 60m2! a przedszkole kosztuje 500zł, opiekunka 1500,
    > zastanów sie czy szukasz wymówki, czy nie chcesz dziecka, a nie marudzisz, zę z
    > finansami nie tak
    > ja wzięłam kredyt na 230tys , kupiłam za to mieszkanie 40m2, i myślę ze z męże
    > m
    > i dzieckiem w przyszłości sie pomieścimy, rata takiego kredytu to 1000zł, tyle
    > co wynajem, i mam nadzieję, ze nigdy nie będę wybierać, czy jechac na wakacje,
    > czy mieć dziecko...

    przynajmniej się zastanawia, a nie bezmyślnie robi dzieci jak niektóre z was...o
    czym świadczą wasze żale na różnych kobiecych forach
  • bszalacha 31.05.08, 21:45
    jedni pytają,inni odpowiadają.-zasada 1.Druga-kazdy ma swoje
    priorytety.Małzenstwo ma być przyjemnością,czy obowiązkiem?Na razie
    próbują usunąć "usuwalne"problemy.Chyba myślą bardzo logicznie.
  • ranita_08 17.09.08, 15:57
    Nie każdy chce się "mieścić jakoś", niektórzy chcą normalnie żyć i
    mieć gdzie wyprostowac nogi.

    Dlaczego niby nie można kupić 60m 2 dla 2 osób?

    Według mnie sprawa jest prosta. Każdy ma wybór i kazdy ma szansę i
    nie można nikogo od razu krytykować że ma inne poglady niż ty
    właśnie.

    Jedni w wieku 30 lat mają 2 dzieci i małe mieszkanko, inni duże
    mieszkanie i nie są pewni czy dzieci mieć chcą. I obie pary są
    szczęśliwe. Zbrodnia to jakaś?
  • bertrada 29.05.08, 18:25
    Żłobki i przedszkola podobno niszczą dzieciom psychikę i stąd taki
    wysyp depresji, nerwic i czego się da. Po co własne skazywać na
    świrowatość? ;P
  • kontik_71 29.05.08, 18:28
    A w jaki sposob niszcza ta psychike0 W taki ze dziecko musi sie
    nauczyc wspolzycia w grupie, rozwiazywania problemow itp? Wlasnie
    dzieci, ktore nie mialy mozliwosc takiej nauki sa niepelnosprawne
    mentalnie.. najmniejszy problem urasta do postaci tragedii nie do
    rozwiazania
  • bertrada 29.05.08, 18:32
    Mają zaburzone poczucie bezpieczeństwa i żyją w permanentnym
    stresie. A hormony stresu są neurotksyczne i niszczą rozwijającą się
    kore czołowa i przedczołową, której uszkodzenia odpowiadają m.in za
    depresję. Poza tym ciągle zaktywizowany ośrodek lęku też może
    rozróść się do jakiś ponadnormalnych rozmiarów i potem byle co
    będzie go aktywizować. A w grupie to i tak się nauczy żyć. W końcu
    dzieci same lgną do swojego towarzystwa. ;P
  • kitek_maly 29.05.08, 18:35

    > Mają zaburzone poczucie bezpieczeństwa i żyją w permanentnym
    > stresie.

    A czy to dotyczy wszystkich dzieci?
    Nawet tych, które radośnie kroczą do żłobka?
  • bertrada 29.05.08, 18:37
    A kroczą radośnie? Czy to może już jakiś syndrom sztokholmski?
    Pewnie są i takie które mają niski poziom lęku i wszędzie czują się
    dobrze i bezpiecznie. Takim to może nie zaszkodzi.
  • kontik_71 29.05.08, 18:39
    Cos mi sie widzi, ze tragicznie przesadzasz..
  • kitek_maly 29.05.08, 18:49

    Synek mojej córki (2,5 roku) kroczy radośnie. :-)
    Ale sytuacja ma miejsce za granicą, w żłobku jest 4 dzieci, 3 panie
    a wystrój jest bajeczny. :-) Dzieci często chodzą na plac zabaw i w
    ogóle panie aktywizują je do różnych zabaw. Mały naprawdę bardzo
    lubi tam chodzić. :-) Dodam tylko, że zwykle bywa tam ok 4 godzin
    dziennie i to też zwykle 3 dni w tyg.
  • titta 30.05.08, 12:44
    Chmm, sa dzieci ktore przedszkoe uwielbiaja (8-9 h dziennie, 10-
    12dzieci od 1 roku rzycia). Synek znajomej ryczy przez weekend, ze
    chce do dzieci. Ale sa takie, dla ktorych te same warunki to ciezka
    trauma. Tego sie nie da zaplanowac prtzed urodzeniem dziecka ale
    pewnie da sie znalezc rozne inne rozwiazania...
  • mala_mee 30.05.08, 13:11
    Kitek, trochę za młodo wyglądasz jak na Babcię!!!
    --
    "The way you smile fills the room
    "Stay a while kick off your shoes"
  • kitek_maly 30.05.08, 13:53

    :-))
    Faktycznie, to było o synku mojej siostry. :-)
  • rosa_de_vratislavia 29.05.08, 23:17
    bertrada napisała:

    > A kroczą radośnie? Czy to może już jakiś syndrom sztokholmski?

    Bez przesady. Żłobki to już nie takie molochy jak za PRL.
    Sama widziałam dzicko znajomych (niecałe 2 lata), które w niedzielny
    poranek usiłowało załozyć buciki i iśc do żłobka, głuche na
    perswazje rodziców,że katownia zamknięta.
    Mój syn też długo nie mógł zrozumieć,że w weekendy ten fantastyczny
    przybytek, jakim jest przedszkole, jest nieczynny.
    > Pewnie są i takie które mają niski poziom lęku i wszędzie czują
    się
    > dobrze i bezpiecznie. Takim to może nie zaszkodzi.
  • a.part 31.05.08, 13:22
    oczywiście że są takie
    moje jak tyko zobaczy budynek żłobka to od razu woła ze chce iść do żłobka :)))
    ma masę kolegów i koleżanek które rozpoznaje na ulicy i bawi sie z nimi
    popołudniu :)

    o matko poddali go praniu mózgu
  • de_la_hoya 01.06.08, 15:06
    a.part napisała:

    > moje jak tyko zobaczy budynek żłobka to od razu woła ze chce iść do żłobka :)))
    > ma masę kolegów i koleżanek które rozpoznaje na ulicy i bawi sie z nimi
    > popołudniu :)
    >
    > o matko poddali go praniu mózgu

    No mój też już po praniu mózgu...
    Największa krzywda jaką można dziecku zrobić to zostawić je z babcią albo opiekunką.
    W ciepłe dni jeszcze jest ok jak zabiera się klona do rówieśników ale co dzieje
    się w zimie? Przy niskich temperaturach to dzieci mogą liczyć co najwyżej na
    jakiś spacer ale nie trzygodzinną zabawę z rówieśnikami. W żłobku czy
    przedszkolu dziecko codziennie spotyka się z rówieśnikami, uczy się, że nie jest
    pępkiem świata, że czasem trzeba na coś poczekać itp.
    Stać mnie na opiekunkę ale nie zrobiłabym tego dziecku. Moje pierwsze poszło do
    żłobka i drugie też pójdzie.
    Pierwsze jest wyjątkowo inteligentne i nie ma odcisku na psychice więc to
    przebywanie ponad 2 lata w państwowych placówkach jakoś mu na mózg nie padło...

    --
    Miki ma już...
    Bruno ma już...
  • kontik_71 29.05.08, 18:36
    Matko a skad te teorie? zauwazylas, ze wsrod narkomanow jest dosc
    spora grupa osob, ktore jako dzieci wlasnie nie mialy "stresow"
    zwiazanych z przedszkolami itp.. wrecz przeciwnie, zawsze mialy
    tylko to co najlepsze.. tylko, ze zycie nie jest takie kochanie i
    potrafi dosc mocno kopnac...
  • bertrada 29.05.08, 18:39
    A skąd te dane o narkomanach? A poza tym to nie trzeba chodzić do
    żadnych instytucji żeby mieć patologiczne dzieciństwo.
  • kontik_71 29.05.08, 18:41
    TO ja si etez musze zapytac skad te teorie o szkodliwosci
    przedszkoli? I jak to jest, ze dziecko idace do szkoly nie jest juz
    narazone na takie nieezpieczenstwa?
  • bertrada 29.05.08, 18:44
    Dziecko w szkole jest już starsze. Mniej więcej od około 5 r.ż. jest
    już na tyle samodzielne i fizycznie i emocjonalnie i intelektualnie,
    że nie potrzebuje stałego opiekuna w zasięgu ręki.
    A te teorie są ściśle związane z etapami rozwoju mózgu w pierwszych
    latach życia.
  • kontik_71 29.05.08, 18:46
    Ale kto je, te teorie stworzyl? No wiem czym sie skonczyly czasy w
    ktorych chciano dzieci wychowywac bezstresowo..
  • bertrada 29.05.08, 18:53
    Nigdy nie było czsów, w których dzieci wychowywano bezstresowo. Do
    tego trzeba dużej empatii i kultury osobistej. A człowiek jak ma do
    czynienia z kimś słabszym i uzależnionym od siebie to budzi się w
    nim potwór. Zwłaszcza, że większość rodziców też ma jakies
    zaburzenia psychiczne. A poza tym niehumanitarne jest stresować
    bezbronnego człowieka. Nie wiem, kto stworzył te teorie ale
    wystarczy sobie coś poczytać na te tematy, żeby samemu dojść do
    podobnych wniosków.
    A co do społecznej nagonki na torturowanie nieletnich to ma to
    czysto ekonomiczne i polityczne znaczenie. Społeczeństwem
    znerwicowanych frustratów łatwiej się rządzi. Wszystkie totalitarne
    rządy pierwsze co robiły to zakładały organizacje wychowawcze dla
    nieletnich i odseperowywały jak najwcześniej dzieci od rodziców.
  • kleomilka 18.09.08, 17:47
    Zgadzam sie.
    Patrzcie przyklad Chiny.
    Toz to fabryka robocikow, ciezko jest byc dzieckiem w Chinach. Liczy
    sie przede wszystkim wydajnosc.
  • andreas3233 30.05.08, 17:57
    bertrada napisała:

    > Mają zaburzone poczucie bezpieczeństwa i żyją w permanentnym
    > stresie. A hormony stresu są neurotksyczne i niszczą rozwijającą
    się
    > kore czołowa i przedczołową, której uszkodzenia odpowiadają m.in
    za
    > depresję. Poza tym ciągle zaktywizowany ośrodek lęku też może
    > rozróść się do jakiś ponadnormalnych rozmiarów i potem byle co
    > będzie go aktywizować. A w grupie to i tak się nauczy żyć. W końcu
    > dzieci same lgną do swojego towarzystwa. ;P

    Ohhhh..skad Ty masz takie dane..? To chyba nie Piaget...?
    Moze uprzejmie podaj zrodlo...?:))))
  • rikol 30.05.08, 12:35
    Przedszkole jest bardzo pozytywne dla dzieci. Rozwija, uczy, dzieci ucza sie
    rozwiazywania konfliktow z innymi dziecmi.

    Ciekawe, ze w Skandynawii czy we Francji zlobki i przedszkola sa dobre dla
    dzieci (i sa dofinansowywane przez panstwo oraz pracodawcow), a w Polsce nagle
    zaczely im szkodzic. Przez 45 lat komunizmu male Polki i Polacy chodzili do
    zlobkow i przedszkoli i nic im nie bylo. Teraz nagle pojawil sie 'wysyp'
    zaburzen psychicznych i powodem ma byc przedszkole? W takim razie dlaczego przez
    45 lat komunizmu 'wysypu' nie zauwazono? A moze tobie po prostu przeszkadza
    aktywnosc zawodowa i ambicje matek? Na matke najprosciej wplynac mowiac jej, ze
    jest zla matka - albo ze dobra matka robi to czy tamto (np. uzywa pieluszek
    Pampers czy karmi dziecko gerberem). Takich argumentow uzywaja tez ojcowie,
    ktorym nie chce zajac sie dzieckiem lub posprzatac mieszkania, standardowe
    teksty to 'dziecko powinno byc z matka' oraz 'kobieta powinna dbac o dom' - po
    wywolaniu odpowiedniej dawki poczucia winy u matki, ojciec nie musi juz nic
    robic, bo ma w domu nakreconego wola roboczego.
  • titta 30.05.08, 12:50
    A co ma do tego rola ojca? Jednym dziecia przedszkole szkodzi innym
    nie (Skandynawowie sa mocno pokreceni i sami sie zastanawiaja, czy
    to nie przez zlobki ;). Ja do dzisiaj mam zal do mamy za kilkuletnia
    traume jaka mi zafundowala jak bylam dzieckiem... bo bywa i tak.
    Oczywiscie dla wielu (wiekszasci) dzieci to nie jest problem Czy
    pieniadze i metraz mieszkania naprawde jest wazniejszy od czlowieka?
  • patik110 30.05.08, 14:21
    A dostań się do żłobka lub przedszkola! Powodzenia!
  • mahadeva 29.05.08, 18:18
    ale dlaczego tak Ci sie spieszy. Poczekajcie, az bedziecie zarabiac
    wiecej. Ja np. mam 28 lat zarabibam wiecej niz wy razem wzieci, ale
    jeszcze duzo czasu minie, nim poczuje, ze na cokolwiek mnie stac...
    I mam tez czas jeszcze na dzieci, przeciez mozna je miec pozniej. Do
    roboty sie wezcie, jesli chcecie porzadnei zyc. Zreszta dzieci miec
    nie trzeba...
  • kontik_71 29.05.08, 18:19
    Problem polega na tym, ze im wiecej sie zarabia tym wiecej sie
    wydaje i w sumie to chybanigdy nie ma sie poczucia, ze narabia sie
    wystarczajaco wiele :(
  • mahadeva 29.05.08, 18:21
    szczegolnie kobiety maja potrzeby :) moi koledzy oszczedzaja, ja nie
    potrafie... zreszta dzieci z zalozenia wole nie miec...
  • kontik_71 29.05.08, 18:26
    hmm to ja nie chyba mam jednak klopot.. od pierwsze wyplaty wysokosc
    kwoty podniosla mi sie parokrotnie i nadal cholera nie mam poczucia
    wystaraczajacej ilosc kasy :(
  • monnap 29.05.08, 20:55
    Nie rozumiem zupelnie czemu tak negatywnie jestes nastawiona do
    posiadania dzieci. Jak ich nie chcesz miec to nie miej i sprawa
    prosta. Owszem, posiadanie swobody finansowej na pewno pomaga, ale
    musze Ci powiedziec, ze ja mam i pieniadze i duzy dom i dobra prace
    i nie moglam zajsc w ciaze przez ponad 2 lata. Jestem po invitro i w
    koncu w ciazy, bardzo wyczekiwanej. Zaczelam sie starac jak bylam w
    twoim wieku, wiec argumenty, ze mloda jestes i masz czas nie za
    bardzo do mnie przemawiaja, bo roznie w zyciu bywa. Ja zaluje, ze
    nie zaczelam starac sie wczesniej. Jak chce laska miec dziecko to na
    pewno zmotywuje sie na tyle aby sobie finansowo poradzic. Ty
    wydajesz sie byc bardzo wrogo nastawiona do idei posiadania rodziny
    czy dzieci - twoja sprawa, ale mozesz swoich wyborow zyciwych
    zalowac w przyszlosci.
  • mahadeva 29.05.08, 22:15
    bez przesady, nie bede sie zmuszac do czegos tak powaznego, jak
    posiadanie dzieci, tylko dlatego, ze 'moge potem zalowac', dla mnie
    to jest jakies szalenstwo, ale fakt, ze inni chca miec dzieci, co
    nie znaczy, ze ja tez musze chciec, nie kreci mnie, zeby jakis robal
    we mnie rosl, a potem opieka nad nim, to zbyt powazne
  • rikol 30.05.08, 12:46
    Mam wrazenie, ze to co tobie, i innym kobietom najbardziej szkodzi, to poczucie
    winy, umiejetnie podsycane przez spoleczenstwo. Skad wiesz, ze gdybys zaczela
    sie starac wczesniej o dziecko, to nie mialabys problemow? Ostatnio w GW byl
    artykul o 19-latce, ktora urodzila dziecko bez mozgu (dziecko umarlo,
    oczywiscie). Czy ona by miala zdrowe dziecko, gdyby zaczela sie o nie starac w
    wieku 15 lat?

    Dobrze, ze metoda in vitro ci pomogla. Z drugiej strony, kobiety nawet po 40
    rodza zdrowe dzieci, naturalnie, bez zadnego wspomagania. Nie jest to niczyja
    wina albo zasluga - rozne maja ludzie organizmy i kazdy inaczej reaguje na stres
    czy np. leki. Poza tym nasienie mezczyzn jest coraz gorszej jakosci z powodu
    zanieczyszczenia srodowiska oraz niewlasciwego trybu zycia, jaki panowie czesto
    prowadza.
  • mahadeva 30.05.08, 16:13
    doklanie, moja matka rodzila w wieku 32 i 34 i jakos dzieci sa
    bardzo inteligentne :) ja nie mam zamiaru sie zmuszac do zachodzenia
    w ciaze, no chyba, ze po 30 zaczne sie juz bardzo nudzic, albo maz
    mnie wczensiej 'przekona', to, ze ktos ma kase, dobra prace i duzy
    dom jeszcze nie oznacza, ze teraz czas na piekne madre dziecko... w
    kazdym razie mnie to nie przekonuje
  • aurita 30.05.08, 22:33
    Nie moge sie powstrzymac ale Ciebie w jakim wieku urodzila? 45? bo jak na 28
    latke to malo inteligentnie piszesz.

    mahadeva napisała:

    > doklanie, moja matka rodzila w wieku 32 i 34 i jakos dzieci sa
    > bardzo inteligentne :)

    Naprzawde masz 28 lat a nie 18??
    przyznaj sie!

    > bardzo inteligentne :) ja nie mam zamiaru sie zmuszac do zachodzenia
    > w ciaze, no chyba, ze po 30 zaczne sie juz bardzo nudzic, albo maz
    > mnie wczensiej 'przekona',
  • mahadeva 31.05.08, 22:39
    nie wydaje mi sie, zebym byla malointeligentna...
  • monnap 02.06.08, 18:42
    To twoje subiektywne odczucie. Z tego co pleciesz niewiele moze
    swiadczyc o inteligenji - nawet ukrytej.
  • monnap 02.06.08, 18:40
    Z ta inteligencja to chyba nie o ciebie chodzi???
  • marweg25 01.06.08, 11:07
    Nie zmienia to jednak faktu, że płodność spada z wiekiem i o wiele
    łatwiej jest o dziecko jak się ma 20 a nie 40 lat. Dodatkowo jeśli
    ogólnie coś jest nie tak to ma się więcej czasu na podjęcie leczenia.
    Jeśli chodzi zdrowie to prawdopodobieństwo pewnych wad u dziecka
    rośnie z wiekiem rodziców. Jasne, że i 19latka może mieć chore
    dziecko ale zdarza się to statystycznie rzadziej i tyle.
    Czekając z decyzją o dziecku trzeba to też wziąć pod uwagę, żeby
    potem nie być zdziwionym, że się nie udało doczekać malucha.
  • monnap 02.06.08, 18:39
    To Nie jest zadne poczucie winy, a jedynie doswiadczenie zyciowe i
    gdybym wiedziala ze bede miala tyle problemow z zajsciem w ciaze to
    po prostu zaczelabym starac sie wczesniej. A tak poza tym nazywanie
    dziecka"robalem" przez mahadeve swiadczy tylko o jej niedojrzalosci
    emocjonalnej. Tu nie chodzi o to abywszystcy wyrobili sie z dziecmi
    przed trzydziestka. Widac,ze dziewczyna juz o tym mysli i mam wiele
    obaw. Ja uwazam, ze powinnac sprobowac i tyle.
  • bertrada 29.05.08, 18:21
    A może ty nie chcesz mieć dziecka tylko nie chcesz się przyznać do
    tego nawet sama przed sobą i wymyślasz różne preteksty?
  • rosa_de_vratislavia 29.05.08, 18:30
    bertrada napisała:

    > A może ty nie chcesz mieć dziecka tylko nie chcesz się przyznać do
    > tego nawet sama przed sobą i wymyślasz różne preteksty?

    Heh, nie chciałam tego pisać.
  • rosa_de_vratislavia 29.05.08, 18:27
    tezromantyczka napisała:

    >
    > Jedynym czynnikiem, który powstrzymuje mnie przed decyzją o
    dziecku
    > są pieniądze..

    Szkoda.
    Czasem lepiej za długo się nie wstrzymywać.
    Dziwi mnie,że mając 6500zł dochodów mówisz,że "nie stać" Cię na
    dziecko.
    Jeśli karmisz piersią i nie kupujesz zbętnych gadżetów typu "mata
    rozwojowa z pozytywką" za 300zł lub dziwnych sprzętów typu laktator
    elektrycczny/ sterylizator butelek dziecko okazuje się niedrogim
    przedsięwzięciem:)
    Wózek mieliśmy z Allegro (300zł) - cudny, ogromny, wielka gondola,
    pompowane koła, najlepsze zawieszenie (skórzane paski), łózeczko to
    max. 300zł, ciuszki kupowałam używane, choć śliczne, miałyśmy też z
    kolezankami "obieg" ubrankowy - swoje oddawałam, dostawałam inne.
    Pediatrę wybrałam ubezpieczeniowego (prywatna przychodnia - kontrakt
    z NFZ). Szczepionki "państwowe" też są teraz dobre i nie trzeba
    kupować samodzielnie.
    Co do niań, to nie wiem jak kształtują się warszawskie układy. Moje
    koleżanki zapisywały do żłobka i były zachwycone, dzieci też nie
    płakały przy oddawaniu do placówki nie miały oznak choroby sierocej;-
    ). Myśmy mieli nianię przy młodszym dziecku, bo urodziło się w
    marnym stanie i długo potrzebowało specjalnego "serwisu".
    Wydaje mi się,że Twoje obawy są przesadzone.
    Uszy do góry.
    Uszy do góry:)

  • edytta5 29.05.08, 18:29
    przez piec lat zwlekalismy z decyzja o dziecku a to praca male
    dochody,kredyty...a czas leci mam juz grubo po trzydziestce i
    pojawily sie problemy z zajsciem w ciaze,zaluje ze nie podjelam tej
    decyzji duzo wczesniej,pozdrawiam
  • 8n 29.05.08, 18:35
    zaopiekuje się waszym dzieckiem za 1800!
  • kitek_maly 29.05.08, 18:51

    Czy 2000zł na utrzymanie 3 osobowej rodziny to mało?
    Chyba przesadzasz.
  • kontik_71 29.05.08, 18:52
    Oczywiscie, gdy Leba nie moze zastapic Zlotych Piaskow lub innej
    Itali :)
  • kitek_maly 29.05.08, 19:14

    Z tego co pamiętam, a pamięć do forumowych głupot mam dobrą ;-), to
    Tezromantyczka niedługo wybiera się w podróż poślubną a żoną chyba
    już jest od jakiegoś czasu. I w wątku tego dotyczącym pisała, że
    rzadko na okazję wyjechać za granicę. Więc chyba zbyt wielkiego
    wyrzeczenia nie będzie musiała robić. :-) Na wyjazd raz na jakiś
    czas chyba da radę odłożyć. :-)
  • dalenne 19.09.08, 10:42
    Chyba dawno w Łebie (że nie wspomnę o Sopocie) nie byłeś i w ogóle
    nad naszym pięknym morzem, bo pobyt tam porównywalny jest do wakacji
    w Italii... :/
  • mala_mee 30.05.08, 13:14
    Mało.
    --
    "Nastrojony na miłość, Jestem otwarty na kosmos.
    Chcę Ci podarować słońce każdego dnia nowy początek"
  • sabriel 29.05.08, 22:28
    Jak będziesz tak na zimno kalkulować to nigdy się nie zdecydujesz bo zawsze kasy
    będzie ci za mało. A prawda jest taka,że jest mnóstwo par z dzieckiem, które
    mają dużo mniej niż wy i dają sobie radę.
    Czasami trzeba coś poświęcić,zacisnąć pasa,ale cóż kwestia priorytetów jakie się
    ma w życiu.
  • ania.silenter 29.05.08, 22:33
    tezromantyczka napisała:

    >
    > Jedynym czynnikiem, który powstrzymuje mnie przed decyzją o dziecku
    > są pieniądze...Nie wiem, ile trzeba zarabiać w Warszawie, nie mając
    > dziadków "pod ręką", będąc obciążonym kredytem, aby dać sobie radę
    > finansowo...



    dużo, ale bez przesady. Dołujący to jest raczej ten kredyt (rozumiem, że
    hipoteczny), którego raty rosną i rosną.
    Opiekunka to rzeczywiście w Wa-wie wydatek rzędu ok. 2000 zł, ale tylko przez
    ok. 3 lata potem dziecko może a nawet powinno pójść do przedszkola, moje idą
    właśnie od września. Nie wiem jak inne dzieci ale moje do 3 lat życia nie
    nadawały się na jakieś długie podróże (ewentualnie nad polskie morze, ale u nas
    nie było problemu bo mamy tam rodzinę, u której mieliśmy z drącymi się
    niemowlakami całe piętro do dyspozycji). Tak naprawdę wszystko zależy od
    motywacji - nas dzieci zmotywowały do budowy domu (nie da się mieszkać w czwórkę
    w 24 metrowej kawalerce), mnie do zmiany pracy na lepszą, w ogóle do walki o
    lepsze życie.
    --
    Ania z Oleńką (22.01.2004) i Adunią (28.04.2005)
  • white_caipirinha 29.05.08, 22:46
    Tylko chciałam dodac, ze nie tylko pozne zajscie w ciaze nie jest latwe, ale
    cale wychowanie dziecka staje sie trudniejsze. i poza tym dziecku ze "starymi"
    rodzicami jest trudniej.
  • gringo68 30.05.08, 11:44
    tego, że zarabia więcej niż wszyscy inni na forum razem, z kolei ja
    zarabiam tyle, że mahadeva jakby się nie starała i jakby szefowi
    dobrze nie robiła, nie bedzie zarabiac nawet ćwierci tego...

    prenensjonalna snobka...

    Ludzie dzielą się na ludzi, ludziska i kwakwarakwa...
  • jkmjkm 30.05.08, 14:40
    Niech zarabia i 1 000 000 miesięcznie, tylko po co tutaj to wypisuje? Leczenie
    kompleksów na forum? Żałosne.
  • mahadeva 30.05.08, 16:20
    ale przeciez to autorka watku zaczela pisac ile zarabia, nie mam
    zadnych kompleksow, po porstu sie dziwie, ze ludzie wybieraja nedze
    i z niewiadomych przyczyn chca miec dzieci
  • mahadeva 30.05.08, 16:17
    oj kolezanko, to jest konkretna rozmowa, wcale nie sadze, ze mam sie
    czym chwalic, a wyzywanie mnie z tylko tego powodu, ze powiedzialam,
    ze zarabiam wiecej niz 6,5 k, to chyba przesada, nawet smieszne, ale
    sie zdarza w tym kraju
  • mahadeva 30.05.08, 16:18
    i nie jestem zadna pretensjonalna snobka, zreszta to autorka watku
    zaczela, wiec prosze jej sie czepiac
  • papalaya 30.05.08, 17:12
    poza autorką wątku??? nieudolnie usiłowalaś się
    pochwalić...podejrzewam, że jes tu kilka osób zarabiających
    pieniądze, o ktorych możesz tylko sobie pomarzyć...

    a może jesteś sfrustowaną referentką w urzędzie gminy podbijająca
    sobie ego na forum...net wszystko przymie....
  • mahadeva 30.05.08, 18:17
    powiedzialam, ze zarabiam wiecej niz autorka watku i ze uwazam, ze
    to za malo na dziecko, a wtedy zaczeto mi zarzucac, ze sie chwale,
    ze twierdze, ze zarabiam wiecej niz inni, a teraz ze marze o jakiejs
    kasie... otoz marzenie o kasie mnie nie dotyczy, doskonale nad
    wszystkim panuje, szczerze mowiac rowniez, raczej niemozliwe, zeby
    referentka w urzedzie gminy pisala takie posty, w zasadzie to mi
    przykro, ze zyje w takim spoleczenstwie...
  • fotofirma 31.05.08, 10:29
    raczej niemozliwe, zeby
    > referentka w urzedzie gminy pisala takie posty,

    referent w UG nie jest człowiekiem - człowiekiem jest tylko korpol -IDEALNE
  • hajeras 02.06.08, 13:59
    Nikt nikogo nie zmusza do posiadania dzieci.

    Inna sprawa, że dawniej robotnika stać było na utrzymanie żony i
    siódemki potomstwa, co prawda na skromnym poziomie, ale jednak.

    A dziś???
    A dziś nie.

    Dlaczego?
    Dlatego, że:

    1) Pampersy, zabawki, ubranka i inne art. dziecięce są obłożone
    kolosalnymi podatkami.
    2) Przedszkola są dostępne tylko dla 30% społeczeństwa
    3) Poziom szkół publicznych jest żenująco niski, a na prywatne
    szkoły dla dzieci niewielu stać
    4) Kobiety są przepojone owczym pędem do kariery i studiowania, z
    czego i tak niewiele wynika. Nie można robić dwóch rzeczy dobrze.
    Albo się robi karierę, albo się wychowuje dzieci. Nie dajcie się,
    drogie Panie nabrać na tanią propagandę "postępowców", bo się
    zaharujecie jak woły robocze... Już lepiej zadbać o dzieci. A każdy
    rozsądnie myślący facet Was za to nosić na rękach będzie.

    Wybierzcie sobie takiego faceta, co na Was i dzieci zarobi. A jeśli
    będzie Was kochał, to dyskryminacji nie uświadczycie. Ten model
    funkcjonował od tysiącleci, i kochający, dobrze zarabiający facet
    jest najlepszym gwarantem dobrobytu rodziny.

    No chyba że ma się babcię na podorędziu, tudzież rozgarniętego
    teścia... wtedy można spróbować pracy. Ale jeśli to ma być 8 godzin
    za 1 tysiąc PLN, to po co???

    Zrobili Wam, drogie Panie, papkę z mózgu, tymi bzdetami o
    równouprawnieniu i samorealizacji.

    Jeśli chodzi o kobiety posiadające dzieci, to o równouprawnieniu
    nigdy nie może być mowy, bo facet dziecka nie urodzi. Nie trzeba tu
    być filozofem.

    A jeśli chodzi o samorealizację w pracy... bajki. Sam jestem facetem
    z 15 letnim stażem. Zarabiam wielokrotność krajowej. I realizuję się
    w pracy o tyle, o ile uda mi się wygospodarować wolną chwilę na
    poczytanie książki tudzież gazety. A praca to praca. To charówka. To
    zarabianie pieniędzy. Samorealizuje się może 3% pracowników. Reszta
    pracuje dla pieniędzy. Hasło praca=samorealizacja to utopia, także
    dla facetów. Samorealizować się można w weekend w warsztaciku, na
    rybach, w zabawie z dziećmi... ale nie w pracy.
  • mahadeva 31.05.08, 22:42
    moze Ty po porstu lepiej robisz dobrze szefowi, albo czesciej
  • kedrok1 30.05.08, 14:59

    > Opiekunka do dziecka - 2000 zł (albo więcej?)

    My płacimy 1200 i jesteśmy bardzo zadowoleni.

    >
    > Przy pensjach w wysokosci netto 2500 i 4000, na zycie zostaje 2000

    heh, chciałbym mieć tyle kasy...

    > rachunki, benzyna, jedzenie itd. O wakacjach pewnie w tej sytuacji
    > pomarzyc tylko mozna. :-(

    hmmm, na krecie co roku to pewnie tak, ale na wakacje z rodzina w polsce
    spokojnie...
  • kretynofil 30.05.08, 15:15
    Z tego co slyszalem od znajomych, to przedszkoli nie ma w calej
    Warszawie. Wierze im, bo maja dziecko i probowali cos znalezc
    naprawde dlugo bez skutku...

    Zreszta, ja sie nie usprawiedliwiam; ja nie mam dzieci z innych
    wzgledow, bo z pieniedzmi nie mam problemu. Ot, taka decyzja.

    > Nie stać mnie na wyłażenie do pubów to nie idę, wole dziecku
    zabawkę kupić.

    A to mi sie bardzo podoba!

    Zeby tylko w Polsce bylo mozna kupic zabawki, ktore naprawde
    rozwijaja wyobraznie, ucza kreatywnego myslenia itd. Nie twierdze ze
    kupujesz im pokemony, ale kiedys ten temat zglebilem z ciekawosci
    (zafascynowalo mnie muzeum zabawek i sklepy z nimi w Pradze) - i
    bylem przerazony. Wiekszosc produktow w sklepach to jakies gowniane
    badziewia na licencji kolejnych "Rybek z Ferajny"...

    Co i gdzie kupujesz, tak z ciekawosci? To naprawde nie atak...

    > Trzeba się siebie zapytać czego chcemy a nie bez sensu na forum
    gadać i się usprawiedliwiać...

    Wiesz, czasami warto sobie pogadac, w ten sposob mozna sie czegos
    nowego dowiedziec, poczytac jak inni sobie radza itd. To ma sens
    moim zdaniem...

    ----------------------------------------------

    Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
    internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba
    czerpiaca perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z
    kretynami. Milej lektury :)
  • justysialek 30.05.08, 15:26
    > Zeby tylko w Polsce bylo mozna kupic zabawki, ktore naprawde
    > rozwijaja wyobraznie, ucza kreatywnego myslenia itd.
    >
    > Co i gdzie kupujesz, tak z ciekawosci?

    Myślę, że przede wszystkim liczy się co, a nie gdzie. Nawet w
    hipermarketach można znaleźć zabawki edukacyjne, trzeba tylko
    powstrzymać się od kupowania kolejnych lalek, pluszaków, karabinów i
    kosmicznych żołnierzy plujących prawdziwą krwią itp ;-)
    Zwykłe drewniane klocki, puzzle, gry - to już rozwijające zabawki.
    Fajne licencjonowane gry (również dla małych dzieci) można dostać w
    dobrych księgarniach z literaturą fachową.
    --
    Jestem lekiem na caaaałe złooooo ;-D
  • kretynofil 30.05.08, 15:47
    Ale pewnie pamietasz jak bylismy dziecmi i mozna bylo kupic te
    mikroskopy/teleskopy od ruskich? Ja mialem jeszcze walizke z roznymi
    elementami ukladow elektrycznych, ktore mozna bylo polaczyc i
    zbudowac np. radio. Byly zestawy malego chemika...

    Tego u nas juz nie ma w sklepach - a, o dziwo, w Pradze to znalazlem
    bez problemu. Klocki Lego tez byly tam o polowe tansze niz w Polsce.
    Duzo bylo zabawek typu "zrob to sam", "zobacz jak to
    dziala", "eksperymentuj", ktore naprawde rozwijaja zainteresowania
    dziecka - a tego, z calym szacunkiem, o puzzle czy grze w eurobiznes
    nie powiesz...

    A moje marzenie, ktore widzialem w muzeum, to prawdziwa, dzialajaca
    maszyna parowa :) Widzialem to w sklepie z zabawkami w Pradze, ale
    bylo oblednie drogie - jakies 2000 PLN...

    Modelarstwo amatorskie (ale to tak od 8-10 roku zycia) w Polsce juz
    w zasadzie nie istnieje - a szkoda, bo kiedys bylo z tym duzo
    lepiej. Pamietam, ze kiedys moglem sobie pozwolic na modele, farby,
    narzedzia i kleje (jak bylem jeszcze w podstawowce, wychowywala mnie
    tylko matka, wiec kasy bylo malo!), a potem na studiach zalamalem
    sie jak zobaczylem ceny...

    ----------------------------------------------

    Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
    internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba
    czerpiaca perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z
    kretynami. Milej lektury :)
  • justysialek 30.05.08, 16:05
    Trochę się nie zrozumieliśmy, ty mówiłeś o "zabawkach" dla chłopców
    i to starszych. Ja raczej mówiłam o zabawkach edukacyjnych dla
    małych dzieci - i akurat nie miałam na myśli gry eurobiznes ;-)
    tylko np gry rozwijające słownictwo, umiejętność uogólniania,
    grupowania, liczenia itd.
    Na takich zabwkach jakie wymieniłeś nie znam się - w moim kręgu
    zainteresowań są zabawki dla dzieci w wieku przedszkolnym.
    --
    Jestem lekiem na caaaałe złooooo ;-D
  • turzyca 30.05.08, 16:27
    Akurat w Warszawie modelarstwo sie jeszcze calkiem przyzwoicie trzyma. Palac
    Mlodziezy wciaz jest aktywny, a i poza nim pare pracowni modelarskich kojarze.
    Choc ogolnie modelarstwo wyszlo z mody, szkoda.

    No i wydaje mi sie, ze jesli chciec pozostac przy takich materialach, jakich
    uzywalo sie w PRL to nie bedzie to droga zabawa, taki Wikol nadal kosztuje grosze.
  • kretynofil 30.05.08, 16:40
    Az sie lezka w oku kreci :)

    A na powaznie - modele plastikowe podrozaly koszmarnie. To samo
    farby. Zajecia w takich pracowniach tez pewnie nie sa za darmo,
    chociaz na pewno kosztuja mniej niz "szkoly" "jezykowe". No, ale sa
    mniej medialne.

    Co do cen, to sprawdzalem wlasnie na allegro - jeden model czolgu w
    skali 1:35 firmy Tamiya (je najbardziej lubilem jako dzieciak)
    kosztuje okolo 150-200 PLN. Sporo... Mam wrazenie ze kiedys byly
    naprawde tansze.

    Sprawdzilem tez na ebay.be i znalazlem ten sam model, ktory na
    Allegro.pl jest za 150 PLN, za 17,95 EUR. Inny, ktory kiedys
    sklejalem, za 8 EUR. Paranoja...

    ----------------------------------------------

    Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
    internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba
    czerpiaca perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z
    kretynami. Milej lektury :)
  • forumkiller1 30.05.08, 21:23
    Tamiya zawsze byla bardzo droga. Do dzis pamietam model pancernika, ktory
    dostalem, a ktory po zmontowaniu umieszczalo sie na podstawce z prawdziwego
    drewna sandalowego. Malo ze wygladalo zabojczo, to jeszcze rewelacyjny zapach...
    Ech.
    Tak czy inaczej, wydaje mi sie, ze specjalnie te rzeczy nie podrozaly - za moich
    czasow najwiecej mialem samolotow Revella w skali 1:74 - o ile pamietam
    kosztowaly na poczatku lat 90 kolo 200k-300k zlotych - teraz na allegro 44,50,
    wiec biorac pod uwage inflacje, ceny sa podobne, a nawet nizsze. Farbki kosztuja
    mniej wiecej tyle samo - ok 10 zlotych.
    Za to ostatnio zona sie wsciekla, gdy zobaczyla w sklepie oryginalna lalke
    Barbie za... 29,90. Nie musze mowic, ze kiedys trzeba bylo wydac na nia pol
    pensji...
  • kitek_maly 30.05.08, 17:23

    > Z tego co slyszalem od znajomych, to przedszkoli nie ma w calej
    > Warszawie. Wierze im, bo maja dziecko i probowali cos znalezc
    > naprawde dlugo bez skutku...

    Hmm moja siostra urodziła dziecko w Hannoverze i już w szpitalu
    dowiedziała się, że żeby dziecko dostało się do przedszkola to musi
    już zapisać je w kolejkę... Hmm taka sama rozmowa była nt. żłobka.
    Więc jak sam widzisz, takie problemy mają nie tylko mieszkańcy
    Warszawy.

    > Zeby tylko w Polsce bylo mozna kupic zabawki, ktore naprawde
    > rozwijaja wyobraznie, ucza kreatywnego myslenia itd.

    No taaak, bo Polska to taka blee i fuj jest. :-)
  • kretynofil 30.05.08, 17:28
    > Więc jak sam widzisz, takie problemy mają nie tylko mieszkańcy
    Warszawy.

    Nie, ale z tego co slyszalem, problem znika jesli mieszkasz te 20-30
    km od niej.

    A jesli uwazasz, ze Polska jest taka w ogole hiper-super, to moze
    powiedz mi, gdzie mozna by bylo kupic naprawde fajne zabawki dla
    chlopaka/dziewczynki w wielku 8-13 lat. Naprawde, to nie atak, tylko
    zwykle pytanie.

    Ja szukalem i nie znalazlem, stad moje wnioski. Z checia przeczytam
    ze jestem w bledzie, naprawde.

    ----------------------------------------------

    Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
    internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba
    czerpiaca perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z
    kretynami. Milej lektury :)
  • kitek_maly 30.05.08, 17:34

    Ja nie szukałam.
    Ale skoro podajesz jako alternatywę muzeum zabawek i sklepy w
    Pradze, to nie jest tak źle. Okazuje się, że pod tym względem nie
    tylko Warszawa (Polska) jest ble. Póki co tylko Praga jest cacy. :-)

  • a.part 31.05.08, 13:16
    problemem, nie jest kupienie fajnej zabawki ale takiej która rozwijałaby
    indywidualne zainteresowania dziecka :))) ja zawsze kombinowałam z zabawkami
    edukacyjnymi żeby wybra taką która rezczywiście wspomaga rozwój dziecka potem
    okazywało sie że dziecko ma ją w nosie :)))
    JA stosuję taką metodę, że podglądam czym dziecko bawi się w żłobku albo jakie
    zabawki innych dzieci go kręcą i czasem pytam rodziców gdzie coś takiego kupili :)))
  • izabellaz1 30.05.08, 19:47
    kretynofil napisał:

    > Z tego co slyszalem od znajomych, to przedszkoli nie ma w calej
    > Warszawie. Wierze im, bo maja dziecko i probowali cos znalezc
    > naprawde dlugo bez skutku...

    Ja znalazłam w centrum. Wystarczyło odpowiednio szybko zareagować.


    > Co i gdzie kupujesz, tak z ciekawosci? To naprawde nie atak...

    Nie wszystkie zabawki są takie jak napisałeś. Jeśli masz odrobinę wiedzy na
    temat rozwoju psychofizycznego znajdziesz coś rozwijającego na 100%:)


    --
    --------------------
    Si vis pacem, para bellum
  • kretynofil 30.05.08, 20:04
    > Ja znalazłam w centrum. Wystarczyło odpowiednio szybko zareagować.

    Napisac oswiadczenie, ze jestes samotna matka bez dochodu? Nie?

    To moze konkret?

    > Nie wszystkie zabawki są takie jak napisałeś. Jeśli masz odrobinę wiedzy na
    temat rozwoju psychofizycznego znajdziesz coś rozwijającego na 100%:)

    A konkretnie?

    Wiesz, ja tez moge powiedziec, ze kazdy moze zrobic cokolwiek mu do glowy
    przyjdzie, ale taka wypowiedz niczego by nie wnosila do dyskusji. Narazie
    poprosze konkrety...

    ----------------------------------------------

    Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
    internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba czerpiaca
    perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z kretynami. Milej
    lektury :)
  • izabellaz1 30.05.08, 20:43
    kretynofil napisał:

    > > Ja znalazłam w centrum. Wystarczyło odpowiednio szybko zareagować.
    >
    > Napisac oswiadczenie, ze jestes samotna matka bez dochodu? Nie?
    >
    > To moze konkret?

    Wybacz ale nie będę publicznie pisać do którego przedszkola zapisałam dziecko.

    > > Nie wszystkie zabawki są takie jak napisałeś. Jeśli masz odrobinę wiedzy
    > na
    > temat rozwoju psychofizycznego znajdziesz coś rozwijającego na 100%:)
    >
    > A konkretnie?

    Nie wydaje mi się, żeby moje konkrety wpłynęły na Twoje postrzeganie tematu.
    Masz swoje spojrzenie na sprawę i go nie zmienisz więc chyba nie ma sensu. A
    sklepy z zabawkami to nie tylko Smyk. To wiele punktów sprzedaży w necie, przez
    które możesz zamawiać dowolne zabawki. Wystarczy żebyś miał za co je kupić i
    możesz wspomagać rozwój dziecka.


    --
    --------------------
    Si vis pacem, para bellum
  • kretynofil 30.05.08, 22:00
    > Wybacz ale nie będę publicznie pisać do którego przedszkola zapisałam dziecko.

    O to nie pytam. Pytam jak!

    > Nie wydaje mi się, żeby moje konkrety wpłynęły na Twoje postrzeganie tematu.
    Masz swoje spojrzenie na sprawę i go nie zmienisz więc chyba nie ma sensu.

    Bardzo wygodna teoria. Zaluje ze ja juz tak nie potrafie uciekac przed polemika
    - ale wielu rzeczy juz nie potrafie. Prawda jest taka, ze chetnie bym sie
    przyznal do bledu, bo to by we mnie obudzilo nadzieje. Coz, skoro jestes
    madrzejsza :)

    > A sklepy z zabawkami to nie tylko Smyk. To wiele punktów sprzedaży w necie,
    przez które możesz zamawiać dowolne zabawki.

    A gdzie kupuje wiekszosc rodzicow? Chcesz mi powiedziec, ze Smyk swiadomie
    rezygnuje z obrotu w celu zidiocenia dzieci? Nie, Smyk sprzedaje NAJLEPIEJ
    sprzedajace sie zabawki, co mnie przeraza...

    > Wystarczy żebyś miał za co je kupić i możesz wspomagać rozwój dziecka.

    Pamietasz o czym jest ta cala dyskusja, przyznajesz mi racje, czy celowo
    strzelasz sobie w stope?

    ----------------------------------------------

    Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
    internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba czerpiaca
    perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z kretynami. Milej
    lektury :)
  • izabellaz1 31.05.08, 14:01
    kretynofil napisał:

    > O to nie pytam. Pytam jak!

    Normalnie:) Nie dostała się w rekrutacji elektronicznej (bo nagle 80% rodziców
    to matki "samotnie" wychowujące) więc z mężem zaczęłam dzwonić po przedszkolach
    w centrum bo wiedziałam, że tam są jeszcze miejsca. Tyle.

    > A gdzie kupuje wiekszosc rodzicow? Chcesz mi powiedziec, ze Smyk swiadomie
    > rezygnuje z obrotu w celu zidiocenia dzieci? Nie, Smyk sprzedaje NAJLEPIEJ
    > sprzedajace sie zabawki, co mnie przeraza...

    To już sprawa rodziców. Skoro wolą kupować kolejny pistolet, samochód albo lalkę
    Barbie to nie mój biznes:)

    > > Wystarczy żebyś miał za co je kupić i możesz wspomagać rozwój dziecka.
    >
    > Pamietasz o czym jest ta cala dyskusja, przyznajesz mi racje, czy celowo
    > strzelasz sobie w stope?

    Pamiętam. Uważam jednak, że za 4 tys. zł miesięcznie można zakupić zabawkę
    rozwijającą. Bo to nie muszą być bardzo drogie przedmioty. Niemowlę zainteresuje
    Ci się dużo bardziej suwakiem od bluzy albo rozkręcaniem długopisu niż drogą
    zabawką. Z doświadczenia wiem:)
    Pewnie, że kilka "odmóżdżających" zabawek dziecka nie otępi ale można zmienić
    ich proporcje w stosunku do takich jak książeczki z wszelkiego rodzaju
    "urozmaiceniami", zabawki kształtujące motorykę małą i dużą, koordynację,
    akcesoria do nauki czytania (wcale nie wkuwanie przez 2,5-latka przy stole
    alfabetu) takie jak klocki LOGO etc.

    --
    --------------------
    Si vis pacem, para bellum
  • kitek_maly 30.05.08, 21:00

    Oooo, miało Cię nie być. :-P
  • kretynofil 30.05.08, 22:02
    ...siac ferment na forum!

    ----------------------------------------------

    Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
    internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba czerpiaca
    perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z kretynami. Milej
    lektury :)
  • jantarrka 31.05.08, 13:58
    > Zeby tylko w Polsce bylo mozna kupic zabawki, ktore naprawde
    > rozwijaja wyobraznie, ucza kreatywnego myslenia itd. Nie twierdze ze
    > kupujesz im pokemony, ale kiedys ten temat zglebilem z ciekawosci
    > (zafascynowalo mnie muzeum zabawek i sklepy z nimi w Pradze) - i
    > bylem przerazony. Wiekszosc produktow w sklepach to jakies gowniane
    > badziewia na licencji kolejnych "Rybek z Ferajny"...

    Oj,, Kretynofil, no bez przesadyzmu. Ja rozumiem, że Belgia mlekiem , miodem i edukacyjnymi zabawkami płynie, ale zapewniam, że w Polsce można kupić mnóstwo edukacyjnych i rozwijających zabawek, zarówno dla malutkich dzieci jak i dla tych podrośniętych. Nie tylko badziewia.. Tylko trzeba troszkę dobrej woli, chęci i otwartosci..

    a już poza wszystkim, bardzo mi się nie podoba że papierową... nazywasz kretynką i idiotką. Musisz? nie sądzę.
    Wiesz, ona ma w wielu kwestiach rację.

    A w kwestii kosztów życia to trochę zabawnie je przedstawiasz dla mnie, ale to nie znaczy że uważam, iż zmyślasz. To są Twoje koszty. Moje się prezentują zupełnie inaczej, i myślę że i papierowej inaczej, dlatego wyraziła zdziwienie, na co te pozostałe 2000.. ja na przyjemne, smaczne i zdrowe życie wydaję wraz z mieszkaniem i innymi wymienionymi przez Ciebie kosztami stałymi ok 800-900 zł (tylko na siebie, mój chłopak drugie tyle i mamy te 1600-1800 na wspólne życie w dwupokojowym mieszkaniu), moi znajomi ledwie wyrabiają zarabiając po 3000 każde (dodam że i oni i my płacimy za mieszkania podobnie..). To jest po prostu kwestia nastawienia, uważam, ze rozmowa o tym, czy autorka wątku da radę z dzieckiem zalezy od tego, jak kształtują się jej potrzeby życiowe i tyle.
    Ja bym spokojnie wyrobiła i naprawdę nie mówię tu o żarciu TIP czy Tecso produkty własne. Za bardzo lubię dobrze i zdrowo jeść. Nie wiem, może my po prostu umiemy i chcemy szukać tańszych rozwiązań?
  • jantarrka 31.05.08, 14:08
    no tak, zjadłam niechcący kawałek wyjaśnienia, czemu uważam, ze bym wyrobiła. BO
    jak rozumiem, 2000 zł ma autorka na życie ew. we troje. a ja napisałam że we
    dwoje to u mnie 1600-1800.
    tylko ze w tym zawiera się sporo imprez (tak liczę że sama na takie imprezy
    wydaję ze 150 miesięcznie), co po prostu znika gdy jest dziecko, poza tym nie
    wzrastają niektóre koszty, czynsz nadal taki sam będzie, tyle samo za benzynę
    itd. Poza tym w to wliczam to, że oboje studiujemy i masę książek kupujemy i
    dużo kserujemy. (nie przesadzam, książki i ksero tylko na uniwerki zjada nam ok.
    100-150 miesiecznie/za dwie osoby/)

    ad rem,

    mając 2000 miesiecznie do rozdysponowania poradziłabym sobie z dzieckiem. Ale
    jak zaznaczyłam powyżej, to naprawdę zależy od tego, ile się chce.
  • nadinka_nadinka 30.05.08, 15:26
    Nie wiem dlaczego Warszawa uchodzi za rodzaj "straszaka" jeżeli chodzi o koszty
    utrzymania. Nie zawsze mieszkałam w Warszawie i przeprowadzając się tutaj nie
    zauważyłam, żeby było wyjątkowo drogo. Czynsz - tańszy niż w moim mieście,
    jedzenie, chemia, kosmetyki - porównywalnie, usługi (fryzjer, kosmeteyczka itp.)
    - różnie, ale np. szewc tańszy o połowę, fryzjer porównywalny.
    Droższe są na pewno nieruchomości, knajpy, kina itp., no i ta nieszczesna
    opiekunka. Ale przeciez sa zlobki, przedszkola - wtedy 2000 za rok zaplacimy,
    nie za miesiac.
    A 2000 na utrzymanie 3 osób to mało. Wystarczy na rachunki, jedzenie, chemie,
    zabraknie nawet na fryjera, nie mowiac o innych rzeczach.


    --
    ***
    "Women need to be twice as good as men to be considered equal; fortunately, it's
    not that difficult."
  • mahadeva 30.05.08, 19:44
    ale niektorzy zyja za taka kase i maja kilkoro dzieci, mam taka
    sasiadke, nie ksztalci sie, nie pracuje, mieszka z mezem z
    rodzicami, ale juz trzecie w drodze
  • atram-77 30.05.08, 23:03
    zarabiasz ponad 6,5 i masz sąsiadkę co mieszka z mężem, rodzicami i 3 w drodze??
    coś mi to pasuje raczej na bok. blok i 6,5 na rękę miesięcznie buhahahahaha
  • mahadeva 30.05.08, 23:17
    owszem, mieszkam w starym mieszkaniu od dziecinstwa, nie stac mnie
    na razie na moj wymarzony segemnt, poza tym myslalam, ze
    przeprowadze sie razem z mezem, jeszcze taki ideal milosci we mnie
    drzemie, mam przeslac payslipy? :)
  • operatorkoparki 31.05.08, 07:55
    payslipy
    - załamka
  • mahadeva 31.05.08, 21:55
    a co mam powiedziec, jesli kolega, nie wierzy, ze zarabiam wiecej
    niz 6,5k? gdzie tu zalamka? zalamka to jest, ze ludzie, zamiast
    myslec, powtarzaja jakies klisze
  • mahadeva 30.05.08, 23:18
    nie musze sie z niczym spieszyc, kupno domu to dla mnie powazna
    sprawa, szczegolnie, ze jestem zupelnie sama na swiecie
  • atram-77 30.05.08, 23:37
    hmmm chyba z własnego wyboru...
  • mahadeva 31.05.08, 00:26
    wiesz, jak to jest, 'kobiety sukcesu' maja wymagania ;)
  • fotofirma 31.05.08, 11:06
    Piękne słownictwo i dealna świadomość:
    'kobiety sukcesu'*

    *sukces RK1 realizacja Projektu Korporacji - na przykład: zwiększenie dziłania
    Nikomu Nie Potrzebnego środka na Nieistniejące Owady o 0,00001% zgodnie z planem
    Firmy
  • tangerka 30.05.08, 16:21
    Czy dziecko nie może chodzić do żłobka/przedszkola? a może
    mieszkanie macie za duże, trzeba przeprowadzić się do mniejszego,
    zmiejszyć kredyt ... Wogóle twoje myślenie jest chore, bo wynika z
    niego że ludzie którzy nie mają 10 tys. PLN miesięcznie nie mogą
    mieć dzieci, tymczasem w Polsce 50 % ludzi mających dzieci nie
    zarabia nawet tyle co wy! Jeżeli 2000 zł nie wystarcza wam na
    utrzymanie to jesteście po prostu rozrzutni i żyjecie ponad stan, to
    tyle. Znam rodziny z dwojgiem albo trojgiem dzieci żyjące za takie
    pieniądze i nie przymierające głodem, przeciwnie - uważające że
    dobrze im się wiedzie! Po prostu nie umiesz gospodarować kasą albo
    szukasz pretekstu aby dziecka nie mieć!
  • kretynofil 30.05.08, 16:33
    Bo w Warszawie nie ma miejsc w przedszkolach/zlobkach? Moze zanim
    zaczniesz wypisywac te swoje bzdury, sprawdzisz jak to wyglada w
    Warszawie?

    > a może mieszkanie macie za duże, trzeba przeprowadzić się do
    mniejszego, zmiejszyć kredyt

    Zazdrosc to piekna rzecz :)

    > Jeżeli 2000 zł nie wystarcza wam na utrzymanie to jesteście po
    prostu rozrzutni i żyjecie ponad stan

    Nie, to znaczy ze sie myja i jedza jedzenie nie ze smietnika
    (Biedronka/Tesco) :)

    Wiem, troche przesadzam, mozna byc biednym i czystym - ale jakos nie
    potrafie zachowac powagi wobec Twojego posta, bo zawsze kiedy
    slyszalem podobne do Twoich argumenty, to byly podyktowane tylko i
    wylacznie zawiscia...

    > Znam rodziny z dwojgiem albo trojgiem dzieci żyjące za takie
    pieniądze i nie przymierające głodem, przeciwnie - uważające że
    dobrze im się wiedzie!

    A czym interesuja sie ich dzieci? W czym sa dobre, co chca robic w
    zyciu? Tak jak rodzice, ogladac telewizje?

    Ponownie: wiem, ze mozna byc biednym i inteligentnym. Patrz wyzej :)

    > Po prostu nie umiesz gospodarować kasą

    Nie, po prostu potrafi ja zarabiac i to najbardziej Ci przeszkadza :)

    > albo szukasz pretekstu aby dziecka nie mieć!

    A to jest jakis przymus posiadania potomstwa, zeby trzeba bylo
    miec "pretekst" zeby usprawiedliwic niewywiazanie sie z
    tego "obowiazku"? Bo wiesz, mi sie wydaje, ze na dzieci to sie
    czlowiek decyduje z milosci, a nie z obowiazku, ale ja posypuje
    truskawki cukrem :)

    A tak na powaznie: ona zadaje poprawne pytania. I ma racje ze je
    zadaje, bo moze nie chce ciagle czegos dzieciakom odmawiac? Moze
    rozumie, ze dzisiaj dziecinstwo wyglada troche inaczej niz kiedys i
    nie chce ryzykowac tego, ze nie bedzie mogla spelnic marzen
    dzieciakow? Kiedys to bylo jednak latwiejsze...

    ----------------------------------------------

    Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
    internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba
    czerpiaca perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z
    kretynami. Milej lektury :)
  • ugenwillla 30.05.08, 17:03
    kretynofil napisał:

    > Bo w Warszawie nie ma miejsc w przedszkolach/zlobkach? Moze zanim
    > zaczniesz wypisywac te swoje bzdury, sprawdzisz jak to wyglada w
    > Warszawie?

    W Wawie mieszkam od urodzenia i wiem, że żlobki są osiągalne, nawet
    wolne miesjca mają, służę adresem :))

    > > a może mieszkanie macie za duże, trzeba przeprowadzić się do
    > mniejszego, zmiejszyć kredyt
    >
    > Zazdrosc to piekna rzecz :)
    >
    Mam dom w Zalesiu :))

    > > Jeżeli 2000 zł nie wystarcza wam na utrzymanie to jesteście po
    > prostu rozrzutni i żyjecie ponad stan
    >
    > Nie, to znaczy ze sie myja i jedza jedzenie nie ze smietnika
    > (Biedronka/Tesco) :)

    Mycie i jedzenie nie kosztuje tyle nawet w Wawie, też kupuje tutaj
    środki czystości i żywność (nie w Biedronce, ale w Tesco - owszem),
    ceny wody też są mi znane i właśnie dlatego twierdzę, że są
    rozrzutni :))

    > Wiem, troche przesadzam, mozna byc biednym i czystym - ale jakos
    nie
    > potrafie zachowac powagi wobec Twojego posta, bo zawsze kiedy
    > slyszalem podobne do Twoich argumenty, to byly podyktowane tylko i
    > wylacznie zawiscia...

    I dopiero jest bzdura bo zarabiam więcej niż łączny dochód autorki
    posta, ale w czasie gdy rodziły mi się dzieci miałam o połowę
    mniej :))

    > > Znam rodziny z dwojgiem albo trojgiem dzieci żyjące za takie
    > pieniądze i nie przymierające głodem, przeciwnie - uważające że
    > dobrze im się wiedzie!
    >
    > A czym interesuja sie ich dzieci? W czym sa dobre, co chca robic w
    > zyciu? Tak jak rodzice, ogladac telewizje?
    >
    > Ponownie: wiem, ze mozna byc biednym i inteligentnym. Patrz
    wyzej :)

    Dzieci interesują się wszystkim, jak to dzieci, jedna rodzina nie ma
    nawet telewizora, sport nie kosztuje wielkich pieniędzy, nie wszyscy
    muszą jeździć na narty czy grać w tenisa, są inne zajęcia, książki w
    biblotece, internet jest dla wszystkich, to raczej tobie trzeba
    współczuć że bez wydawania kasy nie umiesz ciekawie żyć :)))

    > > Po prostu nie umiesz gospodarować kasą
    >
    > Nie, po prostu potrafi ja zarabiac i to najbardziej Ci
    przeszkadza :)

    Też ją zarabiam, ale mam wrażenie że autorka postu jest z pokolenia
    młodych, którzy zaraz po studiach chcieliby mieć wszystko, i duży
    dom, i wakacje za granicą, i dziecko, i przyjemności i dziwią się,
    że na wszystko nie starcza, trochę pokory!

    > > albo szukasz pretekstu aby dziecka nie mieć!
    >
    > A to jest jakis przymus posiadania potomstwa, zeby trzeba bylo
    > miec "pretekst" zeby usprawiedliwic niewywiazanie sie z
    > tego "obowiazku"? Bo wiesz, mi sie wydaje, ze na dzieci to sie
    > czlowiek decyduje z milosci, a nie z obowiazku, ale ja posypuje
    > truskawki cukrem :)

    żaden ale skoro się zastanawia, to chyba jednak czegoś jej brak?
    >
    > A tak na powaznie: ona zadaje poprawne pytania. I ma racje ze je
    > zadaje, bo moze nie chce ciagle czegos dzieciakom odmawiac? Moze
    > rozumie, ze dzisiaj dziecinstwo wyglada troche inaczej niz kiedys
    i
    > nie chce ryzykowac tego, ze nie bedzie mogla spelnic marzen
    > dzieciakow? Kiedys to bylo jednak latwiejsze...

    Kolejne bzdury: wątpię czy ona w okresie swojej biologicznej
    płodności zarobi tyle aby sobie czegoś nie odmawiać, bo zawsze będą
    rzeczy dla niej za drogie, zawsze można dziecku zapewnić coś więcej,
    kupić setną zabawkę, wysłać do lepszej szkoły, samemu więcej
    kupować, lepeij jeść, najlepeij wszystko z cukrem i nigdy nie być w
    sytuacji, w której bez żadnych wyrzeczeń można urodzić dziecko!

    >
    > Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na
    forach
    > internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba
    > czerpiaca perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania
    z
    > kretynami. Milej lektury :)

    A ja myślę że to jednak rodzaj krytyna i to zadufanego w sobie :))
  • kretynofil 30.05.08, 18:10
    Ja sie sprzeczac nie bede, bo problem mnie nie dotyczy - po prostu
    powtarzam to, co uslyszalem od kolezanek, ktore sa tym tematem
    zainteresowane.

    Inna sprawa, ze jesli pracujesz "po warszawsku", czyli 8-17 lub 9-
    18, to przedszkole czy zlobek sprawy nie zalatwiaja, bo z reguly
    dziecko trzeba odebrac wczesniej.

    > Mycie i jedzenie nie kosztuje tyle nawet w Wawie, też kupuje tutaj
    > środki czystości i żywność

    Wiem, ze mozna sie myc tanimi srodkami, uzywac taniego dezodorantu,
    darowac sobie antyperspirant. Sporo jezdzilem warszawska komunikacja
    miejska kilka lat temu :) Czysta rozkosz :)

    > Dzieci interesują się wszystkim, jak to dzieci, jedna rodzina nie
    ma nawet telewizora, sport nie kosztuje wielkich pieniędzy, nie
    wszyscy muszą jeździć na narty czy grać w tenisa, są inne zajęcia,
    książki w biblotece, internet jest dla wszystkich, to raczej tobie
    trzeba współczuć że bez wydawania kasy nie umiesz ciekawie żyć :)))

    Internet to akurat kiepski pomysl dla dzieciaka, tak z moich
    obserwacji. Co do ksiazek, to rzeczywiscie, sa dobrze wyposazone
    biblioteki.

    Jesli chodzi o narty i tenisa, to zle mnie odebralas, kolezanko. Sam
    mam alergie na taki farmazon i smiesza mnie ludzie, ktorzy zapisuja
    dzieciaka na "kursy" "jezykowe", "korepetycje", "narty", "jazde
    konna" i "tenisa". Rzecz w tym, ze sama nie podalas alternatywy,
    oprocz nowoczesnej telewizji (internet) i czytania ksiazek (co jest
    dobra alternatywa, ale niewystarczajaca). Powiedz mi, jakie hobby
    moze rozwijac dzieciak, ktory ma 8 lat za mniej niz 50 PLN
    miesiecznie.

    Wspolczucie sobie daruj, swietnie sobie radze z pieniedzmi i bez
    nich :)

    > Też ją zarabiam, ale mam wrażenie że autorka postu jest z
    pokolenia młodych, którzy zaraz po studiach chcieliby mieć wszystko,
    i duży dom, i wakacje za granicą, i dziecko, i przyjemności i dziwią
    się, że na wszystko nie starcza, trochę pokory!

    Ale ona to wszystko ma prawo miec! Nie rozumiem co Cie tak wkurza -
    z tego co piszesz, Ty to masz, dlaczego Ci przeszkadza to, ze ona
    tez chce? I jeszcze kazesz jej okazac troche pokory, a to juz czysta
    bezczelnosc...

    > żaden ale skoro się zastanawia, to chyba jednak czegoś jej brak?

    Nie, po prostu nie wie ile to kosztuje i sie pyta. Co w tym zlego?

    > Kolejne bzdury: wątpię czy ona w okresie swojej biologicznej
    płodności zarobi tyle aby sobie (...)

    Skad wiesz? Moze wlasnie w tym rzecz, ze jesli odlozy ta decyzje
    jeszcze na dwa-trzy lata, to osiagnie pozycje zawodowa, ktora
    zapewni jej stabilizacje?

    > A ja myślę że to jednak rodzaj krytyna i to zadufanego w sobie :))

    A pocaluj mnie w dupe i vice versa :)

    ----------------------------------------------

    Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
    internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba
    czerpiaca perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z
    kretynami. Milej lektury :)
  • a.part 31.05.08, 13:33
    Powiedz mi, jakie hobby
    > moze rozwijac dzieciak, ktory ma 8 lat za mniej niz 50 PLN miesiecznie.

    teraz to przesadziłeś, nawet zajęcia w domach kultury kosztują chyba więcej, ale
    nie spotkałam jeszcze dziecka A pracuję z dziećmi) które chciałby jednocześnie
    chodzić na kurs tańca, karate, basen, zajęcia plastyczne, kółko teatralne i nie
    wiem co tam jeszcze

    wspominałeś też coś wcześniej o tym, że rodziców powinno być stać na rozwijanie
    zainteresowań dziecka tylko nie zawsze potrzeba na to ogromnej kasy widzę czasem
    dzieciaki posiadajace bardzo profesjonalny sprzęt do malowania (tzn dobre farby,
    pędzle, sztalugi) ale nie wpływa to znacząco na rozwój ich umiejętności równie
    dobrze malowałyby zwykłymi farbkami
  • mahadeva 30.05.08, 18:27
    o, kolezanka tez powiedziala, ze zarabia wiecej niz autorka watku,
    moze ja tez nazwiecie pretensjonalna snobka, ktora marzy o duzej
    kasie
  • mahadeva 30.05.08, 18:31
    badzmy realistami, 6,5k na dwie osoby to ponizej granicy ubostwa, a
    im sie pali, zeby miec dzieci
  • justysialek 01.06.08, 23:51
    mahadeva napisała:

    > badzmy realistami, 6,5k na dwie osoby to ponizej granicy ubostwa,
    a
    > im sie pali, zeby miec dzieci


    Nie interesuje mnie ile zarabiasz, więc ja na ciebie wcześniej nie
    naskoczyłam ale po tym muszę.
    Zainteresuj się sytuacją ludzi w Polsce. Dowiedz się ilu ludzi
    zarabia minimalną krajową i ile ta minimalna wynosi. Dowiedz się ilu
    jest bezrobotnych, ile wynosi zasiłek rodzinny itp. Potem jeszcze
    przejrzyj wyliczenia co do minimum socjalnego (był kiedyś taki
    artykuł w Polityce). Polecam też jakieś dokumenty w tv - może ten
    program caritasu o adopcjach na tvp2 lub uwagę na tvn. Jak już
    wyrobisz sobie poglądy na to, jak MOŻNA żyć, to nie będziesz
    p.doliła takich głupot.
    --
    Jestem lekiem na caaaałe złooooo ;-D
  • ugenwillla 30.05.08, 16:40
    słusznie, to są fanaberie wygodnych mam, że koniecznie muszą mieć
    opiekunkę, ja mam trójkę dzieci i żadne nie miało opiekunki,
    wszystkie chodziły do żłobków i przeżyły, mało chorowały, uodporniły
    się, dobrze się tam rozwijały .. Rozumiem jeżeli dziecko jest chore,
    słabe, trudne, z problemami - wtedy rozumiem, ale po co z góry
    zakładać taki scenariusz?
  • kretynofil 30.05.08, 16:43
    A kiedy wychowalas te dzieci? 20 lat temu? Coz, przyjmij do
    wiadomosci ze czasy sie zmienily, a Warszawa jest pod tym wzgledem
    specyficzna...

    ----------------------------------------------

    Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
    internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba
    czerpiaca perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z
    kretynami. Milej lektury :)
  • ugenwillla 30.05.08, 17:04
    Mieszkam w warszwie a moje dzieci mają 12, 8 i 6 lat :))
  • putea 30.05.08, 22:04
    Czytam wszystkie posty, mniej lub bardziej na temat poruszony przez autorke watku
    Ale jedna autorka, uwazajaca sie za wyksztalcona,wyzwolona i czerpiaca zycie
    garsciami przykula moja uwage.
    Wiec powiem Ci lala, ze jestes bezdennie glupia.
    Nie dlatego,ze nie chcesz miec dzieci i chcesz zyc ma wysokich obrotch.
    Tylko dlatego, ze obnosisz sie tak arogancko ze swoim stylem zycia i zarobkami,
    az przykro sie to czyta.
    To juz nawet nie snobizm- ja mysle, ze Ty masz powazny problem - nie doceniaja
    Cie chyba zbyt bardzo w Twoim relnym swiecie.
    Mysle, ze powinnas bardziej skupic sie na tipsach- czy aby Cie sie zbytnio nie
    zetra, gdy tak je maltretujesz stukajac glupoty w klawiature.
  • mahadeva 30.05.08, 22:10
    przynajmniej nikogo nie atakuje w ten sposob, w ogole mi sie to w
    glowie nie miesci... jesli chodzi o zarobki to napisalam nie wiecej
    niz inna osoba, a ja niby sie obnosze, a ona nie...
    zapewne jestem bezdennie glupia :)
    w realnym swiecie, jak jest, wiemy... sa mity, sa nieciekawe typy...
    ale nawet jesli cos sie dzieje nie tak, zmieniam to, ogolnie mam
    calkiem niezle ;)
  • putea 30.05.08, 22:51
    uderz w stol, a nozyce sie odezwa...
    skoro jednak wyczulas, ze tylko Twoje posty mozna tak odebrac, to pora sie nad
    tym zastanowic.
    nawet jesli ktos cos tam napisal na temat swoich zarobkow, ginie to w tlumie
    Ciebie z jedyna sluszna, konsumpcyjna,bezdzietna wizja swiata wszedzie pelno.
    I owszem, w ten sposob nie atakujesz, atakujesz w troche bardziej plytki sposob,
    bredzac o wacikach za 2 tys lub bestiach bullterierach.
    Moja rada: troche pokory i tolerancji.
    Pieniadze rzecz do nabycia. Dzis mozesz je miec, jutro nie.
    W zyciu naprawde licza sie inne wartosci. Liczy sie Czlowiek.Przez duze C. I to
    jemu maja sluzyc pieniadze, a nie on im.
    Nie musisz w zyciu zrealizowac sie jako matka- to nie jest obowiazek.
    Ale czy bycie kochanka na telefon, wzorowa klientka drogich butikow czy pionkiem
    w wysciugu szczurow w wielkiej korporacji to naprawde az taki powod do dumy ,
    pozwalajacy Ci obrazac wszystkie inne wizje zycia ?
    To nie pieniadze czynia nas bogatymi .....


  • mahadeva 30.05.08, 23:22
    nie wiem, czy mowienie o wacikach za 2k jest bardziej plytkie niz
    personalne ataki i wyzwiska
    nozyce... no coz nie moge pozwolic, zeby mnie obrazano
    eh i czy myslisz, ze dla mnie czlowiek, milosc nie sa wazne?
    mieszkalam przez wiele lat z matka umierajaca na raka, potem umarl
    moj ojciec w szpitalu, babcia w domu starcow, mialam wiele okazji,
    zeby sie wykazac miloscia i troska o drugiego czlowieka, dziwi mnie,
    ze ludzie tu mysla, ze interesuja mnie moje tipsy (ktorych zreszta
    nie mam)
  • putea 30.05.08, 23:50
    i slusznie..nie pozwalaj na to, by Cie obrazano..
    ale zdobywaj szacunek za to kim jestes, a nie za to co posiadasz i za ile
    kupujesz waciki.
    Ja natomiast zawsze bede tepila syndrom nowobogackiego,ktoremu sloma z butow
    wystaje.
    Ale ciesze sie, ze przedstawilas sie rowniez jako Czlowiek majacy uczucia wyzsze.
    Bardzo mi przykro z powodu Twojej Rodziny. zycie niestety jest bardzo kruche,
    nie pomoga zadne pieniadze.
    Spieszmy sie kochac ludzi, tak szybko odchodza.
    Napisalas w innym poscie, ze jestes calkiem sama...
    To przykre..ale zastanow sie, dlaczego tak jest...
    Dlaczego nie ma wokol Ciebie nie meza i dzieci, ale oddanych przyjaciol np ?
    I wbrew pozorom nie chce Cie zgnebic. Moim celem bylo otworzenie Ci oczu na inne
    wartosci, spojrzenie z innej perspektywy na potrzeby innych ludzi.
  • mahadeva 31.05.08, 00:26
    to nie jest tak, ze nie mam dobrych, szanujacych mnie przyjaciol :)
    ale takie decyzje jak kupno domu, samochodu, czy zmiana pracy
    podejmuje zupelnie sama, nie mam nikogo na tyle bliskiego... nie
    sadze, zeby sloma mi z butow wylazila, staram sie trzymac poziom,
    chocby przez zachowanie zwyklej kultury osobistej
  • putea 31.05.08, 00:43
    wyczuwam ten przytyk na temat kultury osobistej...
    i nie razi mnie on, biorac pod uwage, ze moja reakcja podyktowana byla Twoimi
    wczesniejszymi postami
    ale wnioskuje,ze nie wiesz o czym piszesz, bo jezeli kultura osobista nazywasz
    uwage zrobiona kobiecie opisujaca swoje dzieci, ze powinna nabyc bullteriery
    tudziez naturalna chec posiadania dzieci sprowadzasz jedynie do rozmnazania sie,
    tzn ze w najlepszym przypadku korzystalysmy z roznych zrodel definiujacych
    kulture osobista.

  • fotofirma 31.05.08, 10:35
    "Kretynek" to inny sposób?

    "jestem bezdennie glupia :)" - masz czasem racje w tym co piszesz
  • operatorkoparki 31.05.08, 08:00
    to kompleksy, dziewczyna z biedy rwie do przodu, ze wsi do "miasta"
    to normalne - Jak kroś jest bogaty z urodzenia - takich głupot nie
    pisze.
    Popatrzcie dookoła: uwielbiany pracownik przez pracodawców: Z
    terenu, biedny, ambitny, wykształcony i głodny "kariery" - bedzie
    naginał 20/24 dla kariery bat powrotu na wieś dopinguje lepiej niż
    podwyzki

    ile takich ludzi znacie?

  • mahadeva 31.05.08, 22:46
    nie pisze zadnych glupot, nie mam zadnych kompleksow i wcale nie
    rwe sie z biedy do miasta, to raczej kolezanka potrafi tylko innych
    obrazac, czyli za wiele soba nie reperzentuje
  • a.part 31.05.08, 13:35
    chyba demonizujesz, okazuje się zę w Warszawie nie da się po prostu żyć to na
    Boga jak to jest żę wszyscy tam rwą co?
  • izabellaz1 02.06.08, 11:15
    ugenwillla napisała:

    > słusznie, to są fanaberie wygodnych mam, że koniecznie muszą mieć
    > opiekunkę,

    Nie sądzę.

    > ja mam trójkę dzieci i żadne nie miało opiekunki,
    > wszystkie chodziły do żłobków i przeżyły

    Przeżyły...hmmm ciekawe stwierdzenie. A tak poważnie choćbyś nie wiem jak się
    zapierała i wypierała ze świadomości fakt, że dziecko do 2r.ż. włącznie nie
    nadaje się do takiej "zbiorowej formy zajmowania się" nim pozostanie to faktem.


    --
    --------------------
    Si vis pacem, para bellum
  • mahadeva 30.05.08, 18:24
    dwa tysiace na waciki mi nie starcza, czy ja tez zle gospodaruje
    kasa? ale masz racje, malo osob zarabia odpowiednio, a dzieci byc
    musza, zeby nam narod nie wymarl, tyle, ze wszystko jest decyzja
    indywidualna i czlowiek wcale nie musi zyc w nedzy z gromadka dzieci
    tylko dlatego, zeby przedluzyc gatunek, ja mam np gdzies
    przedluzanie gatunku
  • kedrok1 02.06.08, 12:16
    wiemy o tym ,wiemy i nikt cie nie zmuszą więc przestań się tym chełpić. Ani to
    powód do domy ani do chwalenia...

    Szkoda tylko że moja córka będzie kiedyś płaciła na twoja emeryturę...
  • nadinka_nadinka 30.05.08, 23:10
    tangerka napisał:

    > Czy dziecko nie może chodzić do żłobka/przedszkola? a może
    > mieszkanie macie za duże, trzeba przeprowadzić się do mniejszego,
    > zmiejszyć kredyt ..

    I wychowywac dziecko na 40 m2 i pewnie jeszcze gdzieś na Białołęce, żeby było
    taniej? Biedne dziecko...
    --
    ***
    "Women need to be twice as good as men to be considered equal; fortunately, it's
    not that difficult."
  • operatorkoparki 30.05.08, 17:36
    do dziecja podchodzisz jak do samochodu - ile pali?
    ile kosztuje?

    Mam 2 ke dzieci i 42 lata i choc bywało cieżko nie załuje (zawsze
    chciałem miec góra 1 dziecko) dopiero teraz widze co ma wartoś i
    mimo i ż kariera sie rozwineła - kasy nie brakuje to najbardziej
    ciesza dzieci. Ciarki mnie przechodzą na myśl ze byłem tak blisko
    odłożenia dzieci na potem: bo kasa, bo wyjazdy, bo kariera.


    Poprosty w zyciu sa rzeczy waznie i mniej ważne i nie należy ich
    mieszac bo zycie jest tylko jedno.
  • kretynofil 30.05.08, 18:15
    > do dziecja podchodzisz jak do samochodu - ile pali?
    > ile kosztuje?

    A Ty jak podchodzisz do dziecka? Jak do samochodu? Jak nie bedzie za
    co zatankowac (nakarmic), to najwyzej sie zamknie w garazu?

    :)

    > Poprosty w zyciu sa rzeczy waznie i mniej ważne i nie należy ich
    > mieszac bo zycie jest tylko jedno.

    Wlasnie. Podpisuje sie rekami i nogami. Tyle ze rzeczy wazne dla
    Ciebie nie musza byc wazne dla mnie - i dlatego nie mozna oceniac
    kogos przez pryzmat wlasnych decyzji czy wlasnych priorytetow, co
    probujecie tutaj robic.

    A w ogole to jest piatek, mam Was gdzies, i ide do doma :)

    ----------------------------------------------

    Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
    internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba
    czerpiaca perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z
    kretynami. Milej lektury :)
  • mahadeva 30.05.08, 18:21
    dokladnie Kretynie kochany, na np uwazam, ze dla czlowieka
    wazniejsze jest wyksztalcenie i kariera, niz posiadanie dzieci, co
    nie znaczy, ze pne sie po trupach i o niczym innym nie mysle, mowie
    tu raczej ogolnie o samorealizacji, a do tego wcale nie jest
    potrzebne rozmnazanie sie, mysle, ze spokojnie mogalbym miec super
    meza i duzo dzieci, ale nie chce
  • operatorkoparki 30.05.08, 20:52
    Zona kończy habilitacje - ja spełniłem sie zawodowo - codziennie
    rano wstaje do pracy która lubię i mam dzieci i po cholere mam
    wybierać? Kariera a co to jest - albo jesteś szczęsliwy albo nie -
    jedyna miarka, a somorealizacja co to? robię w zyciu co chcę i co
    lubie i tylko to - zaden zburaczały szef nie mowi mi co mam robic i
    kiedy, dużo jezdze - jak chcę - jak chce to tyddzień rypie w gierki,
    czy jak nie chodze 125 kurs czegoś tam to jestem
    niesamozrealizowany? Mi wystarczy że moje prace czasem zobaczy
    szersza widownia, nagród nawet nie wystawiam, wrzucam do pudła bo
    zyje dla siebie i rodziny nie dla innych.

    A czy kariera to kolejny szczebelek w drabince korporacji? Z
    szufladki do szufladki. Ja określam to jako pracę "maszynisty" nie
    twórczą nic po sobie nie pozostawiającą - ot po prostu mielenie
    czegoś tam.
  • mahadeva 30.05.08, 21:06
    w pierwszej czesci swojej wypowiedzi mowiles o samorealizacji, jako
    przyjemnosci z zycia, moze komus piecie sie po szczebelkach sprawia
    przyjemnosc, a Ty oceniasz takie osoby, jako maszyny... najlepiej to
    biegac i wyzywac wszystkich, ja moge rozne rzeczy myslec o innych,
    ale tego nie mowie, po pierwsze przez kulture i szacunek dla
    czlowieka, po drugie daltego, ze czasem zmieniam zdanie,
    wiesz, ja np uwazam, ze jesli ktos swiadaomie ma dzieci, to cos z
    nim nie tak
  • forumkiller1 30.05.08, 21:44
    A ja na przyklad uwazam, ze ktos kto dzieci nie ma, nigdy nie zrozumie czym jest
    rodzicielstwo, tym bardziej swiadomie zaplanowane, i jak zmienia perspektywe i
    priorytety w zyciu - i to jest jak najbardziej zrozumiale. Proponowalbym jednak
    troche mniej apodyktyczny styl w wyrazaniu opinii na temat tego co z kim jest
    nie tak.
  • mahadeva 30.05.08, 22:12
    zwykle tego nie robie, ale skoro kolega tak lekko okreslil ludzi
    pracujacych w korporacjach jako maszyny, to tez sobie pozwolilam :)
    wiecej nie bede ;)
  • forumkiller1 30.05.08, 22:41
    Dziekuje.
  • operatorkoparki 31.05.08, 08:19
    Cała korporacja jest zbudowana na zasadzie 99,9% maszyny - dobrze
    naoliwione (kasą) i napedzone (karierą) ma byc jak w idealnej armi -
    osiągamy cele - realizujemy wyznaczone zadania ale nie myślimy,
    armia wykonuje rozkazy nie mysli, działa 24/24 godziny i walczy o
    kolejne 0,0001 wykonania planu bielszego od bieli proszku:)

    acha, nie jest to moja teoria tylko "klasyków" korporacji takich
    lepsiejszych - "inenglish" bo jak wiadomo korporacją zawiadują
    półbogowie co mówią boskimi językami "payslipppp" jest wyrażeniem że
    pochodzi od półboga a nie jakis tam "wyciąg" dla ludu z PGRu



    ps.

    Też jak sobie podpijesz spiewasz firmowe piosenki na prywatnych
    imprezach?

  • fotofirma 31.05.08, 08:25
    Po co takie wywody, Kolego. Ona tego nie zrozumie. Po wpisach widać
    że ma problem ze sobą nie z forum.
    Wielu ludzi kocha korporacje i mają do tego prawo. A czy poświęcają
    zycie prywatne ? - pewnie tak ja pracowałem tak po 18 godzin 6/7
    dni, zrozumiałem i odszedłem. Koropracja nie była warta najlepszych
    lat mojego życia. (a i ukochane latanie stało się zwykłe i męczace
    Teraz zarabiam niewiele mniej ale za to mam mase czasu dla siebie -
    dla siebie a nie "dla siebie w firmie"
  • mahadeva 31.05.08, 22:49
    to, ze Ty zrozumiales, ze 'byles glupi', to nie znaczy, ze kazdy,
    kto pracuje w korporacji 'jest glupi'
    jak to nie zrozumiem? ja nie wiem, jak tak mozna ludzi obrazac
  • atram-77 30.05.08, 23:23
    Buhahahahah a ja uwazam ze z ludzmi którzy sie świadomie pozbawiają
    rodzicielstwa jest coś nie tak i co z tgo wyniak - NIC tak samo jak z twojego
    "uważania"
  • operatorkoparki 31.05.08, 08:10
    nie potrafisz czytać ze zrozumieniem, nie pisałem że samorealizacja
    to be - pisałem że dla mnie osobicie kariery w stylu szczebelkowym
    za każdą cenę jest nie warta MARNOWANIA SWOJEGO WŁASNEGO życia, a
    czy ktos bedzie miał dzieci czy założy zespół disco polo - to jego
    wybór - poprostu na kariere szczebelkową w pralni muzgów (widać u
    Ciebie "payslippy") szkod czasu i poswięcej bo jest jedno wielko
    g.warta a pieniądze można zarabiac na milion sposobów
  • mahadeva 31.05.08, 22:54
    tak kolego, muzgow - widac u Ciebie, ze masz prawo obazac innych...
    sam nawet nie znasz ortografii, ja Ciebie nie atakuje, z powodu
    pracy poza korporacja, a Ty mnie owszem, i jeszcze podkreslasz, ze
    kazdy moze zyc jak chce, wiec chyba ja moge pracowac, jak chce?
  • operatorkoparki 31.05.08, 08:06
    > dokladnie Kretynie kochany...

    poczytaj sobie swoje wpisy o swojej "kulturze" "nie obrazaniu
    innych" i wszystko jasne -
    - na mnie "payslipppppy" nie działają
  • hajeras 02.06.08, 14:10
    Nikt nikogo nie zmusza do posiadania dzieci. To fakt.
    I każdy może próbować się samorealizować. Też fakt.
    Każdy jest wolnym człowiekiem.

    Ale niebezpieczne jest połączenie jednego z drugim, szczególnie w
    przypadku kobiet z małymi dziećmi.

    Bo taka kobieta, zamiast się samorealizować, to się samo-zajedzie z
    przepracowania.

    Dzisiaj wykształcone kobiety w dużych miastach przepojone są owczym
    pędem ku studiowaniu i karierze, z czego w 80% i tak niewiele potem
    wynika.
    Więc lepiej robić to, ku czemu serce popycha.

    Nie można robić dwóch rzeczy dobrze.

    Albo się robi karierę, albo się wychowuje dzieci.

    A TERAZ APEL TYLKO DO OBECNYCH MAM BĄDŹ PRZYSZŁYCH MAMUSIEK:

    Nie dajcie się, drogie Panie nabrać na tanią
    propagandę "postępowców", bo się
    zaharujecie jak woły robocze... Już lepiej zadbać o dzieci. A każdy
    rozsądnie myślący facet Was za to nosić na rękach będzie.

    No chyba że ma się babcię na podorędziu, tudzież rozgarniętego
    teścia... wtedy można spróbować pracy. Ale jeśli to ma być 8 godzin
    za 1 tysiąc PLN, to po co???

    Wybierzcie sobie takiego faceta, co na Was i dzieci zarobi. A jeśli
    będzie Was kochał, to dyskryminacji nie uświadczycie. Ten model
    funkcjonował od tysiącleci, i kochający, dobrze zarabiający facet
    jest najlepszym gwarantem dobrobytu rodziny.

    Zrobili Wam, drogie Panie, papkę z mózgu, tymi bzdetami o
    równouprawnieniu i samorealizacji.

    Jeśli chodzi o kobiety posiadające dzieci, to o równouprawnieniu
    nigdy nie może być mowy, bo facet dziecka nie urodzi. Nie trzeba tu
    być filozofem.

    A jeśli chodzi o samorealizację w pracy... bajki. Sam jestem facetem
    z 15 letnim stażem. Zarabiam wielokrotność krajowej. I realizuję się
    w pracy o tyle, o ile uda mi się wygospodarować wolną chwilę na
    poczytanie książki tudzież gazety. A praca to praca. To charówka. To
    zarabianie na rodzinę. Owszem, daje mi to satysfakcję, ale
    pośrednio. Z faktu, że potrafię na dobrym poziomie utrzymać rodzinę.
    A na codzień? Często zmęczenie po pracy... i tęsknota za urlopem.

    A samorealizacja sensu stricte???

    Samorealizuje się może 3% pracowników, nie oszukujmy się. Reszta
    pracuje dla pieniędzy. Hasło praca=samorealizacja to utopia, także
    dla facetów. Samorealizować się można w weekend w warsztaciku, na
    rybach, w zabawie z dziećmi, przy lekturze ulubionego autora... ale
    nie w pracy.

    Więc trochę REALIZMU .... mniej podatności na tanie hasła z Dużych
    Obcasów.
  • operatorkoparki 30.05.08, 20:42
    to Ci odpowiem,
    jestem ojcem i wiem że żeby niewiem co to na dzieci zarobię, wezme
    każda robotę, mysle więc nie mam kredytów - nie biore 500.000 na
    nowy dom (wielu znajomych ma to przydało by się) częśc pieniedzy
    odkładam (jakby zabrakło chwilowo)
    Oczywiscie jest jeszcze zona, króra ma czasami pomysły w stylu
    wszyscy biorą kredy to my też kupmy nową tojotę albo lexusa bo takie
    ładne (najgorsze to to ze wszyscy biorą kredyty a my nie) Tłumacze
    że zamist Lexusa kupimy mieszkanie na wynajem bo to inwestycja a nie
    konsumpcja itp. Co nie znaczy że jestem kutwą - bo pieniadze się
    mnie nie trzymają zupełnie (ale tylko ta częśc "do wydania"
  • mahadeva 30.05.08, 21:11
    to ja Ci powiem, ze wspolczuje zonie
    kredyty sa dla ludzi, dla wyksztalconego czlowieka to jest oczywiste
    oczywiscie bardzo fajnie, ze mozesz kupic dom za gotowke, ale miej w
    glowie, jakie jest srednie wynagrodzenie - tacy ludzie musza wziac
    kredyt, zeby cos gdzies mieszkac i czym jezdzic...
    zycie jest jedno i kazdy ma prawo konsumowac, co chce i nie ma nic
    zlego w kupowaniu leksusa nawet na kredyt
    widze, ze chcesz umrzec cale zycie inwestujac i majac miliony na
    koncie, ale czy cos z tego bedziesz mial? chyba rozsadniej jest
    umrzec wychodzac na zero
    masz prawo robic jak chcesz, ale skoro Ty oceniasz innych jako
    maszynki, to mam prawo tez napisac, co mysle w tej materii
  • operatorkoparki 30.05.08, 20:46
    > Wlasnie. Podpisuje sie rekami i nogami. Tyle ze rzeczy wazne dla
    > Ciebie nie musza byc wazne dla mnie - i dlatego nie mozna oceniac
    > kogos przez pryzmat wlasnych decyzji czy wlasnych priorytetow, co
    > probujecie tutaj robic.
    >
    > A w ogole to jest piatek, mam Was gdzies, i ide do doma :)


    mam wrażenie że masz pare lat mniej niz ja i pewnie w twoim wieku
    też myślałem podobmie - statystycznie ujmując każdy dochodzi do
    podobnych wniosków - ptyanie tylko czy w czas czy za późno:)
    >
  • mahadeva 30.05.08, 21:14
    nie mozna przyspieszyc naturlanego biegu rzeczy i nie ma takiej
    potrzeby panie madralinski
    to tak, jak tu kolezanki mi mowia, ze mam sie spieszyc z dzieckiem,
    bo bede zalowac...
  • bang.bang 30.05.08, 19:33
    jakby nie liczyć to dziecko to skarbonka bez dna ;)
    kasa leci na każdym kroku ...

    ja np. mam juz z tego powodu długi, kredyty itp.

    ale wiesz co? mimo wszystko nie zamieniłabym sie z bezdzietnymi, bogatymi
    osobami :) te moje dwie małe bestie, krzykacze, terrorysci i łobuzy są dla mnie
    droższe od pieniędzy.

    a myślenie tylko szkodzi, nie ma nigdy odpowiedniego momentu na dziecko, zawsze
    zmieni ono totalnie życie i zawsze będzie jakąś tam przeszkodą ... o ile się
    człowiek po prostu nie przestawi na inny wymiar życia :) czego Wam życzę :)
    --
    pozdrawiam :)
    rena
    WYSTRÓJ WNĘTRZ katalog sklepów on-line
    Kurs dla kandydatów na maklerów papierówwartościowych
  • mahadeva 30.05.08, 19:42
    jesli ktos chce miec w domu bestie to moze lepiej bullteriery
    nabyc? :)
    ja to chyba jestem z innego swiata... siedze sobie w fajnym biurze
    na ciekawym projektem, mam marzenia (segment), czasami przytojnych
    kochankow, troche sportu, troche ksiazek... i dziecko mi ani troche
    nie jest potrzebne do szczescia...
  • fotofirma 31.05.08, 08:42
    Myśle, że to kwestia dorastania, ja na studiach zlatałem pól swiata,
    zarobiłem troche kasy - poszalałem ostro - czasem nawet za ostro. I
    teraz dorosłem do "siebie" i samorealizacji bo dla mnie
    samorealizacja to nie punkcipi tylko realne życie: na ważnym
    nasiadujaco wysiadującym zebraniu w piatek b.waznych managerów
    smiałem powiedziec że" w sobotę nie moge byc bo obiecałem dziecku że
    razem wyjdziemy..." Poprostu najpiekniejszy obraz swiata twarze
    rozdziawione i w szoku (przeciez mnie wywala albo awansu nie dadzą
    albo zabiorą firmowy długopis) - a ja porostu dotrzymuje słowa ...
    mogłem skłamac cos o pogrzebie i o szpitalu ...ale dlaczego miałbym
    kłamac w imie "korporacji"

    z czasem odszedłem z kochanej i jedynej firmy matki - i zobaczyłem
    że poza "firmą" też jest życie i nie wszyscy pracuja po 18 godzin na
    okrągło.
  • bang.bang 31.05.08, 08:48
    mahadeva napisała:

    > jesli ktos chce miec w domu bestie to moze lepiej bullteriery
    > nabyc? :)
    > ja to chyba jestem z innego swiata... siedze sobie w fajnym biurze
    > na ciekawym projektem, mam marzenia (segment), czasami przytojnych
    > kochankow, troche sportu, troche ksiazek... i dziecko mi ani troche
    > nie jest potrzebne do szczescia...

    cóż, dzieci idealnych nie ma ;) z nami też się rodzice ostro umęczyli ;)

    mi też dziecko nie było potrzebne do szczęścia ... do czasu ;) pierwsze
    urodziłam jak skończyłam 30 lat. choć miałam w planach 2 lata później ;) hormony
    zagrały w mózgu się coś poprzestawiało i już. bo z logiką i myśleniem nie miało
    to wiele wspólnego ;) oprócz tego że były dalekosiężne plany ;)

    a wcześniej? zrealizowałam marzenia, popracowałam w korporacji, zresztą nadal
    tam pracuję ;)
    tak swoją drogą nie wiem jak jest u Ciebie, ale u mnie średnia wieku kawalerów
    to jakieś 23 lata ;) natomiast średnia wieku żonatych kochanków to 30-40 ;)jakoś
    nie chciałabym mieć kochanka, który wraca do żonki, albo po 10 latach nadal się
    nie rozwodzi (to przykład oczywiście, nie piszę o Tobie, przeciez Cię nie znam)

    a kasa? to fakt że sprawianie dziecku i sobie radości z kupowania ślicznych
    ciuszków, fajnych zabawek jest super :)
    a jak taki maluch pięknie odwdzięcza się uśmiechem, słowem, wierszykiem czy
    piosenką (nigdy nie dostałam tyle kwiatków od wszystkich facetów co od mojego
    4letniego synka ;)) to "bestie i terrorysci" dają się przeżyć ;)

    szczerze mówiąc to dopiero teraz rozumiem najczęstsze zdanie matek "zobaczysz
    jak będziesz miec swoje dzieci" ;) to faktycznie nie jest do opisania, to trzeba
    przeżyć ;)

    ja do dzieci nikogo nie namawiam, ale nie ma chyba kogoś kto byłby w pełni
    przygotowany na posiadanie dziecka. i nigdy nie ma dobrego momentu na
    "posiadanie". osobom dorosłym polecam "wpadki" :)
    --
    pozdrawiam :)
    rena
    WYSTRÓJ WNĘTRZ katalog sklepów on-line
  • fotofirma 31.05.08, 10:51
    popieram w całej zozciągłości :)
    Ja który całe zycie mówiłem że dzieci to najlepiej z daleka, nie lubiłem się
    bawić z dziecmi, nie lubiłem dzieci na podwórku. Jeździłem, imprezowałem,
    MBAowałem, kursowałem itp. Dorosłem. Świat jest ograiczony, nie mozna polecieć
    wyżej, zanurkowac niżej, wszystkie kochanki z czasem stają sie podobne
    zapominamy imion itp.
    Nie ma nic wspanialszego nad dzieci i kropa. Zmszanie i przekonywanie? Po co?
    ktoś kto jest ślepy nie zrozumie kolorów. Dorosnie w czas albo przegra,
    przegrani tez sa potrzebni w społeczeństwie - dzieki nim mamy bielszą biel
    proszku w cenie o 1,5 gr za kilogram taniej w krórym pierzemy ubranka dla dzieci:)

    Mój kolega z żona switnie żyja w Niemczecz z przegranych - razem z dziecmi
    "opiekuja sie 4 staruszków bezdzitnych w zamian za kilkudniowe towarzyszenie z
    dziecmi koniecznie maja przepisane majątki na siebie - nie opiekuja się: pranie
    sprzątanie itp po staruszkowie od tego mają sprzetaczki/pielegniarki - oni chca
    namiastki rodziny i żeby ktos im kwiatuszek postawił na grobie bo BMW czy inne
    dla których oddali życie gonią dalej.
  • atram-77 01.06.08, 11:20
    podpisuje sie rekami i nogami :):):) 100% prawdy
  • izabellaz1 30.05.08, 19:52
    Chyba troszeczkę przesadzasz. Wszystko zależy czego naprawdę chcesz.
    Macie razem 6,5 tys. -2500 rata kredytu to zostaje 4tys.
    Niani płacę zazwyczaj 1200-1300 w zależności od tego czy ponosi jakieś dodatkowe
    wydatki. W różnych dzielnicach różnie płaci się niani. Przeciętnie od 800-1500.
    No i pomyśl, że to do czasu przedszkola bo potem płacisz 350-400zł mies:)


    --
    --------------------
    Si vis pacem, para bellum
  • mahadeva 30.05.08, 19:54
    ale potem zaczynaja sie inne wydatki...
  • izabellaz1 30.05.08, 20:44
    mahadeva napisała:

    > ale potem zaczynaja sie inne wydatki...

    Zawsze są jakieś wydatki na coś niezależnie od tego czy masz dzieci czy ich nie
    masz:) Pytanie czego chcesz i jakie masz priorytety.


    --
    --------------------
    Si vis pacem, para bellum
  • aurita 30.05.08, 22:43
    a ja nie rozumiem co to za przyjemnosc zarabiac kase w ramach zawrotnej kariery
    bez mozliwosci przepuszczenia tej kasy ... na dziecko
    Jak sie ma dziecko to mobilizuje :)
  • mahadeva 30.05.08, 22:53
    to jest rpawda, ze gdy dziecko juz jest, to mobilizujemy sie bardziej
    ale mi sie ciagle wydaje to szalone :)
  • fotofirma 31.05.08, 11:03
    Bardzo prawidłowo ukształtowana postawa korpola niższego szczebla.
    plan ma być realny i nie szalony na 2 lata nie na 20 lat.
    Jesteś tak idealna, że wydaje mi sie że nie prawdziwa. Idealny robot RK1. (Robot
    Korporacyjny Pierwszej Generacji)
  • mahadeva 31.05.08, 23:01
    nie jestem zadnym robotem, jestem nromalnym czlowiekiem, nie wiem,
    co Cie napadlo, zeby nie szanowac innych i mieszac ich z blotem
  • franula 31.05.08, 23:18
    a ja nie rozumiem jak można napisać że 6,5 tys. na dwie sooby to
    jest poniżej granicy ubóstwa.
    Cóż chyba ubogiego w życiu nie widzialaś.
    --
  • podla_renata 30.05.08, 23:14
    A ja wcale nie kryje sie z tym, ze nie potrafilabym wydac pieniedzy
    na dziecko. Moze nazwiecie mnie egoistka, ale kocham swoja wolnosc i
    swoje pieniadze. Zyje tak, jak chce i nikt mnie nie ogranicza. Moge
    zwiedzic caly swiat, miec kochankow - bo monogamia jest po prostu
    nudna.
    I kocham piekne ubrania, najlepsze kosmetyki, cudowne perfumy - po
    co mi pieluchy?
    Mam stracic swoja wolnosc, siebie dla dziecka?
    Chyba jednak zyje w innym swiecie...
  • mahadeva 30.05.08, 23:23
    czy to ja napsialam? :)
  • putea 30.05.08, 23:59
    wolnosc to nie liczba facetow przewijajaca sie przez Twoje lozko.
    to ma inna nazwe i bynajmniej nie egoistka.
    wolnosc to mozliwosc podejmowania decyzji i dokonywania wyborow.
    w tym wypadku chec posiadania dziecka bez pojmowania go jako ograniczenie czy
    rezygnacje z samego siebie.
    nie zyjesz w innym swiecie, po prostu dokonalas wyborow, od ktorych co niektorzy
    dostaja takich samych drgawek jak Ty na mysl o dziecku.

  • fotofirma 31.05.08, 10:33
    podla_renata napisała:

    > A ja wcale nie kryje sie z tym, ze nie potrafilabym wydac pieniedzy
    > na dziecko. Moze nazwiecie mnie egoistka, ale kocham swoja wolnosc i
    > swoje pieniadze. Zyje tak, jak chce i nikt mnie nie ogranicza. Moge
    > zwiedzic caly swiat, miec kochankow - bo monogamia jest po prostu
    > nudna.
    > I kocham piekne ubrania, najlepsze kosmetyki, cudowne perfumy - po
    > co mi pieluchy?
    > Mam stracic swoja wolnosc, siebie dla dziecka?
    > Chyba jednak zyje w innym swiecie...


    ale absolutnie jesteś potrzebna - my musimy sie czasem rozerwać - i nie bieżemy
    czegoś źle ubranego bez najlepszej pielegnacji, zuzyjesz się za parę lat - ale
    spoko rośnie nowe pokolenie "dostawców usług" - teraz jedziemy na piekny rejs i
    zabieramu takie 4 sztuki
  • podla_renata 31.05.08, 12:23
    Napisalam, ze chce zyc tak, jak chce. Za pare lat bede odpoczywala
    na pieknej, cieplej wysepce - moze z kims, moze sama, ale na pewno
    bez dziecka. Bede popijala drinki, ogladala zachody i wschody slonca
    i fotografowala nature. To jest moj wybor.
    Mozesz sie z nim nie zgadzac, ale przynajmniej nie krytykuj.
  • putea 31.05.08, 12:35
    alez masz prawo zyc tak jak chcesz.nikt Ci tego nie zabroni.posiadanie dziecka
    rowniez nie jest obowiazkiem. skoro wypowiadasz sie jednak w watku, w ktorym
    kobieta pragnie miec dziecko(i nijak do jej postu ma sie Twoja niechec do jego
    posiadania), przedstawiasz swoj poglad, badz gotowa rowniez na krytyke.chyba, ze
    oczekiwalas jedynie poklasku, co kolega fotofirma juz zrobil.
    i troche nieslusznie zakladasz, ze wypoczywac na cieplej wysepce mozna jedynie
    nie posiadajac dziecka. dziecko nie jest jednoznaczne z ubostwem. brak dziecka
    nie jest jednoznaczny z bogactwem. a juz na pewno nie mentalnym.
  • podla_renata 31.05.08, 13:08
    Nie wypoczywac - tylko zyc. To zasadnicza roznica. I zmieniac
    wyspeki, kiedy tylko zapragne. Uwazasz, ze to mozliwe, majac
    dziecko?
    W ogole uwazam, ze majac tylko 2000 zl na wychowanie dziecka oznacza
    kompletny brak odpowiedzialnosci decydujac sie na nie.
    Ale skoro ten swiat tak bardzo Ci sie podoba - dla mnie mozesz
    urodzic nawet 20 dzieci i stac po koleny zasilek w kolejce. Grunt,
    zeby byly dzieci.
  • putea 31.05.08, 13:22
    podla_renata napisała:

    > Nie wypoczywac - tylko zyc. To zasadnicza roznica. I zmieniac
    > wyspeki, kiedy tylko zapragne. Uwazasz, ze to mozliwe, majac
    > dziecko?

    owszem. ja tak zyje :)mam dziecko i juz teraz zmieniam wysepki jak to
    okreslilas.ale ja lubie zyc, inni lubia kupowac meble...kwestia priorytetow.

    > W ogole uwazam, ze majac tylko 2000 zl na wychowanie dziecka oznacza
    > kompletny brak odpowiedzialnosci decydujac sie na nie.

    to Twoje zdanie. ja nie bede oceniala takich decyzji.poza tym, autorka watku sie
    waha, rozwaza, stara sie ustawic zyciowo..wiec trudno Jej zarzucic
    nieodpowiedzialnosc



    > Ale skoro ten swiat tak bardzo Ci sie podoba - dla mnie mozesz
    > urodzic nawet 20 dzieci i stac po koleny zasilek w kolejce. Grunt,
    > zeby byly dzieci.

    ale skad to chore rozumowanie- dzieci = zasilek ?nigdy z zyciu nie bralam
    zasilkow, nawet rodzinnego. i dlaczego jak dzieci to zaraz 20 ? skoro sama na to
    nie wpadlas, czemu sie z reszta nie dziwie, oswiece Cie : mozna miec 1 lub 2
    dzieci , calkiem dobrze zarabiac, jezdzic po swiecie, mozna zarabiac mniej i nie
    jezdzic ale tez miec dzieci. mozna w ogole nie miec dzieci i szanowac cudze
    potrzeby posiadania ich ,bez plytkiego sarkazmu, jaki tutaj wykazujesz.

  • operatorkoparki 31.05.08, 15:33
    jakoś tak nie mogę złapać dlaczego albo piekna wyspa albo dzieci - średni raz -
    dwa w roku jeżdze na "rajską wyspę" - czyli przepiękna rafę na 14 dni -
    zazwyczaj ok 10 dnia mam chęć powrotu do dzomu i dzieci, oczywiscie z cała
    rodziną też wyjeżdzamy ale gdzie indziej (dzieci za małe jeszcze na rajdy
    nurkowe a żona nie lubi rekinów). Posiadanie 2 ki potomstwa nie przeszkadza mi
    śmignąć się samemu pod wodę i pod palmę jak mnie najdzie ochota poganiać
    rekina:) 90% towarzyszy podróży zazwyczaj też ma dzieci i jakoś tak ciężko mi
    załapać to upośledzenie nasze w temacie wyjazdów.
    A co do "a samemu lub z kimś" to inny temat bo bezdzitni też są w parach i są
    sobie wierni. Ja osobiscie wyszalałem się na studiach i w liceum i znalazłem to
    czego szukałem - ukochaną żonę.
  • podla_renata 31.05.08, 17:41
    Nie mozesz zalapac, bo nie czytasz ze zrozumieniem. Teraz tez sobie
    wyjezdzam 2 razy do roku. Ale kiedys chce mieszkac na wyspie i
    zmieniac miejsce zamieszkania co rok albo czesciej. To jest moje
    marzenie.
  • operatorkoparki 31.05.08, 21:35
    a na wyspie nie przyjmują dzieci czy nie zarobisz na bilet?
    dlaczego dzieci przeszkadzają w wyjeździe na stałe?
  • podla_renata 31.05.08, 21:42
    Nie na stale, tylko na pare miesiecy. Jak sobie wyobrazasz dziecko,
    ktore zmienia szkole, klimat, srodowsko, kulture i jezyk co chwile?
  • podla_renata 31.05.08, 13:11
    Tak, tylko, ze ja nie jestem dostawca uslug ...
  • putea 31.05.08, 13:27
    ojoj, kolega sie zle wyrazil...przyjemnosci(im wiecej tym lepiej, zeby nie bylo
    nudno,mniejsza o jakosc)..nie czepiajmy sie slowek ;)
  • mahadeva 31.05.08, 23:10
    "dostawcow uslug' - widac, jak szanujesz innych ludzi, ale to z Toba
    jest cos nie tak, a nie z innymi, teraz juz rozumiem Twoje ataki na
    mnie, sam pracowales dla korporacji, a mnie obrazasz, mam nadzieje,
    ze nie bede zbyt czastwo spotykac takich osobnikow, jak Ty
  • a.part 31.05.08, 13:40
    podla_renata napisała:

    > A ja wcale nie kryje sie z tym, ze nie potrafilabym wydac pieniedzy
    > na dziecko.

    :))))))))))))

    a ja niedawno odkryłam że kupowanie ciuchów dla siebie to żadna przyjemność :)
    aż sama byłam w szoku :D
  • burza4 31.05.08, 00:23
    czytam te niektóre dobre rady i oczy otwieram.

    GDZIE konkretnie w Warszawie są miejsca w żłobkach? moja koleżanka
    obdzwoniła cały Mokotów i Ochotę do kazdego żłobka jest kilometrowa
    lista rezerwowa? o miejsca w przedszkolach ludzie się biją nieomal.
    Owszem, może są miejsca w "starych" dzielnicach, tyle że tam
    mieszkania są odpowiednio droższe. Trudno wozić dziecko na drugi
    koniec miasta i wracać np. godzinę do pracy. Spróbujcie znaleźć
    miejsce w żłobku/przedszkolu na Ursynowie, Białołęce, czy w Ursusie.
    Państowe przedszkole 3 lata temu kosztowało 350 zł, do tego jeśli
    się nie ma babci pod ręką - to trzeba mieć kogoś, kto dziecko
    odbierze albo zostanie z nim jesli jest chore. Przy tych korkach i
    pracy do 17tej mało kto ma szansę zdążyć przed zamknięciem.

    średnia cena opiekunki to raczej 1500 zł.

    Mieszkanie za 400 tys. jak na warszawskie warunki to obecnie około
    40 metrów. 500 czy nawet 1000 zł kredytu nie jest aż tak odczuwalne
    przy tych dochodach, żeby skompensowało wieloletnią ciasnotę.

    a co do reszty - to prawda jest taka, że na dziecko spokojnie
    wystarcza i tym "biedakom" którzy mają na życie 2 tysiące po spłacie
    kredytu, i tym, którzy mają 1500 przed opłaceniem rachunków. Owszem,
    trudniej z tym zaszaleć, ale żeby był to powód do bezdzietności? bez
    przesady, jesli sie naprawdę chce miec dzieci, to jest się skłonnym
    do zmiany priorytetów.

    Poza tym kto powiedział, że te zarobki za rok będą takie same, a nie
    np. wyższe o parę tysięcy?

  • nadinka_nadinka 31.05.08, 08:07
    burza4 napisała:

    > czytam te niektóre dobre rady i oczy otwieram.
    >
    > GDZIE konkretnie w Warszawie są miejsca w żłobkach? moja koleżanka
    > obdzwoniła cały Mokotów i Ochotę do kazdego żłobka jest kilometrowa
    > lista rezerwowa?
    o miejsca w przedszkolach ludzie się biją nieomal.
    > Owszem, może są miejsca w "starych" dzielnicach, tyle że tam
    > mieszkania są odpowiednio droższe. Trudno wozić dziecko na drugi
    > koniec miasta i wracać np. godzinę do pracy. Spróbujcie znaleźć
    > miejsce w żłobku/przedszkolu na Ursynowie, Białołęce, czy w Ursusie.
    > Państowe przedszkole 3 lata temu kosztowało 350 zł, do tego jeśli
    > się nie ma babci pod ręką - to trzeba mieć kogoś, kto dziecko
    > odbierze albo zostanie z nim jesli jest chore. Przy tych korkach i
    > pracy do 17tej mało kto ma szansę zdążyć przed zamknięciem.

    Większość ludzi pracuje w śródmieściu, a tam można znaleźć miejsce w przedszkolu
    i zabierac dziecko od razu po pracy. Można też zapłacić parę stówek znajomej
    studentce/licealistce, żeby odbierała dziecko z przedszkola i została z nim
    godzinę, czy dwie.

    Taka dygresja - przy zakupie mieszkania to pierwsze co się sprawdza (jeżeli się
    jest w wieku i ma plany prokreacyjne) to dostępność żłobków, przedszkoli, szkół
    w okolice, a przy okazji i innych rzeczy (przychodnie, usługi itp.)Rozumiem, że
    koszt mieszkania na starym osiedlu jest o jakieś 2-3 tys. droższy niż w
    dzielnicach peryferyjnych, ale można kupić mieszkanie trochę mniejsze (60m
    wystarczy). Przede wszystkim jednak nikt nie liczy kosztów paliwa zuzyte na
    dojazdy i stanie w korkach w drodze do pracy, lekarza, szkoly i tak dalej.
    Kosztów zwiazanych z utrzymaniem dziecka - albo opiekunka, albo dowożenie do
    szkoly/przedszkola. I przede wszystkim czasu, który w ten sposób tracimy. Dojazd
    z Białołęki do Centrum to 2-3 godz. dziennie zmrnowane na stanie w korkach.



    >
    > średnia cena opiekunki to raczej 1500 zł.
    >
    > Mieszkanie za 400 tys. jak na warszawskie warunki to obecnie około
    > 40 metrów. 500 czy nawet 1000 zł kredytu nie jest aż tak odczuwalne
    > przy tych dochodach, żeby skompensowało wieloletnią ciasnotę.
    >
    > a co do reszty - to prawda jest taka, że na dziecko spokojnie
    > wystarcza i tym "biedakom" którzy mają na życie 2 tysiące po spłacie
    > kredytu, i tym, którzy mają 1500 przed opłaceniem rachunków. Owszem,
    > trudniej z tym zaszaleć, ale żeby był to powód do bezdzietności? bez
    > przesady, jesli sie naprawdę chce miec dzieci, to jest się skłonnym
    > do zmiany priorytetów.
    >
    > Poza tym kto powiedział, że te zarobki za rok będą takie same, a nie
    > np. wyższe o parę tysięcy?

    Wystarczyć, wystarczy od biedy na jedzenie i ubranie, ale dziecko z wiekiem
    będzie potrzebowało zajęć sportowych (nikt nie chce mieć grubasa w domu),
    patrząc na poziom naszych szkół to dodatkowych lekcji języków, zajęć
    plastycznych itp. w zależności od zainteresowań. Takie rzeczy mocno generują
    koszty, niestety.


    --
    ***
    "Women need to be twice as good as men to be considered equal; fortunately, it's
    not that difficult."
  • burza4 31.05.08, 20:22
    skąd pewnik, że "większość"pracuje w śródmieściu? terenem bardzo
    biurowym jest np. Służewiec

    koleżanka do tej "większości" pracujących w śródmieściu nie nalezy.
    Dojeżdżać do na Mokotowie będzie zza Piaseczna, nadłożenie drogi do
    śródmieścia oznaczałoby dodatkową godzinę.

    a co do lokalizacji - piszesz o wariancie optymalnym, nie każdy MOŻE
    sobie pozwolić na takie dywagacje, bo dostępność
    szkół/przedszkoli/przychodni i usług oznacza bliskość centrum, a ile
    tam kosztuje metr mieszkania chyba nie muszę ci mówić. Ze względu na
    ceny - patrzy się przede wszystkim na to gdzie można W OGÓLE kupić
    coś sensownego. Dla wielu osób kwestia zapłacenia 2-3 tysięcy więcej
    za metr po prostu nie istnieje jako opcja, bo skaże ich na
    mieszkanie w klicie, za horrendalny kredyt, bez większej możliwości
    poprawy warunków przez ładnych parę lat.

    co do reszty - teoretycznie się zgodzę, ale nie do końca. Wariant
    minimum to miłość do dziecka, brzmi to patetycznie ale taka jest
    prawda. To co im zostaje, wystarczy. FAjnie jak można dac dziecku
    gwiazdkę z nieba, ale nie przesadzajmy. Bez niej też można mieć
    szczęsliwe dzieciństwo. Na marginesie - kondycję fizyczną można
    rozwijać niekoniecznie na płatnych zajęciach.

    poza tym - zanim dziecko będzie potrzebowac dodatkowych zajęć - będą
    już zapewne zarabiali znacznie większe pieniądze.
  • nadinka_nadinka 02.06.08, 20:00
    Wiem, że roznica 2 tys. na 60m to ogromna kwota, ale jezeli ktos kupuje
    mieszkanie w Bialolece/Jozefoslawiu/itp. , gdzie nie ma infrastruktury miejskiej
    to niech sie nie dziwi, ze musi placic opiekunce (bo brak zlobkow) 3lata po 2
    tys. miesiecznie co daje ok. 70 tys. i drugi tyle za przedszkole (bo brakuje
    miejsc), co daje mniej wiecej tyle co roznice w cenie mieszkania. Kazdy wybiera
    co lubi :-)




    --
    ***
    "Women need to be twice as good as men to be considered equal; fortunately, it's
    not that difficult."
  • fotofirma 31.05.08, 10:26
    mahadeva - zróbmy sobie korpola:

    1. Materiał:
    - najlepiej kobieta z prowincji po dobrych studiach
    - chęć wyrwania się za wszelką cenę ze środowiska
    2. Kształtowanie:
    - wyrwanie z otoczenia: praca po 16 godzin, nowy język (lub firmowy bełkot)
    najważniejsze wtłoczenie wizji wyższości nad "niekorpolami"
    - pogarda dla zarabiających mniej „2000 na waciki” ktoś kto nie ma na „pay czymśtam”
    20.000 PLN jest śmieciem, choćby był wartościowy, szczęśliwy i WOLNY
    3. Marchewka:
    - kasa
    - samochód
    - wizja awansu (specjalnie na te potrzeby stwarza się setki stanowisk,
    przypisuje dobra, parking, biuro, biuro z oknem, biuro z sekretarką - drabinka
    musi być widoczna
    - biuro koniecznie ładniejsze niż dom "materiału"
    4. Kijek
    - jak sobie nie poradzisz to wrócisz to zwykłych śmiertelników, którzy są gorsi
    - naturalnie
    - jak sobie nie poradzisz (nie tyrasz 16/26 bo praca to maszynka) to znaczy że
    jesteś niesamozrealizowana - tylko wykonanie planu gwarantuje samorealizacje
    (nasz plan - twoja samorealizacja)
    5. Pranie
    - mieszanie w głowie: szkolenia - imprezy integracyjne- wspólne wyjścia "na
    luzie po pracy" (nikt nie łapie ze kiedyś impra int. była dla rodzin by się
    integrowały - teraz rodzina to balast integrują się pracownicy
    - słownictwo: bardzo ważne , nawet jak branża nie jest anglo-techniczna,nie
    trzeba płacić, a daje poczucie wyższości.
    6. Dzieci – wróg nr 1 (niszczenie materiału)
    Dzieci to bieda, smród i ciemnogród (obrazki biednej wsi z brudnymi dziećmi)
    tylko spełnianie oczekiwań firmy to życiowa realizacja. to nic że szef ma 4 ke
    dzieci duży dom z ogrodem na dachu Ty masz wierzyć że dzieci są bee bo jak
    wiadomo "lepiaczom" dzieci siedzą w głowie zwłaszcza matki a głowa powinna być
    dla Firmy.
    7. SEX - szybki byle jaki zmienny - byle nie w pracy bo jeszcze będzie trza
    płacić odszkodowanie.

    ... i robocik bezwolny gotowy - myśli że podejmuje jakiekolwiek decyzje a
    decyzje zostały zaprogramowane dawno. Często robocik nie wie że to czemu
    poświęca parę ładnych lat życia jest g. warte, bo Firma wycofa się z rynku itp.
    Robocik ma robić a nie wiedzieć.

    ps
    inni - jeśli jednostka jest Firmie potrzebna bardziej niż maszynka do papierków
    a założyła rodzinę i ma dzieci to dajemy kredyt na mieszkanie, samochód, opiekę
    medyczną, wakacje - znów jest robotem Firmy. Jesli nie wystaje ponad biurko to
    papapa i bierzemy następny materiał do kształtowania.

    Mahadeva jest tak fajna, że mogła być jednym z moich robocików, jest
    ekstrarobotem -NOSICIELEM bo aktywnie wypowiada się w obroni idei korporacji i
    roznosi wizje – sama wierzy, że podejmuje decyzje, które ja podąłem:) I bez
    znaczenia jest czy ma dzieci czy nie – będzie miała jeśli ja zechcę – jeśli ma
    zapieprzać nad „projektem” to na zapieprzać i kropa.

    Na facetów jest inny schemat.
  • mahadeva 31.05.08, 21:47
    myslisz, ze po Twoim poscie rzuce rpace i pojade robic ser w
    bieszczady? :) nie chce mi sie tego czytac i sie ustosunkowywac,
    zaczelam czyatc od poczatku, jesli piszesz do mnie, to rouzmiem, ze
    nasmiewasz sie, ze jestem z prowincji i pracuje w korporacji? otoz
    nie jestem z prowincji i nie przepadam za ludzmi z prowincji, ktorzy
    ze mna studiowali, az mi przykro, ze musze to mowic, dziwie sie, ze
    ludzie sa tak bezmyslni, zeby wszystko tak splycac
  • mahadeva 31.05.08, 21:52
    nigdy mi nie przyszlo do glowy, zeby sie wypowiadac do kogos z takim
    brakiem szacunku, jak to robie, co Ty mi kazesz? w naszym
    spoleczenstwie jest tak, ze kazdy pracuje, zeby miec na chleb, czy
    to Ci nie pasuje? nie zauwazylam, zebym szerzyla idee korporacji,
    ta dyskusja w ogole nie ma sensu, bo kolezanka nie zna realiow, wiec
    o czym tu dyskutowac
  • mahadeva 31.05.08, 22:02
    ze wiecej o kasie od ludzi bogatych, mysla ci, ktorzy kasy nie maja
    zal mi ludzi, ktorzy wiekszosc czasu martwia sie o to, czy beda
    mogli zaplacic rachunki, wszystko co mowie, jest z troska o nich,
    dlatego odradzam posiadanie dzieci
  • keltoi 01.06.08, 00:26
    Skąd te wielkie pretensje o używanie tego języka?
    Mnie też czasami jest trudno wszystko powiedziec po angielsku - studiuję zagranicą, posługuję się nim cały czas, po polsku rozmawiam raz na tydzień z rodziną, a czytanie polskich gazet w wydaniach internetowych nie jest tym samym, co mówienie.

    Ponadto! Nawet w Polsce miałam od dłuższego czasu z wyartykułowaniem niektórych rzeczy, bo literatura naukowa z którą często pracuję jest po angielsku, plus - taka praca, co pan zrobisz. Jak większość czasu rozmawiasz po angielsku, to się odzwyczajasz.

    Konkludując:
    czasem można się przyzwyczaić. Ja mam notorycznie problem z polskim odpowiednikiem "crucial", "as far as I know", "second thoughts" i kilka innych. Mówię i nie jestem w stanie znaleźć polskich słów. Przyjaciele, koledzy nie mają z tym problemu, rodzina też... O co Wam chodzi? No czasami tak jest... Dajcie spokój, są poważniejsze problemy w życiu ;)
    --
    Vinnland welcome to.
  • mahadeva 01.06.08, 00:31
    oczywiscie, ale niektorym sie chyba zupelnie nudzi
  • keltoi 03.06.08, 02:23
    keltoi napisała:

    > Skąd te wielkie pretensje o używanie tego języka?
    > Mnie też czasami jest trudno wszystko powiedziec po angielsku

    O szlag, już nawet myślę na odwrót - po polsku mam problemy, nie z angielskim.. XD
    --
    Jak on mi strasznie pokaże!
    Jak ja okropnie zobaczę!
  • atram-77 01.06.08, 11:30
    jest z troska o nich,
    > dlatego odradzam posiadanie dzieci

    nie możesz odradzać czegoś czego nie zaznałaś...
  • marzena-dom 01.06.08, 14:30
    Przeczytalam polowe tych wpisów, wlos sie jeży na głowie
    Mieszkam w Gdańsku.

    Zęby leczę w przychodni - kto z Was był w jakiejs ostatnio? a nie
    tylko u prywatnego dentysty? gabinet wyposazony ze srodkow unii
    europejskiej, wygląda lepiej niz nie jeden prywatny. Wszystko robi
    się "na książeczkę" i tylko dopłaca 60 zł za lepszą plombę. Smieszy
    mnie wpis że za malą dziurke ktos zaplacił ponad 200zł

    Fryzjer - oczywiście są w Gdańsku "saluuuny" gdzie jest sztuczna
    atmosferka, dadzą kawke a na odchodne firmowy ręcznik ale wizyta
    taka kosztuje. a są też małe zaklady w których pracuja młodzi zdolni
    i ceny są normalne

    Na łopatki rozkłada mnie tekst że jak jest dziecko to na kino i inne
    przyjemności nie ma czasu... znam malżenstwa które czasem wychodzą
    razem (dziecko komus podrzucając) lub jedno zostaje z maluchem a
    drugie idzie na 2-3 godz na plotki. i tak na zmianę ;-) czy wyjscie
    musi byc od razu na cala noc z kacem na drugi dzien?

    a do kina nie trzeba iść w weekend kiedy bilety kosztują 22 zł tylko
    w tygodniu lub z kartą stałego klienta i wtedy bilet kosztuje 14-
    16zł, teatry w Trojmieście maja tanie czwartki i bilet kosztuje
    wtedy 30 zł
  • ma-lwina 02.06.08, 10:48
    Poczekaj aż chęć na dzidziusia przewyższy strach o pieniądze...Ot i
    cała filozofia. Wierz mi światopogląd się zmienia diametralnie jak
    już dzidzius się urodzi i człowiek ze wszystkim daje sobie radę.
  • gringo68 02.06.08, 15:12
    przynajmniej większośc z was...

    tkwicie w stereotypach po uszy, móżdżki zaprogramowane na full...

    przyklad??? proszę bardzo...

    ktoś tam powyżej pisze że więszkość pracuje we centrum..inna
    odpowiada, ze duzo biur jest na Słuzewcu...

    w tym momencie zgadzam sie, ze korpolstwo wyłazi na
    calego...dlaczego jedyn=ym miejscem pracy kobiety w Warszawie ma być
    biuro??? a co z tymi sprzedawczyniami w sklepach, fryzjerkami,
    listonoszkami, pielęgniarkami???

    wypowiedzi godne elety, co jedna na tym forum to biznesłumen,
    kobieta sukcesu, języki, yntelygnecja, a i ę..etc etc...

    nawet nieświadomie wyłazi z was to japiszoństwo z zlym tego slowa
    znaczeniu...

    przperaszam oczywiście tych, których to nie dotyczy...
    --
    Ludzie dzielą się na ludzi, ludziska i kwakwarakwa...
  • lilith76 02.06.08, 15:30
    Ale co to wnosi do dyskusji?
    Chyba tylko tyle, że owe panie mając na życie połowę tej kwoty co autorka wątku (po odjęciu różnych opłat), potrafią wychować i dwoje bystrych, rozwiniętych dzieci.

    --
    Bycie pisarzem to nie jest kwestia wyboru. Chyba, że nie chce
    się wstawać do pracy na siódmą. Ale jeśli ktoś ma tylko taki powód, powinien się zastanowić, czy nie lepiej zostać utrzymanką - obowiązki są proste i też można się wyspać. Piotr Siemion
  • nadinka_nadinka 02.06.08, 19:51
    Ja pisałam, że wiekszosc pracuje w centrum. Piszemy o biurze, bo watek odnosi
    sie do sytuacji tezromantyczki, ktora pisala wczesniej, ze pracuje w korporacji,
    w doradztwie, czyli w biurze.
    Btw dziwia mnie troche te zarobki, zadna rewelacja jak na korporacje.
    Przynajmniej takie mam odczucie.




    --
    ***
    "Women need to be twice as good as men to be considered equal; fortunately, it's
    not that difficult."
  • mahadeva 02.06.08, 20:05
    Ja np. jestem wartosciowym czlowiekiem, symaptyczna blondynka, itd.
    a nie jakims japiszonem... Nigdy by nie przyszlo mi do glowy, zeby
    kogos tak oceniac. Ale wiem, ze sa ludzie, ktorzy na powaznie mysla
    kliszami. Dla mnie to relaks rzucic jakies zdanie, po czym slysze
    obelgi w rodzaju megajapiszona. Smieszy mnie to tylko.
  • Gość: fk IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.06.08, 14:03
    Wiecie co, zastanawiać się nad jednym dzieckiem... wczoraj widziałam
    reportaż o pani, która ma 17 (siedemnaścioro!) dzieci. W czym
    problem? :D A serio - dobrze, że autorka postu zastanawia się, czy
    finansowo da radę. Jestem pewna, że da, i trzymam za nią kciuki!
  • aero_dynamic 20.06.08, 20:42
    ja napiszę jak jest u mnie:
    - wykształcenie i kariera -mam i zdobywam dalej,
    - mieszkanie, auto, itp. - mam,
    - pochodze z prowincji i biednej rodziny,
    - boje sie miec dzieci, chociaz dopiero niedawno sama sie przed soba przyznalam
    ze tego mi tylko brakuje,
    - boje sie bo nie chce powiedziec kiedys mojemu dziecku tak jak mimowiono: ze
    nie ma pieniedzy....,
    - i jestem w zamknietym kolku: najbardziej do szczescia brakuje mi dziecka i
    rozwoju jaki sie wiaze z jego posiadaniem, wiem ze kasy bedzie coraz wiecej, to
    nie problem, ale boje sie, boje sie ze spiepsze bycie rodzicem jak moi
    rodzice....a tak przy piatku se pomarudzilam...
    - a po za tym
  • ma-lwina 22.06.08, 12:15
    Czy ty uważasz że jesteś "spieprzonym" człowiekiem? Czy tylko może masz
    pokręconych rodziców?
    Pal licho co moje dziecko będzie myśleć o mnie jak będzie dorosłe.
    Najważniejsze żeby umiało być szczęśliwe i radziło sobie w życiu...
  • aniulka8503 18.09.08, 09:46
    aż mi się nie chce wierzyć, że w Wa-wie są takie ceny za opiekunkę...
    No ale do rzeczy...
    Chcecie mieć dziecko? i myślicie tylko o kasie...Fakt, dziecko
    kosztuje, ale jeśli się chce to można sobie poradzić...
    My planując dziecko mieliśmy na rękę około 2000zł. (Bydgoszcz)
    Fakt, nie mieliśmy kredytu...jedyne zobowiązanie to było wynajęte
    mieszkanie za 500zł (po znajomości dlatego tak tanio)...
    Teraz mamy prawie ośmio-miesięcznego synka i powiem ci jedno: żadne
    pieniądze nie są warte rezygnacji z takiego szczęścia w domu!!!
    No oczywiście że teraz nasza sytuacja się poprawiła, mieszkamy z
    moimi rodzicami (załatwiamy kredyt na mieszkanie), co już daje nam
    jakieś 250zł oszczędności...dodatkowo mąż zmienił pracę i on sam ma
    2500, nop a ja jestem na zasiłku dla bezrobotnych i jeszcze
    dodatkowo dorabiam czasem w weekendy i czasem popołudniami...Razem
    mamy coś ponad 3000...Na dziecku nie oszczędzamy, kupujemy mu wiele
    rzeczy ponad standard, bo chcemy aby miało lepiej niż my mieliśmy w
    dzieciństwie (oczywiście w granicach rozsądku)...I powiem ci, nie
    patrz za bardzo na pieniądze...
    Może to tylko moje głupie gadanie, ja mam dopiero 23 lata, ale
    dziecko było dla mnie najważniejsze...i nie żałuję!!! Dla tego
    uśmiechu oddałabym nawet ostatnie pieniądze!!!!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.