Dodaj do ulubionych

Gderająca baba - skutki uboczne

19.08.08, 19:42
Wróciłem dziś rano z nocnej zmiany, wpadłem do domu tylko na chwilę żeby
zawieźć starsze dziecko do przedszkola. W czasie, kiedy syn się ubierał,
usiadłem na moment na sofie rzucić okiem na wiadomości w internecie i
znienacka usłyszałem (znane mi od lat) zrzędzenie na temat tego, że ZNÓW nie
włożyłem butów do szafki tylko zostawiłem je na podłodze. Oczywiście strasznie
się wku..łem i wyszedłem poczekać przy aucie. W tym czasie młodsze dziecko
przeturlało się na łóżku i z niego spadło, oczywiście i na szczęście dzieci są
z gumy i nic mu się nie stało, ale rzecz jasna to MOJA wina, bo przecież moja
żona nie może WSZYSTKIEGO robić sama.

Efekt: cały dzień się do siebie nie odzywamy, przenoszę się na wspomnianą sofę
spać i nie widzę perspektyw na poprawę sytuacji - dzisiejsze zdarzenia
podziałały jedynie jak katalizator bo kryzys tego małżeństwa wisiał w
powietrzu od dawna (brak seksu, zalążki kryzysu wieku średniego itp. itd.)
Jesteśmy jako związek w tym samym miejscu co 3 lata temu, kiedy nieomal się
rozwiedliśmy - po prostu odtwarzamy ten sam scenariusz.

Tak więc, drogie panie, ugryźcie się czasem w język.
Edytor zaawansowany
  • i.nes 19.08.08, 19:48
    alterego4 napisał:

    > Jesteśmy jako związek w tym samym miejscu co 3 lata temu, kiedy
    > nieomal się rozwiedliśmy - po prostu odtwarzamy ten sam scenariusz.

    I to jest clou. Długo tak jeszcze dacie radę? I Wy? I dzieci?

    --
    Life's a journey, not a destination.
  • alterego4 19.08.08, 19:57
    Nie wiem. Czas chyba na zmiany - takie czy inne; mam parę pomysłów. Przed
    rozstaniem (hipotetycznym) powstrzymuje mnie obawa, że będę miał utrudniony
    kontakt z dziećmi, z którymi (zwłaszcza ze starszym) jestem bardzo związany,
    młodsze ma pół roku więc w przypadku rozejścia się naszych dróg ciężko będzie mi
    w ogóle nawiązać tę więź. Nie tyle więc dla dobra dzieci tylko z nieco
    egoistycznych pobudek.
  • i.nes 19.08.08, 20:02
    Współczuję. Serio. To są bardzo trudne decyzje :(

    --
    Life's a journey, not a destination.
  • bellasorella 19.08.08, 20:10
    Ja także wspólczuję, ale czy jest to od razu powód by obwiniać
    kobiety. Czy całe zło tego świata płynie od kobiet ? Wypadałoby się
    zatem zastanowić czy mężczyźni pozstają bez winy ? Bo nie wydaje mi
    się. Podobno wina zawsze lezy po środku, a bliższych szczegółów
    odnośnie Twojego małżeństa nie znamy. Dlatego ciężko cokolwiek w tej
    sprawie powiedzieć.
  • shine69 19.08.08, 20:21
    napisał przecież, że wrócił z nocnej zmiany. Należała mu się chwila spokoju,
    nawet jak żona miała nastrój gderawczy. Pracowałem kiedyś na zmiany. Miałem raz
    3 nocki z rzędu, a we dnie między nimi przeprowadzkę. Więc 2.5 doby bez spania.
    Więc kiedy po tej trzeciej w końcu sie położyłem, to naprawdę myślałem, że
    trzepnę babsztyla w czoło, jak nie mogła zrozumieć, dlaczego nie chcę pójść z
    nią na ciuchowe zakupy...
  • bellasorella 19.08.08, 20:23
    To trzeba delikatnie wytłumaczyć "gderającej babie". Mężczyźni
    jednak od razu się oburzają i unoszą dumą, co idzie w parze
    z "cichymi dniami" itd. Trochę wyrozumiałości Panowie, a i my
    będziemy dla Was wyrozumiałe :P
  • shine69 19.08.08, 20:50
    tłumaczyłem. "Kochanie, jestem naprawdę potęznie zmęczony, usypiam na stojąco;
    prześpię się do np 15 i pójdziemy". Dzie tam. Obraza.

    Nie uogólniam, nie wszystkie takie są. Z moich - tylko ta jedna. Była.
  • bellasorella 19.08.08, 21:02
    Miałeś poprostu pecha :)
    Ja zawsze tłumaczę swojemu mężowi, jesli Ty będziesz wyrozumiały dla
    mnie i będziesz tolerował pewne moje zachowania i niedociągnięcia to
    i ja się dostosuję a i ugryzę w język :) co by nie prowadzić do
    kłótni i za wiele nie powiedzieć. (przyznam jednak, że dopiero od
    niedawna mi tak dobrze idzie) :):) z tym szybkim zażeganiem spraw.
  • alterego4 19.08.08, 20:37
    Nie wiem, jak powinienem bardziej naświetlic tło. ogólnie chodziło mi o to, jak takie bezsensowne gesty potrafią wywołać burzę. btw nie mam szczególnie ochoty znów być tym naprawiającym. nie chcę tak przez całe życie. PS Sorry za pisownię, piszę z telefonu
  • reseda 20.08.08, 10:13
    przeczytałam właśnie,że Twoje młodsze dziecko ma dopiero pół roku i
    zastanowiła mnie Twoja mysl o rozstaniu. Nie wolno Ci go zostawiać!
    Starszego też. Zony też. Oni Cię potrzebują. I Ty ich chyba też.
    Mogę się tylko domyślać....Czy żona jest na urlopie wychowawczym?
    Jesli tak, to Ty zapewne wtedy pracujesz "na okragło" i kiedy
    przychodzisz "padasz na twarz"?
    Ona cały dzień z dzieckiem? I w dodatku z zamiłowania i potrzeby
    perfekcjonistka? Znam kilka takich kobiet (w tym moja Mama).
    Być może ona ze swoją potrzebą porządkowania
    wszystkiego i perfekcji miota się czując się w tym samotna i
    zlekceważona. Problem butów na podłodze, brudnego od masła noża na
    środku obrusa, nie schowanego odkurzacza, marudzącego dziecka,
    złośliwie kipiacego makaronu itp. "głupot" urasta do pęknięcia tamy
    na zaporze. Burzy porządek i spokój. Wprawia ją w drgania i nawet
    piórko powoduje trzęsienie ziemi. To jest autentyczny strach,"ze nie
    da rady wszystkiemu,że czas ją goni a tyle jeszcze do zrobienia,że
    wszystko czeka tylko na nią i nikt jej nie pomoże" to stres i
    miotanie się. Ona potrzebuje Twojej mądrej pomocy a nie ucieczki i
    obrażania się.
    Pomocą może być nawet to,że powiesz ZOSTAWIAJĄC te nieszczęsne buty
    na podłodze : "zaraz wychodzę, więc nie chowam butów". Dajesz jej
    znak,że pamiętasz o tym,że "trzeba buty wkładać do półki" i
    pamiętasz,że ona lubi mieć porządek. Wiem,że ujadanie jest upiorne
    dla drugiej strony, ale tylko spokój i wykazanie się zrozumieniem
    zahamuje ten potok gderactwa. Ona jest jak drgający kamerton, Ty
    możesz zatrzymać te drgrania. Jesteście różni i macie różne potrzeby
    (choćby w sprawach porządku ;-)) ale może warto powalczyć?
    Powodzenia!
  • alterego4 20.08.08, 11:32
    Bez wątpienia masz sporo racji, ale ja mam poczucie powtarzalności tego rodzaju
    kryzysów. Jasne, że się nawzajem potrzebujemy, tylko że (jak wspomniałem gdzie
    indziej) teraz to ja czekam na inicjatywę z Jej strony, ponieważ dotychczas to
    ja musiałem być inicjującym - to zdanie możesz sobie rozciągnąć na wiele różnych
    aspektów wspólnego życia, do wyboru, do koloru. Niekoniecznie odpowiada mi ta
    rola w życiu, może żeniąc się nie wiedziałem, że to jest ten element
    niezgodności charakterów którego nie jestem w stanie przeskoczyć? Nie wiem.

    Tak czy inaczej zapewne pójdę za Twoją radą (żaden sąd nie da mi rozwodu
    dlatego, że się wkurzyłem po uwadze o nieschowanych butach). I wrócę za czas
    jakiś na to albo inne forum z dokładnie tym samym problemem. Pytanie zatem brzmi
    - czy warto? Proszę o opinię, możemy sobie powierzchownie pojeździć po tym temacie.
  • reseda 20.08.08, 12:07
    bo czy (mówiąc górnolotnie) tzw. życie to nie jest powtarzalność
    wszystkiego? Oczywiście chciałoby się, aby powtarzalność dotyczyła
    bardziej( albo przynajmniej po połowie) chwil i rzeczy przyjemnych,
    miłych, szczęśliwych a nie uciążliwości, wredności i "kłód pod nogi".
    Znowu dyplomatyczne zabiegi, aby się nie pokłócić, znowu
    patrzeć "jaki humor ma dziś mąż/żona", znowu się zmuszać do działań,
    które są narzucone ("a już sprzatnę te cholerne brudne skatpety bo
    znów będzie gderać")znowu prać, gotować, zmywać, iść do pracy, umyć
    sedes, naprawić samochód,wymienić żarówki (co znowy spalona?),
    użerać się z dzieckiem, żona znów ma pretensje "niewiadomooco", mąż
    znów zapomniał o rocznicy ("a chciałam,żeby mnie choć przytulił").
    Zamiast miłych rozmów, dobrych uśmiechów, współdziałania, zgody we
    wszystkim. Marzymy o tym wszyscy, ale mało kto zdaje sobie
    sprawę ,jakiej to wymaga ciężkiej pracy na codzień, czasem wbrew
    sobie (tzn. swojej wygodzie, egoizmowi, swojemu "bo ja tak chcę i
    tak ma być" czy "bo ja tu rzadzę"). Część dorosłych przecież osób
    myśli,że dostanie to "coś" w prezencie np. w momencie ślubu. Być
    może czasem tak jest,że spotykają się te mityczne połówki i żadna
    siła tej jedności nie złamie. Ale cała reszta jest skazana na
    ciężką czasem pracę nad jakością swojego związku. To tak jak z
    ogrodem.
    Piszesz,że czekasz na inicjatywę drugiej strony, bo masz już dość
    wyciągania ręki. A może Twojej żonie trudno przychodzi przyznanie
    się do błędu, do przesady, poproszenie o pomoc? Jeszcze trudniej niż
    Tobie? Może czeka tylko na jakiś znak od Ciebie, bo sama się
    wstydzi/boi odrzucenia/waha ? Znowu można się tylko domyślać. Jeśli
    żona przyjmuje Twoją inicjatywę chętnie i nie odrzuca wyciągniętej
    ręki to na Twoim miejscu nie czekałabym i chowając męską dumę
    zadziałałabym niezwłocznie. A potem rozmowa i próba wyprostowania
    sytuacji. Wiem,że utarło się, że to głównie kobieta wyciąga
    rękę/przeprasza/ łasi się jak kotek/obraca w żart/karmi czymś
    pysznym i siada na kolanach (niepotrzebne skreślić). Ale są kobiety,
    które potrzebują, aby ciągle wychodzić im naprzeciw, bo to
    potwierdza,że są ważne/kochane/potrzebne/jedyne/szanowane.
    Niektórzy panowie lubią i umieją to robić, innym sprawia to wielki
    problem. Pozdrawiam.
  • alterego4 20.08.08, 12:14
    Ja nie potrafię naprawić samochodu, więc jak się zepsuje - jadę do mechanika
    samochodowego.
    Prawdopodobnie powinniśmy się zdecydować na terapię małżeńską, ale jak niedawno
    przy innej okazji (rozmowa o samoocenie) moja żona stwierdziła, że nie pójdzie
    do psychologa, bo to nie ma sensu i tylko się utwierdzi w przekonaniu, że jest
    do niczego.

    Jak zapewne widać z tego co piszę - ja nie mam problemów z samooceną (nie mylić
    z narcyzmem), choć przez wiele lat się z tym problemem borykałem. Czyli da się
    coś z tym zrobić trzeba tylko chcieć. Na siłę Jej nie zaciągnę, sam nie jestem w
    stanie Jej pomóc. Czekam na posty domorosłych psychologów (no offence!).
  • reseda 20.08.08, 12:36
    Perfekcjonistka, która ma do siebie pretensję,że sobie nie radzi ze
    wszystkim i nie prze do przodu jak Terminator. Ze przy okazji nie
    jest piękna, seksowna, przebojowa,,zachwycająca. Ze Ty jesteś
    niezadowolony i nieszczęśliwy. Dziewczyna z niską samooceną i bojąca
    się potwierdzenia,że nie jest nadczłowiekiem. A może to jeszcze
    depresja poporodowa? Jeśli nie chce iść do terapeuty zacznij sam
    terapię domową - choćby po to,żeby dała się namówic na wizytę u
    fachowca. Doceniaj i zauważaj jej wysiłek w domu, czy pracy ( bo na
    pewno bardzo się stara), kiedy Ci się coś podoba- chwal bez
    wahania,zamiast mysleć: "przecież to wie, bo już kiedys mówiłem,że
    lubię, jak...", "skoro jem to znaczy,że mi smakuje". Jesli schudła -
    zauważ. Jak dobrze sobie radzi z dziećmi - zauważ, skomplementuj.
    Obróć ględzenie w żart (ale musi byc dobry!). Wiem, wiem...trudne.
    Ale Ona musi uwierzyć,że NIE JEST DO NICZEGO. Bo to po prostu
    nieprawda. Zacznij od dziś ;-)
  • alterego4 20.08.08, 12:46
    Zacząłem kilkanaście lat temu.

    Przy okazji jest piękna, seksowna, zachwycająca, nie jest przebojowa a jednak
    (jest prawnikiem) zaproponowano Jej awans jakiś czas temu na stanowisko kierownicze.
  • reseda 20.08.08, 13:12
    że jest taka ,jak piszesz, bo widocznie zapomniała o tym lub nie
    wierzy w to.
    Pewnie nie wierzy w to,że jest taka oraz w to,że Ty tak myślisz.
    Miło czytać, jak o Niej piszesz, mimo Waszych problemów. Powinna to
    zobaczyć.
  • krakoma 19.08.08, 20:12
    to trzeba bylo schowac te buty do szafki i bylby spokoj
  • alterego4 19.08.08, 20:23
    nie wiedziałem, że moja żona też czyta to forum. Pozdrawiam
  • sadecka 19.08.08, 20:29
    no ale naprawde nie dostrzegasz, ze to TWOJE postepowanie doprowadza jednak do
    konkfliktu??
  • alterego4 19.08.08, 20:39
    nie dostrzegam. To są niewspółmierne sprawy.
  • michunia 19.08.08, 20:36
    jezeli zawsze Ci to powtarza i od lat nie zakumales, zeby buty po
    sobie posprzatac to sie dziwisz? to ze pracowales Cie nie
    usprawiedliwia, bo czynnosc ta zajmuje 20 sekund,
    zona jest Twoja sluzaca, ze kapcie ma po Tobie sprzatac?
    jak kochasz dzieci, to sie nimi zajmuj, a nie licz na to ze gumowe i
    nic sie nie stanie,
    latwiej sie rozwiesc niz spojrzec na siebie krytycznie,co
  • alterego4 19.08.08, 20:40
  • alterego4 19.08.08, 20:44
    A kto Ci powiedział, że ja zwykle tych butów nie chowam? zresztą jakie to ma znaczenie? podobnie: od nikogo nie oczekuje, że będzie robić cokolwiek za mnie.
  • michunia 19.08.08, 20:51
    po tym, ze Twoja zona powiedziala, ze znow nie chowasz butow do
    szafki,
    moze i nie oczekujesz, ale jesli po przyjsciu je zostawiasz,to
    wyglada na cos innego dla obiektywnego obserwatora,
    czyli wszystkiego zla w waszym zwiazku przyczyna jest malzonka?
  • alterego4 19.08.08, 21:03
    A czy ja coś takiego napisałem?
  • very_berry 20.08.08, 02:58
    michunia, z tekstu wynikalo ze wpadl NA CHWILE do domu i zaraz znow wychodzil,
    wiec na hooj te buty chowac? i strzepic jezyk?
    strasznie mnie wkurza takie gderanie, a jestem kobieta.
  • funny_game 19.08.08, 20:43
    No tak...
    Szczerze? Czasem się człowiek w język ugryźć nie potrafi. To nie
    usprawiedliwienie, tylko fakt, prawda?
    Tak samo, jak czasem nie potrafi zapamiętać, że buty mają być w szafce, że 19
    wypadają urodziny kuzyna żony brata sąsiadki, itp.
    Ona nie potrafi olać tych głupich butów, Ty tych kilku głupich słów. Pewnie
    można nie zauważać jednego i drugiego w normalnych okolicznościach. W
    nienormalnych urastają do rangi przestępstw przeciwko rodzinie.

    Może się na początek zrelaksujcie, pogadajcie, weźcie trochę wolnego od
    wszystkiego i tylko dla siebie nawzajem? Może terapia?
    Nie szarpcie się, oczywiście, jeśli zobaczycie, że nic z tego. Ale spróbować
    można, prawda?

    Bo tak rzucić i sobie pójść to nic prostszego, a sam widzisz i wiesz, że
    negatywne skutki odczuje cała Wasza czwórka.

    --
    Andalucia dulce
  • alterego4 19.08.08, 20:49
    Dziękuje za rozsądne słowa, czekam w takim razie na inicjatywę żony ;-)
  • funny_game 19.08.08, 20:52
    Jak mniemam czekasz, bo Ty już się inicjatywą wykazałeś, tak? :)
    Najfajniejszy jest ten moment, kiedy dwoje ludzi jednocześnie wyciąga do siebie
    ręce.
    A ja tam czekać nie lubię, czasem też czegoś po prostu nie umiem zrobić.
    Od siebie nie wymagamy mądrości i umiejętności wszelakich i wszystkich, innym
    też dajmy do tego prawo :)

    A może Ty jednak kroczek do przodu?
    Czasem łatwiej tej zranionej stronie wyjść z inicjatywą, bo ta raniąca
    najzwyczajniej w świecie jest sparaliżowana strachem :(

    Jak tam chcesz zresztą.
    Powodzenia, bajo, szerokości :DDD


    --
    Andalucia dulce
  • i.nes 19.08.08, 20:56
    Funny, przerażasz mię, gdy tak serio mówisz ;P
    Ale dobrze gadasz. Najfajniej, gdy chcą oboje. Dobrze, gdy żadne nie chce, wtedy
    baj! Ale najgorzej, gdy ciągnie tylko jedna i ma nadzieję, że coś się zmieni... :(

    --
    Life's a journey, not a destination.
  • funny_game 19.08.08, 21:07
    Niestety :(
    Przy braku tej podstawowej symetrii (taka robocza nazwa) przepychanki murowane i
    zaraz mam w głowie "Wojnę państwa Rose"...


    Ja naprawdę czasem potrafię serio i poważnie, tylko nie na siłę i rzadko na
    forum, ok? ;)


    --
    Andalucia dulce
  • alterego4 19.08.08, 21:04
    No akurat problem z moją żoną jest taki, że postrzegam Ją jako osobę stawiającą
    wysoko poprzeczkę i sobie, i innym. Ja jestem takim tam zwykłym śmiertelnikiem,
    czasem popełniam błędy.
  • bellasorella 19.08.08, 21:07
    Mi zawsze mówią: WIDZIAŁY GAŁY CO BRAŁY :)
    więc jeśli mogę mieć pretensje to mam- ale do siebie !!!
  • alterego4 19.08.08, 21:12
    Przed kilkunastu laty znałem zamiłowanie mojej żony do porządku, Ona znała mój
    pęd do chaosu.
    Problem w tym, że (nie wierząc rzecz jasna naiwnie w to, że KTOKOLWIEK zmienia
    się po ślubie) kilkanaście lat wspólnego życia to moim zdaniem dość czasu żeby
    się w końcu nauczyć, jakich błędów nie popełniać bo grożą nieprzewidywanymi
    konsekwencjami. Ten poranny incydent uznaję za nielogiczny, irracjonalny, głupi
    i niepotrzebny (choć nad tym ostatnim bym się jednak jeszcze zastanowił).
  • kitek_maly 20.08.08, 11:48

    Ten poranny incydent uznaję za nielogiczny, irracjonalny, głupi
    > i niepotrzebny (choć nad tym ostatnim bym się jednak jeszcze zastanowił).

    A uważasz, że w żaden sposób się do tego incydentu nie przyczyniłeś?

    --
    Wolność. Po co Wam wolność? Macie przecież chleb i igrzyska.
  • funny_game 19.08.08, 21:11
    Hm, Ty Ją tak postrzegasz, a jaka Ona JEST naprawdę? :)
    Błędy to tu chyba słowo klucz. Ty je popełniasz i trudno, kto nie? Ona też i Ty
    je widzisz być może wyraźniej, niż Ona sama.
    Grunt to jednak nie uczynić ich punktem wyjścia. Punktem wyjścia jest to, co
    dobre. A przecież jest coś dobrego, lub przynajmniej było, prawda? :)

    Wiesz, ja tu na Tobie ani jakiejś pseud-psychoanalizy nie przeprowadzam, ani
    jedynie słusznych rad nie daję.
    Wolę pytać (tu, uwaga, problem, bo czasem moje serie pytań odbierane są jako
    agresywne, a ja po prostu mam taką myślową kaskadę) i drążyć, no i czasem
    wyśmiać lub wkurzyć. Jakoś mi to daje efekty w życiu. Zobaczymy jak tu ;)

    --
    Andalucia dulce
  • alterego4 19.08.08, 21:13
    A skąd ja mogę wiedzieć, jaka moja żona (czy ktokolwiek i cokolwiek innego) jest
    naprawdę?
  • funny_game 19.08.08, 21:18
    A zapytać, wysłuchać, otworzyć się na Nią tak niecodziennie, tylko specjalnie,
    przynajmniej ad hoc - mając na względzie to, że JEST CO RATOWAĆ?
    Może Ona odpowie tym samym? Na pewno zauważy, że coś robisz.
    Jeszcze raz zaznaczam: walczyć, szarpać się nie ma sensu. Oj, ale dobrze wiesz,
    co trza :)



    --
    Andalucia dulce
  • bellasorella 19.08.08, 21:24
    Na pewno wie co trza robić....tylko się chłop na chwilę zatrzymał,
    stanął w martwym punkcie i nie wie co robić.... Bidaczek. Czasem
    trzeba długiej drogi, żeby wszystko było ok. Najważniejesze jest
    jednak chcieć i nie poddawać się !!! Jesli Ci zależy to walcz, jeśli
    nie to sam będziesz wiedział co robić. Funny_game ma rację, nie ma
    potrzeby się szarpać. Nalezy załatwiac pewne sprawy jak dorośli,
    dojrzali ludzie - spokojnie i z korzyścią dla dwojga. Powodzonka
    życzę w podejmowaniu właściwych decyzji.
  • funny_game 19.08.08, 21:28
    O, to! :)

    --
    Andalucia dulce
  • alterego4 19.08.08, 21:24
    Moim zdaniem nie ma czegoś takiego jak "naprawdę", ale to nie jest forum o
    epistemologii.
    Wiem, kim jest, zapewne nadal potrafi mnie zaskoczyć (ja Ją zapewne również).

    Aczkolwiek nadal jestem w nastroju nieprzysiadalnym, więc ten szczwany plan
    będzie musiał poczekać, niemniej dzięki za radę. A co powinna zrobić moja żona?
    Wyślę Jej smsa może ;)
  • bellasorella 19.08.08, 21:28
    Omijać szerokim łukiem gdy jesteś w złym nastroju :)
    Mniej sprzeczek i cichych dni będzie. Polecam. Znam to z autopsji :D
  • funny_game 19.08.08, 21:31
    :D

    Co do "naprawdę" - zgoda. Ale to faktycznie nie to forum.
    Co do "powinna" - nie cierpię tego słowa, nie ma dla mnie czegoś takiego. Nawet
    jak używam słowa "powinność" to baaaardzo umownie, z braku lepszego.

    Wiem, że nie wszystko da się zrobić spontanicznie, zwłaszcza jak się coś wali.
    Powinno ;) się przygotować, żeby nie pogorszyć, nie skrewić, itp. Ale to nie ja
    wiem, co Ona powinna. To wiecie Wy lub specjalista.

    Powodzenia i ślij tego smsa, a co tam :)))

    --
    Andalucia dulce
  • kitek_maly 20.08.08, 11:38

    > No akurat problem z moją żoną jest taki, że postrzegam Ją jako osobę stawiającą
    > wysoko poprzeczkę i sobie, i innym.

    Eeee no chyba schowanie butów do szafki to nie jest zbyt wysokie wymaganie dla
    Ciebie, co? :-)

    --
    Wolność. Po co Wam wolność? Macie przecież chleb i igrzyska.
  • alterego4 20.08.08, 11:40
    To są dla mnie tak błahe sprawy że nie zwracam na nie uwagi.
  • kitek_maly 20.08.08, 11:47

    Więc ona nie zwraca uwagi na to, że jesteś zmęczony po pracy a Ty olewasz to co
    jest dla niej w jakiś sposób ważne. Jeśli nie zrozumiesz tego, że i Ty musisz
    coś z siebie dać, to nie wiem z jaką inicjatywą żona by wyszła - i tak nic z
    tego nie będzie.

    --
    Wolność. Po co Wam wolność? Macie przecież chleb i igrzyska.
  • bellasorella 20.08.08, 11:48
    Jak wygląda dziś sytuacja z "gderającą babą"? Dziś też gdera, czy
    dała sobie spokój ? :D
  • alterego4 20.08.08, 11:56
    Nadal nie gadamy, ale spaliśmy w jednym łóżku -oszczędziłem sobie szopki z
    przenosinami na sofę.
    Teraz wzięła młodsze dziecko, wsadziła w samochód i gdzieś pojechała (co zresztą
    powinna robić częściej zamiast gnić w domu) - wychodzi tak a rebours że w takim
    nastroju przynajmniej robi to, na co ma ochotę, tyle że mnie w tych planach nie
    uwzględnia.
  • kitek_maly 20.08.08, 12:05

    > Teraz wzięła młodsze dziecko, wsadziła w samochód i gdzieś pojechała (co zreszt
    > ą
    > powinna robić częściej zamiast gnić w domu)

    Tak, na pewno strasznie to odprężające chodzenie wszędzie z maleńkim dzieckiem.
    Co to za różnica czy w domy czy gdzieś na zewnątrz. Chyba, że chodzi o to, że Ty
    wtedy masz trochę spokoju w domu. :-|

    --
    Wolność. Po co Wam wolność? Macie przecież chleb i igrzyska.
  • alterego4 20.08.08, 12:08
    Też zaraz wychodzę, jestem w domu od spraw techniczno-administracyjnych.
  • alterego4 20.08.08, 12:15
    Proponowałem, wiele razy.
  • alterego4 20.08.08, 11:53
    To też zwykle wykonuję te czynności w taki sposób, w jaki się ode mnie oczekuje.
    Zwykle przechodzi to niezauważenie (rzecz jasna nie oczekuję podziękowań za
    schowanie butów do szafki), a od czasu do czasu dostaję taki zastrzyk negatywnej
    motywacji. A potem trzydziestoparoletnie atrakcyjne mężatki się dziwią, że mąż
    woli bzyknąć jakąś flądrę, która ani ładna, ani mądra, ani nawet młodsza ale za
    to potrafi docenić (nie piszę o sobie, nie zdradzam żony) - a to taki prosty
    mechanizm.

  • kitek_maly 20.08.08, 12:03

    > To też zwykle wykonuję te czynności w taki sposób, w jaki się ode mnie oczekuje
    > .

    A to jak zwykle wykonujesz, to ok. Wcześniej wywnioskowałam, że notorycznie tego
    nie robisz. ;-)

    Wiesz, jak widać z tego co piszesz - decyzję już podjąłeś. Hmm są kobiety, które
    lubią ciągle gderać. Nawet jedną znam - moją mamę. Jednak zwykle to gderanie
    chyba nie jest wynikiem potrzeby ciągłego mówienia (a taką potrzebę przejawia
    chyba większość kobiet) a raczej symbolizuje pewne problemy w związku. Zwyczajny
    brak komunikacji.

    Związek to sztuka kompromisów - kto tego nie rozumie, nie stworzy zgodnego i
    satysfakcjonującego związku. 'Ok, mogę pamiętać, żeby chować te buty do szafki
    (choć kompletnie mi obojętne gdzie one będą stały i nie rozumiem dlaczego tak Ci
    na tym zależy), ale Ty zrozum, że ja potrzebuję... [tu wstawić odpowiednią
    potrzebę ;-)]'.

    Ehh no tak to już jest. Wina zwykle leży po środku. Sądzę, że oboje coś
    przegapiliście. I tylko Wy sami wiecie, czy jest sens cokolwiek jeszcze łatać.

    --
    Wolność. Po co Wam wolność? Macie przecież chleb i igrzyska.
  • kitek_maly 20.08.08, 12:07

    > Wiesz, jak widać z tego co piszesz - decyzję już podjąłeś. Hmm są kobiety, któr
    > e
    > lubią ciągle gderać. Nawet jedną znam - moją mamę.

    A tylko dodam, że 'dzięki temu' ja taka nie jestem.
    Widzę błędy mamy. Ale powiem, że ojciec nie jest bez winy. I to bardzo dużą winę
    w tym ponosi, że jest jak jest...

    --
    Wolność. Po co Wam wolność? Macie przecież chleb i igrzyska.
  • operator1234 20.08.08, 11:49
    po co sie denerwować ja od dawna nie reaguje na zaczepki żony
    (wiadomo wieczne napiecie przed...). Rozwód to zła żecz szczególnie
    dla dzieci.
    Często gdy wchodzę do domu (przychodzę z pracy) słyszę: buty na
    miejsce wrrrr, piłeś w pracy wrrrr (raz na 2 miesiace mozna chyba z
    kumplami 4 kieliszki wysaczyć), widze wzrok bazyliszka i jakieś
    steki i jeki skierowane w moja strone. Ale mam na to wszystko
    metodę, niech ropucha skrzeczy przez 10 min potem juz nie ma siły na
    nic i moge się cieszyć żoną przez kolejna dobę do momentu az wróce z
    pracy nastepnego dnia.
    Niestety takie sa wszyskie babska.
  • kitek_maly 20.08.08, 11:52

    Współczuję Wam chłopaki. :-)))

    Ale tak to już jest jak się zbyt pochopnie decyduje na dorosłe życie. ;-P

    > Niestety takie sa wszyskie babska.

    Znoooowu jednak wszystkie? Chyba, że mówisz o BABSKACH. Ten termin mnie nie
    dotyczy więc muszę się zgodzić. A jeśli chodzi o wszystkie kobiety - żyłeś ze
    wszystkimi, że tak łatwo generalizujesz? :-)

    --
    Wolność. Po co Wam wolność? Macie przecież chleb i igrzyska.
  • operator1234 20.08.08, 12:08
    mam najfajniejszą żonę na świecie więc spadaj !!!
    a że trochę pomarudzi co z tego.
    Ale ja widzę inny problem Twój problem. a mianowicie taki że
    kreujesz się na wesołą i pogodną dziewczynę ale to tylko pozory bo
    jak wyłączysz kompa dopada Cię rzeczywistość i mażesz zasmarkanym
    nosem po okiennej szybie trzymając w ręku coca colę light. Wiem bo
    wczoraj widziałem :)
  • kitek_maly 20.08.08, 12:16

    > mam najfajniejszą żonę na świecie więc spadaj !!!

    Hmmm więc po co te wszystkie posty o tych paskudnych babach, bez których życie
    byłoby takie piękne? :-)

    > Ale ja widzę inny problem Twój problem. a mianowicie taki że
    > kreujesz się na wesołą i pogodną dziewczynę ale to tylko pozory bo
    > jak wyłączysz kompa dopada Cię rzeczywistość i mażesz zasmarkanym
    > nosem po okiennej szybie trzymając w ręku coca colę light. Wiem bo
    > wczoraj widziałem :)

    Nie piję coca coli light, bo w ogóle nie piję gazowanych napojów. :-) Więc to
    nie mogłam być ja. ;-P I ja oceniam Cię wyłącznie na podstawie tego co piszesz,
    nie dopowiadaj więc sobie co robię 'po godzinach'. :-) A w życiu też jestem
    pogodna, choć nie do końca szczęśliwa.

    --
    Wolność. Po co Wam wolność? Macie przecież chleb i igrzyska.
  • operator1234 20.08.08, 12:29
    nigdy nie napisałem że zycie bez kobiet było by łatwiejsze i lepsze.

    A wypowiedzi o gmerajacych babach sa fajne bo zawsze Jakaś się
    obruszy i żyłki wyjdą jej na skronie. Nie ma nic fajniejszego niż
    widok wkurzonej baby :)

    i dobrze że nie pijesz gazowanych bo po nich kobietki maja na pupie
    granulki.

  • kitek_maly 20.08.08, 12:46

    > nigdy nie napisałem że zycie bez kobiet było by łatwiejsze i lepsze.

    No ale tak można wywnioskować z tego co piszesz, z tego marudzenia i narzekania
    i gderania na kobiety. :-PP A ja tylko na postawie Twoich postów wnioskuję.

    > A wypowiedzi o gmerajacych babach sa fajne bo zawsze Jakaś się
    > obruszy i żyłki wyjdą jej na skronie. Nie ma nic fajniejszego niż
    > widok wkurzonej baby :)

    :-))
    Ahh to już rozumiĘ.

    > i dobrze że nie pijesz gazowanych bo po nich kobietki maja na pupie
    > granulki.

    Tylko kobiety? A męskie tyłki to niby są uodpornione na te efekty uboczne? :-PP
    A tak poważnie - to hmm nie wiem, nie zauważyłam. A nie pijam gazowanych, bo
    staram się wykluczać niezdrowe nawyki żywieniowe. :-)

    A tak jeszcze pomyślałam o tym co wcześniej napisałeś - nie jesteś pierwszą
    osobą tutaj, którą kole w oczy mój optymizm. :-) No taka już jestem i nic na to
    nie poradzę. ;-P Nie sądzę, że osoba zgorzkniała jest w stanie w taki sposób się
    wykreować, natomiast w drugą stronę da się to zrobić bez problemu. Tylko po co?
    Jasne, mam gorsze dni. Czasem jest ich więcej, tych gorszych. :-) Ale to chyba
    ludzkie, co?

    --
    Wolność. Po co Wam wolność? Macie przecież chleb i igrzyska.
  • alterego4 20.08.08, 11:57
    To przygnębiająca perspektywa, musiałbym chyba zostać gejem.
  • dzikoozka 20.08.08, 12:06
    A pewnie. rozwiedz sie, taj najłątwiej.
    Myslisz, że następna bedzie lepsza?
    Bedziesz miał dzieciaka z drugą, alimenty na dwojke poprzednik, a
    nowa zamieni sie w gderacza jakies pol roku po slubie ;))))
    Drogi alterego, całej tej sytuacji można uniknąć NAWET gdyby buty
    zostały na podłodze, nie w szafce. Bo to nie o buty chodzi.

    Piszesz, kryzys, od 3 lat?
    To zacznijcie od początku, od tego kryzysu, zastanów się, o co tak
    naprawdę najczęściej sie kłócicie. O co jej naprawde chodzi, a o co
    Tobie? Ty masz za mało seksu. Ona pewnie tez. Pytanie, z jakiego
    powodu nie macie seksu? Czy jej nie psauje to co ty robisz, a Tobie
    nie pasuje jej figura?
    Zacznijcie od zmiany pod tym wzgledem, to glupie ale seks bywa
    dobrym lepiszczem związku. Potem inne sprawy, jestes za mało czuły?
    nie pomagasz jej? Małe dziecko to urwanie łba i czasami opadanie
    rąk. Zrozum to, nawet jak wracasz z nocnej zmiany..
    Ja nie gderałabym mojemu staremu, gdyby był bardziej czułym męzem. a
    ze nie jest to sie frustruje i gderanie jest wyrazem mojej
    frustracji ;)))
    --
    Ja jestem całe życie poprawna :) idzie się przyzwyczaić :)
    -------
  • eevita 20.08.08, 12:35
    czy ja dobrze przeczytałam??? po pracy do domu i od razu do
    komputera?? nalezało ci się od razu w ucho, jak nic:) a żonę czule
    przywitac? no, ładnie... jej widocznie głupio było powiedziec np
    chodx i daj mi całusa to tymi butami chciała uwagę na siebie
    zwrócić, i tyle...

  • agaoki 20.08.08, 15:47
    jak twój dzieciak ma pół roku, to chyba jednak seks był? to po pierwsze.

    po drugie - ona gdera, a ty jesteś pan obrażalski. zaraz sie nie odzywasz i na
    sofę sie wynosisz.
    przydałoby się wam obojgu trochę dystansu i poczucia humoru. to bardzo ułatwia
    życie.
  • alterego4 20.08.08, 15:55
    Napisałem, że przechodzimy przez to samo co 3 lata temu, a nie że od 3 lat się
    nie bzykamy.

    Ja jestem zdystansowany jak jasna cholera, aż za bardzo.
  • agaoki 20.08.08, 18:24
    alterego4 napisał:

    > Napisałem, że przechodzimy przez to samo co 3 lata temu, a nie że od 3 lat się
    > nie bzykamy.

    rzeczywiście. sorry:)

    a ile lat ma starsze dziecko? może to jakiś kryzys związany z niedawnym
    pojawieniem się dziecka? wiadomo - taki maluch to nieprzespane noce, płacz,
    krzyk, dużo roboty... może sobie z tym nie radzicie?
    tak sobie tylko kombinuję... no bo przecież nie wiem, ile ten starszy ma lat.
  • 10iwonka10 20.08.08, 18:27
    No to ja sie jej tak bardzo nie dziwie - od razu do komputera!!!
    Moj maz czesto robi to samo prosto z pracy prawie biegiem do
    komputera- i tez gderam bo mnie to irytuje.
  • kochanica-francuza 20.08.08, 23:58
    Można to i tak ująć.
  • mgla_1 21.08.08, 00:36
    alterego4 napisał:
    W czasie, kiedy syn się łem (znane mi od lat) zrzędzenie na temat tego, że ZNÓW nie
    > włożyłem butów do szafki tylko zostawiłem je na podłodze. Oczywiście strasznie
    > się wku..łem i wyszedłem poczekać przy aucie.

    a jak żona musiała się wnerwić ?


    > Efekt: cały dzień się do siebie nie odzywamy, przenoszę się na wspomnianą sofę
    > spać i nie widzę perspektyw na poprawę sytuacji

    biedna kobieta....
  • 10iwonka10 21.08.08, 13:57
    Dlaczego tych butow nie wlozyles do szafki?
  • dezel 22.08.08, 19:25
    tudzież przytulenie...
    Opatentowane i wykorzystywane przez moja 11-letnia córkę. Nie ma na to silnych -
    każdy musi sie uśmiechnąć i przestać wściekać. Tylko nie wykorzystuj za często,
    bo się zdewaluuje...:-)
    Powodzenia...
  • amuga 22.08.08, 19:45
    dezel napisał:

    > tudzież przytulenie...
    > Opatentowane i wykorzystywane przez moja 11-letnia córkę. Nie ma
    na to silnych
    > -
    > każdy musi sie uśmiechnąć i przestać wściekać. Tylko nie
    wykorzystuj za często,
    > bo się zdewaluuje...:-)
    > Powodzenia...


    Takie proste rozwiazanie i dlaczego dopiero teraz?
    Popieram, tylko niektorzy moga sie obawiac ze im przy okazji korona
    spadnie z glowy.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka