• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
Dodaj do ulubionych

Mąż mnie nie szanuje - druga strona medalu

  • 07.10.08, 14:45


    Tak wiele z Was żali się na tym forum i pisze historie z cyklu „że
    mąż mnie nie szanuje”. Jako mąż (jeszcze) jednej z takich
    nieszanowanych żon postanowiłem zabrać głos w dyskusji.

    Mąż nie szanuje, tak? A może to wasza „zasługa” jak jesteście tak
    traktowane przez waszych mezów?

    Moja żona również mogłaby dołączyć do żali na tym forum. Gdyby
    przedstawiła swoja wersję. Tylko, ze jest jedno „ale”. Sama do tego
    doprowadziła prze kilka lat.

    Jesteśmy małżeństwem od 10 lat. Przez pierwsze 3 lata miała
    najlepszego meza pod słońcem. W tym czasie normalnie było tylko
    przez rok po ślubie, choć nawet już zaraz po slubie pokazywała
    pazurki. Najgorsze zaczeła się jednak, kiedy była w ciązy i potem. W
    tym samym czasie sama zachowywała się jak wariatka . Dosłownie.
    Wpadała nieraz w coś jakby białą gorączkę i zaczynała histeryzować.
    W czasie awantur dowiadywałem się coraz to nowych rzeczy o sobie, a
    to że jestem chamem zbolałym, a to sku...elem. A to się wyprowadzała
    do mamusi (słownie, nie w rzeczywistości), a to wymyślała jakieś
    inne cuda. na przykłąd przed świętami z zegarkiem w ręku można było
    przewidzieć, że ok. 10 dni wczesniej zacznie wymyślać, ze nie
    pojedzie do mnie do rodziny na świeta, bo nie chce jechac do starego
    dziada (znaczy mojego dziadka), a to że jej nikt nie zapraszał
    (oczekiwała jakiegoś specjalnego zaproszenia) i inne tego typu
    historie. Ja tymczasem jak człowiek jechałem do niej bez zadnego
    gadania, nie czekałem na jakieś zaproszenia, nie obrazałem jej
    rodziny i zachowywałem się jak normalny człowiek. Ale to było za
    mało! Jak pojechaliśmy kilka lat temu do jej rodziny na święta, to
    potrafiła robic mi awanturę, ze mam złożyć i ubrac chinke u jej
    rodziców w domu.

    Kiedy przychodził do nas mój brat, to wpadała w histerię, że „może
    przychodzic tylko raz na dwa tygodnie, a częściej to spotykaj się z
    nim na miescie albo u niego”. Najśmieszniejsze jest to , że on
    przychodził na góra dwie godziny raz na miesiąc albo dwa, więc nie
    wiem skąd wzięły się te dwa tygodnie. Przez jakiś miesiąc mój brat
    miał mieszkać u nas, bo miał odebrac mieszkanie, ale nie doczekał
    miesiąca, bo w tym czasie moja zona wyprawiała takie histerie, ze
    się wyprowadził po dwóch tygodniach. Jeszcze żona awanturowała się,
    ze ma zabrac rzeczy w ciągu tygodnia, bo je wystawi za drzwi.

    Za to jak kilka lat później jej siostra (młodsza, dlatego kilka lat
    później) przyjechała na studia i przesiadywała u nas całymi
    tygodniami, dzień w dzień, i wszystko było ok., ja nie robiłem żonie
    takich awantur, a żona jeszcze potrafiła się do mnie rzucac, że nie
    odprowadzam jej siostry na przystanek, a jest późno. Siostra żony
    mieszkała tez u nas ponad 6 miesiecy, bo nie miała mieszkania, i
    wszystko tez było z mojej strony ok., a zona jeszcze potrafiła
    wymyślic, że powinniśmy płacic jej siostrze 2 tys. , bo pomaga
    zajmowac się naszym synkiem.

    Pech chciał, że straciłem pracę. To były czasy, gdy cieżko było z
    pracą, nie to co teraz. Nie miałem stałej pracy, ale jednak
    zarabiałem na boku jakieś pieniądze. No i zaczęło się. W tym czasie
    żona zarabiała dużo więcej, z 5 tys. miesięcznie netto. Ja z
    przepisywania, jakiś innych chałtur ze 2 tys. No i wtedy moja żona
    nabrała wiatru w żagle. Okazałem się nieudacznikiem, dziadem, no i
    oczywiście tradycyjnie dalej byłem sku...elem i zbolałym chamem,
    tylko przypominała mi o tym znacznie czesciej. Któregos dnia
    powiedziała, że od dziś nie będzie za nic płacić i że ją nic nie
    obchodzi, bo więcej dokładała do wspólnej kasy. Zapomniała tylko, że
    dwa lata wczesniej nie pracowała, bo zajmowąła się dzieckiem, a
    potem pracowała za 750 zł, a wiecej kosztowała niania i że to ja
    wtedy dokładałem dużo więcej do wspólnej kasy. I że aktualnie mam
    mniejsze dochody, ale zajmuje sie dodatkowo dzieckiem. Swoją droga
    nasz synek najpierw umiał mówić "tata" :)

    Mimo to uniosłem sie honorem i zgodziłem się, że przez rok sam
    płaciłem wszystkie rachunki i kredyt, żeby „wyrównał się” nasz wkład
    do wspólnej kasy. Przestaliśmy żyć jak mąż i żona, byliśmy dla
    siebie tylko lokatorami we wspólnym mieszkaniu, z oddzielnym
    jedzeniem w lodówce, oddzielnymi kontami i oddzielnymi zakupami. Jak
    to określiła żona w trakcie jakiejś awantury łączy nas tylko dziecko
    i kredyt na mieszkanie.

    Od tamtego czasu los się odmienił. Ona straciła jedną pracę. Ja
    tymczasem mam dobre prace, kupiłem samochód za 100 tys. i mieszkanie
    na wynajem. Kiedy sytuacja się odwróciła diametralnie, ona
    zaproponowała, że może niech będzie jak dawniej, wspólne pieniądze
    itd. Nie zgodziłem się, skoro sam płaciłem przez rok rachunki i
    pieniądze były odzielne. Wprowadziłem tez zasadę wzajemności na inne
    sprawy. Skoro żona nie umiała zachowac się na świętach u mojej
    rodziny (np. robiła awantury, ale tylko przy mojej rodzinie), to
    przestałem ją zabierac do swojej rodziny na świeta i jednoczesnie
    jeździc do niej.Skoro wymyślała, ze mój brat nie może przyjeżdżać,
    choć jej siostra przesiadywała całymi miesiącami u nas łącznie z
    nocowaniem, to wprowadziłem zasade wzajemności, czyli jej siostra
    nie czesciej niż raz na 2 tygodnie. Skoro wyzywała mnie, wiec
    wprowadziłęm zasade wzajemności, czyli dwa lata po tym jak
    wysłuchiwałem wyzwisk pod swoim adresem moja żona została cholerą i
    fałszywą żmiją. Skoro przy każdej większej awanturze groziła, że
    chce rozwodu, i tak przez kilka lat, to spisałem z nią na piśmie, ze
    bierzemy rozwód i sprzedajmy mieszkanie. Wtedy się wystarszyła, ze
    może jednak nie rozwód, że przeciez dziecko, i się troche uspokoiła.


    Teraz nie mam szacunku do żony, traktuję ją tak, jak ona mnie
    traktowała. Jest mi z tym źle, ale nie da się cofnąc czasu i
    zapomniec tego co było. Po tym wszystkim (o wielu innych rzeczach
    nie pisałem w poście) nigdy nie będzie, tak jak kiedyś. Nie mam do
    niej zaufania, nie mam do niej szacunku. Wiele sytuacji z
    przeszłosci tkwi we mnie jak drzazgi.

    Gdyby moja żona napisała na tym forum post, to byłby to kolejny post
    o niedobrym mezu, który nie szanuje zony. Często jest jednak również
    druga strona medalu i z punktu widzenia tego niedobrego meża sprawa
    wygląda zupełnie inaczej.
    Edytor zaawansowany
    • 07.10.08, 14:49
    • 07.10.08, 14:55
      współczuje :(
      Trzeba było kopnąć ją w dupę.
    • 07.10.08, 14:58
      było przetestowac egzemplarz przed podpisaniem cyrografu
      teraz jestes gleboko umoczony
      jedyny ratunek to olac taka kreature
      ale prawa rodzicielskie ona dostanie na bank
      a jeszcze bedziesz jej musial alimenty placic

      po takich lekturach i obserwacji otoczenia coraz bardziej sie utwierdzam ze 30 na karku ale zenic to ja sie nie zamierzam
      • 07.10.08, 15:01
        na pewno znaim się ożenisz, dobrze się przypatrz kandydatce:)
    • 07.10.08, 15:00
      przed ślubem jaka była?
      I kiedy zaczęły się jej histerie?
      Tzn. ile po slubie?
    • 07.10.08, 15:00
      podobnie jak zona. ani o cal od niej nie lepszy. siebie warci po prostu.
      • 07.10.08, 15:08
        Nie pisałem , że jestem lepszy. Teraz jestem taki sam, a czasem
        nawet gorszy. Jak rzucasz kamieniami w psa, to nawet dobry piesek
        zacznie w końcu gryźć, prawda?

        A odnośnie innego postu, kiedy żona się zaczęła tak zachowywać. No
        cóż, sytuacja klasyczna, zaraz po ślubie. Przykłady jakie podałem sa
        aż smieszne, ale o tych znacznie wiekszego kalibru nie pisałem, bo
        forum to nie konfesjonał.
        • 07.10.08, 15:18
          septemberro napisał:


          >
          > A odnośnie innego postu, kiedy żona się zaczęła tak zachowywać. No
          > cóż, sytuacja klasyczna, zaraz po ślubie. Przykłady jakie podałem sa
          > aż smieszne, ale o tych znacznie wiekszego kalibru nie pisałem, bo
          > forum to nie konfesjonał.


          Trzeba było zostawić ją, a nie się teraz męczysz.
        • 07.10.08, 15:20
          wprost nie piszesz ale z postu az bije postawa- "zobaczcie- udawadniam!,
          istnieje ta druga strona medalu! (jakby to była wielka tajemnica...).
          co do psa, kamienia i gryzienia- rozumiem ze to twoja zona "stworzyła potwora"?
          cóż za podła baba z niej....
          • 08.10.08, 20:08
            Postawa autora nie jest może godna pochwały, ale absolutnie nie
            dziwię mu się, że nie zdzierżył i zaczął odpowiadać pięknym za
            nadobne. Lepszym rozwiązaniem byłby jednak rozwód. Najbardziej w
            całej sytuacji ucierpiało zapewne dziecko, które "trzymało" tę parę
            razem.
    • 07.10.08, 15:01
      przykre to....
    • 07.10.08, 15:14
      Straszne to, co robiła Twoja żona...jak się zachowywała...jak Ciebie
      traktowała...:(
      Aż nie wiem co Tobie napisać...
      Wierzyć mi się nie chce, że tak można...
      Nie chodzi o to, że to kobieta, tak jak ja...i, że nie wierzę w to,
      co napisałeś...ale...traktowanie drugiego człowieka w taki sposób
      jest karygodne...niewybaczalne...godne potępienia!

      W każdym związku, w którym jest kryzys, winę ponoszą obydwie
      strony...ale...TO? O raju! To wywołuje we mnie złość i smutek
      jednocześnie...:(
    • 07.10.08, 15:16
      przecież te zagrywki z jej i twojej strony są przykrywką na zupełnie co innego
      niż nocowanie rodzeństwa, płacenie za rachunki itp itd. Macie problem, więc
      postąpcie jak dorośli ludzie i postarajcie się to wypracować, są od tego
      specjaliści. Jak wszystko inne zawiodło to co macie do stracenia?
      A co do szanowania, nieszanowania o twoja postawa jest obronną odpowiedzią na
      jej zachowanie-i koło się zamyka.
    • 07.10.08, 15:29
      No coz , kobiety rzadko kiedy zachowuja sie normalnie, potrafia wypomniec po 10
      latach, ze kiedys nie przybiles jakiejs listwewki.
      Ja mysle, ze to hustawka hormonalna je tak nakreca, ze zachowuja sie jak wariatki.
      PZDR
    • 07.10.08, 15:30
      Współczuje Ci, trafiłeś na wredną babę, która męża uważa za przedmiot, a nie
      partnera. Niestety, takie życie. Trzeba się rozwieźć i szukać normalnej kobiety.
      Szkoda czasu na taką farsę. Trzymaj się
    • 07.10.08, 15:32
      Ja tylko nie rozumiem po co utrzymujesz to małżeństwo. Byłeś zdecydowany na
      rozwód, czy po prostu chciałeś żonę utemperować? Jeśli to drugie, to uważaj, bo
      to może zadziałać ze dwa trzy razy, a potem będziesz musiał szukać czegoś
      mocniejszego...
      • 07.10.08, 15:54
        panistrusia napisała:

        > Ja tylko nie rozumiem po co utrzymujesz to małżeństwo. Byłeś
        zdecydowany na
        > rozwód, czy po prostu chciałeś żonę utemperować? Jeśli to drugie,
        to uważaj, bo
        > to może zadziałać ze dwa trzy razy, a potem będziesz musiał szukać
        czegoś
        > mocniejszego...

        Podpisując ustalenia na piśmie, byłem (i nadal jestem) zdecydowany
        na rozwód. Jakieś temperowanie, czy zastraszanie, nie jest w moim
        stylu. Nie będzie wiec potrzeby szukania mocniejszego straszaka. Nie
        zamierzam dalej tracić życia na udowadnianiu, czyje na wierzchu tym
        razem. Dlaczego dopiero po 10 latach? Bo mamy dziecko.

        • 07.10.08, 16:05
          a wg Ciebie dziecko nie odczuło, że sie tak "gryziecie" z żoną?
          • 07.10.08, 16:22
            No właśnie. Wczesniej nasz synek był mały. Nie zostawia się żony z
            małym dzieckiem, choćby nie wiem jaka była. Teraz , jak synek
            podrósł, i widzi że jest źle pomiedzy rodzicami, to rozwód będzie
            lepszy niż to ciągłe użeranie się.

            • 07.10.08, 16:39
              racja. lepiej późno niż wcale
            • 07.10.08, 16:41
              Najpierw Ty cierpiałeś...teraz ucierpi Wasz syn......
              Oby to się nie przełożyło na Jego przyszłość...
              • 08.10.08, 20:12
                Obawiam się, że syn już mógł ucierpieć. Małe dzieci rozumieją
                więcej, niż mogłoby się wydawać.
                Miejmy nadzieję, że w odwecie za rozwód, matka nie będzie nastawiać
                dziecka przeciw ojcu.
          • 07.10.08, 18:57
            cich-awoda napisała:

            > a wg Ciebie dziecko nie odczuło, że sie tak "gryziecie" z żoną?

            Jestem dzieckiem, właśnie tak gryzących się rodziców.
            Kiedy z rodzeństwem byliśmy mali, nie rozumieliśmy, o co Im chodzi?
            Kidy już rozumieliśmy, sami podpowiadaliśmy rodzicom,
            aby się rozwiedli. Nie rozwiedli się. I nie skończyło się to dobrze:(
        • 07.10.08, 18:44
          septemberro napisał:

          > Podpisując ustalenia na piśmie, byłem (i nadal jestem) zdecydowany
          > na rozwód. Jakieś temperowanie, czy zastraszanie, nie jest w moim
          > stylu. Nie będzie wiec potrzeby szukania mocniejszego straszaka.
          Nie
          > zamierzam dalej tracić życia na udowadnianiu, czyje na wierzchu
          tym
          > razem. Dlaczego dopiero po 10 latach? Bo mamy dziecko.
          >

          Gdyby nie dzieci, rozwodów byłoby o wiele więcej.
          Rozwodzą się pary, w których brak miłości. Po tym, co Twoja żona
          wyprawiała, nie dziwię Ci się, że chcesz się rozwieść.
          Kto kochałby taką jędzę?
    • 07.10.08, 16:57
      taka jednostronnie opowiedziana historia nie moze byc wiarygodna,
      nie rozumiem dlaczego zona najlepszego czlowieka pod sloncem mialaby wpadac w
      biala goraczke, zakladajac ze jest przy zdrowych zmyslach,
      jakie byly powody klotni, jej wybuchow i pretensji? czasem mezczyzni uwazaj, ze
      problemy kobiet sa wydumane i nieistotne, dlaczego wybuchala przy Twojej
      rodzinie? ot tak,calkiem bez powodu? tam gdzie sie czlowiek dobrze czuje i jest
      milo przyjmowany takie sytuacje sie nie zdarzaja.
      Czy mieszkanie brata u was uzgodniliscie wspolnie? czy Twoja zona sie zgodzila?
      Przy kazdym akapicie mozna postawic tyle pytan.Nie osadzam,po prostu nie wierze
      w takie historie, jaka ona zla, a ja bez winy
      • 07.10.08, 17:38
        Ale bez skrupułów przełkniesz wersję "on taki zły, a ona bez winy",
        prawda? Na forach jest od metra tak samo jednostronnych opowieści
        serwowanych przez kobiety - i jakoś ich jednostronnośc przechodzi
        bez echa... Ot, ciekawostka taka.
        --
        +++ Lasciate ogni speranza and have a nice day +++
        • 07.10.08, 20:14
          Moze nie bez skrupulow, ale faktycznie kobiete latwiej jest zrozumiec inna kobiete,
          poza tym najczestszy motyw, jaki przewija sie przez listy na forum to
          niewiernosc, klamstwa,przemoc fizyczna czy znikanie bez slowa,
          ciezko to usprawwiedliwic, nawet jakby to ona byla ta zla
          • 07.10.08, 20:15
            tzn kobiecie kobiete oczywiscie
      • 07.10.08, 18:45

        michunia napisała:

        > taka jednostronnie opowiedziana historia nie moze byc wiarygodna,

        Rozumiem cię, ja też bym nie uwierzył, gdyby mi to ktoś powiedział.


        > nie rozumiem dlaczego zona najlepszego czlowieka pod sloncem mialaby wpadac w
        > biala goraczke, zakladajac ze jest przy zdrowych zmyslach,
        > jakie byly powody klotni, jej wybuchow i pretensji?

        Co do jej zdrowych zmysłów, to mam wątpliwości. Ma problemy z tarczycą, bierze
        eutyrox, więc to może też ma jakiś wpływ. jakies tabletki na uspokojenie też
        widziaem, że bierze. Albo ma po prostu taki charakter. Na zewnątrz tez nie moze
        żyć bez wroga. Musi miec jednego wroga wśród sasiadów i w pracy. Mieszkaliśmy w
        4 miejscach, i w 3 takim wrogiem nr 1 byli sąsiedzi z boku lub z góry. Bo
        hałasują, bo przetrzymuja windę, bo się chwalą, że coś tam coś tam. Oficjalnie
        dla ludzi jest miła itd, ale tylko przy bliższym poznaniu, jak kogos pozna to za
        plecami obmawia. A jak się wyda, to płacze i przeprasza. A potem znow to samo.

        Odpowiedziałem na ten post, na inne już nie będe odpowiadał, bo nie chodzi mi o
        publiczne pranie brudów, tylko chciałem tym postem pokazać, że czsem to żona
        sama doprowadza do tego, że maz jej później nie szanuje.
        • 07.10.08, 20:07
          To co napisales o jej chorobie stawia wszystko w innym swietle. Dla wielu moze
          wydac sie to niewystarczajacym wytlumaczeniem,ale mam w bliskiej rodzinie
          przypadek z nadczynnoscia tarczycy, znam nagle wybuchy, wahania nastroju,
          nerwowosc, tak jak to opisywales. Moj tata zmienil sie dopiero po usunieciu
          tarczycy, lekami nie dalo sie tego ustawic.
          Rozumiem tez, ze moze dla Ciebie po tylu ciezkich latach to nic nie zmienia, ze
          nie kochasz i masz dosyc.Ale moze latwiej Ci bedzie zrozumiec dlaczego tak jest.
          Na forum o chorobach tarczycy mozna poczytac o tym, jak mecza sie ludzie wlasnie
          z dolegliwosciami psychicznymi
    • 07.10.08, 18:58
      To już nie jest żona, to tylko lokator i matka Twojego dziecka. Nie ma na co
      czekać, odejść i poszukać innej miłej kobiety z którą będziesz szczęsliwy. Póki
      jeszcze masz czas, pózniej będzie trudniej i odejść i znalezc kogoś innego.
    • 07.10.08, 19:09
      Ale co ci daje to "oko za oko, zab za zab"? Fajnie się tak zyje??
      NIe lepiej dość do porozumienia, dac jej szanse i spróbowac zyc jak
      małżęństwo (moze juz nauczke miała. A jak nie to chyba lepiej zey na
      takie chore akcje dziecko nie patrzyło...
    • 07.10.08, 19:24
      he he popieram cię człowieku, tak trzymać
      --
      ********()********
    • 07.10.08, 20:36
      metoda oko za oko zab za zab wydaje mi sie byc smieszna i dziecinna
      w przypadku doroslych ludzi bedacych w dodatku malzenstwem
      Widac ze nie zalezy Ci na rozwiazaniu konfliktu z zona, wiec po co
      te gierki? Odkrywaja sie tylko dzieci. Jesli zona stala sie Twoim
      wrogiem to skoncz ta relacje a nie zatruwacie sobie zycie w dalszym
      ciagu. Do czego to zaprowadzi? Co chcesz w ten sposob uzyskac? -
      Sprawic ze zona poczuje sie tak jak Ty wtedy? I myslisz ze to
      wplynie na nią ze z wrednej baby zmieni sie w aniola? Szczerze
      watpie. Jesli zalezalo Ci kiedys na niej a ona byla nie do
      zniesienia, trzeba bylo wtedy madrze reagowac a dzis juz za daleko
      zaszliscie w swojej nienawisci, zeby to odkrecic. Trzeba bylo wtedy
      nia potrzasnac zeby sie opamietala - a jesli by to nie poskutkowalo
      to Ciao! Oboje zachowujecie sie okropnie i ja bym chwili nie tkwila
      w czyms tak chorym. Sami teraz nakrecaci spirale nienawisci.


      --
      "Niebezpiecznie jest wierzyc w to, ze cos trwa wiecznie..."
      • 07.10.08, 20:37

        --
        "Niebezpiecznie jest wierzyc w to, ze cos trwa wiecznie..."
      • 07.10.08, 23:03
        Miałem juz nie pisać, ale post całej_w kwiatkach musze skomentować. jest to
        najrozsądniejszy post w tym temacie.

        cala_w_kwiatkach napisała:

        > metoda oko za oko zab za zab wydaje mi sie byc smieszna i dziecinna
        > w przypadku doroslych ludzi bedacych w dodatku malzenstwem

        Zgadzam się z Tobą, ale co innego mi zostało? Latami prosiłem, przemawiałem do
        rozsądku, ale z moją żoną nie mozna rozsądnie rozmawiać. Jak jej coś zaskoczy,
        to nie myśłi co mówi i co robi. Przeciez nawet w odniesieniu do ww. przykładów,
        gdyby myślała rozsądnie, to skalkulowałaby sobie, że skoro mój brat odwiedza nas
        nawet raz na kilka m-cy, to jest to do zniesienia w sytuacji, gdy jej siostra
        siedzi praktycznie codziennnie. Ale nie, żaden racjonalny argument do niej nie
        przemawia.

        > Widac ze nie zalezy Ci na rozwiazaniu konfliktu z zona, wiec po co
        > te gierki?

        Zależało mi przez wiele lat. Po kilku latach miałem dość.

        Odkrywaja sie tylko dzieci. Jesli zona stala sie Twoim
        > wrogiem to skoncz ta relacje a nie zatruwacie sobie zycie w dalszym
        > ciagu. Do czego to zaprowadzi? Co chcesz w ten sposob uzyskac? -
        > Sprawic ze zona poczuje sie tak jak Ty wtedy? I myslisz ze to
        > wplynie na nią ze z wrednej baby zmieni sie w aniola? Szczerze
        > watpie. Jesli zalezalo Ci kiedys na niej a ona byla nie do
        > zniesienia, trzeba bylo wtedy madrze reagowac a dzis juz za daleko
        > zaszliscie w swojej nienawisci, zeby to odkrecic. Trzeba bylo wtedy
        > nia potrzasnac zeby sie opamietala - a jesli by to nie poskutkowalo
        > to Ciao!

        Z dzisiejszej perspektywy widzę, że mogłem bardziej dążyc do porozumienia.
        Pewnie byłoby źle, ale o wiele mniej. Tylko co za różnica czy jest bardzo źle,
        czy bardzo bardzo źle? Ile mozna rozmawiać z kimś, kto dziś się przytula i "chce
        żeby było miło" a jutro znowu cię wyzywa, bo cos wyszło nie tak, albo kłamie, bo
        ma w tym interes? A potem mówi, że wcale tak nie myślała, albo nie chciała
        czegoś tam zrobić i jest jej przykro, a za jakis czas znów robi tak samo.

        >Oboje zachowujecie sie okropnie i ja bym chwili nie tkwila
        w czyms tak chorym. Sami teraz nakrecaci spirale nienawisci.

        Zgadza się. Na dniach spłacamy kredyt i bedzie nas łączyć tylko dziecko. Żona
        płacze (umie to robić na zawołanie) i mówi, że juz nie chce sprzedawać
        mieszkania i że możemy jakoś razem żyć, tylko co z tego, skoro słyszałem to już
        z 1000 razy i wczesniej czy później znowu było to samo. Dobranoc.
        • 08.10.08, 11:55
          Witam, mam do Ciebie pytanie... powiedzmy osobiste i byłabym
          wdzięczna za odpowiedź. Dotyczy to starej sprawy, natomiast być może
          jest to dla mnie okazja żeby zrozumieć punkt widzenia faceta i jakoś
          to sobie uporządkować.
          Otóż pisałeś, że kochałeś żonę przez wiele lat, natomiast później
          miałeś już dość. U mnie było podobnie. Nie było tak drastycznie i
          wrogość nie była jednostronna, ale także w moim małżeństwie
          nakręcała się spirala nienawiści, a właściwie wzajemnych pretensji,
          przez co zatraciliśmy bliskość. Choć na początku bardzo się
          kochaliśmy i byliśmy ze sobą wbrew wszystkim.
          Fakt, sytuacja była inna, bo byliśmy baaardzo młodzi i niedojrzali,
          ale też mieliśmy dziecko (4-letnie w momencie rozstania) i
          przeżyliśmy razem 7 lat. Nasz związek był bardzo burzliwy, co było
          dla obu stron męczące, ale były chwile bardzo złe i bardzo dobre.
          Ostatecznie zakończył wszystko mój Ex mąż, wyprowadzając się z domu.
          Później okazało się, że pojawiła już sie inna kobieta, ale nie o to
          chodzi. Ważne, że on na tą chwilę miał dość i twierdził, że coś w
          nim pękło (po jednej z kolejnych kłótni). Jego uczucie poprostu się
          skończyło. Rozeszliśmy się. Później wiele razy analizowłam nasz
          związek i błędy, ktore oboje popełnialiśmy. I tu pytanie do Ciebie:
          zastanawiałam się czy po tym jego "coś we mnie pękło" jest jeszcze
          szansa na ratowanie związku, czy jeszcze można go "reanimować"
          zakładając oczywiście zmianę relacji o 180 st.? Jak Ty czujesz? Czy
          wogóle powrót uczucia do Twojej żony jest jeszcze możliwy, gdybyście
          oczywiście oboje zmienili zachowanie w stosunku do siebie?
          Powiem Ci na swoim przykładzie, że musi nastąpić pewien reset,
          przełomowe wydarzenie, które wstrząśnie Wami tak, że będziecie
          gotowi na te zmiany. Najczęściej, tak myślę, pomaga w tym czasowe
          rozstanie się i przemyślenie wszystkiego.
          Powiem Ci, ze mój Ex mąż po takim właśnie rozstaniu (2 miesiące)
          zaczął na nowo się starać, a i ja byłam gotowa na zmiany - mieliśmy
          wrócić do siebie. Los jednak spłatał figla, bo nowa Pani Exa zaszła
          w ciąże, co wykluczyło nasze dalsze bycie razem.
          U Was nie ma tak ostatecznej sytuacji, więc zawsze możecie jeszcze
          spróbować, o ile uważasz za możliwe pokochanie na nowo swojej żony.
          Teraz, kiedy oboje jesteście "kwita" może Wam się to udać, może do
          niej już coś dotarło przez te lata, ale skoro Ty też zacząłeś się
          tak zachowywać, to i ona dalej to ciągnie? Ludzie często żałują
          wielu rzeczy, niestety przeważnie zawsze już po fakcie.
          • 08.10.08, 16:14
            mini_mini26 napisała:

            > Witam, mam do Ciebie pytanie... powiedzmy osobiste i byłabym
            > wdzięczna za odpowiedź. Dotyczy to starej sprawy, natomiast być
            może
            > jest to dla mnie okazja żeby zrozumieć punkt widzenia faceta i
            jakoś
            > to sobie uporządkować.
            > Otóż pisałeś, że kochałeś żonę przez wiele lat, natomiast później
            > miałeś już dość. U mnie było podobnie. Nie było tak drastycznie i
            > wrogość nie była jednostronna, ale także w moim małżeństwie
            > nakręcała się spirala nienawiści, a właściwie wzajemnych
            pretensji,
            > przez co zatraciliśmy bliskość. Choć na początku bardzo się
            > kochaliśmy i byliśmy ze sobą wbrew wszystkim.
            > Fakt, sytuacja była inna, bo byliśmy baaardzo młodzi i
            niedojrzali,
            > ale też mieliśmy dziecko (4-letnie w momencie rozstania) i
            > przeżyliśmy razem 7 lat. Nasz związek był bardzo burzliwy, co było
            > dla obu stron męczące, ale były chwile bardzo złe i bardzo dobre.
            > Ostatecznie zakończył wszystko mój Ex mąż, wyprowadzając się z
            domu.
            > Później okazało się, że pojawiła już sie inna kobieta, ale nie o
            to
            > chodzi. Ważne, że on na tą chwilę miał dość i twierdził, że coś w
            > nim pękło (po jednej z kolejnych kłótni). Jego uczucie poprostu
            się
            > skończyło. Rozeszliśmy się. Później wiele razy analizowłam nasz
            > związek i błędy, ktore oboje popełnialiśmy. I tu pytanie do
            Ciebie:
            > zastanawiałam się czy po tym jego "coś we mnie pękło" jest jeszcze
            > szansa na ratowanie związku, czy jeszcze można go "reanimować"
            > zakładając oczywiście zmianę relacji o 180 st.? Jak Ty czujesz?
            Czy
            > wogóle powrót uczucia do Twojej żony jest jeszcze możliwy,
            gdybyście
            > oczywiście oboje zmienili zachowanie w stosunku do siebie?

            Każdy jest inny. Ja moge napisać tylko o sobie, że nie.


            > Teraz, kiedy oboje jesteście "kwita" może Wam się to udać, może do
            > niej już coś dotarło przez te lata, ale skoro Ty też zacząłeś się
            > tak zachowywać, to i ona dalej to ciągnie? Ludzie często żałują
            > wielu rzeczy, niestety przeważnie zawsze już po fakcie.


            Bycie "kwita" niczego nie załatwia. Ona zniszczyła czesc mnie, ja w
            odwecie część jej, i teraz ma być jak dawniej, bo jest "remis"? Nie
            wierzę już, że ona jest w stanie się zmienić na lepsze.
    • 07.10.08, 23:17
      To straszne, co piszesz... :(((
      Ale nie rozumiem, jak to jest, ze zona zaczela po slubie od razu tak
      wojowac?
      Jesli moge spytac, podejrzewasz, ze sa jakies powody ku temu?
      Jak wygladala kwestia bliskosci, pozycia erotycznego, zaufania
      miedzy wami?
      A moze ona wyszla za Ciebie, zeby sie zabezpieczyc finansowo etc..?
      Jaka byla Twoja i jej sytuacja materialna przed slubem?
      Bo z tego co piszesz, to jakos nie moge dopatrzec sie Milosci w tym
      wszystkim. Jeszcze rozumiem, ze cos sie psuje po latach, ale tak
      predziutko po slubie, dziwne to i smutne zarazem...

    • 08.10.08, 00:38
      Hmm, a ja na to spojrzę z jeszcze innej strony. Nie wiem jak nazywa się bok
      medalu..., ale spróbuję. Otóż, ponoć do tanga trzeba dwojga. I to, nie tylko
      żeby tango się udało, ale żeby je schrzanić też. Jakoś tak mi się rzuciły w
      oczy pierwsze akapity Twojego postu:
      -że zona miała przez pierwsze trzy lata fajnego męża. Skąd o tym wiesz? Bo Tobie
      się tak wydaje?
      -to co działo się po urodzeniu dziecka. Człowieku, ona miała depresję
      poporodową. Coś co zdarza się większości dziewczyn. Klasyka gatunku. Wydaje się,
      że obydwoje byliście na to kompletnie nieprzygotowani. I Ona i Ty.
      To co było potem trudno komentować, ale ja odnoszę wrażenie, ze żadne z Was nie
      zdobyło się na szczerą rozmowę-dla odmiany bez oskarżania się nawzajem, tylko po
      prostu pogadania. Może gdzieś się kompletnie rozjechaliście i nie nadajecie się
      do wspólnego życia, ale żadne z Was nie podjęło próby zastanowienia się w czym
      naprawdę tkwi problem. I te wasze rachunki i rozliczanie-współczuję Wam
      naprawdę. Jesteście parą wrogów, ja mam wrażenie, ze obydwoje jesteście winni
      tej sytuacji. Ty nawet nie sprawiasz wrażenia, ze jeszcze masz dla Niej jakieś
      uczucia, u Niej pewnie jest podobnie.

      • 08.10.08, 06:49
        Wydaje mi sie, ze powinniscie wybrac sie razem na terapie malzenska.Nie
        koniecznie po to by ciagnac malzenstwo dalej, ale by zrozumiec siebie wzajemnie
        i ewentualnie rozstac sie bez nienawisci, a po ewentualnym rozwodzie umiec ze
        soba sie kontaktowac, bo przeciez macie wspolne dziecko...
        Swoja reakcja- zab za zab sprawiles, ze obecnie macie rowne rachunki...moze
        nawet ty jej dopiekles wiecej...W takiej sytuacji moze to ty powinienes wyjsc z
        inicjatywa terabii i wyciagnac reke do zgody zaznaczajac tez ze chcesz odbudowac
        wasz wzajemny szacunek nawet jesli mielibyscie sie rozwiesc...A jesli ona sie
        nie zgodzi to lepiej by bylo bys odszedl i nie postepowal tak jak ona kiedys (po
        twoim poscie domyslam sie ze obecnie sie troche uspokoila), bo zwyczajnie dajesz
        bardzo zly przyklad dla swojego dziecka.Pomysl jak on bedzie kiedys postepowalw
        swojej rodzinie majac twoje postepowanie za przyklad? Sam widzisz, ze takie
        zachowanie unieszczesliwia obie strony w zwiazku...
        • 08.10.08, 07:49
          Znam takie małżeństwa, teraz już byłe. Współczuję. Radzę to skończyć dla zdrowia
          psychicznego dziecka. A człowiekiem podłym można być bez względu na płeć.
    • 08.10.08, 09:25
      Rozpisałeś się szalenie.
      To teraz jeszcze powiedz: po co nadal z sobą jesteście? Nie lepiej
      się pożegnać i szukać szczęścia na własną rękę??
      --
      opieram się wszystkiemu, oprócz pokusy /O.W.
    • 08.10.08, 11:03
      Ok, ale co to ma do babek wylewających żale na forum?> Myślisz, ze wszystkie
      kobiety są jak twoja żona czy co?
    • 08.10.08, 13:46

      Jesteśmy małżeństwem od 10 lat. Przez pierwsze 3 lata miała
      najlepszego meza pod słońcem.
      - Skąd ta pewność? Żona tak powiedziała? Może to tylko Pana opinia?

      W tym czasie normalnie było tylko
      przez rok po ślubie, choć nawet już zaraz po slubie pokazywała
      pazurki.
      - czy oby nie miała ku temu powodów?

      Najgorsze zaczeła się jednak, kiedy była w ciązy i potem. W
      tym samym czasie sama zachowywała się jak wariatka . Dosłownie.
      - kobiety w ciąży czasami są nerwowe i irracjonalne.

      Pech chciał, że straciłem pracę. W tym czasie
      żona zarabiała dużo więcej, z 5 tys. miesięcznie netto.
      Któregos dnia powiedziała, że od dziś nie będzie za nic płacić i że
      ją nic nie
      obchodzi, bo więcej dokładała do wspólnej kasy.
      - mąż mojej siostry też stracił pracę, oczekiwał wiktu i opierunku
      od swojej żony. Wszystko byłoby ok gdyby nie to, że Pan za pieniądze
      siostry żądał sobie kieszonkowego na wypady z koleżkami, minimum 3-4
      piwka dziennie, fajki, ubrania, buty, paliwo do auta. A ona ze
      swojej pensji musiała jeszcze dziecko utrzymać. Może i Pan, Panie
      szanowny miał podobną postawę roszczeniową ale zapomniał nam o tym
      na forum wspomnieć?

      Swoją droga nasz synek najpierw umiał mówić "tata" :)
      -co za argument! to, że dziecko zaczęłonajpierw mówić tata
      faktycznie świadczy o tym, że jesteś cudownym ojcem a żona okropną
      matką! Doinformuje Cię, że dzieci różne słowa wypowiadają jako
      pierwsze i jest to indywidualnie w przypadku każdego dziecka. Po
      prostu Twojemu dziecku łatwiej było wymówić tata. Moje dziecko
      mowiło" lala" więc wg Ciebie świadczy to pewnie o tym, że woli lale
      niż rodziców hehehe

      Mimo to uniosłem sie honorem i zgodziłem się, że przez rok sam
      płaciłem wszystkie rachunki i kredyt, żeby „wyrównał się” nasz wkład
      do wspólnej kasy.
      - nareszcie wziałeś sie do roboty! super. Wkład do wspolnej kasy nie
      ma się wyrównywać tylko Wy macie się wspólnie dzielić wydatkami.

      Wtedy się wystarszyła, ze
      może jednak nie rozwód, że przeciez dziecko, i się troche uspokoiła.
      -tak,tylko ona się wystraszyła bo dziecko jest tylko jej a Ciebie
      nie obowiązuje troska o dziecko.
      Ty mozesz straszyć, ona się musi Ciebie słuchać bo w razie czego
      sama z dzieckiem zostanie. Wspaniały tatuś z Ciebie.

      Teraz nie mam szacunku do żony, traktuję ją tak, jak ona mnie
      traktowała.
      -traktuj ją jeszcze gorzej ale nie spodziewaj się poprawy sytuacji.
      Jesteście siebie nawzajem warci.

      Gdyby moja żona napisała na tym forum post, to byłby to kolejny post
      o niedobrym mezu, który nie szanuje zony. Często jest jednak również
      druga strona medalu i z punktu widzenia tego niedobrego meża sprawa
      wygląda zupełnie inaczej.
      - ciekawe jakim cudem miałaby napisać, że ma dobrego męża, skoro nim
      nie jesteś? Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Ty też święty
      nie byłeś, że żona zaczeła się zachowywać jak wariatka. Szcześliwa
      kobieta, z kochającym, dobrym mężem u boku tak się nie zachowuje.
      Coś musiało wpłynąć na jej zmiane.
      • 08.10.08, 16:05
        paula6666 napisała:

        >
        > Jesteśmy małżeństwem od 10 lat. Przez pierwsze 3 lata miała
        > najlepszego meza pod słońcem.
        > - Skąd ta pewność? Żona tak powiedziała? Może to tylko Pana opinia?

        Nie tylko moja. Jej też. Na piśmie tego już nie mam, bo wszystki
        liściki i kartki od niej porwałem i wyrzuciłem jakieś pół roku temu.

        > W tym czasie normalnie było tylko
        > przez rok po ślubie, choć nawet już zaraz po slubie pokazywała
        > pazurki.
        > - czy oby nie miała ku temu powodów?

        Na przykład miesiąc po ślubie zaspaliśmy (oboje) na pociąg (wyjazd
        na urlop), bo nie zadzwonił budzik (ja go nastawiałem, nie wiem
        dlaczego nie zadzwonił). Czy to jest powód do awantury? Przecież
        mogliśmy pojechać następnym pociągiem, albo nawet następnego dnia.
        Ale w zamian była awantura na godzinę, najpierw u mnie w domu, potem
        na mieście (odprowadzałem ją wtedy do jej rodziców), i w trakcie
        tego odprowadzania wyrzuciła mały bukiet kwiatków, który dostała
        dzień wczesniej (kupiłem jej dzień wczesniej jak wracalismy z wesela
        u jej rodziny). Nastepnego dnia dzwoniła, że przeprasza, i że potem
        zabrała z kosza te kwiatki, no i pojechaliśmy następnego dnia nad to
        morze, tylko po co był ten zepsuty dzień i nerwy? Nie uważam, zeby
        to był powód. I było wiele innych podobnych sytuacji.


        > Pech chciał, że straciłem pracę. W tym czasie
        > żona zarabiała dużo więcej, z 5 tys. miesięcznie netto.
        > Któregos dnia powiedziała, że od dziś nie będzie za nic płacić i
        że
        > ją nic nie
        > obchodzi, bo więcej dokładała do wspólnej kasy.
        > - mąż mojej siostry też stracił pracę, oczekiwał wiktu i opierunku
        > od swojej żony. Wszystko byłoby ok gdyby nie to, że Pan za
        pieniądze
        > siostry żądał sobie kieszonkowego na wypady z koleżkami, minimum 3-
        4
        > piwka dziennie, fajki, ubrania, buty, paliwo do auta. A ona ze
        > swojej pensji musiała jeszcze dziecko utrzymać. Może i Pan, Panie
        > szanowny miał podobną postawę roszczeniową ale zapomniał nam o tym
        > na forum wspomnieć?

        Wycięląs moje 2 tys. :). Poza tym pominełaś, że mimo że nie miałem
        stałej pracy, to przez rok płaciłem wszystkie rachunki i kredyt.
        Ciekawe skąd brałem na to pieniądze. Zdarzyło się jednego miesiąca,
        że opaciłem wszystkie rachunki i zabrakło mi 200 zł, żeby zapłacić
        650 zł kredytu. Wziąłem od niej te 200 zł, ale jak tylko wróciła z
        pracy powiedziałem, ze mi zabrakło i pożyczyem i za kilka dni oddam.
        I oddałem po kilku dniach. Tylko, ze przez te kila dni słuchałem i
        potem przez kilka miesięcy, że gdybym miał honor, to bym nie wziął.
        Czyli jej zdaniem zamiast wziać te 200 zł, powinienem nie zapłącić,
        zeby bank przysłał monit i zapłącić odsetki. Co do innych twoich
        sugestii, to na wypady z kolezkami nie chodzę (a to tez był kiedyż
        dla żony argument, że jestem nietowarzyski), alkoholu nie piję (no
        tego sie nie czepiała). Na paliwo nie potrzebowałem, bo nie mieliśmy
        wtedy samochodu. Przez to zresztą wiele razy słyszłąem od żony, że
        to wstyd nie miec samochodu i że jak gdzies jedziemy do jej rodziny
        albo na jakąs uroczystość do jej rodziny, to wstyd że to ona
        kieruje, a nie mąż (ona kierowała, bo brała samochód od swoich
        rodziców). Samochodu nie mieliśmy, bo w tym czasie kupiliśmy na
        kredyt mieszkanie. Specjalnie nie kupiłem samochodu, żeby było na
        mieszkanie. Przez te jej uwagi o samochodzie między innymi kupiłem
        niedawno sobie super samochód, choć nie jest mi naprawdę aż taki
        super potrzebny.

        > Swoją droga nasz synek najpierw umiał mówić "tata" :)
        > -co za argument! to, że dziecko zaczęłonajpierw mówić tata
        > faktycznie świadczy o tym, że jesteś cudownym ojcem a żona okropną
        > matką!

        Nie w tym celu podałem ten przykład. Ten przykład miał swiadczyć o
        tym, że się zajmowałem dzieckiem.

        > Mimo to uniosłem sie honorem i zgodziłem się, że przez rok sam
        > płaciłem wszystkie rachunki i kredyt, żeby „wyrównał się” nasz wkła
        > d
        > do wspólnej kasy.
        > - nareszcie wziałeś sie do roboty! super. Wkład do wspolnej kasy
        nie
        > ma się wyrównywać tylko Wy macie się wspólnie dzielić wydatkami.
        > Wtedy się wystarszyła, ze
        > może jednak nie rozwód, że przeciez dziecko, i się troche
        uspokoiła.
        > -tak,tylko ona się wystraszyła bo dziecko jest tylko jej a Ciebie
        > nie obowiązuje troska o dziecko.
        > Ty mozesz straszyć, ona się musi Ciebie słuchać bo w razie czego
        > sama z dzieckiem zostanie. Wspaniały tatuś z Ciebie.

        Ja jej nie straszyłem. To ona przez kilka raz wpadała na pomysł, że
        będzie sama wychowywac dziecko, a ja żebym się wyprowadził (z
        naszego mieszkania). Potem wyszło, że planowała wprowadzic swoja
        siostrę, która nie miała gdzie mieszkac i we dwie by sobie
        urzędowały. A teraz siostra ma gdzie mieszkac, to się zastanowiła,
        że jendak może nie rozwód, bo że sobie sama nie poradzi z dzieckiem.

        > Teraz nie mam szacunku do żony, traktuję ją tak, jak ona mnie
        > traktowała.
        > -traktuj ją jeszcze gorzej ale nie spodziewaj się poprawy
        sytuacji.

        Nie spodziewam się poprawy sytuacji. Niczego dobrego już się po niej
        nie spodziewam.

        > Jesteście siebie nawzajem warci.
        >
        > Gdyby moja żona napisała na tym forum post, to byłby to kolejny
        post
        > o niedobrym mezu, który nie szanuje zony. Często jest jednak
        również
        > druga strona medalu i z punktu widzenia tego niedobrego meża
        sprawa
        > wygląda zupełnie inaczej.
        > - ciekawe jakim cudem miałaby napisać, że ma dobrego męża, skoro
        nim
        > nie jesteś?

        Nie że ma dobrego meza, tylko że maz nie szanuje żony.

        Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Ty też święty
        > nie byłeś, że żona zaczeła się zachowywać jak wariatka. Szcześliwa
        > kobieta, z kochającym, dobrym mężem u boku tak się nie zachowuje.
        > Coś musiało wpłynąć na jej zmiane.

        Domyślam się co wpłynęło na jej zmianę, ale nie będę o tym pisac na
        forum, choćby dlatego ze do końca nie jestem pewien. Poza tym jeśli
        to jest właśnie to coś, to ma źródła wyłącznie zewnętrzne, poza mną.
        • 08.10.08, 16:30
          Ło jesooo jaki pamiętliwy facet. :DDD
          --
          opieram się wszystkiemu, oprócz pokusy /O.W.
          • 09.10.08, 07:45
            menk.a napisała:

            > Ło jesooo jaki pamiętliwy facet. :DDD

            Ty się dziwisz? Ja, nie.
            Takie zachowania żony, o jakich pisze autor wątku, wpływją
            na osłabienie więzi między małżonkami. I powoli rodzi sę bunt.
            A miłość wietrzeje. Niestety.
    • 08.10.08, 14:12
      Przeczytalam twoj post i tylko smutno sie usmiechnelam. Mialam
      kiedys chlopaka, ktorego bardzo kochalam. On tez mnie kochal.
      Zamieszkalismy razem ale ja bylam zazdrosna nie tylko o kobiety ale
      i o kolegow, rodzenstwo. Odbijalo mi i mialam jazdy, zabranialam,
      szantazowalam odejsciem. Mialam wtedy okolo 20 lat.

      Bog uszczesliwil tego chlopaka, bo odeszlam od niego a on pozniej
      poznal wspaniala kobiete, z ktora zyje zgodnie, ma dzieci. Pamietam
      jednak, ze byl we mnie szalenczo zakochany i chcial sie ze mna
      ozenic.

      Zmienilam sie i to bardzo od czasu poznania ojca moich dzieci. On
      sie po prostu nie dal, skubany.
      --
      http://www.leninimports.com/gustav_klimt_gallery_5_tn.jpg
      • 08.10.08, 21:11
        Ja jestem bardzo podobna do Twojej żony, też zniszczyłam swoje
        małżeństwo w ten sposób. Pomimo, że nadal trwa to jest już bardziej
        papierowe. Żałuje tego, bo to naprawdę jest dobry człowiek i miał
        pecha, że akurat mnie spotkał...i też się tego już nie da naprawić:(
        • 09.10.08, 00:51
          nie chce jeździć do Twojej rodziny, bo to jest dziecko Twojego ojca

          mam tylko nadzieję, że nie chrapiesz w nocy
          bajkopisarzu
          • 09.10.08, 08:00
            Wiesz ja jestem dzieckiem z takiej rodziny jak opisujesz i
            pokaleczenia psychiczne nosze do dziś...
            Nie ma sensu zebyscie tkwili w tym zwiazku ze wzgledu na dziecko bo
            to dla niego najwieksza krzywda. Albo sie dogadajcie, niech kobieta
            idzie na jakaś psychoterapię i spróbujcie zaczać od nowa albo
            zakończcie tę farsę i zyjcie z dlakeka od siebie. Dwoje
            nieszczesliwych ludzi nie zapewni dziecku nic oprócz frustracji.
            Szkoda życia, twojego, jej, dziecka, bo życie jest piękne - uratuj
            ile mozliwe. rozwód to nigdy nie jest cos dobrego ale nieraz jest
            lepszym złem niż tkwienie w kotle nienawiśi i złośliwosci.
        • 15.10.08, 16:15
          Niestety, ja też mam podobny charakter jak ta niedobra żona...:(
          Przez 6 lat związku wielokrotnie prowokowałam kłótnie z błahych
          powodów, nie potrafiąc docenić tego, co mialam. Mój facet nie był
          ideałem (introwertyk, bałaganiarz, spóznialski, często ironiczny i
          cyniczny, dla którego praca jest chyba wiodącą wartością w życiu),
          ale potrafił być opiekuńczy, pomocny i mogłam mu ufać w 100% i na
          nim polegać. Niestety nasze drogi się rozeszły jakiś miesiąc temu.
          Chciałabym być inna, chciałabym kochać, przytulać, uściskać,
          pogłaskać, powiedzieć ciepłe słowo, pochwalić...Czy można zmienić
          siebie? Czy może z kimś innym człowiek potrafi być inny, kiedy nie
          widzi tych wad? Chciałabym być taka, jak mój facet chciał, bym
          była...:(
          • 17.10.08, 08:48
            kasia841
            Zazwyczaj jest tak,że doceniamy cos/kogoś po utracie ;-)Nie
            powiedziałam nic nowego,ale chyba kazdy tą prawdę uzna.Ja miłam
            takie paskudne zagrywki,bo o charakterze nie można powiedzieć skoro
            może człowiek się zmienić,przez 2 lata.Udało sie co prawda poskładać
            wszystko co się prawie rozpadło,bo mój ukochany był niezwykle
            cierpliwy,aczkowlwiek konsekwentny niczym sam uator wątku.Może 6 lat
            to zbyt wiele by poukłądac się,wierzę jednak w przemiany i w to ,że
            uda Ci sie z kimś być nienadużywając zaufania,cierpliwości i miłości
            bliskiego Tobie człowieka.
            Wiem też ,że bywają ludzie ktorzy wzbudzają w nas agresje ,gdzie
            przy kimś innym łagodniejemy jak baranki-może to nie był ten.Nie
            chce Cie jednak usprawiedliwiać.Ja pracowałam nad sobą,nad
            panowaniem nad nerwami,uczyłam sie rozmawiać i dostrzegac w swoim
            facenie przyjaciela nie wroga.Teraz jest tak jak sobie oboje tego
            życzylismy i zycze takiego związku każdemu ;-)
    • 17.10.08, 01:57
      sa takie kobiety. jedna z nich, moja juz byla dobra kolezanka poslubila mojego dobrego kolege (juz chyba tez bylego, bo zabronila mezowi sie z mezem i mna spotykac :)) przed slubem prze 6 lat zaciskala zeby i siedziala cicho, byla kochana, czula i wyrozumiala... teraz juz nie musi, dopiela swego. weszla w dobra rodzine, wyszla za pozadnego czlowieka,zamoznego(to ma kluczowe znaczenie!) ktory jej nie zostawi, zapewne w ciagu roku urodzi mu dziecko. To jest toksyczna kobieta ktora zniszczy rodzine od srodka. jej charakteru naprawde nie bylo widac przed slubem! Przezylam szok, nie krepuje sie juz skandaliznie zachowywac w stosunku do meza i znajomych. od slubu minal miesiac... jej maz chyba jeszcze nie wie, ze to tak na stale zostanie... :(


      --
      www.przewodnikmp.pl/img-23082008013.png
    • 17.10.08, 15:25
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.