Mąż mnie nie szanuje - druga strona medalu Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne


  • Tak wiele z Was żali się na tym forum i pisze historie z cyklu „że
    mąż mnie nie szanuje”. Jako mąż (jeszcze) jednej z takich
    nieszanowanych żon postanowiłem zabrać głos w dyskusji.

    Mąż nie szanuje, tak? A może to wasza „zasługa” jak jesteście tak
    traktowane przez waszych mezów?

    Moja żona również mogłaby dołączyć do żali na tym forum. Gdyby
    przedstawiła swoja wersję. Tylko, ze jest jedno „ale”. Sama do tego
    doprowadziła prze kilka lat.

    Jesteśmy małżeństwem od 10 lat. Przez pierwsze 3 lata miała
    najlepszego meza pod słońcem. W tym czasie normalnie było tylko
    przez rok po ślubie, choć nawet już zaraz po slubie pokazywała
    pazurki. Najgorsze zaczeła się jednak, kiedy była w ciązy i potem. W
    tym samym czasie sama zachowywała się jak wariatka . Dosłownie.
    Wpadała nieraz w coś jakby białą gorączkę i zaczynała histeryzować.
    W czasie awantur dowiadywałem się coraz to nowych rzeczy o sobie, a
    to że jestem chamem zbolałym, a to sku...elem. A to się wyprowadzała
    do mamusi (słownie, nie w rzeczywistości), a to wymyślała jakieś
    inne cuda. na przykłąd przed świętami z zegarkiem w ręku można było
    przewidzieć, że ok. 10 dni wczesniej zacznie wymyślać, ze nie
    pojedzie do mnie do rodziny na świeta, bo nie chce jechac do starego
    dziada (znaczy mojego dziadka), a to że jej nikt nie zapraszał
    (oczekiwała jakiegoś specjalnego zaproszenia) i inne tego typu
    historie. Ja tymczasem jak człowiek jechałem do niej bez zadnego
    gadania, nie czekałem na jakieś zaproszenia, nie obrazałem jej
    rodziny i zachowywałem się jak normalny człowiek. Ale to było za
    mało! Jak pojechaliśmy kilka lat temu do jej rodziny na święta, to
    potrafiła robic mi awanturę, ze mam złożyć i ubrac chinke u jej
    rodziców w domu.

    Kiedy przychodził do nas mój brat, to wpadała w histerię, że „może
    przychodzic tylko raz na dwa tygodnie, a częściej to spotykaj się z
    nim na miescie albo u niego”. Najśmieszniejsze jest to , że on
    przychodził na góra dwie godziny raz na miesiąc albo dwa, więc nie
    wiem skąd wzięły się te dwa tygodnie. Przez jakiś miesiąc mój brat
    miał mieszkać u nas, bo miał odebrac mieszkanie, ale nie doczekał
    miesiąca, bo w tym czasie moja zona wyprawiała takie histerie, ze
    się wyprowadził po dwóch tygodniach. Jeszcze żona awanturowała się,
    ze ma zabrac rzeczy w ciągu tygodnia, bo je wystawi za drzwi.

    Za to jak kilka lat później jej siostra (młodsza, dlatego kilka lat
    później) przyjechała na studia i przesiadywała u nas całymi
    tygodniami, dzień w dzień, i wszystko było ok., ja nie robiłem żonie
    takich awantur, a żona jeszcze potrafiła się do mnie rzucac, że nie
    odprowadzam jej siostry na przystanek, a jest późno. Siostra żony
    mieszkała tez u nas ponad 6 miesiecy, bo nie miała mieszkania, i
    wszystko tez było z mojej strony ok., a zona jeszcze potrafiła
    wymyślic, że powinniśmy płacic jej siostrze 2 tys. , bo pomaga
    zajmowac się naszym synkiem.

    Pech chciał, że straciłem pracę. To były czasy, gdy cieżko było z
    pracą, nie to co teraz. Nie miałem stałej pracy, ale jednak
    zarabiałem na boku jakieś pieniądze. No i zaczęło się. W tym czasie
    żona zarabiała dużo więcej, z 5 tys. miesięcznie netto. Ja z
    przepisywania, jakiś innych chałtur ze 2 tys. No i wtedy moja żona
    nabrała wiatru w żagle. Okazałem się nieudacznikiem, dziadem, no i
    oczywiście tradycyjnie dalej byłem sku...elem i zbolałym chamem,
    tylko przypominała mi o tym znacznie czesciej. Któregos dnia
    powiedziała, że od dziś nie będzie za nic płacić i że ją nic nie
    obchodzi, bo więcej dokładała do wspólnej kasy. Zapomniała tylko, że
    dwa lata wczesniej nie pracowała, bo zajmowąła się dzieckiem, a
    potem pracowała za 750 zł, a wiecej kosztowała niania i że to ja
    wtedy dokładałem dużo więcej do wspólnej kasy. I że aktualnie mam
    mniejsze dochody, ale zajmuje sie dodatkowo dzieckiem. Swoją droga
    nasz synek najpierw umiał mówić "tata" :)

    Mimo to uniosłem sie honorem i zgodziłem się, że przez rok sam
    płaciłem wszystkie rachunki i kredyt, żeby „wyrównał się” nasz wkład
    do wspólnej kasy. Przestaliśmy żyć jak mąż i żona, byliśmy dla
    siebie tylko lokatorami we wspólnym mieszkaniu, z oddzielnym
    jedzeniem w lodówce, oddzielnymi kontami i oddzielnymi zakupami. Jak
    to określiła żona w trakcie jakiejś awantury łączy nas tylko dziecko
    i kredyt na mieszkanie.

    Od tamtego czasu los się odmienił. Ona straciła jedną pracę. Ja
    tymczasem mam dobre prace, kupiłem samochód za 100 tys. i mieszkanie
    na wynajem. Kiedy sytuacja się odwróciła diametralnie, ona
    zaproponowała, że może niech będzie jak dawniej, wspólne pieniądze
    itd. Nie zgodziłem się, skoro sam płaciłem przez rok rachunki i
    pieniądze były odzielne. Wprowadziłem tez zasadę wzajemności na inne
    sprawy. Skoro żona nie umiała zachowac się na świętach u mojej
    rodziny (np. robiła awantury, ale tylko przy mojej rodzinie), to
    przestałem ją zabierac do swojej rodziny na świeta i jednoczesnie
    jeździc do niej.Skoro wymyślała, ze mój brat nie może przyjeżdżać,
    choć jej siostra przesiadywała całymi miesiącami u nas łącznie z
    nocowaniem, to wprowadziłem zasade wzajemności, czyli jej siostra
    nie czesciej niż raz na 2 tygodnie. Skoro wyzywała mnie, wiec
    wprowadziłęm zasade wzajemności, czyli dwa lata po tym jak
    wysłuchiwałem wyzwisk pod swoim adresem moja żona została cholerą i
    fałszywą żmiją. Skoro przy każdej większej awanturze groziła, że
    chce rozwodu, i tak przez kilka lat, to spisałem z nią na piśmie, ze
    bierzemy rozwód i sprzedajmy mieszkanie. Wtedy się wystarszyła, ze
    może jednak nie rozwód, że przeciez dziecko, i się troche uspokoiła.


    Teraz nie mam szacunku do żony, traktuję ją tak, jak ona mnie
    traktowała. Jest mi z tym źle, ale nie da się cofnąc czasu i
    zapomniec tego co było. Po tym wszystkim (o wielu innych rzeczach
    nie pisałem w poście) nigdy nie będzie, tak jak kiedyś. Nie mam do
    niej zaufania, nie mam do niej szacunku. Wiele sytuacji z
    przeszłosci tkwi we mnie jak drzazgi.

    Gdyby moja żona napisała na tym forum post, to byłby to kolejny post
    o niedobrym mezu, który nie szanuje zony. Często jest jednak również
    druga strona medalu i z punktu widzenia tego niedobrego meża sprawa
    wygląda zupełnie inaczej.

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Okazje.info.pl

Bestsellery

  • Kategorie tematyczne
  • Najnowsze wątki
  • Więcej forów
  • Więcej wątków na ten temat
  • Tagi
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.