Dodaj do ulubionych

Czy przesadziłam?

03.08.09, 01:14
Mam dosyć cięty język i czasami jak chlapnę to potem się zaczynam zastanawiać
czy warto było.

Mam naprawdę fajnego faceta, dobrze nam razem, ale jak w każdym związku czasem
następuje różnica zdań. Obecnie jedyny i najpoważniejszy konflikt dotyczy
mieszkania po ślubie.

Jego rodzice mieszkają w domku jednorodzinnym, dużym. Mają tam 5 sypialni,
salon, jadalnię, dwie kuchnie, ogromny ogród. Mieszkają tam sami bo druga
córka wyjechała z mężem do innego miasta. Nalegają abyśmy po ślubie
zamieszkali razem. Twierdzą, że jedna kuchnia będzie dla nas a im będzie
łatwiej bo sami już nie dają rady utrzymać tego domu. Warunki byłyby tam
świetne, to fakt. Rodzice mojego chłopaka to mili u kulturalni ludzie. On
mieszka z nimi, nie widzi potrzeby wyprowadzenia się z domu mimo, że sam się
utrzymuje.

Ja od 5 lat mieszkam sama, kupiłam kawalerkę (nie ukrywam, rodzice pomogli -
dali mi ok 40%), ale generalnie jestem samodzielna od tego czasu i jakoś nie
wyobrażam sobie zamieszkania z teściami nawet w tak dużym domu.

Chciałabym sprzedać kawalerkę i kupić większe mieszkanie do którego
wprowadzilibyśmy się po ślubie. Mój chłopak nie chce jednak mieszkać w bloku.
Uważa, że to porażka, nigdy nie wiadomo na jakich sąsiadów się trafi itd. i
generalnie chce, żebym się wprowadziła do jego domu rodzinnego.

Mieliśmy dużo rozmów rzeczowych, starć na argumenty. Generalnie ja swoje - on
swoje. Brak kompromisu. Dzisiaj znowu temat wrócił. Argumenty się pokończyły,
zaczęła się przepychanka. W końcu nazwałam go maminsynkiem i powiedziałam, że
jak nie zamierza zbudować własnego domu, zasadzić sam drzewa to może jeszcze
rodziców poprosi o pomoc w spłodzeniu syna?! Potrzebuję mężczyzny, a nie
trzymającego się maminej spódnicy synalka i kazałam mu podjąć decyzję czy chce
być mężczyzną i głową rodziny czy synkiem swoich rodziców. I żeby się szybko
zastanawiał, bo ja nie chcę tracić czasu na związek bez przyszłości i
chciałabym zacząć poszukiwania bardziej samodzielnego kandydata na męża.

Teraz sama nie wiem. Na pewno go uraziłam. Głupio mi.

Finał jest taki, że oczywiście pojechał do domu. Czy przesadziłam?
Obserwuj wątek
    • amuga Re: Czy przesadziłam? 03.08.09, 01:47
      terminatorrka napisała:
      I żeby się szybko
      > zastanawiał, bo ja nie chcę tracić czasu na związek bez
      przyszłości i
      > chciałabym zacząć poszukiwania bardziej samodzielnego kandydata na
      męża.
      >
      > Teraz sama nie wiem. Na pewno go uraziłam. Głupio mi.
      >
      > Finał jest taki, że oczywiście pojechał do domu. Czy przesadziłam?

      Uwazam ze bardzo dobrze powiedzialas i nie ulegaj. Poczytaj sobie
      watki tych dziewczyn co zamieszkaly z tesciami lub nawet z wlasnymi
      rodzicami w domku. Nie pamietam zeby ktokolwiek sobie to chwalil.
      Zapytaj siebie, jaka tam bedzie twoja pozycja, jakie prawa bedziesz
      miala do tego domu w ktorym bedziesz poswiecala swoj czas i sily.
      Maz raz jest a czasami juz go nie ma i co powiesz o latach tam
      spedzonych. Co bedziesz z tego miala? Jakie prawo do domu?
      Przypuszczalnie zadne.
      Mieszkajac u tesciow nie budujecie wlasnego domu. Przyjmujecie
      zwyczaje i tradycje domu w ktorym mieszkacie. Nawet jakby tesciowie
      okazali sie naprawde na poziomie.
      Lepiej skromnie ale na wlasnym.
      Jak tesciow nie stac na pomoc przy domu ktory wymaga ciaglej opieki
      to niech wynajma chociaz jeden pokoj jakiejs studentce i beda mieli
      na pomoc.
      Obstawaj przy swoim a on teraz moze bedzie mial czas by przemyslec
      co chce od zycia bo ty wyraznie juz wiesz.
      Pamietaj ze jak raz ulegniesz to bedziesz to musiala robic dalej. A
      nic zlego dla was nie chcesz.
      Powodzenia.
    • qw994 Re: Czy przesadziłam? 03.08.09, 07:57
      Nie tyle przesadziłaś, co postawiłaś sprawę na ostrzu nożna. Tak więc myślę, że
      twoje problemy wkrótce się skończą, bo o ile nie znajdziecie kompromisu, to ten
      związek się rozpadnie, i jeśli miałabym w tej sprawie poczynić zakłady, to
      dałabym 90%, że tak się stanie.

      --
      "Co to jest kokieteria? Można by chyba powiedzieć, że jest to takie zachowanie,
      które ma temu drugiemu dać do zrozumienia, że zbliżenie seksualne jest możliwe,
      przy czym ta możliwość nie może nigdy wyglądać jak pewność." M. Kundera
      • baba67 Re: Czy przesadziłam? 03.08.09, 14:21
        Przesadzilas nazywajac go mamisynkiem. Ale Twoja postawa jest sluszna.
        Mieszkanie w domu tesciow stawia Cie w pozycji goscia-tym gosciem bedziesz az do
        ich smierci. Bedziesz musiala sie dostosowac do ich przyzwyczajen do ktorych
        maja prawo i ktore w tym wieku ciezko sie zmienia. I DOM NIE JEST WLASNOSCIA
        TWOJEGO meza. Perspektywa dziedziczenia to nie to samo.Dom i wasze inwestycje
        nie wliczaja sie do wspolnoty majatkowej . Wladujesz tam swoja kase bez zadnej
        gwarancji na przyszlosc.Maz moze zmienic Cie na nowszy model i tenze model
        odziedziczy dom wraz z nim.
        Gdyby facetowi naprawde na Tobie zalezalo, staralby sie chociaz zrozumiec Twoje
        racje. A on chce miec wygodnie i malo go interesuje co czujesz. Nie rokuje.
        --
        Nie sztuka grać na nastrojonych skrzypcach, sztuka grać na rozstrojonych.
        Paganini (zdaje się)
    • takajatysia dziwak z Twojego kandydata.. 03.08.09, 08:52
      100 razy lepiej na swoim (a niechby nawet w kawalerce) niż u
      teściów - nawet jak na poziomie. Dopasowanie się do siebie jest
      trudne a z teściami na głowie to chyba w ogóle byłoby mistrzostwo
      świata. Tyle ludzi mieszka w bloku - większość chyba mimo wszystko
      zadowolona. Wiadomo, że fajniej w domu z ogrodem, ale jak się nie ma
      co się lubi, to się lubi, co się ma. No i Twój chłopak chyba
      rzeczywiście jest okropnym maminsynkiem z nieodciętą pępowiną.
      Biorąc to pod uwagę, jeszcze jedno "nie" dla mieszkania z teściami.
    • ameno33 Re: Czy przesadziłam? 03.08.09, 08:57
      Zawsze pojawi sie maly problem i niestety nastepuje zmiana
      partnera/partnerki.Oczywiscie zgadzam sie z tym ze najlepiej mieszkac samemu nie
      dzielac czesci mieszkania/domu z tesciami czy wlasnymi rodzicami.Za ten luxus
      otrzymujemy niezaleznosc we wlasnym domu i nie musimy wysluchiwac ciaglych
      narzekan,bo ktos chce naszymi rekoma zrobic cokolwiek w domu.
    • wczorajsza77 Re: Czy przesadziłam? 03.08.09, 09:16
      Również uważam, że mieszkanie z tesciami nawet w domu z ogrodem to
      fatalny pomysł dla młodego małżeństwa, a potem młodego
      rodzicielstwa.
      > Mieliśmy dużo rozmów rzeczowych, starć na argumenty. Generalnie ja
      swoje - on
      > swoje. Brak kompromisu.
      Od siebie dodam jeszcze tylko, ze niestety w Waszej sytuacji nie ma
      miejsca, na żaden kompromis, jest albo Twoje albo jego. I twardo
      trzymaj się swojego tym bardziej, że na różnych forach można
      poczytać posty kobiet, które budzą sie po paru latach i orientują,
      że ich mężowie mają delikatnie mówiąc w nosie co one myślą, czują
      jakie mają zdanie. Jeżeli na początku pokażesz, że masz swoje zdanie
      i będziesz go bronić tym lepiej dla Ciebie - zaznaczam, że chodzi tu
      tylko o sytuacje gdzie nie ma miejsca na kompromis i jest ona bardzo
      ważna dla Waszego dalszego życia, a Ty oczywiście masz racje i
      jesteś tego pewna.
      • kag73 Re: Czy przesadziłam? 03.08.09, 11:06
        Dla mlodego malzenstwa niezbyt, ale dla mlodego rodzicielstwa, dom z
        ogrodem, babcia pod reka, super. Nie mozna miec wszystkiego.
        W niektorych przypadkach taki uklad funkcjonuje, oczywiscie ludzie
        musza sie dogadywac i rozumiec, lubic.
        Ja zawsze mieszkalam sama, brat u tesciow w domu z ogrodem. Czasem
        narzekal, chociaz rzadko, ale dla niego bylo oczywiste, ze oni
        czesto wieczorkiem wychodzili we dwoje, albo w tygodniu na zakupy,
        terminy tam czy tu, my nigdy we dwoje a jak juz to wszedzie z
        dzieckiem. Bo to sie zawsze wydaje, ze mozna wziac opiekunke, albo
        zplacic komus za popilnowanie, ale to w praktyce czesto nie takie
        proste.
        A ogrod jak sie ma male dziecko...marzenie.
        Znam pary, ktore mieszkaja z rodzicami i sie dogaduja, inni nie.
        Moze warto sprobowac. Chyba troche ostro potraktowalas faceta, on
        sie widocznie rozumie z rodzicami i dlatego nie pomyslal o
        konfliktach. A ile ciekawych rzeczy mozna przezyc, jezeli zamiast w
        budowe domu czy kupno malego mieszkania ma sie kase dla siebie.
        Rodzice wiecznie zyc nie beda. Mialabym mieszane uczucia. Moze warto
        sprobowac, jak sie nie bedzie ukladalo, zawsze mozna sie
        wyprowadzic, pod jakims tam pretekstem. O czym partner powinien
        wiedziec. Ludzie sa rozni, z niektorymi mozna zyc pod jednym dachem.
        • kag73 Re: Czy przesadziłam? 03.08.09, 11:14
          Aha, a ze on nie wyobraza sobie zycia w bloku, rozumiem. Tez sie
          wychowalam w domku jednorodzinnym, w mieszkaniu blokowym dusilam sie.
          Mozna sie na pewno przyzwyczaic, ale nie ma porownania.
        • wczorajsza77 Re: Czy przesadziłam? 03.08.09, 11:41
          Uważam, że rodzice powinni wspólnie i samdzielnie wychowywać swoje
          dziecko bez wspólwtracania się starszego pokolenia a jest to mozliwe
          tylko w sytuacji gdy mieszkaja osobno. Dziadkowie są od
          ropieszczania wnucząt i ma to sens tylko wtedy gdy spotykaja sie od
          czasu do czasu, bo wiekszośc babc ma zapędy wychowawcze nie tylko w
          stosunku do wnucząt ale i w stosunku do ich rodziców. Ogród w tym
          kontekscie nie jest żadnym argumentem "za".
          • kag73 Re: Czy przesadziłam? 03.08.09, 12:01
            Tak, jest to dosc nowe podejcie do wychowywania dzieci. Nie zwasze
            tak bylo. Sama jestem dzieckiem wychowanym w domu wielopokoleniowym.
            Mieszkalismy z dziadkami. Wspaniale wspomnienia. Owszem mama byla
            dosc surowa, babcia raczej rozpieszczala. Uwazam, ze wyroslam na
            zupelnie "normalnego" czlowieka, nie jestem w zaden sposob
            skrzywiona. Dla doroslych mieszkanie razem jest uciazliwe, ale
            dzieci w tych ukladac sa bardzo szczesliwe.
            Zreszta do dzis sa kultury gdzie wszyscy maja bardzo czynny udzial w
            wychowaniu dzieci, mieszkaja razem, babcia to tez "mama". Uwierz mi,
            mialam okazje pomieszkac w takim srodowisku. Wspaniale dzieci, bez
            uszczerbku na duszy.
            • wczorajsza77 Re: Czy przesadziłam? 03.08.09, 12:21
              Może miałas to szczęście, że mieszkałaś w domu gdzie były osoby
              dorosłe, które jakoś się dogadywały, ale to wyjatek. Owszem są takie
              domy gdzie jest wszystko ok, ale większośc niestety nie funkcjonuje
              zbyt dobrze a jak jeszcze doda się do tego umiejetne udawanie przed
              innymi to wychodzi mocno skrzywiony układ. Moje dzieci dzieci miały
              okazję mieszkac z dziadkami a teraz mieszkaja tylko z nami - na
              pytanie czy chca pomieszkac znowu z dziadkami (chcieliśmy mieć
              pewnośc czy ich nie krzywdzimy bo tak bardzo sa zżyte ) padła
              zdecydowana odpowiedz, że nie, a zapewniam Cie, że wcześniej były
              też szczęsliwe na swój dziecięcy sposób.
              Jak chodzi o dość nowe podejście do czegos to przypominam, że
              jeszcze w połowie XX wieku dość nowym podejściem było danie kobietom
              praw wyborczych, dośc nowym podejściem są rozwodu z powodu zdrady
              męża, samodzielnośc finansowa kobiet - może tez niechęc aby ktos
              wtracał sie do moich dzieci też jest dość nowym podejściem ale
              napewno nie jest złym.
              • kag73 Re: Czy przesadziłam? 03.08.09, 12:34
                Jak juz wspomnialam wczesniej, sa ludzie mieszkajacy z soba pod
                jednym dachem i sie dogaduja. Sa tez tacy, ktorzy sie nie dogaduja,
                wtedy nalezy to zmienic, bez dwoch zdan, po co sie meczyc i targac
                sobie nerwy.

                Rownouprawnienie i samodzielnosc kobiet nie da sie tutaj w ogole
                porownac. W przeszlosci bylo to zle, nie przynosilo nic dobrego i
                dyskryminowalo kobiety.
                Dziadkowie pozostaja dziadkami, sa to wiezi uczuciowe i nie wierze,
                ze nagle czasy i ludzie tak sie zmienili, ze dziadkowie nie kochaja
                wnukow i nie chca dla nich dobrze. Do dzis dzieci maja szczegolny
                stosunek do dziadkow. I zadna babcia nie chce skrzywdzic wnuka.

                • wczorajsza77 Re: Czy przesadziłam? 03.08.09, 12:45
                  Poczytaj moze poprostu posty o układach matka-babcia, żona -teściowa
                  tam jest wiele przykładów na to, ze młodzi powinni mieszkac sami i
                  że czasem to chcenie dla wnuka jak najlepiej nie jest do konca takie
                  wspaniałe. Babcia może mieć fenomenalny kontak z wnukiem i bez
                  wspólnego mieszkania.
                  A rozwijając trochę temat równouprawnienia to własnie ono pozwala
                  kobietom teraz wyrażac głośno swoje opinie na temat gdzie chcą
                  mieszkac i jak chca wychowywac swoje dzieci. Dawniej mąz brał zone
                  do domu gdzie zapałke do domowego ogniska dzoerzyla jego matka (po
                  tym jak w koncu doczekała się smierci swojej teciowej) i młodej
                  zonie pozostawało tylko znoscic tyranie i cierpliwie czekac az stara
                  zołza zemrze - wiem przesadziłam, ale czasem mnie ponosi ;-)
                  • kag73 Re: Czy przesadziłam? 03.08.09, 12:57
                    No ja tez nie twierdze, ze zawsze funkcjonuje, ale nie jest tez tak,
                    ze zawsze nie funkcjonuje. Zalezy od charakterow.
                    I jasne, ona moze wyrazic swoja opinie, on tez(mimo rownouprawnienia)
                    i jezeli im obu zalezy, znajda wyjscie i na pewno sie dogadaja.
                    Predzej czy pozniej, facet zrobi co zechce kobieta, tego jestem
                    pewna. No chyba, ze mu nie zalezy.
                    I oczywiscie, ze jestem za rownouprawnieniem kobiet. Nawet
                    zachowalam po slubie swoje nazwisko, bo to czesc mojej osoby.
                    Dlaczego, jak za dawnych czasow, kiedy zona byla wlasnoscia meza,
                    mam brac jego nazwisko.Przeciez ja zostaje soba i nazwisko jest moje.
            • baba67 Re: Czy przesadziłam? 03.08.09, 14:26
              Nie wszyscy ludzie sie nadaja do rodziny wielopokoleniowej. Trzeba miec do tego
              predyspozycje. perspektywa mieszkania z kimkolwiek poza mezem i dziecmi jawi mi
              se jako koszmar.Nie jestem potworem tlko mam silna potzrebe prywatnosci.
              --
              Nie sztuka grać na nastrojonych skrzypcach, sztuka grać na rozstrojonych.
              Paganini (zdaje się)
    • mohinder Re: Czy przesadziłam? 03.08.09, 09:32
      Trochę przesadziłaś :-)
      Nie tyle w treści, co w formie. Po prostu go uraziłaś.
      Czy wcześniej przedstawiałaś mu możliwe problemy związane
      z mieszkaniem z jego rodzicami? Może on ich nie widzi, bo jest
      ich dzieckiem?
      Popieram Twoje stanowisko.

    • stinefraexeter Re: Czy przesadziłam? 03.08.09, 09:58
      Zrobiłaś najmądrzejszą rzecz, jaką mogłaś. Nie zadręczaj się zatem dodatkowo, bo
      sytuacja jest wystarczająco trudna.

      Może spytaj się swojego faceta, czy sam byłby taki chętny wprowadzić się do
      TWOICH rodziców, gdyby to o ich domu była mowa...

      Nie dziwię się jego wygodnictwu ani nawet możliwej maminsynkowatości aż tak
      bardzo. Zaskakuje mnie natomiast to, że on zupełnie nie rozumie twojej
      motywacji. WYjaśniłaś (mogło mu nie przyjść do głowy, czasem dla niektórych
      ludzi pewne rzeczy są oczywiste), a on wciąż tego nie przyjmuje do wiadomości.

      Jezu, sam fakt, że on może zrezygnować ze ślubu tylko po to by ZOSTAĆ u rodziców
      jest więcej niż przerażający.
      • gazetowy.mail Re: Czy przesadziłam? 03.08.09, 10:07
        Nie chodzi o to czy zamieszkamy u moich czy Twoich rodziców ale,
        że macie zamieszkać sami.
        Zaczynacie razem nowe życie - we
        dwójkę a nie we czwórkę. Jeśli narzeczony nie rozumie tego i chce
        mieszkać z rodzicami masz najlepszy dowód na to, że jest wygodnickim
        mamisynkiem i ciesz się że to wyszło teraz a nie po ślubie.
        • lesialesia Re: Czy przesadziłam? 03.08.09, 10:16
          popieram w 100% wypowiedź wyżej! jeśli do niego nie trafiają logiczne argumenty
          to najwidoczniej Cie nie rozumie. przyzwyczaił się do mieszkania z rodzicami,
          do obiadków, że ktoś za niego sprząta. wie, że jak zamieszkanie tam razem to
          będziesz musiała się podporządkować stylowi życia teściów (to ich dom więc jakby
          ich zasady). ja bym w życiu nie zgodziła się na taki układ. czułabym się w takim
          domu jak gość a nie jak domownik... co innego gdybyście nie mieli innej
          możliwości- zawsze lepszy wróbel w garści niż orzeł na dachu. ale skoro Ty masz
          mieszkanie, on sam się utrzymuje- wnoszę, że oboje pracujecie i moglibyście
          sobie pozwolić na kupno większego mieszkania (tzn na wymianę kawalerki na coś
          większego). radzę Ci się tego trzymać i nie popuszczać bo szybko pożałujesz, że
          sprzedałaś WŁASNE mieszkanko i ładujesz pieniądze w CUDZY dom (na pewno cośtam
          będzecie chcieli zrobić po swojemu, nowe meble, jakiś remont)
          --
          pantarej to samiec pantery, rzecz jasna.
    • twojabogini Re: Czy przesadziłam? 03.08.09, 10:24
      Zachowałaś się normalnie. Jasno wyraziłaś swoje zdanie i nie ma tu przesady.
      Jednakże z praktyki wynika, że kobiety i tak najczęściej się łamią i lądują w
      takich sytuacjach u teściów. Życzę ci sporej asertywności, abyś nie dała się
      wpakować w taki syf. Jeśli zacznie brakować ci motywacji do obrony swojego
      stanowiska, to poczytaj sobie co piszą kobiety mieszkające z teściami.

      Pozdrawiam,
    • vandikia Re: Czy przesadziłam? 03.08.09, 11:17
      Puscily Ci nerwy luz ;)
      Stare powiedzenie mówi, że nie powinno się mieszkać nawet z
      najlepszą teściową w jednym domu (choćby to pałac był :D).

      Na Twoim miejscu bym się nie ugięła, a jeśli teściowie nie dają już
      rady utrzymać wielkiego domu, to niech go sprzedadzą i kupią
      mniejszy. To ich problem, nie Twój.


      --
      ups
    • kadfael Re: Czy przesadziłam? 03.08.09, 11:18
      Moja nieżyjąca już teściowa była super kobietą. Ale NIGDY nie
      zdecydowałabym się z nią mieszkać. Po prostu dlatego, że małżeństwo
      to związek dwu osób nie trzech. Szczególnie na początku małżeństwa
      to ważne. Pomijam tu jakies przypadki losowe-typu obłożna choroba,
      gdzie trzeba sie kimś zaopiekować. Ale powiem tak-moja Babcia przez
      jakiś czas mieszkała z powodu cięzkiej choroby u moich rodziców. Ale
      swojego mieszkania nie zlikwidowała.
    • cloclo80 Re: Czy przesadziłam? 03.08.09, 12:22
      Fakt faktem łatwo zostać wyrobnikiem na cudzym a to niewątpliwe grozi przy
      zamieszkaniu ze staruszkami. Jego siostra nie robiąc nic będzie miała takie same
      prawa do domu jak i on. Ale gdy pozbędziesz się gościa nie licz że prędko
      znajdzie się następny. Dla normalnego faceta mieszkanie u partnerki jest
      uwłaczające. Piszą się na to tylko menele, żigolaki i nałogowi zapylacze.
      • kag73 Re: Czy przesadziłam? 03.08.09, 12:38
        "Fakt faktem łatwo zostać wyrobnikiem na cudzym a to niewątpliwe
        grozi przy
        zamieszkaniu ze staruszkami. Jego siostra nie robiąc nic będzie
        miała takie same
        prawa do domu jak i on. Ale gdy pozbędziesz się gościa nie licz że
        prędko
        znajdzie się następny. Dla normalnego faceta mieszkanie u partnerki
        jest
        uwłaczające. Piszą się na to tylko menele, żigolaki i nałogowi
        zapylacze."

        Siostra moze nie robi nic, ale on moze mieszkac w domu rodzicow i
        korzystac nie placac czynszu a to nie malo. Podczas kiedy siostra
        mieszkajac gdzies indziej placi. Ludzie czesto tego nie doceniaja,
        ale wynajem mieszkania albo budowa domu kosztuja sporo kasy.
        • cloclo80 Re: Czy przesadziłam? 03.08.09, 13:51
          W ich przypadku wystarczyłoby tylko prawnie zabezpieczyć swój udział w
          utrzymaniu rodziców i domu a wtedy prawdopodobnie udałoby się ułożyć odpowiednio
          relacje rodzinne teraz i na przyszłość.
    • donyaa Re: Czy przesadziłam? 03.08.09, 14:30
      Ooo, jakbym 'słyszała' samą siebie :) Powiedziałaś mu dobrze, może
      troche impulsywnie i emocjonalnie, ale zawarłaś tam całą prawdę.
      Rodzina jest fajna, potrzebna itp. ale jak widać w życiu- na
      odległość. Mieszkanie z rodzicami zazwyczaj kończy się kłótniami z
      nimi lub z mężem/żoną. Dobrze postawiłaś sprawę, jeżeli facet
      rzeczywiście jest takim maminsynkiem to sprawa przegrana
      --
      'fakty to najbardziej uparta rzecz pod słońcem'
    • jane-bond007 Re: Czy przesadziłam? 03.08.09, 19:08
      przesadzilas :/ moglas wytlumaczyc co i dlaczego Cie niepokoi
      ustalic ze przeprowadzicie sie ale nie teraz np za kilka lat, gdy
      mama/tato beda na emeryturze a wam sie dziecko urodzi - chyba wtedy
      Ci sie blokowiska odechce... a kawalerke wynajmiecie i bedzie z
      tego dochod

      jesli sie okaze to porazka to sie wyprowadzicie - co to a problem?

      troche mnie smieszy ze nie chcesz mieszkac w duzym domu z ogrodem -
      napewno mozecie sie tam fajnie urzadzic, zajac np jakies poddasze,
      masz zagwarantowana oddzielna kuchnie, jak dla mnie super - tylko
      wymagasz aby kupic wieksze mieszkanie, podejzewam ze kasa na to tez
      poszlaby po czesci od tesciow wiec skoro oni nie bardzo sobie radza
      z utrzymaniem to chyba powinni sprzedac dom, kupic sobie mieszkanie
      i jeszcze wam pomoc...

      no no

      --
      tylko zdechłe ryby płyną z prądem ;)
      • terminatorrka Re: Czy przesadziłam? 03.08.09, 19:17
        > przesadzilas :/ moglas wytlumaczyc co i dlaczego Cie niepokoi
        > ustalic ze przeprowadzicie sie ale nie teraz np za kilka lat, gdy
        > mama/tato beda na emeryturze a wam sie dziecko urodzi - chyba wtedy
        > Ci sie blokowiska odechce... a kawalerke wynajmiecie i bedzie z
        > tego dochod


        Mieliśmy dużo rozmów rzeczowych, starć na argumenty. Generalnie ja swoje - on
        swoje. Brak kompromisu. Nie chcę mu mówić nieprawdy, że przeprowadzimy się za
        kilka lat, skoro nie chcę się przeprowadzać do nich ani teraz ani nigdy.

        > troche mnie smieszy ze nie chcesz mieszkac w duzym domu z ogrodem -

        Pewnie, że chciałabym mieszkać w dużym domu z ogrodem ale swoim a nie
        cudzym i sama (z mężem i z dziećmi), bez teściów. Jak kiedyś się dorobię, to
        sobie taki dom kupię. Moi rodzice też mieszkają w domku, a mimo to wyprowadziłam
        się od nich. Dla nich to normalne i nawet się cieszyli, że stałam się
        samodzielna. Odwiedzamy się często. Nie po to się wyprowadzałam od własnych
        rodziców by wprowadzać się do teściów!
        • jane-bond007 Re: Czy przesadziłam? 03.08.09, 19:32
          no ale co Cie tak denerwuje w tym mieszkaniu u tesciow? ze beda Cie
          obserwowac czy jak? wstydzisz sie, kermpujesz? przeciez nie
          zamieszkanie w jednym pokoju :)
          wiesz ja pisze patrzac na swoich przyszlych i powiem Ci ze ostatnio
          zasnelam skacowana u nich w salonie, zeszlam sobie na dol napic sie
          no i mi sie przysnelo :)

          nie dosc ze wrocilismy w nocy, po impr to jeszcze moje zwloki w
          salonie na kanapie rano zobaczyli :) ale luz ogolnie, stwierdzilam
          ze ze skoro tak juz sprawy zaszly to juz zupelnie nie ma co sie
          przejmowac :P

          ja jakos tak podchodze do tego pozytywnie i nie wydaje mi sie zeby
          to byla taka tragedia no ale kazdy jest inny
          tylko napisz co najbardziej Cie przeraza i dlaczego jestes tak na nie
          • alienka20 Re: Czy przesadziłam? 05.08.09, 03:47
            Moja koleżanka, która mieszka z teściami właśnie się skarżyła na teściową, że
            nie pozwala zamykać jej drzwi do ich pokoju, wchodzi do nich, myszkuje po
            rzeczach, taka mentalność wiejskich teściowych widać. I ja jej się absolutnie
            nie dziwię, bo chciałabym mieć "swoją przestrzeń" w domu, gdzie mogę sobie
            pozwolić na jakąś intymność. Ci ludzie są dla niej obcy, więc i w ich domu
            będzie czuła się obco. A w mieszkaniu z mężem osobno mają możliwość ułożyć życie
            bez interwencji teściów i nauczyć pana męża, że pranie samo się nie zrobi, a
            jemu korona z główki nie spadnie, jak wstawi do pralki. Myślę, że bardzo dobrze
            powiedziała, bo mamisynek to najgorszy materiał na męża i od takich wieję jak
            najdalej mogę. Testowałam jednego i o jednego za dużo (całe szczęście nie w
            małżeństwie).
            --
            Bardziej od pieniędzy potrzebujesz miłości.Miłość to siła nabywcza szczęścia.
    • sabriel Re: Czy przesadziłam? 03.08.09, 19:40
      Nie przesadzasz. Małżeństwo powinno mieszkać SAMO,a nie z rodzicami.
      Nie ukrywajmy, to zawsze rodzi problemy.
      Twojemu facetowi raczej nie chodzi o sam fakt, że mieszkalibyście w domu, a nie
      w bloku.Wg mnie to tylko wymówka,gł. chodzi o to, że byłby blisko mamusi.Uważam
      że nie powinnaś popuszczać. Jak jest dojrzały, to zrozumie twoje argumenty,a jak
      nie to niech mieszka sobie z mamusią.
    • enith Re: Czy przesadziłam? 03.08.09, 19:48
      Proponuję wejść na forum "Młodziutkie Mężatki" i poczytać, co dokładnie się dzieje, gdy młodzi zamieszkują po ślubie z rodzicami jednego z nich. Co trzeci post na forum to dramatyczne wołanie o pomoc i rady, jak radzić sobie z teściami, wpieprzającymi się we WSZYSTKO, co dotyczy młodego małżeństwa. NIGDY nie zgadzaj się na zamieszkanie z teściami, nigdy i pod żadnym pozorem. Niech nie kusi cię ogród czy własna kuchnia. Znam osoby, u których to nie pomogło, bo mamusia wpadała niezapowiadana, by wpierniczać się synowej w kucharzenie, wystrój domu czy wychowywanie dziecka. I nie pomogła ani własna kuchnia, ani własne osobne wejście, ani ogród.
      • jane-bond007 Re: Czy przesadziłam? 03.08.09, 20:04
        o matko ale to sa skrajne przypadki tak samo jak te gdy rodzice nie
        interesuja sie dzieckiem kompletnie i samo sobie musi ze wszystkim
        poradzic

        taka natretna tesiowa to masakra ale jesli autorka pisze ze ludzie
        sa b mili to o co chodzi? samo z mieszkaniem we wspolnym domu z
        zalozenia tragedia nie jest, znam i zadowolonych i nie, zalezy
        wszystko od czlowieka tj od czlowiekow tam mieszkajacych :) jak
        kazdy zajmuje sie swoimi sprawami i nie ma czasu na wscibstwo i
        nadgorliwosc to problemu nie ma

        jak widac ze rodzice nieciekawi to lepiej sie nie pchac ale nie
        mozna zakladac ze opcja mieszkania we wspolnym domu jest napewno be
        • terminatorrka Re: Czy przesadziłam? 03.08.09, 20:22
          Oni nie są najwspanialszymi ludźmi na świecie.
          Najwspanialszymi, najcudowniejszymi i najukochańszymi są moi rodzice, a
          mimo to nie chcę z nimi mieszkać.

          Chcę mieszkać sama. Chcę mieć własny dom, kolor ścian jaki mi odpowiada, róże po
          prawej a nie po lewej, sprzątać w soboty a nie w środy, biegać nago między
          pokojami itd, wracać do domu o której chcę i kiedy chcę, wychodzić kiedy mi się
          podoba i nie spowiadać się nikomu, nie dzielić się przestrzenią wspólną, nie
          musieć pilnować czy nie zostawiłam majtek w łazience. Dla mnie to mili, ale
          jednak obcy ludzie, za których za maż wychodzić nie mam zamiaru.
            • sabriel Re: Czy przesadziłam? 03.08.09, 20:48
              Pobożne życzenia, że mieszkając u teściów może robić wszystko co jej się podoba.
              Tak na prawdę mieszkając u kogoś nigdy nie jest się u siebie.
              Jak dla mnie masz jak najbardziej zdrowe podejście, że po ślubie chcesz z mężem
              mieszkać na swoim.
              No i jako lekturę obowiązkową radzę poczytać sobie forum młode mężatki/ emama:)))
            • stinefraexeter Re: Czy przesadziłam? 03.08.09, 20:51
              Widzisz jane (że się wtrącę), ja bym chciała móc przysnąć na własnej kanapie
              skacowana i obudzić się bez słów cisnących się na usta "o kurka wodna, zasnęłam
              u nich w salonie". ;)

              Doskonale rozumiem autorkę. Nawet z własnymi rodzicami nie chciałabym mieszkać.
              Wolałabym własne mieszkanie w bloku (blok blokowi nie równy) niż dzielenie się
              domem z rodzicami/teściami.

              Zresztą niedawno trafiłam na wątek na emamie, gdzie wiele forumowiczek
              przyznało, że z domu (własnego bądź dzielonego) uciekają na powrót do miasta.
              Wiąże się to najczęściej z momentem, kiedy dzieci dorastają i "zabawy w
              ogrodzie" przestają im wystarczać. Jak się okazało, osławiona "kawa na tarasie"
              nie rekompensuje wszystkiego ;)

              Nie wspominając już o dramatach życia z rodzicami bądź teściami. To nie są dobre
              sytuacje. Zresztą co to za uciecha choćby bzykać się dyskretnie w swoim własnym
              (?) domu?
              • jane-bond007 Re: Czy przesadziłam? 03.08.09, 21:21
                napewno to prawda, jedni uciekaja a drudzy zostaja - kto bedzie
                pisal ten co ma prolblem czy ten co go nie ma?
                mozliwe ze mi latwiej pisac bo nie mieszkam we wspolnym domu, ale
                kiedys sie przeprowadzimy to pewne i ja tam sie ciesze :P ale tak
                jak pisalam zalezy wszystko od czlowieka

                a co do mojego przysniecia to ogolnie sie z tego smialismy i powiem
                Ci ze jak ma sie do czynienia z ludzmi na poziomie to zadna sytuacja
                nie jest straszna ;) co oni nie pili nigdy?

                jeszcze mi sie przypomnialo ze jak nie mielismy pralki to
                jezdzilizmy do pralni lub do nich prac i raz powiedzialam mojemu
                chlopu zeby wzial siate ze skarpetami do prania - a on jak nigdy
                wzial jeszcze moje czarne "rzeczy" - zaladowal pranie, ja sie nawet
                nie dotykalam i jakos tak wyszlo ze tesc mial cos na strychu robic
                wiec stwierdzil ze od razu rozwiesi, ja tam nie protestowalam, na
                drugi dzien ja ide na strych patrze a tam polowa strychu w skapetach
                a polowa moje czarne majty, stringi jakis stanik...

                no czyli znaja mnie juz dobrze, a przynajmniej tesc moja bielizne :)
                --
                tylko zdechłe ryby płyną z prądem ;)
                • terminatorrka Re: Czy przesadziłam? 04.08.09, 01:35
                  Nie no, jakbym własnego faceta słuchała!

                  Nie życzę sobie aby ktokolwiek dotykał mojej bielizny, rozwieszał, oglądał,
                  prał. Nie chcę też oglądać gaci teścia. Czułabym się zażenowana gdybym się
                  znalazła w takiej sytuacji. Cenię sobie swoją prywatność i wcale by mnie to nie
                  bawiło. Tak trudno to zrozumieć?
                  • jane-bond007 Re: Czy przesadziłam? 04.08.09, 12:58
                    nietrudno ale czy ja Ci kaze sie przeprowadzac? napisalam tylko abys
                    sie zastanowila bo skoro sa mili i chca z wami mieszkac to moze
                    warto sprobowac? tak sie zastanawiam czy dla nich to tez jest taka
                    wielka frajda miec kogos "obcego" w domu... no ale
                    mnie to rybka czy sie przeprowadzisz czy nie ;)
                • wczorajsza77 Re: Czy przesadziłam? 04.08.09, 09:38
                  rada na przyszłośc - nie wychwalaj sytuacji o której nie masz
                  pojęcia. Nie mieszkasz z teściami jestes tam tylko od czasu do czasu
                  więc tak naprawde nie masz bladego pojęcia co to znaczy. poza tym
                  dla mnie przyklady które podajesz jako plus są zenujace: przysnąc
                  pijanej na kanapie i zostac obudzona rano przez tesciow to dla mnie
                  osobiscie nie do przyjecia nie mówiac juz o tym, ze co innego budzic
                  tak okazyjnego goscia a co innego synowa ktorys raz z rzedu, jak
                  jeszcze zostalo sie z jej dziecmi zeby ona mogla poszalec, tesc
                  wieszajacy MOJE majtki moja intymnosc jako powod do radosci? o
                  wielkie dzieki, nie mowiac juz o tym, ze cos za cos...
                  Przyklady ktore podalas jako wspaniale stosunki z tesciami sa
                  infantylne i swiadcza o tym ze jeszcze dluga droga przed Toba zanim
                  zrozumiesz co to znaczy w spolne mieszkanie w domu gdzie juz jest
                  gospodyni ze swoimi wieloletnimi ukladami rodzinnymi.
                  • jane-bond007 Re: Czy przesadziłam? 04.08.09, 12:54
                    Przyklady ktore podalas jako wspaniale stosunki z tesciami sa
                    > infantylne i swiadcza o tym ze jeszcze dluga droga przed Toba
                    zanim
                    > zrozumiesz co to znaczy w spolne mieszkanie w domu gdzie juz jest
                    > gospodyni ze swoimi wieloletnimi ukladami rodzinnymi.


                    przyklady ktore podalam mialy na celu uswiadomienie ze nie kazda
                    sytuacja jest straszna i ze zalezy wszystko od tego jak ludzie
                    siebie traktuja, dla mnie to nie jest obciachem ze moj przyszly tesc
                    wieszal moja bielizne - dla niego widac tez nie bo ja rowiesil

                    zreszta ja jego bielizne tez bym rozwiesila, to jest chyba normalne
                    przyklady moze infanytlne ale innych nie mam zamiaru na forum
                    opisywac :) a byly rozne sytuacje i jakos mozna bylo z nich wybrnac
                    i ocenic jak ja ich a oni mnie/nas traktuja - gdybym miala podstawy
                    do tego zeby im nie ufac i czuc sie obco nie chcialabym sie
                    przeprowadzic, ale tak nie jest - czy trudno to pojac?

                    rada na przyszłośc - nie wychwalaj sytuacji o której nie masz
                    > pojęcia. Nie mieszkasz z teściami jestes tam tylko od czasu do
                    czasu
                    > więc tak naprawde nie masz bladego pojęcia co to znaczy.


                    alez ja wiem ze nie mieszkam z tesciami ale pisalam juz wczesniej ze
                    znam pary ktore mieszkaja i sobie chwala - i maja podobne podejscie
                    do mnie - oraz pary ktore uciekalyby gdzie pieprz rosnie nawet bez
                    pakowania

                    wszystko zalezy od czlowieka

                    --
                    tylko zdechłe ryby płyną z prądem ;)
                    • terminatorrka Re: Czy przesadziłam? 04.08.09, 18:48
                      > przyklady ktore podalam mialy na celu uswiadomienie ze nie kazda
                      > sytuacja jest straszna

                      Również uważam, że zaśnięcie po pijaku u kogoś na kanapie jest żenujące,
                      niedopuszczalne i straszne, - w ogóle dopuszczenie się do takiego stanu jest
                      poniżej wszelkiej krytyki. Dla mnie menele się tak zachowują, ewentualnie
                      niedojrzali studenci w akademikach i to wyłącznie w swoim, zamkniętym gronie.

                      W życiu nie widziałam mojego faceta pijanego ani sama się nie upiłam. Nie mówiąc
                      już o jego czy moich rodzicach. W ogóle nie utrzymuję znajomości z ludźmi którzy
                      nie wiedzą kiedy przestać, więc tym bardziej, wybacz, Twoje rady przepuszczę
                      między palcami.
                      • lacido Re: Czy przesadziłam? 04.08.09, 19:51
                        terminatorrka napisała:

                        , Twoje rady przepuszczę
                        > między palcami.

                        poczytaj coś na temat związków frazeologicznych zanim coś chlapniesz "pani ę ą"


                        --
                        Ludzie rozstają się z jakiegoś powodu. Mówią jaki to powód, dając ci szansę byś
                        odpowiedział. Nie uciekają, ot tak sobie. Nie, to po prostu dziecinada. (MP)
                        • terminatorrka Re: Czy przesadziłam? 04.08.09, 19:59
                          Nie ma takiego związku frazeologicznego - wymyśliłam go na daną chwilę bo mam
                          taką potrzebę. Puszczanie mimo uszu byłoby nieadekwatne. Poczytaj sobie o
                          neologizmach, krytykantko od siedmiu boleści - czy ten związek frazeologiczny
                          bardziej Ci pasuje?
                          • lacido Re: Czy przesadziłam? 04.08.09, 20:01
                            ręce opadają

                            skleciłaś coś zupełnie bezsensownego a teraz dorobiłaś ideologie
                            --
                            Staraj się zostać uczciwym człowiekiem - zyskasz dzięki temu pewność, że na
                            świecie jest o jednego drania mniej (TC)
                            ze specjalna dedykacją dla...
                            • terminatorrka Re: Czy przesadziłam? 04.08.09, 20:09
                              Po prostu nie zrozumiałaś, zaczęłaś się wymądrzać a teraz Ci głupio :)

                              Z ciekawości zapytam: przeczytałaś cały wątek aż do tego miejsca żeby się
                              wypowiedzieć na temat związków frazeologicznych?
                              • lacido Re: Czy przesadziłam? 04.08.09, 21:41
                                aleś nadęta

                                nie obchodzi mnie zawartość tego wątku, popełniłaś totalną głupotę i tyle
                                --
                                Staraj się zostać uczciwym człowiekiem - zyskasz dzięki temu pewność, że na
                                świecie jest o jednego drania mniej (TC)
                                ze specjalna dedykacją dla...
                      • jane-bond007 Re: Czy przesadziłam? 05.08.09, 00:00
                        Również uważam, że zaśnięcie po pijaku u kogoś na kanapie jest
                        żenujące,


                        hehe - po pijaku nie zasnelam tylko po umyciu, przebraniu w pidzame
                        i zasnieciu na gorze w sypialni :) a poszlam nad ranem napic sie
                        wody i mi sie przysnelo, raczej zaskoczeniem bylo ze tam jestem a
                        dla mnie ich reakcja, ale no tak - to straszne :) dopisz jeszcze ze
                        bylam zaplamiona rzygowinami i mialam rozmazana szminke :) a na
                        drugiej kanapie lezal jakis gach :)


                        widac jaka jestes podla i klotliwa - maja szczescie ci przyszli
                        tesciowie :P

                        --
                        tylko zdechłe ryby płyną z prądem ;)
                      • jane-bond007 Re: Czy przesadziłam? 05.08.09, 00:08
                        W życiu nie widziałam mojego faceta pijanego ani sama się nie
                        upiłam. Nie mówiąc
                        już o jego czy moich rodzicach. W ogóle nie utrzymuję znajomości z
                        ludźmi którzy
                        nie wiedzą kiedy przestać, więc tym bardziej, wybacz, Twoje rady
                        przepuszczę
                        między palcami.


                        a przepuszczaj czy tez puszczaj je sobie gdzie chcesz no i wybaczam
                        bo juz widze ze masz wybujala wyobrazne i monostwo problemow :)
                    • crises Re: Czy przesadziłam? 04.08.09, 21:45
                      Przecież Ty g... wiesz o tym, jak wygląda mieszkanie z teściami. Jednokrotne
                      upranie sobie u kogoś gaci i takież spanie po pijaku na czyjejś kanapie (swoją
                      drogą, żenada, żal.pl) nie dają żadnego obrazu tego, jak to będzie wyglądało w
                      warunkach faktycznej kohabitacji.

                      Dla każdego normalnego człowieka o niezaburzonym pragnieniu oraz przytomnie
                      myślącego posiadania własnej przestrzeni mieszkanie z teściami jest nie do
                      przyjęcia. Po pierwsze, mnie by krępowała sama świadomość, że wiedzą, co robię:
                      kiedy wychodzę, przychodzę, gdzie idę, skąd wracam, a co gorsza, kiedy przyjdzie
                      mi fantazja wrzasnąć w jakiejś co bardziej zapalczywej dyskusji z TŻ. Po drugie,
                      ludzie o choć jednej komórce mózgowej nie inwestują ani złotówki w nieswoje
                      nieruchomości - a jakoś nie wyobrażam sobie bezinwestycyjnego mieszkania w
                      cudzym (czynimy tu i tak bardzo optymistyczne założenie, że teściowie
                      wątkotwórczyni na jej hasło "nie podobają mi się te kafelki, skuwamy" radośnie
                      zakrzykną "ależ proszę, co tylko zechcesz, kochana").

                      Wątkotwórczyni ma kawalerkę, to jest dobry punkt wyjścia do własnego domu. Parę
                      lat odkładania na działkę, potem kredyt na budowę, sprzedaż kawalerki i
                      wykończenie domu. Dwie średnio zarabiające osoby dadzą radę.
      • b-b1 Re: Czy przesadziłam? 03.08.09, 22:48
        ...ale da się pójśc na kompromis-choć z Twojej strony wiązałoby się z ustepstwem.
        Mogłabys się zgodzić na zamieszkanie-na próbę- przecież swojego mieszkania nie
        musisz sprzedawać(możesz wynająć, albo opłacac jakis czas)Tylko ustalenia musza
        być uczciwe. Jak Ci nie spasuje-wyprowadzka do mieszkania-razem.
        • terminatorrka Re: Czy przesadziłam? 04.08.09, 01:55
          Nie chcę nawet próbować. Po co? Nie będę się czuła jak u siebie w domu. To nie
          jest mój dom, tylko jego rodziców w którym już wszystko ma swoje miejsce, a ja
          nie miałabym śmiałości niczego zmieniać, tylko musiałabym się do tego dostosować.

          Jedna kuchnia jest na piętrze połączona z salonem. Druga nazywana jest "brudną
          kuchnią", znajduje się na parterze przy wyjściu do ogrodu, graniczy z siłownią i
          garażem. Teściowa robi tam przetwory, soki, suszy grzyby, trzyma zioła itd.

          Na drugim piętrze znajduje się sypialnia teściów, pokój który obecnie służy za
          garderobę i prasowalnię oraz biblioteka. I wreszcie na trzecim piętrze sypialnia
          mojego chłopaka i zupełnie nieużywany pokój, który mógłby być salonem albo
          ogromną sypialnią. Obecnie przechowywany jest tam tylko kurz.

          I teraz, gdybyśmy zajęli górę, musielibyśmy przejść przez wszystkie piętra.
          Możliwości zrobienia osobnego wejścia nie widzę. Którą kuchnię miałabym zająć?
          Ta z salonem i jadalnią? - Nie bardzo. Ta na parterze - Chryste - latać z 3
          piętra na parter do kuchni?

          Nie, nie nie - nie wyobrażam sobie tam mieszkać. Wolę swoje ciasne ale własne!
          • crises Re: Czy przesadziłam? 04.08.09, 21:51
            No to jest to dam całkowicie nieprzystosowany dla dwóch rodzin. Jak oni to sobie
            wyobrażają?

            Zresztą już widzę, jak teściowa bezproblemowo z tej "brudnej" kuchni rezygnuje.
        • horpyna4 Re: Czy przesadziłam? 04.08.09, 08:41
          Zamieszkanie "na próbę" u teściów to jeszcze większy błąd.

          Przecież jak się okaże, że nie da się wytrzymać, to mąż tego nie
          zrozumie. Bo on się będzie czuł dobrze i u siebie.

          Jeżeli teraz nie chce wyprowadzić się od rodziców, to później tym
          bardziej nie będzie chciał. I dopiero będzie wojna.

          Facet nadaje się na męża tylko wtedy, jak potrafi odciąć własną
          pępowinę.
    • mili_vanili Re: Czy przesadziłam? 03.08.09, 23:47
      Faktycznie, trochę cię poniosło, ale jak argumenty nie działały, to
      nerwy poszły w ruch :)


      Przeproś za to o pomocy przy spłodzeniu.

      Trzymalabym się swojego zdania, chyba że kompromisem byłoby osobne
      wejscie do domu, oddzielony ogród. Wtedy mozna liczyć na jako
      taką "samodzielność" i prywatność. Choć znam małżeństwa 2, które
      pomimo takich warunków i tak wolały "iść na swoje", a wielkie domy
      straszą pustymi pokojami :)

      Właśnie takie doświadczenia kazały m wybdować dom na _własne_
      potrzeby, a nie "wielopokoleniowy", bo "a nuż nię przyda"!
    • nerri Nie przesadziłaś... 04.08.09, 01:45
      Może ciut za ostro go potraktowałaś...ale skoro rzeczowe argumenty
      nie trafiają to chyba się nie dziwię.

      Zastanów się nad związkiem skoro on zamiast z Tobą porozmawiać zwiał
      do rodziców;)

      Nigdy przenigdy mieszkać z rodzicami...z teściami tym bardziej:)

      Cenię swoja prywatność,mieszkając "na swoim" nie muszę sie
      przejmować czy wypada:)
      Mieszkając z rodzicami,bez względu na to jak kochani i fajni
      są...nie mam takiej możliwości.
      Nie będę przecież latać nago przy tacie albo teściu;)
      Zdecydowanie i ja i mąż wolimy swoje małe mieszkanko.Moi rodzice
      mają duuuże mieszkanie,teściowie dom z ogrodem.Gdy mamy ochotę
      posiedzieć w ogródku - jedziemy do nich;) A potem wracamy do siebie;)


      Jeśli nie chcesz - nie łam się i nie ustępuj bo będziesz żałowała...
      --
      ...budzi się we mnie zwierzę...ale obawiam się,że to leniwiec ;)

      ...gdy nie masz nic do ofiarowania...ofiaruj uśmiech...:)))
    • karlajn_27 Re: Czy przesadziłam? 04.08.09, 08:31
      Przesadzilas moze tylko w tym, ze za bardzo poniosly Cie nerwy, ale rozumiem Cie
      w zupelnosci bo ja tez naleze do osob, ktore maja ciety jezyk.
      Jezeli chodzi o ta sytuacje, uwazam ze masz STO PROCENT RACJI!! Na mnie przyszli
      tesciowie tez naciskaja (ta sama sytuacja, dom ogrod itd) ale NIE MA MOWY (mimo
      ze ich bardzo lubie) kazdy dom powinien miec jedna pania domu. Jeszcze matka z
      corka sie dogada ale zona z tesciowa nigdy. Nam osoby ktore sie zdecydowaly na
      mieszkanie z tesciami (bo nie mialy wyboru) i ze szczerego serca Ci doradzam,
      nie rob tego. Jezeli sie kochacie dojdziecie do porozumienia. Jezeli masz swoje
      mieszkanie to sie nawet nie zastanawiaj nad taka opcja. Musisz go jakos
      przekonac. Powodzenia i informuj nas jak sie sprawy toczą :)
      • onionka Re: Czy przesadziłam? 04.08.09, 14:18
        Jeszcze matka z
        > corka sie dogada ale zona z tesciowa nigdy.

        ja wlasnie jestem taka corka ale sie nie dogadalam. Mieszkalam z
        wlasnymi rodzicami przez cale moje pierwsze malzenstwo, rozstanie,
        jakis gach pozniej i nigdy ale to nigdy nie czulam sie u siebie
        pomimo oddzielnej kuchni, lazienki i ogrodu (wspolnego
        teoretycznie). Sytuacja sie zmienila kiedy spotkalam mojego obecnego
        meza i na pytanie czy jestem gotowa zamieszkac z nim daaaaleeeeko
        odpowiedzialam bez namyslu 'tak', nie mialam najmniejszych
        watpliwosci. Nikt bez zapowiedzi nie sklada mi wizyt akurat kiedy
        mam zly dzien albo ochote na kieliszek wina, nikt nie komentuje
        moich zakupow i nie chodzi tutaj o cos wstydliwego ale codzienne
        zwykle zycie, nikt nie mowi mi o ktorej powinnam pojsc spac ani
        kiedy podlewac kwiatki. To jest dla mnie niewyobrazalny komfort
        ktorego zaznalam dopiero wyprowadziszy sie z domu a nawet kraju.
        O wychowywaniu dziecka nawet nie chce mi sie pisac bo bylo to jedno
        pasmo udrek niewartych bliskosci babci i ogrodu, nawet pomimo tego
        ze moglam zostawic dzicko pod opieka dziadkow i zajac sie soba. Nie
        bylo to warte moich nerw i dyskomfortu psychicznego.
        Jednym slowem nie polecam. A,i dodam tylko ze moj byly maz byl nawet
        zadowolony z takiego mieszkania bo nie musial sie o nic martwic.
        Czynszu przeciez nie placilismy a utrzymaniem domu i tak zajmowal
        sie ojciec. On mogl lezec na kanapie i rozwiazywac krzyzowki. Zadne
        zmiany nie byly mu potrzebne i o wlasym mieszkaniu nie chcial
        slyszec aczkolwiek rozstalismy sie z innych powodow.
    • frisky2 Re: Czy przesadziłam? 04.08.09, 19:45
      Ze go wyzwalas od maminsynkow to ok. Moze go to pobudzi do dzialania.

      Natomiast, ze powiedzialas, ze poszukasz sobie innego kandydata... dla mnie -
      jako faceta - to dyskwalifikujące związek. To znaczy, ze nie jestes ze mna z
      milosci, tylko z powodu jakichs atutow, ktore mam. Jesli ich nie mam, szukasz
      takiego ktory ma.
      Ale nie przejmuj sie, moze on inaczej na to spojrzy.
      --
      frisky2
    • lacido Re: Czy przesadziłam? 04.08.09, 20:07
      terminatorrka napisała:

      I żeby się szybko
      > zastanawiał, bo ja nie chcę tracić czasu na związek bez przyszłości i
      > chciałabym zacząć poszukiwania bardziej samodzielnego kandydata na męża.

      to się chłopu upiekło :))))))))))))

      jak to mówią: baba z wozu koniom lżej, tego kwiatu to pół światu, łatwiej
      słomianemu Jasiowi niż złotej Kasi
      --
      Staraj się zostać uczciwym człowiekiem - zyskasz dzięki temu pewność, że na
      świecie jest o jednego drania mniej (TC)
      ze specjalna dedykacją dla...
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka