Nidgy nie przeprowadzałam takiej rozmowy. Jak siebie znam to skończy
się na poniżaniu się i łzach. Ale za bardzo mi na Nim zależy, teraz
widzę jak się zmieniłam. Nigdy wcześniej nie zdobyla bym się na to.
Ale teraz wiem że muszę. Nie mam żadnych oporów, żeby to zrobić.
Boję się wręcz, że jak wystarczająco się nie upokorzę to będę
każdego dnia wspominać, że nie spróbowałam. Wiem że sytuacja jest
beznadziejna, ale gorzej być już nie może. I tak się już nic nie
będzie liczyło jak On odejdzie.
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.