Re: Jak rozmawiać, żeby Go nie stracić?
Autor:
mesz
03.09.09, 09:30
Przeczytałam o Twoim problemie i rady,których Ci tu udzielono. Moje
spostrzeżenia:
Jesteś mocno zakochana i masz ogromne pragnienie bycia z Nim. Jesteś
gotowa zrobić niemal wszystko,aby tak się stało. Radzenie Ci,żebyś
odpuściła,bo to nie ma sensu,bo on i tak odejdzie,jest działaniem
próżnym. Bo i Ty i tak zrobisz, co zechcesz- będziesz prosiła,żeby
Cię nie zostawił. No i dobrze. Myślę,że kiedy chodzi o wielką
miłość,to nie ma honoru,godności...Jeżeli jesteśmy tak bardzo w kimś
zakochani,to naprawdę zrobimy wszystko,żeby z nim być,nawet jeśli
wiemy,że to głupie,niegodne itd. Tak to juz jest. Kiedyś byłam z
facetem bardzo honorowym,konsekwentnym i stanowczym. Powiedziałam mu
pewnego dnia,ze nie chcę już z nim być,że do siebie nie
pasujemy,niech się wyprowadzi. Żaden mięsień na twarzy nawet mu nie
drgnął. Zachowując zimną krew zaczął się pakować. Wychodząc
powiedział,że więcej go nie zobaczę,a on przyjśle kogoś po resztę
rzeczy. Tymczasem...wielokrotnie przychodził,prosił,korzył się.
Nigdy wcześniej nie przyszło mi do głowy,że może być tak
pokorny,żebrzący o uczucie - przeciez był zawsze taki dumny i
uparty... Nie wróciliśmy do siebie,bo przestałam go kochać. Od
tamtej sytuacji wiem,ze właśnie kiedy człowiek strasznie kocha i
planuje życie z kimś,to gotów jest na wszystko -
upokorzenia,cierpienia...
Trochę się rozpisałam...Wracam do Twojej historii. Zachowanie mojego
ex w żaden sposób nie zacheciło mnie do zmiany zdania,chyba nawet
wręcz przeciwnie...Moja decyzja była przemyślana,byłam jej
pewna.Ponieważ czekało mnie coś przykrego i trudnego - rozstanie i
sprawienie komus cierpienia,chciałam to mieć jak najszybciej za sobą
(teraz tak to widzę). Chciałam się odciąć i mieć już spokój. Wcale
nie było mi lekko,bo też płakałam w samotności i
cierpiałam,ale...wiedziałam,że z tego nic nie będzie i ze mi
przejdzie.I tak się stało. Myślę,że Twoim facetem jest podobnie...
Jeżeli postanowił,że to koniec,to w żaden sposob nie przekonasz go
do zmiany zdania,bo on to dobrze przemyślał,to nie jest
impuls.Możesz go prosić,ale...to nic nie da.Jedynie Ty będziesz
uważała,że wszystko zrobiłaś co mogłaś...A skoro dzięki temu Ci
bedzie potem lepiej,to ok,proś go. Nie sądzę,żeby on odebrał to
źle.Będzie go to drażniło,ale będzie też rozumiał,że to przez to,że
tak kochasz. Ale jeszcze raz powtarzam - jeżeli już postanowił - nic
nie zmienisz. Trzymaj się i powodzenia:-)