Dodaj do ulubionych

"Dzień święty święcić"- w mojej rodzinie.

12.02.10, 22:33
Witam wszystkich uczestników Forum i dziękuję za przyjęcie mnie do Grona.
Chciałabym z Wami porozmawiać na temat uczestnictwa w niedzielnej mszy
świętej.Ostatnio musiałam problem rozwiązać po "swojemu", ale całkiem dobrze
się z tym nie czuję. Zależy mi bardzo na tym,żeby iść dobrą drogą, ale fakt,że
trochę elastycznie podchodzę do przykazań. Przykazań kościelnych, bo dekalog
to dla mnie fundament.
Niedziela w moim domu: mąż w pracy, albo szczęśliwie ma wolny dzień, wtedy
wraca z sobotniego dyżuru przed południem (kończy rano, ale po drodze wstępuje
do kościoła, czasem musi zrobić po drodze jakieś zakupy).
Mamy dwójkę dzieci, z których młodsze byłoby utrapieniem dla innych
uczestników mszy, więc zimą, kiedy wychodzenie z maluszkiem na dwór nie
wchodzi w grę zostajemy w domu: ja i dzieciaki.Ponadto dzieci dość często
chorują. Nie mamy babć, dyspozycyjnych cioć, a niania w weekendy też nie jest
w stanie nam pomóc. Tak więc od kilku tygodni nie chodzimy do
kościoła.Włączamy tv, staramy się słuchać mszy, ze starszą pociechą rozmawiamy
na temat czytań. Przez większość dnia religijna atmosferę pomaga stworzyć
katolickie radio.
Mogłabym iść do Kościoła po powrocie męża. Zostawić ze zmęczonym, niewyspanym
młodsze dziecko i pędzić na mszę. W takich sytuacjach robi się nerwowo:
spieszę się, poganiam starsze dziecko, obiad na szybko.
Gonitwa i nerwówka taka sama jak przez resztę tygodnia.
Zastanawiam się, czy pozostanie w domu, zapewnienie rodzinie spokojnego dnia,
msza w tv, modlitwa z dziećmi nie jest większym uświęceniem Tego Dnia niż
gonienie do Kościoła za wszelką cenę.
Pewnie się ze mną nie zgodzicie. Chętnie Was wysłucham
Edytor zaawansowany
  • 11.jula 13.02.10, 10:15
    Ja jestem w podobnej sytuacji, dwoje małych dzieci, za jednym 1,5
    rocznym trzeba stale ganiać. Cieszę się jeśli pamiętam który ksiądz
    odprawiał, bo o reszcie mowy nie ma. Mój mąż jest organistą, wieć
    musi być na każdej mszy, nie może zostać z dziećmi. Ale idę, co by
    się nie działo, nie wyobrażam sobie niedzieli bez mszy. Czasem
    wracam wnerwiona, bo dzieci nie dały nawet przyklęknąć, ale ofiaruję
    cały ten trud Jezusowi. Taka modlitwa, Msza w trudzie ma dużą wartość
  • 11.jula 13.02.10, 14:38
    Synek nie dał mi rano pisać, więc teraz uzupełnię swoją wypowiedź.
    Dla mnie kościół, Msza św. są takim jakby akumulatorem,
    gdzie "ładuję się" na kolejne dni. Dlatego bardzo często chodzę
    również w tygodniu. W momencie kiedy pojawiło się dziecko, później
    drugie nie mogłam juz uczestniczyć, skupić się na Mszy jak, jak
    chciałam. Złości mnie to do tej pory, córka 5,5 roku już zachowuje
    się poprawnie, ale mały daje popalić. Nieraz byłam zniechęcona,
    wątpiłam czy takie Msze są wogóle ważne, skoro poza fizyczna
    obecnościa nic z niej nie wyniosłam. Przedyskutowałm ten problem ze
    swoim proboszczem i właśnie on mi powiedział, że to nie sztuka
    modlić się w spokoju, kiedy się ma czas, warunki, ale właśnie w
    trudzie, wysiłku, chorobie. Przecież Bóg widzi jak jest, widzi
    zmęczenie, zniechęcenie, ale ważne, żeby się nie poddawać, żeby
    ofiarować JEMU ten trud. Bo coż to za trud w porównaniu z JEGO
    trudem - z drogą krzyżową.
    Od kilkunastu lat opuściłam tylko jedną Mszę. A tak starałam się być
    zawsze. W Tunezji - kraju muzułmańskim znalazłam kościół katolicki i
    poświęciłam 2 niedziele z urlopu aby tam być, w upale z marudzącymi
    dzieciakami. Nie opuściłam Mszy w dzień pierwszego porodu. Byłam na
    7 rano w kościele z bólami bo 10 min. i jedyne o co się wtedy
    modliłam to aby mi wody nie odeszły na oczach ludzi. Chodziłam nie
    raz z wysoką gorączką. Ufam, że dzięki temu trudowi będę choć
    centymetr bliżej nieba.
    Msza w TV ma jedną wadę - przez ekran telewizora nikt ci nie poda
    Komunii św.
    Tak sobie myślę - napisane jest: Będziesz miłował Pana Boga twego
    całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. Nie mogę
    więc cenić wyżej spaceru z rodziną niż spotkania z NIM.
  • irmaaa 13.02.10, 17:00
    "Chodziłam nieraz z wysoką gorączką..."
    Jula, w tym momencie widzę że się nie zrozumiemy. Pójść do Kościoła po to,żeby
    szkodzić innym, narażać własne zdrowie (mając w dodatku małe dzieci)? Myślę,że
    Panu Bogu nie chodzi o to,abyśmy byli fanatykami, ale rozumnymi ludzmi,
    umiejącymi Mu służyć adekwatnie do okoliczności w jakich nas stawia.
  • 11.jula 13.02.10, 22:37
    Wiesz, to nie do końca tak. Z zewnątrz to byc może i wygląda na
    fanatyzm. Ale dla mnie jest to spotkanie z kimś Kogo kocham i Kto
    jest dla mnie bardzo ważny. Ludzie zakochani jeżdżą czasami do
    siebie kilkadziesiąt kilometrów, po to aby się zobaczyć, przytulić,
    pogadać. Miłość pokonuje wszelkie odległości, trudy. Wiesz, z
    gorączką to ja nie raz idę do przychodni czy apteki, czy to znaczy,
    że jestem nierozumna? wink
  • irmaaa 13.02.10, 22:56
    Uważam, że jeśli będąc chora, idziesz do lekarza, a potem po leki, to
    postępujesz rozumnie smile.
  • pieskuba 13.02.10, 23:14
    Nawet nie śmiem wypowiedzieć słowa "fanatyzm", bo nie to to chodzi,
    moim zdaniem. Bardziej o egoizm. Idziesz na spotkanie z kimś, kogo
    kochasz, bardzo chcesz tego spotkania i nie potrafisz sobie go
    odmówić. Masz gorączkę i rozsiewasz infekcję. Wyobraź sobie, że koło
    Ciebie stanie kobieta we wczesnej ciąży, na przykład, złapie Twoją
    grypę i jej dziecko urodzi się niepełnosprawne. To mało
    prawdopodobne, ale możliwe.

    Trzeba myśleć też o innych, nie tylko o sobie. Poza tym - brak
    poszanowania dla zdrowia innych, ale i własnego też zahacza o
    łamanie przykazania. Bo dobrze jest wiedzieć, że łażenie z gorączką
    może prowadzić do zaostrzenia choroby i do powikłań - na przykład
    poważnych problemów z sercem.



    --
    Kuchnia Psa Kuby - Blog o gotowaniu
  • 11.jula 14.02.10, 10:12
    Nie przesadzajcie, nieraz z gorączką musiałam zaprowadzić dzieci do
    przedszkola, odebrać je stamtąd, zrobić zakupy, obiad....
  • fiamma75 14.02.10, 10:54
    nie sądzę, że to przesada, tylko brak poszanowania swojego zdrowia i
    zdrowia innych
    sama mam niską odporność i naprawdę nie chciałabym, żeby koło mnie w
    kościlee znalazła się osoba zarażająca
    --
    My oraz Starsza i
    Młody
  • pieskuba 14.02.10, 11:05
    Obiad robisz w domu.
    Zarażanie przedszkolaków to moim zdaniem skandal.
    W sklepie trzeba mieć świadomość, że ktoś może być chory. W końcu
    nawet chory musi coś jeść i pić. Poza tym nie spędzamy tam godziny.

    pieska
    --
    Kuchnia Psa Kuby - Blog o gotowaniu
  • sunday 15.02.10, 15:39
    > Nie opuściłam Mszy w dzień pierwszego porodu. Byłam na
    > 7 rano w kościele z bólami bo 10 min.

    To rozumiem - dzień porodu to ważny dzień, dobrze go zacząć z Nim (jeśli jest
    się w stanie).

    > i jedyne o co się wtedy modliłam to aby mi wody
    > nie odeszły na oczach ludzi.

    Naprawdę jedyne...? W dzień pierwszego porodu, na Eucharystii...?

    > Chodziłam nie raz z wysoką gorączką.

    Mam nadzieję, że stałaś wtedy daleko od wszystkich. Od mam (nie tylko w ciąży),
    rodziców małych dzieci, osób starszych, osób z obniżoną odpornością itd. I że
    nie podawałaś ręki ludziom na znak pokoju. I że - wybacz dosłowność - nie
    lizałaś dłoni księdza podczas Komunii Św.

    > Ufam, że dzięki temu trudowi będę choć centymetr bliżej nieba.

    "Miłości pragnę, nie krwawej ofiary..."

    > Tak sobie myślę - napisane jest: Będziesz miłował Pana Boga
    > twego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem.

    Nie jestem przekonany, czy pójście na mszę z wysoką gorączką i wyzarażanie dwóch
    ławek wokół jest właściwym przejawem miłości...
  • pieskuba 15.02.10, 15:44

    sunday napisał:

    > Nie jestem przekonany, czy pójście na mszę z wysoką gorączką i
    wyzarażanie dwóc
    > h
    > ławek wokół jest właściwym przejawem miłości...

    Oczywiście, że jest przejawem miłości. Własnej.
    --
    Kuchnia Psa Kuby - Blog o gotowaniu
  • 11.jula 15.02.10, 17:34
    Uspokoję was - przeważnie jestem na chórze z mężem
  • pieskuba 15.02.10, 21:44
    Na chórze, w kruchcie czy w zakrystii, a nawet, o zgrozo, w krypcie,
    wyłażąc z łóżka z wysoką gorączką występujesz przeciwko piątemu
    przykazaniu, nie chcąc złamać trzeciego
    --
    Kuchnia Psa Kuby - Blog o gotowaniu
  • 11.jula 16.02.10, 07:50
    Słuchajcie, czegoś tu nie rozumiem, najeżdżacie na mnie, bo co? Bo
    chodzę do kościoła? Gorączka sama w sobie nie zaraża, może się np.
    tak jak u mnie pojawiać na skutek stresu. Napisałam jedynie o sobie,
    nie komentując ani oceniając innych postaw.
    Jaki jest cel twoich zgryźliwości Pieskubo? Chciałaś mi sprawić
    przykrość? No ci się udało.
  • nati1011 16.02.10, 08:10
    Jula nie przejmuj sie. Miałam tego nie pisać, ale w swietle
    ostatnich wydarzeń i tej dyskusji, coraz bardziej zastanawiam sie
    nad sensem tego forum.

    Przychodząc tutaj miałam nadzieję, ze bedzie to miejsce gdzie ludziw
    wzajemnie starają sie WZRASTAĆ w wierze. Nawet mi na myśl nie
    przyszło, że na forum które nazywa sie: "wychowanie w wierze" bedzie
    trzeba bronić zasady chodzenia do kościoła w niedzielę.
    Najpierw czepialiście sie Juli, że chodzac z goraczką zarazą - jak
    udowodniła, ze nie, to walicie w nią piątym przykazaniem. Pieskubo -
    poczytaj sobie biografie Ojca Pio. Wg twoich wyobrażeń o wierze,
    powinien on cąłe życie spędzić w łóżku. Chorował bowiem przez całe
    życie. Nie przeszkodziło mu to odprawiać wielogodzinnych mszy i
    godzinami słuchać spowiedzi. O innych rzeczach nie wspominając.

    Chrześcijaństwo to nie jest członkowstwo w modnym klubie, gdzie
    zbiera się punkty za lojalność. NIe da sie go sprowadzić do wersji
    light. Jeżeli Bóg jest na innym miejscu niż pierwsze, to nie jest to
    wiara. Bogu trzeba oddać CAŁE swoje życie, tylko wtedy można naprawe
    żyć. A nie jakiś mało istotny fragment.


    --
    miłość to wybór i wierność wyborowi
  • atama 16.02.10, 08:20
    Właśnie do takich wątków jak ten przydałby się nam tu
    ksiądz+pastor+pop itd.

    Nati, zgadzam się z Tobą w ogólności. Sama chodzę do kościoła.
    Akurat tak mam, że chcę.
    Ale nie mogę się zgodzić z takim radykalizmem:
    > Chrześcijaństwo to nie jest członkowstwo w modnym klubie, gdzie
    > zbiera się punkty za lojalność. NIe da sie go sprowadzić do wersji
    > light. Jeżeli Bóg jest na innym miejscu niż pierwsze, to nie jest
    to
    > wiara. Bogu trzeba oddać CAŁE swoje życie, tylko wtedy można
    naprawe
    > żyć. A nie jakiś mało istotny fragment.

    Co znaczy, że Bogu TRZEBA oddać?
    Jak można napisać, że jeżeli Bóg nie jest na pierwszym miejscu to
    nie jest to wiara???
    Czy można analogicznie napisać, że jeżeli nie szanuję rodziców, to
    nie jest to wiara? Jeżeli zdradzam męża, to nie jest to wiara?
    Do licha ciężkiego, przecież to ideał, do którego wszyscy wytrwale
    dążymy. Niektórym całe życie to zajmuje.
    I to JEST wiara!
    I to są katolicy!

    Słaba wiara, szukająca, pytająca, kulejąca.
    Ale kto z nas nie kuleje i nie grzeszy?
    To, że akurat niektórym chce się uczęszczać co niedzielę na mszę to
    nie znaczy, że tak mają mieć wszyscy. Niektórzy przeżywają
    niewyobrażalne trudności, pokusy itd.
    I nie można napisać, że wtedy ktoś nie jest katolikiem, a jego wiara
    to nie wiara sad((
  • nati1011 16.02.10, 08:31
    Atama, ja nie piszę o wykonaniu tej wiary - o czynach. Przecież w
    tym wątku spieramy sie o same założenia. Czy wogóle trzeba?

    > Jak można napisać, że jeżeli Bóg nie jest na pierwszym miejscu to
    > nie jest to wiara???
    > Czy można analogicznie napisać, że jeżeli nie szanuję rodziców, to
    > nie jest to wiara? Jeżeli zdradzam męża, to nie jest to wiara?
    "Nie bedziesz miał bogów cudzych przede MNĄ" Czyli Bóg ma być na
    miejscu pierwszym. Nie praca, rodzina, pieniadze..... Bóg.



    > Do licha ciężkiego, przecież to ideał, do którego wszyscy wytrwale
    > dążymy. Niektórym całe życie to zajmuje.
    > I to JEST wiara!
    > I to są katolicy!
    >

    Mam nadzieję, ze dąrzysz do Boga nie do licha. I oczywiście, ze
    dążymy do ideału. Tylko najpierw ten ideał trzeba określić. A nie na
    jego miejscu stawiac substytut.


    > To, że akurat niektórym chce się uczęszczać co niedzielę na mszę
    to
    > nie znaczy, że tak mają mieć wszyscy. Niektórzy przeżywają
    > niewyobrażalne trudności, pokusy itd.
    > I nie można napisać, że wtedy ktoś nie jest katolikiem, a jego
    wiara
    > to nie wiara sad((

    Nie mówię, czy komuś sie CHCE - mnie też często sie nie chce. Mówię,
    że to nierozerwalnie NALEŻY do wiary katolickiej. Proponuję
    przeczytać katechizm, albo zapytać sie ksiedza, czy można być
    katolikiem i nie chodzić w niedzielę na mszę. O sakramentach już nie
    wspominajac.

    --
    miłość to wybór i wierność wyborowi
  • atama 16.02.10, 09:04
    > Nie mówię, czy komuś sie CHCE - mnie też często sie nie chce.
    Mówię,
    > że to nierozerwalnie NALEŻY do wiary katolickiej. Proponuję
    > przeczytać katechizm, albo zapytać sie ksiedza, czy można być
    > katolikiem i nie chodzić w niedzielę na mszę. O sakramentach już
    nie
    > wspominajac.

    Nati, czy Ty twierdzisz, że te kolejki stojące do konfesjonałów to
    NIE KATOLICY??
    Ilu z nas może uczciwie przyznać, że nie ma trudności z ustawieniem
    Boga na pierwszym miejscu w swoim życiu?
    1000 spraw się wpycha na to pierwsze miejsce. I to są pokusy, z
    którymi sobie lepiej czy gorzej radzimy.
    Jeśli ktoś szuka wytłumaczenia na swoje postępowanie sprzeczne z
    nauką KK to typowe. Każdy szuka wytłumaczenia.
    Moim zdaniem grubym przegięciem jest wywalać kogoś za to z Kościoła.
    Bo mówienie, że ktoś nie jest katolikiem tożsame jest z ekskomuniką.

    I Nati, proszę. Rozumiem, że jesteś poruszona tym wątkiem, ale Twoje
    uwagi typu:
    > Mam nadzieję, ze dąrzysz do Boga nie do licha.
    niczego dobrego do dyskusji nie wnoszą.
    I nie musisz odsyłać mnie do Katechizmu.

    Byliśmy tu wspólnotą. Internetową, ale wspólnotą.
    A ludzie we wspólnocie się wspierają, a nie walą katechizmem po
    głowie.
  • nati1011 16.02.10, 09:20
    Atama,

    licho do tej dyskusji ty przywołałaś - też uważam, ze niestosownie,
    stąd moja uwaga.

    Chyba sie zupełnie nie rozumiemy. Autoraka - kilkukrotnie - rzuciłą
    pomysłem, że przykazanie: "pamietaj żebyś dzień swiety swiecił" nie
    oznacza, ze trzeba w tym dniu uczestniczyć we mszy. Napisała nawet,
    ze chce to zastąpić modlitwą: "aniele boży". Taką postawę - i takie
    pomysły - uważam za GRUNTOWNIE sprzeczne z wiarą katolicką. Ja
    teologiem nie jestem, ale jak dla mnie to odrzucenie jednej z
    podstaw wiary, całkowicie niedopuszczalne. Powtarzam - nie piszę o
    realizacji tego przykazania, ale o jego założeniu.

    --
    miłość to wybór i wierność wyborowi
  • atama 16.02.10, 09:29
    I ja się nie zgadzam na zastępowanie mszy niedzielnej czymkolwiek
    innym.
    Pytanie chyba rozbija się o przymus. Czy stosować przymus w
    przypadku niedzielnej mszy, czy nie.
    Pytanie tym bardziej zasadne, że z podobną sytuacją możemy się
    spotkać w swoim domu. Dzieci mogą nie chcieć iść na mszę w wieku
    załóżmy nastoletnim.
    Zmuszać i mówić im, że jak nie pójdą, to nie są katolikami, czy nie?

    Nie dywaguję na temat sposobów na rodzinną niedzielę.
    Niedziela dla mnie jest dniem poświęconym Bogu. Między innymi przez
    czas spędzony z rodziną, ale poświęcony Bogu.
    Dla mnie pytaniem jest, jak ja się mam wobec określonej postawy
    zachować. Ja mszy pragnę - mam szczęście. Ktoś nie pragnie. Jak ja
    się wobec niego zachowam? Co mu powiem?
    No i o to chodzi, że ja mu nie powiem, że on nie jest katolikiem. sad
  • nati1011 16.02.10, 09:40

    atama napisała:

    > I ja się nie zgadzam na zastępowanie mszy niedzielnej czymkolwiek
    > innym.

    To przynajmniej zaczynamy coś ustalać :_


    > Pytanie chyba rozbija się o przymus. Czy stosować przymus w
    > przypadku niedzielnej mszy, czy nie.

    Oczywisćie, ze wiara wyklucza przymus. I nikogo do chodzenia do
    kościoła nie należy zmuszać, ale równocześnie nieuczestniczenie w
    życiu kościoła wyklucza z jego wspólnoty. Mniej lub bardziej.
    Daltego odsyłałam do katechizmu, bo tam jano jest określone kiedy
    można - samemu niejako - się z tego kościoła wykluczyć.

    Irma napisała, że jej wiara jest mocna. A równocześnie podważa sens
    przykazań kościelnych (w pierwszym poście) i szuka nowego pomysłu na
    realizację 3 przykazania. To JEST niepokojące. Dla mnie to nie tyle
    wątpliwości w wierze, co poszukiwanie tej wiary POZA KK. I to przede
    wszystkim dostrzegłam w jej poście.

    --
    miłość to wybór i wierność wyborowi
  • pieskuba 16.02.10, 09:21
    Hm. Ojciec Pio.. On był OGÓLNIE słabego zdrowia, chorował
    przewlekle. Tu mówimy o osobie ogólnie zdrowej, która akurat ma
    wysoką (?) gorączkę. To zupełnie inne sprawy. Inna jest też wiedza
    na temat tego, jak przechodzona infekcja niszczy zdrowie. Ale
    trudno, jak jesteście fankami niewydolności serca, to sobie bądźcie.
    Nic więcej nie powiem, za bardzo mnie ten temat boleśnie dotyka.

    --
    Kuchnia Psa Kuby - Blog o gotowaniu
  • sulla 16.02.10, 11:31
    Nati, wzrastać w wierze - bardzo ładnie to napisałaś. I ja też sądzę, ze o to w
    tym forum właśnie chodzi. Tylko widzisz, wzrastać, to znaczy często szukać
    drogi. Nie - mieć wszystko poukładane i się w tym utwierdzać, tylko mieć wielki
    chaos i szukać drogi. A jak ktoś jest w chaosie, jak szuka, to trzeba do niego
    wyciągnąć rękę. Tylko ta ręka musi być otwarta, a nie zaciśnięta w pięść.

    Ja nie widzę powodu, żeby się na kogokolwiek w tym wątku wściekać. Ktoś szuka,
    ktoś pyta i dostaje odpowiedzi. Może z tymi odpowiedziami zrobić co chce. Bo
    człowiek ma wolną wolę i czy nam się to podoba czy nie, ma prawo błądzić. I
    teraz jeśli widzimy, ze ktoś błądzi, to oczywiście mamy obowiązek mu o tym
    powiedzieć. Ale uwierz, jest ważne w jaki sposób to robimy. Bo to nie o to
    chodzi, żeby oczyścić stado z czarnych owiec, ale żeby WSZYSTKIE owce znalazły
    się w zagrodzie.

    I wybacz, ale nie mogę się zgodzić na twierdzenie "Jeżeli Bóg jest na innym
    miejscu niż pierwsze, to nie jest to wiara. ". To jest tak, jakbyś powiedziała -
    jeśli żona kłóci się z mężem, to nie jest to miłość. Nikt nie ma prawa wydawać
    takich osądów. Wiara się zaczyna tam, gdzie człowiek zaczyna szukać relacji z
    Bogiem, a dla niektórych te relacje są trudne. W co z kolei innym jest ciężko
    uwierzyć. Wiara się rozwija, wzrasta i dojrzewa. Ale każdorazowo jest to
    indywidualna relacja z Bogiem, i w tę relację prawdziwie wgląd ma tylko Bóg.
    Tylko On widzi ludzi ich sprawy takimi, jacy są w istocie. Tylko On jest w
    stanie wydać sprawiedliwy osąd. Tylko On wie, czy ktoś wierzy prawdziwie. A my
    tutaj na możemy pomagać, możemy się modlić i wskazywać drogę, ale nie mamy prawa
    twierdzić "ten wierzy, a ten nie, ten jest prawdziwym katolikiem, a ten nie".

    Błądzimy a Bóg kocha nas nawet wtedy, gdy błądzimy. I chce naszego nawrócenia
    dla naszego dobra - tak wierzę.


    --
    "Ducunt volentem fata, nolentem trahunt"
  • sunday 16.02.10, 11:41
    > I wybacz, ale nie mogę się zgodzić na twierdzenie
    > "Jeżeli Bóg jest na innym miejscu niż pierwsze,
    > to nie jest to wiara. ".

    A mnie się zdaje, że sam pomysł szeregowania, kto ważniejszy - Bóg czy rodzina -
    jest sam w sobie błędny. Bo jeśli Bóg jest na pierwszym miejscu, to i rodzina
    jest na pierwszym miejscu (na tym prawdziwym pierwszym miejscu). I odwrotnie. On
    nie wymaga wyboru pomiędzy sobą a rodziną. Gdy wybieramy Jego, to automatycznie
    wybieramy dobro najbliższych. I odwrotnie - wybór dobra najbliższych, to
    automatycznie wybór Jego. Bo to przecież On mi się objawia w oczach żony, w
    uśmiechu dziecka. Miłość, która odwodzi od Boga, nie jest miłością.
  • sulla 16.02.10, 12:02
    sunday napisał:

    > > I wybacz, ale nie mogę się zgodzić na twierdzenie
    > > "Jeżeli Bóg jest na innym miejscu niż pierwsze,
    > > to nie jest to wiara. ".
    >
    > A mnie się zdaje, że sam pomysł szeregowania, kto ważniejszy - Bóg czy rodzina
    - jest sam w sobie błędny. Bo jeśli Bóg jest na pierwszym miejscu, to i rodzina
    jest na pierwszym miejscu (na tym prawdziwym pierwszym miejscu). I odwrotnie. O
    > n
    > nie wymaga wyboru pomiędzy sobą a rodziną. Gdy wybieramy Jego, to automatycznie
    > wybieramy dobro najbliższych. I odwrotnie - wybór dobra najbliższych, to
    > automatycznie wybór Jego. Bo to przecież On mi się objawia w oczach żony, w
    > uśmiechu dziecka. Miłość, która odwodzi od Boga, nie jest miłością.


    Sunday, ja się w ogólności zgadzam. Ale w praktyce można mieć wątpliwości i ja
    to rozumiem. Np. Jula napisała, że poszła na Mszę ze skurczami porodowymi.
    Uznała, że tak jest słusznie. I ok, to była jej decyzja i na pewno ją sobie
    przemyślała, uznała, ze może i powinna tak zrobić. Ale ja bym się po prostu
    bała. Ja od razu ze skurczami co 10 min pędziłam do szpitala, bo się bałam o
    zdrowie mojego dziecka. No więc gdy się stawia sprawę tak, że : "jak Bóg nie
    jest na pierwszym miejscu, to nie jest to wiara", to ja bym była osobą
    niewierzącą. Bo postawiłabym zdrowie mojego dziecka na pierwszym miejscu, a nie
    Boga, bo nie poszłabym do kościoła, tylko do szpitala.

    A ja, i tu nie chcę nikogo obrazić, naprawdę nie wyobrażam sobie, żeby ktoś poza
    Bogiem był w stanie sprawiedliwie osądzić, jaka jest moja wiara i czy to w ogóle
    jest wiara. Każdorazowo są to sprawy indywidualne. I o ile wyobrażam sobie, że
    przewodnik duchowy czy spowiednik, znający osobę i jej sytuację życiową, może
    powiedzieć "zastanów się poważnie, jakie miejsce zajmuje Bóg w Twoim życiu", to
    nie do przyjęcia jest dla mnie stawianie na forum diagnozy "Twoja wiara to nie
    jest wiara".





    --
    "Ducunt volentem fata, nolentem trahunt"
  • sunday 16.02.10, 14:46
    > Sunday, ja się w ogólności zgadzam.

    Też się zgadzam. Ty byś pewnie zrobiła dobrze, i ona pewnie zrobiła dobrze (choć
    dla mnie niezrozumiale). Ja boję się tylko, gdy zaciera się granica między
    miłością a obowiązkiem. Nie twierdzę, że u 11.Juli się zatarła. Widzę po sobie
    jednak, że łatwo ją przekroczyć i, w dobrej wierze, mylić nie-zawsze-konieczny
    obowiązek z wyrazem miłości. Dla mnie modelowym przykładem jest właśnie
    chodzenie na niedzielną mszę z grypą, czyli przdłużanie swojej choroby i
    zarażanie innych (nie twierdzę, że ta uwaga dotyczy 11.Juli). Stąd cytat w tytule.
  • nati1011 16.02.10, 15:14

    sunday napisał:

    > > Sunday, ja się w ogólności zgadzam.
    >
    > Też się zgadzam. Ty byś pewnie zrobiła dobrze, i ona pewnie
    zrobiła dobrze (cho
    > ć
    > dla mnie niezrozumiale). Ja boję się tylko, gdy zaciera się
    granica między
    > miłością a obowiązkiem. Nie twierdzę, że u 11.Juli się zatarła.
    Widzę po sobie
    > jednak, że łatwo ją przekroczyć i, w dobrej wierze, mylić nie-
    zawsze-konieczny
    > obowiązek z wyrazem miłości.

    Ale niedzielna msza to nie różaniec - który ostatecznie można uznać
    za nieważny nieobowiazek.

    I wybaczcie, ale to przesunięcie za bardzo w kierunku: robię
    wszystko tylko z miłości. Nie wszystko musimy rozumieć, ale skoro
    Bóg - poprzez sój Kościół mówi nam, że niedzielna msza jest NAM
    potrzebna, to znaczy że On wie lepiej.


    miłość to wybór i wierność wyborowi
  • irmaaa 16.02.10, 15:29
    nale skoro Bóg - poprzez sój Kościół mówi nam, że niedzielna msza jest NAM
    > potrzebna, to znaczy że On wie lepiej.
    >
    >
    On z pewnością wie najlepiej smile
    Tyle, że On jest Jeden, a Kościołów i zasad przez nie ustalonych wiele.
  • pieskuba 16.02.10, 15:34
    I dlatego nie ma sensu dopasowywać do siebie na siłę zasad Kościoła
    (co pojawia się w niektórych wypowiedziach), tylko wybrać taki
    Kościół, w którym ustalone już zasady nam odpowiadają.

    --
    Kuchnia Psa Kuby - Blog o gotowaniu
  • nati1011 16.02.10, 15:37
    Dlaczego na siłę? Skoro wybrałam katolicyzm - to go akceptuję. Skoro
    nie akceptuję, to może faktycznie lepiej szukac wspólnoty gdzie
    indziej. Ale nie można mówić: jestem katolikiem, ale kościół się
    myli.


    --
    miłość to wybór i wierność wyborowi
  • pieskuba 16.02.10, 15:38
    No właśnie to mam na myśli, Nati. Trzeba się zdecydować, kim się
    jest i być konsekwentnym.
    --
    Kuchnia Psa Kuby - Blog o gotowaniu
  • nati1011 16.02.10, 15:35
    To może pytanie wprost - żebśmy wszyscy wiedzieli na jakiej
    płasczyźnie dyskutujemy:Czy ty jesteś katoliczką?

    piszesz, że twoja wiara jest mocna - czyli masz ją ugruntowaną, a
    nie szukasz sobie miejsca.


    --
    miłość to wybór i wierność wyborowi
  • irmaaa 16.02.10, 15:44
    Rodzice zaprowadzili mnie do takiego a nie innego Kościoła. Nie mam zamiaru
    bawić się w szukanie "lepszego". Panu Bogu, myślę nie o to chodzi.Jakoś nie
    sądzę,że kiedy przyjdzie Koniec, Bóg podzieli nas na sekcje w zależności od
    Kościoła, do którego należymy i będzie na punktował za stopień wypełnienie jego
    zasad. Myślę,że Bóg jest ponad to. Albo zobaczy w nas Człowieka,który kochał,
    który miał otwarty umysł, oczy i uszy, który poszukiwał, który żył naprawdę,
    albo nie.
  • sulla 16.02.10, 15:52
    Wiesz, Irma, ja myślę, ze tu chodzi bardziej o życie w zgodzie z tym, w co się
    wierzy. Tzn. jeśli np. jesteś przekonana do tego, ze KRK posiada pełnię prawdy o
    Objawieniu ( a jako katoliczka jesteś do tego zobowiązana), to się trzymasz tych
    zasad. Jeśli tak nie uważasz, to się zastanawiasz, gdzie ta prawda leży? Jeżeli
    uważasz, że jej źródłem jest Pismo (na czym się opiera istota chrześcijaństwa) i
    tylko i wyłącznie Pismo ( na czym m.in. opierała się reformacja), to rozważasz
    wówczas przejście na np. na jakąś formę protestantyzmu.
    W szukaniu nie chodzi o znalezienie "lepszego" kościoła, tylko o poszukiwaniu
    swojej drogi z Bogiem, tego, jak pojmuje Boga, kim jest dla mnie, jak pojmuje
    życie chrześcijańskie.




    --
    "Ducunt volentem fata, nolentem trahunt"
  • sulla 16.02.10, 15:35
    > I wybaczcie, ale to przesunięcie za bardzo w kierunku: robię
    > wszystko tylko z miłości. Nie wszystko musimy rozumieć, ale skoro
    > Bóg - poprzez sój Kościół mówi nam, że niedzielna msza jest NAM
    > potrzebna, to znaczy że On wie lepiej.

    Nati, ale co jest tym przesunięciem? Jaką konkretnie postawę czy naszą wypowiedź
    uważasz za to przesunięcie?

    Bo ja przestaję rozumieć sad



    --
    "Ducunt volentem fata, nolentem trahunt"
  • sunday 16.02.10, 16:47
    > Ale niedzielna msza to nie różaniec - który ostatecznie można uznać
    > za nieważny nieobowiazek.

    Oczywiście. Jednak "ważne przyczyny" usprawiedliwiają nieobecność na niedzielnej
    mszy. Moim zdaniem poród dziecka lub choroba należą do takich przyczyn.

    > miłość to wybór i wierność wyborowi

    Ależ oczywiście. Ale nie mechaniczna.
  • 11.jula 16.02.10, 16:59
    Tak, są ważne przyczyny, które usprawiedliwiają nieobecność na Mszy,
    ale jeśli ktoś mimo usprawiedliwienia chce pójść, bo tego
    potrzebuje, bo jest w takiej sytuacji życiowej, że się bez Mszy i
    Komunii nie może obejść, bo ludzie go zawiedli i szuka pociechy w
    Bogu, to dlaczego mu tej Mszy zakazywać.
  • sulla 16.02.10, 17:34
    Jula, myślę, że jak zwykle winne są emocje i nieporozumienie gotowe.
    Jak w wątku padają stwierdzenia, że ktoś idzie na Mszę ze skurczami porodowymi
    oraz gdzieś obok, że dla wierzącego Bóg musi być zawsze na pierwszym miejscu, to
    może się z tego komuś urodzić konkluzja "A to jak ja ze skurczami porodowymi nie
    idę do kościoła to znaczy, ze Bóg nie jest dla mnie najważniejszy, że ja nie
    jestem naprawdę wierzącą osobą?" Ja oczywiście wiem, że Ty tak wcale nie
    twierdzisz, ale wydaje mi się, ze takie nieporozumienie jest możliwe i może być
    przyczyną narastania emocji.



    --
    "Ducunt volentem fata, nolentem trahunt"
  • sunday 17.02.10, 12:53
    Ależ ja nic nikomu nie zakazywałem. Bardzo dobrze, że poszłaś na mszę w dzień
    porodu, jeśli to było z miłości. Zauważyłem jedynie - z własnego doświadczenia -
    że łatwo pomylić miłość z obowiązkowością. Czyli w definicji miłości podanej
    przez Nati (wybór i wierność wyborowi) położyć nacisk na obowiązki podmiotu (mój
    wybór i moja wierność wyborowi) zamiast na przedmiot (wybór Ciebie i wierność
    Tobie). Nie twierdzę jednak, że Ty tak zrobiłaś i robisz.
  • pieskuba 16.02.10, 09:09
    Nie chciałam Ci sprawić przykrości. Gorączka najczęściej jest
    skutkiem infekcji a nie stresu. I mówię to życzliwie, jako osoba,
    która straciła matkę, której przechodzona infekcja zniszczyła serce.
    Matko, dlaczego zawsze trzeba tak łopatologicznie? Wspominanie tych
    faktów mnie sprawia przykrość, ogromną.

    Dziewczyno, nie rób tak, bo zniszczysz sobie zdrowie.
    --
    Kuchnia Psa Kuby - Blog o gotowaniu
  • atama 13.02.10, 13:00
    Witaj na forum! smile

    Polecam Ci artykuł o. J. Pydy OP z lutowego numeru "W drodze":

    "Najtrudniejsze spowiedzi nie są spowiedziami największych
    grzeszników, ale osób, które nie bardzo radzą sobie z oceną, czy
    spowiadają się z grzechów, czy też jedynie z „wykroczeń” wobec
    zupełnie niezrozumiałego prawa.

    Kto jednak dostrzega swoje błędy? Oczyść mnie od tych, które są
    skryte przede mną.
    Psalm 19,13

    (...)
    Sumienie nie jest niejasnym odczuciem. Sumienie jest racjonalnym
    sądem biorącym pod uwagę wiele czynników. Czasami, wbrew naszym
    nerwowym odczuciom moralnym, skrupułom i wahaniom będzie nam
    wyraźnie wskazywało, że postąpiliśmy dobrze. Ale też wiele razy,
    wbrew naszym uśpionym uczuciom moralnym, będzie nam mówiło, że coś
    jest nie tak. Podstawowy głos sumienia, to głos rozumu i
    racjonalnego sądu.

    (...)
    W jaki konkretnie sposób uczyć sumienie pewnego i wyraźnego
    rozeznawania grzechów? Jest w tej materii kilka pomocnych rad.

    Pamiętajmy, że rachunek sumienia nie jest spojrzeniem na siebie
    naszymi własnymi oczami, ale oczami Pana Boga. Jak widzi Pan Bóg,
    warto się dowiadywać z tych źródeł, które mamy do dyspozycji: Pisma
    Świętego oraz Tradycji i nauczania Kościoła. Niekiedy spojrzenie
    Pana Boga na nasze grzechy może być znacznie łagodniejsze niż nasze
    własne, pełne ambicji sądy o nas samych. Czasami jednak Boże
    spojrzenie może być surowsze niż nasze – zwłaszcza wówczas, gdy
    moralny wzrok duszy przesłania nam hipokryzja.

    Kiedy oceniamy własne czyny, starajmy się dokonać serii
    eksperymentów myślowych, które pozwolą nam osądzić najpierw
    obiektywne zło czy dobro czynu, a później dopiero nas samych jako
    jego sprawców. Nie pytajmy się więc, czy źle zrobiłem, że ściągałem,
    ale zadajmy sobie pytanie, czy ściąganie jest złe. Później warto
    postawić sobie pytanie, jak oceniłbym taki grzech, gdyby dopuścił
    się go ktoś inny. Tej metody użył prorok Natan wobec króla Dawida.
    Opowiedział Dawidowi historię o kimś innym niż on sam. Król miał
    okazję wydać „obiektywną” ocenę określonego postępowania nieznanego
    człowieka. Dopiero wówczas Natan zidentyfikował bohatera opowieści
    jako króla Dawida. Jest to dokładna odwrotność reguły, która
    obowiązuje przy sądzeniu innych ludzi. Wówczas warto sobie pomyśleć,
    że sądzimy nas samych. Jeśli sądzimy nas samych, dobrze jest
    pomyśleć sobie, że oceniamy czyn innego człowieka.

    Pomocne w ocenie moralnej jest wracanie pamięcią do prawdy, że nie
    ma czynów neutralnych moralnie. Nasze działania są złe albo dobre.
    Czasami łatwiej nam będzie ocenić czyn, gdy zadamy sobie pytanie nie
    o to, czy był on grzechem albo czy był zły, ale czy mogę spokojnie
    powiedzieć, że to, co zrobiłem było dobre. Są to niby bardzo bliskie
    pytania, ale jednak różne. Jeśli pytam sam siebie: „Czy jazda bez
    biletów transportem miejskim jest złem?”, mogę sobie czasami
    odpowiedzieć dosyć pobłażliwie: „No, może i jest, ale co tam taki
    grzech, drobiazg”. Kiedy jednak zadam sobie pytanie, czy czynię
    realne dobro w ten sposób, że nie kupuję biletów i nie płacę za
    przejazd, jednoznacznie będę mógł sobie odpowiedzieć, że bez
    wątpienia dobrym takiego postępowania nie można nazwać. Czyny są złe
    albo dobre, moralna neutralność nie istnieje.

    W pracy nad rozeznawaniem moralnym pomoże nam przede wszystkim nie
    tyle nasz wysiłek, ile sam Duch Święty, Światłość Sumień."

    Cały artykuł tu:
    www.mateusz.pl/wdrodze/nr438/01.htm

  • verdana 13.02.10, 14:16
    U nas sytuacja była troche inna, ale podobna. Ja pracowałam całe
    soboty, dwoje starszych dzieci i niemowlę. Niedziele miałam wolene,
    ale najmlodszy nie nadawał się do brania go do koscioła, a ja jestem
    niewierzaca - więc przez dwa -trzy lata bylo tak, ze ja chodzilam z
    dzieckiem na spacer, a ojciec ze starszymi do kosciola. Słowem -
    żadnego dnia wspólnego w tygodniu.
    Nie polecam. Jedynym efektem było to, ze starsze dzieci, wczesniej
    bez oporów chodzace do kosciola, zaczęły ostro priotestować i
    przestaly chodzić w ogóle. Kosciół stał się bowiem konkurencją dla
    rodziny, wspólnego spaceru, jedynego spedzonego razem dnia.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • irmaaa 13.02.10, 17:11
    Właśnie, chciałabym , aby nasze "praktykowanie" kojarzyło się dzieciom
    pozytywnie. Dlatego rozważam, czy nie lepiej odmówić z dziećmi chociażby "Aniele
    boży..." ze spokojem i serdecznością, niż gonić nerwowo na mszę. Na szczęście
    wiosna pomoże rozwiązać problem.
  • nati1011 13.02.10, 17:34
    A ile lat mają twoje dzieci - bo to dość istotne w kwesti ICH
    chodzenia na mszę.

    --
    miłość to wybór i wierność wyborowi
  • atama 14.02.10, 19:25
    Czegoś tu nie rozumiem uncertain
    Jeżeli dla Ciebie, Irmooo msza to "nerwowe gonienie", to bez sensu
    faktycznie. Odpuść sobie. Chrystus nie szuka nieszczęśliwych
    niewolników.

    Chodzę na mszę nie dlatego, że muszę, ale dlatego, że chcę.
    I to nie ja daję (czas, wysiłek, nie wiem co tam jeszcze), ale
    przede wszystkim dostaję.
    Mi "Aniele Boży" mszy nie zastąpi.

    Natomiast faktycznie Twoje wątpliwości są zasadne. Dzieci wyczuwają
    fałsz. Gdybyś miała nerwowo gonić na mszę i czuć, że rozbijasz tym
    niepotrzebnie rodzinną niedzielę, to dzieci to wyczują i dla nich
    faktycznie msza będzie samym złem.
    Warto się zastanowić, po co chodzę do kościoła. Może dać sobie czas,
    żeby prawdziwie zatęsknić i tej Komunii z Bogiem zapragnąć?
  • nati1011 13.02.10, 17:21
    No nie przesadzajmy - msza trwa do godziny - przeważnie ok 45 minut.

    To nie jest konkurencja dla niedzieli z rodziną. Mozna pójść rano,
    mozna wieczorem, tak więc można mszę pogodzić nawet z wypadem za
    miasto lub wizytą u rodziny.

    więc przez dwa -trzy lata bylo tak, ze ja chodzilam z
    > dzieckiem na spacer, a ojciec ze starszymi do kosciola. Słowem -
    > żadnego dnia wspólnego w tygodniu.

    Zakładając ze wstaje się ok 8, a kłądzie spać (dzieci) ok 20 to jest
    przynajmniej 12 godzin. Jak godzina "wypadnie' na mszę, to naprawdę
    nie jest to "żaden dzień wspólny w tygodniu".

    --
    miłość to wybór i wierność wyborowi
  • irmaaa 13.02.10, 17:28
    U mnie jednak zostaje pół dnia z rodziną i msza wieczorna (od zorganizowania
    wyjścia do powrotu ok. 2,5 godz.).
  • sulla 13.02.10, 17:21
    Witaj Irmaaa smile

    Ja jestem w nieco innej sytuacji, gdyż jestem luteranką i u nas nie ma przykazań
    kościelnych. Nieuczestniczenie w nabożeństwie nie jest traktowane jako grzech
    śmiertelny, ale staram się być co niedziela, bo tak jak dla Juli - dla mnie to
    jest takie spotkanie z Jezusem i naładowanie akumulatora.
    Gdy jestem chora to nie idę do kościoła z tego prostego względu, żeby nie zrażać
    innych. Mój kościół jest mały, jest w nim wielu starszych ludzi, a że komunia
    jest pod obiema postaciami to łatwo jest kogoś zarazić pijąc ze wspólnego kielicha.
    Nasza córka nie ma jeszcze 2 lat. Gdy była malutka to nabożeństwo spędzała w
    wózku i był luz. Teraz jednak biega i szaleje, więc gdy jest ciepło, to jedno z
    nas co jakiś czas wychodzi z nią przed kościół, żeby nie zagłuszała pastora (bo
    kościół naprawdę mały jest smile). Gdy jest zima zazwyczaj mąż zostaje w domu z
    Małą a ja jadę do kościoła - w morzu zabieranie jej do kościoła nie daje rady,
    tym bardziej że nie mamy samochodu a do kościoła jedziemy godzinę (dodatkowo ze
    względu na liczebność parafii mamy tylko jedno nabożeństwo w niedzielę). Czasem
    zaś w ogóle nie da rady, żeby którekolwiek z nas poszło do kościoła. W takich
    sytuacjach czytamy w domu tekst kazalny, Biblię, modlimy się wspólnie (Mszy w TV
    też dla nas nie ma smile).

    Ja jeszcze biorę pod uwagę to, co napisała Verdana. Nie chciałabym, żeby nasza
    córka uważała, że pójście do kościoła jest wrogiem życia rodzinnego - chciałabym
    od najmłodszych lat przekazywać jej to, co sama czuję- że Bóg scala naszą
    rodzinę, czuwa nad nią i przejawia się w miłości, jaka się darzymy. Ale też nie
    ukrywam, że uważam, iż to jest różnica - czy się idzie do kościoła czy nie. Że
    nie idąc decydujemy się na poniesienie konsekwencji - jesteśmy nieco dalej od
    Boga niż moglibyśmy być. A naszym celem jest bycie blisko Niego.





    --
    "Ducunt volentem fata, nolentem trahunt"
  • sulla 13.02.10, 17:22
    Nie "w morzu" tylko "w mrozie" miało być wink

    --
    "Ducunt volentem fata, nolentem trahunt"
  • nati1011 13.02.10, 17:33
    irmaaa napisała:

    > Chciałabym z Wami porozmawiać na temat uczestnictwa w niedzielnej
    mszy
    > świętej.Ostatnio musiałam problem rozwiązać po "swojemu", ale
    całkiem dobrze
    > się z tym nie czuję. Zależy mi bardzo na tym,żeby iść dobrą drogą,
    ale fakt,że
    > trochę elastycznie podchodzę do przykazań. Przykazań kościelnych,
    bo dekalog
    > to dla mnie fundament.

    ALe to właśnie z dekalogu: pamietaj abyś dzień swięty świecił.
    Głównym punktem tego swięcenia jest Msza. Nie spacer z rodziną. To
    też ważne ale nie ZAMIAST. Mając małe dzieci może sie ZDARZYĆ, ze na
    tą mszę nie da rady pójść. Ale naprawdę nie wierze, by nie udawało
    się częściej niż kilka razy do roku.

    Wyjscia masz 2: albo chodzić z obojgiem dzieci - o ile nie chore - i
    nie ma co sie przejmowac, ze trochę rozpraszają. Obok nas mieszka
    rodzina z 3-jaczkami. Chodzili z nimi na maszę od urodzenia. I dało
    się. Jak były chore - to chodzili na zmianę.
    2 wyjście to faktycznie zostawienie młodszego z tatą. Rozumiem, ze
    jest zmęczony, ale przecież opieka przez 1-1,5 godziny nad dzieckiem
    to nie tylko obowiazek ale też możliwosć spędzenia razem czasu. Nie
    sądzę, by tacie działa się krzywda.

    Brak uczestnictwa w niedzielnej mszy jest grzechem ciężkim - ale to
    nie to jest w Twoim problemie najważniejsze. Myślę, ze powinnaś
    sobie szczerze odpowiedzieć Kto/co jest w Twoim życiu najwazniejsze?
    NIe pamietam kto to powiedział, ale swietnie się sprawdza: jeżeli
    Bóg jest na pierwszym miejscu, to wszystko inne jest też na
    właściwym miejscu.

    --
    miłość to wybór i wierność wyborowi
  • irmaaa 13.02.10, 17:39
    W dekalogu nie sprecyzowano jak ma wyglądać "święcenie".
    Po za tym , ja nie napisałam,że zamiast do Kościoła idziemy na spacer:
    obiad,sprzątnięcie po obiedzie, trochę pogadamy i pobawimy się z dziećmi- i
    raptem zapada zmierzch. Wtedy już kąpiel, przygotowanie posiłków na następny
    dzień, spakowanie starszego dziecka na następny dzień i kładzenie do łóżek.
    Latem- owszem: spacerujemy razem do Kościoła.
  • nati1011 13.02.10, 17:55
    Irmaa powiedz sobie szczerze: czy to co opisałaś to jest wogóle
    świecenie?

    CO wg ciebie oznacza dzień ŚWIĘTY świecić?

    Msza nie jest dla księdza, ale ma być naszym spotkaniem z Bogiem
    żywym. Sądzisz, ze można to czymś zastąpić?

    --
    miłość to wybór i wierność wyborowi
  • irmaaa 13.02.10, 18:00
    Dla mnie- w tym monecie: to zatrzymanie się, wzięcie oddechu, popołudnie z
    rodziną w komplecie , modlitwa z dziećmi, słuchanie katolickiego radia i
    aktualnie msza w tv. Nati, jeśli Ci opiszę jak wygląda mój dzień powszedni,
    zrozumiesz, ze dla mnie to jednak "święcenie".
  • nati1011 13.02.10, 19:37
    Irmaa, nie jest moim zamysłem przekonywać cię, że robisz źle, a ja
    dobrze. To nie o to chodzi.

    Chciałabym byś pamietała tylko jedno - bez coniedziennej mszy nie da
    się długo. Coś w nas obumiera. Zaczynamy sobie luzować w kolejnych
    przykazaniach. Jeżlei nie 'wyłapiesz" odpowiedniego momentu może sie
    okazać, ze za kilka lat, a może juz miesięcy, twoja wiara bedzie już
    tylko dodatkiem a nie całym życiem.

    Jesteś nowa na forum, i zawsze "nowych" zacheca się do współudziału
    w rozważaniach adwentowych i wielkopostnych. Może zechciałabyś
    dołączyć sie do naszych rozważań wielkopostnych? Należy zamieścic
    czytania dnia i napisać parę zdań o wybranym fragmencie z czytań.
    Raz w tygodniu, przez cały Post. Zapraszam smile
    --
    miłość to wybór i wierność wyborowi
  • twoj_aniol_stroz 13.02.10, 19:44
    > Chciałabym byś pamietała tylko jedno - bez coniedziennej mszy nie
    da
    > się długo. Coś w nas obumiera. Zaczynamy sobie luzować w kolejnych
    > przykazaniach. Jeżlei nie 'wyłapiesz" odpowiedniego momentu może
    sie
    > okazać, ze za kilka lat, a może juz miesięcy, twoja wiara bedzie
    już
    > tylko dodatkiem a nie całym życiem.

    Myślę Nati, że to trochę na wyrost przepowiednia. Nie wiesz jak
    wyglądało życie i wiara Irmy kiedyś, jak wygląda teraz, jaką drogę
    przeszła. Według tego co napisałaś ja dziś powinnam być "wierząca
    niepraktykująca" a jest wręcz odwrotnie.
    --
    Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma
    ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
  • nati1011 13.02.10, 21:07
    twoj_aniol_stroz napisała:

    > > Chciałabym byś pamietała tylko jedno - bez coniedziennej mszy
    nie
    > da
    > > się długo. Coś w nas obumiera. Zaczynamy sobie luzować w
    kolejnych
    > > przykazaniac . Jeżlei nie 'wyłapiesz" odpowiedniego momentu może
    > sie
    > > okazać, ze za kilka lat, a może juz miesięcy, twoja wiara bedzie
    > już
    > > tylko dodatkiem a nie całym życiem.
    >
    > Myślę Nati, że to trochę na wyrost przepowiednia. Nie wiesz jak
    > wyglądało życie i wiara Irmy kiedyś, jak wygląda teraz, jaką drogę
    > przeszła. Według tego co napisałaś ja dziś powinnam być "wierząca
    > niepraktykująca" a jest wręcz odwrotnie.

    To nie przepowiednia wink
    1. Napisałam 'może' a nie stanie się.
    2. to tylko ostrzeżenie, ze nawet jeżeli obecnie sa jakieś
    obiektywne przesłanki, to nie może to trwać wiecznie.

    a tak na marginesie - rozumiem, ze trudno (sama mam dzieci i to
    czesto chorujące), ale nie potrafie uwierzyc, że nie da sie nigdy.

    Anioł - przeczytaj raz jeszcze co napisałam. Jest inaczej, ale czy
    nadal nie chodzisz na mszę? Czy też ten etap masz już za sobą?

    --
    miłość to wybór i wierność wyborowi
  • sulla 13.02.10, 21:30
    No ale Irma nigdzie nie napisała, że ona nigdy nie chodzi do kościoła, tylko
    teraz przez kilka tygodni, jak jest zima.


    --
    "Ducunt volentem fata, nolentem trahunt"
  • nati1011 13.02.10, 21:56
    Ja moze mało bystra jestem, ale autorka wątku pisała, ze chce
    zastąpić świewanie niedzieli na mszy przez świetowanie w domu. I
    problemem była praca meza a nie zima. Chyba, ze czegoś nie
    zrozumiałam.

    --
    miłość to wybór i wierność wyborowi
  • sulla 13.02.10, 22:32
    "Tak więc od kilku tygodni nie chodzimy do
    kościoła.Włączamy tv, staramy się słuchać mszy, ze starszą pociechą rozmawiamy
    na temat czytań. Przez większość dnia religijna atmosferę pomaga stworzyć
    katolickie radio."

    "Po za tym , ja nie napisałam,że zamiast do Kościoła idziemy na spacer:
    obiad,sprzątnięcie po obiedzie, trochę pogadamy i pobawimy się z dziećmi- i
    raptem zapada zmierzch. Wtedy już kąpiel, przygotowanie posiłków na następny
    dzień, spakowanie starszego dziecka na następny dzień i kładzenie do łóżek.
    Latem- owszem: spacerujemy razem do Kościoła. "

    No ja wywnioskowałam, że autorka chodzi do kościoła, tylko obecnie ma przerwę.
    --
    "Ducunt volentem fata, nolentem trahunt"
  • twoj_aniol_stroz 14.02.10, 07:40
    Napisałaś tak:
    "Chciałabym byś pamietała tylko jedno - bez coniedziennej mszy nie
    da
    się długo. Coś w nas obumiera. Zaczynamy sobie luzować w kolejnych
    przykazaniach. "
    To nie jest gdybanie tylko właśnie stwierdzanie co będzie w
    przyszłości, jakie są konsekwencje tego, że nie chodzi się na Mszę.
    Straszysz dziewczynę, to takie "wychowywanie" za pomocą bacika -
    strachu, budowania poczucia winy i wytykania gdzie jeszcze jest źle.
    Nie na tym wiara polega. Wiara to miłość do Boga, to wdzięczność za
    każdy dzień, za każdego człowieka, który stanął na drodze. Ale ta
    miłość musi się obudzić, ona musi wzrosnąć i rozkwitnąć, a tego się
    nie da zrobić jeśli do wiary będziemy podchodzić na zasadzie
    obowiązku, musztry i łajania za każdy niepewny krok. Człowiek ze
    swej natury jest grzeszny i pychą jest myślenie, że jest się już
    prawie doskonałym, bo przezwyciężyło się samemu tę i tamtą słabość.
    Człowiek nie jest w stanie sam przezwyciężyć słabości. Słabość jest
    potrzebna, jest także darem, bardzo trudnym, bo wymagającym, ale
    darem, który pokazuje nam naszą małość wobec wielkości Boga. Słabość
    jest po to by jeszcze bardziej przylgnąć do Boga i pozwolić się
    prowadzić. To nie ja walczę ze słabością, to nie ja wygrywam ze
    słabością. Ja tylko nieudolnie staram sie jej nie poddawać, ale i
    tak często upadam od jej ciężarem, a wówczas Bóg podchodzi i
    podnosi, otrzepuje ciuchy, a ja jestem Mu wdzięczna i jedyne co mogę
    zrobić to powiedzieć dziękuję i kochać bardziej.
    I zgadzam się z Sullą, ona wyraźnie pisze o kilku tygodniach, pisze
    o tym, że nie czuje się z tym dobrze, ale chwilowo nie ma innego
    wyjścia, pisze także o tym, że tata jest po nocnym dyżurze i
    niestety zabawienie małego dziecka nie jest takie proste jak się
    oczy kleją.
    Nati, ja mam za sobą czas bywania w kościele wyłącznie na święta,
    mam także za soba czas potężnego buntu przeciwko Kościołowi i mam
    też za sobą czas miłości do Boga i jednoczesną totalną niechęć do
    Mszy Św. Ja doskonale wiem jak wygląda uczucie, że nie masz
    kompletnie ochoty iść na Mszę Św, jawi się ona niczym najnudniejszy
    spektakl świata. Autorka nie napisała, że takie uczucia jej
    towarzyszą, nie napisała, że nie chce jej się iść na Mszę Św,
    napiała tylko, że ma wyrzuty sumienia, bo jednak w okresie zimowym
    nie chodzi na Mszę, bo jest to bardzo utrudnione.
    --
    Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma
    ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
  • nati1011 14.02.10, 09:42
    Anioł, teraz ty nadinterpretujesz moje słowa.

    > Napisałaś tak:
    > "Chciałabym byś pamietała tylko jedno - bez coniedziennej mszy nie
    > da
    > się długo. Coś w nas obumiera. Zaczynamy sobie luzować w kolejnych
    > przykazaniach. "
    > To nie jest gdybanie tylko właśnie stwierdzanie co będzie w
    > przyszłości, jakie są konsekwencje tego, że nie chodzi się na
    Mszę.

    Czy to nie jest prawda? To nie jest straszenie, raczej ostrzeżenie
    przed konsekwencjami. I zdanie dalej pisałam o latach lub (ew
    miesiacach) wiec wyraźnie zaznaczyłam, ze chodzi o postawę trwałą.

    NIe da sie być katolikiem bez regularnego uczestnictwa we mszy - i w
    sakramentach. Niechodzenie na mszę z powodów organizacyjnych nie
    jest usprawiedliwieniem. NIe Irmaa jedna ma małe dzieci i duzo
    pracy. I nie ja to wymyśliłam, tylko ta niedzielna (i oczywiscie
    świateczna) msza obowiazuje w Kościele od 2000 lat.

    Człowiek ze
    > swej natury jest grzeszny i pychą jest myślenie, że jest się już
    > prawie doskonałym, bo przezwyciężyło się samemu tę i tamtą
    słabość.
    > Człowiek nie jest w stanie sam przezwyciężyć słabości. Słabość
    jest
    > potrzebna, jest także darem, bardzo trudnym, bo wymagającym, ale
    > darem, który pokazuje nam naszą małość wobec wielkości Boga.
    Słabość
    > jest po to by jeszcze bardziej przylgnąć do Boga i pozwolić się
    > prowadzić. To nie ja walczę ze słabością, to nie ja wygrywam ze
    > słabością.

    Tak, ale tą słabość trzeba u siebie dostrzegać i chcieć z nią
    walczyć. A autorka wyraźnie pisze, że dla niej świetowanie może obyć
    sie bez mszy. To nie jest słabość, którą ja rozumiem tak: "Boze nie
    potrafię, pomóż mi to naprawić", ale postawę błędną: "nie potrafie
    Boze, wiec próbuję to zrobić po swojemu". Po swojemu - w sprawie
    wiary - bardzo czesto kończy sie źle. Zwłaszcza w kwestiach
    podstawowych.

    I nie mówimy tu o sprawie drugorzędnej typu: czy katolik musi
    odmawiać codziennie różaniec, albo iść na pielgrzymkę. Mówimy o
    abecadle chrześciajństwa: pierwszych przykazaniach. Czyli
    postawieniu Boga na pierwszym miejscu w swoim życiu i wypełnianiu
    Jego przykazań. Tu nie ma miejsca na własne interpretacje.

    Z waznych przyczyn można tą mszę opuścić. Co jest ważną przyczyną,
    to kwestia sumienia i spowiednika. Nie zamierzam tego roztrząsać. Na
    pewno jednak, jeżeli mówimy o miesiacach (zima to u nas min 4-5
    miesiecy - o ile faktycznie to TYLKO zimy dotyczy) całkowitego
    niechodzenia do kościoła, to jest już coś nie tak w tej postawie. Co
    dostrzega zresztą sama autorka piszac o wyrzutach sumienia. I nasza
    rolą nie powinno byc zagłuszenie tego sumienia jeszcze bardziej, ale
    pomoc w znalezieniu wyjścia z sytacji - zgodnego z Prawem Bożym.

    Autorka chciała znać nasze zdanie. Ma prawo widzieć, ze nie wszyscy
    się z jej pomysłem zgadzają. Także dlatego, że przerabialiśmy to
    również na własnej skórze i wiemy, że nie jest to dobre.

    --
    miłość to wybór i wierność wyborowi
  • twoj_aniol_stroz 14.02.10, 12:15
    To nie jest nadinterpretacja Twoich słów Nati. Nie jest prawdą, że
    nieuczestniczenie w coniedzielnej Mszy Św prowadzi do poluzowania
    innych przykazań, jest JEDYNIE możliwością, ale akurat w moim
    przypadku było wręcz odwrotnie. Poza tym co znaczy "poluzować"? Czy
    przykazania to są jakieś cugle? jakiś bat? Nie na tym wiara polega
    by bać się, by się cały czas dyscyplinować, ściągać cugle.
    > NIe da sie być katolikiem bez regularnego uczestnictwa we mszy - i
    w
    > sakramentach. Niechodzenie na mszę z powodów organizacyjnych nie
    > jest usprawiedliwieniem. NIe Irmaa jedna ma małe dzieci i duzo
    > pracy. I nie ja to wymyśliłam, tylko ta niedzielna (i oczywiscie
    > świateczna) msza obowiazuje w Kościele od 2000 lat.
    Ale także nie Irma jedna staje przed problemem jak zorganizować
    życie i nie ona jedna ma wątpliwości, czy dobrze robi. Fakt, że
    napisała prośbę o przyjęcie na forum, że przyszła tu z tym problemem
    dowodzi li i jedynie, że boryka sie z tym problemem, że nie
    twierdzi, że jest dobrze i chce to zmienić, ale póki co sama nie
    potrafi. Dlatego uważam za mocno przesadzone Twoje słowa:
    > Na
    > pewno jednak, jeżeli mówimy o miesiacach (zima to u nas min 4-5
    > miesiecy - o ile faktycznie to TYLKO zimy dotyczy) całkowitego
    > niechodzenia do kościoła, to jest już coś nie tak w tej postawie.
    Dopisujesz coś co nie ma miejsca. Kto dał Ci prawo POWĄTPIEWAĆ, że
    tylko w zimie dziewczyna nie chodzi do kościoła? Z jakiej racji
    budujesz teorię, która absolutnie nijak ma się do tego co zostało
    napisane? Dziewczyna napisała wyraźnie:
    "Ponadto dzieci dość często chorują. Nie mamy babć, dyspozycyjnych
    cioć, a niania w weekendy też nie jest w stanie nam pomóc. Tak więc
    od kilku tygodni nie chodzimy do kościoła."
    "Od kilku tygodni" nie oznacza "4-5 miesięcy" i nie oznacza także "o
    ile faktycznie to dotyczy wyłącznie zimy" Zagalopowałaś się bardzo
    daleko w swoich osądach.
    > I nasza
    > rolą nie powinno byc zagłuszenie tego sumienia jeszcze bardziej,
    ale
    > pomoc w znalezieniu wyjścia z sytacji - zgodnego z Prawem Bożym.
    Zgoda, ale naszą rolą nie jest straszenie, nie jest grożenie palcem
    i dopisywanie czegoś czego nie ma. Naszą rolą nie jest także
    chwalenie się, że "chodzę do kościoła nawet z wysoką gorączką"
    i "skurczami porodowymi" (to Jula11), nie jest stawianie diagnozy,
    że Chrystus Eucharystyczny nie jest źródłem mocy w życiu autorki,
    ale coś innego (to Sion)... To co jest naszą rolą to wsparcie
    dziewczyny i zrozumienie (nie usprawiedliwienie), zwłaszcza, że jest
    wśród nas nowa, a nie napadanie na nią. Ona przyszła z
    wątpliwościami, które ma prawo mieć, nie zachwyciła się pierwszymi
    odpowiedziami i nie napisała: "Ach kochane, teraz rozumiem, od dziś
    nawet z goraczką popędzę do kościoła, bo od dziś po waszych słowach
    tylko Chrystus Eucharystyczny jest mocą w moim życiu" Oczywiście, że
    świetnie byłoby takie słowa przeczytać, tylko na ile one byłyby
    zgodne z prawdą? Wyjaśnianie wątpliwości to powolny proces, który
    zaczyna się od poszukiwań, rodzenia się kolejnych wątpliwości,
    czytania, szukania odpowiedzi... To, że napisałyśmy tu jak my
    podchodzimy do Mszy Św nie oznacza, że autorka natychmiast też tak
    zacznie podchodzić. Pewnie kiedyś też będzie jej niezbędna Msza Św i
    Komunia Św, ale to się nie stanie dzięki Twoim słowom, czy moim, ale
    dzięki łasce Boga i o tym też musimy pamiętać.
    --
    Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma
    ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
  • verdana 14.02.10, 13:21
    I Nati, jeszcze jednej rzeczy nie bierzesz pod uwagę.
    Obowiazkiem rodziców jest nie tylko utwierdzać własna wiarę, ale
    także sprawić, aby dzieci wychować na osoby wierzace, praktykujace i
    takie, ktopre chcą chodzić do koscioła. W wypadku, gdy uczestnictwo
    rodziców w mszy powoduje, że dzieci nie maja zadnego dnia spedzonego
    wspólnie z rodzicami, ze ta jedyna niedziela jest także dniem, gdy
    rodzina się "rozbiega" może spowodować, że chodzenie do kosciola
    będzie się dziecku kojarzyło z czymś nieprzyjemnym.
    Rodzice nie powinni mysleć tylko o sobie i swoich potrzebach, mają
    także obowiazek zastanowić się, jak to, co im wydaje się konieczne
    dla nich samych, wpłynie na dzieci.
    Teraz zycie codzienne jest jednak nieco inne, niż przez ostatnie
    2000 lat. Młodzież odchodzi od koscioła. Jeszcze 100 lat temu nikt
    małych dzieci nie brał na msze. Podreczniki dla 8-latkow opisywały,
    jak wyglada kościół od środka! Teraz dzieci uczestniczą w mszach - i
    nudza się, są pouczane, karcone - nie wszystkie, ale wiele z nich.
    Albo nie spedzaja z matka jedynego wolnego dnia - kiedys spedzały z
    nią wszystkie pozostałe...
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • nati1011 14.02.10, 15:21
    Verdana w wierze wychowuje sie dziecko głównie swoim przykłądem. Nie
    da sie wychować w wierze "teoretycznie". Nie wystarczy przeczytać
    katechizm, trzeba jeszcze pokazac, jak go wypełniać.

    I zapewniam cię - jako wierząca - że nie da sie przekazac wiary bez
    regularnego uczestnictwa we mszy świetej. Nie chcodzac na mszę
    katolik popełnia grzech ciężki i zrywa swoja wieź z Bogiem. I nie
    usprawiedliwia tego ani praca w niedzielę, ani zapracowany cały
    tydzień.


    --
    miłość to wybór i wierność wyborowi
  • verdana 14.02.10, 15:35
    No cóż. przyklad chodzacego regularnie do kosciola ojca nie zachecił
    moich dzieci. Bo one widziały nie tylko chodzenie do kooscioła, ale
    także to, ze nie jestesmy nigdy razem - to także przyklad i w
    dodatku bardzo niedobry.
    Tak czy inaczej chodzenie do kosciola stało się dla nich przykrym
    obowiazkiem, bo kojarzyło im się z tym, ze rodzina nigdy nie jest
    razem. Chyba między innymi dlatyego ich wychowanie w wierze się nie
    powiodło.
    Teoretycznie masz racje - boje się tylko, ze dziecko słabo zna
    teologię, a wiedzi nie tylko, ze rodzic sumiennie chodzi do
    koscioła, ale w znacznie wiekszym stopniu żal, ze nie ma rodziców
    raz w tygodniu dla siebie.
    Dorosły może utrzymać - jak sądzę - więź z Bogiem nie chodzac przez
    pewien czas do koscioła. Natomiast dziecko, dla ktorego kopściół
    staje się konkurencja dla jedynego dnia razem z rodzicami, może
    niechęci do tego miejsca już nigdy się nie pozbyć. Bo dziecko nie
    rozumuje jak dorosły.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • nati1011 14.02.10, 16:14
    Verdana przesadzasz i to bardzo - msza nie trwa 8 godzin by mogła
    stanowić zagrożenia dla bycia razem w niedzielę. A to jak ten czas
    bedą postrzegac dzieci, to już kwestia w duzej mierze tego jak im to
    wszystko przedstawią rodzice.


    > Teoretycznie masz racje - boje się tylko, ze dziecko słabo zna
    > teologię, a wiedzi nie tylko, ze rodzic sumiennie chodzi do
    > koscioła, ale w znacznie wiekszym stopniu żal, ze nie ma rodziców
    > raz w tygodniu dla siebie.

    A jak rodzic bierze kąpiel to dziecko też odczuwa zal, że przez
    godzine nie ma mamy dla siebie? Albo jak przyjdzie do mnie w
    niedzielę koleżanka to dziecko z tego powodu ucierpi? NIe
    przesadzajmy.

    > Dorosły może utrzymać - jak sądzę - więź z Bogiem nie chodzac
    przez
    > pewien czas do koscioła.

    Może, co nie zmiena faktu że popełnia grzech cieżki.

    Ani wiara w Boga, ani tym bardziej przynależność do KK nie jest
    obowiazkowa, ale jeżlei ktos uznaje sie za katolika, to powinien
    wiedzieć, ze jest nim nie tylko z nazwy, ale przede wszystkim
    poprzez swoje czyny.

    --
    miłość to wybór i wierność wyborowi
  • verdana 16.02.10, 16:49
    Msza wystarczyła, abysmy nie chodzili razem na spacery przed
    poludniem - ja musiałam spacerować z dzieckiem, więc zazwyczaj
    spotykalismy się na obiedzie. Czasem czekałam przez kosciołem, ale
    nie zawsze była taka możliwość. Naprawdę, przerdstawialismy to
    dzieciom maksymalnie atrakcyjnie - ze to i lepiej, bo co to za
    zabawa spacer z niemowleciem, z ojcem mogły sobie iść do muzeum, na
    ciastka itd. Tyle, ze dla moich dzieci liczylo się, o czym teraz
    mowia, abysmy byli RAZEM. Cóż, z charakteru naszej pracy wynikało,
    ze oprócz niedziel nie było takiego dnia. I wiesz - ja nie
    zapraszałabym na jedyny wolny dzień z dziecmi koleżanki - jesli się
    ma dzieci, to jest obowiązkiem rodziców miec takze dla nich czas,
    nawet kosztem wlasnych przyjemnosci.
    Zwracam Ci uwagę, ze my cały tydzień pracując mielismy i tak ten
    czas "dla siebie" czyli bez dzieci. niedziela była kolejnym - a nie
    jedynym - takim dniem. I nie da się ukryć - jakkolwiek byś nie
    argumentowała, moje dorosle dzieci uwazaja, ze to spowodowało ich
    niechęć do chodzenia na msze.
    Zastanawiam się, czy w XIX wieku wiekszość ludzi na wsi w zimie
    popełniała grzech ciężki, bo nie chodzili do kosciola.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • nati1011 14.02.10, 15:15
    Nadinterpretujesz moje słowa i nie wiem czemu chyba zbyt
    emocjonalnie podeszłaś do mojej odpowiedzi do Irmy.

    Nie zamierzam bić sie o każde slowo. Swoje zdanie napisałam. Masz
    prawo sie z nim nie zgadzać, ale twoje wywody mnie też nie
    przekonują.

    A Irma skorzysta z rad albo i nie. Czasem chce sie coś zmienić a
    czasem tylko uzyskać potwierdzenie swojej teorii. Czasami trzeba
    komuś okazać zrozumienie, a czasem otworzyć oczy.
    --
    miłość to wybór i wierność wyborowi
  • 11.jula 14.02.10, 15:17
    twoj_aniol_stroz napisała:
    > Naszą rolą nie jest także
    > chwalenie się, że "chodzę do kościoła nawet z wysoką gorączką"
    > i "skurczami porodowymi" (to Jula11)
    Wiesz Kasiu, to nie jest chwalenie się, ale próba pokazania (być
    może nieudolna) że Bóg jest dla mnie najważniejszy, że COKOLWIEK by
    sie nie działo, to najpierw jest ON a potem wszystko inne
  • twoj_aniol_stroz 14.02.10, 18:29
    I bardzo dobrze, że tak jest, natomiast czasem jest tak, że oprócz
    miłości do Boga jest także miłość do bliźniego i do siebie samego smile
    Niestety kobiety mają tendencję do poświęcania siebie dla innych i
    czasem uważają, że dyshonorem byłoby poproszenie kogoś o wyręczenie
    z zadań domowych.To jest coś z czym sama walczę i uczę się, że by
    kochać innych najperw musze kochać siebie. Wcale miłe nie było kiedy
    zostałam zapytana: czy pani siebie szanuje i kocha? No oczywiście,
    że tak - to była moja odpowiedź. I potem przestało być miło bo
    jednak usłyszałam, że guzik prawda skoro: i tu padło sporo oskarżeń
    typu zakupy kiedy "padam na pysk", otowanie obiadu choć jestem chora
    itp itd. I oczywiście, że broniłam się ostro, że przecież nie ma kto
    obiadu ugotować, że mąż zapracowany, że dzieci małe...I każdy taki
    argument został zbity, każdy jeden... Wcale mi nie było do śmiechu,
    ale to była dobra szkoła, bardzo dobra smile Dziś powoli uczę się
    odpoczywać, dbać o siebie (wcale tu nie chodzi o kosmetyki, tylko
    właśnie o odpoczynek, o moją przyjemność itp), kochać siebie i
    szanować. I wcale nie jest łatwo, bo czasem zagryzam zęby i proszę
    innych o pomoc, czasem męczę się by jednak adzwonić "po prośbie",
    ale idzie u lepszmu, czego i Tobie z całego serca życzę smile
    --
    Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma
    ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
  • sulla 13.02.10, 17:41
    A ja się tak z ciekawości zapytam, bo nie wiem, czy uczestnictwo w Mszy Św. musi
    być fizyczne? Czy uczestnictwo via TV albo radio nie jest traktowane jako
    uczestnictwo?



    --
    "Ducunt volentem fata, nolentem trahunt"
  • nati1011 13.02.10, 17:50
    Tak, uczestnictwo musi być fizyczne - tv lub radio tylko w przypadku
    choroby lub braku mszy w okolicy.

    --
    miłość to wybór i wierność wyborowi
  • sion2 13.02.10, 18:04
    Święcenie dnia świętego wynika wlasnie z dekalogu. Dekalog jest z
    czasow ST wiec nie dziwne ze nie napisano "uczestnicz w niedzielnej
    mszy sw.". Myslę że skoro kosciol przez niemal 2000 lat nazywa
    umyslne nieuczestniczenie we mszy sw grzechem ciezkim to ma rację.
    Sedno problemu w twoim przypadku - przypuszczam - jest w tym że dla
    ciebie msza sw jest spelnieniem obowiazku a nie spotkaniem z
    Chrystusem. Nie czerpiesz mocy do zycia z Chrystusa
    Eucharystucznego ale z czegos innego. Dopoki nie odkryjesz Jego
    mocy w Eucharystii, zawsze sie znajda jakies wymowki.
    --
    Masz uzdolnione wokalnie dziecko w wieku 5-9 lat? Zapraszamy na przesłuchania do międzynarodowego festiwalu piosenki dziecięcej 53. Zecchino d'Oro!
  • irmaaa 13.02.10, 18:11
    " Nie czerpiesz mocy do zycia z Chrystusa
    > Eucharystucznego ale z czegos innego".
    Co sugerujesz?
  • sion2 13.02.10, 20:27
    To nie bylo sugerowanie. Sądzę że jeszcze nie odkrylas, ze
    obecnosci zywego Chrystusa w Komunii św nie można niczym zastapić.
    Ani czytaniem Pisma sw. ani sluchaniem radia ani wspolna modlitwa z
    dziecmi i mężem. No sorry ale jak sie nie rozumiem takiej
    podstawy... Dla mnie msza sw tez kiedys byla obowiazkiem do
    spelnienia, od ktorego probowalam sie wymigac ile sie da. Moja mama
    do tej pory jak sie waham czy isc na msze w niedziele czy nie bo
    jestem bardzo slabego zdrowia, krzywi sie i mowi "przeciez mozesz
    pomodlic sie w domu". No jasne, msze sw to w ogole ksieza wymyslili
    po to zeby moc raz na tydzien zdzierac kasę z ludu.
    Jesli ktos uwaza że swiecenie dnia polega na tym co mu samemu
    przyjdzie do glowy i nazwie "swieceniem dnia" to jest w wielkim
    bledzie. I to nie jest kwestia osądzania kogokolwiek a mowienia
    prawdy i dawania swiadectwa prawdzie.
    Msza sw jest udzialem w Ofierze Chrystusa, jest przede wszystkim
    JEGO CZYNNOŚCIĄ I DZIEŁEM, bo tylko Chrystus składaj Ojcu
    najwiekszą, najczystszą chwałę i uwielbienie. Msza sw jest
    najwyzszym uwielbieniem Boga, przez Syna Który nas włacza w swoja
    Ofiare, uwielbienie i dziekczynienie. Nie pojmuję jak jakakolwiek
    moja czynnosc (sluchanie radia i modlitwa z męzem w domu) moze byc
    lepsza, lub chocby rownowazna z Jego dzialaniem. No i jak zywa i
    realna obecnosc Chrystusa w Komunii św mozna zastapic czymkolwiek
    innym.
    --
    Masz uzdolnione wokalnie dziecko w wieku 5-9 lat? Zapraszamy na przesłuchania do międzynarodowego festiwalu piosenki dziecięcej 53. Zecchino d'Oro!
  • sulla 13.02.10, 21:32
    Sion, uważam, że mocno i niesprawiedliwie nad interpretujesz. Autorka wątku
    napisała, że chwilowo w okresie zimowym widzi przeszkody w chodzeniu na Mszę i
    że stara się to niechodzenie jakoś w domu nadrabiać. A z Twojej wypowiedzi można
    by wnioskować, że ona nigdy nie chodzi do kościoła, bo uważa, ze nie trzeba.
    Sama niedawno apelowałaś o "nie najeżdżanie" na nowych, prawda?



    --
    "Ducunt volentem fata, nolentem trahunt"
  • irmaaa 13.02.10, 21:46
  • sion2 14.02.10, 08:34
    Nienajeżdzanie na nowych nie oznacza przyklaskiwanie nieprawdzie i
    fałszowi.
    Nie odnioslam sie do konkretnej sytuacji zyciowej Irminy, nie
    roztrzasałam jej dylematu praktycznie ale odnioslam sie do
    fałszowania przez nią wiary chrzescijanskiej.
    Odrebna sprawa jest to że byc moze ona nie moze uczestniczyc we
    mszy sw. a odrebna sprawa jest jak to usprawiedliwia.
    Usprawiedliwia fałszujac nauke katolicka i wiare, twierdząc że
    przykazanie "abys dzien swiety swiecil" rozumiane w
    chrzescijanstwie jako swiececenie niedzieli przez udzial we mszy
    sw., nie pochodzi od Boga, że Jemu wcale nie chodzilo o udzial we
    mszy sw i ze skoro mowa o ST to nie odnosi sie w wogole do NT. To
    jest NIEPRAWDA i przeklamanie.
    Nieprawda jest tez ze jakiekolwiek nasze pobozne czynnosci moga
    zastapic udzial w niekrwawej Ofierze Chrystusa, że mozna sie latwo
    i szybko zwolnic z przykrego obowiazku "zaliczenia" mszy sw
    niedzielnej.
    Jestem gotowa napisac to jeszcze 100 razy, chocbyscie wszyscy naraz
    sie na mnie rzucili.
    Udowodnijcie ze to co napisalam o mszy sw jest nieprawdą, czekam.
    --
    Masz uzdolnione wokalnie dziecko w wieku 5-9 lat? Zapraszamy na przesłuchania do międzynarodowego festiwalu piosenki dziecięcej 53. Zecchino d'Oro!
  • sulla 14.02.10, 09:26
    Sion, bez przesady. Irma nie fałszuje, tylko zapytuje i szuka. Napisała "W
    dekalogu nie sprecyzowano jak ma wyglądać "święcenie"." a Ty już dorobiłaś do
    tego ideologię. Nie przyszło Ci do głowy, że ona może mieć po prostu
    wątpliwości? A my jej mamy pomóc znaleźć odpowiedź, a nie wlec ją pod pręgierz.
    To po pierwsze.

    Po drugie, wybacz, ale ja się nie dam wciągać teraz w teologiczne bitwy. Dobrze
    wiesz, że w KRK i w KE-A rozumienie Mszy Św./nabożeństwa jest inne (właśnie
    dlatego wizyta w "moim kościele" nie "zalicza obowiązku uczestniczenia w Mszy
    Św.")i ja się z Tobą nie mam zamiaru teraz naparzać o to, kto ma rację. Ja
    wierzę zgodnie ze swoim wyznaniem, Ty ze swoim, ja rozumiem, że zgodnie z Twoim
    wyznaniem Ty nie możesz uznać, że jakikolwiek inny kościół może mieć rację i ok.
    Ja mam szacunek dla Twoich przekonań i nie wyzywam Cię na jakieś pojedynki i też
    żadnych pojedynków nie mam zamiaru podejmować. Nie po to jest to forum, no sorry.



    --
    "Ducunt volentem fata, nolentem trahunt"
  • nati1011 14.02.10, 09:49
    sulla napisała:

    > Sion, bez przesady. Irma nie fałszuje, tylko zapytuje i szuka.
    Napisała "W
    > dekalogu nie sprecyzowano jak ma wyglądać "święcenie"." a Ty już
    dorobiłaś do
    > tego ideologię. Nie przyszło Ci do głowy, że ona może mieć po
    prostu
    > wątpliwości? A my jej mamy pomóc znaleźć odpowiedź, a nie wlec ją
    pod pręgierz.
    > To po pierwsze.

    Sulla - mam nadzieję, ze nie zboczymy za bardzo w kierunku
    opisywania róznic miedzy wyznaniam. Irma ma prawo mieć wątpliwości,
    ale powinna też wiedzieć, że są sprawy w KK, które są pierwszorzędne
    i nie podlegają żadnym interpretacjom i ataką sprawą jest obowiazek
    mszy w niedziele. Jak napisałam nieżej jest to najwiekszy kaliber i
    tu naprawdę nie mamy żadnej mozliwości robienia po swojemu. I
    zauważ, ze nie jest to wątek: "czym jest msza", tylko "czy mozna ją
    opuścić". Odpowiedź jest jedna: "w KK nie można"

    Co oczywiście nie zmienia faktu, ze Irma ma prawo mieć wątpliwośći,
    nawet wątpić i szukać. Wszyscy przecież to robimy przez całe życie.
    Zgodnie jednak z nauczaniem KK nie mozemy jej powiedzieć, że ma
    racje.
    --
    miłość to wybór i wierność wyborowi
  • sulla 14.02.10, 10:00
    > Zgodnie jednak z nauczaniem KK nie mozemy jej powiedzieć, że ma
    > racje

    Nati, ja to doskonale rozumiem i wcale się nie spodziewam, że jej przyznamy
    rację. Co więcej, ja sama w pierwszym poście napisałam, że ja sama uważam, że
    się nie uczestnictwa w Mszy/nabożeństwie niczym zastąpić (nawet z mojego
    protestanckiego punktu widzenia). Więc nie o to mi chodzi, żeby nagle
    przekonywać, że można zastąpić wyjście do kościoła modlitwą w domu i to jest
    równorzędne.

    Ja tylko uważam, że należy się powstrzymać od personalnych ocen autorki wątku,
    tym bardziej że nie odebrałam w ogóle jej postów jako próby zaprzeczenia
    nauczaniu KRK, a jedynie jako poszukiwanie rozwiązania na dręczące ją osobiste
    niedogodności. I dlatego mi się nie podoba to, w jaki sposób pisze Sion.

    --
    "Ducunt volentem fata, nolentem trahunt"
  • nati1011 14.02.10, 10:08
    Ale Sion też człowiek wink

    Ma prawo mieć gorszy dzień, lub osobisty stosunek do problemu wink

    --
    miłość to wybór i wierność wyborowi
  • sulla 14.02.10, 10:12
    No to też ja napisałam, że mi się nie podoba sposób wypowiedzi, a nie sama Sion
    smile Wszyscy tu jesteśmy ludzie smile


    --
    "Ducunt volentem fata, nolentem trahunt"
  • sion2 14.02.10, 14:32
    Sullo, nie wiem skąd wyczytalas w mojej wypowiedzi zachete do
    dyskusji miedzywyznaniowej. Irmina jest katoliczka wiec
    zadawolajace dla niej powinny byc wypowiedzi katolikow, bo to
    oczywiste ze katolicy-chrzescijanie rozumieja inaczej przykazania
    niz protestanci-chrzescijanie. Jest to tak oczywiste ze naprawde
    nie uznalam za stosowne tego tlumaczyc. Jelsi ktos jest katolikiem
    i wątpi, moim zdaniem, powinien szukac wyjasnien katolickich.
    Oczywiscie kazdy inny takze ma prawo do wypowiedzi, ale mnie chodzi
    o to co powinna przyjmowac osoba okreslajaca sie jako wątpiąca czy
    szukajaca. Nie mozna troche przyjmowac z tego wyznania a troche z
    innego, wedlug zasady "z czym sie bardziej zgadzam bo nie istnieje
    jedna prawda".
    To co irmina tlumaczy sobie jako swietowanie dnia po katolicku,
    jest wedlug katolikow bledne a studiowalam teologie 7 lat wiec
    troche wiem i jednoczesnie troche tez przezylam.
    Dla mnie mozesz pisac co chcesz i nie zamierzam ciebie nawracac.
    Natomiast nadal twierdze ze eucharystii katolickiej nie da sie
    niczym zastapic, żadna wlasną poboznoscią. Nikogo nie posylam pod
    pregierz ale tlumacze i pokazuję prawdę o wierze katolickiej.
    --
    Masz uzdolnione wokalnie dziecko w wieku 5-9 lat? Zapraszamy na przesłuchania do międzynarodowego festiwalu piosenki dziecięcej 53. Zecchino d'Oro!
  • sulla 14.02.10, 20:10
    Sion, napisałaś post w odpowiedzi na mój post, więc odebrałam Twoje stwierdzenie
    "Udowodnijcie ze to co napisalam o mszy sw jest nieprawdą, czekam." jako
    skierowane do mnie, a Ty najwyraźniej pisałaś tylko do katolików. Widocznie źle
    Cię zrozumiałam.

    I ja rozumiem, że Ty pokazujesz prawdę o wierze katolickiej i że nie można sobie
    wybierać z katolicyzmu "co kto woli". I się z tym nie sprzeczam przecież. Ja
    tylko z Twoich postów odniosłam wrażenie, że przypisałaś autorce jakieś intencje
    i wydałaś na jej temat ocenę, i to mnie poruszyło, bo co innego mówić "taka jest
    wiara katolicka" a co innego "taka jest autorka wątku".

    Za konfuzję przepraszam.


    --
    "Ducunt volentem fata, nolentem trahunt"
  • irmaaa 14.02.10, 21:09
    Wybacz, ale gdyby Chrystus 2000 lat temu z takimi tekstami wychodził do ludzi,
    nie musiałby tego chleba cudownie mnożyć, ze dwie kromki by wystarczyły.
  • sion2 14.02.10, 21:42
    Chrystus nie obiecywal glaskania po glowkach i szczęścia na tym
    swiecie. Dobrze o tym mowią dzisiejsze czytania, nota bene,
    niedzielne.
    Chrystus nie owijal w bawelne i nie usprawiedliwial zadnych wymowek
    ludzkich. Nie prowadzil dzialalnosci partii politycznej ktora musi
    uwazac na to co mowi bo straci glosy ludu.
    --
    Masz uzdolnione wokalnie dziecko w wieku 5-9 lat? Zapraszamy na przesłuchania do międzynarodowego festiwalu piosenki dziecięcej 53. Zecchino d'Oro!
  • sulla 13.02.10, 18:12
    sion2 napisała:
    > Eucharystucznego ale z czegos innego. Dopoki nie odkryjesz Jego
    > mocy w Eucharystii, zawsze sie znajda jakies wymowki.

    Nie no, ja jednak protestuję. Jak jest u Irmy naprawdę to tylko Bóg wie i tak to
    zostawmy. Możemy mówić, dlaczego uważamy, że uczestnictwa w Mszy Św nie da się
    zastąpić niczym innym, możemy mówić, że my sami zawsze znajdujemy czas, ale w
    głowie Irmy nikt z nas nie siedzi, ani w jej domu.


    --
    "Ducunt volentem fata, nolentem trahunt"
  • twoj_aniol_stroz 13.02.10, 19:13
    Dzień Święty w St Testamencie dotyczył soboty, bo tego dnia Bóg
    odpoczął i chciał by tego dnia odpoczywali ludzie. Dekalog to nie
    jest coś co ma człowieka ograniczać i walić w kuper niczym w bęben.
    Zauważ, że Bóg jedynie dwa przykazania obwarował informacją o
    gniewie Bożym i jedno z przykazań określił jako to, którego
    przestrzeganie przyniesie nagrodę, a nieprzestrzeganie ściągnie
    problemy. Reszta przykazań to swoista instrukcja obsługi człowieka,
    dana mu po to, by był w stanie funkcjonować w grupie ludzi.
    Chrześcijanie dniem świętym określają niedzielę na pamiątkę
    Zmartwychwstania Pana Jezusa i na pamiątkę Zesłania Ducha Św.
    Dodatkowo niedziela jest dniem kiedy Bóg uczynił światłość, więc
    Chrystus jest Światłością, Nową Drogą, Jasnością naszych czasów.
    Natomiast myślę, że bardzo daleko idącymi (o wiele za daleko) są
    Twoje wnioski dotyczące "sedna problemu". Jak już Sulla zauważyła,
    nie wiemy co siedzi w głowie autorki wątku i nie nam oceniać czy
    Msza Św jest dla niej li i jedynie obowiązkiem i czy czerpie w swoim
    zyciu moc z Eucharystii i Chrystusa Eucharystycznego.
    --
    Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma
    ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
  • fiamma75 14.02.10, 10:58
    nati1011 napisała:
    > 2 wyjście to faktycznie zostawienie młodszego z tatą. Rozumiem, ze
    > jest zmęczony, ale przecież opieka przez 1-1,5 godziny nad
    dzieckiem
    > to nie tylko obowiazek ale też możliwosć spędzenia razem czasu.
    Nie
    > sądzę, by tacie działa się krzywda.

    Nie zostawiłabym maluszka z osobą po nocce - taka osoba jest tak
    zmęczona, że nawet niechcący może usnąć (wiem, co piszę, mąż pracuje
    na zmiany). Starsze dziecko tak, ale malucha nie - za duże ryzyko.
    --
    My oraz Starsza i
    Młody
  • twoj_aniol_stroz 13.02.10, 19:39
    Powiem Ci tak: czas gdy dzieci są maleńkie (czyli tak d 3-go roku
    życia mniej więcej) jest bardo trudnym czasem dla rodzica wierzącego
    lub raczej dla rodzica poszukującego. Sama pamiętam aż za dobrze ten
    czas w swoim życiu. U mnie dodatkowo zbiegło się to z powrotem do
    wiary. Wcześniej Bóg był mi nieco obojętny, średnio potrzebny w
    życiu. Ale przyszedł czas, że spotkałam go bardzo mocno w swoim
    życiu i wówczas stał się wazny. No i tu urodziły się dwa problemy
    związane z Mszą Św:
    1. dzieci - właśnie w wieku szczenięcym, które skupienie niweczyły w
    trzy sekundy.
    2. pojawiło się także bardzo dziwne zjawisko. Mianowicie cały
    tydzień czekałam na Mszę Św a w niedzielę od rana pojawiały się
    myśli co by tu zrobić by jednak na tę Mszę Św nie pójść. Jak już
    jednak poszłam, to miałam tak ogromne poczucie winy za te myśli, że
    z kolei miałam watpliwości, czy w ogóle mogę przystąpić do Komunii
    Św. Trwało to dość długo (jakieś 2 lata), kolejne spowiedzi, kolejne
    pomysły księży skąd problem i co? Ano nic, bez zmian na froncie.
    Dopiero jeden mądry ksiądz wpadł na pomysł, że to zły duch jest tu
    motorem, że to on kusi, a ja się jak ta durna daję kusić smile
    Faktycznie tak było, bo po tamtej spowiedzi problem minął jak ręką
    odjął smile
    Jaki z tego wniosek? To co przeżywasz to trudny czas, ale dany po to
    by coś zrozumieć. Ja akurat musiałam zrozumieć rolę złego ducha w
    moim życiu (która to rola okazała się być dość trudna, ale dzięki
    niej wydłubałam ze swojego wczesnego życia rzeczy, które wlokły się
    za mną niczym smrodek za wojskiem). Ty pewnie też coś tam masz do
    zrozumienia smile i powoli zrozumiesz. Spokojnie smile jak możesz to idź
    na Mszę Św niedzielną, jeśli możesz to idź w tygodniu i powolutku
    obserwuj co się dzieje, popatrz na swoje emocje, reakcje i módl się,
    proś o pomoc i wsparcie. Oddaj Jezusowi w modlitwie ten problem, a
    On znajdzie rozwiązanie, On uleczy to co jest do uleczenia i umocni
    to co się dziś chwieje smile
    --
    Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma
    ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
  • irmaaa 13.02.10, 19:49
    Dziękuję.
  • twoj_aniol_stroz 13.02.10, 19:57
    Drobiazg smile Sama przerabiałam, wiem jak się czułam smile Jak chcesz
    pogadać w cztery oczy (dwie klawiatury?) to pisz na priv
    twoj_aniol_stroz@gazeta.pl smile
    --
    Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma
    ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
  • irmaaa 13.02.10, 20:08
    Od dawna rozglądam się za swoim Aniołem Stróżem, miałam nawet osobiste sugestie
    co do jego tożsamości. Ale, do jasnej...., nie podejrzewałam, że siedzi na
    "necie" smile.
  • twoj_aniol_stroz 13.02.10, 20:14
    big_grinbig_grinbig_grin
    czasem Pan Bóg stawia nam na drodze bardzo dziwne pomoce wink
    --
    Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma
    ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
  • irmaaa 13.02.10, 20:28
    Jednak ważne,że idziecie z duchem czasu smile
  • magdalaena1977 14.02.10, 08:59
    Tak z ciekawości - dlaczego nie możesz iść do kościoła na mszę wieczorną ? Mąż
    będzie wyspany i lepiej się zajmie młodszym dzieckiem.
    Albo może niech mąż nie idzie rano sam do kościoła tylko wróci do domu odpocznie
    i idźcie we czworo ?

    I zgadzam się z osobami, które podkreślają, że święcenie niedzieli polega jednak
    przede wszystkim na uczestnictwie we mszy a nie na odpoczynku z rodziną.
    --
    Magdalaena
  • irmaaa 14.02.10, 10:58
    Jeszcze raz dziękuję za zainteresowanie moim problemem, za zrozumienie, wsparcie
    i dobre rady.
    Do niektórych: bądzcie ostrożni!
    Mi nie zaszkodzicie, bo wiarę mam zbyt mocno ugruntowaną, ale przyjdą tu ludzie
    strapieni, stojący na krawędzi wiary, błądzący po samym dnie. Zniechęcicie ich.
  • vocativa 14.02.10, 11:03
    Irmaaa, nie wiem czy Ci to coś pomoże w Twojej sytuacji,ale tak na wszelki
    wypadek napiszęsmileSpełnieniem obowiązku uczestniczenia w niedzielnej Mszy Świętej
    jest każda Msza od 16.00 w sobotęsmile<wiem,że obowiązek nie jest najtrafniejszym
    słowem w tym przypadku,ale nie potrafię znaleźć lepszego bo się nie
    wyspałamwink>Może to Wam jakoś ułatwi i da jakieś dodatkowe pole manewru,np.jak
    mąż idzie w niedziele do pracy a sobotę ma wolnąsmilesmile
    Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie i życzę znalezienia najlepszego rozwiązaniasmile
  • irmaaa 14.02.10, 11:08
    Niestety, mąż wychodzi w sobotę o 7-ej i wraca w niedzielę koło południa, albo
    dopiero w poniedziałek po południu.
    Na szczęście jego "grafik" jest dość ruchomy, więc będą też lepsze miesiące.
  • vocativa 14.02.10, 11:11
    Ojsadrzeczywiście ciężkosadŻyczę Wam w takim razie tych lepszych miesięcysmile
  • sulla 14.02.10, 12:06
    Wiesz Irma, nie wiem, czy dobrze diagnozuję problem, ale ja sobie myślę tak, że
    chodzi o to, żeby się nie bać swojego nieczystego sumienia. Bo z nim jak z bólem
    - jak się odzywa, znaczy, że jeszcze żyjesz wink

    Ale do rzeczy - może się zdarzyć tak, że nie możesz iść do kościoła. Ba, czasem
    się zdarzy, ze mogłabyś z wielkim wysiłkiem, ale uznajesz, ze ten wysiłek jest
    ponad Twoje możliwości - wydaje mi się, ze tu mamy do czynienia z taką sytuacją.
    I wtedy chodzi o to, żeby mieć odwagę przed samym sobą powiedzieć - "To prawda,
    nie podołałam, dałam ciała. Nie czuję się z tym dobrze, wiem, że to nie jest
    dobre rozwiązanie i będę się starać, żeby do tego nie dopuszczać, ale dziś
    jestem słaba i poddałam się. Przepraszam". Bo człowiek nie jest w stanie być
    całkowicie bezgrzeszny, ale tylko świadomość własnej grzeszności może motywować
    go do zmian.
    No więc nie bój się mieć wyrzutów sumienia, miej je i ucz się od nich.

    Ja to widzę tak, że Bóg nam dał przykazania dla naszego dobra, a nie dla
    jakiegoś tyrańskiego widzimisie. On wie, co jest dla nas dobre, tak jak matka
    wie, co jest dobre dla dziecka i dlatego nie pozwala dziecku jeść na obiad
    cukierków, że to jest niezdrowe, a nie dlatego, że ma taki kaprys. No więc my
    możemy te cukierki jeść na obiad, tylko że to nam od tego zdrowia ubędzie, a nie
    Bogu ("wszystko nam wolno, ale nie wszystko jest pożyteczne"). To warto mieć na
    uwadze.

    Ja dziś właśnie musiałam zostać w domu z Małą, bo mąż dziś pracuje. No i sobie
    myślę, że na upartego mogłabym jednak pojechać do kościoła i spędzić te prawie
    1,5 h (bo tyle u nas trwa nabożeństwo) z wrzeszczącym dzieckiem w zimnym
    przedsionku kościoła, ale jednak się nie odważyłam na to. No i źle się czuję z
    tym. Nie będę sobie wmawiać, ze to dobrze, albo ze wszystko jedno, ze nie
    pojechałam, no bo nie podejdę do komunii, a to sprawa zasadnicza.



    --
    "Ducunt volentem fata, nolentem trahunt"
  • twoj_aniol_stroz 14.02.10, 12:24
    "Oboma rencyma i nogami" się pod tym podpisuję smile Dziękuję Sulla kiss
    Mój kierownik duchowy powtarza mi jak mantrę: "miłość/moc w słabości
    się doskonali". Moja miłość do Boga doskonali sie właśnie w
    słabości - każdej słabości smile
    Przyznać się samemu przed sobą, że jest się słabym, małym jest
    bardzo trudne, ale oddanie Bogu słabości owocuje wzrostem, jest
    pokorą smile A oddać możesz tylko to co jest Ci znane, do czego sama
    przed sobą sie przyznałaś. Nie da się zrobić tak: usiąść sobie i
    powiedzieć: Panie Jezu, tam za moimi plecami jest taki zabałaganiony
    pokój, nie wiem co tam jest, ale Ty tam idź i posprzątaj.
    To co musisz zrobić to jednak wleźć do tego pokoju, pooglądać ten
    bałagan (no, czesto rumieniąc sie ze wstydu) a potem poprosić o
    pomoc Jezusa. I gwarantuję, że On przyjdzie i posprząta, aż się
    zdziwisz smile
    --
    Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma
    ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
  • irmaaa 14.02.10, 20:58
    ....że nie jestem jak ta irmaaa...." big_grinDD
    Moi drodzy, kochani, cieszę się, że zajrzałam na Forum. Spotkałam się tu
    życzliwością i zrozumieniem wielu z Was, a dojrzała wypowiedż Anioła pomogła mi
    ruszyć z miejsca. Aniele Stróżu, dziękuję za pożyczenie klucza do tych drzwi,
    których nie umiałam otworzyć. Po to tu przyszłam. I
    Pozostałym dedykuję tytułowy cytat.
  • sion2 15.02.10, 17:08
    Troszkę przesadzasz irmaa.
    naprawdę nie wiem i nie rozsądzam czy ty mozesz w kazda niedziele
    chodzic na msze czy nie - nie jestem tobą, nie mieszkam z wami i
    nie wiem jak obiektywnie wyglada sytuacja w kazda niedziele u was

    tak więc powiem że najgorsze nie jest to że nie jestes w niedziele
    na mszy ale to, jakie tlumaczenia sobie znajdujesz
    na moj odbior (byc moze mylny), jesli ktos autentycznie żałuje że
    nie moze uczestniczyc we mszy, chce w niej uczestniczyc ale nie
    moze - nieco inaczej wyraza swoje opinie i nie tlumaczy sie wlasnie
    w ten sposob jak ty
    nie chodzi o tlumaczenie że dzieci i mąż itp bo jak mowie, nie wiem
    co sie dzieje u ciebie w domu
    ale o cala reszte - rewelacje ze że trzecie przykazanie to wcale
    nie o uczetsniczeniu we mszy; że obowiazywalo w ST a w NT to jest
    dowolna jego interpretacja a ty akurat sobie wymyslilas że mszę
    mozna zastapic osobista modlitwa w domu, katolickim radiem i moze
    bajka o Mojzeszu na DVD dla dzieci (sarkazm)
    i zrozum że wlasnie TAKIE MYSLENIE jest bardzo niebezpieczne dla
    twojej wiary, gdy ty sama decydujesz co jest grzechem a co nie i
    jak nalezy przestrzegac przykazan Bozych - to konkretnie jest
    niezgodne z wiara katolicką

    powiem ci że ja z powodu swojego stanu zdrowia czesto jestem na
    mszy raz na 2-3 tygodnie i ogromnie mi jej brakuje
    nigdy jednak nie szukam takich usprawiedliwien jak ty
    to wszystko co napisalam, bylo dla twojego dobra, choc wątpie zebys
    mnie posluchala
    wiec jeszcze raz - nie tędy droga, niestety sad
    --
    Masz uzdolnione wokalnie dziecko w wieku 5-9 lat? Zapraszamy na przesłuchania do międzynarodowego festiwalu piosenki dziecięcej 53. Zecchino d'Oro!
  • twoj_aniol_stroz 15.02.10, 18:14
    To nie Irmaa pisała o ST i NT tylko ja i nie w kontekście
    usprawiedliwienia niechodzenia na Mszę Św, więc nie przypisuj
    autorce "usprawiedliwień", których sama nie pisała.
    --
    Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma
    ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
  • ula27121 14.02.10, 21:41
    Nie przeczytałam całego wątku ale się wypowiem bo mamy podobną sytuację.
    Przyznam, że jedynym rozwiązaniem jest u nas chodzenie na zmianę. Tylko, że my
    chodzimy w większych odstępach. Jedno na 12.00 a drugie na 19.00 lub 20.00
    (zależy jak szybko pójdzie spać młodszesmile) Powodzeniasmile
  • ula27121 14.02.10, 21:45
    A, i wiesz....jest to czasem trudne, męczące i nerwowe, ale im trudniej mi na tę
    mszę dotrzeć tym więcej ona wnosi we mnie.
  • ruda_kasia 15.02.10, 09:59
    Mnie się zdarzyło ze 2 razy nie isc na mszę z rodzina bo byłam po kłótni z
    mężem. Poszłam, jak emocje opadły, późni8ej, wieczorem. Ale do rzeczy - dużo to
    kwestia organizacji. Wczoraj organizowaliśmy w "zabawowni" dla dzieci urodziny
    młodej. Dwie rodziny (siostra i koleżnka) przyszły i poinformowały, że nie
    zdążyli zjeść obiadu (nie w sensie zarzutu, ale odp. na moją informację, że
    mieliśmy scysję, bo n. uważał, że więcej niż zupę nie zdążymy zjeść, no
    zdążyliśmy, tylko jubilatka nie dojadła). I teraz n. mówi tak: to co oni robia,
    przeciez żadne z nich nie chodzi do kościoła (a my jeszcze przed obiadem kościół
    zaliczyliśmy). I jak dla mnie to kwestia organizacji w dużej mierze. Jak się nie
    da, to wyżej odwłoku nie staram się skakać. Ale z trudnym dzieckiem młodszych
    chodzę do kościoła od urodzenia. Była bardzo żywa, ale jakoś się dało. Podobnie
    jak okazało się, kiedy urodziłam młodą, zaczęłam w niedzielę: rano byłam na
    mszy, wieczorem miałam zaplanowany już wymuszony poród. I wywołało zdziwienie u
    współspaczek (sale wieloosobowe) - że przystępuję do komunii, bo żadna z kobiet
    w ciąży nie chadzała w końcowce do kościoła. Bo zimno i można
    zmarznąć/przeziębić się. Dla mnie to było co najmniej dziwne, bo wiele z nich
    np. chodziło do pracy, na zakupy, do marketów etc. Dlatego rozumiem podejście
    sion, choć może dośc kategoryczne. Rozumiem nati. To my musimy sobie "nie luzować".
    Ale jak się nie da, to nie czynić sobie przesadnych wyrzutów (ja to latami
    robiłam). Natomiast nie mogę się nie odnieść do tego, co napisała Verdana. Bo
    wydaje mi się, że mimo otwartego umysłu na kwestie wiary, czegoś brakuje. Mnie
    się wydaje, że osoba wierząca w tej sytuacji (gdyby rzeczywiście niedzielna msza
    rozbijała rodzinę) albo próbowałaby jednak chodzić wspólnie albo zmienić coś w
    pracy. Nie zas w relacji z Bogiem.
  • atama 15.02.10, 10:47
    Ten wątek uświadomił mi coś dla mnie bardzo cennego.
    Przystosowałam się! smile))

    Pamiętam początki, kiedy dołączyło do nas dziecię. Pamiętam tę
    dezorganizację. I pamiętam totalne rozproszenie na mszy, ale... to
    dotyczyło nie tylko mszy!
    Pamiętam swoje rozgoryczenie po spotkaniach ze znajomymi. Te
    poszarpane rozmowy, niedokończone wątki, pytania, które nie
    doczekały się odpowiedzi, bo a to jedno dziecko gdzieś popełzło, a
    to drugiemu się ulało, a to któreś kupę zrobiło itd.
    Ten niedosyt i wręcz poczucie bezcelowości spotykania się. Spotkania
    kończyły się szybko, my nienagadani, rozproszeni. Chaos po prostu.
    Denerwujący chaos.
    Msze też niby stracone.
    Ale z czasem - teraz to zauważyłam - dostosowałam się! Podzielność
    uwagi wzrosła! Potrafię śledzić dziecko i słuchać czytań, albo
    kazania. Fizycznie się wytrenowałam po prostu. Ze znajomymi też
    jakoś się rozmawia wśród tych wszystkich biegających dzieci, które
    co chwilę nam przerywają, zagadują, pytają, chcą siusiu, biją się
    itd. itd. Jakoś się w tym z czasem zaczęliśmy orientować, a przecież
    dziecko teraz duuużo bardziej rozpraszające, niż kiedy na mszy spało
    sobie w wózku...
    Trening czyni mistrza wink))
  • magdalaena1977 15.02.10, 13:33
    ruda_kasia napisała:
    > żadna z kobiet w ciąży nie chadzała w końcowce do kościoła.
    > Bo zimno i można zmarznąć/przeziębić się.
    > Dla mnie to było co najmniej dziwne, bo wiele z nich
    > np. chodziło do pracy, na zakupy, do marketów etc.

    IMHO kościół zimą to jedno z najbardziej "niebezpiecznych" miejsc. Temperatura
    jest mocno nieprzewidywalna - czasami zimno i wieje a trzeba stać nieruchomo.
    Czasami jest gorąco a wszyscy spoceni w płaszczach i kożuchach, a zdjąć nie
    można bo powieje zimne powietrze. A dla kobiety w ciąży znaczenie ma pewnie
    fakt, że inni wierni siedzą bardzo blisko i mogą na nią nakichać zarazkami.

    Wiem, że jeśli w niedzielę zaczyna mnie boleć gardło + chrypa to jeśli pójdę do
    kościoła to zaziębię się na dobre, a jeśli zostanę w ciepłym domu z aspiryną to
    mi przejdzie.
    Ale ja takie niepójście uważam za usprawiedliwione i nie wiem, dlaczego te
    kobiety nie chciały przystępować do komunii.
    --
    Magdalaena
  • verdana 15.02.10, 17:08
    Ależ oczywiscie, ze ja nie chodziłam, bo nie chciałam - piszę jednak
    co wynika z sytuacji, gdy z jakiś powodów do koscioła nie da się iść
    razem (czasem z malutkim dzieckiem to niemozliwe) i jaki wpływ -
    niezaleznie od motywów rodziców wywiera to na dzieci.
    Osoba, która ma potrzebę i chce chodzić do koscioła - w 90% wypadków
    może iść, niezaleznie od przeszkód. Utwierdza tym niewątpliwie
    siebie w wierze, spełnia swój obowiązek i potrzebę swojego serca.
    Tylko mam powazne wątpliwosci, czy jeśli wymaga to chodzenia do
    koscioła nie wspólnie, to także utwierdza w wierze i przywiazaniu do
    koscioła swoje dzieci - a o to tu przecież chodzi najbardziej.
    A nie zawsze malutkie dziecko można zabrać do koscioła, niestety.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • ula27121 15.02.10, 19:00
    Sama chodzę też do teatru. Teatr jest moją pasją a nie możemy iść tam wszyscy
    razem ( chyba, że do lalkowego, a to też nie zawsze bo jest bardzo mało
    spektakli dla 3-latków). Myślę, że dzieci nie znienawidzą teatru przez to, że do
    niego chodzę sama. Mam wrażenie, że naprawdę świetnie się bawią z ojcem pod moją
    nieobecność.
  • irmaaa 15.02.10, 19:15
    Jeżeli na indywidualne chodzenie do teatru będziesz poświęcać regularnie jedyne
    rodzinne popołudnie w tygodniu, to przyszłość Waszej rodziny staje pod znakiem
    zapytania.
  • ula27121 15.02.10, 19:20
    Jeżeli rodzina dysponuje tylko jednym wspólnym popołudniem w całym tygodniu to
    jej przyszłość już stoi pod znakiem zapytania.....
  • sulla 15.02.10, 20:18
    No już nie straszmy dziewczyny, bez przesady. Zazwyczaj rodzina dysponuje w
    tygodniu jednym lub dwoma wolnymi dniami, bo mało kto nie pracuje tylko cały
    tydzień wdycha pranę wraz z rodziną na świeżym powietrzu wink Więc siłą rzeczy
    zostaje ten weekend no i on jest takim rodzinnym świętem, to zrozumiałe.

    No ale katolicy mają naprawdę o tyle wygodnie, że w niedziele Msze Św. są od
    rana do wieczora a kościołów jest naprawdę dużo. Więc to wyjście na Mszę to jest
    godzina, góra dwie. I najlepiej jest, jeśli może iść cała rodzina, wtedy z
    kościoła idziemy na lody i nie ma lamentu, ze rodzinna niedziela zrujnowana. No
    a czasem się zdarzy taki moment - dłuższy lub krótszy, że się tego zrobić nie
    da, i wtedy trzeba to przeczekać po prostu.

    O ile dobrze zrozumiałam, sytuacja Irmy jest przejściowa, bo mąż ma taką prace,
    ze przyjdą i lesze czasy. Wtedy będą mogli chodzić do kościoła wspólnie. A może
    ta przerwa to będzie taki moment zastanowienia, jak ważny jest Bóg w życiu
    rodziny. Czy to tylko "spełnianie obowiązku", czy to coś więcej. Czasem taki
    okres zwątpienia następuje i jest potrzebny.









    --
    "Ducunt volentem fata, nolentem trahunt"
  • wiesia140 15.02.10, 19:22
    Poproś Chrystusa niech cię prowadzi , z Nim ci będzie lżej. Zawierz mu
    tą sprawę ze mszą i rodziną.
    " Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni jesteście, a ja was pokrzepię"
    www.jezuufamtobie.pl
  • 7sikoreczka7 15.02.10, 20:25
    Moja sytuacja nie jest sielankowa. Przenieśliśmy się na wieś i do Kościoła mamy
    10km (więc nie da się "podskoczyć"), a w domu piątka maluchów: 8, 6, 4, 2 i pół
    roku. Nie zawsze nam się udawało jechać na Mszę świętą, ale jeśli to nie były
    poważne powody (choroby, połóg, gołoledź) to zawsze nasze wygodnictwo odwracało
    się jakoś przeciwko nam... coś zaczynało się rozłazić.... myślę, że po prostu to
    zerwanie więzów z Bogiem, życie w grzechu ciężkim powodowało, że był wewnętrzny
    kac moralny i relacje w domu nami stawały się co raz bardziej napięte. Miałam
    też wyrzuty, że idziemy za wygodą i ewidentnie dajemy zły przykład dzieciom. Jak
    na razie etap ten mamy już za sobą i zapewniam, że da się iść na Mszę z całą
    ekipą i za nikim nie trzeba ganiać po kościele. Owszem, mój czterolatek (który
    właśnie staje się niezależny) wymaga ostatnio "trzymania za kołnierz" i
    pięćdziesięciu pouczeń prosto w ucho... ale da się, bo dzieci po prostu uczą się
    zachowania (ale zachowania na Mszy nie da się nauczyć na odległość). Nie mówię,
    że jest łatwo, ale na pewno więcej zyskuje na tym cała rodzina aniżeli na
    "świętym spokoju" bez dzieci w Kościele.

    Czasem jesteśmy zmuszeni jechać na Mszę osobno - ja rano, mąż na 19. Nie ma co
    ukrywać: pojawia się zmęczenie, zniechęcenie, różne pokusy itp. ale nawet jeśli
    jest to bardzo duży wysiłek to i tak jesteśmy przekonani, że w pierwszej
    kolejności musimy trzymać się tego co priorytetowe, czyli jedności z Bogiem, bo
    bez Niego nasza rodzina nie będzie tym czym pragniemy by była, nasze małżeństwo
    zmieni obrany pierwotnie kierunek...

    I naprawdę na Mszę świętą nie trzeba lecieć na skrzydłach! Wiara to nie jest
    uniesienie, to nie są szalone emocje, ale akt woli, w łatwym i trudnym czasie.
    Kiedyś zapytałam spowiednika jak to jest, że strasznie mi ciężko iść na Mszę, że
    "męczę się" w trakcie - taki miałam wtedy kilkuletni czas - a on mi na to: "nie
    sztuką jest przybiec gdy czerpiemy z tego przyjemność, sztuką jest trwać mimo
    zniechęcenia" i dodał jeszcze: "ty przychodź zawsze, a czy otrzymasz łaskę
    radości z bycia na Mszy to nie od Ciebie zależy lecz od Niego".

    Ktoś tu napisał byś dała sobie czas, na wstrzymanie... czyli zaproponował byś
    żyła w grzechu śmiertelnym (bo to jest konsekwencja złamania przykazania)... to
    nie jest dobra droga, bo zamykasz się wtedy na działanie łaski. Ja powiem: trwaj
    i podnoś się po każdym upadku zgodnie z przepięknym mottem św. Augustyna "Dopóki
    walczysz - jesteś zwycięzcą". Zatem: WALCZ! PRÓBUJ! NIE PODDAWAJ SIĘ!
  • sulla 15.02.10, 20:40
    Wiesz, ale ja tu nie proponuje, żeby Irma sobie odpuściła, tylko żeby dała sobie
    moment na przemyślenie, jaką rolę odgrywa Bóg w jej życiu. Bo wyobraź sobie, nie
    dla wszystkich to jest łatwe do zrozumienia. Z Twojego postu wynika, że Ty
    bywasz zniechęcona, ale nie zagubiona. Ale bywają i ludzie zagubieni, którzy
    pytają "czy Bóg naprawdę tego ode mnie chce"? Wtedy nie da się przeć na siłę i
    uderzać głowa w mur, wtedy potrzebna jest modlitwa, spowiedź, wsparcie,
    wsłuchanie się w to, co Bóg nam ma do powiedzenia.

    Ja przeżyłam w stanie grzechu 26 lat swojego życia. Mogłam z tego zrobić 18, a
    jednak całe 8 lat zajęło mi dotarcie do tego momentu, w którym przyjęcie chrztu
    było dla mnie czymś naprawdę ważnym, wypływającym z wiary i robionym z pełnym
    przekonaniem. I nie czuję, jakbym straciła te 8 lat więcej, bo to był okres, w
    którym przygotowywałam się na spotkanie z Bogiem, na przyjęcie jego zaproszenia,
    które przeczuwałam od dzieciństwa, ale mnie ono przerastało. Dlatego mam powody
    sądzić, że czasem przeszkody są nam dane nie po to, żeby w nie walić głową, ale
    żeby stanąć przed nimi i się mądrze nas sobą zastanowić. I to miałam na myśli
    pisząc o tym, żeby dać sobie czas.



    --
    "Ducunt volentem fata, nolentem trahunt"
  • nati1011 15.02.10, 19:54
    po co założyłaś ten wątek?

    My nie dajemy rozgrzeszenia. To kwestia twojego spowiednika.

    Piszesz:
    "Zastanawiam się, czy pozostanie w domu, zapewnienie rodzinie
    spokojnego dnia,
    msza w tv, modlitwa z dziećmi nie jest większym uświęceniem Tego
    Dnia niż
    gonienie do Kościoła za wszelką cenę.
    Pewnie się ze mną nie zgodzicie. Chętnie Was wysłucham "

    Odnosze wrażenie, że jedyne czego oczekiwałaś to potwierdzenia
    swojego pomysłu na niedzielę - i wyjatkowo irytuje cie nasze
    stwierdzenie, ze brak mszy w niedzielę jest złamaniem przykazania.
    A twój post pod tyt: "Dzieki ci Boze, ze nie jestem taka jak Irma"
    uważam za wyjatkowo nie na miejscu. Zadałaś pytanie - sugerująć, ze
    chcesz znać nasze zdanie, a jak napisłayśmy - zgodnie z nauczaniem
    KK- to ci sie nie spodobało i zaczęłaś być złośliwa. NIe tędy droga.


    piszesz:

    "Zależy mi bardzo na tym,żeby iść dobrą drogą, ale fakt,że
    trochę elastycznie podchodzę do przykazań. Przykazań kościelnych, bo
    dekalog
    to dla mnie fundament."

    Nakaz mszy swietej wynika właśnie z dekalogu, a nie przykazń
    kościelnych. Ale nawet odnosząc sie do nakazów koscioła, to one też
    nie są do dowolnej interpretacji. Powtórzę: albo przyjmujesz wiarę w
    Kościele Katolickim, albo nie jesteś katoliczką, tylko osobą
    wierzącą w Boga po swojemu.

    Jeżeli ci faktycznie zależy, to spytaj spowiednika, czy twój sposób
    na świetowanie niedzieli jest prawidłowy. Bo widzę, ze nam nie
    wierzysz.

    I tak na marginesie, z twoich wypowiedzi jasno wynika, ze nie tyle
    chodzi ci o faktyczne trudności w uczestnictwie w mszy (co wyłacza
    grzech z tego powodu), ale starasz sie znaleźć swój sposób na
    świetowanie niedzieli - niezgodny z katechizmem.

    --
    miłość to wybór i wierność wyborowi
  • sulla 15.02.10, 20:23
    "> I tak na marginesie, z twoich wypowiedzi jasno wynika, ze nie tyle
    > chodzi ci o faktyczne trudności w uczestnictwie w mszy (co wyłacza
    > grzech z tego powodu), ale starasz sie znaleźć swój sposób na
    > świetowanie niedzieli - niezgodny z katechizmem."

    Dla kogo wynika dla tego wynika. Dla mnie wynika tylko tyle, ze dziewczyna ma
    wątpliwości i nie wie, w którą stronę je rozstrzygać. Errare humanum est.




    --
    "Ducunt volentem fata, nolentem trahunt"
  • verdana 16.02.10, 16:39
    Nie zrozumiałas...
    Gdybyś chodzila do tego teatru w jedyny wieczór, gdy możecie być
    wszyscy razem, to raczej nie zaszczepilabys dzieciom milosci do
    teatru. Uwazałyby go za coś, co uniemożliwia im "pobycie " spokojnie
    raz w tygodniu z mama i tatą.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • ula27121 16.02.10, 19:31
    Wydaje mi się, że jednak zrozumiałam...pewna nie jestem, to faktsmile
    I przeraziła mnie wizja, że można mieć dla siebie tak mało czasu w rodzinie.

    >Uwazałyby go za coś, co uniemożliwia im "pobycie " spokojnie
    > raz w tygodniu z mama i tatą.

    Tak, gdyby tak było masz całkowitą rację, ale nie skojarzyłam, że może ona
    dotyczyć autorki wątku. Pracujemy dużo, ale nie aż tak dużo. Możliwe, że Irma z
    mężem pracują zmianowo i tylko to niedzielne popołudnie mają wspólne. W taka
    sytuację nie jestem się w stanie wczuć.
  • ula27121 16.02.10, 19:34
    Miałaś rację, rzeczywiście wcześniej nie zrozumiałam. Irma mnie naprowadziłasmile
    Matko, za trudne dla mnie dyskutowanie na forum....
  • tonika80 15.02.10, 21:32
    Irmaa, a na spacery z dzieciakami w zimie też nie wychodzisz?
    Jeśli wychodzisz to jaki problem iść z nimi do kościoła? Ja mam 2
    maluchów (9mc i 2,5r), odkąd skończyli 3 tyg. są z nami na każdej
    mszy (no chyba, ze są chorzy).
    A dlaczego wieczorem nie zostawisz dzieciaków pod opieka męża - do
    wieczora chyba wypocznie? Zawsze też można iść po położeniu
    dzieciaków spać -nie wiem skąd jesteś, ale jesli to duże miasto to
    zawsze mozna znaleźć kościół z mszą na 21, 22...
    "Dla chcącego nic trudnego".
  • katriel 15.02.10, 22:05
    > Irmaa, a na spacery z dzieciakami w zimie też nie wychodzisz?
    > Jeśli wychodzisz to jaki problem iść z nimi do kościoła?

    Eeee, no, moje dziecko np. w swoim czasie miało tak, że na spacerze spało,
    dopóki z nim łaziłam w chuście po świeżym powietrzu; kiedy tylko weszłam
    do jakiegoś budynku albo siadłam na ławce, zaczynało wrzeszczeć.
    (Taki stan trwał parę miesięcy, już mu przeszło; na razie jeszcze chodzimy
    z mężem do kościoła na zmianę, ale pewnie na wiosnę zaczniemy razem.)
    Jasne, na upartego da się iść na mszę z wrzeszczącym niemowlakiem.
    Ale nie powiedziałabym, że to żaden problem.
  • tonika80 15.02.10, 22:11
    W moim parafialnym kościele dzieciaków małych jest mnóstwo, rzadko
    się zdarza, żeby któreś wrzeszczało smile
  • katriel 16.02.10, 21:41
    > W moim parafialnym kościele dzieciaków małych jest mnóstwo, rzadko
    > się zdarza, żeby któreś wrzeszczało smile

    Bo te, które by wrzeszczały, nie są przynoszone/przywożone do kościoła.
    Rodzice chodzą na zmianę albo wcale.
  • irmaaa 16.02.10, 02:31
    Ja krótko, bo pracy jeszcze sporo, a świtać niebawem zacznie.
    Nie szukam rozgrzeszenia na Forum, ani recept na zorganizowanie niedzieli.
    Chciałam Was zapytać czy dla Was zawsze jest jasne, czego oczekuje od Was Bóg?
    Ja miewam wątpliwości, bo służyć można Bogu w różny sposób. To była kwintesencja
    mojej wypowiedzi.
    Jeśli kogoś uraziłam wkładając mu w usta słowa faryzeusza, przepraszam.
    Uwierzcie,że z boku to trochę tak wygląda.
    Swoją drogą, trochę jestem rozczarowana,że na takim Forum dochodzi do siłowania
    argumentów i przepychanek. No, ale sama też się dałam sprowokować. W końcu tylko
    ludżmi jesteśmy.
    No to pa, Drodzy moi, śpijcie dobrze! Amen.
  • 7sikoreczka7 16.02.10, 08:53
    Irmaaa, dobrze, że poruszasz to co ważne, to co niepokojące... a, że zaczęła się
    tu burza oznacza jedynie, że temat nie jest obojętny, że drażni najczulsze
    struny - i dobrze, bo każdy z nas ma okazję do analizy swojego postępowania...

    Nie wiem czemu niektórzy poszukują od tego forum miejsca dla ludzi idealnych,
    którzy tylko wzniosłe rozmowy będą prowadzić. Nasze życie to proza, ciągłe
    wątpliwości, upadki, uniesienia... Stany różne! Pytanie tylko do czego dyskusje
    będą prowadzić, czy będą prowadzić do Boga czy siać co raz więcej wątpliwości.

    Piszesz: "Ja miewam wątpliwości, bo służyć można Bogu w różny sposób" -
    wątpliwości ma każdy, jeden częściej, drugi rzadziej. Tak to już jest. Myślę
    jednak, że druga część zdania zawiera w sobie "podszept szatański", tchnie
    relatywizmem... a tak nie może być. Owszem, "różny sposób" oznaczać może różne
    wyznanie, ale nie manewrowanie wewnątrz jednego z nich. Gdy jesteśmy katolikami
    nie możemy wybierać sobie: albo Msza św albo czytanie Biblii w domu. My tu nie
    mamy wyboru (nie mówię oczywiście o sytuacjach wyjątkowych - choroba etc.). I
    myślę, że gdy zaczynamy za bardzo filozofować, "naginać zasady" to szatan
    zaciera ręce...

  • nati1011 16.02.10, 09:01
    Dziekuję Sikoreczka za twój post.

    --
    miłość to wybór i wierność wyborowi
  • ula27121 16.02.10, 09:05
    irmaaa napisała:

    > Chciałam Was zapytać czy dla Was zawsze jest jasne, czego oczekuje od Was Bóg?

    Przepraszam ale w tej sytuacji okazuje się, że ja w ogóle nie zrozumiałam
    pytania, nie zrozumiałam przesłania pierwszego postu.
    Gdyby został on tak sformułowany jak teraz moja odpowiedź byłaby zupełnie inna.
    Temat jest bardzo szeroki. Sądzą po treści odpowiedzi wiele osób też inaczej to
    odczytało sad

    Kwestie religijne są dosyć delikatne i bardzo ważne jest precyzyjne określenie
    tematu dyskusji. Jak założyłam kiedyś wątek, w którym pytałam o to skąd i kiedy
    powstał pomysł w kościele na to, aby żona była tylko jedna, spotkałam się z
    zarzutem, że chcę być jedną z wielu żon. Taki urok pisanych dyskusjismile
  • twoj_aniol_stroz 16.02.10, 09:26
    > Kwestie religijne są dosyć delikatne i bardzo ważne jest
    precyzyjne określenie
    > tematu dyskusji. Jak założyłam kiedyś wątek, w którym pytałam o to
    skąd i kiedy
    > powstał pomysł w kościele na to, aby żona była tylko jedna,
    spotkałam się z
    > zarzutem, że chcę być jedną z wielu żon. Taki urok pisanych
    dyskusjismile
    Powiem Ci, że to jest dość częste na tym forum. sad Niby jesteśmy tu
    braćmi i siostrami, niby nie ma tu wojujących ateistów, ŚJ i kogo
    tam jeszcze, ale urodziła mi się myśl, że za dużo tu dozukiwania się
    drugiego dna, insynuacji, jakś podejrzeń... To chyba nie o to
    chodzi sad - ale to juz temat na osobny watek, o ile w ogóle jest to
    temat do rozmowy...
    --
    Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma
    ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
  • ula27121 16.02.10, 11:42
    twoj_aniol_stroz napisała:

    ale urodziła mi się myśl, że za dużo tu dozukiwania się
    > drugiego dna, insynuacji, jakś podejrzeń... To chyba nie o to
    > chodzi sad - ale to juz temat na osobny watek, o ile w ogóle jest to
    > temat do rozmowy...

    A może to nie jest doszukiwanie się drugiego dna tylko inne rozumienie
    napisanych słów?
  • twoj_aniol_stroz 16.02.10, 12:18
    Też smile My się przecież nie znamy w realu (no przynajmniej część się
    nie zna, ja, w każdym razie, nie znam w realu stąd nikogo), nie
    znamy swoich temperamentów, charakterów, a co najważniejsze nie
    znamy drogi, którą do tejpory przeszliśmy, kodów, które gdzieś w nas
    siedzą, a które w ogóle są bardzo trudne do uświadomienia. Stąd
    wynika różny odbiór słów, różny obraz tej samej sytuacji.
    --
    Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma
    ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
  • ula27121 16.02.10, 13:31
    twoj_aniol_stroz napisała:

    > Też smile My się przecież nie znamy w realu (no przynajmniej część się
    > nie zna, ja, w każdym razie, nie znam w realu stąd nikogo),

    Kiedyś się nad tym zastanawiałam, czy naprawdę nikogo nie znam w realu?
    Ale by byłą niespodziankasmile
  • twoj_aniol_stroz 16.02.10, 13:47
    Hihihi, to fakt, mogłoby być ciekawie smile
    Kiedyś z jedną dziewczyną z innego forum zgadałam się, że znam jej
    teścia smile
    Mogłoby być śmiesznie i ciekawie, ale czasem też moglibyśmy sie
    zdrowo zdziwić...
    --
    Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma
    ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
  • nati1011 16.02.10, 09:32

    Niedzielna celebracja Eucharystii

    2177 Niedzielna celebracja dnia Pańskiego i Eucharystii stanowi
    centrum życia Kościoła. "Niedziela, w czasie której jest celebrowane
    Misterium Paschalne, na podstawie tradycji apostolskiej powinna być
    obchodzona w całym Kościele jako najdawniejszy dzień świąteczny
    nakazany"89.

    "Ponadto należy obchodzić dni Narodzenia Pana naszego Jezusa
    Chrystusa, Objawienia Pańskiego, Wniebowstąpienia oraz Najświętszego
    Ciała i Krwi Chrystusa, Świętej Bożej Rodzicielki Maryi, Jej
    Niepokalanego Poczęcia i Wniebowzięcia, Świętego Józefa, Świętych
    Apostołów Piotra i Pawła oraz Wszystkich Świętych"90.

    2178 Praktyka zgromadzenia chrześcijańskiego wywodzi się od czasów
    apostolskich91. List do Hebrajczyków przypomina: "Nie opuszczajmy
    naszych wspólnych zebrań, jak się to stało zwyczajem niektórych, ale
    zachęcajmy się nawzajem" (Hbr 10, 25).

    Tradycja zachowuje wspomnienie wciąż aktualnego pouczenia: "Przyjść
    wcześnie do Kościoła, aby zbliżyć się do Pana i wyznać swoje
    grzechy, wzbudzić żal w modlitwie... Uczestniczyć w świętej i
    Boskiej liturgii, zakończyć modlitwę, nigdy nie wychodzić przed
    rozesłaniem... Często mówiliśmy: ten dzień jest wam dany na modlitwę
    i odpoczynek. Jest dniem, który Pan uczynił. Radujmy się w nim i
    weselmy"92.

    2179 "Parafia jest określoną wspólnotą wiernych, utworzoną na sposób
    stały w Kościele partykularnym, nad którą troskę pasterską, pod
    władzą biskupa diecezjalnego, powierza się proboszczowi jako jej
    własnemu pasterzowi"93. Jest ona miejscem, gdzie wszyscy wierni mogą
    się zgromadzić na niedzielną celebrację Eucharystii. Parafia
    wprowadza lud chrześcijański do uczestniczenia w życiu liturgicznym
    i gromadzi go podczas tej celebracji; głosi zbawczą naukę Chrystusa;
    praktykuje miłość Pana w dobrych i braterskich uczynkach:

    Nie możesz modlić się w domu tak jak w kościele, gdzie jest wielka
    rzesza i gdzie wołanie do Boga unosi się z jednego serca. Jest w tym
    jeszcze coś więcej: zjednoczenie umysłów, zgodność dusz, więź
    miłości, modlitwy kapłanów94.

    Obowiązek świętowania niedzieli

    2180 Przykazanie kościelne określa i precyzuje prawo Pańskie: "W
    niedzielę oraz w inne dni świąteczne nakazane wierni są zobowiązani
    uczestniczyć we Mszy świętej"95. "Nakazowi uczestniczenia we Mszy
    świętej czyni zadość ten, kto bierze w niej udział, gdziekolwiek
    jest odprawiana w obrządku katolickim, bądź w sam dzień świąteczny,
    bądź też wieczorem dnia poprzedzającego"96.

    2181 Eucharystia niedzielna uzasadnia i potwierdza całe działanie
    chrześcijańskie. Dlatego wierni są zobowiązani do uczestniczenia w
    Eucharystii w dni nakazane, chyba że są usprawiedliwieni dla ważnego
    powodu (np. choroba, pielęgnacja niemowląt) lub też otrzymali
    dyspensę od ich własnego pasterza97. Ci, którzy dobrowolnie
    zaniedbują ten obowiązek, popełniają grzech ciężki.

    2182 Uczestnictwo w niedzielę we wspólnej celebracji Eucharystii
    jest świadectwem przynależności do Chrystusa i Jego Kościoła oraz
    wierności Chrystusowi i Kościołowi. Wierni potwierdzają w ten sposób
    swoją komunię w wierze i miłości. Wspólnie świadczą o świętości Boga
    i nadziei zbawienia. Umacniają się nawzajem pod przewodnictwem Ducha
    Świętego.

    2183 "Jeśli z braku świętego szafarza albo z innej poważnej
    przyczyny nie można uczestniczyć w Eucharystii, bardzo zaleca się,
    ażeby wierni brali udział w liturgii słowa, gdy jest ona odprawiana
    w kościele parafialnym lub innym świętym miejscu, według przepisów
    wydanych przez biskupa diecezjalnego, albo poświęcali odpowiedni
    czas na modlitwę indywidualną w rodzinie lub w grupach rodzin"98.




    --
    miłość to wybór i wierność wyborowi
  • twoj_aniol_stroz 16.02.10, 09:53
    Nati, myślę, że absolutnie nikt nie ma wątpliwości, że Msza Św dla
    chrześcijanina jst momentem ważnym wtgodniu, a dla katolika
    dodatkowo obowiązkowym. Cała dyskusja tutaj była raczej o tym co dla
    kogo jest przyczyną ważną, dla której decyduje się opuścić Mszę Św.
    W świetle tych słów z KKK:
    2183 "Jeśli z braku świętego szafarza albo z innej poważnej
    przyczyny nie można uczestniczyć w Eucharystii, bardzo zaleca się,
    ażeby wierni brali udział w liturgii słowa, gdy jest ona odprawiana
    w kościele parafialnym lub innym świętym miejscu, według przepisów
    wydanych przez biskupa diecezjalnego, albo poświęcali odpowiedni
    czas na modlitwę indywidualną w rodzinie lub w grupach rodzin"98.
    skłaniają do zastanowienia się co dla mnie jest przyczyną ważną.
    Przy czym warto przemyśleć tę sytuację w obie strony, czyli czy nie
    podchodzę do problemu zbyt łatwo i nie rozgrzeszam się zbyt łatwo,
    ale także w drugą stronę, czyli czy obecność na Mszy Św nie
    przesłania mi innych ważnych sytuacji w moim życiu. To temat
    dopzemyślenia wyłącznie we własnym sumieniu. Do przemyślenia oznacza
    naprawdę solidne zastanowienie się, przemodlenie sprawy, a nie
    wyłączne uspokajające poklepanie się po ramieniu, że wszystko jest
    ok.
    --
    Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma
    ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
  • nati1011 16.02.10, 10:16
    Ok, ale Irmaa sprytnei nie odpowiedziała na moje pytanie o wiek
    dzieci. Jej starsze dziecko ma 8 lat - czyli przygotowuje sie do
    komunii.



    forum.gazeta.pl/forum/w,567,104097449,104097858,Re_Nastolatki.html
    forum.gazeta.pl/forum/w,567,104500514,104501039,Re_dzieci_w_szkolach_spolecznych.html
    forum.gazeta.pl/forum/w,567,107021668,107141649,Re_Praca_a_dzieci.html

    A to oznacza, ze też podlega już pod obowiązek uczestnictwa we mszy.
    I rodzice są zobowiazaniu mu to umożliwić - przynajmniej.

    --
    miłość to wybór i wierność wyborowi
  • twoj_aniol_stroz 16.02.10, 10:26
    Nati, tropisz, cały czas prowadzisz dochodzenie, tylko po co? Jakie
    to ma znaczenie tak naprawdę? Co jej chcesz udowodnić? Że źle robi,
    że jest słaba, że upada? Ona to wie doskonale. Przecież to Irmaaa
    się zmaga, to ona poszukuje, ma wątpliwości. Naszą rolą nie jest
    udowodnić jej jaka to z niej marna katoliczka, naszą rolą jest
    podeprzeć ją, zapewnić o modlitwie, zaproponować zaniesienie
    modlitwy Temu, Który jest jako jedyny w stanie jej pomóc.
    --
    Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma
    ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
  • ula27121 16.02.10, 11:53
    twoj_aniol_stroz napisała:

    Naszą rolą nie jest
    > udowodnić jej jaka to z niej marna katoliczka, naszą rolą jest
    > podeprzeć ją, zapewnić o modlitwie, zaproponować zaniesienie
    > modlitwy Temu, Który jest jako jedyny w stanie jej pomóc.

    Ale Irma zadała konkretne pytanie:
    "Zastanawiam się, czy pozostanie w domu, zapewnienie rodzinie spokojnego dnia,
    msza w tv, modlitwa z dziećmi nie jest większym uświęceniem Tego Dnia niż
    gonienie do Kościoła za wszelką cenę.
    Pewnie się ze mną nie zgodzicie. Chętnie Was wysłucham"

    Dlatego wiele osób jej odpowiada. Nie prosi o modlitwę, o wsparcie tylko nas
    pyta co o tym sądzimy. Konkretna odpowiedź na pytanie to nie jest wsparcie?
    Pytania, które pozwoliłyby ją lepiej zrozumieć lub uświadomić jej, że może
    problem nie jest aż tak duży, to nie jest próba wsparcia? Czyli trzeba
    przytakiwać,nie można powiedzieć szczerze co się myśli o danej sytuacji?
    Opowiedzieć o sobie jak sobie z takimi sytuacjami radzimy? Jakie mamy z tego
    korzyści?
    Czy naprawdę lepiej byłoby napisać " Irmo pomodlę się za Ciebie" i uciąć dyskusję?
  • twoj_aniol_stroz 16.02.10, 12:35
    Oczywiście, że można wyrazić własne zdanie, tym bardziej, że o to
    zostaliśmy poproszeni. Tylko, że własne zdanie można wyrazić mniej
    lub bardziej sympatycznie smile Inną jest sytuacja kiedy cytujemy KKK i
    piszemy: widzisz, teraz musisz odpowiedzieć sobie na pytanie co jest
    dla Ciebie na tyle ważnym powodem by nie pójść na Mszę Św. A
    zupełnie inną jest odpowiedź kiedy zastanawiamy się, czy te kilka
    tygodni to nie są jednak miesiące i czy faktycznie tylko w zimie
    problem ma miejsce.
    Jeśli ktoś nie prosi o modlitwę to od razu oznacza, że jej ne
    potrzebuje? To nie tak. Myślę, że wcale nie trzeba zapewniać, że
    pomodlę się, natomiast warto to zrobić smile i dodatkowo zaproponować
    tę modlitwę zainteresowanemu.
    A już na 100% nie jest dobrą sytuacja kiedy popędzamy, straszymy i
    grozimy palcem, że uważaj, bój się, martw się o siebie, bo Twoja
    sytuacja nie jest dobra. Pamiętam jak rozpoczęła się moja droga z
    kierownikiem duchowym. Miałam tak totalny kryzys wiary, tsięczne
    wątpliwości co do nauki KK, że była naprawdę na skraju utraty tejże
    wiary. Poszłam na spotkanie z tym księdzem, jako ostateczną deskę
    ratunku dla mojego być lub nie być w KK. Ja tu do niego z tymi
    wszystkimi wątpliwościami, z tym totalnym bałaganem, a ona na
    to: "spokojnie, proszę to zanieść w modlitwie Chrystusowi, a on
    umocni, uspokoi, da siłę, uleczy" - no myślałam, że go tam stłukę wink
    Ja tu taka niepewna, taka nieszczęśliwa, a on do mnie "spokojnie".
    No i miał rację smile i ma nadal smile Faktycznie Jezus uleczył, wyciszył,
    dał siłę smile
    I tu z autorką jest podobnie - miota się, ma wątpliwości - a ja
    wiem, że Chrystus uleczy i pomoże a my możemy się tu zagdakać na
    śmierć i nic nie wskóramy jeśli ona nie będzie chciała oddać tego
    Jezusowi. Stąd naprawdę to co warto powiedzieć to módl się o pomoc i
    wsparcie smile
    --
    Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma
    ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
  • sulla 16.02.10, 12:41
    ula27121 napisała:

    Konkretna odpowiedź na pytanie to nie jest wsparcie?
    > Pytania, które pozwoliłyby ją lepiej zrozumieć lub uświadomić jej, że może
    > problem nie jest aż tak duży, to nie jest próba wsparcia? Czyli trzeba
    > przytakiwać,nie można powiedzieć szczerze co się myśli o danej sytuacji?
    > Opowiedzieć o sobie jak sobie z takimi sytuacjami radzimy? Jakie mamy z tego
    > korzyści?
    > Czy naprawdę lepiej byłoby napisać " Irmo pomodlę się za Ciebie" i uciąć
    dyskus ję?

    No jasne, ze nie. I jasne, że konkretna odpowiedź jest wsparciem. Ale nie jest
    konkretną odpowiedzią "Ty masz taki a taki problem, Ty jesteś taka a taka", bo
    my nie wiemy jaka Irma jest, my mamy tylko jej kilka postów i nasz wyobrażenia
    i domysły. Więc odpowiedź "Nie da się zastąpić Mszy Św. modlitwą w domu" to
    jest konkret. A odpowiedź "Szukasz wymówek, nie jesteś prawdziwą katoliczką,
    Twoja wiara nie jest prawdziwą wiarą" to nie jest konkret, to są opinie. I
    trzeba sobie zadać pytanie, czy możemy mieć pewność, ze te opnie są słuszne i ze
    mamy prawo takie osądy wydawać.



    --
    "Ducunt volentem fata, nolentem trahunt"
  • ula27121 16.02.10, 13:35
    Tak. Macie racje. Rozumiem.
  • budzikowa 16.02.10, 10:02
    Nie czytałam całego wątku, ale to, co napiszę, nasunęło mi się po przeczytaniu pierwszego posta:

    "Dzień święty święcić". To chyba o. Michał Zioło OCSO zwracał uwagę na to, że świętowanie to nie jest odpoczynek. Wręcz przeciwnie. Po dobrym świętowaniu człowiek pada na pysk ze zmęczenia. Świętowanie zakłada wysiłek, wyjście poza własne rozmemłanie, wskoczenie z codziennych ciuchów w coś odświętnego, itd.
    Gdyby niedziela miała być dniem odpoczynku, a nie dniem świętowania, nikt nie ubierałby się odświętnie, nie piekł ciasta, nie szykował niedzielnego obiadu, a już na pewno nie spraszałby na ten obiad rodziny. Bo trzeba się narobić, a oni i tak wszystko zjedzą, zostawią sterty brudnych talerzy i jeszcze się pokłócą przy stole wink

    Myślę, że przy wprowadzaniu wszelkich zmian dotyczących spraw Boga, warto zadać sobie pytanie o powód tych zmian:
    Czy robię to ze względu na siebie, czy ze względu na Boga. Zmiany ze względu na siebie zazwyczaj są przyjemne na krótką metę (bo można się wyspać), ale w dłuższej perspektywie mogą mieć opłakane skutki.

    Z mojego własnego doświadczenia, bardzo świeżego i bardzo bolesnego: Łatwo jest porzucić jakieś praktyki, bardzo trudno jest do nich wrócić.
    Miałam wypracowany swój własny rytm modlitwy, regularny, niemal nawykowy, taki, który miał być już na wieczność. I rozsypał się przez moje głupie "jakaś zmęczona ostatnio chodzę, muszę się więcej wysypiać". Od kilku miesięcy męczę się, żeby choć trochę odbudować to, co zniszczyłam przez moje własne wygodnictwo.
    Bardzo upokarzające doświadczenie.

    Uważaj na siebie, Irmaaa. Masz wiele do stracenia.
  • atama 16.02.10, 10:37
    Bardzo to ładnie napisałaś smile
    Jak zwykle...
  • sunday 16.02.10, 11:32
    > To chyba o. Michał Zioło OCSO zwracał uwagę na to, że
    > świętowanie to nie jest odpoczynek. Wręcz przeciwnie. Po dobrym
    > świętowaniu człowiek pada na pysk ze zmęczenia.

    Coś w tym jest. Ale i tak myślę, że tylko osoba bezdzietna, bezżenna i
    nie-na-własnym-wikcie może zalecać coś takiego na każda niedzielę. A nawet w
    Wielkanoc nie chciałbym, by upieczenie dwunastu rodzajów mazurków było dla mnie
    ważniejsze od ułożenia z synkiem wieży z klocków.

    > Świętowanie zakłada wysiłek, wyjście poza własne rozmemłanie

    Racja. Ale chyba niekoniecznie po to, by wysmażyć odświętny trójdaniowy obiad,
    pospraszać gości, zabawiać ich rozmową i zostać późnym wieczorem z górą brudnych
    naczyń. Raczej po to, by znów odnaleźć czas dla Pana Boga, dla dzieci, męża,
    żony. Bo to ważniejsze od brudnych talerzy w zlewie.
  • wiesia140 16.02.10, 12:01
    Irmaaa zaczyna się post , może przyłączysz się do naszych rozważań
    wielkopostnych , uważam ,że sporo by ci to dało. Pozwól się prowadzić
    Chrystusowi , zawierz Mu ten problem z mszą niedzielną, pomoże ci
    znaleźć rozwiązanie.
    --
    " Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni jesteście, a ja was pokrzepię"
    www.jezuufamtobie.pl
  • tonika80 16.02.10, 12:21
    Nie rozumiem, myślałam, ze masz małe dzieci. A ośmiolatki nie
    posyłasz w zimie do kościoła bo? Do szkoły podejrzewam, że chodzi?
    Ja Twój post odebrałam raczej jako szukanie dla siebie
    usprawiedliwienia.
  • tonika80 16.02.10, 12:24
    A żeby nie było -niestety też czasem szukam usprawiedliwienia dla
    siebie -zazwyczaj w piątki. Trudno mi przychodzi przestrzeganie
    postu sad
    Ale wiem, ze robie źle, staram się szukać problemu w sobie a nie w
    przyczynach "obiektywnych".
  • irmaaa 16.02.10, 23:58
    No widzisz, a dla mnie przestrzeganie postu nie jest absolutnie żadnym
    problemem. Nie mogę sobie nawet wyobrazić takiej sytuacji,że MUSZĘ zjeść mięso.
    Ja mogę całą dobę o 2 butelkach wody mineralnej- i czasem mi się to zdarza. Ale
    wcale nie uważam,że mogę Ci prawić morały, bo dla mnie to pestka, a Twój ośrodek
    głodu i sytości być może został przez Pana Boga tak skonstruowany, że trudno Ci
    zrezygnować. Może Twoja walka to o wiele większa zasługa w Jego oczach niż moje
    nieprzywiązywanie wagi do jedzenia.
  • irmaaa 16.02.10, 23:52
    Brawo detektyw tonica smile
    Gdybyś jeszcze lepiej poszukała, to może znalazłabyś informacje o tym,że moje
    starsze dziecko było we wczesnej Komunii! Może również to,że do połowy grudnia,
    kiedy zaczęły się choróbska i pierwsze siarczyste mrozy nie opuściłyśmy ani
    jednego I-go piątku i mszy szkolnej. A teraz ZONK: wsytd i zgorszenie!
  • tonika80 17.02.10, 09:08
    Informację o wieku Twojego dziecka wyczytałam po drodze w TEJ
    dyskusji, niegdzie nie musiałam szukać. Gdybyś czytała uważnie cały
    wątek zauważyłabyś to.
    I dziecka pierwszokomunijnego nie prowadzisz do kościoła? To chyba
    niezbyt dobry przykład na przyszłość mu dajesz?
  • sulla 16.02.10, 12:21
    To ja bym się chciała podzielić taką refleksją.
    Jak już większość z Was wie, ja przyjęłam chrzest jako dorosłą osoba. Nie było
    to tak, ze nagle mnie oświeciło w 25 roku życia - moja droga do Boga była długa
    i wyboista. Był też i czas, ze myślałam, że Kościół to niepotrzebna zupełnie
    instytucja. Sporo czasu zajęło mi zrozumienie, że Kościół to przede wszystkim
    wspólnota wierzących. I ze nie da się w pełni realizować chrześcijaństwa poza tą
    wspólnotą, bo dwa najważniejsze przykazania to "Będziesz miłował Boga i będziesz
    miłował bliźniego". Nie da się w pełni kochać Boga, jeśli ta miłość nie jest
    jednocześnie darem dla drugiego człowieka. Bo Bóg nie potrzebuje naszej miłości
    tak jak dziecko potrzebuje miłości matki - Bóg nas uczy miłości po to, żebyśmy
    ją dalej rozprzestrzeniali - tak jak matka uczy miłości po to, by jej dzieci
    umiały się kochać nawzajem i kochać same siebie.
    Bóg jest miłością i ofiarowuje nam ja po to, byśmy ją innym przekazywali. Czasem
    jest tak, ze ktoś nie czuje Bożej miłości sam z siebie, ale może ją poczuć
    poprzez drugą osobę właśnie - i tu jest nasze ważne zadanie. Dawać naszą
    miłością świadectwo Bożej miłości.

    No ale na tym polu powstaje czasem konfuzja właśnie. I ten wątek jest moim
    zdaniem przykładem takiej konfuzji. No bo czasem się wydaje, że trzeba wybrać -
    Bóg czy człowiek? Czy oddać cześć Bogu czy zostać z drugim człowiekiem? I to nie
    jest łatwe, stwierdzić, czego Bóg od nas w takiej sytuacji oczekuje. Nie
    dlatego, że zamysły Boże są pokręcone, ani nie dlatego, ze jesteśmy złymi
    wichrzycielami, dybiącymi na jedność Kościoła, ale dlatego że nasza percepcja
    jest ułomna i trudno jest nam się odnaleźć. Każdorazowo jest to jakaś konkretna
    sytuacja do rozważenia w atmosferze zrozumienia i życzliwości.

    Tak więc nie o to chodzi, czy stawiać Boga ba pierwszym miejscu, bo jak sadzę
    każdy kto trafia na to forum, właśnie taki ma cel - stawiać Boga na pierwszym
    miejscu.Pytanie brzmi - jak to zrobić? Czy jest na to uniwersalna recepta? Czy
    jest jakiś przepis na każdą możliwą okoliczność? Ja sądzę, że nie ma, ale że za
    każdym razem Bóg da nam odpowiedź, jeśli się o nią do Niego zwrócimy.





    --
    "Ducunt volentem fata, nolentem trahunt"
  • atama 16.02.10, 12:39
    smile
    sulla napisała:

    > No ale na tym polu powstaje czasem konfuzja właśnie. I ten wątek
    jest moim
    > zdaniem przykładem takiej konfuzji. No bo czasem się wydaje, że
    trzeba wybrać -
    > Bóg czy człowiek? Czy oddać cześć Bogu czy zostać z drugim
    człowiekiem?

    Ja bym się zastanowiła, kto przedstawia nam takie wybory.
    Miłość do Boga nie wyklucza miłości do człowieka. Jedno wypływa z
    drugiego.
    Bóg od nas nie wymaga miłości do siebie "po trupach" sypiących się
    dookoła: w rodzinie, pracy, otoczeniu.
    Perspektywa: albo Bóg, albo rodzina - jest z krzywego zwierciadła.
    Tak mi się wydaje.
  • sulla 16.02.10, 12:57
    > Perspektywa: albo Bóg, albo rodzina - jest z krzywego zwierciadła.
    > Tak mi się wydaje.

    Właśnie o tym piszę. Bo ja jestem przekonana, ze nie ma miłości Boga bez miłości
    człowieka i nie ma prawdziwej miłości do człowieka bez miłości do Boga. Ale
    pragnę zwrócić uwagę na to, że to, iż ktoś ma wątpliwości w różnych
    jednostkowych sytuacjach, nie oznacza jeszcze, że nie wierzy w Boga prawdziwie,
    a takie tu sugestie padają.

    Na mnie duże wrażenie zrobił tu przykład Juli, która poszła ze skurczami
    porodowymi do kościoła. Jestem pełna podziwu dla jej odwagi, bo ja bym się po
    prostu bała o dziecko. Ja od razu jechałam do szpitala. Ale czy to znaczy, ze ja
    jestem w mniej wierząca od Juli?

    Można te sprawę rozpatrywać tak: poszła do kościoła - Bóg na pierwszym miejscu,
    wierząca. Poszła do szpitala - Bóg na drugim miejscu, niewierząca. A mi się
    wydaje, ze tak po prostu nie wolno. Bo miłość do Boga i miłość do człowieka
    często się przeplatają, wymagają wyborów, które nie są jednoznaczne (dla
    niektórych postawa Juli się wydała fanatyczna, dla innych - słuszna, i o czym to
    świadczy? tylko o naszym cząstkowym poznaniu, o niczym więcej). Ale wierzę, ze
    jak się te wybory zawierzy Jezusowi, to on nas poprowadzi słuszną drogą.





    --
    "Ducunt volentem fata, nolentem trahunt"
  • sion2 16.02.10, 17:41
    Tak Atamo, ale z drugiej strony co to za rodzina chrzescijanska
    ktora zwalnia sie z niedzielnej mszy sw bo woli wlasne towarzystwo?
    To wtedy naprawiac trzeba rodzine i jej wiezi z Bogiem a nie
    stawiac czas wspolny jako najwazniejsza wartosc. Zreszta niedzielna
    msza sw JEST czasem wspolnym, spedzonym w zalozeniu na chwaleniu
    Boga. Co to za rodzina chrzescijanska ktora raz na tydzuen nie ma
    za co WSPOLNIE podziekowac Bogu, wspolnie Go blagac i wspolnie
    przyjmowac Chrystusa w Komunii sw.
    --
    Masz uzdolnione wokalnie dziecko w wieku 5-9 lat? Zapraszamy na przesłuchania do międzynarodowego festiwalu piosenki dziecięcej 53. Zecchino d'Oro!
  • sion2 16.02.10, 17:15
    Sullo, w zasadzie masz rację. Tak na pierwsy rzut oka smile.
    Ale moim zdaniem jest tez tak, że z pewnymi rzeczami, zasadami sie
    nie dyskutuje. Może to jest specyfika katolickiego wyznania ale u
    nas obowiazuja pewne aksjomaty od ktorych nie ma odwolania. W
    katolicyzmie nie ma mozliwosci samodzielnych dywagacji w pelnym
    zakresie dotyczacym spraw religijnych.
    Wbrew pozorom takich spraw jest niewiele - dogmaty wiary,
    dogamtyczna interpretacja Pisma sw a co za tym idzie takze
    przykazan Bozych. Tu nie ma miejsca na wlasne pomysly na wiare, bo
    co Bogu mile zostalo dla nas katolikow jasno okreslone.
    Oczywiscie jesli ktos obiektywnie nie moze isc na msze sw nie
    popelnia grzechu. Nie popelnia grzechu kto nie moze isc na msze bo
    musi zajac sie osoba chora czy ogolnie wyamagajaca opieki, nie
    popelni grzechu matka samotna ktora ma niemowle a warunki pogodowe
    sa takie ze wyjscie z domu zaszkodzi dziecku itp. sytuacje.

    I nie krytykujemy Irmaaa za jej sytuacje domowa, nie dociekamy czy
    na pewno moze czy nie moze isc na msze ale krytykujemy jej
    interpretacje przykazan Bozych i pomysl że mszę sw mozna zastapic
    osobista modlitwa w domu.
    W dodatku jesli ma dziecko w wieku lat 8 do zaczyna ono
    przygotowanie do I Komunii. W tym czasie katolickim dzieciom
    naprawde wbija sie do glowy że msza sw niedzielna jest BARDZO WAZNA
    i że nie mozna jej opuszczac. Dzieci w tym wieku jesli nie sa na
    mszy to najczesciej z winy rodzicow. A nawet jesli sammemu nie da
    rady isc, mozna poprosic rodzicow znajomych dzieci aby wstapili po
    dziecko irmaaa albo miec jakikolwiek inny pomysl zeby tylko pokazac
    dziecku wlasnym zyciem że msza sw jest wazna. A tak to dziecko na
    religii slyszy cos innego a w domu widzi zly przyklad.
    --
    Masz uzdolnione wokalnie dziecko w wieku 5-9 lat? Zapraszamy na przesłuchania do międzynarodowego festiwalu piosenki dziecięcej 53. Zecchino d'Oro!
  • sulla 16.02.10, 17:39
    Sion, ja wiem, ze w katolicyzmie sprawa nieco inaczej wygląda niż w wyznaniach
    protestanckich, gdzie samodzielna interpretacja Pisma jest dopuszczona i do tego
    nie ma Tradycji. I nie o to mi chodzi, żeby z tym dyskutować. Ja tylko pragnę
    zwrócić uwagę na to, ze to, iż ktoś ma wątpliwości, nie oznacza zaraz, ze nie
    jest prawdziwie wierzący, a jedynie, ze czasem jest nam trudno się odnaleźć. A
    pogubić się mają prawo tak samo katolicy, jak i inni chrześcijanie, prawda? No i
    jak ktoś się gubi, to nie ma powodu zakładać od razu jego złej woli, złościć się
    na niego czy rzucać podejrzeń. Bo to wcale nie pomaga nikomu.



    --
    "Ducunt volentem fata, nolentem trahunt"
  • ula27121 16.02.10, 19:47
    sulla napisała:
    > No
    > i
    > jak ktoś się gubi, to nie ma powodu zakładać od razu jego złej woli, złościć si
    > ę
    > na niego czy rzucać podejrzeń. Bo to wcale nie pomaga nikomu.
    >
    Tak, z tym też się zgodzę ale to powinno działać w dwie strony. Jeszcze raz
    przeczytałam odpowiedzi założycielki wątku i uważam, że też daje się ponieść
    emocjom, trochę prowokuje....przecież wszyscy jesteśmy ludźmi, człowiek się
    zdenerwuje, przeprosi,spróbuje zrozumieć. Ale w dwie strony to musi działać.
  • sulla 16.02.10, 22:10
    Ba, no jasne, że to w obie strony powinno obowiązywać. Inaczej komunikacja staje
    się zaburzona, żeby nie rzec, niemożliwa. A o komunikację nam przecież chodzi.



    --
    "Ducunt volentem fata, nolentem trahunt"
  • sion2 16.02.10, 20:00
    Sullo w katolicyzmie tez jest dopuszczona a wrecz zalecana
    samodzielna lektura Pisma św, samodzielne rozwazanie i samodzielne
    wyciaganie wnioskow dla siebie. Ja tez codziennie samodzielnie
    rozwazam Ewaneglię.
    NIe jest dopuszczona samodzielna interpretacja w sprawach
    dogmatycznych i to wlasnie trzyma katolikow w jednosci. Nie jest
    dopuszczone samodzielne dochodzenie do wniosku ktore z przykazan
    Bozych mnie obowiazuje a ktore nie. Ale samodzielna lektura Pisma,
    rozwazania, szukanie swiatla Ducha Św w lekturze Pisma na co dzien -
    jak najbardziej. To tak gwoli wyjasnienia.
    Ja nie gniewalam sie na irmaaa ani jej nie osadzalam, juz to
    wyjasnilam. Zauwazylam w tym co pisze lekcewazenie mszy sw i
    niezrozumienie czym ona jest i to konkretnie a nie jej pojedyncze
    wybory co niedziela, skrytykowalam.
    --
    Masz uzdolnione wokalnie dziecko w wieku 5-9 lat? Zapraszamy na przesłuchania do międzynarodowego festiwalu piosenki dziecięcej 53. Zecchino d'Oro!
  • sulla 16.02.10, 22:17
    A widzisz, Sion, to i przy okazji się dowiedziałam czegoś więcej o katolicyzmie,
    i wychodzi, że nam może i bliżej do siebie niż myślałam. Bo i u nas nie można
    sobie wybierać, które przykazanie obowiązuje, a które nie. Czyli że z każdej
    dyskusji jakaś nauka płynie smile

    No a te moje uwagi o nie rzucaniu podejrzeń i oskarżeń to ja piszę ogólnie i
    siebie tym obejmując, bo i ja nie jestem wolna od różnorakich emocji, nie
    ukrywam. I czasem mnie ponosi.


    --
    "Ducunt volentem fata, nolentem trahunt"

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka