Dodaj do ulubionych

Niby jestem wierzaca.....

21.02.04, 15:40
Wychowalam sie w rodzinie silnie zwiazanej z ruchem swiatlo-zycie, zylam
wsrod ksiezy, ludzi gleboko- jak mi sie wydawalo - wierzacych. A teraz??? Nie
chodze do kosciola , nie modle sie , nie przezywam w jakis szczegolny sposob
Boga czy Natury czy jak tam zwac ta sile nadprzyrodzona. To wszystko
obrzydzili mi ludzie obludnicy ktorzy w kosciele krzyzem leza, na msze
codziennie chodza a np. nie odzywaja sie do nikogo: rodziny,sasiadow,
obgaduja , sklucaja ludzi itd.....
Nie wiem jak bede wychowywac swoje dziecko. Jest ochrzczony ale....na pewno
nie bede mu mowila ze jedyna droga zbawienia jest kosciol katolicki, ze tylko
on, nic poza tym....Mam slub koscielny bo wtedy bylam jeszcze slepa jak mi
sie zdaje.
Dla mnie najwazniejsze jest to zeby byc dobrym, uczynnym, sprawiedliwym-
porzadnym czlowiekiem.
Nie lubie jak mi sie mowi, ze jedyna droga dobra prowadzi przez kosciol
katolicki, nie cierpie tego.....
A jesli chcialaoby sie pogadac niby z ludzmi wierzacymi np. na tematy
biblijne, to nawet nie wiedza gdzie w Pismie sw. szukac ewangelii- tak z tym
sie spotkalam.
Podziwiam ludzi ktorzy deklaruja sie jako wierzacy i praktykujacy i
rzeczywiscie swoja wiara zyja, i przezywaja ja.
Nie wstydza sie swoich symboli religijnych. Takich ludzi bardzo szanuje i
szanuje ich wiare i religie. Ja juz tak nie potrafie, zycie religijne nie
jest dla mnie wazne, nie potrzebuje spowiedzi, mszy sw...Nie potzrebuje
kosciola do dobrego zycia, do tego zeby byc dobrym czlowiekiem, do tego zeby
wiedziec co dobre a co zle.....A moz ezle mysle????

PS. Nasz- moj i meza przyjaciel jest ksiedzem i baaardzo czesto sie
spotykamysmile) Paradoks? Moze


--
A to moj Szymon
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=9734721
Edytor zaawansowany
  • ciumak 21.02.04, 16:54
    Witaj Anita.
    Przeczytałem Twojego posta, bo moja żona jest tu na forum od jakiegoś czasu. No
    i postanowiłem Ci odpowiedzieć, więc się wpisałem i oto jesteśmy teraz oboje smile
    Zawsze mi przykro, kiedy słyszę o historiach podobnych do Twojej. Nie jest to
    niestety rzadkością. Sam byłem w podobnej sytuacji jakiś czas temu i jestem w
    stanie to zrozumieć. Miałem wtedy nienajlepsze mniemanie o Kościele Katolickim,
    prawdopodobnie o wiele gorsze niż Ty uncertain Ale teraz nie chcę nikogo obwiniać o
    taki stan rzeczy, po prostu ludzie są ludźmi, księża nie są wyjątkami. Fakt
    faktem, podjęli się zadania opieki duchowej nad wieloma ludźmi i jest to wielka
    odpowiedzialność. To jest to, co ich wyróżnia. Ale to nie ja ich z tego będę
    rozliczał, tylko Pan Bóg.
    Po pierwsze chcę, żebyś wiedziała, żebyś była przekonana o tym, że chociaż
    ludzie czasem nie stają na wysokości zadania i nie robią tego, co powinni, to
    Jezus zawsze jest przy Tobie i pragnie Twojego dobra. Dla niektórych to może
    brzmieć jak slogan, ale dla tych, którzy traktują Go poważnie jest to prawda,
    która pozwala żyć pełnią życia i nie upadać w trudnym czasie. Takie czy inne
    zachowania religijne w tym czy innym kościele są sprawą drugorzędną, są to tylko
    formy zewnętrzne, które mogą ułatwić nam życie blisko Boga. Ale te formy,
    sakramenty, czy symbole nie mogą zastąpić tego, co się dzieje między Tobą, a
    Bogiem w sferze duchowej! Jeśli postanowisz w swoim sercu, że po pierwsze chcesz
    się podobać Bogu i że uznajesz, że On wie lepiej co jest dla Ciebie dobre i
    czego od Ciebie oczekuje, to On to na pewno doceni i będzie Cię w taki czy inny
    sposób prowadził. Jeśli będziesz Go szukać, On pozwoli się znaleźć, że użyję
    biblijnego sformułowania. A musisz też wiedzieć, że Bóg nie oczekuje od Ciebie
    bycia superczłowiekiem, bo to nie jest możliwe, co więcej, ludzie są w oczach
    Boga niedoskonali i tak już musi być. Ale Bogu zależy na tym, żeby mu UFAĆ i
    żeby Go kochać całą swoją osobą, jak dzieci swoich rodziców. I nie bycie dobrym
    człowiekiem jest najważniejsze, ale uniżenie się przed Bogiem i przyjęcie
    wszystkiego takim, jak On to widzi. Dopiero od tego pochodzi poznanie tego, co
    jest dobre (to, co się Jemu podoba - o tym mówi Pismo Święte), siła do życia we
    właściwy sposób, do przebaczania, do miłowania nieprzyjaciół itd. Tego się nie
    da osiągnąć samemu, można się co najwyżej rozczarować sobą samym.
  • grrrrw 22.02.04, 07:51
    Ja w zasadzie też mam jak najgorsze mniemanie o Kosciele. Ale zawsze sobie
    myslę, ze dla Jezusa nie miała to znaczenia, oddał za ten okropny Koscioł
    zycie. Wiec i ja coś uczynie.
  • ciumak 22.02.04, 15:35
    Nie wiem, czy to jest odpowiedź na mojego posta, ale ja nie pisałem, że mam jak
    najgorsze mniemanie o Kościele Katolickim, tylko że kiedyś miałem. Teraz dużo
    się zmieniło, nie staram się szukać winnych bo nie jestem od tego. Właśnie taka
    postawa szukania winnych i myślenia o sobie jako o ofierze czyichś działań (tak
    jakby Bóg nie mógł pomóc...) była dla mnie zniewalająca i byłem w złym stanie
    duchowym. Być może tak też jest z Anitą, więc to jest realny problem. Wiemy, że
    każdy potrzebuje przebaczenia, ale pamiętajmy też o tym, że potrzebujemy
    przebaczać innym, żeby być wolnymi od zgorzknienia, nienawiści itp. Dotyczy to
    też naszego stosunku do KK.
    A jeszcze chciałem poruszyć jedną rzecz, nie wiem, czy to było z Twojej strony
    celowo napisane, czy jakiś skrót myślowy, ale Jezus nie oddał życia za Kościół w
    sensie formalnej grupy ludzi. On oddał życie za grzechy każdego oddzielnie i
    każdy oddzielnie musi się do tego jakoś ustosunkować - przyjąć to i żyć zgodnie
    z tym, albo wybrać jakieś swoje rozwiązanie, albo zwyczajnie z premedytacją żyć
    w grzechu. Bycie ochrzczonym nie zwalnia z konieczności tego wyboru.
  • svistak 21.02.04, 18:29
    > Dla mnie najwazniejsze jest to zeby byc dobrym, uczynnym, sprawiedliwym-
    > porzadnym czlowiekiem.

    Myślisz, ze ci sie uda samej wytrwać w tym postanowieniu?
    "Wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej" (Rzymian 3:23)

    z>ycie religijne nie > jest dla mnie wazne, nie potrzebuje spowiedzi, mszy
    sw...Nie potzrebuje > kosciola do dobrego zycia, do tego zeby byc dobrym
    czlowiekiem, do tego zeby > wiedziec co dobre a co zle.....

    A co lub kto jest ci potrzebny jako drogowskaz? Ty sama sobie wystarczysz?
    "Nie ma ani jednego sprawiedliwego, nie masz, kto by rozumiał, nie masz, kto by
    szukał Boga; wszyscy zboczyli, razem stali się nieużytecznymi, nie masz, kto by
    czynił dobrze, nie masz ani jednego" (Rz.3,10-12).


    To wszystko > obrzydzili mi ludzie obludnicy ktorzy w kosciele krzyzem leza, na
    msze > codziennie chodza a np. nie odzywaja sie do nikogo: rodziny,sasiadow,
    > obgaduja , sklucaja ludzi itd.
    Masz rację- ludzie są podli. Ale... JEZUS JEST INNY NIŻ LUDZIE. ON CIĘ NIGDY
    NIE ZAWIEDZIE. Dowód? Czy jesteś pewna, ze ktokolwiek z ludzi oddałby życie za
    ciebie? Dowodem Jego miłosci do ciebie niech bedzie biczowanie, które przeszedł
    i to, ze pozwolił sie poniżyć przez podłych ludzi- abyś tylko ty nie musiała
    przez to przechodzić... ON CIĘ NAPRAWDE KOCHA. ZAWSZE DOTRZYMUJE SŁOWA.
    Możesz z Nim się spotkać ZAWSZE I WSZEDZIE- nigdy cię nie odepchnie, ani nie
    zignoruje.
    Czy Mu wierzysz? Codziennie?

    svistak
    PS.

    x x x

    Dostałam miłosny list:
    "Czekam. Przyjdź."

    Poszłam na spotkanie.
    Góra. Krzyż.

    On czekał na mnie
    Miliardy dni.

    Ucieszył się bardzo.
    Otarł łzy.

    Zaręczył się ze mną.
    Zaklaskał las.

    I razem poszliśmy:
    Jezus i ja.

    (Sylwia Kamień)


  • isma 23.02.04, 12:01
    Anito,
    tylez przykladow zlych, co i dobrych sama wymienilas, zobacz. Sa faryzeusze, i
    sa szczerze wierzacy. Proporcje mozna oceniac roznie. Ale, tak jak tu ktos
    napisal, Chrystus umarl za kazdego z nas z osobna, kazdy z nas z osobna tylko z
    wlasnego sumienia zdaje sprawe przed Bogiem.

    Czy to znaczy, ze Kosciol nie jest potrzebny? Moja odpowiedz (a tez kiedys
    zgrzytalam zebami na pielgrzymkowo-oazowe historie, na radiomaryjne - mimo, ze
    bardzo sie staram - zgrzytam do dzis) jest taka: Kosciol tak, ludzie Kosciola -
    nie wszyscy i niekoniecznie.

    Dlaczego "Kosciol tak"? Im wiecej wiem o Kosciele, tym wiecej dobrego o nim
    wiem. Negatywne przyklady latwo mnozyc, sa na wyciagniecie reki, multiplikowane
    przez media i plotke (latwiej w pamiec zapada papiez Borgia, ale to nie
    swiadczy o papiestwie, powiedzmy). Im wiecej wiem o Kosciele, tym wyrazniej
    widze, ze jest w Kosciele fundament, to, co wazne - Pismo św., depozyt Credo,
    sakramenty, i to, co zmienne, niewazne - fundacje, kolka wzajemnej adoracji,
    nierzadko martwy albo bliski kiczowi jezyk i formy liturgii, samochody bez cla
    itepe itede.

    Sw. Ignacy Loyola napisal kiedys taki tekst, ktory nazwal "Zasada i fundament"
    i wlaczyl do swoich "Cwiczen duchownych". To brzmi mniej wiecej tak:
    "Człowiek po to jest stworzony, aby Boga, Pana naszego, chwalił, czcił i jemu
    służył, a przez to zbawił duszę swoją. Inne zaś rzeczy na obliczu ziemi są
    stworzone dla człowieka i aby mu pomagały do osiągnięcia celu, dla którego jest
    on stworzony.
    Z tego wynika, że człowiek ma korzystać z nich w całej tej mierze, w jakiej mu
    one pomagają do jego celu, a znów w całej tej mierze winien się od nich
    uwalniać, w jakiej mu są przeszkodą do tegoż celu. I dlatego trzeba nam stać
    się ludźmi obojętnymi w stosunku do wszystkich rzeczy stworzonych, w tym
    wszystkim, co podlega wolności naszej wolnej woli, a nie jest jej zakazane lub
    nakazane, tak byśmy z naszej strony nie pragnęli więcej zdrowia niż choroby,
    bogactwa więcej niż ubóstwa, zaszczytów więcej niż wzgardy, życia długiego
    więcej niż krótkiego, i podobnie we wszystkich innych rzeczach.
    Trzeba pragnąć i wybierać jedynie to, co nam więcej pomaga do celu, dla którego
    jesteśmy stworzeni."
    I tak wierze.

    --
    Is.
    foto.onet.pl/albumy/album.html?id=11392&grupa=7&kat=0&a=isma
  • piotrsko 23.02.04, 12:46
    Anito !
    Wydaje mi się, że Cię rozumiem. Sam jeździłem kiedyś na oazy ale potem
    zgorszony postawą niektórych ksieży odszedłem z Kościoła. Tyle, że Pan Bóg
    przyprowadził mnie do Niego na nowo. Jak chcesz możesz przeczytać sobie moją
    historię na wątku "Neokatechumenat". Dzisiaj nuczyłem się kochac Kosciół taki
    jaki jest. Także księży, którym można by wiele zarzucać. Ale sąd należy do
    Boga. Stąd Jezus opowiedział kiedyś uczniom przypowieść o kąkolu i pszenicy.
    Dopóki On nie powróci na tym samym polu rosło będzie zboże i chwast. To do
    czego Bóg powołuje to brać na siebie grzechy innych. Tak jak św. Paweł, który
    gdy był aresztowany pisał w swoim liście ( chyba do Tymoteusza ): wszyscy
    bracia mnie opuścili - niech im to nie będzie policzone. Bo taka jest droga
    tego kto idzie za Chrystusem. On kochał ten zalążek Kościoła - 12 apostołów, z
    których wszyscy z wyjątkiem Jana uciekli spod krzyża, jeden go sprzedał, a
    drugi 3 razy się go wyparł. Ale On po zmartwychwstaniu mówi do niego ( do
    Piotra ): Paś owce moje .... Odwagi Anito ! Nie traktuj tego jako moralizmu.
    Nie mam takiej intencji. Dzielę się tylko tym co akurat myślę i czego sam
    doświadczyłem. Piotr.
  • kwarantanna 01.03.04, 23:55
    Podpisuje się pod twoim listem obiema rękami.O wartości człowieka nie świadczy
    bynajmniej ilość "odklepanych" zdrowasiek.Kościół katolicki w Polsce w obecnej
    formie jest dla mnie całkowicie nie do przyjęcia.Nie przypomina miejsca
    modlitwy,refleksji.A duchowni zamiast skupić się na słowie Bożym politykują i
    niezdrowo ładują się w życie ludzi.Kościół to wielka medialna instytucja,mająca
    monopol na czynienie dobra i skutecznie zwalczająca wszelkie inne formy
    konkurujące o wpływ na zwykłych śmiertelników.
  • kramla 02.03.04, 08:48
    A co świadczy o wartości człowieka? Zgadzam się, że nie ilość klepanych
    zdrowasiek.I niby z czym lub kim jeszcze konkuruje ta wielka medialna
    instytucja? Właśnie przed chwilką się dowiedziałam się od Ciebie, że
    świętowanie niedzieli (i w miarę możliwości unikanie niekoniecznych prac, w tym
    robienia zakupów) to średniowiecze.
    Czy Tu przypadkiem nie pomyliłaś (pomyliłeś) forów???
  • ogolone_jajka 25.04.04, 01:00
    Święte słowa. Przeżyj życie godnie - to wystarczy. Niepotrzebni sa żadni wymyśleni bogowie, ani żadne instytucje "duchowe".
  • luzer 25.04.04, 03:57
    PROFESJONALIŚCI

    Moje życie religijne pozostaje całkowicie w rękach profesjonalistów. Jeśli chcę
    nauczyć się modlić, idę do kierownika duchowego; jeśli pragnę odkryć wolę Bożą w
    odniesieniu do mnie, udaję się na rekolekcje prowadzone przez specjalistę; by
    zrozumieć Biblię, udaję się do moralisty; a żeby zostały mi przebaczone grzechy,
    idę do kapłana.

    Król jednej z wysp południowego Pacyfiku wydał bankiet na cześć znanego gościa z
    Zachodu. Kiedy nadeszła pora wygłoszenia pochwalnej mowy na cześć gościa, jego
    Królewska Mość dalej siedział na ziemi, podczas gdy zawodowy mówca, specjalnie
    w tym celu wybrany, rozpływał się w pochwałach.
    Po kunsztownym panegiryku gość podniósł się, aby powiedzieć kilka słów
    podziękowania królowi.
    Król powstrzymał go delikatnie:
    - Proszę nie wstawać powiedział - wyznaczyłem pewnego mówcę, aby mówił za pana.
    Na naszej wyspie uważamy, że publiczne przemawianie nie powinno pozostawać
    w rękach amatorów.

    Pytam się: Czy Bóg nie wolałby, abym był bardziej "amatorem" w moich kontaktach
    z Nim?


    /Anthony de Mello/

    ____________________________________________________________

    I pamiętaj, że "amator" to po polsku: "MIŁOŚNIK". smile))))



    Pozdrawiam serdecznie,

    LV23R smile)




    --
    Dobrze wiedzieć, że gdzieś tam jest Koleś,
    wyluzowany za wszystkich nas, grzeszników.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka