• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

zagrożenia duchowe Dodaj do ulubionych

  • 10.12.10, 02:34
    chciałam kiedyś na ten temat napisać małą rozprawkę , ale nie mam czasu tego zrobić , a myślę ,że nam się to na forum przyda więc postaram się powklejać trochę artykułów na ten temat
    więc zaczynam pierwsze zagrożenie :

    gry komputerowe:

    zagrozeniaduchowe.pl/?p=486
    dla tych , którzy maja obcięty internet

    Świat gier komputerowych nie jest wolny od zagrożeń duchowych. Już pierwsze spopularyzowane gry, powstające w latach 90. XX wieku, zawierały elementy przemocy i satanizmu. Niekiedy ich celem była właśnie przemoc czy zadanie komuś śmierci (np. seria gier Mortal Kombat – tłum. Śmiertelna Walka). Z czasem, wraz z rozwojem technologii, grafika stawała się coraz dokładniejsza i bardziej precyzyjna. W gry wpleciono symbole i elementy okultystyczne. Nietrudno było stwierdzić propagowanie i kult zła, cierpienia, przemocy, śmierci czy diabła, gdyż często już tytuły mówiły same za siebie: Devil Inside (Diabeł w środku), Game of Death (Gra Śmierci) czy Resident Evil (Mieszkanie Zła). W ofercie sklepów pojawiły się także gry komputerowe antychrześcijańskie. Dla przykładu można podać grę Populous III, w której gracz uczy się, jak zostać bogiem.

    Pomimo ogromnej ilości agresji i przemocy wynoszonej na piedestał, gry te często posiadają ograniczenia wiekowe nieproporcjonalnie niskie do ilości propagowanych treści. Jan Bernacki (fragm. ze strony: www.poloniauk.com) opisuje jedną z serii gier w następujący sposób: (…wink gra jest celowo i bezwstydnie kontrowersyjna. Prezentuje sceny pospolitej przemocy, niedwuznaczne sytuacje seksualne, prostytucję, wulgarny język oraz, jak twierdzą niektórzy komentatorzy, gloryfikuje działalność przestępczą. Pierwsza gra z serii GTA (przyp. Grand Theft Auto) została opisana przez Federację Policjantów jako “chora, skrzywiona i godna najgłębszej pogardy”. Po premierze GTA 3 amerykański kongresman Joe Baca, Demokrata z południowej Kalifornii, złożył w 2002 roku projekt ustawy o ochronie dzieci przed seksem i przemocą w grach wideo, pytając: “Czy naprawdę chcecie, by wasze dzieci wcielały się w postać masowego mordercy lub złodzieja samochodów, gdy wy jesteście w pracy?”. W Australii gra została zakazana. Poza tym dzieci i młodzież często chętniej sięgają po gry zakazane w ich wieku. Dobrym wskaźnikiem może być fakt, iż wśród pięciu najlepiej sprzedających się gier na PlayStation 2, aż trzy z nich stanowią gry przeznaczony dla osób pełnoletnich, a ilość sprzedanych krążków z Grand Theft Auto: San Andreas przekroczyła 17 mln.

    gra2

    Badania poświęcone osobom grającym w gry komputerowe z dużą ilością przemocy wykazały, iż gracze ci cechują się nasiloną agresją, sporą pewnością siebie, unikaniem odpowiedzialności oraz przekonaniem o własnej doskonałości. Stwierdzono także problemy w budowaniu właściwych kontaktów społecznych. Gracze ci często traktują innych jak przedmioty, które można zniszczyć, przestawić, wykorzystać (Gała, Uflik, Lublin 2000). Amerykański psycholog Craig Brod stwierdził, że kosztem rewolucji komputerowej jest tzw. technocentryczny model człowieka, który charakteryzuje się m. in. adoptowanie nawyków umysłu zbliżonych do działania komputera, słaba uczuciowość, naleganie na wydajność i szybkość, brak empatii, niska tolerancja na niejednoznaczność ludzkiego zachowania i komunikowania się.

    To wszystko sprawia, że poza konsekwencjami psychospołecznymi, pojawiają się także konsekwencje duchowe. Gry komputerowe mogę stanowić ogromne możliwości otwierania się na świat demoniczny. Utożsamienie się z postacią prowadzoną w grze (które ma miejsce przy każdej rozgrywce), połączonej z mniej bądź bardziej świadomą afirmacją zła (przemocy, agresji, satanizmu, okultyzmu) jest wewnętrznym przyzwoleniem na ingerencję diabła w naszym życiu.
    Gry zawierające satanizm i okultyzm

    Aces and Eights
    Darklands
    Devil Inside
    Doom
    Dungeon Keeper
    Elvira
    Evil’s Doom
    Garbiel Knight
    Game of Death
    Hell on Earth
    Heretic
    Hero’s quest
    Hexen
    Killing Stones
    Messiah
    Mortal Kombat
    Quake
    Resident Evil
    Running Man
    Russian Roulette
    Seventh sword of mendor
    Suburbs
    Wizard’s crown
    Gry zawierające satanizm i przemoc

    Assassin’s Creed
    Blood
    Carmageddon
    Clive Barker’s Jericho
    Counter Strike
    Diablo
    Dungeons & Dragons
    Fear
    Grand Theft Auto
    Hitman
    Kingpin
    Leisure Suit Larry: Magna Cum Laude
    Manhunt
    Metal Gear Solid
    Postal
    Rumble Roses
    The Darkness
    The Guy Game
    The Punisher
    Gry antychrześcijańskie

    Hell Game
    Perihelion
    Populus III
    Sententiahas

    Tags: Cierpienie, Gry, Gry komputerowe, Okultyzm, Przemoc, Satanizm, Zło
    This entry was posted on Środa, luty 17th, 2010 at 15:34. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. Responses are currently closed, but you can trackback from your own site.

    --
    " Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni jesteście , a ja was pokrzepię" www.jezuufamtobie.pl/
    Zaawansowany formularz
    • 10.12.10, 02:40

      akupunktura
      www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TS/wam_2009_lek_zagrozen_02.html
      tekst z linka:

      (łac. acus — igła i punctus — punkt, punctura — zastrzyk; chińska nazwa: chen-chin oznacza igłę i ciepło) — starochińska sztuka uzdrawiania, opierająca się na manipulowaniu energią ciała (pobudzenie lub uspokojenie), a polegająca na nakłuwaniu igłami o właściwej grubości odpowiednich miejsc na ciele pacjenta. Tradycyjnie do tego celu używa się igieł ze stali nierdzewnej, a współcześnie niekiedy przepuszcza się przez nie dodatkowo prąd elektryczny o niskiej częstotliwości w celu wzmocnienia stymulacji. Stosuje się też wstrzykiwanie wody destylowanej, morfiny, witamin lub roztworów homeopatycznych. Używa się także promienia laserowego (laseropunktura), wbija igłę w małżowinę uszną (aurikuloterapia — czyli terapia ucha, w której każdy fragment ucha odpowiada określonemu organowi ciała) lub stosuje naciskanie dłońmi (akupresura).

      Jest ściśle związana ze specyficzną chińską koncepcją człowieka i świata. Klasyczna chińska medycyna sięga swymi korzeniami do tradycji szamanistycznej i astrologicznej religii, którą później kształtował zarówno taoizm, jak i konfucjanizm. Już w chińskiej epoce kamiennej (ok. 3 tys. lat przed Chr.) stwierdzono, że nakłuwanie lub opalanie pewnych punktów ciała ludzkiego wspomaga proces leczenia. Początkowo znano kilka takich punktów i nakłuwano kamiennymi igłami. Dzisiaj znane są 722 punkty symetrycznie rozłożone na obydwu połowach ludzkiego ciała.

      Najważniejszy tekst medyczny Nei Cing — Księga medycyny wewnętrznej Żółtego Cesarza (ok. 26 w. przed Chr.), zawiera przejrzystą teorię ludzkiego organizmu oraz teorię medycyny. Jest w niej wzmianka, że wiele oddzielonych od siebie punktów ciała wpływa na zdrowie każdego organu. Te wzajemnie połączone punkty nazwano cing — szczytami. Początkowo znano dwanaście szczytów, później dodano dwa dalsze. Wszystkie szczyty posiadają własne cechy charakterystyczne związane z ich wpływem na organy, mięśnie czy skórę w ciele ludzkim bądź zwierzęcym.

      Zarówno jednostka, jak i społeczeństwo są w medycynie chińskiej nieodłączną częścią wielkiego, zbudowanego na pewnych regułach, ładu. Choroba jawi się jako wyraz dysharmonii na poziomie jednostki, jak i społeczeństwa. Prawidłowości kosmiczne wyznaczone są za pomocą skomplikowanego systemu zgodności i powiązań wyrażonego w symbolizmie jin—jang oraz systemu Wu sing — Pięciu Żywiołów, które odpowiadają: drewnu (wątroba, pęcherzyk żółciowy), ogniowi (serce, jelito cienkie, osierdzie, potrójny ogrzewacz), ziemi (żołądek i śledziona wraz z trzustką), metalowi (płuca i jelito grube) i wodzie (nerki i pęcherz moczowy). Każdy z żywiołów reprezentuje cechy, z których jedna pociąga za sobą drugą, a wszystkie nawzajem na siebie oddziałują w ściśle określonym cyklicznym porządku.

      U Chińczyków ciało jest rozpatrywane zawsze w kategoriach funkcjonalnych, skupiając uwagę medyka na wzajemnych zależnościach między poszczególnymi jego częściami, a nie na dokładnościach anatomicznych. I tak np. pojęcie płuc obejmuje nie tylko płuca właściwe, lecz ponadto cały układ oddechowy, nos, skórę i wydzieliny produkowane przez te narządy. W systemie zgodności zaś płuca kojarzą się z metalem, kolorem białym, smakiem pikantnym, zgryzotą i negatywizmem oraz wieloma innymi cechami i zjawiskami.

      Całość kondycji zdrowotnej człowieka jest analizowana jako przepływ qi — często tłumaczone jako „ciecz”, „gaz”, „eter” czy „życiodajne tchnienie”, „energia witalna ożywiająca kosmos”. Może też oznaczać „wilgotny podmuch” lub „parę”. „Qi” nie jest substancją, nie ma też ilościowego charakteru, a używane jest do określenia dynamicznej rzeczywistości ciała, różnych prawidłowości przepływu i fluktuacji w ludzkim organizmie oraz nieustannej wymiany zachodzącej między organizmem a środowiskiem.

      Choroba jest traktowana jako konsekwencja splotu ważnych przyczyn prowadzących do dysharmonii i braku równowagi organizmu. Istnieje w medycynie chińskiej przekonanie o naturalnej tendencji do dynamicznego przywracania stanu równowagi w kosmosie. Oddalenie od stanu równowagi i zbliżenie do niego uważa się za naturalny proces trwający przez cały okres cyklu życia. Nie ma więc ostrej granicy między zdrowiem a chorobą, które traktuje się jako naturalne i nierozłączne etapy ciągłości. Są to jedynie różne aspekty tego samego procesu. Nieuchronność choroby łączy się z przekonaniem, że ostatecznym celem pacjenta czy lekarza nie jest nienaganne zdrowie, lecz raczej najlepsze z możliwych przystosowanie się do całego środowiska. W dążeniu do tego stanu bardzo ważną i aktywną rolę odgrywa sam pacjent. To on sam ponosi główną odpowiedzialność za stan przywróconej równowagi, a lekarz jedynie mu w tym towarzyszy. Zachowanie zdrowia jest obowiązkiem każdego człowieka, a osiąga się to, żyjąc zgodnie z regułami obowiązującymi w społeczeństwie i dbając o własne ciało w sensie praktycznym. Lekarze chińscy odmawiają leczenia takich pacjentów, u których choroba osiągnęła poważny stopień zaawansowania, widząc w tym zaniedbania ze strony pacjenta. Nei Cing tłumaczy: „Podawanie lekarstw w chorobach, które już się rozwinęły, można porównać do postępowania tych osób, które zabierają się do kopania studni, gdy odczuwają pragnienie, i tych, którzy zaczynają odlewać broń, gdy walka już trwa. Czyż nie jest to za późno?”.

      W medycynie chińskiej lekarz jest mędrcem rozumiejącym występujące we wszechświecie prawidłowości. Każdego pacjenta traktuje indywidualnie, a diagnozuje opisując możliwie najpełniej stan jego umysłu, ducha, ciała i jego stosunek do środowiska. Wśród subtelnych metod diagnozy chińskiej dużą rolę przypisuje się analizie wszystkich wydzielin (zwłaszcza ustnych) oraz odczytywaniu pulsu (jako rytmu przepływu qi wzdłuż kanałów — meridianów, a więc określeniu dynamicznego stanu całego organizmu) i oddechu przez osłuchanie, dotyk i obserwację chorego. Stosuje się wiele technik leczniczych, których celem jest zawsze przywrócenie stanu zachwianej równowagi. Jedną z zasad chińskiej medycyny jest stosowanie zawsze najłagodniejszych z możliwych terapii, dostosowując je do reakcji pacjenta.

      Ważnym środkiem leczniczym w medycynie chińskiej, często wspomagającym akupunkturę, są zioła, klasyfikowane zgodnie z systemem jin—jang w powiązaniu z pięcioma podstawowymi smakami, które oddziałują (zgodnie z teorią Pięciu Faz) na określone narządy. W praktyce przyrządza się mikstury dostosowane do przepływu qi pacjenta. Istotnym elementem troski o własne zdrowie jest też kuchnia chińska, oparta również na koncepcji pięciu przemian oraz jin i jang. W zależności od potrzeby pożywienie poddaje się „jangizowaniu” — wykorzystując siłę ognia, a więc dłużej gotując, gotując we własnym sosie, gotując bez wody, pod ciśnieniem, smażąc lub prażąc, albo „jinizacji” — gotując z dużą ilością wody i owoców, jedząc surówki, stosując małe ilości mięsa (rzędu 10%), którego naturę przesuwa się z poziomu zwierzęcego do roślinnego przez używanie minimalnej ilości soli i gotowanie z dużą ilością grzybów i warzyw. Podobnie korzystny wpływ na stan zdrowia ciała ludzkiego może mieć głodówka czy też kontrolowanie ilości snu, a także wilgotność pomieszczenia, w którym się przebywa, oraz zimno i gorąco otoczenia. Przy czym żadnej z zasad nie uważa się za niewzruszoną, zachowując możliwość zmian i indywidualnych przystosowań każdej z reguł. Na przepływ qi poza akupunkturą mają także wpływ masaże i okłady z płonącej moksy — wykorzystujące punkty ciśnienia wzdłuż linii meridianów. Okłady z moksy, zwane moksybustią, polegają na spalaniu w punktach ciśnienia na ciele pacjenta stożkowych pojemniczków ze sproszkowanym zielem o nazwie
      • 10.12.10, 02:43
        o nazwie moksa. Dodatkowo w te same miejsca można wkłuwać igły o różnej grubości i długości. Wszystkie sposoby leczenia wspomagające akupunkturę łączy jedna wspólna cecha: nie są one skierowane na leczenie konkretnych objawów, oddziałują na warstwy o najbardziej podstawowym znaczeniu, a ich celem jest przeciwdziałanie zakłóceniom równowagi, które uważa się za źródło złego zdrowia.

        Popularność akupunktury na Zachodzie zaczęła się po wizycie prezydenta R. Nixona w Chinach w 1972 r. System medycyny chińskiej, jako typowo holistyczny (� Holizm), stał się także ważnym elementem poszukiwań w ramach medycyny New Age. Badania laboratoryjne, w kontrolowanych warunkach, potwierdzają małą skuteczność akupunktury w leczeniu chronicznego bólu (w samych Chinach akupunktura jest wykorzystana tylko do 5-10% narkoz), a także nie potwierdzają jej skuteczności w leczeniu uzależnień od nikotyny, heroiny i alkoholu — co często jest tematem obietnic jej reklam.

        Wielu badaczy akupunktury stwierdza, że jej skuteczność zależy od stopnia wiary w moc podejmowanych działań, sugerując skuteczność opartą na samosugestii. Inni wskazują na jej okultystyczny charakter (dotąd niejasne pozostają cechy, definicja oraz anatomia i fizjologia tzw. punktów akupunkturowych, można je postrzegać jedynie duchowo) i powiązanie ze starożytną magią. Badacze medycyny wskazują też na związek akupunktury z hipnozą (monotonne bodźce stwarzające odpowiedni klimat, wprowadzanie w rytuał i używanie sugestii). Nie można też wykluczyć, że sukces akupunktury może być wynikiem mocy spirytystycznych. J. Dike, lekarz amerykański, stwierdził: „Lekarz akupunktator traktuje życie każdego pacjenta jako część niepodzielną wszechświata. Zdrowie jego pacjenta nie jest jedynym celem, ale również przywrócenie wszechświatu równowagi” — pacjent zatem staje się nosicielem i propagatorem filozofii wschodniej.
        --
        " Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni jesteście , a ja was pokrzepię" www.jezuufamtobie.pl/
    • 10.12.10, 12:02
      Wiesiu, nie chcę się teraz wdawać w głębszą dyskusję merytoryczną, ale poważnie wątpię, czy ta lista gier komputerowych się komuś przyda, chyba że ktoś ma dziecko lubujące się w grach retro. Na moje nieuczone oko (grywam w gry komputerowe, ale na ogół takie, gdzie na ekranie latają piłeczki), nie ma tam gry młodszej niż 6 lat, a niektórym (Doom) zaraz stuknie osiemnastka.

      Co najmniej jedna pozycja (Dungeons & Dragons) nie jest z kolei w ogóle grą komputerową, tylko planszową (z lat 80-tych). No i zestawienie na jednej liście Leisure Suit Larry, Dungeons & Dragons oraz Grand Theft Auto, i to wszystko pod hasłem "satanizm i przemoc" naprawdę zapiera dech w piersiach każdemu, kto bodaj przelotnie zetknął z tymi tytułami. Mam 100% pewności, że autor tego artykułu tych gier (a może żadnej z listy) w życiu na oczy nie widział, a tę niesamowitą listę (wygrzebał jakieś gry, które na polskim rynku nigdy się nie pojawiły, a i w USA popularność miały znikomą - słyszał kto o Rumble Roses?) przepisał z jakiegoś portalu amerykańskiego (z danych mocno onegdajszych i też nadmiarem badań źródłowych nie grzeszących).

      Co nie znaczy, że gry komputerowe nie bywają niebezpieczne dla młodzieży - ba, całkiem być może większość z tej listy faktycznie jest. Ale taki artykuł to kompromitacja, bo każdy, kto ma w ogóle jakieś pojęcie o grach komputerowych tego typu (strzelanki, cRPG i przygodowe) pęknie ze śmiechu na widok tej listy.
      • 10.12.10, 12:42
        toż właśnie o to ją tu dałam ,żeby ją uaktualnić , bo ja się na tych grach nie znam, jesli ktoś może ją uaktualnić to bardzo proszę.... grę diablo widziałam no rzeczywiście może się źle kojarzyć, co nie znaczy ,ze rest jest w porządku , poro gier jest oparta na przemocy i tu tkwi zagrożenie duchowe i nie tylko duchowe.
        --
        " Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni jesteście , a ja was pokrzepię" www.jezuufamtobie.pl/
      • 10.12.10, 12:51
        paszczakowna1 napisała:

        > Wiesiu, nie chcę się teraz wdawać w głębszą dyskusję merytoryczną, ale poważnie
        > wątpię, czy ta lista gier komputerowych się komuś przyda, chyba że ktoś ma dzi
        > ecko lubujące się w grach retro. Na moje nieuczone oko (grywam w gry komputerow
        > e, ale na ogół takie, gdzie na ekranie latają piłeczki), nie ma tam gry młodsze
        > j niż 6 lat, a niektórym (Doom) zaraz stuknie osiemnastka.

        Podejrzewam, że autorowi nie chodziło o stworzenie wyczerpującej listy gier. Obawiam się, że jest to niemożliwe. Jak rozumiem, chodzi o zarysowanie problemu. Niestety, znaczna część rodziców kompletnie nie zwraca uwagi na to co robi ich dziecko przy komputerze. A Doom niezależnie od wieku cieszy się dużą popularnością.

        > Co najmniej jedna pozycja (Dungeons & Dragons) nie jest z kolei w ogóle grą kom
        > puterową, tylko planszową (z lat 80-tych).

        Jest to gra planszowa, która się doczekała również wersji on-line oraz na PC i konsole.

        > No i zestawienie na jednej liście Le
        > isure Suit Larry, Dungeons & Dragons oraz Grand Theft Auto, i to wszystko pod h
        > asłem "satanizm i przemoc" naprawdę zapiera dech w piersiach każdemu, kto bodaj
        > przelotnie zetknął z tymi tytułami.

        Być może pierwsza z nich nie jest wprost związana z satanizmem i przemocą, niemniej nie chciałbym żeby moje dziecko miało z nią kontakt.

        > Mam 100% pewności, że autor tego artykułu
        > tych gier (a może żadnej z listy) w życiu na oczy nie widział, a tę niesamowitą
        > listę (wygrzebał jakieś gry, które na polskim rynku nigdy się nie pojawiły, a
        > i w USA popularność miały znikomą - słyszał kto o Rumble Roses?) przepisał z ja
        > kiegoś portalu amerykańskiego (z danych mocno onegdajszych i też nadmiarem bada
        > ń źródłowych nie grzeszących).

        Na podstawie czego masz taką pewność? Zdobyć informacje na temat np. Rumble Roses jak również samą grę nie jest najmniejszym problemem. Gra jest dostępna od 5 lat na rynku w polskiej wersji językowej. To znaczy, że jest duża możliwość dostania tej gry gratis. Nie mówiąc o innych źródłach nieformalnych.
        • 10.12.10, 13:17
          > Jest to gra planszowa, która się doczekała również wersji on-line oraz na PC i
          > konsole.

          Ale wersje c-RPG nie nazywają się Dungeons & Dragons.

          > Być może pierwsza z nich nie jest wprost związana z satanizmem i przemocą,

          Żadna z nich nie jest związana, IMHO (tj z koniunkcją satanizmu i przemocy).

          > Na podstawie czego masz taką pewność?

          Poważnie uważasz, że ktoś, kto ma w ogóle jakieś pojęcie o Leisure Suit Larry uznał, że główne zagrożenie w tej grze to "satanizm i przemoc"? (To samo dotyczy Rumble Roses, o ile angielska wikipedia nie kłamie.) Pewnie, ja też bym nie chciała, żeby moje dziecko miało z nią styczność (przed ukończeniem 18 lat), jak i z innymi wytworami kultury na pograniczu pornografii (albo i już za tą granicą). Ale co to ma wspólnego z satanizmem i przemocą?
          • 10.12.10, 14:00
            paszczakowna1 napisała:

            > Ale wersje c-RPG nie nazywają się Dungeons & Dragons.

            Oczywiście, że się tak nazywają. Wyszukaj sobie w jakimkolwiek serwisie z grami.

            > Żadna z nich nie jest związana, IMHO (tj z koniunkcją satanizmu i przemocy).

            Co do koniunkcji to zgoda.

            > Poważnie uważasz, że ktoś, kto ma w ogóle jakieś pojęcie o Leisure Suit Larry u
            > znał, że główne zagrożenie w tej grze to "satanizm i przemoc"? (To samo dotyczy
            > Rumble Roses, o ile angielska wikipedia nie kłamie.) Pewnie, ja też bym nie ch
            > ciała, żeby moje dziecko miało z nią styczność (przed ukończeniem 18 lat), jak
            > i z innymi wytworami kultury na pograniczu pornografii (albo i już za tą granic
            > ą). Ale co to ma wspólnego z satanizmem i przemocą?

            Jednak ktoś kto ma jakieś pojecie o Leisure Suit Larry, nie będzie szukał informacji o zagrożeniach w takich opracowaniach. Artykuł zdecydowanie nie jest wyczerpujący, ale nie jest to kompromitacja. Obojętnie czy rodzic się zainteresuje grami ze względu na przemoc czy okultyzm. Nie wiem kiedy ten poradnik powstał, ale dobrze że jest i jeśli przez to rodzice zwrócą uwagę na problem to cel będzie osiągnięty.
            • 10.12.10, 14:16
              przynajmniej przyjrzą się w co dzieci grają i jak, oraz ile czasu spędzają przy komputerze
              --
              " Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni jesteście , a ja was pokrzepię" www.jezuufamtobie.pl/
              • 10.12.10, 14:33
                A ja pozwole sobie sie nie zgodzic smile Nie grajac, nie lubiac gier komputerowych (doskonala wiekszosc nudzi mnie okropnie) i nie przewidujac w tym zakresie zmiany uwazam - sledzac co sie na swiecie dziejesmile ze problem lezy gdzie indziej. Nie chodzi o to ze rodzice nie wiedza w co ich dzieci graja i jak sie przyjrza to bedzie lepiej. Chodzi o to ze czesci rodzicow w ogole to nie obchodzi, byle spokoj byl (i to jest strasznie smutne ale z jakoscia gier czy zajec komputerowych ma niewiele wspolego). Sa rodzice (oby zawsze jak najwiecej) ktorzy po prostu sie dzieckiem interesuja, wiedza co lubi, czym sie zajmuje, czym sie z kolegami wymienia, rozmawiaja na kazdy temat. I wowczas nie ma IMHO takiej gry komputerowej ktora sama z siebie dziecko "zepsuje". I nie chodzi tez o nadzor bezwzgledny (powyzej pewnego wieku zwlaszcza) a o wychowanie, wzajemne zaufanie, umiejetnosc rozmowy i po prostu "lubienie sie" w rodzinie. Kiedys byly kasety VHS z pornosami, jeszcze wczesniej swierszczyki w szkole (to w moich czasach wink), jeszcze wczesniej zapewne rysunki, a od polowy XIX wieku XIII ksiega Pana Tadeusza jest najchetniej czytywana przez uczniow ksiega (statystycznie). Prawdziwy problem to zaufanie miedzy dzieckiem i rodzicami, poswiecany mu czas, uprzedzenie o zagrozeniach sieci (w temacie komputerow), nie zostawienie dziecka samemu, zapewnienie mu oparcia w rodzinie, lubienie swojego dziecka (nie tylko kochanie i lubienie jak rodzic, ale po prostu sympatia i zrozumienie dla niego). I wtedy niech gra w co chcewink - nie zebym nie rezerwowala dla siebie prawa oceny ale tak jak ja uwazam dooma za durnote do szescianu tak uwazam , ze najwiekszy sukces bedzie gdy krytyczne myslenie mojego dziecka i ocena przez niego roznych rzeczy rozciagna sie na gry komputerowe, na spokojnie, bez ciezkiej artylerii. To czesc wychowania. Ot i tyle
                --
                I used to have an open mind but my brains kept falling out
                • 10.12.10, 15:11
                  Hmm, ja mam nadzieję, że to tak wygląda, że jak rodzic dużo z dzieckiem rozmawia, zna je i lubi, to dziecko w pewne gry po prostu grać nie będzie chciało.
                  Znacie serwisy z grami online? Jeszcze niedawno obok zwykłych gierek były na niektórych z tych serwisów dostępne ogólnie gry erotyczne. I owszem, sprawdzałam co ot jest - jak dla mnie to jest kanał koszmarny, bo to są gry japońskie najczęściej, oparte na fantazjach o przemocy wobec kobiet, często małych dziewczynek. Mnie to po prostu przeraziło. Jak sobie pomyślę, że jacyś chłopcy w to grają... słabo mi się robi ;/

                  --
                  "Ducunt volentem fata, nolentem trahunt"
                • 10.12.10, 15:13
                  > Nie chodzi o to ze rodzice nie wiedza w co ich dzieci graja i jak sie przyjrza
                  > to bedzie lepiej.

                  A nie, tu pozwolę sobie się nie zgodzić. Niektórzy mają skłonność do zakładania, że jak są elfy i krasnoludki, to jest dla dzieci (skądinąd sympatyczna i inteligentna ciocia chciała sprezentować 11-to i 13-latkowi... "Wiedźmina"), a w ogóle to wszystkie gry są dla dzieci. Trochę podobna sprawa jak z kreskówkami - niektórzy potrafią pozwolić oglądać anime przeznaczoną dla dorosłych (albo South Park) przedszkolakom, no bo to przecież bajka. Ale w tym artykule najważniejsza rzecz (o ograniczeniach wiekowych) wspomniana jest jakby mimochodem, a gros tekstu zajmuje opowiadanie o satanizmie i przedziwna lista. A właściwie wystarczyłaby jedna rada - jak Twoje dziecko chce w coś grać albo widzisz, że gra, wpuść tę nazwę w wyszukiwarkę, bo gra może być pełna bardzo realistycznej przemocy i/lub erotyki na granicy pornografii.

                  Okultyzm czy satanizm to akurat najmniejsze zmartwienie (tu należy przyjrzeć się raczej ksiażkom i grupom, w których dziecko się obraca - w realu i wirtualnych). Gry to tylko, no cóż, zabawa. W czym Grand Theft Auto jest gorsza moralnie od zabawy w bandytów napadających dyliżans? A odgrywanie czarnoksiężnika w grze od "Raz, dwa, trzy, Baba Jaga patrzy"?

                  >I wtedy
                  > niech gra w co chcewink

                  Do tego bym się nie posunęła. W grę od 18 lat mogę pozwolić grać 16-latkowi, ale na pewno nie 12-latkowi.

                  Ale tak w ogóle masz sporo racji.
                  • 10.12.10, 16:18
                    Niech gra w co chce bylo przenosne i stad ta krzywo usmiechnieta mordka. Ale dla mnie okreslenia wieku na filmach (gra sie u nas malo a ocena gier nalezy bardziej do meza) sa bardzo orientacyjne. I znajac moje dziecko oraz wiedzac na punkcie czego oceniajacy maja hopsasa traktuje te ograniczenia jako wskazowke ale decyduje ja. Kiedys przestane. Ale tak jak sama na pewne filmy bym nie poszla mimo ze zaden limit wiekowy mi niestraszny smile tak mam nadzieje ze dla mojego dziecka wyznacznikiem bedzie co innego. z czasem. do tego go wychowuje. Nawiasem mowiac gdy mialam 14 lat i trwaly konfrontacje (pamietacie?) poszlam z tata jednego dnia na film od 15 lat a drugiego od 18 lat. Na ten pierwszy robili mi trudnosci z wejsciem na ten drugi wcale. I gdybym dzis miala pokazac je 14-latkowi to zdecydowanie wybralabym ten od 18 lat smile
                    --
                    Chemia organiczna najlepszym przyjacielem człowieka
                    • 10.12.10, 18:34
                      >Ale dl
                      > a mnie okreslenia wieku na filmach (gra sie u nas malo a ocena gier nalezy bard
                      > ziej do meza) sa bardzo orientacyjne.

                      Zgoda. Rzeczonego "Wiedźmina" (albo dowolną inną grę do wyboru) sama obiecałam teraz już 15-latkowi, bo wiem, że jest na tyle dojrzały, że "Wiedźmin" mu krzywdy nie zrobi, a gry, której bym nie akceptowała, nie wybierze. Ale te 18+ (czy dla mlodszego dziecka 15+) na okładce powinno być sygnałem alarmowym.

                      >na pun
                      > kcie czego oceniajacy maja hopsasa

                      A tu faktycznie bywa dziwacznie.
            • 10.12.10, 15:22
              > Oczywiście, że się tak nazywają. Wyszukaj sobie w jakimkolwiek serwisie z grami

              Masz rację, przepraszam, są takie MMORPG (massively multiplayer online role-playing game). To faktycznie może być szkodliwe, ale dlatego, że łatwo można wpaść w nałóg.

              > Jednak ktoś kto ma jakieś pojecie o Leisure Suit Larry, nie będzie szukał infor
              > macji o zagrożeniach w takich opracowaniach.

              Ja tu pisałam o autorze, nie o czytelniku. Autor, jeśli pisze o Leisure Suit Larry, powinien mieć jakieś pojęcie o Leisure Suit Larry. Jeśli autor wie tylko tyle, że gry mogą być szkodliwe i że rodzice powinni sobie zdawać z tego sprawę, to powinien napisać właśnie to, a nie siać dezinformację. Jak się człowiek na czymś nie zna, nie powinien o tym pisać.
    • 11.12.10, 16:57
      Pytanie i odpowiedź ( ojciec Salij odpowiada)

      www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TD/pytania_nieobojetne/astrologia.html
      tekst linka

      Czy zajmowanie się astrologią jest grzechem? Czy próbując przejrzeć przyszłość na podstawie obserwacji biegu planet, nie wchodzimy w zakres spraw, które Bóg wyznaczył tylko dla siebie? Czy człowiek powinien zrezygnować z szansy, jaką daje mu ta wiedza? Przecież nie można uważać astrologii li tylko za zabobon. Oczywiście, nie chodzi o „astrologię” gazetową — ta z nauką nie ma nic wspólnego. Jestem przekonany, że astrologia wiele może pomóc, na przykład w psychologii.

      Opowiem Panu o zaangażowaniach św. Augustyna w astrologię. Przed swoim nawróceniem był on nie tylko jej zwolennikiem i wyznawcą, ale umiał nawet kompetentnie sporządzać horoskopy. WWyznaniach znajdziemy jego spowiedź, jak niełatwo było mu z astrologią zerwać. Przyczynili się do tego trzej ludzie.

      Pierwszym był sędziwy lekarz, imieniem Windycjanus. „Gdy mu powiedziałem — opowiada św. Augustyn — że się zagłębiam w księgach badaczy horoskopów, wtedy łagodnie i prawdziwie po ojcowsku zaczął mi perswadować, abym je precz wyrzucił, a czasu i sił, jakie można poświęcić rzeczom pożytecznym, nie marnował na takie brednie. Opowiedział mi, że sam w młodości studiował astrologię; zamierzał nawet uczynić ją swym zawodem i z niej czerpać środki utrzymania. Jeśli potem porzucił astrologię, a wybrał medycynę, to tylko z tej przyczyny, że przekonał się o wierutnej fałszywości owych ksiąg, a jako poważny człowiek nie chciał żyć z oszukiwania ludzi. A ty — powiadał — masz z czego żyć. Zajmujesz się retoryką, a tę bzdurę traktujesz tylko jako rozrywkę; nie musisz z niej czerpać środków utrzymania. Tym bardziej więc powinieneś mi wierzyć, gdy ci mówię, dlaczego porzuciłem astrologię. Przecież starałem się jak najdokładniej przestudiować, bo tylko z niej zamierzałem żyć... Kiedy mu zadałem pytanie, dlaczego wiele przepowiedni astrologicznych się sprawdza, dał mi jedynie słuszną odpowiedź, że jest to rzeczą przypadku, z którym wszędzie w naturze trzeba się liczyć. Nieraz, mówił, zdarza się, że ktoś na chybił trafił otwiera księgę jakiegoś poety i nagle wzrok jego pada na wiersz cudownie współbrzmiący z jego osobistą sytuacją, chociaż autor zupełnie o czymś innym pisał i miał zupełnie inne problemy” (Wyznania, IV 3).

      „Wtedy jednak — kontynuuje swoją opowieść Biskup Hippony — ani ów uczony, ani mój kochany Nebrydiusz, przezacny chłopiec z bardzo dobrą głową, wyśmiewając się z takiego rodzaju wróżenia, nie zdołali mnie skłonić do porzucenia błędów. Większy na mnie wywierała wpływ powaga autorów tych dzieł i ciągle nie znajdowałem dostatecznie mocnego i niewątpliwego dowodu na to, że trafne przepowiednie astrologów trzeba przypisać przypadkowi, a nie umiejętności czytania z gwiazd”.

      Tego, czego nie mógł dokonać ani swoją ojcowską życzliwością Windycjanus, ani Nebrydiusz swoim przyjaznym sceptycyzmem, dokonał mimowolnie trzeci z przyjaciół św. Augustyna. „Przyjaciel ten mój, imieniem Firminus, mający gruntowne wykształcenie retoryczne, któregoś dnia przyszedł poradzić się mnie jako serdecznego przyjaciela w rzeczach dotyczących jego kariery. Pytał, jakie odczytuję dla niego nadzieje w jego horoskopie. Powiedziałem, co dostrzegam w horoskopie, chociaż już raczej w to nie wierzyłem. Opowiedział mi wtedy Firminus, że jego ojciec łapczywie pochłaniał księgi astrologiczne, a miał przyjaciela, który podzielał to zainteresowanie. Obaj się jednakowo pasjonowali tymi andronami i wzajemnie jeszcze w sobie podsycali ową namiętność. Nawet gdy zwierzęta w ich domach miały małe, zapisywali dokładnie chwilę porodu i sprawdzali ówczesne układy gwiazd, aby mieć materiał do badań w dziedzinie owej rzekomej wiedzy. Następnie odsłonił przede mną Firminus historię swoich własnych narodzin, jak ją usłyszał był od swego ojca. Gdy matka Firminusa była w ciąży, jednocześnie oczekiwała dziecka pewna niewolnica w domu przyjaciela jego ojca. I tak się zdarzyło, że u obu poród nastąpił w tym samym momencie. Znaczyło to, że horoskopy, jakie owi ludzie musieli ułożyć dla obu noworodków, były we wszystkich szczegółach takie same, chociaż jeden noworodek był synem pana domu, a drugi niewolnikiem. A oto Firminus, urodzony we własnym i zamożnym domu, kroczył gładszymi drogami żywota, pomnażał swe bogactwo i coraz wyższe osiągał godności. Niewolnik zaś służył swoim panom; Firminus, który go znał, twierdził, że jego los w niczym się nie poprawił” (Wyznania, VII 6).
      --
      " Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni jesteście , a ja was pokrzepię" www.jezuufamtobie.pl/
      • 11.12.10, 17:01
        Oto jaki wniosek wyciągnął z tej, opowieści przyjaciela św. Augustyn: „Uznawszy takie rozumowanie za odpowiedni punkt wyjścia, rozważałem dalej to zagadnienie, aby zawsze mieć gotową odpowiedź, gdyby któryś z dziwaków utrzymujących się z tego rzemiosła próbował twierdzić, że Firminus kłamał albo że jego ojciec wprowadził go w błąd. Byłem gotów do walki z astrologami, a nawet do posłużenia się wobec nich bronią śmieszności. Zająłem się przypadkiem bliźniaków, którzy się zazwyczaj rodzą w krótkim odstępie czasu. Jakiekolwiek realne znaczenie mogą astrologowie przypisać temu odstępowi czasu, jest on na pewno zbyt mały, by go mogła wziąć pod uwagę ludzka obserwacja; nie da się go zaznaczyć w tych wykresach, jakie badają oni w celu ułożenia właściwego horoskopu. Nie mogłyby więc przepowiednie astrologa być prawdziwe, skoro musiałby opierać się na tych samych wykresach zarówno w horoskopie Ezawa, jak w horoskopie Jakuba i dla nich obu wygłosiłby takie same przepowiednie; bo przecież jest faktem, że losy tych ludzi były odmienne”.

        Dzisiaj inne jeszcze argumenty przemawiają za bałamutnością twierdzeń astrologicznych: od astrologii dystansują się zdecydowanie astronomowie, i to na tej płaszczyźnie, na której właśnie oni, astronomowie, są najwyższym autorytetem. Zarzucają mianowicie mapom nieba, sporządzanym przez najbardziej nawet renomowanych astrologów, grube odstępstwa od rzeczywistego układu ciał niebieskich. Inaczej mówiąc, zarzucają astrologom, również tym najwybitniejszym, astronomiany dyletantyzm. Kompetentną krytykę horoskopów, sporządzonych w pewnej głośnej książce astrologicznej, znajdzie Pan na przykład w miesięczniku Człowiek i światopogląd z września 1984 (Robert M. Sadowski, „Wokół ethosu astrologii”, s. 123—124).

        Autor tego artykułu, astronom, tak oto uzasadnia uprawnienia astronomów do recenzowania horoskopów astrologicznych: Astrologowie „powiadają wprawdzie buńczucznie, że nie ma większego znaczenia, co astronom sądzi o astrologii, jeżeli nie studiował jej poważnie na własną rękę. Zapominają jednak, iż może to dotyczyć wyłącznie interpretacji, natomiast część najważniejsza, czyli obliczenie i wyrysowanie sytuacji na niebie, bez czego reszta jest tylko bezwartościowym plikiem papieru, to przecież klasyczne zadanie astronomii sferycznej, uzupełnione elementami mechaniki nieba” (s. 129). I Sadowski podaje całą listę horoskopów, sporządzonych przez najbardziej kompetentnych astrologów dla sławnych postaci historycznych, wykazując błędy w wyliczeniach, najczęściej grube. Wnioski nasuwają się, jak sądzę, same.

        Wróćmy jednak do św. Augustyna. Dlaczego nie umiał on pogodzić astrologii ze swoją wiarą chrześcijańską? Przeglądając pod tym kątem jego pisma, znalazłem trzy powody, dla których odwrócił się on od astrologii. Po pierwsze, wydaje się, że astrologia jest konsekwencją mitologicznego i panteistycznego pojmowania kosmosu. „Niepodobna podtrzymywać poglądu Platona — pisał w Państwie Bożym (XIII 16,2) — że owe świetlne kule czy tarcze, w dzień i w nocy błyszczące nad ziemią cielesnym światłem, są żywe i mają swe własne dusze, dusze rozumne i szczęśliwe; nie można zgodzić się także z tym, co stale twierdzi o świecie jako całości, jakoby był on jedną olbrzymią żyjącą istotą, zawierającą w sobie wszystkie inne żywe byty”.

        Po wtóre — i to był zapewne dla św. Augustyna powód najważniejszy — astrologia jakby opierała się na założeniu, że do wszystkiego jesteśmy zdeterminowani, a nasza wolność sprowadza się do psychologicznej fikcji. Zło astrologii polega według św. Augustyna na tym, że usiłuje ona uwolnić człowieka od odpowiedzialności za jego grzechy, a winą za nie obarczać Boga, Stwórcę gwiazd: „Starajmy się pamiętać o słowach Pańskich: Oto wyzdrowiałeś — już więcej nie grzesz, aby ci się co gorszego nie zdarzyło (J 5,14). Ta zasada jest podstawą naszego zbawienia. Astrologowie zaś starają się ją obalić. Mianowicie mówią: Niebo cię obarczyło przymusem grzeszenia. Mówią tak po to, aby człowiek — ciało i krew, pyszna zgnilizna — mógł się czuć niewinny. Aby można było zrzucić winę na Stwórcę i Rządcę nieba i gwiazd” (Wyznania, IV 3). Toteż wydaje się, że chrześcijańskie orędzie o ludzkiej godności jest nie do pogodzenia z przeświadczeniami, na których opiera się astrologia. „Człowiek nie jest stworzony dla gwiazd, lecz gwiazdy dla człowieka” — podsumowuje chrześcijańską polemikę z astrologią św. Grzegorz Wielki (Homilia, 10,4).

        Po trzecie, niepokoiły św. Augustyna próby obrony astrologii wobec chrześcijan poprzez nieuprawnione i wręcz świętokradcze sięganie do Pisma Świętego. Na przykład uczepili się w czasach św. Augustyna astrologowie tych wypowiedzi Chrystusa, w których mówi On o godzinie, na jaką czeka i która nadchodzi: „Jeszcze nie nadeszła godzina moja” (J 2,4; por. 7,6; 8,20; Mt 26,45). „Dziwne — odpowiada na to święty Biskup — że astrologowie, wierząc słowom Chrystusa, starają się chrześcijan przekonać, iż Chrystus żył pod godziną losem Mu wyznaczoną. Zatem niech uwierzą Chrystusowi, który powiedział tak oto: Mam moc życie oddać i mam moc znów je odzyskać. Nikt Mi go nie zabiera, lecz Ja od siebie je daję (J 10,18)” (Wykład Ewangelii Jana, 8,10).

        Natomiast w odpowiedzi na próby odwoływania się astrologów do gwiazdy betlejemskiej św. Augustyn zwraca uwagę na prawdę dla chrześcijańskiej wiary podstawową, że Jezus jest Synem Bożym: „Nie wierzymy w zależność jakiegokolwiek człowieka od gwiazd. Tym bardziej nie wierzymy, aby układ gwiazd wyznaczał doczesne narodziny Tego, który jest odwiecznym Stwórcą i Panem wszystkich rzeczy. Gwiazda, którą widzieli magowie, nie rządziła Chrystusem narodzonym w ciele, ale dawała świadectwo. Nie dlatego Chrystus się narodził, że ona zaświeciła, ale dlatego ona zaświeciła, że Chrystus się narodził. Jeżeli można tak powiedzieć, nie gwiazda była fatum dla Chrystusa, ale Chrystus był fatum dla gwiazdy” (Przeciw Faustowi, II 5).

        Pyta Pan, czy zajmowanie się astrologią jest grzechem. I od razu zastanawia się Pan, że jeśli tak, to czy przypadkiem grzech nie polega wówczas na tym, że człowiek próbuje poznać przyszłość, a tę wiedzę być może Bóg zarezerwował tylko dla siebie. Proszę Pana, to tylko bogu mitologicznemu Prometeusz mógł wykraść ogień. Bóg Prawdziwy, jeśli cokolwiek zarezerwował dla siebie, to bądźmy pewni, iż żadnymi sztuczkami nie da się tego podglądnąć ani wykraść.

        Wróćmy po raz ostatni do św. Augustyna. Nie wyklucza on możliwości wpływu ciał niebieskich na procesy fizyczne, dokonujące się na ziemi: „Nie zawsze jest niedorzecznością twierdzić, że jakieś wpływy gwiazd powodują różnice w cechach ciała. Podobnie jak stwierdzamy, że pod wpływem zbliżania się i oddalania słońca zmieniają się pory roku, zaś pod wpływem przybywania i ubywania księżyca rosną i maleją pewne rodzaje stworzeń” (Państwo Boże, V 6). Rzecz jasna, nie ma żadnych powodów do tego, żeby zaniechać ambicji badania tego rodzaju związków przyczynowo—skutkowych. Również — jeśli dotyczy to zjawisk dokonujących się w naszym ciele ludzkim. Osobiście nie sądzę, żeby powołana była do tego astrologia ze swoimi horoskopami i magiczno—gnostyczną mentalnością. Zadanie to należy raczej do odpowiedniego działu przyrodoznawstwa, ale nie wykluczam tego, że jestem w tym zakresie zbyt surowy dla astrologii.

        Natomiast zdecydowanie błądzi astrologia, jeśli głosi zdeterminowanie losów człowieka, a nawet jego postępków moralnych. I błąd ten może spowodować dużo zła. Sam pamiętam małżeństwo, które się rozpadło z powodu astrologicznych przesądów. Mianowicie ona wmówiła sobie, że rak z koziorożcem wykluczają się jako partnerzy związku małżeńskiego i doprowadziła do rozpadu swojego małżeństwa. Przesąd okazał się mocniejszy niż ufność w Bogu, gnostycka teza o zdeterminowaniu człowieka zagłuszyła empiryczne fakty wolności i naszej zdolności do zm
    • 11.12.10, 17:29
      www.opoka.org.pl/biblioteka/P/PR/echo-27-2010-okultyzm.html
      Ludzie rzadko zdają sobie sprawę, jak wielkie niebezpieczeństwo kryje się w korzystaniu z wszelkiego rodzaju wróżb oraz praktyk okultystycznych. Szukający pomocy wróżki twierdzą, że nie traktują poważnie słów, które słyszą, postrzegając je w kategoriach zabawy. Nie wiedzą, jak bardzo się mylą.

      Podstawowy błąd, jaki popełniamy, to zapominanie, iż diabłu zupełnie nie zależy na tym, czy ktoś traktuje go poważnie czy niepoważnie, wierzy w jego realne istnienie czy uważa go za bajkowego stwora, wchodzi w obręb jego działania świadomie bądź nie. Jest ojcem kłamstwa. Wykorzysta wszelkie okazje, aby dać upust swojej nienawiści. Ponieważ Bogu nic nie może zrobić, koncentruje się na człowieku. Taktyka jego działania jest dwojakiego rodzaju: robi wszystko, by przekonać ludzi, iż nie istnieje, jego obecność jest wymysłem ludzi, a zło to jedynie skutek braku dobra, ewentualnie - gdy jego obecności nie da się ukryć - stwarza wrażenie, iż jest wszechmocny. Bywa, że przybiera postać anioła światłości (2 Kor 11, 14). W swoim działaniu posługuje się bardzo często ludźmi, nad którymi przejmuje władzę.
      On

      Marta kilka lat temu znalazła się w gabinecie wróżki. Oprócz porady, jaką pragnęła otrzymać, usłyszała coś jeszcze: „Masz talent. Jeśli chcesz, nauczę cię wróżyć. Będziesz pomagać ludziom i zarobisz duże pieniądze”. Zgodziła się. Przygotowanie do nowej „pracy” nie trwało długo. Po kilku tygodniach zaczęła przyjmować pierwszych chętnych. Fascynowało ją to, że dosłownie po kilkunastu sekundach od wejścia klienta do gabinetu, znała całą jego przeszłość. Kilka informacji rzuconych na początku spotkania, których nikt inny nie mógł znać, zwykle sprawiało, że osoba otwierała się na nią całkowicie. Marta przyszłości nie znała, ale orientując się w minionych faktach, na ich podstawie łatwo mogła przewidzieć procesy, sytuacje, z których wiele rzeczywiście potem miało miejsce.

      Fortuna zaczęła rosnąć błyskawicznie. Przybywało klientów, wielu z nich wracało - nie wyobrażali sobie życia bez zasięgania rad u wróżki. Któregoś dnia wydarzyło się coś dziwnego. Z prośbą o poradę przyszedł do Marty mężczyzna w średnim wieku. Nie pamięta, o co pytał. Zaczęła mówić, lecz w pewnym momencie straciła świadomość. Ocknęła się po jakichś 20 minutach. Nie pamięta, co się działo w tym czasie. Człowiek siedział przed nią wbity głęboko w fotel, pot stróżkami spływał mu po twarzy. Był śmiertelnie przerażony. Sytuacja zaczęła się powtarzać. Czuła, że powoli staje się bezwolnym narzędziem w czyichś rękach. W porę się wycofała, choć powrót do rzeczywistości nie był łatwy. Diabeł łatwo nie odpuszcza.
      Cel: zagłada...

      Szatan, jako istota doskonalsza i wielokroć inteligentniejsza od człowieka, może przenikać materię, dysponuje wiedzą o naszej przeszłości. Wiedzę tę wykorzystuje niezmiennie w jednym celu: przejęcia władzy nad człowiekiem i doprowadzenia go do zguby. Nie śpieszy się. Powoli wpływa na wolę człowieka, formuje ją w sposób bardzo subtelny i przewrotny. Zwykle osoba, będąca pod jego wpływem, na początku zbiera profity tej szczególnej „asystencji”: świetnie jej się wiedzie, zdobywa znaczenie, pieniądze. Przychodzi jednak moment, że szatan upomina się o swoje. Wszystko nagle załamuje się. Życie zamienia się w pasmo porażek, pojawia się nienawiść do Boga i ludzi, towarzyszy jej chęć zemsty, awersja na świętość we wszelkiej postaci, autoagresja. Przychodzi depresja, lęk, zagubienie sensu życia. Często towarzyszą temu koszmary nocne. W sytuacjach skrajnych diabeł fizycznie manifestacje swoją obecność (przesuwanie się przedmiotów w domu, lodowate zimno, nieludzkie odgłosy, koszmarne zjawy). Dotychczasowy spokój zamienia się w pasmo cierpienia. Nie pomagają leki, wizyty u psychiatry. Jedynym wyjściem jest zwrócenie się ku Chrystusowi, całkowite powierzenie się Mu. Często nie wystarczy sam tylko gest nawrócenia - potrzebna jest pomoc egzorcysty. Zły duch jednak łatwo nie oddaje pola. Bywa, że powrót do normalności trwa bardzo długo.
      Maski

      W wielu domach wiszą maski, przywożone jako trofea z afrykańskich wojaży. Można je kupić także w klepach z artykułami do dekoracji wnętrz. Podobnie - makatki z napisami o niezrozumiałej treści. Nie zdajemy sobie sprawy, jak wielkie niebezpieczeństwo wiąże się z ich obecnością w domu. Jak opowiadają misjonarze, szaman, który używa maski (każda symbolizuje demona, jest mu imiennie przypisana), nie ma rodziny, ponieważ dzieją się wokół niego dziwne rzeczy. Mieszka w szałasie położonym poza wioską, a rytualne maski przechowuje poza domem! A my je przywozimy i wieszamy na ścianach naszych mieszkań...

      Demonom nie zależy na tym, czy ktoś ma pełną świadomość, iż w ten sposób zaprasza je do siebie, że otwiera przestrzeń swojego życia na ich działanie. Zasady sprawiedliwości są im zupełnie obce. Analogicznie rzecz się ma z niezrozumiałymi zaklęciami, „oryginalnymi” życzeniami na makatkach i gobelinach. Często zawierają one bezpośrednie odwołanie do imienia demona, bywa, że są modlitwą na jego cześć.

      Szkodliwe może być posiadanie przedmiotów, które zostały wcześniej dedykowane szatanowi (niektóre zespoły rockowe tuż przed wydaniem płyty ofiarowują mu ją podczas obrzędów czarnej mszy; podobnie czyni się z amuletami i talizmanami, pierścieniami itp.). Ktoś powie: to niesprawiedliwe. Ja nie wiedziałem... Jeszcze raz podkreślam: złemu duchowi to zupełnie nie przeszkadza. Jest ojcem kłamstwa.

      Św. Teresa porównała kiedyś szatana do psa, uczepionego na łańcuchu. Wścieka się, szczerzy kły, piana leci mu z pyska. Kiedy staje się groźny? Gdy człowiek zanadto zbliży się do niego. Podobnie jest ze złem. Diabeł został pokonany przez Jezusa. Boi się krzyża, ponieważ w jego cieniu przegrał. Nie jest w stanie nam zaszkodzić pod warunkiem, że będziemy trwali w jedności z Bogiem. Roztropność to pierwszy warunek zwycięstwa. Nie wolno nam o tym zapominać. Może teraz, w czasie wakacji, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.
      Konsekwencje buntu

      Podejmowanie dziś tematu okultyzmu, magii, obecności zła w świecie jest dość ryzykownym zajęciem. Z jednej strony budzi on ciekawość (jako kategoria horroru; filmy o egzorcyzmach biją niezmienne rekordy popularności), z drugiej - lokalizuje mówiącego gdzieś w przestrzeni, usytuowanej pomiędzy niegroźnym dziwactwem a zbiorem bajkowych postaci w rodzaju wodników, rusałek i elfów. Nie bez znaczenia jest tu „dywersja”, z jaką mamy do czynienia wśród niektórych teologów zachodnich, którzy twierdzą, iż upadek aniołów to mit, a zło traktują jako pojęcie bezosobowe, będące jedynie skutkiem braku dobra. Nurtowi temu zdecydowanie przeciwstawił się kardynał J. Ratzinger, obecny papież Benedykt XVI, który w „Raporcie o stanie wiary” napisał: „Cokolwiek mówiliby niektórzy powierzchownie myślący teologowie, diabeł jest dla wiary chrześcijańskiej tajemniczą, ale rzeczywistą, osobową, a nie symboliczną, realnością. Co więcej, jest on realnością władczą, złowrogą wolnością przeciwstawiającą się Bogu i panującą nad ludźmi, o czym poucza nas historia ludzkości - ten ogrom powtarzających się nieszczęść, których nie sposób wytłumaczyć działalnością jedynie człowieka. Sam człowiek nie ma dość siły, by stawić opór szatanowi. Ale zjednoczeni w Jezusie mamy pewność, że go zwyciężymy”.

      Dlaczego część aniołów zbuntowała się przeciw Bogu? Przecież, obdarzeni tak doskonałym poznaniem intuicyjnym, powinni doskonale wiedzieć, jak wiele tracą... Kościół na ten temat nie wypowiedział się dotąd w sposób jednoznaczny. Ojcowie Kościoła, współcześni teologowie stawiają różne hipotezy. Wszyscy są zgodni co do jednego: główna przyczyna buntu to pycha. Być może był to zbyt wielki zachwyt nad własną doskonałością, który doprowadził do wypowiedzenia posłuszeństwa Stwórcy? Według innych, zbuntowani aniołowie nie mogli zaa
      • 14.12.10, 08:25
        Według innych, zbuntowani aniołowie nie mogli zaakceptować pozycji człowieka w Bożym planie. Nie chcieli też przyjąć do wiadomości faktu, że mimo iż po wcieleniu Syn Boży przyjął ludzką, niższą naturę, będą musieli oddawać mu cześć i okazać posłuszeństwo ze względu na Jego Boską Osobę. Odrzucając Boga skazali się wieczne potępienie.
        --
        " Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni jesteście , a ja was pokrzepię" www.jezuufamtobie.pl/
    • 13.12.10, 21:13
      Co do listy gier...

      Grałam w gry z listy zakazanej: kultowy Doom i nieco starszy Heretic. Właśnie się dowiedziałam, że propagują okultyzm i szatanizm. Hm... Moim zdaniem to zwykle strzelanki, gdzie toczy się walkę ze złem. Powstaje pytanie, czy jak walczymy to źle, a jak pojawi się potwór, to chodzi o okultyzm... Dooma nie dograłam do końca, w Hereticu był jakiś z rogami, ale z diabłem mi się nie kojarzył. A już w żadnym wypadku z jego propagowaniem....

      Wolę już, jak dzieciaki strzelają do potworów (czy Wy się nie bawiliście w dzieciństwie w wojnę? strzelanki? Gdzie był jasno zarysowany wróg, a dobro powinno zwyciężyć?) niż grają w gierkę, gdzie jeździ się samochodami, a jako dodatek są bonusowe punkty za rozjechanie staruszki na pasach...W niewinnej gra Sims3 znajomy mi dzieciak topił rodzinę w basenie, bo mu kasy nie starczało na utrzymanie.

      Gry jak najbardziej mogą być niebezpieczne. Dlatego nie zostawiamy dzieci sam na sam z nimi. Nawet jeśli wydają nam się niewinne.

      Pozdrawiam
      Jola
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.