21.04.04, 09:49
Historia nad wyraz dobitnie wykazała, że religia nie tylko nie chroni przed
zbrodnią, okrucieństwem, brakiem współczucia, ale wręcz staje się
wyzwolicielką najgorszych ludzkich cech.

Ateizm jest słowem pochodzenia greckiego, które oznacza "bez boga"
("a" - bez, "teos" - bóg"). Ateizm jest to stanowisko światopoglądowe
odrzucające wiarę w istnienie sił nadnaturalnych, w szczególności boga
(bogów), jako sprzeczną z rozumem i nienaukową, oraz negujące potrzebę
religii. Tyle encyklopedia.


Droga, którą należy przebyć, jest trudna, żmudna i wymagająca wykonania dużej
pracy poznawczej. Ta strona ma w założeniu pomóc w tej wędrówce, głównie
poprzez zebrane w jednym miejscu teksty, przedstawiające w różnych aspektach
całą skomplikowaną naturę zależności, pomiędzy człowiekiem, wiarą, religią,
a próbą wyboru własnej drogi: wolnością w próbie poznania obiektywnej prawdy,
będącej istotą otaczającej nas rzeczywistości.

Wszystkie istniejące religie dla własnych potrzeb stworzyły interpretacje
istniejącej rzeczywistości; sposobu powstania, zasad rządzących
wszechświatem, sił kierujących postępowaniem człowieka. Jest to podbudowane
potrzebą wiary człowieka w potężną moc kierującą tym wszystkim, ... bo czym
inaczej można sobie wytłumaczyć to w miarę harmonijne i
bezkolizyjne "trwanie "...

Ale zasady religijne nie są skuteczną drogą do poznania istoty "wszechrzeczy.
W końcówce XX wieku jest wiele bardziej narzędzi i metod poznawczych, a
głównym przewodnikiem po tym instrumentarium, powinien być własny rozum -
podparty rzetelną wiedzą, znajomością faktów i zależności pomiędzy nimi. A
więc zdobycze nauki, postęp wiedzy i rozwój cywilizacyjny jest również jakąś
drogą dochodzenia do ateizmu.

" Religia trwa nie z powodu cynicznej manipulacji księży ani z pewnością
nie z powodu prawdziwości doktryny, ponieważ różne sprzeczne ze sobą
religie trwają równie dobrze.
Doktryny religijne trwają, ponieważ wpaja się je dzieciom w wieku,
gdy są podatne na sugestie; gdy dzieci dorosną wpajają je z kolei
własnym dzieciom. Inaczej mówiąc - zdaniem Dawkinsa,
- wiara utrzymuje się z powodów epidemiologicznych."
"Granice złożoności" P. Coveney i R. Highfield


Jak można rozumieć ateizm
Ateizm to świat realizmu, rozumu i wolności myśli.
Ateizm to kultywacja humanizmu i intelektualnej uczciwości, w stopniu
niepojmowalnym dla ludzi opętanych religią.
Ateizm jest antytezą psychozy, tępej pokory, oraz dobrowolnej rezygnacji z
poznania.
Ateizm pozwala bez wstydu stwierdzić, że jesteśmy częścią i produktem natury,
takiej jaka jest naprawdę, bez podpierania się intelektualną protezą religii,
bowiem lepiej być inteligentnym szympansem niż bezmózgim, kandydatem na
aniołka.


Obserwuj wątek
        • wojtek_tata Ateizm a Marta :) 21.04.04, 10:24
          Marto!
          >lepiej być inteligentnym szympansem niż bezmózgim, kandydatem na
          aniołka.
          smile))
          Cudne to jest. Ale czy to naprawdę jedyny wybór?
          A ja sobie myślę, że najlepiej być inteligentnym kandydatem na aniołka smile)))
          (Swoją drogą to też przekręt intelektualny - aniołkiem nie mogę zostać, tak
          samo jak nie mogę zostać diabełkiem, papugą ani mrówką. Jestem człowiekiem, a
          nawet - nie bójmy się tego słowa - facetem. I już. Choć to może przypadek wink)
          Marto, a tak serio, to szkoda życia na czytanie takich bojowych stron. Słowo!
          Wojtek
            • wojtek_tata Re: Ateizm a Marta :) 21.04.04, 10:37
              18lipiec napisała:
              > A Tobie nie szkoda życia na czytanie pisma św.? Wojtku ja nie czytam tego
              > ciągle, przeczytałam raz i tyle.
              No to nienajgorzej smile To masz więcej czasu na inne rzeczy smile)
              A co do Pisma i mnie, to raczej przeciwnie - chciałbym czytać więcej, serio.
              Zazdroszczę protestantom pewnej dyscypliny w tym czytaniu (choć może ich
              idealizuję). Pismo to nie jest zwykła lektura. Gdyby czytać je jak zwykłą
              książkę, jest nudne (opisy jakichś przepisów rytualnych), przerażające (te
              wojny, zabójstwa!), przytłaczające (choćby ten drugi policzek).
              A jednak...
              Co ciekawe (bo to w końcu forum o wychowaniu), moje dzieci też czytają Pismo.
              Choć nie stoję nad nimi z pejczem w ręku wink
        • orvokki Re: Aha zapomniałam .... 21.04.04, 10:31
          Nie żebym się bała, że moja wiara tej próby nie wytrzyma - ale Twój upór i
          rzekłabym pewna namolność jest zastanawiająca. Więc proszę Cię o odpowiedż,
          dlaczego to robisz? Czemu sądzisz, że powinnaś nawracać na ateizm?

          Byłam kiedyś ateistką.

          Ale teraz cieszę się, że wierzę. Cieszę się, że jest Ktoś, do kogo mogę się
          zwrócić, ktoś z kim mogę konsultować swoje wybory, cieszę się, że mogę patrzeć
          na siebie jako na coś więcej niż jeszcze jeden twór białkowy. Wiara jest dla
          mnie podporą, pociechą, drogowskazem, drogą rozwoju.

          Dla Ciebie wiara to bzdura. W porządku - więc spójrz na to z tej perspektywy:
          Gdyby jakiemuś człowiekowi pomagało placebo, to czy uparłabyś się powiedzieć
          mu, że to co bierze i co go leczy, to tylko cukier puder?
          Gdyby nawet próżna była moja wiara (choć duchowe doświadczenie przekonuje mnie
          o czym innym), to czy mimo tego, że chcę wierzyć, że wybrałam wiarę jako
          dorosły człowiek, mimo tego, że to mi w życiu pomaga - dalej będziesz upierała
          się mnie nawracać na ateizm?
          • isma Re: Aha zapomniałam .... 21.04.04, 10:38
            Oj, Orvokki, no i wlasnie dlatego nawroceni sa bardziej nawiedzeni i nie da sie
            ich latwo zakrzyczec wink))
            Bo to troche karkolomne, upierac sie, ze cala inteligencja ich nagle opuscila,
            umysl sie stepil, a oczy zaszly bielmem.
            Swoja droga, mozna by zbadac IQ ludzi przed i po nawroceniu - ciekawe, czy sie
            zmienia wink))
            --
            Is.
            foto.onet.pl/albumy/album.html?id=18623&grupa=7&kat=0&a=isma2
            foto.onet.pl/albumy/album.html?id=11392&grupa=7&kat=0&a=isma
            • orvokki Re: Aha zapomniałam .... 21.04.04, 10:49
              isma napisała:

              > Oj, Orvokki, no i wlasnie dlatego nawroceni sa bardziej nawiedzeni i nie da
              sie
              >
              > ich latwo zakrzyczec wink))

              To znaczy dlaczego? W wyniku nawrócenia najwyraźniej rzeczywiście IQ mi
              spadło :o), bo nie bardzo widzę, jak się to ma do mojego postu, w którym
              starałam się spojrzeć ze strony 18lipiec i przekonać ją, żeby nas nie
              nawracała, nawet jeśli z jej punktu widzenia błądzimy w ciemnościach. Przy czym
              uważam, że do takiego poglądu ma prawo, a ja mam prawo do swojego. Ani ja nie
              mam ochoty nikogo nawracać ani oświecać (chyba, że ktoś chce), ani nie chcę,
              żeby ktoś to robił w stosunku do mnie nieproszony.
            • orvokki Re: Aha zapomniałam .... 21.04.04, 11:09
              To świetnie.
              Pytanie wciąż wisi w powietrzu: to po co wklejasz linki promujące ateizm?
              Pytam serio i nie zbywaj mnie odpowiedzią "Żeby wowołać dyskusję", bo znowu
              zapytam, ale po co?
              • 18lipiec Re: Aha zapomniałam .... 21.04.04, 11:14
                jakbyś bardziej pomyślała to byś zauważyła że ja tu nic nie promuję, tylko
                wyjaśniam. Nikt Cię tu nie nawraca i nie ma takiego zamiaru. Wierzę w Twoją
                głęboką wiarę i ani myślę jej burzyć ale chyba nie zaszkodzi czasem poczytać co
                innego oprócz slowa bożego czyz nie?
                • aetas Re: Aha zapomniałam .... 21.04.04, 11:26
                  18lipiec napisała:

                  > jakbyś bardziej pomyślała to byś zauważyła że ja tu nic nie promuję, tylko
                  > wyjaśniam. Nikt Cię tu nie nawraca i nie ma takiego zamiaru. Wierzę w Twoją
                  > głęboką wiarę i ani myślę jej burzyć ale chyba nie zaszkodzi czasem poczytać
                  co
                  >
                  > innego oprócz slowa bożego czyz nie?

                  Wybacz, Marto, ale tutaj ludzie szukają właśnie Słowa Bożego, jak będę chciała
                  poczytać o ateizmie, deizmie, satanizmie i innych izmach, to po prostu wejdę na
                  inne Forum, dużo miejsca jest w necie, dla każdego, zastanawia mnie tylko, co
                  Ty robisz w tym miejscu... znam argumenty za i przeciwko wierze, to co piszesz
                  nie jest dla mnie nowe ani odkrywcze. To trochę jak wejście na stronę dla
                  filologów klasycznych i spamowanie im forum tekstami o wyższości żywych,
                  rozwijających się języków nad martwą łaciną, po co, jak oni TO wolą?
                  Na Twoim miejscu szkoda by mi było czasu.
                  --
                  "Miłość bliźniego byłaby o wiele łatwiejsza, gdyby ów bliźni nie był tak
                  blisko..."
                  gosia
                • orvokki Re: Aha zapomniałam .... 21.04.04, 11:33
                  Wciąż uważam, że nie odpowiedziałaś na moje pytanie, tylko robisz uniki, ale
                  dobra. Już mi się nie chce więcej razy pytać.
                  Inne rzeczy niż Biblię czytam codziennie, bo jestem bibliofilem i zapewniam
                  Cię, że nie weryfikuję uprzednio lektur pod kątem prawomyślności. :o) Link o
                  ateizmie też sam w sobie mnie nie oburza, jak też ateizm per se. Natomiast
                  motywacje ludzkie zawsze mnie interesowały.
                  Co do Twojej bytności na forum, odpowiedź "bo się wciągnęłam" również ślizga
                  się po powierzchni, chyba to widzisz? Posiłkując się wiedzą z psychologii,
                  człowiek czasem coś robi, nie wie dlaczego, albo ma jakieś prowizoryczne
                  wytłumaczenie, a prawdziwa przyczyna tkwi gdzieś głębiej. Nie oczekuję, że
                  dojdziesz do odpowiedzi "bo w głębi ducha chcę się nawrócić", ani nawet że się
                  tą odpowiedzią podzielisz, jeśli nie chcesz, ale warto poznać siebie. Warto nad
                  samym sobą i swoimi motywacjami się zastanawiać.
            • aetas Re: Aha zapomniałam .... 21.04.04, 11:13
              Marto,
              weszłaś na Forum dla wierzących lub poszukujących, skoro nie wierzysz, to czego
              tu szukasz, skoro, jak podkreślasz, już znalazłaś, że tak zapytam retorycznie?
              --
              "Miłość bliźniego byłaby o wiele łatwiejsza, gdyby ów bliźni nie był tak
              blisko..."
              gosia
    • 18lipiec Re: orvokki 21.04.04, 11:24
      czy jak to tam się pisze...


      jesli nie chcesz nieproszona być nawracana to użyj siły woli i umysłu i nie
      czytaj moich postów. czy o to co masz czytac tez prosisz boga czy sama umiesz
      mysliec?
      • orvokki Re: orvokki 21.04.04, 11:43
        jesli nie chcesz nieproszona być nawracana to użyj siły woli i umysłu i nie
        > czytaj moich postów. czy o to co masz czytac tez prosisz boga czy sama umiesz
        > mysliec?

        Zupełnie zbędna złośliwość :o(

        Widzisz, czytam to forum, bo sama potrzebuję wychowania w wierze, czytam też
        więc Twoje posty na nim. Przed przeczytaniem nie można stwierdzić, co dana
        osoba pisze, zresztą wcale nie uważam Twojego pisania na forum za zasługującego
        na bana, czy obchodzenia szerokim łukiem na sam widok nicka. Pytam o Twoje
        motywacje, bo mnie to interesuje, piszę też o tym, jak różne rzeczy odbieram,
        próbuję pokazać sprawę ze swojego punktu widzenia, podobnie jak Ty próbujesz ze
        swojego.
            • 18lipiec Re: Re : w takim razie 21.04.04, 11:54
              Wkleiłam bo to bardzo mądry link, ale na tyle prosty że do zrozumienia dla
              katolika.
              Wkleiłam bo skoro ja czytam strony katolickie, jak nie wiesz - interesuję się
              bardzo religami świata - jest to częśc moich studiów, to nie zaszkodzi Wam jak
              poczytacie o tym co ja uważam za słuszne.
              Nie zaszkodzi czasem zdjąć klapki z oczu.
              Poza tym wątek miał tak oczywisty tytuł że mogłaś nie wchodzić.


              Uważam że wymagało to wyjaśnienia bo wy nie mieliście pojęcia co to jest ateizm
              i mylicie to często z antyteizmem.
              • mika74 Re: Re : w takim razie 21.04.04, 12:24
                18lipiec napisała:

                > Wkleiłam bo to bardzo mądry link, ale na tyle prosty że do zrozumienia dla
                > katolika.
                > Wkleiłam bo skoro ja czytam strony katolickie, jak nie wiesz - interesuję się
                > bardzo religami świata - jest to częśc moich studiów, to nie zaszkodzi Wam
                jak
                > poczytacie o tym co ja uważam za słuszne.
                > Nie zaszkodzi czasem zdjąć klapki z oczu.
                > Poza tym wątek miał tak oczywisty tytuł że mogłaś nie wchodzić.
                >
                >
                > Uważam że wymagało to wyjaśnienia bo wy nie mieliście pojęcia co to jest
                ateizm
                >
                > i mylicie to często z antyteizmem.

                Lipiec ,kazde forum ma pewne zasady. Zasada sa pewna okreslona kultura
                osobista, nie obrazanie czyichs uczuc ,takze religijnych i swiatopogladowych.
                Nikt tu nie zakłada watków w stylu"Ale Ci ateiści sa ciemni i slepi!" i w sumie
                spróbuj sie do tych zasad stosowac. To na pewno bedzie świadczylo o Twoim
                rozsadku, myśleniu, kulturze i braku chamstwa. Tego chamstwa,które nam tu
                ciagle zarzucasz i tego myslenia,którego ponoc nam brakuje. I tych klapek na
                oczach, które podobno my mamy. Bo jak na razie ,mimo,że mam wielu przyjaciól
                wsród niewierzacyh Ty akurat dajesz tu przykład jakijs ideologicznej miotaniny
                i wojny antyreligijnej.
                Jesli faktycznie myslisz to spóbuj to ogarnąć logicznie: My znamy zycie i
                poglady ,które Ty glosisz bo kiedyś tez bylismy na Twoim miejscu i ten powyzszy
                watek nie jest dla nas niczym zaskakujacym ani nowym, natomiast Ty nigdy nie
                byłas na naszym miejscu bo nigdy nie mialas doświadczenia zywej wiary i
                obecności Bozej. Więc my znamy dwie strony medalu,Ty tylko jedną. Kto wie
                więcej????Zagadka dla pierwszoklasisty.Ciekawe czy zgadniesz.
                Wiecej nie będe odpowiedac na Twoje meile bo po prostu mnie znudziałas. Bardzo
                to smutne. Mimo wszystko zycze powowodzenia i madrych poszukiwań ( a nienawiśc
                i brak szacunku madrością nie są). Wszytskiego dobrego.
                  • mika74 Re: Re : w takim razie 21.04.04, 12:38
                    18lipiec napisała:

                    > przykro mi że moje "meile Cię znudziały".

                    Aha, i pomysl dwa razy zanim cos napiszesz. Zwłaszcza dwa ostatnie
                    zdania ,które napisałam. Myslenie doprawdy nie boli...
                    POWODZENIA
                    • 18lipiec Re: Re : w takim razie 21.04.04, 12:43
                      "Aha, i pomysl dwa razy zanim cos napiszesz. Zwłaszcza dwa ostatnie
                      zdania ,które napisałam."
                      I znowu brak sensu w zdaniu?Chyba dziś się bardzo przepracowałaś.Mam pomyśleć
                      zanim coś napiszę, zwłaszcza dwa ostatnie zdania które napisałaś? Gdzie tu
                      logika w tym zdaniu.

                      "Myślenie nie boli" - oj Ciebie boli oj boli!
                      • mika74 Re: Re : w takim razie 21.04.04, 12:52
                        18lipiec napisała:

                        > "Aha, i pomysl dwa razy zanim cos napiszesz. Zwłaszcza dwa ostatnie
                        > zdania ,które napisałam."
                        > I znowu brak sensu w zdaniu?Chyba dziś się bardzo przepracowałaś.Mam pomyśleć
                        > zanim coś napiszę, zwłaszcza dwa ostatnie zdania które napisałaś? Gdzie tu
                        > logika w tym zdaniu.
                        >
                        Przemyśl sobie wpierw to co pisze do Ciebie przedmówca! Przepraszam Cię
                        bardzo ,myslałam ,ze jestes bardziej inteligentna i się domyslisz o co mi
                        chodzi. Chyba zaczynam zniżac sie do Twojego poziomu. Dlatego ucinam rozmowę.
                        Powodzenia.
              • orvokki Re: Re : w takim razie 21.04.04, 13:22
                > Wkleiłam bo to bardzo mądry link
                > Wkleiłam bo skoro ja czytam strony katolickie, jak nie wiesz - interesuję się
                > bardzo religami świata - jest to częśc moich studiów, to nie zaszkodzi Wam
                jak
                > poczytacie o tym co ja uważam za słuszne.
                > Nie zaszkodzi czasem zdjąć klapki z oczu.

                Mniej więcej o tego typu odpowiedź mi chodziło, dziękuję.
                Aczkolwiek wygląda z niej jednak, że wbrew swoim wcześniejszym
                twierdzeniom "chcesz nam zdejmować klapki z oczu", czyli jednak chcesz na swoją
                prawdę nawracać. Ja to w każdym razie tak interpretuję.

                link, ale na tyle prosty że do zrozumienia dla
                > katolika.
                Szkoda, że jednak nie potrafisz się powstrzymać od złośliwości i od myślenia,
                że skoro ktoś wierzy w Boga, to widocznie na umyśle szwankuje. Dla mnie zdradza
                to brak tolerancji i szacunku. Zauważ, że nie piszę, że jesteś nietolerancyjna,
                a jedynie że tak to odbieram - zastrzegam się na wszelki wypadek.
                Pozdrawiam.
    • elwinga Re: Ateizm. 21.04.04, 14:53
      Z dotychczasowej propagandowej działalności Marty na forum można wysnuć
      następujące wnioski:

      1. Ma strasznie dużo wolnego czasu (czy to typowe dla wszystkich ateistów?
      Jeśli tak, to cholernie im tego zazdroszczę...)

      2. Ma słabą wolę, skoro pozwala, by tak ją "wciągnęło" forum dla - jak to
      było? - bezmózgich kandydatów na aniołków.

      3. Ma jakieś straszne kompleksy, skoro intensywnie stara się udowodnić
      wszystkim, że wszystko wie i rozumie lepiej i w ogóle jej życie jest pod
      wszelkimi względami lepsze niż nasze (np. seks z założenia musi być lepszy,
      skoro nie stosuje się NPR...)
      Czemu tak Ci zależy na udowodnieniu tego anonimowej grupie przypadkowych ludzi?
      • 18lipiec Re: Ateizm. 21.04.04, 14:57
        Brawo, jakaś głęboka psychoanaliza!

        --------------------------------------------------------------------------------
        Z dotychczasowej propagandowej działalności Marty na forum można wysnuć
        następujące wnioski:

        1. Ma strasznie dużo wolnego czasu (czy to typowe dla wszystkich ateistów?
        Jeśli tak, to cholernie im tego zazdroszczę...) - Moja praca polega na "byciu"
        w internecie, więc za to mi płacą. Zazdrość mi,oj zazdrość!

        2. Ma słabą wolę, skoro pozwala, by tak ją "wciągnęło" forum dla - jak to
        było? - bezmózgich kandydatów na aniołków. -Mam słabą wolę, nie umiem rzucić
        palenia, nie umiem nie jeść dużo, ale akurat co do bycia na forum to słabe
        wnioski, mnie tu nikt nie wciąga, sama wchodzę kiedy mam tylko na to ochotę.

        3. Ma jakieś straszne kompleksy, skoro intensywnie stara się udowodnić
        wszystkim, że wszystko wie i rozumie lepiej i w ogóle jej życie jest pod
        wszelkimi względami lepsze niż nasze (np. seks z założenia musi być lepszy,
        skoro nie stosuje się NPR...) - Każdy ma kompleksy, ja też mam, np. mam krzywe
        stopy.Poza tym nikomu niczego nie udowadniam, no moze tylko że ateista tez
        człowiek.


        Czemu tak Ci zależy na udowodnieniu tego anonimowej grupie przypadkowych ludzi?

        Udowodnieniu czego pani psycholog?
        • elwinga Re: Ateizm. 21.04.04, 15:06

          > 1. Ma strasznie dużo wolnego czasu (czy to typowe dla wszystkich ateistów?
          > Jeśli tak, to cholernie im tego zazdroszczę...) - Moja praca polega
          na "byciu"
          > w internecie, więc za to mi płacą. Zazdrość mi,oj zazdrość!

          Zazdroszczę, bo brak wolnego czasu odczuwałam już w liceum. Ale odpocznę sobie
          na emeryturze. wink

          A swoją drogą, nie wiem, czy dobrze zrozumiałam: płacą Ci także za byciu i za
          posty na tym forum? Super! Do kogo mam wysłać cv?

          3. Ma jakieś straszne kompleksy, skoro intensywnie stara się udowodnić
          > wszystkim, że wszystko wie i rozumie lepiej i w ogóle jej życie jest pod
          > wszelkimi względami lepsze niż nasze (np. seks z założenia musi być lepszy,
          > skoro nie stosuje się NPR...) - Każdy ma kompleksy, ja też mam, np. mam
          krzywe
          > stopy.Poza tym nikomu niczego nie udowadniam, no moze tylko że ateista tez
          > człowiek.

          A kto mówi, że nie?
          Świetnie wiem, że ateista też człowiek - mój ojciec na przykład. Nigdy go nie
          próbowałam nawracać na cokolwiek. Więc co chciałabyś mi udowodnić? Albo czym
          się podzielić? Serio, jestem ciekawa.
          • 18lipiec Re: Ateizm. 21.04.04, 15:08
            > Zazdroszczę, bo brak wolnego czasu odczuwałam już w liceum. Ale odpocznę
            sobie
            > na emeryturze. wink
            >
            > A swoją drogą, nie wiem, czy dobrze zrozumiałam: płacą Ci także za byciu i za
            > posty na tym forum? Super! Do kogo mam wysłać cv?


            Oj i po co uogólniać? Pracuję na kompie, przy internecie, więc nie zaszkodzi i
            nie przeszkadza mi zajrzec na forum.
            • ogolone_jajka Re: Ateizm. 21.04.04, 18:18
              Ja też pracuję przy komputerze i też mogę tu często zaglądać. Tylko ostatnio mam sporo roboty, więc nie mam czasu na czytanie wszystkich wypowiedzi niezwykle płodnej Marty... Ale sie poprawię
        • neogobbo Re: nareszcie 22.04.04, 08:07
          Coś takiego?! A jednak nie jesteś doskonała

          18lipiec napisała:

          > 2. Ma słabą wolę, skoro pozwala, by tak ją "wciągnęło" forum dla - jak to
          > było? - bezmózgich kandydatów na aniołków. -Mam słabą wolę, nie umiem rzucić
          > palenia, nie umiem nie jeść dużo, ale akurat co do bycia na forum to słabe
          > wnioski, mnie tu nikt nie wciąga, sama wchodzę kiedy mam tylko na to ochotę.
    • maika7 Re: Ateizm. 21.04.04, 15:00
      18lipiec, wydaje mi się, że te wszystkie zdania, które napisałaś o ateiźmie są
      nie do udowodnienia (a więc nienaukowe!).

      >Ateizm to świat realizmu, rozumu i wolności myśli.

      Zbadano populację ateistów pod kątem opierania sie w zyciu codziennym na
      realnych przesłankach? Ateisci mają większe możliwości intelektualne od
      nieateistów? Co to jest wolność myśli??

      >Ateizm to kultywacja humanizmu i intelektualnej uczciwości, w stopniu
      niepojmowalnym dla ludzi opętanych religią.

      Kto to zbadał i w jaki sposób?

      >Ateizm jest antytezą psychozy, tępej pokory, oraz dobrowolnej rezygnacji z
      poznania.

      Jakiej tępej pokory? Jakiej rezygnacji z poznania?
      Wyniki badań naukowych ateistów i nieateistów są różne??

      >Ateizm pozwala bez wstydu stwierdzić, że jesteśmy częścią i produktem natury,
      takiej jaka jest naprawdę, bez podpierania się intelektualną protezą religii,
      bowiem lepiej być inteligentnym szympansem niż bezmózgim, kandydatem na aniołka.

      A nieateizm nie pozwala??? Bóg jest nienaturalny (jesli jest)???


      18lipiec przyjrzyj sie dokładnie temu co napisałaś i jak juz bronisz postawy
      ateistycznej to może sensowniej?

      smile))
      M.
        • maika7 Re: Ateizm. 21.04.04, 15:11
          Spróbuj mi to wytłumaczyć. Spróbuj rzetelnie odpowiedzieć na moje pytania.
          Chciałabym poznać na jakich przesłankach opierasz swoje twierdzenia
          smile)
          M.
                • maika7 Re: Ateizm. 21.04.04, 19:57
                  >ale widzisz hm... to jakby widac, slychac i czuc...

                  Intuicja, czy jakieś konkretne przesłanki, wiesz, opieranie się na zmysłach
                  bywa zawodne.....

                  Brak odpowiedzi na zadane wyżej pytania to dla mnie unik. Szczególnie jeśli
                  osoba wychwalająca podejście w kategoriach "szkiełko i oko" wysuwa argumeny
                  nieweryfikowalne.

                  smile

                  M.
      • sion2 Re: małe wtrącenie o wolności i inne :-)) 22.04.04, 13:25

        > >Ateizm to świat realizmu, rozumu i wolności myśli.

        Czyżby? a kto mówi, że wierzący nie uzywają rozumu? czy wiesz że Einstein
        wierzył w Boga?
        czy wiesz ilu naukowców, najwybitniejszcy umysłów wierzy w Boga i się do tego
        przyznaje? spójrz chociażby na naszą Hannę Gronkiewicz Walc...

        > >Ateizm to kultywacja humanizmu i intelektualnej uczciwości, w stopniu
        niepojmowalnym dla ludzi opętanych religią.

        Jeżeli w atizmie są jakieś pierwiastki dobra to są one wziete z nauki o Bogu,
        bo to w Biblii jest ukazywana Miłość jako najwyzsze dobro i cel do jakiego ma
        dążyć człowike
        a ateizm głosi przede wszystkim egoizm czyli stawianie siebie i swoich potrzeb
        na pierwszym miejscu, miłóśc w ateiźmie - owszem, ale tylko do pewnych granic,
        dopóki nie narusza za bardzo mojej wygody np. 4 dziecko (ojoe bo nie będę miała
        piniędzy, żeby je wysłać na studia....)

        atiezm to gloryfikacja MIEĆ nad BYĆ

        I Ty mówisz o humanixmie?
        Ateizm jest antytezą psychozy, tępej pokory, oraz dobrowolnej rezygnacji z
        > poznania.

        Choroby psychiczne( w rodzaju nerwic i depresji, bo te są niezalezne od
        wrodzonych skłonności) są najczęściej spotykane u ludzi niewierzących lub słabo
        wierzących.
        Wiara w Boga daje głęboki pokój i równowagę, poczucie bezpieczeństwa (jest Ktoś
        kto mnie kocha i troszczy sie o mnie)oraz nadzieję
        ateizm: wszystko zalezy ode mnie a więc nerwowe napięcie "jak wiele jest na
        mojej głowie!", wszystko zalezy ode mnie - to STRASZNY PSYCHICZNY CIĘŻAR

        A Bóg nie odbiera wolności tylko POMAGA ja realizowac tak,aby było z pożytkiem
        dla mnie
        >
        Jezeli ktos jedzie droga i widzi znak drogowy: uwaga przepaść, zwolnij! to na
        ogół słucha się tego znaku i jedzie wolno i ostroznie.
        ale zawsze może znaleźć się ktoś kto powie "co?! kto tu śmie ograniczać moją
        wolność! ja mam prawo decydować o tym co mam robić! ktoś tu depcze moje swobody
        obywatelskie, a właśnie, że nie będę się słuchać znaku i pojadę szybko! czy ja
        nie mam rozumu, zeby go uzywać? nikt nie będzie mi niczego narzucać!" no i
        jedzie 100/h poczym rozwala się w przepaści i ginie. Głupek - powiedzą wszyscy.

        A jak zachowują się ateiści? "nie będę się słuchac przykazań Bożych, nikt nie
        będzie ograniczał mojej wolności, mam swój rozum, nikt nie będzie mi niczego
        narzucać..." itd.

        Znaki drogowe chronią nasze ciała przed wypadkiem i śmiercią
        Biblia a przez nią Bóg jest drogowskazem do życia wiecznego, pokazuje drogę
        życia, co mamy robić aby wzrastała w nas miłość, która przygotuje nas na
        wieczne zycie z Bogiem = Miłością
        Pozdrawiam
        • maika7 Re: małe wtrącenie o wolności i inne :-)) 22.04.04, 14:53
          >ateizm głosi przede wszystkim egoizm czyli stawianie siebie i swoich potrzeb
          na pierwszym miejscu, miłóśc w ateiźmie - owszem, ale tylko do pewnych granic,
          dopóki nie narusza za bardzo mojej wygody np. 4 dziecko (ojoe bo nie będę miała
          piniędzy, żeby je wysłać na studia....)

          Sion2 skąd wiesz jak kochają ateiści i jakie decyzje podejmują? Skąd wiesz co
          potrafi poświęcic matka ateistka w imię miłości dla swojego dziecka?

          >atiezm to gloryfikacja MIEĆ nad BYĆ

          Miec nad być? Tak, jak Grrrw pytała o stereotyp katechety, mam ochotę zapytac
          o stereotyp ateisty.

          >Choroby psychiczne( w rodzaju nerwic i depresji, bo te są niezalezne od
          wrodzonych skłonności) są najczęściej spotykane u ludzi niewierzących lub słabo
          wierzących.

          Masz dane czy tak intuiceyjnie twierdzisz? Bo jeśli intuicyjnie to podobnie jak
          18lipiec.... tylko w drugą stronę..

          >ateizm: wszystko zalezy ode mnie a więc nerwowe napięcie "jak wiele jest na
          mojej głowie!", wszystko zalezy ode mnie - to STRASZNY PSYCHICZNY CIĘŻAR

          Nie wszystko zależy od człowieka, ale wiele i to niezależnie od światopoglądu.
          I jedni i drudzy dokonują wyborów i ponoszą ich konsekwencje. Czasem trudno
          zgodzić sie w wolą Boga, czyz nie? Wierzący też nie są wolni od napięć, a
          ateiści nie są chodzacym kłębkiem nerwów smile))

          >A jak zachowują się ateiści? "nie będę się słuchac przykazań Bożych, nikt nie
          będzie ograniczał mojej wolności, mam swój rozum, nikt nie będzie mi niczego
          narzucać..." itd.

          Sion, skąd wiesz co myslą i czym się kierują ateiści? Ograniczenia wolności są
          zawsze. Na swoim rozumie i rozsądku polegają równiez nieateiści. Brak
          ograniczeń to coś nierealnego nawet w ateistycznym świecie.

          M.
          • sion2 Re: małe wtrącenie o wolności i inne :-)) 22.04.04, 16:29
            1. specjalnie w większej części postu pisłam "ateizm" a nie "ateiści" gdyż
            ateizm to jest pweien system, ktory - tak jak wiarę - kazdy ateista przezywa
            inaczej
            czyli może być matka ateistka oddjąca życie za dziecko - a jakże
            tak jak może byc matka wierząca - odtrącająca dziecko z egoizmu

            18 lipiec zacytowała tekst ogólny więc ogólnie dopowiedziałam

            2. z założenia w ateiźmie nie muszę trosczyć się o tzw. wyzsze wartości, bo są
            one mi do niczego nie potrzebne, dlatego więcej sie tam mówi o "mieć" niz "Być"

            ale znowu to było założenie filozofivczne, bo tak naprawdę każdy jest
            przesiaknięty materializmem, potzrebą bogacenia się, tylko w wierze -
            założenia - inaczej sie na to patrzy
            co nie znaczy, ze może być ateista dzielący sie dobrami z innymi
            chodziło mi o to, ze wiara w Boga sama z siebie wymaga i zakłada postawę
            altruizmu a ateizm nie

            3. co do chorób psychicznych to jest to prawda naukowa a nie moje przeczucia
            aczkolwiek nie potrafie w tej chwili podac źródła, bo nie pamietam sad(

            4. oczywiście, ze jeżeli chodzi o konkrtene osoby = konkrtene życie i przypadki
            to KAŻDY i ateista i wierzący dokonuje wyborów są one różne

            5. co myslenia ateistów to widać je tutaj na forum: zarzut, że skoro słuchamy
            Biblii to nie uzywamy swojego rozumu powtarza sie tutaj jak refren
            dlatego napisałam ten przykład ze znakami drogowymi smile))

            a wiara jak już gdzieś napisałam WYMAGA używania rozumu
            nawet czytanie Biblii wymaga używania rozumu, bo inaczej słowa Chrystusa "jak
            ci ręka jest przyczyną grzechu to weź ją i obetnij, bo lepiej wejść do
            Królestwa Bożego bez ręki niz w ogóle" byłyby rozumiane dosłownie i po ulicach
            by chodziło wielu bez ręki...

            Pozdrawiam
            • sion2 Re: błędy :-(( 22.04.04, 16:32
              co nie znaczy, że nie może być ateista itd.

              no trochę wyrazów połykałam, ale chyba zrozumiesz co miałam na myśli sad((
              sorry za szybkie pisanie
              • maika7 Re: błędy :-(( 22.04.04, 17:21
                Chyba rozumiem, co chciałas powiedzieć. Niepokoi mnie jeszcze sprawa
                tych "wyższych wartości" które są obce ateizmowi według Ciebie. Nie rozumiem co
                uznajesz za "wyższe wartości".


                Tak sobie myslę o małej grupce moich przyjaciół, o moich najblizszych. Tak
                rózne swiatopoglady, tak rózne pojmowanie sensu zycia, a rozumiemy sie bez słów
                i szanujemy swoje wybory i nie myslimy w kategoriach "głupszy -
                mądrzejszy", "bogatszy duchem-uboższy duchem". Każdy z nas coś drugiemu daje.
                Pochylamy sie nad soba z szacunkim - ateistka, agnostyk, katolicy, protestanci.
                Nie przeciągamy lin, podajemy sobie ręce.

                Żal mi jak czytam wzajemne słowa pogardy, obrażania się. Czy warto tracić na to
                czas?

                To powyżej to nie do Ciebie, Sion. Tak mi się zebrało na uogólnienie.
                Próbuję rozplątywac pozapętlane supełki międzyludzkie smile

                smile
                M.
                • sion2 Re: błędy :-(( 22.04.04, 18:18
                  ja tak po swojemu, czyli nie wiem czy poprawnie wyższe wartości dzielę na te
                  związane z Bogiem czyli stawianie bliźniego wyżej od siebie samego
                  oraz na takie jak: sztuka czy przeżycia duchowe nie związane z Bogiem
                  ale:
                  z tego co napisałam wynikałoby że ateista nie może miłować bliźniego -
                  oczywiście że tak nie jest
                  tylko, że każda prawdziwa miłość ma źródło w Bogu i kiedy ateista miłuje to tak
                  naprawdę choć rozumem odrzuca Boga to sercem jest blisko Niego...
                  wiec tak naprawdę to nie istnieje ktoś "ateista do szpiku kości", bo wszystkie
                  pierwiastki dobra jakie są w nim (a w każdym najbardziej przecietnym człowieku
                  jest ich mnóstwo) to właśnie łącza go z Bogiem i z ludźmi, którzy w Boga
                  wierzą. Jest przecież mnóstwo osób i dzieł, które tworzą ludzie wierzący i
                  niewierzący których połączyło jedno: miłośc bliźniego

                  poza tym sama wiara w Boga niczego nie zmienia: diabeł też wierzy w Boga i co z
                  tego?
                  wiara zawsze wyraża się czynem - szeroko pojmowanym

                  a tak w ogóle to takie moje przemyslenia na gorąco, więc to na pewno nie
                  wyczerpuje tematu ani nie mówi wszyystkiego smile)
                  • maika7 Re: błędy :-)) 22.04.04, 20:40
                    Dzięki za wyjaśnienia smile

                    Z nastoletniości mojej została mi alergia na stwierdzenia typu "tylko z Bogiem
                    można kochać prawdziwie". Bo to prowadzi w moim przekonaniu do poczucia
                    wyzszości: nie wierzysz więc Twoje uczucia sa fałszywe, uboższe, a moje są
                    lepsze, bo "sygnowane przez Boga".

                    Może jak czasem "stawiam bliźniego wyżej od siebie" to jednak przeżywam przez
                    przypadek jakieś uczucia wyższe??? Żartowałam smile

                    Śmiesznie - jeśli On istnieje to wszyscy jesteśmy Jego dziećmi, jesli nie
                    istnieje, to nikt z nas tym dzieckiem nie jest. Mój syn wdał sie kiedyś w
                    dyskusję światopoglądową z jakimś internetowo poznanym oponentem. Po wymianie
                    kilku maili doszli do wniosku, że nijak nie da sie rozstrzygnąć, który z nich
                    ma rację. Zgodnie umówili sie na piwo w przyszłym zyciu, gdyby zdarzyło im sie
                    spotkać wink

                    smile
                    M.
                    • sion2 Re: :-)) 22.04.04, 21:23
                      myślę, że się zgadzamy tak naprawdę smile)
                      miłość to jest coś co łączy najbardziej i z człowieka wydobywa najgłębsze
                      człowieczeństwo, bo tylko ludzie miłują świadomie, to nas wyróżnia z tego
                      świata natury....
                      nigdy nie odwrócilam sie od nikogo dlatego, ze nie wierzy w Boga, wręcz
                      przeciwnie ostatnio grono moich znajomych w realu powiększa się o ludzi, którzy
                      odeszli od Boga na ileś tam lat i albo juz wracaja albo jeszcze (oby!) nie, ale
                      rozumiemy sie dobrze
                      ci ludzie mają dzieci i je kochają i postępują często lepiej ode mnie

                      Bóg nie ma dzieci gorszych i lepszych, bo wszystkich kocha i zbawia
                      a patrzy zawsze głęboko na dno serca a nie na powierzchowne słowa, emocje czy
                      rozumowe przesłanki - i w tym cała nasza nadzieja!

                      Pozdrawiam ciepło!

                      acha i chodziło mi o to z tą miłoscią, ze ateista żeby kochać nie musi wcale
                      chodzić do koscioła wink) tylko po prostu tak już jest, ze każda prawdziwa
                      miłość w człowieku to jakby cząstka Boga w człowieku, bo On CAŁY JEST MIŁOŚCIĄ
                      i można rozumem odrzucać Boga, ale jesli jest się przy tym dobrym człowiekiem,
                      kochającym bliźniego to po prostu Bóg żyje w Tobie (choć oczywiście daleko
                      mniej niż mógłby żyć gdybyś calkiem otworzyła sie na Niego...)
                      • maika7 Re: :-)) 23.04.04, 08:50
                        >acha i chodziło mi o to z tą miłoscią, ze ateista żeby kochać nie musi wcale
                        chodzić do koscioła wink) tylko po prostu tak już jest, ze każda prawdziwa
                        miłość w człowieku to jakby cząstka Boga w człowieku, bo On CAŁY JEST MIŁOŚCIĄ
                        i można rozumem odrzucać Boga, ale jesli jest się przy tym dobrym człowiekiem,
                        kochającym bliźniego to po prostu Bóg żyje w Tobie (choć oczywiście daleko
                        mniej niż mógłby żyć gdybyś calkiem otworzyła sie na Niego...)

                        Tu jest chyba podstawowy problem w postrzeganiu i porozumiewaniu sie ludzi
                        róznych światopoglądowo, że jedni patrzą cały czas przez pryzmat wiary i Boga
                        (bo jak mozna by inaczej - jesli sie w Niego wierzy?) a ateiści nigdzie nie
                        widzą Boga (no bo skoro wierzą, że Go nie ma to jak inaczej?) i ta róznica bywa
                        chyba najbardziej zapalnym punktem w rozmowach pomniędzy jednymi i drugimi smile

                        smile
                        M.
                        • mika74 Re: :-)) 23.04.04, 09:24
                          Mam wielu przyjaciól wsród ateistów, nawet mieszkałam 4 lata z jedną znajomą -
                          psychologiem ateistka ,wiele rozmawialismy i dochodze do takich wniosków:
                          Ateista może kochac, byc humanista, poswięcac sie dla innych itd. Ale to co
                          odróznia go od chrześciajnina: nie potrafi kochac wrogów, trudno mu przychodzi
                          przebaczenie(niektóre urazy potrfi całkowicie wyleczyc wylacznie Bóg, co moge
                          osobiście swoim przykładem poświadczyć), no i krzyz jest dla
                          niego "głupstem",które go niszczy.
                          Sam Jezus o poganach powiedział do swoich uczniów" "Co z tego ,ze kochacie
                          swoich przyjaciół? Czy i poganie tego nie czynią?(...)". Tak więc czlowiek
                          oderwany od Boga tez kocha, ale jest to inny "typ" milości,
                          milośc "ludzka","uczuciowa" podczas gdy wierzący ma dostep(co nie znaczy ,że
                          zawsze albo w ogóle z tego korzysta) do łaski milości nadprzyrodzonej, nie
                          wynikłej z natury(rodzicielstwo) lub sympatii i uczuć(przyjaźń) ale miłości,
                          która pozwoliła przebaczyć Jezusowi oprawcom na krzyzu. Ogólnie jednak źródeł
                          kazdej miłości i tej z natury i tej wiekszej (jesli dobrze rozumiemy to słowo)
                          jest Bóg tyle ,ze wierzący o tym wiedzą,a niewierzący nie rzecz jasna. To moje
                          zdanie od strony osoby wierzacej.
                          • maika7 Re: :-)) do Miki 23.04.04, 11:41
                            Jej Mika, a jak znowu rozumiemy te same slowa inaczej?

                            > Ateista może kochac, byc humanista, poswięcac sie dla innych itd. Ale to co
                            odróznia go od chrześciajnina: nie potrafi kochac wrogów, trudno mu przychodzi
                            przebaczenie(niektóre urazy potrfi całkowicie wyleczyc wylacznie Bóg, co moge
                            osobiście swoim przykładem poświadczyć),

                            Wrogów? Kim jest wróg?

                            >no i krzyz jest dla niego "głupstem",które go niszczy.

                            Krzyż niszczy ateistę? Mika znów uogólniamy. Łatwiej rozmawiac o konkretnych
                            osobach, a nie o całych grupach. Piszesz o krzyżu jako cierpieniu czy jeszcze
                            jakos inaczej?

                            >Sam Jezus o poganach powiedział..... Ogólnie jednak źródeł kazdej miłości i
                            tej z natury i tej wiekszej (jesli dobrze rozumiemy to słowo) jest Bóg tyle ,ze
                            wierzący o tym wiedzą, a niewierzący nie rzecz jasna. To moje zdanie od strony
                            osoby wierzacej.

                            Niewierzacy mają inne źródła miłości. Ja nie rozumiem jak można wartościować
                            miłość. Miłość mniejsza, miłość większa? Miłość lepsza? miłość gorsza? Miłość
                            pełna, miłość niepełna? Dla mnie osobiście miłość to miłość.

                            smile
                            M.

                            • mika74 Re: :-)) do Miki 23.04.04, 12:20
                              maika7 napisała:

                              > Jej Mika, a jak znowu rozumiemy te same slowa inaczej?
                              >
                              > > Ateista może kochac, byc humanista, poswięcac sie dla innych itd. Ale to c
                              > o
                              > odróznia go od chrześciajnina: nie potrafi kochac wrogów, trudno mu
                              przychodzi
                              > przebaczenie(niektóre urazy potrfi całkowicie wyleczyc wylacznie Bóg, co moge
                              > osobiście swoim przykładem poświadczyć),
                              >
                              > Wrogów? Kim jest wróg?

                              "Wróg" to ktoś kto Ci robi krzywde: np. współpracownik,ktory mówi o Tobie
                              kłamstwa szefowi, złodziej,który Cie okradł, facet, który na Ciebie napadł,
                              ktoś kto chce Cie zniszczyć, skrzywdzić , osmieszyć, itd.

                              > >no i krzyz jest dla niego "głupstem",które go niszczy.
                              >
                              > Krzyż niszczy ateistę? Mika znów uogólniamy. Łatwiej rozmawiac o konkretnych
                              > osobach, a nie o całych grupach. Piszesz o krzyżu jako cierpieniu czy jeszcze
                              > jakos inaczej?

                              O cierpieniu. Znasz jakiegos ateistę,który kocha swój krzyz? Z Zsady nie może
                              bo w chrześcijaństwie chodzi o krzyz Chrystusa.
                              I pisze tutaj o WSZYSTKICH ateistach ,bo chrześcijanin kocha swójj krzyz tylko
                              dlatego,że jest to droga,która szedł Jezus, że jest to droga zbawienia. Ateista
                              może kochac swój krzyz tylko wtedy kiedy jest masochistą.
                              >
                              > >Sam Jezus o poganach powiedział..... Ogólnie jednak źródeł kazdej miłości
                              > i
                              > tej z natury i tej wiekszej (jesli dobrze rozumiemy to słowo) jest Bóg
                              tyle ,ze
                              >
                              > wierzący o tym wiedzą, a niewierzący nie rzecz jasna. To moje zdanie od
                              strony
                              > osoby wierzacej.
                              >
                              > Niewierzacy mają inne źródła miłości. Ja nie rozumiem jak można wartościować
                              > miłość. Miłość mniejsza, miłość większa? Miłość lepsza? miłość gorsza? Miłość
                              > pełna, miłość niepełna? Dla mnie osobiście miłość to miłość.
                              >
                              Jakie inne źródła? Możesz wymienic?
                              Miłośc może byc wieksza i mniejsza. Mozna kogoś tak kochac ,że oddac za kogoś
                              swoje zycie (nawet za wrogów) ,a można tak,że w chwili próby opuscic swoja
                              rodzinę (ile jest takich osób w malżenstwie,ktore zakochuja sie w osobie
                              trzeciej i odchodzą "w imie miłości").Czy to jest miłośc?
                              Pozdrówkawink
                              • maika7 Re: :-)) do Miki 23.04.04, 12:55
                                W Twoim wątku o małżeństwach masz moją "wizytówkę" smile

                                >"Wróg" to ktoś kto Ci robi krzywde: np. współpracownik,ktory mówi o Tobie
                                kłamstwa szefowi, złodziej,który Cie okradł, facet, który na Ciebie napadł,
                                ktoś kto chce Cie zniszczyć, skrzywdzić , osmieszyć, itd.

                                W takim razie nie spotkałam jeszcze wroga na mojej drodze. Chyba, że nie
                                zauważyłam, ale taki wróg (niezauwazony) chyba się nie liczy. Jak tak dalej
                                pójdzie to nie dowiem się czy ateista nie potrafi przebaczyć wrogowi smile.
                                Przynajmniej na moim przykładzie. Ale zapiekłość wobec innych ludzi nie jest
                                charakterystyczna tylko dla ateistów. Tak z obserwacji..

                                >O cierpieniu. Znasz jakiegos ateistę,który kocha swój krzyz? Z Zsady nie może
                                bo w chrześcijaństwie chodzi o krzyz Chrystusa. I pisze tutaj o WSZYSTKICH
                                ateistach ,bo chrześcijanin kocha swójj krzyz tylko
                                dlatego,że jest to droga,która szedł Jezus, że jest to droga zbawienia. Ateista
                                może kochac swój krzyz tylko wtedy kiedy jest masochistą.

                                Kocha czy widzi sens cierpienia? Trudno mi przyjać, że wierzący kocha swój
                                krzyż w postaci np. straty dziecka. Wierzę, że potrafi się z tą tragedią
                                pogodzic na zasadzie "bądź wola Twoja, Panie, nawet jak drogi, którymi mnie
                                prowadzisz są dla mnie niezrozumiałe". Ateista tez się godzi (bo nie ma chyba
                                innej drogi), tylko nie szuka odniesienia do Boga. Z kazdego doświadczenia, z
                                cierpienia tez, można wynieść jakieś doświadczenie, jakąś naukę na przyszłość.
                                Cenną naukę.

                                >Jakie inne źródła? Możesz wymienic?
                                Miłośc może byc wieksza i mniejsza. Mozna kogoś tak kochac ,że oddac za kogoś
                                swoje zycie (nawet za wrogów) ,a można tak,że w chwili próby opuscic swoja
                                rodzinę (ile jest takich osób w malżenstwie,ktore zakochuja sie w osobie
                                trzeciej i odchodzą "w imie miłości").Czy to jest miłośc?

                                Możesz uznac to za pychę, ale skoro nie wierzę w istnienie Boga, a kocham to
                                źródło miłości (tej konkretnej, mojej do kogoś) jest we mnie samej. Nie będzie
                                mnie to i nie bedzie mojej do kogoś miłości.
                                Z tym małżeństwem i kochaniem. Nie mnie oceniac miłość innych. Nie wiem ile
                                osób mozna kochać i jak mocno. Wiem jak kocham ja i jak kochają moi najbliźsi.
                                Nie wiem jak kochają inni (niezaleznie od ich światopoglądu). Wiem natomiast,
                                że wiara nie jest gwarantem trwałości miłości
                                smile
                                M.
                                • neogobbo Re: :-)) do Miki 23.04.04, 13:43
                                  Ja tylko w kwestii tego wroga.
                                  Miłość nieprzyjaciół to taki moment, kiedy ktoś Ci robi krzywdę, a Ty mu nie
                                  złożeczyysz. Sytuacji jest mnóstwo - ktoś Cię oszukał, okradł, nie dał premii,
                                  niesprawiedliwie powiedział o Twoim dziecku, co tylko chcesz. A Ty mu nie
                                  oddajesz. Co więcej - nastawiasz się na bicie (nadstawianie policzka). I to
                                  jestr rzeczywiście coś co w ogóle odróżnia chrześcijaństwo od innych religii.
                                  Także od ateistów.
                                  Rozumiem Cię jak mówisz, że nie masz wroga. Ja też tak długo uważałem. Ale
                                  teraz już wiem, o co chodziło Jezusowi gdy mówił np. o błogosławionych
                                  prześladowanych w jego imię. Tak to już jest - nawet w katolickiej Polsce - że
                                  jak ktoś nieco bardziej poważnie do wiary podchodzi, to się zaraz wrogowie
                                  odnajdą. Z najmniej spodziewanej strony.
                                    • neogobbo Re: :-)) do Gobbo 23.04.04, 14:40
                                      oj, już się spieszę bo po Martę muszę do przedszkola, więc krotko. Że słabiej,
                                      może i tak, ale w sumie o coś innego Jezusowi chodziło. Na tym własnie polega
                                      całe upokorzenie, że można oberwać wierzchem dłoni. To było wówczas (i teraz w
                                      sumie też) bardzo upokażające.
                                      Znam też bardzo wyedukowanego faceta na tym forum (piotrsko), jak przeczyta
                                      może wyjaśni szerzej - ja już spadam.
                                      P.S. Moja Kramla też wyedukowana i się w domu mądrzysmile
                                      • mika74 Re: :-)) do Gobbo 23.04.04, 14:54
                                        neogobbo napisał:

                                        > oj, już się spieszę bo po Martę muszę do przedszkola, więc krotko. Że
                                        słabiej,
                                        > może i tak, ale w sumie o coś innego Jezusowi chodziło. Na tym własnie polega
                                        > całe upokorzenie, że można oberwać wierzchem dłoni. To było wówczas (i teraz
                                        w
                                        > sumie też) bardzo upokażające.
                                        > Znam też bardzo wyedukowanego faceta na tym forum (piotrsko), jak przeczyta
                                        > może wyjaśni szerzej - ja już spadam.
                                        > P.S. Moja Kramla też wyedukowana i się w domu mądrzysmile

                                        Rety.. to tak jak ja! To juz chyba epidemiawink
                                  • maika7 Re: :-)) do Neogobbo 23.04.04, 15:03
                                    Neogobbo, przeanalizowałam pilnie ostatnie lata. Albo mam sklerozę (co całkiem
                                    możliwe, wiec nie wykluczam tej mozliwości), albo klapki na oczach (tez nie
                                    wykluczam) albo cos jeszcze innego. Ale nie przypominam sobie, żebym jakos
                                    specjalnie krzywdzona była. Zamiast odwetu albo nadstawienia drugiego policzka
                                    mozna jeszcze wybrac droge wyjasnienia motywów i porozumienie z krzywdzacym smile

                                    >Tak to już jest - nawet w katolickiej Polsce - że jak ktoś nieco bardziej
                                    poważnie do wiary podchodzi, to się zaraz wrogowie odnajdą. Z najmniej
                                    spodziewanej strony.

                                    Widzisz, wydaje mi się, że każda inność (czy to nieco inne niż "przyjęte"
                                    dawanie swiadectwa swojej wiary, czy tez otwarte mówienie o swojej niewierze)
                                    budzi komentarze, zdziwienie, przyklejanie łatek. Zaprzyjaźnione małżeństwo od
                                    kilkudziesieciu lat codziennie uczestniczy we mszy. Dla Nich to coś takiego jak
                                    oddychanie. Potrzebne, naturalne. Spotykają się z komentarzami "to dewotyzm".
                                    Mają to w nosie smile Te komentarze.
                                    smile
                                    M.
                                    • neogobbo Re: :-)) do Neogobbo 23.04.04, 21:22
                                      No to przykład, żeby nie być gołosłownym. Jesteśmy z kramlą we wspólnocie. Mamy
                                      zasadniczo dwa spotkania w tygodniu: Eucharystia w sobotę wieczorem i liturgia
                                      słowa w środę. I ciągle mamy narzekania rodziny. Bo gdybyśmy byli normalni,
                                      tobyśmy soboty nie marnowali, nie mówiąc już o środku tygodnia. Przecież
                                      noglibyśmy spędzić te 50 minut w kościele w niedzielę i wszystko byłoby ok.
                                      Taki niby drobiazg, a ile przez to gadania.
                                      • maika7 Re: :-)) do Neogobbo 23.04.04, 22:37
                                        Neogobbo, ale to gadanie (czyli brak akceptacji i zrozumienia jak rozumiem)
                                        odbierasz jako wrogość? Bo z nieakceptacją moich wyborów w rodzinie spotkałam
                                        się też, ale to Ich prawo. Do innego myślenia i posiadania innych niz moje
                                        poglądów. Wolę właściwie szczere mówienie o nieakceptacji od udawanej
                                        akceptacji - to wbrew pozorom rozjaśnia sytuację.
                                        Tak czy inaczej powodzenia w przekonywaniu rodziny do Waszych wyborów smile
                                        Dobranoc
                                        smile
                                        M.
                                • mika74 Re: :-)) do Miki 23.04.04, 14:01
                                  maika7 napisała:

                                  > W Twoim wątku o małżeństwach masz moją "wizytówkę" smile
                                  >
                                  > >"Wróg" to ktoś kto Ci robi krzywde: np. współpracownik,ktory mówi o Tobie
                                  > kłamstwa szefowi, złodziej,który Cie okradł, facet, który na Ciebie napadł,
                                  > ktoś kto chce Cie zniszczyć, skrzywdzić , osmieszyć, itd.
                                  >
                                  > W takim razie nie spotkałam jeszcze wroga na mojej drodze. Chyba, że nie
                                  > zauważyłam, ale taki wróg (niezauwazony) chyba się nie liczy. Jak tak dalej
                                  > pójdzie to nie dowiem się czy ateista nie potrafi przebaczyć wrogowi smile.
                                  > Przynajmniej na moim przykładzie. Ale zapiekłość wobec innych ludzi nie jest
                                  > charakterystyczna tylko dla ateistów. Tak z obserwacji..

                                  Jak najbardziej! Zapiekłośc inne grzechy sa charakterystyczne dla wszystkich
                                  grzeszników czyli nas wszystkich. Tylko niektórzy uważają sie za
                                  bezgrzesznych,ale to juz zupełnie inny tematwink
                                  nAle z tym wrogiem to masz szczęście. Naprawde nie usiłas nikomu niczego
                                  przebaczac, z kazdym zyłas z idealnej zgodzie, nikt Ci haka nie podstawił lub
                                  nie chciał, nikt nie nagrzeszył przeciwko Tobie??? Cóz..wydaje mi sie ,ze
                                  jestes jednak wyjątkiem...
                                  >
                                  > >O cierpieniu. Znasz jakiegos ateistę,który kocha swój krzyz? Z Zsady nie mo
                                  > że
                                  > bo w chrześcijaństwie chodzi o krzyz Chrystusa. I pisze tutaj o WSZYSTKICH
                                  > ateistach ,bo chrześcijanin kocha swójj krzyz tylko
                                  > dlatego,że jest to droga,która szedł Jezus, że jest to droga zbawienia.
                                  Ateista
                                  >
                                  > może kochac swój krzyz tylko wtedy kiedy jest masochistą.
                                  >
                                  > Kocha czy widzi sens cierpienia? Trudno mi przyjać, że wierzący kocha swój
                                  > krzyż w postaci np. straty dziecka. Wierzę, że potrafi się z tą tragedią
                                  > pogodzic na zasadzie "bądź wola Twoja, Panie, nawet jak drogi, którymi mnie
                                  > prowadzisz są dla mnie niezrozumiałe". Ateista tez się godzi (bo nie ma chyba
                                  > innej drogi), tylko nie szuka odniesienia do Boga. Z kazdego doświadczenia, z
                                  > cierpienia tez, można wynieść jakieś doświadczenie, jakąś naukę na
                                  przyszłość.
                                  > Cenną naukę.

                                  Kocha ktzyż. Nie mozna kochac cierpienia,ale mozna kochac swój krzyz ze względu
                                  na to,ze jest to krzyz Chrystusa. To zupełnie cos innego: powiedziec: "noo
                                  trudno skoro jestem np. chory to musze sie z tym pogodzic ,a
                                  powiedzic :dziekuje Ci Boże ,że dzieki temu doswiadczeniu zbliżam sie do Ciebie
                                  i do Ciebie upadabniam. Ten pierwszy czlowiek co najwyżej pogodzi sie ze swoim
                                  losem(ale bedzie najprawdopodobnje zazdroscił tym zdrowm ,lepszym itd) ,a
                                  przyjeciem krzyża z miłościa i wdzecznoscią. Ale krzyz i zmartwychwstanie to
                                  najwieksza tajemnica chrześcijaństwa i mnie czasem trudno do końca to
                                  zrozumiec,co dopiero ateiście(nie wiedziałam,ze jetsęs ateistką, w watku o
                                  małżenstwach własnie przeczytałam)
                                  >
                                  > >Jakie inne źródła? Możesz wymienic?
                                  > Miłośc może byc wieksza i mniejsza. Mozna kogoś tak kochac ,że oddac za kogoś
                                  > swoje zycie (nawet za wrogów) ,a można tak,że w chwili próby opuscic swoja
                                  > rodzinę (ile jest takich osób w malżenstwie,ktore zakochuja sie w osobie
                                  > trzeciej i odchodzą "w imie miłości").Czy to jest miłośc?
                                  >
                                  > Możesz uznac to za pychę, ale skoro nie wierzę w istnienie Boga, a kocham to
                                  > źródło miłości (tej konkretnej, mojej do kogoś) jest we mnie samej. Nie
                                  będzie
                                  > mnie to i nie bedzie mojej do kogoś miłości.
                                  > Z tym małżeństwem i kochaniem. Nie mnie oceniac miłość innych. Nie wiem ile
                                  > osób mozna kochać i jak mocno. Wiem jak kocham ja i jak kochają moi
                                  najbliźsi.
                                  > Nie wiem jak kochają inni (niezaleznie od ich światopoglądu). Wiem natomiast,
                                  > że wiara nie jest gwarantem trwałości miłości
                                  > smile
                                  No cóz ...ja jednak wole źródło miłości idealne, które wie najlepiej. Ja sie
                                  czasem myle, robie błedy.Bóg zawsze wie najlepiej, jak robie to co mi mówi
                                  wychodze na tym nie tyle dobrze, a najlepiej jak może byc.
                                  To co pisze pokrywa sie z tym co mówi Biblia (mniej więcej),a także z moich
                                  osobistych doświadczeń, szczerych rozmów z ateistami ( jesteś wyjatkiem w tym
                                  co mówisz, pierwszy raz sie spotykam z kims kto mówi,że cierpienie moze byc
                                  dobre i że mozesz tez kochac wroga). Jednak i tu chyba jestes wyjatkiem.
                                  Przyjrzyj sie ateistom na tym forum: czy lipiec18 albo jajek nas kocha?
                                  Nie chce osadzac, może sie sami wypowiedzą...
                                  Pozdrówka.Miłego weekendu ,oby słonecznego!Mika
                                  • maika7 Re: :-)) do Miki 23.04.04, 15:06
                                    >Jak najbardziej! Zapiekłośc inne grzechy sa charakterystyczne dla wszystkich
                                    grzeszników czyli nas wszystkich. Tylko niektórzy uważają sie za
                                    bezgrzesznych,ale to juz zupełnie inny tematwink

                                    Może o pojęciu grzechu kiedy indziej smile

                                    >Ale z tym wrogiem to masz szczęście. Naprawde nie usiłas nikomu niczego
                                    przebaczac, z kazdym zyłas z idealnej zgodzie, nikt Ci haka nie podstawił lub
                                    nie chciał, nikt nie nagrzeszył przeciwko Tobie??? Cóz..wydaje mi sie ,ze
                                    jestes jednak wyjątkiem...

                                    Nie, to nie tak. Nie ma chyba idealnej zgody. Sama nie jestem ideałem (nawet
                                    bardzo nieideałem smile Ale nigdy nie byłam chyba nastawiona na odwet. Raczej
                                    starałam się zrozumieć motywy kogoś. Uznać jego inność. Nie wiem czy ktoś
                                    chcial mi podstawiać haka. Postrzegam ludzi raczej jako dobrych niz jako złych.
                                    Robię swoje, nie konkuruję, raczej współpracuję.

                                    >Kocha krzyż. Nie mozna kochac cierpienia,ale mozna kochac swój krzyz ze
                                    względu na to,ze jest to krzyz Chrystusa...... Ale krzyz i zmartwychwstanie to
                                    najwieksza tajemnica chrześcijaństwa i mnie czasem trudno do końca to
                                    zrozumiec,co dopiero ateiście(nie wiedziałam,ze jetsęs ateistką, w watku o
                                    małżenstwach własnie przeczytałam)

                                    Ok. motywy będą inne. Wdzięczność za wspomniany przeze mnie krzyz w postaci
                                    smierci dziecka jest poza moją percepcją. Każdy z nas ma swoje ograniczenia.
                                    Jednych los dotyka tak, innych inaczej. Zazdrość nic nie daje, niszczy.
                                    Akceptacja swoich ułomności, cierpień, skupienie się na tym, co można, a nie na
                                    tym czego nie można jest dla mnie droga do wyjścia z cierpienia dobra i dla
                                    ateisty smile
                                    Kilka razy na tym forum wspomniałam o np. nieochrzczonym dziecku (watek o
                                    katechetach), moim odchodzeniu od wiary i wpływie tych doświadczeń na to, co
                                    przekazuję dzieciom. Ale właśnie miałam wrażenie (szczególnie po reakcji
                                    18lipiec na mnie), że może nie jest jasny mój światopogląd stąd ta "wizytówka"
                                    w wątku o małżeństwach smile


                                    >No cóz ...ja jednak wole źródło miłości idealne, które wie najlepiej. Ja sie
                                    czasem myle, robie błedy.Bóg zawsze wie najlepiej, jak robie to co mi mówi
                                    wychodze na tym nie tyle dobrze, a najlepiej jak może byc.
                                    To co pisze pokrywa sie z tym co mówi Biblia (mniej więcej),a także z moich
                                    osobistych doświadczeń, szczerych rozmów z ateistami ( jesteś wyjatkiem w tym
                                    co mówisz, pierwszy raz sie spotykam z kims kto mówi,że cierpienie moze byc
                                    dobre i że mozesz tez kochac wroga). Jednak i tu chyba jestes wyjatkiem.

                                    No cóż nauczyłam się już, że jestem "osobna" smile) Kocham życie, ze wszystkimi
                                    chyba jego odcieniami i tymi radosnymi i tymi nieradosnymi.
                                    Ale co do wrogów to wprowadzę małą korektę. Nie pokocham wrogów (jak się jakiś
                                    jednak napatoczy), ale maja niewątpliwie szansę na to, że mścić sie nie będę :-
                                    )))

                                    >Przyjrzyj sie ateistom na tym forum: czy lipiec18 albo jajek nas kocha?

                                    Mika, zaraz, zaraz, ale dlaczego klasyfikujesz siebie jako wroga jajka czy
                                    lipca? Czy ja znów czegoś nie rozumiem. Ja tez Cie nie kocham, ale polubić się
                                    możemy smile)) Jajka czytałam bardzo wybiórczo, lipca trochę mniej wybiórczo, bo
                                    zaintrygował mnie sposób Jej myslenia. Jajek i Lipiec sa konkretnymi ludźmi,
                                    mozliwe, że ja tez nie wzbudzę Ich sympatii. Trudno smile

                                    >Nie chce osadzac, może sie sami wypowiedzą...
                                    Pozdrówka.Miłego weekendu ,oby słonecznego!Mika

                                    Brak deszczu oznacza dla mnie noszenie wody ze stawu i podlewanie mojego
                                    ogródka. Wolałabym deszcz smile))
                                    Miłego weekendu smile Deszcz może byc nocą - coby zadowolić obie strony wink)
                                    M.
      • mika74 Re: Ateizm. 21.04.04, 15:29
        isma napisała:

        > Mnie sie zwlaszcza podoba ta ateistyczna kultywacja humanizmu - mowie o
        > definicji, nie o poszczegolnych ateistach. No, urzedowy ateizm w ZSRR to
        > faktycznie kultywowal humanizm na wysokim poziomie ;-(((.

        I w Korei Północnej. Tam to dopiero humanizm i kultura...
        • jan33 Re: lipiec 21.04.04, 16:20
          czyta wybiorcza i wolno jej. Ale czy taka droga prowadzi do poznania? Ateizm
          jest tak stary jak wiara w Boga. Wiec nie jest niczym nowym cala ta dyskusja.
          Skoro jednak jest juz ten watek to chcialbym sie lipca zapytac jakie sa
          przeslanki ze wiara ogranicza. Nie czuje abym byl ograniczony poznawczo, by
          wiara godzila w moja godnosc i wolnosc.
          Natomiast zastanawiam sie na ile podstawa ateistyczna jest wynikiem ludzkiej
          pychy, wywyzszania sie, checi postawienia siebie w centrum.
          • maika7 hm.. trochę zamiast lipca :-)) 21.04.04, 16:37
            Janie - takie parę zdan na temat ateistycznych postaw:

            >Natomiast zastanawiam sie na ile podstawa ateistyczna jest wynikiem ludzkiej
            pychy, wywyzszania sie, checi postawienia siebie w centrum.

            Postawa ateistyczna ogólnie, czy postawa ateistyczna poszczególnych jednostek?
            Ktos tu na tym forum pięknie napisał - drugi człowiek to tajemnica. Obierane
            przez niego ścieżki i wybory są często bardzo indywidualnie uwarunkowane. Trudo
            uogólniać, trudno ujednolicać. I własciwie po co?

            To czy jestem przepojona pychą nie zależy od mojego światopoglądu (mamy
            przykłady chyba po obu stronach).

            Wywyższanie się? To "zwykły produkt ewolucji biologicznej" może byc "wyższy"
            nad "dziecko boże"??

            Postawienie siebie w centrum? Czy w gruncie rzeczy prawie każdy z nas - ludzi -
            nie jest w centrum?

            smile
            M.
          • 18lipiec Re: lipiec 21.04.04, 18:01
            Natomiast zastanawiam sie na ile podstawa ateistyczna jest wynikiem ludzkiej
            > pychy, wywyzszania sie, checi postawienia siebie w centrum.


            Jaka pycha? Stawianie czlowieka w centrum to pycha? Niby dlaczego? Napisalam
            juz ze nie wierze w boga bo nie mam podstaw, a na to by wierzyc w czlowieka -
            jak najbardziej.
          • anek.anek Re: lipiec 21.04.04, 23:31
            jan33 napisał:

            > Natomiast zastanawiam sie na ile podstawa ateistyczna jest wynikiem ludzkiej
            > pychy, wywyzszania sie, checi postawienia siebie w centrum.

            Podobne pytanie można postawić w przypadku wierzących: czy pychą nie jest
            mówienie o tym, że mamy nieśmiertelne dusze, i po śmierci fizycznej Bóg nas
            wynagrodzi (bądź ukarze)????
    • anek.anek Ateizm = religia 21.04.04, 23:37
      Cała ta dyskusja nie ma żadnego sensu. Dlaczego? Już tutaj kiedyś pisałam, że
      ateizm jest taką samą religią jak każda inna. Z tym, że my wierzymy (jestem
      ateistką), że NIE MA, a Wy, że JEST. W jednym i drugim przypadku nasze
      przekonania opierają się wyłącznie na wierze (ogólnie, bo w szczegółach możnaby
      podyskutować)a nie na naukowych dowodach na istnienie, bądź nieistnienie. Tam,
      gdzie nauka się kończy, czyli tam gdzie dzisiejsza nauka nie możę sięgnąć,
      zaczyna się filozofia, która jest właśnie wiarą. Ja, jako ateistka, chciałabym
      tylko żeby ateizm został uznany oficjanie za religię. Może byłoby wówczas
      więcej zrozumienia i szacunku do tak różnych od siebie przekonań.
      • neogobbo Re: Ateizm = religia 22.04.04, 08:11
        Otóż to. Nie chce mi się po raz kolejny dyskutować z Martą bo to do niczego nie
        prowadzi, ale żeby być ateistą, to dopiero trzeba mieć wiarę! Żeby wierzyć że
        Boga nie ma...
      • maika7 Re: Ateizm = religia 22.04.04, 08:46
        >Ja, jako ateistka, chciałabym tylko żeby ateizm został uznany oficjanie za
        religię. Może byłoby wówczas więcej zrozumienia i szacunku do tak różnych od
        siebie przekonań.

        Anek, patrząc na kłótnie (często wręcz nienawiść) pomiędzy przedstawicielami
        różnych religii (a nawet pomiędzy wyznawcami tej samej religii) myślę, że
        zrozumienie i szacunek dla innych postaw nie wynika z "oficjalnego uznania".
        Nie chciałabym aby ateizm był "oficjalną religią". Jest konkretnym, nazwanym
        światopoglądem. Zrozumienie i szacunek nie wynikną z uznania go lub nie za
        religię. Wynikną z postaw ludzi wyznających ten światopogląd.

        smile
        M.
      • isma Re: Ateizm = religia 22.04.04, 15:11
        Hej, Anek wink))
        jak zauwazylas, my tu bardzo lubimy ateistow wink)). Z kulturalnymi ateistami to
        my tez poczynamy sobie kulturalnie wink)). Chociaz, bije sie w piersi, moze
        jako chrzescijanie, pownnismy niekulturalnym nie odplacac tym samym ("drugi
        policzek")?
        Ale, ale. Odrobinke usprawiedliwia nas fakt, ze Jezus Chrystus, jak wierzymy,
        tez powiedzial do Pilata: jesli mowie nieprawde, udowodnij. A jesli prawde, TO
        DLACZEGO MNIE BIJESZ?
        --
        Is.
        foto.onet.pl/albumy/album.html?id=18623&grupa=7&kat=0&a=isma2
        foto.onet.pl/albumy/album.html?id=11392&grupa=7&kat=0&a=isma
    • mysiam1 A ja tak sobie czytam... 22.04.04, 00:06
      ...i powoli przestaję się na tę Martę denerwować...i zaczynam patrzeć na nią
      jak na zbuntowaną nastolatkę, bo mimo, że być może (być może wink ) nie ma już -
      nastu lat, ale wciąż żyje tym "młodzieńczym buntem" i MUSI, po prostu MUSI to
      wykrzyczeć. Na każdy argument ma kontrargument, ktoś jej powie dwa słowa, ona
      mu pięć, a jak już nie wie, jak komuś dokopać, pisze "tak łatwe, że nawet
      katolicy to mogą zrozumieć". Uważa się za strasznie doświadczoną i potrafi
      doskonale sobie wyobrazić, jak to jest dokonać aborcji, jakie to "nieszczęście"
      mieć pięcioro dzieci i jak łatwo jest te dzieci wychować na dobrych ludzi w tym
      dziwnym świecie.Wie już, że usunęłaby trzecią ciążę (a nawiasem mówiąc co to za
      dziwny zwyczaj traktowania trzeciej ciąży jak patologii?), chociaż nie ma na
      razie pojęcia o tym, co czuje kobieta nosząca w brzuchu dziecko. Prosiłam ją
      o "cofnięcie się w czasie", aby powiedziała mi, jak należało do niej
      przemawiać, jak ją wychowywać, żeby wierzyła - odpowiedziała, że nie ma takiej
      możliwości, nie i już. Teraz wiem, że Marta po prostu tak daleko swoją
      wyobraźnią nie sięga, bo jest na to za młodziutka. Ona by chciała ginąć za
      ideały, choćby i za ateizm; żeby się coś działo, żeby mogła krzyczeć, buntować
      się i machać księdzu "Cosmopolitan'em" przed nosem. Tylko wtedy czuje się
      dostatecznie wyzwolona i nowoczesna.
      I przykro mi, że choć oboje mają podobne poglądy, to Jajek wydaje mi się być
      wprawdzie cynicznym, wprawdzie "trudnym" i często wkurzającym forumowiczem, ale
      mającym głowę na karku, to Marta jawi mi się jako rozhisteryzowana panienka,
      żeby nie powiedzieć "dzieciak".
      • jan33 Re:pycha 22.04.04, 06:34
        Brak odpowiedzi na moje pytanie troche smuci. Natomiast poruszyl niektorych
        problem pychy i nie tylko.
        Otoz nie chcieli Panstwo dyskutanci zauwazyc ze napisalem to w formie
        przypuszczenia. Ludzie przepelnieni pycha trafiaja sie po obu
        stronach "barykady" z tym tylko ze jesli ktos ma wizje chrzescijanskiej wiary i
        chce miec Biblie za zyciowego przewodnika to wie rowniez ze pycha jest
        grzechem, a pokora cnota. Jesli ktos nie wierzy w Boga (pytanie wprawdzie
        zostaje w jakiego Boga nie wierzy?) to moze kierowac sie innymi kryteriami
        zyciowymi. Jasna jest sprawa ze czlowiek moze byc w centrum, w koncu dla Boga
        czlowiek jest najwazniejszy; chodzi natomiast o to by w swojej pysze nie
        stawiac siebie przed drugim, innym, bo w koncu w tym drugim lub innym wierzacy
        powinni widziec odbicie Boga.
        "Raz jeden naszlo mnie uczucie, ze On istnieje. Bawiac sie zapalkami
        przypalilem dywanik; kiedym zamalowywal farba slady wystepku, Bog ujrzal mnie
        nagle, uczulem Jego spojrzenie wewnatrz glowy i na rekach; krecilem sie po
        lazience straszliwie widzialny, zywy cel. Ocalilo mnie oburzenie, wscieklem sie
        na niedyskrecje tak ordynarna, nabluznilem.... I nie spojrzal na mnie juz nigdy
        wiecej". ( Jean Paul Sartre - "Slowa").
        Jak zrozumiec takie slowa? Postaw ateistyczna Sartre'a miala chyba swoje zrodlo
        w strachu. Byl przerazony ze Bog go podglada. Przerazonym byl pewno rowniez
        Szymon Piotr gdy zobaczyl Boga u swoich nog obywajacego jego stopy.
        • maika7 Re:pycha 22.04.04, 08:48
          >Chodzi natomiast o to by w swojej pysze nie stawiac siebie przed drugim,
          innym, bo w koncu w tym drugim lub innym wierzacy powinni widziec odbicie Boga.

          Janie, dla mnie to utopia - najważniejsi dla mnie są moi najbliźsi, a nie każdy
          inny bliźni. Dla mnie to jasne i proste. A dla Ciebie Janie ? W każdym bliźnim
          widzisz Boga? Piękne słowa. Trudne do zapełnienia konkretną treścią.

          >Jak zrozumiec takie slowa? Postaw ateistyczna Sartre'a miala chyba swoje
          zrodlo w strachu. Byl przerazony ze Bog go podglada. Przerazonym byl pewno
          rowniez Szymon Piotr gdy zobaczyl Boga u swoich nog obywajacego jego stopy.

          Janie trudno zrozumieć człowieka nie znajac go. Ateizm z przerażenia? Może. Ale
          tyle dróg do ateizmu ilu ateistów pewnie....

          smile
          M.
          • mika74 Re:PYCHA 22.04.04, 13:39
            Tak a propos to własnie zajdałam sobie PYCHA ciastkowink...

            A tak powaznie to pycha w kontekście religijnym ( to chyba takie "religijne"
            słowo??) znaczy odrzucanie Boga i Jego światła, tkwienie w ciemnosciach. Jak
            czlowiek tkwi w ciemności nie widzi w dobrym swietle ani Boga ,ani innych ,ani
            samego siebie. I nie może dobrze, pokornie, zgodnie z wola Boga wypełniac swego
            powołania. Albo siebie zbyt wywyzsza i uważa sie za pepek swiata, albo poniza i
            uwaza siebie za nicośc, niszczy siebie, nie widząc w sobie godności dziecka
            Bozego. Tak mi się to rysuje...
            • maika7 Re:PYCHA 22.04.04, 14:32
              smile) smacznegosmile

              Miko, mam nieco inne rozumienie słowa "pycha".
              Bo ja nie myślę w kontekście religijnym. W Twoim rozumieniu słowa "pycha"
              faktycznie wszyscy ateiści są przepelnieni pychą, ale dla ateisty, który
              odrzuca istnienie Boga słowo to ma wymiar tylko w relacjach z innymi ludźmi.
              Stąd może i nieporozumienia.


              >I nie może dobrze, pokornie, zgodnie z wola Boga wypełniac swego
              powołania. Albo siebie zbyt wywyzsza i uważa sie za pepek swiata, albo poniza i
              uwaza siebie za nicośc, niszczy siebie, nie widząc w sobie godności dziecka
              Bozego. Tak mi się to rysuje...

              Rysuje nam się inaczej smile

              M.
              • mika74 Re:PYCHA 22.04.04, 14:50
                maika7 napisała:

                > smile) smacznegosmile
                >
                > Miko, mam nieco inne rozumienie słowa "pycha".
                > Bo ja nie myślę w kontekście religijnym. W Twoim rozumieniu słowa "pycha"
                > faktycznie wszyscy ateiści są przepelnieni pychą, ale dla ateisty, który
                > odrzuca istnienie Boga słowo to ma wymiar tylko w relacjach z innymi ludźmi.
                > Stąd może i nieporozumienia.
                >
                >
                > >I nie może dobrze, pokornie, zgodnie z wola Boga wypełniac swego
                > powołania. Albo siebie zbyt wywyzsza i uważa sie za pepek swiata, albo poniza
                i
                >
                > uwaza siebie za nicośc, niszczy siebie, nie widząc w sobie godności dziecka
                > Bozego. Tak mi się to rysuje...
                >
                > Rysuje nam się inaczej smile
                >
                > M.


                Aha ,jasne. Dlatego zaznaczyłam ,że mówie w kontekście religijnym tego słowa.
                Mówię o takiej pysze o jakiej mówi Biblia i o takiej pokorze jaka miał
                Jezus "Uczcie sie ode mnie bo jestem cichy i pokorny sercem". Dla faryzeuszy
                Jezus byl pyszałkiem w ich rozumieniu, bo uznala sie za Prawde i Syna Bozego.
                "Świat"( słowo tez w rozumieniu biblijnym) moga pyche rozumiec inaczej -jako
                pewna zarozumiałośc, wywyzszanie sie nad innych, zbytnią pewnośc siebie, egozim
                itd. Pozdrosmile
          • jan33 Re:pycha 22.04.04, 17:06
            maika7 napisała:

            > >Chodzi natomiast o to by w swojej pysze nie stawiac siebie przed drugim,
            > innym, bo w koncu w tym drugim lub innym wierzacy powinni widziec odbicie
            Boga.
            >
            > Janie, dla mnie to utopia - najważniejsi dla mnie są moi najbliźsi, a nie
            każdy
            >
            > inny bliźni. Dla mnie to jasne i proste. A dla Ciebie Janie ? W każdym
            bliźnim
            > widzisz Boga? Piękne słowa. Trudne do zapełnienia konkretną treścią.
            *******
            Jestem bardzo niedoskonaly, ale staram sie bo taka jest Prawda. Zreszta nie ma
            sprzecznosci bo drugi (inny) to rowniez moja zona i dzieci. A co do utopii, dla
            niewierzacych wiara jest nia wlasnie.
            >
            > >Jak zrozumiec takie slowa? Postaw ateistyczna Sartre'a miala chyba swoje
            > zrodlo w strachu. Byl przerazony ze Bog go podglada. Przerazonym byl pewno
            > rowniez Szymon Piotr gdy zobaczyl Boga u swoich nog obywajacego jego stopy.
            >
            > Janie trudno zrozumieć człowieka nie znajac go. Ateizm z przerażenia? Może.
            Ale
            >
            > tyle dróg do ateizmu ilu ateistów pewnie....
            >
            > smile
            > M.

            ******
            Strach i przerazenie to nie to samo. Dlatego napisalem o apostole Piotrze. To
            nie przerazenie a wlasnie strach moze wyzwolic pyche by spogladac na innych z
            pozycji najwyzszej by dominowac i uzywac w tym celu sily czy przemocy. Dlatego
            mysle ze to wlasnie pycha lezala rowniez u podstaw nazizmu czy komunizmu,
            zauwaz dwoch systemow z ktorych tylko drugi wypieral sie Boga.
            Pozdrawiam rowinez smile
            jan
            • maika7 Re:pycha 22.04.04, 20:22
              >A co do utopii, dla niewierzacych wiara jest nia wlasnie.

              Nie dla wszystkich niewierzących Janie. Dla niektórych to np. tęsknota za tym,
              co wiara oferuje, dla innych obojętny, obcy światopogląd, dla jeszcze innych
              zagrożenie ich wolności. Dla niektórych - utopia smile

              >Strach i przerazenie to nie to samo. Dlatego napisalem o apostole Piotrze. To
              nie przerazenie a wlasnie strach moze wyzwolic pyche by spogladac na innych z
              pozycji najwyzszej by dominowac i uzywac w tym celu sily czy przemocy. Dlatego
              mysle ze to wlasnie pycha lezala rowniez u podstaw nazizmu czy komunizmu,
              zauwaz dwoch systemow z ktorych tylko drugi wypieral sie Boga.

              Nie wiadomo co dla kogo jest "wyzwalaczem" czegoś. Czytałes o reakcjach ludzi
              na okrucieństwo np. w obozach koncentracyjnych? Jedni się nawracali, bo
              widzieli w tym ludzkim piekle np. gniew boży za grzechy, a inni odwracali od
              Boga, bo Go nie umieli zobaczyć. Rózni ludzie reagują różnie na ten sam czynnik.

              M.
      • neogobbo Re: A ja tak sobie czytam... 22.04.04, 08:17
        Mam to szczęście, że na tym forum jesteśmy razem z Kramlą, i czasami sobie
        pogadamy o tym, co się tutaj dzieje. I od jakiegoś czasu zastanawialiśmy się
        nad jajkiem i 18lipcem, i do podobnych wniosków doszliśmy. Nie będę dużo pisał,
        bo zaraz będę napadnięty, ale to fakt, że jajek jest wkurzający, cyniczny, ale
        inteligentny.
        • adzia_a Re: A ja tak sobie czytam... 22.04.04, 08:46
          neogobbo napisał:

          > Mam to szczęście, że na tym forum jesteśmy razem z Kramlą, i czasami sobie
          > pogadamy o tym, co się tutaj dzieje. I od jakiegoś czasu zastanawialiśmy się
          > nad jajkiem i 18lipcem, i do podobnych wniosków doszliśmy. Nie będę dużo
          pisał,
          >
          > bo zaraz będę napadnięty, ale to fakt, że jajek jest wkurzający, cyniczny,
          ale
          > inteligentny.

          Ciekawe, że i ja dochodzę do podobnych wniosków jak Mysiam1 i Wy smile
          Jakoś nie wierzę w dojrzałość osoby, uważającej za prowokujący fakt, że uprawia
          mianowicie seks i to mianowicie w róznych pozycjach wink a oprócz tego jest
          ateistką. Takie rzeczy mogą budzić sensację, jak się o nich rozmawia w szatni
          po wuefie w gimnazjum wink I jeszcze ten Cosmopolitan , jak rany wink)))))

          Jak to powiedział nadszyszkownik Kilkujadek "Z was to d...nie prowokatorzy" ;-
          ))))

          --
          No, teraz to człowiek czuje się jak sołtys. Wysoko, pojedzony i za nic nie
          odpowiada.
      • isma Re: A ja tak sobie czytam... 22.04.04, 08:50
        To mialam na mysli, piszac kiedys, ze Marta jest za mloda, zeby mogla sie
        zaklinac, ze cokolwiek (nie tylko zwiazanego z wiara) "zawsze" albo "nigdy" nie
        bedzie mialo w jej zyciu miejsca.

        A poza tym, bo Marta, zdaje sie, studiuje religioznawstwo, to jej
        demonstracyjne lekcewazenie pod adresem wierzacych przypomina mi moje wlasne
        chodzenie do teatru w dzinsach i spranym podkoszulku - kiedy bylam na pierwszym
        roku teatrologii, i chcialam zademonstrowac tym wszystkim wyfiokowanym snobom i
        mieszczuchom, jaki to ja jestem znawca sztuki i bywalec wink)).

        Marto, nie sposob sie na Ciebie denerwowac!
        --
        Is.
        foto.onet.pl/albumy/album.html?id=18623&grupa=7&kat=0&a=isma2
        foto.onet.pl/albumy/album.html?id=11392&grupa=7&kat=0&a=isma
      • adzia_a O tym ginięciu za ideały... 22.04.04, 09:07
        mysiam1 napisała:
        > Ona by chciała ginąć za
        > ideały, choćby i za ateizm;

        No właśnie nie bardzo się mogę z tym zgodzić.
        Wielu osobom własnie dlatego tak fajnie się uprawia bełkot na forach
        internetowych, że nie muszą za to ginąć wink
        Gadanie i plucie nic nie kosztuje, no nie? wink


        --
        No, teraz to człowiek czuje się jak sołtys. Wysoko, pojedzony i za nic nie
        odpowiada.
        • mysiam1 Re: O tym ginięciu za ideały... 22.04.04, 09:18
          Adzia, jasne, ale położenie "Cosmo" na stole, żeby ksiądz zobaczył
          słowo "orgazm" to już heroizm, nie sądzisz? wink A on nic, nawet nie chciał
          egzorcyzmów odprawiać!...wink A miało być tak pięknie, taka piękna chryja....wink)
          Marta by sobie potupała, nazwała księdza czarną wroną czy innym takim wink Dziś
          to się nazywa ginięciem za ideały...wink
          • adzia_a Re: O tym ginięciu za ideały... 22.04.04, 10:53
            Ale jakby tak otworzyć Cosmo na jakimś artykule o oglądaniu swojej waginy w
            lustrze wink))) to już na pewno by się coś podziało, no nie wink))))

            Och, zlinczujcie mnie przez Internet, przecież ja mam takie rewolucyjne
            poglądy, no proszę, zlinczujcie mnie wink))))

            PS. Sorki, że takie głupoty wypisuję na forum o - badź co bądź - powaznych
            sprawach, ale chęć zostania internetowym męczennikiem w imię odmiennych
            poglądów - nawet wyrażanych w sposób bełkotliwy i niezborny - jest coraz
            powszewchniejsza, może nalezałoby ludzi uświadamiac, że nie mozna być
            buntownikiem za darmochę wink)))

            --
            No, teraz to człowiek czuje się jak sołtys. Wysoko, pojedzony i za nic nie
            odpowiada.
            • mysiam1 Re: O tym ginięciu za ideały... 22.04.04, 11:06
              adzia_a napisała:

              > Ale jakby tak otworzyć Cosmo na jakimś artykule o oglądaniu swojej waginy w
              > lustrze wink))) to już na pewno by się coś podziało, no nie wink))))

              Łomatko, Adzia, naprawdę??? Lecę do kiosku po "Cosmo" (o ja głupia, nigdy tego
              jeszcze nie czytałam!!!), albo nie, lecę do lustra, albo nie, najpierw do
              kiosku, bo przecież ja nie wiem, co mam oglądać wink))))
    • hancik5 Re: Ateizm. 22.04.04, 10:05
      Lubię kulturalną dyskusję, ale jak ciągle ktoś próbuje ośmieszyć czyjeś
      poglądy, to tylko i wyłącznie świadczy o poziomie tego właśnie rozmówcy.
      Zastanawiam się, dlaczego niektórzy ludzie z taką zaciekłością atakują ludzi
      wierzących, tak jakby oni zrobili im coś okropnie złego, albo gdyby
      prezentowali jakąś wstrętną postawę moralną, itp, itp.
      Coś w tym jest... Kogoś kłuje w oczy, oj kłuje....
    • mader1 Re: Ateizm. 22.04.04, 10:25
      A ja mysle ( czasem smile, ze swiat w calym swoim skomplikowaniu, jest
      bardziej prosty, niz to sie na pozor wydaje.
      Sa "letni" wierzacy ( chrzescijanie) i niewierzacy. Ci pierwsi nie czesto
      chodza do kosciola/zboru/cerkwi, nie czytaja Pisma Sw., ci drudzy wiedza,ze
      nie wierza, ale nie zastanawiaja sie , dlaczego.Jedni mowia - ksieza i
      pastorzy nie znaja zycia i jak im sie cos nie uda, twierdza, ze Boga i
      sprawiedliwosci nie ma.Drudzy ida do kosciola/zboru/cerkwi, jak ich
      wyrzucaja z pracy lub matka umiera.Charakteryzuja sie tym ( jedni i
      drudzy),ze grzechow nie maja. Uwazaja , ze Bog jest za daleko i nie bardzo
      sie w tym wszystkim orientuje, a zyc trzeba smile Jedni i drudzy swoim
      dzieciom nic nie przekazuja w sferze duchowosci.Razem ogladaja Bar, czytaja
      Cosmopolitan...
      I sa "goracy" wierzacy i ateisci.Jedni czytaja Biblie i ksiazki na Jej
      temat. Pytaja :"dlaczego wierze?" Co mam zrobic, jaka jest moja misja.
      Drudzy czytaja publikacje, artykuly krytyczne na temat wiary.pytaja "dlaczego
      nie wierze? Co jest moja misja?" W tym samym serwisie onetu jedni i
      drudzy znajda artykuly na potwierdzenie swoich tez. Te sama informacje
      zinterpretuja inaczej. Jedni przeczytaja o stworzeniu swiata i uznaja, ze
      to przemawia przeciw wierze, drudzy znajda tam jej potwierdzenie.
      Tak wiec nasze dzieci sa juz naszym spojrzeniem "zarazone", nawet
      mimochodem.Ale nasz Bog daje im wolnosc. Moga powiedziec Mu "Nie". Kara
      posmiertna nie bedzie dla nich zadna kara, jak przestana wierzyc.Ateisci
      odbieraja kare juz teraz, jezeli zmienia zdanie - otoczenie uwaza ich
      za "szalencow" badz "ograniczonych' smile
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka