08.04.13, 13:45
Cristiada

Byłem wczoraj z rodziną w kinie na filmie Cristiada. Ciekawy jestem, czy ktoś z Was również widział ten obraz? Jakie są Wasze wrażenia?

Przyznam, że to dość nieznany mi fragment historii Kościoła. Rzecz dotyczy zbrojnego powstania katolików meksykańskich przeciwko armii rządowej. W tej wojnie domowej toczącej się w latach 1926 - 1929 zginęło około 100 tysięcy ludzi po obydwu stronach. Impuls do wybuchu tych krwawych wydarzeń dało wprowadzenie drakońskich Praw Callesa, ówczesnego prezydenta Meksyku, osoby wyjątkowo wrogo nastawionej do religii. Księżom zabroniono między innymi odprawiana mszy świętych, noszenia strojów duchownych. Prezydent Calles nie ukrywał, że chce zniszczyć Kościół Katolicki. Początkowo ludzie organizowali pokojowe demonstracje, zebrano miliony podpisów, by wprowadzone prawa cofnąć. Calles zignorował to wszystko i wysłał wojsko przeciwko wiernym i księżom, którzy nie chcieli się podporządkować zarządzeniom. Wysłał wojsko, które dokonało masakry w katedrze Matki Bożej z Guadalupy w Gualadajarze. Tak się zaczęło. Katolicy w tym księża, byli podzieleni co do tego, czy odpowiedzieć przemocą na przemoc czy też nie? Jednak opcja przemocy zwyciężyła. W filmie pokazano księży, którzy opasani taśmą z nabojami dzielnie uczestniczyli w walkach, zabijając żołnierzy. Pokazano tam wiele innych postaci, między innymi, nie mającego jeszcze 15 lat w chwili śmierci Jose Sancheza del Rio, który został beatyfikowany przez papieża Benedykta w 2005 roku w gronie 13 męczenników za wiarę podczas powstania Cristerios.

Po obejrzeniu tego filmu lepiej rozumiem, dlaczego Jan Paweł II tak bardzo zdecydowanie sprzeciwiał się teologii wyzwolenia, która podobnymi metodami próbowała walczyć o sprawiedliwość. Pamiętam pewien fakt z pierwszej swojej zagranicznej wizyty JP2, właśnie do Meksyku. Jeszcze w 1979 roku obowiązywało część z tych praw, jakie w 1926 roku wydał Calles. Miejscowi księża przyjmujący papieża byli ubrani w garnitury. Ateistyczna i antyklerykalna partia, do której należał Calles rządziła Meksykiem nieprzerwanie aż do 2000 roku.
Nowy papież pochodzi z Ameryki Łacińskiej. Kościół musiał istnieć wśród ludzi w bardzo trudnych realiach politycznych, krwawych dyktatur lewicowych i prawicowych, junt wojskowych. To wszystko jest trudno zrozumieć nam, którzy mieszkamy daleko.

Żona miała uwagi co do scenariusza, że film można było zrobić lepiej i ciekawiej. Syn przyczepił się formy. Ja miałem uwagi, co do tego, że trup słał się gęsto, że zbyt wiele czasu poświęcono samym walkom.
Edytor zaawansowany
  • luccio1 08.04.13, 15:30
    Jak pamiętamy, w Polsce Ludowej księża mogli chodzić w sutannach; Msze Święte się odprawiały, organy grały (ba: dostały elektryczne dmuchawy i kalikanci przestali być potrzebni); procesje chodziły - po kościołach, a po ulicach również - zależnie od humoru władzy w danym miejscu i czasie. Działały seminaria. Budowano kościoły.

    A z drugiej strony: komuniści zabijali. Ale jak zabijali - nigdy nie podawali za powód Wiary jako takiej, zawsze szło o nadużycie Wiary w celu walki z ustrojem - etc. etc.
    Komuniści zabijali jednych księży - inni (i tych było więcej) mówili: trzeba wziąć na przeczekanie; trzeba zachować spokój - póki mamy kościoły otwarte, póki mamy seminaria, póki w kościołach możemy nauczać religii.
    Księży wzywano na rozmowy - i wychodzili z nich rozmaicie.
    "Pertraktowano" (zwykle z biskupami pomocniczymi): jak długo ksiądz X. będzie proboszczem na osiedlu Y. - budowa kościoła tamże nigdy nie dojdzie do końca - i biskupi, bywało, ustępowali (w skrajnym przypadku posyłając tam księdza, przy którym budowa zdawała się "mieć szanse" na ukończenie = nie mieć przeszkód od strony władz). [A trzeba pamiętać i o tym: w murach każdego kościoła wzniesionego, czy choćby remontowanego podówczas, jest mniejsza lub większa cząstka materiału "zorganizowanego" na lewo].
    To był temat-rzeka: "danie" bądź "nie danie" paszportu wyjeżdżającym na studia na Zachód, czy też na misje...

    To wszystko odbiło się fatalnie po r. 1989 - zaczynając od lustracji, wiszącej do dziś w próżni - także w przypadku Kościoła.

    Meksyk miał socjalizm - nie był to jednak "socjalizm" wzgl. "komunizm realny" typu sowieckiego.
    Po Meksyku czołgi sowieckie nie jeździły.
  • otryt 09.04.13, 09:15
    luccio1 napisał:

    "Meksyk miał socjalizm - nie był to jednak "socjalizm" wzgl. "komunizm realny" typu sowieckiego.
    Po Meksyku czołgi sowieckie nie jeździły."

    To prawda. Jednak nienawiść do Boga i Kościoła katolickiego ma nie tylko sowieckie lub hitlerowskie oblicze. Tę część historii jako tako znamy. Prezydent Meksyku Plutarco Elias Calles w niektórych scenach filmu zachowuje się jak człowiek obłąkany z nienawiści, gotów jest podpalić cały kraj, byleby tylko zrealizować swoje marzenie zniszczenia Kościoła. Mówił o sobie, że jest osobistym wrogiem Boga.

    Mało kto wie, że bliskim współpracownikiem i doradcą Callesa był Polak Józef Retinger (w filmie nie pokazano jego), postać tajemnicza, niezwykle wpływowa, mająca rozległe kontakty. W następnych latach był bardzo blisko generała Władysława Sikorskiego.
  • twoj_aniol_stroz 08.04.13, 21:39
    Nie widziałam tego filmu sad I pewnie nie zobaczę... niestety szerokim łukiem omijam wszelkie filmy gdzie trup ściele się gęsto... Pamiętam jak obejrzałam "Życie ukryte w słowach" - tam nawet nic nie było specjalnie pokazane, bohaterka "jedynie" opowiedziała swoje przeżycia... koszmar. Faktem jest, że mi się teraz ten film przydaje, że czasem pomaga w rozmowach z ludźmi, ale tego co mnie dręczyło przez kilka dni po obejrzeniu tego filmy chyba długo nie zapomnę...
    --
    Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
  • nati1011 09.04.13, 00:55
    ja też nie oglądam filmów z trupami. Z tego też powodu nie obejrzę Pasji Gibsona. Już Apocaliptico śni mi się do dziś po nocach.

    Może brutalny obraz do kogoś przemawia. Mnie niszczy i zostawia ślad wcale nie pozytywny.

    --
    miłość to wybór i wierność wyborowi
  • otryt 09.04.13, 09:30
    Ten film nie jest aż tak brutalny i realistyczny, jak Pasja Mela Gibsona. Sceny walki nie są tak bardzo straszne. Dużo huku, wybuchów, strzałów, upadków z konia. Trupów leży rzeczywiście dużo na pobojowisku, jednak pokazane są z daleka, czy przez ułamek sekundy. Musieli jakoś pokazać w filmie te 100 tysięcy zabitych. Mnie te sceny raczej nużyły niż przerażały. Ciekawsze były wątki poszczególnych bohaterów, wymowa religijna i historyczna.
    nati1011 napisała:

    > Może brutalny obraz do kogoś przemawia. Mnie niszczy i zostawia ślad wcale nie
    > pozytywny.

    Niezwykłą jest scena, jak matka Jose Sancheza trzyma swojego martwego syna na rękach. To prawie jeszcze dziecko, nie ma 15 lat. Wcześniej niezwykle okrutna scena męczeństwa chłopaka. Na egzekucję i tortury przyprowadzono rodziców chłopca, jego ojca chrzestnego i innych bliskich, by na ich oczach dokonała się okrutna śmierć chłopca. Ta scena ma dużo wspólnego z drogą krzyżową Chrystusa. Wcześniej żądano od chłopca by wyrzekł się Boga, by wypowiedział bluźniercze słowa przeciwko Chrystusowi Królowi. To był warunek ratunku dla Jose. Jak nietrudno się domyślić, Jose nie skorzystał z tej możliwości.
  • nati1011 09.04.13, 09:49
    rozumiem, ale ja chyba z natury jestem książkowiec.

    Słowo pisane jest na moim poziomie. Trafia do mnie. Obejrzenie tego samego na ekranie mnie osobiście bardziej niszczy niż ubogaca. A już odkąd pojawiły się filmy z lubością obrazujące tryskajaca krew, odcinane kończyny, pękające czaszki.... z założenia unikam tego typu obrazów.

    --
    miłość to wybór i wierność wyborowi
  • twoj_aniol_stroz 09.04.13, 10:57
    No i ta scena, którą opisujesz dla mnie jest nie do przeskoczenia... Nie wiem z czego to wynika, ale ja z marszu w takich sytuacjach przeżywam to co matka tego chłopca, ja po prostu widze mojego Bartka i siebie... To jest ponad moje możliwości by odgonić takie myśli sad
    --
    Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
  • nati1011 09.04.13, 11:32
    dokładnie Anioł.

    --
    miłość to wybór i wierność wyborowi
  • twoj_aniol_stroz 09.04.13, 11:40
    Jak to dobrze wiedzieć, że nie jestem osamotniona w tym fiole big_grin
    --
    Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
  • nati1011 09.04.13, 11:44
    No co ty. Ja odkąd urodziłam dziecko nie mogę oglądać nawet filmów gdzie maluchowi dzieje się krzywda. Nie mogę i już.


    --
    miłość to wybór i wierność wyborowi
  • twoj_aniol_stroz 09.04.13, 12:00
    Też tak mam i teraz zastanawiam się, czy to jest norma, czy jednak jakaś jednostka chorobowa big_grin
    --
    Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
  • otryt 09.04.13, 12:12
    Kasiu i Nati, piszecie o bezradności matki. Pod linkiem jest prawdziwe zdjęcie Jose Sancheza del Rio. Zobaczcie jakie to dziecko.

    www.aciprensa.com/santos/santo.php?id=600

    Mnie poruszył los innego bohatera: generała Gorostiety, znakomitego stratega i żołnierza, głównodowodzącego armii powstańczej. Pod jego dowództwem powstańcy uzyskali przewagę w walkach. Sam był ateistą, miał wierzącą żonę i dwie córki, które w wyniku zarządzeń władz nie mogły pójść do bierzmowania. Jego historia to droga do wiary od ateizmu. Kierowała nim uczciwość i pragnienie wolności, nawet nie dla siebie. Chodziło o wolność religijną dla rodaków. Tuż przed śmiercią spowiada się u księdza z karabinem, gdy obydwoje znaleźli się w pułapce.

  • twoj_aniol_stroz 09.04.13, 13:09
    Ten film jest na pewno pełen niesamowitych świadectw wiary, ale... moje uposledzenie nie pozwala mi go obejrzeć sad I pisze to naprawdę z żalem, bo jest wiele takich pięknych, wartosciowych filmów, które są mi niedostępne własnie ze względu na tę nadwrażliwość sad
    A ten chłopak to przecież jeszcze dziecko... pełne odwagi i niesamowitej miłości do Boga...
    --
    Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
  • nati1011 09.04.13, 12:22
    Jednostka chorobowa smile

    Ja mam stwierdzony nadwrażliwy układ nerwowy. I jak się za bardzo się zdenerwuję, to mi organizm fizycznie daje znać.

    --
    miłość to wybór i wierność wyborowi
  • otryt 09.04.13, 13:50
    Nati, Kasiu. To ciekawe, co piszecie. Wierzę, że tak właśnie jest. Jednak większość inaczej odczuwa. Ja nie chciałem iść na Pasję do kina. I bym nie poszedł, żona też nie chciała. Chociaż przedstawiane to było w wielu miejscach jako wręcz obowiązek katolika lub przynajmniej by finansowo wesprzeć swoim pójściem na film producentów Pasji. Traf chciał, że nasi przyjaciele postanowili nam zrobić przyjemność, kupili bilety i zaprosili nas wszystkich do kina. Cóż było robić?

    Osobiście czegoś podobnego nie przeżyłem nigdy w żadnym kinie. Gdy padały razy na Chrystusa ja również odczuwałem jakąś mękę. Odczuwałem każde uderzenie, męczyłem się okropnie. Chciałem, żeby to się już wreszcie skończyło. Po wyjściu z kina głowa mnie bolała okropnie jeszcze przez kilka godzin, choć normalnie nigdy głowa mnie nie boli.

    Po latach film puszczali w telewizji. Ktoś włączył telewizor, jednym okiem go oglądałem, jednym uchem słuchałem. I muszę przyznać, że nic z tych przeżyć z pierwszego oglądania nie doświadczyłem. Przekaz kinowy zapewne jest mocniejszy, nic nie rozprasza. A poza tym doświadczanie po raz pierwszy czegoś daje jakąś świeżość, siłę emocji i intelektu. Za każdym kolejnym razem ta świeżość i niezwykłość przeżyć stopniowo blaknie. Niestety. A może nie blaknie?
  • justyna.ada 09.04.13, 09:31
    O ile nie znosze i unikam filmów z gatunku "mordobijstwo", pełnych okrucienstwa, nie mowiac o horrorach i innych strachulcach - o tyle Pasje Gibsona ogladalam swego czasu w TV, i podobala mi sie. Jasne ze temat męki Panskiej wymagal ukazania przemocy, itd... ale nie zapamietala mi sie jako nachalna, ryjąca w pamieci itd.

    To co mnie sie zapamietalo z "Pasji" to scena gdy Maryja w czasie drogi na Golgote widzi cierpienie Jezusa i jest bezradna - widzi jak upada pod ciezarem krzyza, i jej pamięć odtwarza sceny gdy on jako dziecko, gdzies biegł i upadł, a ona wtedy leciala mu na pomoc. sad((

    --
    muzyka to życie
    moja pracownia
    mój sklep
  • nati1011 09.04.13, 09:47
    wiesz może to kwestia wrażliwości, albo dokładniej nadwrażliwości na pewne obrazy. Ja wiem, ze one we mnie sieją spustoszenie. Wystarczy mi wiedza, że coś takiego miało miejsce - potrafię sobie to świetnie wyobrazić, natomiast oglądanie tego - choćby w filmie - przekracza moje możliwości.



    --
    miłość to wybór i wierność wyborowi
  • twoj_aniol_stroz 09.04.13, 11:07
    Kiedyś na spotkaniu modlitewnym była rozważana droga krzyżowa oczami Maryi... Jej bezradność wobec cierpienia Jezusa... Dla mnie było to bardzo poruszające przeżycie. Dobrze, że wtedy tam byłam, gdyż pozwoliło mi to spojrzeć zupełnie innymi oczami na Maryję, pokochać ją i prosić o wybaczenie mojej oschłości wcześniejszej... Ale tam były tez moje koleżanki, to było babskie spotkanie i widziałam jak bardzo one przeżyły tę drogę krzyżową, jak płakały, jak bardzo to było trudne.
    I teraz wiem, że właśnie ta bezradność wobec cierpienia własnego dziecka jest cholernie trudna. Zdaję sobie sprawę z jego istnienia, wiem, że czasem to nie jest wina człowieka, że choroba też potrafi tak bardzo niszczyć dziecko, że rodzice sa kompletnie wobec tego bezradni, ale mając tego świadomość nie chcę dodatkowo organizować sobie takich obrazów, wystawiać się na oglądanie takich filmów... Pasji nie oglądałam bardzo świadomie i nie wiem, czy kiedykolwiek obejrzę...
    "Życie ukryte w słowach" kazał mi obejrzeć mój kierownik duchowy. Potem pierwszy raz w życiu zrobiłam mu tak ciężką awanturę, że burza z piorunami to był przy tym pikuś. Oczywiście on mi pomógł przebrnąć przez ten film i w końcu jakoś go przetrawić, ale to też nauczyło go sporo. I tak jak mówię, ten film mi się teraz przydaje, historia tamtej bohaterki, ale cena była bardzo wysoka.
    --
    Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
  • nati1011 09.04.13, 11:42
    Tą bezradnośc matki przeżywam przy każdej - nawet banalnej - chorobie dziecka. Gdy chory maluch z łzami w oczach mówi, ze boli go brzuszek, lub męczą go wymioty czy gorączka. A my stoimy z boku całkowicie bezsilni.
    Poważniejsze urazy rozkładają mnie zupełnie.

    Tak - cierpienie Maryi musiało być porównywalne z cierpieniem Jezusa, a może nawet chwilami było jej trudniej - mam nadzieję, ze to nie bluźnierstwo, ale nie potrafię tego inaczej opisać. Ale to cierpienie powinno być też naszym udziałem za każdym razem, gdy widzimy, ze komuś dzieje się krzywda.
    I tu najpełniej widać różne role kobiety i mężczyzny. Są inaczej zbudowani psychicznie.

    Mój mąż ciągnie syna na sztuki walki. Ćwiczą i zapasy i boks. A ja już na treningu najchętniej leciałabym pomóc synkowi, którego "biją" wink
    Ostatnio z ciekawością wysłuchałam konferencji ks Pawlukiewicza nt wychowania chłopców i roli w tym walki, inicjacji i ... bólu. Co ciekawe on mówi otwarcie, ze kobieta - matka - nie jest w stanie przeprawadzić syna przez inicjację do wieku męskiego. To zadanie ojca, lub innego mężczyzny. Z drugiej strony chłopiec bez matki jest pozbawiony wpływu jej wrażliwości, empatii i czułości. Wzajemnie się uzupełniamy. Nie musimy wchodzić w swoje role.

    Darujcie dygresję i odejście od tematu smile


    --
    miłość to wybór i wierność wyborowi
  • otryt 09.04.13, 12:22
    nati1011 napisała:

    > kobieta - matka - nie jest w stanie przeprowadzić syna przez inicjację do wieku
    > męskiego. To zadanie ojca, lub innego mężczyzny. Z drugiej strony chłopiec
    > bez matki jest pozbawiony wpływu jej wrażliwości, empatii i czułości.

    Świetna dygresja. To doskonały przykład pokazujący, jak brak ojca lub matki wpływa na charakter dziecka, w tym wypadku chłopca. A dziś tak bardzo lansują inne modele rodziny, że świetnie sobie poradzą z wychowaniem dzieci. Ten przykład pokazuje, że to nieprawda.

  • luccio1 09.04.13, 14:57
    Ks. Pawlukiewicz pominął ważny szczegół: kim jest Ojciec: czy Kimś samodzielnym, pracującym na własnym - czy też pracownikiem najemnym na stanowisku podwładnym.

    Człowiekowi, który sam we własnym życiu dorosłym musi słuchać innych (a takich jest w społeczeństwie większość - również wśród mężczyzn), trudno być niepodważalnym autorytetem - nawet dla własnych Dzieci.
  • twoj_aniol_stroz 09.04.13, 15:06
    A skąd! Mój mąz jest tu rewelacyjnym przykładem. Jest podwładnym, ma szefów chyba z pięciu, a trzech bezpośrednio mu wydających polecenia. I co to ma konkretnie zmieniać? To kwestia dojrzałości emocjonalnej i pracy samego z sobą. To także kwestia żony i jej sposobu bycia. Prawda jest taka, że mój mąż wyszedł z domu, gdzie matka rządziła, ojciec wypełniał polecenia i obrywał za każde niedociągnięcie w oczach żony. I wcale mojemu mężowi nie było łatwo, bardzo długo miotał się potwornie zarówno w pracy jak również w domu. A ja mu wcale tego nie ułatwiałam, bo ja mam charakter wredny, buntowniczy i dominujący sad Na szczęście Pan Jezus wziął ten cały bajzel w swoje ręce i poustawiał wszystko we właściwej kolejności. I jak nie znoszę podporządkowywać się komukolwiek tak wyjątek stanowi mój mąż i mój kierownik duchowy. I owszem, szefowie czasem mają zagwozdkę jak z moim chłopem rozmawiać, niejednokrotnie był bardzo niesprawiedliwie oceniony, bo nie podlizuje się komu może, ale faktem jest, że jest silnym facetem, który mimo pozycji podwładnego wcale nie jest skapcaniałym misiem potrzebującym utulenia. I dzieci to widzą, bo to widać w jego postawie, sposobie mówienia i sposobie bycia na co dzień.
    --
    Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
  • nati1011 09.04.13, 15:22
    Bzdura - to nie ma nic do rzeczy.
    Każdy z nas musi kogoś słuchać. Od Boga poczynając. I nie jest to tylko wyniosła przenośnia. Człowiek musi sobie najpierw uświadomić, gdzie jest jego miejsce w dziele stworzenia.

    Po przeczytaniu twojego postu stanął mi przed oczyma od razu egoista uważający siebie za boga i podporządkowujący sobie wszystkich i wszystko.
    Najpierw muszę słuchać Boga. Musze słuchać swoich rodziców. Nauczycieli. Przyjaciół. Bliskich..... Ciągle kogoś musze słuchać i wysłuchiwać. Ojciec wstający w nocy do dziecka, by zrobić mu pić, ma o wiele wiekszy autorytet, niż ten, który wyśle do dziecka służącego.

    Z drugiej strony każdy z nas ma przypisaną godność dziecka Bożego i wykonując nawet najpodlejsze prace pozostajemy dziećmi królewskimi.

    W mojej rodzinie największy autorytet miał Dziadek. Pochodził z małej miejscowości i miał skończone tylko kilka klas podstawówki. Ale był dobrym człowiekiem. I mimo swoich wad (był np. nałogowym palaczem) wszyscy go kochali i słuchali. Jego siła była miłość. Każdy z nas wiedział, że oddałby za nas życie.
    --
    miłość to wybór i wierność wyborowi
  • luccio1 09.04.13, 15:03
    > > kobieta - matka - nie jest w stanie przeprowadzić syna przez inicjację do
    > > wieku
    > > męskiego. To zadanie ojca, lub innego mężczyzny. Z drugiej strony chłopie
    > > bez matki jest pozbawiony wpływu jej wrażliwości, empatii i czułości.

    W specyficznej historii Polski, z wojnami i zaborami, gdzie Ojciec był albo w niewoli, albo w więzieniu, albo w obozie koncentracyjnym, albo - wyszedłszy z domu na mobilizację - ginął bez wieści -
    Matki musiały to robić. I robiły, i dawały sobie radę. Znałem przykłady takich Matek. Znałem też Matki twardsze od Ojców.
  • nati1011 09.04.13, 15:14
    Po raz kolejny jak ciebie czytam to zastanawiam się w jakim świecie ty żyjesz? Bo odnoszę wrażenie, ze w innym niż ja. Twój post wpsiuje się w obecna idoologię mówiącą, ze kobieta może zastąpić mężczyznę, i na odwrót. Ja uważam, że nie może.

    Po pierwsze, z tego co pamiętam ty jesteś już dzieckiem powojennym, i ojca raczej miałeś. Co było w przeszłości? Powiedzmy sobie szczerze, że przekazy historyczne nie są nigdy w 100% rzetelne. A i sam fakt, ze ojca biologicznego nie było w domu - co się i dziś zdarza - nie stoi w sprzeczności, ze chłopiec potrzebuje do wychowania wzorca męskiego. Może to być dziadek, wujek, nauczyciel, kapłan...... Mężczyzna.

    Twarda matka? Wiem, ze są takie. Tylko czy to dobre dla dziecka? A może takie dziecko jest wtedy pozbawione nie tylko ojca, ale i matki?

    Wiem, ze są sytuacje wyjątkowe, w których trzeba sobie radzić. Ale to zawsze jest wyjątek, nie reguła. Bóg stworzył człowieka kobietą i mężczyzną. Gdyby to nie było ważne, bylibyśmy wszyscy nijacy i rozmnażalibyśmy się przez pączkowanie.


    --
    miłość to wybór i wierność wyborowi
  • luccio1 09.04.13, 15:18
    Uściślę:
    Kobieta może zastąpić mężczyznę.
    Mężczyzna nie da rady do końca zastąpić kobiety.
  • nati1011 09.04.13, 15:24
    Kobieta nie może zastąpić mężczyzny.
    Może próbować minimalizować skutki braku mężczyzny - o ile mówimy o rodzinie - ale nigdy go nie zastąpi.

    --
    miłość to wybór i wierność wyborowi
  • luccio1 09.04.13, 15:36
    Trudno. Widzę, że Cię nie przekonam.

    Tak naprawdę - jest tyle wzorów, ile rodzin.
    Jestem wdzięczy Obojgu Rodzicom - że byli Tacy, jacy byli.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka