Dodaj do ulubionych

Myśli na dzisiaj - 01 04 2014

01.04.14, 09:57
"Odpowiedział Mu chory: Panie, nie mam człowieka, aby mnie wprowadził do
sadzawki, gdy nastąpi poruszenie wody."(J 5,7)

Jak często człowiekowi potrzebny jest drugi człowiek - coraz częściej
sam mogę tego doświadczać. Przypomina mi się w tej chwili inna scena z
Ewangelii, kiedy to czterej ludzie przynoszą do Jezusa paralityka,
spuszczają go przez dach pod Jego stopy i właśnie ze względu na wiarę
tych czterech ów paralityk zostaje uzdrowiony.(zob. Mk 2,3nn)

A przecież opisywane przez Ewangelię uzdrowienia mają sens głębszy -
wskazują na ciągle trwające uzdrowienia duchowe. W sadzawce Siloe widzę
inną sadzawkę - Sakrament Pokuty i obmycie się z grzechów,uwolnienie od
paraliżu duchowego. I dziękuję dziś Jezusowi, że do tej sadzawki
Sakramentu Pokuty mogę przychodzić i korzystać z jej uzdrawiających wód.
Chwała Mu za to!

"Nie mam człowieka". A ja dziś Panu dziękuję, że mam ludzi, którzy miw
dostaniu się do sadzawki Siloe pomagają. Dziękuję Mu przede wszystkim za
rodziców chrzestnych, którzy mnie pierwszy raz do Jezusa
przyprowadzili.Dziękuję za to, że także i dziś Bóg stawia na mojej
drodze ludzi, którzy mi pomagają nie tylko w drodze do kościoła.

Jesteś moim Bogiem, chcę Ci dziękować:
Boże mój, chcę Ciebie wywyższać.
Wysławiajcie Pana, bo dobry;
bo łaska Jego na wieki.
- Ps 118,28-29
Edytor zaawansowany
  • andrzej585858 02.04.14, 08:57

    "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto słucha słowa mego i wierzy w
    Tego, który Mnie posłał, ma życie wieczne i nie idzie na sąd, lecz ze
    śmierci przeszedł do życia."(J 5,24)

    Dla tych, którzy wierzą w Boga i żyją według nauki Jezusa, obiecuje On
    życie wieczne. Tę obietnicę na pewno pierwszy raz skierował Pan do mnie
    na Chrzcie Świętym - w dzisiejszej Ewangelii znowu ją ponawia. A ja się
    dziś zastanawiam, czy swoją wiarą i swoim życiem w jakiś sposób
    zasłużyłem na spełnienie się tej obietnicy w moim życiu? Czy na życie
    wieczne w ogóle można "zasłużyć"?

    To chyba nie jest tylko jakąś niedoskonałością przekładu, iż z czytanego
    dziś fragmentu Ewangelii wynika, że to wieczne życie nie będzie darem,
    który otrzymam dopiero po śmierci. Pan mówi, że słuchający Jego nauki
    wchodzą w to wieczne życie już tu, na ziemi. A zatem sam moment śmierci
    ciała nie będzie dla nich rozpoczęciem nowego życia wiecznego, ale
    pogłębieniem i pełnią tego, które Jezus w nich już zapoczątkował.

    Oczywiście, że chciałbym żyć wiecznie z Chrystusem. Oczywiście, że
    chciałbym, aby godzina śmierci mego ciała nie była dla mnie tragicznym
    wydarzeniem, ale radosnym przejściem do Pana. Tylko, że ja ciągle zdaję
    sobie sprawę z małości i kruchości mojej wiary i tak mi trudno żyć
    Ewangelią na codzień.

    Wiem, że jestem słaby i bez Jezusa nic nigdy nie zdobędę. Czy pozostaje
    mi coś innego w tej sytuacji jak wołać do Pana o pomoc?

    Nie karć mnie, Panie, w swym gniewie
    i nie karz w swej zapalczywości.
    Zmiłuj się nade mną, Panie, bom słaby;
    ulecz mnie, Panie, bo kości moje strwożone
    i duszę moją ogarnia wielka trwoga;
    lecz Ty, o Panie, jakże długo jeszcze...?
    - Ps 6,2-4
  • andrzej585858 04.04.14, 07:51
    "Przecież my wiemy, skąd On pochodzi, natomiast gdy Mesjasz przyjdzie,
    nikt nie będzie wiedział, skąd jest."(J 7,27)

    Oczekiwali Mesjasza, a jednak gdy On przyszedł, odrzucili Go. Bo mieli
    swoją własną wizję Oczekiwanego i swoją własną wizję zbawienia. Jezus do
    tej ich wizji po prostu nie pasował i dlatego Go nie przyjęli.

    A ja się dziś zastanawiam, na ile mój obraz Boga i Jezusa Chrystusa
    zgodny jest z prawdą. Czy przypadkiem nie tworzę sobie Boga na swój
    własny obraz i swoje wyobrażenie. Bo przecież łatwo jest mi przyjmować z
    Pisma Świętego wszystko, co mówi ono o Bożej miłości, łagodności itp.,
    Ale czy w tym swoim obrazie Boga nie spycham gdzieś do podświadomości
    prawdy, że jest On też Sędzią sprawiedliwym, Ojcem kochającym, ale i
    wychowującym mnie przez karcenie . No więc czy ten mój Bóg jest naprawdę
    tym Bogiem objawionym w Biblii?

    Ci, którzy odrzucili Jezusa i skazali Go na krzyż, czytali przecież
    Pisma, ale ich nie rozumieli. Dziękuję Bogu, że mimo wszystko i dla mnie
    pozwala szukać siebie w Piśmie Świętym. I obym nie pobłądził, a jeżeli
    obraz Mesjasza jest już we mnie jakoś zdeformowany, obym go umiał
    poprawić. Proszę Boga o światło i opiekę Ducha Świętego. Nie pozwól,
    Panie, abym się z Tobą rozminął, abym Ciebie nie rozpoznał.

    Daj mi poznać drogi Twoje, Panie,
    i naucz mnie Twoich ścieżek!
    Prowadź mnie według Twej prawdy i pouczaj,
    bo Ty jesteś Bóg, mój Zbawca,
    i w Tobie mam zawsze nadzieję.
    - Ps 25,4-5
  • andrzej585858 07.04.14, 09:48
    "A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: Kto z
    was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień."(J 8,7)

    W pierwszym dzisiejszym czytaniu słyszę jak Izraelici oskarżają o
    cudzołóstwo Zuzannę. Ewangelia dzisiejsza opowiada o spotkaniu Jezusa z
    jawnogrzesznicą, którą ludzie przyprowadzają do Niego i domagają się
    sprawiedliwego sądu. I jest raczej pewne, że w obu wypadkach
    oskarżyciele wskazując na grzechy cudze, szukali usprawiedliwienia dla
    grzechów własnych.

    Gdy słyszę o jakiejś zbrodni czy kradzieży, to sobie myślę: "no jeszcze
    ze mną nie jest aż tak źle, są gorsi ode mnie". Ale czy jest w tym jakaś
    moja zasługa? Przecież gdyby Pan choć na chwilę cofnął ode mnie swoją
    łaskę, dopuściłbym się na pewno jeszcze gorszych grzechów.

    A Jezus jest miłosierny i odpuszcza grzechy jawnogrzesznicy. Odpuszcza
    je także i dla mnie, gdy Mu te swoje grzechy wyznaję w Sakramencie
    Pokuty. I tak jak ta jawnogrzesznica słyszę wtedy: "I Ja ciebie nie
    potępiam.- Idź, a od tej chwili już nie grzesz."(J 8,11) Tylko czy ja
    potrafię więcej nie grzeszyć?

    Zmiłuj się nade mną, Boże, w swojej łaskawości,
    w ogromie swego miłosierdzia wymaż moją nieprawość!
    Obmyj mnie zupełnie z mojej winy
    i oczyść mnie z grzechu mojego!
    - Ps 51,3-4
  • andrzej585858 09.04.14, 09:04

    "Jeżeli będziecie trwać w nauce mojej, będziecie prawdziwie moimi
    uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli."(J 8,31-32)

    O jakiej prawdzie mówi Jezus? Objawia On swoim uczniom kim naprawdę jest
    Bóg i kim naprawdę jest człowiek. Głoszona przez Niego Ewangelia, to
    prawda o Bogu, który tak bardzo kocha człowieka, że z miłości do niego
    wydał na krzyż swego Syna. Głoszona przez Jezusa Ewangelia, to też
    prawda o tym, że człowiek jest uwikłany w przeróżne grzechy, z których
    sam bez Bożej pomocy się nie wyplącze.

    A tego, że głoszona przez Jezusa prawda ma moc wyzwalania, sam od
    pewnego czasu doświadczam. Jezus od pewnego czasu coraz bardziej
    pokazuje mi moją duchową małość, moje grzechy. Ale nie czyni tego, aby
    mnie jeszcze bardziej poniżyć, ale aby mnie z nich wyzwolić. Pokazując
    mi moje grzechy jednocześnie pokazuje, że On ma moc mnie z nich uwolnić
    i rzeczywiście to robi. Chwała Mu za to! I obym tylko nie zwątpił w Jego
    miłość - o to Go dzisiaj proszę.

    Stwórz, o Boże, we mnie serce czyste
    i odnów w mojej piersi ducha niezwyciężonego!
    Nie odrzucaj mnie od swego oblicza
    i nie odbieraj mi świętego ducha swego!
    - Ps 51,12-13
  • andrzej585858 11.04.14, 09:01
    "I znowu Żydzi porwali kamienie, aby Go ukamienować. Odpowiedział im
    Jezus: Ukazałem wam wiele dobrych czynów pochodzących od Ojca. Za który
    z tych czynów chcecie Mnie ukamienować?"(J 10,31-32)

    Z własnego doświadczenia wiem, jak przykro jest, gdy czasami ludzie mnie
    źle zrozumieją i za moje dobro odpłacają niewdzięcznością. A przecież
    Jezus jest samą Miłością. Uzdrawiał chorych i wskrzeszał umarłych, a
    ludzie przygotowali Mu krzyż. Uczył miłości, a oni chcieli go ukamienować.

    Ale czy ja niby napewno nie jestem w grupie tych ludzi z dzisiejszej
    Ewangelii, którzy chcieli ukamienować Jezusa? Tak sobie myślę, że
    przecież takim rzuconym w kierunku Pana kamieniem jest każdy mój grzech.
    Jezus z miłości dla mnie oddał swoje życie na krzyżu, a mnie jeszcze tak
    często zdarza się powiedzieć "nie" tej Jego miłości.

    Nie karć mnie, Panie, w swym gniewie
    i nie karz w swej zapalczywości.
    Zmiłuj się nade mną, Panie, bom słaby;
    ulecz mnie, Panie, bo kości moje strwożone
    i duszę moją ogarnia wielka trwoga.
    - Ps 6,2-4
  • andrzej585858 12.04.14, 10:12

    "Wy nic nie rozumiecie i nie bierzecie tego pod uwagę, że lepiej jest
    dla was, gdy jeden człowiek umrze za lud, niż miałby zginąć cały
    naród."(J 11,49-50)

    Został wydany wyrok śmierci na Syna Bożego - "Tego więc dnia postanowili
    Go zabić." Ale jak bardzo te słowa Kajfasza z dzisiejszej Ewangelii
    oddają sens zbawczej śmierci Jezusa. No bo przecież to my wszyscy i
    każdy z nas z osobna zasłużyliśmy na śmierć przez swoje grzechy, a bóg -
    aby nas przed tą śmiercią ratować - zsyła swego Syna. A Jezus - abyśmy
    nie pomarli w grzechach - decyduje się na ofiarę krzyża. Przedziwna jest
    Boża ekonomia zbawienia, przeogromna jest Jego miłość do człowieka.

    Zbliżają się dni, w których będę mógł szczególnie rozważać i przeżywać
    razem z całym Kościołem tę przeogromną miłość Boga do grzesznego
    człowieka - zbliża się Wielki Tydzień. Proszę dziś Jezusa, aby te
    nadchodzące dni były dla mnie naprawdę przeżyciem spotkania ze
    zbawiającym bogiem. Proszę Pana, aby w tych dniach naprawdę
    przeprowadził mnie ze śmierci do życia.

    Boże, Ty Boże mój, Ciebie szukam;
    Ciebie pragnie moja dusza,
    za Tobą tęskni moje ciało,
    jak ziemia zeschła, spragniona bez wody.
    - Ps 63,2
  • andrzej585858 15.04.14, 09:58

    "Odpowiedział Jezus: życie swoje oddasz za Mnie? Zaprawdę, zaprawdę,
    powiadam ci: Kogut nie zapieje, aż ty trzy razy się Mnie wyprzesz."(J 13,38)

    Dwaj dopuszczający się zdrady Apostołowie - Judasz i Piotr. Tylko że ten
    pierwszy po zdradzie Jezusa zwątpił w Boże miłosierdzie, a ten drugi za
    swoją zdradę Mistrza żałował i wyszła Mu ona chyba nawet ku umocnieniu
    jego wiary.

    Jakże bliski wydaje mi się Piotr ze swymi zapewnieniami o wierności
    Jezusowi, a potem z tym swoim zapieraniem się Mistrza. To przecież
    historia ciągle powtarzająca się w moim życiu. Ileż to już razy
    zapewniałem Boga, że teraz to naprawdę koniec z grzechem, że od tej
    chwili to tylko On będzie się w moim życiu liczył. Zapewniałem, a potem
    ze skruchą w sercu maszerowałem do spowiedzi po Boże miłosierdzie, bo
    moje postanowienia zakończyły się fiaskiem.

    Doświadczam, że Jezus uczy mnie ostatnio dwóch rzeczy -elastyczności w
    układaniu wszelkich swoich planów i tego, aby nie używać obietnic w
    stylu "na pewno" czy "nigdy". I chwała Panu za tę Jego naukę. Coraz
    bardziej rozumiem, że nie w swoich obietnicach, ale jedynie w Jego
    miłosierdziu mogę pokładać swoją nadzieję.

    Grzech mój wyznałem Tobie
    i nie ukryłem mej winy.
    Rzekłem: Wyznaję nieprawość moją wobec Pana,
    a Tyś darował winę mego grzechu.
    - Ps 32,5
  • andrzej585858 17.04.14, 09:30

    "Jezus wiedząc, że nadeszła Jego godzina przejścia z tego świata do
    Ojca, umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował."(J 13,1)

    Dziś jest Wielki Czwartek - pamiątka Ostatniej Wieczerzy, w czasie
    której Jezus ustanawia Eucharystię i Sakrament Kapłaństwa. Odchodząc
    z tego świata chce On pozostać ze mną pod postaciami chleba i wina.
    Pragnie, aby Jego ofiara na krzyżu dla mego zbawienia trwała wiecznie -
    chce, aby była ona uobecniana w Kościele w Sakramencie Eucharystii.

    Dziękuję dziś Jezusowi, że tak mnie kocha. Bo to przecież z miłości do
    mnie, do każdego z nas, tę Eucharystię On ustanowił. Jezus chce być moim
    codziennym pokarmem, chce ciągle przychodzić do mnie w znaku chleba i
    wina. Chwała Mu za to!

    Dziękuję Mu też i za Jego słowa: "To czyńcie na moją pamiątkę". Tymi
    słowami czyni Apostołów i ich następców szafarzami Sakramentu
    Eucharystii. Dziękuję Mu dziś więc za tych szafarzy, za księży, bo
    przecież bez nich mój udział w Eucharystii byłby niemożliwy.

    Dziękuję dziś też Jezusowi za wspaniałą praktyczną lekcję miłości. W
    czasie Ewangelii słucham, jak On podczas Ostatniej Wieczerzy umywa nogi
    Apostołom - wykonuje powinność sługi. Pan chce mnie dziś uświadomić, że
    miłość nie polega na mówieniu miłych słówek, ale na bezinteresownej
    służbie drugiemu człowiekowi aż do oddania za niego swego życia na
    krzyżu. A mnie jeszcze do takiej miłości daleko. Panie, naucz mnie kochać!

    Cóż oddam Panu
    za wszystko, co mi wyświadczył?
    Podniosę kielich zbawienia
    i wezwę imienia Pańskiego.
    - Ps 116 12-13
  • andrzej585858 18.04.14, 08:58

    "Lecz On był przebity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy.
    Spadła Nań chłosta zbawienna dla nas, a w Jego ranach jest nasze
    zdrowie."(Iz 53,5)

    Jest Wielki Piątek - dzień, w którym Jezus umarł na krzyżu za moje
    grzechy. On umarł, abym ja miał życie. Bo tak naprawdę to przecież ja
    przez swoje grzechy zasłużyłem na śmierć i wieczne potępienie. A Jezus z
    miłości do mnie wziął te moje grzechy na siebie i z miłości do mnie dał
    się przybić do krzyża.

    Za miłość można zapłacić tylko miłością. A moja miłość jest tak mała i
    niedoskonała. Jezus dziś pokazuje mi miłość w wymiarze krzyża i do
    takiej miłości mnie zaprasza. A mnie się ciągle to wydaje niemożliwe,
    abym tak kochał, jak On. Panie, naucz mnie prawdziwej miłości!

    Czytając przeznaczone na dziś teksty liturgiczne myślami wybiegam do
    dzisiejszej wieczornej liturgii. Wraz z innymi podejdę do krzyża, aby go
    ze czcią ucałować. Ale czy tylko dlatego, że na krzyżu za mnie umarł
    Pan? Ja w tym znaku pocałunku chcę wyrazić także i moje pragnienie
    przyjmowania na codzień krzyża, który mi daje Jezus. I choć w praktyce
    przeciwko temu swemu krzyżowi często się buntuję i chciałbym go z siebie
    zrzucić, to jednak chciałbym też umieć przyjmować go z pokorą. Całując
    wieczorem krzyż o tę umiejętność przyjmowania go z pokorą będę też Pana
    prosił.

    Oddajmy pokłon krzyżowi,
    Co był ołtarzem ofiary,
    Bo na nim Życie umarło,
    By śmiercią życie przywrócić.
    (Z hymnu do dzisiejszych Nieszporów)

  • andrzej585858 20.04.14, 09:12

    "A pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było
    ciemno, Maria Magdalena udała się do grobu i zobaczyła kamień odsunięty
    od grobu."(J 20,1)

    Staram się wyobrazić, co działo się przy Grobie owego pierwszego dnia po
    szabacie. Odsunięty kamień, wystraszone kobiety, aniołowie ogłaszający
    zmartwychwstanie Chrystusa, a potem te same kobiety podczas radosnego
    spotkania ze Zmartwychwstałym. Staram się wyobrazić biegnących do Grobu
    Piotra i Jana, ich zdziwienie i radość, gdy uwierzyli w cud niedzielnego
    poranka.

    Chrystus zmartwychwstał. Wierzę w to i uważam to za fakt bezsporny.
    Ewangelie podają relacje świadków tego wydarzenia, a dwa tysiące lat
    wiary Kościoła w zmartwychwstanie Pana jeszcze bardziej umacniają moje
    wewnętrzne przekonanie. Niemniej, jako człowiek praktyczny zadaję sobie
    pytanie o znaczenie tego faktu dla mojego życia. Jezus zmartwychwstał,
    ale co ja z tego mam?

    Zmartwychwstanie Jezusa umacnia moją wiarę w Jego Bóstwo i Jego moc
    zbawiania. On rzeczywiście jest Synem Bożym, bo posiada nieograniczoną
    władzę nad życiem i śmiercią. Przez swoje zmartwychwstanie pokonał On
    śmierć, skutek grzechów pierwszego człowieka i moich grzechów. Jest też
    On moim Zbawicielem, bo zwyciężając śmierć usunął źródło moich
    największych obaw i lęków. To przecież strach przed śmiercią jako
    wiecznym potępieniem paraliżuje moją zdolność do prawdziwej miłości Boga
    i bliźniego. Przez swoje chwalebne zmartwychwstanie Pan sprawił, że
    śmierć dostrzegam już jako początek nowego i lepszego życia w Bogu i
    coraz mniej się jej boję.

    Zmartwychwstanie Chrystusa jest dla mnie źródłem nadziei, że także i
    moje życie nie kończy się śmiercią, że i mnie czeka zmartwychwstanie do
    nowego życia. Ale ja wierzę, że to zmartwychwstanie rozpoczyna się już
    tu, na ziemi. Już tu, na ziemi, Jezus wydobywa mnie z grobu moich
    grzechów i daje mi życie wieczne. I chociaż dzisiaj jeszcze często czuję
    się przywalony tymi grzechami, wierzę, że Pan kiedyś z tego duchowego
    grobu mnie wyprowadzi i pozwoli rozpocząć nowe życie. I to jest moim
    zdaniem właśnie największa radość i najcenniejsza korzyść, jaką przynosi
    mi wydarzenie wielkanocnego poranka.

    * * *

    "A my jesteśmy świadkami wszystkiego, co zdziałał w ziemi żydowskiej i w
    Jerozolimie."(Dz 10,39)

    Piotr i pozostali Apostołowie opowiadają o czynach Jezusa i o Jego
    zmartwychwstaniu. Bo przecież tej radosnej nowiny nie można ukrywać
    jedynie dla siebie, trzeba się nią dzielić z innymi. Ja też jestem
    świadkiem cudów dokonywanych przez Jezusa. Pozwala Om mi doświadczać
    swojej obecności w moim życiu, pozwala mi doświadczać, że On naprawdę
    żyje i działa.

    Wierzę, że Pan chce, abym także i ja dawał o Nim świadectwo, abym
    opowiadał o otrzymywanych od Niego łaskach, o dokonywanych przez Niego
    znakach, o swoim doświadczaniu Jego obecności w moim życiu. Tylko, że ja
    często mam zamknięte usta i milczę.

    Dziękuję dziś razem z całym Kościołem za cud zmartwychwstania Chrystusa
    i za nadzieję mego zmartwychwstania. Proszę Zmartwychwstałego Pana aby
    przemieniał mnie swoją Boską mocą. I proszę Go też o to, abym nie bał
    się otwierać ust i świadczyć o Jego obecności wśród nas.

    O stań się, Jezu, dla duszy
    Radością Paschy wieczystej
    I nas, wskrzeszonych Twą mocą,
    Do swego przyłącz orszaku.
    - Z hymnu do dzisiejszej Jutrzni
  • andrzej585858 21.04.14, 09:01
    "A oto Jezus stanął przed nimi i rzekł: Witajcie. One podeszły do Niego,
    objęły Go za nogi i oddały Mu pokłon."(Mt 28,9)

    Czy niewiasty uwierzyły aniołowi, którego widziały w grobie i który im
    ogłosił, że Jezus żyje? Tak naprawdę to chyba ich wiara stała się pełna
    dopiero po spotkaniu Zmartwychwstałego. Bo przecież nie wystarczy
    jedynie od kogoś usłyszeć o obecności żywego Pana, trzeba samemu tej
    obecności jakoś doświadczyć.

    Wierzę, że Jezus naprawdę zmartwychwstał, żyje i jest w swoim Kościele.
    Ale przecież wierzę nie dlatego, że sam do tej wiary jakoś doszedłem,
    ale że ona mi została dana od Boga. Dziękuję zatem Panu dziś za ten
    cenny dar wiary.

    Zastanawiam się nad momentem, w którym Zmartwychwstały stanął przede mną
    jak przed tymi kobietami z Ewangelii. Ale wydaje mi się, że w moim
    wypadku było trochę inaczej. Nie przypominam sobie takiego zwrotnego
    punktu w moim duchowym życiu - ja po prostu w pewnej chwili zobaczyłem,
    jak wiele już Jezus w moim życiu uczynił i to mnie przekonało, że On
    naprawdę zmartwychwstał, żyje i działa. I za tę Jego cudowną obecność
    też chcę Mu dziś dziękować.

    Alleluja.
    Chwal, duszo moja, Pana,
    chcę chwalić Pana, jak długo żyć będę;
    chcę śpiewać Bogu mojemu, póki będę istniał.
    - Ps 146,1-2
  • andrzej585858 23.04.14, 09:39
    "Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił
    błogosławieństwo, połamał go i dawał im. Wtedy oczy im się otworzyły i
    poznali go, lecz on zniknął im z oczu."(Łk 24,30-31)

    Uczniowie z Emaus poznają Zmartwychwstałego Jezusa dopiero przy łamaniu
    chleba, a przecież szedł z nimi na pewno kilka godzin i Pisma im
    wyjaśniał. Poznali Go jednak dopiero wtedy, gdy zaprosili Go do swego
    domu i kiedy usiadł z nimi do stołu.

    A ja w dzisiejszej Ewangelii widzę dla siebie wskazanie, że także mam
    szukać Jezusa przede wszystkim na "łamaniu chleba" czyli w Eucharystii.
    Wyjaśnia On mi Pisma, gdy czytam Pismo Święte, gdy je rozważam, ale
    jednak najpełniejszym moim z Nim spotkaniem powinna być msza św.

    Dziękuję dziś Jezusowi za to, że idzie ze mną drogą życia, jak szedł z
    tymi uczniami do Emaus. Dziękuję Mu, że dla mnie także wyjaśnia Pisma i
    że daje się także poznawać przy łamaniu chleba. Dziękuję - i jak ci
    uczniowie z Emaus zapraszam go do mego domu, do mego życia. "Zostań z
    nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił."

    Boże, Ty Boże mój, Ciebie szukam;
    Ciebie pragnie moja dusza,
    za Tobą tęskni moje ciało,
    jak ziemia zeschła, spragniona bez wody.
    - Ps 63,2
  • andrzej585858 26.04.14, 09:49

    "W końcu ukazał się samym Jedenastu, gdy siedzieli za stołem, i wyrzucał
    im brak wiary i upór, że nie wierzyli tym, którzy widzieli Go
    zmartwychwstałego."(Mk 16,14)

    Dzisiejsza Ewangelia jeszcze raz mi pokazuje, jak bardzo Jezusowi
    zależało na tym, żeby Apostołowie naprawdę uwierzyli w fakt Jego
    zmartwychwstania, żeby ich wiara była mocna. I nic w tym dziwnego -
    przecież tę swoją wiarę mają oni przekazywać innym, na ich świadectwie
    mają opierać swoją wiarę inni chrześcijanie. Nic dziwnego, że Jezusowi
    zależało na mocnej wierze Apostołów, skoro do nich powie: "Idźcie na
    cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!"(Mk 16,15b)

    A ja czuję, że to dla mnie Jezus dziś wyrzuca "brak wiary i upór", że
    mimo świadectwa Apostołów i mimo tylu dziejących się wokół mnie znaków
    Bożej obecności, wciąż tak trudno mi w tę obecność zmartwychwstałego
    Pana uwierzyć. A przecież i ja mam być Jego świadkiem. Proszę więc
    Jezusa, aby moją wiarę umocnił - "Wierzę, zaradź memu niedowiarstwu!"

    Boże, Ty Boże mój, Ciebie szukam;
    Ciebie pragnie moja dusza,
    za Tobą tęskni moje ciało,
    jak ziemia zeschła, spragniona bez wody.
    - Ps 63,2
  • andrzej585858 29.04.14, 06:18
    "Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed
    mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom."(Mt 11,25)

    Napewno do takich prostaczków, którym objawione zostały tajemnice Boże,
    należała patronka dzisiejszego dnia - św. Katarzyna ze Sieny. Pochodziła
    z prostej i wielodzietnej mieszczańskiej rodziny, a Pan sprawił, że
    potrafiła wpływać nawet na postępowanie papieży. Dziś Kościół czci ją
    jako patronkę Europy.

    Dziękuję dziś Bogu za św. Katarzynę i za tylu innych świętych, których
    Kościół daje mi jako przykład żywej wiary. Słowami Jezusa z dzisiejszej
    Ewangelii chcę dziękować "Ojcu, Panu nieba i ziemi" za to, że i mnie
    wezwał na drogę wiary i że też przez modlitwę i lekturę Pisma pozwala mi
    poznawać swoje tajemnice.

    Św. Katarzyna ze Sieny czczona jest dziś jako patronka Europy. Proszę
    więc Pana za wstawiennictwem tejże świętej, aby dzisiejsza Europa
    jedynie w Bogu widziała prawdziwe źródło swojej jedności i wielkości.

    Gdy ufamy twej modlitwie,
    O dziewico miła Panu,
    Spraw, by Jego królowania
    Wciąż szukały nasze serca.
    (Z hymnu do dzisiejszej Jutrzni)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka