Dodaj do ulubionych

zostałam zdradzona....

23.01.05, 09:49
jestesmy 1,5 roku poslubie, mamy 8 m-czne dziecko, we wtorek dowiedziłam sie,
ze jest Ona....
boli, w srode był ksiadz po koledzie, płakałam, skorzystałam z sakramentu
pojednania, mam siłe, codzienny różaniec daje mi moc, bo mam dziecko,
najcudniejsze i najwaspanialszy dar i prezent od Opatrznosci....
wrócił wczoraj w nocy, przespał sie, zjadł wczorajszy obiad, zostawił mi
teraz 10 zł i wyszedł, mówiac ze idzie do katedry, ale czy wroci nie wiem, i
nie wiem czy chce, nie było mi dobrze w małzenstwie, niestety...
nie wiem skad mam tyle spokoju w sobie, i dawanie szansy, od wtroku mu
powtarzam jesli chcesz-masz szanse, ale ja wykorzystaj, zerwał z nia,
powiedział ze wrócił, ale ja chce by teraz pokazał, ze mozna mu zaufac.jest
jak dziecko, któemu awalił sie swiat i nie potrafi sobie z tym poradzic, ale
jak terz zyc????
Obserwuj wątek
    • mader1 Re: zostałam zdradzona.... 23.01.05, 23:31
      sad((
      no to masz ciezko. Takie doswiadczenie nie jest proste.
      Czekaja Cie trudne dni i rozmowy. Zapewne wiele mysli potrzebnych i
      rownie duzo niepotrzebnych. Proby analizy przeszlosci i przewidzenia
      przyszlosci. Cokolwiek sie by dzialo, niech Pan pomoze Ci przez to
      przejsc. Jestem z Toba calym sercem.
    • glupiakazia Re: zostałam zdradzona.... 24.01.05, 12:31
      Tak, przed Wami bardzo trudny czas i trudne rozmowy. Zachecalabym Was, zebyscie
      razem probowali znalezc odpowiedz na pytanie "dlaczego". Razem przeanalizowali
      Wasz zwiazek nie szukajac winnego, tylko tego, co bylo zle. Postrajcie sie
      wytrwac ze soba, jestescie dla Waszego maluszka calym swiatem - nie niszczcie
      go.
      Wspaniale jest to, ze potrafisz dac mu szanse - to bardzo dobry poczatek smile
      Bede pamietala w modlitwie.

      --
      Nasze córki-bzdurki
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=19166796
      • amws Re: zostałam zdradzona.... 24.01.05, 13:40
        dziekuję za słowa otuchy , a przede wszystkim modlitwę, tak wiele osób się za
        nas modli....od wczoraj nie wrócił, nie odbierał komórki, telefonował z pracy,
        ze mu sie wszystko zawaliło (ma problemy w pracy-na własne życzenie), i że nie
        wie, co robić? a co ja mam robić? od wtorku nocował raz, zjadł, spał, przebral
        sie i wyszedł ... jak w hotelu, i zostawił na ławie 10 zł...
        dlaczego nie korzysta z szansy? dlaczego się pogrąża? dlaczego nie chce
        rozmawaić? przecież tego nie mozna tak zostawić? niw iem, czy inna dałaby mu
        tyle szns, a słowa ze nas wybrał sa jak na razie bez pokrycia.....
        • darcia73 Re: zostałam zdradzona.... 24.01.05, 15:14
          Znam ten bol bardzo dobrze. Tez zostałam zdradzona, porzucona pomimo
          deklaracji, ze wszystko się zmieni a Tamta to przeszłość. Nie jestem katoliczka
          i w moim przypadku zdrada jest powodem do rozwodu (zerwanie przymierza jakim
          jest małzeństwo. ja z tej okazji skorzystałam. Przestałam kochac mojego eksa
          jako męża, choc nadal mam do niego miłośc braterską i nie czuje juz nienawisci.
          Mogę być na niego zła, bo spaprał sobie życie i odszedł od Boga. Ale teraz
          jestem szczesliwa. Nie czuję juz tej niepewności, braku bezpieczeństwa. To
          wykańcza psychicznie. Po twoim męzu wyraźnie widac, ze Cię nie szanuje. Nie
          wrocić od wtorku do domu, zostawić zonie 10 zł i co dalej kochana zono - bujaj
          się...
          Nie cierpie takich typów.
          To bardzo boli. ale musisz być silna - dla siebie i dziecka i być moz edla
          twojego małzęństwa. Przeanalizuje wszystko racjonalnie. Wyobraź sobie swoje
          samotne zycie bez męża - ale bez strachu i popadania w panikę. To pomaga. I
          wierz, że Bog jest z Tobą.
          --
          moj adres: daruncia@wp.pl / na "gazetowy" nic nie dochodzi sad
        • glupiakazia Re: zostałam zdradzona.... 24.01.05, 15:18
          Z Twojego postu wynika, ze Ty na razie wiesz co robic: jestes gotowa przebaczyc
          i chcesz rozmawiac. To naprawde duzo. Moze on potrzebuje wiecej czasu. To
          bardzo trudne, ale moze sprobuj jeszcze poczekac. Poczekac w gotowosci do
          rozmowy i przebaczenia. Moze sprobuj zaczac z nim rozmawiac, zapytac gdzie
          nocowal? Goraco zycze Ci, zeby wrocil dzis do domu i zebyscie sprobowali
          porozmawiac.
          --
          Nasze córki-bzdurki
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=19166796
          • rzasia Re: zostałam zdradzona.... 24.01.05, 15:27
            Bardzo mi Ciebie żal, choć (na szczęście) tylko próbuję sobie wyobrazić co
            czujesz.
            Wielu mężczyzn jest właśnie takich. Milczą, uciekają, boją się. Ty jesteś na
            wygranej pozycji, jesteś "lepsza". Jemu wstyd.Nie wie czego chce.Potrzebuje
            czasu, ciszy, samotności(oby).
            Daj mu to!
            Będę się za was modlić.
            • amws Re: zostałam zdradzona.... 24.01.05, 15:35
              daje mu czas, szanse, przebaczenie, wysyłam kartki, e-maile, sms ze czekamy,ze
              wszystko jest do odbudowania, do zrobienia, ale nie wiem ile jescze bede miala
              sily,córeczka płacze teraz czesto, co jej sie nie zdazało, z mlekiem wyciaga
              napiecie, nerwy, mimo ze staram sie zachowac spokoj to w srodku mam burze,
              czekam na niego.... modle sie o swiatło i siły .....
              • verdana Re: zostałam zdradzona.... 24.01.05, 15:58
                Nie chciałabym Cię dołować, bardzo Ci współczuję, ale sam fakt, że jesteś
                skłonna wybaczyć chyba tu nic nie zmieni.
                Bo nie wygląda, żeby on chciał wybaczenia, raczej chce odejść. Na siłę go nie
                zatrzymasz, a jeśli nawet, to na krótko. Jesli szybko wszystko nie wróci do
                normy i jest niebezpieczeństwo, ze takie "numery" będą się powtarzać, to pomyśl
                o swoim dziecku. Co to dla niego za zycie w rodzinie, gdzie ojciec jest, a
                własciwie go nie ma? Gdzie matka czeka we łzach na powrót męza?
              • mader1 Re: zostałam zdradzona.... 24.01.05, 16:41
                trzeba przebaczyc, ale jak ktos wyzej zauwazyll, on musi chciec
                przebaczenia. Pomysl chwile o swoich uczuciach. Skup sie przez chwile
                na tym, co ty chcesz.Co do niego teraz czujesz.Nie panikuj,
                cokolwiek bys teraz myslala o swojej sytuacji.Musisz byc madra. Nie
                SMS-uj, nie narzucaj sie. On juz wie, ze mu mozesz przebaczyc. On juz
                wie.
                Nie sciagniesz go do domu prosbami.
                • carla7 Re: zostałam zdradzona.... 24.01.05, 17:19
                  Mader ma rację, on wie, że może wrócić. Dzisiaj, jutro, może za trzy, cztery
                  dni. On wie, że może wrócić za tydzień a Ty będziesz czekać. Jeśli nie będzie
                  chciał, to nie wróci i słowa niestety mogą mieć niewiele wspólnego z rzeczywistą
                  sytuacją. Ty jesteś wspaniałomyślna. I dobrze, ale przestań występować z pozycji
                  "błagam wróć - wszystko będzie dobrze". Jeśli nie masz środków do życia to
                  zarządaj od niego pieniędzy. Nie proś. I na razie po prostu daj mu spokój.
                  Możesz nadal go kochać i uczyć się żyć bardziej samodzielnie. Ja wiem, że 1.5
                  roczne dziecko to jeszcze maluch wymagający ciągłej uwagi i to może być
                  rewolucja w Twoim życiu. Ale proszę, spróbuj. Z całego serca życzę Ci aby Twój
                  mąż wrócił do Ciebie, ale życzę Ci też aby po tym powrocie Cię szanował. To ma
                  być jego ruch. A nawiasem mówiąc, wygadałaś się komuś w "realu", czy dusisz to w
                  sobie i nikt z najbliższych nie wie, co przeżywasz? Może ktoś z bliskich osób
                  mógłby Ci pomóc?
              • tempus Re: zostałam zdradzona.... 25.01.05, 07:07
                amws napisała:

                > daje mu czas, szanse, przebaczenie, wysyłam kartki, e-maile, sms ze
                czekamy,ze
                > wszystko jest do odbudowania, do zrobienia, ale nie wiem ile jescze bede
                miala
                > sily,córeczka płacze teraz czesto, co jej sie nie zdazało, z mlekiem wyciaga
                > napiecie, nerwy, mimo ze staram sie zachowac spokoj to w srodku mam burze,
                > czekam na niego.... modle sie o swiatło i siły .....

                Obawiam się że modły nic tu nie pomogą. Musisz z nim szczerze porozmawiać. Albo
                ty, albo ona. Zdaje się że nienajlepiej wybrałaś męża. Gdyby odszedł - nie
                powinnaś żałować. Wybacz szczerość. Pozdrawiam.
                • amws Re: zostałam zdradzona.... 25.01.05, 15:07
                  dzieki za szczerośc, taka jest niestty prawda, nie wybrałam szczególnie, ale
                  widać to mi do zbawienia jest potrzebne....
                  Podobno wybrał nas, tak twierdzi, ale nie zrobił nic , by o tym nas przekonac
                  ja mu nie wierze, i nie chce by wrocił, adawałam mu szanse bo jest ojcem i to
                  jemu slubowalam chce miec czyste sumiwenie i moc sobie spojrzec szczerze w
                  twarz.I kiedys przed Najwwyzszym miec szczere spojrzenie.
                  Wiem, ze mam rodzine, przyjaciól, kapłana którzy sa przy mnie i ze mna, z nami,
                  on nie ma nikogo, zostanie sam. Dzis powiedziłam, by sie wyprowadził, skoro
                  traktuje dom jak hotel (wrocil wczoraj o 00:30, przespał sie, a rano wyszedł),
                  tyle ze on nie ma dokad. I zacznie mnie szantazowac, ze sobie cos zrobi, tego
                  sie boje, tego psychicznego szantazu, i jego łez, ale czyny mowia same za
                  siebie.
                  ja mam cel: coreczka, to moj sens i motor do działania...
                  on nawet nie ma odwagi ze mna porozmaiwac, co dalej; mowi "normalnie" przezciez
                  wybrałem....smieszny i załosny jest w tym wszystkim, tylko to takie trudne...
    • addria Re: zostałam zdradzona.... 24.01.05, 22:32
      ...Gdy złoto jak proch ocenisz, a Ofir jak piasek rzeczny. Wszechmocny twą
      sztabą złota i srebrem błyszczącym dla ciebie. Nadzieją twą będzie Wszechmocny,
      obrócisz wzrok twój na Boga, wezwiesz Go, a On cię wysłucha, wypełnisz swoje
      śluby, zamiary swe przeprowadzisz. Na drodze twej światło zabłyśnie...

      (Ks. Hioba 22:24-28)

      --
      addria
      • amws Re: zostałam zdradzona.... 26.01.05, 09:53
        rano dzwonił, ze nie przychodził, bo nie moze mi spojrzec w oczy, bedzei po
        południu, by pogadac, chce wrócic, i zaczac od nowa....
        zobaczymy, poczekamy.Wczoraj rozmawaiłam z bardzo madrym człowiekiem,
        powidziła, bym konkretne rzeczy przedstawiła mezowi, np. chce bys to i to... a
        nie ogólniki, tylk wskazówki. przemysle to i przemodle nasza późniejszą rozmowe
        i Was tez prosze o modlitwe o swiatło i siły...
          • amws Re: zostałam zdradzona.... 28.01.05, 17:41
            dziwne to wszystko, maz był w srode, wykapał sie, przebrał, zjadł, gdy
            zaczęliśmy rozmowę, położył się i zaczął spać, nie wiem, czy był tak na prawdę
            padnięty czy udawał.... gdy oświadczyłam że nie będę z nim spała (chodziło o
            współżycie) w tym momencie, wstał, ubrał sie i wyszedł.... to nie jest poważne
            zachowanie, i nie udało nam sie porozmawiać... Był przed chwilą, wziął
            ładowarke do komórki, rachunki do zapłacenia i wyszedł, nie wiem, czy wróci,
            nie nocuje od wtorku, i ja nie chce by był, teraz śpię w miare spokojnie, boje
            sie jego powrotu...
    • anuteczek Re: zostałam zdradzona.... 29.01.05, 19:39
      Ja byłam zdradzana zanim zaszłam w ciążę, kiedy się dowiedziałam już byłam w
      ciąży... Potem okazało się, że w ciąży jest też kochanka mojego już byłego
      męża. Chciałam dać mu szansę, chciałam, żeby wrócił... Moje modlitwy nie
      zostały wysłuchane. Wtedy wydawało mi się, że nie ma po co żyć, w dodatku
      stracilam jedno z bliźniąt... Kłóciłam się z TYM NA GÓRZE, ale po cichu wciąż
      wierzyłam, że ON wie lepiej, co robi. Był moment, że on chciał wrócic,
      rozmawialiśmy, spotykaliśmy się, ale jednocześnie on był z tamtą, ona była w
      jego głowie... Pozwoliłam mu odejść, przestałam walczyć. Wolałam się z nim
      rozstać niż żyć z kimś, komu nie potrafiłabym zaufać ponownie. Nie daj się
      nabrać na postawę zagubionego dziecka, małego chłopczyka, który zbroił i teraz
      jest grzeczny, bo się boi kary...
      Dziś kilka miesięcy po tym wydarzeniu patrzę na to wszystko zupełnie inaczej.
      Spotkałam wspaniałego człowieka, który jest nie tylko moim przyjacielem, ale
      także chce być tatą mojego dziecka... Jesteśmy szczęśliwismile
      a.
      --
      TRUDNA CIĄŻA
      • amws Re: zostałam zdradzona.... 02.02.05, 18:31
        w ponidziłaek powiedziła ze kocha, wraca itp.... a wczoraj juz nie wrocił na
        noc, a jest przeciez kochajacym ojcem...ironia.
        Ale to kolejne kłamstwo uswiadomiło mi,ze nie chce znim byc, nie moge, nie
        potrafiłabym,.... teraz po tym wszystkim tylk słowa, zadnych czynow, skruchy,
        zalu.... i on miałby wychowywać nasze dziecko? w kłamstwie, zdradzie,
        obłudzie... nie na to nie moge pozwolic, własnie ze wzgledu na dobro dziecka
        nie moge z nim byc.Tak postanowiłam, mam nadzieje byc konsekwentna.TYm
        bardziej, ze tyle osob sie za nas moldi, by było to, co ma byc dla nas lepsze i
        zycie podsuwa mi odpowiedź - same bez niego.Wiem,ze bedzie mi trudno , ale z
        nim wcale łatwiej by mi nie było, smutne to ale prawdziwe.Widac tak miało byc,
        ze mielismy siespotkac, miała byc córeczka i koniec, nasze drogi sie rozchodza,
        choc nigdy do konca sie nie rozejda, bo jest dziecko.trudne to wszystko, teraz
        modle sie o swiatło i o moc, siły...
        • krztyna Re: zostałam zdradzona.... 03.02.05, 08:42
          Szanuj się. Jezeli sama nie będziesz się szanować, to on tym bardziej będzie
          miał Twoje uczucia za nic. Nie pozwól traktować się instrumentalnie. Masz prawo
          być kochana. Modlę się o siłę dla Ciebie.


          --------
          A Dzieciątko przyszło jesienią...
        • mama_kasia Re: zostałam zdradzona.... 03.02.05, 10:33
          Piszesz: "Widac tak miało byc, ze mielismy sie spotkac, miała byc
          córeczka i koniec, nasze drogi sie rozchodza..."
          Nie, to nie tak. Tak nie miało być. To że tak jest, jest z winy
          człowieka.
          Bardzo Ci współczuję i proszę tak jak Ty "o swiatło i o moc, siły..."
      • amws Re: zostałam zdradzona.... 03.02.05, 19:28
        dzis rano przyniósł paczki, potem usiadl do komputera, jak gdyby nic sie nie
        stało, gdy zaczełam rozmowe nawet nie zdjał słuchawek.... zdjełam mu je sama i
        połamałam ibeczałam z bezsilnosci....powiedziłam ze by sie wyprowadził, bo to
        sa zaduze nerwy a mała na piersi i płacze nocami, przez sen nawet, a jego nic
        nie rusza, bezz serca, bez uczuc....
        znalazłam rachunek z hotelu na jedna noc niedawno...

        boli, wyje dzis cały dzien z bezsilnosci, rozpaczy, niemocy, i chyba przestałam
        wierzyc w cud, ze on sie poprawi, dzis przestałam w inne cuda nadał wierze i
        goraco sieo to modle
        Dziekuję za kazda modlitwe, mysl, słowo....
        <'///><
        • direta Re: zostałam zdradzona.... 03.02.05, 23:45
          Napiszę jeszcze raz - zmień zamki. Jesteś w prawie to zrobić?
          Nawet jeśli nie - ja bym zmieniła. Właśnie po to żeby się nie znęcał.
          I podejmij kroki prawne (masz pieniądze na złożenie pozwu?)
          Jeśli tego typu kroki go nie otrzeźwią, to już nic go nie otrzeźwi.
          Życzę dużo wiary we własne siły.

          Ania
          --
          Czytamy,
          żeby wiedzieć
          że nie jesteśmy sami
            • a000000 Re: zostałam zdradzona.... 05.02.05, 00:47
              Stop. Co nagle to po diable. Przysięgałaś na dobre i na złe. Właśnie złe
              nadeszło. Pomyśl na spokojnie. Daj szansę, może on faktycznie sie tak zachowuje
              z powodu "syndromu sekatora"? (strach przed kompromitacją, przed ODMOWĄ,
              wstydem). Porozmawiaj szczerze i spokojnie, może nie dajesz mu tego, czego on
              oczekuje? Faceci przeważnie są zazdrośni o dziecko, czują się zepchnięci na
              plan dalszy, a przecież to oni chcą być najważniejsi. Wiem ,że dla nas, kobiet,
              to śmieszne. Ale nie dla facetów. Dla nich czasami to tragedia, odepchnięcie,
              umniejszenie, wręcz upokorzenie.
              Jezus kazał i 77 razy wybaczyć. To trudne, ale droga chrześcijanina do łatwych
              nie należy. Może upadek był jednorazowy, on nie wie jak wybrnąć bez uszczerbku
              swojego pojęcia "męskiej dumy"? idź na rozmowę do księdza, do psychologa, do
              matki...Wiem, zdrada boli. Ale małżeństwo to poważna sprawa. Zanim podejmiesz
              kroki musisz mieć 100% pewności, że to pomyłka. Nie chwilowy żal, zranienie.
              Musisz być przekonana,że nie pasujecie do siebie, że nie będziesz potrafiła
              wybaczyć, że jest Ci psychicznie obcy. Daj czas i jemu i sobie. Decyzja o
              rozwodzie nie może być podejmowana w warunkach rozszalałych emocji. To jest
              decyzja na resztę życia Twojego i życia waszego dziecka.
              Unieważnienie w kościele może nastąpić tylko, jeśli będą dowody na
              niedojrzałość psychiczną męża do budowania wspólnoty małżeńskiej. Zdrada NIE
              JEST POWODEM DO UNIEWAŻNIENIA. Niczego nie rób pochopnie, w nerwach i emocjach.
              Niecierpliwość - zły doradca. Jeśli minie parę miesięcy, a sytuacja się nie
              zmieni, wówczas zawsze zdążysz podjąć kroki.
              Nie myśl, że bronię faceta, o nie! najchętniej to bym publicznie go
              wychłostała, wsadziła do smoły, oblepiła piórami i ....gołego pognała przez
              miasto. Ja jedynie chcę bronić sakramentalnego małżeństwa. Może da się
              uratować. Może. Daj szansę i poczekaj. Nie pali się. Zawsze zdążysz.

              Bardzo Ci współczuję, ukradziono Ci poczucie godności, zbrukano. Ale nie zrób
              następnego błędu, poczekaj. Abyś nigdy nie mogła sobie niczego zarzucić.
              Zachowaj spokój.

              Długo się zastanawiałam, czy się odezwać. Sprawy małżeńskie to dziedzina w
              którą nie wolno się wtrącać. Ty podejmujesz decyzje i Ty ponosisz ich
              konsekwencje. Ja mogę jedynie zwrócić Twoją uwagę na pewne aspekty sprawy, do
              przemyślenia. I bardzo proszę, tylko tak potraktuj moją wypowiedź. Nie jako
              radę do działania, jedynie do przemyślenia.
              • amws Re: zostałam zdradzona.... 05.02.05, 12:51
                dziękuję za te słowa, wiem dla mnie sakrament to swiętość ale ja jej nie
                zniszczyłam..... Ale on nie chce zrobic nic, bym mu wierzyła, ndal sie z nia
                spotyka, rachunek za noc hotelowa sprzed kilku dni, dzis przyszedł, pachniej
                Jej perfumami, ale twierdzi ze wrócił, ze kocha.... to dlaczego przez ponad
                2tyg nie zrobił nic.... był ironiczny, niegrzeczny, w sumie nocował 3 razy,
                przychodził w nocy, rano wychodził.... i teraz jak gdyby nic- przychodzi i chce
                by było jak dawniej, bez skruchy, zadośćuczynienia.... i najspokojniej mi mówi,
                jestes moja zona, spimy dzis razem.... tylko dlaczego nie pamietał o tym jak
                mnie zdradzał? dlaczego do niej jeżdził kilkakrotnie? płacił za hotel? jak nam
                sie nie przelewa? mamy 400zł na nasza 3 poopłaceniu rachnków, a dziecko małe....
                i co tak po prostu ma byc po staremu???
                • a000000 Re: zostałam zdradzona.... 05.02.05, 17:11
                  Po staremu??? Już NIGDY NIC nie będzie tak jak przedtem. Twoje życie się
                  nieodwracalnie zmieniło. Jak to poeta powiedział:

                  daremne żale, próżny trud, bezsilne złorzeczenia,
                  minionych kształtów żaden cud nie wróci do istnienia.

                  Oto dowiedziałaś się, że Twój mąż jest niewiarygodny. Najprościej jest zmienić
                  zamki w drzwiach i złożyć pozew. Ale życie chrześcijanina jest trudne, wymaga
                  wyrzeczeń, przebaczenia. Daj więc mężowi szansę. POROZMAWIAJ szczerze, bez
                  złości.
                  Zadajesz wiele pytań: dlaczego. Odpowiedź jest jedna: nieodpowiedzialny
                  mężczyzna. Taki, jakich wielu. Teraz decyzja należy do Ciebie, albo przebaczysz
                  i postarasz się na nowo ułożyć z nim życie, albo...się pożegnacie. To Ty, sama,
                  we własnym sercu i sumieniu musisz rozstrzygnąć. Ale nie w nerwach i emocjach.
                  Pamiętaj, że emocje to nasz największy wróg. Najlepiej poradź się matki,
                  przyjaciółki, księdza, psychologa...im więcej głów, tym decyzja rozsądniejsza.

                  I jeszcze jedna prośba starszej koleżanki: jeśli postanowisz jednak się
                  rozejść, zrób to elegancko, bez awantur, nawet zachowując pewnien element
                  przyjaźni. Bo od tego zależy przyszłość waszego wspólnego dziecka. Warunki, gdy
                  rodzice się nienawidzą i ze sobą walczą, to są warunki patologiczne. Dziecko
                  jednako kocha i matkę i ojca, awantury powodują rozdarcie psychiczne dziecka i
                  kalectwo w dalszym życiu.

                  Proś Boga, aby tak Tobą pokierował , aby na dobre się wszystko obróciło.
                  • amws Re: zostałam zdradzona.... 05.02.05, 19:01
                    przebaczyłam, ale On nie ma zamiaru sie zmienic
                    Rozmawiałam z kapłanem (bylismy na spotkaniach Domowego Kościoła),
                    zaprzyjaxnionym zakonnikiem, zakonnicami, które za nas sie modlą, psychologiem -
                    odpowiedź jest jedna, jest nieodpowiedzilany i raczej niezbyt chetny do
                    zmiany... wiem, ze samam musze w sercu zdecydować, i ... nie chce by na co
                    dzien był z nami, by wychowywał Córeczkę.
                    Dziś pokazal mi jej zdjecia, jak gdyby nic sie nie stalo, zapytal "moze byscie
                    sie poznały?" on to chyba traktuje jako dobra zabawe, zrobiłem zonie przykrosc,
                    ale jej przejdzie...
                    od prawie 3 tyg prosze go o rzomowe, jak na razie bezskutecznie, dzis był w
                    odmu 5 godzin, przyjechali znajomi, (nic nie wiedza), nagle wyszedł bo ma wazna
                    sprawe, nie wiem czy wroci... nawet nie przytulił córeczki a ona ma 7,5 m-ca i
                    jest najcudniejszym, najpogodniejszym dziciaczkiem.
                    Chce elegancko, jestem kulturalna, inna pewnie juz dano wywaliłaby walizki i
                    wyzwała, a ja codziennie do czwartku dzwoniłam i prosiłam przyjdź,
                    porozmawiajmy, zacznijmy od poczatku... i nic, grochem o ściane.
                    czekam, ale raczej jestem na nie... raczej
                    Zeby choc cos zrobił, przeprosił, pobył z nami...
                    • a000000 Re: zostałam zdradzona.... 05.02.05, 19:47
                      Jeśli Twój mąż sytuację traktuje jako dobrą zabawę, to powinien o nim się
                      wypowiedzieć psychiatra, najlepiej kościelny. Jeśli stwierdzi chorobę
                      psychiczną, a więc przypuszczalnie całkowitą niezdolność do budowania wspólnoty
                      i jedności małżeńskiej, jest podstawa do unieważnienia małżeństwa. A muszę Ci
                      się przyznać, że to co opisujesz wskazuje właśnie na schizofrenię. Takie
                      pokazywanie zdjęcia kochanki to znęcanie się właściwe schozofrenikom. Każdą
                      chorobę można leczyć, pokonać,przyzwyczaić się a nawet polubić, żyć z
                      nią....tylko NIE SCHOZOFRENIĘ. Ta choroba odmienia osobowość człowieka, może
                      być niebezpieczny.
                      Przemyśl, czy on był zawsze taki, czy od pewnego czasu. Co się stało? Dlaczego
                      sie zmienił? Być może, że już się dostatecznie zabawił w "małżeństwo" i
                      laleczka się znudziła. Teraz chce odmiany: w domu wikt, opierunek -
                      przyjemności poza domem i do woli. Tak jakoś bardzo dziecinnie.

                      No cóż, amws, nastały ciężkie czasy. I dlatego niczego nie rób pochopnie. A już
                      na pewno nie kieruj się emocjami.

                      • amws Re: zostałam zdradzona.... 05.02.05, 19:56
                        hmmmmm
                        jego mama ma schizofrenie.... zaczynam sie obawiac....
                        bo on wydawał sie kiedys inny, teraz nikt go nie poznaje, kiedys czuły,
                        zakochany, uczynny, zainteresowany dziecmi, jeszcze wtedy nie mielismy
                        córeczki, i nagle taka diametralna zmiana.INNy człowiek, zupełnie mi obcy,a
                        znalismy sie troche, mieszkalismy przed slubem, niestey to był blad....
                        teraz tak jakby niemyslacy zupełnie, nie czujacy, ale twardo twierdz "kocham
                        was nad zycie", a gdy w nocy gdy go nie było nagrałam przeraźiwy płacz córeczki
                        na komorke, zadzwonił nasteopnego dnia ale dopieor około 16!!!a nagrałam o
                        północy.
                        O schizofrenii mamy dowiedziłam sie poslubie, wczesniej twierdził, ze owszem
                        mam ma problemy ale to depresja itp.
                        ups
                        ale jak skłonic go na ewentualne badania
                        • a000000 Re: zostałam zdradzona.... 05.02.05, 21:01
                          Oj to masz problem. BADZO POWAŻNY, poważniejszy niż sto kochanek. Schozofrenia
                          ma uwarunkowania genetyczne. Masz dowody, że Cię okłamywał i nie mówił, co
                          matce jest? Czy ta wiadomość miałaby wpływ na podjęcie decyzji o małżeństwie?

                          Moja siostra miała męża schozofrenika. To było piekło, coraz gorsze. Po 10
                          latach się rozwiodła, tak użyła jak pies w studni, że przysięgła: nigdy więcej
                          żaden facet w mojej chacie! Więc nie rozwiązała małżeństwa w kościele,bo jej to
                          niepotrzebne, chociaż znajomi księża ją do tego namawiali. Szwagra matka też
                          była chora, też to ukrywali, a choroba szwagra postępowała z czasem od drobnych
                          niegrzeczności do wielkiej awantury z rękoczynami. Był leczony "z urzędu" bo w
                          pracy narobił kłopotów, ale leczenie NICZEGO NIE DAŁO.
                          Dobrze piszesz: niemyślący i nieczujący. I będzie przysięgał, że kocha
                          (szwagier przysięgał przed sądem) a za minutę pobije i upokorzy. Tak ta choroba
                          wygląda. Nie da sie namówić chorego na badania: chory cały świat o chorobę
                          podejrzewa, sam jest zdrowy! To jest pierwszy objaw schozofrenii właśnie.

                          To nie jest ten człowiek, któremu przysięgałaś. I z każdym dniem będzie
                          bardziej inny, egoistyczny, obcy, zły....niezrozumiały. Idź z problemem do sądu
                          metropolitalnego, tam cię powinni pokierować. Jeśli masz świadków jego
                          choroby "godnych zaufania" czyli księża czy zakonnice, to ich zeznania przed
                          sądem będą miały wagę.
                          Nie wiem jak dzisiaj, ale moja siostra miała adwokata, który ją poinformwał, że
                          przed sądem cywilnym chorobę należy ukryć, bo wyrok może zostać obciążony
                          koniecznością alimentacji byłego małżonka w przypadku jego niezdolności do
                          pracy. Szwagier bardzo prędko po rozwodzie poszedł na rentę, którą musiałaby
                          siostra wypłacać gdyby nie mądry adwokat.

                          No cóż, życzę Ci DUŻO sił i błogosławieństwa Bożego, bo będzie Ci potrzebne. I
                          gdy nabierzesz przekonania o chorobie, UCIEKAJ gdzie pieprz rośnie. Dla dobra
                          swojego i dla dobra dziecka. Moja siostra uciekła i dzień rozwodu był jej
                          przepustką do wolności i normalnego spokojnego życia. Przynajmniej mogła
                          dziecko wychowywać w spokoju i poszanowaniu zasad.
                        • direta Re: zostałam zdradzona.... 05.02.05, 21:48
                          amws napisała:

                          > hmmmmm
                          > jego mama ma schizofrenie.... zaczynam sie obawiac....

                          Ile on ma lat?
                          Odziedziczona schizofrenia ujawnia się zwykle do 30 roku życia.

                          > O schizofrenii mamy dowiedziłam sie poslubie, wczesniej twierdził, ze owszem
                          > mam ma problemy ale to depresja itp.
                          > ups
                          > ale jak skłonic go na ewentualne badania

                          Jest to ewidentny powód unieważnienia małżeństwa - zatajenie choroby psychicznej
                          przed ślubem.


                          --
                          Czytamy,
                          żeby wiedzieć
                          że nie jesteśmy sami
                  • direta Re: zostałam zdradzona.... 05.02.05, 21:45
                    a000000 napisała:

                    > Oto dowiedziałaś się, że Twój mąż jest niewiarygodny. Najprościej jest zmienić
                    > zamki w drzwiach i złożyć pozew. Ale życie chrześcijanina jest trudne, wymaga
                    > wyrzeczeń, przebaczenia. Daj więc mężowi szansę.

                    Nie doczytałam Waszej dyskusji do końca (jeszcze) więc może juz to się
                    wyjaśniło, ale czuję sie w obowiązku wyjaśnić dlaczego poradziłam zmianę zamków.
                    (Byc może się mylę, może to nie jest dobra rada)
                    Chodzi mi o to, ze mąż wchodzi do domu jak do obory, nie widać w nim woli
                    porawy, chciałby zjeść ciastko i mieć je nadal.
                    Tak się nie da.
                    Zmiana zamków zmusiłaby go do poniesienia konsekwencji własnych czynów.
                    Nie wiem czy już pozew o rozwód. Na pewno jednak rozdzielność majątkowa, może
                    separacja z winy męża.
                    Separacja nie kasuje małżeństwa a daje mężowi szansę na dokonanie wyboru,
                    określenie na czym tak naprawdę mu zależy.
                    Skoro chce "tej drugiej" to niech ona go utrzymuje, niech u niej mieszka. Niech
                    zobaczy ją przy pralce, przy miotle, nieumalowaną, niech zobaczy jej nieświeżą
                    bielizne w koszu, niech doświadczy tego, że ona jest tak samo kobietą z krwi i
                    kości, a nie z perfum ochów achów i seksu jak jego żona.
                    A potem niech zdecyduje czego chce.
                    I wtedy można się zastanawiać co z tym fantem zrobić.
                    Nie można wybaczać komuś, kto nie widzi, że zgrzeszył i nie chce wybaczenia
                    (można a nawet trzeba wybaczyć w sercu, nie można jednak pozwolić na to by
                    upokarzał)
                    > POROZMAWIAJ szczerze, bez
                    > złości.

                    Przecież próbowała rozmawiać?
                    On jeszcze nie dojrzał do rozmowy.

                    Spotkałam kiedyś pewne bardzo dobre małżeństwo. On był alkoholikiem.
                    Żona wyrzuciła go z domu (bo mówi się że alkoholik zaczyna zdrowieć dopiero gdy
                    osiągnie swoje dno) ale gdy mąż o tym nie wiedział przychodziła cichutko na
                    strych gdzie się zamelinował i sprawdzała czy jeszcze oddycha, czy mu się nic
                    nie dzieje.
                    On w końcu gdy nie miał za co pić i nie mógł już znieść smrodu nie pranego od
                    tygodni ubrania postanowił się leczyć. wyleczył się - wrócił - tworzą naprawdę
                    udany związek - nauczyli się rozmawiać, komunikować ze sobą, zrozumieli swoje
                    potrzeby i to co jest naprawde ważne.
                    Mam nadzieję że i wam się uda.
                    Zyczę odwagi i radykalizmu.

                    --
                    Czytamy,
                    żeby wiedzieć
                    że nie jesteśmy sami
    • pawlinka Re: zostałam zdradzona.... 05.02.05, 23:03
      Zgadzam się z Diretą, wydaję się, że trzeba tutaj jakiegoś radykalnego czynu,
      i to wcale nie musi być rozwód.
      Amws, czy pracujesz? czy możesz liczyć na pomoc innych: rodziny, przyjaciół?
      masz jakiś kontakt z psychologiem? jeśli w grę wchodzi choroba, pewnie musisz
      zdobyć dużo informcji, co robić. Jestem z Tobą myślami. Życzę Ci odwagi i
      przede wszystkim Bożego błogosławieństwa.
      • amws Re: zostałam zdradzona.... 08.02.05, 17:46
        wczoraj powiedziałam Mu o rozwodzie, powiedział ok.nawet nie spytał czy jest
        jakas szansa.... On tez tego nie chce, ale z Nia byc nie moze, to podobno
        drugie małżeństwo, które Ona rozbiła....
        Dzis po raz pierwszy od wielu miesiecy przyniósł zakupy, banany, aktimel dla
        mnie i wyszedł, bo sa przeciez ostatki. A ja wyje, bo mmi smutno, źle ale i
        lekko tak jakos w środku, boli i pewnie jeszcze długo bedzie bolało...
        ustalilismy, ze rozstaniemy sie w zgodzie, bez szarpania, wywlekania brudów,
        dla dobra córeczki, bo jest przeciez wciaz na piersi. bedzie tu mieszkał, na
        razie przynajmniej, albo raczej czasem nocował, poprosił bym mu wywiesiła
        rzeczy, bo nastawił pralke- ok właśnie schną, a ja przytulałam sie przed chwila
        do jegop swetra.Zawsze bedzie dla mnie wazny, bardzo wazny bo jest ojcem
        córeczki, moim meżem (niedługo eks), pierwszym jedynym mężczyzna...ale nie
        potrafiłabym teraz z nim byc, juz nie.Te ostatnie 3 tyg przesadziły o
        wszystkim, a własciwie nawet ten weekend gdy wyszedł bez słowa i wrócił po 48
        godz. a nwet nie przysłał sms jak córeczka.... zreszta powiedział dzis, ze nie
        mogłby mi zagwarantowac wiernosci...wiec nie warto, nie chce. Złoze pozew o
        rozwod....
        • a000000 Re: zostałam zdradzona.... 09.02.05, 19:52
          A przy okazji pozwu rozwodowego nie zapomnij o ustaleniu spraw materialnych.
          Opieka nad małoletnią, alimenty i podział majątku. Zdaje się, musi być osobna
          sprawa. Popytaj adwokata. I czym prędzej do sądu metropolitalnego. Póki mąż
          demonstruje niezdolność do budowania wspólnoty małżeńskiej.
          I niech Bóg ma Cię w swojej opiece.
        • pysio8 do Amws 10.02.05, 10:47
          Witaj,

          bardzo współczuję Ci huśtawki emocjonalnej i sytuacji życiowej w jakiej się
          znalazłaś.

          Decyzja o rozwodzie zdaje się juz zapadła... Strasznie szybko podjeliście taką
          decyzję. Ciężko coś radzić, bo to Wasze życie.

          Mogę jedynie odnieść się do swoich doświadczeń. Wiesz Amws może łatwiej jest
          rozwieść się ' raz, dwa' z niewiernym małżonkiem, niż wybaczyć i budować życie-
          razem- pomimo zdrady.
          Zdecydowanie trudniej jest wybaczyć i żyć dalej.
          Jeśli to jego pierwsza? zdrada, zauroczenie? to dajcie sobie szansę, jest
          jeszcze coś takiego jak separacja, pomyślcie o tym.
          Może być też tak, że po trzech miesiącach ta "wielka miłość" twojego męża
          skończy się z hukiem.
          U mnie o tyle było łatwiej, że znam swoje słabości, skoro sama mylę się,
          popełniam różne błędy, i te błędy ranią innych np. współmałżonka... to i
          mężowi mogło chwilowo "odbić" z powodu uroczej panienki.
          Szkoda marnować rodzinę! U mnie było tak, że po kilku miesiącach separacji
          oboje czuliśmy się jak inwalidzi, i mężowi i mnie brakowało( sama nie wiem jak
          to ująć -ręki, nogi?) - po prostu czuliśmy się niekompletni bez siebie. To co
          inne ...kusi, oszałamia i zwodzi na manowce.
          Dobrze jest poszukać dobrego pasterza, który się Wami zajmie, będzie sie o was
          modlił, odprawi Mszę św. w waszej intencji.
          Słuchaj to nie jest łatwe, może okazać się cholernie trudne( również dla
          księdza) , bolesne dla obu stron, szczególnie jeśli zdrada podkopała miłość
          małżeńską... ale wykonalne!
          Niech Pan chroni wasze małżeństwo, życie, rodzinę.

          • pysio8 coś krzepiącego :) 10.02.05, 11:34
            Amws,

            przypomniałam sobie fragment Mszy św. podczas której ksiądz wielbił Pana, za
            uzdrowienie relacji pomiędzy małżonkami z dwudziestoparo letnim stażem
            małżeńskim. To małżeństwo w kryzysie wybierało się na rekolekcje organizowane
            właśnie dla małżeństw. Pojawiły się trudności, nie chcieli jechać na te
            rekolekcje, potem chcieli je przerwać i wrócić osobno! do domu, twierdząc, że
            razem to oni juz na pewno nie chcą i nie mogą być, a ostatniego dnia rekolekcji
            CUD- Pan okazał się łaskawy, uzdrowił ich małżeństwo, miłość między nimi
            powróciła, do domu wracali razem, by zacząć wspólne życie od początku.
            Ta historia bardzo mnie zbudowała na duchu, cieszyłam się ich szczęściem,
            chociaż osobiście ich nie znam, wystarczyło wsłuchać się w radość bijącą ze
            słów księdza.
            • amws Re: coś krzepiącego :) 10.02.05, 14:43
              dzieki wielkie!
              namawiałm meza na rekolekcje właśnie dla małżeństw w kryzysie, znalazłam w
              internecie, i znajomy ksiadz tez dał namiar - mąż nie chce...
              Był dzisiaj przez moment, przyniósł smoczki i body dla córeczki, bo go
              poprosiłam, potrzymał ja chwile na rekach i wyszedł; poprosił o obiad - jeszcze
              nie był gotowy, tozamowił pizze, ale nie pytał czy jest szansa, czy jest cos co
              mogłby zrobic...nie pyta, nie chce najwidoczniej.A ja nie potrafie tak zyc
              wiedzac ze jest z nia, ze w styczniu wydał bbbb duzo na nia, na hotele,
              jedzonko, ze teraz jest z nia, od 10dni nie nocował i dobrze, ja spie
              spokojnie, ale córeczka codziennie płacze wieczorem 2-3 godz moze zabki, moze
              nerwy i emocje, i moje łzy, bo to, ze podjełam taka decyzje nie znaczy ze nie
              mysle, nie przezywam, nie analizuje, rozwazam.Zapytałam go dzis, czy jest w
              stanie zrezygnować z tych rzeczy, o których on wie, ze nam przeszkadzały, ze
              przed zdrada sprawiały, ze nie było dobrze (tzn. wieczny tv, internet,zakłady
              sportowe i przegrywane pieniadze, lenistwo, brak pomocy w domu i przy dziecku)
              powiedziła, ze nie ze tego nie zmieni, ze chce by było jak dawniej, ale od
              nowa...tak sie nie da, aj anie chce tego co było przed zdrada...to nas oddalało
              od siebie, stawalismy sie sobie obcy....
              zobaczymy, wiem ze dzis nie wróci na noc, ma byc w sobote bo do coreczki ma
              przyjechac lekarz....
              • mader1 Re: coś krzepiącego :) 10.02.05, 19:09
                dzieki Pysiu, dobra kobieto...
                Wlasnie, zyje troche na swiecie, malo widzialam rozwodow,wiec
                specjalistka nie jestem, ale zadnego (!) rozwodu przez krotkotrwaly
                romans.
                Trudno tu, na forumm grzebac w Waszych sprawach.
                Pamietam faceta, ktory zachowal sie, po wielu latach malzenstwa, tak
                jak Twoj maz.Robi w zyciu wiele dobrego. Czlowiek, ktoremu wiele
                osob duuuzo zawdziecza. Znam go wiele lat. Jako maz ma wiele wad,
                jego zona zreszta tez z wadami, jak kazdy... Nie chcial rekolekcji,
                nie chcial psychologa. Nie chcial zony.
                Pare zolnierskich,szczerych az do bolu rozmow zmienily mu punkt
                widzenia.
                Po paru latach od tamtych wydarzen sa dobrym, fajnym malzenstwem. On
                radzi innym. Oplacalo sie.
                Gdy zadzwonila do mnie inna przyjaciolka i powiedziala o romansie meza,
                plakalysmy razem. Tu jednak skrucha z jego strony byla natychmiastowa.Sa
                znow szczesliwi.
                Glupio cos radzic.
                Nic o Was nie wiem.
                Wiem, ze jeszcze moze byc roznie.
                Wiem,ze musisz zachowywacc sie z godnoscia.
                Wiem, ze przyjaciele,tacy, ktorzy sa autorytetem, sa bardzo pomocni.
                Jak powiada moj przyjaciell, ktory kiedys tak zle sie zachowal -
                milosc malzenska to wybor.
                • glupiakazia Re: coś krzepiącego :) 11.02.05, 09:08
                  To wszystko prawda, ale jesli w gre wchodzi choroba... ? Tak straszna i
                  niszczaca - moze szczegolnie niebezpieczna dla dziecka - jak schizofrenia?
                  A z drugiej strony, przeciez przysiegamy na dobre i na zle, przysiegamy trwac
                  ze soba w zdrowiu i w chorobie... Nie wiem.
                  Czy ktos wie, jak na problem malzonka schizofrenika zapatruje sie Kosciol?
                  Czy jest traktowana jako trwala niezdolnosc do stworzenia zwiazku, czy nie?
                  Moze, gdyby byla pewnosc, ze to nie choroba, goraco namawiala bym amws, zeby
                  probowali.
                  Amws, tak czy inaczej, zapewniam Cie o swojej modlitwie za Was.
                  --
                  Nasze córki-bzdurki
                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=19166796
                  • amws Re: coś krzepiącego :) 12.02.05, 22:25
                    dzis miał byc, bo u małej był lekarz, w czwartek powiedział, ze przyjdzie,
                    przyniesie pieniądze na wizytę....wczoraj mu o tym przypomniałam....nie było
                    go.Nie dał nawet znać, potem zadzwonił z pytaniem "jaka diagnoza?", i że do
                    poniedziłaku przyniesie pieniądze na leki (mała ma alergiczne zmiany na
                    skórze), ale czy bedzie i kiedy - nie wiem. Powiedział tylko, ze z nia nie
                    jest, ze nie chce z nikim byc, ze do domu tez nie przyjdzie, ale zebym na razie
                    z jego rzeczami nic nie robiła...
                    jestem spokojna, wypaliło sie we mnie wszystko, wszelkei uczucie....każda łza
                    moja i córeczki(płakała wieczór w wieczór po 2-3 godz.) przez ostatnie ponad 3
                    tyg zgasiła wszelkei uczucie. Dzis jest 3 wieczór, ze mała spi, nie płacze - i
                    takiego chce życia, spokojnego, uczciwego, odpowiedzialnego choc prawdopodobnie
                    samotnego, ale szczęśliwego!!!

                    <'///><
                    Anna i córeczka
                      • pawlinka Re: coś krzepiącego :) 13.02.05, 15:45
                        Masz śliczne dzieciątko!!!to prawdziwe szczęście!!!
                        Dobrze, że masz przyjaciół, nie zamykaj sie w sobie, rozmawiaj...
                        Nie podejmuj pochopnych decyzji, proszę!!!
                        Tobie zależy, może Twojemu mężowi też zacznie? Może jak osiągnie to dno, o
                        którym ktoś wcześniej pisał?
                        Może przestań się do niego odzywać, nie dzwoń, nie narzucaj się...podobno to
                        działa.
                        To nie moze być tak, że ktoś tak z dnia na dzień odchodzi i przestaje mieć
                        jakieś obowiązki, nie przestał być ojcem przecież, dlaczego ma mu być łatwo?
                        Koniecznie rozmawiaj z kimś mądrym, może psychologiem. Idealnie by było,
                        gdybyście ratowali Wasze małżeństwo i skorzystali z profesjonalnej pomocy.
                        Trzymaj się!
                        Agnieszka
                        • amws Re: coś krzepiącego :) 14.02.05, 20:13
                          2 lata temu R klęczał przede mna, dal mi pierścionek z 5 brylancikami,
                          przysiegał miłość, wierność i uczciwośc..- dobrze mieć wspomnienia, dobre
                          wspomnienia. Dzis kupiłam sobie kwiaty dla MAłgosi, to jej pierwsze
                          Walentynki!!!
                          R dzwonił, ze go nie bedzei dzis na pewno, i dobrze, mamy wieczór dla
                          siebie....ja i córeczka
                          Buziaki i pozdrowionka w ten miły dzionek smile
                          • amws Re: coś krzepiącego :) 15.02.05, 16:12
                            w nocy słał kilkanaście sms "kocham cie", odpisalam z to tylko słowa słowa
                            słowa....
                            dzwonił ze chce wrócic, ale nie wiem, na jakich zasadach, ale ja juz nie chce...
                            nie chce by wracal tykl odlatego, ze ona go kopnęła, ze nie chce. Facet z
                            obrączką jest ok, bezpieczny, bo z klamotami sie nie wprowadzi, zapłaci za
                            hotel, jedzonko, bieliznę....ale facet, który sie rozwodz i nie ma gdzie pójść,
                            juz nie jest interesujący smile, bo trzeba by koło niego chodzić....
                            Ja nie chce by wracal właśnie tylko dlatego, ze nie ma pomysłu co dalej, co
                            robić, bo ona go etz nie chce... nie taki powinien być motyw powrotu.Zreszta on
                            chce stare zasady, mi one nie odpowiadały...
                            Zobaczymy, poczekamy
                            <'///><
                            Ania Z córeczką
                            • amws a miałam dać Mu szansę.... 15.02.05, 20:27
                              przemyslałam, postanowiłam, że dam Mu szansę, jeśli poprosi....
                              ale przed chwila przysłał sms ze nie wraca, co ma nam kupic. odpisałam ze sa
                              SPRAWY i RZECZY, których nie da sie kupić....
                              Swoją szansę przegrał poraz kolejny, to już (albo dopiero) 4 tygodnie, podczas
                              których były same łzy, żal, ból, dawanie szansy i wyciągniętej ręki.... do
                              dziś....
                              ile można?
                              pewnie wiele, ale ten ktoś musi to chcieć, a nie tyklo tak mówić, bo nie ma się
                              pomysłu na życie....
                              smutne
                              <'///><
                              • krztyna Re: a miałam dać Mu szansę.... 15.02.05, 21:46
                                Czy ten człowiek nie ma serca?
                                Czy próbowałaś przyprzeć go do muru, gdy przyjdzie? Niech w tym momencie, bez
                                odwlekania powie, co zamierza. Jesli nie wie, to niech idzie i wróci, gdy się
                                zastanowi, a nie w poniedziałek twierdzi, że kocha a we wtorek, że nie wraca -
                                widocznie nie kocha aż tak bardzo! Nie daj sobą manipulować. Jemu jest
                                wygodnie, bo nie musi podejmować żadnych drastycznych decyzji. Trzymam ciągle
                                kciuki.


                                --------
                                A Dzieciątko przyszło jesienią...
                                • amws Re: a miałam dać Mu szansę.... 16.02.05, 09:18
                                  właśnie w nocy postanowiłam - musi dac mi odpowiedź, i zdecydować, a najlepiej
                                  spakwac swoje rzeczy i isc tam, gdzei dotad nocował (przez te 4 tyg spała w
                                  domu 5 razy).
                                  Ale i tak najlepsze jest to,ze w niedziele miał torbe z triumpha z pudełeczkiem
                                  w środku (nie zagladałam, ale przeświecało przez reklmówke), rano w pon
                                  twierdził ze tam jest bielizna dla mnie lae jej oczywisci ekjeszcze nie
                                  dostałam, on z ta reklmówka xały czas chodzi... choć przypuszczam, ze w tej
                                  bieliźnie ktos inny chodzi....
                                  staram się śmiać, żartować z tego, ale boli...
                                  W nocy sie zastanawiałam, skoro tyle osób za nas sie modli, o nas mysli, a on z
                                  tego nie korzysta, pomimo dawanych mu szans - to widac tak ma być, i w sumie
                                  dobrze, bo życie z nim nie było łatwe (choć nie bije, nie pije...), widać moja
                                  droga ma wyglądać inaczej, bez niego...
                                  <'///><
                                  Ania z Córeczką
                                  • amws Re: a miałam dać Mu szansę.... 22.02.05, 17:54
                                    od niedzilei wieczorem jest (tj. od 20.02), pięc tygodni po tym, jak wiem....
                                    mieszka, zajmuje się córeczką, rozmawiamy, nikt z zewnątrz nie pomyslałby, że
                                    cos między nami pękło.Normalna, miła rodzina z malutkim dzieckiem....dzis był
                                    ponad 5 godz. sam z małą, musiałam pozałatwiać ważne sprawy - jak wróciłam
                                    stwierdził "nie myslałem, że to takie wyczerpujące i trudne, nic nie mogłem
                                    zrobić..." może doceni, może....
                                    Prosił, bym pomogła mu zapomnieć o niej, bo wciąż jest w niej zakochany, ale to
                                    NAs kocha, bym mu pomogła, nie pytała, nie roztrząsał teraz, gdy to jest
                                    jeszcze takie świeże, bo każda wzmianka o niej sprawia, że zaczyna myśleć...
                                    sama nie wiem, to takei trudne.CHyba nawet trudniejsze niż wtedy gdy go nie
                                    było, teraz jest i sama nie wiem, to mąż, tato córeczki, ktoś kogo kochałam
                                    (kocham?), ufałam, wierzyłam..... pomimo tego wszystkiego jest bardzo ważny...

                                    <'///><
                                    Ania z córeczką
                                    • evee1 Re: a miałam dać Mu szansę.... 25.02.05, 07:34
                                      Za szybko, za szybko chcesz to rozwiazac. Mi w nieco podobnej sytuacji (choc w
                                      gre nie wchodzila inna kobieta) przyszlo czekac pol roku. I doczekalam sie.
                                      Paradoksalnie napisze, ze byc moze to co sie wydarzylo bylo Waszemu zwiazkowi
                                      potrzebne. Jezeli jednak wszystko sie ulozy (czego Ci serdecznie zycze), byc
                                      moze wlasnie tak spojrzysz na to z perspektywy 10 czy 20 lat. Wykorzystajcie
                                      OBOJE te szanse i porozmawiajcie o relacjach miedzy Wami SPRZED zdrady.
                                      Dlaczego Cie zdradzil, jezeli dwa lata temu bylo tak wspaniale? Co sie stalo,
                                      ze Wasz zwiazek legl w gruzach. Szczesliwi ludzie na ogol nie zdradzaja...
                                      Nie potraktuj tego jako atak na Ciebie, ale moze warto, zebyscie oboje z tego
                                      wyniesli jakas lekcje.
                                      Zycze Ci sily i odwagi.
                                      • amws ciagle czekam.... 25.02.05, 12:01
                                        ciagle czekam na jakis ludzki gest z jego strony....
                                        jest od niedzieli, mieszka, jest, i nic si enie zmieniało, andal ciagle
                                        włączony tv lub internet, zero pomocy w domu, jedynie troche zajmuje si
                                        edzieckiem. I najgorsze,z e nie chce rozmawaic, nie che bym pytała, bym sie
                                        czepiała, wiem, ze do niej dzwoni, kontaktuje sie sms czy emailami.Czekam,
                                        pozwalam mieszkac, jestem jako zona. Nie chce tego tak szybko rozwaizac, to
                                        emocje, wiem, ze potrzeba czasu ale tez i chceci , przede wszsytkim , z tej
                                        drugiej strony....
                                        jak na razei sa tylk osłowa, ze mu zalezy, ale nia ma postawy, czynów,
                                        zachowan. Wyglada to tak, "no przeciez wróciłem" a ty kobieto sie ciesz, bo
                                        jestem, ale mam zamiar dalej zyc swoim zyciem...
                                        wczoraj powidiła, ze poszuka sobie pokoju, ze sie wyprowadza, bo nie che mnie
                                        swoja obecnosca denerwowac, ja niestety odbieram to jako kolejna ucieczke od
                                        obowiazkow, powinnosci, odpowiedzialnosci.... bo jak sie kocha to chce sie z
                                        tym kims byc, cały czas, pomagac, wspierac byc w tej codziennosci, a on z
                                        niej znow chce sie wymigac....
                                        ale ja wciaz czekam z nadzieja na CUD


                                        • k8.75 Re: ciagle czekam.... 26.02.05, 12:57
                                          Witaj,
                                          może już ktoś Ci o tym kiedyś mówił lub pisał - ja z własnego doświadczenia i
                                          kilku innych osób wiem, że czasem, w bardzo trudnych sytuacjach, tylko post -
                                          jakieś wyrzeczenie ofiarowane w danej intencji sprawił, że stał się cud. Czasem
                                          już słowa, próba rozmowy zawodzą, jest jakieś zamknięcie i nie da rady...
                                          Będę pamiętać w modlitwie za Was,
                                          pozdrawiam,
                                          K8
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka