• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
Dodaj do ulubionych

Ofiara z Izaaka - wciąż pojąć nie mogę

  • 01.03.05, 16:13
    Na początek witam wszystkich i uśmiecham się serdecznie smile a Addrii dziękuję
    bardzo za przyjęcie na forum. Jako nowa osoba podaję garść informacji o
    sobie: od półtora roku szczęśliwa mężatka, administracyjnie przynależąca do
    KK, ale bardzo "letnia", tzw. "niepraktykująca", który to stan rzeczy nie
    odpowiada mi i chcę go zmienić. Tyle że na razie nie wiem jak.
    Ad rem. Jedną z rzeczy, których zupełnie nie umiem zrozumieć i przyswoić,
    jest historia Abrahama i ofiary z Izaaka. Być może źle interpretuję tekst
    biblijny, ale jak dla mnie, to sens tej opowieści jest następujący: Bóg
    chciał się przekonać, czy Abraham jest Mu absolutnie posłuszny, kazał mu więc
    zabić syna, Izaaka, w ofierze. Abraham okazał posłuszeństwo i gotowość do
    wypełnienia rozkazu - zaprowadził syna na górę Moria, zbudował ołtarz, ułożył
    stos ofiarny, syna związał i sięgnął po nóż, by go zarżnąć. Bóg powstrzymał
    go przed tym, ale jednoznacznie pochwalił jego postawę: "Teraz poznałem, że
    boisz się Boga, bo nie odmówiłeś Mi nawet twego jedynego syna" (Rdz 22, 12).
    Czyli: nieważne, czego od ciebie zażąda Bóg - nawet jeśli będzie to czyn
    odrażająco niemoralny (bo jak inaczej ocenić własnoręczne zarżnięcie własnego
    dziecka na ofiarę?), masz to wykonać, bo posłuszeństwo ponad wszystko.
    Czytałam ten rozdział wiele razy i mimo najszczerszych chęci nie umiem z
    niego wydobyć innego przesłania sad. A tego zaakceptować nie potrafię. Nie mam
    jeszcze dzieci, ale nie jestem w stanie wyobrazić sobie, że w sytuacji
    Abrahama postąpiłabym tak jak on. Co więcej, nie jestem w stanie uwierzyć, że
    on postąpił dobrze. Że zamordowanie własnego dziecka w jakiejkolwiek sytuacji
    może być dobre. A zwłaszcza, że może być dobre zamordowanie własnego dziecka
    tylko po to, aby okazać komuś posłuszeństwo. A z tej historii, niestety, taki
    właśnie morał wynika.
    Czy ktoś z Was też miał taki dylemat? A może ktoś zna inną interpretację tego
    rozdziału?
    I pytanie do rodziców dzieci (zwłaszcza małych): czytacie im ten fragment?
    Jak im tłumaczycie jego sens? Co odpowiedzielibyście na pytanie "Mamo, a ty
    byś mnie też zabiła, gdyby ci Pan Bóg kazał?"
    Pomóżcie. Mnie ta kwestia naprawdę gryzie strasznie i odrzuca od uznania
    Pisma Św. za wiarygodne źródło zasad moralnych.
    Edytor zaawansowany
    • 01.03.05, 16:18
      Wierzbo, mnie tez to gryzie sad((. Szczerze mwoiac, chetnie poczytam tych,
      ktorzy rozumieja. Bo ja nie rozumiem. Znaczy, na poziomie anegdotycznym
      rozumiem, ale sercem - nie ;-(((.
      --
      Is.
      • 01.03.05, 16:26
        A na anegdotycznym jak rozumiesz? Bo ja nie rozumiem wcale sad
      • 01.03.05, 16:30
        Obawiam się, że dziś ta bibilijna opowieść jest nie do pojęcia - ale nie można
        jej interpretować w dzisiejszych kategoriach.
        Dziecko (a własciwie dorosły mężczyzna, bo Izaak dzieckiem nie był) było w
        czasach bibilijnych własnośćią ojca - taka własnością, jaką dziś jest dom czy
        samochód - cenną, ale nie bezcenną. A więc Bóg poprosił o oddanie, wg.
        ówczesnych wyobrażeń, czegoś cennego, co było własnoscią ojca. Cennego
        materialnie, a nie tylko uczuciowo. Dzieci nie ceniono tak jak dziś (proszę
        zwrócić uwagę właśnie na to, że Izaak jest dorosły, ofiara z małego dziecka nie
        byłaby duża!). Dopiero w XIX wieku rodzi się dzisiejszy sposób "cenności"
        dziecka, jako konkretnej, ukochanej osoby, a nie jak dziecka w ogóle. Jeden z
        filozofów Oświecenia napisał w swoich pamiętnikach - miam 5 dzieci, a dwoje czy
        troje mi umarło - tak nisko ceniono dzieci, że nawet nie pamiętał!
        Zwróćcie też uwagę na analogiczną sytuację w opowieści o Hiobie. Bóg zabrał mu
        żonę i dzieci, ale zwrócił je (chyba dzieci w dwójnasób?) - wszystko jedno
        zatem, jakie to są dzieci - liczą się tu jako własność (lepiej mieć dwoje
        nowych niż jedno stare), a nie jednostki.
        Trudno to dziś zrozumieć...
        • 01.03.05, 18:54
          Szczerze mówiąc dla mnie też to fragment dość trudny do zrozumienia. Chyba
          przychylałabym się do wypowiedzi Verdany, myślę też że podobnie można
          zinterpretować fragmenty o cielesnym karaniu dzieci ze Starego Testamentu. W
          Nowym T. nic nie ma na ten temat, jest co prawda o "karceniu", ale to nie jest
          jednoznaczne z biciem. Jest za to o miłości i wyrzekaniu się przemocy, a jeśli
          przemoc jest zła, to jest zła również wobec dzieci (a raczej: zwłaszcza). No,
          ale nie na ten temat tu mówimy, więc się nie będę rozkręcać wink))
          --
          addria
        • 01.03.05, 19:20
          trochę nie ad rem, ale do Verdany:
          Treny Kochanowskiego:
          "Orszuli Kochanowskiej, wdzięcznej, ucieszonej, niepospolitej dziecinie, która cnót wszelkich i dzielności panieńskich początki wielkie pokazawszy, nagle, nieodpowiednie, w niedoszłym wieku swoim, z wielkim a nieznośnym rodziców swych żalem zgasła - Jan Kochanowski, niefortunny ojciec, swojej najmilszej dziewce z łzami napisał. Nie masz Cię, Orszulko moja!"
          Orszulka miała 8 miesięcy
          Do Salomona przyszły 2 kobiety spierające się o dziecko, żadna nie chciała oddać, każda z nich nawzywała je swoim dzieckiem...itd.itp.
          nie takie jednoznaczne traktowanie dziecka w historii
          • 01.03.05, 22:21
            A na zakonczenie Trenów dodatek, o Hani, ktora podążyła za siostrą - juz bez
            wiekszego żalu. Zdarzała się miłość do dziecka, ale była ona wyjatkiem, nie
            regułą- stąd tez Treny uwazane były za tak wielką twórczość - poniewqaż mówiły
            o uczuciach bardzo rzadko spotykanych. Orszulka miała oczywiście trzy lata, nie
            osiem miesięcy, ośmiomiesięczne dziecko nie biega i nie "składa wieszyków".
            A o dziecko spierano się, owszem, ale jako o dobro, a nie jako to dziecko
            konkretne (najlepszy dowód, ze jedna z matek skłonna była dziecko przeiąć, co
            jakos nie zostało uznane za szczególnie dziwne!).
            • 02.03.05, 00:06
              masz rację: "A to w tak małym wieku sobie poczynała,
              Że więcej nad trzydzieści miesięcy nie miała."
              w XII trenie tak stoi, ale już z uproszczeniem co do zmian mentalnosci w traktowaniu dziecka - kultura kulturą - przy tworzeniu mniej licznych źródeł niz dzisiaj odczytywa moze być jednowymiarowo czasami, a instynkt, natura to drugie. Mędrca szkiełko i oko mówi >Zdarzała się miłość do dziecka, ale była ona wyjatkiem, nie regułą<, ja tam wolę bardziej złożoną interpretację losów ludzkich na przestrzeni wieków
    • 01.03.05, 18:25
      Opowieść o ofierze z Izaaka jest b.ważna-przypomnę czytana w najważniejsze
      święto chrześcijan-Wielkanoc.
      Jak każde Słowo Boga ma coś ważnego do przekazania nam.
      Co ja odczytuję:
      -to Bóg dał Izaaka Abrahamowi w sposób cudowny-z niepłodnej i już b.starej Sary,
      -Abraham zaczął kochać syna bardziej niż Boga
      -kiedy wyrusza z nim na górę Moria jest przekonany,że Bóg znajdzie jakieś
      rozwiązanie-niektórzy uważają,że miał nadzieję,że Bóg wskrzesi mu syna
      -midrasze mówią też o tym, że Izaak,kiedy odkrywa,że to on będzie tą ofiarą
      prosi ojca by go związał,na znak poddania się jego woli
      -kiedy Abraham jest już gotowy zadać cios-anioł wskazuje mu baranka zaplątanego
      w krzakach-Bóg upatrzył sobie inną ofiarę.
      -historia ta uczyła Izraelitów właśnie tego bezwzględnego zakazu zabijania
      dzieci w ofierze dla Boga(reszta ludów pogańskich wokół praktykowała takie
      rzeczy,a Izraelici zawsze mieli problem z tą chęcią naśladownictwa innych ludów-
      zazwyczaj bardziej rozwiniętych niż oni)
      -dla chrześcijan-Izaak jest figurą Chrystusa-to on dobrowolnie dał się zabić za
      nasze grzechy
      -ten baranek w zaroślach to jest Baranek Boży,który gładzi grzechy świata...
      -w Nim wypełniła się to przeczucie Abrahama-zmartwychwstanie
      -ja mówię dzieciom zawsze przy tej historii o tym,że już żaden tatuś ani mama
      nie muszą składać w ofierze swoich dzieci
      -osobiście mi bardzo ta historia pomogła,kiedy mój ukochany syn się poparzył i
      byłam bezsilna wobec jego cierpienia-zrozumiałam wtedy jak jestem do niego
      przywiązana i może nie jest to najlepsze dla niego-że ta nasza relacja musi być
      oczyszczona z takiego „bałwochwalstwa” względem jego,że jedynym,który jego
      życiem kieruje jest Ten,który go stworzył i kocha lepiej niż ja.



      --
      pozdr.Magda
      • 01.03.05, 19:03
        Nie tak dawno pisałam też o hierarchii uczuć. Jednak po głębszym zastanowieniu
        stwierdzam, że jeśli się obdarza wiele (różnych) osób mocnym uczuciem, to nie
        da się obiektywnie porównywać tych uczuć. Inna jest miłość do Boga, inna do
        dzieci, inna do małżonka, inna do rodziców, dziadków, itp. Ale czy jedna jest
        mocniejsza lub ważniejsza od drugiej? Chodzi raczej o to by żadnej nie
        zaniedbywać, by każdą odpowiednio pielęgnować oraz by umieć zachować pewne
        proporcje. To trudny temat i sama nie wiem co o tym tak do końca myśleć...
        --
        addria
      • 01.03.05, 22:22
        Fumag, napisałaś, że
        > -kiedy wyrusza z nim na górę Moria jest przekonany,że Bóg znajdzie jakieś
        > rozwiązanie-niektórzy uważają,że miał nadzieję,że Bóg wskrzesi mu syna
        Jest to prawdopodobne, ale w tekście biblijnym nie ma o tym ani słowa. Ergo:
        nawet jeśli tak było, to dla przesłania opowieści jest to bez znaczenia. Co też
        jest jakimś przesłaniem, wcale nie optymistycznym sad
        > -midrasze mówią też o tym, że Izaak,kiedy odkrywa,że to on będzie tą ofiarą
        > prosi ojca by go związał,na znak poddania się jego woli
        Co to są midrasze (pytam całkiem na serio)? Czy tradycja chrześcijańska coś
        mówi na ten temat?
        > -historia ta uczyła Izraelitów właśnie tego bezwzględnego zakazu zabijania
        > dzieci w ofierze dla Boga
        JAK??? Tego to już naprawdę nie rozumiem! Przecież Abraham był gotów zabić
        Izaaka. I za tę gotowość został pochwalony: "ponieważ uczyniłeś to, a nie
        oszczędziłeś syna swego jedynego, będę ci błogosławił [...]Wszystkie ludy ziemi
        będą sobie życzyć szczęścia [takiego, jakie jest udziałem] twego potomstwa,
        dlatego że usłuchałeś mego rozkazu" (Rdz 22, 16-18).
        > -dla chrześcijan-Izaak jest figurą Chrystusa-to on dobrowolnie dał się zabić
        >za nasze grzechy
        No właśnie co do tej dobrowolności Izaaka mam spore wątpliwości. Z tekstu
        biblijnego wynika, że on nie był świadomy, co się ma stać. "Zapytał: "Oto ogień
        i drwa, a gdzież jest jagnię na całopalenie?" Abraham odpowiedział: "Bóg
        upatrzy sobie jagnię na całopalenie, synu mój" (Rdz 22, 7-8)
        Jeśli już, to Abraham mógłby być figurą Boga Ojca, który oddaje Swego Syna na
        śmierć w imię wyższego celu (czyli Zbawienia). Ale nie mieści się w mojej
        łepetynie, że okazanie osobistego bezwględnego posłuszeństwa Bogu mogłoby być
        wyższym celem. Na tyle wyższym, żeby usprawiedliwiało morderstwo.
        • 07.03.05, 21:25
          Midrasze to takie żydowskie opowieści - komentarze do tekstów biblijnych.
          Natomiast co do sprawy Abrahama i Izaaka to sprawa jest dosyć prosta i w
          skrócie fumag to już przedstawiła. Tak jak cały ST zapowiada NT (wszystkie
          proroctwa wypełniają się w Jezusie Chrystusie) tak i tutaj analogia jest aż
          nazbyt czytelna. Ta historia służy temu - jeśli sparawrazować słowa Jezusa
          dotyczącego pewnego pytania Apostołów - aby się objawiła wielkość Boga.
          Osobiści myślę, że są trudniejsze fragmenty w Bibli. Na przykład dziś rano
          Kramla po lekturze fragmentu z Księgi Powtórzonego Prawa stwierdziła, że Aaron
          z zawodu był... rzeźnikiem. Tyle zwierzą składał w ofierze, a za nim wszyscy
          arcykapłani. I pomyśleć, że jest w Izraelu nurt chcący odbudować świątynię i
          przywrócić w niej starodawny kult. Wyobrażacie sobie jaka to rzeźnia była?
          Specjalne rynny odprowadzały krew od ołtarza, a wokresie ważniejszych świąt
          arcykapłani niemal po kolona brodzili w krwi i wnętrznościach zabijanych
          zwierząt. Nadchodząca Pascha to też rzeź niewinnych baranków... Ale to już nie
          nasz problem
    • 01.03.05, 23:33
      Te biblijne bajki są nacechowane okrucieństwem. To nie jest coś, co można
      zrozumieć. Albo w to wierzysz, albo nie.
    • 02.03.05, 01:40
      wierzba_b napisała:

      > nawet jeśli będzie to czyn
      > odrażająco niemoralny (bo jak inaczej ocenić własnoręczne zarżnięcie własnego
      > dziecka na ofiarę?),

      Cóż, tu są dwa elementy odrażająco niemoralne według dzisiejszych pojęć:
      1) zarżnięcie człowieka na ofiarę - wtedy była to dosyć popularna rozrywka
      2) zarżnięcie własnego dziecka.
      Wtedy zaś pierwsze stanowiło dosyć popularną rozrywkę we wszystkich kulturach,
      a drugie mieściło się w granicach ogólnie uznawanych praw rodziców.
      Zresztą całkiem niedawno pod Siedlcami, gdy matka zabiła syna (skądinąd
      wrednego, znęcał się nad nią i nad swoimi dziećmi), sąsiedzi to
      skwitowali "Ano, matka to matka - dała życie, to i odebrała".

      > I pytanie do rodziców dzieci (zwłaszcza małych): czytacie im ten fragment?
      > Jak im tłumaczycie jego sens? Co odpowiedzielibyście na pytanie "Mamo, a ty
      > byś mnie też zabiła, gdyby ci Pan Bóg kazał?"

      Dzieci jeszcze nie mam, ale myślę, że wiem, co bym powiedziała: "Pan Bóg by mi
      tego nie kazał, bo teraz się nie składa ofiar z ludzi. Po tym zdarzeniu z
      Izaakiem powiedział, że już nie trzeba".

      > Pomóżcie. Mnie ta kwestia naprawdę gryzie strasznie i odrzuca od uznania
      > Pisma Św. za wiarygodne źródło zasad moralnych.

      Nie można sądzić Izraelitów sprzed 3700-3800 lat wedle pojęć dzisiejszych
      Europejczyków. Innych rzeczy Bóg żądał od pasterzy, którzy ledwo zeszli z
      drzewa, innych żąda od nas.
      • 02.03.05, 22:30
        Cóż, tu są dwa elementy odrażająco niemoralne według dzisiejszych pojęć:
        > 1) zarżnięcie człowieka na ofiarę - wtedy była to dosyć popularna rozrywka
        > 2) zarżnięcie własnego dziecka.
        > Wtedy zaś pierwsze stanowiło dosyć popularną rozrywkę we wszystkich
        kulturach,
        > a drugie mieściło się w granicach ogólnie uznawanych praw rodziców.
        To mnie trochę przekonuje, dzięki Bogu. Znaczy, przekonuje, ze Bóg raczej nie
        ma zwyczaju żądać rzeczy odrażająco niemoralnych wink Natomiast pozostaje
        pytanie, czy Abraham zrobił dobrze, czy źle? I czy w związku z powyższym
        definicja dobra i zła jest zmienna w czasie? A jeśli tak, to czym się, do
        licha, w życiu kierować?
        > Dzieci jeszcze nie mam, ale myślę, że wiem, co bym powiedziała: "Pan Bóg by
        mi
        > tego nie kazał, bo teraz się nie składa ofiar z ludzi. Po tym zdarzeniu z
        > Izaakiem powiedział, że już nie trzeba".
        No ale jakby jednak kazał? Wiem, upierdliwa jestem, ale kilkuletnie dzieci też
        takie są wink BTW gdzie powiedział, że już nie trzeba? (Ja bym powiedziała, że
        nigdy w życiu, i byłaby to odpowiedź szczera. Ech, czy ja się w ogóle nadaję na
        chrześcijankę z takim podejściem?...)
        > Nie można sądzić Izraelitów sprzed 3700-3800 lat wedle pojęć dzisiejszych
        > Europejczyków. Innych rzeczy Bóg żądał od pasterzy, którzy ledwo zeszli z
        > drzewa, innych żąda od nas.
        A co byłoby według ciebie dzisiejszym odpowiednikiem takiej ofiary? Wrzucenie
        nowego mercedesa do jeziora? Jakoś za trywialne mi się to wydaje...
        • 04.03.05, 07:57
          Czytałam kiedyś ,że starożytni składali bóstwom ofiarę z dziecka, a zwłaszcza
          tego najcenniejszego pierworodnego, gdy pojawiało się wielkie niebezpieczeństwo
          lub chodziło o jakąś ważna sprawę. Więc mentalność tych ludzi była zupełnie
          inna od naszej. Ale myślę, że trzeba jakoś przebić się przez tę dosłowną
          warstwę znaczeń i zastanowic nad tym, jaką prawdę Bóg poprzez te historię chce
          przekazać ludziom wszystkich czasów.
          Nie jestem teologiem, moge się więc mylić, ale ja odczytuje to jako wezwanie,
          żeby nie kochac bardziej daru Bożego od Boga. Co to znaczy? Izaak byl
          wymarzonym długo oczekiwanym dzieckiem Abrahama, spełnieniem obietnic Bożych.
          Abraham mógł więc na nim skupic całą swoją miłość, uczynic go sensem swojego
          życia...A wiemy, że gdy dzieci staja się najważniejszym sensem naszego życia,
          to źle kochamy dzieci, bo taka miłość ma często w sobie coś zniewalającego,
          przylepnego,jest w niej jakaś zaborczość...A dzieciom przecież trzeba dać
          wolność. Dlatego Bóg musi te naszą miłość ciągle oczyszczać.
          I to nie chodzi tylko o miłość do dziecka, ale o każdy dar, który może stac się
          naszym bożkiem. Często nie rozumiemy tego, co Bóg czyni w naszym życiu, ale "On
          siedzi wyżej i lepiej widzi". Nie wiem, czy nie naplątałam, ale trudno mi się
          dziś jaśniej wyrażać.
    • 04.03.05, 10:58
      Ja też nie rozumiem. W ogóle mam spory problem ze statusem Starego Testamentu i
      roboczo rozstrzygnełam to dość radykalnie, tj. traktuję go czysto historycznie,
      a nie jako źrodło wskazówek moralnych.
      Ale jest gorzej - mam także problem z niektórymi fragmentami Ewangelii. Kiedys
      chciałam załozyć tu wątek nt. takich "niewygodnych fragmentów" (forum wydaje
      się własciwe, bo przeciez te nasze problemy przekładają się na nasze relacje z
      dziecmi, ktorym na pojawiające się pytania trzeba wszak odpowiadać...); ale
      jednak... nie starczyło odwagismile
      Pozdrawiam
      mary_ann
      • 04.03.05, 11:03
        Jeszcze jedna uwaga:
        wiele osob sugeruje, że trzeba brac poprawkę na kontekst historyczny,
        kulturowy, itd. Z jednej strony zdecydowanie się z nim zgadzam (jako tłumaczka
        wiem co nieco o tym, jak słowa zmieniają znaczenie w zalezności od wielu
        czynnikówsmile, z drugiej myślę, że takie podejście to otwarcie niebezpiecznej
        furtki do relatywizacji wielu spraw (np. "żona" znaczyło w czasach Chrystusa
        zupełnie co innego, wiec i "kto oddala swoja żonę" dałoby się zapewne
        zinterpretowac dużo luźniej, jesli tak komuś wygodniesmile Ale to zapewne problem
        na wielotomową rozprawę teologiczna.
    • 07.03.05, 16:23
      Ja tez bardzo wielu historii ST nie rozumiem i podobnie jak mary-ann przyjelam
      roboczo, ze ST traktuje bardziej na zasadzie "zrodla historycznego" - ale mam
      swiadomosc, ze jest to pewnien nierozwiazany problem, z tymze to juz inny temat.

      Ale akurat historia Izaaka nie jest dla mnie az tak problematyczna, bo Bog
      WIEDZIAL, ze do zlozenia ofiary NIE DOJDZIE. Nie moze tu wiec byc mowy
      o "morderstwie".
      A z drugiej strony, to przeciez wlasnie Bog zlozyl swojego jedynego Syna w
      ofierze i tutaj nikt egzekucji nie odwolal...
      Te dwa fakty po raz kolejny uswiadamiaja mi oczywista prawde, ze zycie na ziemi
      nie moze byc celem samo w sobie. Tyle rozumiem z historii Izaaka...
      --
      Nasze córki-bzdurki
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=19166796
      • 07.03.05, 20:27
        Według mnie ofiara Abrahama nam mówi, że:

        1. ze wszystkich miłości najważniejsza jest miłość do Boga
        2. nikt ani nic nie jest ważniejsze od Boga
        3. Bogu należy zaufać bardziej niż sobie
        4. zawsze trzeba słuchać i wykonywać wolę Boga.

        Bo człowiek powinien posłusznie i pokornie spełniać wolę Boga, a wówczas Bóg
        człowiekowi błogosławi a człowiek jest szczęśliwy.

        Bo Bóg NIGDY człowieka nie zdradzi, natomiast z ludźmi jest różnie - oddasz
        człowiekowi całego siebie, a potem cierpisz. Z powodu Boga nigdy cierpieć nie
        będziesz.
        To jest wizualizacja pierwszego przykazania Dekalogu: nie będziesz miał innych
        bogów przede mną.


        • 08.03.05, 19:55
          > Według mnie ofiara Abrahama nam mówi, że:
          >
          > 1. ze wszystkich miłości najważniejsza jest miłość do Boga
          > 2. nikt ani nic nie jest ważniejsze od Boga
          > 3. Bogu należy zaufać bardziej niż sobie
          > 4. zawsze trzeba słuchać i wykonywać wolę Boga.

          To tylko Twoja interpretacja, czy uznajesz powyższe poglądy za swoje? Pytam, bo
          zaakceptowanie wersji miłości (miłości do Boga), ktora usprawiedliwia
          zamordowanie własnego dziecka po prostu nie mieści mi się w głowie, i - powiem
          śmiało - cieszę się, że mi się nie mieści w głowie...
          >
    • 08.03.05, 11:54
      Polecam książkę Zofii Kossak-Szczuckiej "PRZYMIERZE" , wiele rzeczy wyjaśnia i
      napewno Ci się spodoba.
      Trudno kupić ale w bibliotekach czasami bywa - jak przeczytasz to napisz bo
      jestem ciekawa Twoich przemyśleń po przeczytaniu, (właśnie tam znajdziesz
      odpowiedź).
      pozdrawiam
    • 09.03.05, 00:20
      a przynajmniej tak mi się wydaje. Przy założeniu, że w tamtych czasach zarówno
      ofiara z człowieka, jak i zabicie własnego dziecka nie były uważane za czyny
      odrażająco niemoralne, pozostaje stwierdzenie, że Bóg zażądał od Abrahama po
      prostu oddania kogoś, kogo najbardziej w życiu ukochał, kogoś najdroższego, z
      kim wiązał nadzieje, plany, marzenia. Gdyby to chcieć przełożyć na nasze czasy,
      odpowiednikiem takiej ofiary byłaby zapewne sytuacja, w której świeżo
      pełnoletnie dziecko oznajmia, że chce wstąpić do zakonu kontemplacyjnego,
      którego reguła zabrania jakichkolwiek kontaktów ze światem zewnętrznym po
      złożeniu ślubów, a na wstąpienie do tego zakonu rodzice kandydata muszą wyrazić
      zgodę (niezależnie od wieku kandydata). Z punktu widzenia rodzica oznacza to
      utratę dziecka na całą resztę ziemskiego życia. Utratę, na którą trzeba wyrazić
      zgodę, i która jest na chwałę Pana.
      Jak wam się wydaje, ma sens taki "przekład na język współczesny"? Mnie się
      spodobał bardzo, jestem w stanie go zaakceptować i cieszy mnie to.
      I jeszcze coś mi się nasunęło podczas Mszy w tę niedzielę - w kościele przed
      ołtarzem stała figurka baranka, uplątana w gałązki (nawet cierniste były, a
      jakże!), i tak mi się pomyślało: że może jest w tej historii i taki sens, że
      Bóg posłał nam Swego Syna - Baranka, aby swoją śmiercią nam życie ocalił, tak
      jak tamten baranek zginął zamiast Izaaka?
      • 09.03.05, 00:21
        Babko71, dzięki za namiar na książkę, postaram się zdobyć i przeczytać smile
      • 09.03.05, 09:32
        Podoba mi się Twoja interpretacja, a z barankiem trafiłaś w sedno.
        Stary Testament to całe mnóstwo historii, których wyjaśnienia trzeba właśnie
        szukać w Nowym Testamencie. Były one zapowiedzią wydarzeń, które miały
        nastąpić.
        • 09.03.05, 19:04
          Bardzo mi się podoba to, co napisałaś o baranku - przecież Jezus umarł zamiast
          nas, był ofiarowany jako Baranek paschalny.. O tym przykładzie z klasztorem tez
          myslałam - dla takich rodziców jest to przeciez wielka ofiara, gdy dziecko
          zamyka sie w klasztorze...
          A jeszcze mi sie przypomniało, jak bylam kiedys na rekolekcjach i ksiądz mówił
          właśnie o tym, że każdy z nas ma swojego "Izaaka" - cos lub kogoś, do czego
          jest bardzo ale to bardzo przywiązany, bardziej niż do PAna Boga i chyba
          podczas Eucharystii oddawalismy Panu tego swojego "Izaaka."(pisaliśmy na
          kartkach,kładliśmy je na tacę i dwie osoby niosły to do ołtarza w procesji
          ofiarniczej.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.