Dodaj do ulubionych

bioenergoterapeuta

06.05.05, 13:22
słuchajcie, rozmawiałam z osobą, która korzysta z takiego leczenia (ma syna z
porażeniem mózgowym) ale-i to mnie zdziwiło-szuka tylko bioenergoterapeutów
katolickich (czy po prostu wierzących)

zdziwiło mnie. zdziwiła mnie argumentacja, której do końca nie rozumiem (pani
też się trochę miotała więc może coś przekręcam w tym co mówiła ale tak
zapamiętałąm i zrozumiałąm): bioenergoterapeuta może 'nawiązać kontakt ze
światem duchowym i dlatego ważne jest żeby był 'praworządny' tj wierzący, bo
leczy, koniec końców Bóg i dlatego ten terapeuta do Boga powinien się odnosić

wolno jej oczywiście mieć takie poglądy ale ona naprawdę była przekonana o
tym że, mówiąc w uproszczeniu, terspueta niewierzący kontaktuje się ze 'złymi
duchami' i może poważnie zaszkodzić naruszając równowagę duchową! człowieka
(no właśnie, sprowadzałoby się do tego że taki terapeuta nie działa np na
chory kręgosłup, ale na całą strukturę psychofizyczną człowieka)

wiecie, to była sytuacja typu 'w kolejce do lekarza' więc gada się o
wszystkim i o niczym, ja też nie chciałam wypytywać za bardzo ale nie
rozumiemsad

mi się zawsze wydawało że w takie leczenie, jakkolwiek gdzieś tam dotyka
sfery duchowej, jest neutralne 'światopoglądowo' tzn chrześcijanin nie
powinien przeceniać tej formy leczenia oraz modlić się o uzdroweinie do Boga,
ale sama metoda jak metoda, jedno się leczy chirurgicznie a inne
bioterapeutycznie, i dobrze
Edytor zaawansowany
  • 06.05.05, 13:49
    Dla mnie bioenergoterapia (nawet uprawiana przez ludzi wierzących)jest rodzajem
    białej magii. Osobiście jej nie akceptuję. Ojciec mojej znajomej korzystał
    z "pomocy" takiej pani. Fizycznie po każdej sesji czuł się lepiej. Gorzej było
    z psychiką (po 3 zabiegach bał się wyjść z domu).Kolejnym razem wyrzucił panią
    za drzwi. To tylko moje małe doświadczenie. A tak na marginesie to jeżeli leczy
    Bóg, a nie bioenergoterapełta to dlaczego nie np. modlitwa wstawiennicza. Ja
    osobiście preferuję tradycyjne metody leczenia, a te które nie do końca są
    zbadane jak działaja wolę omijać z daleka.
  • 06.05.05, 13:55
    nie wiem, jak to jest z bioenergoterapeutami, ale czytalam kiedys w TP rozmowe
    z psychologiem, ktory twierdzil, ze np. katolicy wlasnie nie powinni chodzic do
    psychologow katolikow, bo - zdaje sie, ze tak to argumentowal - psycholog nie
    jest od formowania sumienia tylko pokazywania mozliwosci rozwiazania problemow.
    Moze to i racja, ale te sfery tak sie przenikaja, ze chyba nie mozna tego tak
    rozdzielac. Akurat wtedy sporo o tym myslalam, bo bliskiej rodzinie potrzebna
    byla pomoc psychologa i twierdzilam, ze jesli juz to powinni isc do
    wierzacego. W kazdym razie, jakbym ja miala rozmawiac z psychologiem, to na
    pewno szukalabym katolickiego, bo przynajmniej moglabym sie spodziewac
    podobnego rozumienia pojec.

    --
    Nasze córki-bzdurki
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=19166796
  • 06.05.05, 14:14
    nie jestem w tym mocna smile nic Ci nie pomogę smile
    nie chodze do bioenergoterapeutow, bo jestem w tych sprawach sceptyczna. Wiem,
    ze gdzies na opoce znajdziesz artykuly na ten temat.
    Kiedys leczylam swoje dzieci homeopatycznie za pomoca wierzacej doktor
    pediatry. Osobiscie bardzo ja lubie, jest urocza... ale wiecej tego nie
    powtorze.
  • 06.05.05, 17:47
    Moja głęboko wierząca koleżanka ma chore dziecko (rodzaj ADHD w zespole
    schorzeń neurologicznych). Szukała naturalnie pomocy wszędzie, między innymi u
    bioenergoterapeutów i homeopatów. Od jakiegoś czasu zaniechała tych
    niekonwencjonalnych metod po rozmowach z duchowym nauczycielem i
    spowiednikiem. Nie rozmawiałam z nię o tym dokładnie, ale na pewno argumentem
    były związki z czymś na kształt białej magii, ze światem na tyle nieznanym, że
    potencjalnie niebezpiecznym.

    Przyznam, że sporadycznie, ale korzystam z pomocy bioenergoterapeuty. Po
    każdej wizycie czuję się nienormalnie senna, by po paru godzinach tryskać (już
    na dłużej) zdwojoną energią. Wizyty faktycznie pomagają mi fizycznie. Jednak
    moje stany depresyjne zaczęły się właściwie też od tych wizyt. Nie wiem, czy
    to łączyć i nie wiem, co o tym myśleć...

    morgana.
    --
    Tak sobie tylko GŁOŚNO myślę...
  • 06.05.05, 18:28
    ...to nawet nie problem bioenergoterapii (działa/nie działą?),
    ja osobiście nie korzystałam i do mnie nie przemawia w ogóle
    ale zaskoczyło mnie to 'naciąganie' duchowości:0(
    tak to odebrałam
    i zastanawiałam się czy słusznie? a ona mówiła mi o swoim chorym dziecku, to
    głupio mi było wchodzić w dyskusje z moim sceptycyzmem

    ja też pomyślałam o analogii z psychologamismile
    tylko tutaj sprawa wydaje mi się prostsza (może bo to akurat trochę znam)
    bo są sprawy na poziomie emocji, które można rozwiązać technikami
    terapetycznymi niezależnie od tego o czym się rozmawia z Bogiem na modlitwie
    i do tego nie jest potrzebny psycholog 'wierzący'
    ale dochodzi sie do punktu i w tych emocjach, gdy bez kontekstu duchowości,
    patrzenia na życie w kontekście wiary, Boga-jeśli z problemem przychodzi osoba
    wierząca-ani rusz!
    zreszta zdarzyło mi sie takie pytanie z ust psychologa-od którego tego sie
    wogóle nie spodziewałam bo nie było to w żadnej katolickiej poradni-że 'on
    widziałby potrzebę wspomożenia również duchowego':0))))
    ale też on się za to sam nie brał!, zaproponował duchownego (choć wspomniał o
    tzw psychologii transcendentalnej-takie coś do rozwoju sfery duchowej dla tych
    co nie wierzą w Boga)
  • 06.05.05, 18:54
    no i takie 'naciąganie' duchowości do wszystkiegoi kojarzy mi się
    z...matematyką 'sojalistyczną' w której jednakowoż 2+2 daje jednak, niezmiennie
    4smile
    ale mmysalam że może to ja mam wypaczone pojęcie duchowościwink
  • 06.05.05, 22:08
    samboraga
    Rozmawiałam kiedyś z dziewczyną - byłą bioenergoterapeutką i ona tłumaczyła mi
    to mniej więcej tak: bioenergoterapeuta czerpie z energii kosmicznej, która
    sama w sobie nie jest zła, ale "zamieszkują" ją duchy nie do pogodzenia z
    Jezusem, demony, a bioenergoterapeuta (nieważne czy wierzący czy nie) nie jest
    w stanie ich "przefiltrować" i otwiera się na te niejasne do określenia siły.
    Nie umiem tego mądrze wytłumaczyć, ale poszukam u siebie w książkach na temat
    okultyzmu .
    W każdym razie dziewczyna (ta eks- bioenergoterapeutka) opowiadała, że pomagała
    zlikwidować dolegliwości fizyczne, ale wiele z tych osób ponosiło konsekwencje
    psychiczne i duchowe swojego "leczenia" u niej.
    Tak że tu nie ma znaczenia czy bioenergoterapeuta jest człowiekiem wierzącym
    czy nie - on otwiera się na okultyzm.
    Przypomniałam sobie, że o. Verlinde świetnie o tym mówił, może znajdę jego
    książkę, to napiszę.
  • 06.05.05, 23:26
    Według mojej (niezbyt rozległej) wiedzy KK potępia bioenergoterapię w związku
    właśnie z okultyzmem. Ten rodzaj leczenia jest bodajze uważany za magię i
    dlatego sam w sobie zły, niezależnie od tego, czy terapeuta deklaruje, ze jest
    wierzący, czy nie. Osobiście nie miałam nigdy do czynienia z bioenergoterapeutą
    (poza jednym nieszkodliwym wariatem, który sie za takowego uważał, ale wg mnie
    żadnych nadprzyrodzonych talentów nie posiadał) i nie bardzo wierzę w leczenie
    energią kosmiczna itp.

    Aczkolwiek mam jeszcze pytanie co do innych form tzw medycyny
    niekonwencjonalnej. Słyszałam i czytałam w źródłach związanych z KK, że np
    homeopatia tez jest uznawana za białą magię i w związku z tym potępiana. Ale w
    mojej parafii w pomieszczeniach kościoła przez szereg lat przyjmowała pani
    irydolog homeopata i żyła w przyjaźni z proboszczem, więc nie wiem, jak to w
    końcu jest...
  • 06.05.05, 23:34
    No coz ja tez znam taka parafie, w ktorej bioenergoterapeuta przyjmowal, ale to
    niestety wynika z braku wiedzy u niektorych ksiezy, zwlaszcza w przeszlosci.
  • 07.05.05, 12:12
    Przepraszam, ale jako niewierzaca jestem zdumiona- czy ktoś mi to wyjaśni?
    Czy Kosciół katolicki oficjalnie uznaje istnienie magii? Bo tak wynikało z
    jednego z postów - że bioenergoterapia jest "białą magią" i dlatego nie nalezy
    z niej korzystać.
    Zawsze myślałam, że Kościół nie uznaje istnienia magii!
  • 07.05.05, 12:38
    z magią nie wiem, na pewno uznaje działanie sił 'duchowych'-tylko teraz nie
    wiem co do końca przez to rozumiećsad
    stąd też mój post o bioenergii

    i zapomniałam dodać ważną rzecz-kobieta z która rozmawiałam powoływała się na
    autorytet dominikanów w tym względzie, jest osobą aktywnie uczestniczącą we
    wspónotach prowadzonych przez dominikanów, to leczenie syna prowadzi 'z
    namaszczeniem' zakonników prowadzacych tę wspólnotę
    więc wracam do tego co pisałam, bo wyszedł mi absurd: 'jak taki pan/i leczy mi
    kręgosłup to może rozchwiać moją psychikę?'
  • 07.05.05, 13:44
    Z tą magia to ja to rozumiem w ten sposób: według mojej wiedzy KK uznaje
    istnienie demonów itp duchów "nieczystych" i jakichś niezbadanych sił, z którymi
    niektorzy ludzie - świadomie lub nie - potrafią sie komunikować. Taka
    komunikacja jest oczywiscie zła i korzystanie z niej (np w celu bioenergoterapii
    czy innego spirytyzmu) też. Natomiast abstrahując od tego, sama wiara w magię,
    wrożby itp z punktu widzenia KK jest grzechem. Tak wiec jeśli idziesz do wrożki,
    to chociaż wróżka może nie mieć żadnych paranormalnych zdolności i tylko
    wyciągać kasę, to i tak popełniasz grzech, bo otwierasz się potencjalnie na te
    "nieczyste" siły i akceptujesz ich działanie.

    Jak coś zakreciłam, to niech ktoś bardziej zorientowany mnie poprawi, bo to
    bardziej moja interpretacja niż oficjalne stanowisko Koscioła
  • 07.05.05, 15:24
    Jasne stanowisko nt. magii i wróżb można znaleźć w Biblii, np:

    Nie znajdzie się pośród ciebie nikt, kto by przeprowadzał przez ogień swego
    syna lub córkę, uprawiał wróżby, gusła, przepowiednie i czary; (11) nikt, kto
    by uprawiał zaklęcia, pytał duchów i widma, zwracał się do umarłych. (12)
    Obrzydliwy jest bowiem dla Pana każdy, kto to czyni. Z powodu tych
    obrzydliwości wypędza ich Pan, Bóg twój, sprzed twego oblicza.
    (Ks. Powt. Prawa 18:10-12)

    Jesli chodzi o "cudowne uzdrowienia", czyli nie farmakologiczne itp., to
    zgodnie z NT, niektórzy (?) chrześcijanie mogą dokonywać tego mocą Ducha
    Świętego.
    Myślę, że dlatego zalecana jest ostrożność w kontaktach z innymi metodami
    niekonwencjonalnymi. Szczerze mówiąc, osobiście nie mam jasno wyklarowanego
    stanowiska nt. takich metod leczenia, jakim jest np. bioenergoterapia.

    Pozdrawiam,
    --
    addria
  • 07.05.05, 16:01
    znalazłam książkę o.A. Posackiego (autorytet w przedstawianiu stanowiska
    Kościoła wobec magii, okultyzmu itp.).Napiszę fragmenty:
    "Czy więc chrześcijanin może za wszelką cenę i u wszystkich szukać
    uzdrowienia ze swoich dolegliwości? Pastoralna i charyzmatyczna tradycja
    Kościoła, bazująca na Biblii i doświadczeniu świętych, zawsze ostrzegała
    wiernych przed nieroztropnością w tym względzie. Istnieja bowiem dwa poważne
    zagrożenia. Pierwsze to postawa serca, postawa wewnętrznej niewierności,
    polegającej na niedostatecznym liczeniu na Pana Boga we wszystkim - Boga, który
    jest przecież Panem każdej sytuacji. To grzech braku zaufania i zachwiania
    relacji osobowej z Bogiem, skoro nadmiernie pokłada sie nadzieję w czymś, co
    nie jest Bogiem.
    Drugie zagrożenie - to realna możliwość ingerencji sił demonicznych, fatalnej w
    skutkach dla życia duchowego i psychicznego.W momencie uzdrowienia fizycznego
    choroba może się przenieść do sfery psycho - duchowej. Może więc byc z
    człowiekiem jeszcze gorzej, bo np. może zniknąć ból (ciało), a pojawi sie lęk
    (psychika) czy trudności w modlitwie (duch). Zwłaszcza, że szereg uzdrowicieli
    przyznaje się jawnie do kontaktów ze spirytyzmem czy nawet otrzymania swych
    darów od "duchów przewodników".
    Resztę napiszę później, bo na razie mam gości.
  • 07.05.05, 20:24
    "W 1983 roku Biotroniczna Komisja Weryfikacyjna (rodzaj kościoła,
    uniwersytetu), która powstała przy Stowarzyszeniu Radiestetów w Warszawie,
    ustanowiła nastepujacą definicje bioenergoterapeuty:
    "Bioenergoterapeuta to człowiek posiadający dar przekazywania energii dobra
    (skąd wiadomo, że dobra?)w sposób skuteczny (jest dobra, bo jest skuteczna ?),
    a zarazem bezpieczny (czy także duchowo bezpieczna?)dla sibie i pacjentów. Ów
    dar nie musi być uswiadomiony przez bioenergoterapeutę, jak również nie musi on
    znac rzeczywistych mechanizmów przyczyny chorób i ich likwidacji."
    Czyli nie wie on trzech rzeczy:
    1. Nie wie, skąd pochodzi energia i jak jest jej natura (zakłada on tylko, ze
    jest wszechmocna i dobra, czyli boska). Wiekszość bioenergoterapeutów otwarcie
    przyznaje sie do nieznajomości natury tej energii, powołujac sie na tajemnice.
    Skad wiec wiadomo, że jest to energia dobra?
    2. Ów dar nie musi byc uswiadomiony sobie przez terapeutę, czyli nawet nie wie,
    skad pochodzi ten dar i czemu służy. Skąd wiadomo, że to dar? A jeśli tak, to
    od kogo?
    3. Nie musi on znac właściwych przyczyn choroby, jak tez wiedzieć np., dlaczego
    choroby znikaja. Jeśli nie zna przyczyn choroby,to skąd wie, czy nie znikaja
    tylko objawy, a wtedy bedzie jeszcze gorzej, bo ingeruje on w naturalny proces
    obronny organizmu."
  • 08.05.05, 11:55
    Nulleczko, dziękuję, to jest chyba to o co mi chodzi.
    A jaki tytuł ma wspomniana książka?

    No i oczywiście dziękuję wszystkim za posty, zawsze 'leczenie' wydawało mi sie
    dość jednoznaczne-czy to chirurg czy masażysta czy bioenergoterapeuta-a tu
    proszę-niespodzianka...
  • 08.05.05, 21:39
    To jest książka A Posackiego"Okultyzm, magia, demonologia". Polecam serdecznie.
  • 09.05.05, 16:32
  • 09.05.05, 16:09
    witajcie
    pierwszy raz jestem na tym forum - chciałam napisać kilka dni temu ale musiałam
    poczekać na zaproszenie.

    Kilka osób już o tym tu pisało - bioenergoterapia, różdżkarstwo, wahadełka - to
    są praktyki okultystyczne. Człowiek który się na nie otwiera lub z nich
    korzysta otwiera się na okultyzm i nie ma znaczenia czy jest wierzący czy nie.
    Nulleczka wspomniała o ojcu Verlinde - świadectwo jego życia jest dowodem na
    to. Miał m.in. taki dar że ludzie odczuwali ciepło gdy ich dotykał, gdy zamykał
    krąg osób to ciepło przepływało przez nie, wierzył że to dar uzdrawiania. Gdy
    wyrzekł się tego w imię Chrystusa ów dar znikł. Po prostu znikł.

    oj dzidzia mnie woła - wrócę tu niebawem
    pozdrawiam
  • 10.05.05, 22:04
    Znalazłam jeszcze coś w katechiźmie KK na temat magii co wydaje mi się dość
    interesujące:
    "Wszystkie praktyki magii lub czarów, przez które dąży się do pozyskania
    tajemnych sił, by posługiwać się nimii osiągać nadnaturalną władzę nad bliźnim -
    nawet w celu zapewnienia mu zdrowia - są w poważnej sprzeczności z cnotą
    religijności. Praktyki te należy potępiać tym bardziej wtedy, gdy towarzyszy im
    intencja zaszkodzenia drugiemu człowiekowi lub uciekanie się do interwencji
    demonów.Jest również naganne noszenie amuletów. Spirytyzm pociąga za sobą
    praktyki wróżbiarskie lub magiczne.Dlatego Kościół upomina wiernych by
    wystrzegali się ich. Uciekanie się do tak zwanych tradycyjnych technik
    medycznych nie usprawiedliwia ani wzywania złych mocy, ani wykorzystywania
    łatwowierności drugiego człowieka."

    A co do białej magii to jest chyba tak, że działanie szatana może przynosić na
    pozór dobre owoce np. zdrowie fizyczne, ale tak naprawdę to jest powolne
    uzależnianie od siebie. Człowiek nieświadomie poddaje się działaniu złego ducha
    i jak to już kilka osób tu napisało cierpi na tym jego psychika lub sfera
    duchowa. Najlepszym przykładem jest chyba to jak łatwo ludzie uzależniają się od
    wrózbiarstwa i z czasem jak trudno im podejmować własne decyzje ufając,że Bóg
    ich prowadzi i troszczy się o nich. Nie można jednak tego stanu mylić z
    opętaniem, na które człowiek musi "sam wyrazić zgodę" - przyjąć szatana jako
    swojego pana.

    pozdrawiam wszystkich
  • 11.05.05, 21:13
    Zgadza się - człowiek biorący udział w takich praktykach niestety poddaje się
    działaniu złego ducha, obojętnie czy ma tego świadomość czy nie. I Faktycznie
    jest tak, że np choroba ustępuje, ale..pojawia się coś innego. Szatan nic nie
    daje za darmo. Jakieś dziesięć lat temu byłam członkiem wspólnoty w której się
    wiele na ten temat mówiło. Poznałam wiele osób które zaczęły kojarzyć wizyty u
    bioenergoterapeuty czy używanie wahadełek z lękiem który pojawił się w ich
    życiu, lub z nagłym pogorszeniem relacji z bliskimi, lub trudnościami w
    modlitwie itd itp - i u których problem zniknął odkąd zrezygnowali z tego i
    wyrzekli w imię Chrystusa.
    W tym czasie też byłam na spotkaniu z ojcem Verlinde - o jego doświadczeniu
    pisałam już.

    Drzewo poznaje się po owocach.

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.