bioenergoterapeuta Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • słuchajcie, rozmawiałam z osobą, która korzysta z takiego leczenia (ma syna z
    porażeniem mózgowym) ale-i to mnie zdziwiło-szuka tylko bioenergoterapeutów
    katolickich (czy po prostu wierzących)

    zdziwiło mnie. zdziwiła mnie argumentacja, której do końca nie rozumiem (pani
    też się trochę miotała więc może coś przekręcam w tym co mówiła ale tak
    zapamiętałąm i zrozumiałąm): bioenergoterapeuta może 'nawiązać kontakt ze
    światem duchowym i dlatego ważne jest żeby był 'praworządny' tj wierzący, bo
    leczy, koniec końców Bóg i dlatego ten terapeuta do Boga powinien się odnosić

    wolno jej oczywiście mieć takie poglądy ale ona naprawdę była przekonana o
    tym że, mówiąc w uproszczeniu, terspueta niewierzący kontaktuje się ze 'złymi
    duchami' i może poważnie zaszkodzić naruszając równowagę duchową! człowieka
    (no właśnie, sprowadzałoby się do tego że taki terapeuta nie działa np na
    chory kręgosłup, ale na całą strukturę psychofizyczną człowieka)

    wiecie, to była sytuacja typu 'w kolejce do lekarza' więc gada się o
    wszystkim i o niczym, ja też nie chciałam wypytywać za bardzo ale nie
    rozumiemsad

    mi się zawsze wydawało że w takie leczenie, jakkolwiek gdzieś tam dotyka
    sfery duchowej, jest neutralne 'światopoglądowo' tzn chrześcijanin nie
    powinien przeceniać tej formy leczenia oraz modlić się o uzdroweinie do Boga,
    ale sama metoda jak metoda, jedno się leczy chirurgicznie a inne
    bioterapeutycznie, i dobrze
    • Dla mnie bioenergoterapia (nawet uprawiana przez ludzi wierzących)jest rodzajem
      białej magii. Osobiście jej nie akceptuję. Ojciec mojej znajomej korzystał
      z "pomocy" takiej pani. Fizycznie po każdej sesji czuł się lepiej. Gorzej było
      z psychiką (po 3 zabiegach bał się wyjść z domu).Kolejnym razem wyrzucił panią
      za drzwi. To tylko moje małe doświadczenie. A tak na marginesie to jeżeli leczy
      Bóg, a nie bioenergoterapełta to dlaczego nie np. modlitwa wstawiennicza. Ja
      osobiście preferuję tradycyjne metody leczenia, a te które nie do końca są
      zbadane jak działaja wolę omijać z daleka.
    • nie wiem, jak to jest z bioenergoterapeutami, ale czytalam kiedys w TP rozmowe
      z psychologiem, ktory twierdzil, ze np. katolicy wlasnie nie powinni chodzic do
      psychologow katolikow, bo - zdaje sie, ze tak to argumentowal - psycholog nie
      jest od formowania sumienia tylko pokazywania mozliwosci rozwiazania problemow.
      Moze to i racja, ale te sfery tak sie przenikaja, ze chyba nie mozna tego tak
      rozdzielac. Akurat wtedy sporo o tym myslalam, bo bliskiej rodzinie potrzebna
      byla pomoc psychologa i twierdzilam, ze jesli juz to powinni isc do
      wierzacego. W kazdym razie, jakbym ja miala rozmawiac z psychologiem, to na
      pewno szukalabym katolickiego, bo przynajmniej moglabym sie spodziewac
      podobnego rozumienia pojec.

      --
      Nasze córki-bzdurki
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=19166796
    • nie jestem w tym mocna smile nic Ci nie pomogę smile
      nie chodze do bioenergoterapeutow, bo jestem w tych sprawach sceptyczna. Wiem,
      ze gdzies na opoce znajdziesz artykuly na ten temat.
      Kiedys leczylam swoje dzieci homeopatycznie za pomoca wierzacej doktor
      pediatry. Osobiscie bardzo ja lubie, jest urocza... ale wiecej tego nie
      powtorze.
    • Moja głęboko wierząca koleżanka ma chore dziecko (rodzaj ADHD w zespole
      schorzeń neurologicznych). Szukała naturalnie pomocy wszędzie, między innymi u
      bioenergoterapeutów i homeopatów. Od jakiegoś czasu zaniechała tych
      niekonwencjonalnych metod po rozmowach z duchowym nauczycielem i
      spowiednikiem. Nie rozmawiałam z nię o tym dokładnie, ale na pewno argumentem
      były związki z czymś na kształt białej magii, ze światem na tyle nieznanym, że
      potencjalnie niebezpiecznym.

      Przyznam, że sporadycznie, ale korzystam z pomocy bioenergoterapeuty. Po
      każdej wizycie czuję się nienormalnie senna, by po paru godzinach tryskać (już
      na dłużej) zdwojoną energią. Wizyty faktycznie pomagają mi fizycznie. Jednak
      moje stany depresyjne zaczęły się właściwie też od tych wizyt. Nie wiem, czy
      to łączyć i nie wiem, co o tym myśleć...

      morgana.
      --
      Tak sobie tylko GŁOŚNO myślę...
      • ...to nawet nie problem bioenergoterapii (działa/nie działą?),
        ja osobiście nie korzystałam i do mnie nie przemawia w ogóle
        ale zaskoczyło mnie to 'naciąganie' duchowości:0(
        tak to odebrałam
        i zastanawiałam się czy słusznie? a ona mówiła mi o swoim chorym dziecku, to
        głupio mi było wchodzić w dyskusje z moim sceptycyzmem

        ja też pomyślałam o analogii z psychologamismile
        tylko tutaj sprawa wydaje mi się prostsza (może bo to akurat trochę znam)
        bo są sprawy na poziomie emocji, które można rozwiązać technikami
        terapetycznymi niezależnie od tego o czym się rozmawia z Bogiem na modlitwie
        i do tego nie jest potrzebny psycholog 'wierzący'
        ale dochodzi sie do punktu i w tych emocjach, gdy bez kontekstu duchowości,
        patrzenia na życie w kontekście wiary, Boga-jeśli z problemem przychodzi osoba
        wierząca-ani rusz!
        zreszta zdarzyło mi sie takie pytanie z ust psychologa-od którego tego sie
        wogóle nie spodziewałam bo nie było to w żadnej katolickiej poradni-że 'on
        widziałby potrzebę wspomożenia również duchowego':0))))
        ale też on się za to sam nie brał!, zaproponował duchownego (choć wspomniał o
        tzw psychologii transcendentalnej-takie coś do rozwoju sfery duchowej dla tych
        co nie wierzą w Boga)
        • no i takie 'naciąganie' duchowości do wszystkiegoi kojarzy mi się
          z...matematyką 'sojalistyczną' w której jednakowoż 2+2 daje jednak, niezmiennie
          4smile
          ale mmysalam że może to ja mam wypaczone pojęcie duchowościwink
          • samboraga
            Rozmawiałam kiedyś z dziewczyną - byłą bioenergoterapeutką i ona tłumaczyła mi
            to mniej więcej tak: bioenergoterapeuta czerpie z energii kosmicznej, która
            sama w sobie nie jest zła, ale "zamieszkują" ją duchy nie do pogodzenia z
            Jezusem, demony, a bioenergoterapeuta (nieważne czy wierzący czy nie) nie jest
            w stanie ich "przefiltrować" i otwiera się na te niejasne do określenia siły.
            Nie umiem tego mądrze wytłumaczyć, ale poszukam u siebie w książkach na temat
            okultyzmu .
            W każdym razie dziewczyna (ta eks- bioenergoterapeutka) opowiadała, że pomagała
            zlikwidować dolegliwości fizyczne, ale wiele z tych osób ponosiło konsekwencje
            psychiczne i duchowe swojego "leczenia" u niej.
            Tak że tu nie ma znaczenia czy bioenergoterapeuta jest człowiekiem wierzącym
            czy nie - on otwiera się na okultyzm.
            Przypomniałam sobie, że o. Verlinde świetnie o tym mówił, może znajdę jego
            książkę, to napiszę.
            • Według mojej (niezbyt rozległej) wiedzy KK potępia bioenergoterapię w związku
              właśnie z okultyzmem. Ten rodzaj leczenia jest bodajze uważany za magię i
              dlatego sam w sobie zły, niezależnie od tego, czy terapeuta deklaruje, ze jest
              wierzący, czy nie. Osobiście nie miałam nigdy do czynienia z bioenergoterapeutą
              (poza jednym nieszkodliwym wariatem, który sie za takowego uważał, ale wg mnie
              żadnych nadprzyrodzonych talentów nie posiadał) i nie bardzo wierzę w leczenie
              energią kosmiczna itp.

              Aczkolwiek mam jeszcze pytanie co do innych form tzw medycyny
              niekonwencjonalnej. Słyszałam i czytałam w źródłach związanych z KK, że np
              homeopatia tez jest uznawana za białą magię i w związku z tym potępiana. Ale w
              mojej parafii w pomieszczeniach kościoła przez szereg lat przyjmowała pani
              irydolog homeopata i żyła w przyjaźni z proboszczem, więc nie wiem, jak to w
              końcu jest...
              • No coz ja tez znam taka parafie, w ktorej bioenergoterapeuta przyjmowal, ale to
                niestety wynika z braku wiedzy u niektorych ksiezy, zwlaszcza w przeszlosci.
                • Przepraszam, ale jako niewierzaca jestem zdumiona- czy ktoś mi to wyjaśni?
                  Czy Kosciół katolicki oficjalnie uznaje istnienie magii? Bo tak wynikało z
                  jednego z postów - że bioenergoterapia jest "białą magią" i dlatego nie nalezy
                  z niej korzystać.
                  Zawsze myślałam, że Kościół nie uznaje istnienia magii!
                  • z magią nie wiem, na pewno uznaje działanie sił 'duchowych'-tylko teraz nie
                    wiem co do końca przez to rozumiećsad
                    stąd też mój post o bioenergii

                    i zapomniałam dodać ważną rzecz-kobieta z która rozmawiałam powoływała się na
                    autorytet dominikanów w tym względzie, jest osobą aktywnie uczestniczącą we
                    wspónotach prowadzonych przez dominikanów, to leczenie syna prowadzi 'z
                    namaszczeniem' zakonników prowadzacych tę wspólnotę
                    więc wracam do tego co pisałam, bo wyszedł mi absurd: 'jak taki pan/i leczy mi
                    kręgosłup to może rozchwiać moją psychikę?'
                  • Z tą magia to ja to rozumiem w ten sposób: według mojej wiedzy KK uznaje
                    istnienie demonów itp duchów "nieczystych" i jakichś niezbadanych sił, z którymi
                    niektorzy ludzie - świadomie lub nie - potrafią sie komunikować. Taka
                    komunikacja jest oczywiscie zła i korzystanie z niej (np w celu bioenergoterapii
                    czy innego spirytyzmu) też. Natomiast abstrahując od tego, sama wiara w magię,
                    wrożby itp z punktu widzenia KK jest grzechem. Tak wiec jeśli idziesz do wrożki,
                    to chociaż wróżka może nie mieć żadnych paranormalnych zdolności i tylko
                    wyciągać kasę, to i tak popełniasz grzech, bo otwierasz się potencjalnie na te
                    "nieczyste" siły i akceptujesz ich działanie.

                    Jak coś zakreciłam, to niech ktoś bardziej zorientowany mnie poprawi, bo to
                    bardziej moja interpretacja niż oficjalne stanowisko Koscioła
                    • Jasne stanowisko nt. magii i wróżb można znaleźć w Biblii, np:

                      Nie znajdzie się pośród ciebie nikt, kto by przeprowadzał przez ogień swego
                      syna lub córkę, uprawiał wróżby, gusła, przepowiednie i czary; (11) nikt, kto
                      by uprawiał zaklęcia, pytał duchów i widma, zwracał się do umarłych. (12)
                      Obrzydliwy jest bowiem dla Pana każdy, kto to czyni. Z powodu tych
                      obrzydliwości wypędza ich Pan, Bóg twój, sprzed twego oblicza.
                      (Ks. Powt. Prawa 18:10-12)

                      Jesli chodzi o "cudowne uzdrowienia", czyli nie farmakologiczne itp., to
                      zgodnie z NT, niektórzy (?) chrześcijanie mogą dokonywać tego mocą Ducha
                      Świętego.
                      Myślę, że dlatego zalecana jest ostrożność w kontaktach z innymi metodami
                      niekonwencjonalnymi. Szczerze mówiąc, osobiście nie mam jasno wyklarowanego
                      stanowiska nt. takich metod leczenia, jakim jest np. bioenergoterapia.

                      Pozdrawiam,
                      --
                      addria
                      • znalazłam książkę o.A. Posackiego (autorytet w przedstawianiu stanowiska
                        Kościoła wobec magii, okultyzmu itp.).Napiszę fragmenty:
                        "Czy więc chrześcijanin może za wszelką cenę i u wszystkich szukać
                        uzdrowienia ze swoich dolegliwości? Pastoralna i charyzmatyczna tradycja
                        Kościoła, bazująca na Biblii i doświadczeniu świętych, zawsze ostrzegała
                        wiernych przed nieroztropnością w tym względzie. Istnieja bowiem dwa poważne
                        zagrożenia. Pierwsze to postawa serca, postawa wewnętrznej niewierności,
                        polegającej na niedostatecznym liczeniu na Pana Boga we wszystkim - Boga, który
                        jest przecież Panem każdej sytuacji. To grzech braku zaufania i zachwiania
                        relacji osobowej z Bogiem, skoro nadmiernie pokłada sie nadzieję w czymś, co
                        nie jest Bogiem.
                        Drugie zagrożenie - to realna możliwość ingerencji sił demonicznych, fatalnej w
                        skutkach dla życia duchowego i psychicznego.W momencie uzdrowienia fizycznego
                        choroba może się przenieść do sfery psycho - duchowej. Może więc byc z
                        człowiekiem jeszcze gorzej, bo np. może zniknąć ból (ciało), a pojawi sie lęk
                        (psychika) czy trudności w modlitwie (duch). Zwłaszcza, że szereg uzdrowicieli
                        przyznaje się jawnie do kontaktów ze spirytyzmem czy nawet otrzymania swych
                        darów od "duchów przewodników".
                        Resztę napiszę później, bo na razie mam gości.
                        • "W 1983 roku Biotroniczna Komisja Weryfikacyjna (rodzaj kościoła,
                          uniwersytetu), która powstała przy Stowarzyszeniu Radiestetów w Warszawie,
                          ustanowiła nastepujacą definicje bioenergoterapeuty:
                          "Bioenergoterapeuta to człowiek posiadający dar przekazywania energii dobra
                          (skąd wiadomo, że dobra?)w sposób skuteczny (jest dobra, bo jest skuteczna ?),
                          a zarazem bezpieczny (czy także duchowo bezpieczna?)dla sibie i pacjentów. Ów
                          dar nie musi być uswiadomiony przez bioenergoterapeutę, jak również nie musi on
                          znac rzeczywistych mechanizmów przyczyny chorób i ich likwidacji."
                          Czyli nie wie on trzech rzeczy:
                          1. Nie wie, skąd pochodzi energia i jak jest jej natura (zakłada on tylko, ze
                          jest wszechmocna i dobra, czyli boska). Wiekszość bioenergoterapeutów otwarcie
                          przyznaje sie do nieznajomości natury tej energii, powołujac sie na tajemnice.
                          Skad wiec wiadomo, że jest to energia dobra?
                          2. Ów dar nie musi byc uswiadomiony sobie przez terapeutę, czyli nawet nie wie,
                          skad pochodzi ten dar i czemu służy. Skąd wiadomo, że to dar? A jeśli tak, to
                          od kogo?
                          3. Nie musi on znac właściwych przyczyn choroby, jak tez wiedzieć np., dlaczego
                          choroby znikaja. Jeśli nie zna przyczyn choroby,to skąd wie, czy nie znikaja
                          tylko objawy, a wtedy bedzie jeszcze gorzej, bo ingeruje on w naturalny proces
                          obronny organizmu."
    • witajcie
      pierwszy raz jestem na tym forum - chciałam napisać kilka dni temu ale musiałam
      poczekać na zaproszenie.

      Kilka osób już o tym tu pisało - bioenergoterapia, różdżkarstwo, wahadełka - to
      są praktyki okultystyczne. Człowiek który się na nie otwiera lub z nich
      korzysta otwiera się na okultyzm i nie ma znaczenia czy jest wierzący czy nie.
      Nulleczka wspomniała o ojcu Verlinde - świadectwo jego życia jest dowodem na
      to. Miał m.in. taki dar że ludzie odczuwali ciepło gdy ich dotykał, gdy zamykał
      krąg osób to ciepło przepływało przez nie, wierzył że to dar uzdrawiania. Gdy
      wyrzekł się tego w imię Chrystusa ów dar znikł. Po prostu znikł.

      oj dzidzia mnie woła - wrócę tu niebawem
      pozdrawiam
      • Znalazłam jeszcze coś w katechiźmie KK na temat magii co wydaje mi się dość
        interesujące:
        "Wszystkie praktyki magii lub czarów, przez które dąży się do pozyskania
        tajemnych sił, by posługiwać się nimii osiągać nadnaturalną władzę nad bliźnim -
        nawet w celu zapewnienia mu zdrowia - są w poważnej sprzeczności z cnotą
        religijności. Praktyki te należy potępiać tym bardziej wtedy, gdy towarzyszy im
        intencja zaszkodzenia drugiemu człowiekowi lub uciekanie się do interwencji
        demonów.Jest również naganne noszenie amuletów. Spirytyzm pociąga za sobą
        praktyki wróżbiarskie lub magiczne.Dlatego Kościół upomina wiernych by
        wystrzegali się ich. Uciekanie się do tak zwanych tradycyjnych technik
        medycznych nie usprawiedliwia ani wzywania złych mocy, ani wykorzystywania
        łatwowierności drugiego człowieka."

        A co do białej magii to jest chyba tak, że działanie szatana może przynosić na
        pozór dobre owoce np. zdrowie fizyczne, ale tak naprawdę to jest powolne
        uzależnianie od siebie. Człowiek nieświadomie poddaje się działaniu złego ducha
        i jak to już kilka osób tu napisało cierpi na tym jego psychika lub sfera
        duchowa. Najlepszym przykładem jest chyba to jak łatwo ludzie uzależniają się od
        wrózbiarstwa i z czasem jak trudno im podejmować własne decyzje ufając,że Bóg
        ich prowadzi i troszczy się o nich. Nie można jednak tego stanu mylić z
        opętaniem, na które człowiek musi "sam wyrazić zgodę" - przyjąć szatana jako
        swojego pana.

        pozdrawiam wszystkich
        • Zgadza się - człowiek biorący udział w takich praktykach niestety poddaje się
          działaniu złego ducha, obojętnie czy ma tego świadomość czy nie. I Faktycznie
          jest tak, że np choroba ustępuje, ale..pojawia się coś innego. Szatan nic nie
          daje za darmo. Jakieś dziesięć lat temu byłam członkiem wspólnoty w której się
          wiele na ten temat mówiło. Poznałam wiele osób które zaczęły kojarzyć wizyty u
          bioenergoterapeuty czy używanie wahadełek z lękiem który pojawił się w ich
          życiu, lub z nagłym pogorszeniem relacji z bliskimi, lub trudnościami w
          modlitwie itd itp - i u których problem zniknął odkąd zrezygnowali z tego i
          wyrzekli w imię Chrystusa.
          W tym czasie też byłam na spotkaniu z ojcem Verlinde - o jego doświadczeniu
          pisałam już.

          Drzewo poznaje się po owocach.

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Oferty

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Zadaj pytanie na Forum

Za darmo

Na każdy temat

Tysiącom użytkowników

Zapytaj

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.