Dodaj do ulubionych

pukanie do Boga, modlitwa, proszenie ...

22.06.05, 13:47
Wiem, że było już parę wątków o modlitwie, sama w nich pisałam...
Jednak pojawiły się we mnie wątpliwości. Wczoraj wieczorem mąż mi powiedział,
że córka jego kolegi z pracy ma białaczkę. Córka jest w wieku naszej
Gabrysi, trochę ponad dwa lata. Wszystko toczy się tak szybko. Zaczęłam
się modlić... Rozmawialiśmy o mszy w jej intencji. Was też chciałam
prosić o modlitwę. ... Ta modlitwa w konkretnej sprawie, a mamy ich
na forum coraz więcej, to takie pukanie do Boga, błaganie o cud
uzdrowienia. Jest we mnie przekonanie, że Bóg troszczy się o nią i o
jej rodziców. Wiem, że o nich pamięta. Wiem, że ich nie zostawi. Wiem,
że nie muszę Mu o nich przypominać. Czemu służy moja, nasza modlitwa?
Tłumaczenie, że jest ona bardziej mi potrzebna jakoś w tej sytuacji
mnie nie przekonuje.
Czym dla Was jest nasze wspólne, forumowe pukanie do Boga i proszenie... ?
Obserwuj wątek
    • aka21 Re: pukanie do Boga, modlitwa, proszenie ... 22.06.05, 14:33
      Mnie w takich przypadkach zawsze przychodzi na myśl uzdrowienie paralityka.
      Jezus będąc Bogiem mógł go uzdrowić w jego domu, bez świadków, ale wolał by
      przyjaciele przynieśli go do niego, by spuścili go przez dziurę w dachu.
      Uzdrowienie ciała (i to nie tylko to spektakularne - bez interwencji lekarzy)
      jest dla mnie "dużym" świadectwem Bożej opieki i troski o nas w konkretnych,
      czasem bardzo małych sprawach. Często pociąga za sobą również uzdrowienie duszy
      i to nie koniecznie chorego na ciele. Osobiście czuję się jakoś tak
      bezpieczniej wiedząc,że są wokół mnie przyjaciele którzy niosą mnie do Boga jak
      ja słabnę, a jak mogę ja pomagać to we mnie jakaś taka radość, że Bóg jest
      blisko. Nie wiem do końca jak to napisać. Może to wszystko strasznie plączę.
      Będę się też modlić z Wami. Pozdrawiam
    • mader1 Re: pukanie do Boga, modlitwa, proszenie ... 22.06.05, 15:00
      Nie myśl, że dam Ci odpowiedź na to pytanie smile Za trudne. To mój dylemat.
      Spróbuję ubrać jakos ( pewnie niezdarnie) część moich myśli.
      Najpierw muszę coś napisać. Ja niestety nie potrafię się już modlić
      o "uzdrowienie" lub coś tam jeszcze konkretniejszego. Parę razy myliłam się w
      życiu tzn. wydawało mi się, że zupełnie co innego jest dobre i właściwe niz
      było. Żebyście nie miały złudzeń - modlę się o Wolę Bożą. Przywołuję konkretną
      osobę i modlę się o Wolę Bożą dla niej.
      Zwróć uwagę, jak na ogół odruchowo odpowiadamy na prośbę o
      modlitwę. "Jestem", "pamiętam", " jestem z tobą". Przypomina mi to " zwieranie
      szeregów". Solidarność w obliczu zła, nieszczęścia, trudnych chwil. Modlitwą
      prosimy " niech się wypełni Wola Twoja". Bo trudna sytuacja to nie tylko
      choroba,śmierć, utrata pracy, zdrada. Ta sytuacja to wszystkie okoliczności
      towarzyszące - czy będziemy mieli dość siły, by sprostać, by walczyć, by
      zawierzyć, by uwierzyć, by przetrwać, by podnieść się, by być lepszym ? Nie
      jest to proste, pomimo naszej wiary, pomimo obecności Boga. Gubimy się w
      różnych myślach, podszeptach, słabości. Potrzebne jest to zwarcie szeregów.
      Miałam bardzo trudną sytaucję jakiś czas temu. Wydawalo mi się, że "przerosła
      mnie". Czy w związku z Waszą modlitwą zdarzył się cud ? Nie. A jednak
      podtrzymaliście mnie. Mogłam się poddać i mogłam narobić głupstw, jak
      najbardziej usprawiedliwionych.
      Żeby być uczciwą napiszę, że ja w czasie zagożenia mojego życia prosiłam o
      wypełnienie Woli Bożej, nie o życie. Natomiast w tym czasie modlono się, także
      za pośrednictwem świętego ( czego ja sama bym nie zrobiła) o moje życie i
      zdrowie smile w paru miejscach w Warszawie. Myślę, że to było potrzebne moim
      najbliższym a mnie baaaardzo wzruszyło i podniosło.
      Taki odprysk troski Boga.
      Wierzę, że śmierć nie jest kropką kończącą zdanie. Uważam, że jest
      przecinkiem.Przecinkiem, który postawiony w niewłaściwym miejscu może treść
      zdania wypaczyć.

      --
      Doskonała miłość usuwa wszelki lęk J4,18
      • mama_kasia Re: pukanie do Boga, modlitwa, proszenie ... 22.06.05, 15:20
        Właśnie, czy modlitwa o wypełnienie Bożej woli, o jej
        przyjęcie (czy to to samo swoją drogą?) to jedyna
        właściwa modlitwa? Czy to modlitwa, do której się dąży?
        Czy to szczyt modlitwy i jak już ktoś tam dojdzie wie, że
        jedynie tak warto się modlić? Tak myślałam, ale ...

        Jeden z naszych franciszkanów dużo ostatnio mówi, aby nie prosić
        Boga o błogosławieństwo, bo On go udziela, ale aby modlić
        się dla siebie o otwartość na to błogosławieństwo.
        • mader1 Re: pukanie do Boga, modlitwa, proszenie ... 22.06.05, 16:13
          Nie wiem, nie zaryzykowałabym takiego stwierdzenia. Wydaje mi się, że Panu
          podoba się każda z Nim rozmowa.To raczej szczerość, nastawienie serca jest
          ważne. Jestem głupia - bo im więcej chcę drążę, tym niej wiem sad
          --
          Doskonała miłość usuwa wszelki lęk J4,18
          • mama_kasia Re: pukanie do Boga, modlitwa, proszenie ... 22.06.05, 22:46
            To ja mam tak samo sad
            W wyniku zastanawiania się i drążenia miałam już napisany kolejny
            zestaw trudnych pytań, dotyczących wolnej woli i tego, jak wygląda
            szczęście człowieka oczami Boga, ale dałam sobie spokój.
            Zagubiłam się już w pytaniach...
            A ostatnio modlę się dla siebie o prostotę...
    • glupiakazia Re: pukanie do Boga, modlitwa, proszenie ... 22.06.05, 15:18
      Aka, to bardzo ladnie pomyslane: ze te nasze forumowe modlitwy sa takim jakby
      niesieniem chorego do Boga. Taka solidarnosc, o ktorej pisala Mader. Chcemy
      pomoc i robimy, co mozemy. Nie wnikam, czy modlimy sie o zdrowie, czy o Wole
      Boza, jestesmy razem, gromadzimy sie wokol potrzebujacych.
      Niech tak bedzie i tym razem. Bede pamietala.

      I jeszcze tak troche z boku: zawsze, gdy staje przed taka wiadomoscia, jestem
      zupelnie bezradna. Kiedys pytalam dlaczego. Ale potem, zupelnie nagle,
      zrozumialam przypowiesc o robotnikach w winnicy, ktorym Pan zaplacil po
      denarze, bez wzgledu na to jak dlugo pracowali, poniewaz tak sie z nimi umowil.
      A wiec Wola Boza...
      ale trudne to, strasznie trudne...

      --
      Nasze córki-bzdurki
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=19166796
      • sion2 Re: pukanie do Boga, modlitwa, proszenie ... 22.06.05, 15:54
        Wyznaję zasadę że chrześcijanie są takim systemem naczyń połączonych, ze dobro
        jednego rozlewa sie na wszystkich, podobnie i zło, bo jesteśmy jednym ciałem.
        Wiec myslę ze modlitwa za kogoś jest uczestniczeniem w jakimś ogromnym dobru, że
        udziela się ono także temu kto prosi, o ile nie modli się z wyższością (słynne
        "dziekuję ci Panie że nie jestem jak ten celnik...").
        Ja zawsze gdy napisze że sie modlę to zawsze słowa dotrzymuję. Dlatego gdy
        czasem mam jakiś kryzys albo niechęc i czuję że mogłabym czemuś nie podołać to
        sie nie zgłaszam, albo dopiero po jakimś czasie.
        W każdym razie sądzę że w niebie wszyscy sie spotkamy i będziemy wiedzieć kto i
        za kogo się modlił smile))))).

        Ale wiecie czego mi brakuje?
        Chciałabym żeby osoby proszące o modlitwę o ile nie będzie to zbyt osobiste
        dawały potem jakieś świadectwo jak się rozwiązała ta i ta sprawa. To buduje
        innych, daje skrzydła że Bóg jest i działa. Oczywiście wiele osób pisze tak, ale
        chyba nie wszyscy. Nie zawsze można to zauważyć i odczytać to Boze działanie,
        ale wtedy świadczyć o ciemności, w której sie trwa też jest dobre smile.
    • isma Re: pukanie do Boga, modlitwa, proszenie ... 22.06.05, 16:12
      Pewnie zaraz napisze pare teologicznych herezji wink)), ale ja to mysle tak:

      Modlitwa za kogos jest rzeczywiscie bardziej potrzebna mnie, w tym sensie, ze
      wtedy najpelniej dla mnie wyraza sie przekonanie, ze jestesmy wszyscy czlonkami
      Kosciola - Mistycznego Ciala Chrystusa. Ze wspolodczuwamy. I ze wspolodczuwa z
      nami Chrystus, ktory wzial czlowiecze cialo. Dla mnie modlitwa wstawiennicza to
      jest, z jednej strony, rodzaj wlaczenia sie w tajemnice Wcielenia, a z drugiej -
      jak w przypadku zmarlych, rodzaju udzialu w swietcyh obcowaniu.

      Jak wiecie, ja jestem sceptyczna co do, haslowo mowiac, wspolczesnych form
      wspolnotowosci w sensie doczesnym, natomiast mi bardzo odpowiada wspolnota
      duchowa wink)).

      --
      Is.
      • isma Re: pukanie do Boga, modlitwa, proszenie ... 22.06.05, 16:23
        Aha, no i rzeczywiscie sie modle raczej o pogodzenie z wola Boza, fakt.
        Bo jak chodzi - w moim wlasnym przypadku - o osiagniecie wyzdrowienia czy
        unikniecie smierci, to maa dobrze w pamieci czasy, kiedy bylam pacjentka
        nowotworowa, niewierzaca of course, i bylam absolutnie wewnetrznie przekonana,
        ze nie umre, poniewaz JA TEGO NIE CHCE. Dalo sie zrobic wink)).
        Tak, ze teraz to juz raczej bym wolala od Pana Boga nie chciec niczego
        konkretnego wink)).
        --
        Is.
          • isma Re: pukanie do Boga, modlitwa, proszenie ... 22.06.05, 20:26
            Uhu. Mialam lat dwadziescia i jeden i glupia bylam okropnie wink)).
            I oczywiscie wlasnie to jest nic przy tym, ze nie mozesz chodzic. Bo ja sobie w
            ogole nie zdawalam sprawy z tego, czym to pachnie ;-O. Znaczy, zdawalam, ale
            bylam przekonana, ze kogo jak kogo, ale MNIE to nie dotyczy ;-O.
            --
            Is.
            • sion2 Re: pukanie do Boga, modlitwa, proszenie ... 22.06.05, 21:21
              isma napisała:

              > Uhu. Mialam lat dwadziescia i jeden i glupia bylam okropnie wink)).
              > I oczywiscie wlasnie to jest nic przy tym, ze nie mozesz chodzic. Bo ja sobie w
              >
              > ogole nie zdawalam sprawy z tego, czym to pachnie ;-O. Znaczy, zdawalam, ale
              > bylam przekonana, ze kogo jak kogo, ale MNIE to nie dotyczy ;-O.


              Eh nie! Znowu się nie polsku wyraziłam. Chciałam ci napisac że własnie moje
              "niechodzenie" to jest nic w obliczu choroby nowotworowej. Dlaczego wyszło mi
              inaczej, sorry...
              Nigdy bym nie sądziła że choroba nowotworowa jest lżejszym doświadczeniem niż
              rozwalone kolana, przeciez mojemu zyciu nic nie zagraża...
              Pozdr. Kasia
                • sion2 Re: pukanie do Boga, modlitwa, proszenie ... 23.06.05, 12:57
                  isma napisała:

                  > Dobrze sie wyrazilas. Mnie wlasnie o to chodzilo, ze JEST lzejszym, jak chory
                  > odznacza sie idiotyczna niefrasobliwoscia podobna do mojej. Ja autentycznie
                  > bylam przekonana, ze to jakis glupi psikus losu i w ogole pomylka, nie o mnie
                  > chodzi wink)).


                  Ale wiesz tak sobie wczoraj myslałam zasypiając (he he nawet wtedy forum mi w
                  głowie!) że chciałabym zeby moja mama własnie była taka "niefrasobliwa", zeby z
                  taką lekkością podeszła do swojej choroby nowotworowej , ktora (operacje i
                  chemię) miała już ponad 3 lata temu a do tej pory to przeżywa czasem z takim
                  natężeniem że reszta domowników nie ma życia sad.
                  Taka pogoda ducha to dar w tej chorobie.
    • aka21 Re: Wola Boża... 07.07.05, 15:12
      Bardzo chciałam w tym wątku napisać o swojej modlitwie prośby. To tak w
      kontekście modlitw o wypełnienie woli Bożej.
      Na pewnych rekolekcjach ktoś namawiał nas ,aby Boga prosić o konkrety, bo
      wówczas dopuszcza się niewysłuchanie modlitwy (tak dosłownie). Jak sobie to
      przemyślałam, to stwierdziłam, że jest w tym sens. Zaczęłam się tak modlić. Bóg
      jest naszym Ojcem. Dziecko przychodząc do taty nie prosi "daj mi to co dla mnie
      najlepsze", nie czeka, aby ojciec dał mu pić, jeść, a może cukierka, lub wziął
      go na kolana. Po prostu przychodzi i prosi. Tak chcę traktować Boga, jako
      mojego kochającego Tatę. Nie boję się. Wiem, że jeżeli coś nie będzie dla mnie
      dobre to On mi nie tylko tego nie da, ale wytłumaczy mi (pokaże)
      dlaczego "nie", a może każe tylko poczekać? Czasem zachowuję się jak dwulatek w
      okresie buntu wrzeszcząc dlaczego "nie", ale On jest na moje szczęście
      cierpliwy i umie po swojemu ukoić (np. jakieś słowo, człowiek). Widzę owoce
      takiej modlitwy w swoim życiu, zwłaszcza w mojej relacji z Bogiem. Ona nas
      zbliża.
      Druga moja pułapka której staram się unikać to narzucanie Bogu konkretnego
      rozwiązania danego problemu. Często modląc się mam już przygotowany scenariusz
      Bożego działania, aby mój cel został osiągnięty. To czasem trudne, zostawić
      Bogu wolność w działaniu, a prosić jedynie o "efekt końcowy". Próbuję...
      A zaczęło się to kiedyś tak na pozór błachosmile))
      Bylam na pierwszym roku studiów. Miałam zdawać egzamin, którego bardzo się
      bałam. Poszłam rano na Mszę Św i aż się popłakałam (wstyd się teraz przyznać),
      że ja nie chcę tego zdawać. Nie wiem, czy mam sobie po drodze złamać nogę, czy
      co, ale niech On coś zrobi! Przyszłam pod salę (po drodze nic się nie stało).
      Egzaminator się jednak spóźniał, w końcu jednak przyszedł! Klapa pomyślałam, a
      facet wychodzi do nas i mówi, że ci co mają zaliczenie powyżej 3,5 przychodzą
      na ustny za 2 dni. Ja miałam 4,0! Byłam przerażona - teraz - Bożą obecnością.
      Od tamtej pory wiem, że każdy szczegół mojego życia nie jest Mu obojętny i On
      ma moc go przemieniać. Potem wielokrotnie doświadczałam i doświadczam takiej
      codziennej troski Boga o mnie.
      • otryt Re: Wola Boża... 13.07.05, 19:30
        Twoje słowa Ako dały mi dużo do myślenia.
        Prosić Boga o konkrety, liczyć się z możliwością niewysłuchania modlitwy. Jest
        w tym jakaś racja. Ale dzieci bywają różne i różne układy w rodzinach. Twoje
        rozważanie uświadomiło mi, że stosunek człowieka do Boga jest jakąś pochodną
        jego stosunku do rodziców i do ludzi jako takich. A pod tym względem bardzo się
        różnimy. Są maluchy, które co chwila krzyczą: "daj" i często to dostają, ale są
        też takie dzieci i młodzież, które o nic nie proszą, bo myślą, że i tak nic nie
        dostaną, że im się i tak nic nie należy. W skrajnym przypadku z rozmysłem nie
        mówią o swoich pragnieniach, gdyż obawiają się, że marzenie wypowiedziane
        głośno spowoduje jego aktywne zablokowanie przez niechętne otoczenie. Lepiej
        więc milczeć, może choć przypadkiem się trafi. Ta ostatnia postawa łączy się
        często z niskim poczuciem własnej wartości, nawet z próbą manipulacji
        otoczeniem, aby choć nie wprost uzyskać to na czym im zależy. Ci ludzie też o
        nic konkretnego Boga nie proszą. Boją się odmowy bardziej niż inni. Wierzę, że
        Bóg do każdego z nas podchodzi w sposób indywidualny, prowadzi nas
        niepowtarzalną drogą, stara się pomóc wyjść człowiekowi z jego uwikłań i
        kompleksów, także tych z najmłodszych lat, a więc najtrwalej zapisanych w
        osobowości.

        Konkrety. Skąd ludzie wiedzą czego chcą, co dla nich najlepsze? Zazwyczaj
        naśladują innych, często w najdrobniejszych szczegółach. Maluch krzyczy: "kup",
        gdy widzi taką samą zabawkę u innego dziecka. Dorośli też mają swoje zabawki, a
        w swoim postępowaniu bardzo często naśladują innych, wybierają modne kierunki
        studiów, modne zawody. Po latach okazuje się, że ich podstawowe wybory życiowe
        były chybione, także ten z wyborem męża lub żony. Może jednak lepiej prosić w
        modlitwie, aby Bóg oświetlił mój umysł i wskazał studia lub zawód, najbardziej
        odpowiedni dla mnie a nie modlić się o to, aby zostać np. maklerem giełdowym.
        Może lepiej jednak modlić się o mało konkretny dobry wybór męża/żony niż prosić
        o to, aby został nim konkretny Krzysztof lub konkretna Anna. I tak można by
        ciągnąć. Myślę, że ideałem jest współpraca człowieka i Boga. Człowiek daje z
        siebie możliwie najwięcej i cały czas wsłuchuje się w Wolę Bożą.

        Rzadko proszę o konkrety, Bóg jednak obdarowuje mnie rzeczami, których nie
        jestem sobie w stanie wyobrazić.

        Pozdrawiam serdeczniesmile
        Mirek

        • aka21 Re: Wola Boża... 26.07.05, 13:33
          Wreszcie może uda mi się coś napisać. Ostatnio mam dużo pracy.
          Napisałeś Mirku:
          ,stosunek człowieka do Boga jest jakąś pochodną
          > jego stosunku do rodziców i do ludzi jako takich. A pod tym względem bardzo
          się
          >
          > różnimy.
          Całkowicie się z tym zgadzam! Niejednokrotnie spotykałam ludzi, którzy
          podświadomie odrzucali Boga Ojca, bo mieli złe relacje ze swoim Ojcem.
          Widziałam jak sama świadomość tego faktu była dla nich wyzwalająca. Jak
          odkrywali prawdziwą, bezinteresowną miłość Boga.
          Ludzie są różni, ale Bóg jest doskonały i tak jak pisałeś wie jak każdego
          prowadzić do siebie. Jest "tylko" jeden warunek. Musimy Mu na to pozwolić,
          chociaż tak odrobinę, Tak po ludzku dać Mu szansę. Wielokrotnie tego osobiście
          doświadczałam. On przybliżał się i okazywał swoją miłość. Może jestem w tej
          dobrej sytuacji, że relacje z moim ojcem zawsze były serdeczne. Może mnie przez
          to było łatwiej? Nie wiem. Wydaje mi się, że Bóg chce byśmy przede wszystkim
          czuli (tak, chyba chodzi mi tutaj o to ludzkie odczucie) się kochani. To daje
          człowiekowi poczucie bezpieczeństwa (nawet prze całkowitym pozornym jego
          braku). Chce byśmy sami siebie potrafili pokochać, poznali swoją wartość i
          godność. Tego nie czują ci o których piszesz, że boją się wypowiadać swoje
          marzenia, czy naśladują innych chcąc powielać ich szczęście. Masz rację pisząc
          o indywidualnym podejściu Boga do każdego człowieka, o Jego mocy wyzwalania i
          oczyszczania. Też przez to wszystko przechodziłam i ciągle przechodzę. To jest
          pewna droga. Pisałam o konkretach, bo dla mnie to ważne. Właśnie ta możliwość
          niewysłuchania mojej prośby. Tak próbuję ufać Bogu. Mam świadomość, że Jego
          hojność nie ma granic. Ja też niejednokrotnie jej doświadczałam.
          Piszesz:
          Konkrety. Skąd ludzie wiedzą czego chcą, co dla nich najlepsze? Zazwyczaj
          > naśladują innych, często w najdrobniejszych szczegółach. Maluch
          krzyczy: "kup",
          >
          > gdy widzi taką samą zabawkę u innego dziecka. Dorośli też mają swoje zabawki,
          a
          >
          > w swoim postępowaniu bardzo często naśladują innych, wybierają modne kierunki
          > studiów, modne zawody. Po latach okazuje się, że ich podstawowe wybory
          życiowe
          > były chybione, także ten z wyborem męża lub żony. Może jednak lepiej prosić w
          > modlitwie, aby Bóg oświetlił mój umysł i wskazał studia lub zawód,
          najbardziej
          > odpowiedni dla mnie a nie modlić się o to, aby zostać np. maklerem giełdowym.
          > Może lepiej jednak modlić się o mało konkretny dobry wybór męża/żony niż
          prosić
          >
          > o to, aby został nim konkretny Krzysztof lub konkretna Anna.
          Wydaje mi się,że życie składa się właśnie z takich konkretów. Ciągle stajemy
          przed większymi lub mniejszymi wyborami i je podejmujemy. Ja właśnie tak
          rozumiem szukanie Woli Bożej: mówię Mu "te i te" studia mi się podobają czy to
          moje miejsce? Piszesz o naśladowaniu innych. Mnie to nie sprawia przyjemności i
          teraz nie potrafię powiedzieć dlaczego. Może to kwestia wychowania (tego z
          dzieciństwa, ale i późniejszego też), może pewnej hierarchii wartości? Nie
          wiem? Zawód mam raczej mało popularny, ale wymarzony chyba już od dzieciństwa,
          pracę, dzięki Bogu w zawodzie. Wiem, że wszystko może się zdarzyć, ale dzisiaj
          cieszę się z tego co mam.
          Co do wyboru męża: Chyba postępowałabym wbrew sobie prosząc Boga o kogoś mało
          konkretnego, gdy zafascynowana byłam kimś konkretnym. Prosiłam o mądre decyzje
          dla nas, jeśli to mamy być "my". Wcześniej oczywiście, że modliłam się o męża
          (miałam wewnętrzne przekonanie od pewnego momentu, że małżeństwo jest moim
          powołaniem). Nie żałuję tego wyboru!

          Myślę, że ideałem jest współpraca człowieka i Boga. Człowiek daje z
          > siebie możliwie najwięcej i cały czas wsłuchuje się w Wolę Bożą

          Wydaje mi się, że bez tej chęci współpracy Bóg nie jest w stanie nic zrobić.
          Dał nam, w Swojej miłości, Wolną Wolę.
          Przyznam się, że czasem nie jestem w stanie dać "możliwie najwięcej" - wiem ,że
          mogłabym więcej, ale upadam i mogę Mu o tym powiedzieć i wiem, że mi pomoże.
          Nie czuję się winna. O wsłuchiwaniu się w Wolę Bożą to już w innym wątku. I tu
          każdy ma "swoje sposoby". W tym wszystkim dla mnie najważniejsza jest
          świadomość, że Bóg mnie kocha i się o mnie troszczy (i bynajmniej nie jest to
          tylko popularny slogan), a ja zwyczajnie mogę być sobą.

          Serdecznie pozdrawiam
          Agnieszka
    • carla7 Re: pukanie do Boga, modlitwa, proszenie ... 12.07.05, 14:12
      A ja myślę, że modlitwa prośby w sprawach po ludzku biorąc beznadziejnych jest
      potrzebna nie tylko tym stojącym obok, którzy nic innego nie mogą już zdziałać.
      Sama kilka razy czułam czyjąś modlitwę w chwili, gdy ja sama nie mogłam, nie
      potrafiłam się modlić. Nie wiem gdzie byłabym teraz bez tej modlitwy. Ktoś dodał
      mi sił swoją modlitwą i zapewne zgodne to było z wolą Boga. Być może bez tej
      modlitwy byłabym w tym samym miejscu, ale nie czułabym tej głębokiej
      wdzięczności i miłości, którą teraz mam w sercu. To na przyszłość dodaje sił.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka