Dodaj do ulubionych

Świadomy wybór dziecka

04.10.05, 17:42
Witam!
czy Waszym zdaniem należy pozwolić dziecku na dokonanie wyboru kościoła w
wieku 11 lat?
moja córka w rodzinie zastępczej została wychowana w Domu dziecka w kościele
Katolickim,przystąpiła do komunii itp.,
my z mężem jesteśmy protestantami, więc zabieramy ją w niedzielę oczywiście do
naszego kościoła, potem szliśmy jeszcze na mszę do kościoła Katolickiego na co
nalegali dotychczasowi opiekunowie dziecka, więc mała spędzała w niedzielę
ok.4 godz w dwóch kościołach...(u nas jest 2.5 godz nabożeństwo)
gdy zorientowaliśmy się że dziecko chce iść do KK bo panie powiedziały że jak
nie pójdzie to będzie miała straszny grzech i chce tam iść ze strachu,
powiedzieliśmy jej że wystarczy jak będzie chodzić tylko u nas
bo przecież do kościoła nie chodzi się ze strachu ale z miłości do Boga
daliśmy jej możliwość wyboru kościoła, bo kontynuowanie tzw. tradycji ze
strachu jest bez sensu i na razie wybrała nasz kościół,
uważam że ciąganie dziecka do KK dla zasady i tradycji nie jest dobre
a ostatecznego wyboru dokona jak podrośnie. Dodam że w szkole nadal uczęszcza
na religię i równocześnie na naszą szkółkę niedzielną gdzie uczęwink


--
"Dziecko chce być dobre
Jeśli nie umie- naucz
Jeśli nie wie- wytłumacz
Jeśli nie może- pomóż"
Edytor zaawansowany
  • sion2 04.10.05, 19:09
    "Straszny grzech" - o ile się nie mylę to "panie" miały na myśli po prostu jedną
    z prawd wiary katolickiej, która mówi że łamanie przykazań Bozych jest grzechem
    ciężkim. Jedno z Bozych przykazań jest "pamiętaj abyś dzień świety święcił" i
    takim dniem świetym - pamiątką zmartwychwstania Chrystusa - dla katolika jest
    własnie niedziela.
    Grzechy według wiary katolickiej dzielą się na dwie główne kategorie:
    ciężkie=śmiertelne i lekkie. Grzech ciężki czyli smiertelny polega na
    dobrowolnym i świadomym uczynieniu zła w ważnej materii np. złamanie jednego z
    10 przykazań Bozych. Ten grzech zrywa naszą duchową przyjaźń z Bogiem,
    przyprowadza "śmierć" na duszę, po jego popełnieniu katolik musi żałować że źle
    postąpił i iść do spowiedzi aby być znów w stanie łaski uświęcającej. Z
    pewnością własnie to miały na mysli "panie" które dziecku to powiedziały. Uważam
    że jak najbardziej słusznym jest bać się utraty łaski, bać się utraty przyjaźni
    z Bogiem. Przyjaźni - bo miłości nie traci sie nigdy!
    Zapewniam że katolicy nie muszą uczestniczyć ze strachu w praktykach wszelakich.
    Jęsli ktoś bardzo chce modlić się ze strachu - jego wybór, ale nie nauka i wiara
    Kościoła.

    Nie wiem jak długo dziewczynka jest z wami. Myslę że niesłusznym będzie na siłę
    bądź dyskretne przełamywanie jej aby porzuciła wiarę w której do tej pory była
    wychowana, tak samo niesłuszne będzie zmuszanie jej do praktykowania wiary
    katolickiej gdyby wyraziła stanowczą wolę porzucenia jej. Ma już 11 lat i uważam
    że ma prawo decydować do jakiej wiary się będzie przyznawać. Obrzydzanie jej
    wiary katolickiej, pokazywanie że "my jesteśmy lepsi, nie jak ci katolicy
    kryptopoganie" będzie na pewno wielkim grzechem, choć oczywiście nie twierdzę że
    wy tak robicie.

    Według mnie to powinniście się skupić na budowaniu tego co łaczy obydwa
    wyznania: wiary w Zbawiciela Jezusa Chrystusa, którego przyjąc do swego serca
    jako Pana i Zbawiciela można w KAŻDEJ denominacji, w każdej można doświadczyć
    działania Ducha św, gdyż nie jest On "własnością" żadnego Kościoła. Powinniście
    ją wychowywać na chrześcijankę po prostu, na kogoś kto będzie oddany Jezusowi a
    nie żywił pogardę dla wiary z dzieciństwa i uważal się za kogoś lepszego bo nie
    modli się przed obrazami. Jak to się uda wam, będzie super.
  • anton1 04.10.05, 21:11
    Witam

    1 Kor. 1:12-13
    A mówie to dlatego, ze kazdy z was powiada: Ja jestem Pawlowy, a ja Apollosowy,
    a ja Kefasowy, a ja Chrystusowy. Czy rozdzielony jest Chrystus? Czy Pawel za
    was zostal ukrzyzowany albo w imie Pawla zostaliscie ochrzczeni?

    Pozwolilem sobie na zacytowanie Ap. Pawla, poniewaz w tym kontekscie uwazam, ze
    jego slowa sa bardzo znamienne. Nie wiem na ile przywiazujecie uwage do Biblii
    i do jej zalecen.
    Problem wychowania dzieci byl, jest i bedzie bardzo trudny. Moim zdaniem
    rodzice sa odpowidzialnie glownie za ich wychowanie. Osobiscie uwazam, ze jest
    dobra rzecza wskazywac dziecku na wartosci chrzescijanskie, jakie wyplywaja ze
    Slowa Bozego. Mozna wskazywac na Jezusa, jako centralny punkt Bozego planu
    wzgl. czlowieka. Mozna wskazywac na Boga, jako na Stworzyciela wszystkich
    rzeczy dobrych. Mozna wskazywac na wspaniale zamierzenia, jakie Bog ma jeszcze
    w zandrzu dla czlowieka.
    W wieku 11 lat dziecko juz duzo rozumie, ale tez jeszcze wielu rzeczy nie moze
    pojac. Moj wybor zaczal dokonywac sie ok. 17-19 roku zycia, chociaz juz
    wczesniej bylem zaangazowany w pewne struktury koscielne. Wydaje mi sie, ze
    mozna "uswiadamiac" 11-letniemu dziecku pewne roznice, jakie dziela niektore
    denominacje. Ale mozna tez mowic, o rzeczach wspolnych i je podkreslac. Mozna
    tez w delikatny sposob przytaczac odpowiednie wersety Pisma Sw. na poparcie
    tych roznic lub tez tych wspolnych pogladow.
    Jezlei nagnie sie dziecko sila w jedna strone, moze ono (tak jak galazka) po
    czasie odbic sie w druga strone. Wszelkie formy przemocy sa moim zdaniem nie
    wskazane. Mozna jednak, jako rodzic, zdecydowanie "bronic" swojej sprawy i
    swoich pogladow. Jezeli sa one prawdziwe i jezeli poparte Slowem Bozym, po
    czasie dziecko moze zauwazyc harmonie pomiedzy praktyka a teoria. Jezeli
    dziecko zauwazy brak tej harmonii, to z pewnoscia bedzie szukalo innego
    wyjscia.
    Wszelki strach przed Bogiem jest bezpodstawny. Nie tylko straszy sie ludzi by
    chodzili regularnie na msze, ale w roznych denominacjach straszy sie ich
    pieklem, wiecznymi mekami, czy zniszczeniem w "Wojnie Armagiedonu".
    1 Jan. 4:18
    "W milosci nie ma bojazni, wszak doskonala milosc usuwa bojazn, gdyz bojazn
    drzy przed kara; kto sie wiec boi, nie jest doskonaly w milosci."

    Moze moznaby zaproponowac dziecku poczatkowo chodzic na zamiane, co drugi
    tydzien tu, co drugi tydzien tu. Moze mozna sie jako rodzice podzielic. Jedna
    niedziele ten rodzic moze isc z dzieckiem na msze, a pozniej razem na
    nabozenstwo w Waszym zgromadzeniu, a druga niedziele ten rodzic. Jezlei poprzez
    przyklad rodzicow i ich "poswiecenie" sie w tym wzgledzie rodzicow, dziecko
    zauwazy ich milosc do niego, to bedzie sie czulo coraz bardziej bezpieczniej.
    Jezeli bedzie widziec u rodzicow prawdziwa czesc dla Boga, jezeli bedzie
    widziec ich poddanie sie Jezusowi, jako ich osobistemu zbawicielowi, jezeli
    beda widziec u nich madrosc, ktora wyplywa z Biblii, to z pewnoscia lepiej i
    latwiej bedzie dziecku wierzyc w Boga, bardziej otwarcie i bez bojazni.
    Wydaje mi sie, ze rodzic moze bardziej zdecydowanie wypowiedziec swoje zdanie,
    nawet w temacie wiary. Jezlei ta wypowiedz bedzie uzasadniona, to dziecko (choc
    moze czasem przekorne) bedzie widziec w tym dobra wole, czyli milosc, rodzicow.
    Milosc nie jest slepym sentymentalizmem, ale jest dobra wola, jest
    dobrczynnoscia, jest bezinteresowna i wyrzeka sie wlasnych interesow na rzecz
    innych. Tak czynil i czyni Bog Ojciec, tak czynil i czyni Jezus i tak mozemy
    czynic i my.
    Po tym jak dziecko nabierze zaufania do Biblii, mozna mu tez wskazac pewne
    teksty Pisma Sw. odnosnie stosunku dzieci/rodzice.
    2 Moj. 20:12
    "Czcij ojca swego i matke swoja, aby dlugo trwaly twoje dni w ziemi, która Pan,
    Bóg twój, da tobie."
    Efez. 6:1-4
    "Dzieci, badzcie posluszne rodzicom swoim w Panu, bo to rzecz sluszna. Czcij
    ojca swego i matke, to jest pierwsze przykazanie z obietnica: Aby ci sie dobrze
    dzialo i abys dlugo zyl na ziemi. A wy, ojcowie, nie pobudzajcie do gniewu
    dzieci swoich, lecz napominajcie i wychowujcie je w karnosci, dla Pana."
    Kol. 3:20-21
    "Dzieci, badzcie posluszne rodzicom we wszystkim; albowiem Pan ma w tym
    upodobanie. Ojcowie, nie rozgoryczajcie dzieci swoich, aby nie upadaly na
    duchu."

    Byc moze z czasem dziecko zrozumie, ze posluszenstwo woli rodzicow jest dobra
    rzecza, oczywiscie jezeli ta wola prowadzi ich do Pana, czy ogolnie mowiac do
    dobrego.
    Mam tutaj rowniez i na mysli rzeczy bardziej "swiatowe" i "doczesne", poniewaz
    jezeli oddani Bogu rodzice beda je czynic na chwale Bogu, to dzieco zauwazy z
    czasem, ze chrzescijanstwo to nie tylko chodzenie na/do zgromadzienia. Jezeli
    dziecka spojrzy na "wspolwiernych" danej spolecznosci religijnej, a w tym wieku
    moze juz wiele zauwazych, to byc moze i to bedzie dla niego pomocne w podjeciu
    decyzji.

    Wiele mozna by pisac. Teoria jest latwiejsza niz praktyka. Zdaje sobie sprawe,
    dlatego zycze Wam wiele "madrosci pochodzacej z gory" oraz wiele cierpliwosci.
    Modlcie sie, oddajce sprawe w rece Pana. Naklaniajcie dziecko do szczerej i
    nieobludnej wiary w Boga i jego obietnice. Dawajcie mu dobry przyklad,
    naklaniajcie go do tego, co Wy uwazacie za dobre, po tym, jak Wy sami
    przekonaliscie sie, ze jest to dobre. Latwowiernosc nie poplaca. Naklaniajcie
    Wasza corke na wyrozumiewanie Waszych intencji, zamiarow, slow i czynow.

    Nie chce tutaj prowadzic zadnej debaty teologicznej, ale jezeli Wasze dziecko
    zrozumie prawdziwa wartosc chrztu (z greckiego baptiso oznacza zanurzenie),
    jezeli zrozumie ono prawdziwa wartosc spolecznosci z Bogiem, jezleli zrozumie
    wartosc jedynej i prawdziwej,i niepowtarzalnej, i nie potrzebujacej kontynuacji
    ofiary, ofary Jezusa, to zauwazy tez, czy istniej potrzeba, koniecznosc czy
    tez "przymus" chodzenia na msze KK.
    Niech dziecko uczesza na "nauke religii" i na "szloki niedzielne" jezeli tego
    chcecie. Niech swiadomie zauwaza rozniece, a jezeli ich nie rozumie, tlumaczcie
    je odpowiednio. Niech jednak mirnikiem tego co prawdziwe i dobre jest Slowo
    Boze.

    Zostancie z Bogiem
    Anton
  • samboraga 04.10.05, 22:55
    Trudną sytuację macie. Trudno tu o dobre wyjście.
    Czy rozmawialiście z dzieckiem? Czy oprócz tego, że 'boi sie grzechu' ma jakieś
    swoje zdanie? Bo niby jest dzieckiem, ale już nie takim małym.
    Myślę, że ciężko Wam żyć w takiej dwuistości, gdy 'inne' jest tylko dziecko (bo
    inaczej gdybyście byli małżeństwem mieszanym), bo siłą rzeczy Wasze życie
    związane jest z Waszym sposobem praktykowania wiary, organizacją niedzieli, dni
    wolnych.

    Kontynuowanie na siłę niedzielnego maratonu rzeczywiście chyba niczemu dobremu
    nie służy. Zaproponowaliście dziecku chodzenie z Wami. A może istnieje
    możliwość, aby 11-latka sama mogła chodzić na msze św.? Oczywiście nie wiem jak
    daleko jest kościół itp.
    Bo rzecz w tym, że problemu nie sprowadzałabym do samego uczestnictwa w
    niedzielnych nabożeństwach. Katolicyzm to życie sakramentalne – nie tylko
    chodzenie na mszę św., ale też przystępowanie do spowiedzi. Tego dziecko
    rzeczywiście nie przewidzi i w tym sensie o pozostawieniu jemu świadomego
    wyboru być nie może, ale jeżeli chodzi na religię to prędzej czy później
    dojdzie do konfliktu sumienia czy do rozmów na katechezie. Samo posłanie
    dziecka na religię nie zapewni mu 'kontaktu z katolicyzmem', bo przecież nie o
    przekazywanie samych prawd wiary chodzi, ale o życie wiarą, którego Wasze
    dziecko, chodząc tylko do zboru, mieć nie będzie (w takim, sakramentalnym
    aspekcie). Prędzej czy później dziecko, po tym jak przestanie chodzić na mszę,
    zapyta po co ma chodzić na religię. Nie do końca jestem pewna czy 'tylko' "dla
    tradycji', jak piszesz.
    --
    Starszak i Maluch
  • mama_kasia 05.10.05, 08:22
    Ależ to jest trudne...
    Myślę, że dziewczynka będzie naturalnie lgnąć do Waszej wiary.
    Jeśli będzie czuła Waszą miłość, bliskość, jeżeli będzie czuła,
    że to jest jej prawdziwy dom, to będzie chciała być "Wasza",
    będzie chciała mieć jak najwięcej z Wami wspólnego.
    Myślę, że w tej sytuacji macie szczególną rolę budowania pomostu
    między Waszą i jej wiarą. Nawet jeśli ona wybierza Waszą wiarę,
    musicie wyprostować jej myślenie o KK. Sami (nie wiem, czy to jest
    możliwe) powinniście szukać dobra w KK, pogłębiać swoją wiedzę na
    temat prawdziwego KK. Pewnie przydałaby się dobra współpraca z
    katechetą. To byłoby nie w porządku, gdby ona została z takim
    obrazem wiary katolickiej jak to przedstawiłaś.
  • mader1 05.10.05, 09:55
    Zgadzam się z Mamą Kasią w pełni.
    --
    Doskonała miłość usuwa wszelki lęk J4,18
  • marzek2 05.10.05, 10:06
    Ja też zgadzam się z Mamą Kasią. Nic dodać, nic ująć.
    --
    W życiu chodzi o to, by pozwolić się używać Bogu go Jego celów, a nie posługiwać
    się Bogiem do realizacji swoich prywatnych celów.

    Wychowanie w wierze
  • glupiakazia 05.10.05, 10:16
    a ja sie zgadzam i z Mama Kasia, i z Mader, i z Marzeksmile

    a najbardziej sie zgadzam, ze to bardzo trudne, glownie dla was, rodzicowsmile

    --
    Nasze córki-bzdurki
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=19166796
  • mamalgosia 05.10.05, 10:58
    Uważam, że sprawa jest i trudna i delikatna. Bo po pierwsze: w tym wieku dziecko
    ma już jakoś ukształtowane sumienie (inna rzecz, czy prawidłow), więc jeśli się
    nie zgodzisz, to złamiesz jego sumienie,a nei ma nic gorszego. Z drugiej strony
    za niepełnoletnie dziecko odpowiada rodzic - a Wy teraz jesteście rodzicami,
    więc Wy macie prawo decydować.
    Ja bym starała się robić to wszytsko baaaardzo powoli. I poszłabym w niedzielę
    do obu kościołów
    --
    jesień jest piękna
  • lolinka2 05.10.05, 13:11
    Jeśli daje jej to poczucie bezpieczeństwa...jest to JEJ religia a nie pań z d.d.
    czy czyjaś tam...niech idzie, ma prawo.
    Jeśłi zaś po prostu chodzi o to żeby gdzieś poszła się pomodlić i jest jej
    wysoce obojętne gdzie, czas uzasadnieć dlaczego powinien to być Wasz kościół.
    W kwestii nauki religii to samo.
  • kiwwinka 05.10.05, 13:49
    Dziękuję Wam za odpowiedzi,
    właśnie jest to wszystko dla nas bardzo trudne...
    chcemy jak najlepiej dla naszych dzieci, przede wszystkim wychować je w wierze w
    Jezusa Chrystusa i miłości do innych ludzi i nie jest naszym celem pokazywanie w
    złym świetle KK, nie o to chodzi, oczywiście że wolimy aby ona wybrała nasz
    Kościół ale nie chcemy aby to zrobiła tylko dla nas,
    który z kochających rodziców katolików pozwoliłby swojemu dziecku na pójście do
    Kościoła jego koleżanki-protestantki z klasy, gdyby zechciało zobaczyć jak to
    jest w innym wyznaniu?
    czy dalibyście dziecku taki wybór?
    myślę że nie, byłaby obawa że odrzuci to w czym chcecie by zostało i żyło bo
    chcecie dla dziecka jak najlepiej, bo uważacie że to jest dla niego najlepsze
    tak jak i my...chcemy dla dziecka tylko dobrych rzeczy
    kilka osób z otoczenia zarzucało nam że zmienimy "wiarę" dziecka i wyrządzimy mu
    samym tym faktem wielką krzywdę...


    tak jak daliśmy jej wybór odnośnie zamieszkania z nami i włączenia jej w naszą
    rodzinę tak chcemy by świadomie wybrała czy kontynuować praktykowanie wiary
    wg.KK czy całkiem to porzucić bez obciążenia w sercu że czyni coś złego co
    niepodoba się Bogu...
    A te panie co ją nastraszyły że będzie miała wielki grzech jak w niedzielę nie
    pójdzie do KK, to były siostry zakonne...bo u nich się wychowała:p
    więc jest podwójnie trudno...
    to były dla niej duże autorytety
    a ona sprawy wiary traktuje poważnie (i dobrze) ale nam trudno jest wyczuć tę
    granicę kiedy robi coś dla nas a kiedy sama dla siebe wybiera

    oczywiście my wiemy że to wierutna bzdura że dziecko zgrzeszy bo nie będzie w KK
    na mszy gdy było już w innym Kościele gdzie oddaje się jedynemu Bogu chwałę ale
    nie przekazujemy jej tego w ten sposób aby obrzydzić jej dotychczasowy Kościół,
    nic na temat różnic jej nie mówimy,
    myślę że już sama je zauważa bo u nas bardzo jej się podoba i mocno przeżywa
    modlitwę i to co słyszy na nabożeństwie
    Dziecko ma bardzo delikatną psychikę, daje się uformować tylko jak to zrobić nie
    wywierając narzucającej presji ale delikatnie zachęcając?
    Bóg też nikogo nie zmusza do wiary w Jezusa, Duch Święty szepta do naszego serca
    i daje nam wolny wybór...
    od nas rodziców wiele zależy, my często musimy dziecko nakierować, wskazać
    drogę, problem tkwi nie w tym czy zakazać czy pozwolić ale jak to zrobić...
    Pozdrawiamsmile
    --
    "Dziecko chce być dobre
    Jeśli nie umie- naucz
    Jeśli nie wie- wytłumacz
    Jeśli nie może- pomóż"
  • sion2 05.10.05, 17:40
    kiwwinka napisała:

    > który z kochających rodziców katolików pozwoliłby swojemu dziecku na pójście do
    > Kościoła jego koleżanki-protestantki z klasy, gdyby zechciało zobaczyć jak to
    > jest w innym wyznaniu?
    > czy dalibyście dziecku taki wybór?
    > myślę że nie, byłaby obawa że odrzuci to w czym chcecie by zostało i żyło bo
    > chcecie dla dziecka jak najlepiej, bo uważacie że to jest dla niego najlepsze
    > tak jak i my...chcemy dla dziecka tylko dobrych rzeczy

    ha! ja jestem przykładem któremu rodzice nigdy nie zabraniali iść do zboru,
    miałam koleżankę w klasie która z katolicyzmu przeszła na protestantyzm, ja się
    z nią przyjaźniłam zaprosiła mnie i poszłam, nikt mi tego nie zabronił, pytałam
    sie nawet spowiednika mojego który także mi pozwilił...
    tyle z w tym zborze zobaczyłam niemiłe rzeczy, wrogośc wobec KK taką że więcej
    tam nie poszłam, chciałam się pomodlić z nimi a musiałam uxzestniczyć w seansie
    "ha ha ha jacy ci księza katoliccy są głupi i Pisma św. nie znają"


    >
    > tak jak daliśmy jej wybór odnośnie zamieszkania z nami i włączenia jej w naszą
    > rodzinę tak chcemy by świadomie wybrała czy kontynuować praktykowanie wiary
    > wg.KK czy całkiem to porzucić bez obciążenia w sercu że czyni coś złego co
    > niepodoba się Bogu...
    > A te panie co ją nastraszyły że będzie miała wielki grzech jak w niedzielę nie
    > pójdzie do KK, to były siostry zakonne...bo u nich się wychowała:p
    > więc jest podwójnie trudno...


    to nie jest straszenie tylko prawda: katoli jeśli ie uczestniczy w ndz we Mszy
    popełnia grzech (o ile czyni to dobrowolnie i śwaidomie, a nie bo musi matki
    chorej doglądac itd.)
    a zakonnice nazywają się "siostry" a nie "panie"
    nie rozumiem tylko że twoje dziecko wychowywały zakonnice katolickie a ty teraz
    bolejesz że jest dziecko wierzące po katolicku? to po co pozwoliłaś żeby
    zakonnice je wychowywały?

    > to były dla niej duże autorytety
    > a ona sprawy wiary traktuje poważnie (i dobrze) ale nam trudno jest wyczuć tę
    > granicę kiedy robi coś dla nas a kiedy sama dla siebe wybiera
    >
    > oczywiście my wiemy że to wierutna bzdura

    dzięki! ja jednak nie spotkałam sie w KK zeby ktoś mówił na temat waszej wiary
    że są to wierutne bzudry


  • kiwwinka 05.10.05, 20:21
    Nie rozumiem dlaczego w tonie Twojej odpowiedzi sion2 jest tyle oburzenia i
    napaści na mnie???
    wyjaśnię Ci że Asia nie jest moim biologicznym dzieckiem(niestety)...urodziła ją
    inna kobieta ale nie mogła wychowywać więc spędziła 11 lat w zakładzie dla
    sierot prowadzonym przez zakonnice(dla mnie panie-normalne kobiety,tyle że w
    habitach,na pewno nie siostry bo mnie jak siostrę nie traktują)
    Asia jest z nami od prawie 8 miesięcy, na stałe od ostatniego piątku (jesteśmy
    rodziną zastępczą)
    nie uważam również że katolicy są "głupi" jak piszesz...
    znam wielu mądrzejszych odemnie smile

    sion2 napisała:
    >
    > dzięki! ja jednak nie spotkałam sie w KK zeby ktoś mówił na temat waszej wiary
    > że są to wierutne bzudry

    a jak w KK mówi się o Zielonoświątkowcach?...wink


    --
    "Dziecko chce być dobre
    Jeśli nie umie- naucz
    Jeśli nie wie- wytłumacz
    Jeśli nie może- pomóż"
  • sion2 05.10.05, 20:42
    kiwwinka napisała:

    > Nie rozumiem dlaczego w tonie Twojej odpowiedzi sion2 jest tyle oburzenia i
    > napaści na mnie???
    > wyjaśnię Ci że Asia nie jest moim biologicznym dzieckiem(niestety)...urodziła j
    > ą
    > inna kobieta ale nie mogła wychowywać więc spędziła 11 lat w zakładzie dla
    > sierot prowadzonym przez zakonnice(dla mnie panie-normalne kobiety,tyle że w
    > habitach,na pewno nie siostry bo mnie jak siostrę nie traktują)
    > Asia jest z nami od prawie 8 miesięcy, na stałe od ostatniego piątku (jesteśmy
    > rodziną zastępczą)


    przepraszam ze źle zrozumiałam, napisałaś w pierwszym poście "moja córka" a więc
    uznałam że jest twoim rodzomym dzieckiem

    katolicy zakonnice nazywają siostrami i nalezy to uszanować, czy do
    prawosławnego popa zwróciłabyś się per "pan"? nie, bo wiesz że oni nazywają się
    popami, tak samo choć nie jesteś katoliczką mogłabyś szanować nazewnictwo
    katolickie - tak sądzę, ja też do pastorów mówię "pastorze" a nie "prosze pana"
    choć dla mnie żadnymi "pasterzami" oni nie są, ale szanuję wasze nazewnictwo smile

    jeśli odebrałaś mnie jako napstliwą, sorry, po prostu zabolało nie nazywanie
    jednej z prawd mojej wiary "wierutną bzdurą"


    > a jak w KK mówi się o Zielonoświątkowcach?...wink


    o samych zielnoświątkowcach mówi sie różnie, gdyż nie ma czegoś takiego jak
    przypisywanie całej denominacji okreslonych cech, niektóre wspólnoty sa
    dojrzałe, spokojne i wpatrzone w Jezusa i o tyhc mówi się dobrze, a są też
    wspólnoty upajające się wrogością wobec KK, składające się w większości z byłych
    katolików, rozżalonych i obwiniających KK o całe zło ich zycia,
    rozpowszechniających kłamastwa i przekręcających naukę KK w celu zniechęcenia do
    niej ludzi - i o tych mówi się źle

    poza tym ty nazwałaś jedną z prawd wiary katolickiej wierutną bzdurą a ja nie
    słyszałam nigdzie i nigdy żeby z jakiejs PRAWDY WIARY zielonoświątkowców w KK
    mówiło się źle

    nie dziw się że jak kogoś zabolą twoje słowa, to że się oburzy
    jakbym twoją wiarę nazwała wierutną bzdurą też być się oburzyła
    rozumiem że nie podzielasz wiary KK, ok
    ale nie znaczy to że masz prawo oceniać ją jako bzdury
    tak samo ja nie mam prawa oceniać twojej wiary

    uważam że skoro ta dziewczynka nie jest waszą rodzoną córką to automatycznie
    macie mniejsze prawo zniechęcac jej do wiary w jakiej została wychowana

  • ea-szarri 06.10.05, 00:53
    sion2 napisała:

    > czy do
    > prawosławnego popa zwróciłabyś się per "pan"? nie, bo wiesz że oni nazywają
    się
    > popami

    Sion,
    jedna drobna uwaga (niezupełnie na temat): proszę, nie nazywaj prawosławnego
    księdza "popem", bo jest to przez prawosławnych odbierane jako pogardliwe.
    Dawniej tak tego słowa używano, chociaz teraz już niewielu katolików ma tego
    świadomość. Prawosławny ksiądz, to "ojciec" albo "ksiądz" po prostu.

    pozdrawiam
  • sion2 06.10.05, 08:12
    ea-szarri napisała:

    > sion2 napisała:
    >
    > > czy do
    > > prawosławnego popa zwróciłabyś się per "pan"? nie, bo wiesz że oni nazywa
    > ją
    > się
    > > popami
    >
    > Sion,
    > jedna drobna uwaga (niezupełnie na temat): proszę, nie nazywaj prawosławnego
    > księdza "popem", bo jest to przez prawosławnych odbierane jako pogardliwe.
    > Dawniej tak tego słowa używano, chociaz teraz już niewielu katolików ma tego
    > świadomość. Prawosławny ksiądz, to "ojciec" albo "ksiądz" po prostu.
    >
    > pozdrawiam


    Być może, chodziło mi wyłącznie o zasadę. Do prawosławnego nie powiedziałaby
    "prosze pana" ani ja do pastora też.
    Poza tym co do określenia "wierutne bzdury" - w innym wątku ktos zwrócił uwagę
    innemu niekatolikowi że na tym forum obowiązuje regulamin, że nie wartościuje
    się niczyjej wiary. A takiej oceny dokonała autorka wątku w stosunku do jedenj z
    prawd wiary katolickiej więc ja - pogromczyni protestantów jak mnie ktoś
    określił - musiałam się przyczepić, to silniejsze ode mnie smile.

    Uczestniczenie we Mszy niedzielnej jest dla katolika spełnieniem jednego z
    przykazań Bożych. Czy to jest "wierutna bzdura" chcieć je spełnić? A że
    spełnianiamy je w innej formie niż protestanci - cóż, wystraczyłaby odrobina
    pokory i tolerancji, żeby dziecku na to pozwalać. Nie do przybranych rodziców
    nalezy dokonywac sądu co jest lepsze, dziewczynka przez 11 lat była wychowywana
    w innej religii i nalezy szanowac jej uczucia, jej lęk, którego konskwencją może
    być całkowite odrzucenie Boga za parę lat, gdyż zaczenie mysleć "a skąd mam
    wiedzieć gdzie jest prawda? jedni mówia tak, inni inaczej, a kto ma rację?".
    Najważnejsze żeby dziecko wierzyło w Boga i rozwijało swoją więź z Jezusem, a
    jesli dla jej nowych rodziców jest to mozliwe tylko w ich kosciele - może pora
    otworzyć się i pojąć więcej?
  • ea-szarri 06.10.05, 19:50
    Sion, ja rozumiem, co chciałaś powiedzieć (chyba...), ale nazwać prawosławnego
    księdza "popem", to jak nazwać katolickiego księdza "klechą". I wiem, że mogłaś
    tego nie wiedzieć. Też swego czasu nie wiedziałam. I tylko o to mi chodziło.
    Co do wyboru - osobiście obawiam się, że życie już dokonało wyboru za nią.
    Wątpię, czy będzie ona chciała
  • anton1 06.10.05, 21:52
    Witajcie,

    i choc to troche nie na temat, ja tez osobiscie chce podac moje mysli. Ja
    rowniez nazywam ksiezy panami, a siostry paniami. I tak tez do nich sie
    zwracam. Rowniez papieza nazywam Panem Ratzingerem. Chociaz czasem, aby
    skonkretyzowac "zawod" przez nich wykonywany, nazywam ich ksiezmi, siostrami
    czy papiezem. Jednak w rozmowie nie zwracam sie do nich np. "Prosze ksiedza"
    tylko "Prosze pana", podobnie jak nie zwracam sie do mechanika
    samochodowego "Panie mechaniku". Ale robie i tutaj pewne wyjatki.
    Pozdrawiam Anton
  • madziaq 06.10.05, 22:14
    Kontynuując nie na temat smile Anton, wydaje mi się, że jednak ksiądz to taki
    specyficzny "zawód" smile Tak jak do lekarza mówi się "panie doktorze", do
    nauczyciela "panie profesorze", chociaż zazwyczaj do profesora mu daleko tak do
    księdza według mnie powinno się mówić "proszę księdza". Uważam, że mówienie
    "proszę pana" jest troche lekceważące. To tyle. Pozdrawiam smile
  • zonka77 12.10.05, 14:43
    heh - muszę się wtrącić - do lekarza nie mówię "panie doktorze" a do pani w
    aptece "pani magister" tylko pan i pani
    Do ksędza też mówię pan, do siostry pani smile
    Nie będę się do zwykłego czlowieka zwracać z tytułów przez trzecią
    osobę "proszę księdza" słowa ksiądz używam oczywiście jesli chcę zaznaczyć kim
    z zawodu jest osoba o której mówię. Aha i do poastora w moim zborze zwracam się
    po imieniu a do obcego będę mówić per pan lub "bracie" jeśli moim bratem w
    Chrystusie jest. W stosunku do księdza słowo "bracie" przeszło by mi przez
    gardło tylko wtedy gdybym wiedziała że to jest naprawde wierzący człowiek. (za
    dużo przykrych doświadczeń)
    --
    rodzinkap.blox.pl
  • kiwwinka 07.10.05, 08:59
    Droga sion!
    nie było moim celem obrażanie uczuć religijnych kogokolwiek ani wyszydzanie
    prawd katolickich w które wierzysz
    bo dla mnie uczestnictwo w nabożeństwie niedzielnym jest również bardzo ważne
    ale nie jest jedynie " spełnieniem jednego z przykazań Bożych." ale wypełnianiem
    Bożej woli z miłości do Boga...spełnianie kojarzy mi się z obowiązkiem.
    Pisząc o "wierutnej bzdurze" myślałam o tym w innym kontekście niż to odebrałaś,
    bzdurą nie jest dla mnie fakt spełniania czy wypełniania przykazań ale mówienie
    o grzechu z powodu nie wypełnienia tego obowiązku gdy równocześnie został on
    spełniony w innym miejscu...mam nadzieję że teraz piszę bardziej zrozumiele smile

    Jeśli dziecko ma grzech ponieważ nie uczestniczyło w mszy niedzielnej a było na
    nabożeństwie protestanckim to by znaczyło że nasze nabożeństwo nie ma żadnej
    wartości przed Bogiem,
    szanuję uczucia mojej córki bo inaczej po prostu zakazałabym jej chodzenia do KK
    mówiąc że jest to złe
    ona sama zastanawia się kto ma rację i dochodzi do ciekawych wniosków wink

    Uwierz mi że jesteśmy bardzo otwarci smile w innym wypadku tak jak napisałam,
    zniechęcilibyśmy ją do wszelkich kontaktów z "siostrami " i KK
    wierzę że Bóg może działać tam gdzie zechce i jeśli chce dotknąć serca człowieka
    zrobi to i na mszy w KK i na nabożeństwie protestanckim smile
    Nigdy nie powinniśmy ograniczać Boga, On może więcej niż nam się śni i użyć kogo
    zechce.
    Pozdrawiam.
    --
    "Dziecko chce być dobre
    Jeśli nie umie- naucz
    Jeśli nie wie- wytłumacz
    Jeśli nie może- pomóż"
  • sion2 07.10.05, 10:07
    kiwwinka napisała:

    > Droga sion!
    > nie było moim celem obrażanie uczuć religijnych kogokolwiek ani wyszydzanie
    > prawd katolickich w które wierzysz
    > bo dla mnie uczestnictwo w nabożeństwie niedzielnym jest również bardzo ważne
    > ale nie jest jedynie " spełnieniem jednego z przykazań Bożych." ale wypełnianie
    > m
    > Bożej woli z miłości do Boga...spełnianie kojarzy mi się z obowiązkiem.


    To sie zgadzamy gdyż nigdzie nie napisałam że uczestnicztwo we Mszy jest JEDYNIE
    spłenianiem Bożego przyakzania smile. NIe jest "jedynie" ale jest, takie są fakty,
    podobnie jak ktoś nie kradnie gdyż Bóg zakazał tego w swoim przykazaniu - także
    można powiedziec że on "spełnia Boże przykazanie". Boże przykazania są jak
    najbardziej obowiązujące dla chrześcijanina, sami przecież ciągle nas
    pietnujecie za modlitwę przed obrazami (zupełnie zresztą nieobowiązkową w KK),
    gdyż według was jest to łamanie Bożego przykazania - a dlaczego wiec oburzasz
    się gdy katolik ci mówi że nieuczestniczenie we Mszy św niedzielnej jest własnie
    łamaniem Bożego przykazania według wiary katolickiej? Bądźmy sprawiedliwi smile,
    proszę.

    > Jeśli dziecko ma grzech ponieważ nie uczestniczyło w mszy niedzielnej a było na
    > nabożeństwie protestanckim to by znaczyło że nasze nabożeństwo nie ma żadnej
    > wartości przed Bogiem,

    no nie zupełnie, gdyz po peirwsze nie ma czegos takiego jak "mieć grzech", to
    okreslenie dziwne (aczkolwiek wiem że uzywane przez katolików ale zawsze tych
    nieświadomych za bardzo w wierze jaką wyznają) - grzech to jest zło, zranienie
    miłości Boga i tyle
    po drugie wcale nie twierdzę że nabożenstwa protestantackie są niemiłe Bogu! w
    samym KK w niedzielę jest wiele nabożeństw w kościołach są np. nowenny, są
    nabożenstwa różąncowe, są adoracji Najś. Sakramentu, są litanie rózne, są tez po
    prostu otwarte koscioły aby każdy kto chce mógł indywidulanie pomodlić się do
    Boga. Ale..... jesli katolik w niedzielę przyjdzie na cichą modlitwę albo na
    adorację albo różaniec a nie będzie uczestniczył we Mszy - także złamie Boze
    przykazanie! Myśląc tak jak ty, mógłby powiedzieć "och, to to w takim razie
    cicha modlitwa jest niemiła Bogu? a odmawianie różańca jest niemiłe Bogu?
    dlaczego, to niesprawiedliwe...". A właśnie że wszystkie te praktyki są miłe
    Bogu smile, tylko że NIC nie zastąpi uczestniczenia we Mszy smile. Bo Msza nie jest
    "nabożenstwem" jest - według naszej wiary - przezywaniem Uczty Baranka,
    możliwością doświadczenia Komunii z NIm, uobecnieniem - a NIE kontynuacją,
    ponowieniem, złożeniem na nowo, jak nam zarzucacie - ofiary Syna Bożego na
    Krzyzu, ofiary dzięki której staliśmy się dziećmi Bozymi, wreszcie jest
    uczestniczeniem w wielkiej, jednej i tej samej modlitwie całego Kościoła na
    całym świecie...., tego nie da się zamienić na nic innego. Wiem że ty w to nie
    wierzysz, że prawdopodobnie nigdy nie odświadczyłaś cudownej przemieniającej
    obecnosci Jezusa w Komunii, obdarzającej pokojem płynącym z przebaczenia - w
    czasie Mszy św (choć wierzę że doświadczyłaś tego w swoim kościele) - ale
    katolik nie może tego na coś innego zamienić. Wasza Asia JEST katoliczką.

    > szanuję uczucia mojej córki bo inaczej po prostu zakazałabym jej chodzenia do K
    > K
    > mówiąc że jest to złe
    > ona sama zastanawia się kto ma rację i dochodzi do ciekawych wniosków wink

    tak to rzeczywiście coś niezwykłego że protestant pozwala dziecku na
    uczestniczenie we Mszy gdyż zwykłe wasze przekonania są takie że Msza to jakieś
    tajemnicze, niezrozumiałe rytuały polegające na wstawaniu, klekaniu i wpadaniu w
    trans oraz bałwochwalczej wierze w boga-ciasto - tak przynajmniej byłam
    uświadamiana co to jest Msza przez twoich współwyznawców sad((((


    > Uwierz mi że jesteśmy bardzo otwarci smile w innym wypadku tak jak napisałam,
    > zniechęcilibyśmy ją do wszelkich kontaktów z "siostrami " i KK
    > wierzę że Bóg może działać tam gdzie zechce i jeśli chce dotknąć serca człowiek
    > a
    > zrobi to i na mszy w KK i na nabożeństwie protestanckim smile
    > Nigdy nie powinniśmy ograniczać Boga, On może więcej niż nam się śni i użyć kog
    > o
    > zechce.
    > Pozdrawiam.


    bardzo mądre słowa smile, zgadzam się z nimi smile, mam nadzieję że wierzysz także że
    zbawienia osiągną nie tylko protestanci ale także katolicy: wierzący w obcowanie
    świętych, odmawiający różaniec i wyznający wiarę w realną obecność Chrytsusa w
    Komunii św smile

    pozdr. również i zyczę powodzenia!
  • samboraga 05.10.05, 21:01
    >to były siostry zakonne...bo u nich się wychowała

    siostry są dla dziewczynki autorytetem, wychowała się wśród sióstr, zapewne
    jest z nimi związana emocjpnalnie...wiesz, przepraszam, że to napiszę, ale to
    tak jakbyś dziecku kazała zapomnieć o około 10 latach życia, nie tylko w sensie
    religii, ale też samego życia
    to tak jakbyście milcząco wymuszali na niej wyrzeczenia się jakieś jej części
    właściwie dziwię się, że zdecydowliście się na adocję u sióstr zakonnych
    właśnie, bo takie problemy były do przewidzenia, dziecko wychowane w domu
    dziecka byłoby bardziej obojętne religijnie, mniej przywiązane do 'cioć'

    > tak jak daliśmy jej wybór odnośnie zamieszkania z nami i włączenia jej w naszą
    > rodzinę tak chcemy by świadomie wybrała czy kontynuować praktykowanie wiary

    och, nie zgadzam się, to są jednak dwie różne rzeczy
    dziecko łaknie miłości, nawet troskliwa opieka sióstr nie zastąpi 'mamy'
    i 'taty' - każde dziecko wybierze rodzinę
    ale wychowanie w wierze to jednak zadanie dla rodziców, dziecko nie jest
    jeszcze ukształtowane, by 'trwać w wierze' - i dlatego myślę, że akurat co do
    wiary to jest jej wybór, ale Wasz wybór - tzn. znając jej przeszłość
    powinniście wybrać nieingerowanie w jej religijność, a przeciwnie umacnianie
    jej w tym, też dla jej psychiki (podkreślę - biorąc pod uwagę jej przeszłość)
    w jej przypadku wiara jest nicią łączącą 'stare' i 'nowe' życie, jest czymś
    bardzo ważnym dla niej, ale, tak jak napisała Mama Kasia, dziewczynka raczej
    zrezygnuje z tej 'kontynuacji starego' bo będzie chciała 'być Wasza'
    myślę, że to przerzucanie na dziecko decyzji, która powinna wyjść od Was

    ale - powiem szczerze, że postawiałam sie na Waszym miejscu i ja też nie
    wytrzymałąbym takiej dawki pobożności co niedzielawink
    to chyba nie tędy droga, ale nie znam Waszych realiów

    > który z kochających rodziców katolików pozwoliłby swojemu dziecku na pójście
    >do ościoła jego koleżanki-protestantki z klasy, gdyby zechciało zobaczyć jak to
    > jest w innym wyznaniu?

    kiedyś już pisałam na forum o moim prawosławnym koledze
    zachęcona przez niego byłam w cerkwii
    byłam w 4 albo 5 kl podstawówki
    --
    Starszak i Maluch
  • alex05012000 06.10.05, 14:08
    kiwwinka napisała:
    Dziękuję Wam za odpowiedzi,właśnie jest to wszystko dla nas bardzo trudne...
    > chcemy jak najlepiej dla naszych dzieci, przede wszystkim wychować je w
    wierze w Jezusa Chrystusa i miłości do innych ludzi i nie jest naszym celem
    pokazywanie w złym świetle KK, nie o to chodzi, oczywiście że wolimy aby ona
    wybrała nasz Kościół ale nie chcemy aby to zrobiła tylko dla nas, - no, właśnie

    który z kochających rodziców katolików pozwoliłby swojemu dziecku na pójście do
    Kościoła jego koleżanki-protestantki z klasy, gdyby zechciało zobaczyć jak to
    jest w innym wyznaniu? JA!!! a dlaczego nie!
    > czy dalibyście dziecku taki wybór? - jaki wybór?, uczestniczenie w jednym
    nabożeństwie to nie wybór wiary! chyba, że ja źle zrozumiałam, sama a jestem
    katoliczką, wielokrotnie uczestniczyłam w nabożeństwach protestantów, np.
    kościoła amerykańskiego w Szwajcarii i żyję i katoliczką pozostałam.
    > myślę że nie, byłaby obawa że odrzuci to w czym chcecie by zostało i żyło bo
    > chcecie dla dziecka jak najlepiej, bo uważacie że to jest dla niego najlepsze
    > tak jak i my...chcemy dla dziecka tylko dobrych rzeczy - nie mam takiej obawy

    > kilka osób z otoczenia zarzucało nam że zmienimy "wiarę" dziecka i wyrządzimy
    mu samym tym faktem wielką krzywdę...> tak jak daliśmy jej wybór odnośnie
    zamieszkania z nami i włączenia jej w naszą rodzinę tak chcemy by świadomie
    wybrała czy kontynuować praktykowanie wiary wg.KK czy całkiem to porzucić bez
    obciążenia w sercu że czyni coś złego co niepodoba się Bogu...
    - myślę, zę 11 latka nie jest w stanie dokonać śwaidomego wyboru

    > A te panie co ją nastraszyły że będzie miała wielki grzech jak w niedzielę nie
    > pójdzie do KK, to były siostry zakonne...bo u nich się wychowała:p
    > więc jest podwójnie trudno...to były dla niej duże autorytety a ona sprawy
    wiary traktuje poważnie (i dobrze) ale nam trudno jest wyczuć tę
    > granicę kiedy robi coś dla nas a kiedy sama dla siebe wybiera
    > oczywiście my wiemy że to wierutna bzdura że dziecko zgrzeszy bo nie będzie w
    KK na mszy gdy było już w innym Kościele gdzie oddaje się jedynemu Bogu chwałę
    ale nie przekazujemy jej tego w ten sposób aby obrzydzić jej dotychczasowy
    Kościół, - hmm, wydaje mi się że wg katolików 100% tylko msza katolicka jest
    ważna...
    nic na temat różnic jej nie mówimy, - a szkoda może?!
    > myślę że już sama je zauważa bo u nas bardzo jej się podoba i mocno przeżywa
    > modlitwę i to co słyszy na nabożeństwie - a nabożęństwa w kościele katolickim
    są takie "wstrętne"???
    Dziecko ma bardzo delikatną psychikę, daje się uformować tylko jak to zrobić
    nie wywierając narzucającej presji ale delikatnie zachęcając?
    > Bóg też nikogo nie zmusza do wiary w Jezusa, Duch Święty szepta do naszego
    serc a i daje nam wolny wybór...
    > od nas rodziców wiele zależy, my często musimy dziecko nakierować, wskazać
    > drogę, problem tkwi nie w tym czy zakazać czy pozwolić ale jak to zrobić...
    > Pozdrawiamsmile
    tyle moich komentarzy kiwwinko, zainspirowanych przyznam twoim powątpiewaniem w
    uczs=estnictwo katolika w nabożeństwie dla protestantów, macie trudne zadanie,
    to juz wszyscy powiedzieli, nie wiem co wam radzić... alex
  • elwinga 06.10.05, 20:48
    > który z kochających rodziców katolików pozwoliłby swojemu dziecku na pójście
    do
    > Kościoła jego koleżanki-protestantki z klasy, gdyby zechciało zobaczyć jak to
    > jest w innym wyznaniu?
    > czy dalibyście dziecku taki wybór?

    Nie jestem ani matką, ani katoliczką, ale gdyby moje dziecko chciało pójść
    zobaczyć, jak wygląda nabożeństwo w kościele innej denominacji, to nie tylko
    pozwoliłabym, ale poszłabym z nim, żeby móc o tym później porozmawiać.
  • joanna.d.arc 05.10.05, 15:57
    Wydaje mi się, że męczenie dziecka 4 godzinami mszy w niedzielę, to jest lekka przesada.
    Do tego dochodzą dojazdy. 5 godzin do tyłu. Niedziela jest po to by odpoczywać!
  • maadzik3 06.10.05, 04:06
    Droga Kiwwinko,
    Przede wszystkim chyle czola przed Waszym poswieceniem i delikatnoscia.
    Zastanawiacie sie jak pokazac swej corce to co laczy denominacje
    chrzescijanskie, chodzicie z nia do kosciola katolickiego mimo ze nie jestescie
    tego wyznania i jak rozumiem uczycie ja tego ze jej punky widzenia, prawa,
    wyobrazenia sa dla Was wazne. Nie probujecie jej czegos narzucic a wyczuc co dla
    niej bedzie najlepsze. I gleboko to szanuje. Mysle ze wlasnie pokazanie jej ze
    jej osoba, przemyslenia, wybory sa dla Was wazne to pokazanie jej milosci ktorej
    jest tak spragniona. Zakladam ze myslicie o stworzeniu trwalego domu dla niej
    skoro myslisz o niej jako o swej corce. Jedenascie lat to wiek w ktorym dziecko
    wiele juz rozumie. Mysle ze powinniscie (co zreszta robicie z tego co napisalas)
    pokazywac jej glownie to co laczy chrzescijan. Zetkniecie z wyznaniem katolickim
    i protestanckim pozwoli jej docenic roznorodnosc w jednosci, rozszerzy granice
    jej pojec, uboganci (IMO).Co do wyboru drogi - trzeba sie w nia (Twa coreczke)
    wsluchac i wyczuc jej potrzeby. Na pewno bedzie tam potrzeba bycia czescia
    rodziny, w miare niewyrozniajaca sie (tak bardzo tej rodziny potrzebuje), na
    pewno bedzie przywiazanie do bylych opiekunek zwlaszcza jesli byly dobrymi
    opiekunkami, na pewno juz jest wiara w Boga w Chrystusa - to najwazniejsze.
    Jesli bedzie jej dobrze - poczekajcie az minie troche czasu,na pewno wiele
    rozmow na ten temat przed Wami. Mozecie faktycznie powoli pozwalac jej na
    chodzenie na msze samej chyba ze chcecie jej pokazac ze i w tym chcecie byc z
    nia. Jezeli pojawi sie niepokoj, trudnosci z okresleniem gdzie sie nalezy i
    czego sie chce, strach to moze zorganizujecie spotkanie w Waszym domu z pastorem
    i z jakims ksiedzem katolickim (nie wiem czy realne) aby rozproszyc jej obawy?
    Wydaje mi sie ze to co robicie pokazuje prawdziwy szacunek i milosc do tego
    dziecka i mimo ze spotkalas sie tu z kilkoma przykrymi slowami uwazam ze Twe
    zachowanie zasluguje na wielki szacunek - pokazywanie tego co chrzescijan laczy
    i nieczynienie niczego na sile jest najwazniejsze. A co do Twego prawa do
    wychowania jej - jesli tak wybierze w wierze protestanckiej - uwazam ze je jak
    najbardziej masz, to przeciez teraz Twoje dziecko i cala rzecz polega na tym
    zeby czulo sie Waszym dzieckiem tak kochanym jak gdyby bylo z Wami od urodzenia.
    Pozdrawiam bardzo cieplo.
    Magda
  • barbie-torun 06.10.05, 11:58
    po co braliscie dziecko katolickie?
    i to takie duze
    łatwiej bobasa "przechrzcić"
    a tak wodę z mózgu dziewczynce robicie
    temat postu "świadomy wybór dziecka"
    a gdzie świadomy wybór rodzica???
  • aszlan 06.10.05, 12:44
    Barbie, przesadziłas moim zdaniem, chyba nie podejrzewasz, że dziecko
    katolickie wybrali celowo aby je przechrzcić? Moze po prostu pokochali tę
    dziewczynkę i chcieli właśnie z nią tworzyć rodzinę. Czy to, ze sa innej wiary
    miało przekreślić ich już na starcie?
    A do autorki, czuję, że dziecko będzie praktykować z Wami, proszę tylko,
    żebyście dali jej prawdziwy obraz religii katolickiej. To nieprawda, że wszyscy
    katolicy, chodzą na msze św. ze strachu, chodza bo kochają Boga, a Bóg dał nam
    to jedno najważniejsze przykazanie Miłości, nauczcie ją szacunku i miłosci dla
    wierzących inaczej.
    Pomodlę się Waszą rodzinke, aby miłosierny Bóg pokazał Wam najlepszą drogę
    --
    Pozdrawiam, Malgosia
  • barbie-torun 06.10.05, 14:26
    fakt pokochali dziewczynkę, stworzyli jej rodzinę
    ale wzięli z ośrodka prowadzonego przez zakonnice
    do których na dzień dobry mówili "proszę pani"
    dziecko tam wychowane inaczej reaguje na wiarę
    niż wychowane w rodzinie
    wczesniej uczestniczy we wszystkich obrzędach i głębiej przeżywa
    i wcale nie dziwi mnie nastawienie czy spojrzenia sióśtr, które wiedzą w jakie
    ręce sąd oddał ich wychowanice
    na pewno przywiazały sie do dziecka
    może to właśnie ta mała oświeci swoich adopcyjnych rodziców
    i wybiorą KK
    przecież już chodzą w niedzielę na Eucharystię dzięki niej smile
  • verdana 06.10.05, 21:07
    Nie chciałabym, aby zabrzmiało to napastliwie, ale coś jest w tym, co Barbie
    napisała, choc aż tak ostro bym tego nie ujęła.
    Wybraliście dziecko wychowane w wierze katolickiej. Pytanie, czy
    istnieje "świadomy wybór" dziecka jest nieporozumieniem. Dziecko WIERZY, a nie
    świadomie wybiera - wybrać może chodzenie do jednego lub drugiego kościoła - z
    milości , checi przypodobania się lub ze strachu, ale wiary wybrać nie może.
    Wiara jest łaską boską, jak twierdzą teologowie.
    Wzięliscie do domu wierzacego człowieka innego wyznania. Dla mnie absolutnie
    najważniejszą rzeczą będzie uszanować to, czym jest teraz - a łaczy się to z
    akceptacją takiego, nie innego wyznania. Oczywiście, można zabierać dziecko do
    zboru, dlaczego nie - ale pierwszym obowiązkiem (moim zdaniem) jest uszanowanie
    wiary i poglądów - nie dziecka, tylko człowieka.
  • marzek2 06.10.05, 21:17
    Sie zdenerwowałam.
    Barbie, jesteś niesprawiedliwa i chyba zbyt szybko wydajesz osądy, do których
    nie masz żadnych podstaw. Czy Kiwinka gdziekolwiek pisze coś, z czego można
    wnioskować, że specjalnie wybrali takie dziecko, żeby wyrządzić mu ogromną
    krzywdę, znaczy wychować w pełnej miłości, ale - niestety - protestanckiej
    rodzinie? Śmiem twierdzić, że dla tej dziewczynki jednak lepiej jest, że będzie
    w rodzinie, niż w nawet najlepszym, prowadzonym przez najlepsze siostry, domu
    dziecka...

    Poza tym, to chyba pierwszy, albo jeden z pierwszych postów tej autorki na
    naszym forum. Zastanawiam się, czy po lekturze niektórych postów będzie miała
    odwagę zapytać o następne nurtujące ją sprawy... A tyle się czasem pisze o tym,
    że tak mało nowych osób się wypowiada na forum...

    I jeszcze jedno, piszesz:
    > i wcale nie dziwi mnie nastawienie czy spojrzenia sióśtr, które wiedzą w jakie
    > ręce sąd oddał ich wychowanice

    W jakie ręce? Cóż, biedne te moje dzieci... Wychowywane w pełnej miłości, ale
    jednak - niestety - protestanckiej rodzinie...
    --
    W życiu chodzi o to, by pozwolić się używać Bogu go Jego celów, a nie posługiwać
    się Bogiem do realizacji swoich prywatnych celów.

    Wychowanie w wierze
  • madziaq 06.10.05, 22:08
    Barbie, chyba zdecydowanie przesadziłaś. na miejscu autorki postu poczułabym się
    co najmniej dotknięta takimi słowami. Z tego co napisałaś wynika, jednym z celów
    rodziców kiedy przyjmowali dziecko do siebie było odwiedzenie go od prawdziwej
    wiary a może jeszcze przy okazji dokuczenie w ten sposób siostrom prowadzącym
    dom dziecka... Jasnowidzem nie jestem, ale jednak wydaje mi się, że nie takie
    pobudki nimi kierowały.

    A co do meritum to sytuacja jest rzeczywiście trudna. Ja chyba jednak
    skłaniałabym się do decyzji, że dziewczynka powinna praktykować w Waszym
    kościele. Jakby nie było, za wychowanie w wierze dziecka odpowiadają rodzice lub
    opiekunowie prawni (czego proboszcz u mnie w parafii nie omieszka podkreślić
    przy każdych ogłoszeniach smile) Spędzanie większości dnia w kościołach jest chyba
    na dłuższą metę zbyt wyczerpujące dla wszystkich...

    Inna sprawa, że spotkałam się niestety ze zborami protestanckimi, w których
    katolików mieszało się z błotem... Takie przezycia na pewno byłyby trudne dla
    Waszej córki, ale mam nadzieję, że Wasza wspólnota jest inna pod tym względem

    Pozdrawiam
    Magda
  • kiwwinka 07.10.05, 09:37
    madziaq napisała:
    > Ja chyba jednak
    > skłaniałabym się do decyzji, że dziewczynka powinna praktykować w Waszym
    > kościele. Jakby nie było, za wychowanie w wierze dziecka odpowiadają rodzice

    dziękuję madziuq @->--

    właśnie zastanawiałam się i pomyślcie nad tym, jakie by było Wasze zdanie gdyby
    nasza sytuacja była odwrotna i dziecko wychowane by było w protestanckiej
    placówce dla sierot a adoptowane przez rodzinę katolicką...

    > Inna sprawa, że spotkałam się niestety ze zborami protestanckimi, w których
    > katolików mieszało się z błotem...

    W naszym zborze jest zdrowa nauka, nigdy nie głosi sie takich poglądów, mam
    wielu przyjaciół katolików bo i sama nią dawno temu byłam,
    a uczestniczenie w Eucharystii z córką, wcale nie zachęca mnie do powrotu na
    "łono kościoła" mimo cichych nadziei mojej mamy wink
    o wiele lepiej czuję sie w moim Kościele,to jest miejsce gdzie skierował nas Bóg

    ktoś pisał też o naszych pobudkach, które nami kierowały decydując się na danie
    domu naszej Asi...nie będę się na ten temat rozpisywać ale jeśli kogoś
    interesuje nasza zawiła historia to odsyłam na stronę gdzie od stycznia
    opisujemy naszą drogę:
    www.nasz-bocian.pl/modules.php?name=Forums&file=viewtopic&t=24359
    Pozdrawiam.


    --
    "Dziecko chce być dobre
    Jeśli nie umie- naucz
    Jeśli nie wie- wytłumacz
    Jeśli nie może- pomóż"
  • samboraga 07.10.05, 10:31
    dużo tu wielkich słów padło o duchowości i wychowaniu w wierze
    zginęło gdzieś z oczu dziecko i jego 10 lat życia
    tego nie da się sprowadzić do 'mszy/nabożeństwa', do 'praktykowania'
    owszem , to ważne, że Bóg prowadzi, że Duch Św. prowadzi - ale dziecko ma też
    swoją psychikę, ma tez swoją przeszłość 'pozareligijną', ale - tak sie
    zdarzyło - że związaną z siostrami zakonnymi
    a co z jej potrzebą bezpieczeństwa? dlaczego nie może być kontynuacji 'siostry
    chciały dla ciebie dobrze' i 'my tez chcemy dobrze'?
    wg. zupełnie zniknął z oczu rozwój emocjonalny dziewczynki

    Kiwwinko, widzę, że nie przekonały Cie moje i innych świadectwa o naszej
    otwartości na inne wyznania, pobytach w innych zborach/cerkwiach
    nie za bardzo więc widzę sens zastanawiania sie nad adoptowaniem małego
    protestanta, bo i tak nie uwierzysz
    wybrałaś z wypowiedzi to co powtwierdzało Twoją wizję
    ja wyobrażam sobie za to dziecko, któremu nie zamykam dostępu do wizyt u
    rodziców alkoholików (chociaz możliwe, że samo nie będzie chciało) i którego
    matki nie nazywam 'pani, która cię urodziła' - bo jest to część jego życia

    ps. od początku zakłądałam, że chodzi Wam o dobro dziecka, ale z pierwszego
    postu zrozumiałam, że dziecko jest z domu dziecka albo od nieodpowiedzialnych
    rodziców i zdziwiłam się, że to sierociniec sioóstr zakonnych, bo to dużo
    zmiania w tej sytuacji
    --
    Starszak i Maluch
  • pawlinka 07.10.05, 16:25
    a może babcia? czy dobrze zrozumiałam, jest katoliczką? może włączyć ją w
    wychowanie w wierze?
  • barbie-torun 07.10.05, 10:07
    a jak byś się poczuła wychowując dziecko np. jako opiekunka w ośrodku
    prowadzonym przez protestantów i Twoja wychowanica zamieszka w domu katolików?
    jak byś np. na mnie spojrzała gdybym na pastora w stroju liturgicznym przed
    zborem(przepraszam nie znam określenia na koloratkę/krawatkę)mówiła proszę pana?
    określenie "biedne dzieci" w protestanckiej rodzinie sama użyłaś,
    dla mnie biedne dzieci to głodujace dzieci, bez opieki rodziny, wychowywane
    przez ulicę ,bez względu na wyznanie
  • aszlan 07.10.05, 10:36
    Przeczytałam Wasza historię, zakończenie cudne, powinniście to tak właśnie
    potraktować w kategorich cudu i modlić się o dalszą opiekę Bożą. Przykro mi też,
    że spotkałas się z takim nastawieniem sióstr, ale chyba wiesz, że habit nie
    czyni człowieka wielkim. Postawa taka jak prezentują opisane przez Ciebie
    siostry,a w tym wątku barbie nie jest czyms nowym, ale nie jest wyznacznikiem
    postępowania dla wszystkich katolików, wielu z nich (w tym ja) podąza drogą
    wyznaczoną przez Jana Pawła II, chociażby w Encyklice UT UNUM SINT, na przykład
    taki fragment:

    Uznanie dla dóbr istniejących u innych chrześcijan

    47. Dialog nie jest skupiony wyłącznie wokół doktryny, ale angażuje całego
    człowieka: jest także dialogiem miłości. „Katolicy — głosi Sobór — muszą z
    radością uznać i ocenić dobra naprawdę chrześcijańskie płynące ze wspólnej
    ojcowizny, które się znajdują u braci odłączonych. Słuszną i zbawienną jest
    rzeczą uznać Chrystusowe bogactwa i cnotliwe postępowanie w życiu drugich,
    którzy dają świadectwo Chrystusowi, czasem aż do przelania krwi. Bóg bowiem w
    swych dziełach jest zawsze podziwu godny i należy Go w nich podziwiać”79.

    48. Relacje, jakie członkowie Kościoła katolickiego nawiązali z innymi
    chrześcijanami od czasu Soboru, pozwoliły im odkryć, czego Bóg dokonuje w tych,
    którzy należą do innych Kościołów i Wspólnot kościelnych. Dzięki tym
    bezpośrednim kontaktom na różnych szczeblach, między pasterzami i między
    członkami Wspólnot, dostrzegliśmy świadectwo, jakie inni chrześcijanie dają o
    Bogu i o Chrystusie. Wyłonił się tu ogromny obszar dla całego ekumenicznego
    doświadczenia i zarazem wyzwanie wobec naszej epoki. Czyż nasz XX wiek nie jest
    czasem wielkiego świadectwa „aż do przelania krwi”? I czy nie ogarnia ono
    różnych Kościołów i Wspólnot biorących swe imię od Chrystusa ukrzyżowanego i
    zmartwychwstałego?

    Takie wspólne świadectwo świętości, wyraz wierności jedynemu Panu, kryje w sobie
    potencjał ekumeniczny niezwykle bogaty w łaskę. Sobór Watykański II podkreślił,
    że dobra obecne wśród innych chrześcijan mogą się przyczynić do zbudowania
    katolików: „Nie można też przeoczyć faktu, że cokolwiek sprawia łaska Ducha
    Świętego w odłączonych braciach, może również nam posłużyć ku zbudowaniu.
    Wszystko, co szczerze chrześcijańskie, nigdy nie stoi w sprzeczności z
    prawdziwymi dobrami wiary, owszem, zawsze może posłużyć ku doskonalszemu
    wniknięciu w samą tajemnicę Chrystusa i Kościoła”80. Dialog ekumeniczny, jako
    prawdziwy dialog zbawienia, z pewnością będzie pobudzał ten proces, który sam
    już wszedł zdecydowanie na drogę wiodącą do prawdziwej i pełnej komunii."

    --
    Pozdrawiam, Malgosia
  • sion2 07.10.05, 10:57
    no tak ale tu chyba jakaś pomyłka, bo ja zrozumiałam że siostry zakonne oddały
    na wychowanie dziecko rodzicom protestanckim bez problemu (odwrotnie nie
    wyobrażam sobie, bo to byłoby przeciez oddanie dziecka w "ręce diabła" ) a
    patrzyły na nich dziwnie bo owi rodzice mówili do nich "proszę pani" smile
    ja tez bym patrzyła dziwnie smile

    i szkoda że takich pieknych słów z kolei o katolikach nie znajdziemy w
    literutrze protestanckiej, szkoda.... ale w sercach ludzkich na pewno by się
    znalazły postawy godnie nasladowania.... że nie wspomnę po imieniu jednej naszej
    forumowej protestantki, wspaniałej dziewczyny, po prostu Bożej smile
  • aszlan 07.10.05, 11:19
    Z postow kiwwinki nie wynika, ze oddały bez problemu, raczej robiły wszystko,
    aby do tego nie dopuscić.
    A gdyby tak zamiast oburzać sie na kiwwinkę, (za to prosze pani)_, siostra
    usmiechnęła sie i z życzliwoscia zapytała czy to taki problem dla państwa
    zwracać się do mnie siostro i tak dalej w tym tonie, gdyby skupić się na dobru
    dziecka, powiedzieć sobie otwarcie jestemy zakonnicami, dziecko wychowywane było
    do tej pory w wierze katolickiej, boimy się, ze Asia może sie w tym wszystkim
    zagubić, zastanówmy się wspólnie jak możemy jej pomóc, módlmy się aby BÓg
    pozwolił nam razem znaleźć najlepszą drogę? Czy to takie trudne dla katolika,
    po co szukać źdźbła w oku bliźniego?


    --
    Pozdrawiam, Malgosia
  • sion2 07.10.05, 12:09
    aszlan napisała:

    > Z postow kiwwinki nie wynika, ze oddały bez problemu, raczej robiły wszystko,
    > aby do tego nie dopuscić.
    > A gdyby tak zamiast oburzać sie na kiwwinkę, (za to prosze pani)_, siostra
    > usmiechnęła sie i z życzliwoscia zapytała czy to taki problem dla państwa
    > zwracać się do mnie siostro i tak dalej w tym tonie, gdyby skupić się na dobru
    > dziecka, powiedzieć sobie otwarcie jestemy zakonnicami, dziecko wychowywane był
    > o
    > do tej pory w wierze katolickiej, boimy się, ze Asia może sie w tym wszystkim
    > zagubić, zastanówmy się wspólnie jak możemy jej pomóc, módlmy się aby BÓg
    > pozwolił nam razem znaleźć najlepszą drogę? Czy to takie trudne dla katolika,
    > po co szukać źdźbła w oku bliźniego?


    Nie, tylko że potencalne odcięcie dziecka od sakramntów nie nazwałbym "źdzbłem"
    ani b. realna możliwośc nastawienia wrogo dziecka do kościoła katolikciego też
    "źdźbłem" nie jest....
    ale siostry najwyraźniej nie podjęły wysiłku oceny intencji przybranych rodziców
    Asi... i to jest przykre i złe

    ja to sobie myslę że gdybym była taką zakonnicą i chciałabym dobra dziecka a
    spotkalabym sensownych protestantów to po prostu zgodę na adopcję wyrażałabym bo
    serii "spotkań ekumenicznych" w obecności przybranych rodziców Asi, samej Asi i
    swojej, dziecko ma już 11 lat
    dlatego w jej obecnosci i obecności protestantów kilka razy (minimum 3 razy)
    rozmawiałabym spokojnie o tym że wszyscy jestesmy chrześcijanami ale kiedy dawno
    dawno temu chrzescijanie się pokłócili - tu bym opowiedziała o rozłamie XVI
    wiecznym, pokazując złe zwyczaje w KK, odejście od Biblii jako winę po stronie
    katolickiej a pychę i nieposłuszeństwo Lutra jako winę po stronie protestantckiej
    następnie na innym spotkaniu wypisałabym najważniejsze różnice pomiędzy naszmy
    wiarami i tłuamczyła dziecku BEZ WARTOŚCIOWANIA że np. "katolicy wierzą że
    podczas Mszy chleb staje się Ciałem Jezusa a protestanci nie wierzą, dla nich
    jest to obecnośc symboliczna i duchowa tylko ale także przyjmują Go do serca
    tylko inaczej niż my" itd itd.
    jeszcze kiedy indziej poruszyłabym kwestię że nie wolno się wywyższać nad innych
    wierzących, oceniać kto jest bardziej miły Bogu, źle mówić zarówno o tym że X
    modli się przed obrazem a Y uważa się nalezy czcić szabat zamiast niedzieli

    i prosiłabym rodziców przybranych aby nie nastawiali dziecka negatywnie do
    wyznawanej przez nie wcześniej wiary


  • kiwwinka 07.10.05, 09:14
    ...
    dziecka się sobie nie bierze - dziecko się kocha...

    rzadko udaje się komuś mnie tak zasmucić jak Ty Twoim postem...
    mam nadzieję że kiedyś zrozumiesz dlaczego
    --
    "Dziecko chce być dobre
    Jeśli nie umie- naucz
    Jeśli nie wie- wytłumacz
    Jeśli nie może- pomóż"
  • barbie-torun 07.10.05, 10:18
    >dziecka się sobie nie bierze - dziecko się kocha...
    sama prawda, wiem coś o tym, mam 3 dzieci, wkrótce na świat przyjdzie czwarte smile
    nie smuć się z mojego powodu a jeśli już tak było to serdecznie przepraszam

    -------
    "... jeszcze się kiedyś rozsmucę,
    jeszcze do Ciebie powrócę
    Jezusie
    jeszcze tak gorzko zapłaczę
    kiedy Cię przez łzy zobaczę
    Chrystusie..."
  • sion2 06.10.05, 23:01
    Chciałabym podkreślić że nie uważam że autorka postu z mężem mieli niecne
    zamiary skrzywdzenia katolickiego dziecka przez zmianę mu wiary smile, Marzenko
    barbie nie wcale nie pisała o tym że w protestanckich rodzinach nie ma miłości...

    Znając protestantów raczej bym obawiała się że lekceważąco potraktowali
    dotychczasowe wychowanie religijne dziecka, przecież większość protestantów jest
    głeboko przekonana że praktykowac w KK można tylko dla "tradycji" "zwyczaju" "bo
    tak się utarło" albo... "ze strachu przed piekłem". Okazało się że dziecko
    pomimo mieszkania z nowymi rodzicami chce praktykowac wiarę katolicką i pojawił
    się problem. Odnoszę wrażenie jakby oczekiwano że dziecko odetchnie z ulgą
    "ooooch nareszcie wolna od katolickich praktyk..." a tu nic z tego smile.

    Uważam że w tym wypadku nalezy przede wszystkim kierowac się PRAWAMI DZIECKA I
    JEGO DOBREM a nie "prawem rodziców". Dziewczynka ma już 11 lat, nie jest
    niemowlęciem czy głupiutkim 4latkiem. Kawał swego życia spędziła otrzymując
    konkretne wychowanie, miała dach nad głową, serce i opiekę - wreszcie znalazł
    się ktoś kto ją pokochał i zaofiarował prawdziwy dom... ale jakie uczcucia i
    mysli mogą zaczą kłębić się w głowie dziecka gdy zacznie dowiadywać się że
    "panie" (mam nadzieję że wyjaśniliście przynajmniej małej że u was "panie" to
    siosry zakonne, inaczej na 100% nie wie o co wam chodzi, gdyż każde środowisko,
    nawet ateistyczne wie że ksiądz to ksiądz a nie "pan", z wyjątkiem ludzi worgo
    nastawionych do KK) - okłamywały ją, uczyły złej nauki o Bogu, którą wy
    nazywacie "wierutnymi bzdurami" itd. Czy dziewczynka nie ma prawa szanowac i
    kochac te "panie" które zajmowały sie nią przez większość jej życia, czy nie
    rozumiecie że ją skrzywdzicie jeśli będziecie jej teraz tłumaczyć że "panie" tak
    naprawdę oszukiwały ją i uczyły pogańskich praktyk zamiast prowadzić do Jezusa?
    W zakonnych domach dziecka kładzie się duży nacisk na więź dziecka z Bogiem, na
    to żeby dzieci uczyły się ufać Bogu, żeby wierzyły że Maryja (tfu, przepraszam
    MIRIAM) jest szczególnie Mamą dla tych dzieci które własne matki opuściły,
    dziewczynka na pewnoi nie raz modliła się do Niej.... I teraz co? Pójdzie do
    waszego zboru i usłyszy że "modlitwy do matki Jezusa to pogańskie praktyki
    niemiłe Bogu"?! Jak ona się bedzie czuła?

    Ona NIE JEST waszym dzieckiem rodzonym, nie jest waszą własnością, jej relacja z
    Bogiem też nie jest niczyją własnością. Ona ma 11 lat a nie 11 mcy czy 4 lata,
    kiedy dziecko wierzy jeszcze mało świadomie, kiedy ktos wyboru MUSI dokonać za
    nie. Ona ma 11 lat, a wy nie jesteście jedynymi osobami których nauki ona będzie
    pamiętać i których uczyła się szanować. Wczesnej od was ktoś ją uczył szanować
    inne osoby, inną wiarę przekazał i w niej kształtował, nie macie prawa zmieniać
    jej tego.
    Osobiscie uważam że raczej nie jesteście w stanie przekazac jej pozytywnego
    wizerunku KK. Kiedyś czytałam historię jednej dziewczyny ktora pochodziła z
    rodziny mieszanej: tata katolik a mama luteranka. Dziecko było prowadzone i do
    jednego koscioła i drugiego, rodzice zawsze razem z nią chodzili oboje. Ale tata
    był spokojny i pokojowo nastwiony, matka natomiast ciągle udowadniała wszem i
    wobec wyższośc swojego wyznania nad katolickim począwszy od "lepszego
    nabożenstwa do Boga bo bez świętych" skończywszy na "ładniej ubranej choince w
    zborze luterańskim". Rezultat? Dziewczyna gdy miała 20 lat przeszła na buddyzm.

    W tej sprawie ponieważ dziecko ma już 11 lat, liczy się ona sama, jej zdanie,
    jej dobro, jej spokój ducha BARDZIEJ od waszych negatywnych i pogardliwych
    opiniach o wierze katolcikiej. Podkreślam że w przypadku dziecka 11-letniego
    prawa przybranych rodziców do zmieniania dotychczasowego modelu życia i wiary
    dziecka sa o WIELE MNIEJSZE niż gdybyście wzięli niemnowlę czy przedszkolaka. A
    gdyby ona miała 13 lat? Wtedy nawet według prawa nie moglibyście zmieniać jej
    wiary. Bo dziecko 11 letnie to nie jest "tabula rasa" którą mozna dowolnie
    zapisać, ona juz w połowie jest zapisana. I trzeba to uszanować poprostu.
    Pomysleć jaki zamet w głowie jej wprowadzicie zmieniając reguły gry i czy
    przypadkiem kiedyś nie obróci się to takze przeciw wam w sensie takim, ze dziś
    "mała" ale jutro dorosła Asia odejdzie w ogóle od wiary.
  • kiwwinka 07.10.05, 10:25
    sion2 napisała:

    > Uważam że w tym wypadku nalezy przede wszystkim kierowac się PRAWAMI DZIECKA I
    > JEGO DOBREM

    sion z namaszczeniem bronisz wszystkiego co katolickie, to dobrze świadczy o
    Twojej gorliwości,
    ale co powiesz na to że "katolickie siostry" wcale nie brały pod uwagę PRAWA
    DZIECKA I JEGO DOBRA, które powinno być najważniejsze...?
    my usłyszeliśmy wprost od "siostry" dyrektor że nie pozwoli na to aby Asia
    wychowała sie w naszej niekatolickiej rodzinie bo jej sumienie do końca życia
    będzie niespokojne jeśli na to pozwoli...?

    przy czym wogóle nie interesowało "sióstr" to jakimi rodzicami i ludzmi
    jesteśmy, jak mieszkamy i co o nas sądzi kurator,jaki dom dziecku zapewnimy,
    rozmowy były od początku krótkie i na "nie"

    tylko dlatego że nie jesteśmy katolikami
    przez 7 miesięcy Asia żyła rozerwana, w dwóch domach
    w tygodniu-zakład
    weekendy-nasz dom
    dano nam to wyraźnie odczuć, utrudniano nam kontakty z dzieckiem, pisano do sądu
    wiele nieprawdziwych oskarżeń i co najbardziej nas zdumiało "siostra dyrektor"
    okłamywała nas w żywe oczy ...sad
    że np.dziecka nie ma gdy chcieliśmy odwiedzić w Dzień Dziecka z prezentem...
    uwierz mi że gdyby opieka w zakładzie - "domu" jak zakonnice nazywają to miejsce
    była dobra a Asia czuła się tam dobrze to nie wyrywalibyśmy jej stamtąd,
    to było smutne żeby nie powiedzieć-okropne miejsce dla normalnego dziecka wśród
    upośledzonych...
    bez żadnej przyszłości

    przyznaję że są tam rówież tam oddane, wspaniałe osoby, nawet siostry i tak do
    niektórych się zwracam bo świadczy o tym ich zachowanie, jakimi są ludzmi w
    stosunku do dzieci i to co dla nich robią a nie czy noszą habit

    nie piszę tego aby wywołać na kimś wrażenie, pokazać jak "uratowaliśmy" biedne
    chore dziecko bo my sami nigdy nie podjęlibyśmy sie tej ciężkiej drogi
    sama nie czułabym się na siłach i nie czuję się do dziś,

    ale mam wspaniałego Ojca, Boga, który dawał nam przez cały czas pokój w sercu i
    zachęcał gdy my już rezygnowaliśmy i Jemu niech będzie za to chwała!
    to jest Jego plan dla naszego życia i życia Asi
    przez cały ten okres modliłam sie aby trafiła do nas tylko jeśli taka jest Jego
    wola i mówiłam Bogu że kocham to dziecko, chcę aby była z nami ale bardzo się
    boję tej odpowiedzialności i prosiłam by sprawił żeby ona będzie chciała być
    naszą córką co nie było takie oczywiste bo Asia była z "siostrami" mocno
    emocjonalnie związana


    >cryingmam nadzieję że wyjaśniliście przynajmniej małej że u was "panie" to
    > siosry zakonne, inaczej na 100% nie wie o co wam chodzi,

    gdy mówimy z Asią o "siostrach" mówię "siostry", dla mnie osobiście to nie są
    siostry ale przecież nie mówię tego dziecku, które je kocha!

    > W zakonnych domach dziecka kładzie się duży nacisk na więź dziecka z Bogiem,

    nie wiem jaki to nacisk "siostry" kładły gdy dziecko myśli że na miłość Boga
    trzeba sobie zasłużyć...


    > to żeby dzieci uczyły się ufać Bogu, żeby wierzyły że Maryja (tfu, przepraszam
    > MIRIAM) jest szczególnie Mamą dla tych dzieci które własne matki opuściły,
    > dziewczynka na pewnoi nie raz modliła się do Niej.... I teraz co? Pójdzie do
    > waszego zboru i usłyszy że "modlitwy do matki Jezusa to pogańskie praktyki
    > niemiłe Bogu"?! Jak ona się bedzie czuła?

    odemnie usłyszy to co mówię o Maryi dzieciom na szkółce :
    Maria była pobożną i posłuszną Bogu 12-letnią dziewczyną gdy zgodziła sie na
    boży plan odnośnie jej życia, Bóg wybrał ją sam bo On może wybrać kogo zechce do
    wykonania ważnego zadania i dla każdego człowieka ma plan a my powinniśmy być
    Jemu posłuszni jak ona to zrobiła, teraz Maria jest w niebie bo uwierzyła w Pana
    Jezusa ale nie słyszy nas i nie widzi bo była tylko człowiekiem a nie Bogiem,
    Bóg jest jeden w trzrech osobach, nie w czterech...

    może być? smile


    > gdyby ona miała 13 lat? Wtedy nawet według prawa nie moglibyście zmieniać jej
    > wiary.

    ja myślę że prawdziwej wiary się nie zmienia przez zmianę Kościoła, albo sie ją
    ma albo nie
    równie dobrze można być nienawróconym protestantem jak i nawróconym katolikiem...




    --
    "Dziecko chce być dobre
    Jeśli nie umie- naucz
    Jeśli nie wie- wytłumacz
    Jeśli nie może- pomóż"
  • sion2 07.10.05, 11:18
    kiwwinka napisała:

    > sion z namaszczeniem bronisz wszystkiego co katolickie, to dobrze świadczy o
    > Twojej gorliwości,
    > ale co powiesz na to że "katolickie siostry" wcale nie brały pod uwagę PRAWA
    > DZIECKA I JEGO DOBRA, które powinno być najważniejsze...?
    > my usłyszeliśmy wprost od "siostry" dyrektor że nie pozwoli na to aby Asia
    > wychowała sie w naszej niekatolickiej rodzinie bo jej sumienie do końca życia
    > będzie niespokojne jeśli na to pozwoli...?


    no jeśli tak, to rzeczywiście źle robiły tylko.... nie wyobrażam sobie żeby z
    protestanckiego sierońca ktos chciał oddać dziecko do katolickiej rodziny,
    powiedz szczerze czy oddałby?
    powiem ci, ze nie gdyż w swoim przekonaniu oddałby je w ręce pogan, którzy będa
    zachęcać dziecko do służenia samemu diabłu i postępowania niezgodnie z Biblią,
    czyz nie tak?
    jeśli siostry miały taka postawę to była ona ZŁA, ale moje doświadczenie mówi że
    zaden protestant za nic nie oddałby dziecka do rodziny katolickiej a więc chyba
    równi jesteśmy i tak samo bładzimy a nie jedni są lepsi od innych?


    > przyznaję że są tam rówież tam oddane, wspaniałe osoby, nawet siostry i tak do
    > niektórych się zwracam bo świadczy o tym ich zachowanie, jakimi są ludzmi w
    > stosunku do dzieci i to co dla nich robią a nie czy noszą habit
    >
    > nie piszę tego aby wywołać na kimś wrażenie, pokazać jak "uratowaliśmy" biedne
    > chore dziecko bo my sami nigdy nie podjęlibyśmy sie tej ciężkiej drogi
    > sama nie czułabym się na siłach i nie czuję się do dziś,
    >
    > ale mam wspaniałego Ojca, Boga, który dawał nam przez cały czas pokój w sercu i
    > zachęcał gdy my już rezygnowaliśmy i Jemu niech będzie za to chwała!
    > to jest Jego plan dla naszego życia i życia Asi
    > przez cały ten okres modliłam sie aby trafiła do nas tylko jeśli taka jest Jego
    > wola i mówiłam Bogu że kocham to dziecko, chcę aby była z nami ale bardzo się
    > boję tej odpowiedzialności i prosiłam by sprawił żeby ona będzie chciała być
    > naszą córką co nie było takie oczywiste bo Asia była z "siostrami" mocno
    > emocjonalnie związana

    to piekne co piszesz, tylko że postaraj się oddzielić wiarę Asi w której była
    wychowana od tych którzy - w swoim przekonaniu dobrze - zachowywali się nie w
    porządku wobec was
    poza tym wiara katolicka jest taka, że tylko w naszym kościele jest PEŁNIA
    środków zbawienia dlatego siostry chciały Asię uchronić przed odcięciem jej od
    sakramentów, nauki KK itd., dla siostr liczy się bardziej jej dusza niż
    ciało.... i nie jest to w 100% niesłuszne gdyż podkreślam że wielu protestantów
    uczyniłoby identycznie...
    ja uwazma że dobrze ze znalazła dom, rodziców kochających - to NA PEWNO jest
    zgodne z wolą Boga :0) ale juz zmiana wiary dziecka nie!

    >
    > nie wiem jaki to nacisk "siostry" kładły gdy dziecko myśli że na miłość Boga
    > trzeba sobie zasłużyć...

    wiesz ciekawa jestem czy rzeczywiście tak mówi i mysli czy tez po prostu jej
    wypowiedzi ze człowiek może współpracowac z łaską Boża, że uczynki dobre
    człowieka mają określoną wartośc w oczach Boga (patrz Sąd ostateczny) - wy
    intepretujecie według tego co słyszeliście o naukach KK w swoim kosciele a wiec
    "katolik sądzi że na miłość Boga musi zasłużyć", nie wierzę niestety twoim
    słowom o wierze dziewczynki gdyż spokałam się wyłacznie z przekręcaniem wiary
    katolickiej przez protestantów, musiałabym sama z Asią porozmawiać smile



    > odemnie usłyszy to co mówię o Maryi dzieciom na szkółce :
    > Maria była pobożną i posłuszną Bogu 12-letnią dziewczyną gdy zgodziła sie na
    > boży plan odnośnie jej życia, Bóg wybrał ją sam bo On może wybrać kogo zechce d
    > o
    > wykonania ważnego zadania i dla każdego człowieka ma plan a my powinniśmy być
    > Jemu posłuszni jak ona to zrobiła, teraz Maria jest w niebie bo uwierzyła w Pan
    > a
    > Jezusa ale nie słyszy nas i nie widzi bo była tylko człowiekiem a nie Bogiem,
    > Bóg jest jeden w trzrech osobach, nie w czterech...
    >
    > może być? smile


    niezupłenie gdyż żadne katolik nie wierzy ani w to że Maryja jest czwartą osobą Bożą
    ani w to że wiara w obcowanie świętych jest przypisywaniem im cech Bozych -
    widzisz znowu jest to kompletne przekręcenie prawd wiary katolickiej i nie zdziw
    się że jak oznajmisz tryumfalnie dziecku "ależ matka Jezusa nie jest Bogiem" to
    ona zrobi wielkie oczy gdyż na pewno wcale nie wierzyła ze Maryja jest równa Bogu smile

    świci są w niebie ZANURZENI I ZJEDNOCZENI z Bogiem - taka jest wiara katolicka i
    tylko dzięki Bogu, według Jego woli i decyzji mogą słyszeć nasze modlitwy i nas
    wpsierać

    jakbyś się czuła gdybym ci próbowała udowadniac że skoro w zborach protestancich
    pastor X uzdrawia chorych to znaczy że protetsantci uznają go za czwartą osobę
    Bożą smile - powiedziałabyś że on uzdrawia nie swoją moca lecz Jezusa i miałbys rację
    podobnie matka Jezusa jest W 100% ZALEŻNA OD BOGA I JEGO WOLI, nie istnieje ani
    nie jest nam dana ani w zamian za Boga ani obok Niego ani nie posiada Jego
    przymiotów
    jest natomaist Matką, zanurzona i zjednoczona w Nim, wstawiająca się za nami tak
    samo jak w Kanie Galilejskiej kiedy to doprowadziła do zmiany woli Jezusa - poczytaj
    my po prostu wierzymy że to się działo na ziemi, dzieje się i w niebie, i jak na
    ziemi wstawiennictwo Maryi nie spowodowało ze została przez biesiadników uznana
    za cudotwórczynię, podobnie i w niebie Ona niczego nie czyni sowją mocą
    taka jest włanie wiara katolicka

    nie przeczytałam wczesniej tego postu, moja wczesniejsza wypowiedź jest
    nieaktualna, nie miałam czasu zeby przecztytać, sorry

  • kiwwinka 07.10.05, 17:35
    sion2 napisała:
    >poza tym wiara katolicka jest taka, że tylko w naszym kościele jest PEŁNIA
    >środków zbawienia...

    bez podtekstów ale nieźle mnie zdziwiło to stwierdzenie:p
    czyli u nas jest niepełnia...
    jakie "środki zbawienia" masz na myśli?
    pytam z czysto ewangelizacyjnych pobudek
    bo od kiedy się nawróciłam wierzę że do zbawienia w pełni wystarczającą jest
    jedyna i niepowtarzalna ofiara Chrystusa na krzyżu
    nie mogę do niej nic dodać i nic zrobić aby ją uzupełnić
    "kto uwierzy i ochrzczony zostanie, zbawiony będzie"
    zwróć uwagę na kolejność
    uwierzyłam że Jezus poniósł za mnie śmierć na krzyżu wystarczającą dla mojego
    zbawienia, przyjęłam Jego zbawienie z łaski, zostałam ochrzczona

    żaden Kościół ani KK ani protestancki ani Ewangelicki nie zapewni zbawienia
    jeśli człowiek nie narodzi się na nowo z Ducha Świętego.
    Pozdrawiam.
    --
    "Dziecko chce być dobre
    Jeśli nie umie- naucz
    Jeśli nie wie- wytłumacz
    Jeśli nie może- pomóż"
  • sion2 07.10.05, 19:54
    Zbawieniem naszym jest Jezus Chrystus, Jego Ofiara na Krzyzu uczyniła nas
    dziecmi Bozymi zmyła z nas (przez wodę chrztu) grzech adamowy - tak wierzą katolicy

    "śrdkami zbawenia" nazywamy w skrócie środki pomagające nam otworzyć się na dar
    i łaskę wysłuzoną nam przez Syna Bożego
    samo odkupienie doknało się ZA DARMO, wyrazem wiary w to jest w KK chrzest
    niemowląt i dzieci, które nie muszą niczym (nawet wiarą!) zasłużyć sobie na
    obmycie z grzechu adamowego, nie muszą zasługiwac na stanie się dzieckiem
    Bozym, na otrzymanie łaski uświecającej czył łaski przyjaźni z Bogiem gdyż to
    wszytsko otrzymujemy całkowicie za darmo od Boga

    środki zbawienia to są zaś specjalne łaski - pomoce dla nas grzeszników, którzy
    jesteśmy obmyci z grzechu adamowego ale jednak skłonni do grzechu i często
    upadamy a wiec potrzebujemy pomocy aby się podnieść, tą pomocą w KK
    najskuteczniejszą są sakramenty czyli widzialne znaki niewidzialnej łaski, ktora
    Bóg udziela : Komunia św, spowiedź, bierzmowanie, małżeństwo, sakramet chorych,
    chrzest.

    ponieważ kościoły III reformacji (nie pytaj mnie co to bo sami protestanci mnie
    tak uczyli) odrtzucili niemal w 100% naukę o sakramentach - mimo że Luter jej w
    calości nie odrzucił i chrzest wraz z Eucharystią były dla niego sakramentami -
    dlatego w KK mówimy że nie ma u was PEŁNI środków zbawienia, czyli mówiąc
    matematycznie macie mniej niż my
    oczywiście sprawcą naszego zbawienia jest Chrystus i nikt tego nie neguje ani
    nie watpi że On wśród was działa i prowadzi was, podobnie Duch św.
    i rzeczywiście wiara w Niego jest pierwszym, koniecznym i wsytarczającym
    warunkiem aby być zbawionym
    a katolicy po prostu mają wiecej środków pomagających im na co dzień być coraz
    lepszym chrześcijaninem, gdyż w każdy sakramnecie szczególnie działa Bóg
    jestem pewna że kiedy ty prosisz o pomoc Boga otrzymujesz ją, ja mówię tylko że
    katolicy mają więcej możliwości potencjalnie na doświadczenie łaski Boga w
    kościele samym, bo indywidualnie to juz sprawa każdego poszczególnego człowieka
    może być katolik nie otwierający się na moc sakramentów i przyjmujący je na
    darmo i może być zielonoświątkowiec nie przystępujący do sakramentów a tak miły
    postępowaniem Bogu i żarliwy w modlitwie że jego wiara będzie góry przenoisć smile


    a ty zwróc uwagę na kolejność w rozmowie Jezusa z Nikodemem, wtedy powiedział
    "kto się nie narodzi z wody i z Ducha ten nie wejdzie do królestwa Bożego..."

    oczywiście chcesz mi powiedziec że mój chrzest w niemowlęctwie jest niewazny,
    ale to ty jesteś prześladowana a ja nietolerancyjna smile
    ja mówię że twój chrzest jest wazny: i ten w niemowlęctwie i ten w dorosłości
    (niepotrzebnie chrzciłaś się 2 raz)
    ciekawa jestem też czy znasz pisma Lutra na temat chrztu - uważał że naklezy
    chrzcić niemowleta smile
    zajrzyj tu:
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16182&w=23238225&a=23293608
    pozdrawiam!
  • kiwwinka 08.10.05, 15:09
    sion2 napisała:

    > środki zbawienia to są zaś specjalne łaski - pomoce dla nas grzeszników, którzy
    > jesteśmy obmyci z grzechu adamowego ale jednak skłonni do grzechu i często
    > upadamy a wiec potrzebujemy pomocy aby się podnieść, tą pomocą w KK
    > najskuteczniejszą są sakramenty czyli widzialne znaki niewidzialnej łaski, ktor
    > a
    > Bóg udziela : Komunia św, spowiedź, bierzmowanie, małżeństwo, sakramet chorych,
    > chrzest.
    >
    > ponieważ kościoły III reformacji (nie pytaj mnie co to bo sami protestanci mnie
    > tak uczyli) odrtzucili niemal w 100% naukę o sakramentach - mimo że Luter jej w
    > calości nie odrzucił i chrzest wraz z Eucharystią były dla niego sakramentami -
    > dlatego w KK mówimy że nie ma u was PEŁNI środków zbawienia, czyli mówiąc
    > matematycznie macie mniej niż my
    ______________________________________
    już i tak odeszliśmy od tematu wątku a na to muszę zareagować bo jesteś niestety
    w błędzie, wierzący poza Kościołem Katolickim, członkowie biblijnych
    społeczności jaką jest mój Kościół Zielonoświątkowy nie mają wcale mniej niż wy
    w KK:
    * Komunia św. - czyli wieczerza, przy której mamy nawet więcej niż wy bo i chleb
    i wino są dostępne dla każdego brata i siostry, u was-tylko opłatek,

    * spowiedź - szczera pokuta za grzechy przed Bogiem,
    * bierzmowanie - czyli chrzest Duchem Świętym z namacalnymi znakami min.mówienie
    innymi językami, dary prorockie,tłumaczenia języków,uzdrawiania,
    * małżeństwo,
    * sakramet chorych - modlitwa starszych zboru o chorego z namaszczaniem olejkiem
    * chrzest - zgodny z biblią przez zanurzenie(baptiso)po nawróceniu i oddaniu
    życia Bogu.

    tylko u nas nie nazywany tego sakramentami
    to nie są żadne środki zbawienia ale elementy życia chrześcijańskiego zgodnego z
    biblijnymi wskazówkami,
    mówiąc że wy macie PEŁNIĘ, której my nie mamy mijasz się z prawdą i umiejszasz
    rolę ofiary Jezusa do której NIC nie można dodać,
    łotr na krzyżu nie potrzebował tych środków, wystarczyła jego wiara w Jezusa,
    Ty mówisz _ wy macie TYLKO wiarę, brak wam środków zbawienia i przez to nie
    macie PEŁNI a PEŁNIA jest tylko w Jezusie a nie w KK smile
    On przez Ducha Św. pomaga wierzącemu każdego dnia stawać się bardziej podobnym
    do Niego.

    > oczywiście sprawcą naszego zbawienia jest Chrystus i nikt tego nie neguje ani
    > nie watpi że On wśród was działa i prowadzi was, podobnie Duch św.
    > i rzeczywiście wiara w Niego jest pierwszym, koniecznym i wsytarczającym
    > warunkiem aby być zbawionym
    > a katolicy po prostu mają wiecej środków pomagających im na co dzień być coraz
    > lepszym chrześcijaninem, gdyż w każdy sakramnecie szczególnie działa Bóg
    > jestem pewna że kiedy ty prosisz o pomoc Boga otrzymujesz ją, ja mówię tylko że
    > katolicy mają więcej możliwości potencjalnie na doświadczenie łaski Boga w
    > kościele samym, bo indywidualnie to juz sprawa każdego poszczególnego człowieka
    > może być katolik nie otwierający się na moc sakramentów i przyjmujący je na
    > darmo i może być zielonoświątkowiec nie przystępujący do sakramentów a tak miły
    > postępowaniem Bogu i żarliwy w modlitwie że jego wiara będzie góry przenoisć smile
    >
    >
    > a ty zwróc uwagę na kolejność w rozmowie Jezusa z Nikodemem, wtedy powiedział
    > "kto się nie narodzi z wody i z Ducha ten nie wejdzie do królestwa Bożego..."
    >
    > oczywiście chcesz mi powiedziec że mój chrzest w niemowlęctwie jest niewazny,
    > ale to ty jesteś prześladowana a ja nietolerancyjna smile
    > ja mówię że twój chrzest jest wazny: i ten w niemowlęctwie i ten w dorosłości
    > (niepotrzebnie chrzciłaś się 2 raz)
    > ciekawa jestem też czy znasz pisma Lutra na temat chrztu - uważał że naklezy
    > chrzcić niemowleta smile

    ____________________________
    nie jestem wyznawcą Lutra ale Jezusa Chrystusa
    Luter był tylko człowiekiem i mógł sie mylić w wielu sprawach tak jak i Papież
    jest omylnym człowiekiem, smile

    to tyle bo zagłębiłyśmy się w inne rzeczy niż chodziło mi na początku ale tak to
    jest jak spotkają sie dwie przekonane o swych racjach osoby, sama wieszwink

    --
    "Dziecko chce być dobre
    Jeśli nie umie- naucz
    Jeśli nie wie- wytłumacz
    Jeśli nie może- pomóż"
  • sion2 08.10.05, 21:56
    kiwwinka napisała:

    > już i tak odeszliśmy od tematu wątku a na to muszę zareagować bo jesteś niestet
    > y
    > w błędzie, wierzący poza Kościołem Katolickim, członkowie biblijnych
    > społeczności jaką jest mój Kościół Zielonoświątkowy nie mają wcale mniej niż wy
    > w KK:
    > * Komunia św. - czyli wieczerza, przy której mamy nawet więcej niż wy bo i chle
    > b
    > i wino są dostępne dla każdego brata i siostry, u was-tylko opłatek,


    ja też musze zareagować gdyż ciebie ktoś źle poinformował i widać ze jak byłaś
    katoliczką nie zabardzo byłaś świadoma co się dzieje wokół ciebie w kosciele smile

    w waszym kosciele nie ma przeistoczenia, wiary że podaczs Eucharystii chleb
    staje się prawdziwym Ciałem Jezusa a wino Jego Krwią, katolicy piją Krew Jezusa
    prawdziwą (według ewangelii Jana, długa mowa Jezusa rozdz 6) i spożywają Jego
    Ciało, to Ciało i Krew daje nam życie wieczne, jak wiadomo to Syn Bozy jest
    dawcą zbawienia a nie symbol Syna Bożego jakim jest wasza wieczerza

    Komunii św. katolickiej nie zastąpi NIC, żaden symbol, żadnego innego koscioła,
    widać zresztą to tez po tym że nasze Msze św są odprawiane codziennie a nie raz
    czy dwa na miesiąc jak jest w zborach protestantckich (nie luterańskich podkreślam)

    co do zaś spozywania pod obiema postaciami to ja choć jestem zwykłą świecka
    osobą przyjmuję Komunię pod obiema postaciami kilkanascie razy w roku, a 3 km od
    moejgo domu jest parafią gdzie Komunia pod obiema postaciami jest udzielana
    codziennie oprócz niedzieli
    powodem zaś nieudzielania jej codziennie wszystkim pod obiema postaciami jest
    szacunek do Krwi Pańskiej, którą podczas tłumnych Mszy św niedzielnych b. łatwo
    rozlać potrącając niechcący kapłana, dlatego nie zaleca się udziela Komunii pod
    postacią winą podczas niedzielnej Mszy św, gdzie jest dużo ludzi
    zwyczajowo na każdych rekolekcjach, w Wielki Czwartek, czy jakieś większe
    uroczystości mozna przyjąć nawet w ndz w zwykłaym kosciele, oraganizuje się
    wtedy inny, ostrożniejszy sposób jej udzielania smile

    a opłatek to katolicy spozywają na wigilii Bożego Narodzenia w domu smile

    > * spowiedź - szczera pokuta za grzechy przed Bogiem,
    u nas tak samo, a dodtakowo spowiedź uszna sakramentalna, gdzie działa Bóg a nie
    człowiek

    > * bierzmowanie - czyli chrzest Duchem Świętym z namacalnymi znakami min.mówieni
    > e
    > innymi językami, dary prorockie,tłumaczenia języków,uzdrawiania,
    > * małżeństwo,

    u nas też, zwłaszcza we wspólnotach Odnowy w Duchu Św. występują takie dary
    Ducha i chrzest w nim, ale łaska Boża szczególna, pomocna w byciu
    chrześcijaninem jest udzielana każdemu kto chce własnie podczas bierzmowania
    śmiem twierdzić że "prawdziwość" chrześijaństwa danej wspólnoty nie mierzy sie
    częstotliwością wsytępowania spektakularnych darów Ducha św.
    > * sakramet chorych - modlitwa starszych zboru o chorego z namaszczaniem olejkiem

    tak jak u nas, dodatkowo jeszcze modlitwa o odpuszcznie grzechów, wraz ze
    spowiedzią i przyjęciem Komunii

    > * chrzest - zgodny z biblią przez zanurzenie(baptiso)po nawróceniu i oddaniu
    > życia Bogu.

    chrzest zgodny z Biblią to chrzest udzielany "W imię Ojca i Syna i Ducha św" -
    takie polecenie wydał Jezus
    nie powiedział nigdy i nigdzie że warunkiem wazności chrztu jest chrzest przez
    zanurzenie ani że musi poprzedzac go wiara ani że nie wolno go udzielać dzieciom
    tak wiec chrzest katolicki jest chrztem waznym smile

    > tylko u nas nie nazywany tego sakramentami

    sakramentem nie jest to co nazywamy sakramentem tylko sakramentem jest DZIAŁANIE
    BOGA a nie człowieka
    u was wszystko zalezy od waszej wiary, u nas od działania Boga
    to Bóg cię chrzci a nie twoja wiara, obmycie cię z grzechu adamowego to dzieło
    BOGA a nie twojej wiary, dlatego nie ma znaczenia godność twoja ani tego kto ci
    udziela sakramentu - na tym opiera się nauka katolicka nt sakramentów

    > mówiąc że wy macie PEŁNIĘ, której my nie mamy mijasz się z prawdą i umiejszasz
    > rolę ofiary Jezusa do której NIC nie można dodać,

    to ty całkowicie przekręciłaś moje słowa i napisałaś bzdurę (sorry za mocne
    słowo) - NIE TWIERDZĘ ŻE SAKRAMENTY DODAJĄ COŚ DO OFIARY JEZUSA, to bzdura!
    sakramenty pomagają nam przyjmowac łaskę Boga, dają nam Jego łaskę pomocną do
    bycia chrześcijaninem
    jeśli wy wierzycie że "wystarczy uwierzyć i zbawienie mam w kieszeni" to
    przeczycie rzeczywistości: każdy człowiek aż do śmierci pozostaje grzesznikiem
    skłonnym do gzrechu choć jest jednoczesnie obmyty we Krwi Baranka, odkupiony za
    darmo i za darmo nazywany przyjacielem Boga - gdyż nimi uczynił nas Jezus
    ale cały czas pozostajemy skłonni do grzechu
    ty jesteś bezgrzeszna?!

    > łotr na krzyżu nie potrzebował tych środków, wystarczyła jego wiara w Jezusa,
    > Ty mówisz _ wy macie TYLKO wiarę, brak wam środków zbawienia i przez to nie
    > macie PEŁNI a PEŁNIA jest tylko w Jezusie a nie w KK smile

    nie, ja tak nie napisałam, nie rozumiesz, jesteś uprzedzona, trudno...
    z wami to zawsze dyskutuje się nie o wierze katolickiej lecz o waszej wizji
    wiary katolickiej, ktora najczęściej ma niewiele wspólnego z rzeczywistą wiarą
    KK, niestety....
    nifdzie nie napisałam że jak ktoś nie będzie miał możliwości przystępowac do
    sakramentów to choćby wierzył w Jezusa, zbawiony nie będzie smile

    > nie jestem wyznawcą Lutra ale Jezusa Chrystusa
    > Luter był tylko człowiekiem i mógł sie mylić w wielu sprawach tak jak i Papież
    > jest omylnym człowiekiem, smile
    >
    > to tyle bo zagłębiłyśmy się w inne rzeczy niż chodziło mi na początku ale tak t
    > o
    > jest jak spotkają sie dwie przekonane o swych racjach osoby, sama wieszwink

    tak wiem , ja też nie jestem wyznawacą papieża tylko Jezusa
    widzę że nie zajrzałaś do linku który podałam, szkoda bo byś dowiedziała że
    twierdzenie że pierwsi chrześcijanie nie chrzcili dzieci oraz że wazny jest
    chrzest wyłacznie przez zanurzenie jest kłamstwem rozpowszechnianym ale łatwym
    do zdemaskowania smile
    a wiesz... w KK jest taka wspólnota "neokatechumenat", oni chrzczą niemowleta
    przez zanurzenie ..smile

    podumowując: sakrament jest działaniem Boga, dlatego jest skuteczny bez wzgledu
    na godność sprawującego go, przy chrzcie nie jest konieczna wiara gdyż wted
    chrzest staje się WSPÓŁPRACĄ z Bogiem a nie przyjęciem darmowej łaski
    odkupienia, na którą zasłuzyć nie trzeba

    a budowa zdania "kto uwierzy i przyjmie chrzest" wskazuje łącznośc tych warunków
    a nie ich kolejność, zajrzyj do słownika greckiego i poczytaj o spójniku "kai"
    czyli "i" tutaj wsytępującym
    dlatego własnie katolicy chrzczą dzieci, które dostępują obmycia z grzechu
    adamowego za darmo, ale jesli potem nie uwierzą, nie praktykują wiary, nie
    potwierdzają jej czynmami, wcale nie twierdzimy że mają zbawienie w kieszeni wink

    zastanów się dlaczego na Sądzie Ostatecznym Jezus będzie nas sądził Z CZYNÓW a
    nie z tego czy uwierzyliśmy smile poczytaj opis powtórnego przyjścia Syna Człowieczego
    to się zgadza z katolickim rozumieniem chrztu a przeczy waszemu, gdyby wasze
    było właściwe, Jezus sądziłby świat z wiary i "przyjęcia Go jako osobistego Pana
    i Zbawiciela" a tymczasem będzie sądził z uczynków miłości, gdyż one są owocem
    wiary
    nie wystarczy uwierzyć żeby być zbawionym, trzeba też wiarę praktykować przez
    czyny miłości
    choć odkupieni jesteśmy za darmo, ale zyciem naszym musimy potwierdzić że
    przyjeliśmy tę łaskę darmo daną
    źródłem dobra i wzrostu duchowego jest Bóg a nie nasza wiara, dlatego dzieci
    chrzcimy aby otrzymały tę łaskę która zapoczątkuje w nich wiarę, wy zaś sądzicie
    że wiara jest waszym dziełem, którym musicie zabłysnąc przed Bogiem aby dostąpić
    zbawienia, to trudniejsza droga

    pozdr. Kasia
  • joanna.d.arc 09.10.05, 11:56
    Wiadomo, że dla wyznawcy każdej z wielu religii, właśnie ta religia będzie najważniejsza
    i NIC nie będzie w stanie zastąpić rytuałów z tej religii. Symbol taki czy symbol owaki,
    każda religia ma swoje symbole i przypisuje im wyjątkowe znaczenie umniejszając przy okazji
    znaczenie symboli z innych religii. No i każda twierdzi, że tylk ona zapewnia "pełne zbawienie".

    Tak naprawdę, warto po prostu żyć godnie i uczciwie i to powinno Bogu wystarczyć.
  • nordynka1 10.10.05, 21:13
    ja tu zupełnie nie na temat, ale nie mogę nie napisać

    > Tak naprawdę, warto po prostu żyć godnie i uczciwie i to powinno Bogu
    wystarczyć.

    Nie warto Joanno, nie warto prowadzić życia wyglądającego na godne i uczciwe li
    tylko po to by zadowolić Boga. Ani to godne ani uczciwe. To życie w lęku.
    Bóg niczego od nas nie oczekuje. Jedyne co Bóg robi to kocha.
  • joanna.d.arc 11.10.05, 18:00
    Warto żyć godnie i uczciwie nie dla Boga, tylko dla ludzi - Bóg to doceni.

    --
    Żyj uczciwie i godnie, a będziesz zbawiona/y - słuchaj serca i Boga, a nie jego pośredników
  • darcia73 11.10.05, 22:35
    joanna.d.arc napisała:

    > Warto żyć godnie i uczciwie nie dla Boga, tylko dla ludzi - Bóg to doceni.
    >

    Tak, jesli zyjemy uczciwie i nie krzywdzimy innych, robimy to dla innych ludzi,
    jesli postepujemy źle , nie dotyka to Boga, tylko innych ludzi. Bog nie docenia
    naszych wisiłków, bo przy KIMS tak Świętym jak Bog , nasze dobre uczynki są
    czyms mizernym. Zazwyczaj staramy się robic dobrze, by czuc przyjemnosc (och
    jaki jestem dobry i wspaniały), aby inni o nas dobrze mysleli, lub z wielu
    innych egoistycznych pobudek. Prawdziwie dobre uczynki wypływają tylko od osoby
    wierzącej, w ktorej mieszka Duch Św. Sa one inne, bo czyni je człwoiek o
    zmienionej naturze. Człwoiek sam z siebie nie moze byc dobry, chocby nie wiem
    jak się starał. Tylko Bog moze to zmienic przez Jezusa Chrystusa, przez Jego
    ofiarę na krzyzu. Dlatego najpierw wiara , potem uczynki, bez ktorych wiara
    jest martwa. Ale nie kazdy kto nazywa siebie chrzescijaninem jest nim naprawdę.
    --
    Niech pamiętają królowie, że oni są dla ludu, a nie lud dla nich.

    A. Frycz Modrzewski
  • glupiakazia 07.10.05, 09:23
    Wiecie co, tak sobie jeszcze Was czytam i mysle i wydaje mi sie, ze nam gdzies
    umknelo to, co jednak najwazniejsze: ze wiara jest laska, "to nie wy mnie
    wybraliscie, to Ja was wybralem".
    Troche przeceniamy wlasne mozliwosci "swiadomego wyboru", a co dopiero jesli
    chodzi o dzieckosmile
    Kochajcie ja i badzcie otwarci na wszelkie dzialanie Ducha, ze pozwole sobie
    jeszcze powtorzyc za sw. Augustynem: kochajcie i robcie, co chceciesmile
    Pozdrawiam Was serdecznie

    --
    Nasze córki-bzdurki
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=19166796
  • maadzik3 07.10.05, 15:13
    No coz, a mnie jest przykro, bo zawsze staram sie glownie podkreslac to co laczy
    chrzescijan, ale po raz kolejny dowiedzialam sie od katolikow, ze jestem
    chrzescijaninem drugiego sortu (to odnosnie postu Barbie gdzie wyraza nadzieje
    ze moze to corka sprowadzi na lono prawdziwego kosciola swych rodzicow - wyobraz
    sobie ze komunia jest rowniez w naszym kosciele,
    Sion powoluje sie na doglebna znajomosc protestantow (??) i ich podejscie do
    katolikow jak do diabla (??) otoz przez cale zycie TAKICH okreslen katolikow w
    zborze nie slyszalam, a co do czystej symboliki komunii to znow nie masz racji
    przynajmniej odnosnie kosciola luteranskiego. O zyciu Lutra juz nie bede pisac
    bo wiele nieprawdy na tym forum poplynelo (czasem z obu stron), a watek nie tego
    dotyczy
    I wreszcie: dziecko pozbawione rodziny nie jest wlasnoscia placowki w jakiej sie
    wychowuje a to wychowywane w rodzinie nie jest wlasnoscia rodziny. I o dzieciach
    ktore z powodow zawsze dla nich tragicznych sa pozbawione dobrej opieki
    biologicznych rodzicow i powinny znalezc sie w rodzinie zastepczej decyduje sad
    panstwa (podobno niewyznaniowego). Nie zalezy to od opiekunow w osrodku
    (jakimkolwiek), moga oni natomiast utrudnic lub ulatwic dziecku przejscie do
    rodziny zastepczej i powinni kierowac sie wylacznie jego dobrem.
    W sumie po raz kolejny zastanawiam sie czy moze nie przestac czytac tego forum,
    po co sie denerwowac.
    A Ciebie, Kiwwinko jeszcze raz serdecznie pozdrawiam.
    Magda
    PS A moze po prostu prawnie nie pozwolic nie-katolikom adoptowac lub tworzyc
    rodzin zastepczych dla dzieci ktore kiedykolwiek sie zetknely z katolicyzmem?
  • sion2 07.10.05, 16:25
    ej no maaadzik nie przesadzaj smile

    co do moich postulatów - przecież napisałam że bym się spotykała w obecności
    przybranych rodziców Asi - a wiec zakładma ich czynny udział z rozmowach z
    dziewczynką, ja napisałam tak jak widze ja tą sprawę, nie wysnuęłam roszczenia
    żeby wszyscy inni też ją tak widzieli smile

    barbie przeprosiła - chyba nie zrozumiałaś
    a wszyscy łacznie ze mną ocenili postawę sióstr jako ZŁĄ , chyba też nie
    doczytałaś (za dużo postów się zrobiło..)

    natomiast wierzę ci że w twoim zborze nikt tak o katolikach nie mówi jak ja
    cytuję, chwała Bogu! tylko że luteranie są generalnie przyjaźnie nastawieni,
    zauważ że autorka wątku nie napisała do jakiego kościoła nalezy a wiec nie chyba
    nie jest słusznym oburzanie sie że zaliczyłam ją ogólenie "do protestantów" smile,
    nie wiem do jakiego koscioła nalezy a jest ich ho ho i jeszcze trochę smile

    co do posłania dziecka do diabła.. to nie wiesz że we mnie - katoliczkję szatan
    wstąpił i że przeze mnie przemawia?! nie widzisz tego? moja nauka nie nosi
    znamion nauki diabelskiej?.... hm dziwne że nie widzisz tego, bo mnie właśnie na
    tym forum 3 razy "bracia" odłączeni informowali i przestrzegali przede mną
    innych, ze właśnie diabeł przeze mnie mówi smile)))))... widzisz, jak mozna nie
    obawiać się co dziecko w zborze usłyszy o kościele katolickim?

    ja była w zborze i usłyszłam takie rzeczy że wiecej tam nie poszłam, każdy
    przemawia tu na forum z punktu widzenia swojego doświadczenia zyciowego i to nic
    dziwnego!

    a czy denerwujesz się także wtedy gdy poczytasz levine pomstującego na KK itp?
    że luteranie łagodni jak baranki ja przynjamniej wiem dobrze i nigdy złego o
    postawie konkretnie luteran nie pisałam
    pomysl tez jak czuje się katolik gdy ktoś uparcie twierdzi że mentalność babć
    różańcowych jest charakterystyczna dla wszystkich katolików... nieznajomośc
    Biblii - dla wszystkich katolikow, nieznajomosc w co wierzą - dla wszystkich
    katolików..., postawa Rydzyka - dla wszystkich katolików itd.
    bo rozumiem że zdenerwowało cię wrzucenie wszystkich protestantów do jednego
    wora - no własnie, unikajmy tego WZAJEMNIE a świat będzie lepszy smile
  • aszlan 07.10.05, 16:38
    sion2 napisała:

    "Nie, tylko że potencalne odcięcie dziecka od sakramntów nie nazwałbym "źdzbłem"
    ani b. realna możliwośc nastawienia wrogo dziecka do kościoła katolikciego też
    "źdźbłem" nie jest..."

    Chodziło mi o pewien typ postawy, która doszukuje się źdźbła w oku innych nie
    dostrzegając belki we własnym, występującej rzecz jasna nie tylko u katolików.
    --
    Pozdrawiam, Malgosia
  • kiwwinka 07.10.05, 17:47
    maadzik3 pozdrawiam Cię serdecznie w imieniu Pana Jezusa!
    @->--
    nie smuć się smile
    to takie małe prześladowania, więc sie trzeba cieszyćwink
    i ewangelizować.

    --
    "Dziecko chce być dobre
    Jeśli nie umie- naucz
    Jeśli nie wie- wytłumacz
    Jeśli nie może- pomóż"
  • pawlinka 09.10.05, 10:11
    Mnie zastanawia tytuł postu: świadomy wybór dziecka. Wybacz, to zboczenie
    zawodowe smile ale sens jest dwojaki: dziecko świadomie dokonuje wyboru albo
    rodzice świadomie wybierają dziecko smile I tak sobie głośno myślę: pewnie
    zastanawialiście się przedtem nad kwestią życia religijnego Waszej powiększonej
    rodziny i pewnie jakieś postanowienia zapadały. Może należy się tego trzymać? A
    po drugie: Wasza historia przypomina mi sytuację, kiedy do domu przybywa
    dziecko. Rodzi się kolejne. Sytuacja rodziny zmienia się, następuje rewolucja,
    już nic nie jest takie samo, dzieco uczy się życia w rodzinie, ale i domownicy
    muszą zmienic swoje niektóre przyzwyczajenia. Nie wiem, jak w praktyce, ale
    może niech jedno z rodziców idzie do zboru z córką, a drugie do koscioła z
    Asią. Co tydzień, raz mama, raz tata. I moze dobrze pogadać z kimś mądrym i
    kompetentnym: psychologiem, wierzącym najlepiej, i z księdzem i pastorem.
    Sytuacja nie jest łatwa, ale najważniejsza jest miość...Życzę powodzenia!
  • mader1 09.10.05, 12:20
    Nie oszukujmy się, nie jest łatwo w Polsce znaleźć do adopcji dziecko
    protestanckiesmile Siłą rzeczy protestanci zapewne biorą do swoich rodzin dzieci
    katolickie.
    Sytuacja jest bardzo skomplikowana. Ale wydaje mi się, że ( nawet nie czytając
    całej historii z podanego linku), wynika raczej z dobrej niż złej woli. Bo na
    zdrowy rozum - jeżeli protestanci chcieliby wziąć dzicko katolickie i zrobić z
    niego protestanckie ( fuu... co za określenia) bezproblemowo, zapewne wybraliby
    młodsze, z państwowego domu dziecka - gdzie ono najwyżej raz w tygodniu bywa na
    nudnej mszy św.
    Ta sytuacja - 11 letniej dziewczynki, od sióstr katolickich, z pogłebioną
    świadomością praktyk katolickich jest dla naszej zaprzyjaźnionej rodziny duuużo
    trudniejsza. I starają się jej sprostać - tak jak im przychodzi do głowy :
    jednak chodzą na msze św. do KK tylko dla swojej córeczki. Przyznajmy, że są
    protestanci,którzy progu kościoła by nie przystąpili , a oni do takich nie
    należą. Starają się. Kurcze, otoczmy ich opieką ! może nam się też kiedyś coś
    takiego przydarzyć , nam, naszym dzieciom.
    Cieszę się, że ta dziewczyneczka trafiła do ludzi, którzy kochają Jezusa. Że
    chociaż mają trudności, starają się cenić jej przywiązanie do kk.
    Wiecie, może się okazać, że wyrośnie z niej niezwykła kobieta. Umiejętnie
    prowadzona może rozumieć duzo więcej, wnieść dużo więcej do obydwu wspólnot,
    niż wielu wybitnych teologów dotąd !
    Kochajcie ją, mówcie uczciwie , co sądzicie, nie zabraniajcie jej kontaktów z
    Bogiem na sposób, jaki miała dotąd. Sakramenty są dla niej ważne, jeżeli o nie
    prosi, nie zabraniajcie jej. Otoczcie ją szacunkiem, a będzie niezwykła.
    Niech Was Bóg prowadzi.
    --
    Doskonała miłość usuwa wszelki lęk J4,18
  • pawlinka 09.10.05, 12:48
    tak, tak, dlatego nie marnujmy czasu i energii na spory doktrynalne!!!
    Błagam, myślmy rozsądnie i z troską. Przeczytałam histoię z "bociana" i wierzę,
    ze to się da wszystko z pomocą Bożą ogarnąć! Myślę o Was z sympatią, rzecz
    jasna!
  • kiwwinka 10.10.05, 15:09
    dziękuję za miłe słowa smile
    racja że nie warto prowadzić sporów doktrynalnych Pawlinkosmile
    mogłabym sie tu rozpisać i odpowiedzieć na każdą rzecz o której pisze sion2,
    wnikając szczegółowo i udowodniając że bardzo się myli ale po co?...
    znam wszystko o czym uczy KK, przeistoczenie, chrzest, sakramenty...
    czytam biblię i wiem co w niej jest napisane i żaden sposób nie pasuje to do
    nauk KK odnośnie tych tematów,
    ale mój problem jest inny, dostałam od Was wiele cennych wskazóweksmile
    dziękuję.
    --
    "Dziecko chce być dobre
    Jeśli nie umie- naucz
    Jeśli nie wie- wytłumacz
    Jeśli nie może- pomóż"

    forum "rodzina zastępcza" zaprasza:

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=26501
  • pawlinka 10.10.05, 16:04
    Wiesz, tutaj nie chodzi o to, kto sie myli, a kto ma rację, tylko o to, że
    możemy "obronić" istnienie na forum takich tematów. Niechaj dyskusja
    doktrynalna trwa, czemu nie, ale moze obok. Cenię sobie takie rozmowy. Bardzo
    lubię czytać Sionka smile, podziwiam jej wiedzę i odwagę.
    Chodzi mi jednak o to, zeby ta dyskusja nie rozmyła Twojego pytania! Żeby nie
    udowadniać, ze ktoś się myli, to nie tędy droga...
  • sion2 10.10.05, 17:31
    pawlinka napisała:

    > Wiesz, tutaj nie chodzi o to, kto sie myli, a kto ma rację, tylko o to, że
    > możemy "obronić" istnienie na forum takich tematów. Niechaj dyskusja
    > doktrynalna trwa, czemu nie, ale moze obok. Cenię sobie takie rozmowy. Bardzo
    > lubię czytać Sionka smile, podziwiam jej wiedzę i odwagę.
    > Chodzi mi jednak o to, zeby ta dyskusja nie rozmyła Twojego pytania! Żeby nie
    > udowadniać, ze ktoś się myli, to nie tędy droga...


    własnie mnie też chodzi o to żeby dziecku nie udowadniać, nie przekonywać że źle
    ją uczono o Bogu... żeby pozwolić jej zyć tą wiarą którą od Boga otrzymała...
    wiem że nie to niemozliwe być dzieckiem protestantów i zachowac wiarę katolicką,
    uzmysłowiłam to sobie mocno po argumentach autorki wątku, ale mimo wszytsko
    uwazma że lepiej dla małej że znalazła rodzców którzy ją kochają i kochają
    Jezusa i będą ją uczyć tej miłości
    patrząc na historie biblijne - choćby św. Pawła, jesli ktoś szczerze zwarca się
    do Boga na pewno jest Mu miły i na pewno Bóg go będzie prowadził, chocby ten
    człowiek bładził, wierzę że skoro Bóg pozwolił temu dziecku kosztowac
    sakramentów to choćby na krótko miała być od tego odcięta, Bóg znajdzie drogę do
    niej i w stosownym czasie przyprowadzi ją z powrotem do kościoła w jakim wiarę
    otrzymała... bez buntu i utraty miłości rodzicow i do rodziców :0)

    naprawdę cieszę się że mała znalzła dom, prawdziwą rodzinę

    ja też czytam Biblię i smiem twierdzić że jako gorliwa wierząca i w dodatku po
    studiach teologicznych 7letnich lepiej znam wiarę i doktrynę KK niż
    zielonoświątkowcy, ale przyzwyczaiłam się już do ich ciągłego "wiedzenia lepiej"
    smile i patrzenia z litością na każdego katolika że tak go czarni omotali wink
    (żartuję troszkę)

    pozdrawiam!
    Kasia

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka