Dodaj do ulubionych

Święta z alkoholem :(

09.04.07, 11:27
Myślę sobie o tych wszystkich dzieciach, które widzą butelkę wódki wędrującą
od kieliszka do kieliszka na stole przykrytym białym obrusem, między
koszyczkiem ze święconką, tym tradycyjnym białym barszczem... sad One wiedzą,
jak to się skończy sad Rozmowami i kłotniami o polityce, krytykowaniem
chciwego Kościoła, awanturą. Czasem mają świetne wyczucie, kiedy można
jeszcze bezpiecznie wyjść - ciągną tatę, mamę za rękaw " Chodźmy już do
domu... proszę " sad
O Chrystusie, o Bogu... to one w święta nie słyszą nic.

nasi znajomi, nawet ci mało wierzący, wątpiący wcale nie są tacy... Mamy
takich, którzy wyjeżdżają w góry, takich co chodzą dla szpanu ze święconką
do modnych kościołów... Ale nie upijają się. Można wtedy o tej tragicznej
rzeczywistości trochę zapomnieć. Jechaliśmy wczoraj wieczorem wiejskimi
drogami, nie widzieliśmy żadnych postaci w rowach, żadnych zataczających się,
ciagniętych przez żony facetów. A może jest lepiej ?
--
Bądź dobry - każdy, kogo spotkasz, prowadzi ciężki bój. J. Watson
Wychowanie w wierze
Edytor zaawansowany
  • magdalaena1977 09.04.07, 23:40
    Moje widzenie alkoholu jest zupełnie inne. To taki rodzaj smakowitego jedzenia
    jak frytki czy czekolada. Dobrze się nim dzielić z przyjaciółmi przy świątecznym
    stole. Oczywiście trzeba zachować jakiś umiar i rozsądek, ale dotyczy on zarówno
    alkoholu jak i innych przyjemności, a przypadki nadużycia są w zasadzie
    incydentalne i przez to raczej zabawne. Zdaję sobie sprawę z tego, że po prostu
    nie mam wśród moich bliskich nikogo z problemem alkoholowym, ale zawsze
    strasznie przeszkadzało mi takie oazowe widzenie alkoholu wyłącznie jako
    narzędzia szatana, który opanowuje człowieka jeśli ten tylko sięgnie po kieliszek.
    Na tym tle zaskakująco wygląda widzenie wina w Ewangelii, gdzie jest to taki sam
    powszechny składnik diety jak chleb.

    --
    Magdalaena
  • franula 10.04.07, 00:09
    zwracam uwagę, że w Ewangelii wino to taki nieco sfermentowany sok na dodatek
    zmieszany z wodą.

    A Mader pisze o wódce (nie winie) jako nieodłącznym składniku świątecznego
    stołu, Wigilii, Komunii, Chrzcin, nie mówiąc o weselach, gdzie jak sie nikt nie
    upije to kiepska impreza byla. A bez alkoholu w ogóle częśc ludzi nie potrafi
    bawić. Zbyt rozpowszechniony to zwyczaj by traktowac to jako "oazowe
    traktowanie alkoholou jako narzedzia szatana". bo chyba nie o to chodzilo w tym
    poście.
    --
    Kasia
  • mader1 10.04.07, 10:04
    Zdecydowanie chodziło mi o upijanie się sad
    Oczywiście alkohol jest dla ludzi, oczywiście jest jednym " z dań". Jednak
    nadużycie, nieumiarkowanie w zjedzeniu szynki czy sałatki ( co też się często
    zdarza) nie grozi aż takimi skutkami sad
    Więc alkohol i jest jedną z potraw i nie jest. Zależy kto siedzi przy stole.
    Gdy najbliżsi przyjaciele, znajomi nie mają tego problemu - nie wiem, czy można
    napisać alkoholowego, bo w czasie świąt pije zbyt dużo osób, by wszystkie były
    alkoholikami - łatwo przyjąć, że już " nie ma sprawy"

    Mieszkam na codzień w duzym mieście i mam wrażenie, że rzeczywiście na ulicach,
    w moim osiedlu ( łazi po nim ochrona, choć nie jest zamknięte)widzę mniej
    zataczających się typów.
    --
    Bądź dobry - każdy, kogo spotkasz, prowadzi ciężki bój. J. Watson
    Wychowanie w wierze
  • wiga1968 10.04.07, 13:00
    Niestety takie są zwyczaje w Polsce. Nieraz słyszę "zachwyty" młodszych i
    starszych - Ale impreeza była. Tak się napiłem, że aż mnie wynosili. Nic, tylko
    płakać.
    W naszym domu od lat 10 nie ma ani kropli alkoholu pod żadną postacią. Nie
    byliśmy alkoholikami, po prostu podpisaliśmy tzw. Krucjatę Wyzwolenia Człowieka
    (w pewnej intencji) i odtąd żyjemy bez alkoholu. Najpierw wszyscy pukali się
    wczoło, wyśmiewali itp, bo ich zdaniem nie można żyć bez alkoholu. Wszystkie
    kieliszki spakowałam i oddałam teściowej. Teściowa orzekła, że jak zmądrzejemy,
    to nam odda smile Narazie jeszcze nie "zmądrzeliśmy".
    Umiemy bawić się bez alkoholu, co wielokrotnie udowodniliśmy, ale skoro nie
    podajemy na imprezach domowych żadnych napojów wyskokowych, więc i rodzinka
    przestała przyjeżdżać. Więc wyszło na to, że my takie dziwaki. Nie dość, że
    mamy dużo dzieci, które nie chodzą głodne i bose, to jeszcze alkoholu nie
    pijemy. Pozostało jedynie omijanie nas z daleka wink.
    Niestety nawet nasz dorosły syn nie chce powielać nszych wzorców. Dla niego
    także dobra impreza, to taka, gdzie są "wspomagacze".
  • magdalaena1977 10.04.07, 13:38
    Ja właśnie wielokrotnie spotkałam się z taką postawą jaką prezentuje wiga1968, a
    nawet bardziej drastyczną.

    Zaczyna się od dobrowolnego osobistego wyrzeczenia w określonej chwalebnej
    intencji. Potem okazuje się, że w domu tych osób żadnego alkoholu się nie
    podaje, a każdego, kto pyta czy wyraża zdziwienie, traktuje się jak nałogowego
    alkoholika. Również jako gość taka osoba demonstracyjnie odmawia picia alkoholu,
    dając do zrozumienia, że będąc na imieninach o normalnym menu (zawierającym
    także alkohole) niemalże tarza się w zgniliźnie moralnej. W przeciwieństwie do
    osoby biorącej leki, ciężarnej czy kierowcy, które mimo że same nie piją, nie
    psują zabawy innym. Zaznaczam, że cały czas piszę o gronie osób, które nie są
    alkoholikami, alkohol podawany jest i spożywany w rozsądnych ilościach, nikt się
    nie upija itp.

    wiga1968 napisała:
    > Umiemy bawić się bez alkoholu, co wielokrotnie udowodniliśmy, ale skoro nie
    > podajemy na imprezach domowych żadnych napojów wyskokowych, więc i rodzinka
    > przestała przyjeżdżać.
    Coś tu jest nie tak. Nie wierzę, że rodzina przejeżdżała do Was tylko na wódkę.
    Albo macie w gronie rodziny samych alkoholików (co wydaje mi się mało
    prawdopodobne), albo właśnie NIE UMIECIE bawić się bez alkoholu, nie potraficie
    zorganizować przyjęcia, na którym brak jednego ze składników menu nie jest
    zauważalny.
    --
    Magdalaena
  • mama_kasia 10.04.07, 13:53
    Znam trochę osób, które podjęły krucjatę i nigdy nie zauważyłam, aby
    wynosiły się z tym, że alkoholu nie piją, alkoholu też nie kupują,
    nie podaje się u nich w domu. Wiem, że u nich jest to świadoma rezygnacja
    w intencji tych, którzy popadli w choroby alkoholowe. I ja ich za to
    szanuję. Bawię się w ich domach świetnie, a oni np. przy ognisku
    nie patrzą na mnie z wyrzutem, że piję piwo, które lubię. Jak była
    u kogoś ze wspólnoty rocznica ślubu i gopodarze podali wino, również
    nie wyszli zgorszeni wink Krucjata jest ich postem, a post ma to do siebie, że
    poszczący nie wywyższa się ani nie chlubi tym, że pości. I oni tacy są.
  • magdalaena1977 10.04.07, 14:21
    mama_kasia napisała:

    > Krucjata jest ich postem, a post ma to do siebie, że
    > poszczący nie wywyższa się ani nie chlubi tym, że pości.
    Bardzo ładnie ujęłaś to o co mi chodziło.

    --
    Magdalaena
  • mama_kasia 10.04.07, 14:39
    Tak, ale uważam również, że o swoim poście mają prawo mówić
    i jak najbardziej powinni tłumaczyć, dlaczego poszczą.
    Np. idę z koleżankami w Wielkim Poście do kawiarni (spotykamy
    się raz w miesiącu). Zawsze zamawiam lody z owocami (pycha smile)
    Tym razem kupuję tylko herbatę. Powiedzenie (z uśmiechem na twarzy,
    a nie zgorszeniem, że one jednak te lody jedzą), że tak poszczę
    w tym czasie, ma wartość. Nie wymagam od innych wyrzeczeń (chyba, że
    są pod moją opieką, ale to moja rola kształtowania sumienia - myślę
    tu o dzieciach), ale mówiąc o moim poście daję świadectwo. Nawet
    bez wnikania w głębię. To takie naturalne. ...I wcale nie takie
    łatwe sad
  • isma 10.04.07, 14:04
    Mmmm, no zasadniczo stolu ani wigilijnego ani wielkanocnego z alkoholem sobie
    nie wyobrazam. Nie potrafie tego dobrze zwerbalizowac, ale - no, wtedy sama
    swiateczna radosc jest jak wino wink)). Wiec nie chodzi o to, zeby
    sie "wyrzekac" czegos zlego (nie praktykujemy np. wielkopostnej abstynencji),
    ale raczej o to, zeby zobaczyc, ze ta najwazniejsza radosc jest w nas, a nie w
    tym, co na stole (podobnie jak nie jest w winie, tak i nie jest w szynce,
    salatce czy czekoladowych jajkach). Krolestwo Boze bierze sie nie z tego, co
    sie je i pije, ale jest sprawiedliwoscia, pokojem i radoscia w Duchu sw. wink)).

    Z drugiej strony jednakowoz ja jestem z tych, co lubia jesc, a jako dyplomowany
    enolog cenie dobre wino. Dar Bozy i owoc pracy rak ludzkich w koncu.
    I np. cieszy mnie, kiedy ktos mnie takowym dobrym winem poczestuje, wiedzac, ze
    je lubie - nie po to, zeby mi w glowie szumialo, tylko po to, zeby w nosie
    zakrecily sie zapachy jezyn, debowych beczej i suchej trawy wink)).
    A jak sobie przywioze jakies obiecujace, nieznane wczesniej, wino z miasta
    mojej swietej patronki, z Montepulciano, to tez z radoscia sie nim z goscmi
    dziele wink)).

    --
    Is.
  • mama_kasia 10.04.07, 14:15
    A u nas wino czerwone jest wieczorem w Wielki Czwartek po powrocie z kościoła.
    Mamy wtedy uroczystą agapę i wino (rozcieńczone wodą) piją również dzieci.

  • wiga1968 10.04.07, 16:41
    Magdaleno, prykro mi, że tak źle mnie zrozumiałaś. Ani my się nie wywyżswzamy,
    ani nie wyzywamy nikogo od alkoholików, ani też nie patrzymy krzywo na tych,
    którzy cokolwiek piją. Ci, dla których wyznacznikiem świętowania jest alkohol,
    po prostu przestali nas odwiedzać.
  • magdalaena1977 10.04.07, 16:48
  • magdalaena1977 10.04.07, 16:50
    wiga1968 napisała:

    > Magdaleno, przykro mi, że tak źle mnie zrozumiałaś.
    Pisałam nie tyle o Tobie, bo Ciebie nie znam, tylko o moich znajomych z okresu
    studiów, którzy tak obnosili się ze swoją krucjatą, że teraz negatywnie reaguję
    na wszelkie przejawy abstynencji.

    --
    Magdalaena
  • dorotkak 10.04.07, 19:01
    dla mnie alkohol zdecydowanie nie jest jednym z dań, zbyt dużo się napatrzyłam
    do czego może doprowadzić, ile moze powodować bólu, łez i strachu, a poczatki są
    jak ze wszystkim niewinne...


    --
    Nie żałuję tego, czego nie mam, bo lubię to, co mam!
  • mamachlopca1 10.04.07, 21:14
    dla mnie niestety alkohol tez nie jest daniem-a juz na pewno nie w swieta gdzie
    zbyt duzo ludzi siedzi razem i niestety po alkoholu zaraz rozwijaja się kótnie
    polityczno-kościelne itp. co innego wypicie wina w gronie przyjaciól-kilka osób
    itd.to całkiem inna sytuacja i inne sa potem skutki.ja mam podpisana KWC-mąz
    nie.ale generalnie w naszym domu nie ma alkoholu-a włąsciwie nie ma gdy
    przyjezdza rodzina-ktora juz od progu woła że z jakiejs tam okazji przyjechala
    cos oblać.i nie sa to wcale alkoholicy-po prostu maja inna kulture picia.
    i jeszcze odnosnie "oazowego podejscia"-jakos ciezarna czy kierowca-po wielkiej
    rozpaczy tlumu pijacych jest"usprawiedliwiony'.kto nie chce pic bo nie chce-tak
    po prostu-jest wysmiany i musi sie usprawiedliwac jakby popelnial grzech wobec
    towarzystwa.jesli nie mam ochoty na frytki-to nie jem.jesli jestem wegetarianka-
    nie jem miesa i tez nie ma problemu.jesli nie pije-problemem sie staje dla
    innych.wiec tu nie ma mowy o normalnej potrawie i normalnej kulturze picia.
  • magdalaena1977 11.04.07, 12:43
    mamachlopca1 napisała:
    > jesli nie mam ochoty na frytki-to nie jem.
    > jesli jestem wegetarianka nie jem miesa i tez nie ma problemu.

    Zastanawiam się czy to Twoje doświadczenia czy piszesz teoretycznie.
    Bo ja ze względu na celiakię jestem na diecie bezglutenowej. Nie zawsze mam
    ochotę opowiadać wszystkim przy stole, czego nie mogę i wdawać się przy jedzeniu
    w dokładne opisy dolegliwości gastrycznych, jakie mi grożą w wypadku złamania
    diety. Czy myślisz, że sytuacja kiedy np. odmawiam ciasta na deser nie spotyka
    się z długotrwałym i dokładnym śledztwem ? Że można po prostu powiedzieć
    "dziękuję, nie" ?

    W dodatku znam osoby, którym uświadomiona co do diety rodzina cały czas
    tłumaczy, że przecież "odrobina nie zaszkodzi" i podsuwa pod nos zakazane
    przysmaki.

    --
    Magdalaena
  • isma 11.04.07, 13:24
    Otoz to, proponuje poczytac archiwalny post Magdy w watku na zupelnie inny
    temat, i przyjrzec sie reakcjom, ktore nawet wsrod nas, ludzi zyczliwych i
    blizniego milujacych wink)), pozniej nastapily.

    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16182&w=40670022&a=40850814
    Nie tylko niepicie alkoholu wzbudza zdziwienie. Nie tylko abstynentom sie
    tlumaczy, ze "odrobinka nie zaszkodzi".

    Szczerze mowiac, ja nie do konca rozumiem krucjaty trzezwosciowe - zapewne
    dlatego, ze wychowalam sie w domu totalnych abstynentow, ktorzy jednakowoz
    radykalnie nie pili z powodow... zdrowotnych. Przyznaje, jest to pewna moja
    ulomnosc.
    Ale, mimo to, zupelnie nie rozumiem oburzania sie abstynentow na reakcje
    otoczenia - jesli abstynencja jest wyrzeczeniem, ktore dobrowolnie podjeli,
    jesli ma byc umartwieniem, to mysle, ze rowniez te nieprzychylne reakcje do
    natury tego umartwienia naleza. Jesli chrzescijanstwo ma byc glupstwem dla
    swiata, jak napisano, a oni przezywaja swoje chrzescijanstwo rowniez i w ten
    sposob, to czemu tu sie dziwic?

    --
    Is.
  • mader1 11.04.07, 15:20
    Otoz to, proponuje poczytac archiwalny post Magdy w watku na zupelnie inny
    temat, i przyjrzec sie reakcjom, ktore nawet wsrod nas, ludzi zyczliwych i
    blizniego milujacych wink)), pozniej nastapily.

    No właśnie smile Ludzie rzeczywiście dziwią się każdym dietom. A dzieciaki też
    dostają od babć produkty, na które mają uczulenie. Tak z dobrego serca.

    Ale swoją drogą mnie nie dziwi, że osoby, które słyszą " odrobinka nie
    zaszkodzi", czują się nakłaniane i trochę się tu na forum żalą.
    Żalą się protestanci, ateiści, bezglutenowcy a w tym wątku pożalił się ktoś,
    kto jest ( był) abstynentem...
    Dlaczego o tym nie porozmawiać ?
    --
    Bądź dobry - każdy, kogo spotkasz, prowadzi ciężki bój. J. Watson
    Wychowanie w wierze
  • isma 11.04.07, 15:34
    MSZ pewna roznica lezy w tym, ze bezglutenowcem sie jest nie z wlasnego wyboru.
    Czyli, nie dosc, ze los czlowieka niechcianie stygmatyzuje, to jeszcze
    otoczenie swoje piec groszy dorzuca.

    A abstynencja ma byc zobowiazaniem dobrowolnie na sie przyjmowanym, i wlasnie,
    mniemam, z intencja "poniesienia krzyza". Dlatego, eee, troche mi nie pasi
    zalenie sie, ze za ciezki wink)).

    --
    Is.
  • mader1 11.04.07, 15:48
    wink)) Człowiek już taki jest.
    Chrześcijanin też się na forum użala, a przecież wiedział, jak będzie wink
    Mało... i tak jest względnie dobrze, jakby sobie Pismo poczytać, może być
    gorzej smile

    A ... wytłumaczę się dlaczego nigdy nie podpisywałam żadnych zobowiązań. W domu
    był problem alkoholowy.
    A ja obiecałam sobie, że alkohol w moim życiu i w życiu mojej małej rodziny nie
    będzie miał żadnego WYJĄTKOWEGO miejsca. Wyjątkowego - to znaczy nie będzie się
    wokół niego nic kręciło , jest skazany na to , by być jedynie dodatkiem, daniem.
    Na razie udało się.
    --
    Bądź dobry - każdy, kogo spotkasz, prowadzi ciężki bój. J. Watson
    Wychowanie w wierze
  • isma 12.04.07, 09:26
    mader1 napisała:

    > wink)) Człowiek już taki jest.
    > Chrześcijanin też się na forum użala, a przecież wiedział, jak będzie wink
    > Mało... i tak jest względnie dobrze, jakby sobie Pismo poczytać, może być
    > gorzej smile

    Zgadzam sie wink)).

    >> A ja obiecałam sobie, że alkohol w moim życiu i w życiu mojej małej rodziny
    nie
    >
    > będzie miał żadnego WYJĄTKOWEGO miejsca. Wyjątkowego - to znaczy nie będzie
    się
    >
    > wokół niego nic kręciło , jest skazany na to , by być jedynie dodatkiem,
    daniem

    Zgadzam sie potrojnie. Amen wink)).

    --
    Is.
  • barbie-torun 11.04.07, 08:10
    w rodzinnym domu pijemy wino lub wódkę właśnie tardycyjnie w święta
    przyjeżdżamy do Rodziców, przychodzi rodzeństwo z rodzinami czasem kuzyni,
    przy dobrym jedzeniu raczymy się winkiem swojej roboty, chwalimy zeszłoroczne
    plony winogron, wiśni czy śliwek oraz Dziadkową robotę wink
    a wódeczka dla panów do zakąsek i rozmowy do północy,
    żadnych kłótni z tego powodu nie ma,
    opowiadamy co się zdarzyło przez półroku
    bo widujemy się przeważnie na Wielkanoc i Boże Narodzenie

    tardycyjna Basia
  • otryt 11.04.07, 11:03
    Doskonale rozumiem Jadwigę. Nie widzę, aby się wywyższała swoją postawą. Sam
    kiedyś podjąłem roczne zobowiązanie abstynenckie, aby wynagrodzić grzechy
    pijaństwa Polaków. Bywało, że wszyscy wokół pili, tylko ja nie. Mnie to nie
    przeszkadzało, nie namawiałem innych, aby poszli w moje ślady. Jednak widziałem
    często zdziwienie i niezrozumienie, dopytywania się, namawianie. Nie wystarczy
    w Polsce powiedzieć "Dziękuję, nie piję". Trzeba się wytłumaczyć. I to nawet w
    takich środowiskach, o jakich pisze Magdalena, gdzie pije się z kulturą i
    umiarem. Zrozumienie znajduje wytłumaczenie, że jest się samochodem, albo
    lekarz zabronił. Motywacje religijne nie są zazwyczaj rozumiane. Dobrze, jeśli
    kwitowane są tylko wzruszeniem ramion. Ja nie byłem pierwszym, który poszedł tą
    drogą, więc było mi łatwiej. Moja żona, jeszcze będąc panną, podejmowała
    również podobne zobowiązania. Spotykała się z tego powodu ze złośliwymi uwagami
    i komentarzami nawet w swoim rodzinnym domu lub w grupie studenckiej. Moje
    zobowiązanie wynikło po części z przekory, czy i mnie będą tak traktować? Oraz
    solidarności z narzeczoną. Dla dojrzałego człowieka, jakim wówczas byłem, nie
    było to takie trudne. W innych środowiskach jest jeszcze gorzej: brutalne
    zmuszanie, szantaż. Będąc młodzieńcem często bywałem w sytuacjach, że
    proponowali alkohol jako atrybut dorosłości, dorośli potrzebowali towarzystwa
    do wypicia, koledzy z klasy też proponowali, studenci pili na umór. Na
    praktykach w różnych zakładach pracy też nalewali, nawet nie wiadomo skąd
    pochodził taki alkohol, pewno jakiś przemysłowy. Wtedy pijaństwo w pracy było
    powszechne. Gdy odmawiałem mówili, że kapuś, że zaraz doniesie dyrekcji albo że
    dzieciuch. Niepijący drażni, gdy piją wszyscy wokół, jest człowiekiem, któremu
    się nie ufa. Trudno było czasem wytrzymać taką presję z wielu stron. Często
    wychodziłem na dziwaka. Dla młodego człowieka było to duże zagrożenie.
  • a_weasley 11.04.07, 11:22
    otryt napisał:

    > Nie wystarczy w Polsce powiedzieć "Dziękuję, nie piję".
    > Trzeba się wytłumaczyć.

    Jak to dobrze, że ja do końca swoich harcerskich czasów, czyli do 36 roku
    życia, mieszkałem w innej Polsce niż mój przedmówca.

    --
    Wigilia w Norze
    Fanfikty potterowskie mrowie a mrowie
  • otryt 11.04.07, 12:15
    Myślę, że dziś żyjemy w tej samej Polsce, Arturze. Ty żyłeś przez cały czas w
    tej dobrej. Zmieniła się ona bardzo od czasów komunistycznych, wymieniły się
    pokolenia, które nadają ton, sami aktywnie kształtowaliśmy swoje najbliższe
    środowisko, dobieraliśmy sobie przyjaciół, którzy podobnie myślą i czują,
    zmienił się trochę obyczaj. Tego, o czym pisałem w dużej mierze już nie ma.
    Pozostało np. pijaństwo na wycieczkach szkolnych, szkoła ani rodzice nie za
    bardzo sobie radzą z tym problemem. Wielu odwraca wzrok, aby nie zauważyć.
    Dużym problemem jest duża ilość pijaków za kierownicą.


  • a_weasley 11.04.07, 11:31
    mader1 napisała:

    > Myślę sobie o tych wszystkich dzieciach, które widzą butelkę wódki wędrującą
    > od kieliszka do kieliszka na stole przykrytym białym obrusem, między
    > koszyczkiem ze święconką, tym tradycyjnym białym barszczem... sad One wiedzą,
    > jak to się skończy sad Rozmowami i kłotniami o polityce, krytykowaniem
    > chciwego Kościoła, awanturą.
    <ciach>
    > O Chrystusie, o Bogu... to one w święta nie słyszą nic.

    Prawda, jakie to proste?
    Alkohol = kłótnie o politykę i krytykowanie chciwego Kościoła.
    Bez alkoholu = rozmowy przy stole o Chrystusie.
    I dodatkowo albo brak jakiejkolwiek butelki na stole, albo awantury i droga
    powrotna ubarwiona słuchaniem płyt chodnikowych.
    Gdybym nie odpracował w życiu dziesiątków dzikich awantur o polityce
    prowadzonych na sterylnie trzeźwo, nie przyzwyczaił się, że przy pobożnie
    suchym świątecznym stole rozmawia się o pierdołach, gdybym nie rozmawiał
    wielokrotnie o Bogu po paru głębszych z ludźmi, którzy na sucho za choinkę by
    się nie otworzyli na tyle, na ile to w tej sytuacji potrzebne, to może bym
    nawet tę wizję kupił.

    --
    Wigilia w Norze
    Fanfikty potterowskie mrowie a mrowie
  • mader1 11.04.07, 13:49
    > Prawda, jakie to proste?
    > Alkohol = kłótnie o politykę i krytykowanie chciwego Kościoła.
    > Bez alkoholu = rozmowy przy stole o Chrystusie.
    > I dodatkowo albo brak jakiejkolwiek butelki na stole, albo awantury i droga
    > powrotna ubarwiona słuchaniem płyt chodnikowych.

    A nie... wcale nie " takie proste". Tylko Ty to tak odebrałeś. Druga część
    postu jest o osobach, które się nie upijają, a wcale nie są bardzo wierzące i
    wcale nie rozmawiają przy stole o Chrystusie.
    To jest pewne doświadczenie. I pewne obserwacje, które ciągle poczyniam -
    jestem teraz od tego " daleko" w takim sensie, że nie muszę do takich domów na
    śniadania, obiady zwłaszcza wielkanocne, wchodzić. Ale takie domy są i spotykam
    dzieci z " takich" domów. Tak, jest w tych domach zwyczaj świąteczny nie
    posmakowania wina czy piwa , ale upicia się z okazji świąt, zataczania się po
    drodze, awanturowania z każdym napotkanym, " rozluźnienia", które staje się
    okazją do przypominania sobie "krzywd".
    Dzieci, które muszą to znosić żal mi - i ten post to ja wiem... pamietam, że
    tak może być.
    O trzeźwych i na trzeźwo rozmawiamy cały czas.
    --
    Bądź dobry - każdy, kogo spotkasz, prowadzi ciężki bój. J. Watson
    Wychowanie w wierze
  • alex05012000 11.04.07, 12:46
    między pijanymi biesiadnikami a całkowitą abstynencją chyba jest sporo
    miejsca? ...
    ja w każdym razie abstynentem nie jestem i nie zamierzam sie pozbawiać
    przyjemności wypicia dobrego wina (reńskie półsłodkie-pycha), ulubionego piwa
    czy innego trunku typu likier, miód pitny, koniak..., wódki tzw czystej akurat
    nikt u nas nie pija..., a święta i dobre jedzenie są do tego świetną okazją,
    a że jakieś rodziny piją, to niewielki mam na to wpływ jeśli nie żaden,
    drastycznie mówiąc ludzie piją, pili i będą pili, niezaleznie od tego co ja
    będę w moich 4 ścianach poczynać.... kościelne nawoływanie zwykłych ludzi,
    którzy w święta chcieliby w gronie rodziny napić sie kieliszek jakiegoś
    alkoholu do całkowitej abstynencji jest moim zdaniem bezzasadne i irytujące...
  • otryt 11.04.07, 14:00
    alex05012000 napisała:

    >kościelne nawoływanie zwykłych ludzi,
    >którzy w święta chcieliby w gronie rodziny napić sie kieliszek jakiegoś
    >alkoholu do całkowitej abstynencji jest moim zdaniem bezzasadne i irytujące...

    Dlaczego irytujące? To jest tylko zalecenie, do którego można się nie
    zastosować. Nie jest obłożone żadną sankcją, nie jest grzechem. Dlaczego
    irytuje to Ciebie?

    Ja także lubię dobre wino albo piwo. Dałem się jednak namówić w kościele, aby
    podpisać zobowiązanie abstynenckie na dowolny okres czasu. Sam postanowiłem, że
    będzie to cały rok. Było to dobrowolne wyrzeczenie w imię wynagrodzenia Bogu
    grzechów pijaństwa popełnianych przez innych, także z mojej rodziny. Na własne
    oczy widziałem wiele zła wynikłego z nadużywania alkoholu.

    Alkoholicy, którym zależy aby wyjść z nałogu nie mogą wypić nawet jednej kropli
    alkoholu. Podobnie powinni postępować ich bliscy albo ludzie z którymi on siada
    do stołu. Niewinny kieliszek dobrego wina w moim ręku może u niego odnowić
    nałóg, wywołać reakcję lawinową. Mnie się nic nie stanie, on się stoczy, bo
    piłem przy nim alkohol. Byłem w takich sytuacjach, nie piłem, choć miałem dużą
    ochotę, aby nie stawiać alkoholika w trudnej dla niego sytuacji. Trening
    abstynencki, jaki wcześniej przeszedłem nauczył mnie, że można się dobrze bawić
    i miło spotykać bez alkoholu.

    Trochę śmieszą mnie terminy proponowane przez Kościół, aby nie pić. Sierpień -
    pamiątka sierpnia 80, miesiąc Matki Bożej, ale także miesiąc urlopów. Piątek -
    dzień męki Chrystusa, sobota - Chrystus w grobie, niedziela - dzień
    Zmartwychwstania. Wynika z tego, że najlepiej jest pić, jak chodzimy do pracy.
    Śmieszy mnie to, ale nie irytuje. W końcu jeśli ktoś da się przekonać, to mnie
    nic z tego powodu nie ubywa.smile)))


  • wiga1968 11.04.07, 14:30
    Niewinny kieliszek dobrego wina w moim ręku może u niego odnowić
    > nałóg, wywołać reakcję lawinową. Mnie się nic nie stanie, on się stoczy, bo
    > piłem przy nim alkohol.
    Dla mnie także takie sytuacje były początkowo powodem do abstynencji rocznej,
    bo sama nigdy nie piłam dużo, ot tak dla towarzystwa kieliszek wina.
    Później niestety pijany człowiek stał się przyczyną naszej osobistej tragedii,
    o czym nie chciałam pisać na forum i stąd nasza decyzja o całkowitej
    abstynencji. Może nasze wyrzeczenie komuś pomoże. Nikogo nie namawiamy do
    naśladowania nas, ale niestetyt często musimy tłumaczyć się.
  • otryt 12.04.07, 09:48
    Myślę sobie, Jadwigo, że osobom, które nigdy w swoim życiu nie zetknęły się z
    problemem alkoholowym, czy to jako osoba bezpośrednio dotknięta, czy
    współuzależniona jako członek rodziny albo świadek nieszczęścia, której
    przyczyną był alkohol, trudno zrozumieć te sprawy.

    Przyznaję, moje stanowisko w sprawie alkoholu było bardzo często stanowcze i
    nieprzejednane. Nigdy nie bawił mnie bełkot pijacki, pijackie poczucie humoru,
    pijacka wylewność, pijackie skrócenie dystansu osobistego, pijackie
    wywnętrzanie się. Być może taki wyniosłem uraz z dzieciństwa, a więc brak mi
    umiarkowanej postawy, o jakiej pisze Mader. Słusznie mówi, że alkohol nie
    powinien być czymś nadzwyczajnym w ten czy w tamten sposób.

    Przypomnę pewne zdarzenie z czasów studenckich. Studenci pili wtedy na umór.
    Jedną z okazji były imprezy turystyczne. Zajmowałem się wtedy organizacją
    takich imprez: rajdy, wyprawy w góry. Pewnego razu kolega organizował trasę na
    rajdzie. Zazwyczaj noclegi były w szkole. Wtedy nie udało się załatwić w
    szkole, ale znalazło się miejsce na miejscowej plebani. Wystarczył kawałek
    podłogi, aby położyć karimatę. Chłopaki jak zawsze wyciągnęli butelkę lub dwie,
    grała gitara, śpiew. Przyszedł ksiądz, studenci poczęstowali go winem. Jeden
    kubek, drugi, trzeci. Robi się coraz weselej, alkohol jednak się skończył.
    Ksiądz wychodzi, jednak po chwili wraca z kilkoma butelkami pod pachą. W ten
    sposób donosi kilka razy. Impreza kończy się nad ranem, wszyscy kompletnie
    pijani. To była noc z soboty na niedzielę. Rano we wsi jest poranna msza
    święta. Część chłopaków idzie na tę mszę. Pijany ksiądz odprawia mszę świętą,
    język mu się plącze, gdy mówi do wiernych. Chłopaki mają ubaw, czegoś takiego
    jeszcze nie widzieli. Nie byłem tam, historię znam z opowiadań rozbawionych
    uczestników tego rajdu.

    Miesiąc później był kolejny rajd, którego byłem kierownikiem. Ten sam kolega
    chciał znów zorganizować trasę w tamto miejsce i u księdza załatwić nocleg.
    Stanowczo się sprzeciwiłem, tłumacząc, że nie wolno alkoholika wystawiać na
    pokusy. Odmówiłem dofinansowania z uczelni, o którym mogłem decydować.
    Pojechali tam za własne pieniądze. Ksiądz długo się wzbraniał, nie chciał ich
    przyjąć na nocleg, nietrudno było przejrzeć ich intencje. W końcu uległ. Nie
    przychodził tam, gdzie mieszkali, więc sami poszli do niego z kieliszkiem. Znów
    długo odmawiał, w końcu uległ. Pijaństwo było jeszcze większe, jak za pierwszym
    razem. W klubie turystycznym doszło do rozłamu. Powiedziałem, że nie zabiorę
    żadnego z tych ludzi na imprezy turystyczne organizowane przeze mnie. Szykował
    się letni wyjazd w góry. Szukałem ludzi z młodszych lat nie skażonych złą,
    alkoholową tradycją. Chętnych było bardzo wielu. Niektórzy dlatego trzymali się
    z daleka od imprez turystycznych, bo nie chcieli pijaństwa, widzieli co się
    dzieje. Przekonałem ich, że żaden pijak ze mną nie pojedzie, mogą się tego nie
    obawiać. Wyjazd bardzo się udał. Pojawiło się mnóstwo nowych ludzi na
    imprezach. Klub zmienił całkowicie swoje oblicze, dawni koledzy jeszcze długo
    mieli do mnie żal. Pozdrawiamsmile

  • samboraga 12.04.07, 10:57
    Otrycie, w podanym przykładzie koledzy mieli problem alkoholowy, możliwe, że nie
    tylko na wyjeżdzie, jest taki typ ludzi, pozornie bez problemu, ale 'szukający
    okazji', czasami i otoczenie długo nie może się zorientować, że to 'już'
    alkoholizm, ponoć dla niektórych wystarczy tylko drink "co piątek po pracy", ale
    z regularnością i precyzją szwajcarskiego zegaraka
  • otryt 12.04.07, 12:03
    Tych ludzi było całkiem sporo, Samborago. Kilkanaście osób. Czyżby wszyscy
    mieli problem alkoholowy? Przypomniała mi się inna alkoholowa wyprawa tym razem
    w góry.

    Jestem przewodnikiem górskim. Kocham góry, są moją wielką pasją. Latem na
    początku lat 80-tych prowadziłem obóz wędrowny po Bieszczadach. To było moje
    pożegnanie z życiem studenckim, bo miesiąc wcześniej obroniłem pracę
    magisterską. Grupę studentów dostałem od szwagra, który mnie poprosił, aby w
    jego zastępstwie poprowadzić ten obóz. Jego matka umierała na raka, spodziewał
    się pierwszego dziecka. Te dwie wiadomości spadły na niego nagle. To byli jego
    koledzy, koleżanki i przyjaciele, ja ich dopiero miałem poznać.

    Grupa liczyła 15 osób, mniej więcej pół na pół. W dzień chodziliśmy nosząc całe
    wyposażenie obozu ze sobą. Spaliśmy w namiotach, gotowaliśmy sami na maszynkach
    benzynowych, wieczorami długie ogniska z gitarą i rozmowami. W bieszczadzkich
    barach popularnych, bo tylko takie wtedy tam bywały, można było zjeść na obiad
    dwie potrawy: bigos z puszki lub fasolka po bretoński także z puszki. Do tego
    jakąś wygniecioną i starą bułkę. Zdrowsze i bezpieczniejsze były gotowane
    własnoręcznie zupki z proszku i makaron pomieszany z konserwą turystyczną na
    drugie danie. Czujecie ten klimat?

    Ludzie byli bardzo interesujący. Podczas gdy ja prowadziłem grupę śledząc mapę
    i kompas, koledzy prowadzili nieustający dialog o sporcie. Nazwiska, wyniki,
    rekordy, zawody, począwszy od początku XX wieku. Podziwiałem ich pasję i
    talent, a najbardziej fenomenalną pamięć. Mnie kibicowanie nigdy nie ruszało,
    więc słuchałem ich tylko w milczeniu. Dziś są profesorami na uczelniach,
    dziennikarzami.

    Miałem z nimi tylko jeden problem. Lubili wypić. Gdy to zauważyłem, w taki
    sposób prowadziłem grupę, aby nie stwarzać ku temu okazji. Byłem już wcześniej
    bardzo uczulony na pijaństwo na imprezach studenckich. Uważałem, że turystyki
    górskiej nie można z tym łączyć. Albo się pije albo chodzi. W Bieszczadach było
    wtedy mało sklepów, knajp. Dodatkowo obowiązywała godzina 13. Wcześniej nie
    sprzedawali alkoholu. Znałem dobrze Bieszczady z wcześniejszych wypraw,
    wiedziałem, gdzie i kiedy jaki sklep jest otwarty. Tak planowałem, aby do
    miejscowości wejść grubo przed 13 i wtedy zaopatrzyć się w żywność, albo wejść
    do wsi już po zamknięciu sklepu. Tak prowadziłem ich ponad tydzień, klęli na
    swój pech, nie podejrzewając mojej perfidii, głośno snuli swoje marzenia o
    strumieniach z wódki i rzece z piwa. Wyposzczeni, przestali mówić o sporcie,
    ale tylko o tym, ile i co wypiją przy najbliższej okazji. Okazja ta jednak
    nieuchronnie się zbliżała, co przyprawiało mnie o szybsze bicie serca: 26
    lipiec - imieniny jednej z uczestniczek. Postanowili wysłać delegację po wódkę
    aż do Leska, aby uniknąć "pecha", który ich wciąż prześladował. Będąc
    kierownikiem wyprawy, musiałem się na to zgodzić, nie mogłem stawiać sztucznych
    przeszkód. Zbladłem, gdy pojawili się wieczorem, uginając pod
    ciężarem "Bałtyckiej". Dobre wódki w tamtych czasach były tylko w Pewexie za
    dolary.

  • otryt 12.04.07, 12:04
    Butelka wódki na głowę, do tego piwo. Impreza przy ognisku nad rzeką się
    zaczęła. Niepokoiło mnie szybkie tempo toastów. Wypiłem 3-4 kieliszki, następne
    wylewałem na ziemię, co pod osłoną nocy i stanie upojenia pozostałych
    uczestników zabawy było niezauważone. Wóda była paskudna, zajeżdżała karbidem,
    nie miałem żadnych wyrzutów marnując cenny dla innych trunek. Czułem się
    odpowiedzialny za tych ludzi. Co chwilę ktoś oddalał się chwiejnym krokiem, aby
    wymiotować w krzakach albo za zwykłą potrzebą. Bałem się, że ktoś może utopić
    się w rzece. Po ciemku i w takim stanie było o to bardzo łatwo. Brzeg rzeki był
    stromy i śliski. Co chwila przeliczałem wzrokiem, czy nikogo nie brakuje a gdy
    ktoś znikał, natychmiast rozpoczynałem poszukiwania.

    Solenizantka Ania, drobna blondynka o dziecięcej urodzie, straciła przytomność
    jako pierwsza. Jej drobnemu ciału nie trzeba było wiele. Czujnym okiem
    wychwyciłem ten moment i wziąłem ją na ręce. Zaniosłem do jej namiotu,
    przykryłem śpiworem i wyszedłem. Po powrocie do ogniska pomagałem kolejnym
    pokonanym przez wódkę zawodnikom w znalezieniu drogi do ich noclegów.
    Proponowałem kolejnym dziewczynom, aby już zakończyć imprezę i służąc swoim
    ramieniem odprowadzałem je po kolei do namiotów. Później to samo robiłem z
    kolegami. Gdy wszyscy już spali, mogłem się też spokojnie położyć. Obok szczytu
    Smereka zaczynało wschodzić słońce. Tego dnia mieliśmy iść nad Zalew Soliński,
    idąc cały dzień przez długie i zalesione pasmo Otrytu, 12 godzin marszu. Już
    wiedziałem, ze to nie będzie możliwe

    Jesienią spotkaliśmy się w akademiku na imprezce, aby powspominać obóz.
    Pijaństwo nad rzeką najbardziej zapadło ludziom w pamięć. Najczęściej i
    najmilej wspominali. Przyznałem się im wtedy, że to nie ich pech, lecz moja
    premedytacja, były powodem ich tygodniowej abstynencji. Nie mieli mi za złe,
    lecz musiałem wypić jeden dodatkowy kieliszek. Zrobiłem to chętnie, gdyż
    alkohol był znacznie lepszy niż wtedy.smile


  • alex05012000 11.04.07, 16:33
    Dlaczego irytujące? To jest tylko zalecenie, do którego można się nie
    > zastosować. Nie jest obłożone żadną sankcją, nie jest grzechem. Dlaczego
    > irytuje to Ciebie?
    wiem, że nie ma sankcji i grzechu... ale tak jakby był, bo przedstawia sie w
    tak złym świetle tych co podadzą alkohol na komunii czy świetach jakby byli
    notorycznymi nałogowcami... Irytuje mnie traktowanie - przynajmniej tak to
    odbieram - tych co w święta i przy innych okazjach piją jakiś alkohol w
    umiarkowanych ilościach i dobrym gatunku jako "pijaków", od 1 kieliszka zaczną
    i potem będą wódkę albo denaturat litrami... . Dlaczego zamiast NIE PIJCIE
    (wcale), ksiądz nie mówi PIJCIE Z UMIAREM, nie upijajcie sie, nie krzywdzcie
    innych, nie róbcie rzeczy niestosowynych...itd..ale możecie sobie wypic
    kieliszek wina czy likieru do kawy? .
    Otryt napisał jeszcze: "dobrowolne wyrzeczenie w imię wynagrodzenia Bogu
    > grzechów pijaństwa popełnianych przez innych," - no, podziwiam, bo ja aż tak
    dobra dla innych bym nie umiała być...nie rozumiem poza tym dlaczego ja/ty
    mielibyśmy wynagradzac Bogu krzywdy popełnione przez pijaków...
    na koniec jeszcze: "Trening abstynencki, jaki wcześniej przeszedłem nauczył
    mnie, że można się dobrze bawić i miło spotykać bez alkoholu."
    ależ można, ja nie kwestionuję, tylko czy trzeba... ja sama nie na każdym
    spotkaniu z rodziną i znajomymi piję cokolwiek z % ale ja mam wrażenie że
    trzeba BEZ...że jest to jakiś rodzaj nakazu, moralnego czy jak to nazwać.
    Piętnuje siejakiekolwiek spożywanie alkoholu a nie tylko juego nadużywania...
    nie wiem czy sie jasno wyrażam, jeśli nie to bardzo pzrepraszam... nie namawiam
    nikogo do picia alkoholu, ale wolałabym aby mnie nikt nie przekonywał na siłe
    do niepicia, co w kościele wielokrotnie słyszałam...
  • barbie-torun 12.04.07, 09:03
    do otryta> od razu widać twoje protestanckie podejście do tematu wink

    nie rozumiem poza tym dlaczego ja/ty
    > mielibyśmy wynagradzac Bogu krzywdy popełnione przez pijaków...

    a dlaczego nie?
    chociażby żeby się uświęcać

    ale nie wierzycie w świętych niestety
  • mama_kasia 12.04.07, 09:14
    Ale zarówno Otryt jak i Alex są katolikami smile
  • isma 12.04.07, 09:21
    Barbie, cos Ci sie chyba ociupinke pomylilo, ani Otryt nie jest protestantem,
    ani Alex wink)).

    Co zas do wynagradzania za krzywdy. Ja tez mam pewna, eeee, telologiczna
    watpliwosc co do tego "wynagradzania Panu Bogu krzywd". Mam nadzieje, ze nie
    prowadzi ono do nadinterpretacji z ducha poganskiej, ze "bostwo sie obrazilo i
    trzeba je ofiarami przeblagac" ;-(((. IV Sobor lateranenski (? dziurawa mam
    pamiec) sformulowal takie zdanie, ze "Bog jest bardziej niepodobny do
    stworzenia, niz podobny" - zatem, mysle, nie ma co Mu zbyt hojnie przypisywac
    czysto ludzkich cech takich, jak mozliwosc obrazy. No i, jesli Chrystus zlozyl
    Ofiare doskonala, to nasze "ofiary" w porownaniu z nia, w oczach Boga, zapewne
    sa dosc mizerne.

    Natomiast, istotnie, jako katolicy zakladamy, ze grzech ma wymiar nie tylko
    indywidualny, ale i wspolnotowy, ze rani caly Kosciol jako jedno Cialo. W tym
    sensie, w duchu "jedni drugich ciezary noscie", mozna podejmowac rozne
    zobowiazania w duchu wspolodpowiedzialnosci za bliznich. Prywatnie dodam, ze
    fajnie jest, jesli one wynikaja z osobistego do ich sensu przekonania, a
    niekoniecznie z urawnilowki pt. w sierpniu wszyscy przywoici katolicy podejmuja
    abstynencje wink)).

    --
    Is.
  • otryt 12.04.07, 10:08
    isma napisała:

    >Barbie, cos Ci sie chyba ociupinke pomylilo, ani Otryt nie jest protestantem,
    >ani Alex wink)).

    Barbie nie napisała, że jestem protestantem, lecz, że mam protestanckie
    podejście. To nie jest to samo. Myślę, że do protestantów w wielu punktach jest
    mi blisko, sam to zauważam.

    >Co zas do wynagradzania za krzywdy.

    Taką motywację podano w kościele (katolickim) i zachęcano. Przekonali mnie nie
    wchodząc w teologiczne dywagacje.


    >W tym sensie, w duchu "jedni drugich ciezary noscie", mozna podejmowac rozne
    >zobowiazania w duchu wspolodpowiedzialnosci za bliznich.

    Jedni mają słabość do alkoholu, ja mam inne słabości. Wzajemnie się wspieramy i
    za siebie współodpowiadamy jako członkowie wspólnoty. Jak słusznie zauważyłaś
    każdy grzech ma także wymiar społeczny i pośrednio dotyka każdego z nas.


  • isma 12.04.07, 10:17
    Moze wink)).
    Ale, zauwaz, Barbie napisala tez dosc kategorycznie "ale wy w swietych nie
    wierzycie, niestety". O protestanckim podejsciu do tej akurat kwestii tu nie
    dyskutowalismy, wiec zakladam, iz jej opinia wynika z tego, ze uznala
    was/Ciebie za zdeklarowanych nie-katolikow.

    A "protestanckie podejscie", mysle, w wielu kwestiach jest po prostu podejsciem
    chrzescijanskim. Jesli tylko nie sprzeciwia sie wprost Magisterium, to moze byc
    dla katolika bardzo owocne w poglebieniu rozumienia wielu prawd naszej wspolnej
    wiary w Jezusa Chrystusa.

    Czego to forum jest empirycznym dowodem wink)).

    --
    Is.
  • otryt 12.04.07, 10:21
    No tak, w świętych jednak wierzę. Ostatnie zdanie w poście Barbie potraktowałem
    jako sygnaturkę.
  • barbie-torun 13.04.07, 10:24
    po prostu umiar we wszystkim
    to alkohol nikomu nie zaszkodzi
    i zadne ideologie ani cytowania soborów czy listów pasterskich
    nie są potrzebne
    przynajmniej w mojej rodzinie
    a to na pokaz "nie picie " w Wielki Post i sierpień aby resztę roku chlać
    to takie płytkie

    "jestem abstynentem seksualnym a w wakcje pracuje w agencji"
  • mader1 13.04.07, 10:29
    " po prostu umiar" to właściwa recepta. Jedyna. Bardzo żałuję, że tak trudno
    niektórym jej przestrzegać.
    --
    Bądź dobry - każdy, kogo spotkasz, prowadzi ciężki bój. J. Watson
    Wychowanie w wierze
  • isma 13.04.07, 10:34
    barbie-torun napisała:

    > i zadne ideologie ani cytowania soborów czy listów pasterskich
    > nie są potrzebne
    > przynajmniej w mojej rodzinie

    No tak. I w ten oto sposob wykopuje sie przepasc miedzy "katolicyzmem
    torunskim" i "katolicyzmem lagiewnickim".

    Szkoda.

    --
    Is.
  • a_weasley 13.04.07, 11:29
    barbie-torun napisała:

    > po prostu umiar we wszystkim
    > to alkohol nikomu nie zaszkodzi
    > i zadne ideologie ani cytowania soborów czy listów pasterskich
    > nie są potrzebne
    > przynajmniej w mojej rodzinie
    > a to na pokaz "nie picie " w Wielki Post i sierpień

    Ale dlaczego na pokaz? Trudno jest ukryć fakt, że się nie pije.

    > aby resztę roku chlać to takie płytkie

    Bo ja wiem?
    Po pierwsze nie wiesz, czy dany osobnik przez resztę roku "chla", czyli jak
    rozumiem pije nadmiernie, czy ot tak przeciętnie pija.
    Po wtóre odstawienie etoha na pewien czas jest bardzo dobrym ćwiczeniem umiaru.

    --
    Wigilia w Norze
    Fanfikty potterowskie mrowie a mrowie
  • minerwamcg 13.04.07, 11:36
    Przepraszam, ale skąd ten lekceważący ton wobec nauki Kościoła? "i zadne
    ideologie ani cytowania soborów czy listów pasterskich nie są potrzebne". Co to
    są "ideologie" i dlaczego Autorka postu stawia je na równi z nauką soborów?
    Nawiasem mówiąc OIP żaden sobór nie wypowiadał się na temat obecności bądź nie
    alkoholu podczas świąt. Ale tu mogę się mylić. Listy pasterskie zaś dotyczą
    problemów całej wspólnoty - i jeżeli czyjaś rodzina takich nie ma, wypadałoby
    raczej podziękować Bogu i pochylić z troską nad tymi, którzy mają. Postawa
    lekceważącego dystansu nie jest tym, o co by w chrześcijaństwie chodziło.
    To ładnie, że w czyjejś rodzinie "po prostu umiar we wszystkim" sprawia, że
    problem nie istnieje. Założycielce wątku chodziło jednak o inne rodziny. Takie,
    w których problem jest, czasem duży. Z dalszej dyskusji, w której jak zwykle
    pojawiło się mnóstwo wątków pobocznych, wynika jasno, że sprawa nie jest taka
    prosta.
    > a to na pokaz "nie picie " w Wielki Post i sierpień aby resztę roku chlać
    > to takie płytkie
    O każdym działaniu, jeśli jest inne od powszechnie przyjętego, można
    powiedzieć, że jest "na pokaz". Słyszałam głosy potępiające Matkę Teresę, że
    swoje dzieła miłosierdzia czyniła "na pokaz", w przeciwieństwie do księżnej
    Diany (ROTFL). Tym, którzy, jak napisała Barbie, mają zwyczaj "resztę roku
    chlać" dwa miesiące abstynencji przydadzą się bardzo. Im samym i ich rodzinom.
    Niezależnie od tego, z jakich pobudek to robią. Niestety, nie spotkałam się
    nigdy z alkoholikiem, który byłby w stanie na dwa miesiące w roku odstawić
    alkohol. Zobowiązania trzeźwościowe na sierpień czy Wielki Post na ogół
    podejmują ludzie, którzy piją nader umiarkowanie. Niestety, bo dla pijaka
    zmierzającego prostą drogą do alkoholizmu taki suchy miesiąc mógłby być
    początkiem innego życia. Dlatego dobrze, że takie trzeźwościowe inicjatywy są.
    Nie zaszkodzą nikomu - a może pomogą.


    --
    Osoby mrowie a mrowie
  • mader1 11.04.07, 14:03
    Hmmm... post pisałam ogólny, ale skoro wszyscy napisali o swoim stosunku do
    picia w ogólr, to ja też powinnam...
    Nie, nie jestem abstynentką. Tak się od jakiegoś czasu przyjęło u nas w domu,
    że rzeczywiście w Święta raczej alkoholu nie ma. W czasie śniadania no to
    nie smile, a potem jak jest obiad to możnaby wypić lampkę wina, ale najpierw mój
    ojciec miał problem alkoholowy, więc nie stawialiśmy tego alkoholu, teraz a to
    jedna mama jakieś leki bierze, a to mój mąż odwozi, przewozi wszystkich
    samochodem itd, itp. Jest mimo to dosyć zabawnie, wesoło. Trochę tak, jak
    napisała Isma smile Nie potrafimy ubierać swoich uczuć w wielkie słowa - bo
    kobiety to wtedy mają oczy zapłakane ze wzruszenia - więc po prostu sobie ze
    sobą jesteśmy, wspominamy, żartujemy...
    Nie składaliśmy nigdy żadnych ślubowań. Alkohol lubimy smakować i zawsze coś u
    nas w domu jest - a to koniak, a to dobre wino a to piwo. Nasi goście mogą być
    więc spokojni o trunki do kolacji czy deserówwink)) Inna rzecz, że normalnie, w
    tygodniu takze większość przyjeżdża jakimś autem, musi wcześnie wracać, więc
    na " długie Polaków rozmowy" nie ma czasu.
    Uff... wytłumaczyłam się wink)))

    --
    Bądź dobry - każdy, kogo spotkasz, prowadzi ciężki bój. J. Watson
    Wychowanie w wierze
  • magdalaena1977 12.04.07, 09:28
    Przytoczę jeszcze jeden fakt na poparcie pozytywnej wymowy społecznej "picia z
    umiarem".

    U mnie (i u rodziców i teraz) jest dość dobrze zaopatrzony barek, trochę butelek
    stoi od lat, w tym domowe wyroby, egzotyczne napitki z obcych krajów itp.
    Ale stoją. Nikt w rodzinie nie odczuwa dramatycznej potrzeby wypicia wszystkie
    "bo jest".
    I wiem, że na niektórych osobach z problemem alkoholowym w rodzinie taki barek
    robi większe wrażenie ("to wy macie w domu alkohol ?") niż kompletny brak
    trunków u abstynentów.

    --
    Magdalaena
  • otryt 12.04.07, 10:18
    Magdaleno, odnoszę wrażenie, że w Twoich ustach słowo "abstynent" funcjonuje
    jako epitet. Podobny stosunek ma do tej sprawy większość polskiego
    społeczeństwa. Czy nie można na nich patrzeć jak np na wegetarian?

    Chciałbym zwrócić uwagę, że w pewnych sytuacjach abstynencja rozumiana jako
    wstrzemięźliwość jest konieczna i pożądana. Np wstrzemięźliwość seksualna, a w
    Twoim wypadku abstynencja od glutenu. Ja się temu nie dziwię i jako pierwszy
    postulowałbym o wprowadzenie komunii pod postacią wina, dla osób takich jak Ty:-
    )))
  • minerwamcg 12.04.07, 13:02
    > Magdaleno, odnoszę wrażenie, że w Twoich ustach słowo "abstynent" funcjonuje
    > jako epitet. Podobny stosunek ma do tej sprawy większość polskiego
    > społeczeństwa. Czy nie można na nich patrzeć jak np na wegetarian?

    Są abstynenci i abstynenci, podobnie jak wegetarianie i wegetarianie. Dla
    pierwszych jest to sprawą osobistą i wynikiem ich własnego postanowienia, a
    nierzadko ich problemem - dle drugich jest to światopogląd, sposób myślenia,
    religia - trudno powiedzieć co, ale apostołują temu z gorliwością talibów.

    Wegetarianin I na przyjęciu wsuwa koreczki z sera i popija bezrosołowym
    barszczem, na pytanie, czemu nie skosztuje bigosu odpowiada "a bo jestem
    trawożerny" i w spokoju ducha przegryza sałatką z selera, dyskretnie upewniwszy
    się, że nie ma w niej tuńczyka. (Weasley wybiera kompromis, tj. wcina bigos, z
    którego uprzednio wyjadłam wszystkie mięsne kawałki).
    Wegetarianin II na widok zastawionego stołu wzdycha żałośnie "nie ma tu nic dla
    mnie", a zapytany dlaczego, opowiada o niedoli zwierząt, ubarwiając opowieść
    anegdotami z rzeźni miejskiej.
    Abstynent I dziękuje za alkohol, toasty wznosi ochoczo, ale wiśniowym soczkiem,
    na pytanie, czemu nie pije, odpowiada, że podpisał Krucjatę albo - na Podhalu -
    że ślubował Matce Boskiej Ludźmierskiej.
    Abstynent II odwraca kieliszek do góry nogami, na wznoszących toasty patrzy jak
    na zbrodniarzy, a zapytany o przyczyny tego zachowania wygłasza kazanie o
    nieszczęsnym losie dzieci z pijackich rodzin.

    Przy Wegetarianinie II goście czują się jak mordercy, a w najlepszym razie
    ścierwojady. On sam ma z tego kupę frajdy, bo nie dość, że całe przyjęcie
    skupia się wokół niego, to jeszcze zrozumiała niechęć otoczenia, któremu
    zwarzył humor, czyni go Męczennikiem Za Sprawę.
    Przy Abstynencie II goście widzą siebie jako krzywdzicieli dzieci albo zgoła
    leżące pod płotem zarzygane szmaty. On sam ma frajdy jeszcze więcej niż
    Wegetarianin II, ponieważ religijne motywacje abstynencji czynią go Apostołem
    tudzież Męczennikiem Za Wiarę.

    Niestety, zarówno Wegetarianin II i Abstynent II są w towarzystwie dość
    rozpowszechnieni. Psują opinię zarówno swoim kolegom opatrzonym cyfrą I, jak i
    całej idei wegetarianizmu i abstynencji. Niestety, manifestacja, kazanie i
    mocne słowa zostają w pamięci dużo łatwiej, niż dyskretna odmowa.

    > Ja się temu nie dziwię i jako pierwszy
    > postulowałbym o wprowadzenie komunii pod postacią wina, dla osób takich jak
    Ty:

    Komunia św. "z Krwi" dla osób nie znoszących glutenu jest już dość powszechnie
    praktykowana. Niestety, zawsze może się trafić nieświadomy ksiądz, który
    uprzedzony przed mszą w zakrystii, że jest taki problem, odpowie, że "to jest
    jakieś dziwactwo" albo będzie się mądrzył, że "taka odrobina nie może
    zaszkodzić, ktoś pani bzdur naopowiadał".

    --
    Osoby mrowie a mrowie
  • otryt 12.04.07, 14:10
    Masz rację, Minerwo abstynent abstynentowi nierówny. Uśmiałem się czytając Twój
    tekst. Jeszcze weselej jest jak rozmawiacie z Arturem.
    Mam pytanko do Ciebie. Nie jestem abstynentem, byłem kiedyś przez rok. Do
    którego typu byś mnie zaliczyła? I czy II? Tak sądząc na podstawie tego, co do
    tej pory napisałem.

    Myślę, że współbiesiadników również można podzielić na podobne kategorie. Jeden
    na słowa "Dziękuję, nie piję" bez słowa ominie twój kieliszek nalewając innym.
    Byłby to współbiesiadnik I. Inny z kolei na te słowa zareaguje zdziwieniem i
    zapytaniem: "A to dlaczego?". Nie chcesz się tłumaczyć więc powtarzasz "Nie,
    nie dziękuję". Nalewający nie ustępuje i próbuje się domyślać "Przecież
    przyjechałeś pociągiem. Czyżbyś był chory?" Odpowiadasz, że ze zdrowiem
    wszystko w porządku. On na to: "A więc w czym problem?" Mówisz w końcu myśląc,
    że będziesz miał spokój: "Podpisałem zobowiązanie abstynenckie w kościele" "Ha,
    ha , ha" - wybucha gromkim śmiechem. "To ty z Radia Maryja jesteś, nie
    wiedziałem!". "Nie, czytam raczej Tygodnik Powszechny." "To i tam tacy dewoci
    siedzą?". Inni oczekujący w kolejce do nalania się niecierpliwią i mówią "Nalej
    mu, on się tylko tak ceregieli, widocznie żona mu nie pozwoliła, ha, ha, ha."
    Biorę pusty kieliszek do ręki i odsuwam go znad stołu. Ktoś mi go wyrywa i
    nalewają. Wszyscy wznoszą toast, patrzą na mnie. Mój kieliszek stoi na
    stole. "No wypij! - ponaglają. "Mówiłem przecież, że nie piję" - "No przecież
    nie wylejemy, jak już jest nalane." - "Wypij jednego, ksiądz się nie dowie"
    Uwaga wszystkich skupiona jest na mnie. - "Nie mogą nawet jednego" - " Takie
    śluby to dziecinada, nie traktujesz tego chyba poważnie? Jesteś przecież
    mężczyzną?" W końcu ktoś zniechęcony macha ręką: - "Daj mu spokój, widzisz jak
    się uparł, szkoda czasu. Wypijmy lepiej" Patrzą drwiąco i z politowaniem. Z
    każdym wypitym kieliszkiem wzrasta agresja w stosunku do mnie. Mówi jeden do
    drugiego: - "Wiesz w pracy kiedyś też takiego mieliśmy, co pić nie chciał. To
    był jakiś nieżyciowy facet. Nikt go nie lubił. W końcu się zwolnił. Podobno
    kapował do dyrekcji". Na te słowa wstaję i żegnam się z obecnymi. - "Na mnie
    już czas" - mówię. - "O, patrzcie, nie podoba mu się nasze towarzystwo. Uważa
    się za kogoś lepszego!" Ktoś wybiega za mną do przedpokoju niosąc mój pełny
    kieliszek, sądząc, że jak nikt nie będzie widział to z chęcią wypiję. Odmawiam.
    Mocno już wstawiony próbuje przemocą wlać mi do gardła. Podczas lekkiej
    szamotaniny wylewa się cenny trunek na podłogę. - "No i widzisz, zmarnowało
    się" - "A idź już sobie, trudno się z tobą dogadać!" = mówią mi, gdy już
    jestem na klatce schodowej. To jest typ współbiesiadników nr II. Myślicie, ze
    to zmyśliłem? Że takie sytuacje nie mają miejsca w polskich domach?

    Podczas takiej obróbki abstynent I może z łatwością przekształcić się w
    abstynenta II. Pozdrawiamsmile))
  • a_weasley 12.04.07, 14:21
    Mogę tylko złożyć serdeczne wyrazy współczucia, że się obracałeś w takim
    towarzystwie.
  • otryt 12.04.07, 14:26
    Wolałbym zrozumienie niż współczuciesmile))
  • minerwamcg 12.04.07, 14:57
    No cóż, mogę się tylko dołączyć do swego Szczęścia - współczuję towarzystwa.
    Nam się nie zdarzyło, żeby ktoś na siłę wpychał Weasleyowi schaboszczaka na
    talerz. Takiego samobójcy jeszcze nie widziałam smile))) Aczkolwiek, nie przeczę,
    zdarzały się propozycje, żeby skoro nie je mięsa zjadł... rybkę smile)) Ale to
    raczej z nieświadomości.
    Gdybym musiała (musiała - bez przyjemności) dzielić stół z alkoholowymi
    upierdliwcami, których opisałeś, odpowiadałabym krótko "złożyłam na rok
    postanowienie, chcę się sprawdzić". Nie wywoływałoby tematu kościelnego, nie
    tworzyło aury tajemnicy, brzmiało należycie twardo. Próbę nalania
    skwitowałabym "jak mnie będziecie zmuszać, to sobie pójdę", a jakby nie
    przestali - tobym spełniła groźbę. I raczej w te gościnne progi nie
    zaciągnęłoby mnie nic poniżej czterech wołów.
    --
    Osoby mrowie a mrowie
  • magdalaena1977 12.04.07, 16:26
    otryt napisał:
    > Myślę, że współbiesiadników również można podzielić na podobne kategorie.
    > inny z kolei na te słowa zareaguje zdziwieniem i zapytaniem: "A to dlaczego?"

    Nie wierzę, że poza sprawą alkoholu są to ludzie kulturalni, sympatyczni i na
    dobrym poziomie. Nie zadają samotnym pannom po studiach pytań o datę
    zamążpójścia. Nie prowadzą dochodzenia dlaczego bezdzietne małżeństwa są
    bezdzietne i nie przekonują męża, żeby się lepiej postarał. Nie implikują, że
    wszyscy przedstawiciele zawodu współbiesiadnika to przeżarte korupcją tępole.
    Ależ nie ...

    Ja też mam członków rodziny, którzy zachowują się czasami niezbyt odpowiednio,
    ale wybaczam im - czasami dlatego, że są starsi i gorzej wykształceni, wychowani
    w innej kulturze (także kulturze picia).
    Ale znajomych, którzy tak się zachowują pozbyłabym się momentalnie.

    --
    Magdalaena
  • minerwamcg 12.04.07, 16:50
    Toteż i to właśnie napisałam - w te "gościnne" progi nie zaciągnąłoby mnie
    powtórnie nic poniżej czwórki wołów.
    Rodziny nie wybieramy. Ale towarzystwo powinniśmy, i to starannie.
    --
    Osoby mrowie a mrowie
  • mader1 12.04.07, 18:23
    Nawet nie abstynenta.
    Na drugi dzień po ślubie - to chyba " poprawiny " ? Centrum Warszawy. Rodzina
    średnio zamożna, wykształcenie też rozłożone przyzwoicie - od doktora po
    technikum w przypadku młodszych. Alkohol - wino, dobra wódka, likier. Dobre
    jedzenie. Wszyscy w świetnych nastrojach. Są nalewane alkohole. Pan młody prosi
    o wino, nie wódkę - uprzednio przygotował sobie kieliszek. Ma powody - raz :
    wie, ze jego żona na wódkę reaguje lękliwie, dwa : wino sam dobierał do obiadu,
    jest idealne, trzy : po wódce ma sensacje żołądkowe. Nagle uwaga panów skupia
    się na owym młodym mężczyźnie. Kobiety mają przed sobą kieliszki od wina, no
    dobra to baby. Ale to... " A co Ty, wódki nie pijesz ? " - " Nie, dziękuję,
    wolę wino." - " Napij się z nami." - " Ależ napiję się, mam wino " - " Daj
    spokój, wino piją baby !" Odzywa się rechot. Młoda żona coś wtrąca wspierająco.
    Ale młodzi na weselu... to przecież dzieci wink " Daj spokój, pokaż jaki z ciebie
    chłop" " Wujku... ja nie muszę tego tak udowadniać" - " A tam chłop to powinien
    być chłop. No mężczyzna !" Trochę ucina rozmowę ostry język żony " Ależ wujku,
    zapewniam, że mój mąż jest prawdziwym, 100% mężczyzną. Wypróbowałam go i nie
    musi już niczego udowadniać". " Ależ Ci się jędza trafiła, nielekko z nią
    będziesz miał" - odpyskuje wujek.
    Czy wszyscy podobnie myśleli ? Raczej nie, ale jak to w grupie, przewodził
    najbardziej "rozrywkowy". Reszta była ubawiona z żartów.
    Rok 1987

    Wyjazdy szkolne. Na wyjazdach szkolnych... pili też wychowawcy sad(( - dobre
    renomowane liceum.Co ciekawe, często ci sami mówili później na zebraniach, ze
    młodzież źle się zachowywała wink))
    Z ulgą słyszę, ze w szkole moich córek, także w liceum - na wycieczkach się nie
    pije. I wychowawcy też tego nie robią.
    --
    Bądź dobry - każdy, kogo spotkasz, prowadzi ciężki bój. J. Watson
    Wychowanie w wierze
  • a_weasley 12.04.07, 18:43
    mader1 napisała:

    > " Wujku... ja nie muszę tego tak udowadniać"
    <ciach>
    > Czy wszyscy podobnie myśleli ? Raczej nie, ale jak to w grupie, przewodził
    > najbardziej "rozrywkowy".

    Miał właśnie pan młody okazję udowodnić. Ustawiając wujka do pionu. Jak i
    którykolwiek z pozostałych obecnych osobników o genotypie męskim.

    --
    Wigilia w Norze
    Fanfikty potterowskie mrowie a mrowie
  • mader1 12.04.07, 23:19
    e... w domu rodziców, w stosunku do wuja,gościa... grzeczna odmowa. I
    konsekwencja w jej realizacji. Taki jest ten mężczyzna, którego wybrałam.
    Nie o wuja czy innego tam, gdyby nawet był, chodziło. Napisałam o tym, bo
    uważam, że tolerancja dla takich ... hmm... żartów chamskich i pijackich jest
    dość duża.


    --
    Bądź dobry - każdy, kogo spotkasz, prowadzi ciężki bój. J. Watson
    Wychowanie w wierze
  • a_weasley 13.04.07, 11:25
    mader1 napisała:

    > e... w domu rodziców, w stosunku do wuja,gościa... grzeczna odmowa. I
    > konsekwencja w jej realizacji.

    Nie jest to zapewne łatwe, jestem w stanie to sobie wyobrazić. Przypuszczam
    atoli, że gdyby się jedna osoba odezwała głośno, zyskałaby poparcie - choćby od
    licznie zgromadzonych kobiet.

    > Taki jest ten mężczyzna, którego wybrałam.

    Nie chciałem urazić, więc przepraszam.
    Przypomina mi się mój ojciec, który kiedy sąsiad opowiadał o jakimś zatargu,
    prychnął z widoczną irytacją:
    - Bo jak pana znam, to pan znowu swoim zwyczajem był grzeczny!

    > Nie o wuja czy innego tam, gdyby nawet był, chodziło. Napisałam o tym, bo
    > uważam, że tolerancja dla takich ... hmm... żartów chamskich i pijackich jest
    > dość duża.

    Ano ba. Chamstwu przeciwstawiamy się siłom i godnościom osobistom. Podkreślić
    wężykiem wink

    --
    Wigilia w Norze
    Fanfikty potterowskie mrowie a mrowie
  • otryt 13.04.07, 12:11
    Twoje opowiadanie, Mader, poruszyło we mnie rożne struny. Pytanie, jak się
    zachować w takich sytuacjach? Często stawałem przed podobnym dylematem. Myślę,
    że dałaś jedyną słuszną odpowiedź Arturowi. Co zrobić jeśli takim gościem jest
    własny ojciec? Oczywistym jest, że nikt tak się zachowujący nie będzie moim
    przyjacielem,. ani nawet znajomym, dalszej rodziny można też nie odwiedzać ani
    nie zapraszać. Co zrobić, jeśli rozmowa ma jeszcze bardziej drastyczny
    charakter i ojciec w towarzystwie panny młodej obmawia swojego syna, pana
    młodego i swoją byłą żonę, jego matkę? Co zrobić jeśli dochodzą do tego
    pijackie insynuacje, urojenia powodowane chorobliwą zazdrością i alkoholem? Co
    zrobić jeśli własny ojciec upokarza własnego syna i jego narzeczoną? Co zrobić
    jeśli własny ojciec jątrzy w małżeństwie swojego syna już kilka miesięcy po
    ślubie? Będąc świadkiem lub tylko słysząc o takich sytuacjach nie byłem
    bierny. Prosiłem ojca, aby się opamiętał, aby nie niszczył małżeństwa mojego
    najmłodszego brata, by nie niszczył innych małżeństw i rodzin. Wystarczy, że
    swoje doszczętnie zniszczył. Czy jeszcze mu mało? On na to, abym nie mieszał
    się do nie swoich spraw. Ja na to, że jeśli nie zrozumie, to nie dostanie
    innych okazji do takich działań. On na to, że jestem za młody, bym go pouczał.
    Rok później był ślub drugiego brata, zaproszenia nie dostał, jego żony nie
    poznał. Mój ślub był dwa lata później, zaproszenia nie wysłałem, żony mojej
    nigdy nie poznał. Pół roku później umarł na zawał w wieku 51 lat. Małżeństwo
    najmłodszego brata się rozpadło, brat został alkoholikiem, dziś już nie żyje.
    Ta historia mogłaby inaczej wyglądać, gdyby w domu mojego dzieciństwa nie było
    tyle alkoholu.
  • otryt 13.04.07, 12:16
    Mieliśmy niedawno spotkanie mojej klasy licealnej 30 lat po maturze. Opowieści
    nowe i stare. Z tych starych, wspólnych najbardziej bolesną sprawą okazał się
    temat Wiązowna, nie tylko zresztą dla mnie. Myślę, że wielu z Was zna tę
    miejscowość koło Warszawy. Wychowawcy leżało to po tylu latach na sercu, mnie
    również, chyba wszystkim. Po 30 paru latach wrócił ten temat. Klasa pojechała
    na wycieczkę, która składała się z dwóch części Warszawa i Gdańsk. Duża część
    klasy postanowiła, urywając się spod skrzydeł rodziców, urządzić sobie
    pijaństwo. To była młodzież w dużej części dzieci ludzi wykształconych i
    zamożnych, elity miasta: lekarzy, dyrektorów, adwokatów, pułkowników,
    sekretarzy. Robiono potężne zapasy trunków. Widząc co się szykuje postanowiłem
    nie jechać, choć uwielbiałem podróże i wycieczki. Nie chciałem w tym
    uczestniczyć, nienawidziłem pijaństwa. Nie chciałem również podawać faktycznych
    powodów, aby nie kablować. Wszyscy myśleli, że chodzi o pieniądze, ja
    zaprzeczałem, ale nie chciałem podać powodu. W końcu szkoła załatwiła mi jakieś
    specjalne stypendium i nie mogłem się dłużej opierać. Noclegi mieliśmy
    załatwione w jakichś zabudowaniach gospodarczych w Wiązownej, postawiono tam
    nędzne prycze i nocleg dla młodzieży był. Rankiem i wieczorem jeździliśmy do i
    z Warszawy. Na którymś noclegu połowa klasy schlała się na umór, chłopaki
    włazili do łóżek dziewczynom i na odwrót, zaczęli krzyczeć po nocy, wymiotować,
    popisy wulgarności, istna orgia. Jednak część klasy nie piła. Wychowawca
    przyszedł, powąchał i policzył puste już butelki, kazał wrócić do swoich łóżek
    a rano oznajmił, że wracamy do domu, że Gdańska już nie będzie. Następnego dnia
    wszyscy mieli normalnie przyjść do szkoły. Wyjeżdżając z Warszawy wielu miało
    nadzieję, że wychowawca odwoła wyrok W Płońsku trasa na Gdańsk i na Toruń i
    dalej rozdziela się, do Płońska jeszcze wszyscy mieli nadzieję, że to tylko
    straszenie, prośby i zaklinania na nic się zdały. Opłacone rezerwacje w Gdańsku
    przepadły, pieniądze za połowę wycieczki również. Wychowawca po tak długim
    czasie miał jeszcze jakieś wyrzuty sumienia za tę decyzję, próbował przepraszać
    i usprawiedliwiać się, klasa jednak wspaniałomyślnie przebaczyła. Z perspektywy
    czasu uważam, że podjął wtedy słuszną decyzję i nie on powinien przepraszać za
    przerwaną wycieczkę. W tym wszystkim całkowicie zapomniano o tych ludziach,
    którzy nie pili. Dziwne, że po tylu latach taka sprawa wraca.

    W dzisiejszych liceach i gimnazjach również jest pijaństwo na wycieczkach.
    Wychowawczyni licealna mojej córki oznajmiła rodzicom na pierwszym zebraniu, że
    nie będzie żadnych wycieczek przez trzy lata, bo nie sposób młodzieży
    upilnować, tak bardzo ta epidemia się rozpowszechniła. Ona nie chce być
    policjantem i sprawdzać, co młodzież w nocy robi, wąchać czy oranżada jest
    oranżadą a sok sokiem. Większość nauczycieli udaje, że nie widzi. Słyszałem, że
    niektórzy również pili. Poparłem decyzję wychowawczyni, wielu rodziców było
    innego zdania.


  • magdalaena1977 13.04.07, 13:49
    otryt napisał:
    > W dzisiejszych liceach i gimnazjach również jest pijaństwo na wycieczkach.
    > Wychowawczyni licealna mojej córki oznajmiła rodzicom na pierwszym zebraniu, że
    > nie będzie żadnych wycieczek przez trzy lata, bo nie sposób młodzieży
    > upilnować, tak bardzo ta epidemia się rozpowszechniła. Ona nie chce być
    > policjantem i sprawdzać, co młodzież w nocy robi, wąchać czy oranżada jest
    > oranżadą a sok sokiem.
    Oburza mnie taka postawa nauczyciela. Po pierwsze automatycznie zakłada, że
    wszyscy piją i pozbawia przyjemności także grzeczną młodzież, co sam
    krytykowałeś wyżej.
    Po drugie po stwierdzeniu, że ona jako nauczycielka ma problem z wykonywaniem
    swoich obowiązków, nie stara się zmienić swojego postępowania, a tylko usuwa
    trudną sytuację.
    To tak jakby przedszkolanka nie wyprowadzała dzieci na dwór, bo na spacerze
    maluchy zaraz się rozbiegną, a ona nie jest w stanie ich upilnować.
    --
    Magdalaena
  • otryt 13.04.07, 15:18
    magdalaena1977 napisała:

    >Po pierwsze automatycznie zakłada, że wszyscy piją

    Twój wniosek jest nieuprawniony na podstawie tego, co napisałem. Można jedynie
    stwierdzić, że część klasy pije. Pijaństwo tej części narazi pozostałą część
    klasy na nieprzyjemne sytuacje a nauczyciela dodatkowo na odpowiedzialność w
    razie jakiegoś wypadku z pijaną, nieprzewidywalną młodzieżą.

    >To tak jakby przedszkolanka nie wyprowadzała dzieci na dwór, bo na spacerze
    >maluchy zaraz się rozbiegną, a ona nie jest w stanie ich upilnować.

    Trzeźwe maluchy są jednak bardziej przewidywalne niż pijana młodzież. Na
    wcześniejszych wycieczkach z tej szkoły pijany uczeń chodził po gzymsie, aby
    przez okno wejść do pokoju dziewcząt. Nauczyciele nie przespali żadnej nocy.





  • minerwamcg 13.04.07, 15:26
    To może zabrać na wycieczkę paru silnych tatusiów? Wyposażonych w pasy i prawo
    do ich użycia...
    --
    Osoby mrowie a mrowie
  • mader1 13.04.07, 16:03
    > To może zabrać na wycieczkę paru silnych tatusiów? Wyposażonych w pasy i
    prawo
    > do ich użycia...

    Żartujesz Minerwo ? Przecież młodzieży , dzieci, tknąć nie wolno wink))
    --
    Bądź dobry - każdy, kogo spotkasz, prowadzi ciężki bój. J. Watson
    Wychowanie w wierze
  • minerwamcg 13.04.07, 16:11
    Yhm. Zaraz wrócimy do naszego ulubionego tematu kar fizycznych i zaraz ktoś
    przyleci nawymyślać Weasleyowi i mnie od zwyrodniałych sadystów smile))
    --
    Osoby mrowie a mrowie
  • mader1 13.04.07, 16:21
    Nie uczyłam nigdy w szkole, może stąd moja naiwność. Wydaje mi się ( może
    praktyka byłaby inna, gdybym dostała po uszach), że każdej klasie trzeba dać
    szansę.Powiedzieć szczerze i dać choć jedną szansę.
    W podstawówce, gimnazjum moich córek nie było picia. Program wycieczki był
    zawsze mocno zapełniony, a nauczyciele czuli się bardzo odpowiedzialni.
    Ponadto szkoła mała, ani dzieci ani rodzice nie czuli się anonimowi.

    Córka poszła do dużego, państwowego liceum. Dobrego. Ale ja i tak się bałam. Ja
    też chodziłam do dobrego i co z tego ?
    Okazało się, że szkoła ma pomysł na pierwszą wycieczkę, zapoznawczą, w czasie
    której właśnie dzieci, tfu młodzież chcąc zaimponować innym, wyczyniają te "
    popisy dorosłości". Wycieczka odbywa się we wrześniu. Wychowawca prosi grupę
    swoich absolwentów o pomoc w jej zorganizowaniu. Młodzi chłopcy, starsi jednak
    o te 3 lata, w dodatku wybrani nadają ton całemu przedsięwzięciu. Są to
    studenci, którzy wyjeżdżają jeszcze raz z byłym wychowawcą i jednocześnie
    poznają swoich " następców". Program wycieczki jest wtedy mocno wzbogacony o
    gry integracyjne. I nie ma picia. W przeciwieństwie do wychowawcy, który o
    jakiejś godzinie pada, starsi koledzy mają kondycję. Czują się za młodszych
    odpowiedzialni. Nie można się im wymknąć.Potrafią dobrotliwie usadzić. Imponują
    dziewczynom . Sprawdza się to już od paru lat.
    Wycieczka córki była udana. Wszyscy się poznali - nawet Ci najbardziej
    nieśmiali.Nikt nie musiał się upijać, zeby się " rozluźnić", brali to na siebie
    starsi.Jest to pewien sposób.
    --
    Bądź dobry - każdy, kogo spotkasz, prowadzi ciężki bój. J. Watson
    Wychowanie w wierze
  • minerwamcg 13.04.07, 17:04
    Bo w ogóle schemat wycieczki szkolnej jest dość prosty: przyjeżdżamy, jest
    wielki zamęt i przepychanki, potem idzie się na spacer, potem jakiś posiłek,
    wieczorem dyskoteka. Następnego dnia coś się zwiedza ale niemrawo, potem obiad,
    potem czas wolny na mieście, żeby młodzież zaopatrzyła się w napoje na imprezę.
    Potem teatr, do którego młodziez idzie już wstawiona i ze wszystkich sił
    zakłóca spektakl, potem impreza, dobrze jeśli nie połaczona z demolowaniem
    hotelu. Nastepnego dnia wielki kac, nauczycielka szuka winnych i obiecuje kary,
    wszyscy się z niej śmieja i tak schodzi czas do obiadu, potem wyjazd.
    Nauczycielce "pomaga" czyjaś niepracująca matka albo inna nauczycielka, która
    traktuje wyjazd jako dni wolne od pracy.

    A teraz opowiem Wam o innych wycieczkach. Zorganizowanych przez nasza
    przyjaciółkę, wychowawczynię w gimnazjum.
    Po pierwsze, oprócz niej nie pojechała nudząca się koleżanka, tylko my.
    Weasley - do prowadzenia gier terenowych i zajęć harcerskich, ja - zajęć
    teatralnych. Każdego dnia oprócz zwiedzania i innych zajęć programowych (np.
    zajęcia z mapą, marsz na azymut, rysowanie planu w skali itp.) była gra
    terenowa. Czasu wolnego było bardzo niewiele, dyskoteki wcale. Wychowawczyni
    wraz z nami doszła do wspólnego wniosku, że uczeń niezajęty jest toksyczny, a
    nam szkodliwego nie płacą smile))
    Po kolacji były albo zajęcia teatralne - różne: z dykcji, ruchu, zadań
    aktorskich, pantomimy, interpretacji wiersza - albo nocna gra w terenie. To
    ostatnie podobało się najbardziej - wszyscy starali się, żeby to ich grupa
    wygrała smile))
    Klasa była podzielona na zespoły - na ogół wg pokojów - i przez całą wycieczkę
    trwało współzawodnictwo. Z nagrodami, a jakże. Punkty zdobywało się za miejsce
    w grze, rozwiązywanie zadań (klasa była autorska/matematyczna), prezentacje na
    warsztatach, ale też np. za posprzątany pokój.
    Alkoholu nie było. Nikt nie miał ani czasu, ani siły...
    Młodzież z wycieczki wracała brudna, niewyspana, zmęczona, czasem
    poprzeziębiana - i zadowolona.
    Nas - kadrę - czasem pytano w hotelu czy w muzeum: "co to za szkoła, że wszyscy
    tacy grzeczni?" A to było zwykłe (no dobrze, renomowane) warszawskie
    gimnazjum.

    --
    Osoby mrowie a mrowie
  • a_weasley 12.04.07, 14:18
    minerwamcg napisała:

    > Komunia św. "z Krwi" dla osób nie znoszących glutenu jest już dość powszechnie
    > praktykowana. Niestety, zawsze może się trafić nieświadomy ksiądz, który
    > uprzedzony przed mszą w zakrystii, że jest taki problem, odpowie, że "to jest
    > jakieś dziwactwo" albo będzie się mądrzył, że "taka odrobina nie może
    > zaszkodzić, ktoś pani bzdur naopowiadał".

    Ewentualnie, taki przypadek też znam, będzie się upierał, że po Przeistoczeniu
    to już nie jest chleb i nijakiej reakcji alergicznej wywołać nie ma prawa.

    --
    Wigilia w Norze
    Fanfikty potterowskie mrowie a mrowie
  • isma 12.04.07, 14:22
    Bialko ludzkie tez moze uczulac...
    (przepraszam, dowcip moze nie najwyzszej proby)
    --
    Is.
  • minerwamcg 12.04.07, 15:10
    Kurczę, przydałby się na to jakiś okólnik z Kurii. Żeby z jednej strony nie
    zgadzać się na hostie z mąki kukurydzianej, skoro napisane jest wyraźnie, że ma
    być pszenna, ale z drugiej nie odmawiać Komunii pod postacią wina.

    Był kiedyś spór, czy może być mąka pszenna bezglutenowa, jakoś tam specjalnie
    otrzymana - ale Kościół stwierdził, że nie, bo ma być bez sztucznych
    modyfikacji.
    --
    Osoby mrowie a mrowie
  • isma 12.04.07, 13:16
    Ehehe, opwoiem Wam anegdotke. W sumie, gdyby nie dotyczyla ona czlowieka tak
    malo przywiazujacego wage do realnej rzeczywistosci, jak moj Tata, to by nawet
    ona smieszna nie byla.

    No, w kazdym badz razie bylo tak, ze kilkanascie lat temu, w pewnego Sylwestra
    tuz przed polnoca moj Tata dostal ataku astmy. Trzezwy byl oczywiscie
    stuprocentowo, albowiem, jak nadmienilam, z powodow wlasnie owej astmy alkoholu
    nie tyka (nie tykal w tmatych czasach, mowiac scisle, bo ostatnio incydentalnie
    tyka - leki przeciwastmatyczne sa teraz znacznie skuteczniejsze). Pogotowie
    zawiozlo go nieprzytomnego do szpitala (gdzie byl pierwszym pacjentem w nowym
    roku, trzezwosc zas personelu pozostawiala wiele do zyczenia), przez kilka dni
    nie odzyskiwal swiadomosci, w sumie bylo niewesolo, od tego czasu w zasadzie
    Tata jest stale na doustnych sterydach.

    No i teraz Tata jest w sporze sadowym z ZUS-em o podwyzszenie grupy
    inwalidzkiej (albowiem otryzmal byl trzecia ;-O). W toku analizy zgromadzonych
    dokumentow przedstawiciel ZUS-u m.in. sformulowal, na podstawie owego
    archiwalnego wypisu ze szpitala, teze o tym, jakoby pacjent byl podowczas pod
    wplywem alkoholu, wnoszac to z faktu, iz w dokumentacji nie napisano, ze w
    momencie przyjecia byl trzezwy. No a kto, prosze panstwa, jest trzezwy w
    Sylwestra? Nie ma takich przeciez....

    Nasze zdumienie tym tokiem rozumowania bylo bezbrzezne wink)).

    --
    Is.
  • otryt 12.04.07, 14:48
    isma napisała:

    >No a kto, prosze panstwa, jest trzezwy w
    >Sylwestra? Nie ma takich przeciez....

    Niewiarygodne! A co z zasadą domniemanej niewinności? W Sylwestra panuje zasada
    domniemanej winy. Ciekawe jak z dziećmi by postąpili w analogicznej sytuacji?
    Od jakiego wieku istniałoby domniemanie, że dziecko było pod wpływem alkoholu?


  • isma 12.04.07, 15:17
    No niestetty to nie jest postepowanie karne ;-(((.
    --
    Is.
  • magdalaena1977 12.04.07, 16:16
    otryt napisał:
    > Magdaleno, odnoszę wrażenie, że w Twoich ustach słowo "abstynent" funcjonuje
    > jako epitet.
    > Czy nie można na nich patrzeć jak np na wegetarian?
    Ależ ja na nich patrzę właśnie jak na wegetarian. Dokładnie tak samo. Po prostu
    z obu grup spotykałam wyłącznie typ II z klasyfikacji Minerwy - ten agresywny i
    pełen wyższości. I dlatego moje pierwsze skojarzenia są negatywne.
    A Arthura zupełnie nie widzę jako takiego "wegetarianina". Po prostu nie je
    mięsa wink

    > Chciałbym zwrócić uwagę, że w pewnych sytuacjach abstynencja rozumiana jako
    > wstrzemięźliwość jest konieczna i pożądana. Np wstrzemięźliwość seksualna, a w
    > Twoim wypadku abstynencja od glutenu.
    Wydaje mi się, że piszesz o tym zbyt szeroko. Dla mnie abstynencja jest
    dobrowolnym powstrzymywaniem się przed czymś przyjemnym.
    A dieta bezglutenowa zupełnie tu nie pasuje.

    > Ja się temu nie dziwię i jako pierwszy postulowałbym
    > o wprowadzenie komunii pod postacią wina, dla osób takich jak Ty
    Sprawa formalnie i oficjalnie jest załatwiona, a problemy bywają tylko
    techniczne czy osobiste.
    --
    Magdalaena
  • minerwamcg 12.04.07, 16:58
    > Dla mnie abstynencja jest
    > dobrowolnym powstrzymywaniem się przed czymś przyjemnym.
    > A dieta bezglutenowa zupełnie tu nie pasuje.

    No więc właśnie. Nie nazywamy przecież abstynentką kobiety, która jest w ciąży
    i dlatego nie pije, albo kogoś z chorą wątrobą, komu lekarz kategorycznie
    zabronił. Ktoś, kto nie może pić a ktoś kto może, ale dobrowolnie sobie
    odmawia - to dwie różne postawy. Tak jak nikt nie powie o wstrzemięźliwości
    seksualnej w przypadku eunucha...
    --
    Osoby mrowie a mrowie
  • samboraga 12.04.07, 10:50
    mnie też irytują krucjaty trzeżwości jako pomysł na życie w ogóle (a nie post
    czasowy) - odnoszę wrażenie, że nie chodzi o post w intencji pijaków,
    nadużywających, ale o zaprowadzenie 'cywilizacji bez alkoholu', przykłady
    dobrego wina do obiadu czy piwa do karkówki z grilla były podawane, więc nie
    będe się powtarzać
    i nie mogę się do końca zgodzić z takim widzeniem sprawy, że jeśli były
    alkoholik siada do stołu ze mną to powinnam i ja się powstrzymać, aby mu łatwiej
    było - dochodzi do sytuazcji, gdy rodzina, w której jest problem alkoholowy,
    przestaje przyjeżdżać na rodzinne spotkania (do reszty rodziny, pijącej
    normalnie, z umiarem), bo 'a nuż zacznie znów pić'
    ne wiem czy jest ono zgodne z wiedzą psychologiczną nt uzależnień, chyba nie
    owszem, należy zerwać spotkania z kolegami 'od kielicha', ale chodzi o to, aby
    wymagać od 'normalnego' otoczenia abtynencji, bo to zrzucanie winy za 'mój'
    nałóg na innych
    natomiast faktycznie, takie widzenie alkoholizmu (albo picie na umór, albo
    abstynencja) dominuje wśród księży i chyba stąd nawoływania do takich inicjatywy
    'na całe życie'
  • samboraga 12.04.07, 10:59
    > owszem, należy zerwać spotkania z kolegami 'od kielicha', ale chodzi o to, aby
    > wymagać od 'normalnego' otoczenia abtynencji,

    miało być "NIE chodzi o to"
  • otryt 12.04.07, 11:29
    samboraga napisała:

    >i nie mogę się do końca zgodzić z takim widzeniem sprawy, że jeśli były
    >alkoholik siada do stołu ze mną to powinnam i ja się powstrzymać, aby mu
    >łatwiej było - dochodzi do sytuazcji, gdy rodzina, w której jest problem
    >alkoholowy, przestaje przyjeżdżać na rodzinne spotkania (do reszty rodziny,
    >pijącej normalnie, z umiarem), bo 'a nuż zacznie znów pić'

    Przede wszystkim nie ma kogoś takiego jak "były alkoholik". Alkoholikiem jest
    się już do końca życia. Tego uczy psychologia, to wciąż podkreślają członkowie
    klubów AA. Mówią np: "Jestem alkoholikiem, nie piję od 20 lat".

    Skoro rodzina przestaje przyjeżdżać tylko dlatego, że przy okazji rodzinnego
    spotkania nie będą mogli nic wypić, to znaczy, że alkohol jest dla nich
    ważniejszy niż więzy rodzinne. Postawa niepicia w obecności alkoholika to
    miłość bliźniego. Zdobywamy się na drobne wyrzeczenie, aby alkoholika uchronić
    przed powrotem do nałogu, przed stoczeniem się, kończącym się nierzadko
    śmiercią. Popadnięcie w izolację lub samotność, bo rodzina przestaje
    przyjeżdżać tworzy napięcie, które sprzyja powrotowi do nałogu.

    Na tym forum są kulturalni ludzie, którzy piją z umiarem. Jednak w Polsce ilość
    alkoholków liczy się w milionach. Do tego ich rodziny. W tych środowiskach nie
    potrafią pić z umiarem. Dlatego KK proponuje całkowitą abstynencję, jako jedyny
    środek ratunku dla tych ludzi i ich rodzin. Nie powonniśmy się do tych
    inicjatyw nastawiać niechętnie, ale raczej dziękować Bogu, że nas nie dotknął
    ten problem i w miarę możliwości włączyć się w pomoc potrzebującym, bo skala
    zjawiska jest olbrzymia, zagrażająca fizycznej egzystencji narodu. (Teraz jest
    ciut lepiej, niż było za komuny). Żyjąc w swoich zamkniętych środowiskach nie
    dostrzegamy często tego problemu.

    Nie oburzajmy się, że ksiądz apeluje do wszystkich, aby podejmowali krucjaty
    trzeźwościowe. Tak samo jak nie oburzamy się, gdy wprowadzają restrykcje na
    granicach, paszporty biometryczne, odciski palców, bo wśród normalnych i
    uczciwych obywateli są także przestępcy i terroryści, z którymi państwo próbuje
    walczyć. Pozdrawiamsmile)


  • samboraga 12.04.07, 11:53
    > Skoro rodzina przestaje przyjeżdżać tylko dlatego, że przy okazji rodzinnego
    > spotkania nie będą mogli nic wypić, to znaczy, że alkohol jest dla nich
    > ważniejszy niż więzy rodzinne.

    nie, nie, odwrotnie, to rodzina alkoholika przestaje przyejeżdżać do reszty, z
    obawy, że jak były alkoholik lakohol zobaczy to wróci do nałogu
    a z tego co wiem to podstawą wyjścia z nałogu jest świadome i dobrowolne z nim
    zerwanie a nie chowanie alkoholu pod klucz - równie dobrze należałoby zamnknąć
    sklepy monopolowe
    'były' alkoholik - tak, wiem, że jest się alkoholikiem do końca życia

    > Nie oburzajmy się, że ksiądz apeluje do wszystkich, aby podejmowali krucjaty
    > trzeźwościowe. Tak samo jak nie oburzamy się, gdy wprowadzają restrykcje na
    > granicach, paszporty biometryczne, odciski palców, bo wśród normalnych i
    > uczciwych obywateli są także przestępcy i terroryści, z którymi państwo próbuje

    no, ja się oburzam, pod przykrywką walki z terroryzmem łatwo o wchodzenie
    obywatelowi nie tylko do domu, ale do łóżka itd., ale to inny temat
    i o to mi chodzi z alkoholizmem - znalezieniu środka, o czym pisali i inni
    a problem alkoholowy w POlsce jest tak duży, że nie ma rodziny, włączając i
    moją, która z nim by się nie zetknęła, postuluję tylko o inny sposób walki z tą
    plaga niż apel o pełną abstynencję wszystkich i zawsze, co takie krucjaty
    podtekstowo zakładają
  • otryt 12.04.07, 12:28
    samboraga napisała:

    >nie, nie, odwrotnie, to rodzina alkoholika przestaje przyjeżdżać do reszty, z
    >obawy, że jak były alkoholik lakohol zobaczy to wróci do nałogu

    Niewiele to zmienia, może nawet jest trudniej, bo w swoim domu możemy nie
    stawiać na stół alkoholu, zaś będąc gościem musimy liczyć na zrozumienie
    gospodarzy, o co jak widać nawet w tej dyskusji nie jest łatwo.

    >a z tego co wiem to podstawą wyjścia z nałogu jest świadome i dobrowolne z nim
    >zerwanie a nie chowanie alkoholu pod klucz - równie dobrze należałoby zamnknąć
    >sklepy monopolowe

    W tym sęk, że ich świadomość jest mocno ograniczona, gdy poczują głód
    alkoholowy, nie mówiąc już o woli. Nie możesz ich świadomości i woli porównywać
    do swojej świadomości i swojej woli. Czasem prymitywne metody, że ani kropli
    alkoholu w domu, a wszystkie pieniądze zamknięte na klucz są jedynymi
    skutecznymi.

    >no, ja się oburzam, pod przykrywką walki z terroryzmem łatwo o wchodzenie
    >obywatelowi nie tylko do domu, ale do łóżka itd., ale to inny temat

    Prawdę mówiąc ja też się oburzam i raczej zrezygnuję z wyjazdu do USA niż
    poddam się tym procedurom. Przykład dość niefortunny. Chodziło mi o taką
    sytuację, gdy cała populacja godzi się na jakieś niedogodności, aby załatwić
    jakiś problem. Przykre jest gdy traktują cię jak potencjalnego alkoholika,
    przestępcę lub terrorystę.





  • mamalgosia 12.04.07, 16:19
    A ja się boję alkoholu. Ma na to wpływ to, co widziałam (i widzę) czasem w
    mojej rodzinie, czasem u znajomych. I boję się. Wiem, że używanie a nadużywanie
    to dwie różne sprawy, ale jakoś nawet używanie mnie przestrasza - taki uraz...
    My przez 5 lat małżeństwa nie mieliśmy nawet w domu kieliszków, aż nam ktoś
    kupił. Potem zdarzało nam się czasem wypić po pół kieliszka wina, a teraz ja
    biorę leki, przy których zero alkoholu, więc znowu kieliszki się kurzą.
    Wino na świątecznym stole chyba nie wprawiłoby mnie w rozpacz, ale wódka to już
    na pewno. I to nie tylko na świątecznym, wódki boję się histerycznie
    --
    noc walki rozpaczy z nadzieją
  • mader1 12.04.07, 18:04
    Są takie "histeryczne strachy". Są momenty, kiedy staję się na jedną imprezę
    abstynentem. Na ogół nie muszę, bo najczęściej jest ze mną mąż, a poza tym...
    poza tym dzieje się trochę tak, że pewni znajomi się wykruszają, do niektórych
    członków rodziny jeździ sie rzadko. Ale mamy dom na wsi. On jakoś wyrwał mnie z
    błogostanu - trudno nie uczestniczyć w tym, co wokół. Staję się abstynentem,
    gdy jestem na imprezie, na której odbywa się pijaństwo i są
    dzieci. "Histeryczne strachy" to wspomnienie dziecka, które patrzyło trzeźwymi
    oczami na tych dziwnych, nagle tak " rozluźnionych" dorosłych, sypiących
    sprośnymi kawałami, wykonujących nieskoordynowane ruchy, nerwowych lub ogromnie
    wylewnych...Podświadomie, a właściwie już świadomie staję po stronie dziecka.
    Zauważyłam, że trochę to mityguje współbiesiadników. Mówię " nie, dziękuję" i
    nawet się nie tłumaczę. To silniejsze ode mnie. Ile ja rozmów z obecnymi na
    takich imprezach dziećmi odbyłam... O życiu i śmierci smile Wcale niegłupich.
    --
    Bądź dobry - każdy, kogo spotkasz, prowadzi ciężki bój. J. Watson
    Wychowanie w wierze
  • a_weasley 12.04.07, 17:20
    A mianowicie: co innego święta z alkoholem, a co innego święta z pijaństwem.
    A święta z burdami pijackimi to jeszcze co innego. In vino veritas, są
    zachowania, na które człowiek na poziomie sobie nie pozwoli, choćby już pod stół
    zjeżdżał.

    --
    Wigilia w Norze
    Fanfikty potterowskie mrowie a mrowie

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.