Dodaj do ulubionych

reklamy telewizyjne

06.06.07, 10:02
Podforum Śmietnik.

Co myślicie o reklamach?
Jakie się Wam podobają, a jakie nie?
Jaki mają na Was wpływ?

Swego czasu była dyskusja o reklamie szczepień p/pneumokokom - została
wycofana z emisji jako nieetyczna.
A mnie do założenia tego wątku skłoniła reklama PLUSa - ta z synem, który nie
odbierał telefonów od ojca, ta z muzyczką Ennio Morricone w tle. Działa na
mnie strasznie. Właśnie "strasznie" - to znaczy bardzo i chyba negatywnie.
Właściwie nie wiem, co ma się przez nią osiągnąć - spieszmy się kochać ludzi?
(to może powinni jednak tego ojca uśmiercić, syn nie skorzystał z oferty
Plusa i proszę: jaka strata).

Ktoś już w innym wątku napisał, że dobre są reklamy podpasek - oswajają
z "tymi" sprawami.

Ja bardzo lubię reklamy czekolady - jak ona tak płynie (choć czytałam w GW,
że to farba), taka gęsta, niemalże czuję ją na podniebieniu. Lubię też
reklamy serków Almette.

Znam wiele mechanizmów działania reklam (ze szkolenia o profilaktyce
uzależnień), ale jednak czasem im ulegam. Gdy mam do wyboru dwa produkty
(takie same) różnych firm, to zdarza mi się wybierać ten, którego reklama mi
się w jakiś sposób podobała.

Moja mama jak tylko zobaczy reklamę jakiegoś nowego produktu, to biegnie do
sklepu kupić (spożywcze w 100%).
--
Im więcej w człowieku zła

tym więcej trzeba go kochać
Edytor zaawansowany
  • kasia_ol1 06.06.07, 10:53
    wczoraj po raz pierwszy zobaczyłam reklamę, o której piszesz Mamałgosiu (Plus).
    mnie bardzo zaniepokoiła. no i na własnej skórze przekonałam się o działaniu
    reklamy - chociaż byłam świadoma mechanizmów. chciałam kpiącym głosem powiedzieć
    do męża "o, jaka wzruszająca" i poczułam gulę w gardle. może to hormony ciążowe,
    ale jednak dałam się wkręcić...
    ogólnie jestem przeciwna tego typu manipulacjom na ludzkich emocjach. w moim
    odczuciu reklama Plusa i wycofana reklama szczepień prezentują ten sam poziom,
    dla mnie naganny i nieetyczny.
  • mamalgosia 06.06.07, 10:56
    Właśnie odbieram to podobnie jak Ty (a w ciąży nie jestem). Ale właściwie:
    dlaczego nieetyczny? Z powodu grania na emocjach? A może można zagrać na
    emocjach, jeśli ma to służyć dobru? Może dobrze, jeśli dzieci zostaną
    zaszczepione i nie zachorują, jeśli mamę przerazi reklama? (gdyby jeszcze ta
    szczepionka nie kosztowała 600złx3)
    --
    Im więcej w człowieku zła

    tym więcej trzeba go kochać
  • kasia_ol1 06.06.07, 11:11
    to o czym pisałam wcześniej, to takie moje wewnętrzne odczucie - więc
    subiektywne. ja poczułam się w pewnym sensie wykorzystana. fakt- mogłam wyłączyć
    telewizor, ale widząc obraz po raz pierwszy, byłam po prostu ciekawa. później
    czułam niesmak, oględnie mówiąc.
    a co do reklamy szczepionek; ja swoich dzieci nie szczepię (cena rzeczywiście
    poraża), ale nie chcę pod wpływem reklamy czuć się gorszą mamą, bo taką nie
    jestem i na taką manipulację - bo też tak to odbieram - nie zgadzam się. we
    wszystkim trzeba zachować umiar i zdrowy rozsądek. jeżeli zadłużę się, bo muszę
    zaszczepić dzieci i na co dzień będzie nam ledwo starczać na życie, dzieciaki
    też mogą chorować np. z niedożywienia. chcę mieć prawo wyboru (o matko! jak to
    zabrzmiało wink. reklama była jednoznaczna - jak nie zaszczepię, to dziecko umrze.
  • dorotkak 06.06.07, 14:45
    rzeczona reklama Plusa wyciska ostatnie lzy jakie mi jeszcze po smierci Taty
    zostaly
    pierwszy raz zobaczylam ja w dzien jego smierci, teraz konsekwentnie przelaczam
    an inny kanal

    --
    Już teraz kwitną we mnie Twoje ogrody
  • minerwamcg 06.06.07, 11:19
    Nie oglądamy telewizji, więc i reklam. Czasem jednak rzuci się okiem na
    migające pudełko - u mamy, u teściów, w knajpie, w sklepie...
    To o oswajaniu z problemami higieny intymnej napisałyśmy obie z andabą smile Tak,
    rzeczywiście uważam, że reklamy artykułów ze skrzydełkami zrobiły dużo dobrego.
    Podobnie jak w okresie raczkującego kapitalizmu dobrą robotę odwaliły reklamy
    mydeł, past do zębów, szamponów i dezodorantów.
    Dzisiaj obserwuję inny mechanizm, który mi się podoba. Reklamiarze chcąc
    odwołać się do wartości pozytywnych często przedstawiają rodzinę. I to na ogół
    z dwojgiem dzieci, najlepiej różnej płci. Jest to mechanizm wzajmnie się
    nakręcający: im bardziej obraz szczęśliwej rodziny wdrukuje się w świadomość
    odbiorców, tym chętniej po taki obraz sięgną reklamiarze. I z drugiej strony -
    im więcej jest "rodzinnych" reklam, tym bardziej sielankowy obrazek szczęśliwej
    rodziny utrwala się w świadomości. Nie twierdzę naiwnie, że reklamy margaryny
    czy sera wykonują jakąś przełomową pracę na rzecz rodziny, ale też uważam, że
    wszystko co przyczynia się do utrwalenia w świado- i podświadomości jej dobrego
    wizerunku jest jakoś tam społecznie korzystne. Jeśli już te głupiutkie obrazki
    muszą się pokazywać - to niech chociaż będzie z tego jakiś społeczny pożytek.

    --
    Osoby mrowie a mrowie
  • magdalaena1977 08.06.07, 18:59
    minerwamcg napisała:
    > Dzisiaj obserwuję inny mechanizm, który mi się podoba. Reklamiarze chcąc
    > odwołać się do wartości pozytywnych często przedstawiają rodzinę. I to na ogół
    > z dwojgiem dzieci, najlepiej różnej płci.
    A mnie razi jak stereotypowo wygląda podział ról w takiej rodzinie, Od
    wszystkich ciekawych rzeczy jest tata, a mama tylko dostarcza jedzenia, sprząta
    i dopiera ubranka zabrudzone podczas przygód.
    Szczególnie denerwuje mnie reklama Tofifee (?) i jak popatrzę na te cukierki to
    mnie odrzuca.

    --
    Magdalaena
  • minerwamcg 08.06.07, 20:38
    Tata w tych reklamach najczęściej jest łajzą, paprzącą się po uszy tak samo,
    jak nieletnie potomstwo. Jeżeli dorosły mężczyzna nie potrafi zjeść pizzy nie
    wywalając jej sobie na podkoszulek, a lodów nie paćkając bluzy, jego ojcostwo
    należy uznać za mocno podejrzane smile)) Ktoś taki absolutnie nie wygląda na
    człowieka, który potrafił zrobić coś, co ma ręce i nogi smile

    Tak więc stereotyp reklamowy jest niekorzystny dla płci obojga. Kobieta jest
    idiotką piszącą listy do proszków do prania, mężczyzna kretynem zachowującym
    się jak dwulatek. Czy nie są to aby seksistowskie wyobrażenia jednej płci o
    drugiej?... smile))))

    Na szczęście są też reklamy, na których cała rodzina bawi się, pływa żaglówką,
    jedzie na wycieczkę, urządza piknik z grillem (skwierczące mięso przewraca
    tata).
    --
    Osoby mrowie a mrowie
  • otryt 06.06.07, 11:44
    Nie lubię reklam. Staram się nie kupować rzeczy, których reklamy widziałem.
    Wiem, że reklama stanowi około 40% kosztów. Wniosek z tego prosty, bardzo
    przepłacamy za towary reklamowane. Stosunek ceny do jakości jest dla tych
    produktów zdecydowanie niekorzystny. Nigdy nie rzucam się na nowinki.
    Informację czerpię od innych ludzi, którzy sami sprawdzili i są zadowoleni albo
    sam testuję nieznane produkty.

    Gdy leci reklama przełączam na inny kanał, a gdy wszędzie są reklamy wyłączam
    dźwięk. Jako ciekawostkę podam, że dawniejsze telewizory były bez pilota.
    Trzeba było podejść do telewizora i przełączyć. Gdy wynaleziono pilota firmy
    reklamowe wpadły w popłoch i chciały wykupić patent lub w inny sposób
    zablokować produkcję pilota. Na szczęście im się to nie udało.

    Jeśli już interesuje mnie reklama to raczej oglądam je pod kątem demaskowania
    technik manipulacji. Lubię tylko nieliczne reklamy np. kabaretu Mumio.
    Nienawidzę przerywania filmów reklamami. To plugawi nawet najlepszy film, psuje
    artystyczny przekaz, rozwala nastrój. Z tego powodu prawie nie oglądam TVN i
    Polsatu. Żadnego filmu przerywanego reklamami nie obejrzałem w życiu do końca.
    Paskudne są reklamy na bilbordach nowej telefonii komórkowej. Na pewno nie
    kupię od nich komórki. Nie lubię przeżywać odruchu obrzydzenia, a taki odruch
    ta firma mi serwuje, gdy widzę ich plakaty.

    Reklamy leków powinny być zakazane. O tym powinien decydować lekarz a nie
    reklama. Polacy i tak zjadają za dużo leków. Wielu ludzi chce mieć lepsze
    zdrowie, zapłaci wiele. Łatwo nastraszyć ludzi bakteriami, dobrze nastraszony
    też zapłaci wiele. W reklamie jest wiele sprytnie ukrytego kłamstwa a wiele z
    nich działa na podświadomość serwując skojarzenia erotyczne, przemyślnie
    ukryte. Reklamy niemiłosiernie eksploatują stereotypy mężczyzny i kobiety.
    Zawsze ciekawi mnie model rodziny, jaki prezentuje reklama. Zazwyczaj jest to
    2+2. Kiedyś widziałem 2+3. Przy okazji promuje się także pewien styl życia.
  • magdalaena1977 08.06.07, 19:03
    otryt napisał:
    > Staram się nie kupować rzeczy, których reklamy widziałem.
    Co zatem kupujesz ? - jakiej pasty do zębów używasz, jakiego proszku, mydła ?
    Mam wrażenie, że w tych segmentach wszystko jest reklamowane. Czasami zdarzy się
    kupić jakiś produkt noname i jego jakość jest zwykle opłakana.
    Ja zakładam , że powyżej pewnego poziomu jakości i ceny wszystkie towary są
    reklamowane. Przecież nawet biedronka i lidl reklamują się w TV, więc nie można
    uznać wody oaza za niereklamowaną.

    --
    Magdalaena
  • a_weasley 08.06.07, 20:28
    magdalaena1977 napisała:

    > > Staram się nie kupować rzeczy, których reklamy widziałem.

    > Co zatem kupujesz ? - jakiej pasty do zębów używasz, jakiego proszku, mydła ?

    Ja najczęściej drugiego najtańszego, ewentualnie marek, do których jestem
    przywiązany, bo je znam z mojej ojczyzny Polski Ludowej (proszek E, pasta do
    zębów Fluorodent, krem do golenia Nivea, płyn do naczyń Ludwik, olej silnikowy
    Lux 10, samochód Warszawa itp.).

    > kupić jakiś produkt noname i jego jakość jest zwykle opłakana.

    Z nożyków do golenia najbardziej mi się sprawdził sprzedawany w Carrefourze (po
    2 zł PACZKA) noname produkcji indyjskiej.

    > Ja zakładam , że powyżej pewnego poziomu jakości i ceny wszystkie towary są
    > reklamowane.

    Ściśle biorąc, reklamowane są wszystkie produkty, które ktoś chce sprzedać
    powyżej pewnego poziomu ceny.

    > Przecież nawet biedronka i lidl reklamują się w TV,

    W moim przypadku niekupowanie produktów, których reklamy widziałem, jest o tyle
    łatwiejsze, że praktycznie nie oglądam TV. Znam jednak rodzinę, w której TV
    jest, i dużo używana, a tę metodę stosują konsekwentnie.

    --
    Tam, gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli dużo.
    Wigilia w Norze
    Fanfikty potterowskie mrowie a mrowie
  • otryt 09.06.07, 10:46
    magdalaena1977 napisała:

    >Co zatem kupujesz ? - jakiej pasty do zębów używasz, jakiego proszku, mydła?

    Dobrze jest wciąż zmieniać proszki, szampony, pasty. Proszek kupuję zazwyczaj w
    Lidlu, wcale nie jest gorszy od tych reklamowanych, pasty w Rossmanie, szampony
    w różnych miejscach, czasem nawety reklamowany. Po tych reklamowanych włosy
    najgorzej wyglądają. Ostatnio w zwykłym sklepie koło domu kupiłem szampon
    pokrzywowy familijny firmy Pollena z Katowic. 1 litr za 7 PLN, włosy wszystkich
    w rodzinie świetnie po nim wyglądają. Takie same szampony były za komuny, tylko
    w małych i szklanych butelkach. W Rossmanie kupowałem film do aparatu Rossman
    za 6 PLN. Kodak kosztował 16PLN. Zdjęcia były lepsze od tych na Kodaku
    wywoływanych u Kodaka.

  • katriel 09.06.07, 16:41
    otryt napisał:
    > Dobrze jest wciąż zmieniać proszki, szampony, pasty.

    Dlaczego?

    Ja mam różne swoje ulubione produkty, które kupuję stale albo prawie stale. Są
    wśród nich markowe i hipermarketowe "noname'y"; są takie z najtańszej półki i
    takie z górnej strefy cenowych stanów średnich. Dopóki ich nie znalazłam,
    wypróbowywałam różne, ale teraz - skoro jestem zadowolona - nie widzę powodu,
    żeby zmieniać zwyczaje. Jedynie z rzadka zdarza mi się kupić coś innego,
    zwłaszcza jeśli jeszcze tego nie próbowałam, żeby sprawdzić, czy nie jest
    jeszcze lepsze. Najczęściej robię to wtedy, kiedy akurat jest jakaś przecena
    albo promocja. Czemu to jest źle?
  • otryt 13.06.07, 11:08
    Myślę, że działa to tak samo jak urozmaicenie diety. Różni producenci, różne
    receptury, różne mikroelementy. Zauważamy, że po zmianie proszku ubrania są
    lepiej wyprane, aby po jakimś czasie wszystko wróciło do średniej normy.
    Podobnie jest z włosami po zmianie szamponu. Poza tym człowiek potrzebuje
    zmian. Lepiej żeby zmieniał banki, telekomy, proszki do prania, pasty do zębów
    niż żony lub mężów albo przyjaciół. Śmieszy mnie nowe znaczenie słowa
    lojalność, jaką kapłani wolnego rynku starają się nam zaszczepić. Jednoczesnie
    radością napawa fakt, że Polacy są najmniej lojalnym narodem w Europie, jeśli
    chodzi o przywiązanie do marki. Biadolą nad tym w mediach. Ja zaś mówię, że
    Polacy jeszcze najwięcej rozsądku posiadają, bo firmy, które lepsze warunki
    oferują nowym klientom niż starym traktują , tak jak na to zasługują. Ideałem
    byłoby zmienianie marek jak skarpetki. Przyznam jednak, że od lat piję te samo
    piwo, na dodatek reklamowane. Ale będzie tak tylko do pierwszej wpadki. Banki i
    telekomy zmieniałem kilka razy.smile))
  • samboraga 08.06.07, 21:49
    >Nienawidzę przerywania filmów reklamami. To plugawi nawet najlepszy film, psuje
    artystyczny przekaz, rozwala nastrój. Z tego powodu prawie nie oglądam TVN i
    >Polsatu.

    Ja oglądam. Wolę telewizję, która żyje z reklam i tego nie ukrywa, i puszcza to,
    co akurat chcę i mogę obejrzeć, bo pora normalna, od telewizji ,która przejada
    pieniądze na swoją ‘misję’ polegającą na tym, że filmy naprawdę wartościowe
    puszczane są ok. 23.20 w środku tygodnia. I jeszcze ma czelność wołać o
    abonament, pobierając jednocześnie pieniądze z reklam (to rozwiązanie
    finansowania to ewenement).

    >Reklamy leków powinny być zakazane. O tym powinien decydować lekarz a nie
    >reklama.

    O tym zadecydował ustawodawca (a więc wybierani przez nas politycy) i lobby
    farmaceutyczne (które polityków tychże przekonało), a nie reklama. Dla agencji
    reklamowej dostającej zlecenie parafarmaceutyki to taki sam produkt jak podpaski
    – wszystko jest w ramach ustawy o reklamie. Poza tym lekomanii Polaków sprzyja
    liczna sieć aptek sprzedających tylko leki gotowe i kosmetyki oraz łatwość
    założenia takiej apteki (a także dostęp w kioskach, supermarketach, na stacjach
    benzynowych) – ale to inny temat.
  • otryt 09.06.07, 11:07
    samboraga napisała:

    >Ja oglądam. Wolę telewizję, która żyje z reklam i tego nie ukrywa, i puszcza to
    >co akurat chcę i mogę obejrzeć, bo pora normalna, od telewizji ,która przejada
    >pieniądze na swoją ‘misję’ polegającą na tym, że filmy naprawdę
    >wartościowe puszczane są ok. 23.20 w środku tygodnia. I jeszcze ma czelność
    >wołać o abonament, pobierając jednocześnie pieniądze z reklam (to rozwiązanie>
    >finansowania to ewenement).
    >

    Ja nie oceniam poszczególnych telewizji, w dużej mierze mogę się zgodzić z tym
    co napisałaś. Jednak nie trawię procederu przerywania filmów reklamami i nigdy
    tego nie zaakceptuję, uważając to za barbarzyństwo w stosunku do dóbr kultury,
    jakimi są filmy. Rozumiem , że muszą być reklamy. Czy nie wystarczy im miejsca
    pomiędzy programani? Mogą nawet robić godzinny blok reklamowy, ale między
    programami a nie podczas nich.

    W Boże Ciało na Polsacie chyba leciał film o świętym Franciszku. Podczas
    nieobecności Franciszka braciszkowie zastępujący go zmienili regułę zakonu,
    zaczęli używać naczyń ze złota, obrośli w bogactwo. Franciszek nie chce się na
    to zgodzić, mówiąc, ze musimy dać świadectwo ubóstwa..............Tu się urywa
    i bez ostrzeżenia, że zaczyna się reklama, wchodzi od razu reklama luksusowaego
    samochodu.

    Nie wiem, czy mogło tak wyjść przypadkiem, czy ktoś urywający film właśnie w
    tym miejscu zadrwił sobie ze świętego Franciszka? To jaskrawy przykład
    splugawienia przekazu artysty i myśli świętego. Rozumiem, ze psychologia, że
    rynek, że zyski ze sprzedaży. Zachłanność powinna mieć jednak jakieś granice.




  • samboraga 09.06.07, 11:14
    > Nie wiem, czy mogło tak wyjść przypadkiem, czy ktoś urywający film właśnie w
    > tym miejscu zadrwił sobie ze świętego Franciszka? To jaskrawy przykład
    > splugawienia przekazu artysty i myśli świętego. Rozumiem, ze psychologia, że
    > rynek, że zyski ze sprzedaży. Zachłanność powinna mieć jednak jakieś granice.

    to nie jest zachłanność tylko schemat czasowy, zawarty częściowo w ustawie o
    radiofonii i telewizji
    Otrycie, jestem w trakcie pisania jeszcze jednego postu do tej dyskucji, może on
    coś więcej wyjaśni
  • otryt 09.06.07, 12:36
    samboraga napisała:

    >to nie jest zachłanność tylko schemat czasowy, zawarty częściowo w ustawie o
    >radiofonii i telewizji

    Oczywiście ma to jakieś umocowanie w prawie. Lobbyści zadbali, aby mozna było
    jak najwięcej czasu reklamowego umieścić wewnątrz filmu. Batalia była nawet o
    taki drobiazg, aby przed reklamą był albo nie było zwiastunu reklamy. Dziwi
    mnie dlaczego w filmie o Franciszku tego zwiastunu nie było? Być może
    wywalczyli nowy kształ prawa?

    Wiemy dobrze, że w tym wszystkim chodzi o to, aby ludzie nie uciekali przed
    przekazem reklamowym, bo większość jednak chce uciekać. Szczytem paskudztwa są
    reklamy w internecie, które nachalnie zasłaniają ci, to co nasz zamiar
    przeczytać. W ten sposób rodzi się moja duża niechęć do reklam i do produktów
    takimi metodami reklamowanych. Albo gdy w pismach komputerowych muszę szukać
    właściwego tekstu zagubionego i poszatkowanego wśród reklam. Z tego powodu
    pożegnałem się na zawsze z wieloma tytułami.

    Podczas oglądania filmu mocno zaangażowane są moje emocje i intelekt. Gdy
    następuje nagła przerwa odczuwam to bardzo nieprzyjemnie. Przerywanie filmu
    można porównać do stosunku przerywanego. Ten ostatni jest chyba grzechem?
    Wyobraź sobie księdza oglądającego słowa Franciszka o ubóstwie. Być może
    wykorzysta to w kazaniu? Potem jest reklama świetnej bryki. Być może sobie kupi?
    Czy nie uważasz tego za schizofrenię, za służenie dwóm panom? Z moich
    obserwacji wynika, że większość ludzi wypełnia w życiu zasadę: "Panu Bogu
    świeczkę a diabłu ogarek". Reklama doskonale trafia w tę mentalność.smile
  • a_weasley 10.06.07, 10:50
    samboraga napisała:

    > > zyski ze sprzedaży. Zachłanność powinna mieć jednak jakieś granice.

    E tam. Ludzka pazerność daje pojęcie o nieskończoności.

    > to nie jest zachłanność tylko schemat czasowy, zawarty częściowo w ustawie o
    > radiofonii i telewizji

    I czego ten schemat, gdziekolwiek byłby zapisany, jest wyrazem? Troski o
    konsumenta, którego interes wymaga, żeby w środku filmu został na kwadrans
    wybity z klimatu, zgubił wątek i po raz 357 został poinformowany, że
    chlorofilowo-miętowo-pomarańczowa guma do żucia "Brox i Synowie" jest do
    zbawienia koniecznie potrzebna?
    Idzie sobie na PolSacie, dajmy na to, "Zamach". Film o czymś, z fabułą, z
    zupełnie innych czasów, czarno-biały, po czym nagle grom z jasnego nieba i
    dowiadujemy się, że plama, plama, co za pech, a jak dobry to Pollena 2000. Super.

    --
    Tam, gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli dużo.
    Wigilia w Norze
    Fanfikty potterowskie mrowie a mrowie
  • samboraga 10.06.07, 18:04
    > I czego ten schemat, gdziekolwiek byłby zapisany, jest wyrazem? Troski o
    > konsumenta

    Złe pytanie, Weasleyu. Nie ‘czego jest wyrazem’, tylko ‘przez kogo jest stworzony’.
    Przyjąłeś za podstawę, że najbardziej zależy na reklamach w tv agencjom
    reklamowym czy producentom, a jest jeszcze jedna grupa żywotnio zainteresowana –
    politycy z tzw. dużej polityki. Dlaczego? Publiczna TV jest, niezmiennie,
    traktowana jako tuba rządowa (mniej lub bardziej). Celowo sposób finansowania
    jest podwójny (to ewenement jeśli chodzi o telewizje publiczne!). Tuba kosztuje.
    W innych krajach telewizje publiczne finansowane są albo z abonamentu, albo z
    reklam. W pierwszy m przypadku widz ma spokój z reklamami, płaci swój haracz. W
    drugim – lata mu przed oczami.
    Zauważ jak pięknie dałeś się wciągnąć w grę publicznej TV – ‘my jesteśmy cacy,
    bo nie przerywamy reklam’. Ano nie przerywają, bo mają jeszcze abonament, mimo
    wszytsko jakieś pieniądze z tego też są. Cwane to.
    Jak będzie równość finansowania Polsatu, TVN i TVP to wówczas będzie można
    porównać, kto , jak i ile przerywa.

    > zbawienia koniecznie potrzebna?

    sama telewizja w ogóle nie jest do zbawienia potrzebna
  • a_weasley 12.06.07, 09:27
    samboraga napisała:

    > > I czego ten schemat, gdziekolwiek byłby zapisany, jest wyrazem? Troski o
    > > konsumenta
    >
    > Złe pytanie, Weasleyu. Nie ‘czego jest wyrazem’, tylko ‘przez
    > kogo jest stworzony’.

    Dzięki za pouczenie. Zadałem pytanie, czego jest wyrazem, ponieważ chodziło mi o
    to, czego jest wyrazem. A to, przez kogo stworzony, jest wtórne.
    Schemat jest wypadkową tego, co doskonale wiadomo o szkodliwości i uciążliwości
    reklam, i wynikającego stąd dążenia do utrzymania zjawiska w jakichś granicach,
    oraz chęci zysku reklamodawców (zarówno twórców, jak i ich klientów).

    > Przyjąłeś za podstawę, że najbardziej zależy na reklamach w tv agencjom
    > reklamowym czy producentom,

    Zgadza się. Tym, którzy na nich zarabiają.

    > Zauważ jak pięknie dałeś się wciągnąć w grę publicznej TV – ‘my jes
    > teśmy cacy, bo nie przerywamy reklam.

    Ależ owszem, przerywają reklamy filmami (od czasu do czasu) i to ich trochę
    rehabilituje w moich oczach.
    A tak poważnie - czyżbym powiedział, że skoro TVP nie przerywa filmów reklamami,
    to już jest w porządku? Nie przypominam sobie.
    Co do abonamentu, to w bilansie należy również uwzględnić udział reklam w czasie
    antenowym i oczywiste zmniejszenie wartości oferowanego produktu (na przykład
    konieczność tłumaczenia dzieciom, o którym tyle tu było mowy). Gdybym tak miał
    telewizor, jak nie mam, wolałbym dopłacić drugie tyle i mieć spokój z reklamami
    (nawet teraz, nie mając dzieci, którym bym coś musiał tłumaczyć).

    --
    Tam, gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli dużo.
    Wigilia w Norze
    Fanfikty potterowskie mrowie a mrowie
  • kamilla14 13.06.07, 02:08
    > A tak poważnie - czyżbym powiedział, że skoro TVP nie przerywa filmów reklamami
    > ,
    > to już jest w porządku? Nie przypominam sobie.

    TVP moze nie przerywa filmow, ale juz Wiadomosci czy dobranocke - tak - b.
    sprytnie omija przepis o nieprzerywaniu - np. oddzielajac prognoze pogody od
    informacji jako osobny program, moga miedzy nimi"ladowac" 10 min. rekla;
    podobnie denerwowalam sie, gdy przed dobranocka byl krociutki swietny "Lippy and
    Messy" i tez figurowal jako oddzielna pozycja w programie, a wiec mozna bylo
    legalnie dzieciom kilka reklam przemycic - a swoja droga reklamy kierowane do
    dzieci sa moim zdaniem zbyt agresywne - dziecko jest zbyt bezbronne, a nie
    sadze, by wiecej niz kilka procent z nich mialo tak swiatlych rodzicow jak Wy,
    ktorzy uswiadamiacie je pod tym wzgledem. Cala masa znanych mi rodzicow ulega
    temu sztucznemu swiatowi reklamy nie gorzej niz dzieci, i nie widzi w tym problemu.
    Ja niestety nic na obrone reklam dla dzieci nie znajduje - wartosciowe zabawki
    nie potrzebuja tak nachalnych reklam; zyczylabym tez sobie telewizji publicznej
    bez reklam, ale zapewne sie nie doczekamsad
    to chyba tyle na razie, k
  • samboraga 08.06.07, 22:03
    >Staram się nie kupować rzeczy, których reklamy widziałem.

    Wydaje się, że wyjściem z sytuacji może być kupowanie produktów niemarkowych.
    Ale - producent produktu reklamowanego wypuszcza zwykle róznolegle inny produkt,
    tańszy, nie reklamowany, dla takiej właśnei grupy konsumentów. Chyba nie ma
    małych, niezależnych producentów np. mydła, a wielu lokalnych producentów
    wchodzi w skład wielkich koncernów. Innym rozwiązaniem może być kupowanie
    produktów najtańszych, oznaczanych przez supermarkety marką własną - ale
    wówczas'popieramy' drakońskie zasady produkcji i handlu (np. dostawa dużej
    partii towaru w 24h) jakie su[ermarket narzuca takiemu dostawcy z pozycji siły.
    I takich działąń jest więcej.
  • a_weasley 06.06.07, 12:11
    Jeśli chodzi o obraz pozytywnej rodziny, to tak, tutaj jestem za.
    Niestety równocześnie reklamy zawierają w podtekście inny przekaz: ten, który ma
    więcej, jest lepszy od tego, który ma mniej. I tego już nie sposób pochwalać.
    O stereotypach płci nie ma co mówić, bo co prawda z Was robią tam słodkie
    idiotki, ale z nas robią niedołężnych życiowo kretynów, więc jest remis.

    --
    Tam, gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli dużo.
    Wigilia w Norze
    Fanfikty potterowskie mrowie a mrowie
  • a_weasley 06.06.07, 12:20
    mamalgosia napisała:

    > Ktoś już w innym wątku napisał, że dobre są reklamy podpasek - oswajają
    > z "tymi" sprawami.

    Co to, kobieta nie wie, co się z tym robi? Albo żonaty facet? A jak już oswajać,
    to po to jest w szkole WdŻ.
    NO zaraz będziemy mieli reklamy... nie przychodzi mi do głowy czego, bo już ze
    wszystkim nas reklamy oswoiły. Zafajdaną muszlę klozetową pokazali, używane
    plastry na wągry, lekarstwo na wzdęcia. Jestem szczęśliwym nieposiadaczem
    telewizora, ale niestety teściowa ma i czasem bywa włączony w czasie posiłku.

    > Ja bardzo lubię reklamy czekolady - jak ona tak płynie (choć czytałam w GW,
    > że to farba), taka gęsta, niemalże czuję ją na podniebieniu.

    Mnie się cofa, jak widzę takie brązowe gęste płynące...
    Poza tym te akurat reklamy robią bardzo dużo złego, wyrabiając u dzieci i
    młodzieży fatalne nawyki żywieniowe.

    > Gdy mam do wyboru dwa produkty (takie same) różnych firm, to zdarza mi się
    > wybierać ten, którego reklama mi się w jakiś sposób podobała.

    Też znam ten mechanizm i na wszelki wypadek mając wybór, kupuję produkt albo
    drugi najtańszy, albo ten, którego reklamy nigdzie nie widziałem.
    Nie wiem, czy udział kosztów reklamy jest aż taki, jak twierdzi Otryt, pewnie
    jak kiedy. To pewne, że Red Bull potrafił być nawet dwa razy droższy od nic nie
    gorszego XL. Potem XL zaczął się intensywnie reklamować i podrożał, za to dalej
    tanie było R20...

    --
    Tam, gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli dużo.
    Wigilia w Norze
    Fanfikty potterowskie mrowie a mrowie
  • minerwamcg 06.06.07, 12:56
    > Co to, kobieta nie wie, co się z tym robi? Albo żonaty facet? A jak już
    > oswajać to po to jest w szkole WdŻ.

    Arthurze, wiesz doskonale, że nie chodzi o "wiedzę co się z tym robi". Fakt, że
    możesz w aptece zażądać stosownych artykułów dla mnie, a cała kolejka nie
    będzie się na Ciebie gapić ze zgorszeniem, jakie zazwyczaj towarzyszy
    ekshibicjonistom - zawdzięczasz w znacznej mierze tym reklamom.
    A że nie przy jedzeniu, to fakt. W ogóle, zgodni jesteśmy, że na czas posiłków
    powinno się wyłączać tv.
    --
    Osoby mrowie a mrowie
  • mader1 06.06.07, 13:01
    Mój mąż zażartował kiedyś, że gdyby nie miał trzech kobiet w domu i nie
    widział na własne oczy, ze potrafią być bardziej skomplikowane, kojarzyłyby mu
    się po jednodniowym oglądaniu reklam z miesiączką, zaparciami i
    wzdęciami smile))))) ewentualnie biegunkami i bólami menstuacyjnymi oraz
    migrenowymi.
    --
    Bądź dobry - każdy, kogo spotkasz, prowadzi ciężki bój. J. Watson
    Wychowanie w wierze
  • minerwamcg 06.06.07, 13:36
    Zaraz zaraz, ale w reklamach środków na zaparcia, wzdęcia i biegunki występuje
    chyba więcej facetów? Kobiety to raczej środki odchudzające, proszki do prania
    i margaryny? Bóle menstruacyjne i migreny owszem, bo facetowi, jak w tym starym
    kawale, może najwyżej głowa napieprzać smile))
    --
    Osoby mrowie a mrowie
  • mader1 06.06.07, 13:43
    no coś Ty ! wink)) przyznam, ze reklamy omijamy z daleka, ale czasem się nie
    da smile))
    Widzieliśmy ze dwie odmiany takiej, gdy córka dzwoni do mamy, a ta skarży
    się " że ją pogoniło". Po zażyciu środka, spotykają się w sklepie. Jakaś co do
    łazienki idzie, cała w tiulach i środek przeciwko zaparciom. Kobiety w
    autokarze, które zwierzają się sobie, ze jeszcze jednego ciastka nie mogą zjeść
    i pokazują pasek spódnicy...
    Może pecha mieliśmy , ale po takim seansie, Robert spojrzał na mnie
    podejrzliwie smile)))))
    --
    Bądź dobry - każdy, kogo spotkasz, prowadzi ciężki bój. J. Watson
    Wychowanie w wierze
  • dorotkak 06.06.07, 14:51
    Kobiety w
    > autokarze, które zwierzają się sobie, ze jeszcze jednego ciastka nie mogą
    zjeść
    >
    > i pokazują pasek spódnicy...
    ta reklama jest "swietna" - co tam dietetyka, najesz sie bigosu, ciastek i co
    tam jeszcze a potem wezmiesz "cudowna" tabletke i wszytsko strawiszsmile

    --
    Już teraz kwitną we mnie Twoje ogrody
  • mamalgosia 06.06.07, 14:14
    To tak gwoli ścisłości.

    Nie chodziło mi o to, że kobieta nie wie, co się robi z podpaskami. Ale
    dziewczynka niekoniecznie. Moim zdaniem w ten sposób fizjologia jest oswajana
    (czy odzierana z tajemnicy?), to się przydaje.

    A czekolada nie jest złym nawykiem żywieniowym
    --
    Im więcej w człowieku zła

    tym więcej trzeba go kochać
  • imbirka 06.06.07, 14:23
    No, jeśli dziewczynka w świat fizjologii jest tylko reklamami wprowadzana, to
    rzeczywistość może ją nieźle zaskoczyć. A w wielu rodzinach pewnie tak bywa.
    Jednak reklamy bardzo fizjologię zafałszowują. Ciekawe są opowieści moich
    koleżanek, które prowadzą szkołę rodzenia - panowie (w wieloletnich związkach z
    kobietami) są często kompletnie nieświadomi czym jest miesiączka, a opowieści o
    tym, jak wygląda połóg i na co sie przygotować, są traktowane jak horror. A to
    tylko (aż?) kobieca fizjologia.

    A reklama Plusa na mnie też bardzo źle działa. Czuję sie manipulowana, i czuję,
    ze ktoś gra na moim poczuciu odpowiedzialności i na trosce o najbliższych, i
    chce mnie wpuścić w poczucie winy, że nigdy nie sprostam.
  • mamalgosia 06.06.07, 14:35
    imbirko - oczywiście, że niedobrze, gdy dziewczynka zna miesiączkę tylko z
    reklamy. Ale lepsze to niż nic, czasami brak informacji jest zastraszający.

    o, to to! "czuję się manipulowana"!
    --
    Im więcej w człowieku zła

    tym więcej trzeba go kochać
  • samboraga 08.06.07, 22:42
    > o, to to! "czuję się manipulowana"!

    Przekaz reklamowy składa się z dwóch części. Pierwsza to informacja o produkcie.
    Ani to dobre, ani złe samo w sobie. Reklama jako taka jest zjawiskiem
    neutralnym. Z tego powodu nie rozumiem obrażania się na reklamę. Druga częśc -
    to elemnent wpływania i tu wachlarz jest szeroki, od zachęty (ładny obraz,
    muzyka, ciekawy żart, puenta) po nachalną manipulację.
    Myślę, że poziom manipulacji w reklamie się waha, zależy od stanu gospodarki, od
    produktów reklamowanych, od rynku reklamowego danego kraju (i pewnie od jeszcze
    paru rzeczy). W Polsce rynek reklamowy jest płytki, bo płytki jest rynek
    medialny tj. mało mediów lokalnych (radia, tv) , efekt – producenci biją się w
    kilku, głownie centralnych, kanałach medialnych, a dla wielu (mniejszych,
    niezależnych, pozakoncernowych) producentów reklama jest w ogóle nie dostępna
    (mało mediów=wysokie stawki).
    Poziom manipulacji w reklamie nie jest, moim zdaniem, wyższy niż w dwóch innych
    ‘podobnych’ dziedzinach tj. w polityce i mediach (i tam też jest to ruchome).

    Gdy patrzę na reklamy-wyciskacze łez nie odczuwam dyskomfortu, że ‘ktoś mnie
    wrabia’. Pomijam reklamy nieetyczne (np. pneumokoki) lub obsceniczne (np. nowy
    operator komórkowy) - tego nie cierpię.
    Myślę sobie, że w reklamie owszem, chodzi o wpływ na odbiorcę, ale ten wpływ po
    pierwsze jest przeceniany, po drugie histeryczne reakcje na to wpływanie są
    przewrażliwione. Chyba, to moje przypuszczenia, to efekt przerwanej edukacji
    konsumenckiej.
    Polska szkoła reklamy w latach dwudziestych stała naprawdę wysoko. Można zajrzeć
    tutaj: httpconfused?tiny.pl/f91k
    Jest na czym zawiesić oko, naprawdęsmile Oczywiście reklamy tv wtedy nie byłowink
    Zauważcie, że na próby wpływania polityków, mediów zżymamy się, ale jesteśmy
    uodpornieni, oswojeni, przez cały PRL też tego ‘się uczyliśmy’ (no, ja to mała
    byłąm, ale...) Edukacji ekonomicznej zabrakło, jako społeczeństwo mieliśmy długą
    przerwę.
    I paradoksalnie ze wszystkich grup wiekowych (są takie badania) najlepiej z
    presją reklamy radzą sobie osoby urodzone po ’89 r. a więc obecna młodzież,
    dzieci. Czyli – osoby nie znające świata bez reklamy. Okazuje się, że łatwiej im
    oddzielić emocjonalną otoczkę reklamy od informacji, którą ona niesie i np.
    wybrać najbardziej racjonalnie operatora telefonu komórkowego (bo nie mówimy o
    maluchu, który widząc w telewizorze autko woła ‘mamo, kup mi’wink.
  • samboraga 08.06.07, 22:46
    link raz jeszcze:
    tiny.pl/f91k
  • a_weasley 08.06.07, 20:46
    Nie nadaremno, tylko cały tytuł in extenso jest cytatem z utworu powszechnie
    znanego.

    --
    Tam, gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli dużo.
    Wigilia w Norze
    Fanfikty potterowskie mrowie a mrowie
  • mama_kasia 06.06.07, 12:54
    > A mnie do założenia tego wątku skłoniła reklama PLUSa - ta z synem, który nie
    > odbierał telefonów od ojca, ta z muzyczką Ennio Morricone w tle.

    Dopiero co wczoraj powiedziałam do męża, że ...lubię tę reklamę smile
    Wiem, wiem, chodzi im o sprzedaż. Jednak ta reklama akurat przekłada się
    w jakiś sposób na moje życie. Odkąd mam komórkę (a mam od niedawna, jakieś
    parę miesięcy) łatwiej przekazuje mi się uczucia mojej mamie. Wiem, że
    lepiej by było tak normalnie twarzą w twarz, ale nie zawsze jest to
    takie proste sad Wysyłam jej więc krótkie sms-y, ona mi odpisuje, że dziękuje.
    Itp. Mama bardzo pragnie kontaktu ze mną (wprost nie mówi, domyślam się...),
    a nie potrafiła i nie potrafi okazywać uczyć. Te nasze małe sms-y mają
    więc wartość. Dlatego też lubię tę reklamę smile
    Jeszcze lubię reklamy kabaretowe reklamy plusa - ten kunszt krótkiego,
    celnego dowcipu - sama radość smile))
  • mader1 06.06.07, 13:03
    > Jeszcze lubię reklamy kabaretowe reklamy plusa - ten kunszt krótkiego,
    > celnego dowcipu - sama radość smile))

    Tu się zgadzamy smile To jedne z niewielu reklam, które lubię oglądać smile
    --
    Bądź dobry - każdy, kogo spotkasz, prowadzi ciężki bój. J. Watson
    Wychowanie w wierze
  • mamalgosia 06.06.07, 14:19
    Kasiu, ależ ja nie neguję potrzeby posiadania telefonu komórkowego (sama
    wolałabym umrzeć niż wyrzucić mój). I wiem, że może służyć budowaniu więzi. Ale
    tak mnie jakoś ta reklama napawa obawą, bardzo trudno mi to uzasadnić. Właśnie
    dlatego, że uderza w coś głębszego niż wzrok, słuch i smak.

    A Mumio są rewelacyjni i nie nudzą mnie. Mój Przyjaciel niedawno chrzcił
    dziecko tego łysegosmile

    BTW masz telefon, a ja nie znam jego numeru. Katolickie otwarcie na bliźniego
    --
    Im więcej w człowieku zła

    tym więcej trzeba go kochać
  • isma 06.06.07, 14:32
    O, o, o, to, to. Ilu ja numerow telefonow nie znam, a chcialabym wink)).

    --
    Is.
  • mader1 06.06.07, 14:36

    --
    Bądź dobry - każdy, kogo spotkasz, prowadzi ciężki bój. J. Watson
    Wychowanie w wierze
  • samboraga 09.06.07, 11:36
    Wczoraj zaczęłam ‘rozprawiać’ się z wątkiem, ale nie zdążyłam napisać postu
    najważniejszegowink
    Spróbuję napisać jak to widać z drugiej strony jako, że moja rodzina z reklamy
    żyje, mój mąż jest copywriterem (a fe, brzydkie słowowink i pracuje w agencji
    reklamowej (fuj, brzydkie słowo) i robi...te...tam...reklamy (bardzo, bardzo
    brzydkie słowowink))

    Reklama jest jednym z narzędzi rynku, a jednocześnie dziedziną rozpiętą od
    kiczu, poprzez solidne rzemiosło, aż po sztukę. Prostych, ‘zwykłych’ reklam jest
    najwięcej – i nie jest to wyłącznie spowodowane brakiem kreatywności twórców.
    Przykładowo – proszki do prania. Działają tylko jak pani smutno mówi ‘ooo, ale
    plama’, a na końcu ‘ojej, udało się, to wspaniały proszek’. Reklamy dowcipne nie
    działały. Podobnie jak reklamy kosmetyków reklamowane przez zwykłe kobiety a nie
    przez modelki. To samo jest z odbiorem stereotypów, na które tak psioczycie –
    pewne produkty ‘wymagają’ stereotypu, bo to odbiorca go ‘chce’.

    Generalnie patrzę na reklamy z dystansem, są dla mnie częścia industrialnego
    świata, i tyle. Gdy lecą reklamy w przerwie filmu zwykle robię sobie herbatę,
    zerkam jednym okiem. Ale bywają reklamy, które lubię, na które nawet czekam, dla
    ich obrazu, muzyki, dowcipu. Takie mini-etiudy filmowe.
    Z powodu zawodu męża dużo o reklamach rozmawiamy, o reklamowej kuchni. Swego
    czasu jeździliśmy razem na Krakfilm, chodziłąm na Noce Reklamożerców (oba to
    festiwale twórców reklamy). Nie uwierzycie, ale są ludzie, którzy z własnej
    nieprzymuszonej woli siedzą całą noc przed dużym (!!!) ekranem pełnym reklam,
    nie przerywanych filmamiwink))

    Spot reklamowy może być kiczem, może być majstersztykiem. Oczywiście arcydzieła
    to rzadkość, w polskiej tv prawie w ogóle. Ale są reklamy, które włożone do
    zwykłego filmu byłyby uznane za wspaniałe kawałki.

    Jeszcze kilka słów o świecie przedstawionym w reklamie. Czy reklama czerpie, czy
    napędza. To jałowa dyskusja. Przede wszystkim – budowa przekazu reklamowego
    podlega z jednej strony bardzo precyzyjnym zasadom (co do formy, treści i in.),
    z drugiej margines kreatywności dla każdego rodzaju produktu jest inny. Mówiąc
    inaczej – nie każdy produkt może być reklamowany przez Mumio, bo to nie
    zadziała. No i ważna sprawa – to co odbiorca widzi jako spot reklamowy to suma
    współpracy działu kreacji (i w ogóle agencji) oraz...klienta agencji. To on
    ostatecznie wybiera. Mój mąz miał już przypadek, gdy brand menadżer (osoba
    odpowiedzialna za produkt) dużej firmy nie zgodził się ze...słownikiem
    ortograficznym i reklama poszłą z błędem w odmianie deklinacyjnej, ‘bo przecież
    ludzie tak mówią’... Innym razem menadżer firmy kurierskiej odrzucił projekt
    męża, zabawny, dowcipny, bo….przecież gołębie nie mówią (w projekcie były m.
    in. rozmawiające gołębie pocztowe). Ręce opadają...

    Wychodzę z założenia, że ludzie są istotami wolnymi w swych decyzjach (mimo
    pewnej podatności na wpływy) i są w stanie wybierać dobrze w morzu dóbr. Nie
    widzę też nic złego w korzystaniu z reklamy w robieniu zakupów, niezależnie od
    kalibru decyzji ekonomicznych (do produktów finansowych podchodzimy z reguły
    mniej emocjonalnie).. Wypróbowanie red bulla pod wpływem reklamy (pojawił się
    nowy napój – spróbuję czy mi smakuje) jest tak samo racjonalną decyzją jak
    sprawdzenie warunków kredytu danego banku zasłyszaną w tv (mają taki produkt
    finansowy jaki mnie interesuje – pójdę i sprawdzę).

    ps. Mumio oczywiście lubię, ale jedna z moich ulubionych reklam to taka z
    kolorowymi kulkami lecącymi po ulicy, jest taka...spokojna, kontemplacyjna
    wręcz...(chyba już nie leci w tv)
  • mader1 10.06.07, 13:23
    > Spróbuję napisać jak to widać z drugiej strony jako, że moja rodzina z reklamy
    > żyje, mój mąż jest copywriterem (a fe, brzydkie słowowink i pracuje w agencji
    > reklamowej (fuj, brzydkie słowo) i robi...te...tam...reklamy (bardzo, bardzo
    > brzydkie słowowink))

    Siłą rzeczy więc wiesz o środowisku reklamodawców ( fuj ! trudne słowo wink)))
    więcej. Wiesz także więcej o copywriterach i agencjach reklamowych niż my. Niż
    większość z nas. My tutaj piszemy o reklamobiorcach a także o większości
    reklam, które widzimy . W dodatku piszemy o swoich wrażeniach, bo nie oglądamy
    w dużej swojej części zbyt często TV. Nie analizujemy też reklam. Wiemy tylko
    jaki wpływa mają na nas, na znajomych - bez analiz,badań. Większość wniosków
    jest intuicyjna. Takie sobie gadanie smile

    > Reklama jest jednym z narzędzi rynku, a jednocześnie dziedziną rozpiętą od
    > kiczu, poprzez solidne rzemiosło, aż po sztukę. Prostych, ‘zwykłych’
    > ; reklam jest
    > najwięcej – i nie jest to wyłącznie spowodowane brakiem kreatywności twór
    > ców.


    Oglądając je wyrywkowo, od przypadku do przypadku ( te reklamy) nie wiemy o
    nich zbyt wiele. Wiemy to, co widzimy.
    Zapewne część opinii bierze się stąd, że reklamy są nam " wmuszane" bez naszej
    zgody. Stąd taki opór i niechęć wobec nich. Gdybyśmy wiedzieli, że reklamami
    przerywany jest jakiś okreslony film, jakiś określony program, że istnieje
    jakiś kanał, na którym się je ogląda, mielibyśmy do nich inne podejście wink)))
    Nie agencje reklamowe, a producenci w pogoni za zyskiem, przesadzili.
    Rzeczywiście u swoich dzieci, zapwene trochę negatywnie przez nas nastawionych
    do reklam, widzę dużo większy sceptycyzm ( bo klocki lego, które i tak lubią,
    nie fruwają i nie mają załączonego przyjaciela).

    Musisz być wobec nas trochę pobłażliwa Samborago. Mamy zdanie, które jest
    oparte na powierzchownych, krótkich ( jak reklama) informacjach smile No ale
    mówimy o naszych, konsumenckich odczuciach wink
    Ty zapewne wiesz więcej i masz pełniejszy obraz. Dlatego nie wycofuj się.
    Zapewne istnieją różne agencje, różni copywriterzy. Tak jak różne sklepy i
    różni sprzedawcy.
    Znam sprzedawcę, który tak długo mówił o nieprawidłowościach i działaniu
    nieetycznym w dużej, międzynarodowej firmie, że podziękowano mu wprawdzie za
    współpracę, ale dał wielu ludziom " do myślenia". Niektórzy na znak protestu,
    zwolnili się, pisząc wcześniej " nie pozwalam na takie praktyki wobec
    klientów". Był tej firmie potrzebny.
    Mam znajomą, która od paru tygodni pracuje w agencji reklamowej. Po wielu
    latach przerwy w aktywności zawodowej, jedynie ta agencja zaproponowałą jej
    godziwe warunki pracy i płacy. Opowiadała mi o tym, co robi. Na razie nie ma w
    tym nic niemoralnego. Pisała tekst dla produktu dobrego, potrzebnego, tekst był
    dowcipny. Jestem pewna, a znam ją 20 lat i jej wybory życiowe, za które drogo
    zapłaciła, że jeżeli zobaczy jakiś przekręt, odejdzie, ale zanim odejdzie - co
    ważne - POWIE,ŻE SIĘ NIE ZGADZA. I to dla wielu młodych ludzi może być ważne,
    może być to pierwsze takie doświadczenie.

    > Z powodu zawodu męża dużo o reklamach rozmawiamy, o reklamowej kuchni. Swego
    > czasu jeździliśmy razem na Krakfilm, chodziłąm na Noce Reklamożerców (oba to
    > festiwale twórców reklamy). Nie uwierzycie, ale są ludzie, którzy z własnej
    > nieprzymuszonej woli siedzą całą noc przed dużym (!!!) ekranem pełnym reklam,
    > nie przerywanych filmamiwink))

    Kiedyś, przypadkiem zresztą, oglądałam relację z tych wydarzeń i bardzo się
    zdziwiłam, jak dobre mogą być filmy reklamowe. Zauważyłam, że to, co oglądamy
    bywa nędzną popłuczyną tych etiud.
    Ale tak naprawdę to nie nasza wina.
    Ten produkt to mieszanka wyobrażeń o nas producentów i agencji reklamowych.

    Jakie reklamy Twój mąż teraz, z tych które moge obejrzeć, odbiera jako dobre ?
    trafione ? Ciekawe czy nasze spostrzeżenia pokrywają się ?


    --
    Bądź dobry - każdy, kogo spotkasz, prowadzi ciężki bój. J. Watson
    Wychowanie w wierze
  • a_weasley 10.06.07, 14:14
    mader1 napisała:

    > Nie analizujemy też reklam.

    Jak kto. Ja odruchowo przyglądam się reklamie pod kątem tego, na jakiej zasadzie
    ona ma działać.

    > Musisz być wobec nas trochę pobłażliwa Samborago.

    Samborago , ty taka mądra Samboraga, bądź pobłażliwa wobec nas maluczkich? Jeśli
    o mnie chodzi, to nie trzeba.
    Oczekuję natomiast rzetelności w dyskusji - nie tylko od Samboragi.

    > > Nie uwierzycie, ale są ludzie, którzy z własnej
    > > nieprzymuszonej woli siedzą całą noc przed dużym (!!!) ekranem pełnym
    > > reklam, nie przerywanych filmamiwink))

    Ich rude prawo. Ale oni tam przyszli oglądać reklamy i to jest istotna różnica w
    porównaniu z sytuacją człowieka zewsząd osaczanego takowymi. Mogę nie oglądać
    telewizji, ale nie mogę nie chodzić po ulicach. Reklamy "antykoncepcji po" można
    spotkać w toaletach, i to bynajmniej nie w lokalach, do których wstęp jest od
    lat 21 czy choćby 18...
    Tyle, że akurat w tym przypadku reklama spełnia jakieś minimum funkcji
    informacyjnej. Informuje, że produkt jest, jak działa i gdzie się można
    dowiedzieć więcej. Tak samo jak trailer filmu puszczony przed filmem, czasem
    zachęca, czasem zniechęca, ale mniej więcej człowiek widzi, jakiego to rodzaju
    jest produkt i czy można się rozsądnie spodziewać, że mi się spodoba. Natomiast
    większość reklam takiej funkcji nie spełnia, te wszystkie chrupki, czekolady,
    batoniki, perfumy itp...

    --
    Tam, gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli dużo.
    Wigilia w Norze
    Fanfikty potterowskie mrowie a mrowie
  • mader1 10.06.07, 14:27
    wobec nas maluczkich?

    e tam, zaraz maluczkich... nie mam kompleksów smile)))
    Po prostu możemy usłyszeć, jak to jest od drugiej strony. Na razie nie mam
    zamiaru najmować się do agencji reklamowej, żeby zobaczyć " jak to jest" wink)))
    --
    Bądź dobry - każdy, kogo spotkasz, prowadzi ciężki bój. J. Watson
    Wychowanie w wierze
  • samboraga 11.06.07, 12:08
    > Rzeczywiście u swoich dzieci, zapwene trochę negatywnie przez nas nastawionych
    > do reklam, widzę dużo większy sceptycyzm ( bo klocki lego, które i tak lubią,
    > nie fruwają i nie mają załączonego przyjaciela).

    ja dziecku powiedziałabym tak: producent klocków zrobił nowe klocki i o nich mówi
    w reklamie jest przyjaciel, bo pokazują jak można bawić się z innymi dziećmi -
    chcesz, zaprosimy Jasia z przedszkola, pobawicie się (tu można dodać coś
    pouczającego o ładnej zabawie jak na filmiewink
    klocki nie fruwają tak jak na reklamie, bo to taka zabawa, taki żart jak w cyrku
    pan nie oszukuje, że nie wyczarował królika z kapelusza tylko pokazuje sztuczkę

    uczyłabym dziecko odczytywać konwencję reklamy
    bo to tylko konwencja
    jak w kinie albo w dobranocce
    jeśli kupię dziecku pluszowego Kubusia Puchatka to ono się nie dziwi, że że
    pluszak nie mówi i nie macha łapkami, a jeśli się dziwię to wyjaśniam czym jest film

    tam gdzie jest oszustwo mówię, że jest oszustwo
    oszustwo w reklamie, oszustwo producentów
    przed Bożym narodzeniem syn chciał napisać list do św. Mikołaja z prośbą o
    prezent dla brata (brat wtedy 10 mieś.), zobaczył rekloamę
    stoidełka-zabawiadełka (taki stoliczek z kolorowymi przyciskami, melodyjkami, no
    wodotrysk po prostu i wyciąganie pieniędzy od rodziców) i chciał dla brata -
    rozmawialiśmy o tym dlaczego nie napiszemy o tym mikołajowismile

    sceptycyzm dziecka...mój syn wziął kiedyś (jako przedszkolak) udział w promcji
    napoju, można było wygrać fajne gadżety (koszulka, plecak), pozwoliliśmy, bo z
    ilości nagród wynikało, że jest szansa, że faktycznie jest to szeroka promocja
    dwa razy dostał list z dołaczoną nagrodą pociezenia, że niestety, raz dołączona
    była bandana (faną, nosił ją nawet ), drugi raz jakiś bzdurny gadżet...
    no, ktoś kto ukłądał promocję nie pomyślał, że do dzieci tak nie można (może też
    myślał, że dziecko głuptas się nabierzewink, że jak już drugi raz jest podobna
    promocja, w dodatku z danymi teleadresowymi, to należy obdarować kolejną grupę
    konsumentów
    stwierdził że producent był nie fair
    przestawiał się...sam...na inne soczki...konkurencji...
    mimo taty w reklamiewink))
  • mader1 11.06.07, 15:22
    > ja dziecku powiedziałabym tak: producent klocków zrobił nowe klocki i o nich

    > wi
    > w reklamie jest przyjaciel, bo pokazują jak można bawić się z innymi dziećmi -
    > chcesz, zaprosimy Jasia z przedszkola, pobawicie się (tu można dodać coś
    > pouczającego o ładnej zabawie jak na filmiewink

    Radzę sobie z rozmawianiem dziećmi o reklamie wink
    Czyli jednak do klocków lego załączyłabyś zabawę z przyjacielem w jednym
    pakiecie ? wink))))( żart)

    Tak, starsze dzieci wiedzą, ze to konwencja. Młodszy, według psychologów
    rozwojowych od niedawna dopiero powinien wiedzieć, bo wszystkie dobranocki,
    filmy ( w tym reklamowe)do pewnego wieku dzieci biorą serio.Albo był
    przedwcześnie rozwinięty, albo udawał wink)))
    Tak, ja im to tłumaczę.
    To jest na poziomie rozumu.
    Na poziomie emocji - jak myślisz, którą zabawkę wybierze dziecko, które nie
    może znaleźć przyjaciela: tę pokazaną " normalnie", chcoćby obruconą dookoła z
    wymienionymi funkcjami czy tę , którą bawią się przyjaciele na ekranie ?
    Ono trochę chce kupić tę zabawę, nie tę zabawkę.Zupełnie nieświadomie.
    Zabawa mogłaby się odbyć bez zabawki, ale jeżeli dziecko nie ma tłumaczącego
    rodzica,siedzi bezbronne przed telewizorem, z czasem może być przekonane, że
    bez tych wszystkich zabawek- przedmiotów nie może być zabawy.
    Dostaje zabawkę - przeżywa rozczarowanie, bo ona nie łączy się ani z
    przyjacielem, ani ze wspólną z nim zabawą. PRzyjaciela zaprasza się niezależnie
    od kupna zabawki.
    Nie dostaje zabawki , ale rodzic tłumaczy mu dlaczego nie wszystkie je może
    mieć smile Przyjaciel i tak się pojawia, jest zaproszony i świetnie się bawią.
    Ale jest jeszcze trzecia sytuacja. Rodzic, nie dość dobrze zarabiający, mruczy
    wściekły : "Nie stać mnie na to" - bo ma poczucie winy. Dziecko siedzi przed
    telewizorem i myśli sobie " Tak, gdzieś tam są dzieci, które mają piękne
    zabawki, mają przyjaciół. Ich mamy wchodzą do domu i gruchają jajeczkiem z
    niespodzianką, uśmiechając się. A ja ? Ja żyję w tej gorszej, ponurej części
    świata.
    Oczywiście można mieć i zabawkę i przyjaciela i kochających rodziców i może być
    nas stać na coraz to więcej smile
    Myślę, ze rozmowa wcześniej była dość ogólna, bo tak naprawdę większość
    forumowych rodziców potrafi dać sobie radę z reklamami.
    Niektórzy są jednak tym już znużeni, bo reklamy pojawiają się nie wiadomo
    kiedy. Nie lubią tracić czasu.
    --
    Bądź dobry - każdy, kogo spotkasz, prowadzi ciężki bój. J. Watson
    Wychowanie w wierze
  • samboraga 11.06.07, 19:51
    > Radzę sobie z rozmawianiem dziećmi o reklamie wink

    nie wątpięsmile

    > Na poziomie emocji - jak myślisz, którą zabawkę wybierze dziecko, które nie
    > może znaleźć przyjaciela: tę pokazaną " normalnie", chcoćby obruconą dookoła z
    > wymienionymi funkcjami czy tę , którą bawią się przyjaciele na ekranie ?

    myślę, że tworzysz problem
    dzieci biorą na serio, że śmigiełko lata
    jeżi dziecko ma problem emocjonalny, a oni tak interpretują tę reklamę i
    przyjaciela, to ta reklama może dać im ważną wskazówkę

    w sklepie dziecko zapewne wskaże zabawkę reklamowaną, ale to nie znaczy, że
    rodzic ma ją kupić, a czy zrobi awanturę to zależy od jego temperamentu
    moje dziecko dostawało i lego, i cobi (nie wiem czy jest reklamowane, jak jest
    to nie widział)

    > Ale jest jeszcze trzecia sytuacja. Rodzic, nie dość dobrze zarabiający, mruczy
    > wściekły : "Nie stać mnie na to" - bo ma poczucie winy. Dziecko siedzi przed
    > telewizorem i myśli sobie " Tak, gdzieś tam są dzieci, które mają piękne
    > zabawki, mają przyjaciół. Ich mamy wchodzą do domu i gruchają jajeczkiem z
    > niespodzianką, uśmiechając się. A ja ? Ja żyję w tej gorszej, ponurej części

    nie uważasz, że to argument demagogiczny?
    idąc tym tropem - czy to fair, że rano jedne dzieci, z tego samego podwórka,
    budynku, idą na prawo, a inne na lewo? jednej do szkoły publicznej, drugie do
    państwowej? czy to fair, że takie szkoły istnieją? bo na podwórku dzieci to też
    widzą...
  • a_weasley 11.06.07, 20:52
    samboraga napisała:

    > jeżi dziecko ma problem emocjonalny, a oni tak interpretują tę reklamę i
    > przyjaciela, to ta reklama może dać im ważną wskazówkę

    Daje, daje. Bardzo prostą. Kto ma lepsze zabawki, ten ma więcej przyjaciół.
    Co jest prawdą i fałszem. Kolegów, którzy chcą się z nim bawić, znajdzie zapewne
    więcej... Ten mechanizm działał również za Gierka, ale im większa zamożność i
    rozpiętość dochodów, im - dzięki przejściu od cywilizacji słowa do cywilizacji
    obrazu - mniejsza wyobraźnia dzieci, tym on działa skuteczniej.
    Dziecko to idealny konsument. Łatwiej do niego trafić niż do rodziców. A zdanie
    dziecka się liczy. I to nie tylko w przypadku zabawek. Spytaj męża, jaki procent
    ojców chłopców z późnej podstawówki konsultuje z nimi wybór samochodu, a jaki -
    komputera.

    --
    Tam, gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli dużo.
    Wigilia w Norze
    Fanfikty potterowskie mrowie a mrowie
  • mader1 11.06.07, 21:16
    > nie uważasz, że to argument demagogiczny?

    a dlaczego uważasz, że demagogiczny ??? Dlatego, że mnie stać na reklamowaną
    zabawkę i nie mam tego problemu? Wyobraź sobie, że znam co najmniej jedną
    rodzinę - jedna narzuca mi się wprost na myśl - gdzie dokładnie tak jest.
    Parę co najmniej rodzin, gdzie presja na kupienie zabawki jest tak duża, że
    rodzice w bardzo trudnej sytuacji finansowej starają się na tę zabawkę odłożyć
    pieniądze. I nie chodzi o to, że ja uważam to za słuszne, że ja uważam, że ci
    rodzice są mądrzy. Tak to działa.
    Nie chodzi mi o to, że są bogaci i biedni. Że są zadbani i zaniedbani.Że
    reklama to tworzy. Chodzi o to, że tę gorycz,niewiedzę, kompleksy, problemy
    reklama stara się na poziomie podświadomości wykorzystać do skutecznosci czyli
    sprzedaży.
    Porównanie ze szkołą do mnie nie trafia.
    --
    Bądź dobry - każdy, kogo spotkasz, prowadzi ciężki bój. J. Watson
    Wychowanie w wierze
  • mader1 11.06.07, 21:43
    > myślę, że tworzysz problem

    to oczywiście jest możliwe smile))) Tworzę ich całe mnóstwo smile)))
    --
    Bądź dobry - każdy, kogo spotkasz, prowadzi ciężki bój. J. Watson
    Wychowanie w wierze
  • isma 12.06.07, 09:50
    samboraga napisała:

    > >
    > ps. Mumio oczywiście lubię,

    Nie lubie - no, ale ja nie mam poczucia humoru.

    ale jedna z moich ulubionych reklam to taka z
    > kolorowymi kulkami lecącymi po ulicy, jest taka...spokojna, kontemplacyjna
    > wręcz...(chyba już nie leci w tv)

    Ooo, tak. W Krakowie w pewnym sklepie leciala na okraglo w wystawionym w
    witrynie odbiorniku TV...

    --
    Is.
  • samboraga 09.06.07, 11:43
    >po taki obraz sięgną reklamiarze
    >jeśli już te głupiutkie obrazki
    >muszą się pokazywać - to niech chociaż będzie z tego jakiś społeczny pożytek.

    Powyżej to fragment z postu Minerwy, nie wiem jakie są powody potraktowania tego
    zawodu z taką ironią-lekceważeniem-pogardą w zacytowanym poście, ale prawdą
    jest, żę jest to postawa bardzo częsta. Do tego zwykle większość osób próbuje
    mniej lub bardziej udowodnić, że reklama jest be, a on/ona podatny nie był, nie
    jest i nie będzie. A jeśli coś już się spodoba to zawsze jest mówione z
    asekuracją ‘wiem, że chodzi o sprzedaż’, ‘wiem, że chodzi o manipulację’, ‘wiem,
    że chodzi o takie ciepłe skojarzenia’...

    W gospodarce niedoboru byli spekulanci i badylarze, w gospodarce nadmiaru są
    reklamiarze... Może każdy czas potrzebuje mieć swego kozła ofiarnego?

    Z pożytecznych rzeczy reklamy – te same agencje reklamowe, które napędzają
    sprzedaż, przygotowują tez profesjonalne kampanie społeczne o zupie, która była
    za słona, o Wojtku po drugiej stronie monitora itd. Itp.
    Jeżeli ta sama machina działa w ‘dobrej’ sprawie – to już jest dobrze? Poza tym
    - mechanizmów, z których korzysta reklama nie wymyślono w XX wieku... Częśc z
    tych mechanizmów wykorzystywana jest w również ewangelizacji...

    I tu moje pytanie – czy chrześcijaństwo i praca w reklamie wykluczają się,
    Waszym zdaniem? Wiem, że był (jest) wątek o chrześcijaninie w pracy, ale to
    szerokie pojęcie, a tu jest konkretny przykład...
  • otryt 09.06.07, 12:10
    samboraga napisała:

    >I tu moje pytanie – czy chrześcijaństwo i praca w reklamie wykluczają się
    >Waszym zdaniem?

    Nie sformułowałbym tego aż tak ostro. Moim zdaniem w reklamie jest dużo
    kłamstwa i manipulacji. Przykłady młodych, pięknych i wysportowanych ludzi w
    reklamie papierosów. To ewidentne kłamstwo. Papierosy niszczą zdrowie i urodę,
    przedwcześnie zabierają młodość. Łódka Bolls - chamska manipulacja, omijająca
    zakaz reklamy wódki. Bywają oczywiście reklamy społeczne, które lubię. Stanowią
    one jednak margines. Na przykład taki, gdzie obrzydliwa smoła z papierosów
    zalewała płuca. Przykładem hipokryzji reklamiarzy są reklamy przed dobranocką w
    dniu wigilii, że idą na potrzeby dzieci. Jakby policzyć, to nawet jeden promil
    ich zysków nie będzie dla tych dzieci. A reklamują tę akcję przez cały
    grudzień. Gdy dajesz jałmużnę, niech lewa ręka nie wie, co czyni prawa.

    Cieszę się, że to akurat Ty Samborago jesteś z tej branży. Zdążyłem Ciebie już
    wcześniej polubić, więc nie są oni chyba aż tak straszni. Pozwolisz jednak, że
    zadam Ci trochę trudnych pytań? Nie ma to, jak rozmowa z fachowcem.
  • samboraga 09.06.07, 15:09
    Otrycie, uściślenie - to nie ja pracuję w reklamie, ale mój mąż
    ale oczywiście możemy porozmawiać, po to włączyłam się do dyskusji - na ile dam
    radę to odpowiem

    >Przykładem hipokryzji reklamiarzy są reklamy przed dobranocką

    mówisz - 'reklamiarzy' czyli kogo? powtórzylam to słowo za Minerwą ale
    przyznaję, że uważam je za bardzo pogardliwe, nie wiem czy ktokolwiek by chciał,
    aby w tym duchu nazywany był jego zawód...
    wracając do pytania - kogo byś obarczył winą za te działania w reklamie, które
    Ci się nie podobają?
  • otryt 10.06.07, 16:21
    >>Przykładem hipokryzji reklamiarzy są reklamy przed dobranocką
    >
    >mówisz - 'reklamiarzy' czyli kogo? powtórzylam to słowo za Minerwą ale
    >przyznaję, że uważam je za bardzo pogardliwe,

    Przyznam Samborago, że nigdy w życiu nie użyłem wcześniej słowa reklamiarz. A w
    tekście Minerwy przeleciał przez moją świadomość jako całkowicie neutralne
    określenie zawodu. "Reklamiarza" w tytule Twojego wątku kupiłem w dobrej
    wierze. Dlatego poprawiam się i swojemu zdaniu nadaję postać:

    "Przykładem hipokryzji ludzi pracujących w reklamie są reklamy przed
    dobranocką"

    Pozdrawiamsmile
  • samboraga 10.06.07, 17:38
    > tekście Minerwy przeleciał przez moją świadomość jako całkowicie neutralne
    > określenie zawodu.

    A to mnie zdziwiłeś, naprawdę. Bo ja z kolei odbierałam ‘reklamiarza’ jako wyraz
    z konotacjami negatywnymi od zawsze, jeszcze przed poznaniem mojego męża, stąd
    wychodziłam z założenia, że tak po prostu jest...
    Otrycie, jeśli chodzi o pytania to czekam (jeśli się nie rozmyśliłeś?).


  • minerwamcg 09.06.07, 19:49
    samboraga napisała:
    > Powyżej to fragment z postu Minerwy, nie wiem jakie są powody potraktowania
    tego zawodu z taką ironią-lekceważeniem-pogardą w zacytowanym poście

    Odpowiem na to pytanie natychmiast, jak się dowiem, skąd taki wyrywkowo-
    stronniczo-piętnujący stosunek do mojej wypowiedzi.

    > ale prawdą jest, żę jest to postawa bardzo częsta

    Owszem, owszem... Miałam się okazję nieraz o tym przekonać.
  • samboraga 09.06.07, 21:00
    > > ale prawdą jest, żę jest to postawa bardzo częsta
    >
    > Owszem, owszem... Miałam się okazję nieraz o tym przekonać.

    zaraz, zaraz…to zgadzasz się, że to postawa b. częsta, a pytasz jaka postawa???

    a więc małą analiza stylistyczna: reklamiarz jest słowem samym w sobie
    nacechowanym negatywnie, nie potrzebuje kontekstu, określenie’ ‘głupiutkie
    filmiki’ również
    czy mamy różne wyczucie stylu?
  • minerwamcg 09.06.07, 21:45
    Ad 1. Przepraszam, użyłam Twojego tekstu do skomentowania sytuacji nie opisanej
    przez Ciebie, tylko tej, w której się znalazłam.

    Ad 2. Niestety. Mnie słowo "copywriter" bez cudzysłowu przez klawiaturę nie
    przejdzie. Reklamiarz jest takim samym dobrym słowem, jak kiedyś było "kiniarz"
    na określenie filmowca. Potoczne, oddaje sedno sprawy, a przede wszystkim jest
    polskie i utworzone zgodnie z polskimi zasadami słowotwórstwa przyjętymi dla
    tworzenia nazw zawodów.

    Ad 3. Przypomina mi się stary kawał. Stary Żyd w kiosku sprzedaje gazety.
    Klient przegląda tytuły i zdziwiony pyta:
    - Panie, jak to jest możliwe, że pan, Żyd, sprzedaje taką antysemicką gazetę?!
    - Proszę pana. Ta gazeta kosztuje dwadzieścia groszy. A jak ja z tych
    dwudziestu groszy mam pięć, to dla mnie to już takie antysemickie nie jest...

    Nie mogę dyskutować o poziomie intelektualnym reklam i o kreowanej przez nie
    wizji świata z kimś, kogo bliski człowiek w tym biznesie siedzi... Rozmowa na
    wysokim poziomie abstrakcji chcąc nie chcąc stanie się rozmową o Twoim mężu,
    którego ani znam, ani wiem, czemu robi to co robi, ani co konkretnie w
    dziedzinie reklamy zrobił. Do człowieka, z pewnością bardzo sympatycznego, nie
    mam nic a nic - a zaraz okaże się, że go obrażam!
    Kilka dni temu właśnie zrezygnowałam z propozycji zostania "reklamiarką". Są w
    reklamie rzeczy i sprawy, do których nie chcę przykładać ręki. Nie mam pojęcia,
    jaki jest do tych rzeczy i spraw stosunek Twojego męża - ale kiedy napiszę, co
    mam reklamie za złe i dlaczego nie mam zamiaru w tym brać udziału, okaże się,
    że go oskarżam.... I tak dalej. No więc nie.
    --
    Osoby mrowie a mrowie
  • samboraga 09.06.07, 22:12
    dziękuję za wykładwink
    Minerwo - w postach przed moim pojawieniem się napisałaś co napisałaś, ja
    zrozumiałam co zrozumiałam...
    rzeczywiście wystarczysmile

    i na koniec - pierwszy raz na tym forum spotykam się z zarzutem, że rozmowa nie
    zejdzie na konkretne doświadczenie życiowe czy zawodowe...tak jest trudniej?
    abstrakt łatwiejszy?

    ps. copywriter - po polsku pisarz reklamowy, ale tak też nikt nie mówi (jeśli
    stykasz się 'z tą branżą' to powinnaś wiedzieć doskonale, że określenia
    'reklamiarz' nikt tam nie używa, jest uważane za obelżywe, podobnie jak inne z
    tego rejestru językowego: geszefciarz, tapeciarz)
  • minerwamcg 09.06.07, 22:58
    jest uważane za obelżywe, podobnie jak inne z
    > tego rejestru językowego: geszefciarz, tapeciarz)

    A także murarz, drukarz, aptekarz i kuśnierz. Straszliwe obelgi po prostu.
    A propos, co jest hańbiącego w kładzeniu tapet?
    --
    Osoby mrowie a mrowie
  • samboraga 09.06.07, 23:17
    > A propos, co jest hańbiącego w kładzeniu tapet?

    nic
    dzwonisz do faceta i mówisz 'czy tapeciarz? bo mam mieszkanie do remontu'

    ja mówię 'mam mieszkanie do wytapetowania' albo 'potrzebuję wytapetować
    mieszkanie' czy jakoś tak, omijam, natomiast do znajmych jak najbardziej mówię
    formą potoczną: 'wiesz, mam fajnego tapeciarza, jak będziecie robić remont to
    dam wam namiary'
    są zawody, które nie mają dobrych nazw po polsku - tak jest w przypadku twórców
    reklamy (zwykle tak się określa w prasie branżowej) - i NIE jest to dobrze, a
    nazwy anglojęzyczne są z braku przyjętej terminologii polskojęycznej, a nie
    dlatego, że ktoś tak lubi
  • minerwamcg 09.06.07, 23:20
    > i na koniec - pierwszy raz na tym forum spotykam się z zarzutem, że rozmowa
    > nie zejdzie na konkretne doświadczenie życiowe czy zawodowe...tak jest
    > trudniej? Abstrakt łatwiejszy?

    Nie. Ale chcę dyskutować z argumentami merytorycznymi, a nie czyjąś urażoną
    ambicją i - z konieczności - zbyt osobistym stosunkiem do problemu.
    --
    Osoby mrowie a mrowie
  • samboraga 09.06.07, 23:42
    > Nie. Ale chcę dyskutować z argumentami merytorycznymi, a nie czyjąś urażoną
    > ambicją i - z konieczności - zbyt osobistym stosunkiem do problemu.

    no masz, a co by było jakbym była żoną pastorawink z forum by mnie wyrzucili za
    wstawki osobiste o wychowaniu w wierzewink))
  • minerwamcg 09.06.07, 23:46
    Nie pamiętam, czy zdarzyło nam się na tym forum dyskutować o pastorach w ogóle,
    o ich pracy i kwalifikacjach moralno-duszpasterskich. A poza tym dlaczego "z
    forum by mnie wyrzucili"??? Czy moje jakże szczegółowo umotywowane uchylenie
    się od dyskusji odbierasz jako próbę wyrzucenia Cię z forum?
    --
    Osoby mrowie a mrowie
  • samboraga 09.06.07, 23:54
    A poza tym dlaczego "z
    > forum by mnie wyrzucili"???

    ...gdyby wszyscy przyjmowali takie kryteria jak Ty standardów rozmowy: kiedy
    można rozmawiać dzieląc się doświadczeniem osobistym, a kiedy nie
    ale jakoś do tej pory udawało mi się rozmawiać, często dość osobiściesmile

    pozdrowienia i dobranoc, muszę już skończyć
  • minerwamcg 10.06.07, 00:09
    > ...gdyby wszyscy przyjmowali takie kryteria jak Ty standardów rozmowy: kiedy
    > można rozmawiać dzieląc się doświadczeniem osobistym, a kiedy nie

    I znowu ustawianie sobie przeciwnika i dyskutowanie ze swoimi wyobrażeniami o
    tym, co ktoś powiedział, zamiast z tym, co powiedział rzeczywiście. To są
    bardzo nieuczciwe chwyty erystyczne i na tym poziomie rzeczywiście nie widzę
    powodu do rozmowy.
    --
    Osoby mrowie a mrowie
  • a_weasley 09.06.07, 23:32
    samboraga napisała:

    > zejdzie na konkretne doświadczenie życiowe czy zawodowe...tak jest trudniej?
    > abstrakt łatwiejszy?

    Sądząc po Twoich reakcjach, to tak. Nie rozmawiamy bowiem o konkretnym
    pracowniku danej branży, tylko o tym, jak działa na ludzi produkt generowany
    przez daną branżę.
    Każdy z nas ma swoje doświadczenia ze służbą zdrowia, szkolnictwem publicznym,
    policją, ochroniarzami, strażnikami miejskimi, klerem różnych szczebli. I
    zapewne wielu z nas ma wśród swoich krewnych i przyjaciół przedstawicieli tych
    branż, oczywiście ludzi nieposzlakowanie uczciwych i ofiarnych, którzy dają z
    siebie wszystko i tylko zastanawiam się, dlaczego te branże działają tak, jak
    działają, skoro nikt nie zna skorumpowanych lekarzy, leniwych nauczycieli,
    chamskich policjantów, ochroniarzy stanowiących skrzyżowanie pachołka z menelem,
    ograniczonych księży. Gdyby każdy komentarz na temat zawodu lub instytucji
    wywoływał takie reakcje, można by zamknąć forum.

    > ps. copywriter - po polsku pisarz reklamowy, ale tak też nikt nie mówi

    Słusznie, bo to za długie, a "haślarz" się nie przyjął. Może szkoda.

    > stykasz się 'z tą branżą' to powinnaś wiedzieć doskonale, że określenia
    > 'reklamiarz' nikt tam nie używa, jest uważane za obelżywe,

    A nam co do tego? Jak dla mnie mogą się między sobą tytułować artystami
    informacji perswazyjnej.
    Swoją drogą ów nieszczęsny writer to nie jest, OIR, to samo, co reklamiarz, lecz
    jedno z wielu zajęć w branży. Reklamiarz to może być równie dobrze psycholog,
    który kombinuje, co zrobić, żeby klient kupił produkt przekonany, że nie ulega
    wpływowi reklamy. Filmowiec, który filmuje ciasny samochód tak, żeby się wydawał
    bardzo przestronny (w literaturze przedmiotu na pewno znajdziesz informacje o
    tym, jak w tej dziedzinie kombinowano przy sprzedawaniu volkswagenów w USA).
    Prawnik, który starannie układa folder reklamowy tak, żeby wmówić klientowi co
    trzeba, a żeby nie można było zarzucić wprowadzenia w błąd. Charakteryzator,
    który podmalowuje starszą panią tak, żeby wyglądała na 70+ lat, a bez przykrych
    skojarzeń związanych z tym wiekiem. Socjolog, który bada, jak to wszystko działa
    w praktyce. Elektronik kombinujący, jak by tu oszukać funkcję przeskakiwania
    reklam w sprzęcie wideo.
    Zestawienie jest oczywiście tendencyjne, ale faktem jest, że w reklamie pracuje
    mnóstwo ludzi różnych zawodów i wszyscy oni są niewątpliwie reklamiarzami, choć
    nie trudnią się wymyślaniem haseł reklamowych.
    A to, jak się odbiera słowo określające zawód, jest funkcją prestiżu tego
    zawodu. Li i jedynie. Dlatego kiedy, skoro już wspominasz o Polsce Ludowej,
    stróża zamianowano dozorcą, w krótkim czasie okazało się, że i dozorca ma
    niewłaściwy wydźwięk - wtedy stał się gospodarzem domu.

    --
    Tam, gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli dużo.
    Wigilia w Norze
    Fanfikty potterowskie mrowie a mrowie
  • a_weasley 09.06.07, 23:13
    samboraga napisała:

    > >po taki obraz sięgną reklamiarze
    > >jeśli już te głupiutkie obrazki
    > >muszą się pokazywać - to niech chociaż będzie z tego jakiś społeczny pożyt
    > ek.
    >
    > nie wiem jakie są powody potraktowania tego
    > zawodu z taką ironią-lekceważeniem-pogardą w zacytowanym poście,

    Ironii, lekceważenia i pogardy dla zawodu ogólnie nie zaobserwowałem, a użyty
    rzeczownik jest takim samym kolokwializmem jak szofer.
    Za to, że ten zawód jest mało prestiżowy, niech Twój mąż podziękuje kolegom z
    branży. Przykładów ich osiągnięć, wobec których określenie "głupiutkie filmiki"
    jest bardzo oględne, każdy jest w stanie przytoczyć wiele.

    > że chodzi o takie ciepłe skojarzenia’...

    Dobrze, jak o ciepłe, a nie o, nazwijmy to, gorące. O sugerowanie, na przykład,
    że stan posiadania - powiedzmy klasa samochodu - jest funkcją atrakcyjności
    społecznej i seksualnej.
    Takie zabiegi są nie tylko nieuczciwe, ale szkodliwe społecznie. Zwłaszcza jeśli
    trafiają do dzieci.

    > przygotowują tez profesjonalne kampanie społeczne o zupie, która była
    > za słona,

    Klasyczny przykład moralności Kalego - negatywny stereotyp płci jest be, jeśli
    dotyczy kobiet, a cacy, jeśli dotyczy mężczyzn.

    > I tu moje pytanie – czy chrześcijaństwo i praca w reklamie wykluczają się

    Tak samo jak nie wyklucza się chrześcijaństwo i praca fordanserki albo
    ochroniarza: samo z siebie nie, ale są zawody, w których zachować
    uczciwość/przyzwoitość jest dużo trudniej.

    --
    Tam, gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli dużo.
    Wigilia w Norze
    Fanfikty potterowskie mrowie a mrowie
  • samboraga 09.06.07, 23:45
    Drogi Weasleyu, ponieważ Twoja żona odmawia rozmowy ze mną z powodu...mojego
    męża, to pozwolisz, że nie wdając się w szczegóły decyzji, odmówię rozmowy z
    Tobą. Pozdrawiam.

    ps. nie zdążyłam tego napisać przed Twoim drugim postem
  • a_weasley 10.06.07, 00:12
    samboraga napisała:

    > Drogi Weasleyu, ponieważ Twoja żona odmawia rozmowy ze mną z powodu...mojego
    > męża, to pozwolisz, że nie wdając się w szczegóły decyzji, odmówię rozmowy z
    > Tobą.

    Masz takie samo prawo odmówić rozmowy choćby bez podania przyczyn, jak ja uznać
    takie zachowanie, zwłaszcza w zestawieniu z kontynuowaniem rozmowy z Minerwą, za
    niepoważne i oświadczam, że z prawa tego korzystam.
    Jak dla mnie, możesz nie odpowiadać, ja to piszę, bo dyskusja jest publiczna i
    nie tylko do Ciebie mówię.
    W sprawach słów mojej żony odsyłam do tejże (J 9:21). Zaznaczam wszelako - a
    czynię to nie w jej imieniu, lecz na podstawie swojej znajomości alfabetu - że
    wedle mnie napisała jedynie, iż nie odpowiada jej dyskutowanie o problemie
    ogólnym przez pryzmat czyichś powiązań rodzinnych. Nie z powodu Twojego męża,
    lecz z powodu Twoich i tylko Twoich słów, wedle których rozmową o ogólnym
    zjawisku poczułaś się urażona z tej racji, że Twój mąż jest tego zjawiska
    współtwórcą (co do danej rozmowy nic nie wnosi).
    Nikt nie twierdził, że wszyscy reklamiarze są wredni i nieuczciwi. Ba, nikt nie
    twierdził, że reklama jako zjawisko jest taka czy siaka. Natomiast zjawisko
    reklamy nieuczciwej istniało, istnieje i istnieć będzie. Pół świata kombinuje,
    jak by je ograniczyć, przed czym z kolei branża się broni. Dotyczy to też prób
    ograniczenia wszechobecności reklamy. Manipulacja od dawna odgrywa tu większą
    rolę niż informacja i też doskonale o tym wiadomo, i z punktu interesów
    konsumenta jest to rzecz zła, bo nakłania go do kupowania produktu nie lepszego,
    lecz skuteczniej wciskanego.
    Może bym i był mniej cięty na reklamę, gdyby centrum mojego miasta nie wyglądało
    obecnie jak składnica plakatów reklamowych zasłaniających często całe fasady domów.

    --
    Tam, gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli dużo.
    Wigilia w Norze
    Fanfikty potterowskie mrowie a mrowie
  • mader1 10.06.07, 21:27
    > Powyżej to fragment z postu Minerwy, nie wiem jakie są powody potraktowania
    teg
    > o
    > zawodu z taką ironią-lekceważeniem-pogardą w zacytowanym poście, ale prawdą
    > jest, żę jest to postawa bardzo częsta.

    Myślę, że Minerwa ( przepraszam, że interpretuję to po swojemu, ale jako osoba
    nie zaangażowana emocjonalnie, może odbieram to bardziej obiektywnie) użyła tu
    tego zwrotu dostosowując się do powierzchownego i żartobliwego tonu całej
    dyskusji. Siłą rzeczy nie mogliśmy rozmawiać o reklamach poważnie i głeboko,
    skoro się im nie przypatrujemy. Wszyscy sobie żartowaliśmy.
    Nie słyszałam określenia reklamiarze, ale myślę, że pisze prawdę , że nie
    chciała nikogo urazić.
    Copywriter jest przecież tylko częścią machiny reklamowej ( jak uświadomiła
    mnie znajoma) , a ona chciała jakimś krótkim nienapuszony słowem okręslić tych
    wszystkich reklamodawców ?, producentów ? , sprzedawców reklam ?itd, itp.
    Nie jest też źle, że nie chce z Tobą, z powodu Twojego męża rozmawiać o swoich
    przemyśleniach. Obawia się, że jakieś ogólne, powierzchowne spostrzeżenia
    odbierzesz do siebie, do sytuacji Twojego męża.
    Spostrzeżenia są takie jakie są, trudno bez argumentów i wnikliwego
    przypatrzenia się branży, konkretnej agencji, konkretnego copywritera je
    zmienić, zeby było uczciwie.
    Robi to z szacunku dla Ciebie.

    Ale napisz coś o tej pracy smile Będziemy wtedy dyskutować.

    Do tego zwykle większość osób próbuje
    > mniej lub bardziej udowodnić, że reklama jest be, a on/ona podatny nie był,
    nie
    > jest i nie będzie. A jeśli coś już się spodoba to zawsze jest mówione z
    > asekuracją ‘wiem, że chodzi o sprzedaż’, ‘wiem, że chodzi o m
    > anipulację’, ‘wiem,
    > że chodzi o takie ciepłe skojarzenia’...

    A coś w tym jest. Ja czasem kupuję coś reklamowanego. Czasem tak jestem
    wściekła za reklamę, że specjalnie tego produktu, choć w innych okolicznościach
    tak bym nie zrobiła, nie kupuję.
    Natomiast moja mama, która wiele rzeczy reklamowanych kupuje właśnie z powodu
    reklamy ( nawet mi opowiada o jakiś świetnych reklamach) smile))) twierdzi, ze jej
    wybory są niezależne.
    Kiedyś nawet kupowała swojemu męzowi,dziadkowi " werter's originals" czy jak
    tam, żeby dawał swoim wnuczkom , jak ten w reklamie sad((( Jakby to coś mogło
    naprawić... sad
    --
    Bądź dobry - każdy, kogo spotkasz, prowadzi ciężki bój. J. Watson
    Wychowanie w wierze
  • kulinka3 09.06.07, 16:39
    Samboraga napisala:

    Mój mąz miał już przypadek, gdy brand menadżer (osoba
    odpowiedzialna za produkt) dużej firmy nie zgodził się ze...słownikiem
    ortograficznym i reklama poszłą z błędem w odmianie deklinacyjnej, ‘bo przecież
    ludzie tak mówią’... Innym razem menadżer firmy kurierskiej odrzucił projekt
    męża, zabawny, dowcipny, bo….przecież gołębie nie mówią (w projekcie były m.
    in. rozmawiające gołębie pocztowe). Ręce opadają...

    Dokładnie.
    Nie jeden raz czytałam w "Pressie" wywiady z twórcami reklam,które odniosły
    jakiś tam sukces.Na pytanie dlaczego dobrych reklam jest tak mało, odpowiadali,
    że to wypadkowa ich pracy i przede wszystkim decyzji prezesawink)) firmy, która
    reklamę zamawia.Często zabawne, dobre, fajne reklamy nie znajdują poklasku, bo
    prezes ma swoją wizję np.ze skąpą ubraną nastolatką lub z odpowiednim tekstem,
    który wydaje mu się być zabawny.Szkoda,że często tylko jemu.
    Z drugiej strony po niejednej akcji z oprotestowaniem reklam moje znajome miały
    wrażenie,że osoby odpowiedzialne przyjmujące te skargi kompletnie nie rozumiały
    dlaczego ludzie się oburzają.Dobra reklama to ta, obok której nie można przejść
    obojętnie, która nas na moment zatrzyma, a więc wszystko zadziałało wg reguł.
    Mam często wrażenie,że goła baba sprzeda wszystko od mebla po bieliznę.Mnie to
    już przestało dziwić, ale jak wytłumaczyć to dzieciom,które wychowujemy?
  • zuzanna56 09.06.07, 22:02
    Możesz napisać parę słów o szkoleniu z profilaktyki uzależnień. Kto je
    prowadzi? Dzięki.
  • mamalgosia 10.06.07, 10:19
    Ale to już było jakiś kilka lat temu, ciężko mi powiedzieć, a dyplomu nie mam,
    bo można go było otrzymać dopiero po przeprowadzeniu programu 10 kroków, a mi
    dyrektorka nie pozwoliła. Było to w Łodzi, trwało 5 dni, ogólnie bardzo, bardzo
    fajne. Jesli Ci zależy, to mogę pogrzebać u mojej mamy, tam mam jeszcze całą
    masę materiałów z tego szkolenia, na pewno będą jakieś adresy
    --
    "mmmmm..."
  • zuzanna56 12.06.07, 20:56
    To nic, nie szukaj. Ciekawa byłam czy organizował to ktoś z Trójmiasta.
  • mader1 10.06.07, 16:11
    Jedna z uczestniczek forum, która jednakowoż chyba sama boi się pisać wink,
    opowiadała mi dopiero co, że oglądała jakiś program w tv o wyborze drogi
    życiowej, zawodu przez młodych ludzi. Doradca - psycholog mówiła w nim, że w
    wyborze trzeba brać pod uwagę wzorce i wartości przekazywane przez rodzinę i
    tu podała przykład - " jeżeli na przykład rodzice, rodzina dużą wagę
    przykładają do prawdomówności, wpoją , że kłamstwo jest złe, młody człowiek nie
    nadaje się do agencji reklamowej lub na prawnika " !
    Znajoma była tym oburzona - to godzenie się na to, by całe dziedziny, sfery
    naszego życia były opanowane przez zło.
    Poczem zakończyła - " To teraz rozumiem, dlaczego tacy doradcy, którzy na
    lekcjach i prowadzili badania, doradzili mojemu synowi, żeby został kowalem (
    jeden z najlepszych uczniów w warszawskim LO) smile))))))
    --
    Bądź dobry - każdy, kogo spotkasz, prowadzi ciężki bój. J. Watson
    Wychowanie w wierze
  • samboraga 10.06.07, 17:46
    może chodziło o kowala swojego losu?wink)))


  • samboraga 10.06.07, 17:35
    Wybaczcie, ale ja zupełnie nie rozumiem o co Wam chodzi. Że dyskutuję z
    generalizującymi (a tym samym nie oddającymi CAŁEJ prawdy) stwierdzeniami
    Minerwy? (bo że zaszło różnica w rozumieniu reklamiarza to nie moja wina,
    wystarczyło wyjaśnić i wyjaśniłyśmy sobie) Że dyskusja była lekka i żartobliwa,
    a ja wparowałam tak na serio, a na serio to emocjonalnie? A emocjonalnie,
    bo...mam męża w branży. I TYLKO dlatego się włączyłam tak emocjonalnie?
    To absurd.
    Jeżeli ktoś napisze, że ‘służba zdrowia jest skorumpowana’, a ja włączę się do
    dyskusji to też się okaże, że przemawiają przeze mnie emocje, bo jestem
    pacjentką? A jak napiszę że mam w rodzinie lekarzy to też usłyszę, że nie mam
    prawa głosu w dyskusji, bo siłą rzeczy nie patrzę ‘obiektywnie’? Zresztą
    obiektywnie czyli jak? Jak pacjent czy jak lekarz? Czy nie jest tak, że
    obiektywnie to znaczy dojście razem do wspólnej perspektywy?
    Poza tym -wiele razy dyskutujemy, często emocjonalnie, odwołujemy się do
    osobistych doświadczeń. Skąd nagle jest to ZARZUT?

    Czemu odniosłam się do słów Minerwy? Aby z poziomu generalizacji i abstraktu
    przejść na konkret. Przyznam, że spodziewałam się, że usłyszę co konkretnie się
    nie podoba np. jakie kampanie, jakie działania, tak jak to wymieniali inni, że
    pneumokoki, że łódka Bolls... Spodziewałam się...merytorycznej dyskusji. W
    zamian – rozmowa wczorajsza zapętliłą się wokół mojej zdolności do
    ‘obiektywnej’ rozmowy, zostałam zdyskredytowana jako równorzędny partner
    rozmowy. Szkoda.

    Z perspektywą ‘od środka’ wielu zawodów spotykamy się przez rodzinę, znajomych,
    rozszerza nam to widzenie. Gdy wujek – policjant na imieninach zżyma się, że na
    komendzie ma jeden komputer i są tak zawaleni biurokracją, że nie starcza czasu
    na czynności operacyjne, to łagodniej patrzymy na policjanta, który bezradnie
    rozkłada ręce, gdy zgłaszamy, że skradziono nam auto.
    A na forum – czy przy rozmowach o problemach szkolnych nie pytamy często o punkt
    widzenia naszych formowych nauczycielek?
    Branża reklamowa jest niewielka. Hermetyczna. Nie spodziewałąm się, że wiele
    osób będzie miało z nią styk na forum. Nie dziwi mnie widzenie sprawy tylko od
    strony odbiorcy. Napisałam mój ‘wykład’, bo uznałam, że możemy porozmawiać.
    Nawet jeśli ktoś wcześniej był ‘na nie’. Nawet jeśli wcześniej dyskusja była
    tylko lekkim przerzucaniem się wrażeniemi. Ja w każdym razie jestem ciekawa
    świata, którego nie znam...
    Możliwe, że nie ma na forum takiej potrzeby. Choć oczywiście jeśli Otryt nadal
    jest zainteresowany rozmową to chętnie porozmawiam.

    I na koniec. Niestety, domniemywam, po postach Minerwy i Weasleya, że zarzucany
    mi brak obiektywizmu ma bardzo prozaiczne źródło – potraktowanie reklamy jako
    zła samego w sobie, zawsze i wszędzie (wiem, wiem, deklaracje są inne, ale w
    postach tego nie widać, pozytywnych przykładów jak na lekarstwo, na ‘tak’ same
    ogólniki, że ‘są na pewno uczciwi pracownicy reklamy’ – ja tez wiem, że są).
    Wówczas faktycznie nieważne jak to widać od środka. Wówczas faktycznie
    obiektywizm nie jest sumą kilku perspektyw, ale tylko perspektywą odbiorcy
    reklamy. On wie lepiej, bo to na nim to krojenie się odbywa (używając analogii
    chirurgicznej, skoro akurat świeżo po krojeniu jestemwink

    Ps. Mader, zapytam męża o te reklamy, ale my oglądamy mało tv, a on jest głową o
    kilka kampanii do przodu
  • mader1 10.06.07, 20:55
    Samborago, niczego Ci nie zarzucałam...
    --
    Bądź dobry - każdy, kogo spotkasz, prowadzi ciężki bój. J. Watson
    Wychowanie w wierze
  • mader1 10.06.07, 21:44
    napiszę jutro , co konkretnie w reklamach mi się nie podoba najbardziej.
    --
    Bądź dobry - każdy, kogo spotkasz, prowadzi ciężki bój. J. Watson
    Wychowanie w wierze
  • mader1 11.06.07, 09:26
    pryznam, że szczególnie trudno oglądać mi pewien typ reklam. Chodzi o te, które
    w podtekscie obiecują młodym ludziom akceptację, przyjaciół.Podam przykład -
    młodzieniec siedzi smutny i samotny, bierze do ręki ( lub kupuje) paczkę
    chipsów i natychmiast rozlega się dzwonek - za dzrzwiami czeka paczka
    znajomych. Mam wrażenie, że to jest mocno nie fair. Wiem, że wielu młodych
    ludzi - nawet Ci, którzy z naszego, dorosłego punktu widzenia nie mają ku temu
    powodów - ma kompleksy, czuje się samotna.
    Wiem - to jest skuteczne, ale to pójście na łatwiznę.
    --
    Bądź dobry - każdy, kogo spotkasz, prowadzi ciężki bój. J. Watson
    Wychowanie w wierze
  • samboraga 11.06.07, 11:36
    > w podtekscie obiecują młodym ludziom akceptację, przyjaciół.Podam przykład -
    > młodzieniec siedzi smutny i samotny, bierze do ręki ( lub kupuje) paczkę
    > chipsów i natychmiast rozlega się dzwonek - za dzrzwiami czeka paczka
    > znajomych.

    no widzisz - czy życie/stereotypy napędzają reklamę czy reklama życie? oto jest
    pytanie...
    reklama tak nie działa, że 'zjesz chipsy - zjawią się przyjaciele' (to oczywistesmile
    to język konwencji
    młodość = czas przyjaźni, spędzania wolnego czasu z przyjaciółmi po szkole, jest
    to marzenie i potrzeba wszytskich
    reklama mówi - sprzedajemy chipsy, jesteś młody, fajny - kup (tzn. nie 'jeśli
    jesteś fajny kup' tylko 'jesteś taki jak ci ludzie na ekranie, też jesteś
    fajny', coś jak oglądanie filmu w kinie i identyfikacja z bohaterami)
    oczywiście, reklama ma większą siłę rażenia niż ciocia na imieninach 'czy masz
    już chłopaka', albo babcia 'wiesz, ta twoja (do matki dziecka) Basia to dzika
    jakaś, tylko siedzi w tych ksiązkach, nigdzie nie wyjdzie, nie ma koleżanek'
    ale ciężko obarczać winą reklamę, że nastolatki mają kompleksy

    a wczoraj widziałąm w tv żart z tej konwencji - w reklamie wody tymbarku było
    odwrotniewink 'namawiają cię, że musisz to, to i to? nie musisz - woda tymbark'
    (tekst był inny)
    gdy jakaś konwencja jest już zjechana - zawsze można ją przełamaćwink
    i ciekawe - jeśli produkt jest niefajny, nietrafiony to się nie sprzedaje (bywa
    tak, że sprzedaż jest na tak niskim poziomie, że produkt jest wycofywany)
    ja bym się bardziej martwiła, że chipsy nie są zdrowe i muszę poskramiać apetyt
    mojego dziecka na takie produkty

    generalnie przekaz jest - jest produkt, kup go (i znowu - nie mówię o
    nieetycznych reklamach)

    ps. swoją droga jak o chipsach - jak je nazwać po polsku?wink żeby znowu nie
    wyszdł jakiś reklamiarzwink))
  • mader1 11.06.07, 15:33
    > ale ciężko obarczać winą reklamę, że nastolatki mają kompleksy

    Nooo tak. Rycerzowa gdzieś napisała szalenie mądre zdanie - nie ujawniaj swoich
    słabym stron, bo będą w nie walić. Taka jest prawda. Ale jakoś głupio, gdy
    dorośli, uzbrojeni w narzędzia typu psycholog, socjolog itd itp wykorzystują te
    kompleksy do sprzedania im ( nastolatkom) rzeczy, która tych kompleksów nie
    uleczy ? Do wykorzystania wiedzy o kompleksach...

    Reklama z jakimś tonikiem. Dobrze, ze na reklamie pokazują, jak czyścić skórę,
    że trzeba o nią dbać. I są takie reklamy, które mówią o tym spokojnie, choć też
    stosując jakąś scenkę. Ale widziałam też taką - " Aaaa ! Pryszcz ! Nie mogę się
    pokazać ! Nie wychodzę na imprezę ! "I koleżanka, która coś zaradza w 2
    godziny, bo tamta rzeczywiście nie może z tym pryszczem wyjść.
    2 godziny ! smile))) No i komu przyszło do głowy wmawiać, że z pryszczem nie można
    pójść na imprezę smile)) Ja się z tego śmieję, ale wyciągałam już 15 latkę z
    naprzeciwka na spacer na siłę. Z powodu tych pryszczy. I jakoś nie pociesza
    mnie, że ze swoimi potrafię o tym rozmawiać - a raczej: to wyśmiać.

    --
    Bądź dobry - każdy, kogo spotkasz, prowadzi ciężki bój. J. Watson
    Wychowanie w wierze
  • samboraga 11.06.07, 20:09
    >Ale jakoś głupio, gdy
    > dorośli, uzbrojeni w narzędzia typu psycholog, socjolog itd itp wykorzystują te
    > kompleksy do sprzedania im ( nastolatkom) rzeczy, która tych kompleksów nie
    > uleczy ? Do wykorzystania wiedzy o kompleksach...

    ale to nie chodzi o wiedzę o kompleksach!!!!
    nikt nie siedzi w agencji, aby dopiec biednym nastolatkom!!!!
    rozpatrywane jest to od innej strony!
    przychodzi zlecenie na produkt - tonik na trądzik
    jaki jest tok dalej myślenia? mniej więcej taki: każdy w tym wieku chce wyglądać
    ładnie - możemy ci pomóc tym tonikiem - nasz tonik ci pomoże - był pryszcz, nie
    ma pryszcza...

    >No i komu przyszło do głowy wmawiać, że z pryszczem nie można
    > pójść na imprezę smile))

    a za naszych (bo w obu wypadkach przedreklamowych) licealnych czasów nie było
    takich sytuacji? ja też omijałąm imprezy, z powodu ciuchów...
    został wzięty do reklamy przykład zachowań nastolatkowych - tylko tyle

    przyznam, że nie umiem patrzeć tak na reklamy jak napisałaś, bliskie mi jest to,
    co napisała Majka
    dziewczyna z pryszczem dostaee informację o kilku środkach na pryszcze,
    napisałaś, że ta jedna reklama jest bardziej ekspresyjna, z tego co weim to
    ekspresyjne są raczej wszystkie (podobnie chipsów, napojów dla młodzieży itp.) -
    bo dostosowane są do sposobu odbioru 'stereotypowej' młodzieży, dużo obrazków,
    dużo hałasu, wartka akcja
    przecież nie wszyscy tacy są, prawda?
    w reklamie wzięto stereotyp
  • a_weasley 11.06.07, 20:47
    samboraga napisała:

    > ale to nie chodzi o wiedzę o kompleksach!!!!
    > nikt nie siedzi w agencji, aby dopiec biednym nastolatkom!!!!

    Ależ oczywiście, że nie. I nikt tego nie twierdzi.
    Natomiast odnoszę wrażenie, że twórcy części reklam odczucia części osób, do
    które one trafią, mają w rzyci.

    > możemy ci pomóc tym tonikiem - nasz tonik ci pomoże - był pryszcz, nie
    > ma pryszcza...

    Jestem pod wrażeniem troski reklamodawców o młodzież.

    > bo dostosowane są do sposobu odbioru 'stereotypowej' młodzieży, dużo obrazków,
    > dużo hałasu, wartka akcja
    > przecież nie wszyscy tacy są, prawda?
    > w reklamie wzięto stereotyp

    Oczywiście. Zwrócono się do właściwego TARGETU.

    --
    Tam, gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli dużo.
    Wigilia w Norze
    Fanfikty potterowskie mrowie a mrowie
  • mader1 11.06.07, 21:31
    > przychodzi zlecenie na produkt - tonik na trądzik
    > jaki jest tok dalej myślenia? mniej więcej taki: każdy w tym wieku chce
    wygląda
    > ć
    > ładnie - możemy ci pomóc tym tonikiem - nasz tonik ci pomoże - był pryszcz,
    nie
    > ma pryszcza...

    Tak. I są takie reklamy - jak zauważyłaś, tak właśnie napisałam smile
    A obok tego są reklamy, które no... utrwalają szkodliwe stereotypy - to mało
    napisane. One po prostu stosują na nich jeszcze przekręt z dokrętem.

    > ale to nie chodzi o wiedzę o kompleksach!!!!
    > nikt nie siedzi w agencji, aby dopiec biednym nastolatkom!!!!

    "dopiec". Trochę to zbanalizowałaś. Wykorzystać wiedzę na temat ich marzeń,
    kompleksów, obaw, by sprzedać im towar.

    Samborago. Nie do końca rozumiem Twoją obronę wymienionych przeze mnie reklam.
    Uważasz, że one są w porządku. Że to źle, że mi się nie podobają ? Że jeżeli
    zrozumiem prawdziwe intencje ich twórców - których obydwie nie znamy do końca -
    polubię je ?
    No nie, rozumiem, że taki "tonik co to jedna koleżanka krzyczy do drugiej, że
    nie może pójść na imprezę z powodu pryszcza "nie jest dla mojej córki i
    powinnam się uspokoić, bo ona wychowywana przeze mnie od dziecka, po niego nie
    sięgnie wink Ale nie sprawia to, że reklama ta mi się podoba wink)))
    To chyba tak ma działać, co ? Ona jest przeznaczona dla innego targetu ...smile)))
    Padła więc ofiarą zamysłu twórców wink


    --
    Bądź dobry - każdy, kogo spotkasz, prowadzi ciężki bój. J. Watson
    Wychowanie w wierze
  • samboraga 13.06.07, 11:42
    >A ja to na pewno nie wszystko wink)),

    O, to przepraszam…już odpisujęwink

    Odpowiem zbiorczo o dzieciach i młodzieży, łatwiej będzie w jednym wątkusmile

    Zrozumiałam tak: że wg Ciebie reklama do dzieci zawsze jest zła, bo…zawsze będą
    dzieci, których rodziców nie będzie na to stać. I że to nie fair, aby myślały,
    że są gorsze…
    Napisałm, że to argument demagogiczny – dlaczego? Dzieci nie dowiadują się o
    tym, że ‘żyją gorszym świecie’ z reklamy, nie tylko w każdym razie – dowiadują
    się ‘z reala’wink gdy na pogerowską wieś przyjadą letnicy, a ich dzieci mają fajne
    zabawki, gdy przyjedzie jakaś dalsza rodzina żyjąca na innym poziomie
    Tam są dzieci, które nie mają nawet podróbek Barbie…
    (na podwórku pewnie coraz mniej w dobie zamkniętych osiedli i lepszych/gorszych
    dzielnic)
    Dlatego nie uważam, że reklama dużo więcej...
    Ale tu się chyba rozmijamy?

    A jeśli chodzi, o dzieci, których rodziców stać na reklamowane - nie rozumiem
    tego o pryzjacielu. Choć rozumiem, że może być takie dziecko, które tak
    pomyślałao (że z klockami będzie i człowieczekwink.

    Tonik. Nie chodzi mi o to, że reklama ma się podobać.
    Zrozumiałam tak – córka nie kupiła toniku tak reklamowanego, tak?
    Czy chodziło raczej o to, że wg reklamy taki przekaz nie jest dla córki,
    wychowywanej tak a nie inaczej? Jeśli tak - dlaczego nie jest?
    Nie zrozumiałam tego.
  • a_weasley 13.06.07, 11:50
    samboraga napisała:

    > Zrozumiałam tak: że wg Ciebie reklama do dzieci zawsze jest zła,

    Nie wiem jak wg Otryta, ale wg mnie tak.
    Przede wszystkim dlatego, że uczy kierowania się takową, bezkrytycznego stosunku
    do niej. Sama piszesz, że potrzeba tłumaczyć. Czyli są jakieś złe wpływy, które
    trzeba neutralizować. Po pierwsze rodzice i tak mają dosyć roboty, po wtóre co z
    dziećmi, których rodzice sami tego nie widzą, a takich jest prawdopodobnie
    większość?

    > dzieci, których rodziców nie będzie na to stać. I że to nie fair, aby myślały,
    > że są gorsze…
    > Napisałm, że to argument demagogiczny – dlaczego? Dzieci nie dowiadują
    > się o tym, że ‘żyją gorszym świecie’ z reklamy, nie tylko w każdym razie

    Non solum, sed etiam.

    > – dowiadują
    > się ‘z reala’wink gdy na pogerowską wieś przyjadą letnicy, a ich dzie
    > ci mają fajne
    > zabawki, gdy przyjedzie jakaś dalsza rodzina żyjąca na innym poziomie
    > Tam są dzieci, które nie mają nawet podróbek Barbie…

    Co innego jednak, kiedy są to rzadkie spotkania z ludźmi z innego świata, a co
    innego, kiedy to się wpycha na każdym kroku.

    --
    Tam, gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli dużo.
    Wigilia w Norze
    Fanfikty potterowskie mrowie a mrowie
  • otryt 13.06.07, 12:53
    Wszystkie reklamy kierowane do dzieci uważam za złe, dlatego, że dzieci nie są
    świadomymi klientami i nie posiadają swoich pieniędzy. Pośrednio w ten sposób
    wywiera się presje na rodziców, nieuchronnie powstają napięcia w dzieciach i na
    styku rodzice dzieci. Parę razy kupowałem tylko dlatego, aby zredukować te
    widoczne napięcia. Bo nie warta była skórka za wyprawkę. Potem i tak zabawka
    szybko trafiała w kąt.

    Oczywiście realny świat pokaże dziecku różnice majątkowe między ludźmi, jednak
    rodzinny dom powinien być pod tym względem bezpieczny, powinien być azylem,
    gdzie łagodzi się napięcia powstałe na zewnątrz, a nie odwrotnie. Taka jest
    funkcja domu. Nie zgadzam się z argumentem Samboragi o bogatszych letnikach z
    miasta. Bardzo często dzieci tych letników dadzą się pobawić Barbie
    biedniejszym dzieciom ze wsi, pożyczą zabawki na jakiś czas. Dzieci z różnych
    środowisk potrafią się razem bawić. To dorośli posiadają więcej uprzedzeń,
    stosując bariery majątkowo towarzyskie i stopniowo przekazują to dzieciom.
    Dziecko ma okazję sprawdzić, że zabawka letnika, to aż nic takiego, jak
    wyglądało w reklamie. A więc w realu problem wygląda łagodniej, niż w wyobraźni
    pobudzonej reklamą. Parę razy udało nam się skutecznie odwrócić uwagę dziecka
    od reklamowanego dobra kupując, inną czasem nawet droższą i atrakcyjniejszą
    zabawkę. Tylko dlatego, aby wytrącić im argument "że wszyscy mają". Myślę, że
    nie jest dobre zaszczepiane w dziecku takiego myślenia, że jeśli wszyscy mają
    to ono też musi mieć. Tak naprawdę to "wszyscy" przeważnie oznacza "niektórzy".
    Czasem jest lepiej mieć coś innego niż wszyscy. Zawsze pokazywaliśmy, ze
    lepiej, aby każde dziecko miało inne zabawki, wspólnie się nimi bawiło i
    wymieniało. Zabawa wtedy lepsza i stosunki między dziećmi kształtują się
    lepiej. Od małego uczyliśmy swoje dzieci, aby w piaskownicy wymieniały się
    wiaderkami i nawiązywały kontakty ze spotkanymi tam maluchami.
  • maika7 13.06.07, 14:22
    > Wszystkie reklamy kierowane do dzieci uważam za złe, dlatego, że dzieci nie są
    > świadomymi klientami i nie posiadają swoich pieniędzy. Pośrednio w ten sposób
    > wywiera się presje na rodziców, nieuchronnie powstają napięcia w dzieciach i
    na styku rodzice dzieci.

    Tego nie rozumiem. To, co można kupić dziecku zależy nie tylko od checi dziecka,
    ale przede wszystkim od tego, co rodzice uznają za warte kupienia i co mogą
    kupić. To trochę tak, jakby mieć pretensje do wystaw sklepowych, że do dzieci są
    skierowane. Dzieci bardzo prędko się orientują na co rodziców można "naciągnąć"
    a na co nie. Jakie są granice "siły nabywczej kieszeni rodzicielskiej". Rodzinny
    dom wyznacza granice - od nas, dorosłych zależy czy dziecko patrzy na reklamy
    jak na potencjalny "katalog rzeczy do kupienia" czy jak na obojętny "nabywczo"
    filmik.

    M.
  • a_weasley 13.06.07, 14:28
    maika7 napisała:

    > > wywiera się presje na rodziców, nieuchronnie powstają napięcia w
    > > dzieciach i na styku rodzice dzieci.
    >
    > Tego nie rozumiem.

    To przyjmij do wiadomości, że:
    1. Nie wszystkie dzieci są takie mądre jak Twoje.
    2. Nie wszyscy rodzice są tacy asertywni jak Ty.
    Dzieci same z siebie siły nabywczej nie mają, więc gdyby naciskanie na rodziców
    za pośrednictwem dzieci nie działało, toby nikt nie wyrzucał pieniędzy na
    reklamy adresowane do dzieci.
    Mówił mi człowiek prowadzący sklep w dość ubogiej okolicy, że jak zobaczy nową
    reklamę jakiejś pierdóły, batona czy czegoś w tym stylu, w TV przed pogodą, to
    nazajutrz świtem dzikim jedzie po to do hurtowni, bo wie, że zaraz pół wsi
    będzie o to pytać. W ubogiej okolicy, przypominam.

    > Dzieci bardzo prędko się orientują na co rodziców można "naciągnąć"
    > a na co nie. Jakie są granice "siły nabywczej kieszeni rodzicielskiej".

    Pytanie, czy dzieci również rozumieją, że jak będzie na to, to nie będzie na tamto.

    --
    Tam, gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli dużo.
    Wigilia w Norze
    Fanfikty potterowskie mrowie a mrowie
  • maika7 13.06.07, 14:51
    > To przyjmij do wiadomości, że:
    > 1. Nie wszystkie dzieci są takie mądre jak Twoje.

    To nie o mądrość chodzi, więc tego punktu NIE przyjmę do wiadomości.

    > 2. Nie wszyscy rodzice są tacy asertywni jak Ty.

    Z asertywnością mam kłopoty. Ale dzięki za ocenę 3/4 mojej rodziny. W sumie
    nawet chyba pozytywna.

    > Dzieci same z siebie siły nabywczej nie mają, więc gdyby naciskanie na rodziców
    > za pośrednictwem dzieci nie działało, toby nikt nie wyrzucał pieniędzy na
    > reklamy adresowane do dzieci.

    To inna sprawa - i problem do rozwiązania w rodzinach, a nie w postulatach o
    zakrywanie wystaw sklepowych.

    > Mówił mi człowiek prowadzący sklep w dość ubogiej okolicy, że jak zobaczy nową
    > reklamę jakiejś pierdóły, batona czy czegoś w tym stylu, w TV przed pogodą, to
    > nazajutrz świtem dzikim jedzie po to do hurtowni, bo wie, że zaraz pół wsi
    > będzie o to pytać. W ubogiej okolicy, przypominam.

    Bo to działa - jeśli tylko przyzwolimy na działanie. Tak, jak WYSTAWY sklepowe z
    odpowiednio wyeksponowanymi produktami. A propos ubogich dzielnic - mieszkam od
    20 lat na wsi - mniej więcej wiem, jak się żyje w ubogich społecznościach i na
    co wydają rodzice, którym nie starcza na chleb.

    > Pytanie, czy dzieci również rozumieją, że jak będzie na to, to nie będzie na
    tamto.

    Tak. Bardzo prędko. Poza tym nie zawsze dzieci wszystko muszą zrozumieć, zeby
    przyjąć, że decyzje rodziców są ważne - nie oczekuję od dwulatka, że zrozumie
    dlaczego gwałtownie go ściągam z jezdni, choć chodzi się po niej wygodnie.
  • otryt 13.06.07, 15:17
    maika7 napisała:

    >a nie w postulatach o zakrywanie wystaw sklepowych.

    Przepraszam bardzo, czy ja gdzieś pisałem o wystawach sklepowych? Majko, kilka
    razy piszesz o wystawach, doprowadzając rzecz do absurdu, bo absurdem jest
    zasłanianie wystaw sklepowych przed dziećmi. Dyskutuj proszę może z tezami,
    które wypowiedziałem, a nie z tymi, które napisałaś sama w poprzednim wpisie.

    Chciałem napisać to pod poprzednim Twoim wpisem, lecz nie zdążyłem. Uważam, że
    reklamy telewizyjne i wystawy sklepowe dwie różne sprawy. Siła rażenia tych
    pierwszych jest nieporównanie większa. Na wystawie jest towar, jaki każdy
    widzi. W reklamie np jest podmalowany, upiększony, posiada cechy, których nie
    ma w rzeczywistości. Np mięso jest malowane farbą, a zabawki wyprawiają takie
    cuda, jakie się nam nawet przyśnić nie potrafią. Dorosły człowiek potrafi
    odróżnić fikcyjne cechy w reklamie od prawdziwych, dziecko - nie. Poza tym
    wystawę ogląda wielu ludzi. Reklama zaś jest skierowana tylko do Ciebie. Tak,
    tak, do Ciebie też, który siedzisz teraz przy telewizorze. Reklama nie tylko
    pokazuje towar. Ona mówi, że tego potrzebujesz, że za tym tęsknisz. Czasem
    nawet, że będziesz kimś lepszym, ważniejszym, szczęśliwszym, bardziej
    wartościowym, liczącym się w środowisku, wśród ludzi, w gronie rówieśniczym ,
    jeśli tylko staniesz się posiadaczem tej rzeczy.

  • lucasa 13.06.07, 16:31
    >
    otryt napisał:
    Uważam, że
    > reklamy telewizyjne i wystawy sklepowe dwie różne sprawy. Siła rażenia tych
    > pierwszych jest nieporównanie większa

    A dlaczego dwie rozne sprawy? Przeciez obie sa elementem marketingu, ktory
    zreszta obejmuje duzo szerszy zakres niz tylko wymienione pozyzej. Co do sily
    razenia to tez zalezy. Ile jest chrupek/slodyczy skierowanych dla dzieci, ktore
    sprzedaja sie super tylko dlatego, ze dolaczane sa do nich jakies kolekcje
    karteczek czy naklejek do zbierania? A przeciez nie bylo to nigdzie reklamowane
    w TV. Jak my bylismy w wieku szkolnym prawie nie bylo reklam w TV a wiekszosc i
    tak marzyla o chinskich tenisowkach, pachnacych gumkach czy co tam jeszcze bylo
    kolorowego z Chin. A ile osob kupowalo namietnie gumy Donald po to aby miec
    kolejna "historyjke". Ja jakos nie widze potrzeby demonizowania reklam.

    W pewnym momencie w watku pojawilo sie pojecie niszy czy niszowych dzieci.
    Troche traktuje o tym film "about a boy" (nie znam polskiego tytulu) i
    wlasciwie uwazam, ze rodzice wyrzadzaja dziecku krzywde gdy chca aby maluchy
    nasladowaly ich wybory (nie te moralne, ale te o jakich trakuja reklamy i o
    czym jest ten watek). Dziecko desperacko potrzebuja akceptacji srodowiska w
    ktorym sie znajduja.
    Ja, jak nie mialam dzieci to myslalam, ze rodzice bardziej moga ksztaltowac
    gust swoich dzieci. Teraz moglabym przekonywac moja pannice ze np. brazowy to
    taki fajny kolor, a rano i tak wybierze sobie ulubiona rozowa (fuj) koszulke z
    cekinami (fuj fuj). ale w koncu 3.5 latka ma sie tylko raz wiec niech sie nosi
    cekinowo. Corka jak by bardzo chciala Barbi to pewnie znalazl by sie ktos w
    rodzinie kto by jej kupil taki prezent, a i tak zasypiac bedzie ze swoim
    pieskiem, ktory tak jest wytarty, ze przy ktoryms kolejnym praniu zupelnie sie
    spierze.

    My bardzo malo ogladamy TV (zreszta od niedawna mamy odbiornik), dzieci wcale,
    poza bajkami DVD, ale ja z zainteresowaniem ogladalam programy ciurkiem
    przestawiajace najlepsze reklamy (o tych seansach calonocych (we Wroclawiu?)
    tylko slyszalam). Wiekszosc z nich to calkiem dobre etiudy filmowe.

    a swoja droga dziwny ten watek
    A
  • minerwamcg 13.06.07, 18:14
    >Teraz moglabym przekonywac moja pannice ze np. brazowy to
    > taki fajny kolor, a rano i tak wybierze sobie ulubiona rozowa (fuj) koszulke
    >z cekinami (fuj fuj). ale w koncu 3.5 latka ma sie tylko raz wiec niech sie
    >nosi cekinowo.

    Raz w życiu ma się także cztery latka, dwa i miesiąc, trzy i osiem miesięcy
    trzy tygodnie i dwa dni. Raz w życiu jest każda chwila, drugiej takiej nie
    będzie. Dlatego moim zdaniem lepiej jest wybierać razem z dzieckiem coś, co
    będzie i ładne, i gustowne. Choć, oczywiście, niekoniecznie brązowe.

    > Dziecko desperacko potrzebuja akceptacji srodowiska w
    > ktorym sie znajduja.

    Owszem. Ale MSZ zadaniem rodziców jest sprawić, aby tej akceptacji nie
    potrzebowały aż tak desperacko. Ponieważ, głupia sprawa, wyścig finansowy z
    kieszeniami zamożniejszych rodziców nie zawsze jest tym, na co byśmy mieli
    ochotę. A i postawę "liczy się tylko to, co masz" nie zawsze uważamy za
    odpowiednią dla wychowania dziecka.
    --
    Osoby mrowie a mrowie
  • maika7 13.06.07, 16:52
    > Przepraszam bardzo, czy ja gdzieś pisałem o wystawach sklepowych?

    To było w mojej odpowiedzi do Artura, a nie do Ciebie. Fakt, użyłam porównania
    reklamy do wystawy sklepowej, bo uznaję wystawę za "prekursorkę" reklam (cel
    podobny - sprawic, ze zauważysz towar i go będziesz chciał mieć).

    > Majko, kilka
    > razy piszesz o wystawach, doprowadzając rzecz do absurdu, bo absurdem jest
    > zasłanianie wystaw sklepowych przed dziećmi. Dyskutuj proszę może z tezami,
    > które wypowiedziałem, a nie z tymi, które napisałaś sama w poprzednim wpisie.

    Otryt, sprowadzam - byc może- rzecz do absurdu, ale zauważ, ze Tobie
    odpowiedziałam inaczej nieco, niz Arturowi, ktory ma inny sposób rozmawiania,
    więc, proszę, nie mieszajmy tych dwóch rozmow. Z tezami, które wypowiedziales
    starałam się dyskutowac w odpowiedzi do Ciebie. W odpowiedzi do Artura dyskutuje
    z tezami wysuwanymi przez niego.

    > Chciałem napisać to pod poprzednim Twoim wpisem, lecz nie zdążyłem. Uważam, że
    > reklamy telewizyjne i wystawy sklepowe dwie różne sprawy. Siła rażenia tych
    > pierwszych jest nieporównanie większa. Na wystawie jest towar, jaki każdy
    > widzi. W reklamie np jest podmalowany, upiększony, posiada cechy, których nie
    > ma w rzeczywistości. Np mięso jest malowane farbą, a zabawki wyprawiają takie
    > cuda, jakie się nam nawet przyśnić nie potrafią. Dorosły człowiek potrafi
    > odróżnić fikcyjne cechy w reklamie od prawdziwych, dziecko - nie.

    Tak. To są bardzo istotne różnice. Ale - powiem to jeszcze raz - dzieci bardzo
    prędko uczą się co jest w zasięgu kieszeni ich rodziców. Na świecie jest cała
    masa rzeczy atrakcyjnych dla dzieci. I rodzice uczą dzieci wyborów i uczą
    dostosowywania wyborów do indywidualnych możliwości i priorytetów. I zazwyczaj
    odbywa sie to kosztem napięc - dlaczego na wakacje do x, a nie do y. Dlaczego
    nie teraz rower, tylko kiedy indziej, dlaczego nie lód, jak boli gardło,
    dlaczego na obiad placki ziemniaczane zamiast dwudaniowego obiadu z deserem itp.
    itd. Widzę, ze postrzegasz reklamę inaczej. Ja postrzegam ją jako zwykly element
    codzienności, z którym dziecko powinno się oswoić i od małego wiedzieć jak z
    niej "korzystać". Element codzienności, do ktorego wypracowujemy stosunek od
    pieluch. Tak, jak do prawie wszystkich rzeczy w realiach maluchow i potem juz
    nie maluchow.

    > Poza tym
    > wystawę ogląda wielu ludzi. Reklama zaś jest skierowana tylko do Ciebie. Tak,
    > tak, do Ciebie też, który siedzisz teraz przy telewizorze.

    Reklama skierowana jest do wszystkich ogladających. To czy uwierzę, ze jak
    pozbęde się kilku zmarszczek pod oczami to świat przede mna stanie otworem - to
    juz mój problem smile)


    > Reklama nie tylko
    > pokazuje towar. Ona mówi, że tego potrzebujesz, że za tym tęsknisz. Czasem
    > nawet, że będziesz kimś lepszym, ważniejszym, szczęśliwszym, bardziej
    > wartościowym, liczącym się w środowisku, wśród ludzi, w gronie rówieśniczym ,
    > jeśli tylko staniesz się posiadaczem tej rzeczy.

    Tak mówi zazwyczaj. Ale ja wiem za czym tęsknię itd... I ucze dzieci, zeby
    wierzyły swoim odczuciom, a nie dawały sobie wmawiać - tego uczę nie tylko w
    stosunku do reklam - uczę niezależnie, a przy reklamach sprawdza się to niejako
    "przy okazji". I uczę, co jest wartością człowieka, a reklamy w pewnym senie
    (uwaga - TYLKO w pewnym sensie) pomagają mi w tym, podając absurdalne hasła o
    zalezności ilosci pryszczy od liczby i jakości przyjaciół.

    Chyba na koniec warto, zebym jeszcze raz powiedziała, ze to, co piszę jest o
    moim prywatnym stosunku (dośc obojetnym) do reklam. Nie chcę żeby wyszło, ze
    analizuję taki czy inny "wpływ reklam na grupe wiekową od do".

    M.
  • a_weasley 13.06.07, 17:42
    maika7 napisała:

    > > Przepraszam bardzo, czy ja gdzieś pisałem o wystawach sklepowych?
    >
    > To było w mojej odpowiedzi do Artura, a nie do Ciebie. Fakt, użyłam porównania
    > reklamy do wystawy sklepowej, bo uznaję wystawę za "prekursorkę" reklam (cel
    > podobny - sprawic, ze zauważysz towar i go będziesz chciał mieć).

    Owszem. Tyle, że ja na wystawie widzę towar. Zabawkę, puszkę piwa, butelkę
    szamponu. Ta wystawa, czy sklepowa półka nic mi nie obiecuje. Ona jedynie mówi,
    że tu mogę kupić ten towar.

    > Reklama skierowana jest do wszystkich ogladających. To czy uwierzę, ze jak
    > pozbęde się kilku zmarszczek pod oczami to świat przede mna stanie otworem -
    > to juz mój problem smile)

    Tyle, że ta reklama na różne sposoby ci to wmawia. A kłamstwo powtórzone milion
    razy staje się prawdą.

    --
    Tam, gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli dużo.
    Wigilia w Norze
    Fanfikty potterowskie mrowie a mrowie
  • maika7 13.06.07, 19:32
    > Owszem. Tyle, że ja na wystawie widzę towar. Zabawkę, puszkę piwa, butelkę
    > szamponu. Ta wystawa, czy sklepowa półka nic mi nie obiecuje. Ona jedynie
    mówi, że tu mogę kupić ten towar.

    Oglądamy inne wystawy. Ja widzę np. piekną sukienkę na manekinie, który ma
    centymetry rozłozone dokładnie tak, jak ja bym chciala miec rozlożone. I czasem
    przemknie mi przez głowe mysl, że może do mnie ta sukienka tez tak fajnie
    pasuje. Na szczeście lustra są w przymierzalniach wink

    > A kłamstwo powtórzone milion razy staje się prawdą.

    Nie. Kłamstwo to kłamstwo. I proszę nie stosować "rozmytej moralności"

    M.
  • minerwamcg 13.06.07, 21:42
    >> A kłamstwo powtórzone milion razy staje się prawdą.
    >Nie. Kłamstwo to kłamstwo. I proszę nie stosować "rozmytej moralności"

    A cytat to cytat. Zwłaszcza tak znany. I proszę sprawdzić w słowniku
    hasło "ironia".
    --
    Osoby mrowie a mrowie
  • maika7 14.06.07, 06:49
    > A cytat to cytat. Zwłaszcza tak znany. I proszę sprawdzić w słowniku
    > hasło "ironia".

    smile ironia nie zawsze i nie dla kazdego jest czytelna, szczegolnie, gdy nie
    słyszy się tonu głosu, mało rozmawia z danym rozmowcą itd.. itp...

    Poza tym stosowana ciągle w rozmowach nuży i nudzi - przynajmniej mnie.

    M.

    P.S. Sprawdziłam też przy okazji w słowniku znaczenie hasła "poczucie humoru" -
    oba fajne. Czasem może uda mi się któreś zastosować w praktyce.
  • a_weasley 11.06.07, 17:43
    samboraga napisała:

    > a ja wparowałam tak na serio, a na serio to emocjonalnie? A emocjonalnie,
    > bo...mam męża w branży. I TYLKO dlatego się włączyłam tak emocjonalnie?

    Cieszę się, że masz tyle samokrytycyzmu.
    Bieda w tym, że mnie to, kim jest Twój mąż, ani zieje, ani grzębi. Jeżeli
    człowiek wie, że podchodzi emocjonalnie do problemu, to powinien popracować nad
    swoim podejściem i miarkować swoje reakcje, a nie ustawiać do pionu bliźnich.

    > A jak napiszę że mam w rodzinie lekarzy to też usłyszę, że nie mam
    > prawa głosu w dyskusji, bo siłą rzeczy nie patrzę ‘obiektywnie’?

    Ustawianie sobie przeciwnika kwitnie. Czy ktoś Ci odmawiał prawa do udziału w
    dyskusji? Jeśli tak, to gdzie, a jeśli nie, to o co chodzi?
    Myśmy nawet o owym mężu w reklamie nie wiedzieli...

    > Aby z poziomu generalizacji i abstraktu przejść na konkret.

    Czyli: aby z rozmowy o problemie zrobić rozmowę o osobie, której nie znamy, nie
    wiemy, co robi w branży i jak przy tej robocie postępuje.

    > Przyznam, że spodziewałam się, że usłyszę co konkretnie się
    > nie podoba np. jakie kampanie, jakie działania,

    Zakład, że Twój mąż ma w tej sprawie całe góry materiałów, bo to też się bada. O
    ile wiem, w tym dialekcie nazywa się to feedback.

    > rozszerza nam to widzenie. Gdy wujek–policjant na imieninach zżyma się,
    > że na komendzie ma jeden komputer i są tak zawaleni biurokracją, że
    > nie starcza czasu na czynności operacyjne, to łagodniej patrzymy
    > na policjanta, który bezradnie rozkłada ręce, gdy zgłaszamy, że skradziono
    > nam auto.

    Ja na policjanta, który rozkłada ręce, patrzę tak samo i też mi go żal.
    Natomiast na ludzi, którzy do tego stanu doprowadzili i którzy pozwalają mu
    trwać, szlag mnie trafia taki sam niezależnie od faktu, że trafia to również w
    mojego dobrego znajomego. Szlag mnie trafia mianowicie na policję, a nie na
    policjanta.

    > Branża reklamowa jest niewielka. Hermetyczna. Nie spodziewałąm się, że wiele
    > osób będzie miało z nią styk na forum. Nie dziwi mnie widzenie sprawy tylko od
    > strony odbiorcy.

    I mnie w tej dyskusji, niestety, tylko to interesuje. Reklama w swoim obecnym
    kształcie robi dużo więcej złego niż dobrego.

    Na dywagacje na temat moich, a tym bardziej Minerwy, stanów psychicznych nie
    odpowiadam.

    --
    Tam, gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli dużo.
    Wigilia w Norze
    Fanfikty potterowskie mrowie a mrowie
  • minerwamcg 11.06.07, 18:13
    Samborago, jeszcze raz proszę, nie ustawiaj sobie przeciwnika. Nikt, ze mną na
    czele, nie odmawiał Ci prawa do dyskusji. Stwierdziłam, że od owej dyskusji się
    uchylam, ponieważ to co powiem, może być odebrane jako personalny atak.
    Przeczytaj jeszcze raz, powoli: JA SIĘ UCHYLAM. Ja, MinerwaMcG. Nie żądam, abyś
    Ty uchyliła się od czegokolwiek i nigdy tego nie żądałam. Poinformowałam Cię,
    szczegółowo to motywując, o swojej w tej kwestii postawie. Swojej.
    --
    Osoby mrowie a mrowie
  • samboraga 11.06.07, 19:38
    > Przeczytaj jeszcze raz, powoli: JA SIĘ UCHYLAM. Ja, MinerwaMcG

    och oczywiście, ja to cały czas wiem
    ale to DLA MNNIE oznacza, że nie mogę rozmawiać z Tobą, prawda? a powody Twojej
    odmowy JA uważam za bezpodstawne i bezsensowne - co wyjaśniłam w moim poście
    powyżej, już nie chcę się powtarzać
  • minerwamcg 11.06.07, 20:33
    > ale to DLA MNNIE oznacza, że nie mogę rozmawiać z Tobą, prawda?

    Nie - to oznacza dokładnie to co napisałam - że JA, wyżej podpisana ja
    osobiście i nikt inny, nie mam ochoty rozmawiać na ten temat. I za cokolwiek
    uważasz moje wyjaśnienia (czasem jak widać okazywanie bliźniemu swemu, że nie
    ma się zamiaru go urazić nie popłaca, zostaje się za to wciągniętym w głupią i
    agresywną dyskusję połączoną z ustawianiem sobie przeciwnika), na ten temat
    rozmawiać po prostu i zwyczajnie nie chcę i NIE BĘDĘ. O tym, co w przedmiotowej
    sprawie Ty możesz, czego nie możesz i co chcesz - również. Uwierz mi, to
    naprawdę nie moja sprawa. Próbowała Ci to wytłumaczyć Mader, próbował Weasley,
    próbowałam ja. Trudno.
    --
    Osoby mrowie a mrowie
  • a_weasley 11.06.07, 17:13
    Skoro rodzice muszą dziecku tłumaczyć nierzetelność przekazu, to znaczy, że
    przekaz jest nierzetelny. Gdyby był rzetelny, nie musieliby tłumaczyć. Proste.
    Przy czym są z góry na słabszej pozycji. Najpierw muszą w ogóle daną reklamę
    widzieć. Potem zauważyć zawarty w niej przekręt, który nie zawsze jest jawny.
    Następnie móc zareagować natychmiast, zanim dziecko zajmie się czym innym, treść
    spłynie, szlam zostanie (życzę powodzenia, jeśli rzecz się dzieje w
    supermarkecie albo na wizycie u cioci). I wreszcie, na koniec, ubrać kontrę na
    dany przekręt w słowa zrozumiałe dla dziecka i to jeszcze tak, żeby wygrać z
    przekazem obrazkowym.
    Przekaz reklamowy działa w znacznym stopniu na pograniczu świadomości czy w
    ogóle działa na podświadomość. Skoro daje się go skonstruować tak, żeby oszukać
    człowieka dorosłego (tzn. żeby kupił reklamowany produkt w przekonaniu, że nie
    kieruje się reklamą), tym skuteczniej to zadziała na dziecko.
    Dorosły człowiek doskonale wie, że camele czy marlboro nie zrobią z niego
    twardziela z reklam. WIe, że są szkodliwe, bo ma to obok napisane czarno na
    białym (i mając wybór, kupuje te z rakiem, a nie te z impotencją). A jednak kupuje.
  • a_weasley 11.06.07, 17:26
    Wtorek. Słucham radia. Lenin.
    Środa. Idę do kina. Lenin.
    Czwartek. Czytam gazetę. Lenin.
    Piątek. Boję się otworzyć lodówkę...

    Trochę oftop, bo to już nie telewizja (jak leci radiowa, przerzucam na kasetę,
    bo radia słucham dla muzyki). Ale faktycznie reklama włazi mi na głowę.
    Telewizja. Ulice miast (w tym te wspomniane już opakowane domy, kto na to
    pozwala?). Autobusy i tramwaje. W kinie trajlery trajlerami, ale przed
    trajlerami lecą najgłupsze reklamy adresowane do odmóżdżonej części młodzieży.
    Lodówka to nie, ale w klopie już ucieczki nie ma. Pociągi dalekobieżne też
    wytapetowane od środka reklamą. O gazetach nawet nie wspomnę (Wyborcza ostatnio
    wysunęła się na czoło marszu na dno, zalepiając reklamą całą PIERWSZĄ stronę z
    wyjtkiem winiety).
    Ucieczka na Mazury nie pomaga, mijają mnie łajby z reklamami na żaglach
    (jakkolwiek na razie wzdłuż nadbrzeżnej ściany lasu bilbordów nie stawiają, ale
    cierpliwości, dojdziemy i do tego).
    W górach jeszcze jest względnie bezpiecznie, dachy schronisk są z gontu, a nie z
    bannerów reklamowych.
    No i na razie nie przemalowano Księżyca na reklamę coca-coli.

    --
    Tam, gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli dużo.
    Wigilia w Norze
    Fanfikty potterowskie mrowie a mrowie
  • maika7 11.06.07, 17:49
    > Ale faktycznie reklama włazi mi na głowę.

    I faktycznie je widzisz? Pytam, bo dla mnie najczęściej reklamy stają sie
    "obojętnym szumem" - jak szum tramwajowy za oknem, jak mieszkałam w mieście. Nie
    koduje, nie zauważam (najczęściej), nie zaprzątam sobie nimi głowy (poza wyjątkami).
    Aha - na co dzien ich nie mam w krajobrazie. W mojej wsi tylko chyba coś jest na
    sklepie, ale nie jestem pewna...

    M.
  • a_weasley 11.06.07, 18:06
    maika7 napisała:

    > > Ale faktycznie reklama włazi mi na głowę.
    >
    > I faktycznie je widzisz?

    Tak, jakoś nie jestem w stanie nie zauważyć, że w dziesięciometrowej szerokości
    prześwicie między domami stoi bilbord 7 x 4 m, że szczytowa ściana w połowie
    skłąda się z bilbordów albo że dom przy ruchliwym skrzyżowaniu zamienił się w
    planszę reklamową albo że nad pisuarem / na wewnętrznych drzwiach kabiny wisi
    plansza metr na pół, to powinien szybko udać się do okulisty.

    > nie zauważam (najczęściej), nie zaprzątam sobie nimi głowy (poza
    > wyjątkami).

    I to jest jedna z funkcji reklamy. Wciskać nazwę czy logo firmy każdemu w
    podświadomość. Nie musisz tego zauważać.
    Poza tym co mnie obchodzi, czy ona jest skuteczna? Daj Boże, żeby była
    nieskuteczna, cała moja nadzieja w tym, że to się okaże wyrzucaniem pieniędzy i
    zrezygnują...
    Ja nie wiem, jaki bilbord stoi przed moim domem, choć byłem tam wczoraj. Wiem,
    że jest tam jakiś pstry bohomaz, zamiast żeby z ulicy było widać drzewo. Nie
    wiem, jakie logo zasłania w tej chwili obie fasady sześciopiętrowej kamienicy na
    rogu Puławskiej i Goworka i co paskudzi obecnie Plac Konstytucji.
    Na rogu Kruczej i Alej to wiem, że reklamują jakieś mieszkania, a i to
    zauważyłem dlatego, że mieszkają tam rodzice kolegi, którzy zaparli się zadnimi
    łapami, że nie będą mieszkać w ciemnicy i dzięki temu ta reklama zajmuje tylko
    3/4 fasady.
    Wiem natomiast, że w efekcie zamiast domów widzę gigantyczne szmaty.

    --
    Tam, gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli dużo.
    Wigilia w Norze
    Fanfikty potterowskie mrowie a mrowie
  • kamilla14 13.06.07, 02:48
    > Wiem natomiast, że w efekcie zamiast domów widzę gigantyczne szmaty.

    W Krakowie nawet widzialam tak "usprawiedliwiona" kamienice - ogromna reklama
    Playa, pod spodem napis: "dochod z reklamy przeznaczony na remont kamienicy".

    No niestety, w biednym panstwie tak jest, ze czasem cel uswieca srodkisad
    Znam przypadek rodziny przeciwnej wspolczesnemu zalewowi i manipulacji reklam,
    jednak gdy byli w podbrmkowej sytuacji finansowej, a pojawila sie szansa
    nadrobienia tego przez udzial w reklamie, skorzystali (domyslam sie, ze nie byla
    to jakas moralnie dwuznaczna kampania).
    To tak na marginesie..
    k
  • isma 13.06.07, 09:08
    A, przypadek tej akurat kamienicy (chodzi o kamienice na rogu Pilsudskiego i
    Alej?) , mysle, jest szczegolny. To jest dom wlasny architekta Wladyslawa
    Ekielskiego (tego samego, ktory razem z Wyspianskim stworzyl projekt przebudowy
    Wawelu - Akropolis), tzw. kamienica o dwoch frontonach. Kapitalny, chyba
    najlepszy w Krakowie, przyklad eklektyzmu.

    www.wawel.net/images/domy/stare/4b.htm
    Dom jest wlasnoscia osob prywatnych. Remont wedlug wskazan konserwatorskich
    pochlonalby srodki, ktorymi te osoby absolutnie nie dysponuja. Mozna dostac
    wprawdzie dofinansowanie do remontu, z gminy lub ze SKOZK, ale trzeba miec
    wklad wlasny. No i w tym celu reklama. Tak ze akurat w tym przypadku ja wole
    przez pare miesiecy popatrzyc na Playa, jesli tylko dzieki temu ten budynak sie
    nie rozleci, bo byl juz tego bliski.


    --
    Is.
  • a_weasley 13.06.07, 10:07
    isma napisała:

    > A, przypadek tej akurat kamienicy (chodzi o kamienice na rogu Pilsudskiego i
    > Alej?)
    <ciach>
    > Dom jest wlasnoscia osob prywatnych. Remont wedlug wskazan konserwatorskich
    > pochlonalby srodki, ktorymi te osoby absolutnie nie dysponuja.

    I do kieszeni tych osób płyną czynsze. Tudzież dochody z ewentualnie
    sprzedawanych mieszkań. W takim punkcie nie są to, jak mniemam, sumy małe. Wie o
    tym kamienicznik i wiedzą o tym bankierzy, u których by się ewentualnie ubiegał
    o kredyt.

    --
    Tam, gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli dużo.
    Wigilia w Norze
    Fanfikty potterowskie mrowie a mrowie
  • isma 13.06.07, 10:26
    No, plyna.. Z ich kieszeni do... ich kieszeni. W tym budynku nie ma lokali
    uzytkowych (i chwala Bogu, albowiem centra miast powinny byc choc troche
    zamieszkale, a nie zamienione na skupisko sklepow i kancelarii, ktore wymieraja
    po 18.00)
    Nie wspomne juz o takim drobiazgu, jak to, ze gdyby mieszkali tam lokatorzy z
    tzw. kwaterunku, to dosc daleka droga od uiszczania symbolicznego czynszu
    gminnego do czynszu, mogacego zaspokoic potrzeby remontowe.

    --
    Is.
  • minerwamcg 13.06.07, 12:14
    > Nie wspomne juz o takim drobiazgu, jak to, ze gdyby mieszkali tam lokatorzy z
    > tzw. kwaterunku, to dosc daleka droga od uiszczania symbolicznego czynszu
    > gminnego do czynszu, mogacego zaspokoic potrzeby remontowe.

    A o uwolnieniu czynszów słyszałaś? W tej chwili czynsz lokatorów "z kwaterunku"
    może mieć tę samą wysokość, co gdyby się dane mieszkanie po prostu od
    kamienicznika wynajęło.
    To raz. A dwa, że właściciel Willi Ekielskiego może starać się o przeróżne,
    także unijne, fundusze na ratowanie zabytków.
    --
    Osoby mrowie a mrowie
  • isma 13.06.07, 14:50
    Minerwo, naprawde, uwierz mi, slyszalam. Urzednicy nie sa tak glupi, jak sie
    powszechnie uwaza wink)).

    I wlasnie dlatego mowie, wiedzac o czym mowie, ze daleka droga - owszem,
    wlasciciel moze wypowiedziec wysokosc czynszu i ustalic nowa, tylko ze lokator
    moze zaskarzyc to zobwoiazanie do sadu, i sad ustala, czy podwyzka byla
    zasadna. Ze sprawy w sadach trwaja, to na pewno wiesz. Wiesz tez, ze oczywiscie
    po ustaleniu przez sad podwyzszonego czynszu lokator nadal placi stawke
    komunalna, a gmina jest zobowiazana do uiszczania wlascicielowi odszkodowania w
    wysokosci rownej roznicy miedzy czynszem komunalnym a ustalonym sadownie. No i
    otoz wcale nie jest powiedziane, ze gmina nie bedzie wolala wyprowadzic
    lokatorow do jakichs slumsow, byle w brzeczacej monecie nie musiec sie
    kamienicznikom oplacac. A wtedy oni - jesli beda mieli szczescie, bo nie widza
    specjalnie rynku na powierzchnie uslugowa mieszczaca sie na trzeciej czy
    czwartej kondygnacji bez windy, zreszta w przypadku niektorych rodzajów uslug,
    np. medycznych, przepisy wkrótce to uniemozliwia - wynajma lokale na salony
    masazu czy cos w tym rodzaju.

    Co do roznych dobrych wujkow Samow, daj mi przyklad funduszu, w ktorym nie
    trzeba wlozyc kupy wlasnej kasy, to pogadamy.

    To wszystko nie jest takie proste, jak by sie chcialo, tyle.
    --
    Is.
  • samboraga 13.06.07, 12:27
    > Nie wspomne juz o takim drobiazgu, jak to, ze gdyby mieszkali tam lokatorzy z
    > tzw. kwaterunku, to dosc daleka droga od uiszczania symbolicznego czynszu
    > gminnego do czynszu, mogacego zaspokoic potrzeby remontowe.

    hi, hi, moja rodzina jest właśnie właścicielem kamienicy, to znaczy ciągle jej
    nie przejęliśmy...czynsz od wszyskich mieszkańców (komunalni...) to
    uroczo-zabawna kwota...nie mówiąc o długiej drodze do przeniesienia ich do
    innych lokali (aby czynsz pokrywał wydatki trzeba by go podnieść, a aby zarabiać
    na tym to już nie mówię...)...
    i remontu nasza kamienica też wymaga, ale niestety, nie stoi w miejscu, w którym
    ktoś chciałby na niej powiesić reklamęwink))
  • kamilla14 15.06.07, 01:33
    isma napisała:
    > A, przypadek tej akurat kamienicy (chodzi o kamienice na rogu Pilsudskiego i
    > Alej?) , mysle, jest szczegolny.

    Tak, raczej na pewno.
    Bardzo dzieki za wszelkie ciekawostki historyczno - architektonieczne, na kazdym
    kroku w Krakowie mi tego brakujesad (ale zamierzam przeczytac prof. Małeckiego
    "Historie Krakowa dla kazdego", marze o tym, by zdazyc z tym przed emeryturasmile)

    Poza tym dzieki Tobie podczas nastepnej wiyty w K. uda mi sie odnalezc te
    kamienice, jak juz bedzie bez Playasmile.
    Niech zyje Play!
    (i Lenin, oczywiscie)
    k
  • maika7 11.06.07, 17:42
    > Co myślicie o reklamach?
    > Jakie się Wam podobają, a jakie nie?
    > Jaki mają na Was wpływ?

    Dzisiejsza rozmowa z Mamą:
    M: jak ja nie lubię tych reklam, po co one wogóle?
    ja: żebyś płaciła miejszy abonament
    M: ja nie płacę!! (M jest zwolniona z płacenia)
    ja: więc żebym ja nie musiała płacić więcej również za tych zwolnionych smile))

    Reklamy stały się codziennością - najczęściej je omijam - większość nie jest do
    mnie skierowana.... Niektóre lubię (np. z żubrami - piwa nie piję, bo nie lubię,
    a podobaja mi sie pomysły i skojarzenia uzyte w reklamie). Część reklam mnie
    wzrusza, część uważam za ważne (stop wariatom drogowym). Nie irytuja mnie,
    chociaż wolałabym oglądac filmy w całości, ale skoro "jest jak jest" to robie
    sobie herbatę, albo zamieszam w garnku w tym czasie wink

    Wpływ? Część powiedzeń weszła do domowego slangu, czasem kupuję produkt
    reklamowany.

    Reklamy a dzieci i młodzież - uswiadomiłam sobie własnie, ze moje dzieci
    wychowywały sie w dobie reklam. I co? i nic. Syn - owszem - uwielbial klocki
    lego, ale poza tym juz chyba nic z rekamowanych produktow. Córka nad wszelkie
    Barbi itp... przedkładala układanki. Dzisiaj tez są "niemarkowi", zresztą prawie
    nie oglądają telewizji. Ani mi reklamy nie przeszkodziły ani nie pomogły.
    Niektóre sa dla mnie arcydziełkami dowcipu. Inne obojetnymi obrazami.
  • a_weasley 11.06.07, 17:47
    maika7 napisała:

    > wzrusza, część uważam za ważne (stop wariatom drogowym).

    Bardzo mądra reklama. Na pewno bardzo poprawiła bezpieczeństwo ruchu drogowego.
    Nie wiem, w jaki sposób, ale na pewno poprawiła, bo to była bardzo ważna akcja.
    Mówili w telewizji.
    A jak się przyczyniła do rozwinięcia u odbiorców cywilizowanego stosunku do
    ludzi chorych umysłowo!
    No i oczywiście zupełnie nieistotny jest fakt, że w zestawieniu z bębnieniem o
    sponsorowaniu tej jakże mądrej i potrzebnej akcji przez PZU wypadło dużo taniej
    niż jawna reklama tejże spółki.

    --
    Tam, gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli dużo.
    Wigilia w Norze
    Fanfikty potterowskie mrowie a mrowie
  • maika7 11.06.07, 17:55
    1. Nie poprawiła. Ale zwróciła powszechną uwage na zjawisko zdrowych dawcow
    organow - przydatne w transplantologi.
    2. Dane na temat wpływu tej reklamy na odbior ludzi chorych umysłowo kolega
    posiada? czy sobie gdyba? Okreslony stosunek do chorych zazwyczaj sie ma -
    niezaleznie od reklamy. (gdybam)
    3. No popatrz - nie zauwazyłam jaką spólke reklamowali przy okazji, dzięki, bedę
    bardziej uswiadomiona w tej kwesti wink

    M.
  • a_weasley 11.06.07, 18:10
    maika7 napisała:

    > 1. Nie poprawiła. Ale zwróciła powszechną uwage na zjawisko zdrowych dawcow
    > organow - przydatne w transplantologi.

    Ci, którzy z racji wykonywanego zawodu czekają na świeże zwłoki, naprawdę nie
    czerpią wiedzy z plakatów.

    > 2. Dane na temat wpływu tej reklamy na odbior ludzi chorych umysłowo kolega
    > posiada? czy sobie gdyba? Okreslony stosunek do chorych zazwyczaj sie ma -
    > niezaleznie od reklamy. (gdybam)

    Na to już odpowiedziała Minerwa. Ja ze swej strony zauważę, że dużo ostatnio
    słyszałem o walce z negatywnymi stereotypami. Rozumiem, że chorych umysłowo to
    nie obejmuje i można negatywny stereotyp eksploatować i utrwalać.

    --
    Tam, gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli dużo.
    Wigilia w Norze
    Fanfikty potterowskie mrowie a mrowie
  • maika7 11.06.07, 18:25
    > Ci, którzy z racji wykonywanego zawodu czekają na świeże zwłoki, naprawdę nie
    > czerpią wiedzy z plakatów.

    Nie pisałam, ze zdobywają. Natomiast kazdy z nas do pewnego wieku na własne
    żądanie może być dawcą. Wystarczy mocniej nadusic pedal gazu. Chłopcy zazwyczaj
    kojarzą to z fajna zabawą, konkurencja i popisywaniem sie. Mieli podane i inne
    skojarzenie.


    > Na to już odpowiedziała Minerwa. Ja ze swej strony zauważę, że dużo ostatnio
    > słyszałem o walce z negatywnymi stereotypami. Rozumiem, że chorych umysłowo to
    > nie obejmuje i można negatywny stereotyp eksploatować i utrwalać.

    Nie, tego tez nie powiedzialam, rozwijasz twórczo interpretacje cudzych słow.
    Powiedziałam, ze negatywny stosunek do umysłowo chorych ma głębsze źródła niz
    stereotyp podawany przez reklamę. A słowo wariat nie oznacza jedynie "osoby
    chorej psychicznie"
  • a_weasley 11.06.07, 18:43
    maika7 napisała:

    > Nie pisałam, ze zdobywają. Natomiast kazdy z nas do pewnego wieku na własne
    > żądanie może być dawcą. Wystarczy mocniej nadusic pedal gazu. Chłopcy zazwyczaj
    > kojarzą to z fajna zabawą, konkurencja i popisywaniem sie. Mieli podane i inne
    > skojarzenie.

    Które - pomijając i tak istniejącą popularność powiedzenia "dawca organów" -
    można było popularyzować na sto różnych sposobów nie eksploatując negatywnego
    stereotypu osoby .
    To, że taka eksploatacja miała miejsce, jest oczywiste. Że w ten sposób się go
    utrwala, też. Nie trzeba wyników badań.
    Skądinąd Ty, chwaląca zbawienne skutki tej akcji, też nie dysponujesz żadnymi
    badaniami.

    P.S.
    Nie obchodzi mnie, czyjego szwagra siostry teściowej brata syn brał udział w tej
    akcji, co przy niej robił i jakie miał intencje. Jak dla mnie, mogłaby to robić
    Matka Teresa osobiście, akcja nie byłaby przez to ani trochę mądrzejsza.

    --
    Tam, gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli dużo.
    Wigilia w Norze
    Fanfikty potterowskie mrowie a mrowie
  • maika7 11.06.07, 18:52
    > Które - pomijając i tak istniejącą popularność powiedzenia "dawca organów" -
    > można było popularyzować na sto różnych sposobów nie eksploatując negatywnego
    > stereotypu osoby .
    > To, że taka eksploatacja miała miejsce, jest oczywiste. Że w ten sposób się go
    > utrwala, też. Nie trzeba wyników badań.
    > Skądinąd Ty, chwaląca zbawienne skutki tej akcji, też nie dysponujesz żadnymi
    > badaniami.

    Nie głoszę że akcja była zbawienna - pisałam, ze dla MNIE (konkretnej
    odbiorczyni) była to reklama w rzędu tych ważniejszych i poważniejszych (tak JA
    ją zapamiętałam). Nie twierdzę, ze na cos zbawiniie lub nie wpłyneła - bo nie
    mam takich danych. Twierdze, ze JA odebrałam ją pozytywnie i że MÓJ i moich
    znajomych stosunek do psychicznie chorych nie uległ zmianie w jej wyniku.
    Zgadzam sie, że mogło byc, jak twierdzicie, ale lubie mieć jasne dane, jesli
    takie są.

    >
    > P.S.
    > Nie obchodzi mnie, czyjego szwagra siostry teściowej brata syn brał udział w
    tej akcji, co przy niej robił i jakie miał intencje. Jak dla mnie, mogłaby to
    robić> Matka Teresa osobiście, akcja nie byłaby przez to ani trochę mądrzejsza.

    smile mnie tez to nie interesuje - dlatego o tym NIE piszę.
  • minerwamcg 11.06.07, 18:04
    a_weasley napisał:
    > A jak się przyczyniła do rozwinięcia u odbiorców cywilizowanego stosunku do
    > ludzi chorych umysłowo!

    Prawda? Kiedy weszła ta reklama, pracowałam w szpitalu dla psychicznie chorych.
    I widziałam gigantyczny wysiłek lekarzy, terapeutów i samych chorych, żeby z
    ludzi chorych psychicznie zdjęć piętno "wariata", "świra", "psychola". Wielkie
    kampanie "Schizofrenia jest uleczalna" i "Otwórzcie drzwi", akcja informacyjna,
    tysiące imprez integracyjnych, spotkań...
    I przychodzi PZU, wielkie słowo "wariat" na billboardach, wizerunek człowieka w
    kaftanie bezpieczeństwa biegnącego przez drogę. I diabli biorą wszystkie nasze -
    moje wówczas też - wysiłki. Społeczeństwu kalka "wariat - niebezpieczny"
    jeszcze raz wdrukowała się w pamięć i znowu kilkunastu lat trzeba będzie, żeby
    ją stamtąd usunąć.
    --
    Osoby mrowie a mrowie
  • maika7 11.06.07, 18:12
    > Społeczeństwu kalka "wariat - niebezpieczny"
    > jeszcze raz wdrukowała się w pamięć i znowu kilkunastu lat trzeba będzie, żeby
    > ją stamtąd usunąć.

    Nie lat - pokoleń. Tę społeczną kalkę mamy w sobie od "wieków". I nie wystarczy
    kilka spektakularnych akcji, żeby zmienic społeczne nastawienie do tej grupy
    chorych.

    M.
  • a_weasley 11.06.07, 18:14
    maika7 napisała:

    > Nie lat - pokoleń. Tę społeczną kalkę mamy w sobie od "wieków".
    > I nie wystarczy kilka spektakularnych akcji, żeby zmienic
    > społeczne nastawienie do tej grupy chorych.

    Zatem tym bardziej nie należy w tym przeszkadzać.

    --
    Tam, gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli dużo.
    Wigilia w Norze
    Fanfikty potterowskie mrowie a mrowie
  • maika7 11.06.07, 18:26
    > Zatem tym bardziej nie należy w tym przeszkadzać.

    A przeszkodzono? czy gdybasz?
  • minerwamcg 11.06.07, 18:17
    > Tę społeczną kalkę mamy w sobie od "wieków". I nie wystarczy
    > kilka spektakularnych akcji, żeby zmienic społeczne nastawienie do tej grupy
    > chorych.

    Wystarczy natomiast jedna spektakularna kampania medialna, by zniszczyć lata
    pracy nad zmianą tego społecznego nastawienia.
    --
    Osoby mrowie a mrowie
  • maika7 11.06.07, 18:29
    > Wystarczy natomiast jedna spektakularna kampania medialna, by zniszczyć lata
    > pracy nad zmianą tego społecznego nastawienia.

    Piszecie Oboje tak, jakbyście mieli przed oczami wyniki badań na ten temat. W
    moim otoczeniu nie zauważyłam żadnych zmian w stosunku do chorych psychicznie.
    Nie jest to żadna miarą czegokolwiek, ale chcialabym, żebyscie swoje wnioski
    popierali czymś konkretnym. Bo moje doświadczenie i doswiadczenia osób mi
    bliskich, które pracuja z psychicznie chorymi nie dają podstaw do formułowania
    wniosków tak zasadniczych, jak Wasze.
  • minerwamcg 11.06.07, 18:38
    Tak, widziałam wyniki. Czytałam opinie psychologów i psychiatrów, a także
    samych chorych o tym, jak po reklamie zmienił się z takim trudem kształtowany w
    społeczeństwie wizerunek pacjenta psychiatrycznego. Jak postrzegani byli nasi
    pacjenci w otoczeniu i jak postrzegali samych siebie. Stowarzyszenie "Sztuka i
    Psychiatria" którego jestem współzałożycielem takie badania robiło i podjęło
    spore wysiłki na rzecz zneutralizowania fatalnego wpływu tej kampanii.
    --
    Osoby mrowie a mrowie
  • maika7 11.06.07, 18:44
    Chętnie zapoznałabym sie z tymi badaniami i ich wynikami. Są dostępne? I z
    wynikami, jak wyszło neutralizowanie i jakimi metodami.
  • minerwamcg 11.06.07, 18:55
    OIW nie są jeszcze do końca opracowane, zauważmy, jakimi środkami
    dysponuje "Sztuka i Psychiatria", jakimi PZU... To co widziałam, to wywiady z
    chorymi i opinie psychologów. Dość dramatyczne chwilami. Jeżeli Stowarzyszenie
    zdecyduje się wystąpić prawnie przeciwko PZU (co niestety będzie miało wszelkie
    cechy kopania się z koniem), z pewnością będą opublikowane.
    --
    Osoby mrowie a mrowie
  • minerwamcg 11.06.07, 19:01
    Znam osobiście sporą grupę ludzi, których kampania "Stop wariatom drogowym"
    skrzywdziła. Tak, uważam, że przyczyniła się do utrwalenia negatywnych
    stereotypów, które krzywdzą część społeczeństwa. Tak, uważam, że z krzywdzącymi
    steretypami należy walczyć i nie wolno ich utrwalać nawet w imię szczytnych
    wartości.
    I to chyba wszystko, co w tej sprawie miałam do powiedzenia...
    --
    Osoby mrowie a mrowie
  • ea-szarri 11.06.07, 20:24
    Z obserwacji własnych: więcej szkody pacjentom psychiatrycznym wyrządza
    rzeczowa informacja o człowieku leczącym się na schizofrenię, który w stanie
    ostrej psychozy zarąbał siekiera swoje dziecko oraz żonę...
    Zwłaszcza w sytuacji, kiedy na palcach jednej ręki można policzyć informacje, w
    których pojawiają się pacjenci psychiatryczni w jakimkolwiek pozytywnym, bądź
    neutralnym kontekście sad
    No.... o depresji mówi się dużo. I w przypadku depresji duża kampania
    informacyjna przynosi skutki pozytywne, więcej zrozumienia pojawia się w
    sytuacji np. samobójstw rozszerzonych.
    Negatywne stereotypy nie karmią się reklamą. One karmią się niedostatkiem
    wiedzy.
    Co nie znaczy, że reklama nie może zaszkodzić. Może, ale ja bym tutaj nie
    demonizowała.

    --
    Zupa z kołka od kiełbasy
  • maika7 11.06.07, 19:11
    > OIW nie są jeszcze do końca opracowane, zauważmy, jakimi środkami
    > dysponuje "Sztuka i Psychiatria", jakimi PZU... To co widziałam, to wywiady z
    > chorymi i opinie psychologów. Dość dramatyczne chwilami. Jeżeli Stowarzyszenie
    > zdecyduje się wystąpić prawnie przeciwko PZU (co niestety będzie miało wszelkie
    > cechy kopania się z koniem), z pewnością będą opublikowane.

    nie są te dane dostępne publicznie (na stronie Stowarzysznia) - chyba nie ma ono
    strony sad Bo to i ważne informacje i warto by było, żeby był do nich dostęp.
    daja konkretne argumenty do ręki.
    Znalazłam własciwie jedynie taki wyważony protest pani Meder:
    www.proto.pl/archiwum/info?itemId=15737
    i niewiele ponad to.
  • samboraga 11.06.07, 20:11
    podpisuję się obiema łapami
    jak nam tu na internecie miga to tez dzięki temu forum mamy za darmosmile

    żubra też lubięsmile
  • samboraga 11.06.07, 20:12
  • a_weasley 11.06.07, 17:56
    Dorośli ludzie kupują produkty farmaceutyczne, które reklamuje w reklamie
    Stockinger, i czują się dużo bezpieczniej w dzielnicy, w której mieszka Marek
    Kondrat.
    W tej sytuacji to, że dziecko odróżni film fabularny, program publicystyczny i
    filmik reklamowy, śmiało można włożyć między bajki (zresztą ten ostatni bardzo
    się stara do złudzenia upodabniać do poprzednich dwóch). Zwłaszcza jeśli w
    reklamie występuje pan doktor z serialu albo pani od pogody.
    Słyszę: tłumaczyć dziecku, że tego nie należy traktować poważnie. Wyśmienicie.
    Doskonale. Przednio. Czyli w sumie wytłumaczyć dziecku, że telewizja generalnie
    kłamie? No, może to nawet niedalekie od prawdy... ale czy to aby nie prosta
    droga do wychowania małego paranoika?
    Aha, wytłumaczyć, że nie kłamie, tylko to tak na niby. Od słowa do słowa wyjdzie
    na to, że to, co pokazują w telewizji, jest na niby. A potem dziwić się, że
    znieczulica, że nie robią wrażenia katastrofy i ofiary pokazywane w dzienniku
    TV. A dlaczego po takim szkoleniu mają robić?

    --
    Tam, gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli dużo.
    Wigilia w Norze
    Fanfikty potterowskie mrowie a mrowie
  • ea-szarri 11.06.07, 21:06
    Iiii tam, po co zaraz „telewizja kłamie” i straszenie znieczulicą?
    Ja swojemu dzieckołowi wyjaśniłam, że reklama jest po to, żebyśmy my kupili
    coś, co inni baaardzo chcą nam sprzedać. I nie zawsze jest to akurat coś, co
    jest nam potrzebne, lub dla nas interesujące. Wystarczyło. Nie tyle dzieckoł
    przestał chcieć i pożądać, ale zaczął myśleć, czy naprawdę dokładnie tego chce.

    A co do zagrożenia znieczulicą.... może moja czterolatka jest jakaś nietypowa,
    ale odróżnia świetnie fikcję od rzeczywistości. Nawet jeśli występują obok
    siebie w tym samym filmie. Ostatnio namiętnie ogląda „Narnię” i jedyna scena,
    która ją naprawdę przeraża i której bez osoby dorosłej przy boku nie ogląda, to
    sceny bombardowania Londynu. Bo to jest prawdziwe (jej własne słowa).

    --
    Zupa z kołka od kiełbasy
  • samboraga 11.06.07, 20:15
    Chcę się już pożeganć z wątkiemsmile
    Dziękuję za maile, które wczoraj i dzisiaj do mnie dotarły na priv. Maile od
    osób, które myślą o reklamie w sposób podobny do mojego, ale nie zdecydowały się
    wziąć udziału w dyskusji.
    Dla wszytskich - pozdrowienia. I dziękuję za rozmowęsmile
  • mader1 11.06.07, 21:50
    > Chcę się już pożeganć z wątkiemsmile

    To ja się też pożegnam. Bo na reklamy jestem " cięta", ale nie wszystkie i
    chciałam sobie o tym na spokojnie z Samboragą pogadać smile)))
    A... i o tym, że ich za dużo wokół, stąd mnie denerwują.
    Ale... muszę oświadczyć, że są u mnie w domu reklamowane produkty, takoż i
    markowe produkty - żeby nikt się nie zdziwił, jak wpadnie wink)))
    Staram się do reklamy mieć taki stosunek, o jakim kiedyś pisałam w związku z
    alkoholem - żeby się wokół tego nie kręciło moje życie.
    --
    Bądź dobry - każdy, kogo spotkasz, prowadzi ciężki bój. J. Watson
    Wychowanie w wierze
  • a_weasley 11.06.07, 21:56
    mader1 napisała:

    > Ale... muszę oświadczyć, że są u mnie w domu reklamowane produkty, takoż i
    > markowe produkty - żeby nikt się nie zdziwił, jak wpadnie wink)))

    Żeby człowiek chciał, to i tak tego nie uniknie. A gdyby jeszcze do tego na
    przykład nie chciał kupować produktów wytworzonych w Chinach, to już zupełna klęska.
    Poza tym takie na przykład piwo dzieli się na marki reklamowane i niszowe i co
    ma zrobić ortodoksyjny antyreklamiarz, który upodobał sobie jakiś niszowy
    gatunek czy gatunki i chce się napić piwa tam, gdzie żaden z nich nie występuje
    i ma wybór między Tyskim ze szkockiego pubu, Lechem z gry na błotnistym boisku,
    Żubrem występującym w puszczy i jakimś nieznanym sobie lokalnym produktem w
    plastikowej butelce, na kilometr nasuwającym podejrzenie, że pochodzi z Końskowoli?

    --
    Tam, gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli dużo.
    Wigilia w Norze
    Fanfikty potterowskie mrowie a mrowie
  • mader1 11.06.07, 22:00
    smile))) i tym optymistycznym akcentem można zakończyć tę spokojną dyskusję wink)))

    --
    Bądź dobry - każdy, kogo spotkasz, prowadzi ciężki bój. J. Watson
    Wychowanie w wierze
  • minerwamcg 11.06.07, 22:31
    Zatem Twoje zdrowie, niereklamowanym piwem w żadnym wypadku nie produkowanym w
    Końskowoli (albowiem jak mawiał pan Zagłoba, piwsko tam było "okrutnie liche").
    --
    Osoby mrowie a mrowie
  • samboraga 11.06.07, 23:09
    > chciałam sobie o tym na spokojnie z Samboragą pogadać smile)))

    ja też chciałamsmile
    ale chyba wszystko już powiedziałam
    i chyba nie umiem jaśniejwink
    mogę tylko się powtarzać, rozmowa będzie kręciła się w kółko
    aha - u mnie w domu też są produkty niemarkowe, żeby też nie było zdziwieniawink
  • otryt 12.06.07, 02:08
    samboraga napisała:

    >mogę tylko się powtarzać, rozmowa będzie kręciła się w kółko

    Niekoniecznie. Mnie bardzo zaciekawił fragment, który napisałaś:

    >Myślę, że poziom manipulacji w reklamie się waha, zależy od stanu gospodarki,
    >od produktów reklamowanych, od rynku reklamowego danego kraju (i pewnie od
    >jeszcze paru rzeczy).

    Ciekawy jestem, jak oceniasz fakt, że poziom manipulacji w reklamie zależy od
    stanu gospodarki? Czy jest to neutralne moralnie? Dopuszczalne?
    Usprawiedliwione? Dla mnie to Twoje zdanie jest najcięższym zarzutem przeciwko
    reklamie, jakie padło w tej dyskusji.

    Ta sprawa przypomina mi trochę, że stan gospodarki USA zależy od poziomu
    konsumpcji Amerykanów w święta Bożego Narodzenia. Ekonomiści załamują ręce, gdy
    konsupcja lekko spadnie albo nie rośnie w zaplanowanym tempie. Grudniowa
    sprzedaż wynosi tyle, ile w ciągu 5 innych miesięcy. Czy widziałaś
    film "Wielkie żarcie"? Była tam śmierć z przeżarcia. Jak wielkie żarcie ma się
    do etyki chrześcijańskiej?

    Jedną z funkcji reklamy jest budzenie w ludziach potrzeb, których wcześniej nie
    mieli. Niektóre potrzeby są dobre, np higieniczne. Dziś mamy znacznie lepszy
    zapach w tramwaju niż 20 lat temu. Ale co powiedzieć o tym, że 12-letnie
    dziewczynki depilują sobie nogi? Przed laty reklamowany był elektroniczny pies
    Poochi. Dzieci męczyły nas, aby to kupić..."bo wszyscy mają". Widać było, że
    czują się gorsze. Wiedzieliśmy, że to badziewie i tak po tygodniu trafi w kąt.
    W końcu ulegliśmy. Kupowaliśmy te głupie Keny i Barbie w coraz to różnych
    kreacjach. Domku dla Barbie nie kupiliśmy, bo był drogi. Dziecko przez całe
    lata było nieszczęśliwe.

    Może warto się zastanowić, co się dzieje w rodzinach, które nie są w stanie
    zaspokoić rozbudzonych potrzeb? Szczególnie wśród dzieci, bo one są najbardziej
    bezbronne wobec reklamy. Co się dzieje z kolei, gdy ulega się kolejnym modom i
    nie postawi się ograniczeń w stosunku do coraz to nowych potrzeb?

    Co można powiedzieć o ludziach, którzy poziom potrzeb mają ustawiony dosyć
    nisko, a co o tych, którzy mają wielkie potrzeby? Jak to się ma do wychowania
    religijnego?

    Szkoda, że temat, który podała Mader zbyłaś żartem o kowalu własnego losu.
    Osoba, która radziła, by zdolny chłopak został kowalem razi mnie wyjątkowym
    cynizmem i jest jednym z przejawów cywilizacji śmierci. To temat na obszerny i
    bardzo emocjonujący wątek, jak wielu przedstawicieli różnych zawodów mija się
    dziś z etyką. Nie tylko pracujący w reklamie.
  • samboraga 12.06.07, 12:27
    Otrycie, czekałąm na Twoje pytania, napisałąm to nawet. Pojawiłeś się tylko, aby
    uściślić użycie słowa reklamiarz i wyszedłeś z forum, więc myślałam, że
    zrezygnowałaeś.

    A co do zarzutu manipulacji - Otrycie napiszę łopatologicznie, wybaczsmile

    Gdy w gospodarce zaczyna iść gorzej, ceny rosną – ludzie zaczynają mniej kupować
    – obroty firm spadają – firmie grożą zwolnienia pracowników a może nawet upadek
    firmy (=zwolnienie WSZYSTKICH pracowników na bezrobocie) - firma zaczyna
    zabiegać o klienta, robi to reklamą

    jeśli wczesniej robiła głównie spoty przypominające o sobie (co jakiś czas lekka
    kampania, mało spotów), to teraz wypuszcza je częściej (uwaga – nie piszę, że
    TAK JEST, piszę b. ogólnie) co odbiorca, np. Ty, może zinterpretować ‘ale chcą
    się nachapać, reklama przed filmem, po filmie i w srodku filmu, a to jedna firma
    przecież, wrrrr’
    ot i cała ‘manipulacja’ – odbiorca ma poczucie napaści na niego, firma przez
    reklamę walczy o siebie...

    i tą reklamą - pośrednio walczy w ten sposób o…swoich pracowników, o ich pensje,
    etat
    o czym chyba się zapomina...
    w sprzedaży (a reklama jest jej narzędziem) chodzi NIE tylko o nabicie kabzy
    prezesowiwink

    wiesz Otrycie, myślę, że tu nie chodzi o stosunek do reklamy ,a stosunek do
    wolnego rynku, gospodarki
    z wielu wypowiedzi widzę, że producenci co się nie reklamują są lepsi bo ‘nie
    dążą do zysku’ (?) a ci co się reklamują to są gorsi ‘chca się nachapać’...
    takie mam odczucia
    tymczasem wiele produktów niemarkowych wystawianych jest przez te same firmy,
    które wystawiają produkty markowe
    a i odwrotnie, wielu małych producentów ‘podpina’ się pod boom jaki na dany
    towar zrobiła reklama produktu markowego i się cieszą
    nie jest to wszystko takei jednoznaczne

    a słowa ‘manipulacja’ uzywam w znaczeniu ‘wpływanie na zachowanie konsumenckie
    klienta’, a o wpływaniu na ludzi, o poziomie tego wpływania, że wachlarz szeroki
    i nie ogranicza się tylko do ostrej manipulacji typu pneumokoki napisałam
    wcześniej...ale, na to nikt nie odpowiedział...manipulacja jest, najwyraźniej,
    słowem magicznym...

    przepraszam, wpadłam teraz na chwilę
  • a_weasley 12.06.07, 13:21
    samboraga napisała:

    > z wielu wypowiedzi widzę, że producenci co się nie reklamują są lepsi bo ‘
    > ;nie
    > dążą do zysku’ (?) a ci co się reklamują to są gorsi ‘chca się nach
    > apać’...
    > takie mam odczucia

    Myślę, że wiele dyskusji w sieci przebiegałoby spokojniej i bardziej rzeczowo,
    gdyby wszyscy skupiali się na tym, co faktycznie zostało powiedziane, a nie
    jakie mają odczucia.
    Akurat z tego, że kura po to grzebie, żeby co wygrzebała, to mniej więcej każdy
    sobie zdaje sprawę.

    --
    Tam, gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli dużo.
    Wigilia w Norze
    Fanfikty potterowskie mrowie a mrowie
  • otryt 13.06.07, 10:02
    samboraga napisała:

    >wyszedłeś z forum, więc myślałam, że zrezygnowałeś.

    Zrobiłem przerwę na opadnięcie emocji. Ja też nie mam czasu zbyt dużo, więc
    moje rozmowy są baaaardzo rozciągnięte w czasie. Piszesz jak działa gospodarka
    rynkowa, że reklama jest jednym z jej elementów. Zgoda. Z tego, że tak wielu
    nie lubi nachalnej i kłamliwej reklamy, nie należy wyciągać wniosku, że tęsknią
    za gospodarką socjalistyczną. Nie neguję, ze celem firmy jest zysk. Im większy
    tym lepiej. Oczywiście przy pełnym poszanowaniu pracowników, prawa i środowiska
    naturalnego.

    >że tu nie chodzi o stosunek do reklamy, a stosunek do wolnego rynku, gospodarki

    Z tym zdaniem się nie zgadzam. Próbujesz coś sugerować, że stosunek do wolnego
    rynku niechętny, bo kogoś reklamy irytują. Nie musimy kupować całego pakietu.
    Wolny rynek to też pornografia, burdele. Jest popyt, będzie i podaż.

    >producenci co się nie reklamują są lepsi bo ‘nie
    >dążą do zysku’ (?) a ci co się reklamują to są gorsi ‘chca się nachapać’...
    >takie mam odczucia

    Pisałem w pierwszej wypowiedzi, że reklama stanowi lwią część ceny wyrobu,
    dlatego dla produktów niereklamowanych stosunek jakości do ceny jest
    korzystniejszy dla klienta. Poza tym nie mogę zgodzić się z tym, że podział
    zysku jest taki, że ten kto produkuje lub konstruuje produkt dostaje mniej, niż
    ten kto reklamuje i sprzedaje. Znam odpowiedź, bo łatwiej wyprodukować niż
    sprzedać. To wszystko zależy od zastosowanych parametrów.

    >a słowa ‘manipulacja’ uzywam w znaczeniu ‘wpływanie na zachowanie konsumenckie
    >klienta’

    Ja bym do tej definicji dodał „często wbrew jego woli i świadomości”.
    Szczególnie naganne to jest, gdy wpływa się na dzieci. A poprzez dzieci na
    portfel rodziców. Są jeszcze bardziej wyrafinowane systemy sprzedaży
    wykorzystujące dzieci. W zerówce mojego dziecka przyszli z jogurtami , a
    później pastą do zębów. Wszystkie dzieci w klasie (lub znacząca ich liczba)
    musiała kupować dany produkt, zbierać nalepki, aby potem klasa mogła wygrać coś
    cennego. Dzieci w tym wieku nie lubią się wyróżniać, pojawia się presja na nie
    ze strony grupy, podsycana przez innych rodziców. One nie rozumieją dlaczego
    rodzice nie chcą kupować tych jogurtów czy past. Przecież i tak się te rzeczy
    kupuje i używa w domu. Więc jaka różnica, czy tej czy tamtej firmy? Kupując tej
    firmy możemy pojechać na wycieczkę. To wszystko pod szczytnym hasłem
    kształtowania dobrych nawyków żywieniowych i higienicznych u dzieci. Na
    szczęście te akcje upadły w klasie mojego dziecka, bo więcej rodziców myślało
    podobnie jak my. Były jednak przypadki u moich znajomych, że wszystkie
    dzieciaki kupowały dany produkt, nalepiały nalepki na specjalny kartonik i
    ileś tak kompletnych kartoników uprawniało nie do wycieczki....lecz do
    losowania wycieczki. Nikt na żadną wycieczkę nie pojechał. Jak się mogą poczuć
    te dzieci?

    Pisałaś w tej dyskusji, że dzieci należy edukować, aby rozumiały reklamę, by
    były świadomymi konsumentami. Twoja niechęć zwracała się raczej w stronę osób,
    które krytykowały reklamę. Użyłaś słowa "histerycznie". Ja nie neguję potrzeby
    tych działań edukacyjnych ze strony rodziców. Jednak zauważ, że siły są
    nierówne. Rodzic najczęściej tylko ze swoimi intuicjami, zaś po drugiej stronie
    potężna machina reklamowo medialna, ze sztabem psychologów, prawników i innych
    fachowców najlepiej opłacanych, a więc najlepszych w swojej dziedzinie. Chcę,
    aby wszystkie podmioty występujące w przestrzeni publicznej były moim
    sprzymierzeńcami w wychowaniu dzieci a nie wrogami, przed którymi należy
    chronić. W tym widzę jedną z funkcji państwa, aby nie było wolnoamerykanki.

    Obserwuję zjawisko naciągania ludzi na różne sposoby. Czasem pokazują takich
    naciągniętych w telewizji. I prawie zawsze gani się ofiary, a nie sprawców
    przekrętów. Za ich naiwność, głupotę, chciwość, że chcieli coś kupić zbyt
    tanio. Odwrócenie porządku. TPSA współdzieli się zyskiem z firmami, które
    instalują dialery na naszych komputerach. Organizacje konsumenckie są bezradne
    wobec tego procederu. Mogą co najwyżej edukować. Brak zabezpieczeń prawnych.
    Prawo bardzo często staje po stronie oszustów. Tak się dzieje gdy mamy do
    czynienia z prawem, reklamą, ekonomią bez moralności, gdy zapominamy, że
    człowiek jest najważniejszy, szczególnie ten zwykły, prosty człowiek, któremu
    często brak wiedzy, aby skutecznie poruszać się we współczesnym świecie. Czy
    każdy musi znać się na wszystkim, bo inaczej będzie sam sobie winny, że został
    zrobiony w trąbę? Zaufanie pomiędzy różnymi podmiotami wolnego rynku też jest
    istotnym parametrem ekonomicznym. Gdy zaufanie maleje gospodarka zaczyna kuleć.





  • a_weasley 13.06.07, 11:43
    otryt napisał:

    > wykorzystujące dzieci. W zerówce mojego dziecka przyszli z jogurtami,

    To jest coś, czego nie cierpię. Wszelkie systemy wychowywania małego konsumenta,
    wciąganie szkoły do biznesu reklamowego. W krajach rozwiniętych podobnież czasem
    bardzo wyrafinowane - np. zaskakująco tanie książki, gdzie rodziny jeżdżą
    takimi, a nie innymi samochodami, jedzą takie, a nie inne chrupki...

    > Dzieci w tym wieku nie lubią się wyróżniać, pojawia się presja na nie
    > ze strony grupy, podsycana przez innych rodziców.

    No ba. Skoro nie możemy zniszczyć wroga (tzn. świadomych rodziców) ogniem
    artyleryjskim, napuśćmy na niego tubylców.

    > dzieciaki kupowały dany produkt, nalepiały nalepki na specjalny kartonik i
    > ileś tak kompletnych kartoników uprawniało nie do wycieczki....lecz do
    > losowania wycieczki. Nikt na żadną wycieczkę nie pojechał. Jak się mogą poczuć
    > te dzieci?

    "- Mulica prawił, że cię capnęli i na pal wbili w Riedbrune. Klął się, że to prawda!
    - Z wszystkiego jest pożytek - wzruszyła ramionami dziewczyna. - Będzie teraz
    Mulica pieniądze pożyczał i klął się, że odda, to ty już wiedział będziesz, ile
    jego klątwy warte."
    (A. Sapkowski, "Wieża Jaskółki").

    > Obserwuję zjawisko naciągania ludzi na różne sposoby. Czasem pokazują takich
    > naciągniętych w telewizji. I prawie zawsze gani się ofiary, a nie sprawców
    > przekrętów. Za ich naiwność, głupotę, chciwość, że chcieli coś kupić zbyt
    > tanio.

    Bo niestety ogólnie podstawowe hasło kapitalizmu brzmi "Śmierć frajerom".
    Kapitalista jest po to, żeby mnie naciągać, a mój łeb, żeby się nie dać. On
    napisze coś małym druczkiem, ja nie przeczytam - moja wina, kup sobie pan lepsze
    okulary, polecamy najnowszy model firmy Hopkins i Bobkins, cena 99,99 eu (małym
    druczkiem: plus VAT plus 40 eu na pokrycie łysych papą, producent nie odpowiada
    za rozklejanie okularów, nie gwarantuje równoległości osi optycznych, nie
    odpowiada za lokalnie możliwe wahania mocy optycznej i w ogóle miga się od
    odpowiedzialności).
    Weźmy chociażby reklamy, na których wielkimi wołami jest wypisana szokująco
    niska cena, a nad nią duuużo mniejszym drukiem "10 rat po".
    Myśmy się swego czasu nacięli na reklamę, która skądinąd nie bazowała na żadnych
    finezyjnych skojarzeniach. Po prostu był wyobrażony laptop o niewysokich
    parametrach, ale na nasze domowe potrzeby aż nadto wystarczający, z informacją,
    że kosztuje 2000 zł. Pojechaliśmy kupować laptopa za 2000 zł. Po czym okazało
    się, że laptopów w tej cenie było 30 i siłą rzeczy sprzedały się były w końcu
    kwadransa. Czytałem, że w Kanadzie w analogicznej sytuacji dopóki reklamy wiszą,
    dopóty musieliby nam sprzedać za tę cenę laptopa takiego lub równorzędnego
    (ostatecznie mógłby być lepszy) i nie ma, że nie mają w magazynie. Może
    dojdziemy i do tego...

    --
    Tam, gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli dużo.
    Wigilia w Norze
    Fanfikty potterowskie mrowie a mrowie
  • samboraga 13.06.07, 15:27
    > Z tym zdaniem się nie zgadzam. Próbujesz coś sugerować, że stosunek do wolnego
    > rynku niechętny, bo kogoś reklamy irytują. Nie musimy kupować całego pakietu.
    > Wolny rynek to też pornografia, burdele. Jest popyt, będzie i podaż.

    rozumiem
    oczywiście, że nie musimy kupować pakietusmile
    myślę jednak, że inny jest stosunek reklamy do sprzedaży niż do pornpografii,
    reklama jest sprzedaży częścią, a pornografia, jeśli mówimy ogólnie o wolnym
    rynku, bytem oddzielnym

    > Pisałem w pierwszej wypowiedzi, że reklama stanowi lwią część ceny wyrobu,
    > dlatego dla produktów niereklamowanych stosunek jakości do ceny jest
    > korzystniejszy dla klienta

    a co z produktami, które nie reklamowane byłyby droższe? bo wcześneij były
    produkowane w mniejszej skali? (np. produkty tych mniejszych producentów,
    niekorporacyjnych)
    poza tym klient niemarkowy tez płaci za reklamę, pośrednio, wtedy, gdy kupuje
    produkt niemarkowy tego samego producenta

    > wykorzystujące dzieci. W zerówce mojego dziecka przyszli z jogurtami , a
    > później pastą do zębów. Wszystkie dzieci w klasie (lub znacząca ich liczba)

    a to uważam, że jest niedopuszczalne
    dlatego, że jest to granie nie tylko ‘reklamą’, ale i autorytetem pani w
    przedszkolu (zastępuje autorytet rodziców)
    zwłaszcza, gdy nie wiedzą o tynm rodzice, bo tak zdecydował dyrektor
    przedszkola w dobrej wierze (kiedyś czytałam w gazecie, że do jakiegoś
    przedszkola przyszły, chyba, 'danonki', rodzice nic nie wiedzieli)

    ale jeśli rodzice zgodzą się, by na przedszkolu np. zawisła reklama czegoś? a z
    tych pieniędzy będa pieniądze na wycieczkę dla dzieci? to wg Ciebie jest
    dopuszczalne czy tez nie?

    Były jednak przypadki u moich znajomych, że wszystkie
    > dzieciaki kupowały dany produkt, nalepiały nalepki na specjalny kartonik i
    > ileś tak kompletnych kartoników uprawniało nie do wycieczki....lecz do
    > losowania wycieczki. Nikt na żadną wycieczkę nie pojechał. Jak się mogą poczuć
    > te dzieci?

    zaraz, ale nikt nie wiedział, że to chodzi o losowanie wycieczki?

    a, o podobnym zdarzeniu pisałam gdzieś wyżej
    jak mój własny syn nauczył się sceptycyzmu do działań reklamowych
    natomiast jeśli promocja jest taka, że do chipsów czy soczków dołaczona jest
    nalepka (czyli każde dziecko 'wygrywa') to uważam, że to jest w porządku

    Chcę,
    > aby wszystkie podmioty występujące w przestrzeni publicznej były moim
    > sprzymierzeńcami w wychowaniu dzieci a nie wrogami, przed którymi należy
    > chronić.

    nie oczekuję od każdego zjawiska roli wychowawczej w stosunku do mojego dziecka,
    bo to ja jestem od tego, aby je wychowywać, to ja musze je nauczyć iśc przez
    życie, dokonywac wyborów

    >W tym widzę jedną z funkcji państwa, aby nie było wolnoamerykanki.

    no tak, ale wg Ciebie państwo powinno zabronić reklamy dzieciom (tak
    zrozumiałąm), wg mnie nie...

    Otrycie, jaka jest Twoja granica 'tak' dla reklam? czy są w ogóle jakieś co do
    których nie masz zastrzeżeń?
  • otryt 14.06.07, 00:43
    samboraga napisała:

    >Otrycie, jaka jest Twoja granica 'tak' dla reklam? czy są w ogóle jakieś co do
    >których nie masz zastrzeżeń?

    Póżno się jakoś zrobiło, więc krótko. Lubię reklamy zbliżone do informacji o
    produkcie, takie co to przemawiają do rozumu, a nie do emocji, które informują,
    na czym konkretnie polega wyższość tego produktu nad innymi. Gdy jest to cos
    nowego, to z grubsza informują, na czym polega nowe rozwiazanie, nawet
    posiadają pewien walor edukacyjny. Wg mnie reklama ma się tak do informacji o
    towarze jak propaganda do informacji o wydarzeniach. I reklamą i propagandą
    podobne prawa rządzą.

    Dziś życzliwszym okiem patrzyłem na reklamy w TV. Ładni, szczęśliwi, życzliwi
    ludzie, pomagają pchać samochód, który uległ awarii, pozytywne nastawienie.
    Moze tak trzeba trzymać, a nie szukać dziury w całymsmile Dobranocsmile


  • samboraga 14.06.07, 09:34
    Pozdrawiamsmile

    Dodam tylko, że - prawdopodobnie - właśnie teraz przeżywamy apogeum reklamowe
    (ilość bilboardów, spotów, gigantomania) i za jakiś czas może być i mniej, i
    spokojniejsmile
  • otryt 14.06.07, 10:23
    samboraga napisała:

    >Dodam tylko, że - prawdopodobnie - właśnie teraz przeżywamy apogeum reklamowe
    >cryingilość bilboardów, spotów, gigantomania) i za jakiś czas może być i mniej, i
    >spokojniejsmile

    Cóż za radosna informacja na dzień dobrysmile) A z czego to wnosisz, ciekawy
    jestem?

    >zaraz, ale nikt nie wiedział, że to chodzi o losowanie wycieczki?

    Tego nikt nie powiedział. Dzieciaki dowiedziały się wcześniej, oznajmiając z
    radością: "Mamo, Tato, pojedziemy na wycieczkę!"

    >nie oczekuję od każdego zjawiska roli wychowawczej w stosunku do mojego
    >dziecka, bo to ja jestem od tego, aby je wychowywać, to ja musze je nauczyć
    >iść przez życie, dokonywać wyborów

    Mało jest w naszym otoczeniu społecznym, w przestrzeni publicznej zjawisk
    całkowicie neutralnych z punktu widzenia wychowania. Czy mam przez to rozumieć,
    że jest Ci obojętne, czy negatywne, czy pozytywne treści będą dochodziły
    stamtąd do Twoich dzieci? Wpływ tych negatywnych skorygujesz przecież sama w
    rozmowie z dzieckiem. Dużo rozmawiam z dziećmi, jednak wolałbym aby moje
    dziecko wzrastało w bardziej przyjaznym otoczeniu i nie było epatowane
    nieodpowiednimi treściami.

    >ale jeśli rodzice zgodzą się, by na przedszkolu np. zawisła reklama czegoś? a z
    >tych pieniędzy będą pieniądze na wycieczkę dla dzieci? to wg Ciebie jest
    >dopuszczalne czy tez nie?

    Jeśli byłaby to reklama skierowana dla dorosłych, to czemu nie? Obawiam się
    jednak, że tego warunku by nie przyjęto. Nasza wspólnota mieszkaniowa wykonuje
    kosztowny remont budynku. Ściana szczytowa doskonale nadaje się na duży
    bilboard reklamowy. Sam nawet proponowałem takie rozwiązanie, aby choć w części
    odzyskać włożone w remont pieniądze. Punkt widzenia zależy więc od punktu
    siedzenia. To nie ja jestem epatowany niechcianymi treściami, lecz sam to robię.

    Samborago, jeszcze kilka słów do działania reklamy w gospodarce rynkowej. Moim
    zdaniem ludzie nawet bez reklamy wiedzieliby, który towar warto kupić. Tego
    rodzaju wiedza rozchodzi się bardzo szybko i jest bardziej rzetelna niż przekaz
    reklamowy. Reklama może powodować skutki dwojakiego rodzaju. Może wyrwać część
    klientów innej firmie. Wtedy jedna firma zwalnia pracowników, ale druga
    przyjmuje. Bilans wychodzi na zero. Dla konsumenta nie ma to większego
    znaczenia, która z tych firm jest na topie, bo przeważnie wyroby poszczególnych
    firm, nie odbiegają od siebie znacząco tak pod względem jakości jak i ceny.
    Rynek nie wchłonie więcej towaru, choćby nawet pękł. Reklama służy głównie
    walce z konkurencją. Oczywiście ci najsprytniejsi wygrają. Inny skutek
    działania reklamy, polega na tym, że ludzie kupują dobra, które są im do
    niczego nie potrzebne. Wtedy rzeczywiście nakręca się koniunkturę w gospodarce,
    ale robi się to kosztem człowieka. Staje się jak ta tuczona gęś, niewolnik albo
    jak bohater filmu "Wielkie żarcie", który przedwcześnie umrze albo straci
    zdrowie. Patrz Boże Narodzenie w USA i ostatnio coraz bardziej w Polsce. W
    skrajnym wypadku możemy sobie wyobrazić człowieka, który pracuje po kilkanaście
    godzin dziennie...aby kupić sobie luksusowy samochód i domek za miastem, z
    którego nie będzie korzystał, bo musi chodzić do pracy. A samochodem będzie
    jeździł tylko do pracy. Jedno i drugie będzie posiadał, aby mieć prestiż u
    ludzi. Sam niewiele z tego użyje. Za komuny kopalnie wydobywały węgiel, aby
    dać elektrowniom i hutom, elektrownie produkowały prąd dla kopalni i hut, a
    huty produkowały stal dla kopalni i elektrowni. Na potrzeby konsumpcyjne ludzi
    już nie starczało węgla, prądu ani stali. Czy te dwa obrazki bardzo się różnią
    między sobą? Pozdrawiamsmile
  • minerwamcg 14.06.07, 10:59
    Mam wrażenie, że rodzice dzieci mają takie mnóstwo rzeczy do korygowania, że
    jedna (i to ogromna) rzecz mniej byłaby dla nich sporą ulgą. Gdyby zamiast tak
    dużo czasu (a nie mają go za dużo) poświęcać na neutralizowanie skutków
    agresywnej reklamy zajęli się wraz ze swoimi dziećmi czymś przyjemniejszym i
    bardziej twórczym, byłoby lepiej. Tym bardziej, że to jest wojna pocisku z
    pancerzem - im bardziej starają się rodzice, tym trudniej ich przekazowi wygrać
    z kolorowymi obrazkami, z których każdy ma zakodowany podtekst: "twoja wartość
    zależy od tego, co masz".
    --
    Osoby mrowie a mrowie
  • otryt 14.06.07, 11:49
    minerwamcg napisała:

    >Mam wrażenie, że rodzice dzieci mają takie mnóstwo rzeczy do korygowania, że
    >jedna (i to ogromna) rzecz mniej byłaby dla nich sporą ulgą. Gdyby zamiast tak
    >dużo czasu (a nie mają go za dużo) poświęcać na neutralizowanie skutków
    >agresywnej reklamy zajęli się wraz ze swoimi dziećmi czymś przyjemniejszym i
    >bardziej twórczym, byłoby lepiej.

    No właśnie, to chciałem powiedzieć, że ten czas można spędzać bardziej
    przyjemnie i twórczo. Dziecko nie żyje w próżni, oddziałuje na nie wiele
    rzeczy. Im więcej tych podmiotów oddziałujących pozytywnie tym lepiej.
    Pozytywnie może wpływać oprócz rodziców szkoła, Kościół, dalsza rodzina,
    kuzyni, ciocie, wujkowie, babcie i dziadkowie, wspólnoty, z którymi spędza się
    wolny czas, liczni koledzy i przyjaciele. Gdy mało liczne jest środowisko
    społeczne i tylko rodzice na nie pozytywnie oddziałują, to mogą nie podołać,
    mogę nie dostrzec w porę niepokojących sygnałów, mogą nie potrafić znaleźć
    drogi do swojego dziecka, aby skutecznie go o czymś przekonać. Jeśli dziecko
    widzi, że inne osoby w środowisku myślą podobnie i żyją podobnie jak rodzice,
    to łatwiej przyjmuje pewne prawdy z ich ust, mniej się buntuje, mniejszy wpływ
    na nie mają negatywne zjawiska. Bardzo często na zarzut, że telewizja
    przekazuje negatywne treści dla młodych pada zarzut, że tacy rodzice nie
    rozmawiają z dziećmi, że telewizja nie jest od wychowywania, że trzeba wspólnie
    oglądać z dziećmi programy a potem o tym rozmawiać, a nie tylko żądać zakazów.
    To nie jest do końca prawda, bo ostateczny efekt wychowawczy zależy od
    wypadkowej bardzo wielu czynników. Poza tym współczesna polska rodzina jest
    coraz bardziej niewydolna wychowczo z powodu rozbicia, z powodu bezrobocia
    (tacy rodzice nie są autorytetami dla dzieci), przepracowania (z powodu
    nieobecności i przemęczenia), emigracji. Bywają klasy w podstawówkach, że
    większość dzieci nie ma pełnej rodziny. I jak taka zapracowana, samotna matka,
    przygnieciona ogromem problemów ma neutralizować negatywny wpływ reklamy?
  • maika7 14.06.07, 12:12
    > Im więcej tych podmiotów oddziałujących pozytywnie tym lepiej.
    i
    > Gdy mało liczne jest środowisko
    > społeczne i tylko rodzice na nie pozytywnie oddziałują, to mogą nie podołać,
    > mogę nie dostrzec w porę niepokojących sygnałów, mogą nie potrafić znaleźć
    > drogi do swojego dziecka, aby skutecznie go o czymś przekonać.

    Mam nieco inne zdanie na ten temat. Zgadzam się w pelni z twierdzeniem, że
    najlepsze środowisko wychowawcze dla dziecka to ciepła, pełna miłości pełna rodzina.
    Ale.
    Ale nawet, jesli w domu mamy takie warunki, to śwait za drzwiami wygląda juz
    mniej ciepło. I mamy chyba dwie drogi do wyboru:
    - izolować i chronić dziecko przez tym, co się dzieje za oknem stwarzając jak
    najlepsze warunki
    - pomagać mu odnaleźć się w tym świecie, w którym będzie musiało żyć i funkcjonować.

    To wychodzenie do życia zaczyna się właściwie od początku. Od przystanku, na
    którym obok neutralnych słów słyszy przekleństwa, od pierwszej wizyty w
    przedszkolu lub na placu zabaw, gdzie spotyka się z bardzo różnymi postawami
    itd.. Jestem zdania, że rolą rodziców m. in. jest
    a) dawać dobry przykład
    b) przeprowadzać dziecko przez zycie w pierwszych latach ucząc odróżniania co
    jest dobre, a co złe
    c) chronić przed niebezpieczeństwami
    d) być ostoją
    e) przygotowywac do samodzielnego życia - samodzielnych wyborów, samodzielnego
    funkcjonowania w TYM świecie.

    TEN świat nie jest idealny, więc dziecko musi się przede wszystkim nauczyć
    funkcjonowania w tym realnym świecie, a nie w tym, jakiego chcieliby dla dziecka
    rodzice.

    M.

  • isma 14.06.07, 12:33
    O, wlasnie.
    Poza tym - ja mam wrazenie, ze tu troche zbyt duza wage przywiazujemy do kanalu
    przekazu (reklama), a za mala do tresci, z ktorymi sie dzieci stykaja, jako
    takich.

    Mnie jest dosyc obojetne, czy moje dziecko styka sie z tresciami
    konsumpcjonistycznymi w reklamie, podczas promocji w osiedlowym sklepie, na
    przedszkolnym balu, czy podczas rewii strojow komunijnych. Niezaleznie od
    medium przekazu (ktore jest MSZ wtorne) moja glowa w tym, zeby dziecko mialo
    wlasciwy stosunek do tresci przekazu streszczajacej sie we frazie "bedziesz
    lepszy, jak bedziesz to czy tamto mial".

    Nie ma szans, zeby dziecku zetrzec wszytskie pylki spod nog, i zlikwidowac
    wszystkie czynniki, jakie moga je w naszym mniemaniu "zepsuc". Ono samo zreszta
    szybko przestaje teog chciec wink)).

    --
    Is.
  • otryt 14.06.07, 12:44
    maika7 napisała:

    >Ale nawet, jesli w domu mamy takie warunki, to śwait za drzwiami wygląda juz
    >mniej ciepło. I mamy chyba dwie drogi do wyboru:
    >- izolować i chronić dziecko przez tym, co się dzieje za oknem stwarzając jak
    >najlepsze warunki
    >- pomagać mu odnaleźć się w tym świecie, w którym będzie musiało żyć i
    >funkcjonować.

    A czy nie można działać dwutorowo? Dlaczego przeciwstawiasz jedno działanie
    drugiemu? Izolować przed NADMIERNĄ patologią i jednocześnie uczyć życia w
    realnym swiecie. To tak jak ze stresem: umiarkowany przysposabia do trudów
    życia, NADMIERNY niszczy i zabija. A ludzie wciąż się nie rozumieją i twierdzą,
    że ich oponenci chcą zera stresu dla swoich dzieci. Stres ma być, ale
    UMIARKOWANY, na siły i możliwości danego człowieka. Wierzę w Twą odporność,
    można sobie jednak wyobrazić taki poziom stresu i patologii, nieprzyjemnych
    zdarzeń, że Ciebie to zniszczy i powali. Tak jak i każdego z nas.
  • maika7 14.06.07, 13:33
    > A czy nie można działać dwutorowo? Dlaczego przeciwstawiasz jedno działanie
    > drugiemu? Izolować przed NADMIERNĄ patologią i jednocześnie uczyć życia w
    > realnym swiecie.

    Otryt, nie przeciwstawiam, tylko nie zaliczam reklam do patologii. Pisałam, ze
    zadaniem rodziców jest chronienie dziecka przed niebezpieczeństwami. Ale miałam
    na myśli powazne niebezpieczeństwa. Do takich zaliczam też wykształcenie postwy
    konsumpcyjnej (bo przesłania człowieka). Ale to nie znaczy, ze uwazam reklamy za
    absolutnie szkodliwe. Bo postaw uczą głównie rodzice. W tym stosunku do papki
    mentalnej, jaką podaje większość reklam.
    Wspomnę jeszcze, ze rodzice tez uczą racjonalnego korzystania z osiągnięc
    nowoczesnej techniki i raczej powinni nie zostawiać dzieci (szczególnie malych)
    przed telewizorem samych (bo poza reklamami, to jest tam sporo duzo gorszych
    rzeczy dla kilkulatków).


    > To tak jak ze stresem: umiarkowany przysposabia do trudów
    > życia, NADMIERNY niszczy i zabija. A ludzie wciąż się nie rozumieją i twierdzą,
    > że ich oponenci chcą zera stresu dla swoich dzieci. Stres ma być, ale
    > UMIARKOWANY, na siły i możliwości danego człowieka. Wierzę w Twą odporność,
    > można sobie jednak wyobrazić taki poziom stresu i patologii, nieprzyjemnych
    > zdarzeń, że Ciebie to zniszczy i powali. Tak jak i każdego z nas.

    Tak, na ten temat (roli pozytywnej umiarkowanego stresu i negatuwnej
    nadmiernego) mamy chyba bardzo podobne zdanie.
  • otryt 15.06.07, 01:31
    maika7 napisała:

    >Tak, na ten temat (roli pozytywnej umiarkowanego stresu i negatuwnej
    >nadmiernego) mamy chyba bardzo podobne zdanie.

    Miło się rozmawia, gdy poglądy początkowo dość odmienne, stają się szybko
    zbieżne. Takie są moje odczucia, rozmawiając z Tobą. Odwrotnie też bywa, że im
    więcej słów, tym coraz mniejsze zrozumienie. Dobranocsmile
  • samboraga 14.06.07, 22:27
    >A z czego to wnosisz, ciekawy
    jestem?

    Jeśli jest coraz mocniej, najmocniej to to przestaje wreszcie działać, ilość
    bodźców jest zbyt duża. Oraz przez analogię – podobne procesy przeszły
    gospodarki bardziej rozwinięte.
    Ale to takie moje dywagacje.

    Reklamy nie uważam za patologię, ale za zjawisko 'tego świata', z którego
    dziecko musi nauczyć się korzystać, jedno z wielu.
  • otryt 15.06.07, 01:24
    Chyba masz rację, nadmiar bodźców może wkurzać. W tej dyskusji moje poglądy na
    reklamę okazały się dosyć skrajne i radykalne. Myślę, że po części z powodu
    reklamy jakiegoś CityBanku, które uporczywie i wciąż zasłaniały Twoje oraz
    innych osób interesujące wypowiedzi. Nie dało sie to opaskudztwo wyłączyć, przy
    każdym odświeżeniu strony minutkę musiałem na to patrzeć. Z tego powodu
    wystąpiło u mnie zjawisko reaktancji, o której pisze wczorajszy "Dziennik" przy
    okazji reklamy z "umierającym ojcem". Progu City Banku za Chiny nie przekroczę:-
    )

  • a_weasley 17.06.07, 20:34
    samboraga napisała:

    > przez analogię – podobne procesy przeszły gospodarki bardziej rozwinięte.

    Powstaje tylko pytanie, czy to jest proces ekonomiczny (przestaje się opłacać),
    czy społeczny i prawny (ludzie mają dosyć, więc w końcu pojawiają się
    ograniczenia prawne). Niewidzialna ręka rynku niestety nie załatwia wszystkiego.

    --
    Tam, gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli dużo.
    Wigilia w Norze
    Fanfikty potterowskie mrowie a mrowie
  • mader1 12.06.07, 08:00
    > ale chyba wszystko już powiedziałam
    > i chyba nie umiem jaśniejwink

    A ja to na pewno nie wszystko wink)), bo taka gadatliwa jestem i tyle mam
    komplikacji, że dobrze, że rodzina mnie ogranicza wink)))
    ale jaśniej też nie umiem wink

    > aha - u mnie w domu też są produkty niemarkowe, żeby też nie było zdziwieniawink

    no to mamy remis wink)))
    --
    Bądź dobry - każdy, kogo spotkasz, prowadzi ciężki bój. J. Watson
    Wychowanie w wierze
  • alex05012000 12.06.07, 10:21
    Co myślicie o reklamach?
    Jakie się Wam podobają, a jakie nie?
    Jaki mają na Was wpływ?
    witam, ja powiem bardzo krótko: nie cierpię reklam, do niczego nie są mi
    osobiście potrzebne, w zasadzie nie podoba mi sie żadna, no, może bardzo rzadko
    jakaś, ale równie dobrze mogę się bez niej obejść, wpływ na mnie mają owe
    reklamy zerowy/neutralny lub negatywny - jak po raz setny słyszę o szamponie X
    to napewno ominę go w sklepie szerokim łukiem... kupuję to co uznaję za
    stosowne, ładne, najtańsze, czy według innego własnego kryterium... zresztą nie
    lubię zakupów i łażenia po sklepach...
  • kamilla14 13.06.07, 03:09
    Co myślicie o reklamach?
    > Jakie się Wam podobają, a jakie nie?

    Ja szczegolnie nie lubie nachalnosci reklam - ze musze jej sluchac, ogladac,
    czuc, nawet, gdy nie chce.
    Szczegolnie podpadla mi ostatnio kampania pLaya - obliczona byla na skandal i
    chyba sie udalo - podobno sprzedaz maja najwieksza.
    Jakis menedzer, argumentujacy udzial dzieci na jednym z billboardow:
    "jestem katolikiem i gdybym wiedzial, ze wywola to burze, wycofalbym ten pomysl"
    Reklama w radio to dialog z przekrecona przysiega malzenska " i obiecuje, ze
    cie nie opuszcze az do konca tej przyjemnosci" (oczywiscie nie pamietam doslownie)
    Pod nasza pobliska, zupelnie mala i na uboczu usytuowana szkola stoi PUBLICZny
    pozyteczny slup reklamowy - zwykle obwieszony informacjami z wydarzeniami
    kulturalnymi.
    Oczywiscie Playa stac bylo na obklejenie go w calosci swymi obscenicznymi
    plakatami przez miesiac.
    Przez chwile byl spokoj, teraz znow jest caly zaklajstrowany na czarno kolejna
    kontrowersyjna i glupawa kampania AXE (nie chce mi sie nawet domyslac, co oni
    reklamuja) z dwuznacznymi haslami typu:
    Policjantki nie stawiaja oporu
    Maturzystki sciagaja wszystko
    Przedszkolanki lubia ostra zabawe
    itp., na pewno tez widzieliscie.
    Probowalam zagadnac o to rodzicow, ale twierdza, ze nie zwracaja uwagi,
    nauczycielka tez. Dzieci moze tym bardziej, ale jednak mnie meczy, ze akurat pod
    szkola mogliby sobie darowac.
    Wydaje mi sie rowniez, ze na takich miejskich slupach powinny sie znajdowac
    jakies afisze niekomercyjne?
    Pewno jestem nienowoczesna purytanka, i tylesad
    Czy dla Was tego typu kampania tez jest niestrawna?
    pozdrawiam, k
  • mader1 13.06.07, 08:04
    jest niestrawna.
    --
    Bądź dobry - każdy, kogo spotkasz, prowadzi ciężki bój. J. Watson
    Wychowanie w wierze
  • mama_kasia 13.06.07, 08:45
    Jest niestrawna i to bardzo sad
  • samboraga 13.06.07, 09:10
    > Policjantki nie stawiaja oporu
    > Maturzystki sciagaja wszystko
    > Przedszkolanki lubia ostra zabawe
    > itp., na pewno tez widzieliscie.

    nie lubię
    reklamy playa też, zreszta już napisałam, że uważam ją za obsceniczną (nie wiem
    czy ktoś miał w ręku materiały drukowane playa, o nich mówię...), a sprzedaż
    chyba największa nie jest (ale dokładnych źródeł nie mam)
    po chwilowym zastanowieniu myślę, że dla mnie granicą w reklamie jest 1.
    nieuczciwe straszenie klienta (jak te piłowane w wątku pneumokoki) 2. ostre
    konotacje z seksem (play czy obecne axe), tzn. nie całująca się para czy
    dziewczyna w mini, aby przyciągała wzrok, ale rzeczywiście sugerowanie seksu, na
    tej zasadzie nie podoba mi się reklama z kobietą ubraną w fartuszek kelnerki czy
    służącej (nie pamiętam co reklamuje), sugerująca perwersyjny seks
  • maadzik3 13.06.07, 09:13
    Zasadniczo reklam nie cierpie. Nie dzialaja na mnie wcale (kiedys maz smial sie
    ze mnie w kinie, przed seansem, na reklamach, bo obejrzawszy stwierdzilam "Fajny
    filmik reklamowy. A co wlasciwie reklamowali?). Ale w swym nielubieniu znalazlam
    wyjatek: reklamy chivas regal na National Geographic - chivas regal dalej nie
    lubie, ale sceneria tych reklam jest oblednie piekna!!!smile))
    --
    <*>
    'Our greatest natural resource is the minds of our children' Walt Disney
  • alex05012000 13.06.07, 12:02
    noo, ja też często nie wiem o co chodzi, mam jakąś "inną inteligencję", bo
    często w ogóle nie rozumiem o co tfuuurcom reklamy chodziło...i dlaczego ma
    mnie śmieszyć skoro nie śmieszy...
    sympatyczna była reklama nordea banku z takim blondynkiem... my w skandynawii
    to ...a propos playa to ten rozciągnięty żujek (są takie cukierki w paski....)
    w ogóle nie wiem co miałby oznaczać... jak mogę to na reklamy tv ściszam lub
    wyłączam głos...tych na mieście nie zauważam wiele, bo za kierownicą stale
    jestem i koncentruję sie na jechaniu...
  • a_weasley 13.06.07, 12:09
    alex05012000 napisała:

    > noo, ja też często nie wiem o co chodzi, mam jakąś "inną inteligencję", bo
    > często w ogóle nie rozumiem o co tfuuurcom reklamy chodziło...i dlaczego ma
    > mnie śmieszyć skoro nie śmieszy...

    Bo to nie Ciebie ma rozśmieszyć i nie mnie. To są reklamy adresowane do
    MAINSTREAMU, a nie do takich popaprańców jak my. Niszowych wyrobów nie reklamuje
    się wielkimi planszami w centrach miast ani nie umieszcza się tam reklam
    adresowanych do niszowego odbiorcy, bo to się po prostu nie opłaca.
    Dlatego jeśli uda się nam wychować niszowe dzieci, to będzie połowa sukcesu.

    --
    Tam, gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli dużo.
    Wigilia w Norze
    Fanfikty potterowskie mrowie a mrowie
  • a_weasley 14.06.07, 18:39
    Od wczoraj rana odebrałem 9 SMSów. Z tego 7 (siedem) namawia mnie, żebym
    skorzystał z nowej promocji danego towarzystwa, albo wysłał za 1 zł + VAT SMS
    treści KASA, co pozwoli mi wygrać 20 kzł, albo coś kolekcjonował...
    W nocy przez kwadrans próbowałem wejść na WwW i nie mogłem, albowiem żaden
    fortel nie pozwolił mi przebić się przez wyskakujące reklamy oferty kredytowej
    pewnego banku. Po pierwsze właśnie wyrzuciłem do śmieci dwie ulotki reklamowe
    identycznej treści (jedną znalazłem w skrzynce, drugą za wycieraczką auta), a po
    wtóre po choinkę oni mi wciskają coś, czego mi i tak nie mają najmniejszego
    zamiaru dać, bo nie mam zdolności kredytowej?

    --
    Tam, gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli dużo.
    Wigilia w Norze
    Fanfikty potterowskie mrowie a mrowie
  • a_weasley 14.06.07, 22:44
    Normalna reklama to jest reklama, która mnie informuje, jaki produkt jest do
    nabycia, gdzie i ewentualnie za ile (informacji, dlaczego tak drogo, nie domagam
    się).
    Na przykład na szczytowej ścianie mojego domu wisi od wieków wielki bilbord
    "Całodobowa pomoc stomatologiczna, ulica Błotna, numer zachlapany, telefon".
    Ten bilbord nie obiecuje mi, że jak sobie u nich zrobię zęby, to każda moja.
    Nie kusi mnie widokiem ponętnej dentystki pochylającej się nad pacjentem tak, by
    ten miał najkorzystniejszy widok na jej wezbrany biust wychylający się zza
    ażurowego tego, no... częściowo tylko przysłoniętego sprytnie rozchylonym fartuchem.
    On mi w ogóle nic nie obiecuje - poza tym, że jeśli przyjdę z bolącym czy
    rozwalonym zębem na ulicę Błotną, to o dowolnej porze dnia i nocy uzyskam pomoc
    stomatologiczną. Jakoż istotnie w zeszłym roku z tej możliwości skorzystałem.
    Poniżej pewna firma reklamuje niedrogi mebel, jakiego właśnie z Minerwą szukamy.
    Takoż niczego nam nie obiecują. Na meblu nie ma żadnego modela ani nawet kota
    (kot świetnie się nadaje do reklamy mebli tapicerowanych, bo żadne inne
    stworzenie nie potrafi spać z takim przekonaniem). Jest tam po prostu wizerunek
    danego mebla z ceną i adresem.

    --
    Tam, gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli dużo.
    Wigilia w Norze
    Fanfikty potterowskie mrowie a mrowie
  • minerwamcg 14.06.07, 23:16
    > Takoż niczego nam nie obiecują. Na meblu nie ma żadnego modela ani nawet kota
    > (kot świetnie się nadaje do reklamy mebli tapicerowanych, bo żadne inne
    > stworzenie nie potrafi spać z takim przekonaniem).

    Reklama z kotem byłaby wobec mnie perfidną manipulacją!!! smile)) Podstępnym
    wykorzystaniem faktu, że mam kota na punkcie kotów i wzystko, co z kotem, ma u
    mnie plus na starcie, i to duży smile
    --
    Osoby mrowie a mrowie
  • mader1 14.06.07, 23:42
    tak. W jakim sklepie, ile kosztuje, zdjęcie - może być kolorowe i jakieś dane w
    przypadku sprzętu. Nieraz z takiej reklamy korzystaliśmy. Duże szyldy - bo oko
    już nie te, też się liczą wink))
    I mógłby być jakiś kanał w TV z tymi etiudami , ale nie pociętymi smile)))
    Tak żebym to oglądała, kiedy chcę wink))
    A moje dzieci i tak wiedzą, że jestem jędza i trudno wydębić ode mnie tak od
    razu i bez powodu coś, co właśnie oglądają - " mamo kupisz ?", więc starają się
    wydobyc jakieś przyrzeczenie, jak piszę na forum - wtedy najwięcej głupot
    powiedziałam bezwiednie wink)))
    --
    Bądź dobry - każdy, kogo spotkasz, prowadzi ciężki bój. J. Watson
    Wychowanie w wierze
  • otryt 15.06.07, 01:39
    mader1 napisała:

    >tak. W jakim sklepie, ile kosztuje, zdjęcie - może być kolorowe i jakieś dane
    >w przypadku sprzętu.

    Takie reklamy a raczej informacje o towarze bądź sklepie to nawet ja lubię.
    Najwięcej jest ich w TVP3 lokalnej. Są znacznie bardzie siermiężne od tych
    puszczanych w renomowanych telewizjach, zrobione z mniejszym profesjonalizmem i
    na gorszych materiałach i sprzęcie. To mi jednak nie przeszkadza. Wolę właśnie
    takiesmile Dobranocsmile
  • minerwamcg 16.06.07, 22:54
    Cymes: reklama z wielką bułą i napisem "kanapka to nie wszystko" - a za
    reklamą... rotunda kościoła św. Marka Ewangelisty. Kto z Warszawy, niech jedzie
    obejrzeć, cudnie to wygląda smile))
    Aż się chce dopisać "Łk 4,4" smile
    --
    Osoby mrowie a mrowie
  • mamalgosia 18.06.07, 07:57
    Jestem pruderyjna, ale na forum "Telewizja" nawet niepruderyjnych ta reklama
    zniesmacza
    --
    mmmmm...
  • otryt 18.06.07, 09:34
    Ze strony twórców polskiej reklamy wizualnej:

    www.signs.pl/article.php?sid=5627
    "W promocji bierze udział aż 130 różnych Vrzepek, z hasłami wymyślonymi przez
    dzieci. Vrzepkowe hasła to efekt konkursu internetowego zorganizowanego na
    początku roku na stronie www.zozole.pl „Inwencja uczestników konkursu przeszła
    nasze najśmielsze oczekiwania. Jest tam wszystko: od dowcipu, rebusu po rymy i
    pastisze - mocno osadzone w świecie dzieci ” – mówi Krystian Kowalczyk, brand
    manager marki Zozole. „Noszę stringi”, „Puściłem bąka”, „Defekt mózgu”, ”Szkoła
    Óczy” - to tylko próbka pomysłowości dzieci uwieczniona na Vrzepkach."

    Dzieci te vrzepki będą mogły przylepiać na plecach kolegów i koleżanek, mając
    niezły ubaw. W reklamie TV moją uwagę zwróciła vrzepka: "Jestem sexy". Dla mnie
    to promocja prostactwa, popieranie knajackich dowcipów, których i tak nie
    brakuje w szkołach, pchanie najmłodszych w seksualne klimaty. Moim zdaniem
    reklama bardzo szkodliwa dla dzieci, bo autorytetem mediów i reklamy
    sankcjonuje i upowszechnia takie postawy wśród dzieci.


    Przyznam, że nie lubię słowa sexy, seksowny aktor, seksowna kobieta. To słowo
    tak bardzo rozpowszechnione w języku mediów. Cóż ono oznacza. Czy ktoś
    potrafiłby podać definicję słownikową?

  • mamalgosia 18.06.07, 10:50
    nie wiem, ale wolałabym, żeby moje dziecko nie nosiło etykietki "jestem sexy".
    My mieliśmy "mam wściekliznę" i choć też mi się to hasło nie podoba, to
    przyznać muszę, że Synkowie powinni je mieć wrzepione nagminniesmile
    Niestety bardzo lubimy zozole i dużo ich kupujemy. Czy powinnam przestać
    kupować ze względu na bojkot reklamy?
    --
    mmmmm...
  • otryt 18.06.07, 10:56
    A może wiesz Mamałgosiu, co to znaczy, że ja jestem sexy, że ktoś jest sexy?
  • mamalgosia 18.06.07, 15:12
    Wydaje mi się, że to ktoś atrakcyjny, mający to "coś", przy czym wiążę to tylko
    z zaletami ciała
    --
    mmmmm...
  • maika7 19.06.07, 07:40
    > Przyznam, że nie lubię słowa sexy, seksowny aktor, seksowna kobieta. To słowo
    > tak bardzo rozpowszechnione w języku mediów. Cóż ono oznacza. Czy ktoś
    > potrafiłby podać definicję słownikową?

    smile Słownik:
    sjp.pwn.pl/lista.php?co=seksowny
    W moim odbiorze najczęściej jest to synonim atrakcyjności (pewnie pokłosie
    reklam, gdzie seksowne jest wszystko, od zupy w proszku, poprzez model telefonu,
    szampon, bieliznę po atrakcyjną osobę).

    W odniesieniu do osób - okreslenie to odbieram w zalezności od kontekstu - jesli
    mowimy tak o bardzo atrakcyjnej fizycznie osobie - sprowadzam znaczenie słowa
    seksowny do znaczenia pierwszego (atrakcyjny seksualnie, przede wszystkim
    cieleśnie).
    Jesli mówimy o osobie, której nie odbieram jako atrakcyjnej fizycznie -
    poszerzam automatycznie znaczenie określenia na atrakcyjnośc "ogólną" smile

    M.
  • otryt 19.06.07, 09:00
    maika7 napisała:

    >W moim odbiorze najczęściej jest to synonim atrakcyjności (pewnie pokłosie
    >reklam, gdzie seksowne jest wszystko, od zupy w proszku, poprzez model
    >telefonu, szampon, bieliznę po atrakcyjną osobę).

    Synonimów atrakcyjności człowieka jest bardzo wiele: przystojny/a, wysoki/a,
    ładna/y, zgrabna/y, urocza/y, piękna/y, kobieca, męski, pociągający/a, mądry/a,
    inteligentny/a, elegancki/a, wysportowany/a, modna/y, szałowa/y,
    zmysłowa/y..... Te wszystkie określenia powoli wychodzą z użycia zastąpione
    słowem seksowny, a więc wzbudzający podniecenie erotyczne, będący obiektem
    pożądania seksualnego. Nawet nie wiedziałem, że to słowo początek wzięło z
    reklamy. Obserwuję pewne zjawisko. Coś co dawniej było uważane za prostackie i
    prymitywne, dziś znajduje uznanie w szerokich kręgach i wchodzi do powszechnego
    obiegu. Jako chamskie było uważane głośne taksowanie i ocenianie walorów
    cielesnych kobiet przez podchmielonych i wulgarnych mężczyzn. Dziś tworzy się
    oficjalne rankingi seksowności. Chciałem zwrócić uwagę na to, jak słowo
    puszczone w obieg (często przez reklamę) nas zmienia, traktując pożądanie innej
    kobiety lub innego mężczyzny jako coś naturalnego i fajnego, sprowadzając tym
    samym drugiego człowieka do roli przedmiotu użycia. Nasze słownictwo
    kształtuje nasze myślenie. A dziewiąte przykazanie chyba wciąż obowiązuje?

    Nie słyszałem, aby o towarze wprost mówiono, że jest seksowny. Za to o
    kobietach coraz częściej w niektórych środowiskach mawia się "towar". Być może
    to wszystko jest wynikiem reklamy.


  • maika7 19.06.07, 09:28
    > Synonimów atrakcyjności człowieka jest bardzo wiele: przystojny/a, wysoki/a,
    > ładna/y, zgrabna/y, urocza/y, piękna/y, kobieca, męski, pociągający/a, mądry/a,
    > inteligentny/a, elegancki/a, wysportowany/a, modna/y, szałowa/y,
    > zmysłowa/y..... Te wszystkie określenia powoli wychodzą z użycia zastąpione
    > słowem seksowny, a więc wzbudzający podniecenie erotyczne, będący obiektem
    > pożądania seksualnego.

    Chyba zawsze istniały pewne słowa "wytrychy", które zastępowały wiele słów - np.
    pospolicie stosowane "fajny". To, czy dane słowo wejdzie do czyjegoś prywatnego
    słownika jest indywidualna sprawą. Ja pisałam o swoim rozumieniu słowa
    "seksowny", a nie o tym, czy je stosuje wink

    > Nawet nie wiedziałem, że to słowo początek wzięło z
    > reklamy.

    Nie, jest starsze niż reklamy, tylko jego rozpowszechnienie zawdzięczamy CHYBA
    reklamom smile

    >Obserwuję pewne zjawisko. Coś co dawniej było uważane za prostackie i
    > prymitywne, dziś znajduje uznanie w szerokich kręgach i wchodzi do powszechnego
    > obiegu.

    Chciałabym zwrócic uwage na fakt, że kiedyś słowo KOBIETA miało znaczenie
    pejoratywne..... Język jest tworem żywym, zmienia się. Zmienia się zanaczenie
    słow, powstają nowe, zanikają strasze itd..


    >Jako chamskie było uważane głośne taksowanie i ocenianie walorów
    > cielesnych kobiet przez podchmielonych i wulgarnych mężczyzn.

    Otryt, to, co odczytasz jako wulgarne zalezy bardzo często od sposobu
    wypowiedzenia danego słowa i od intencji wypowiadającego i od wrazliwości
    odbiorcy. Znam bardzo kulturalnie wyglądających ludzi, trzeźwych,
    wypowiadających się dobrą polszczyzną, nie używających słow powszechnie
    przyjmowanych jako wulgarne, a ich teksty interpretuję jako wulgarne. Tu nie ma
    czytelnej granicy.

    > Dziś tworzy się
    > oficjalne rankingi seksowności.

    Tak. Seks stał sie teraz bradzo widoczny i wszechobecny w mediach.

    > Chciałem zwrócić uwagę na to, jak słowo
    > puszczone w obieg (często przez reklamę) nas zmienia, traktując pożądanie innej
    > kobiety lub innego mężczyzny jako coś naturalnego i fajnego, sprowadzając tym
    > samym drugiego człowieka do roli przedmiotu użycia. Nasze słownictwo
    > kształtuje nasze myślenie. A dziewiąte przykazanie chyba wciąż obowiązuje?

    Mnie nie obowiązuje wink Ale nie zgadzam sie, ze słowa puszczone w obieg, obrazy,
    nas zmieniają. Mogą nas zmienić, ale to czy mają na nas wpływ zalezy w dużej
    mierze od nas. Poządanie fizyczne innego człowieka jest jak najbardziej
    naturalne, ale to na kogo kierujemy to pożadanie i jak je realizujemy - zalezy
    od nas. I to, jak traktujemy seks i drugiego człowika tez zalezy od nas.

    > Nie słyszałem, aby o towarze wprost mówiono, że jest seksowny. Za to o
    > kobietach coraz częściej w niektórych środowiskach mawia się "towar". Być może
    > to wszystko jest wynikiem reklamy.

    O towarze słyszałam, jak mowiono, że powinien być 'sexy", czyli powinien miec to
    'coś", co spowoduje, ze siegniemy do portfeli na jego widok. Może jestem
    staroświecka, ale ufam, ze żadna reklama nie zepsuje tego, co moje dzieci
    wyniosły z domu w postrzeganiu drugiego człowieka (czy to kobiety, czy
    meżczyzny). A na kobiety (i meżczyzn) patrzono jak na towar w czasach
    "przedwszechreklamowych" też.
  • kamilla14 27.06.07, 01:31
    www.niedziela.pl/artykul_w_niedzieli.php?doc=nd200724&nr=10
    mniej wciagajace niz Wasze posty, ale jako podsumowanie moze moze byc?wink

    Moje wnioski po lekturze watku - raczej nie demonizowac reklam (a taka mialam
    tendencje), bo nawet wyrzucenie telewizora nie pozwala ich uniknac (a wrecz
    przeciwnie, sprawia, ze owoc zakazany kusi), ale wlasnie probowac wychowywac do
    ich krytycznego odbioru, a wiec nie unikac, a wykorzystywac je do wyjasniania
    dzialania mechanizmow reklamy...Tylko przydalaby sie do tego rzetelna wiedza i
    Duch sw., coby miec jakies logiczne argumenty...

    pozdrawiam, k

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka