Dodaj do ulubionych

zmęczenie

02.09.07, 09:10
Większość z nas jest po jakichś wakacjach, więc tekścik, który
wczoraj wpadł mi w ręce (znowu przypadkiem, bo sięgnęłam po tę
książkę nie z poniższego powodu) niech będzie przestrogą na to co
nas czeka.
"W sytuacjach ciężkiego przemęczenia trzeba uważnie rozeznawać, co
jest rzeczywistym jego źródłem (...) Czy jest ono skutkiem życiowej
konieczności, czy też naszego nieuporządkowania? Jak długo już trwa
ten styl życia, w którym wieczorem "lecimy z nóg"? Jeżeli stan
przemęczenia trwa wiele lat, wówczas odbija się on nie tylko na
życiu duchowym, ale także na zdrowiu fizycznym, samopoczuciu
psychicznym oraz życiu rodzinnym. W takiej sytuacji przeszkodą w
życiu duchowym bywa nie tyle przepracowanie i zmęczenie, ile raczej
nieuporządkowanie życiowe, które je nieustannie powoduje.
Ta sytuacja winna być traktowana jako wyzwanie do głębokiego
rozeznania duchowego i wewnętrznego nawrócenia (...) Częste
zmęczenie domaga się szczerego rachunku sumienia".
Przyznam, że nie patrzyłam na to w ten sposób. Przeciwnie: raczej
sumienie wyrzuca mi lenistwo niż przepracowanie.
Jak z Waszym zorganizowaniem? Mam niewiele zalet, ale tę mam. Tylko
że w czasie roku szkolnego naprawdę tego wszystkiego dużosad
--
przemijanie ma sens...
Edytor zaawansowany
  • luccio1 02.09.07, 10:28
    Mogę Ci dorzucić doświadczenie własne - człowieka wtłoczonego w
    kierat codziennej pracy od-do, codziennego dojazdu tamże i powrotu
    stamtąd:
    sam nie wiem, jak to się dzieje, że z każdym kolejnym rokiem każde
    popołudnie po pracy wydaje się coraz krótsze; z każdym nowym rokiem,
    gdy przychodzi mi gdzieś koło połowy stycznia planować urlop, to
    mimo że są to stale te same 26 dni, z roku na rok zdaje się, jak
    gdyby było go mniej i mniej...
  • mamalgosia 02.09.07, 11:35
    Tak, u mnie też czas coraz szybciej biegnie. Poniedziałek-piątek,
    poniedziałek-piątek. Początek wakacji-koniec wakacji-święta.
    Świeczka na torcie-dwie-pierwszy dzień w przedszkolu
    --
    przemijanie ma sens...
  • ula27121 02.09.07, 12:21
    Ja jestem ostatnio zorganizowana ( tak nawet nawet) bo małe dzieci i praca mnie
    organizują. Ale widzę u siebie skłonność do przekładania, niektórych drobnych
    prac domowych na niedzielę. A to powoduje, że nie mogę tak do końca w niedzielę
    wypocząć bo coś ciągle jeszcze mi "zalega"- czyli zmęczenie powodowane jest tym
    nieuporządkowaniem w tym przypadku bo dzieci to konieczność.
    Staram się jednak pamiętać o tym, że kiedyś ktoś uświadomił mi, że odpoczynek
    to nie przywilej a obowiązek.
  • ula27121 02.09.07, 12:29
    ale widzę, że i tak muszę zrobić porządny rachunek sumienia. Może w dobrym
    momencie to napisałaś mamałgosiu bo czuję, że wymiękam..., że trochę nie daje
    rady i rzeczywiście odbija się to na wszystkim. Może nie jestem zorganizowana
    tak jak mi sie wydaje....hm....dużo do przemyślenia dla mnie na dzisiajsmile
  • mamalgosia 02.09.07, 14:17
    Kiedyś przekładałam prasowanie na niedzielę. Wydawało mi się to w
    miarę sensowne: w tygodniu naprawdę było ciężko, a w niedzielę był
    czas, prasowałam przy filmie, sama przyjemność (oprócz koszul
    mężowych, bo tego nie lubię). Ale jednak jakiś opór był, że chyba
    nie powinnam, że skoro nie muszę, że dzieci patrzą, że Dzień
    Pański...
    --
    przemijanie ma sens...
  • ula27121 02.09.07, 20:18
    No właśnie...ja uwielbiam robić na drutach. Prawie zawsze mam robótkę przy
    sobie, żeby nie przegapić okazji kiedy mogłabym coś "przydziergać".
    Jedna pani zwróciła mi uwagę, że w niedzielę to mogłabym sobie darować.
    Wiem, że moja mama nie pracuje w niedzielę w ogrodzie mimo, że kiedyś
    twierdziła, że tak odpoczywa.
    Nie wiem jak wybrnąć z takich sytuacji....chyba ten rachunek sumienia.
  • mamalgosia 02.09.07, 20:57
    Robótka na drutach... Nigdy nie uznałabym tego za pracę zakazaną w
    święta. No, może gdyby była zarobkowa
    --
    przemijanie ma sens...
  • isma 02.09.07, 18:37
    Hm. A to jakis, przepraszam za epitet, celibatariusz napisal?

    Bo z tym zorganizowaniem, to wicie, panie dzieju, jest tak, ze jesli
    ono musi obejmowac osoby drugie i trzecie, to ta idealna
    koncepcja "uporzadkowanego zycia" sie nieco moze nadwatlic. Zgadzam
    sie, ze trzeba rozeznawac priorytety. Zgadzam sie, ze nie warto
    poswiecac czasu i energii rzeczom niepotrzebnym. Zgadzam sie, ze
    wazne jest mozliwie precyzyjne zdefiniowanie hierarchii spraw.

    Tylko ze... dazenie do formulowania maksymalnie precyzyjnych
    definicji musi brac pod uwage niebezpieczenstwo utraty wiezi z
    potocznym doswiadczeniem wink)). No, a w koncu o to chodzi, zeby to
    doswiadczenie na lepsze przemieniac, a nie naukowe elaboraty
    plodzic wink)).

    Wiec moje doswiadczenie jest takie, za ja, owszem, swego czasu bylam
    osoba doskonale zorganizowana. Na kazdy dzien "rozpiska" z
    dokladnoscia do pol godziny. Wyliczone czasy dojazdow. Wiersze
    znormalizowanego maszynopisu przeliczone na minuty (w redakcji
    nosilam pseudo "Klepsydra" - bo zaleznie od tego, ile wierszy
    informacji mi zlecono po powrocie z obslugi wystukac, zajmowalo mi
    to przewidywalna z gory ilosc czasu - w okresie, kiedy pracowalam w
    gazecie, byla to umiejetnosc na wage zlota, bo byly to ostatnie
    miesiac odlewania sie w olowiu, przed wprowadzeniem skladu
    komputerowego, dzieki czemu drukarnia wiedziala dokladnie, o ktorej
    moze liczyc na kolumne).
    Na palcach jednej reki moglam policzyc, do 30. roku zycia, ile razy
    sie gdzies spoznilam. Przy mojej depresyjno-maniakalnej naturze, nie
    powiem, niezle sie to sprawdzalo: trzymalo w ryzach.

    No, ale dziecko urodzilam i za maz wyszlam. I otoz, bach,
    niespodzianka. Nic to, ze dziecko zaprzeczylo stereotypom z
    podrecznika, jakoby karmienie, spacerowanie, spanie i inne takie
    mialy odbywac sie wedle w miare stalego rytmu. Nic z tych rzeczy -
    skrajny opor materii ozywionej. U M. pewne jest po dzis dzien tylko
    to, ze wstanie najpozniej o 7.00...

    Ale to, jak powiadam, drobiazg. Zasadniczym bowiem powodem, ktory
    sklonil mnie do porzucenia rozpisek, byl szczegolny charakter mojego
    osobistego slubnego. Otoz slubny moj maz czas traktuje jak wiekszosc
    ludzi Wschodu, tj. jako zjawisko absolutnie subiektywne i nie majace
    zadnego praktycznego zastosowania. Na pytanie "kiedy?" moj maz
    odpowiada "kiedy bede mogl" wink)). O planowaniu dalej niz w
    perspektywie godziny nie ma mowy. I przy tym, on wcale nie jest
    zmeczony wink)).

    No i teraz tak. Mozna sie albo zameczyc na smierc, probujac
    organizowac wspolne zycie swoje i osoby (osob!!!), ktora organzacji
    zadnej sie nie poddaje, albo, hm, pokochac wink)). Zatem wiedziemy od
    kilku lat zywot lilii polnych.
    I rzec musze, ze, choc dla kogos tak jak ja przyzwyczajonego do
    stalego rytmu zycia (nie powiem, jakies enklawy rytmu zostaly - ale
    to te, ktore leza w mojej wylacznej gestii, np. praca zawodowa czy
    modlitwa), nie bylo latwo zmienic przyzwyzajenia - to zmeczona
    jestem z cala pewnoscia mniej, niz w pionierskich czasch, gdym
    myslala, ze faceta lat 40 mozna wdrozyc do pewnych - w moim
    owczesnym mniemaniu nader pozytecznych - nawykow wink)).

    --
    Is.
  • mamalgosia 02.09.07, 21:05
    isma napisała:

    > Hm. A to jakis, przepraszam za epitet, celibatariusz napisal?
    Tak, celibatariusz. Którego bardzo lubię, a w książce było o
    depresji, lękach i zranieniach (pięknie i mądrze zresztą, oby
    owocnie we mnie), o tym przepracowaniu tak na boku tylko. O. Augustyn


    >
    > Bo z tym zorganizowaniem, to wicie, panie dzieju, jest tak, ze
    jesli
    > ono musi obejmowac osoby drugie i trzecie, to ta idealna
    > koncepcja "uporzadkowanego zycia" sie nieco moze nadwatlic.
    Ismo, ale myślę, że nie o to chodzi. Nie chcę tutaj wyliczać, bo
    każdy ma swoje zajęcia i każdy rozeznaje sam, które są ważne, a
    które tylko pilne (lub aż). Ja wiem o sobie, że potrafię posprzątać
    łazienkę w 30 minut, ale potrafię też w godzinę - i to sprzątanie
    godzinne nie jest bynajmniej dokładniejsze.


    dazenie do formulowania maksymalnie precyzyjnych
    > definicji musi brac pod uwage niebezpieczenstwo utraty wiezi z
    > potocznym doswiadczeniem wink)).
    Ale gdzie w tym tekście jest takie dążenie? Ja go wcale nie wyczuwam
    i nie znajduję

    A to co napisałaś dalej... Polemizujesz własciwie ze mną - bo to ja
    napisałam o zorganizowaniu - a nie z celibatariuszem. Bo on mówi o
    uporządkowaniu. A ono w Twoim życiu własnie jest. To, że
    dostosowałaś się jakoś, że coś zmeiniłaś, że są kompromisy i że się
    to jakoś kręci - tak właśnie, że nie czujesz się zmęczona. Chyba
    właśnie o to chodzi, tak to ja rozumiem. Żeby nie padać z nóg. I nie
    padasz, prawda?
    21sza

    --
    przemijanie ma sens...
  • luccio1 02.09.07, 18:54
    Tato, gdy jeszcze żył, notował w jednym zeszycie sprawy każdego
    dnia, które zdarzyły się rzeczywiście; w drugim - pisał sobie plany,
    dzień po dniu, z wyprzedzeniem miesięcznym. Oba zeszyty rubrykował,
    dzieląc stronę na cztery pola (1 pole = 1 dzień).
    Mnie zostało z tego tylko zapisywanie zdarzeń, które istotnie
    zaszły, w rubrykach kalendarzyka drukowanego (od lat jest
    to "Kalendarz Słowa Bożego" wydawany przez Werbistów).
  • mamalgosia 02.09.07, 21:11
    O, też tak robię. Planowane rzeczy wpisuję w jeden sposób (np.
    konferencja, impreza u brata, wyjazd gdzieś), a te, które się
    wydarzyły, w inny. Też kiedyś wystarczał mi werbistowski kalendarz,
    teraz jakoś ledwo się mieszczę w paulińskim.
    A jeszcze marzy mi się taki, by myśli wpisywać. Ale mam problemy z
    ich werbalizacją, więc niech zostanie jak jest: konferencja,
    impreza, wyjazd
    --
    przemijanie ma sens...
  • kulinka3 02.09.07, 21:26
    Aby wszystkie nasze zmęczenia były spowodowane solidnym wykonaniem naszych
    codziennych obowiązków względem Boga i ludzi.Dobrego nowego roku, szczególnie
    dla nauczycielek i mam szkolniaków i przedszkolaków!!
  • mama_kasia 03.09.07, 10:40
    Jak chcę, to potrafię wink
    Potrafię być zorganizowana. Jestem maniacko punktualna, aż
    do przesady - dochodzi do scysji w domu wink Jak mam za dużo spraw
    do ogarnięcia, rozpisuję sobie szczegółowy plan. Rzeczy do
    załatwienia na bieżąco wpisuję do kalendarza, który wisi w kuchni
    na ścianie.
    Przemęczona nie jestem (na ogół, bo teraz to akurat kiepskawo).
    Mam dużo czasu. Mogłabym robić więcej. No ale ja nie
    pracuję zawodowo.
  • otryt 03.09.07, 12:12
    mamalgosia napisała:

    >Ta sytuacja winna być traktowana jako wyzwanie do głębokiego
    >rozeznania duchowego i wewnętrznego nawrócenia (...) Częste
    >zmęczenie domaga się szczerego rachunku sumienia".

    >Przyznam, że nie patrzyłam na to w ten sposób. Przeciwnie: raczej
    >sumienie wyrzuca mi lenistwo niż przepracowanie.
    >Jak z Waszym zorganizowaniem?

    Bardzo mądre słowa zacytowałaś, Mamałgosiu. Myślę, że temat ten
    należy rozumieć znacznie szerzej niż tylko osobiste zorganizowanie,
    punktualność czy planowanie. Oczywiście nie neguję tych spraw, ale
    jest coś znacznie ważniejszego, co może wpływać na nasze zmęczenie.
    Pewno wielu z nas zna paradoksalne dość zjawisko, że nic nie robiąc
    można być bardziej zmęczonym niż po 15 godzinach sensownej i dobrze
    wykonanej pracy. Naturalnym stanem człowieka jest stan wewnętrznej
    harmonii, pokoju, braku napięć, lęków oraz wewnętrznych i
    zewnętrznych konfliktów. Nie zawsze uświadamiamy sobie ich
    istnienie. Bywa, że toczy nas jakiś wewnętrzny robak, który pożera
    znaczną część naszej życiowej energii. Jakaś myśl nas stale drąży,
    powodując, ze mięśnie karku lub pleców są stale napięte. Nauczyłem
    się kiedyś rozpoznawać u siebie zanik stanu szczęścia, pojawienie
    się myśli, która uwiera, powodując wewnętrzne rozdrażnienie i
    niepokój. Puszczam wtedy swój film od tyłu, aby przyłapać, jaka to
    myśl spowodowała niepokój. Bywa, że jest to lęk zaszczepiony przez
    usłyszane gdzieś zdanie, bywa, ze jakiś nierozwiązany konflikt albo
    zaniedbana sprawa, bywa, że grzech, z którego nie zdawałem sobie
    wcześniej sprawy. Gdy uświadomimy sobie co jest przyczyną niepokoju,
    już na gruncie racjonalnym można zrobić coś konkretnego, załatwić w
    końcu zaległą sprawę, pójść do spowiedzi albo oddać sprawę Bogu w
    modlitwie. Bóg zdejmuje z nas wtedy napięcie, jeśli tylko zrobimy,
    to co do nas należy, jeśli napełnimy kanwie wodą (Kana Galilejska) i
    ufnie oczekujemy działania Boga. Niezwykle męcząca jest praca i
    wszelka działalność, której sensu nie widzimy. Dlatego pytanie o
    sens wciąż powinno być u nas obecne.

    Jest jakiś związek pomiędzy pedanterią, przesadną punktualnością a
    brakiem poczucia bezpieczeństwa. Planując, poddając się wewnętrznej
    dyscyplinie czujemy się bardziej bezpieczni, mniej spraw jest w
    stanie nas zaskoczyć, wprawić w nieprzewidziany kłopot. Tacy ludzie
    chyba prawie wcale nie improwizują. I odwrotnie, bałaganiarze i
    spóźnialscy bardzo często mają więcej poczucia wewnętrznego
    bezpieczeństwa. Ich życie to jedna wielka improwizacja. Gdy spotkają
    się ludzie tak skrajnie różni to trudno się im razem współżyje.
    Pisała o tym Isma. Ja miałem podobnie. Byłem kiedyś człowiekiem
    drobiazgowo planującym przeróżne czynności, moja żona z kolei
    odwrotnie. Wspólne życie to proces ciągłego docierania się,
    ustępowania, dostrzegania pozytywnej strony cech współmałżonka. Dziś
    już nie jestem człowiekiem tak bardzo planującym, jak kiedyś, zdarza
    mi się czasem puścić sprawy na żywioł. Czasem potrafię perfidnie
    okłamywać swoich najbliższych, jeśli chodzi o godzinę odjazdu
    pociągu, mszy w nowym miejscu, kina, teatru, godziny umówionego
    wspólnego spotkania. Bywa, ze jesteśmy umówieni na 18, a ja mówię
    żonie, że na 17. Najczęściej i tak przyjdziemy z godzinnym
    opóźnieniem, a więc w sam raz. Wiem, że z kreacją i kosmetykami
    nigdy nie zdąży się na czas. Wtedy siedzę sobie spokojnie i czekam,
    aż żona skończy te wszystkie makijaże. Kiedyś się denerwowałem.
    Jednak mój spokój bywa dla niej coraz częściej podejrzany. Wtedy
    pyta o ile godzin ją okłamałem? Ale to pozostaje zawsze moją słodką
    tajemnicą.


  • nati1011 19.08.08, 17:35
    jak to czasami parę słów potrafi postawić nas do pionu.

    Ja jestem wiecznie zmeczona, zagoniona, przepracowana.... Spora w
    tym wina mojego zdrowia, ale tez na pewno jest dużó miejsca na
    lepsze zorganizowanie życia.
  • slonce.1 22.08.08, 11:42
    no to daliscie mi do myślenia...
  • isma 11.09.08, 23:53
    Nie moge, no, nie moge wink)).
    Wszystkim swietym Martom, gospodyniom domowym, nie wyrabiajacym sie na
    zakretach, z serdeczna dedykacja:

    "Wszystko, co robimy na ziemi, wymaga zorganizowania i pilnosci. A zatem,
    kobieto, zorganizuj sie: jesli masz przygotowac mieso, a chcesz przyjsc i
    wysluchac porannego kazania, musisz kupic je wieczorem dnia poprzedniego, a
    rankiem wstac wraz z brzmieniem Sovany i wstawic mieso na ogien. Zanim
    przyjdziesz, mieso sie upiecze. Potem wystarczy je tylko podgrzac. Tym sposobem
    podzielisz czas na to, co duchowe i doczesne, u tym sposobem wszystko bedzie z
    pozytkiem.

    A jesli wstajesz o polnocy i przychdzisz sluchac kazania, to po nieprzespanej
    nocy zamiast sluchc tego, co glosze, przysypiasz; wstan zatem troche wczesniej,
    jak ja ci mowie, i przyjdz sluchac, a bedzie obudzone i cialo i duch. Bo jesli
    nie bedziesz wykonywac prac domowych, ktore sa konieczne, nie bedziesz gotowac,
    to moze twoj maz nie bedzie chcial, abys przychodzila sluchac kazania. W domu
    gorliwosc, mowie wam, powinno sie miec, kobiety.."

    No wink)). Prawie polnoc. Ale piatek idzie, to problem gotowania miesa o swicie
    odpada, pasta bedzie wink)).

    --
    Is.
    kladka.blox.pl/html
  • nati1011 12.09.08, 07:49
    dobre Isma, i jakie prawdziwe smile))
  • mama_kasia 12.09.08, 08:55
    eee, myślałam, że będzie go słychać crying
  • mama_kasia 12.09.08, 08:29
    Bardzo, bardzo mi pasują te słowa smile
  • mamalgosia 12.09.08, 16:15
    Jak już napisałam powyżej: mam niewiele zalet, ale tę akurat mam.
    Jestem naprawdę dobrze zorganizowana.
    Tylko, że wiele rzeczy nie ode mnie zależy i za dużo na mojej
    konkretnej, osobistej głowie.
    Wczoraj wysiadłam fizycznie i psychicznie - ze zmęczenia właśnie.
    Trzeba się pozbierać
    --
    "Nie chciałbym jeszcze iść do żywota wiecznego. Ten żywot jest super"

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka