No właśnie: rodzice chrzestni. Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Do tego wątku zainspirowała mnie dyskusja o chrzestnych w temacie o późnym
    chrzcie.
    Wszyscy wiemy, że rodzice chrzestni powinni wspierać rodziców w religijnym
    wychowaniu dziecka. Taka jest ich rola, funkcja i powołanie.
    Ale na czym to polega w praktyce? Co w tej materii uczynili i jakimi sposobami
    osiągnęli to Wasi chrzestni? Inaczej mówiąc, jak chrzestni rodzice przyczynili
    się do Waszego wychowania religijnego i co w tym kierunku robili?
    --
    Osoby mrowie a mrowie
    • to ja się melduję. Nic. O nic nie pytali, w nic nie wnikali. Może
      za religijny wkład w moje wychowanie chrzestnej można uznać, że
      przez jakiś czas spędzaliśmy częśc Wigilii i Bożego Narodzenia w
      domu Babci, w którym mieszkała takze Ona ?
      Jest rozwódką i zdecydowanie lubiła ( mam wrażenie, że się
      ustatkowała trochę) mężczyzn. Była na wszystkich uroczystościach,
      także w kościele, ale nie widziałam Jej przyjmującej komunii...
      Tato chrzestny... ma bardziej stabilną sytuację rodzinną, jest
      wierzący, ale nie wnikał w moje wychowanie religijne. Za to ja mam
      wpływ na wychowanie religijne Jego wnuka smile, choć nie jestem Jego
      chrzestną.
      Gdybym wybierała sobie sama chrzestną, wybrałabym drugą siostrę
      taty smile

      a mój mąż... Jego chrzestna nie ochrzciła swojego jednego syna sad ,
      nieochrzczony jest też Jej wnuk sad To dobra kobieta, która
      przychodzi na msze św. okazjonalne i nie wzbrania się przed
      pogadaniem na nich... a potem monologami na temat ksieży smile)))
      Ale smile)))) mamy lekki, ale jednak wpływ na wychowanie w wierze Jej
      wnuczki - mój mąż jest Jej chrzestnym. Trochę Ja to "boli" smile)))
      Chrzestny męża jest porządny. Wprawdzie po męsku - ale się stara.
      Nie wzbrania się przed rozmową na temat wiary, choć nie narzuca jej
      wprost.
      --
      Bądź dobry - każdy, kogo spotkasz, prowadzi ciężki bój. J. Watson
      Wychowanie w wierze
    • Ano nijak się nie przyczynili.
      Rodzinna tradycja nakazuje chrzestnym, by dwukrotnie wręczyli swoim
      podopiecznym prezent: z okazji I komunii i na 18 urodziny. Te dwie
      czynności wyczerpują zakres obowiązków.
      Ale moja rodzina trochę dziwna jest i niezbyt zżyta.
    • Chrzestnych mam po kluczu 'z rodziny'wink Brat taty, wujek niepełnosprawny
      umysłowo (tzn. wówczas tylko lekko niepełnosprawny) i dalsza ciocia (chociaż w
      dzieciństwie dość często widywana). Moje dzieci też mają za chrzestnych rodzinę,
      niekoniecznie bogobojnąwink Wiem, powinno być inaczej, prowadzenie w wierze itd.,
      ale...
      Chociaż ja nie do końca czuję, że chrzestni naszych dzieci powinni nam w wierze
      pomagać. Natomiast jako chrzestna się do wspomagania poczuwam, ciekawewink

      ps. w rodzinie tylko raz zdarzyło mi się rozmawiać o wierze, i to z pewnym
      dalszym...wujem...niesamowite było dla mnie, że facet, a sam rozpoczął rozmowę...
    • Nie no, ja to wspieranie rozumiem tak, ze wspieraja w razie
      potrzeby. U mnie potrzeby nie bylo, znaczy sie rodzice sobie jakos,
      do czasu, radzili wink)). Ergo wzmiankowany na forum sp. stryj oraz
      daleka kuzynka mojej Mamy pierwszy i jedyny raz pojawili sie w moim
      zyciu z okolicznosciach religijnych na moim chrzcie.

      Ja chrzesniakow nie posiadam, bo jak bylam w stosownym wieku i
      statusie materialnym, tom byla niewierzaca (co
      proponujacym "zaszczyt" zreszta zdawalo sie nie przeszkadzac ;-O),
      slubny natomiast posiada caly legion, w tym osob z klucza
      proponowanego przez Dominika, tj. doroslych z jego miasta, ktorzy
      znali go tylko z parafii. Stara sie utrzymywac kontakt, i to wlasnie
      na plaszczyznie religijnej, ale jednak, no, czas i odleglosc robia
      swoje.

      --
      Is.
      • Hmmmmmmmmm. Zaczynam podejrzewac to forum o kontakty z silami (nie)
        czystymi. To pewnie przez homeopatie!

        Otoz, wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazuja, ze bede miala, a
        raczej, bedziemy mieli ze slubnym, chrzesniaczke. Bedzie co prawda
        problem z "podawaniem do chrztu", albowiem chrzesniaczka ma, lekko
        liczac metr siedemdziesiat piec (o wieku sie nie zajakne, bo w
        odniesieniu do niewiasty nie wypada).

        Ale sie ciesze wink))!

        --
        Is.
        • Gratuluję!
          Ale jako administratywista pamiętaj:

          Kan. 865 - § 1. Aby dorosły mógł być ochrzczony, powinien wyrazić
          wolę przyjęcia chrztu, być odpowiednio pouczony o prawdach wiary i
          obowiązkach chrześcijańskich oraz przejść praktykę życia
          chrześcijańskiego w katechumenacie. Ma być również pouczony o
          konieczności żalu za grzechy.

          Kan. 863 - O chrzcie dorosłych, przynajmniej tych, którzy ukończyli
          czternasty rok życia, powinien być powiadomiony biskup diecezjalny,
          ażeby, jeśli uzna to za wskazane, sam udzielił chrztu.
          • A, nie, potencjalna chrzesniaczka uczeszcza na stosowne nauki, ktore
            u sw. Marka sie ku chwale Bozej i budowaniu Kosciola ziemskiego
            prowadzi.
            Czternascie lat skonczyla (chyba wink)), albowiem matka dziecku
            piecioletniemu jest, wiec by mi z rachunku co najmniej tyle
            wypadalo...

            --
            Is.
    • moi chrzestni rodzice do mojego religijnego wychowania w zaden
      sposob sie nie przyczynili...z ojcem chrzestnym nie mam prawie
      zadnego kontaktu-mieszka w usa,ale z matka chrzestna tez mam malo
      wspolnego,chociaz mieszkamy w tym samym miescie.
      ja sama ma 3 chrzesniakow-jeden jest b poboznym juz studentem,bo
      pozno byl chrzczony,wiec wychowywac "religijnie" go nie
      musze;chrzesniaczka chodzi do przedszkola siostr zakonnych,mimo,ze
      ma mame ateistke,wiec dziewczyki poki co religoijnie tez wspmagac
      nie musze,choc czasem kupie jej jakies religijne ksiazeczki-ona
      silne wychowanie w wierze ma w swoim przedszkolu i przenosi to tez
      na grunt domowysmile; a najmlodsza maja chrzesniaczka, bedaca jeszcze
      niemowleciem, ma b poboznych rodzicow,wiec o jej droge religijna
      rczej sie nie boje.
      • Moi nijak, chrzestny jeszcze przed moją komunią został świadkiem
        jehowy, z chrzestna do dziś mam bardzo dobry kontakt, siostra mamy,
        jedyna wierząca w rodzinie... ale mi się lapsło. Ale nie wychowywała
        mnie ani w wierze ani inaczej. Za to ja jedyna równiez jestem
        wierząca i praktykująca... w przeciwieństwie do jej córek i reszty
        rodziny w moim pokoleniu smile
        • Wszyscy wiemy, że rodzice chrzestni powinni wspierać rodziców w
          religijnym wychowaniu dziecka. Taka jest ich rola, funkcja i
          powołanie.
          Ale na czym to polega w praktyce? Co w tej materii uczynili i jakimi
          sposobami osiągnęli to Wasi chrzestni? Inaczej mówiąc, jak chrzestni
          rodzice przyczynili się do Waszego wychowania religijnego i co w tym
          kierunku robili?
          NIC I NIJAK ... oboje dawno nie żyją, byli przyjaciółmi rodziców,
          nie dobierani pod kątem wiary ... ani w religijne, ani w wychowanie
          moje nie wnikali, chrzestna mieszkała za granicą, z kościołem
          związana bardzo luźno, chrzestny z wwy, ale kontakt była taki
          luźnawy,
          moja córka ma chrzestną naszą znajomą, córkę znajomych dobrych moich
          rodziców, ojciec chrzestny - znajomy męża, mało nam sie udał, ale
          nie było żadnego kuzyna, pociotka ani nikogo...
          tak sobie myślę, że z doborem tych chrzestnych to wielki problem,
          zwłąszcza jak np. nikt w rodzinie nie ma rodzeństwa, rodzina blizsza
          i dalsza jest mała ... ciężko znaleźć jakiegokolwiek
          kandydata/kandydatkę, a co dopiero wierzącego i chcącego sie
          aktywnie włączyć w wychowanie dziecka...
          praktycznie to nie znam i nigdy nie słyszałam o takim przypadku,
          chrzestni kojarzą sie z kilkoma uroczystościami typu urodziny,
          komunia, bierzmowania ... zresztą teraz człowiek nie ma czasu dla
          własnych dzieci, a co dopiero cudzych....
    • No to pora i na mnie, bo jak widzę moja sytuacja jest dość standardowa.
      Chrzestna matka kilka lat po moim chrzcie rozwiodła się z mężem, wyszła za mąż
      drugi raz i na kilka lat słuch po niej zaginął - nie była nawet na mojej
      komunii. Obecnie uważa się za niewierzącą.
      Pewnego dnia natomiast, a było to już kiedy byłam na studiach, objawiła się z
      bezcenną pomocą - kiedy zachorowałam na serce, zaprosiła mnie do siebie na kilka
      tygodni (mieszka w Bieszczadach) na rekonwalescencję.
      Tak więc religijnie nic - ale po chrześcijańsku postąpiła wielce smile))
      Ojciec chrzestny natomiast, mimo, że się bardzo lubimy i odwiedzamy, też nic w
      tej mierze nie zwojował - on sam chodzi do kościoła jak czasem, jego córki wcale.
      Miał natomiast więcej szczęścia mój brat. Jego chrzestna dyskretnie podrzucała
      mu na imieniny i inne okazje wartościowe książki i różne patriotyczne drobiazgi
      - np. na osiemnastkę dostał przedwojenną srebrną monetę z Piłsudskim, którą do
      dziś przechowuje z pietyzmem.
      ---
      Osoby mrowie a mrowie
    • Daliście mi nieco do myślenia i wspominania. Moze to chodzi o
      drobiazgi? Moja chrzestna gosciła mnie w czasie wakacji przez jakiś
      czas. W wakacyjne niedziele zawsze woziła mnie do koscioła, mimo że
      do najblizszego było bardzo daleko, benzyna była na kartki, a PKS
      nie jeździły często. Ale ona dzielnie nas ładowała do malucha i tak
      w pięcioro udawlismy się do koscioła garnizonowego z reguły, bo ona
      żona wojaka jest.
      Chrzestny bardzo kochany i pracowity, brat mamy, bardzo interesował
      się moimi sprawami, traktuje mnie jak rzeczywiscie córkę. Tez
      pamietam odwiedziny i niedziele zaczynające się od Mszy, wspólny
      wieczorny pacierz. Od niego dowiadywałam się historii Popiełuszki,
      zawoził mnie na grób ksiedza, pożyczał ksążki...
      Teraz mam 3 chrześniaków: gimnazjalistkę, pierwszaka i prawie roczne
      cudo. Za bardzo z siebie nie jestem zadowolona.
      • moi nic. Mi rodzice nie byli religijnie a i chrzestni raczej nie.

        Ale ja swoje i slubnego ojcostwo/macierzyństwo chrzestne traktuję
        poważnie. Tyle że sa dwa przypadki:

        1)dziecko wychowuje się w rodzinie katolickiej (np moja
        chrzesniaczka, corka mojej siostry) gdzie nie ma potrzeby
        ingerowania religijnego kogos z obok. Jako chrzestna jestem obecna
        także wwychowaniu ale wielkiego wysiłku w to nie wkaldam. jestem
        raczej na wszelki wypadek.

        2) chrzesniak mojego męża - jego mama jest samotna z polemicznym
        stosunkiem do kościoła. tu byłaby wskazane więsze zangażowanie w
        wychowanie religijne i to jest trudne. Bo jak? wbrew matce? Taki
        wujek co się objawia raz na rok i ciągnie do kościoła?

        i w tej samej kategorii drżę że niedługo zostane poproszona na
        chrzestna w totalnie neireligijnej rodzinie. Traktuję jako się
        rzeklo poważnie sprawę i mam duże watpliwości. Swoich obowiązków nie
        bardzo się da tam wykonywać. Dziekco w wierze nie będzie tam
        wychowywane wcale. Z drugiej stronie modlilabym się przynajmniej za
        to dziecko a inna mama z łapanki mogłaby tego nie robić. I co?
        --
        Kasia
        • ja też mam taki trudny przypadek: rodzice areligijni, daleko mieszkają, czasem
          łaskawie pozwolą nam zabrać dzieci na Eucharystię, ale to sporadyczne,
          świąteczne wyjątki. Stale swoją rolę muszę modyfikować.
          To trudne, ale widocznie tak ma byćsmile

        • Czy wybierając chrzestnych dla swoich dzieci, myśleliście o tym, że gdyby COŚ,
          to oni będą Wasze dziecko wychowywać? Muszę przyznać, że dlatego chrzestną moich
          dzieci jest moja siostra, a my z mężem - chrzestnymi małej "Luli". Tak jakoś
          podświadomie to czuję, chyba rodzinnie przekazane. Atawizm?
          • Nie, wiem, że gdyby coś się stało, mam wspaniałą siostrę, ona też wie, ale
            wybrałam ją ba chrzestną mojej drugiej córki i zawiodłam się - oboje z mężem
            (również chrzestnym) nie przystąpili do komunii przyprawiając mnie prawie o
            zawał, bo byłam pewna, że znając moje podejście jeśli nie będą w stanie się na
            to zdobyć - odmówią, ale założyłam, że skoro po chrzcie mojej starszej córki
            wzięli slub, ochrzcili córkę, myślałam... a potem ochrzcili swojego syna, dalej
            jednak sami są... hmm... wierzący niepraktykujący. A jak zabrałam ich 4 letnią
            córkę do kościoła, to jej ojciec strasznie się martwił: co się dziecku stanie
            oraz jak wytrzyma, problemu nie było żadnego. Choć była pierwszy raz w życiu w
            Kościele. Ja ze swoją chrześnicą jestem na co dzień, staram się jej zbytnio nie
            wychowywać, bo mamy inne metody z moją siostrą, a w wierze, to jw.
            A moja dorosła córka chrzestna zeszła na "złą" drogę po gorliwości neofity
            związała się z wojującym antylkerykałem (wcześniej wierzącym i praktykującym,
            któemu Bóg "na odcisk nadepnął" jego zdaniem), następnie zmarł jej ukochany
            szwagier i uznała że Boga nie ma. A ja co... uznała też, że mnie prawie nie ma.
            Choć oddaję honor, miała ze mną iść na Wigilię Paschalną w tym roku,
            niespodziewanie przyjechałą jej siostra z dziećmi, których nie mogła zostawić ze
            swoim partnerem życiowym. A to była jakby nie było 9 rocznica jej chrztu. Ufam,
            że będzie dobrze, choć może za wiele lat...
    • No własnie. Moze i coś religijnego otrzymałem (czyt. kartkę ozdobną
      z ładnym obrazkiem) od chrzestnych na pierwszą Komunię. Udział w
      wychowaniu religijnym - niezbyt kojarzę.

      Chrzestni - z klucza rodzinnego. Z drugiej strony Polski, więc biorę
      to pod uwagę. Chrzestną widziałem niecały rok temu, chrzestnego - od
      9 lat nie.

      Więc się tak zastanawiam nad celowością klucza rodzinnego... dla
      swoich dzieci nie miałbym problemu z rezygnacją z niego.
    • Bezposrednio religijnie nic, ale wiem, ze chrzestna, z ktora mam
      rzadki kontakt, jak bylam mala bardzo pomagala rodzicom, bo jest
      pediatra i mieszka blisko. Chrzestny byl raczej od pomyslowych
      prezentow, ale lubimy sie do dzis. Oboje spoza rodziny, zaprosilam
      ich na chrzest wlasnych dzieci i byli bardzo tym wzruszeni.
    • Nie mam zbyt udanych chrzestnych - ojcem chrzestnym jest brat mojego taty a
      matką chrzestną dopasowana do niego wiekiem kuzynka mojej mamy. Wiem, że w
      dzieciństwie byli dla mnie ważni - jako chrzestni ważniejsi od innych wujków i
      cioć. Ale zostało mi tylko zdjęcie z Pierwszej Komunii, gdzie kazałam tylko im
      się ustawić ze mną.
      Jako chrześcijanka pożytku nie miałam z nich żadnego - z chrzestnym od lat nie
      utrzymujemy kontaktu (kwestie majątkowe), a chrzestna jest powtórnie zamężną
      rozwódką.
      Z drugiej strony mam wierzących praktykujących rodziców i żadni zastępcy nie
      byli mi potrzebni.
      --
      Magdalaena
      • Moi rodzice chestni na pewno byli mi bliscy,zdarzało się ,że
        pomagali w trudnych chwilach, ale co do ich religijności ... To brat
        i siostra moich rodziców i chyba to po prostu zadecydowało o ich
        wyborze. Czytając Wasze posty zastanowiło mnie jedno i przyznam, że
        nie wiem dlaczego nigdy wcześniej nie zwróciłam na to uwagi - moja
        mama chrzestna już była rozwódką, kiedy podawała mnie do chrztu, i w
        dodatku żyjącą w kolejnym ( tym razem na szczęście szczęśliwym )
        stałym związku. Jak to się ma do bycia chrzestną mamą?
        A ja? Zawsze się starałam być blisko z moimi chrześniakami. Tak,
        żeby wiedzieli, że mogą mi zaufać, zadzwonić kiedy chcą, nawet w
        jakiejś głupiej sprawie, powierzyć tajemnicę. Różnie mi to
        wychodziło. Ponosiłam też porażki. Byłam w trudnych sytuacjach - na
        bo jak długo można utrzymywać kontakt z dzieckiem, kiedy jego
        rodzice nie są tym zachwyceni? Bo przecież to oni są najważniejsi i
        nic wbrew ich woli zrobić nie mogę. Ale zawsze mogę ofiarować
        modlitwę. Bez takiej zwykłej bliskości trudno mi wyobrazić sobie
        wychowanie religijne.
        Chrzestni mojego synka dziś ofiarowują mu zabawki i wspólne wygłupy.
        Mam nadzieję, że kiedyś też będą jego przyjaciółmi.
        Monibiel
    • Witajcie, chciałabym się podzielić z Wami moimi dylematami i
      przeżyciami odnośnie chrztu dzieci i wyboru odpowiednich kandydatów
      na chrzestnych. Jestem tu nowa, więc może najpierw napiszę coś o
      sobie, co przybliży Wam moją sytuację. Jestem w związku
      niesakramentalnym, mam dwie córeczki 6, 5 letnią i 3 miesięczną. Po
      kilku latach rozłąki z Kościołem i Bogiem dojrzałam. Dojrzałam do
      wiary, do tego, że chcę żyć zgodnie z przykazaniami Pana, wierzę i
      chcę aktywnie uczestniczyć w życiu Kościoła. Dużo by tu pisać, jak i
      dlaczego trwało to tak długo, sprawa sprowadza się do tego, że
      postanowiłam ochrzcić dziewczynki. Mój mąż, o dziwo, nie stawiał
      oporu. Jak starsza cóecia się urodziła ustaliliśmy, że przyjmie
      chrzest jak do tego dojrzeje i wyrazi taką wolę-dojrzała nie jest i
      pewnie długo nie będzie, natomiast przez te lata obchodziłyśmy
      święta kościelne, chodziłyśmy na msze, a od września córcia chodzi
      na religię i jest zachwycona. Nie ukrywam, że moją decyzję
      przyśpieszyły narodziny drugiej córci, wcześniej planowałam, że
      starsza córcia będzie ochrzczona przed Wielkanocą, jak skońcy 7 lat.
      Jednak jak się patrzy na takie maleństwo, to coś w człowieku pęka.
      Tę dziecięcą niewinność powinno się chronić, dlaczego miałabym małej
      odbierać przynależność do Kościoła, skoro mogę sprawiż, że będzie do
      niego należała. Miałam problem ze znlezieniem parafii, w której
      zgodzono by się ochrzcić małe, ale nie o tym chciałam Wam napisać.
      Problem pojawił się przy wyborze chrzestnych. Osób ważnych i
      odpwiedzialnych. Kiedyś, jak ślub dwojga ludzi, czy chrzest nowo
      narodzonego dziecka były dla mnie bardziej tradycją i nakazem
      rodziców, a nie potrzebą ducha i świadectwem wiary obiecałam mojej
      dobrej koleżance, że będzie chrzestną starszej córci. Prawda jest
      taka, że jest to moja najbliższa koleżanka, jednak nie jest wierząca
      i praktykująca, do Kościoła ma stosunek negatywny. Kiedyś to nie
      miało dla mnie znaczenia, wydawało mi się, ze tu liczy się tylko
      zaufanie i sympataia do danej osoby. Teraz jednak ma. Poza tym,
      wiele od tamtego czasu się zmieniło, córcia podrosła, ja odnowiłam
      kontakty ze znajomymi z dzieciństwa, ludźmi wierzącymi, wspaniałymi,
      z którymi koja córcia pierwszy raz przeżyła w kościele całą mszę i
      których pokochała... I już pewnie wiecie co to za problem, mała
      chce, aby jej rodzicami chrzestymi było wlaśnie tych dwoje. No a co
      z moją koleżanką, która nadal jest mi bliska, jest przyjacielem
      naszego domu? Znalazłam wyjscie z sytuacji najgorsze z możliwych,
      zgodziłam się, aby starsza córcia sama wybrała chrzestnych, a moją
      przyjaciółkę poprosiłam, aby została chrzestną, ale młodszej
      córci... Zrobiłam tak z dwóch powodów, po pierwsze wiem, że starsza
      córcia dokonała trafnego wyboru, po drugie nie znam już innych,
      wierzących i praktykujacych osób, a moja przyjaciółka jest moją
      przyjaciółką smile Do tego skłoniło mnie także to, że ona jedyna
      odwiedziła mnie w szpitalu po porodzie, ona była i jest przy mnie,
      gdy właśnie trwa diagnozowanie córci w kierunku porażenia mózgowego.
      Myślałam, że tak będzie uczciwie i sprawiedliwie dla wszystkich,
      myliłam się. Przyjaciółka czuje się "potraktowana po chamsku", jest
      w szoku, że mogłam zmienic decyzję. Na początku myślałam, że robię
      dobrze, że jest to dowód, jakim zaufaniem i przyjaźnią ją darzę, że
      kieruję się dobrem moich dzieci. Teraz sama już nie wiem, co mam o
      tym myśleć... Zaczynam to widzieć jaj oczami i nie wygląda to
      najlepiej, do tego dochodzi jeszcze fakt, że moja przyjaciółka
      rywalizuje o względy starszej córci z moimi znajomymi, zaczyna ich
      krytykować, wysnuwać absurdalne wnioski, że są razem chociaż się nie
      kochają itp. Nie wiem jak mam się odnaleźć w tej sytuacji, mój błąd,
      ale jak mogę go naprawić? A, jeszcze jedno, nie przyznałam się
      przyjaciółce, że córcia wolała kogo innego na chrzestną, a może w
      ogóle nie powinnam dziecka pytać, tylko narzucić swoje zdanie?
      Napiszczcie co o tym myślicie, przyjmę każde cięgi...
      • witaj na forum... spróbuję ci napisac co można o tym sądzić czytając
        to co napisałaś
        obiecałam mojej dobrej koleżance, że będzie chrzestną starszej
        córci... - hmmm, chyba raczej luźna obietnica, wide twoja sytuacja,
        umowy notarialnej na to nie było
        od tamtego czasu się zmieniło... - no, właśnie, i chyba twoja
        przyjaciółka to też widzi, a przynajmniej powinna
        Znalazłam wyjscie z sytuacji najgorsze z możliwych, ???? ja uważam
        że bardzo dobre, z punktu widzenia twojego, córki, jej wiary...
        > zgodziłam się, aby starsza córcia sama wybrała chrzestnych, a moją
        > przyjaciółkę poprosiłam, aby została chrzestną, ale młodszej
        > córci - i ekstra, według mnie powinna to zaakceptować z radością,
        jeśli tak nie jest to coś z tą jej przyjażnią nie tak!
        moja przyjaciółka rywalizuje o względy starszej córci z moimi
        znajomymi, zaczyna ich krytykować, wysnuwać absurdalne wnioski, że
        są razem chociaż się nie kochają itp. - nie rozumiem? przyjaciółka
        opowiada 7-latce, ze ci ludzie sie nie kocahają czy są ze sobą ale
        nie sa...????
        Nie wiem jak mam się odnaleźć w tej sytuacji, mój błąd, ale jak mogę
        go naprawić? - moim skromnym zdaniem nie ma czego naprawiać,
        natomiast przyjaciółka wydaje mi sie nieszczera, jakś dziwną zawiść
        manifestuje? rywalizować o wpływy na dziecko???? niepojete? czy
        córka twoja to jej dziecko? a ma swoje dzieci?
        co do pytania córki o zdanie akurat w tym wypadku uważam, zę
        postapiłaś słusznie, córka słusznie wybrała mimo iż ma dopiero 7
        lat, chrzestni powinni być wierzący i jw....
        jeszcze jedno, czemu twojej przyjaciółce tak zależy aby byc
        chrzestną twojej córki??? jeśli ma takie chrześcijańskie uczucia i
        tak chce pomagać w wychowaniu szczerz moze to robić i bezbycia
        chrzestną... dziwna jest jej reakcja, jak dla mnie...
      • Jakie Ty tu chcesz cięgi zbierać? Za co? Za to, że wróciłaś do Boga,
        za to, że zmieniłaś system wartości, za to, że chcesz Chrztu dzieci
        w zgodzie z nauką Kościoła? Raczej cięgi powinna zebrać przyjaciółka
        za zazdrośći, egoizm, obrażalstwo i rywalizację o córeczkę. Masz
        prawo zmienić zdanie zwłaszcza, że chrzestnym powinien być ktoś komu
        zależy na wychowaniu dziecka w wierze, komu zależy na dobru dziecka.
        A tak już na marginesie to od rodziców chrzestnych wymagana jest
        spowiedź i przystąpienie do komunii. No to jak ta koleżanka (bo
        raczej nie nazwałabym jej stosunku do Ciebie przyjacielskim)
        zamierza się z tego wywiązać? Może ona sobie z tego nie zdaje
        sprawy, może dla niej chrzestna to rodzaj wazniejszej cioci. Jeśłi
        tak to należałoby ją wyprowadzić z błędu.
        Ty masz rację, wcale źle nie postąpiłaś, córeczkę masz bardzo mądrą
        i nie dawaj się, najwazniejsze, żebys nie dała się wpędzić w
        poczucie winy, bo nie jesteś winna kompletnie nic.
        Pozdrawiam
        Kasia
        --
        Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma
        ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
        • Dziękuję Wam za te słowa, sama w życiu byłam wielokrotnie oceniana i
          nie lubię oceniać innych, tym bardziej siebie. Postępuję po prostu
          tak, jak mi serce podpowiada. Rzeczywiście moja koleżanka, której
          obiecałam, że będzie chrzestną nie wydaje mi się odpwiednią osobą,
          pisząc post ciężko było mi napisać o niej jako swojej przyjaciółce,
          chociaż znamy się od pierwszej klasy szkoły podstawowej. Znajomi,
          których moja córcia wybrała na chrzestnych też chodzili ze mną do
          szkoły, tak więc wszyscy znamy się od dzieciństwa. Co do mojej
          koleżanki, nie chcę jej oceniać, ale faktycznie stara się pokazać
          mi, że nie ma szczęścia na świecie, że nasi znajomi mają wady i to
          straszne, a są razem, bo już się do siebie przyzwyczaili, a ślub
          wzięli, bo pewnie liczyli na prezenty...Ta dziewczyna nie jest złą
          osobą, ale obawiam się, że bardzo dokucza jej samotność. Zawsze była
          najładniejszą dziewczynką w klasie, ja najgrubszą, więc
          najbrzydszą smile Ja mam męża, wspaniałe córeczki i pomimo licznych
          kłopotów, uważam, że znalazłam kawałek nieba, tu i teraz smile Ona jest
          niestety samotna, choć zawsze myślałam, że to ja będę skazana na
          samotność. Czuję się winna, bo chyba nie dostrzegałam tego, że jej
          źle z tą samotnością. Zawsze myślałam, że to jej wybór, taka
          ładna, "mogłaby mieć każdego". Teraz widzę, że ona krytykuje
          wszystkich, którzy założyli rodziny z rozpaczy i tęsknoty. Na pewno
          nie oskarżę jej o nieszczerość, czy brak dobrych chęci. Co do
          chrztu, sprawa chyba rozwiąże się sama, właśnie dzisiaj dziewczyna
          była w sojej parafi i Ksiądz, po długiej rozmowie, odmówił jej
          wydania zgody na bycie Matką Chrzestną. Zadzwoniła oburzona, ona
          rzeczywiście myślała, że Chrzestna, to taka "lepsza ciocia".
          Powiedziałam jej, że dla nas zawsze będzie ważna, że zawsze będzie
          częścią naszej rodziny. Czy będzie chciała z tego zaproszenia
          skorzystac? Mam nadzieję, że tak. Mam także nadzieję, że coś w jej
          życiu się zmieni, że pozna kogoś kto ją pokocha. Nie wiem tylko, jak
          ją przekonać, że warto wierzyć w miłość, rodzinę. Mam wrażenie, że
          moje szczęście ją rani. Będę się modlić, aby to się zmieniło...
          Pozdrawiam Was wszystkich i przesyłam Anioły smile)
          • Moja babcia zawsze mawiała, że ładne dziewczyny często zostają
            starymi pannami. Nie rozumiałam tego, ale teraz widzę, że było w tym
            sporo racji. Też znam takie, które zawsze były rozrywane towarzysko,
            zawsze miały facetów, zawsze to one kończyły jeden związek by rzucić
            się natychmiat w kolejny, aż nagle zabrakło twgo kolejnego faceta,
            bo jakoś się pożenili i coś pustawo się zrobiło. Też zawsze byłam
            dyżurnym grubasem (i jestem nadal), ale spotkałam faceta, któremu to
            odpowiada, mam dwoje dzieci, dom i psa i nie zaminiłabym się za
            żadne skarby smile))
            A co do koleżanki, to widzisz, problem zniknął sam (ksiądz temu
            zniknięciu wyraźnie dopomógł), faktycznie módl się za nią, bo
            potrzebna jej Twoja modlitwa bardzo. Tylko uważaj, bo niestety
            czasem ślepa chęć zniszczenia cudzego szczęścia jest bardzo silna.
            Oby ta koleżanka zrozumiała, że w budowaniu jest szczęście, a nie w
            niszczeniu.
            Pozdrawiam
            Kasia
            --
            Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma
            ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
          • Wolanko, serdecznie pozdrawiam smile
            Cieszę się, że się wyjaśniło smile
    • 29.10.07, 21:41
      dobrze Cię rozumiem smile i dzięki temu forum już jestem silniejsza i
      zrobię tak, jak podpowiada mi serce i sumienie. Ja jestem chyba w o
      tyle lepszej sytuacji, że teściom i mojej mamie jest wszystko jedno,
      kto będzie chrzestnym, oby chrzest się odbył. I tak o to ich
      hipokryzja uchroniła mnie przed awanturą o chrzestnych. Mój mąż ma
      brata, którego na chrzestnego nie poprosiłam, z tych samych powodów,
      z których ty nie chciałaś być matką chrzestną u boku szwagra. Na
      razie skończyło się na grymasie, komentarzy nie usłyszałam. Przykre
      jest jednak to, że do chrztu namawiały mnie osoby, które same
      ostatni raz w Kościele były na Komunii ich dorosłych już teraz
      dzieci... Oby tradycja się dokonała-to jest ich motto w tej kwesti.
      • 29.10.07, 21:47
        Z drugiej strony chrzest jest ważny nawet jak rodzice czy chrzestni
        nie sa święci. A o dobrych chrzestnych czasem cieżko. Dziecko zawsze
        otrzyma 100% łąsk, nawet jak my nie staniemy na wysokości zadania.

    • Czytam sobie i czytam Nati i myslę, że jesteś bardzo silną osobą.
      Nie byłam wprawdzie w takiej sytuacji - jakoś nikt nie miał odwagi
      mi powiedzieć, że chrzest to taka zabawa - te kartki,komunia,
      spowiedź i inne...
      Ale zastanawiam się, co bym zrobiła. Czy miałabym odwagę wywołać
      taką aż awanturę...

      --
      Bądź dobry - każdy, kogo spotkasz, prowadzi ciężki bój. J. Watson
      Wychowanie w wierze
      • to nie ja jestem silna.

        A tą awanturę powinnam była zrobić 10 lat wcześniej. Już za
        pierwszym razem. Może uniknęłabym wielu późniejszych kłopotów. I nie
        tylko ja. A sama awantura - mimo szczytnego celu - była naprawde
        mało przyjemna. I żałuję, że nie można było tego rozwiązać w sposób
        dyplomatyczny.
    • minerwamcg napisała:
      > Inaczej mówiąc, jak chrzestni rodzice przyczynili
      > się do Waszego wychowania religijnego i co w tym kierunku robili?

      Mój chrzestny ojciec strategicznie umarł kiedy byłam malutka. Nie pamiętam go,
      choć pamiętam czasy kiedy żył jeszcze i leżał sparaliżowany w szpitalu (guz
      mózgu). Nie prowadzano mnie do niego, uważano że to nie widok dla dziecka. Wiem
      o nim tyle, że był dentystą; nie wiem nawet, czy był szczególnie religijny. Moja
      mama i jego żona były bliskimi przyjaciółkami w liceum, później stale
      utrzymywały stosunki towarzyskie, które po śmierci mego chrzestnego znowu się
      zacieśniły ze względu na konieczność pomocy wdowie. Pamiętam wizyty u nich, duży
      dom zamieszkany przez cztery kobiety: czterdziestoletnią wdowę, jej matkę i dwie
      dorastające córki; pamiętam jamnika imieniem Bemol, lalki w ludowych strojach i
      biały ser z dżemem. To było dobre miejsce, ciepłe i pełne miłości, mimo ciążącej
      tragedii.

      Moja chrzestna mama też nie żyje, zmarła w zeszłym roku. Z bardzo zżytej paczki
      koleżanek studiujących kiedyś razem na politechnice i mieszkających w akademiku
      w jednym pokoju mama wybrała na moją chrzestną tę, która najotwarciej
      przyznawała się do wiary; ale bliskie stosunki utrzymywaliśmy ze wszystkimi i do
      wszystkich mówiłam "ciociu". Z początku niespecjalnie zdawałam sobie sprawę, że
      z tą ciocią łączy mnie coś więcej niż z pozostałymi. Później stopniowo to do
      mnie dotarło (była pierwsza komunia, inne okazje), ale jednocześnie stało się
      coś dziwnego. Moja chrzestna dość raptownie i
      zdecydowanie ograniczyła do minimum kontakty z dotychczasowym kręgiem znajomych.
      Ona i jej mąż przestali przychodzić na imieniny pozostałych koleżanek z paczki,
      sami też nie zapraszali nikogo do siebie. Z trzeciej ręki, od przypadkowych osób
      dowiadywaliśmy się, co u nich słychać: córka wyszła za mąż... pracują społecznie
      w parafialnej poradni rodzinnej... syn za trzecim razem zdał na medycynę.
      "Obowiązków chrzestnej" nie zaniedbywała: przyszła jako świadek na moje
      bierzmowanie, była obecna na ślubie i weselu. Ale nic poza tym (to znaczy, nic
      widzialnego: zapewne sie za mnie modliła).
      Nigdy nie wyjaśniła mi motywów swojego postępowania. Z tego, co mówiła o niej
      rodzina na pogrzebie, wynikało, że odebrała jakieś wypowiedzi czy zachowania
      osób ze swego dotychczasowego kręgu towarzyskiego jako ataki na Kościół, i - nie
      umiejąc tych ataków powstrzymać - wycofała się, żeby nie brać w tym udziału.
      Chyba chciała być znakiem sprzeciwu, ale w oczach większości znajomych była po
      prostu dziwaczką.
      Nie lubiłam jej, ale szanowałam. Była surowa dla innych, ale także dla siebie;
      miała zdecydowane poglądy i nie wstydziła się ich. Odkąd wyszłam za mąż,
      wysyłałam jej kartki na Boże Narodzenie i Wielkanoc - w sumie przez siedem lat.
      Nigdy nie odpowiedziała, ale podobno bardzo się nimi cieszyła.
    • Chrzestną spotkałam po pięciu latach, byłam w dziewiątym miesiącu ciąży. Nie
      potrafiła wykrzesać z siebie nawet jednego sensownego pytania. Skończyło się na
      zdawkowym "Na zakupach?" w odpowiedzi usłyszała "Tak" i minęłyśmy się wśród
      sklepowych regałów.
      Chrzestny to dziwny człowiek, trochę aspołeczny, ma problemy z komunikacją,
      wieczny wizjoner, dorywczo hulajdusza. Za jego przyczyną pierwszy raz w życiu
      widziałam dolary i niestety na tym kończyła się jego rola - na dawaniu
      pieniędzy. Choć skłamię, jak powiem, że nie mam do niego sentymentu. Ma w sobie
      taką prostolinijną poprawność i choć mam 25 lat kiedy mnie widzi nadal
      niezmiennie bierze mnie na ręce i krzyczy do mnie per "Wróbelek" smile
      Zależało mi aby w życiu mojej córki chrzestni odegrali większą rolę. Niestety w
      mojej rodzinie przeżywamy masowy kryzys wiary i jakby nie wybierać i tak
      wyszłoby źle.
      Chciałam aby chrzestnymi byli moi rodzice. Dla nich byłby to prawdziwy zaszczyt,
      a poza tym moja mama jest poza mną jedyną praktykującą katoliczką ale już w
      ciąży na matkę "wprosiła" się moja siostra. Było mi to wybitnie nie na rękę bo
      dla niej ta rola ogranicza się do bycia właśnie taką "dobrą ciocią od prezentów"
      i choć strasznie mnie to gryzło bałam się odmówić bo i tak nie mam z nią
      najlepszych stosunków.
      Mój ojciec nieśmiało odmawiał, jak twierdzi, wierzy po swojemu i do komuni nie
      przystąpi i tak też zrobił. Mimo wszystko nalegałam bo jest chyba jedynym
      prawdziwie dobrym (w czynach i sumieniu) człowiekiem jakiego znam. Do tego kocha
      ponad wszystko swoją najmłodszą wnuczkę i to w sposób do granic serca rozczulający.
      Opatrzność jednak nad nami czuwała i naprawiła błędy mojego tchórzostwa. Moja
      siostra spóźniła się na mszę świętą i w ten sposób do roli matki chrzestnej
      awansowała moja mama, chyba sobie to wymodliła własnoręcznie szyjąc białą szatkę
      dla maleństwa.
      Z perspektywy czasu przykro mi tylko, że nie potrafiłam wziąć sprawy w swoje
      ręce. Tym bardziej podziwiam nati i wolankę.
      --
      Gdybyśmy naprawdę kochali nasze dzieci, na świecie nie byłoby wojen.
      Jiddu Krishnamurti
      • 05.11.07, 19:48
        jeju, wczoraj przegladalam poczte i natrafilam na Twoje zgloszenie
        do forum. A gdzie Ona jest ? pomyslalam. I sciagnelam Cię myślami
        --
        Bądź dobry - każdy, kogo spotkasz, prowadzi ciężki bój. J. Watson
        Wychowanie w wierze
        • 09.11.07, 17:27
          A czytam, czytam smile
          --
          Gdybyśmy naprawdę kochali nasze dzieci, na świecie nie byłoby wojen.
          Jiddu Krishnamurti
          • www.gazetawyborcza.pl/1,76842,4572529.html
            Tu opisany przypadek świeckiego chrztu, taka ciekawostka, ale może
            na temat?
            Czytałam go miesiac temu i zostalo mi w glowie najbardziej, ze nie
            podpisalabym takiej umowy , że będę wspomagać finansowo swoje
            dziecko a la chrzestne w "razie czego", a juz nie smialabym dac
            nikomu czegos podobnego do podpisania.

            Chrzestni moich dzieci nie sa bogaci i krepuja mnie prezenty od
            nich - wystarczyloby mich pozytywne podejscie do dziecka, a
            najbardziej modlitwa w ich intencji, bo tej nigdy za malosmile.

            Moze juz ten artykul byl na forum, to przepraszam, dopiero nadrabiam
            zaleglosci i nie jestem na biezacosad
            k

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.