• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
Dodaj do ulubionych

Uczynki miłosierne co do ciała i duszy

  • 12.02.08, 15:39
    Tutaj jest na Wiara.plpo prawej stronie ekranu sonda: jaki uczynek miłosierny co do ciała
    praktykujecie najczęściej. Ja bym rozszerzyła jeszcze na te co do duszy, ale
    to może będzie w II połowie Wielkiego Postu smile

    Z wyników wynika (a można wybrać tylko jeden uczynek), że najwięcej osób
    odwiedza chorych. Zdarza się też karmić głodnych, przyjmować podróżnych w dom
    i poić spragnionych - to trzecie, przyznam, wprawiło mnie w osłupienie, dopóki
    nie przypomniałam sobie o akcjach charytatywnych zaopatrujących w wodę suche
    strony świata.
    Zastanawiam się, co oznacza "grzebanie umarłych" - czy po prostu, chodzenie na
    pogrzeby? Przyodziewanie nagich w naszych warunkach jest raczej doodziewaniem
    marznących bez ciepłych ciuchów...
    Najmniej osób pociesza więźniów. Czy pod to "podpada" np. działalność w
    Amnesty International?

    A uczynki co do duszy? Co nam się zdarza najczęściej?

    1. Grzesznych upominać
    2. Nieumiejętnych pouczać
    3. Wątpiącym dobrze radzić
    4. Strapionych pocieszać
    5. Krzywdy cierpliwie znosić
    6. Urazy chętnie darować
    7. Modlić się za żywych i umarłych?

    Mnie chyba pocieszać strapionych. Z następnym punktem za to mam najgorzej...
    --
    Osoby mrowie a mrowie
    Edytor zaawansowany
    • 12.02.08, 17:35
      minerwamcg napisała:
      > Najmniej osób pociesza więźniów. Czy pod to "podpada" np. działalność > w
      Amnesty International?

      Jak najbardziej. Takim uczynkiem była też np. działalność KOR-u (od tego się
      zaczęła - po Radomiu), czy w stanie wojennym rozmaitych biur pomocy
      represjonowanym, afiliowanych przy kuriach diecezjalnych...
      • 12.02.08, 23:09
        Wiem, wiem, ale mnie chodzi o to, co teraz. Współczesne pocieszanie więźniów
        (poza tym, co z urzędu robią np. terapeuci i kapelani) kojarzy mi się właśnie z AI.
        --
        Osoby mrowie a mrowie
    • 12.02.08, 17:44
      > 1. Grzesznych upominać
      > 2. Nieumiejętnych pouczać
      > 3. Wątpiącym dobrze radzić
      > 4. Strapionych pocieszać
      > 5. Krzywdy cierpliwie znosić
      > 6. Urazy chętnie darować
      > 7. Modlić się za żywych i umarłych?

      mi sie wydaje, ze najczesciej zdarza mi sie punkt 3 (o ile umiem dobrze radzic,
      ale sie staram), 4 i 7.
      --
      (*) Natalko, spij slodko aniolku (*)
      Swiat Natalki
      • 12.02.08, 19:17
        Hm, a nauczyciele i wykladowcy moga sobie zaliczyć p.2?
        --
        Mops i kot

        img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
        • 12.02.08, 19:21
          verdana napisała:

          > Hm, a nauczyciele i wykladowcy moga sobie zaliczyć p.2?

          Ktoś, kto kodyfikował owe "uczynki miłosierne", w p. 2. myślał zapewne przede
          wszystkim o nauczycielach wszelkich możliwych stopni i specjalności.
          • 12.02.08, 19:24
            A co to za "uczynek miłosierny" , jak za to płacą???
            --
            Mops i kot

            img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
            • 12.02.08, 20:46
              Tradycyjnie płacono tyle, aby tylko biedny nauczyciel nie umarł z głodu. Ileż
              było o tym choćby w staropolskiej literaturze sowizdrzalskiej (poemat pod
              tytułem "Szkolna mizeria" - albo inny, o tym, jak to rektor szkoły parafialnej
              wyprawiał na wojnę swego pomocnika, niejakiego Albertusa...).
              • 12.02.08, 21:51
                To mnie płacą nietradycyjnie.
                --
                Mops i kot

                img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                • 12.02.08, 22:30
                  Niezależnie od tego, czy płacą "tradycyjnie", czy "nietradycyjnie", mieści się w
                  tym punkcie z pewnością np. zaangażowanie osobiste w promotorstwo czyjejś pracy
                  na stopień.
                  Poza tym - podpadają pod ten punkt wszelkie informacje, dzięki którym ktoś inny
                  oszczędza sobie czasu, kłopotu, zostaje zawczasu ostrzeżony przed rozmaitymi
                  pułapkami urządzonymi z myślą specjalnie o rozmaitych "jeleniach" - itd. itp.
            • 12.02.08, 23:07
              Płacą za to w Królestwie Niebieskim. Ale tylko za to, co zrobiłaś ponad to, za
              co Ci zapłacili tu na ziemi smile
              --
              Osoby mrowie a mrowie
          • 13.02.08, 00:03
            luccio1 napisał:

            > verdana napisała:

            > > Hm, a nauczyciele i wykladowcy moga sobie zaliczyć p.2?

            > Ktoś, kto kodyfikował owe "uczynki miłosierne", w p. 2.
            > myślał zapewne przede wszystkim o nauczycielach
            > wszelkich możliwych stopni i specjalności.

            Niewielu rzeczy jestem tak pewien jak tego, że mój szanowny skądinąd Przedmówca
            jest w mylnym błędzie wink
            Jak komuś płacą, to to jest taki sam uczynek miłosierny jak karmienie głodnych
            przez kelnera...
            Jeśli zaś chodzi o pouczanie nieumiejętnych, to zwłaszcza net i zwłaszcza w
            sprawach wiary i obyczajów dostarcza tyle okazji, że gdyby człowiek korzystał z
            każdej, toby w krótkich abcugach umarł z głodu, nie mając czasu na jedzenie. Do
            radzenia zaś dobrze wątpiącym to i w realu dość okazji znajdzie każdy, kto ma
            uszy otwarte.

            --
            Wigilia w Norze
            Listy starego diabła do młodego
    • 13.02.08, 09:27
      > Najmniej osób pociesza więźniów. Czy pod to "podpada" np.
      działalność w
      > Amnesty International?


      A ja mylę, ze można to tez ująć tak bardziej duchowo. Np wspieranie
      osób uzależnionych w wyjściu z nałogu. Nałóg czy grzech tez jest
      zniewoleniem. Nie mamy przeważnie dostępu do wieźniów. Ale osób
      zniewolonych w różny sposób to chyba wokół nie brakuje - niestety.

      Myślę, ze można w to tez wlączyć sprawiedliwość procesu i kary. A
      więc najpierw troszczyć się by to faktyczny winowajca znalazł sie w
      tym więzieniu, a dalej by otrzymał sprawiedliwą karę i możliwość
      powrotu do społeczeństwa. Ilu z nas zatrudniłoby czy chciałoby
      mieszkać obok osoby wypuszczonej z więzienia?

      • 13.02.08, 09:58
        >Ilu z nas zatrudniłoby czy chciałoby
        > mieszkać obok osoby wypuszczonej z więzienia?

        Iii tam, Nati... Mieszkałam większość życia w krakowskiej dzielnicy Podgórze smile
        Obok mnie mieszkała sąsiadka, której synowie regularnie wędrowali do kicia za
        drobne i mniej drobne kradzieże. Wypuszczeni z więzienia byli przykładnymi
        mężami i wzorowymi ojcami... do następnego razu smile
        W teatrze robiąc wystawy dużo współpracowałam z technicznym, panem Jackiem,
        który tak opowiadał:
        - Mówię pani, jaki ja jestem strachliwy, to coś okropnego. Jeden taki szedł na
        mnie z nożem... no to ja się tak okropnie przestraszyłem, że jego do szpitala
        zabrali, a ja dostałem trzy miesiące.
        --
        Osoby mrowie a mrowie
        • 13.02.08, 10:07
          Nati napisała:

          > Ilu z nas zatrudniłoby czy chciałoby
          > mieszkać obok osoby wypuszczonej z więzienia?

          Wolałbym uczciwego złodzieja wypuszczonego z więzienia niż pobierającego
          zasłużoną emeryturę esbeka.
          Kuzyna Antoniego zatrudniłbym natychmiast do każdej roboty wymagającej wysiłku
          fizycznego, choć ma on lat >60, a kuzynem jest samozwańczym. A siedział 5 lat za
          podszywanie się pod lekarza i wskutek tego spowodowanie śmierci pacjenta.
          Utrzymywali też moi rodzice bardzo dobre stosunki z nieżyjącym już mężem
          przyjaciółki mamy, który swoją poprzednią żonę był zastrzelił (co zresztą
          spotkało się ze zrozumieniem otoczenia, bo to zła kobieta była).
          A piętro pode mną mieszkał facet, który siedział był za morderstwo. Nikomu nie
          wadził.
          Nie mówię już o moim ojcu chrzestnym, bo po pierwsze to było bardzo dawno, a po
          wtóre siedział za utrudnianie utrwalania władzy ludowej, więc to się chyba nie
          liczy...

          --
          Wigilia w Norze
          Listy starego diabła do młodego
    • 13.02.08, 11:09
      minerwamcg napisała:

      > Zastanawiam się, co oznacza "grzebanie umarłych" - czy po
      > prostu, chodzenie na pogrzeby?

      To by się raczej łapało na pocieszanie strapionych, bo to zawsze raźniej jak
      więcej ludzi przyjdzie na pogrzeb bliskiej osoby.
      W każdym razie chodzić na pogrzeby jest pożytecznie, a nawet bardzo pożytecznie,
      To, z jakiego paragrafu jest pożytecznie, a nawet bardzo pożytecznie chodzić na
      pogrzeby, to już sprawa mniej istotna.

      --
      Wigilia w Norze
      Listy starego diabła do młodego
    • 13.02.08, 11:10
      minerwamcg napisała:

      > Najmniej osób pociesza więźniów. Czy pod to "podpada" np.
      > działalność w Amnesty International?

      Przy okazji grzeszących się upomina.

      --
      Wigilia w Norze
      Listy starego diabła do młodego
      • 16.02.08, 23:53
        Ponoć autentyczne:

        Siostra katechetka powtarza z dzieciakami uczynki miłosierne.
        - Głodnych?
        - Nakarmić! - odpowiadają chórkiem dzieci.
        - Nagich?
        - Przyodziać!
        - Więźniów?
        Dzieci zapomniały.
        Siostra podpowiada.
        - Po...? po...?
        - POWYWIESZAĆ!!!
    • 17.02.08, 18:47
      1. Grzesznych upominać
      2. Nieumiejętnych pouczać

      Ja mam z tym, przyznaję najwiekszy problem, bo zaraz mi się włącza
      takie coś, że to ja się mogę mylić, że nie znam całej sytuacji i to
      grzeszenie, czy nieumiejętność to niekoniecznie jest takie jak mi
      sie wydaje. Poza tym tu jeszcze wchodzi w grę pycha, bo skoro kogoś
      pouczam, to ja wiem a on nie, skoro napominam to widzę czyjeś
      niedociągnięcia, a moje??? Ta pycha to jest moja spora zgryzota sad
      A z tych uczynków wzgledem duszy to chyba najlepiej wychodzi mi
      pocieszanie strapionych (faktem jest, że garną się czasem obce
      ludzie, opowiadają swoje histori, np klienci w sklepie, a potem sami
      się dziwią, że w ogóle to wszystko mówią) i modlitwa za zmarłych,
      czasem za tych co jeszcze żyją.
      --
      Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma
      ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
      • 17.02.08, 21:53
        Z drugiej strony, jeżeli sytuacja jest ewidentna, i np. wiem na pewno, że ktoś
        robi źle, i mam możliwość i okazję mu o tym powiedzieć (np. jeśli krzywdzi
        drugiego człowieka i ja to widzę) to jakoś tak głupio mi nabrać wody w gębę i
        nic nie powiedzieć. Mam wtedy poczucie, że mogłam komuś pomóc, a zlekceważyłam
        sprawę.
        To samo z "pouczaniem nieumiejętnych". Jak widzę, że komu coś leci z rąk, w
        przenośni i dosłownie, trudno mi powstrzymać się od powiedzenia "a z drugiej
        strony próbowałeś?"
        --
        Osoby mrowie a mrowie
        • 18.02.08, 08:16
          Tak, w takich przypadkach masz rację, to jest po prostu konieczne.
          Ja się po prostu obawiam sytuacji kiedy pouczanie wchodzi w nawyk,
          zaczyna być bezrefleksyjne, bo przecież ja wiem lepiej. Być może
          wynika to z mojego otoczenia, gdzie zarówno moja mama jak i moja
          teściowa są osobami, które za wszelką cenę chcą decydować za kogoś,
          bo one wiedzą lepiej. Przy czym dotyczy to takich głupot jak
          kolejność meblowania domu smile)) Być może właśnie tu tkwi problem.
          A co do napojenia sprawgnionych to tak sobie nad tym rozmyślałam i
          znalazłam jeszcze dwa przypadki: to wielki sagan z herbatą lub
          kompotem dla przechodzących pielgrzymów, to butelka wody w upalny
          dzień podarowana bezdomnemu. To chyba też podpada pod pojenie
          spragnionych smile
          --
          Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma
          ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
          • 18.02.08, 13:32
            arówno moja mama jak i moja
            > teściowa są osobami, które za wszelką cenę chcą decydować za kogoś,
            > bo one wiedzą lepiej. Przy czym dotyczy to takich głupot jak
            > kolejność meblowania domu smile))

            A tak, tak, taka "nadczynność miłosierna" też jest notowana, zwłaszcza u
            starszego pokolenia... zresztą z karmieniem też potrafią przesadzać smile

            Co do spragnionych, tak, rzeczywiście, to co opisujesz jak najbardziej się
            łapie. Jak widać, okazji do uczynków miłosiernych jest naokoło dość, tylko
            trzeba inteligentnie popatrzeć.

            Nie wiem, na co się łapie honorowe krwiodawstwo, w czasach Jezusa go nie było
            (przynajmniej w takim znaczeniu jak dziś, bo w końcu sam Jezus jest największym
            Krwiodawcą), ale że jest to uczynek miłosierny, nie sposób zaprzeczyć.
            --
            Osoby mrowie a mrowie
    • 12.02.09, 09:54
      > 1. Grzesznych upominać
      > 2. Nieumiejętnych pouczać
      > 3. Wątpiącym dobrze radzić
      > 4. Strapionych pocieszać

      no właśnie, jak to robić umiejętnie ? Bo często są z tego tylko wzajemne
      urazy... czy zawsze, jeżeli robimy to Z MIŁOŚCIĄ, druga strona tę miłość widzi ?
      Czy docierają do niej tylko słowa ?
      Najtrudniejsze jest dla mnie chyba to, żeby słowami tę miłość i troskę okazywać.
      Natomiast widzę wyraźnie, że

      > 5. Krzywdy cierpliwie znosić
      > 6. Urazy chętnie darować

      to ciągle muszę ćwiczyć wink
      i właściwie bez zarzutu to tylko

      > 7. Modlić się za żywych i umarłych

      jest.

      Z duszą zawsze gorzej idzie. Uczynki miłosierne co do ciała bardziej wymierne są
      i lepiej wychodzą wink
      --
      Dopóki walczysz - jesteś zwycięzcą św. Augustyn
      Tam ciągle giną chrześcijanie!
      • 12.02.09, 13:26
        Z tą modlitwą też wcale nie tak łatwo. I tu może być nieumiejętnie.
        Przypominają mi się "Listy starego diabła..." - tam było o tym jak
        możemy tę modlitwę za żywych wykrzywić smile))
    • 13.02.09, 16:49
      Codziennie karmię głodnych, poję spragnionych i przyodziewam nagich
      (dziś nagi Młodszy machał nogami i dyndał siusiakiem). Podróżnych
      nie lubię przyjmować, więźniów nie znam, chorych odwiedzam, lub
      dzwonię do nich, ale i tak najwięcej chorób pod własnym dachem. Co
      do grzebania umarłych to decyzja odgórna.

      I nagminnie pouczam nieumiejetnych - a czy oni od mojego pouczania
      są bardziej umiejętni, to wątpię.
      Modlę się jak potrafię, grzesznych upominać nie potrafię (zbyt sama
      jestem grzeszna), wątpiących raczej pocieszam niż dobrze radzę (bo
      rad dobrych w takich chwilach nie znam), strapionych staram się
      pocieszać choć rzadko mi to wychodzi, krzywdy znoszę niecierpliwie,
      bluzgając i bluźniąc, urazów nie potrafię darować.
      Ale będzie na tym Sądzie Ostatecznym...
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.