Dodaj do ulubionych

kłopot z chrzestnym - może poradzicie.

24.09.08, 11:04
Witam wszystkich. Rzadko piszę, ale często was czytam. Mam problem,
który musze jakos rozgryźć, a już sama nie wiem jak.
Może napiszę krótko o co chodzi.
Mój syn idzie w tym roku do I komunii. Chodzi do szkoły katolickiej,
więc przygorowujemy się wszyscy razem ( oprócz tego co syn ma w
szzkole, mamy również raz w miesiącu wyjazdowe konferencje dla całej
rodziny i spotkania rodzinne ). Ale nie o tym chciałam.
Chrzestnym mojego syna, jest brat męża. Ja byłam przeciwna temu, ale
mnie zakrzyczano, bo "jedyny"brat itd. Teraz żałuję, ze jednak sie
nie postawiłam, ale nie mam już na to wpływu. Aby było jasne, nie
miałam nic przeciwko sammu szwagrowi, tylko jego wiekowi. Miał wtedy
coś ok 17 lat ( jest o 8 lat od nas modszy ). Dla mnie to był
dzieciak, z którego nie wiadomo co wyrośnie. No i miałam racje.
Wyrosło nie najlepiej. Od jakiegoś czasu mieszka z panienką bez
ślubu. Tak więc, do komunii na uroczystości syna nie będzie mógł
przystąpić. Bo nawet jak pójdzie do spowiedzi, to przecież bedzie
ona nieważna. Trzeba przecież żalu za grzechy i obiecania szczrej
poprawy. A kto uwieży, że on nagle zapała chęcią do celibatu. Bo jak
rozmawiaam z moim spowiednikiem, problemem nie jest mieszkanie
razem, tylko "cudzołóstwo".
Dla mnie to jest więc problem, bo chciałabym, aby chrzestni w pełni
uczestniczyli w tej uroczystości. O tym, że szwagier widzi syna
średnio raz na rok albo i to nie, już nie wspomnę.

Innym problemem, jest "panienka". Ja nie widzę potrzeby zapraszania
jej na te uroczystość, ani do kościoła ani na przyjęcie. Ona nie
jest żadna rodziną dla mnie. Ani to żona ani narzeczona. Będzie nie
ta to inna. A mnie wycjowywano, że do rodziny to wprowadza się kogoś
dopiero po oficjalnych zaręczynach ( w sensie imprez rodzinnych z
babciami, ciotkami itd, bo przecież nie do własnego domu ). Moja
Teściowa musi ją przyjmować, mimoiż nie jest z tego zadowolona, ale
ją po prostu szwagier zaszantażował. Albo będzie przychodził z nią
albo wogóle. Na mnie to nie działa, bo mogę go nie widzieć, i jakoś
płakac nie będę. Ja już i tak podpadłam, bo jasno powiedziałam
teściom, że sobie nie życzę, żeby moje dzieci mówiły do panienki
per "ciocia" ( a jakoś takim sformuowaniem mnie ostatnio uraczyły po
pobycie u teściów ). Ona nią nie jest. Moje dzieci nie są
przyzwyczajone do tego, ze "ciociują" wszystkim dookoła. Zawsze,
nawet do moich znajomych mówią Pani. Wyjątkiem jest kilka moich
bardzo bliskich przyjaciółek, które dzieciaki znają od zawsze. Było
wiec trochę oburzenia, bo co mi to przeszkadza, przecież to
normalne. Ale nic powiedziałam i teraz już jest cisza. Afera sie
zacznie przy zaproszeniach na komunię.
No i teraz mam problem, bo mąż nie chce urazić brata, którego kocha,
ale musi cos wybrać. Jest między młotem a kowadłem.
Tym razem ja nie ustąpię. To ważna uroczystość dla dziecka i nie
zamierzam pozwolić, aby jakaś panienka mi ją zepsuła ( a jej nie
lubię, ale to osobny wątek ).

Mam nadzieję, ze strasznie chaotycznie nie napisałam, i uda wam się
wszystko przeczytać i zrozumieć. Dajcie jakieś rady co zrobić w tej
sytuacji. Niby czasu dużo, ale przecież problem sam sie nei
rozwiąże. Pozdrawiam
--
Marta
Mama Danielka ( 16-11-2000 ) i Gabi ( 05-07-2002 )
DZIECI ROCZNIK 2000
Edytor zaawansowany
  • capriglione 24.09.08, 11:10
    Dla dobra i zgody rodziny zaprosiłabym dziewczynę chrzestnego. Myślę, że nie
    warto kruszyć o to kopii. Być może w przyszłości wejdzie jednak do rodziny. Może
    warto ją bliżej poznać, porozmawiać. Przecież sam fakt mieszkania z chłopakiem
    chyba jej nie przekreśla na tyle, aby nie mogła uczestniczyć w Waszym rodzinnym
    święcie?
  • k_j_z 24.09.08, 13:55
    Arwena
    ale ty nie potrzebujesz rady, tylko potwierdzenia, że robisz dobrze
    --
    Pinezki zostały rzucone
    "Gdzie się człowiek nie obejrzy, wszędzie jakieś teletubisie" by
    Drobny Kurczak
  • madziaq 24.09.08, 11:38
    Nie obraź się, ale wydaje mi się, że głównie właśnie przemawia przez Ciebie to,
    że nie lubisz tej dziewczyny. Oczywiście jest możliwa sytuacja, że szwagier co
    miesiąc ma inną partnerkę i z każdą mieszka, ale jakoś w to wątpię, przynajmniej
    nie wynika to z Twojego opisu sytuacji. Dlaczego uważasz, że jej obecność
    popsuje twojemu dziecku uroczystość komunii? Czy jest bardzo niesympatyczna, nie
    potrafi się zachować, dziecko jej nie lubi? Jeśli tak nie jest, to nie widzę
    problemu innego niż ten, że Ty za nią nie przepadasz i może Ci psuć humor.

    Co do przystępowania przez szwagra do komunii - nic nie poradzisz. To jego
    decyzja. Rozumiem, że to może być dla Ciebie problem, ale niestety chrzestnego
    nie zmienisz. Inni obecni będą się modlić za Twoje dziecko i przystąpią w jego
    intencji do komunii. Może za szwagra przy okazji też warto się pomodlić.

    Moim zdaniem dobre wychowanie nakazuje zaprosić szwagra razem z jego dziewczyną.
    Ja osobiście zaczęłam uczestniczyć w imprezach z ciociami i babciami męża na
    dłuuuugo przed oficjalnymi zaręczynami i nikt z tego problemu nie robił -
    uznali, że osoba, którą kocha ich syn czy wnuk jest warta poznania i
    potraktowania z sympatią.

    A jeśli - hipotetycznie - szwagier będzie żył ze swoja partnerką bez ślubu wiele
    lat, jeśli np będą mieli dzieci a ślubu nie wezmą, czy Twoje dzieci zawsze będą
    mówiły do niej "prosze pani"? Zastanów się nad tym
    --
    Nasz staż smile
  • dominikjandomin 24.09.08, 11:58
    madziaq napisała:


    > A jeśli - hipotetycznie - szwagier będzie żył ze swoja partnerką bez ślubu wiel
    > e
    > lat, jeśli np będą mieli dzieci a ślubu nie wezmą, czy Twoje dzieci zawsze będą
    > mówiły do niej "prosze pani"? Zastanów się nad tym

    Na moje tak. Nie jest w rodzinie, to idzie per "proszę pani". Jestem wrogiem
    ciociowania do obcych osób, czym obraziłem już opiekunkę w żłobku.
  • madziaq 24.09.08, 12:04
    Nooo... Jeżeli osoba, z którą brat mojego męża (hipotetyczny, mąż jest
    jedynakiem wink) żyje wspólnie od wielu lat, ma dzieci, którą kocha i szanuje,
    jest obca, to zgoda. Dla mnie taka osoba obca bynajmniej nie jest. Bo to, że ja
    mam jakieś poglądy i np ślub jest dla mnie ważny, to nie znaczy, że dla każdego
    musi taki być. A jeśliby wzięli tylko ślub cywilny? Z punktu widzenia kościoła
    nadal żyją bez ślubu, czy wtedy "cywilna żona" szwagra jest już członkiem
    rodziny, czy obcą osobą? A jeśliby - hipotetycznie - przysięgli sobie miłość
    tylko w obecności księdza i świadków i nikt inny o tym nawet nie wie? Wtedy
    przed Bogiem są małżeństwem, to chyba już powinna zostać członkiem rodziny?
    --
    Nasz staż smile
  • arwena_11 24.09.08, 12:29
    dokładnie tak jak napisała dominikjandomin. Będzie prosze pani.
    Ponieważ miedzy nami jest duza różnica wieku ( 8-9 lat ) i pomiędzy
    naszymi dziećmi też będzie jeszcze większa ( syn ma 8 lat a tam się
    na nic nie zanosi ), to raczej nie widzę szansy na częste kontakty.
    Może święta u Teściów ( czyli jeden dzień w roku ). Myslę, ze to
    żadna ciocia
    --
    Marta
    Mama Danielka ( 16-11-2000 ) i Gabi ( 05-07-2002 )
    DZIECI ROCZNIK 2000
  • a_weasley 24.09.08, 17:23
    arwena_11 napisała, jakby już żywcem nie miała się czego czepić:

    > Ponieważ miedzy nami jest duza różnica wieku
    > (8-9 lat)
    <ciach>
    > to raczej nie widzę szansy na częste kontakty.

    Kontaktujesz się tylko z rówieśnikami? Współczuję.
    Nasz świadek, z kół zbliżonych do Minerwy, jest od nas starszy o 8-9 lat właśnie.
    Nasza świadkini dla odmiany jest od nas o 12-13 lat młodsza, jej mąż niewiele
    mniej, i nie jest najmłodsza pośród tych, z którymi utrzymujemy znajomości
    (właśnie spodziewamy się odwiedzin dziewczyny, która jakbyśmy się dobrze
    pospieszyli to mogłaby być naszą córką, a i jej mąż nie jest wiele starszy).
    8-9 lat to jest, i owszem, porażająca różnica, jak jedno ma 20 lat, a drugie 12.
    Mam niejasne wrażenie, że to nie ten przypadek.

    --
    Wigilia w Norze
  • alex05012000 24.09.08, 11:42
    no, ja raczej nie poradzę za wiele, bo nie jestem taka zasadnicza w
    tych kwestiach... nasz chrzestny [z którego nota bene nie jestem
    kompletnie zadowolona, no, ale tak wyszło, w rodzinie żadnego pana,
    mam chrzestna to moja przyjaciółka, córka znajomych rodziców, no
    tochrzestny znajomy męża, trochę narwany i kompletnie nie nadający
    się na chrzestnego, ale trudno ...] jest kawalerem, gdyby miał kogoś
    i chciał z nią przyjść, zostałby zaproszony z tą panią, nawet gdyby
    nie była żoną...
    kwestie spowiedzi/komunii chrzestnych zostawiam ich woli ...
    rozumiem twoje przekonania i odczucia, ale widać z twojej
    wypowiedzi, że nie znosisz tej dziewczyny szwagra, nie wiem jakie
    sątemu powody i dlaczego ma ci koniecznie zepsuć uroczystość ??? ...
    a ona może tez sie niezręcznie czuje w tej całej sytuacji... oni
    żyją bez ślubu i zapewne nie widzą w tym nic niestosownego, z ich
    punktu widzenia...wykluczanie jej, ich obojga z uroczystości
    rodzinnnych nie jest chyba najszczęśliwsze...
  • arwena_11 24.09.08, 12:19
    Ze szwagrem jest tak, ze teraz mieszka z nią, ale wcześniej była
    inna i ją też próbował ciągać po rodzinnych imprezach ( nawet bez
    zaproszenia i stawiając mnie przed faktem ). Nie lubię jej, ponieważ
    od pierwszego momentu jakoś mi podpadła.
    Szwagier wyprowadził sie do niej na kilka dni przed cieżką operacją
    Teściowej. Wiedział, że bedzie potrzebna jego pomoc, ale się
    ulotnił. Uważam, ze ona powinna mu powiedzieć ( jak sam tego nie
    rozumie ), że matka potrzebuje pomocy i miesiąc w te czy w tamte nie
    robi różnicy. W dniu operacji teściowej, ja cały dzień byłam w
    szpitalu ( dziećmi ajmowali sie moi rodzice, bo to był dzień
    dziecka ), mój mąż po pracy też przyjechał, szwagier się nie
    pofatygował nawet. Za to przyszedł do nas wieczorem z panienką i
    prezentem dla syna ( zupełnie niedopasowanym do wieku )z okazji dnia
    dziecka ( o córce już zapomniał ). Ja ledwo widziałam na oczy i
    marzyłam o kąpieli i łóżku, mąż padniety, dzieci zmęczone i
    słaniające sie no i goście o g.21.30. Oczywiście pora do odwiedzin
    idealna dla dzieci 4 i 2 letnich. Powiedzcie mi, czy na pierwszą
    wizytę do rodziny idzie się niezapowiedzianym i w tak nieodpowiednim
    momencie?
    No i przepadło, teraz to już nawet jakby ona na głowie stanela to
    jej nie polubię. Zraziłam się.
    Inna rzecz, że mnie nie przeszkadza ich mieszkanie razem, tylko
    hipokryzja. Moja bliska przyjaciółka mieszkała przed śluben z
    chłopakiem, ale ona deklarowaa sie jako ateistka i ślubu kościelnego
    nie brała. Ci natomiast twierdzą, że są wierzący, tylko że nic z
    tego nie wynika.
    Poza tym, ja nawet nie mam o czym z nia rozmawiać. Nie ma dzieci,
    żadnych problemów, to o czym? O pogodzie? Nie mam na to czasu.

    No i dlaczego mam ją przyjmować w domu. U mnie w rodzinie była
    zasada, że nie ciąga sie po rodzinie każdego chłopaka, czy
    dziewczyny. Tak mnie wychowano. Zresztą dla mnie mój szwagier sam
    jej nie szanuje, o inaczej by się z nią ożenił. To co do łóżka
    dobra, ale na żonę niekoniecznie?
    Dziwię sie, ze jej rodzice to tolerują ( oni mieszkaja nawet u jej
    rodziców ). Sama mam córkę i jakoś na coś takiego nie wyraziłabym
    zgody.

    A co do komunii syna, to chcę zaprosić rodzinę i kilka bardzo
    bliskich mi osób. A ona, jakby nie patrzeć, do żadnej z tych
    kategorii nie należy.


    --
    Marta
    Mama Danielka ( 16-11-2000 ) i Gabi ( 05-07-2002 )
    DZIECI ROCZNIK 2000
  • madziaq 24.09.08, 12:43
    Fakt, że niepojawienie się w szpitalu w dniu operacji matki jest wpadką,
    podobnie jak odwiedzanie kogoś w domu bez zapowiedzi późnym wieczorem. Ale w tej
    sytuacji głównie winny jest szwagier, a nie jego dziewczyna. Dorosły facet sam
    powinien wiedzieć, kiedy rodzina potrzebuje jego pomocy i jak się w takiej
    sytuacji zachować. A twierdzenie, że dziewczyna powinna mu o tym powiedzieć i
    uzmysłowić to tak jak mówienie, że jak facet chodzi nieogolony i nieumyty to
    wina żony, bo o niego nie dba. A co to, mężczyznom Bóg własnego rozumu poskąpił?
    Poza tym, czy jesteś pewna, że nie mówiła? Może np. zachęcała go do pójścia do
    szpitala, a on z jakiegoś powodu nie chciał?

    Więc jak dla mnie wygląda na to, że dziewczyna ma "przechlapane", bo szwagier
    nawalił na całej linii (a nie ona).

    Piszesz:
    > Poza tym, ja nawet nie mam o czym z nia rozmawiać. Nie ma dzieci,
    > żadnych problemów, to o czym? O pogodzie? Nie mam na to czasu.

    Czy rozmawiasz ze znajomymi tylko o ich dzieciach albo pogodzie? A książki,
    film, hobby, polityka, praca, nie wiem... ciekawe czy śmieszne zdarzenia z
    codziennego dnia? Bo wychodzi na to, że z paroma osobami z tego forum też nie
    masz zupełnie o czym rozmawiać...

    Myślę, że powinnaś jednak spróbować dać jej jeszcze jedną szansę. Już nawet
    abstrahując od tej komunii, ale jeśli jednak szwagier się z nią ożeni, czy nagle
    stanie się godna Twojej sympatii? Czy już zawsze będzie "be", bo przyszła do Was
    ze swoim chłopakiem (najprawdopodobniej na jego prośbę) o niewłaściwej porze?
    --
    Nasz staż smile
  • arwena_11 24.09.08, 13:01
    Wiesz co, właśnie z tego powodu co napisałam wyżej, będziemy miały
    mały kontakt ( duża róznica wieku ).

    Mówisz, że nie mogła nic zrobić, bo szwagier ma własny rozum. Nie do
    końca sie z tobą zgodzę. Jak ktoś nie wie jak ma sie zachować, to
    trzeba mu o tym powiedzieć. bo inaczej jak sie dowie?

    Wiesz można nie zwrócić uwagi komuś obcemu,że mlaska przy stole ( bo
    nie wypada ), ale nie trzeba po raz kolejny zasiadać z nim do stołu
    jak nam to nie odpowiada. Dzieciom, mężowi uwagę się zwraca.
    Podobnie jak z niestosownym zachowaniem. Osobie bliskiej, możemy
    zwrócić uwagę. Obca nam zwisa, bo nie musimy mieć z nią doczynienia
    po raz kolejny.
    Myśl, że ona, jakby chciała to wiedziałaby, jak skłonić go do
    pójścia do matki do szpitala. Jej było tak wygodniej.

    Ja nie poszłabym do obcych ludzi z małymi dziećmi o takiej porze,
    niezależnie od tego jak bardzo ktoś by mnie ciągnął. Wolałabym
    poczekać w samochodzie. Trzeba wiedzieć co wypada a co nie. To nie
    ubezwłasnowolniona dziewczynka, tylko podobno dorosła kobieta.

    Z przyjacółmi i znajomymi rozmawiamy o różnych sprawach. Ale znamy
    się od wielu lat. Mamy podobne zainteresowania, przeżycia, wspólną
    przeszłość. Przecież nawet normalnie nie gada sie z każdym. A jeśli
    już to raz i często sie stwierdza, że nie ma potrzeby ponawiać.

    --
    Marta
    Mama Danielka ( 16-11-2000 ) i Gabi ( 05-07-2002 )
    DZIECI ROCZNIK 2000
  • direta 25.09.08, 11:53
    arwena_11 napisała:

    > Mówisz, że nie mogła nic zrobić, bo szwagier ma własny rozum. Nie do
    > końca sie z tobą zgodzę. Jak ktoś nie wie jak ma sie zachować, to
    > trzeba mu o tym powiedzieć. bo inaczej jak sie dowie?

    A czemu dajesz szwagrowi prawo do niewiedzy, a jej nie dajesz?
    po drugie zauważ, że zwiazek szwagra z panienką jest od poczatku niesymetryczny.
    To on jest tu panem i władcą, on ja sobie wziął i on ja rzuci gdy mu się znudzi.
    Takiemu komus nie zwrócisz uwagi, jeśli się boisz, że może cię rzucic szybciej,
    niz bdziesz na to gotowa.
    Moim zdaniem bardziej winny w tej relacji jest szwagier, to on wykorzystuje tę
    dziewczynę i on jej nie szanuje i to on zredukował ja do roli pracownicy seksualnej.
    Ona jest co najwyżej głupia i słaba, a prawdziwym łajdakiem jest szwagier. I to
    jemu przemówiłabym ostro do rozsądku. Jej co najwyzej zwróciłabym delikatnie
    uwagę na to z jakim sukinsynem się związała.
    >
    > Wiesz można nie zwrócić uwagi komuś obcemu,że mlaska przy stole ( bo
    > nie wypada ), ale nie trzeba po raz kolejny zasiadać z nim do stołu
    > jak nam to nie odpowiada. Dzieciom, mężowi uwagę się zwraca.

    Problem w tym, że szwagier nie jest jej mężem tylko "szefem" bo się tak wygodnie
    ustawił. I jak mu podskoczy to fora ze dwora, będzie inna na jej miejsce.
    A jej z jakiegoś powodu zależy. Może go, głupia, kocha. Więc nie do niej miej
    pretensje, że szwagier nie wie jak się zachować.
    --
    No co jest?!
    mam ci paznokciepoobgryzać?
  • nati1011 24.09.08, 12:59
    smile)

    Widzę, ze nie tylko ja się czepiam chrzestnych smile)

    Co do komunii chrzestnego, to przykre, ale nie masz na to wpływu.
    Musisz albo nie roztrząsać sprawy, albo wytłumaczyć dziecku dlaczego.

    Co do dziewczyny. Miałam podobną sytuację. Pisząc zaproszenia na
    komunię napisałam imienne dla szwagra, wychodząc z założenia, że
    dziewczyna to ani narzeczona ani żona. Przy czym on już bywał z nią
    u nas, więc doszłam do wniosku, ze jak bedą chcieli to przyjdą razem
    i jej nie wyproszę. Zrobiła się z tego taka awantura, że teściowa
    zapowiedziała, że ona też nie przyjdzie na komunię - bo życzyli
    sobie otrzymać imienne zaproszenie dla dziewczyny.
    Dla mnie to też dziwna sytuacja. Komunia jest imprezom rodzinną. Mam
    prawo oczekiwać, ze bedą tam osoby mi i rodzinie bliskie. Dziewczyna
    szwagra - mimo iż ją lubię - jest mi obca. Skoro oni sami nie
    potrafią sie opowiedzieć, czy chcą być razem czy nie, to dlaczego
    mam ja wpuszczać do rodziny. Inaczej - mniej restrykcyjnie -
    podeszłabym do ślubu, bo jemu z zasady towarzyszy impreza, zabawa,
    ale chrzciny i komunia to inne uroczystości.
    Nie poradzę ci co zrobić, ale rozumiem twoje odczucia.
  • arwena_11 24.09.08, 13:08
    Nati dokładnie jst tak jak piszesz. Tylko, że moi teściowie jeszcze
    nic nie wiedzą.
    Co do ślubu, to masz rację. Na wesele się przychodzi z osobą
    towarzyszącą i w sumie ganz egal, kto to jest. Daje sie często
    zaproszenia dla X plus os. towarzysząca.
    Tyle, ze tu też wyznakę zasadę, że dzieci 15-18 letnie zapraszam bez
    osób towarzyszących. Bo po co kolejne dziecko na weselu. I tu
    zaznaczam dotyczy to wszystkich, nie ma znaczenia czy to moja
    rodzina czy nie.

    A komunia, jak piszesz to impreza rodzinna. Ona rodziną nie jest.
    Jak są na tyle dorośli, że mieszkają bez ślubu, to musza nauczyć
    się, że jako dorośli muszą ponosić konsekwencje swoich czynów. Jedną
    z takich konsekwencji, jest nieuczestniczenie w imprezach rodzinnych
    w moim domu.
    --
    Marta
    Mama Danielka ( 16-11-2000 ) i Gabi ( 05-07-2002 )
    DZIECI ROCZNIK 2000
  • a_weasley 24.09.08, 17:36
    nati1011 napisała:

    > Widzę, ze nie tylko ja się czepiam chrzestnych smile)

    Problem w tym, że czepianie się w wykonaniu Arweny jest mocno spóźnione. Mniej
    więcej o osiem lat. Nie podobał się jej szwagier jako kandydat na chrzestnego,
    trzeba było wetować wtedy. Nie zawetowała, trudno.

    > dziewczyna to ani narzeczona ani żona.

    Jasne, nie została przedstawiona oficjalnie i nie odbyła się kolacja
    zaręczynowa. Nie wprowadził jej oficjalnie do rodziny.

    > Dziewczyna szwagra - mimo iż ją lubię - jest mi obca.

    Kiedy się żeniłem, ówczesna narzeczona szwagra też była mi obca. I dziewczyny co
    najmniej dwóch gości tyż. I cóż stąd?

    --
    Listy starego diabła do młodego
  • nati1011 24.09.08, 17:44
    a_weasley napisał
    > Problem w tym, że czepianie się w wykonaniu Arweny jest mocno
    spóźnione. Mniej
    > więcej o osiem lat. Nie podobał się jej szwagier jako kandydat na
    chrzestnego,
    > trzeba było wetować wtedy. Nie zawetowała, trudno.

    No właśnie. Ja mam takiego jednego chrzestnego z klucza rodzinnego -
    otwarcie niewierzącego. Przy drugim dziecku zgłosiłam otwarty
    protest i chrzestnych wybrałam sama smile) Ku oburzeniu teściowej - ale
    to jej problem, a moje dzieci.

    > > Dziewczyna szwagra - mimo iż ją lubię - jest mi obca.
    >
    > Kiedy się żeniłem, ówczesna narzeczona szwagra też była mi obca. I
    dziewczyny c
    > o
    > najmniej dwóch gości tyż. I cóż stąd?

    Ano nic. Wesele to co innego niż kameralna - zazwyczaj - rodzinna
    komunia. Powiem odwrotnie - trzeba być bardzo zżytym z rodziną
    chłopaka, by pójść na taką imprezę. To dużo zależy od rodziny i
    panujacych w niej stosunków. Jako dziewczyna (abstrachując od
    sytuacji z wątku) nie wiem czy poszłabym z chłopakiem na chrzciny
    czy komunię. Za to na wesele bez najmniejszych oporów smile)

    A już na pewno nie pchałabym sie tam, gdzie wiem, ze mnie nie
    lubią .
  • a_weasley 25.09.08, 00:12
    nati1011 napisała:

    > No właśnie. Ja mam takiego jednego chrzestnego
    > z klucza rodzinnego - otwarcie niewierzącego.

    Bo to jest właśnie problem - sporo osób zupełnie zapomina, że chrzestny powinien
    odgrywać jakąś rolę w wychowaniu dziecka. Ot, po prostu awans z wujka na wujka
    sztabowego.

    > A już na pewno nie pchałabym sie tam, gdzie wiem,
    > ze mnie nie lubią .

    A to jest jeszcze inna sprawa. To już decyzja chrzestnego i jego
    dziewczyny/narzeczonej/konkubiny/itp. (niepotrzebne skreślić). Zapraszającym nic
    do tego.
    Ostatecznie ktoś się może jak najbardziej sakramentalnie poślubić osobę równie
    nieakceptowaną przez rodzinę, i co? I nic. Rodzina zaciska zęby i stara się być
    miła.
    Osobiście wycofałem się ze świadkowania na ślubie, kiedy pan młody poinformował
    mnie, że jego narzeczona nie życzy sobie obecności osoby, z którą miałem zamiar
    przyjechać. Przykro mi było bardzo, wiedziałem, że Ignacowi też jest przykro,
    ale nie mogłem inaczej.

    --
    Drzewo przydrożne nigdy nie atakuje samochodu pierwsze. Uderza tylko w samoobronie.
  • minerwamcg 24.09.08, 17:49
    A_weasley napisał:

    > Kiedy się żeniłem, ówczesna narzeczona szwagra też była mi obca.

    A mój brat na dokładkę w ogóle zaręczyn nie urządzał! Przedstawił
    nam Asię przyszedłszy z nią na nasz ślub cywilny i uważał, że sprawa
    załatwiona, że już się znamy... chyba z nim zerwę smile
    --
    Osoby mrowie a mrowie
  • alex05012000 24.09.08, 14:21
    "A co do komunii syna, to chcę zaprosić rodzinę i kilka bardzo
    bliskich mi osób. A ona, jakby nie patrzeć, do żadnej z tych
    kategorii nie należy."
    według mojego rozeznania na komunię zaprasza się naogół najbliższą,
    lub i dalszą jak kto chce, rodzinę oraz chrzestnych (niekoniecznie z
    rodziny, u nas oboje nie) z rodziną czyli mężem, żoną lub inną osobą
    towarzyszącą, jak mają, oraz raczej też dziećmi ...
    według mnie skoro ta pani jest towarzyszką życia szwagra to do
    rodziny należy, ale rozumiem, ze można mieć inny pogląd na tę
    sprawę, współczuję dylematu, bo wychodzi, zę i tak źle i tak
    niedobrze...
  • direta 25.09.08, 11:45
    Nie doczytałam jeszcze wątku do końca, być może potem ton wypowiedzi się
    zmienia, ale nie rozumiem dlaczego wszyscy naskoczyli na Arwenę. We mnie jej
    bezkompromisowość wzbudziła podziw. Ja nie wiem czy mnie byłoby stać na aż takie
    postawienie się, ale jestem przekonana, że tak właśnie należy, to jest reguła,
    od której owszem bywają wyjątki, ale reguła jest właśnie taka.
    Osobiście jestem wielką przeciwniczką hucznych komunii i hucznych chrzcin. To
    jest uroczystosć bardzo ważna, rzekłabym intymna i należy zrobić wszystko
    (WSZYSTKO!!!) by dziecku ułatwić a nie utrudnić ten intymny kontakt z Bogiem.
    Kiedy mój syn przystepował do I Komunii, a specjalnie udaliśmy się do innej
    parafii aby uniknąc tej okołokomunijnej szopki (pisałam o tym kilka lat temu na
    forum) (tzn nie przez pójście do innej parafii tylko przez to, że nie
    przystępował ze swoim rocznikiem, tylko wcześniej - sam tak chciał) to I komunia
    była w Wielki Czwartek i ksiadz poprosił, by na uroczystości było tylko dziecko
    i rodzice w zamkniętym kościele, bez fleszy i prezentów, a po uroczystości
    kameralna uroczystośc - tylko domownicy, przy której dziecko powinno usługiwać.
    Dopiero w Niedzielę wielkanocną można było zaprosić do kościoła chrzestnych,
    babcie, dziadków i kogo się chciało, wpuścić fotografów i prezenty etc ale też
    bez przesady.
    To tak na marginesie.
    Wracajac do chrzestnego - masz rację Arweno, że problemem nie jest fakt, że oni
    mieszkają, tylko grzechy nieczyste.
    Myslę, ze gdyby szykowali się do slubu a mieszkanie byłoby wiciem gniazda a nie
    okazją do (pardon my french) kopulowania to spokojnie można ich zaprosić i
    spokojnie można przyszłą ciocię już tak nazywać.
    Natomiast w sytuacji gdy jest to panienka do łóżka, powstaje pytanie - czy jeśli
    szwagier miałby sekretarkę, to tez należałoby ją zaprosić? Przecież owa panienka
    świadczy temu chłopakowi tylko usługi seksualne za które otrzymuje ochłapy
    czułości, uwagi, piękne słówka, jakieś przyjemności czy inną "walutę" ktora
    zaspokaja jej potrzeby. Jest więc pracownikiem na kontrakcie.

    Po drugie - Jezus mówi o nie rzucaniu pereł przed wieprze.
    Pierwsza komunia to naprawdę wazna uroczystość i wprowadzanie na nią kogoś, kto
    uzna ją za "nową świecką tradycje" może nie jest świętokradztwem, ale
    niebezpiecznie się ociera o utratę poczucia sacrum.
    Z pewnością szwagier nie zaproszony na uroczystość uzna Cię za nawiedzoną
    dewotę, ale moze mu to da do myslenia, bo chociaż prawdą jest ze "grzeczni
    chłopcy idą do nieba", to wbrew temu co się głosi, nie jest prawdą, że
    "niegrzeczni idą tam, gdzie chcą"
    Podobna prawidłowość dotyczy niegrzecznych dziewczynek.
    Może jeśli nie od razu, to za jakiś czas, ten afront jakiego doznali do nich
    wróci - zrozumieją, ze sami dobrowolnie zamknęli sobie pewne drzwi i zapragną
    tego, co za tymi drzwiami mogłoby na nich czekać?
    Myslę, że idealnie byłoby być dla nich miłymi i uprzejmymi - polubic ich po
    prostu, ale też bardzo wyraźnie postawić pewne granice między sacrum a profanum.
    Nie wiem czy to jest możliwe, ale tak byłoby najlepiej.. Żeby oni nie myśleli
    "oni nas nie lubią i dlatego nas odrzucają" tylko raczej "oni nas lubią i
    akceptują, ale nie akceptują pewnych naszych zachowań. Może warto by je zmienić,
    bo fajni są i byłoby miło, gdyby nas nic nie dzieliło"
    Kto powie chrzestnemu że jest niedojrzałym smarkaczem, który się bawi w
    dorosłego jeśli nie starszy brat?
    --
    No co jest?!
    mam ci paznokciepoobgryzać?
  • madziaq 25.09.08, 11:55
    "Natomiast w sytuacji gdy jest to panienka do łóżka, powstaje pytanie - czy
    jeśli szwagier miałby sekretarkę, to tez należałoby ją zaprosić? Przecież owa
    panienka świadczy temu chłopakowi tylko usługi seksualne za które otrzymuje
    ochłapy czułości, uwagi, piękne słówka, jakieś przyjemności czy inną "walutę"
    ktora zaspokaja jej potrzeby. Jest więc pracownikiem na kontrakcie."



    Już obiecałam sobie, że nie będę komentować w tym wątku, ale aż mnie zatrzęsło
    jak to przeczytalam. Czy uważasz, że osoby, które żyją bez kościelnego ślubu, sa
    pracownikami na kontrakcie, którzy świadczą usługi seksualne??? (tak w ogóle, to
    może on jej te usługi świadczy a nie na odwrót?). No nie powiem, chrześcijańska
    postawa... A gdyby planowali ślub, a "usługi" świadczyli sobie nawzajem tylko
    przy okazji (bo nie oszukujmy się, wicie gniazda wiciem gniazda, ale jak para
    mieszka ze sobą przed ślubem to może ułamek procenta żyje w celibacie) to byłoby
    w porządku i można by wujka i "przyszłą ciocię" zaprosić? Echhhh... hipokryzja
    się to nazywa


    --
    Nasz staż smile
  • direta 25.09.08, 12:07
    A możesz wyjaśnić w którym miejscu jest ta hipokryzja?
    Bo ja piszę wyraźnie - problemem są grzechy nieczyste a ne wspólne mieszkanie. W
    tym konkretnym przypadku - współżycie seksualne przed slubem. Jest to grzech,
    który wyklucza od Stołu Pańskiego.
    W przypadku podawanym przez Arwenę sytuacja jest taka, że chłopak wyraźnie nie
    ma zamiaru się żenić. On chce tylko sobie pokopulować a z kim to sprawa
    drugorzędna (patrz mój post wyżej w odpowiedzi Arwenie) Innymi słowy zredukował
    dziewczynę do roli pracownicy seksualnej, tyle ze jej nie płaci w złotych polskich.
    Jeśli uważasz, ze sytuacja jest odwrotna (tzn on jej świadczy usługi) to zapytam
    "czy na komunię zaprosisz też szefa chrzestnego/chrzestnej?"
    Związek jest niesymetryczny a rzeczy trzeba nazywać po imieniu.
    Gdzie tu hipokryzja?
    O parach mających ślub cywilny itp. w tym wątku się nie wypowiadałam, bo nie o
    takiej relacji pisała Arwena.
    nie przypisuj mi czegoś, czego nie napisałam.

    --
    No co jest?!
    mam ci paznokciepoobgryzać?
  • madziaq 25.09.08, 12:18
    O hipokryzji napisałam, ponieważ pisałaś (przynajmniej tak zrozumiałam), że
    gdyby mieszkali ze sobą (i w domyśle również współżyli, bo jak napisałam, może
    0,5% par mieszkających razem porzed ślubem zachowuje czystość) ale planowali
    ślub i szykowali się do niego, to sytuacja byłaby do zaakceptowania. Jeśli
    natomiast mieszkają razem (i również zapewne współżyją) ale ślubu nie planują,
    to ktoś komuś świadczy usługi seksualne i w Twojej opinii zasługuje na
    potępienie. Moim zdaniem jest to hipokryzja, albowiem z punktu widzenia, że tak
    powiem, faktycznego obie sytuacje są takie same, tzn para mieszka razem i
    domyślamy się że współżyje, nie mając przy tym ślubu.

    Odnośnie tego, czy samo mieszkanie razem jest problemem, czy nie, to zdaje się,
    że co ksiądz to opinia. Spotkałam takich, którzy mówią, że jeśli para mieszka
    (TYLKO) razem, to grzechu nie ma. Spotkałam jednak też takich (w tym na naukach
    przedmałżeńskich), którzy twierdzili, że jeśli para mieszka razem przed ślubem
    to grzeszy, bo "sieje zgorszenie", ponieważ wszyscy domniemują, że mieszkając
    razem uprawiają też seks, więc mogą tego nie robić, ale przez to domniemanie
    otoczenia grzeszą i tak. Uważam, że takie tłumaczenie jest głupie, ale to nie
    temat wątku.

    Rozumiem, że wykluczasz możliwośc, że osoby mogą się po prostu kochać i szanować
    nawzajem i żadnych usług sobie nie świadczyć (a jeśli to z miłości, bo czyż w
    małżeństwie albo w rodzinie nie świadczy się sobie nawzajem różnych usług?), ale
    nie czuć potrzeby formalizowania związku?
    --
    Nasz staż smile
  • direta 25.09.08, 12:39
    Może źle się wyraziłam. Nie chodziło mi o to, ze jak mieszkają ale planują ślub, to jest OK. Pisząc "mieszkają" mam na myśli rzeczywiście mieszkanie a nie "mieszkanie ze współżyciem"
    Chodzi mi o sytuacje (potępiane przez IMHO hipokrytow) gdy para z jakichś powodów decyduje się na wspólne mieszkanie, ale nie współżyje. Na przykład tak jest łatwiej się utrzymać, albo jedno z nich ma już mieszkanie i nie ma sensu by drugie wynajmowało skoro i tak będą tam mieszkać po ślubie itd. Zakładanie a priori, że jak mieszkają to na pewno robią same świństwa jest negowaniem wolnej woli człowieka.
    Hipokryzją jest też jeśli para nie mieszka ale współżyje i uważa się, że jest OK "bo nie mieszkają"
    Są takie pary "dochodzące".
    Innymi słowy gdyby mój szwagier mieszkał z dziewczyną albo szwagierka z chłopakiem a ja nie wiedziałabym na pewno, że współżyją nie odważyłabym się ich potępiać czy skazywać na ostracyzm. Dziwiłoby mnie jednak jeśli by mieszkali a nie planowali ślubu. W takiej sytuacji traktowałabym tę drugą osobą jak kolegę/koleżankę z akademika. Na pewne uroczystości rodzinne z kolegą z akademika się przychodzi a na inne nie.

    > Rozumiem, że wykluczasz możliwośc, że osoby mogą się po prostu kochać i szanowa
    > ć
    > nawzajem i żadnych usług sobie nie świadczyć (a jeśli to z miłości, bo czyż w
    > małżeństwie albo w rodzinie nie świadczy się sobie nawzajem różnych usług?), al
    > e
    > nie czuć potrzeby formalizowania związku?

    Nie, nie wykluczam takiej możliwości. Mam nawet takich znajomych.
    Na szczęście nie jestem w sytuacji zapraszania ich na komunię wink
    To są trudne sprawy i nie czuję się tu kompetentna osądzać.
    Natomiast chyba czułabym się w obowiązku zareagować gdyby powiedzmy mój syn zaczął tak traktować swoją dziewczynę.
    Miałam natomiast w rodzinie przypadek gdy kuzyn zył całe lata bez ślubu z dziewczyną i nie czułam się na siłach cokolwiek mu powiedzieć, ponieważ on miał inny punkt startu i w jego domu rodzinnym to było akceptowane. W pewnym momencie postanowili zamieszkać razem a by wziac kredyt musieli się pobrać i są bardzo fajnym małżeństwem. Nie wnikam czy mają slub kościelny, chyba nie. Pan Bóg miłosierny. Nie wymagajmy za wiele od tych, którym pewne rzeczy nie były dane.
    Ja mogę co najwyżej otwarcie cieszyc się sakramentem małżeństwa i mówić przy każdej okazji jak mi się to podoba. No i nie wyobrażam sobie bym mogła którąś z tych osób poprosić na chrzestnych.
    Ale nie zwalnia mnie to z autentycznej życzliwości względem nich ani nie mam obowiązku ich nie lubić wink
    Przeciwnie. Powinnam być podwójnie życzliwa, bo im bez łaski sakramentalnej jest przecież trudniej.
    --
    No co jest?!
    mam ci paznokcie poobgryzać?
  • madziaq 25.09.08, 12:43
    No tak lepiej smile Chyba się w takim razie trochę zagalopowałaś w pierwszym
    poście, określając dziewczynę niemalże panią lekkich obyczajów. Pozdrawiam smile
    --
    Nasz staż smile
  • direta 25.09.08, 12:59
    madziaq napisała:

    > No tak lepiej smile Chyba się w takim razie trochę zagalopowałaś w pierwszym
    > poście, określając dziewczynę niemalże panią lekkich obyczajów. Pozdrawiam smile

    Raczej chciałam napisać, że to szwagier ją do tej roli zredukował.
    Ale ktoś tam zwrócił uwagę niżej, ze oni są razem juz co najmniej 4 lata. Więc
    może ten szwagier to nie taki sukinsyn, jak mi się wydawało? smile
    Może po prostu pewnych rzeczy jeszcze nie rozumie? Chociaż to trochę dziwne że
    dwaj bracia z tego samego gniazda wyszli i jeden dorósł a drugi nie. Czy to
    tylko kwestia różnicy wieku i czasów w których przyszło im dorastać?
    --
    No co jest?!
    mam ci paznokciepoobgryzać?
  • capriglione 25.09.08, 12:19
    direta napisała:
    "W przypadku podawanym przez Arwenę sytuacja jest taka, że chłopak wyraźnie nie
    ma zamiaru się żenić. On chce tylko sobie pokopulować a z kim to sprawa
    drugorzędna (...) Innymi słowy zredukował
    dziewczynę do roli pracownicy seksualnej, tyle ze jej nie płaci w złotych polskich."

    Nie mogę zaakceptować takiego spłaszczenia problemu. To, co napisałaś Direto,
    wydaje mi się nieetyczne i mówiąc po swojsku: niesmaczne.
  • mama_kasia 25.09.08, 12:25
    > direta napisała:
    > "W przypadku podawanym przez Arwenę sytuacja jest taka, że chłopak wyraźnie nie
    > ma zamiaru się żenić. On chce tylko sobie pokopulować a z kim to sprawa
    > drugorzędna (...) Innymi słowy zredukował
    > dziewczynę do roli pracownicy seksualnej, tyle ze jej nie płaci w złotych polsk
    > ich."
    >
    > Nie mogę zaakceptować takiego spłaszczenia problemu. To, co napisałaś Direto,
    > wydaje mi się nieetyczne i mówiąc po swojsku: niesmaczne.

    Też mi się to nie podoba sad
    Jak już Mader pisała, piszesz o konkretnym człowieku, którego
    w dodatku nie znasz. Z paru postów nie można takich
    wniosków wyciągać.
    Co innego pisanie o grzechu.
  • direta 25.09.08, 12:41
    mama_kasia napisała:


    > Też mi się to nie podoba sad
    > Jak już Mader pisała, piszesz o konkretnym człowieku, którego
    > w dodatku nie znasz. Z paru postów nie można takich
    > wniosków wyciągać.
    > Co innego pisanie o grzechu.

    Nie piszę o konkretnym człowieku, tylko o sytuacji tak, jak ją opisała Arwena.
    Innymi słowy teoretyzuję.

    --
    No co jest?!
    mam ci paznokciepoobgryzać?
  • mama_kasia 25.09.08, 12:47
    > Nie piszę o konkretnym człowieku, tylko o sytuacji tak, jak ją opisała Arwena.
    > Innymi słowy teoretyzuję.

    Widzę to jednak inaczej. Dla mnie zawsze opisywane przykłady z
    życia, które tutaj podajemy, to konkretni ludzie. Mogą być to
    sytuacje zmyślone, wyolbrzymione, czy jakie tam inne, ale
    przyjmuję z góry, że są to konkretne osoby.
  • direta 25.09.08, 12:40
    Bo to jest nieetyczne i niesmaczne.
    --
    No co jest?!
    mam ci paznokciepoobgryzać?
  • isma 25.09.08, 13:18
    Cekawe, z eakurat grzechy przeciw 6. przykazaniu wywoluja takie
    zdecydowane reakcje.
    Gdyby, dajmy na to, chrzestny byl oszustem podatkowym, wypadaloby go
    zaprosic, czy byloby to "nieestetyczne i niesamczne"?

    --
    Is.
    kladka.blox.pl/html
  • direta 25.09.08, 13:33
    isma napisała:

    > Cekawe, z eakurat grzechy przeciw 6. przykazaniu wywoluja takie
    > zdecydowane reakcje.
    > Gdyby, dajmy na to, chrzestny byl oszustem podatkowym, wypadaloby go
    > zaprosic, czy byloby to "nieestetyczne i niesamczne"?
    >
    Pewnie by nie wypadało wink
    Tylko z oszustwami podatkowymi to jest sprawa niejednoznaczna, bo de facto to nie są podatki tylko haracz.
    Natomiast grzechy przeciwko 6 przykazaniu są bardziej jednoznaczne.
    bardziej niż np grzech złodziejstwa, bo rzadko się zdarza by zlodziej się swoim złodziejstwem afiszował (jako że jest to zakazane przez prawo)
    A co z grzechem bałwochwalstwa? Wzywaniem imienia Bożego do czczych rzeczy, nie święceniem dnia świętego?
    Bo często te grzechy idą w parze z grzechami przeciw 6 przykazaniu, choć oczywiście nie zawsze.
    No i właśnie
    czy gdyby szwagier był powiedzmy buddystą albo muzułmaninem - należałoby go zaprosić czy nie?
    A gdyby był satanistą?
    Przecież moze się zdarzyć, że chrzestny po latach zmienia wiarę lub ją całkiem odrzuca. Czy wtedy przestaje być chrzestnym?

    Jak to jest? I jak to się ma do jego uczestnictwa w uroczystościach komunijnych?
    Jak myślicie?

    --
    No co jest?!
    mam ci paznokcie poobgryzać?
  • madziaq 25.09.08, 13:57
    A propos muzłumanów to byłam na komunii, gdzie na ,szy pojawił się Arab w
    wielkim czerwonym turbanie na głowie wink A że przy okazji miał ze dwa metry
    wzrostu, więc wzbudził lekką sensację w kościele. Ale nie wiem, jaki był jego
    związek z dzieckiem komunijnym
    --
    Nasz staż smile
  • magdalaena1977 26.09.08, 01:00
    isma napisała:
    > Gdyby, dajmy na to, chrzestny byl oszustem podatkowym, wypadaloby
    > go zaprosic, czy byloby to "nieestetyczne i niesamczne"?

    direta napisała:
    > Tylko z oszustwami podatkowymi to jest sprawa niejednoznaczna, bo
    > de facto to nie są podatki tylko haracz.
    Nie cierpię takiej postawy lekceważenia dla prawa.
    Z samej swojej zasady podatki to właśnie taki legalny haracz, którego płacenie
    na rzecz państwa (i wspólnego dobra) nakazuje nam prawo.
    I poza skrajnymi sytuacjami prawa zbójeckiego (np. ustawy norymberskie),
    chrześcijanin powinien tego prawa przestrzegać. Płacić podatki takie jak trzeba,
    korzystać ze zwolnień tylko gdy wolno, tak jak jeździć, to z taką tylko
    prędkością jak prawo zezwala. A nie samodzielnie ustalać, że dla tego sejmu to
    tylko 15 % PIT, dla mojej lekarki tylko 3 % składki zdrowotnej, a na mojej
    uliczce rozpędzę się do 90 km/h.

    > rzadko się zdarza by zlodziej się swoim złodziejstwem afiszował
    >cryingjako że jest to zakazane przez prawo)
    Naprawdę nigdy nie słyszałaś, jak u cioci na imieninach ludzie opowiadają jak
    dawali łapówkę policjantowi, sprytnie oszukiwali Urząd Skarbowy czy pracowali na
    czarno ?
    Zawsze strasznie się głupio czuję w takiej sytuacji, ale nic nie robię - tak
    samo jak przy konkubinatach.
    --
    Magdalaena
  • nati1011 26.09.08, 07:47
    magdalaena1977 napisała:

    > Z samej swojej zasady podatki to właśnie taki legalny haracz,
    którego płacenie
    > na rzecz państwa (i wspólnego dobra) nakazuje nam prawo.

    I tak i nie. Na całym cywilizowanym świecie rodziny wychowujące
    dzieci płacą mniejsze podatki - nie piszcie o nowej uldze bo to
    tylko odliczenie, a to nie to samo. Jeżlei w Polsce rodzina ma 5 czy
    nawet 3 dzieci, matka je wychowuje, a ojciec na nie zarabia, to
    nawet osiągając niezbyt wysokie dochody, wpada w wyższy próg
    podatkowy. A przecież oczywiste jest, ze małżeństwo majac dzieci
    potrzebuje więcej pieniędzy niż na siebie dwoje. Ja tez uważam, że
    to złodziejstwo - choć ogólnie uważam, ze podatki nalezy płacić.

    > Naprawdę nigdy nie słyszałaś, jak u cioci na imieninach ludzie
    opowiadają jak
    > dawali łapówkę policjantowi, sprytnie oszukiwali Urząd Skarbowy
    czy pracowali n
    > a
    > czarno ?

    No to ja mam chyba dziwną rodzine - bo nie . Nie słyszałam. Jedyne
    do czego sie czasem przyznają, to przeroczenie prędkości -
    niewielkie - i to nigdy na terenie zabudowanym. Ale to już z racji
    duzej ilości jazd po Polsce i konieczności przejechania 500 km w
    czasie ponizej 24 godzin smile)

    Moją konsternację wzbudzają za to lekarze, biorac opłatę (nie
    łapókę) za prywatne wizyty, gdy wiem, ze nie są one opodatkowane jak
    dochody zwykłych śmiertelników - byle specjalista bierze za wizytę
    150 zł nie rzoumiem dlaczego ktoś uważa, ze nie powinien zapłacić od
    tego normalnego podatku - ale to ukłon w stronę sejmu, który po raz
    kolejny zwolnił medyków z obowiazku kas fiskalnych, racząc nimi już
    nawet przydrożnych sprzedawców balonów. To tez forma legalnego
    złodziejstwa.
  • mader1 26.09.08, 07:54
    ja wprawdzie nie mam dyżuru, ale ogólnie akurat jestem przy komputrze, więc aby
    wątek nie rozrastał się na wszystkie strony i pozostał w miarę czytelny dalszą
    rozmowę odnośnie podatków proponowałabym kontynuować w jakimś wątku na ten temat smile
    --
    Dopóki walczysz - jesteś zwycięzcą św. Augustyn
    Wychowanie w wierze
  • mamalgosia 26.09.08, 09:24
    A zauważyłaś, że Pogaduchy-Nie-Na-Temat własnie mają swój urok w
    tym, że są nie na temat? W wątku pogaduchowym umierająsmile
    Ja uwielbiam offtopiki, ale nie ja tu rządzęsmile)
  • direta 25.09.08, 13:41
    isma napisała:

    > Cekawe, z eakurat grzechy przeciw 6. przykazaniu wywoluja takie
    > zdecydowane reakcje.
    > Gdyby, dajmy na to, chrzestny byl oszustem podatkowym, wypadaloby go
    > zaprosic, czy byloby to "nieestetyczne i niesamczne"?
    >
    Zapomnialam dopowidzieć - dla mnie nieetyczne i niesmaczne jest redukowanie
    drugiej osoby do roli obiektu seksualnego lub inna forma wykorzystywania tej
    osoby. I do tego się odniosłam. Natomiast inną sprawą jest czy osobę o której
    wiemy, że w ten sposób kogoś wykorzystuje powinniśmy zapraszać.
    W sumie gdyby wspomniany szwagier był szefem mobbującym pracowników i bysmy
    wiedzieli na pewno ze robi takie rzeczy, czy powinnismy jakoś dać wyraz naszemu
    brakowi akceptacji dla takich zachowań? Choćby nie zapraszajac na komunię
    dziecka. Czy jednak milczeć, bo to nas nie dotyczy, bo on to robi za drzwiami
    swojego biura?

    Ostatnio dowiedziałam się, że jeden mój znajomy (A) robi rzeczy nieetyczne
    drugiemu wspólnemu znajomemu (B). Wiem, że robi te rzeczy ze strachu, że w ten
    sposób usiłuje zmusić znajomego B aby poszedł mu na rękę. Dla znajomego B to
    duża niewygoda, dla znajomego A uniknięcie straty finansowej. Czy powinnam
    zapytac znajomego A jak sprawa wygląda?
    Na pewno ze strony znajomego A będzie wyglądała inaczej. Jeśli powiem co o tym
    myślę pewnie stracę jednego ze znajomych (A lub B zależnie od tego czyją stronę
    wezmę). Mam możliwośc zamiecenia pod dywan i nie wtrącania się. Czy powinnam?
    ba!

    --
    No co jest?!
    mam ci paznokciepoobgryzać?
  • paszczakowna1 25.09.08, 13:48
    > Zapomnialam dopowidzieć - dla mnie nieetyczne i niesmaczne jest redukowanie
    > drugiej osoby do roli obiektu seksualnego lub inna forma wykorzystywania tej
    > osoby. I do tego się odniosłam.

    No na pewno. Ale dlaczego z automatu uznalas, ze to mezczyzna (25 lat, mlody w
    sumie chlopak) jest tu strona wykorzystujaca, a kobieta wykorzystywana ofiara?
    Ja w sytuacji opisanej przez Arwene nie widze zadnych przeslanek ku temu.
  • direta 25.09.08, 13:59
    paszczakowna1 napisała:

    > > Zapomnialam dopowidzieć - dla mnie nieetyczne i niesmaczne jest redukowan
    > ie
    > > drugiej osoby do roli obiektu seksualnego lub inna forma wykorzystywania
    > tej
    > > osoby. I do tego się odniosłam.
    >
    > No na pewno. Ale dlaczego z automatu uznalas, ze to mezczyzna (25 lat, mlody w
    > sumie chlopak) jest tu strona wykorzystujaca, a kobieta wykorzystywana ofiara?
    > Ja w sytuacji opisanej przez Arwene nie widze zadnych przeslanek ku temu.

    Wywnioskowałam z określenia że on zmienia panienki, że nie będzie ta, to inna,
    że to już kolejna "ciocia".
    Dopiero potem ktoś słusznie zauważył, że są już ze sobą 4 lata. To odrobinę
    zmienia postać rzeczy. Pisałam o tym gdzieś wyżej.
    Tak czy inaczej szwagier jest tu dla mnie osobą bardziej "podejrzaną" wink Ale
    może nie mam racji.

    A tak przy okazji - choć może wypadałoby założyć nowy wątek
    Moja znajoma ma siostrę. Młodszą. I ta siostra ma chłopaka. Od wielu lat. Oboje
    mieszkają u rodziców. Nie zamierzają brać ślubu, bo ten układ jest dla nich
    bardzo wygodny. Dzieci nie chcą mieć bo to kłopot, jak raz zostali dwie godziny
    z dziećmi wspomnianej znajomej, to jeszcze bardziej się utwierdzili w tej decyzji.
    Zdaje się, że nawet mają czy może wynajmują wspólne mieszkanie. Mieszkają tam
    przez kilka dni w tygodniu i jest im cudownie. Potem zaczynają się problemy w
    postaci np brudnych ciuchów, konieczności prania, gotowania, braku pieniędzy
    itd. Wtedy się kłócą i uciekają każde do swoich rodziców. Piorą brudne ubrania,
    najadają się do syta, biorą przygotowane przez mamusie "prefabrykaty obiadowe"
    I godzą się. I mieszkają i jest cudownie. Do następnej kłótni.
    (A może nawet nie mają wspólnego mieszkania tylko cały czas "żerują" na
    rodzicach? Nie pamietam. W każdym razie i tak de facto mieszkają u rodziców a
    sami spotykają się tylko na randkach ze śniadaniem.
    A oboje mają już pod 30-tkę.
    I póki im będzie tak wygodnie, jak jest, to po co mają zmieniać ten układ?

    --
    No co jest?!
    mam ci paznokciepoobgryzać?
  • mamalgosia 25.09.08, 15:16
    W ogóle z reguły człowiek sobie raczej utrudnia niż ułatwia.
    Ktoś coś mówił o wąskiej ścieżce i szerokiej drodze, no nie?smile Tylko
    czemu tak, a nie odwrotnie??smile
  • mader1 25.09.08, 12:04
    > Osobiście jestem wielką przeciwniczką hucznych komunii i hucznych chrzcin. To
    > jest uroczystosć bardzo ważna, rzekłabym intymna i należy zrobić wszystko
    > (WSZYSTKO!!!) by dziecku ułatwić a nie utrudnić ten intymny kontakt z Bogiem.
    > Kiedy mój syn przystepował do I Komunii, a specjalnie udaliśmy się do innej
    > parafii aby uniknąc tej okołokomunijnej szopki (pisałam o tym kilka lat temu na
    > forum) (tzn nie przez pójście do innej parafii tylko przez to, że nie
    > przystępował ze swoim rocznikiem, tylko wcześniej - sam tak chciał) to I komuni
    > a
    > była w Wielki Czwartek i ksiadz poprosił, by na uroczystości było tylko dziecko
    > i rodzice w zamkniętym kościele, bez fleszy i prezentów, a po uroczystości
    > kameralna uroczystośc - tylko domownicy, przy której dziecko powinno usługiwać.
    > Dopiero w Niedzielę wielkanocną można było zaprosić do kościoła chrzestnych,
    > babcie, dziadków i kogo się chciało, wpuścić fotografów i prezenty etc ale też
    > bez przesady.

    Mojemu dziecku, jak widać po dotychczasowym życiu, obecność chrzesttnych,
    dziadków i cioci ( która nie przyjęła komunii !) nie utrudniło kontaktu z
    Bogiem. Ksiądz, także w Wielki Czwartek, bardzo cieszył się z obecności
    wspólnoty rodzinnej ( kościół domowy !) w czasie tej uroczystości.Ksiądz o
    wysokim morale.

    > Myslę, ze gdyby szykowali się do slubu a mieszkanie byłoby wiciem gniazda a nie
    > okazją do (pardon my french) kopulowania to spokojnie można ich zaprosić i
    > spokojnie można przyszłą ciocię już tak nazywać.
    > Natomiast w sytuacji gdy jest to panienka do łóżka, powstaje pytanie - czy jeśl
    > i
    > szwagier miałby sekretarkę, to tez należałoby ją zaprosić? Przecież owa panienk
    > a
    > świadczy temu chłopakowi tylko usługi seksualne za które otrzymuje ochłapy
    > czułości, uwagi, piękne słówka, jakieś przyjemności czy inną "walutę" ktora
    > zaspokaja jej potrzeby. Jest więc pracownikiem na kontrakcie.

    Obce jest mi myślenie w ten sposób o ludziach. Wypowiadasz się tu o ludziach,
    nie o grzechu, zwróć uwagę sad

    Swoją drogą Arwena zamierza zaprosić szwagra. To tylko jego dziewczyna jest "
    winna" sad

    --
    Dopóki walczysz - jesteś zwycięzcą św. Augustyn
    Wychowanie w wierze
  • direta 25.09.08, 12:20
    mader1 napisała:


    > Mojemu dziecku, jak widać po dotychczasowym życiu, obecność chrzesttnych,
    > dziadków i cioci ( która nie przyjęła komunii !) nie utrudniło kontaktu z
    > Bogiem. Ksiądz, także w Wielki Czwartek, bardzo cieszył się z obecności
    > wspólnoty rodzinnej ( kościół domowy !) w czasie tej uroczystości.Ksiądz o
    > wysokim morale.

    Być moze użyłam za dużego skrótu myślowego. Po kolei.
    Napisałam ze jestem przeciwniczką hucznych komunii, ponieważ mnóstwo gości odwraca uwagę od centrum uroczystości. (Potem podałam przykład jak to było u nas, zapominając zaznaczyć, że nie uważam tego za "jedynie słuszny" to był tylko przykład)
    A napisałam to wszystko aby przekazać tezę "nie mamy obowiązku zapraszać na komunię kogoś, kogo nie chcemy zaprosić" Nigdzie nie jest powiedziane, że na I komunii MUSZĄ być takie czy inne osoby.
    (Zapomniałam dodać, że głos decydujący ma dziecko. Gdyby się domagało obecności szwagra, trudno, trzeba by go zaprosić)
    >
    > > Myslę, ze gdyby szykowali się do slubu a mieszkanie byłoby wiciem gniazda
    > a nie
    > > okazją do (pardon my french) kopulowania to spokojnie można ich zaprosić
    > i
    > > spokojnie można przyszłą ciocię już tak nazywać.
    > > Natomiast w sytuacji gdy jest to panienka do łóżka, powstaje pytanie - cz
    > y jeśl
    > > i
    > > szwagier miałby sekretarkę, to tez należałoby ją zaprosić? Przecież owa p
    > anienk
    > > a
    > > świadczy temu chłopakowi tylko usługi seksualne za które otrzymuje ochłap
    > y
    > > czułości, uwagi, piękne słówka, jakieś przyjemności czy inną "walutę" kto
    > ra
    > > zaspokaja jej potrzeby. Jest więc pracownikiem na kontrakcie.
    >
    > Obce jest mi myślenie w ten sposób o ludziach. Wypowiadasz się tu o ludziach,
    > nie o grzechu, zwróć uwagę sad

    Pokazuję jak wygląda relacja tych państwa, do jakiej pozycji zredukował tę kobietę szwagier.
    >
    > Swoją drogą Arwena zamierza zaprosić szwagra. To tylko jego dziewczyna jest "
    > winna" sad

    I to mi się nie podoba, co napisałam gdzieś wyżej. Może nieuważnie przeczytałam, sądziłam, że zamierza zrezygnować z obojga.
    Moim zdaniem większą winę ponosi szwagier. I to on bardziej "popsułby" tę uroczystość.
    Nie napisałam tez ze z cała pewnością nie należy ich zaprosić, natomiast uważam, że fakt nie zaproszenia wraz z wyjaśnieniem dlaczego nie są zaproszeni mógłby dać im do myslenia i w konsekwencji zwrócić uwagę na to, że nie są tak w porzadku jak myślą. Bo kto im to powie, skoro "wszyscy tak robią"?
    Napisałam też, choć nie wiem czy wystarczająco wyraźnie, że taka konsekwencja w stawianiu granic (nie możemy was zaprosić bo żyjecie w grzechu) powinna iść w parze z wielką życzliwością dla tych ludzi. Inaczej zda się psu na budę.

    --
    No co jest?!
    mam ci paznokcie poobgryzać?
  • mader1 25.09.08, 14:36
    > Być moze użyłam za dużego skrótu myślowego.

    Zdecydowanie tak sad


    --
    Dopóki walczysz - jesteś zwycięzcą św. Augustyn
    Wychowanie w wierze
  • arwena_11 26.09.08, 08:56
    Mader, jakbym mogła to bym jego też nie zaprosiła. NIestety jest
    chrzestnym i bratem męża, więc ten manewr mimo moich starań nie
    przejdzie. Chociaż nie ukrywam, że po cichu licze na to, co ktoś już
    napisał. Że on sie obrazi i nie przyjdzie bez dziewczyny.
    Ja wcale nie chcę go zapraszać. Bo macie racje winni są oboje.
    Chociaż kiedyś słyszałam tekst " jak suka nie da, pies nie weźmie",
    czyli jednak dziewczyna może powiedzieć nie. Jeżeli ci na mnie
    zależy to weźmy ślub i dopiero zamieszkajmy. Zwłaszcza, że mieszkają
    u jej rodziców. Czyli mają ich przyzwolenie.
    --
    Marta
    Mama Danielka ( 16-11-2000 ) i Gabi ( 05-07-2002 )
    DZIECI ROCZNIK 2000
  • mader1 26.09.08, 10:13

    > Chociaż kiedyś słyszałam tekst " jak suka nie da, pies nie weźmie",


    Pewna ewolucja na forum się dokonała, jak przyznałam w innym wątku. Proszę
    jednak , byśmy nie cytowali tu wszystkiego, co usłyszymy na ulicy sad


    --
    Dopóki walczysz - jesteś zwycięzcą św. Augustyn
    Wychowanie w wierze
  • capriglione 26.09.08, 10:19
    " jak suka nie da, pies nie weźmie",
    Jeden z obraźliwszych, jakie słyszałam.
  • a_weasley 26.09.08, 10:22
    mader1 napisała:

    >> Chociaż kiedyś słyszałam tekst " jak suka nie da,
    >> pies nie weźmie",

    > Pewna ewolucja na forum się dokonała, jak przyznałam
    > w innym wątku. Proszę jednak , byśmy nie cytowali tu
    > wszystkiego, co usłyszymy na ulicy sad

    Zatem proponuję eleganciej: do tanga trzeba dwojga.

    --
    Drzewo przydrożne nigdy nie atakuje samochodu pierwsze. Uderza tylko w samoobronie.
  • mader1 26.09.08, 10:57
    dziękuję bardzo Weasley smile
    --
    Dopóki walczysz - jesteś zwycięzcą św. Augustyn
    Wychowanie w wierze
  • minerwamcg 26.09.08, 17:53
    Tak mi się przypomniało... Wiesław Dymny, oczywiście.

    Na naszej wyspie
    Żyjemy wszyscy
    Śliczni i czyści
    Nagle do wyspy
    Płynie nieczysty
    Sapie i chrapie
    On nas na pewno
    Łajnem ochlapie
    Wszystko nam wyje
    Whisky wypije
    Zła sytuacja
    A więc zarządzam
    E w a k u a c j a...

    --
    Osoby mrowie a mrowie
  • mamalgosia 24.09.08, 13:33
    nie mogę Ci poradzic co masz zrobić - nie czuję się do tego w żaden
    sposób uprawniona.
    Ale mogę napisać co ja bym zrobiła. Zaprosiłabym oboje. Dla mnie i
    bez "panienek" imprezy są katorgą, więc w moim przypadku niewiele by
    to zmieniło. A jeśli bym wiedziała, że to ważne dla mojego męża, to
    już tym bardziej.
  • madziaq 24.09.08, 13:48
    Z boku wygląda to tak, że właściwie nie bardzo znasz tę dziewczynę i uważasz, że
    nie warto jej poznawać. Nie lubisz jej "za niewinność", czyli za to, że brat
    męża postanowił z nią zamieszkać i za to, że przyprowadził ją do Was w
    odwiedziny zbyt późno (nota bene pomysł z czekaniem w samochodzie podczas gdy
    mój chłopak odwiedzałby rodzinę wydaje mi się, oględnie mówiąc, dziwny. Przecież
    rodzina już i tak ma gościa, nawet jeśli niezapowiedzianego, czy jedna dodatkowa
    osoba robi taką różnicę? Czy byłoby kulturalnie ze strony brata przyjść do Was z
    wizytą, o dowolnej porze, a dziewczynę zostawić, by czekała w samochodzie albo
    na podwórku? Moim skromnym zdaniem to by był dopiero szczyt buractwa).

    Na komunii mojej chrześnicy był brat jej mamy z dziewczyną (brat po rozwodzie, w
    trakcie unieważniania małżeństwa, w tej chwili są już po ślubie o ile wiem, bo
    komunia była jakiś czas temu). Było to oczywiste, że będą zaproszeni razem. Na
    okmunii mojego brata (wieeele lat temu) moja chrzestna była z chłopakiem, który
    kilka dni wcześniej nagle stał się narzeczonym z powodu wpadki. Czyli niby
    "oficjalne zaręczyny" już były, choć jakby lekko pod przymusem wink Ale nawet bez
    tych zaręczyn przyszliby razem, bo byli parą już od dłuższego czasu i było to
    naturalne.

    Osobiście nie wyobrażam sobie postawienia bliskiego człowieka w sytuacji, kiedy
    będzie musiał powiedzieć ukochanej (bo dla Ciebie to "panienka", a dla szwagra
    najprawdopodobniej najbliższa osoba, z którą chce spędzić życie): "Kochanie,
    przykro mi, ale mój brat z żoną nie zyczą sobie ciebie widzieć w swoim domu".
    --
    Nasz staż smile
  • arwena_11 24.09.08, 14:39
    Różnica w "gościach" jest podstawowa. Jak przychodi sam szwagier, ja
    mogę isć sie wykąpać, czy nawet zamknąć w sypialni i iśc spać. Jak z
    kimś obcym to mi już nie wypada, tak zrobić. Mój mąż może się bratem
    zająć. No i wizyta trwała by 15 minut ( bo panienka czeka na dole ),
    a nie 1,5 h jak trwała. I niestety żadne dyskretne dawanie do
    zrozumienia, ze jest późno, jesteśmy zmęczeni nic nie dało. Nawet
    jak poszłam kąpać dzieci, kłaść je spać, to nie zaczęli sie zbierać.
    No niestety my mamy obowiązki, pracę, oni mogli sobie pospać długo
    rano.
    No trudno, jestem do niej uprzedzona i tyle. A kto mi da gwarancje,
    że za rok nie będzie nastepnej? I co wtedy kolejna"ciocia"?
    Wolę uniknąć tego.


    --
    Marta
    Mama Danielka ( 16-11-2000 ) i Gabi ( 05-07-2002 )
    DZIECI ROCZNIK 2000
  • madziaq 24.09.08, 14:46
    Gwarancji oczywiście nikt Ci nie da. Ale nawet gdyby to była żona, nikt nie da
    też gwarancji, że się nie rozwiodą i nie pojawi się w jego życiu inna kobieta. A
    z Twoich postów wynika, że pamiętny dzień dziecka był jak synek miał 4 lata a
    teraz ma 8 i szwagier nadal jest z tą samą dziewczyną, więc chyba jednak to coś
    poważnego i nie zmienia "panienek" jak rękawiczek smile Może jednak spróbuj się
    "oduprzedzić" smile Ja tam dalej twierdzę, że nieodwiedzenie matki w szpitalu czy
    ta niezapowiedziana wizyta o wpadki szwagra i jeśli nie w 100% to co najmniej w
    80% jego wina
    --
    Nasz staż smile
  • kim5 24.09.08, 15:26
    Uważam, że to jest przede wszystkim decyzja męża. Nie podoba mi się
    osobiście presja rodziny, że tylko tacy członkowie rodziny mogą u
    mnie bywać/ być zapraszanym itp. Bo muszą mieć ślub. Kościelny.
    Dzieci. Określoną ilość. Ochrzczone itp. Dla mnie to nadmierne
    ingerowanie w życie innych. To nie moja sprawa. Czy on robi komuś
    krzywdę żyjąc w ten sposób? Ja bym zaprosiła oboje. I na pewno nie
    kazała wybierać. Nie zazdroszczę dziewczynie...
    --
    Kim5 nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone w
    sygnaturce.
  • mader1 24.09.08, 14:24
    Trudno, to chrzestny. Na pociechę napiszę Ci, że nawet gdybyś wybrała
    chrzestnego w statecznym wieku, niczego by to nie gwarantowało.
    W ostateczności o młodszym łatwiej mi pomyśleć, że " głupi " jeszcze i wszystko
    się ułoży, trudniej o starszym, który właśnie wziął sobie kochankę i zostawił
    żonę albo uznał, że z kościołem mu nie po drodze.
    Szwagra nie zmienisz. Nie zajmowałabym się tym, czy przystąpi do komunii i czy
    jego spowiedź jest ważna.
    Zaprosiłabym go z dziewczyną.
    Nie nakłaniałabym dzieci do mówienia do niej ciociu, jeżeli u Was w domu są inne
    zwyczaje.
    Próbowałabym porozmawiać z nimi czy z nim na temat... no wiary, życia, ale nie w
    czasie komunii.
    Tyle. A Ty zrobisz jak Ci serce dyktuje.
    --
    Dopóki walczysz - jesteś zwycięzcą św. Augustyn
    Wychowanie w wierze
  • nati1011 24.09.08, 16:25
    mader1 napisała:
    > W ostateczności o młodszym łatwiej mi pomyśleć, że " głupi "
    jeszcze i wszystko
    > się ułoży, trudniej o starszym, który właśnie wziął sobie kochankę
    i zostawił
    > żonę albo uznał, że z kościołem mu nie po drodze.

    A tego starszego z kochanką też należy zaprosić? Czy nie mamy prawa -
    jako chrześcijanie - przy okazji uroczystości religijnych dać komuś
    do zrozumienia, ze jego sposób życia jest niechrześijański. Nie, ja
    oczywiście wiem, że każdy z nas grzeszy, ale tu mówimy o jawnym
    (publicznym) grzechu i sianiu gorszenia. Gdzie kończy się obowiązek
    zachowywania pozorów, ze wszystko jest ok?

    I jeszcze jedno pytanie? Jeżeli chrzestni są rozwiedzeni (niezbyt
    zgodnie), to kogo zaprosić? Oboje, jedno, żadnego? Zakładam, ze z
    obydwojgiem jesteście zżyci.

    Ja osobiście uważam, że kazdy ma prawo do swoich grzechów, ale musi
    sie liczyć z ich konsekwencjami w postaci choćby utrudnień
    towarzyskich.
  • madziaq 24.09.08, 16:35
    Hmm... Może to nie jest specjalnie zgodne z doktryną katolicka, ale dla mnie
    granicą jest krzywdzenie innych. Tzn jeśli ktoś mieszka z chłopakiem /
    dziewczyną bez ślubu, nie chodzi w niedzielę do kościoła itd to jego sprawa i ja
    go upominać ani nie będę, ani też stwarzać towarzyskich utrudnień. Jeśli
    natomiast kradnie, upija się i bije żonę i dzieci, wymusza haracze itp (wiem, że
    przejaskrawiam, ale ogólnie jeśli swoim postępowaniem krzywdzi inne osoby) to
    owszem. Jasne, że osoby niepraktykującej nie wzięłabym na chrzestnego dla
    dziecka, ale to zupełnie inna sprawa niż niewpuszczenie takiej osoby na chrzciny
    --
    Nasz staż smile
  • mader1 24.09.08, 16:47
    To nie jest dla mnie problem teoretyczny. Wiem, że to jest trudne i jest to
    problem...
    Czy zaproszenie chrzestnego z dziewczyną ( jeżeli razem mieszkają, tak ?) jest
    przymykaniem oczu na grzech ? Czy zaproszenie chrzestnego, który grzeszy... no
    ja wiem... możemy wiedzieć, że sypia z dziewczyną, nawet jak z nią nie mieszka,
    możemy wiedzieć, że kłamie czy nie chodzi do kościoła, to przymykanie oczu na
    grzech ?
    Czy... uczestniczenie w ślubie cywilnym, po którym nie będzie kościelnego,
    uczestniczenie w przyjęciu,weselu to pozwolenie na grzech ?
    Może ja mam " złą", nietypową rodzinę... ale mam w niej takie problemy... I... ?
    --
    Dopóki walczysz - jesteś zwycięzcą św. Augustyn
    Wychowanie w wierze
  • nati1011 24.09.08, 17:12
    dla mnie tez to nie jest teoria sad

    Jeżeli już musze tolerować - np drugą żonę, to do sząłu doprowadzają
    mnie pretensje o mała intensywność kontaktów lub ich dystans. A ja
    nie zamierzam przyjaźnić się z kimś, kto rozbił rodzinę. Czy muszę?

    Parę razy się sprzeciwiłam. W drobniejszych sprawach idę na
    kompromis. Rozważam, czy sprawa jest warta ogólnorodzinnej awantury.

    Z tęsknotą wspominam zjazdy rodzinne z dzieciństa, gdzie wszyscy
    byli ze swoimi pierwszymi żonami i własnymi dziećmi i nikt się nie
    obrażał, ze kogoś nie tak zaproszono... Odkąd wyszłam za mąż, to
    choćbym na rzęsach stanęła, wszystkie większe uroczystości były
    popsute. Zawsze ktoś był niezadowolony. Mamy dużą rodzinę - tylko
    najbliżsi to ponad 20 osób. A i tak jestem zmuszana zapraszać osoby
    wskazane przez teściową. Nikogo nie interesuje, ze zorganizowanie
    imprezy na 30-40 osób często przerasta nasze możliwości finansowe i
    lokalowe. A i u nas - odkąd zmarł dziadek - relacje rodzinne mocno
    się pokomplikowały. sad
  • k_j_z 24.09.08, 18:28
    co to znaczy rozbił rodzinę?
    Siłą wziął czyjąś żonę?
    Przecież do związku potrzebne są dwie osoby.
    Ja wiem, że zaprosiłabym obydwoje, nowe żony i nowe dzieci też.
    Tak, jak nie widzę problemu w tej rozinie o której pisze mader.
    --
    Pinezki zostały rzucone
    "Gdzie się człowiek nie obejrzy, wszędzie jakieś teletubisie" by Drobny Kurczak
  • direta 25.09.08, 13:46
    k_j_z napisała:

    > co to znaczy rozbił rodzinę?
    > Siłą wziął czyjąś żonę?
    > Przecież do związku potrzebne są dwie osoby.
    > Ja wiem, że zaprosiłabym obydwoje, nowe żony i nowe dzieci też.
    > Tak, jak nie widzę problemu w tej rozinie o której pisze mader.

    A stare żony i stare dzieci też?

    --
    No co jest?!
    mam ci paznokciepoobgryzać?
  • k_j_z 25.09.08, 18:09
    tak, stare też.
    --
    Pinezki zostały rzucone
    "Gdzie się człowiek nie obejrzy, wszędzie jakieś teletubisie" by Drobny Kurczak
  • direta 25.09.08, 19:07
    Jak tak, to wszystko w porządku.
    Chociaż w takich sytuacjach z reguły pojawia się problem, bo np stara żona nie
    chce przyjść jeśli wie, że będzie stary mąż z nową żoną. A Wigilia na przykład
    jest tylko raz w roku i dajmy na to zawsze na Wigilii oni byli (gdy jeszcze byli
    razem) Więc niby dlaczego teraz należałoby zaprosić tylko jedno?
    --
    No co jest?!
    mam ci paznokciepoobgryzać?
  • mader1 25.09.08, 07:38
    z drugą żoną i rzucaniem pierwszej na szczeście nie mam w rodzinie
    do czynienia... Ale już chrzestny, który jest po ślubie cywilnym i
    kościelnego nie będzie miał, tak. Albo chrzestni, którzy przestali
    chadzać na mszę, przystępowac do sakramentów...
    No nie wiem, uwazam, że jesteśmy ze sobą CAŁY czas, skoro jesteśmy
    rodziną czy zaprosiliśmy ludzi, by byli chrzestnymi.
    Mam wrażenie, że takie uroczystości, to za późno, by wyrażać swoją
    dezaprobatę. Ona powinna być wyrazona wtedy, gdy dzieje się coś nie
    tak. Z dziecmi tez o tym rozmawiam na bieżąco...
    --
    Dopóki walczysz - jesteś zwycięzcą św. Augustyn
    Wychowanie w wierze
  • mamalgosia 24.09.08, 18:56
    Kiedyś rozmawialiśmy - tutaj chyba też - o tym, czy iść na ślub
    cywilny kogoś bliskiego - gdy ten ślu jest np po rowodzie, lub - jak
    to ujęłaś - gdy nie będzie ślubu kościelnego.
    Uważam, że iść.
    Tylko nie wiem, czego zyczyć. Szczęścia? No tak. Ale czym jest to
    szczęscie?
    Nie, mader, nie tylko Ty masz w rodzinie takie problemy.

    Miałam problem z akceptacją takiego "drugiego małżeństwa' - i
    zostało mi to wypomniane: "Ja akceptuję twojego męża, a ty nie
    akceptujesz mojego". Powiedziałam "to co innego", a ona: "Nie, to to
    samo".
    Bardzo trudne sprawy
  • pawlinka 25.09.08, 22:57
    Cywilny ślub, wszyscy wiedzą, że kościelnego nie będzie. Chrzestny
    ojciec, starszy pan, mocno wierzący... Widać, niełatwo mu było.
    Przybył na ślub, składał życzenia, powiedział: :"niech was Bóg
    błogosławi", kreśląc krzyż na czole chrześniaka.
    Kilka lat później za mąż wychodziła chrześnica, wcześniej z hukiem
    pożegnała chrześcijaństwo, związała się z chłopakiem z jakieś sekty.
    Starszy jeszcze bardziej pan już nie pojechał na ślub. Napominał,
    napominał i napomina. Ale nie ma już siły.
  • a_weasley 25.09.08, 23:57
    pawlinka napisała:

    > Cywilny ślub, wszyscy wiedzą, że kościelnego nie
    > będzie.
    <ciach>
    > pożegnała chrześcijaństwo, związała się z
    > chłopakiem z jakieś sekty.

    Ja tam na miejscu chrzestnego wolałbym sektę, więc mimo wszystko praktykowaną
    wiarę - owszem zwyrodniałą - od ateizmu czy zindyferentnienia, bo to i do
    chrześcijaństwa bliżej, i odwrót z błędnej drogi prawdopodobniejszy, ale de
    gustibus.

    --
    Listy starego diabła do młodego
  • pawlinka 26.09.08, 08:11
    "bo to i do chrześcijaństwa bliżej, i odwrót z błędnej drogi
    prawdopodobniejszy"
    A wiesz, tak jest. Teraz przynajmniej dyskutują, a w tym pierwszym
    przypadku - mur milczenia.
  • direta 28.09.08, 22:39
    Pawlinko, odezwij się do mnie proszę, bo nie łapię z Tobą kontaktu mailowego, a
    mam przecież Twoją książkę (direta(małpa)wp.pl)
    --
    No co jest?!
    mam ci paznokciepoobgryzać?
  • mamalgosia 24.09.08, 18:58
    Nie, nati, to nie jest przymykanie oczu. Pan Jezus też nie przymykał
    oczu na łapówki brane przez celników, ale jadał z nimi.

    Myślę, że w tym, że rodziny nie wybieramy jest jakiś głębszy sens.
  • mader1 24.09.08, 19:04
    > Myślę, że w tym, że rodziny nie wybieramy jest jakiś głębszy sens.

    No właśnie... tu się muszę zgodzić. Nie da się zatrzasnąć drzwi, oddzielić tych,
    którzy są " nie tacy"... To wszystko jest ciężkie, ale nie ma we mnie zgody na "
    separowanie się". Z nimi trzeba być, może będzie się potrzebnym.
    --
    Dopóki walczysz - jesteś zwycięzcą św. Augustyn
    Wychowanie w wierze
  • mamalgosia 25.09.08, 09:22
    mader1 napisała:

    > No właśnie... tu się muszę zgodzić. Nie da się zatrzasnąć drzwi,
    oddzielić tych
    > ,
    > którzy są " nie tacy"... To wszystko jest ciężkie, ale nie ma we
    mnie zgody na
    > "
    > separowanie się".

    Tym bardziej, że prawdopodobnie my dla innych też jesteśmy "nie
    tacy", no nie?
  • nati1011 25.09.08, 09:57
    mamalgosia napisała:

    > Tym bardziej, że prawdopodobnie my dla innych też jesteśmy "nie
    > tacy", no nie?

    smile)

    całą listę mogłabym zrobić smile)
  • mamalgosia 25.09.08, 15:17
    No, ja śmiało też. Tak więc cofam słowo "prawdopodobnie"smile
  • nati1011 24.09.08, 19:42
    mamalgosia napisała:

    > Nie, nati, to nie jest przymykanie oczu. Pan Jezus też nie
    przymykał
    > oczu na łapówki brane przez celników, ale jadał z nimi.

    Ale jadał z tymi, którzy byli otwarci na Jego nauki, tych co uparcie
    tkwili w grzechu wyrzucał precz ze świątyni i nazywał plemieniem
    żmijowym smile)

    > Myślę, że w tym, że rodziny nie wybieramy jest jakiś głębszy sens.

    tak na pewno. Ale ten sam Jezus powiedział, ze nie przyszedł
    sprowadzić pokoju na świat, i że czasem trzeba się nawet ojca lub
    syna wyrzeć w Jego imię. A brata twiącego w grzechu nalezy upomnieć
    (ze 2 tygodnie temu czytanie było) - choć może nie koniecznie przy
    okazji chrzcin.
  • mader1 24.09.08, 20:23
    Nati napisałaś :
    "A brata twiącego w grzechu nalezy upomnieć
    > (ze 2 tygodnie temu czytanie było) - choć może nie koniecznie przy
    > okazji chrzcin. "

    Właśnie nigdy nie mogłam się połapać, dlaczego wszystkie problemy chce się
    rozwiązać przy pomocy uroczystości rodzinnych...
    Przecież o tym wszystkim można rozmawiać na bieżąco. Wtedy brat wie, widzi...

    --
    Dopóki walczysz - jesteś zwycięzcą św. Augustyn
    Wychowanie w wierze
  • mamalgosia 25.09.08, 09:24
    no wiesz, z niektórymi elementami rodziny widzi się tylko przy
    takich okazjach
  • nati1011 25.09.08, 10:01
    mamalgosia napisała:

    > no wiesz, z niektórymi elementami rodziny widzi się tylko przy
    > takich okazjach

    ale jeżeli kogoś tak rzadko widzimy, to czy mamy prawo go osądzać?
    Co tak naprawde o niech wiemy? Może widzimy to co chcemy?
  • mamalgosia 25.09.08, 15:23
    No jak najbardziej! Ja tylko odniosłam się do pytania, dlaczego
    niektóre sprawy omawia się na takich spotkaniach zamiast w innych
    okolicznościach. Ano po prostu dlatego, że innych okoliczności nie ma
  • minerwamcg 24.09.08, 20:40
    Czekaj, Nati, wróćmy do źródeł smile

    Ze świątyni wyrzucał nie celników, tylko kupców i bankierów. I nie
    za to, że żyli w grzechu, tylko za to, co tam robili.
    Czy wszyscy celnicy, których Pan Jezus zaszczycił swoją obecnością
    reagowali na to tak, jak Mateusz i Zacheusz - nie wiemy, i osobiście
    mocno wątpię.
    Nierządnicy powiedział "idź i odtąd nie grzesz" na zakończenie
    spotkania z nią - nie powiedział "wróć do mnie, jak już się
    nawrócisz".

    Bo trzeba potępiać grzech - a z człowiekiem czasem usiąść do stołu,
    odpuścić morały i upomnienia. Pan Jezus nie powiedział "Zacheuszu,
    nawróć się, bo chcę do ciebie przyjść" - tylko po prostu, "złaź z
    tego drzewa i zaproś mnie na obiad" smile

    --
    Osoby mrowie a mrowie
  • minerwamcg 25.09.08, 01:04
    A od "plemienia żmijowego" Pan Jezus wymyślał faryzeuszom. Tym,
    którzy myśleli, że tylko oni są sprawiedliwi i pogardzali innymi,
    którzy ich zdaniem tacy nie byli.
    --
    Osoby mrowie a mrowie
  • nati1011 25.09.08, 07:59
    smile)

    wiem, wiem.

    Dlatego moim zdaniem autorka postu idzie troszkę za daleko. Rozumiem
    jej niechęć do dziewczyny - i niechęci do spędzania czasu czy
    uroczystości z kimś nielubianym. Zgadzam się częsciowo z oporami
    uznawania za członak rodziny kogoś, kto nie jest z nią zwiazany
    formalnie (konkubinat, choćby wieloletni to jednak nie małżeńśtwo
    choćby cywilne) ale już próby wysłania pod przymusem kogoś do
    komunii i spowiedzi uważam za ..(?) brak mi odpowiedniego słowa.

  • arwena_11 26.09.08, 08:52
    Nati, ja go nie wysyłam do spowiedzi i komunii ( uważam, że
    chrzestny powinien przstąpić do tych sakramentów, ale ze
    szczerością ). Ja się biję, że on po prostu zrobi z tego farsę.
    Pójdzie do spowiedzi, wyspowiada się ( nie wiem czy powie wszystko,
    czy sprytnie ominie, ale przeież Boga nie oszuka ), ale nie będzie
    żałował, nie bęzie pstanowienia poprawy. Taka spowiedź jest przecież
    nieważna. I co potem pójdzie do komunii jakby nigdy nic? Dla mnie to
    jeszcze gorzej. Chyba bym wolała, zeby zadeklarował sie, że nie
    wierzy, odszedł od Boga. Wolę szczerosć niż hipokryzję. Jak
    wcześniej pisałam, mam przyjaciółkę, która twierdzi, ze jest
    ateistką. Szanuję ją bardziej niż wielu "katolików". Jest szczera,
    ma swoje zasady i sie ich trzyma. Nie brała slubu kościelnego, ni
    chrzciła dzieci ( mimo tego, że jej teściowa była tym oburzona ). To
    jest dla mnie prawidłowe. Nie wierzę, nie robie farsy z wiary innych.
    --
    Marta
    Mama Danielka ( 16-11-2000 ) i Gabi ( 05-07-2002 )
    DZIECI ROCZNIK 2000
  • mader1 26.09.08, 08:58
    Arwenko, myślę,że nie powinnaś się zbyt angażować w rozmyślania na temat jego (
    tego nieszczęsnego chrzestnego) spowiedzi, jej ważności, komunii. To do niczego
    nie prowadzi.
    Można, a nawet trzeba z nim po prostu pogadać, skoro jest wierzący, o jego
    sytuacji - najlepiej zrobi to brat - zresztą Ruda Kasia proponowała taką formę.
    I zostawić.
    --
    Dopóki walczysz - jesteś zwycięzcą św. Augustyn
    Wychowanie w wierze
  • nati1011 26.09.08, 09:50
    normalnie nie mamy prawa wtrącać się w czyjeś relacje z Bogiem i
    dywagować, czy ktoś spowiada sie godnie czy niegodnie. Ale są
    wyjątki. Jeżlei ktoś otwarcie głosi, ze nie wierzy, jeżeli od lat
    żyje w sposób wyłaczający pełne uczestnictwo w eucharystii (np
    wieloletni konkubinat) mamy prawo zakładać, ze taka komunia jest
    świętokradzka. I mamy prawo wyrazić swój sprzeciw. Jeżlei nawet taka
    osoba chce powrócić do Boga, to powinna na forum rodziny (gdzie
    wcześniej siała zgorszenie swoim nieślubnym związkiem) poinformować
    np o planowanym ślubie, rozstaniu itp.

    Ja przez kilka lat obserwowałam taką farsę jak opisujesz. Najpierw
    były spowiedzi "na sztukę" potem fałszowanie kartek od spowiedzi -
    wszystko oficjalnie przy poklasku reszty rodziny (przynajmniej z
    jednej strony). Po początkowym szoku i braku reakcji
    powiedziałam "nie". Odmówiłam bycia chrzestną, gdy chrestnym miał
    być niepraktykujący szwagier żyjący od lat z dziewczyną bez ślubu w
    wersji "u obu mamuś". Powiedziałam, ze więcej w takiej farsie
    udziału nie wezmę. Awantura była straszna. Co najdziwniejsze poparł
    mnie mój mąż (oficjalnie niepraktykujący) mimo iz wystapiłam
    przeciwko jego rodzinie. Padały argumenty, ż ejakim prawem śmiem
    oceniać czyjąś wiarę, że można wierzyć nie chodząc do kościoła itp
    itd. Ale ja miałam mocne argumenty i powiedziałam, że mogą poprosić
    na chrzestnego nawet urbana, ale nie moga zmusić mnie, bym brała w
    tym udział. Skończyło się kompromisem (po poł roku). Ale mam już
    raczej pewność, ze przy mnie nikt nie bedzie podpisywał się za
    księdza i robił sobie szopki z sakramentów.

    Jeżeli chcesz mojej rady to ja bym postarała się spojrzeć na szwagra
    bez niechęci. Nawet jeżeli go nie lubisz jest częścia rodziny. Czyli
    to co pisano wcześniej oddziel grzech od człowieka. I
    porozmawiałabym spokojnie - mówiąc co mi się nie podoba i czego nie
    zaakceptuję - np niegodnej komunii. Ale nie mozesz narzucać swojej
    wizji świata. Być moze szwagier nie posłucha. Trudno - może kiedyś
    zrozumie. Ale jeżeli podejdziesz do nich z taką niechęcią jaką
    pokazałaś w tym wątku, to szanse na rozmowę (i efekt) są niewielkie.
  • a_weasley 26.09.08, 10:19
    nati1011 napisała:

    > normalnie nie mamy prawa wtrącać się w czyjeś relacje z Bogiem i
    > dywagować, czy ktoś spowiada sie godnie czy niegodnie.

    Tego nie jestem tak całkiem pewien. Chrześcijański uczynek grzeszących upominać,
    a nieumiejętnych pouczać.

    > Padały argumenty, ż ejakim prawem śmiem
    > oceniać czyjąś wiarę, że można wierzyć nie chodząc do kościoła

    Z grubsza biorąc ktoś ma takie samo prawo nie praktykować, jak Ty tego nie
    akceptować, i tym sposobem jego wolność wyznania i Twoja wolność słowa znoszą
    się wzajemnie.

    --
    Drzewo przydrożne nigdy nie atakuje samochodu pierwsze. Uderza tylko w samoobronie.
  • mamalgosia 25.09.08, 09:25
    właśnei to samo próbowałam napisać, tylko Ty to tak ładnie ujęłaśsmile
  • mamalgosia 25.09.08, 09:23
    nati1011 napisała:


    >
    > Ale jadał z tymi, którzy byli otwarci na Jego nauki, tych co
    uparcie
    > tkwili w grzechu wyrzucał precz ze świątyni i nazywał plemieniem
    > żmijowym smile)
    Ależ skąd Ci wiadomo, że ci celnicy byli otwarci na Jego nauki? Nie
    mamy takich źródeł.
    A wygonił zupełnie innych.
    Eee, nie nie, nie taksmile

    >
    > tak na pewno. Ale ten sam Jezus powiedział, ze nie przyszedł
    > sprowadzić pokoju na świat, i że czasem trzeba się nawet ojca lub
    > syna wyrzeć w Jego imię. A brata twiącego w grzechu nalezy
    upomnieć
    > (ze 2 tygodnie temu czytanie było) - choć może nie koniecznie przy
    > okazji chrzcin.
    No tak. Jak zwykle więc nie dajemy odpowiedzi na pytania, tylko
    gmatwamy coraz bardziejsmile i to lubięsmile)
  • minerwamcg 24.09.08, 14:44
    No cóż, dla mnie problemem nie jest chrzestny i jego dziewczyna,
    tylko Arwena. Może warto w przerwie między jednym a drugim dniem
    skupienia poczytać Ewangelię - np. o tym, że Pan Jezus wielokrotnie
    był krytykowany za fatalny dobór znajomych. I przyjmując zaproszenie
    (a pewnie i zapraszając do siebie) nie sprawdzał moralności osób, z
    którymi się spotykał.
    --
    Osoby mrowie a mrowie
  • verdana 24.09.08, 16:59
    Masz prawo nie lubić dziewczyny. Masz prawo jej nie zaprosić,
    oczywiscie nie zapraszając także chrzestnego dzieci, bo oni w takim
    samym stopniu zyja w grzechu i nie zapraszanie "grzesznicy", a
    zapraszanie jej partnera w glowie mi się nie mieści.
    Natomiast nie masz prawa traktowac dziewczyny jak prostytutki - a
    niestety, tak wlasnie o niej piszesz. Nie masz prawa zwalac na nią
    ewidentnych błędow brata.
    Wybacz, ale czytajac Twoje posty mam wrazenie ze zaslepia Cię
    irracjonalna nienawiść do dziewczyny, a nie troska o to, by wszyscy
    goscie na komunii dziecka byli bez grzechu. Bo sadże, ze i pozostali
    nie są.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • inna.basia 24.09.08, 17:52
    Arweno, zaślepia Cię Twoja niechęć. Rozdmuchujesz całą sprawę jakby było co. I żeby nie było, też mi się zdarzało, też na polu rodzinnym, tym bardziej wiem że to nie po chrześcijańsku, że przemawiała przeze mnie zaciętość, nawet jeśli racja była po mojej stronie.

    Rodziny się nie wybiera, tym bardziej nie wybiera się partnerów/narzeczonych/konkubentów/żon i mężów kościelnych i cywilnych naszych bliskich. Mój brat związał się jako młody chłopak z rozwiedzioną, dużo starszą od siebie kobietą z bardzo złą opinią. Udokumentowaną, że tak się wyrażę. Ja byłam nastolatką z zasadami. Najpierw dla mnie nie istniała, potem traktowałam ją jak gorszą, przy spotkaniach ją ostentacyjnie ignorowałam. Moje kontakty z bratem na tym wszystkim ucierpiały. Stosunek reszty rodziny do tego związku podobny, wszyscy czekali kiedy się rozleci.

    Nie rozleciał się, trwa kilkanaście lat (ta trwałość też nas do niej przekonała), w tej chwili spotykamy się razem, ja się wyzbyłam uprzedzeń, bo poznając ją bliżej poniekąd zrozumiałam jej sytuację, przestałam ją winić o wszystko z topnieniem lodowców włącznie. Nie mogę powiedzieć że ją lubię, żyjemy w innych światach, ale damy radę porozmawiać, choć ona ma dzieci w moim wieku smile Wystarczy się postarać.
    Różnicę wieku demonizujesz, to nie jest żadna przeszkoda.

    Brata nie zaprosiłam na chrzestnego z wiadomych przyczyn, ale kocham go a bratową staram się lubić za co mogę, choć tego za co mogłabym jej nie lubić jest znacznie więcej. Trzeba szukać tego co łączy, a nie tego co dzieli. A czy to będzie kiedyś żona czy nie - nieistotne. Możesz zamanifestować swój sprzeciw wobec mieszkania bez ślubu nocując ich w osobnych łóżkach, ale nie zaproszenie jej będzie zwyczajnie niegrzeczne wobec obojga, całej rodziny męża i pewnie jego samego też. Warto dla zasady?
  • nati1011 24.09.08, 17:35
    Przeczytałam jeszcze raz całość.

    Odpowiedz sobie najpierw na pytanie, czy naprawdę chodzi ci o to, ze
    oni mieszkają bez ślubu czy tez o niechęć do szwagra i jego
    dziewczyny? A gdyby przez te pół roku się pobrali (tak
    hipotetycznie) to wtedy bez oporów ją zaprosisz. czy tez nadal jej
    nie polubisz?
    N apoczątku sądziłam, ze to jakaś nowa sympatia. Ale piszesz o
    sytuacji sprzed 4 lat jako powód swojej niecheci. Przyznam szczerze,
    że to trochę długo. Rosną szansę, ze jednak bedą trwała parą. Możesz
    ich nie lubić, ale to brat twojego meża.
    Rodzinę meża otrzymuje sie gratis wraz ze ślubem. Chciał nie chciał
    ten pakiet sprzedaje sie tylko razem. Nie musisz ich wszystkich
    lubić, ale jakoś sie tolerować trzeba.

    Na pocieszenie powiem, ze ja musze zapraszac swojego ojca z nową
    żoną. Nóż mi się w kieszeni otwiera na jej widok i czuję obrzydzenie
    do siebie, za wymuszony uśmiech na jej widok - bo najchętniej bym ją
    pogoniła gdzie pieprz rośnie. Ale układ jest taki, że muszę. Nie
    akceptuję, ale tolerować muszę.
  • mader1 24.09.08, 17:41
    > Rodzinę meża otrzymuje sie gratis wraz ze ślubem. Chciał nie
    chciał
    > ten pakiet sprzedaje sie tylko razem. Nie musisz ich wszystkich
    > lubić, ale jakoś sie tolerować trzeba.

    A swoją wraz z urodzinami.
    I trzeba to... jakoś ... pogodzić.
    --
    Dopóki walczysz - jesteś zwycięzcą św. Augustyn
    Wychowanie w wierze
  • emiola71 24.09.08, 19:17
    A ja zapytam z innej strony. Czy pomyślałaś o tym że jak szwagra
    zaprosisz samego to może nie przyjść? Bo ja wzięłabym to pod uwagę
    także. Bo on na pewno wie, że go nie lubisz i nie wiem jak właściwie
    to zaproszenie odbierze. Bo jak to juz chyba ktoś napisał, co powie
    swojej dziewczynie- słuchaj przykro mi ale musisz zostać dziś sama w
    domu bo ja idę na komunię do bratanka, no ale zaprosili mnie samego?
    Ktoś napisał również że i na wesele 15-18 latków nie zaprosiłby z
    os. tow. i taki dylemat miała moja bratanica niedawno bo ona ma lat
    16 a jej sympatia 20 i ona dostała zaproszenie do kuzyna bez osoby
    tow.a niespełna miesiąc wcześniej była u jego kuzynki na weselu z
    nim. No i co- czy to nie dylemat? no i nie poszła bo było jej głupio.
    Myślę, że za nich trzeba się modlić a nie osądzać i choć ja nie
    pochwalam takiego życia to nie wiem co mnie w życiu czeka bo 5-cioro
    dzieci mam.Tak więc toleruję niekiedy nie tylko rzeczy które
    pochwalam.
  • paszczakowna1 24.09.08, 22:34
    Z doswiadczenia we wlasnej rodzinie (i wlasnego tez) wiem, ze Pierwsza Komunia
    Swieta dziecka moze byc znakomitym impulsem do nawrocenia sie 'zablakanych'
    chrzesnych i innych czlonkow rodziny. Bez zadnych przymusow i pouczen. Moze
    szwagier poczuje, ze powinien byc godnym chrzesnym, i uporzadkuje swoje zycie?
    Po prostu nie godzi sie takiej szansy psuc obrazajac jego i jego dziewczyne.

    A tak apropos, chrzesnym mojego dziecka zostal tez brat meza, zyjacy wowczas w
    konkubinacie. Przyznaje, mialam powazne watpliwosci. A on propozycje przyjal, a
    po paru dniach oznajmil, ze jak tak, to oni biora slub (no, nie zdazyli na
    chrzest). Nie docenilam go (i Ducha Swietego).
  • melapela2 24.09.08, 23:05
    Niech nas Bóg strzeże przed takimi "katoliczkami" jak arwena_11. Brrrrr......

    I jeszcze jedno > Ciągle piszesz "mają być osoby MI bliskie" "ważne DLA MNIE",
    gdy tymczasem na Komunii mają być osoby ważne DLA DZIECKA.
  • isma 25.09.08, 00:50
    Nieeeeno, bez przesady. Ja bym sobie opieke Boska zostawila w rezerwie na jakies
    powazniejsze zagrozenia smile)).

    --
    Is.
    kladka.blox.pl/html
  • mamalgosia 25.09.08, 09:27
    ja się podpinam pod melepele. Jednak to bardzo duże zagrożenie.
    Groźniejsze niż te filmy, książki itp. Niestety
  • mamalgosia 25.09.08, 11:03
    przepraszam, nie miałam na myśli, ze taki katolik jak Załozycielka, to raczej
    ogólna myśl. Że katolik może niestety zaszkodzić swoją postawa bardzo i
    niekoniecznie jest to taka lekka sprawa, jak uważa isma
  • arwena_11 26.09.08, 09:04
    Tak sie dziwnie składa, że osoby ważne dla mnie sa ważne dla mojego
    dziecka. Z moją rodziną mają bardzo częsty kontakt. Z rodziną męża
    rzadki, ale to wynika z wyboru męża i jego rodziny. Teściowie
    mieszkają naprzeciwko nas, a potrafią nie widzieć wnuków ( jedynych
    jak na razie ) i miesiąc czy dwa. dzieci się często pytają, kiedy
    pójdą do babci i dziadka, ale przecież nie zaprowadzę bez
    zaproszenia. Co innego do moich rodziców, tam dzieci są prawie
    codziennie.
    --
    Marta
    Mama Danielka ( 16-11-2000 ) i Gabi ( 05-07-2002 )
    DZIECI ROCZNIK 2000
  • nati1011 25.09.08, 08:30
    Moja jedna refleksja.
    Byłam kilkukrotnie swiadkiem jak do komunii przystępowały osoby
    niewierzące, niepraktykujące itp bo wypadało. Bo byli chrzestnymi
    czy rodzicami na chrzecie a oni POWINNI iśc do komunii. Oczywiście
    powinni, ale godnie. W takich sytuacjach ostatnio kilku osobom, o
    których wiedziałam, ze mogą mieć z tym problem dyskretnie
    powiedziałam, że nie oczekuję (jako rodzic), że musza przystąpić do
    komunii na uroczystości mojego dziecka. Poprosiłam by byli
    konsekwentni w swojej postawie i jeżeli nie czują z tej okazji
    potrzeby pojednania z Bogiem, to wolałabym by nie zmuszali się do
    gestu, który ma być tylko dla rodziny. Zaproponowałam w zamian
    modlitwę. I było to przyjęte z ulgą i pewna wdzięcznością.

  • arwena_11 25.09.08, 10:42
    Dziękuję za wszystkie wypowiedzi i przepraszam za nieodpowiadanie,
    ale wczoraj odbierałam tatę ze szpitala i trochę zeszło.

    A teraz postaram się odpowiedzieć na kilka pytań zawartych w waszych
    odpowiedziach.

    Walka o chrzestnego była długa i ciężka. Był moment, kiedy chciałam
    nawet ochrzcić syna w zwykły dzień, tak żeby nikt o tym nie wiedział
    ( włącznie z mężem ). Po wielu kłutniach ustąpiłam, głównie ze
    względu na moją ciężko chorą babcię, która bardzo pragnęla dożyć
    chrzcin prawnuka. Postarałam się, wybrać dobrą chrzestną.
    Na szczęście przy chrzcie córki juz problemów nie miałam i
    chrzestnymi są nasi przyjaciele ( małżeństwo ).

    Co do różnicy wieku, to mamy różnych znajomych, w różnym wieku, ale
    łączy nas z nimi praca, wspólne zainteresowania, przeżyte sytuacje.

    Ze szwagrem i jego dziewczyną nic mnie nie łączy. Jak go poznałam
    miał jakieś 16 lat a ja 24. Widziałam go wtedy ze dwa razy, trzeci
    na moim ślubie. Nie odpwiadał mi jego styl życia, zachowanie,
    traktowanie rodziców. Mój mąż jest zupełnie inny, i tak sie
    zastanawiam jakim cudem. Ten sam dom, ci sami rodzice. Przez te
    dziewięc lat od ślubu widziałam szwagra dosłownie kilka razy. I to
    było w większości jak mieszkał jeszcze z rodzicami. Przez ostatnie 4
    lata było to może 3 razy ( w tym dwa z dziewczyną ). NIe ma szansy
    poznać się przy tak "częstych" kontaktach.

    Nigdy nie miałam problemów z porozumiewaniem się z ludźmi.
    Niezależnie od tego czy była to fryzjerka, czy pani doktor. Zawsze
    umiałam znaleźć temat do rozmowy. Pamiętam, że kiedyś, jeszcze w
    liceum kolega poznał dziewczynę, właśnie fryzjerkę. Przepaść była
    między nami duża. My "elitarne" liceum, uczący się, na dodatek
    słuchający bardzo ciężkiej muzyki, ona po zawodówce, pracująca,
    starsza od nas o ok 2-3 lata i ( co chyba było wtedy dla nas
    najgorszesmile ) słuchała disco. Pierwsze spotkanie bylo bardzo
    cieżkie. Wszyscy podchodzili do niej jak do jeża, ale jakoś się
    udało, bo dziewczyna była sympatyczna i naprawdę się starała. Była
    niepisana umowa, ze o gustach nie dyskutujemy i szukamy wspólnych
    tematów.

    Na studiach, miałam taki przedmiot jak psychologia społeczna,
    wykłady nudne jak cholera, ale za to ćwiczenia super. Ponieważ były
    na 7.30 rano docierło niewiele osób. Było nas zazwyczaj ok 10. Jakie
    dyskusje były burzliwe. Pani doktor pozwalała nam się wygadać,
    spierać. Jedne z zajęć dotyczyły pierwszego wrażenia.
    Niestety jest ono bardzo ważne. Rzadko kiedy, udaje się zmienić
    zdanie o osobie, która zrobiła na nas złe wrazenie na początku
    znajomości. Najczęściej już z taką osobą nie mamy więcej do
    czynienia, chyba że musimy np w pracy, ale wtedy są one chłodno
    uprzejme.

    Mówiąc szczerze, ja nie mam ani czasu, na spotkania z bliskimi
    przyjaciółmi, a co dopiero z osobami, których nie lubię. Praca, dom,
    obowiazki. Spotkania ze znajomymi, zazwyczaj z okazji imprez
    dziecięcych. Z przyjaciółkami gadam przez telefon, reszta znajomości
    jakos się rozeszła, bo nie ma czasu na spotkania.

    Mój mąż tez ma chrześniaka. Ale niestety jest to również narzucona
    rola. To chyba syn jego ciotecznej siostry. ja go widziałam dwa
    razy. Na ślubie i na jego komunii w kosciele. Uważam, ze wybór 15-16
    latka na chrzestnego to kiepski pomysł. Dopóki mąż mieszkał z
    rodzicami i to oni kupowali prezenty, mąż tam bywał. Potem chyba
    tyko raz zaniósł jakiś prezent na gwiazdke ( sama kupiłam ). Nie
    utrzymujemy z nimi kontaktu ( nie wiem dlaczego, ale to wybór
    męża ), nie wiem nawet kiedy dzieciak ma urodziny, czy imieniny (
    nawet nie wiem jak ma na imie ). Na przyjęciu komunijnym nie
    byliśmy, bo na zaproszeniu nic na ten temat nie było, a
    poinformowano nas o nim na dzień przed komunią. Poza tym tego samego
    dnia mieliśmy chrzciny córeczki naszych przyjaciół ( którzy są
    chrzestnymi mojej Gabi ) i tam byliśmy zaproszeni już kilka miesięcy
    wczeniej. Nie mam pojęcia, dlaczego mój mąż zgodził się być
    chrzestnym, ale widocznie "tak wypadało". Dla mnie to nie jest
    powód. Ja nie mam chrześniaków, bo uważam, że to odpowiedzialna rola
    i jeśli wiem ( z różnych przyczyn ), że nie będę mogła się z niej
    wywiązać to się jej nie podejmuję. Mam tylko jedną "rezerwację".
    Moja najbliższa przyjaciółka jest ateistką. Nie ma ślubu
    kościelnego, bo się postawiła rodzinie męża, ze nie będzie
    przedstawienia robiła. Dzieci jak na razie ma nieochrzczone, bo jest
    konsekwentna. Ale jak jej się znudzi walka, którą toczy z teściową,
    to może się ugnie. Wtedy już mam zapowiedziane, że bedę matką
    chrzestną, i mam sie zająć edukacją dzieci. Na razie udało jej się
    obronić przed ostatnim atakiem teściowej, jak powiedziała, ze chętne
    ochrzci dzieci, jak się "mama" zajmie ich edukacją. Tzn co tydzien
    do kościoła, nauczy modlitw, przeczyta biblię itd. Według niej jak
    sie powie A trzeba powiedzieć też B,C itd. Na razie jest od pół roku
    cisza na temat chrzcin.

    Wracając do tematu, ja po prostu tej dziewczyny nie widuję ( poza
    tymi nieszczęsnymi dwoma razami ). Mieszkają daleko, i my tam nie
    jeździmy ( nie zapraszają nas, na szczęscie ). Jak jest jakies
    spotkanie u teściów ( rzadko, bo raz dwa w roku ), to też się nie
    widujemy, bo my przychodzimy wcześniej ( musimy wyjść ok 19 aby
    dzieci położyć ), a oni jak przychozą to później. Szwagier zazwyczaj
    dzwoni do meża jak chce pogadać ( głownie jak ma jakieś kłopoty z
    których trzeba go wyciągać ).
    Mój mąż nie jest jakiś super rodzinny. Nie utrzymuje kontaktów z
    dalszą rodziną. Do nas przychodzą tylko teściowie. Znam w sumie
    tylko siostrę teścia. Resztę rodziny widziałam może raz?
    Ja ze swoją rodziną, utrzymuję kontakt trochę inaczej, jestem
    jedynaczką, ale mam rodzeństwo cioteczne. W sumie też widujemy się
    na imprezach dzieciecych, bo inaczej nie ma często czasu. Ale zawsze
    łatwiej sie spotkać z siostrą w ciągu dnia, bo nie pracujemy na
    etatach. Przyjeżdżają też do nas na działkę ( siedzę tam całe lato
    z dziećmi ).

    Znowu sie rozpisałam i odeszłam od tematu. Ale chciałam troche
    nakreślić wam jakie panują u nas relacje. Moi rodzice widzą wnuki
    codziennie ( mimo ze prowadzą własną firmę i mają dużo roboty ), a
    teściowie potrafią ich nie widzieć i miesiąc ( nie pracują ). i
    odległość nie ma tu nic do rzeczy. Moi rodzice mieszkają w bloku
    obok, a teściowie w bloku na przeciwko. Po prostu chęci?

    Sama nie wiem co robić, dlaczego to znowu ja mam ustąpić ( tak jak
    na chrzcinach ). Ktoś napisał, że zrobić to dla męża, bo go kocham.
    Ale można to odwrócić w drugą stronę. Jak on mnie kocha to zrobi co
    ja bedę chciała.
    W tej chwili jesteśmy w sytuacji patowej. Czytam wasze wypowiedzi i
    wiekszość mówi, aby ją zaprosić, a we mnie az sie skręca. Nie
    wyobrażam sobie uroczystości, na której będę skrępowana czyjąś
    obecnością. A nie wyobrażam sobie, żeby nie odzywac się do któregos
    z gości. Pewnie by się to udało, ale ja tak nie potrafię. Jak ktoś
    jest już u mnie, to musi się czuć dobrze. I właśnie to, jest jednym
    z argumentów męża. No bo przecież, jak wtedy była u nas, to byłam
    miła i nic nie mówiłam, że mi się coś nei podoba. Nieważne, że to po
    prostu była zwykła kultura. Bo co miałam zrobic? Zamknąć im drzwi
    przed nosem i nie wpóścić? Czy może powiedzieć im, ze tak sie nie
    zachowuje. Czasami myślę, że tak powinnam zrobić, aby mąż zobaczył,
    że coś mi się nie podoba. Bo jak jestem grzeczna i miła to znaczy,
    ze jest ok.

    Dlatego chyba też teraz jest we mnie taki opór w zaproszeniu jej na
    komunię ( niezależnie od tych innych powodów ). Jak ją zaproszę, to
    będzie znaczyło, że akceptuję i jest wszystko ok. A ja nieakceptuję.

    Nawet zadałam mężowi pytanie, co by było, gdyby brat miał chłopaka,
    a nie dziewczynę. Też by zapraszał razem? Brata musimy ( niestety ),
    ale reszty? Mój mąż twierdzi, że tak. A ja niestety nie mogłabym.
    Niby nie mam nic przeciwko innym orientacjom, ale jak sie trzymają
    zdala ode mnie. Po prostu nie umiałabym usiąść z kimś
  • mamalgosia 25.09.08, 11:04
    ... gdyby szwagier miał chłopaka.

    Na razie nie potrafię sobie odpowiedzieć na to pytanie - co bym wtedy zrobiła.
  • a_weasley 25.09.08, 11:14
    mamalgosia napisała:

    > ... gdyby szwagier miał chłopaka.
    >
    > Na razie nie potrafię sobie odpowiedzieć na
    > to pytanie - co bym wtedy zrobiła.

    Dla mnie nie ma tematu. Jest różnica pomiędzy partnerką życiową, która małżonką
    nie jest, ale przy dobrych układach stać się może, a partnerem tej samej płci.
    Jest różnica pomiędzy zgodnym z prawem naturalnym a przeciwnym prawu naturalnemu.
    Żeby daleko nie szukać, w Prawie Mojżeszowym, też przecież przez Boga nadanym,
    rozwody były, a mężołożnictwa nie było.

    --
    Listy starego diabła do młodego
  • mamalgosia 25.09.08, 14:53
    Wcale nie chcę porównywać związku homoseksualnego z heteroseksualnym.

    Zadaję tylko sobie pytanie, co bym zrobiła
    I nadal nie wiem
  • verdana 25.09.08, 14:57
    Obawiqam się, ze część osób nigdy nie powinna miec zajęć z
    psychologii - jeden semestr psychologii to gorzej niż nic, bo
    czlowiekowi wydaje się, ze potrafi pewne swoje zachowania
    wyjasnic "naukowo", a nie potrafi.
    Złe pierwsze wrazenie jest tylko zlym pierwszym wrazeniem i
    zdecydowanie nie nalezy pistować w sobie mysli, ze zupełnie słusznie
    przy niem się pozostaje, ze tak ma być. Nie bylabym mężatką i nie
    miałabym najbliższej przyjaciółki od wielu, wielu lat, gdybym
    postanowiła, ze pierwszego wrazenia nie nalezy skorygować.
    Równie niebezpieczne jest rozumoawanie "jak kocha to ustąpi",
    szczególnie w sytuacji, gdy kaze sie wybierac pomiędzy soba a innymi
    członkami rodziny. To niedopuszczalne stawianie sprawy, ktore
    powoduje, ze mąż musi obrazić jedna z osób, ktore kocha. W imię
    wlasciwie nie bardzo wiadomo czego - raczej kaprysu zony, niż
    moralnosci.
    Rozumiem, ze mozna nie mieć czasu na spotkania i nikt nie namawia
    Cię na spotkania bratem męża i jego dziewczyna. Tyle, ze to w tym
    wypadku w ogóle nie jest argument - zaproszenie ich nie wymaga
    czasu... To nie jest Twoje przyjecie, ale dziecka - a wujek i
    chrzestny jest na 100% rodzina dziecka i czy ty sie chcesz znim
    widzieć nie ma żadnego znaczenia - to nie jest jakaś tam impreza na
    Twja cześć, gdzie Ty masz grać główną rolę, a na to wygląda.
    Traktujesz te uroczystość jako własna, na ktorej Ty masz się przede
    wszystkim dobrze czuc, dobierac gosci - a wybacz, nie Ty jesteś na
    niej wazna.
    Moja bardzo wierzaca teściowa zapraszała zawsze siostre swojego męża
    z jej partnerka - na Wigilię, na imieniny, na swieta. Bo to siostra
    męża - nie do zony nalezy decyzja, z kim ze swojej rodziny maż ma
    zerwac kontakty, bo ona sobie tego nie życzy.


    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • a_weasley 25.09.08, 15:47
    verdana napisała:

    > Moja bardzo wierzaca teściowa zapraszała zawsze
    > siostre swojego męża z jej partnerka - na Wigilię,
    > na imieniny, na swieta. Bo to siostra męża - nie
    > do zony nalezy decyzja, z kim ze swojej rodziny
    > maż ma zerwac kontakty, bo ona sobie tego nie życzy.

    Ale również nie do męża należy decyzja, z kim z jego rodziny żona ma kontakty
    utrzymywać. To musi być decyzja wspólna.
    Zwłaszcza w przypadku Bożego Narodzenia. Bo wiesz, Verdano, dla nas chrześcijan
    Boże Narodzenie jest świętem religijnym, a praktyki homoseksualne jednym z
    najcięższych grzechów.
    Wiem doskonale, że w Polsce żyją także ludzie, dla których nim nie jest, i z
    góry proszę o nietłumaczenie mi, że i/lub dlaczego tak jest.

    --
    Wigilia w Norze
    Listy starego diabła do młodego
    Drzewo przydrożne nigdy nie atakuje samochodu pierwsze. Uderza tylko w samoobronie.
  • verdana 25.09.08, 16:07
    Zwracam Ci uwagę, ze moja teściowa jest bardzo pobozną
    chrześcijanką, katoliczką. Z milosierdziem w sercu.

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • minerwamcg 25.09.08, 16:30
    Wiesz, Verdano, nie ma jednego modelu bycia katolikiem. Tak, jak nie
    ma jednej koncepcji miłosierdzia. Ogólnie wiadomo, o co chodzi - ale
    poszczególne dylematy każdy musi sobie rozwiązać sam. Twoja teściowa
    jest z pewnością godna szacunku - czy naśladowania, to już zupełnie
    inna sprawa.

    Tak przy okazji, być może w tych sprawach łagodnieje się z
    wiekiem smile)) Arthurowa babcia, wówczas dziewięćdziesięciodwuletnia,
    usłyszawszy od swej córki o naszych perypetiach ze ślubem
    międzywyznaniowym, palnęła: "A to nie mogą żyć na cywilnym?!"
    Jej córka a Arthurowa mama przez długą chwilę zbierała szczękę z
    podłogi smile))

    --
    Osoby mrowie a mrowie
  • nati1011 25.09.08, 16:42
    nie zaprosiłabym do domu na świeta kogoś z partnerem homoseksualnym
    tak samo jak nie zgodziłabym się na wizytę rozwiedzinego meża w
    towarzystwie kochanki/żony z kochankiem.

    Przyzwolenie na pewne zachowania powodują poczucie akceptacji w
    takich osób i po paru latach, same już nie zauważają, zę ich postawa
    jest niemoralna i/lub grzeszna.
  • minerwamcg 25.09.08, 17:01
    > tak samo jak nie zgodziłabym się na wizytę rozwiedzinego meża w
    > towarzystwie kochanki/żony z kochankiem.

    A, z tym to już rozmaicie wypada. U nas przyjaciel rodziców ze swą
    drugą żoną (przez pierwszą został porzucony, i w ogóle z tego co
    jako dzieciak słyszałam, baba jędzą była) bywał częstym gościem. I z
    jednej strony oczywiście martwiliśmy się, że nie mogą wziąć ślubu, z
    drugiej cieszyliśmy, że pan Maciek nareszcie nie jest sam i że pani
    Edyta jest taka miła.
    --
    Osoby mrowie a mrowie
  • nati1011 25.09.08, 17:15
    długoletnie związki nieformalne rozważyłabym indywidualnie z
    uwzględnieniem przyczyny takiego stanu rzeczy smile

    Ja rozumiem, ze sa ludzi eróżnie wierzący, niewierzący czy
    szukający. Ale nie rozumiem, dlaczego taka osoba zgdza sie na bycie
    chrzestnym (bo głównie chrzestnych to dotyczy) skoro nie spełnia
    podstawowych warunków. Przecież w każdej parafii wisi lista warunkó
    do bycia chrzestnym. Dlaczego ktoś, kto sam uważa sie za nie
    wierzącego nie powie uczciwie: dziekuję za poropzycje, ale nie mogę
    być chrzstnym waszego dziecka.
  • dirgone 25.09.08, 17:42
    Tacy ludzie (między innymi ja) zgadzają się na bycie chrzestnym, bo są jeszcze
    bardzo młodzi i niedojrzali. Ja miałam ledwo skończone 18 lat, byłam w 3 klasie
    liceum. Szukałam wtedy, lecz sama nie wiedziałam czego. To, że zostanę
    chrzestną, zostało załatwione za moimi plecami, a spytanie się mnie, czy chcę,
    było jedynie formalnością. Nie potrafiłabym wtedy odmówić. I nie odmówiłam,
    chociaż pewnie powinnam. Nie powinni brać na chrzestną tak młodej osoby, w
    dodatku nie pytając jej, czy wierzy i praktykuje.

    I teraz ciąży mi to bardzo. Dziewczynka chodzi do szkoły katolickiej i wiara
    jest dla niej bardzo ważna. Moje uczestnictwo w różnych uroczystościach
    religijnych jest dla niej ważne, a ja, ateistka, nie mogę w tych uroczystościach
    uczestniczyć tak, jakby ona tego chciała. To nic przyjemnego ani dla jednej, ani
    dla drugiej strony.
    --
    Ludzie, którzy nie potrzebują innych ludzi, potrzebują innych ludzi, by im
    okazywać, że są ludźmi, którzy nie potrzebują innych ludzi.
  • nati1011 25.09.08, 18:05
    Dirgone

    dziekuję za twoją odpowiedź.

    Chrzestnym można zostać już mając 15 lat lub nawet mniej jak toś
    wcześniej do szkoły poszedł. Sama zostałam chrzestna tuż po 15
    urodzinach. Wybierajac tak młodych chrzestnych rodzice jakoś biorą
    na siebie odpowiedzialność.

    Odpowiem ci jako matka dziecka, którego chrzestny jest ateistą -
    jednego czego oczekuję od niego to szacunku dla mojej i córki wiary.
    Mogłabym nawet zrozumieć, gdyby nie chciał przyjść na msze czy
    nabożeństwo. Niedopuszczalne jest dla mnie wyśmiewanie wiary przy
    okazji rodzinnych spotkań - a to niestety sie u nas zdarza.

    Ty trzymałaś małą do chrztu, może teraz ona za Ciebie się modli smile)
  • mamalgosia 25.09.08, 18:45
    Słyszałam nawet, że jak ktoś zaproponuje bycie chrzestnym to się nie
    odmawia, bo dziecku stanie sie coś złego
  • madziaq 26.09.08, 09:49
    Wiesz, wiara tudzież jej brak z latami może się zmieniać. Mój chrzestny został
    chrzestnym jak miał ok 14 lat i teraz jest księdzem smile Więc mam dobre wsparcie
    "na górze" wink

    Ja podawałam dziecko do chrztu, mając niecałe 16 lat i, mówiąc szczerze, nie
    było to dla mnie ważne religijne doświadczenie. Byłam dzieciakiem i czułam się
    wyróżniona, że mnie taki zaszczyt kopnął wink Nie przyszło mi do głowy, żeby
    odmówić ze względów religijnych, bo wszystkie "wymogi formalne" spełniałam, a
    nie czułam ciężaru odpowiedzialności. Nadal nie czuję, szczerze mówiąc. Ze swoją
    cheśnicą mam kontakt sporadyczny, choć jak już mam to jest bardzo przyjemnie, bo
    dziecko z nieznanych dla mnie przyczyn uwielbia mnie, choć widziało parę razy w
    życiu smile))

    Po tym fakcie (byciu chrzestną) miałam różne okresy, w których byłam bardziej
    lub mniej na bakier z KK, w tym również mieszkałam ze swoim obecnym mężem przez
    parę miesięcy bez ślubu. Rodzice mojej chrześnicy nigdy w to nie wnikali.
    Oczywiście nigdy nie przyszłoby mi do głowy wyśmiewać się z ich wiary ( z resztą
    w ogóle z czyjejkolwiek wiary, niezależnie czy to rodzina, czy nie)

    Podsumowując, jeśli komuś zależy na świadomym wyborze chrzestnych i na tym, żeby
    mieli oni wpływ na wychowanie dziecka w wierze, to powinien wybrać jednak
    bardziej dojrzałe osoby, bo 15-latek rzadko kiedy jest świadomy obowiązków,
    jakie z tego wynikają
    --
    Nasz staż smile
  • nati1011 26.09.08, 10:00
    Właśnie z ulgą sobie uświadomiłam, ze na szczęście zdążyłam dorobić
    sie legalnego meża przed komunią mojego chrześniaka. 2 lata
    wcześniej byłam na bakier ze wszsytkimi przykazaniami, o czym matka
    chrześniaka, a moja ciotka wiedziała ze szczegółami bo pracowałyśmy
    razem i chodziłam jej sie zwierzać z rozterek sercowych wink

    Uff jak sobie pomyślę, co mogło mnie czekać gdybym choć oficjalnie
    nie uporządkowała swojego życia to robi mi się zimno. Choć szczerze
    powiem, ze do wewnętrznego nawrócenia to jeszcze parę lat było
    trzeba.
  • isma 25.09.08, 19:06
    Nie zgadzam sie.
    Moi rodzice stosowali metode "masz prawo na wlasna odpowiedzialnosc robic takze
    to, co nam sie nie podoba, a my mamy prawo ci o tym, ze nam sie nie podoba,
    powiedziec".

    I korzystali z niego obficie! A poniewaz, eeeee, moja zlosliwosc jest tylko w
    czesci wyuczona, a w duzej mierze nabyta przez geny, to oni czasem uszczypliwi
    bywali nieznosnie wink)). I skutecznie: choc nie byl to skutek natychmiastowy, to
    jednak zazwyczaj... calkiem trwaly!
    Skuteczniejsze to bylo na pewno, niz gdyby mnie z domu wyrzucili wink)).


    Sadze, ze ta metoda zdaje egzamin tym bardziej, jesli dotyczy osob doroslych...

    Bo odrzucona dziewczyna szwagra pomysli sobie co najwyzej: "muchy maja w nosie"
    (ewentualnie: "za pozno do nich przyszlam z wizyta, o taka bzdure sie
    obrazac?"), ale juz okazji uslyszenia, co sie konkretnie Arwenie w sytuacji nie
    podoba, miec nie bedzie. A nuz widelec jakies argumenty by do niej dotarly?

    --
    Is.
    kladka.blox.pl/html
  • minerwamcg 25.09.08, 19:21
    isma napisała:

    > Moi rodzice stosowali metode "masz prawo na wlasna
    >odpowiedzialnosc robic takze to, co nam sie nie podoba, a my mamy
    >prawo ci o tym, ze nam sie nie podoba, powiedziec".

    Arthur dodałby jeszcze "i tym samym nasze prawa znoszą się
    wzajemnie" smile))

    Taką samą metodę stosowała - ba! czasem stosuje do dziś!!! - moja
    mama. Problem jedynie w tym, że ma zwyczaj to robić bardzo
    dokładnie smile Pamiętam jęki, które wydawałam: "powiedzieć, tak,
    oczywiście, możesz powiedzieć, ale dlaczego osiemnaście razy
    dziennie?!!"
  • isma 25.09.08, 22:46
    O, to, to.

    Moja rodzicielka np. jest pedantka, a ja jestem koncertowa balaganiara (tu geny
    zaszwankowaly cos...). I otoz moja rodzicielka pakujac kazde kolejne pranie do
    pralki potrafila np. rzucac w przestrzen: "Znalazlas juz te bluzke, ktora sobie
    trzy tygodnie temu kupilas i jeszcze jej nie zdazylas ani raz wlozyc, bo ci sie
    gdzies zapodziala? Bo ewentualnie bym ci mogla uprzejmie uprac, gdyby sie jakos
    bardzo zabrudzila OD LEZENIA..."

    Ale ta metoda ma swoje niebezpieczenstwa. Jak mnie i slubnego czasem ktos
    postronny slucha, to, ten... moze sie zgorszyc.

    --
    Is.
    kladka.blox.pl/html
  • direta 25.09.08, 14:16
    nati1011 napisała:

    > Moja jedna refleksja.
    > Byłam kilkukrotnie swiadkiem jak do komunii przystępowały osoby
    > niewierzące, niepraktykujące itp bo wypadało. Bo byli chrzestnymi
    > czy rodzicami na chrzecie a oni POWINNI iśc do komunii. Oczywiście
    > powinni, ale godnie. W takich sytuacjach ostatnio kilku osobom, o
    > których wiedziałam, ze mogą mieć z tym problem dyskretnie
    > powiedziałam, że nie oczekuję (jako rodzic), że musza przystąpić do
    > komunii na uroczystości mojego dziecka. Poprosiłam by byli
    > konsekwentni w swojej postawie i jeżeli nie czują z tej okazji
    > potrzeby pojednania z Bogiem, to wolałabym by nie zmuszali się do
    > gestu, który ma być tylko dla rodziny. Zaproponowałam w zamian
    > modlitwę. I było to przyjęte z ulgą i pewna wdzięcznością.
    >
    O! A to bardzo sensowna postawa. Podoba mi się. Chociaż z drugiej strony (jak
    mówi Tewje Mleczarz) bywa i tak, że taka okazja jest dobrym pretekstem by samego
    siebie zmusić do pojednania z Bogiem. Bo są ludzie, którzy potrzebują
    zewnętrznego pretekstu. I powiedzenie takim "nie musisz" czasem oddala ich o
    kolejnych kilka lat. Z drugiej jednak strony wink może dzięki temu, jesli nastąpi
    powrót, będzie głebszy?
    Ha! Nie są to proste sprawy.
    jak to dobrze, ze my pierwszą komunię mamy już za sobą wink))

    --
    No co jest?!
    mam ci paznokciepoobgryzać?
  • mamalgosia 25.09.08, 14:58
    niedawno rozmawiałyśmy o tym z mader. A Ty mi teraz przypomniałaś
    cudownego Tewje! No dziękuję!
  • mader1 25.09.08, 15:20
    smile))))))))
    --
    Dopóki walczysz - jesteś zwycięzcą św. Augustyn
    Wychowanie w wierze
  • mamalgosia 25.09.08, 15:28
    Dla Tewjego złamałam prawo. Ale nie mogę się publicznie wypowiadać
    jak, bo jeszcze nie uległo przedawnieniusmile (czytałam tę książkę w
    miejscu i czasie kiedy absolutnie nie można było tego robić)

    A przy słuchaniu i oglądaniu "sunrise-sunset" zawsze polegam z
    zachwytu
  • nordynka1 25.09.08, 09:40
    zaraz Arwena ucieknie bo ise poczuje paskudnie wypunktowana

    prosze o więcej delikatności, nawet jeśli z jej ust/klawiatury padły
    niepohlebne słowa o szwagrze i jego dziewczynie, ona szuka
    odpowiedzi na pytanie, nie pouczeń, a jeśli widzicie że trzeba coś
    nazwać, to proszę by robić to z miłością
    (tak właściwie to pisze do jednej osoby te słowa...)

    jest racja w tym by potępić grzech a z człowiekiem siadać do stołu

    tak, tak właśnie jest 'po Bożemu'

    ale Arwena wiedz , że nie tylko Ty masz problem z
    hmmm...jawnogrzesznikami. Mnie takie sytuacje wytrącają ze -
    zdawałoby się - poukladanego porzadku mojego życia. Nie wiem jak sie
    zachowac i na wszelki wypadek trzymam dystans zeby nie peknąc.Mam w
    rodzinie sytuację następującą - mąz odszedł od żony zostawiając ją i
    dwoje dorastających dzieci, do kochanki. Rozwiódł się z żoną, wziął
    slub cywilny z kochanką, maja małe dziecko. Przyjechali na urodziny
    teścia, przedstawił ją 'to moja zona' przywieźli zdjęcia z
    uroczystości..wszyscy oglądali, uśmiechali się, dziękowali że
    przyjechali bo moga się wreszcie poznać, a mnie było mdło. Nie
    dlatego że grzeszą. Nie. Dlatego że nie widza i nie chcą grzechu
    widzieć. Wręcz każa podziwiac jak sa szczęśliwi. Cena za to jest
    wysoka - widziałam ból żony zdradzanej, ból dzieci. I kazą nazywac
    tą sytuację normalna, a on anormalna nie jest i nie będzie. I od
    tego mnei mdli. To szczęście to kłamstwo. To że są małżeństwem to
    też kłamstwo. A czuję sie zmuszana do uznania inaczej.
    Tak, to mój problem że nie umiem zdobyć się na miłosierne spojrzenie
    na nich. Nie umiem i już. Mam sakrament spowiedzi na szczęście. I
    dużo przemyśleń na ten temat. O mnie.
    Arwena rozumiem Twoja niechęć, Miewam podobnie. Ale niestety dla nas
    a stety dla naszych dusz, Jezus pokazuje że postąpić trzeba inaczej
    niż bysmy chciały..Pomodlę się za Was i tę sytuację.

    koniec lata
    Pinokia
  • capriglione 25.09.08, 10:12
    Nordynko, opisywana przez Ciebie sytuacja jest trudna do zaakceptowania -
    patrzeć i cieszyć się "szczęściem", które w istocie stanowi nieszczęście kogoś
    innego... Rozumiem, jak niełatwo przyłączyć się do świętowania takiego "szczęścia".

    Nie mniej jednak opisywana sytuacja przez Arwenę różni się istotnie od tamtej -
    szwagier nie łamie nikomu życia, z opisu wynika, że z dziewczyną jest co
    najmniej 4 lata, można wnioskować zatem, że stanowią udany związek. Problem w
    tym, że Arwena, z tych czy innych względów nie akceptuje tej dziewczyny. Ma do
    tego prawo, wielu z nas przecież odczuwa rożnego rodzaju animozje, czasami
    oparte na irracjonalnych pobudkach. Ale czy ten brak sympatii do przyszłej
    bratowej, ma przesłonić doniosłość uroczystości, wprowadzić niezgodę w rodzinie,
    postawić w nieprzyjemnej sytuacji brata? Dlatego pisałam, że moim zdaniem nie
    warto kruszyć kopii.
  • ruda_kasia 25.09.08, 12:13
    Delikatnie zaproponowac, żeby szwagier nie siał zgorszenia w
    rodzinie "komuisty" i może pomyślał o uporządkowaniu życia. NAwet na
    samym przyjęciu komunijnym. Zaprosiłabym oboje.
  • nordynka1 26.09.08, 09:51
    Capriglione napisała:
    > Nie mniej jednak opisywana sytuacja przez Arwenę różni się
    istotnie od tamtej

    nie wiem czy ktoś do tego dotrze bo wątek sie rozrósł i trudno
    cokolwiek tu znaleźć

    ale

    sytuacja inna lecz grzech - rzekłabym w obie strony - ten sam

    myslę że Arwena nie tylko nie akceptuje tej dziewczyny, ale całej
    sytuacji - co stara się nam przekazać. Innych zachowań szwagra,
    niedbania o rodzinę z jego strony a do tego dokłada sie życie z
    dziewczyną bez ślubu.

    Moje zdanie jest takie, że zaprosiłabym oboje, ze względu na nich.
    Tak rzadko się widują że jest okazja spotkania któa może zrodzić
    cos - nie wiem co, refleksję nad swoim zyciem, chęc częstszych
    spotkań , naprawy kontaktów czy cokolwiek podobnego. Drugiej takiej
    szansy nie będzie.

    --
    koniec lata
    Pinokia
  • rycerzowa 25.09.08, 15:43
    Problem, który opisuje Arwena, dotyczy ostracyzmu społecznego wobec osób, które zachowują się niezgodnie z przyjętymi w danym kręgu regułami.
    Kiedyś, gdy ktoś żył z kimś bez ślubu, albo rozwiódł się, albo zmienił wiarę, był po prostu najczęściej wyrzucany poza nawias rodziny, znajomych.
    Lęk przed takim odrzuceniem był - być może - czynnikiem hamującym przed podejmowaniem takich nieakceptowanych społecznie działań, gdyż młodym zależało na pozostawaniu w rodzinie.

    Teraz czasy się zmieniły. Niestety, czy "stety", mniejsza z tym.
    Arwena pisze, że "tak ją wychowano". Owszem, kiedyś tak było, ale teraz jest inaczej.
    Więzi rodzinne nie polegają już na więzach ekonomicznych, ale uczuciowych. Krótko mówiąc - to nie młodym zależy na wzajemnych kontaktach, ale starszym.
    Brak więzi rani starszych, nie młodych.

    Piszesz Arwena, że nie zgodziłabyś się, by twoje dziecko mieszkało z kimś bez ślubu. My też tak sobie mówimy, ale to jest krąg osób, które już pożeniły dzieci, albo mają dzieci malutkie.
    Tak naprawdę, to nikt nie wie, jak by się zachował, dopóki nie doświadczy.
    Widzę ludzi starszych, bardzo pobożnych, prawdziwie pobożnych, którzy godzą się z sytuacjami, wydawałoby się, nie do pomyślenia.
    A oni nie mają innego wyjścia.
    Bo czasy się zmieniły.

    Co do konkretnej sytuacji - to wam, jako rodzinie (teściowie i wy), bardziej zależy na tym, by brat z dziewczyną uczestniczyli w uroczystości, niż samym młodym. Dla nich to uciążliwy obowiązek.
    To oni robią "łaskę", że odwiedzają rodzinę, niestety.

    Jasne,że możesz odmówić zaproszenia tych dwojga młodych.
    Masz do tego moralne prawo.
    Po prostu poważnie traktujesz Komunię dziecka, nie jako okazję do towarzyskiego spędu.
    Skutki będą dwa:
    1. Zostaniecie uznani za ortodoksów, co zresztą wcale nie jest uciążliwe. Pewnie już się o was tak mówi, bo to szkoła katolicka, specjalne nauki przedkomunijne,etc.
    Każdy ma prawo być ortodoksem.
    2. Mąż może do ciebie mieć ukryty żal za "rozbijanie" rodziny, za osłabienie więzi z bratem, za sianie fermentu.
    I tylko tym drugim bym się przejęła.
  • verdana 25.09.08, 15:49
    Dodam jeszcze, ze zal może miec dziecko, ktorego chrzestny nie
    zostanie zaproszony.
    Nie mowiąc o takim drobiazgu, ze sam pomysł, aby doroslemu dziecku
    zabraniać zyć na jego sposób, wydaje mi się źle wróżący na
    przyszłość. Trzeba probować wychowac dziecko tak, aby nie robilo
    rzeczy, ktore rodzice uznają za naganne. A potem- potem niczego juz
    zabronic nie mozna.
    No i zastanawiam się, czy jesli dziecko jednak zamieszka z kimś bez
    slubu, to czy Arwena zerwie z nim wszelkie kontakty na zawsze???
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • nati1011 25.09.08, 18:16
    verdana napisała:Trzeba probować wychowac dziecko tak, aby nie
    robilo
    > rzeczy, ktore rodzice uznają za naganne. A potem- potem niczego
    juz
    > zabronic nie mozna.

    Zabronić może nie, ale akteptować też nie muszę.

    > No i zastanawiam się, czy jesli dziecko jednak zamieszka z kimś
    bez
    > slubu, to czy Arwena zerwie z nim wszelkie kontakty na zawsze???

    Na pewno moje dziecko usłyszałoby, i to nie raz, ze nie akceptuję
    takiego postępowania. Sposób demonstracji tego niezadowolenia może
    być rózny - nie chcę tu snuć fantazji.
  • a_weasley 25.09.08, 18:41
    rycerzowa napisała:

    > Każdy ma prawo być ortodoksem.

    Byle nie chrześcijańskim, a już nie daj Prawo Człowieka katolickim sad

    > 2. Mąż może do ciebie mieć ukryty żal za
    > "rozbijanie" rodziny, za osłabienie więzi
    > z bratem, za sianie fermentu.
    > I tylko tym drugim bym się przejęła.

    3. Szansa, że brat z, nazwijmy ją tak dla dobra dyskusji, bratową uporządkują
    swoje życie, zmaleje zamiast wzrosnąć.
    I tym bym się przejął najbardziej.

    --
    Wigilia w Norze
  • otryt 25.09.08, 16:29
    Ja bym przebaczył komuś, kto by mnie odwiedził o 21.30. Moim
    zdaniem to naprawdę drobiazg. Tym bardziej, że tyle już lat minęło..
    Ludzie przebaczają sobie znacznie gorsze przewinienia. A co będzie,
    jak się kiedyś jednak pobiorą? Trudno będzie o bliskie stosunki, gdy
    wcześniej wiało aż takim chłodem. Nie pomoże nawet to, że zniknie
    główna przyczyna.
  • a_weasley 25.09.08, 16:33
    otryt napisał:

    > Ja bym przebaczył komuś, kto by mnie odwiedził
    > o 21.30. Moim zdaniem to naprawdę drobiazg.
    > Tym bardziej, że tyle już lat minęło..
    > Ludzie przebaczają sobie znacznie gorsze
    > przewinienia.

    Prawda? Do nas np. znajomy przyszedł kiedyś o 23:05.

    > A co będzie, jak się kiedyś jednak pobiorą?
    > Trudno będzie o bliskie stosunki, gdy wcześniej
    > wiało aż takim chłodem.

    Mój ojciec po pierwszym spotkaniu swojej narzeczonej z jego matką powiedział do
    tej pierwszej:
    - Kochanie, widzę, że miłości to między wami nie będzie. Ale _życzyłbym_sobie_,
    żeby wasze stosunki były przynajmniej poprawne.

    --
    Drzewo przydrożne nigdy nie atakuje samochodu pierwsze. Uderza tylko w samoobronie.
  • nati1011 25.09.08, 16:47
    a_weasley napisał:
    > Prawda? Do nas np. znajomy przyszedł kiedyś o 23:05.

    Mój maz miał kolegę, który regularnie odwiedzał nas po 22 i siedziął
    długo po północy - oczywiście niezapowiedziany. 2 pierwsze wizyty
    jeszcze zdzierżyłam, ale na kolejnych coraz ostentacyjniej
    szykowałam sie do snu. Nic nie działało. W końcu kazałam mężowi by
    mu powiedział, że jak chce się spotkać, to ma go zaprosić do siebie.
    Kolega był bardzo zdziwiony: no co ty? U mnie już wszyscy o tej
    porze śpią smile))
  • minerwamcg 25.09.08, 16:53
    >2 pierwsze wizyty
    > jeszcze zdzierżyłam, ale na kolejnych coraz ostentacyjniej
    > szykowałam sie do snu. Nic nie działało.

    A powiedziałaś przy tym "kochanie, chodź spać, bo nasz gość chce iść
    do domu"? smile))
    --
    Osoby mrowie a mrowie
  • otryt 25.09.08, 16:54
    Byłem wtedy kawalerem, co to nie ma pojęcia, jak wygląda życie
    rodziny mającej małe dziecko. Latałem jak wolny strzelec, co to ma
    dużo czasu, odwiedzałem różnych znajomych o różnych porach. Nie
    miałem zielonego pojęcia także o książeczkach dla dzieci. Gdy moja
    bratanica miała roczek kupiłem jej książeczkę z XIX wiecznymi
    wierszykami, z pseudopedagogicznym smrodkiem i dużą dozą
    okrucieństwa. Gdy dziecko ssało palec z wierszyka dowiadywało się,
    że do mieszkania zaraz wpadnie krawiec z nożycami i paluszki utnie,
    a gdy bawi się zapałkami wnet spali się żywcem w pożarze. Po 20
    latach bratanica powiedziała mi, że ta książeczka była koszmarem jej
    dzieciństwa. Zrobiło mi się ogromnie wstyd. Jednak przez cały ten
    czas aż do dziś dnia bardzo się lubimy. Musiała mi przebaczyć ten
    nietrafiony prezent.


    web.pertus.com.pl/~mysza/straszy.html

    O JULECZKU, CO MIAŁ ZWYCZAJ SSAĆ PALEC

    Ja wychodzę po ciasteczka-
    Rzekła Mama do Juleczka,
    Sprawiajże się tu przykładnie,
    Nie ssij palców, bo nieładnie,
    Bo kto palec w buzie tłoczy,
    Zaraz krawiec doń wyskoczy
    Z nożycami zły okrutnie
    I paluszki niemi utnie.

    Julek przyrzekł słuchać Mamy,
    Lecz nie wyszła jeszcze z bramy,
    A już nieposłuszny malec
    Myk do buzi duży palec!
    Wtem ktoś z trzaskiem drzwi otwiera,
    Wpada krawiec jak pantera
    I do Julka skoczy żywo.
    Nożycami w lewo, w prawo
    Uciął palec jeden drugi,
    Aż krew trysła we dwie strugi.
    Julek w krzyk, a krawiec rzecze:
    Tak z nieposłuszeństwa leczę!

    Wraca Mama, aj! Wstyd! Bieda!
    Juleczkowi ciastek nie da,
    Bo kto Mamy nie usłucha,
    Temu dosyć bułka sucha.

    Płacze Julek, żal niebodze,
    A paluszki na podłodze.



  • sulla 25.09.08, 17:23
    och, znam to, znam!
    ten wierszyk był tez koszmarem mojego dzieciństwa smile
    --
    su
  • otryt 25.09.08, 17:36
    A książeczka też od wujka, który nie ma dzieci?
  • sulla 25.09.08, 17:53
    Oj nawet nie pamiętam od kogo, pewnie wyparłam z pamięci jako zbyt traumatyczne
    przeżycie. W ogóle nie pamiętałam tego wierszyka dopóki go nie przypomniałeś, aż
    mnie dreszcz przeszedł...

    ale ja np. nie wiedząc onegdaj (całkiem niedawno zresztą) co opowiadać mojej
    świeżo urodzonej córeczce na dobranoc chciałam jej jakiś mit opowiedzieć (bom
    filolog klasyczny), i w połowie opowiadania o wojnie trojańskiej się
    zorientowałam, że ani to się dla dzieci nie nadaje, ani mitologia w ogóle smile
    --
    su
  • nati1011 25.09.08, 18:07
    no te obcięte paluszki to przesada, ale groźba spalenia czy
    niebezpieczeństow samotnych wypraw (zajrzałam do linka) miało na
    celu ustrzeżenie dzieci przed nieszcześciem. Moja koleżanka spaliła
    się bawiac się zapałkami. Moze gdyby znała ten wierszyk...
  • otryt 25.09.08, 18:25
    sulla napisała:

    >Oj nawet nie pamiętam od kogo, pewnie wyparłam z pamięci
    >jako zbyt traumatyczne przeżycie.

    Pamięć jest niezwykła. Podczas tej rozmowy przypomniałem sobie, że
    byłem takim samym dzieckiem jak moja bratanica i jak Ty zapewne. Gdy
    miałem 4-5 lat mieliśmy w domu rzutnik i przeźrocza w rolce: bajki
    dla dzieci, kilkanaście albo więcej obrazków z jakimś tekstem u
    dołu. Jedną z takich bajek byli „Krzyżacy”. Przerażeniem ogarniał
    mnie obrazek z okaleczonym Jurandem ze Spychowa. Zamykałem oczy i
    chciałem, aby przewijać ten slajd bez zatrzymywania się na nm. Też
    wyparłem ten obraz z pamięci, jednocześnie fundując podobne
    okropieństwa swojej bratanicy.

    >ale ja np. nie wiedząc onegdaj (całkiem niedawno zresztą) co
    >opowiadać mojej świeżo urodzonej córeczce na dobranoc chciałam jej
    >jakiś mit opowiedzieć (bom filolog klasyczny), i w połowie
    >opowiadania o wojnie trojańskiej się zorientowałam, że ani to się
    >dla dzieci nie nadaje, ani mitologia w ogóle smile

    Moje dzieci poznały mitologię głównie ze słuchowisk Polskiego Radia
    wg Nathaniela Hawthorna "Opowieści z zaczarowanego lasu". Staram się
    przypomnieć sobie, czy tam było coś strasznego? Opowiadań o zębach
    smoka i głowie meduzy moje dzieci rzeczywiście się bały.

    Pozdrawiam serdeczniesmile



  • sulla 25.09.08, 18:33
    no właśnie z mitologią ja mam ten problem, że ją znam głównie z Owidiusza, a nie
    z Parandowskiego, który jest wersją mocno ocenzurowaną i ugrzecznioną. i jak
    zaczęłam myśleć o rożnych mitach, które znam, to albo się zjadali, albo
    zabijali, albo języki ucinali, albo rozszarpywali...
    choć po prawdzie teraz sobie przypominam parę neutralnych mitów, np. o ukochanym
    Selene zamienionym w świerszcza... jak to czasem rozmowa potrafi rozjaśnić w
    głowie smile wielkie dzięki i pozdrawiam smile


    --
    su
  • mamalgosia 25.09.08, 21:18
    sulla napisała:
    ,jak to czasem rozmowa potrafi rozjaśnić w
    > głowie smile

    O, to to!!
    >
    >
  • a_weasley 25.09.08, 18:08
    otryt napisał:

    > a gdy bawi się zapałkami wnet spali się żywcem
    > w pożarze.

    Zwolennicy różnych debilizmów w dziedzinie ochrony dzieci przed rodzicami i
    obywateli przed nimi samymi powtarzają jak patefon:
    - Jeżeli dzięki temu uratuje się choć jedno dziecko...!
    No więc jeżeli dzięki tym wierszykom choć jedno dziecko nie spłonęło żywcem? Nie
    zaraziło się jakąś chorobą brudnych rąk zazwyczaj powodującą śmierć?

    --
    Drzewo przydrożne nigdy nie atakuje samochodu pierwsze. Uderza tylko w samoobronie.
  • minerwamcg 25.09.08, 18:14
    Tak, tyle, że wierszyk o zapałkach ma wcale niepostępowy morał:

    "Bo kara Boża kiedy swawola,
    Prześlicznej Kasi okrutna dola!" smile
    --
    Osoby mrowie a mrowie
  • anndelumester 26.09.08, 01:38
    Kto nie je zupy, ten umrzec musi !

    Toż to moj ulubiony zbiorek, a Michasiowa zupa jest utworem czesto
    cytowanym przy naszym stole..z resztą sporo cytatow weszlo do
    naszych grypsow rodzinnych smile))


    --
    Przyszłość jest nieprzewidywalna. Wiem tylko, że człowiek, by żyć
    sensownie dla samego siebie, musi myśleć więcej – tak, jak mówił
    Kant. Musi przekraczać to, co jest dokoła niego. Musi sięgać myślą
    dalej. To może być nieskoordynowane, niesprecyzowane, ale w tym
    umieszcza swoją nadzieję. Bez tego nie ma życia, więc to nie może
    być nic. Co to jest? Nie wiem. (Barbara Skarga)
  • magdalaena1977 25.09.08, 18:28
    arwena_11 napisała:

    > Ona nie jest żadna rodziną dla mnie.
    > Ani to żona ani narzeczona. Będzie nie ta to inna.
    > A mnie wycjowywano, że do rodziny to wprowadza się kogoś
    > dopiero po oficjalnych zaręczynach ( w sensie imprez rodzinnych z
    > babciami, ciotkami itd, bo przecież nie do własnego domu ).

    a czy zaprosiłabyś np. dziewczynę, z którą Twój szwagier się od kilku lat
    spotyka (ale nie mieszka i o ile wiesz nie współżyje), jeśli nie są zaręczeni ?


    --
    Magdalaena
  • arwena_11 26.09.08, 09:18
    Nie zaprosiłabym. Z prostego powiedu. To nie rodzina. Na
    uroczystości rodzinne ( komunia, chrzest ), zapraszam rodzinę i
    chrzestnych. No na komunię też zaprosze zaprzyjaźnionych znajomych z
    dziećmi ( ale to własnie robię dla syna, ktry chce ten dzień spędzić
    nie tylko "przy stole", ale też na zabawie z rówieśnikami, to będą
    wiec jego goście ). Na imprezy dzieciece ( imieniny, urodziny ), o
    ile nie robię w jakiejś sali zabaw, zapraszam głównie ( poza
    rodzicami i teściami ) ludzi z dziećmi. Bo to przeciez impreza dla
    dzieci a nie dla dorosych.
    --
    Marta
    Mama Danielka ( 16-11-2000 ) i Gabi ( 05-07-2002 )
    DZIECI ROCZNIK 2000
  • a_weasley 26.09.08, 10:24
    arwena_11 napisała:

    > chrzestnych. No na komunię też zaprosze zaprzyjaźnionych
    > znajomych z dziećmi

    Też im tak w akta parafialne zaglądasz jak szwagrowi?

    --
    Drzewo przydrożne nigdy nie atakuje samochodu pierwsze. Uderza tylko w samoobronie.
  • arwena_11 26.09.08, 10:30
    Nie muszę. Znamy się bardzo długo i wiemy o sobie wiele.
    --
    Marta
    Mama Danielka ( 16-11-2000 ) i Gabi ( 05-07-2002 )
    DZIECI ROCZNIK 2000
  • madziaq 26.09.08, 10:30
    Rozumiem, że dzieci bez wyjątku ochrzczone a rodzice praktykujący... Bo gdybyś
    pozwoliła swojemu dziecku bawić się z nieochrzczonym, to by znaczyło, że
    akceptujesz brak jego chrztu...
    --
    Nasz staż smile
  • arwena_11 26.09.08, 10:42
    No nie do końca tak jest. Jeżeli ktoś się deklaruje jako wierzący,
    bierze ślub w kościele, to uważam, że powinien zachowywać sie
    zgodnie z zasadami wiary. Inaczej to hipokryzja.

    A jak pisałam wcześniej, moja najbliższa przyjaciółka jest ateistką.
    Znamy sie ok 25 lat. Nie mam pojęcia, czy była chrzczona i u
    komunii, bo się wtedy nie znałyśmy, ale odkąd pamiętam, mówi że nie
    wierzy w Boga i konsekwentnie sie tego trzyma. Nie wzięła ślubu
    kościelnego, mimo nalegań teściowej "bo co ludzie powiedzą". Ona nie
    chciała robic farsy ze ślubu. I za to ją szanuję. Konsekwencją tego
    są nieochrzczone dzieci. Ale to nie jest moja sprawa, tylko jej.
    Na komunii syna nie będzie, ponieważ to uroczystość religijna.

    Gdyby szwagier zadeklarował sie jako niewierzący, to jego sprawa.
    Tylko że on jest hipokrytą. Łamie przykazania, ale uważa sie za
    wierzącego. I czy ja naprawdę muszę to tolerować?

    A co do tego czy moje dzieci bawią sie tylko z ochrzczonymi. Myślę
    ze tak. Ale to chyba konsekwencja wyboru szkoły. Chodzą do szkoły
    katolickiej, gdzi jednym z warunków przyjęcia, jest przedstawienia
    odpisu aktu chrztu. Na podwórko nie chodzą, bo po pierwsze nie mają
    gdzie ( przed domem parking ), po drugie brak czasu. Bawią sie
    głównie z dziećmi znajomych, lub kolegami ze szkoły ( wspólne
    wyjazdy rekolekcyjne, spotkania w domach ). tak wyszło. I chyba
    nienajgorzej.

    --
    Marta
    Mama Danielka ( 16-11-2000 ) i Gabi ( 05-07-2002 )
    DZIECI ROCZNIK 2000
  • pawlinka 26.09.08, 17:55
    Dużo tu, w tym wątku, emocji. Może gdyby chodziło o jakiegoś wujka
    Zenka, zwykłego z rodziny, byłoby spokojniej, bo to nie chrzestny?
  • ruda_kasia 26.09.08, 18:18
    Aha, a propos chrzestnych przypomniało mi się zdarzenie z mojego dzieciństwa.
    Moim chrzestnym został najlepszy przyjaciel mojego ojca. Wszyscy "letni"
    katolicy. Rodzina mojego ojca pobożna ale w sposób wiejsko-kościółkowy, rodzina
    mojej matki w sensie obrzędowości nawet bez sukcesów. Mój chrzestny do momentu
    mojej komunii zdążył zminić wyznanie i zostać Świadkiem Jehowy. I teaz tak -
    chyba dla nich wyzwaniem było uszanować, że mam komunię. Oczywiście nie byli w
    kościele, ale złożyli mi życzenia czekając pod kościołem. Chyba nie dali
    prezentu, bo zdaje się byłoby to sprzeczne z zasadami. Ale może i te nagięli - z
    Miłości jak dla mnie, do dziecka, które nie zrozumie i które z nimi jakoś
    związane zostało. I to jest dla mnie szczyt taktu. Na przyjęcie nie przyszli, no
    bo wiadomo. I dlatego uważam, ze nawet tak trudną "dpoktrynalenie" sytuację
    można rozegrać. NAsze rodziny potem nie utrzymywały kontaktów, ale zawsze jak
    spotykałam się z nimi gdzieś przypadkowo (żona "chrzestnego" przez czas jakiś
    miała zakład fryzjerski, strzygła mnie czasem), serdecznie rozmawialiśmy.
    Naprawdę więc wydaje mi się, że w różny sposób można manifestować swoją
    poprawność. I zostanie nam policzone, gdy nie zpomniły o człowieku, przez duże
    C, za którego nasz Zbawiciel dał się zabić.
  • alex05012000 26.09.08, 19:26
    wspaniałe świadectwo ruda-Kasiu!
    a tak a propos czy mozna na komunię nie zaprosić chrzestnych,
    jakiekolwiek animozje, spory czy inne problemy by nie były między
    nimi a rodzicami dzieka???
  • mader1 28.09.08, 21:15
    Arweno,
    jeszcze dziś chwilę Ci pomarudzę.
    Znowu uczestniczyłam we mszy z dobrym kazaniem to pewnie dlatego wink
    Zaprosiłabym ich oboje.
    Dla mszy św.
    Taka pierwszokomunijna msza św. jest bardzo wzruszająca... Pada wtedy wiele słów
    o odpowiedzialności, miłości Boga. Powracają wspomnienia z dzieciństwa. Widzi
    się dzieciaki przejęte, przyjmujące Jezusa.. widzi się rozrabiających urwisów,
    ale rozrabiajacych też z " pewną niesmiałością" smile)))))
    Myślę, że martwisz się o tych dwoje " nie twoich" dzieciaków, jakimi są szwagier
    z dziewczyną. Nie chcesz, by poprzez to, że będziesz udawała, że " nic się nie
    dzieje", całkiem się zagubili.
    Wiem, że to trudne,czasem, gdy nie ma okazji do porozmawiania, jest cienka
    granica między "nie potępianiem" a "pochwalaniem".
    Przyjęcie pierwszokomunijne nie musi być takim ostrym przejściem z sacrum do
    profanum... Często ostatnio zdarza się ( tak, w naszym otoczeniu to my
    zapoczątkowaliśmy smile))), że w czasie uroczystości gospodarze robią ukłon w
    stronę gości - znajdują lub proszą rodziców, ciocie o zdjecia komunijne jak
    najwiekszej ilości zgromadzonych osób. Przeglądają je potem i wspominają
    pierwsze komunie innych. Wspomnienia są bardzo zabawne, wesołe, ale i
    wzruszające. To jest dobry moment na refleksję o ślubie winki na pytanie, pytanie
    zadane życzliwie.
    Wiesz, pomyslałam sobie, że być może tej dziewczynie nie jest łatwo. Jej
    rodzice, być może nie tylko godzą się na wspólne zamieszkiwanie dzieci, może oni
    nawet to pochwalają ? Zobacz, ile trudniej sobie wtedy uporządkować życie.
    Nie bój się o swoją rodzinę. Jeżeli Wasza wiara jest silna, jeżeli się kochacie,
    jeżeli z Jezusem pokonujecie wszystkie przeciwności, nie zagrozi Wam przecież
    związek nieformalny wujka ? Wasz fundament jest mocny.
    Przeczytaj sobie Familiaris consortio, której fragment Ci zacytuję i przemysl to
    jeszcze raz. Masz sporo czasu. Nie oczekuję, że mi odpowiesz, ale przemysl, proszę.
    ( gdyby ci młodzi znaleźli się dziś ze mną na mszy, być może zastanowiliby się
    głęboko )

    "Jak przypomniał Synod, podejmując moje wezwanie wypowiedziane w Puebla,
    przyszłość ewangelizacji w dużej mierze zależy od Kościoła domowego124. To
    apostolskie posłannictwo rodziny jest zakorzenione w chrzcie świętym, a przez
    łaskę sakramentu małżeństwa otrzymuje nową moc dla przekazywania wiary, dla
    uświęcania i przemiany współczesnego społeczeństwa wedle zamysłu Bożego.

    Rodzina chrześcijańska, zwłaszcza dzisiaj, jest szczególnie powołana do
    świadczenia o przymierzu paschalnym Chrystusa poprzez ustawiczne promieniowanie
    radością miłowania i pewnością nadziei, z których ma zdać sprawę: „Rodzina
    chrześcijańska pełnym głosem oznajmia zarówno obecne cnoty Królestwa Bożego, jak
    i nadzieję błogosławionego życia”125.
    --
    Dopóki walczysz - jesteś zwycięzcą św. Augustyn
    Wychowanie w wierze
  • isma 29.09.08, 00:02
    Amen, madra kobieto, amen.

    A co do cienkiej granicy - no, wlasnie: w zyciu zazwyczaj ona bardzo cienka jest.
    Celem rozladowania atmosfery, anegdotke opowiem.

    Otoz kiedy w pewnej archidiecezji nastal nowy metropolita, to zaczal zwracac
    uwage personelowi pomocniczemu na wylaczanie niepotrzebnych swiatel w palacu
    arcybiskupim (poprzednik nie przywiazywal do tego najmniejszej wagi!). No i razu
    pewnego przypomnial tonem dosc kategorycznym jednemu z wieloletnch pracownikow,
    zeby swiatlo zgasil, ten zas odrzekl spokojnie: "Alez prosze ksiedza kardynala,
    zgasze, oczywiscie ze zgasze. Chcialbym tylko zauwazyc, ze pomiedzy
    oszczednoscia i skapstwem jest taka... taka bardzo cieniutka linia..."

    I tak sobie mysle, ze miedzy "trzymaniem sie swoich zasad", a okazywaniem
    niecheci blizniemu jest taka... taka bardzo cieniutka... wink)).

    --
    Is.
    kladka.blox.pl/html
  • arwena_11 30.09.08, 19:08
    Mader, dziękuję za wszystkie twoje wypowiedzi. Dają dużo do
    myslenia. Postaram sie dotrzeć do lektury, którą poleciłaś.
    Wiesz, jest mi strasznie ciężko, bo mimo wszystkich waszych
    wypowiedzi, nie umiem sie przekonać do tej dziewczyny. Dla mnie
    komunia, to uroczystość rodzinna. Poza rodziną, będzie tylko jedna
    moja przyjaciółka z dziećmi i mężem ( ale oni są chrzestnymi mojej
    Gabi ). A ta dziewczyna, nie jest dla mnie rodziną. Nie utrzymujemy
    ze sobą kontaktów "rodzinnych". Dla mnie to obca osoba. Jak pisałam
    wcześniej, widziałam ją dwa razy w życiu na oczy, i oba nie wypadły
    dobrze. Na szczęście mam jeszcze troche czasu, więc mam nadzieję, że
    jakoś to się wszystko rozwiąże. Zobaczymy.

    --
    Marta
    Mama Danielka ( 16-11-2000 ) i Gabi ( 05-07-2002 )
    DZIECI ROCZNIK 2000
  • mader1 30.09.08, 19:15
    Wiesz, pomyśl tylko o tym proszę , masz sporo czasu smile
    --
    Dopóki walczysz - jesteś zwycięzcą św. Augustyn
    Wychowanie w wierze
  • arwena_11 30.09.08, 19:25
    Mader, pomyślę na pewno. Cały czas to robie. Co ciekawe, to nawet
    się już zastanawiałam, ( na razie czysto hipotetycznie ), jak
    wyjść "z twarzą", jeżeli zmienie zdanie. W końcu już mężowi
    powiedziałam, jakie mam zdanie i on miał sprawę załatwić z bratem.
    Jak pisałam wcześniej duma, to chyba najtrudniejsza do przełknięcia
    moja wada.

    Jak będziesz się modliła, wspomnij może o mnie. Ja co wieczór proszę
    Jezusa Miłosiernego o łaskę rozwiązania moich problemów. Również,
    świętą Faustynę ( która jest mi wyjątkowo bliska i mam u niej
    podobno 'wielkie łaski" )prosze o wstawiennictwo. Do tej pory zawsze
    mi pomagała, choć musze przyznać, że nie zawsze moje wyobrażenia o
    rozwiązaniu sprawy były takie jak wyszło potem.
    --
    Marta
    Mama Danielka ( 16-11-2000 ) i Gabi ( 05-07-2002 )
    DZIECI ROCZNIK 2000
  • mader1 30.09.08, 20:08
    W końcu już mężowi
    > powiedziałam, jakie mam zdanie i on miał sprawę załatwić z bratem.
    > Jak pisałam wcześniej duma, to chyba najtrudniejsza do przełknięcia
    > moja wada.

    Wiesz smile możesz powiedzieć mężowi, że jeżeli jeszcze o tym nie rozmawiał, żeby
    się wstrzymał, bo jeszcze się modlisz i myślisz.I inni modlą się w Twojej intencji.
    Jak jeszcze nie rozmawiał, będzie Ci wdzięczny smile

    Znam taką dumę... Jeżeli w ciągu miesiąca, dwóch ( a to i tak będzie sporo czasu
    do samej komunii) uznasz, że " nie możesz", powiesz, że się starałaś, ale " nie
    możesz".
    Natomiast, jeżeli jednak, po poczytaniu, po modlitwie, uznasz, że jesteście na
    tyle silni, żeby promieniować, a nie wycofywać się. Że stoicie na skale - wiesz,
    to wielka rzecz takie katechezy, uczestniczenie w nich całej rodziny, to wielka
    łaska i jeżeli swojemu mężowi powiesz, że zmieniłaś zdanie, ale nie "bo tak",
    tylko podasz argumenty, ON NAJPIERW SIE BARDZO ZDZIWI, a potem może z podziwu
    zaniemówi.
    Trudno jest zmienić zdanie, ale jak się ma ku temu powody i się je zmieni,
    człowiek może być z siebie dumny, że miał odwagę smile
    To może Was bardzo wzmocnić smile
    --
    Dopóki walczysz - jesteś zwycięzcą św. Augustyn
    Wychowanie w wierze
  • arwena_11 30.09.08, 21:13
    Wiesz co Mader, dyskusja się toczy długo, wiele osób się do niej
    włączyło, ale chyba tylko twoje słowa, w jakiś sposób do mnie
    przemówiły, że zaczęłam się zastanawiać nad zmianą decyzji. I to
    chyba głównie Twój ostatni cytat. Naprawde muszę poszukać tej
    lektury, w końcu długie wieczory zimowe przede mną, więc mam
    nadzieję, że znajdę czas na przeczytanie w skupieniu. Tylko od razu
    zaznaczam, że jak będę miała jakieś pytania czy wątpliwości, to bedę
    Was na forum zadręczała z "tłumaczeniami". Bo ja lubię rozumieć co
    czytamsmile.

    Mam nadzieję też, że wesprzecie mnie modlitwą przez ten rok. Rok to
    w sumie całkiem długi czas na zajrzenie w siebie i w swoją wiarę.
    --
    Marta
    Mama Danielka ( 16-11-2000 ) i Gabi ( 05-07-2002 )
    DZIECI ROCZNIK 2000
  • mader1 30.09.08, 21:18
    masz moją modlitwę smile
    powodzenia i szczęść Boże w podejmowaniu decyzji smile
    --
    Dopóki walczysz - jesteś zwycięzcą św. Augustyn
    Wychowanie w wierze
  • akado 02.10.08, 21:29

    Arwena robisz z igły widły i tyle. Ja wogóle w tej sytuacji problemu nie widzę.

    1)Rozumiem, że Ci szwagier i jego dziewczyna podpadli ale czowiekowi należy dawać szansę - nie tylko jedną (wszak tak głosi Biblia przypomnij sobie). Ty też daj szansę - i szwagrowi i tej dziewczynie.
    2)To czy przystąpią do Komunii czy nie, wogóle nie jest Twoją sprawą - a sprawą między nimi a Bogiem.
    3)Zaproszenie - to oczywiste że powinnaś zaprosić ich oboje, gdyż są parą. Być może szwagier pomimo zaproszenia ich obojga przyjdzie i tak sam, tego nie wiesz. A jak przyjdą we dwójkę to co Ci to szkodzi? Teraz wiele osób żyje w konkubinacie - tak już jest, nic na to nie poradzisz. Gdyby Twój brat miał konkubinę to nie zapraszałabyś jej na urodzinne uroczystości razem z nim???
    4)Dziwię się że argumentujesz że "nie masz o czym rozmawiać" z tą dziewczyną - ten argument jest po prostu śmieszny! A jakbyś miała 8 lat młodszą siostrę to też nie byłoby o czym z nią rozmawiać???
    5)Kwestia mówienia "ciociu" - ja tu jestem dużo bardziej elastyczna, dziewczyno sama sobie robisz problemy.
  • mama_kasia 02.10.08, 22:25
    > 3)Zaproszenie - to oczywiste że powinnaś zaprosić ich oboje, gdyż są parą. Być
    > może szwagier pomimo zaproszenia ich obojga przyjdzie i tak sam, tego nie wiesz
    > . A jak przyjdą we dwójkę to co Ci to szkodzi? Teraz wiele osób żyje w konkubin
    > acie - tak już jest, nic na to nie poradzisz.

    Skoro dziewczyna pyta, to nie jest to wszystko dla niej
    oczywiste smile A to, że wiele osob żyje w konkubinacie też
    nie ma nic do rzeczy.
  • a_weasley 02.10.08, 22:33
    No proszę. Wychodzi na to, że będę teraz mówił za Arweną.
    Jest to wielki sukces Akado, która napisała:

    > Arwena robisz z igły widły i tyle. Ja wogóle
    > w tej sytuacji problemu nie widzę

    Jednakowoż drugie zdanie nijak nie uzasadnia pierwszego...

    > 1)Rozumiem, że Ci szwagier i jego dziewczyna
    > podpadli ale czowiekowi należy dawać szansę
    > - nie tylko jedną (wszak tak głosi Biblia
    > przypomnij sobie).

    Biblię tu wszyscy, a przynajmniej prawie wszyscy znają dosyć dobrze. Jezus kazał
    nam wszystkich kochać, ale nie kazał nam wszystkich lubić.

    > 2)To czy przystąpią do Komunii czy nie, w ogóle
    > nie jest Twoją sprawą - a sprawą między nimi
    > a Bogiem.

    Natomiast to, czy przystąpi, czy nie przystąpi do komunii na ważnej uroczystości
    religijnej człowiek, który powinien być przykładem życia religijnego dla dziecka
    Arweny, jak najbardziej Arwenę ma powody obchodzić.

    > 3)Zaproszenie - to oczywiste że powinnaś zaprosić
    > ich oboje, gdyż są parą.

    Wiesz, dla kogoś może być oczywiste, że powinna zaprosić szwagra z jego
    chłopakiem, gdyż są parą.

    > A jak przyjdą we dwójkę to co Ci to szkodzi?

    Wiele można Arwenie zarzucić, ale jednego nie: że nie wyjaśniła wyczerpująco
    swojego stanowiska. W związku z tym po prostu przeczytaj jej poprzednie notki.

    > Teraz wiele osób żyje w konkubinacie - tak już jest, > nic na to nie
    poradzisz. Gdyby Twój brat miał
    > konkubinę to nie zapraszałabyś jej na urodzinne
    > uroczystości razem z nim?

    Trudno mi odpowiadać za Arwenę, ale skoro oczekuje tego od męża, to domniemywam,
    że istotnie nie.

    > 5)Kwestia mówienia "ciociu" - ja tu jestem
    > dużo bardziej elastyczna,

    I to nie jest kompletnie żaden argument.
    Też się wychowałem w domu, w którym wujkami i ciociami byli krewni i powinowaci
    rodziców oraz ojcowie chrzestni i ich żony (matki chrzestne tak się złożyło, że
    były "ciociami krwi").
    Zapraszanie razem, zgoda (przy takich obyczajach) na ciotkowanie itp. oznacza
    uznanie takiego związku za równy małżeństwu, jeśli nie de iure, to przynajmniej
    de facto. Ja się z Arweną nie zgadzam i dałem temu wyraz w dość ostrych słowach,
    ale jej stanowisko jest spójne i konsekwentne.
  • akado 03.10.08, 23:58
    smile No ale jeżeli Arwena się zdecydowała na takiego właśnie chrzestnego swojego dziecka "z którego nie wiadomo było co wyrośnie" - to teraz ponosi konsekwencje swoich własnych decyzji. Słowo się rzekło - kobyłka u płota...Chrzestny jest jaki jest i kwestia czy on przystąpi do Komunii czy też nie, jest poza Arweną, ona po prostu nie ma na to żadnego wpływu. Nawet jakby był po ślubie kościelnym ale był powiedzmy "średnio-wierzący"to wcale nie musiałby iść do Komunii - to żaden jego obowiązek a wolny wybór czowieka i jego sumienia czy się idzie do spowiedzi czy nie.
    I co z tego że bardzo jej na tym zależy? To jest poza nią. Poza tym nadal nie rzumiem czemu tak jej na tym zależy - przeciez do Komunii pójdzie również najbliższa rodzina - Arwena, mąż, dziadkowie - i się będą modlić za to dziecko. Jakie znaczenie ma tu chrzestny? To tylko świadek na chrzcie, nic więcej.
  • arwena_11 04.10.08, 12:53
    Akado, jakbyś przyczytała cały wątek dokładnie, to byś wiedziała, że
    nie miałam właściwie wpływu na wybór chrzestnego. Musiałam sie
    zgodzić, inaczej Daniel mógłby być do tej pory nieochrzczony, albo
    bym poszła "na noże" z rodziną męża.
    Masz racje nie mam wpływu, czy chrzestny pójdzie do komunii czy
    nie. Tylko że to ważna uroczystość religijna i w sumie powinien. Ale
    może lepiej jak nie podejdzie, bo inaczej musiałby skłamać przy
    spowiedzi, albo jakoś oszukać, więc i tak byłaby nieważna. I tu
    akurat mam stanowisko jasne. Nie przyjmuje się komunii, jak się
    dawno nie było u spowiedzi.

    Dziewczyna, jak pisałam nie jest dla mnie rodziną. To samo
    dotyczyłoby mojego rodzeństwa, czy rodziny. Nie mam rodzeństwa, ale
    mój siostrzeniec, podobno ma zamieszkać z jakąś dziewczyną. Jest
    młodszy od szwagra o jakieś dwa lata. Nie wiem tego na pewno ( takie
    przebąkiwania pod nosem tylko słyszałam ), ale nawet jak zamieszka,
    to ona nie będzie u nas przyjmowana. I co lepsze, nikt tego z mojej
    rodziny nie oczekuje. Dziewczyna, nie bedzie przychodzić na imprezy
    rodzinne do mojej cioci ( babcia siostrzeńca ), do jego rodziców
    itd. I jakoś nikt z tego afery nie robi.
    --
    Marta
    Mama Danielka ( 16-11-2000 ) i Gabi ( 05-07-2002 )
    DZIECI ROCZNIK 2000

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.