Dodaj do ulubionych

Nigdy bym na to mojemu synowi nie pozwoliła !

25.09.08, 19:24
w innym wątku padło to zdanie...
Mam dzieci w różnym wieku, co jest bardzo... miłe... ale pozwala mi dostrzec
pewne komplikacje, więc świetnie nadaję się do tego forum, gdzie podobno nie
sposób otrzymać prostą odpowiedź wink)))
Staram się tak wychować dzieci, żeby czegoś, co dla mnie nie do pomyślenia,
nie zrobiły.
We wczesnym dzieciństwie prośbą lub groźbą albo czasowym przytrzymaniem łapek,
mogę synowi czy córce " nie pozwolić"...
Ale... generalnie dobrze jest wytłumaczyć, jeżeli może już zrozumieć, bo jest
coraz starsze i coraz bardziej samodzielne.
Dać dobry przykład mogę... ale jak zabronić ?
Nie chciałabym, żeby któraś z moich córek czy mój syn mieszkali z chłopakiem/
dziewczyną bez ślubu czy nawet bez wspólnego mieszkania współżyli przed
ślubem... Staram się im to wytłumaczyć.
Ale... jak mogłabym " nie pozwolić" ? No oczywiście, mogę powiedzieć swoje
zdanie, wyrazić dezaprobatę, ale poza tym, co ?
--
Dopóki walczysz - jesteś zwycięzcą św. Augustyn
Wychowanie w wierze
Edytor zaawansowany
  • verdana 25.09.08, 19:33
    Nigdy bym nie pozwoliła - to dotyczy małego dziecka. Nie pozwalałam
    ogladac niektorych programów, nie pozwolilam kupic 7-latkowi
    bluzeczki reklamujacej papierosy.
    Natomiast, jako matka dwojga doroslych dzieci po prostu nie
    wyobrazam sobie ani technicznie, ani moralnie sytuacji, gdy nie
    pozwalam im na coś, bo mi się nie podoba. Moge dyskretnie
    powiedzieć "wiesz, moim zdaniem...", ale tyle i tylko tyle.
    Wyobrazam sobie sytuację, ze ktores z doroslych dzieci dokonuje
    wyboru, ktory jest az tak nie do przyjecia, ze zrywam kontakty, ale
    to musialby byc wybór ciężko krzywdzacy inna osobę, nic innego do
    glowy mi nie wpada.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • arwena_11 25.09.08, 19:57
    Można powiedzieć, że sie nie podoba, nie dać przyzwolenia. A więc
    właśnie nie przyjmowac w domu.
    Poza tym ważnym aspektem jest chyba samodzielność. Bo jak są na tyle
    dorośli aby mieszkać razem, to niech wynajmą sobie mieszkanie, idą
    do pracy itd. a nie wyciągają rekę do rodziców.
    Mojej mamy znajoma, wybudowała sobie domek na działce pod Warszawą.
    W mieszkaniu w Warszawie mieszkała jej studiująca córka. Znajoma
    płaciła czynsz, dawała na jedzenie itd. Pewnego pieknego dnia, córka
    oznajmiła, że zamieszka z chłopakiem. No i się zaczęlo. Plan ogólnie
    mieli sprytnysmile. Mama płaci czynsz, daje papu ( podobnie jak jego
    rodzice ), a oni bawią sie "w dom". No i wielkie zdziwienie było,
    gdy onazało się, że tak cudownie nie będzie, bo mama się nie zgadza
    na "zalegalizowane kurestwo" ( sory za wyrażenie, ale to są słowa
    znajomej mojej mamy). Powiedziała im, że jak chcą razem mieszkać, to
    ona im wynajmie to mieszkanie za kwotę X, nie da ani grosza na
    jedzenie i inne potrzeby. Niech sobie zapracują. No i co sie
    okazało? Nagle świat przestał być taki różowy. Studia, praca,
    obowiązki domowe ( no bo trzeba było samemu poprać, )to nie
    sielanka. Szybko przestali być dorośli i po miesiącu potulnie
    wrócili do poprzednich warunków. Kilka lat później wzięli ślub, ale
    byli po studiach, mieli pracę.

    Dlatego myślę, że dorosłemu dziecku, też można "zabronić", a jak sie
    nie posłucha, to musi ponieść konsekwencje swoich czynów. Jak każdy
    dorosły człowiek. Nie można być dorosłym do jednych rzeczy a
    dzieckiem w innych.
    --
    Marta
    Mama Danielka ( 16-11-2000 ) i Gabi ( 05-07-2002 )
    DZIECI ROCZNIK 2000
  • nati1011 25.09.08, 20:04
    o właśnie.

    Zamknąc w domu nie zamknę, ale na pewno odmówiłabym finansowania
    zwiazku na kocią łapę. Chcą być samodzielni i dorośli - to na swoją
    odpowiedzialność.
  • verdana 25.09.08, 20:06
    No, przepraszam bardzo.
    Doroslemu człowiekowi nie można "zabronić", tylko można najwyzej - i
    slusznie- nie finansować tego, co uwazamy za niesłuszne. Czy
    powiedzieć "mnie się to nie podoba".
    Z tym, ze trzeba pamiętać, ze dorosły czlowiek nie powinien sluchać
    mamusi. Jesli wychowamy dziecko tak, ze w doroslym życiu będzie bało
    się zrobić coś co nam nie odpowiada, to nigdy nie wychowamy
    prawdziwie odpowiedzialnego doroslego, czlowieka ktory dobrze pelni
    rolę małzonka i rodzica. Pozostanie dzieckiem na zawsze.
    Człowiek dorosly, jak glosi doskonaa definicja, to ten co robi cos i
    nie mysli "co powie na to mama".
    Poaz tym rozumiem, ze pewnych rzeczy tolerować nie mozna, ale bardzo
    nie lubię sterowania ludźmi przy pomocy pieniedzy. A bardziej niz
    spanie z ukochanym bez ślubu oburza mnie matka, mowiaca o corce,
    ktora spi z wlasnym chłopakiem "kurwa". Bez porownania bardziej.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • nati1011 25.09.08, 20:14
    verdana napisała:
    A bardziej niz
    > spanie z ukochanym bez ślubu oburza mnie matka, mowiaca o corce,
    > ktora spi z wlasnym chłopakiem "kurwa". Bez porownania bardziej.

    padło słowo "kurestwo" a nie kurwa - to jednak znaczna róznica.

    Osoba współżyjąca poza małżeństwem jest cudzołożnikiem. Więc
    uprawnione jest stwierdzenie, ze jest to cudzołóstwo. Kurestwo to
    zbyt mocne słowo.

    > Człowiek dorosly, jak glosi doskonaa definicja, to ten co robi cos
    i
    > nie mysli "co powie na to mama".

    Tu się mylisz. Człowiek dorosły nie może robić co mu się chce. Musi
    myśleć co powie nie tylko mama, ale małżonek, dziecko, sąsiad.... A
    jeżlei robi coś czego wstydzi sie przed matką, to może po prostu źle
    robi... może
  • verdana 25.09.08, 20:17
    Co robi dziewczyna uprawiajaca kurewstwo???
    Człowiek dorosły ma się kierować tym, co uwaza za słuszne, o czym
    jest głęboko przekonany - ma sie kierować własnym sumieniem, ew.
    wlasną wiarą, a nie opinią ludzką. Jesli to, co robi jest zgodne z
    jego przekonaniami i sumieniem, a niezgodne z opinią mamusi, to na
    pewno nie powinien kierowac się tą ostatnią.

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • dominikjandomin 26.09.08, 13:24
    verdana napisała:

    > Co robi dziewczyna uprawiajaca kurewstwo???

    Świadczy za pieniądze (lub inne dobra, niekoniecznie materialne) usługi seksualne.

    Spanie z chłopakiem na ogół się w tym nie mieści, tu masz całkowitą rację.
  • a_weasley 26.09.08, 14:50
    dominikjandomin napisał:

    > verdana napisała:

    >> Co robi dziewczyna uprawiajaca kurewstwo???

    > Świadczy za pieniądze (lub inne dobra,
    > niekoniecznie materialne) usługi seksualne.

    Wydaje mi się to zbyt wąską definicją. Wymiana informacji genetycznej z często
    zmienianymi partnerami dla przyjemności, czyli tzw. seks bez zobowiązań, w mojej
    definicji k****stwa mieści się jak najbardziej.

    --
    Drzewo przydrożne nigdy nie atakuje samochodu pierwsze. Uderza tylko w samoobronie.
  • verdana 26.09.08, 14:55
    Ale seks z jednym partnerem, przez wiele lat chyba sie jednak nie
    kwalifikuje. No, chyba że to sponsoring.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • mamalgosia 25.09.08, 21:10
    czy tu nie ma żadnej cenzury, że "kurwa" przechodzi?smile)
  • mader1 26.09.08, 08:12
    no od tych czasów

    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16182&w=66514423&a=66573882
    są pewne postępy smile)))))
    Ale co dziwnego... myślałaś, że pisząc na TYM forum to słowo, samo jego użycie
    czyni Cię najgorszą , a gdy wpiszesz je w wyszukiwarkę, na początku listy są
    dwie moderatorki smile))))
    --
    Dopóki walczysz - jesteś zwycięzcą św. Augustyn
    Wychowanie w wierze
  • mamalgosia 26.09.08, 09:41
    mader, nie żyjesz!
  • mader1 26.09.08, 09:49
    mamalgosia napisała:

    > mader, nie żyjesz!

    jej ! Ty to napisałaś poważnie. Już się boję, ale załóżmy osobny wątek na ten
    temat smile))))
    --
    Dopóki walczysz - jesteś zwycięzcą św. Augustyn
    Wychowanie w wierze
  • nati1011 26.09.08, 09:54
    ej dziewczyny wyhamujcie. Dzisiaj piątek, dzień pokutny, a ja przez
    was od rana boki zrywam. Winnyścnie dziś grzechów cudzych w postaci
    nie zachowania powagi dnia wink)))
  • mamalgosia 26.09.08, 09:58
    A myśmy sobie z Chłopcami w samochodzie śpiewali:
    Jutro sobota - nie trzeba iść do szkoły!
    Jutro sobota - nie trzeba isć do pracy!
    Jutro sobota - nie trzeba isć do przedszkola!

    Wiem, że tekst wielce skomplikowany, ale jaki miły sercu.
    Niestety u nas w szkole dziś ostatni dzień skróconych lekcjisad
    koniec laby
  • mamalgosia 26.09.08, 09:56
    Nie, nie zakładaj osobnego wątku, bo wiesz, że wtedy sprawa
    rozejdzie się po kościachsmile))
  • anndelumester 25.09.08, 22:52

    > Z tym, ze trzeba pamiętać, ze dorosły czlowiek nie powinien
    sluchać
    > mamusi. Jesli wychowamy dziecko tak, ze w doroslym życiu będzie
    bało
    > się zrobić coś co nam nie odpowiada, to nigdy nie wychowamy
    > prawdziwie odpowiedzialnego doroslego, czlowieka ktory dobrze
    pelni
    > rolę małzonka i rodzica. Pozostanie dzieckiem na zawsze.
    > Człowiek dorosly, jak glosi doskonaa definicja, to ten co robi cos
    i
    > nie mysli "co powie na to mama".
    Święte słowa.
    To jest najwieksza krzywda jaka mozna zrobić swojemu dziecku - nie
    dac mu się uczyć na blędach i nie pozwolic dorosnąć.


    --
    Przyszłość jest nieprzewidywalna. Wiem tylko, że człowiek, by żyć
    sensownie dla samego siebie, musi myśleć więcej – tak, jak mówił
    Kant. Musi przekraczać to, co jest dokoła niego. Musi sięgać myślą
    dalej. To może być nieskoordynowane, niesprecyzowane, ale w tym
    umieszcza swoją nadzieję. Bez tego nie ma życia, więc to nie może
    być nic. Co to jest? Nie wiem. (Barbara Skarga)
  • mader1 25.09.08, 20:17
    To jest dla mnie oczywiste, że mówię otwarcie, starając się... chyba... nie
    ranić... czego nie akceptuję. Zresztą chyba w normalnych rodzinach tzn. takich,
    w których się rozmawia, dla dzieci jest jasne, co dla rodziców jest grzechem,
    złem...
    Chciałabym potrafić przekonać moje dzieci, że coś jest dla katolika "złe" i to
    więcej niż, że mi się nie podoba, to jest " złe" bo jest " grzechem" z całą jego
    konsekwencją.
    No i oczywiście nie zamierzałabym finansować czegoś, co jest złe...
    To oczywiste, tego nie muszę robić, tu zgoda.
    Ale dorosły sam podejmuje decyzje.

    --
    Dopóki walczysz - jesteś zwycięzcą św. Augustyn
    Wychowanie w wierze
  • decylia 25.09.08, 19:50
    Sama jestem w wieku licealno - studenckim, więc mogę powiedzieć, jak to wygląda
    z "młodzieżowej" perspektywy.
    Wielu rodziców deklaruje "nigdy bym nie pozwoliła".
    A potem wychodzą do pracy na 8(+n) lub więcej godzin i zostawiają nastoletnie
    dziecko sam na sam z czterema ścianami. Potem brakuje im czasu na zwykłą
    rozmowę. I nadal deklarują, że zabraniają (!) swojemu dziecku współżyć
    seksualnie z chłopakiem/dziewczyną.
    Na ile to pomaga?
    No cóż, niewiele...
    Jedna dziewczyna od ponad pół roku współżyje ze swoim chłopakiem, co
    śmieszniejsze rodzice byli w pokoju obok... A teraz, razem z córką podejmują
    decyzje o jej przyszłości zabraniając zdawać na wymarzony kierunek studiów.
    Uciekają się, do rozmów z nauczycielami, żeby zabronili jej zdawać maturę z
    przedmiotów potrzebnych na ten kierunek. To jest FARSA!
    Więcej zrobiliby, gdyby z nią porozmawiali, niż zabraniając jej cokolwiek.
  • otryt 25.09.08, 20:16
    decylia napisała:

    >Jedna dziewczyna od ponad pół roku współżyje ze swoim chłopakiem, co
    >śmieszniejsze rodzice byli w pokoju obok...

    Rodzice są jak nietoperze! Niedowidzą, niedosłysza a wszystkiego sie
    czepiają. - Dowcip sprawdza się co do joty!
  • otryt 25.09.08, 20:19
    Nie bądźmy nietoperzamismile
  • mader1 25.09.08, 20:19
    Spali wink
    --
    Dopóki walczysz - jesteś zwycięzcą św. Augustyn
    Wychowanie w wierze
  • mamalgosia 25.09.08, 21:12
    albo pisali na forum WwW
  • mader1 25.09.08, 21:16
    chyba nie, bo niewierzący są smile))))))) choć... są u nas niewierzący wink
    --
    Dopóki walczysz - jesteś zwycięzcą św. Augustyn
    Wychowanie w wierze
  • mamalgosia 25.09.08, 21:11
    Nie lubię pisać o właśnej sferze seksualnej, ale wyznam, że ja do
    dziś nie odważyłabym się współżyć, gdyby rodzice byli w pokoju oboksmile
  • sion2 25.09.08, 21:20
    twoje wpisy i wątki wywołuja u mnie szeroki usmiech a nawet smiech
    (zyczliwy) baaaaardzo czesto wiec BLAGAM nigdy juz nie odchodz z
    forum!
    --
    Uroczysta Wiki
    13 miesięcy
  • mamalgosia 25.09.08, 21:25
    Sion, nawet nie wiesz, jak mnie ucieszyły Twoje słowasmile))


    P.S. Ja znowu lecę trzeci antyb na gardło, masz jakiś lepszy sposób?
    Pokonali Twoje?
  • sion2 25.09.08, 21:47
    nie pokonali, czekam na wynik wymazu teraz, ciagle troche
    temperatury i strach ze nie bedzie operacji w terminie pozwalajacym
    jeszcze cos z mojej nogi dobrego wycisnac...
    --
    Uroczysta Wiki
    13 miesięcy
  • mamalgosia 26.09.08, 09:45
    No patrz... sad U mnie wymaz wyszedł ok, ale to wymaz z migdałków, a
    ja to mam głębiej. Ciekawe, że po antybiotyku przechodzi - np na 3
    dni.
    Bardzo Cię proszę, jak Ci coś wymyślą, to zapodaj mi ten sposób.
    Oczywiście z bolącym gardłem można żyć (mnie - w przeciwieństwie do
    Ciebie - nic poza tym nie jest), ale trochę mnie to denerwuje, już
    ponad pół roku.
    Acha, ja byłam krojona z takim gardłem i nic się złego nie stało.
  • direta 26.09.08, 12:11
    Mamałgosiu a próbowałas Citrosept?
    Czasem działa. Zwłaszcza jesli nie stosujesz za często.
    ja mam w historii choroby mojego dizecka sytuację gdy nie zadziałał antybiotyk
    a mi nie chciało się iśc po kolejny i spróbowałam citrosept. I pomogło
    nadspodziewanie szybko.
    --
    No co jest?!
    mam ci paznokciepoobgryzać?
  • mamalgosia 26.09.08, 13:28
    Pożarłam jakieś 15 różnych bezreceptowych środków (zanim dostałam
    antybiotyki, w przerwach, po, szkoda gadać), ale citroseptu nie!
    Przejdę sie dzisiaj do apteki, zobaczę ile to kosztuje. Skoro tak
    mówisz, to warto spróbować
  • mamalgosia 26.09.08, 21:57
    Poczytałam ulotkę - co prawda nic tam o gardle i tak jakoś opis w
    ogóle nie pasuje, ale postanowiłam Ci zaufaćsmile Kupione kropelki,
    które należy rozpuścić w płynie - najlepiej w soku owocowym lub...
    herbacie z melisysmile
  • direta 27.09.08, 10:37
    mamalgosia napisała:

    > Poczytałam ulotkę - co prawda nic tam o gardle i tak jakoś opis w
    > ogóle nie pasuje, ale postanowiłam Ci zaufaćsmile Kupione kropelki,
    > które należy rozpuścić w płynie - najlepiej w soku owocowym lub...
    > herbacie z melisysmile

    Ja robie tak: Parzę mocną herbatę miętową (moze być tez septosan lub melisa,
    choć melisa chyba najsłabiej maskuje smak, albo herbata ziołowa zawierajaca
    miętę i tymianek. Zwykla herbatka miętowa wystarczy) ja parzę torebkę na pół
    szklanki ale może być torebka na niepełną szklankę (jak jest mniej a ktoś nie
    przepada za ziołowymi to szybciej wypije, nie zdąży mi nie smakować).
    Przykrywam czymś żeby się dobrze zaparzyła i czekam aż lekko ostygnie (do
    temperatury jaką lubię pić, ja piję mocno ciepłą ale nie gorącą i takąż daję
    dziecku). Do takiej podstudzonej wkraplam na oko, zależnie od tego komu i na co,
    ok 10 kropli (jak dorosły i bardziej chory to wiecej jak dziecko to ciut mniej,
    ale mój spokojnie te 10 a nawet 15 kropli wypije) biorę łyżeczkę miodu, mieszam
    aż miód się rozpuści i daję do wypicia duszkiem.
    Dla siebie to robię nawet bez miodu, jak się spieszę chociaż z miodem moim
    zdaniem lepsze i dodatkowo działa zdrowotnie. Chyba że ktoś uczulony.
    Co do soku owocowego, to nie każdy może być. Dobry jest pomarańczowy i wszystkie
    mające jako bazę sok z pomaranczy (sok 100%, nie napój! tej pomaranczy ma byc
    sporo a nie rozcienczona)
    Z jabłkowym jest potwornie gorzkie. Z grejpfrutowym - dla koneserów. smile Ja
    lubię, ale nie kazdemu to pasuje.
    Na gardło polecałabym Ci jeszcze do tego pić mielone siemię lniane - można
    dostac w aptece. Działa osłaniająco na podrażnione gardło.

    napisz czy u Ciebie Citrosept zadziałał.Z moich obserwacji wynika, że najlepsze
    efekty daje u ludzi ktorzy go wcześniej nie stosowali lub stosowali dawno temu.
    Potem organizm się przyzwyczaja. No i zdarzają sie osoby uczulone.

    --
    No co jest?!
    mam ci paznokciepoobgryzać?
  • mamalgosia 27.09.08, 11:35
    A to z tą melisą i sokiem chodzi tylko o to, by zamskować smak??? To
    dla mnie to nie ma znaczenia, lubię gorzkie rzeczy. myślałam, że o
    jakieś reakcje między składnikami (korzystne) chodzi.
    Oczywiście poinformuję Cię. na razie wypiłam wczoraj wieczorem i
    dzisiaj rano. 15 i 16 kropli. Gardło boli bzsmile ale może za szybko
    jeszcze na efekty
  • nati1011 25.09.08, 21:29
    mamalgosia napisała:

    > Nie lubię pisać o właśnej sferze seksualnej, ale wyznam, że ja do
    > dziś nie odważyłabym się współżyć, gdyby rodzice byli w pokoju
    oboksmile

    ja też smile))
  • mamalgosia 25.09.08, 21:33
    ale już prędzej gdyby oni byli obok, niż Tysmile Daleko Ci do nietoperza
  • nati1011 25.09.08, 21:38
    bliżej niż myślisz: ledwo widzę, czepiam się wszystkiego, tylko
    słuch mam w miarę smile)))
  • nati1011 25.09.08, 21:41
    a tak wogóle, to ja jestem klasycznym przykładem zasady, ze w
    policji powinni pracować byli złodzieje wink)

    Sama kiedyś nieźle nabroiłam, to wiem czym to grozi w
    konsekwencji smile))

    Nie wiesz, ze najzajadliwszymi wrogami palących są byli palacze? wink
  • mamalgosia 26.09.08, 09:47
    Wiem, wiem. Neofityzm bywa groźny.
    Mam jedną dziedzinę, w której osiągnęłam pewien sukces (tzn trochę
    to on się sam osiągnął) i wiem, że zdarza mi się patrzeć z pewną
    wyższością na osoby, które tego nie pokonały. Brzydko bardzo, bardzo
    brzydko. Wstydzę się tego i czynię to w skrytości, ale to nie
    umniejsza mojej winysad
  • moniowiec 26.09.08, 11:15
    heh, ja to nawet słuch mam kiepski big_grin
    i do tego latam po domu big_grin

    co do dyskusji - z własnego doświadczenia wiem że samo "nie wolno bo nie" nic nie daje, a "nie wolno (i tu dlaczego)" ma 50% szans na powodzenie. będę stosować to drugie.

    mi rodzice pozwolili (ale chyba to było spowodowane tęsknotą jak byłam w UK) na mieszkanie z chłopakiem-narzeczonym. ale ślub już był w przygotowaniu, obydwoje pracowaliśmy (ja jeszcze kończyłam szkołę), mieszkaliśmy daleko od domów rodzinnych - utrzymanie samodzielnie. dziś jestesmy szczęśliwym małżeństwem (z trochę mniej szczęśliwymi moimi rodzicami, ale to już inna sprawa...)

    sama byłam dużym wychowawczym problemem i wiem że zakazany owoc bardzie smakuje. szczególnie nastolatkom i prawie dorosłym. dzieci jeszcze się wychowuje, wiec można zakazać czegoś na jakiś czas, bo wiadomo, że jak będzie kusić to kiedyś przekroczy grnicę zakazu. przykład: koledzy z podstawówki oglądali porno u jednego z nich (jako jedyny mial taki kanał) chociaz im nie było wolno, za to mój mąż mógł w domu piwo wypić i poza domem nie wypił nawet łyka alkoholu do 18 roku życia. nie tęsknił za tym bo mógł posmakować w domu (wiem, nie wszystko tak się da)
    --
    W dyskusji nie zniżaj się do poziomu idioty, bo pokona cię doświadczeniem.
    Mój brzdąc
  • mamalgosia 26.09.08, 13:31
    skąd te 50% szans?
  • mader1 25.09.08, 21:29

    > Nie lubię pisać o właśnej sferze seksualnej, ale wyznam, że ja do
    > dziś nie odważyłabym się współżyć, gdyby rodzice byli w pokoju obok

    wiadomo , wierząca ! Tak wychowana ! smile))))
    --
    Dopóki walczysz - jesteś zwycięzcą św. Augustyn
    Wychowanie w wierze
  • capriglione 25.09.08, 21:55
    A co z częstą skądinąd sytuacją mieszkania młodego małżeństwa w mieszkaniu z
    rodzicami? smile) Celibat?

    Akurat niedawno brałam udział w rozmowie osobą, która była do niedawna w takiej
    sytuacji. Otóż koleżanka ta zrobiła statystykę wraz ze swą mamą, z którą jest w
    bardzo dobrym kontakcie, i bezapelacyjnie wyszło, że Rodzice (wiek ok. 55 lat)
    współżyli ok. dwukrotnie częściej niż Młodzi za ścianą! Ależ koleżanka im
    zazdrościła braku pruderiismile)
  • nati1011 25.09.08, 22:01
    capriglione napisała:

    > A co z częstą skądinąd sytuacją mieszkania młodego małżeństwa w
    mieszkaniu z
    > rodzicami? smile) Celibat?

    Och przecież to w żartach było smile) Jest to jednak troche krepujące
    dla obu stron. Dlatego się powszechnie uważa, ze dorosłe dzieci nie
    powinny mieszkać z rodzicami smile)
  • verdana 25.09.08, 22:04
    No, to ja mam sytuację odwrotną. Współżycie z własnym , legalnym
    mężem w mieszkaniu, gdzie są dorosłe dzieci też do luksusów nie
    należy, co nie oznacza, ze zamierzam rezygnować.
    Jako matki młodszych dzieci wyobraźcie sobie sytuacje, gdy dorosłą
    córkę nalezy odesłac spać, by rodzicom nie przeszkadzała.
    Po długich przepychankach i pytaniach "dlaczego mam iść spać, jestem
    dorosła", ktoregos dnia nie wytrzymałam i odpowiedziałam "Żebyś nie
    była dzieckiem rozwiedzionych rodziców".
    Na takie dictum corka na pierwszą wzmianke idzie spać, ile razy
    proszę.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • nati1011 25.09.08, 22:08
    smile))

    Moja, prawie dorosła już wtedy, koleżanka, jak usłyszała, zart
    rodziców, że może się jeszcze o rodzeństwo postarają, przez długie
    miesiące skutecznie im te starania uniemożliwiła smile)
  • capriglione 25.09.08, 22:22
    W ogóle czasem zdarza się, że dla dorastających dzieci seks rodziców budzi jakiś
    wewnętrzny sprzeciw. Czym to tłumaczyć?
  • verdana 25.09.08, 22:23
    Bo człowiek gorzszy sie dwa razy.
    Raz, gdy uświadamia sbie, ze rodzice jeszcze to robią. Dwa - gdy
    uswiadamia sobie, ze dzieci już to robią.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • capriglione 25.09.08, 22:26
    verdana napisała:

    > Bo człowiek gorzszy sie dwa razy.
    > Raz, gdy uświadamia sbie, ze rodzice jeszcze to robią. Dwa - gdy
    > uswiadamia sobie, ze dzieci już to robią.

    Ot i cała filozofia smile)
  • direta 26.09.08, 12:26
    capriglione napisała:

    > verdana napisała:
    >
    > > Bo człowiek gorzszy sie dwa razy.
    > > Raz, gdy uświadamia sbie, ze rodzice jeszcze to robią. Dwa - gdy
    > > uswiadamia sobie, ze dzieci już to robią.
    >
    > Ot i cała filozofia smile)

    A ja słyszałam, że pierwszy raz gdy odkrywa, że rodzice też To robią. A drugi
    gdy odkrywa, że rodzice jeszcze To robią.

    --
    No co jest?!
    mam ci paznokciepoobgryzać?
  • capriglione 25.09.08, 22:08
    smile)
  • mader1 25.09.08, 22:26
    Veradana ! Niech Cię uściskam ! smile))))
    Z rodzicami poślubie ani dnia nie mieszkalismy za to... dzieci...smile)))
    Ja kiedyś opierającej się córce powiedziałam " wyobraź sobie, że tato jest moim
    ukochanym. Wyobraź sobie, że chcielibyśmy zostać przez trochę sami " Spojrzała
    niedowierzająco wink))) ale teraz łatwiej przychodzi jej "udawanie się do swojego
    pokoju" , "ile razy proszę" !
    --
    Dopóki walczysz - jesteś zwycięzcą św. Augustyn
    Wychowanie w wierze
  • capriglione 25.09.08, 22:35
    Maderku i Verdanko (jeśli wolno mi zdrobnićsmile)
    Ale czy te teksty do dzieci/córek, które są w takim wieku, że już wiedzą o co
    chodzi, Was nie krępują, tzn. ta świadomość, że córka wie, że teraz mama z
    tatą...???
  • verdana 25.09.08, 22:38
    Nie.
    Niech córka ( a przedtem syn) wiedza, ze można być 25 lat po ślubie
    i nadal ze soba sypiać. Jedna z bardziej kształcących informacji.
    Zreztą, moje dzieci wiedziały w wieku 10 i 7 lat, ze zaliczylismy
    wpadkę. A wpadki skądś się biorą....
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • capriglione 25.09.08, 22:45
    Czy "owoc wpadki" ma również tę świadomość?
  • capriglione 25.09.08, 22:50
    verdana napisała:

    > Ma. Jako też swiadomość, ze był najlepszym błędem lekarskim
    > wszechczasów.

    Super!
  • mader1 25.09.08, 22:44
    najbardziej obe strony krępuje pierwsza rozmowa na " te" tematy...
    Ale ja miałam prosto. Przyszedł do mnie 7 lat młodszy brat z książeczką " Co
    chłopiec wiedzieć powinien ?" jak miał z 14 lat ?
    ( zdążył zanim się od rodziców wyprowadziłam)... do naszych rodziców to nie miał
    po co iść.I...i... porozmawiałam z nim. Nic trudniejszego nie mogło mnie w życiu
    spotkać smile))))
    Potem było tylko łatwiej smile))))
    W konwencji żartu, zabawy... nie...smile)))
    --
    Dopóki walczysz - jesteś zwycięzcą św. Augustyn
    Wychowanie w wierze
  • capriglione 25.09.08, 22:48
    To jeszcze wszystko przede mnąsmile
    Nie mniej trochę czymś innym jest chyba "uświadomienie" dzieci w sensie ogólnym
    (ciąża, poczęcie itd.), a czym innym danie do zrozumienia, że rodzice właśnie
    życzyliby sobie nieco samotności we dwoje... Właśnie chyba z tym miałabym
    najwięcej problemu, kiedyś tam.
  • verdana 25.09.08, 22:51
    Teoretycznie tak. Ale okazuje się, ze to dziaa, i wbrew pozorom nikt
    sie nie gorszy i nie jest zbulwersowany.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • decylia 25.09.08, 22:54
    No OK, idę już spać... wink
  • direta 26.09.08, 12:08
    decylia napisała:


    > Jedna dziewczyna od ponad pół roku współżyje ze swoim chłopakiem, co
    > śmieszniejsze rodzice byli w pokoju obok...

    No właśnie. Co byście zrobili gdyby Wasze dziecko zaprosiło osobę płci
    przeciwnej, a Wy będąc w pokoju obok powzięlibyście podejrzenia, że oni
    niekoniecznie uczą się matematyki?

    Albo np pukacie bo macie do dziecka jakąś sprawę a z pokoju dobiega "chwileczkę!"?

    Albo nawet przez roztargnienie wchodzicie bez pukania i przyłapujecie ich w
    sytuacji nie budzącej wątpliwości?

    Jaka byłaby Wasza reakcja na sytuację 1, 2 i 3
    I jaka Waszym zdaniem reakcja powinna być?

    --
    No co jest?!
    mam ci paznokciepoobgryzać?
  • sion2 25.09.08, 20:19
    A co powiecie na odwrotna sytuacje: gdy rodzice musza utrzymywac
    dziecko dorosle, ktore jest chore i niepelnosprawne, ktore zarabia
    albo w ogole albo kilkaset zlotych na miesiac - czy rodzice w takiej
    sytuacji maja prawo decydowac o zyciu tego dziecka "bo ja cię
    utrzymuję"? zakladajac sytuacje faktycznie "losową" a nie
    lenistwo "dziecięcia"?
    --
    Uroczysta Wiki
    13 miesięcy
  • nati1011 25.09.08, 20:23
    argument: ja cię utrzymuję nigdy nie jest podstawą do decydowania o
    drugim człowieku.

    Za dziecko decyduję nie dlatego, ze go utrzymuję, ale dlatego, zę
    taka rola rodzica, by dziecko wychować. Dorosłego z zasady sie nie
    wychowuje. Tak samo nie wychowuje sie starych niedołężnych rodziców,
    choć się nimi opiekuje i utrzymuje.
  • verdana 25.09.08, 20:25
    Nie.
    Ja utrzymuje na razie syna, całkowicie pelnosprawnego, bo skonczył
    psychologie i uznał, ze jesli nie odbedzie porzadnego stażu, to jego
    pomoc ludziom będzie szkodliwa i nieuczciwa. Wobec tego rok byl na
    moim całkowitym utrzymaniu.
    Oczywiscie, on o to nie prosił, ani tego nie wymuszal.
    Pieniądze nie mogą być absolutnie żadnym elementem wychowania -
    wymuszanie przy pomocy pieniedzy zachowania doroslego dziecka sa po
    prostu obrzydliwą forma szantażu, w momencie gdy dorosłe dziecko nie
    ma zadnych innych szans utrzymania się.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • mader1 25.09.08, 20:43
    decydować o życiu dziecka " bo Cię utrzymuję" ?
    Jeżeli to jest dorosły, to... no... nie... nie potrafiłabym go ubezwłasnowolnić.
    Ale skoro poruszyłaś tę kwestię - całkowitego uzależnienia materialnego
    dorosłego dziecka od rodziców. Czy gdyby w oczach wierzących rodziców dziecko
    chciało pieniądze na rzecz zdecydowanie złą, powinno je dostać ?
    Niektórym rodzicom zresztą nie potrzeba władzy ekonomicznej, żeby starać się
    wymuszać posłuszeństwo u dorosłych dzieci. Mają " subtelniejsze metody" - płacz,
    obrażanie się, histeria,urojone choroby w razie nieposłuszeństwa sad
    --
    Dopóki walczysz - jesteś zwycięzcą św. Augustyn
    Wychowanie w wierze
  • verdana 25.09.08, 20:49
    Jakby ktokolwiek chciał od kogokowiek pieniądze na rzecz złą nie
    powinien ich dostać. Niezaleznie od wiary, pokrewieństwa i wieku.
    Choc po napisaniu tego zdania naszła mnie refleksja - za wyjątkiem
    osob dorosłych, ktore z przyczyn zdrowotnych zarabiac nie mogą. One
    powinny po prostu dostawać pieniądze na wlasne wydatki, nawet jesli
    rodzice tych wydatkow nie aprobują. Bo inaczej to jest okropne
    uzaleznienie od rodziców.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • sion2 25.09.08, 20:57
    nie, nie mysle ze w takiej sytuacji dziecko nie powinno
    prosic/żądać/oczekiwac pieniedzy na cos niezgodnego ze
    swiatopogladem rodzicow tzn ja bym nie potrafila
    moim zdaniem jednak jakies ograniczenie musi byc np. dziecko żąda
    pieniedzy na cos co je niszczy i tym samym poglebia chorobe i nie
    pozwala podjac pracy - rodzice maja prawo weta wtedy, albo dziecko
    żąda kasy na hobby a nie robi nic zeby samemu zarobic

    ale mnie chodzi o zwykle sytuacje, moja matka uwaza ze moze rządzic
    moim zyciem dopoki wydaje jej pieniadze, ojciec na szczescie nie a
    to on glownie zarabia ale jednak... czasami ciezka atmosfera
    zwlaszcza ze mnie argument pt jestes ciezarem powala psychicznie...
    nie powiem zeby byl to najwiekszy problem, dlatego ze jednak cos tam
    zarabiam i staram sie jak moge a moje dolegliwosci nie są urojone, a
    poza tym jednak doroslosc to tez pewna samodzielnosc psychiczna mimo
    czasem zaleznosci materialnej...
    tylko wlasnie trudno czasem rodzicom wyhamowac, mysle ze nie tylko
    moim...
    mimo wszystko, moge powiedziec ze mam swoje zycie smile
    --
    Uroczysta Wiki
    13 miesięcy
  • verdana 25.09.08, 21:01
    Problem w tym, ze to nie dziecko. Tylko dorosły. Dorosły ma prawo
    decydowac o sobie, nawet jeśli sobie szkodzi.
    Bardzo ci współczuję - naprawde, nie mam słów. Pieniądze jako
    argumet to dla mnie forma szantazu.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • mader1 25.09.08, 21:15
    bardzo Ci współczuję, bo te argumenty są nieludzkie i Cię osłabiają i ranią.
    Niestety, mam wrażenie, że są osoby - matki czy ojcowie- którzy niezależnie od
    sytuacji, chcą " postawić na swoim". Może mniej by Cię to bolało, ale niestety,
    skoro mama ma taką tendencję, to i tak starałaby się Twoim życiem rządzić. "
    Wypracowałaby" sobie jakiś inny skuteczny sposób sad
    --
    Dopóki walczysz - jesteś zwycięzcą św. Augustyn
    Wychowanie w wierze
  • sion2 25.09.08, 21:25
    mader1 napisała:

    > bardzo Ci współczuję, bo te argumenty są nieludzkie i Cię
    osłabiają i ranią.
    > Niestety, mam wrażenie, że są osoby - matki czy ojcowie- którzy
    niezależnie od
    > sytuacji, chcą " postawić na swoim". Może mniej by Cię to bolało,
    ale niestety,
    > skoro mama ma taką tendencję, to i tak starałaby się Twoim życiem
    rządzić. "
    > Wypracowałaby" sobie jakiś inny skuteczny sposób sad


    owszem owszem ona z tych co musza rzadzic zyciem innych ale nie
    tylko moim, syna czy meza takze...
    ale mimo wszystko uwazam ze wypracowalam spora samodzielnosc... gdy
    tylko zaczelam zarabiac po studiach gdy bylam zdrowa to bylo
    inaczej...
    teraz ja sama mam wielkie wyrzuty sumienia, bo dalabym wszystko zeby
    utrzymywac sie sama, nie chce byc klopotem... ale wiem ze do pewnych
    spraw matka wtracac sie nie ma prawa i kropka... licze na to ze
    kiedys los sie odmieni, bardzo bym chciala pomagac rodzicom a nie
    byc ciezarem


    --
    Uroczysta Wiki
    13 miesięcy
  • mader1 25.09.08, 21:28
    > teraz ja sama mam wielkie wyrzuty sumienia, bo dalabym wszystko zeby
    > utrzymywac sie sama, nie chce byc klopotem...

    Jesteś chora i to nie Twoja wina.
    --
    Dopóki walczysz - jesteś zwycięzcą św. Augustyn
    Wychowanie w wierze
  • mamalgosia 25.09.08, 21:30
    cha cha cha <śmiech z sarkazmem>
    Nie kto inny jak sion napisała mi te słowa, gdy w wakacje musiałam
    wziąć od mamy pieniądze na leczenie, bo były potrzebne JUŻ i
    NATYCHMIAST a nie mieliśmy. I bardzo źle sie z tym czułam
  • sion2 25.09.08, 22:01
    mamalgosia napisała:

    > cha cha cha <śmiech z sarkazmem>
    > Nie kto inny jak sion napisała mi te słowa, gdy w wakacje musiałam
    > wziąć od mamy pieniądze na leczenie, bo były potrzebne JUŻ i
    > NATYCHMIAST a nie mieliśmy. I bardzo źle sie z tym czułam

    Ty mi tu nie aspiruj do porównywania sie smile)
    Kasiu ty pracujesz, masz dzieci i męża - slowem nie jestes
    bezuzyteczna i masz prawo do pomocy innych i brania pieniedzy jak
    nie starczy ci na leczenie
    ja nie jestem uzyteczna, wiem wiem ze tez mam prawo itd ale jednak
    moja osoba to same klopoty dla otoczenia a ty to co innego


    --
    Uroczysta Wiki
    13 miesięcy
  • nati1011 25.09.08, 22:04
    żaden człowiek nie jest bezużyteczny. Nawet nie wiesz, jak wiele
    dajesz innym. Takze na tym forum. To też jest dar: dać komuś okazję
    do modlitwy, czy pomocy. Może nawet wiekszy dar niż pomóc komuś. To
    trudny dar - wymagający pokory od obu stron. Ale te trudne dary
    rodzą najpiękniejsze owoce.
  • mader1 25.09.08, 22:31
    no nie, Sion, tyle Cię uczyli teologii, antropologii chrześcijańskiej i Ty
    teraz człowieka jego użytecznością mierzysz ? "Krew w piach" !
    Innych -rodziców, rodzeństwo, małżonka byś tak mierzyła ?
    Ty jesteś Człowiekiem chora czy zdrowa, zarabiająca czy nie.
    Zobacz, czy Ty się na tym forum od innych różnisz ?
    --
    Dopóki walczysz - jesteś zwycięzcą św. Augustyn
    Wychowanie w wierze
  • mamalgosia 26.09.08, 09:53
    No tak - jestem użyteczna, a Ty nie. To mi się bardzo podoba.
    Pracuję zawodowo i przynosze do domu 1200 zł (nie, po podwyżce i z
    nowym dodatkiem funkcyjnym chyba 1310) - to właśnie jest moja
    użyteczność.
    Obie wiemy, że nie o to chodzi. I obie wiemy, że nie tym się mierzy
    wartość drugiego człowieka.
    Ale wiedzieć - to jedno, a czuć - to drugie.
    Powiem Ci, że tym bardziej Ciebie podziwiam. Bo własnie ja dlatego
    teraz pracuję - dla tych 1300 złsad Bo choć lubię swoją pracę, to
    teraz - gdy mam w domu jeszcze małego Synka - 3 latkowi w wydaniu
    moich dzieci nie jest łatwo w przedszkolu (i drugiego też jeszcze
    wcale nie dorosłego) to bym chętnie jeszcze nie pracowała. I właśnei
    o tę "użyteczność" mi chodzi. Może to jest jakieś zakompleksienie,
    może op prostu te wszystkie choroby za długo trwają... Za dużo idzie
    na mnie wydatków. Więc gdy tylko mogę, to pracuję zawodowo. Przykro
    mi tu wyjaśniać te pobudki, ale wiem, że to akurat rozumiesz bardzo
    dobrzesad((
  • verdana 25.09.08, 21:30
    Sionku, zlituj się - dlaczego wyrzuty sumienia?????
    Wyrzuty sumienia za wlasną chorobe, no daj spokój.
    Gdy się ma dziecko, to trzeba liczyć się także z tym, ze może być
    ono chore. Decyzja o posiadaniu dziecka to decyzja na cale życie. I
    naprawde, jesli trzeba utrzymywac chore dziecko, to trzeba i już. To
    nie jest takie znowu okropne - mlodsze dziecko utrzymuje się bez
    skargi, wiec można.
    Naprawde, nie wyobrazam sobie, aby moje chore dziecko moglo być dla
    mnie ciężarem tylko dlatego, ze musze je utrzymywać. Samo to, ze
    można sobie pogaac z dorosłym, udanym dzieckiem jest bezcenne i
    zadne pieniadze nie moga z mojego dziecka zrobić "ciężaru".
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • mamalgosia 25.09.08, 21:34
    A ja BARDZO DOBRZE sion rozumiemsad

    I zawsze czuję wyrzut sumienia, gdy np mój Mąż kupuje raz na dwa
    lata buty i wybiera za 80 zł,a nie za 200, a ja potem "lekką ręką"
    na wizytę lekarską wydaję 100sad((
  • nati1011 25.09.08, 21:34
    Sion, to wszystko po coś jest. Wiem, ze Ci cieżko. Pewnie każdemu by
    było. Ale to nie Twoja wina. A dziecko dla kochających rodziców
    nigdy nie jest cieżarem. Nawet dorosłe, zwłaszcza chore. A to, ze
    czasem ponarzekają? Mnie też się zdarza. A przecież kocham swoje
    dzieci nad życie i na myśl by mi nie przyszło mieć pretensji o
    wysiłek, pieniadze czy nieprzespane noce. To, ze jesteś dorosła nie
    sprawia, ze przestałaś być dzieckiem swoich rodziców. Nadal cie
    kochają. Choć może nie zawsze potrafia tą miłość okazać.
  • sion2 25.09.08, 21:57
    no dzieki dzieki za te slowa wszystkim szczegolnie verdanie
    ale coz - moja mama nie jest normalna smile) serio piszę, ona jest
    okropnie poraniona zyciowo i sama chora ciezko od 18 roku zycia,
    teoretycznie powinno to rodzic wspolczucie ale u niej zrodzilo
    maksymalne skoncentrowanie na sobie
    ja wiem czemu ona przeze mnie cierpim zabieram jej nalezne miejsce w
    domu, gdyz jak twierdzi "jest chora a nie ma warunkow zeby sie
    polozyc i wszyscy kolo niej chodzili tylko ona musi wokol doroslej
    corki" - fakt mialam 3 operacje po ktorych wiele tygodni musiala
    mnie myc i dawac jedzenie do łózka a teraz bedzie 4 operacja i
    jeszcze te inne dolegliwosci co mnie powalily doslownie od polowy
    sierpnia... ja ją rozumiem ona jest sama po chorobie nowotworowej,
    ma zakrzepice, naprawde czasem ledwo zyje
    ale gdy rzuca "argument" o utrzymywaniu to niestety jest awantura,
    wlasciwie to jest upokarzanie wlasnego dziecka...
    wiem ze mnie kocha i przede wszystkim ja ją kocham, staram sie i
    moze kiedys wynagrodze jej caly trud jaki ma przeze mnie...
    wyrzuty sumienia mam nie tyle ze jestem chora tylko ze nie udalo mi
    sie w ciagu 5 lat znalezc stalego zatrudnienia, ze zycie przecieka
    mi przez palce i widze ze trace nabyte umiejetnosci zawodowe, a
    cokolwiek chcce zaczac zaraz krzyzuja sie plany
    teraz od wrzesnia mialam zaczac nauke angielskiego a raczej wielkie
    przypominanie sobie tego co kiedys umialam - jednak te zawroty glowy
    z nudnosciami i potworne napiecie w tygodniu przed operacja po
    prostu mnie wykonczylo totalnie i znowu czuje niesmak, żal
    ze "mialas cos zmienic, za cos sie wziac i co?"

    sorki za zasmiecanie wątku
    bylam ciekawa jak byscie jako rodzice zareagowali, dobrze sie
    upewnic mimo wszystko ze matka racji nie ma...
    --
    Uroczysta Wiki
    13 miesięcy
  • mama_kasia 25.09.08, 22:28
    Sionku sad Przykro mi. Pamiętam cały czas o Tobie.
  • neafilipowa 26.09.08, 10:59
    Sion, podziwiam Cię z wielu powodów, ale nie wolno Ci pisać,że jesteś ciężarem, kłopotem czy osobą bezużyteczną.
    A co do Twojej mamy... dziękuję Bogu za to, jaką była moja.
  • magdalaena1977 26.09.08, 11:42
    sion2 napisała:
    > wyrzuty sumienia mam nie tyle ze jestem chora tylko ze nie udalo mi
    > sie w ciagu 5 lat znalezc stalego zatrudnienia, ze zycie przecieka
    > mi przez palce i widze ze trace nabyte umiejetnosci zawodowe, a
    > cokolwiek chcce zaczac zaraz krzyzuja sie plany
    Sionku, a nie masz szans na jakąś rentę (czy miałaś jakiś staż pracy po studiach
    ?), rentę socjalną, zasiłek z pomocy społecznej ? alimenty na dzieci ? Tak,
    żebyś miała SWOJE pieniądze, nawet jeśli rodzice dokładają więcej.
    --
    Magdalaena
  • nordynka1 26.09.08, 12:18
    smutno..
    ściskam Ciebie

    --
    koniec lata
    Pinokia
  • sion2 26.09.08, 12:19
    renty nie mam mimo umiarkowanego stopnia niepelnosprawnosci (obecnie
    do 2010 roku) bo zabraklo mi 6 tyg (tak tak) okresu skladkowego,
    sądziłam sie juz w sądzie z ZUSem
    zasilek mi nie przysluguije bo mieszkam z rodzicami i zarobiki taty
    + renta mamy podzielone na trzy osoby w gospodarstwie daja wynik
    powyzej dochodu od ktorego taki zasilek by mi przyslugiwal
    smieszne jest to ze gdyby nie rodzice zylabym z zasilkow z MOPSow i
    one bylyby wyzsza niz ewentualna moja renta smile)))
    --
    Uroczysta Wiki
    13 miesięcy
  • magdalaena1977 26.09.08, 12:42
    sion2 napisała:

    > renty nie mam mimo umiarkowanego stopnia niepelnosprawnosci
    > (obecnie do 2010 roku) bo zabraklo mi 6 tyg (tak tak) okresu
    > skladkowego,
    Współczuję sad
    Niestety ludzie przeważnie nie są świadomi i nie pilnują swojego stażu.
    a może renta socjalna - jeśli nie jesteś zdolna do pracy, a choroba ma początki
    w dzieciństwie ?
    www.zus.pl/default.asp?p=4&id=406
    jak chcesz napisz na priv.

    --
    Magdalaena
  • mamalgosia 25.09.08, 21:29
    Nie, parwa nie mają. I my to wszyscy oczywiście wiemy.

    Ale myślę, że sprawa może być delikatniejsza. Raczej w biorcy może
    się rodzić jakieś poczucie winy, że bierze a brać już nie powinien,
    więc może robić chociaż tyle, że dawcy się w jakiś sposób słuchać.
    Niestety znam to uczucie z autopsji.
  • nati1011 25.09.08, 20:30
    nie pozwoliłabym dziecku bez ślubu spać w moim domu z "sympatią".
    Nienormalna jest dla mnie zgoda rodziców, ze nastolatki śpią pod ich
    dachem w jednym łóżku. Dotyczy to też dorosłych dzieci. Gdyby mój 30
    letni syn przjechał z dziewczyną, to w moim domu musieli by spać
    oddzielnie.

    Nie pozwoliłabym na palenie w naszym domu - bo u nas sie nie pali.
  • verdana 25.09.08, 20:35
    Nie jest nienormalna, tylko oparta na innej moralnosci. Owszem,
    rozumiem, ze może byc nie do przyjecia dla ludzi wierzacych - to
    całkowicie rozumiem i rozumiem ich niezgodę na takie zachowanie pod
    własnym dachem.
    Inni natomiast nie widza w tym nic zlego - ja na przyklad.
    Oczywiscie, jest róznica, czy chodzi o młode nastolatki, czy dwoje
    19-letnich studentów.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • capriglione 25.09.08, 21:02
    nati1011 napisała:

    > nie pozwoliłabym dziecku bez ślubu spać w moim domu z "sympatią".
    > Nienormalna jest dla mnie zgoda rodziców, ze nastolatki śpią pod ich
    > dachem w jednym łóżku. Dotyczy to też dorosłych dzieci. Gdyby mój 30
    > letni syn przjechał z dziewczyną, to w moim domu musieli by spać

    Nati - Twoje słowa w swym tonie, a co za tym idzie poglądy, należą do jednych z
    najbardziej radykalnych, jakie słyszałamsmile
    Nie mogę się jednak z nimi utożsamić, zbyt wiele bowiem w swym życiu usłyszałam
    tego typu wypowiedzi (niekoniecznie odnoszących się do seksu), które rozmijały
    się z postawą Miłości, Zgody, Pokoju.
    Dlatego chyba nie potrafię myśleć aż tak radykalnie.
    A co gdy moja córeczka dorośnie? Zobaczymy... Jeśli kogoś pokocha, chyba nie
    mogłabym "zabronić" jej "tego".
    > oddzielnie.
    >
    > Nie pozwoliłabym na palenie w naszym domu - bo u nas sie nie pali.
  • nati1011 25.09.08, 21:27
    capriglione napisała:

    > Nati - Twoje słowa w swym tonie, a co za tym idzie poglądy, należą
    do jednych z
    > najbardziej radykalnych, jakie słyszałamsmile


    W moim domu ja jestem gospodynią i ja ustalam reguły. Dzieci i
    goście musza je zaakceptować. Oczywiście nie będę w stanie zabronić
    dziecku współżycia przed ślubem. Mam nadzieję, zę samo bedzie tego
    chciało, ale jeżeli nie, to mojej zgody na to nie dostanie. Może
    nawet mieszkać z "patrnerem" razem, ale u mnie nie dosteną oddzielne
    posłania smile)

    > Nie mogę się jednak z nimi utożsamić, zbyt wiele bowiem w swym
    życiu usłyszałam
    > tego typu wypowiedzi (niekoniecznie odnoszących się do seksu),
    które rozmijały
    > się z postawą Miłości, Zgody, Pokoju.

    współżycie bez ślubu jest grzechem. Zgoda na grzech nie ma nic
    wspólnego z Miłością, Zgodą i pokojem
  • verdana 25.09.08, 21:43
    " W moim domu ja jestem gospodynią i ja ustalam reguły. Dzieci i
    > goście musza je zaakceptować"
    Nati, na pierwszy rzut oka to zdanie ma sens, ale taka postawa jest
    ostatecznie do przyjecia w przypadku malych dzieci - bo wtedy
    rodzice i tak nimi kierują.
    W przypadku dzieci starszych taka postawa jest groźna dla rodziny.
    Zwroć uwagę co wynika z Twojego postu - to Twój, jedynie Twój dom i
    obcy - do ktorych zakiczasz i dzieci i gosci - musza się
    podporzadkować.
    To oznacza, ze dzieci nie są we wlasnym domu u siebie - sa u Ciebie.
    Czyli Twój dom nie jest w pełni ich domem. A z cudzego domu, z
    cudzymi wyłącznie regułami, ucieka się jak najszybciej.
    Człowiek, także mlody, chce mieć dom, gdzie jest u siebie, nie u
    kogos.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • nati1011 25.09.08, 21:55
    Verdana - ten dom należy i do mnie i do dzieci, ale w sytuacji
    spornej, to moje (i męża) zdanie jest decydujące. Chyba jeszcze
    bardziej powinna cie przerażać sytuacja, gdy to rodzice czują
    sie "nie u siebie" we własnym domu, gdzie dzieci narzuciły
    nieakceptowalne dla nich reguły.
  • verdana 25.09.08, 21:58
    W domu obie strony powinny byż u siebie. W przypadku mlodszych
    dzieci masz rację. Ze starszymi, niemal doroslymi lub doroslymi
    dziećmi pewne sprawy załatwie sie polubownie, nie przez nakazy.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • mama_kasia 25.09.08, 22:13
    Ale jak polubownie się nie da, to jednak rodzic ma prawo
    pewnych rzeczy zakazać, szczególnie w przypadku dorosłych dzieci,
    które mogłby już same o sobie stanowić i spróbować żyć
    poza rodzinnym domem.
  • mama_kasia 25.09.08, 22:16
    A tu jeszcze Nati pisała o dorosłych dzieciach, którzy
    przyjeżdżają w gości.
  • capriglione 25.09.08, 21:47
    nati1011 napisała:

    > współżycie bez ślubu jest grzechem. Zgoda na grzech nie ma nic
    > wspólnego z Miłością, Zgodą i pokojem
    Może i jest (wg mnie nie zawsze, ale nie o tym chcę pisać). Chodzi mi raczej o
    ten radykalizm wypowiedzi, który mnie przeraża. Nie ograniczam swoich odczuć
    jedynie do Twoich wypowiedzi Nati, mówię ogólnie, że nazywanie np. każdego
    współżycia poza małżeństwem "k...." jest dla mnie nie do zaakceptowania.
    Oczywiście szanuję osoby, które podejmują decyzję o niewspółżyciu, jednak nigdy
    nie odważyłabym potępiać osoby wyrażające inne poglądy w tej kwestii, zaczynając
    od niepuszczania ich do swego domu (zresztą musiałabym zerwać z takim
    nastawieniem chyba większość kontaktów towarzyskich. W sumie wszystkie moje
    bliskie koleżanki, o ile nie są zamężne lub samotne, mieszkają ze swymi
    chłopakami. A są mi przecież bliskie).
  • nati1011 25.09.08, 21:57
    Chrześcijańśtwo jest wogóle dość radykalne smile)

    Bardzo mi się podobało jedno kazanie, gdzie była mowa o
    przykazaniach. Ksiadz użył porównania z kluczami. Jeżlei bedziemy
    przestrzegać nawet 9 przykazań, a jedno uznamy za nieistotne, to
    choćbyśmy otworzyli 9 zamków na 10 to i tak drzwi nie puszczą.

    i przepraszam bardzo, ale ja niekogo k... nie nazwałam.
  • capriglione 25.09.08, 22:04
    nati1011 napisała:
    > i przepraszam bardzo, ale ja niekogo k... nie nazwałam.
    I ja tak nie twierdziłam: "Nie ograniczam swoich odczuć
    jedynie do Twoich wypowiedzi Nati, mówię ogólnie, że nazywanie np. każdego
    współżycia poza małżeństwem "k...." jest dla mnie nie do zaakceptowania."
  • nordynka1 26.09.08, 11:30
    capriglione napisała:

    > nati1011 napisała:
    >
    > > nie pozwoliłabym dziecku bez ślubu spać w moim domu
    z "sympatią".
    > > Nienormalna jest dla mnie zgoda rodziców, ze nastolatki śpią pod
    ich
    > > dachem w jednym łóżku. Dotyczy to też dorosłych dzieci. Gdyby
    mój 30
    > > letni syn przjechał z dziewczyną, to w moim domu musieli by spać

    > Nati - Twoje słowa w swym tonie, a co za tym idzie poglądy, należą
    do jednych z
    > najbardziej radykalnych, jakie słyszałamsmile

    dlaczego?

    --
    koniec lata
    Pinokia
  • mamalgosia 25.09.08, 21:08
    Pewna znajoma mojej mamy powiedziała, że nigdy nie pozwoli na to, by
    jej syn (wtedy 26 letni, młody małżonek) stosował u swojego dziecka
    (sic!) pampersy. Tylko tetra.
    Rozśmieszyło nas to bardzo. I czy właśnie śmieszność niestety nie
    jest najczęstszym efektem tego typu postępowania wobec dorosłych
    dzieci? (a ciekawe: gdzie ta granica wieku...). Matka znajomego (lat
    30) nie chciała by spotykał się z pewną dziewczyną (poprzednia
    bardziej mu się podobała), więc gdy do niej się wybierał, wsiadła z
    nim do samochodu i powiedziałą, że albo jedzie z nią albo wcale.
    Przykładów mnóstwo.

    Co to znaczy: nie pozwolić? Rozumiem, że nie zgodzić się na coś, nie
    popierać tego, nie akceptować, wyrażać nadzieję (czy wręcz żądanie),
    że ktoś tego czegoś nie zrobi.

    Ale dziecko nie ma naszej woli, tylko swoją. I poniekąd wolnąsmile
  • isma 25.09.08, 22:32
    Najpierw uwaga od dyzurnej moderatorki.

    Dyzurna moderatorka, pracujac jako jedyna niewiasta wsrod pieciu chlopa, slyszy
    inkryminowane slowo dosc czesto. Sama nie uzywa, jakkolwiek czasem w emocjach
    uzywa innych, mniej popularnych wyzwisk pod adresem calego otaczajacego swiata.
    W emocjach.

    Natomiast mysle, ze akurat w odniesieniu do slowa pisanego mozna sie ugryzc w
    klawiature, i o to prosze.
    Ale dorosli jestescie, zrobicie co uznacie za stosowne.

    Swojej corce bym powiedziala to samo ;-P.

    --
    Is.
    kladka.blox.pl/html
  • ruda_kasia 26.09.08, 10:47
    A ja chyba za dużo naoglądałam się historii studenckich i "zakazów"
    wspólnego leżakowania, żebym uważała, że to ma sens. Zwłaszcza, że
    powinna moim zdaniem wystarczyć informacja - nie podoba mi się, ale
    rób co chcesz, i ewentualnie ponoś tego konsekwencje. Słabe więzy
    mocniej trzymają. Ale ja może nietypowa jestem, nie zmuszam swojej 8
    letniej córki do grania (sama wybrała szkołę muzyczną, ma talent,
    nienawidzi grać), ale pilnuję, by nie łgała pani, że mama
    nie "pilnuje" jej, skro robi wszystko, by danego dnia "zapomnieć" o
    skrzypcach. I właśnie wczoraj rozmawiałam z koleżanką, która mówi,
    że do głowy by jej nie przyszło, że syn mogłby jej nie posłuchać. A
    ja uważam, że może i dobrze, że młoda mnie nie słucha (no bo raz
    dziennie zawsze mówię - grać), bo jak obije sobie tyłeczek teraz, to
    może z czasem będzie rozważniejsza. I niekoniecznie w kontekście -
    zawsze słuchać mamy, ale brać pod uwagę że dlaczegoś mama mówi tak,
    a nie inaczej. I ja bym powiedziała, żeby pewnych rzeczy nie robiła,
    w myśl zasady krew nie woda raczej nie aranżowała sytuacji wspólnego
    spania młodzieży/studentów, ale z drugiej strony mozna przez 3 lata
    spać w jednym łóżku i nic (tak miał mój szwagier, jego dziewczyna
    czasem nocowała, bo pracowała w hotelu i zmiany różnie jej się
    kończyły, a miała daleko do domu, oboje byli w wieku powyżej 25
    lat), z pobudek oględnie mówiąc innych niż czystość przedmałżeńska,
    w końcu zas się rozstali. A można, jak moi znajomi, nie spac, bo
    mama nie pozwala (studencka para z wizytą jednej z rodzin, w okresie
    przednarzeczeńskim), a po jej wyjściu do pracy - hulaj dusza. Po co
    komu taka hipokryzja. Wolę, żeby moje dziecko powiedziało - tak,
    mamo, będę grzeszyć. A ja jej powiem, ok, sama poniesiesz tego
    konsekwencję. W miarę możliwości okrasze to przykładami z własnego
    życia.
  • dominikjandomin 26.09.08, 13:21
    mader1 napisała:


    > Dać dobry przykład mogę... ale jak zabronić ?
    > Nie chciałabym, żeby któraś z moich córek czy mój syn mieszkali z chłopakiem/
    > dziewczyną bez ślubu czy nawet bez wspólnego mieszkania współżyli przed
    > ślubem... Staram się im to wytłumaczyć.
    > Ale... jak mogłabym " nie pozwolić" ? No oczywiście, mogę powiedzieć swoje
    > zdanie, wyrazić dezaprobatę, ale poza tym, co ?

    Jeśli twój dom, to jest to łatwe. Dana osoba się nie wprowadza i tyle. Jak się
    wyprowadzi... no cóż, jest dorosły, MA PRAWO i OBOWIĄZEK dokonywać wyborów. I
    ponosić ich konsekwencje.
  • mader1 26.09.08, 15:04
    też tak myślę.
    --
    Dopóki walczysz - jesteś zwycięzcą św. Augustyn
    Wychowanie w wierze
  • ekan13 26.09.08, 15:43
    Mama mojej przyjaciółki oburzona tym, że ja w wieku 15 lat jeżdżę wiecznie na biwaki pod namioty (oczywiście z chłopakiem) powiedziała, że ona NIGDY by swojej córki nie puściła, a jej córka w wieku 16 sama się puściła (używam tego słowa ironicznie w tej konkretnej sytuacji)...w jej domu na 38 metrowym mieszkaniu, gdy ona była za scianą...i w wieku 17 lat została mamą.

    Ja przez 2 lat żyłam na kocią łapę i nikt w owym czasie nie przekonałby mnie, że to zły pomysł. Rodzice nas nie utrzymywali i jedni i drudzy byli temu przeciwni. Gdy przyjeżdżałam do nich spalismy z wtedy "nie mężem" razem, bo było by hipokryzją kłaść nas osobno.
    Miałam 150 argumentów na obronę swojej sytuacji przed innymi i przed Bogiem. Niektórzy z nas tak mają, że dorabiają sobie Boga do własnych pglądów i ja tak właśnie wymyśliłąm sobie Boga na własną miarę, który rozumiał, że przecież nie robię nic złego bo kocham, bo potrzebuję bliskości, a nie chcę przed Nim już teraz składać przysięgi by w razie czego Go nie zawieść, że wolę teraz przez jakiś czas Go nie przyjmować niż potem w razie niedanego małeństwa nie przyjmować Go do końca życia...
    Teraz z perspektywy czasu wiem, że to było złe, że zadaliśmy naszym rodzicom ból, zwłaszcza, że lat temu 12 życie na kocią łapę nie było tak "normalne: jak teraz. Nie bedę zabraniać tego dzieciom, bo i jakież mam prawo, mogę jedynie przekazać własne przemyślenia i doświadczenia.
    Dzisiaj mam 150 argumentów przeciwko temu by mieszkać na kocią łapę i w pamięci to, że wtedy i tak te same argumenty by do mnie dotarły...Każdy własnymi ścieżkami dochodzi do prawdy...




    --
    ~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:
  • mader1 26.09.08, 15:59
    Myślę sobie, że Ty wtedy dorastałaś do swoich decyzji. Rodzice mówili Wam, co
    sądzą a Wy zwyczajnie wzięliście odpowiedzialność za to, co robicie.
    I to jest w porządku.
    Co do wyjazdów i namiotów... wiesz, ja nie mówię " że nigdy bym"...
    No właśnie, spoglądając i oglądając takie sytuacje, o których piszesz, nie mówię
    " nigdy bym..."
    Jak coś się dzieje, pytam o radę wink
    --
    Dopóki walczysz - jesteś zwycięzcą św. Augustyn
    Wychowanie w wierze
  • akado 02.10.08, 21:34
    Ni pozwolić można małemu dziecku. Uczysz je zasad i wpajasz je aż do dorosłości. A potem - ten wyrośnięty człowiek bierze życie w swoje ręce i tyle. Możesz tylko wyrazić swoje zdanie, to wszystko.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka